* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sherri Duskey Rinker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sherri Duskey Rinker. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 września 2025

Sherri Duskey Rinker i Tom Lichtenheld: Snów kolorowych, placu budowy. Co robią maszyny?

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Zadania

Ten tomik przykuwa uwagę i wcale nie trzeba być fanem cyklu przygód maszyn z placu budowy, żeby się nim zainteresować. W momencie kiedy tekturowe książeczki są wycinane przeważnie w jednym kształcie (nawet jeśli to kształt wymyślny lub łamiący prostokątne obramowania stron), „Co robią maszyny” to tomik zadziwiający. Dzieciom spodoba się obfitość niezwykłych form – strony z falowanymi brzegami, każda innej wielkości, łamiące schematy i pozwalające również na zabawę za pomocą dotyku. O wycięciach decydują kształty maszyn budowlanych, pięciu bohaterów się tutaj pojawia: spychacz, wywrotka, dźwig, betoniarka i koparka. To maszyny znane już z cyklu, tym razem występują jako modele – owszem, w trakcie swoich codziennych obowiązków, ale nie w typowej fabule – tu nie liczą się cele działań, a same zachowania pozwalające definiować codzienne zadania bohaterów. Każdorazowo odbiorcy mają do czynienia z krótką prezentacją bohatera – wierszyki są rymowane i zgrabnie przez Joannę Wajs przełożone: te pierwsze są odpowiednio krótsze, ale tak, żeby nie gubić rytmu całości. Są krótsze, bo wymaga tego forma: strona z tytułem jest najmniejsza i wymusza skrótowość rymowanki. Nie ma tutaj hierarchizowania maszyn pod względem wielkości, ważne jest za to określenie ich części. Lewa strona rozkładówki to wierszyk – prawa strona zawiera grafikę z prezentowanym bohaterem i nazwami jego poszczególnych fragmentów. Autorzy zrezygnowali z wysokiego stopnia skomplikowania – dzieciom wystarczy po kilka wskazówek, żeby wzbogaciły swoje codzienne zabawy i świadomość na temat wielkich pojazdów budowlanych.

Przyjęta strategia wymusza jednostajną kolorystykę, co pasuje do założeń całej usypiankowej serii – granatowe tło pozwala uwypuklić detale żółtych przeważnie maszyn, tomik jest przyjemny do oglądania także od strony graficznej. Wszystkie maszyny prezentowane są z profilu, więc rzadko można przyjrzeć się ich minom – tu wartością jest przedstawianie odbiorcom detali. Dzieci mogą obejrzeć sobie poszczególne części bohaterów – w powiększeniu (w stosunku do tomików z całego cyklu). To jeszcze bardziej zachęci je do lektury i zaprosi do śledzenia rozrastającej się serii. Da się ten tomik potraktować jako usypiankę, przypomina o tym celu zakończenie opowiastki – ale jeszcze lepiej sprawdzi się on jako historyjka edukacyjna i dostarczająca dzieciom rozrywki interaktywnej. Niektóre strony mają wycięcia, inne po prostu falowane brzegi – tak, żeby móc wodzić po nich palcem. Dzieci poćwiczą więc też sprawność manualną – będą się dobrze bawić nie tylko przy czytaniu.

Ta książeczka jest zaskoczeniem w serii, która do tej pory rozwijała się dość przewidywalnie – wyłamanie się ze schematów dobrze jej robi, to odświeżenie pomysłu i jednocześnie ukłon w stronę wymogów rynku – akcentującego stale potrzebę edukowania najmłodszych. Tu wszystko dobrze się sprawdza, pasuje do siebie i spełnia swoją rolę – edukacyjną, rozrywkową i angażującą maluchy. Każde dziecko, które lubi się przyglądać wielkim maszynom na budowie, po ten tomik sięgnie z zachwytem. Każde dziecko, które do tej pory nie myślało o tego typu zajęciach i aktywnościach podczas spaceru, może się do tego przekonać.

sobota, 23 sierpnia 2025

Sherri Duskey Rinker, Ag Ford: Kłopot śmieciowy na placu budowy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Porządki w dzielnicy

Do tej pory plac budowy polegał na tworzeniu czegoś nowego – tym razem jednak maszyny łączą swoje siły, żeby doprowadzić do stanu używalności opuszczoną i zapomnianą dzielnicę. Wydawałoby się, że trzeba tu wszystko zburzyć i zacząć od nowa – jednak dzielne pojazdy wiedzą, że uda im się odrestaurowanie wyjątkowego miejsca i ocalenie jego charakteru. Tyle tylko, że maszyny znane do tej pory z całej serii Sherri Duskey Rinker i Ag Ford nie do końca się nadają do tego rodzaju wyzwań. Dlatego na kartach książki „Kłopot śmieciowy na placu budowy” pojawiają się kolejni bohaterowie – oczywiście współpracujący z poprzednimi – a akcja rozgrywa się szybko, żeby zdążyć przed zachodem słońca.

Bo wszystkie tomiki w tym cyklu mają charakter usypiankowy, doprowadzają do zmęczenia malucha i do przekonania go, że wieczorem idą spać nawet maszyny. Z takim wsparciem dorośli będą mieli mniejszy problem, żeby położyć dziecko spać. Zanim to zresztą nastąpi, odbiorców czeka mnóstwo brawurowych działań, często – edukacyjnych, bo w rymowance znajdzie się miejsce także na nowe nazwy i komentarze dotyczące budowy pojazdów. Joanna Wajs tym razem nie zawsze jest w stanie uniknąć rymów gramatycznych czy drobnych odstępstw od sylabotoniku – ale jest to powodowane ogromem informacji, które trzeba upchnąć w tekście o niewielkiej objętości. Książkę dobrze się czyta, zwłaszcza że cel wydaje się dość trudny do zrealizowania, a maszyny harmonijnie ze sobą działają dla jak najlepszego efektu: to z jednej strony wyzwala ciekawość, z drugiej – pewność, że praca doprowadzi do pożądanych rezultatów i pomoże uratować martwą dzielnicę.

„Kłopot śmieciowy na placu budowy” to opowieść inna niż historie do tej pory prezentowane najmłodszym – wyjście poza obręb placu budowy (i poza schemat stawiania czegoś nowego) to szansa na przedstawienie innych maszyn. To lektura dla fanów ciężkiego sprzętu budowlanego – i dla tych, którzy lubią wiedzieć jak najwięcej, więc chętnie przyjrzą się nowym wyzwaniom. Motyw rewitalizacji całej dzielnicy (dalej w nieprzekraczalnym terminie – do zachodu słońca) skusi dzieci, pozwoli im na cieszenie się lekturą i na dowiadywanie się czegoś nowego. To książeczka bogato ilustrowana – rytmiczny tekst łatwo wpada w ucho i umożliwia podziwianie przygód maszyn, ale kiedy coś wydaje się mniej zrozumiałe (albo po prostu nowe), można liczyć na stronę graficzną – to podpowiedź co do intencji oraz działań maszyn. Kolejne pojazdy wkraczają na scenę bez wahania – mają do zrealizowania wielki plan i muszą sporo się namęczyć, żeby udało im się odnowić dzielnicę skazaną na nieistnienie. Współpraca daje najlepsze efekty, co widać po minach bohaterów – prezentowanych komiksowo i sympatycznie. Ciepłe kolory pasują do klimatu opowieści i powoli przygotowują na czas snu. W dodatku najmłodsi docenią zapewne, że wiele tu szczegółów na prezentowanych maszynach – można oglądać kolejne pojazdy i rozgryzać zasady ich działania. A wszystko to w humorystycznej opowiastce – w sam raz do czytania tuż przed snem.

wtorek, 28 stycznia 2025

Sherri Duskey Rinker: Koparka i cyfry

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Liczenie

Ta książeczka jest mała rozmiarem i kartonowa – wyróżnia się zatem w serii jako rodzaj gadżetu, a nie kolejna pełnowartościowa historia. To jednak pozory, „Koparka i cyfry” to tomik, który zawiera świetną opowiastkę – tyle tylko, że zamiast puenty w postaci gotowego gmachu pojawia się tu bardziej rozproszony cel – poznawanie kolejnych cyfr. Pracują tu tylko dwie bohaterki – koparka i wywrotka – ale muszą się bardzo uwijać, żeby zdążyć z pracą. Kopią tunele pod rury, wywożą zwały piasku i żwiru – nie mają ani chwili na odpoczynek. Obserwowanie, jak porozumiewają się ze sobą i jak funkcjonują we wspólnym zadaniu jest przyjemnością dla najmłodszych fanów ciężkiego sprzętu budowlanego. Ale prawdziwej rozrywki dostarcza sama rymowanka. Joanna Wajs doskonale sprawdza się tu w przekładach: jej teksty są lekkie, pozbawione błędów i trafiające w punkt. Nie trzeba wielu słów, żeby nakreślić sytuację, przedstawić kolejną cyfrę i jeszcze wszystko zgrabnie zrymować – ale trzeba do tego świadomości rymów i wyczucia rytmu. Tu tego nie zabraknie – „Koparka i cyfry” to naprawdę dobry przekład i warto to podkreślać.

Sherri Duskey Rinker i Ethan Long (tym razem) nie skupiają się na przedstawianiu nazw kolejnych maszyn albo na wskazywaniu, jak wyglądają kolejne etapy prac podczas budowy wybranego obiektu. To nie ma znaczenia – koparka i wywrotka są zajęte bez zwracania uwagi na szerszą perspektywę, skupiają się na tu i teraz. Działają, a nie interesują się choćby cyframi, których mają się uczyć odbiorcy. I dzięki takiemu podejściu znacznie lepiej będzie się dzieciom przyswajać liczebniki i sprawdzać na obrazkach, czy na pewno zgadzają się z rysunkiem. Tak ćwiczy się liczenie i oswaja z nazwami. Rymowanka łatwo wpada w ucho, więc nikogo nie zdziwi, jeśli maluchy nauczą się jej na pamięć – co również pomoże w nauce liczenia. Cyfry przedstawione są w formie liczebników w tekście (odpowiednio wyróżnione, żeby wpadały też w oko) i matematycznie – na marginesie, poza obrazkiem. Nie ma tu kombinowania z wtapianiem cyfr w ilustrację albo z eksponowaniem ich – każdy dojdzie do właściwego bohatera na rozkładówce bez trudu, a tymczasem może się zająć przygodami pojazdów z placu budowy – i mimochodem tylko przyswajać cyfry jako takie.

Książeczka jest przyjemnie ilustrowana – znani z serii bohaterowie są tu przedstawiani w ferworze zajęć i podczas wykonywania najciekawszych z perspektywy dzieci prac, nie dzieje się nic zaskakującego (bo trudno za takie uważać wykopywanie dołów i usypywanie górek z piasku) – ale brak ekscytacji w pojedynczych czynnościach nie oznacza braku ekscytacji w całej fabule, jest tu przecież mnóstwo akcji i to z gatunku tych, które przyciągają maluchy. Kto uwielbia przyglądać się codzienności na placu budowy, ten nie przejdzie obojętnie obok tej książki. „Koparka i cyfry” to nie tylko dyskretna pomoc w nauce liczenia – ale również ciekawa lektura dla najmłodszych.

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Sherri Duskey Rinker i Ag Ford: Choinkowy plac budowy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Ubieranie choinki

Pojazdy z placu budowy współpracują ze sobą zawsze, gdy trzeba postawić albo zburzyć budynek, stworzyć lotnisko albo drogę. Działają zgodnie, lubią się wzajemnie i chętnie przyjmują do swojego grona nowych – każdy może się przydać, nawet ci najmniejsi mają swoje ważne zadania i wielokrotnie udowadniają, że wiele potrafią. A ponieważ książka-usypianka o placu budowy i maszynach przebywających na nim sprawdziła się idealnie, rymowanka przekształciła się w serię – a owa seria rozbudowuje się ku uciesze najmłodszych fanów placów budowy. „Choinkowy plac budowy” to kartonowy picture book, w którym pojawia się wszystko to, do czego przywykli czytelnicy czy odbiorcy cyklu – są staranne ilustracje przedstawiające lubianych bohaterów, trochę antropomorfizowane (za pomocą min) pojazdy – i jest wierszyk, bardzo zgrabnie przełożony przez Joannę Wajs (która świetnie zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest tu stały rytm i obok starannych i nieczęstochowskich rymów wprowadza też idealny rozkład akcentów). Jest jeszcze niespodzianka dla dzieci. Zwykłe książeczki w cyklu nie są kartonowe – tu przejście do takiej formy wiąże się z nagrodą dla małych czytelników. Książka zawiera bowiem otwierane okienka, pod którymi kryją się dopowiedzenia wersów i sytuacji, a także świąteczne akcenty. Bo pojazdy z placu budowy tym razem starają się, żeby wszystkim było przyjemnie i świątecznie. Łączą siły nie aby wznosić budowle, a żeby przyozdobić otoczenie i cieszyć się bożonarodzeniowymi motywami. Maszyny, które do tej pory czytelnicy znali z ciężkich robót budowlanych, teraz przenoszą ozdoby (między innymi rozwieszają lampki choinkowe czy umieszczają gwiazdę na szczycie drzewka), przydają się też w dowożeniu prezentów pod choinkę – na wywrotce zmieści się ich naprawdę dużo. Znaczenie ma tutaj wspólne działanie, praca w porozumieniu i bez kłótni, zrytmizowana i sensowna. Sherri Duskey Rinker i Ag Ford starają się, żeby odbiorcy mogli poczuć atmosferę przygotowań świątecznych – nie zawsze czynności wykonywane przez pojazdy są wydobywane na pierwszy plan, często trzeba zajrzeć pod okienko, żeby poznać intencje lub szczegóły działań. Tam też znajdują się dokończenia wersów, współbrzmienia, których niby można by się domyślić, a jednak – nie ma takiej potrzeby.

Cała książeczka może się podobać maluchom zwłaszcza ze względu na zimowy, świąteczny czas – to, co pojawia się w wielu publikacjach, tutaj jest starannie dopasowane do rzeczywistości maszyn z placu budowy, nie ma wrażenia wymuszonego tematu – wszystko rozgrywa się naturalnie i przyjemnie z perspektywy odbiorców. Oczywiście spore znaczenie będzie tu mieć też fakt, że to znane dzieciom postacie – wykazujące się nieraz wybitnymi umiejętnościami na placu budowy – angażują się w czynności okołoświąteczne. Liczy się, że pojazdy nie mają tu ani dodatkowych supermocy, ani talentów, których wcześniej nie przejawiały – wykorzystują po prostu naturalne zachowania znane z całego cyklu, tyle że w innym celu. „Choinkowy plac budowy” to miły dodatek do serii, świąteczny prezent dla dzieci, które dzięki takim opowiastkom mogą polubić czytanie (i oglądanie) książek.

czwartek, 1 sierpnia 2024

Sherri Duskey Rinker: To plac budowy... czy pas startowy?

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Lotnisko

Sherri Duskey Rinker trafiła na temat, który miał być pomysłem na jedną książeczkę, a rozrasta się już w całkiem spory cykl, szczególnie lubiany przez małych chłopców - ale także przez wszystkie dzieci zmęczone księżniczkowymi trendami w literaturze czwartej. Tu zmienia się perspektywa: antropomorfizowani bohaterowie wywodzą się z placu budowy (kolejni dołączają w zależności od potrzeb) i swoimi działaniami tworzą kolejne miejsca ważne dla miejskiej infrastruktury. Czasami tylko zachowują się jak ludzie (była tu na przykład kołysanka). Przede wszystkim jednak autorka i ilustrator (AG Ford) zapewniają dzieciom wgląd na teren zwykle ogrodzony i strzeżony, niezbyt bezpieczny dla maluchów, za to arcyciekawy. "To plac budowy... czy pas startowy?" to kolejny tomik rymowanego cyklu - łatwo się domyślić, że tym razem dzielne maszyny zabiorą się za rozbudowę lotniska. Dotychczasowe jest niewydajne, samoloty muszą czekać w kolejkach, a to wszystkich frustruje. Trzeba zatem zbudować nowe, wygodne pasy do startów i lądowania, a kiedy już znajdzie się miejsce na samoloty - można przedstawiać kolejne imponujące maszyny. Znów Sherri Duskey Rinker będzie zatem poszerzać słownictwo dzieci i przedstawiać im nazwy i rodzaje samolotów - ale nie zapomni o starych bohaterach, wprowadzi wszystkich, którzy mogą pomóc na lotnisku: w wykopach, wylewaniu betonu i utwardzaniu dróg, ale też w oczyszczaniu asfaltu ze śladów gumy. Naprawdę imponujący zestaw maszyn pracuje, żeby samoloty mogły bezpiecznie startować i lądować - a fakt, że powiększa się lotnisko, nadaje jeszcze większy rozmach książeczce.

Sherri Duskey Rinker nie traci czasu na nudne opisy. Tu cały czas coś się dzieje, wszyscy krzątają się i wykonują swoje prace, a czasami pomagają też innym, bo wspólne działanie jest równie ważne jak samodzielność w realizowaniu obowiązków. Na oczach dzieci wyrasta prawdziwe lotnisko - to satysfakcjonująca i angażująca maluchy lektura. Nie tylko można tu przyjrzeć się pracom maszyn budowlanych (i poszerzyć wachlarz zabaw dziecka), ale też polubić samych bajkowych (a jednak trochę realistycznych) bohaterów. Ważną rolę odgrywa w tym jakość ilustracji. AG Ford proponuje rysunki z wyraźnymi śladami kredek i cieniowania, pełne szczegółów (ale nie przeładowane nimi, tak, żeby wygodnie się tomik oglądało, ale żeby maszyny nie były infantylne i zbyt upraszczane). Tu mniejsze znaczenie ma bajkowość, a większe - praca nad kolejnymi obiektami. Maszyny w centrum zainteresowania to proste przeniesienie obserwacji kilkulatków, które przeważnie nie mogą się oderwać od widoku wielkich pojazdów. Dzięki takim książeczkom dzieci mogą rozwijać swoje pasje - przekonywać się, co dzieje się na placach budowy różnych rodzajów. "To plac budowy... czy pas startowy" jest tomikiem jak zwykle świetnie przetłumaczonym - Joanna Wajs radzi sobie i z rytmem, i z rymami bez zarzutu: warto na to zwrócić uwagę w zalewie bylejakości tekstowej. Tutaj lektura dostarczy satysfakcji i dzieciom, i ich rodzicom - wspólne śledzenie znanych już postaci w kolejnym błyskawicznym działaniu to przepis na przyjemną rozrywkę.

niedziela, 30 lipca 2023

Sherri Duskey Rinker: Na placu budowy... pasą się krowy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.

Rok na budowie

Chociaż ta seria książek ma służyć usypianiu najmłodszych, wyciszaniu ich przed snem (ale i budzeniu zainteresowania lekturami), Sherri Duskey Rinker i Ag Ford przytrzymają maluchy na dłużej, zanim powiedzą im dobranoc. Nie dlatego, że "Na placu budowy... pasą się krowy" ma większą niż zwykle objętość, a dlatego, że akcja rozkłada się tu na rok - w jednej historii dzieci spędzą z maszynami cały rok, zanim usłyszą "dobranoc". Część maszyn już odbiorcy znają: powracają tu bohaterowie z wcześniejszych książek cyklu, pojawiają się zupełnie nieoczekiwanie i z pewnością ucieszą tym czytelników. Do tego dochodzą kolejne pojazdy niezbędne na budowie: sześć wielkich maszyn, które przyjaźnią się ze sobą i mieszkają razem na farmie, a mają do zrealizowania duże zlecenie. Będą współpracować, żeby poradzić sobie z potężnym wyzwaniem. Przy okazji też wykonają rozmaite gospodarskie prace, bo jest tu też dużo pojazdów, które zajmują się choćby sianiem czy zbieraniem plonów.

"Na placu budowy... pasą się krowy" to książka wciągająca zwłaszcza małych fanów motoryzacji. Maszyny są tutaj przedstawiane komiksowo, mają sympatyczne miny - ale nie stają się ludźmi i nie prowadzą ze sobą dialogów. Pracują jak typowe pojazdy, tyle tylko, że w tej opowieści nie ma kierujących nimi ludzi. Zajmują się wszystkim, co potrzebne na farmie, a do tego jeszcze stawiają wielki budynek potrzebny zwierzętom. O tym, co wyjdzie z ich działań, dowiedzą się dzieci w finale tej książki - jednak zanim do tego dojdzie, zyskają bardzo dużo migawek z różnych zachowań ulubionych maszyn. Można wybrać sobie "najlepsze" lub najciekawsze zadania i do nich wracać. Ale nie będzie to zbyt proste, bo narracja w książce - jak w poprzednich częściach cyklu - jest rymowana. Joanna Wajs, która zajmuje się przekładem, doskonale radzi sobie z rymami, szuka nieoczywistych skojarzeń i tylko czasami rezygnuje z zachowania stałej liczby sylab w wersach - nie będzie to jednak nikomu przeszkadzało. Ważne, że współbrzmienia nie są infantylne lub oklepane, stanowią ozdobę tej opowieści i pomagają też w zapamiętywaniu nazw nowych pojazdów. Maszyny, które się tu pojawiają, bywają rzeczywiście niezwykłe i dzieci powinny z zainteresowaniem śledzić tę historię.

Ważną rolę odgrywają kolorowe ilustracje. "Na placu budowy... pasą się krowy" to książka z nasyconymi kolorami. Obrazki nie tylko informują o zadaniach wykonywanych przez maszyny, nie tylko przynoszą przegląd pojazdów, które dziecko przyciągną - ale pozwalają też po prostu cieszyć się samą lekturą. Warstwa graficzna jest tu prawdziwą ozdobą, nie trzeba rezygnować z mocnych barw, żeby uniknąć wrażenia kiczowatości - tutaj wszystko jest dobrze przemyślane i imponujące w wykonaniu. Niby zwykła czytanka na dobranoc, a jednak - pokazuje, że warto postarać się trochę, żeby zapewnić dzieciom lepsze wrażenia z odbioru. "Na placu budowy... pasą się krowy" to książka interesująca, w sam raz dla kilkulatków czekających na kolejne opowieści o pojazdach i wielkich maszynach budowlanych czy gospodarskich.

sobota, 22 października 2022

Sherri Duskey Rinker, Ag Ford: Na placu budowy dzień robót drogowych

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.

Droga

Wydawało się, że książeczka o placu budowy i maszynach, które - w antropomorfizowanej wersji - coś wspólnie tworzą, w dodatku - napisana wierszem i w formie dobranocki, będzie zabawą jednorazową. Sherri Duskey Rinker i Ag Ford udowadniają jednak, że da się o tych bohaterach, podbijających serca maluchów, stworzyć całą serię drobnych i urokliwych historyjek na dobranoc. "Na placu budowy dzień robót drogowych" to kolejna propozycja związana z poznawaniem ciężkiego sprzętu budowlanego - i z fabułą zupełnie niebajkową. Sherri Duskey Rinker i Ag Ford zabierają tym razem odbiorców na teren powstającej właśnie drogi ekspresowej. Jak zwykle bohaterowie mają czas do zachodu słońca, w tym czasie powinni uporać się z wyzwaniem i przygotować całą trasę - od wyrównania terenu i wylania asfaltu po namalowanie na nim pasów, które ułatwią samochodom jazdę. "Na placu budowy dzień robót drogowych" to jednocześnie pierwsza opowiastka, w której postaci przybywa wręcz lawinowo. Spora część bajki będzie związana z prezentacją nowych maszyn i objaśnianiem ich zadań podczas tworzenia drogi. Maszyn jest wiele i część dzieci nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie urządzenia przydają się przy budowie drogi - dzięki tej książce będą mogły wzbogacić swoje zabawy i przekonać się, że współpraca to ważna rzecz przybliżająca do celu. Maszyny znane już czytelnikom z poprzednich książek w cyklu wracają tutaj, żeby spotkać się ze swoimi kolegami, specjalistami w zakresie budowania dróg. Będzie tu między innymi rozściełacz, cysterna, równiarka, kompaktor gleby czy malowarka - Joanna Wajs, autorka przekładu, ma niełatwe zadanie: musi wprowadzić nie tylko nowe nazwy, ale też czynności wykonywane przez bohaterów tak, żeby dzieci wiedziały, kto pełni jaką funkcję na tym - kolejnym już - placu budowy. Roboty drogowe trwają w najlepsze, a bohaterowie dobrze się przy tym bawią, chociaż nie mają czasu na odprężenie czy odpoczynek. Tym zajmą się wieczorem, kiedy wszyscy powinni grzecznie ułożyć się do snu. Na razie praca wre: każdy ma do wykonania odpowiedzialne zadanie i może przystąpić do działania w odpowiednim czasie, inaczej zapanowałby na budowie chaos. Co ciekawe, maszynami nikt tu nie steruje: wszyscy bohaterowie są fachowcami i nie potrzebują przewodnika, każdy doskonale wie, co ma robić na placu budowy - i działa zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nic dziwnego, że droga ekspresowa powstaje w ekspresowym tempie.

Krótkie rymowane prezentacje składają się na dynamiczną bajkę. Dzieci oglądają postęp prac i zajmują się dokonaniami maszyn, śledzą nowe pojazdy i relacje między starymi, doskonale znanymi bohaterami. Chociaż nie ma tu żadnych odstępstw od procesu budowy - jedyny element bajkowy to przerabianie pojazdów i maszyn tak, by żyły - opowieść będzie wciągała maluchy i zapewni im sporo wrażeń. Ważną rolę odgrywają tu ilustracje: picture book jest kolorowy i ciekawy, pozwala nie tylko przyglądać się bohaterom w akcji (pojawi się tu także pewna niespodzianka edukacyjna), ale też przypominać sobie o klasycznych sposobach tworzenia rysunków. Cieszy, że w taki sposób można przyciągać najmłodszych do lektury, zwłaszcza że Joanna Wajs zapewnia przekład na wysokim poziomie: w odróżnieniu od rozmaitych licencyjnych publikacji, jest tu dbałość o jakość rymów i dobre wyczucie rytmu (raz tylko celowo zaburzonego). "Na placu budowy dzień robót drogowych" to bez wątpienia propozycja, obok której dzieci nie przejdą obojętnie.

sobota, 26 marca 2022

Sherri Duskey Rinker i Ag Ford: Dzień rozbiórkowy na placu budowy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.

Dzień Demolki

Nie zapowiadało się na początku, że aż tak może się rozrastać seria Sherri Duskey Rinker i Ag Ford - przygody z placu budowy to jednak wymarzone opowieści zwłaszcza dla małych chłopców, ale i dla wszystkich kilkulatków zafascynowanych ciężkimi sprzętami budowlanymi. "Dzień rozbiórkowy na placu budowy" to wyzwanie dla znanych już dzieciom bohaterów - osiem wielkich maszyn współpracuje ze sobą, żeby rozebrać stary budynek i posprzątać miejsce, w którym stał. Cała historia rozbita jest na etapy, które zaintrygują maluchy i które pokażą, jak zabrać się do niszczenia niepotrzebnej budowli. Zrujnowanym miejscem najpierw zajmuje się dźwig z kulą do rozbiórek, koparka wyrywa niektóre części ze ścian, platforma i wywrotka kursują, żeby wywieźć odpady. Ładowacz kruszy beton, a minikoparka Brumka kończy to, czego nie udało się dokonać większym. "Dzień rozbiórkowy na placu budowy" trwa i przyciąga dzieci: nie tylko za sprawą znanych bohaterów, ale również przez odwrócenie standardowych opowieści. Zwykle dzieci mogą obserwować, jak powstają kolejne domy i zabudowania - tym razem przyjrzą się odwrotnemu procesowi, co może stać się dla nich znacznie ciekawsze. Spory nacisk kładzie się tutaj na recykling: mnóstwo materiałów zostanie wykorzystanych powtórnie, nic nie może się zmarnować, co tylko da się odzyskać, to bohaterowie wydobędą z placu - wszyscy są świadomi, jak ważne jest dbanie o środowisko.

Opowieść prowadzona jest rymami (Joanna Wajs sprawia, że nie będzie to grafomański wierszyk), a jednak dzieci uzyskują mnóstwo wyjaśnień i konkretów. Dodatkowo maszyny są antropomorfizowane, żeby jeszcze bardziej przyciągnąć dzieci do lektury. Wszyscy idealnie ze sobą współpracują, dogadują się świetnie, każdy zna swoje możliwości i swoje zadania - i bez problemów je wykonuje. Mnóstwo tu zaangażowania i wysiłku, ale efekty widać niemal natychmiast. Rozbijanie "demolki" na etapy pozwala dzieciom skupić się na wydarzeniach i kibicować bohaterom w każdym momencie prac. To nie jest błyskawiczne skwitowanie wydarzenia ogólnikami - można rzeczywiście zagłębić się w temat i przyglądać się zachowaniom postaci. Maszyny nie potrzebują wskazówek, wszystkie wiedzą, co powinny robić i w jaki sposób mierzyć się z nietypowym wyzwaniem - stary budynek nie ma szans w starciu z tą potęgą. Odbiorcy mają zatem pokaz możliwości wielkich maszyn - i możliwość zajrzenia za kulisy rozbiórki. Do tego - spotykają się po raz kolejny z lubianymi przez siebie bohaterami. Oczywiście tomik jest picture bookiem, pojawiają się tu wielkoformatowe ilustracje ze znakomitą grą światłem. Interesują tu nawet nie tyle przerabiane na kreskówkowych bohaterów ciężkie maszyny - a efekty ich prac. "Dzień rozbiórkowy na placu budowy" to kolejny tomik z lubianej przez maluchy serii. Jak zawsze - po ciężkim dniu przychodzi czas na odpoczynek, dzieci będą zatem zachęcone do tego, żeby iść spać w ślad za bohaterami. Tomik nadaje się idealnie na lekturę przed snem.

sobota, 10 kwietnia 2021

Sherri Duskey Rinker, Ag Ford: Mistrz kieszonkowy z placu budowy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Przydatność

Na placu budowy pokazuje się nowy pojazd, mała ładowarka burtowa. Cała piątka dużych i ciężkich maszyn - doskonale dzieciom znanych z poprzednich tomików - jednogłośnie odrzuca przybysza. Brumka wydaje się wszystkim zbyt mała i zbyt słaba, żeby przydać się na wielkiej budowie. Przepędzana z kąta w kąt, nie ma szansy się wykazać. Oczywiście do czasu, bo Sherri Duskey Rinker i Ag Ford tak prowadzą opowieść, żeby pojawiła się możliwość wykorzystania rzekomych wad miniładowarki jako zalet. Okazuje się, że akcja bardzo burzliwie się rozwija, toczy się zupełnie inaczej niż za pierwszym razem - wówczas pojawiały się raczej kojące opisy, coś w sam raz przed snem, na wyciszenie dzieci. Teraz jednak chodzi bardziej o to, żeby owe dzieci zaintrygować i przypomnieć im, że każdy może się przydać i nikogo nie wolno odrzucać ze względu na fizyczność. Taka lektura może dodać otuchy najmłodszym - to oni najczęściej będą się stawiać w sytuacji Brumki, to oni najczęściej mogą poczuć się odsuwani od najciekawszych wydarzeń. Brumka jest wielofunkcyjna, ale zarzuca się jej brak siły - potrzebnej do wykonywania skomplikowanych zadań mocy. Przynajmniej tak uważają jej nowi znajomi. Sherri Duskey Rinker i Ag Ford szybko zmuszają ich do weryfikacji przekonań. Tylko Brumka będzie mogła zadziałać tam, gdzie wszystkie inne maszyny są za ciężkie i za mało pomysłowe. Bo tu zaczyna liczyć się także kreatywne podejście. Brumka jako bohaterka żwawa i pomysłowa, wie, jak zaradzić w wyjątkowo trudnej sytuacji. Sama naraża się na niebezpieczeństwo, ale umiejętnie zarządza wszystkimi maszynami - każdy przecież do czegoś się przydaje i jest niezbędny w ekipie. Brumka to bohaterka, która przekona do siebie dzieci - trafi też do swoich nowych znajomych, po tej przygodzie nikt nie będzie jej lekceważyć.

"Mistrz kieszonkowy z placu budowy" to kolejna opowiastka rymowana przeznaczona zwłaszcza dla małych fanów ciężkiego sprzętu. Maszyny są tu antropomorfizowane (w takim zakresie, że mają twarze, mogą się porozumiewać i samodzielnie myśleć. Poza tym zachowują się jak typowe pojazdy - bo tego też oczekują dzieci. Nie ma tu żadnych robotów, nie ma przekraczania własnych ograniczeń. W książeczce dla maluchów liczy się tym razem fabuła - dopracowana akcja pozwala na uświadomienie odbiorcom ważnych prawd. Dzieci dowiadują się, że i one zasługują na szacunek, a także - że w kryzysowej sytuacji mogą się sprawdzić. Brumka staje się dla nich przewodniczką: pokazuje, że nikogo nie powinno się lekceważyć. Są tu, rzecz jasna, urocze ilustracje, które będą przyciągać dzieci i pozwolą im zrozumieć, co dzieje się w opisach - gdyby ktoś miał kłopot ze śledzeniem akcji. "Mistrz kieszonkowy z placu budowy" to także sposób na trafienie do najmłodszych: przez temat i przez puentę. Sherri Duskey Rinker i Ag Ford nie tylko wybierają przyciągający maluchy motyw - udaje im się trafić do grupy docelowej i zachęcić do książeczek.

środa, 4 grudnia 2019

Sherri Duskey Rinker, Ag Ford: Wieczór gwiazdkowy na placu budowy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.

Prezenty

Maszyny budowlane budują coś na wielkim placu budowy – bo co innego mogłyby robić. To zresztą ci sami bohaterowie, którzy pojawili się w tomiku „Snów kolorowych, placu budowy” i przekonali do siebie małych odbiorców bez trudu. Po raz kolejny Sherri Duskey Rinker i Ag Ford zapraszają do tego samego miejsca i tych samych bohaterów, żeby... wprowadzić świąteczny nastrój do usypiankowej bajki w ogóle niekojarzonej z bożonarodzeniową atmosferą. „Wieczór gwiazdkowy na placu budowy” to książeczka, która ucieszy małych chłopców i w czasie przed Bożym Narodzeniem przekona ich, że czytać warto – żeby zapewnić sobie trochę rozrywki. Sherri Duskey Rinker nie zamierza modyfikować sprawdzonego układu; znowu dzieci mogą obserwować ulubione pojazdy – ciężki sprzęt budowlany – które układają się do snu. Taki zabieg jest potrzebny, jeśli książeczka ma funkcjonować jako lektura usypiająca dzieci: każdy maluch bez narzekania weźmie przykład z wybranego bohatera i grzecznie przygotuje się na nadejście nocy – w końcu jeśli nawet maszyny budowlane – tu potężne autorytety – tak robią, widocznie tak trzeba. Ale zanim bohaterowie tomiku pójdą spać, odkryją, że dostali prezenty. Prezenty dostosowane do ich potrzeb, zabawne przez oderwanie od ludzkich marzeń: nowa łyżka do koparki, paczka związana kablem – to sygnały inności świata przedstawionego. Liczą się jednak emocje bohaterów, radość i zaskoczenie, które udzielą się również odbiorcom. Jak w poprzednim tomiku, i tutaj powtarza się schemat: obserwujemy postać (pojazd), która kończy ciężką pracę i udaje się na spoczynek – ale kiedy już nie ma żadnych obowiązków na wieczór, odkrywa, że ktoś przyniósł prezent. Prezent to jednocześnie zapowiedź kolejnych wrażeń już w nowym dniu, na razie pozostaje szczęście i miły nastrój. Autorka przenosi do kolejnego bohatera i sytuacja tu się powtarza, tak, że maluchy będą bardziej wtajemniczone niż bohaterowie – i same zaczną czekać na niespodzianki, sprawdzając, czym udało się ucieszyć kolejną maszynę. Nie koniec na tym, finał też jest prezentem – a dla kogo, o tym przekonają się już czytelnicy.

Książeczka „Wieczór gwiazdkowy na placu budowy” to rymowanka, której rytm przydaje się przy usypianiu dzieci. Liczą się w niej jednak przede wszystkim duże i kolorowe ilustracje, dzięki którym mali odbiorcy niemal przenoszą się na plac budowy i mogą oglądać to, co się dzieje – śledzić przygody bohaterów, towarzyszyć im przy odkryciach i analizować zajęcia. To tomik przygotowany z myślą o małych chłopcach, których zawsze interesuje, co dzieje się na budowie. Tutaj pod pretekstem bajki skrywają się „prawdziwe” scenki z wznoszenia nowego budynku – to na pewno i zaintryguje kilkulatków, i pomoże im przekonać się do książek. W tej publikacji obecny jest dowcip, a wykonanie urzeka – maluchy mogą dostać swoją książeczkę, która sprawdza się w przedświątecznym czasie i przekazuje pewną prawdę o prezentach.

środa, 16 kwietnia 2014

Sherri Duskey Rinker: Snów kolorowych, placu budowy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2014.

Do usypiania

W tej publikacji Naszej Księgarni spotykają się dwa idealne pomysły. Pierwszy to temat bliski chłopcom zafascynowanym wszelkiego rodzaju pojazdami, zwłaszcza „dziwnymi” sprzętami spotykanymi na budowie. Drugi – to przeznaczenie, tomik może pełnić rolę usypianki, wieczornej kojącej lektury. „Snów kolorowych, placu budowy” to książka, która wyciszy dziecko, ale na pewno nie znudzi i właściwie można trochę współczuć rodzicom, którzy zostaną zmuszeni do powtarzania lektury co wieczór przez wiele, wiele dni.

Plac budowy z końcem dnia układa się do snu. Część maszyn jeszcze pracuje, ale już coraz wolniej. Każda wie, że od rana znów wróci do swojego ulubionego zajęcia, więc musi wykorzystać noc na regenerację sił. Czytelnicy przechodzą od pojazdu do pojazdu, sprawdzając, jak wygląda zasypianie betoniarki, koparki, dźwigu, wywrotki, spychacza. Każdego z bohaterów wieczór zastał przy innym zajęciu – pora je teraz odłożyć i iść spać. Tu nikt nie narzeka na nadejście nocy, wszystkie urządzenia są zmęczone i ochoczo korzystają z szansy na wypoczynek. A odbiorcy, którzy przyglądają się maszynom, mogą im powtarzać szeptane kołysanki, dwuwersowe zachęty do spania (w tekście zaznaczane kursywą). Nawet najbardziej opornych do snu przekona dobry przykład urządzeń z placu budowy. A że urządzeń tych jest sporo, dzieci pokochają książeczkę.

Sherri Duskey Rinker tworzy opowiastkę konsekwentną w konstrukcji, za każdym razem sytuacja wygląda podobnie: dziecko obserwuje moment pracy urządzenia, stopniowe wyciszanie silników, ułożenie do snu – i może powtórzyć senne zaklęcie przeznaczone dla konkretnego pojazdu. Dzięki temu upewni się, że śpią wszyscy – i ze wszystkimi odpowiednio się pożegna. Polskim przekładem zajęła się Joanna Wajs – i całkiem nieźle poradziła sobie z formą. Zdecydowała się na różne rytmy w obrębie jednego wierszyka (ale w poszczególnych sekwencjach dba o sylabotonikę), wybiera też rozmaite opcje rymowe – zdarza jej się używać rymów niedokładnych obok banalnych. Wiele razy zaskakuje dobrymi decyzjami w parach współbrzmieniowych, udowadniając, że zna rymotwórczy warsztat. Na pewno nie proponuje wierszyka do końca wygładzonego, ale też nie męczy poszukiwaniami sensu. W krótkich fragmentach tekstu precyzyjnie oddaje sytuacje z placu budowy pogrążającego się we śnie, co będzie też ważne dla maluchów.

Tom Lichtenheld, autor ilustracji, zadbał o bajkowy realizm placu budowy, to jest nasycił wieczorny krajobraz ciekawymi dla każdego dziecka szczegółami. W wieczornym świetle ciekawie prezentują się sylwetki dźwigów i rusztowania. Pojazd w pracy oświetlony jest dobrze, pojazd śpiący – zaprezentowany został o zmierzchu, w lekkim półmroku. Ta konsekwencja przypomina dzieciom o nieuchronności snu – i wyklucza protesty. Lichtenheld dba też o bajkowy wygląd bohaterów – maszyny wyposaża w twarze i bawi się dodatkowymi żartami (dźwig we śnie tuli maskotkę, a betoniarka przykrywa się kocem). Przy refrenowej konstrukcji bajki w ilustracjach panuje spore urozmaicenie – kolorowe strony mali odbiorcy będą oglądać z niesłabnącym zainteresowaniem, nie tylko ze względu na obecność na nich ciekawych maszyn, ale także za sprawą wszechobecnego na obrazkach dobrodusznego humoru. „Snów kolorowych, placu budowy” to książka znakomita do usypiania maluchów – a i przekonująca je, że spać musi każdy, bez wyjątku. Przyda się zatem rodzicom.