* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

czwartek, 2 kwietnia 2026

Krystian Machnik: Ostatni ludzie Czarnobyla

Notatnik Reportera.

Odwiedziny

Krystian Machnik opowiada o swojej trwającej kilka lat przygodzie z samosiołami tak, że trudno się od książki „Ostatni ludzie Czarnobyla” oderwać. Nie tylko dlatego, że autor zaspokaja ciekawość i zabiera czytelników w rejony, w które prawdopodobnie sami nigdy by się nie zapuścili, ale dlatego, że łączy osobiste przeżycia z sytuacją, która wpłynęła na całe pokolenie. Reportaż dotyczący samosiołów wzrusza i wstrząśnie czytelnikami nie jeden raz, a do tego – dostarczy sporo materiału do przemyśleń.

Wszystko zaczyna się w strefie skażonej, tam, gdzie nie mogą już mieszkać ani żyć ludzie, a krótkie przebywanie jest obwarowane wieloma zastrzeżeniami. Machnik jako miłośnik urbexu wybiera się do Prypeci i Czarnobyla, żeby porobić zdjęcia w opuszczonych budynkach. Szybko przekonuje się, że w pobliżu miejsca katastrofy mieszkają ludzie – najczęściej staruszkowie, którzy po wysiedleniu wrócili „na swoje”, nie potrafiąc ułożyć sobie życia gdzie indziej albo – w wyniku układów z rodzinami. Pierwszą babuszkę przypadkowo – razem z innymi zwiedzającymi zonę – ratuje przed udarem cieplnym. I tak stopniowo przekonuje się, że znacznie ważniejsze od ruin są ludzkie historie. Staje się przyszywanym wnuczkiem babuszek w zonie i coraz częściej odwiedza je, żeby zawieźć pomoc, ale i żeby spędzić z nimi trochę czasu. Babuszki karmią go na miejscu, poją bimbrem (Machnik temu zagadnieniu poświęca cały rozdział, nie zamierza udawać, że takich sytuacji nie było) i dzięki odwiedzinom chłopców z Polski czują się komuś potrzebne – zyskują sens istnienia i powód do świętowania. Z kolei sam Krystian Machnik przekonuje się kilka razy, że nawet kiedy rozwiązuje swoje problemy i zmartwienia w Polsce, wsparcie – choćby tylko telefoniczne – babuszek jest nieocenione. Zaprzyjaźnia się z kolejnymi samosiołami, martwi się o nich, troszczy i wysłuchuje indywidualnych historii – wyjątkowych, jak wszyscy, którzy wrócili do skażonej strefy. Jednocześnie opowiada o tym, jak zachować zdrowie, jak uchronić się przed promieniowaniem, jakie środki ostrożności przedsięwziąć, żeby nie skrócić sobie życia. Przedstawia opowieść o katastrofie w Czarnobylu już bez cenzury i lęku przed skandalem, pokazuje, na co byli narażeni ludzie mieszkający najbliżej. Włącza do książki szereg czarno-białych fotografii i krótkich wywiadów – rozmów z samosiołami. Ocala ich historie, a w efekcie tworzy też ich upamiętnienie na kartach tomu – wielu z nich już nie żyje, ale ostatnie lata spędzili w poczuciu, że ktoś się o nich troszczy i komuś na nich zależy. I tak Krystian Machnik doprowadza odbiorców aż do tematu wojny, która zmienia zasady dostawania się na teren zony. Pokazuje autor, czego nie uda się już uratować, co przekreślił konflikt zbrojny – i jak w takich warunkach radzą sobie samosioły. I chociaż czasami autor powtarza niektóre wstrząsające wiadomości, jakby nie chciał ich pominąć, a nie wierzył, że czytelnikom zapadły już w pamięć, chociaż zdarza mu się na jednej wypowiedzi zbudować kilka różnych miejsc w historii – to i tak ta książka jest wyjątkowa. Warto po nią sięgnąć i warto wysłuchać tych, o których świat nie wiedział (albo nie chciał wiedzieć).

środa, 1 kwietnia 2026

Johan Klungel: Zwierzaki cwaniaki. Jak to jest być krewetką, szklaną żabą czy mrówkojadem

Harperkids, Warszawa 2026.

Superbohaterowie

Większość książek dla maluchów ogranicza się do zestawu najbardziej rozpoznawalnych zwierząt. Przedstawiciele świata fauny są reprezentowani przez stworzenia swojskie i egzotyczne – ale takie, które dziecko szybko nauczy się kojarzyć. Johan Klungel w swojej edukacyjnej propozycji dla najmłodszych przełamuje ten schemat i wybiera pomysł, który zauroczy zwłaszcza maluchy z dużą wyobraźnią. „Zwierzaki cwaniaki. Jak to jest być krewetką, szklaną żabą czy mrówkojadem” to picture book, w którym odbiorcy mają się przekonać dokładnie o tym, co widnieje w podtytule. A autor uzyskuje to całkiem intrygująco.

Każda rozkładówka to jedno zwierzę – od wielkich i groźnych po malutkie i trudne do nazwania nawet przez dorosłych. Każde zwierzę to wielkoformatowy obrazek z podpisem (jedna strona) i zestaw obrazków oraz komiksowych dymków porozrzucanych na pozostałej części rozkładówki. I teraz dzieci poznają dziwne zwierzę: aksolotla, barciaka większego czy niesporczaka, obejrzą go sobie na obrazku, a potem dowiedzą się, jaką supermoc ma wybrane zwierzę – i co ludzie musieliby umieć, żeby dysponować podobną. Ciekawostki zwierzęce przekute na ludzkie umiejętności (albo właśnie nieumiejętności) to kwintesencja tej opowieści. Owszem, przewijają się tu czasami drobne informacje o samym zwierzęciu, jego dokonaniach i osiągnięciach – ale to niewiele w zestawieniu z wyliczeniami „cwaniakowatości”, jakiej ludzie nie osiągną, nawet gdyby bardzo chcieli. I ten sposób prezentowania zwierząt jest najlepszy – po pierwsze: wiadomości bardzo łatwo zapadają w pamięć, zabieg mnemotechniczny – odwołanie się do wyobraźni i przedstawienie sytuacji w przełożeniu na ludzkie możliwości – to coś, co sprzyja budowaniu sieci skojarzeń. Po drugie – książka jest bardzo zabawna, na pewno bardziej z perspektywy dzieci niż dorosłych (ogniste bąki jednego z bohaterów książki robią wrażenie). Po trzecie – nawet te dzieci, którym z czytaniem nie po drodze, dadzą się skusić dzięki niezwykłemu doborowi bohaterów i dzięki odpowiedniemu eksponowaniu „niepokornych” treści. „Zwierzaki cwaniaki” to książka, która obliczona jest na wzbudzenie zainteresowania maluchów – ale ma im pokazać, że czytanie to przyjemność i rozrywka, nawet jeśli wiąże się ze zdobywaniem wiedzy. To się bardzo dobrze udaje. Komiksowe rysunki przyciągają wzrok i oddalają naiwność, najmłodsi mogą poczuć się tu młodzieżowo – same zwierzęta też pochodzą spoza wyeksploatowanego do granic możliwości kanonu. Liczy się humor, dobra zabawa i poznawanie największych zagadek świata. Johan Klungel umiejętnie eksponuje co ciekawsze tematy, zajmuje się przedstawianiem przyrody z dystansem i tak, żeby zaintrygować małych odbiorców. Nie zmęczy nikogo, bo tekst sprowadzony jest do kilku podpisów – chmurek na rozkładówkach. Za to wiele razy będzie wyzwalać pytanie, jak to w ogóle możliwe i podziw dla niezmierzonej wyobraźni samej natury, która jest w stanie wyprodukować takie istoty. Dobrze by było, gdyby ten autor przedstawiał w taki sposób kolejne niezwykłe gatunki.