* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

niedziela, 8 marca 2026

Cristina Losantos: Co oni robią

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Spostrzegawczość

Takich książek zawsze brakuje. Cristina Losantos pokazuje odbiorcom, że wyszukiwanki nie muszą być nudne, a mogą dostarczać mnóstwa emocji i mnóstwa pracy. „Co oni robią” to książka, w której nie ma słów: jedynie pierwsza rozkładówka zawiera polecenia i podpowiedzi dotyczące korzystania z kartonowego tomiku. Każda następna rozkładówka to już wielkoformatowy obrazek wypełniony szczegółami, działaniami i ruchem. Autorka zabiera odbiorców do miasteczka, w którym każdy zajęty jest swoimi sprawami. Wyliczenie na pierwszej stronie sugeruje, jakie zawody pojawią się w tomiku – i jakich fachowców szukać na kolejnych stronach. Poza kilkudziesięcioma zapracowanymi bohaterami będzie tu zawsze ktoś w czapce błazna (zawsze to ktoś inny), ktoś, kto chodzi w nieszablonowy sposób, ktoś, kto pojawia się na każdej rozkładówce i wymyka się schematom. Na kartkach spotkać można policjanta i złodzieja albo kierowcę tajemniczej furgonetki. I tak dalej – zabawa nie będzie mieć końca. Na obrazkach panuje pozorny chaos, nie da się na szybko znaleźć tematu wiodącego, trzeba się dokładniej przyjrzeć, żeby zrozumieć, co dzieje się w danym miejscu i w danym momencie. Czasami ktoś kręci film, czasami toczy się zupełnie zwyczajne życie – tyle że w tym gwarnym i barwnym ujęciu robi się ono bardzo ciekawe. Bohaterowie są komiksowi i bardzo często mają zabawne miny, każdy jest zaaferowany, ma swoją pracę, ale czasami robi coś wbrew oczekiwaniom. Warto zatem oglądać uważnie każdą jedną postać – bo te mogą zaskakiwać. I oczywiście że większość odbiorców będzie po prostu wypełniać polecenia i po kolei sprawdzać wskazywanych bohaterów – to przepis na korzystanie z tomiku przez wiele godzin. Ale dzieci mogą również ćwiczyć sztukę opowiadania, kiedy będą przedstawiać rodzicom, co dzieje się na kolejnych stronach. Potrenują spostrzegawczość i logiczne myślenie – bywa, że kolejne rozkładówki w mają jakiś punkt wspólny albo łączą się w wybranym motywie i wówczas warto zastanowić się nad związkiem między wydarzeniami. Ta książka jest bardzo inspirująca, nie pozostawia miejsca na nudę i zapewnia odbiorcom całkiem dużo wyzwań. Niby jest to wyszukiwanka – ale wcale nie prosta czy naiwna, więc dzieci, które nie przepadają za tą formą rozrywki, mogą zweryfikować swoje spostrzeżenia i dobrze się bawić przy korzystaniu z tej publikacji. Cristina Losantos nie rozczaruje nikogo – sprawi, że odbiorcy docenią tradycyjne formy rozrywki w nowej odsłonie. A kiedy skończą się już wyznaczone przez autorkę zadania i podpowiedzi (chociaż wydaje się to niemożliwe), da się korzystać z tomiku po swojemu, wymyślać do niego kolejne wyzwania i ciekawostki związane z codziennością w gwarnym mieście. Jest to tomik kolorowy i zabawny, nawet jeśli nie pojawia się w nim żaden komentarz – to od wyobraźni użytkowników zależeć będzie, w co ostatecznie się zamieni. Warto zatem dać się zaskoczyć.

Tomek i przyjaciele. Gwiazda nocnika!

Harperkids, Warszawa 2026.

Ćwiczenia

Właściwie trudno sobie wyobrazić ćwiczenia, które może zaproponować lokomotywa Tomek, żeby nakłonić maluchy do korzystania z nocnika. Ale wsparcie rodziców w pracy edukacyjnej pojawia się w ramach gadżetowej publikacji. „Gwiazda nocnika! Zabawy i zadania z naklejkami” to mocno motywacyjna książeczka, dzięki której dzieci przekonają się, jakie korzyści będą płynąć ze zmiany dotychczasowych zachowań. I tak po kolei dzieci mają się nauczyć, jak samodzielnie opuszczać i naciągać majtki, jak przerywać zabawę, żeby skorzystać z nocnika, jak na tym nocniku siedzieć (i po co), a także – jak wycierać pupę i jak myć ręce po wszystkim (można przy tym zrobić dużo piany, żeby było weselej). Nie ma tu wyjaśnień szczegółowych, raczej – wyznaczane są kolejne zadania. Jeśli dziecko będzie już miało opanowaną kolejną umiejętność, może w nagrodę uzyskać naklejkową gwiazdkę – umieszczenie jej w odpowiednim miejscu na stronie to jak odznaka, o którą warto powalczyć. Gdzie w tym wszystkim Tomek i przyjaciele? Pełnią rolę dyskretnych trenerów, którzy dopingują wszystkich. Wprawdzie lokomotywy nie muszą korzystać z toalety, ale już temat przyspieszania lub powstrzymywania czegoś jest im bliski i mogą podzielić się z odbiorcami tymi doświadczeniami. Lokomotywy pojawiają się także po to, żeby zapewnić najmłodszym szereg łamigłówkowych wyzwań – znajdą się w książeczce proste zadania dla kilkulatków, tak, żeby nie tylko koncentrować się na toaletowych i nocnikowych zachowaniach, ale też żeby pobawić się podczas lektury w coś nietypowego – to może być propozycja dla dzieci, które potrzebują wielu bodźców i szybko się nudzą. Zatrzymuje się ich uwagę raz zabawą w wybieranie najpiękniejszego nocnika, raz – szukaniem naklejek z konkretnymi minami dla bohaterów książki. Za to w tematach nocnikowych najwięcej jest sylwetek dzieci – zdjęcia maluchów na nocnikach – albo w triumfalnych pozach – mają zachęcać do aktywnego wprowadzania nowych zwyczajów.

Oczywiście, że jest to publikacja naiwna i kierowana do określonej grupy odbiorców, oczywiście wśród dorosłych może wyzwalać rozmaite emocje – ale liczy się efekt, a jeśli rodzice w ten sposób, dzięki bohaterom z lubianej przez dzieci bajki uzyskają wsparcie w dążeniu do odzwyczajania malucha od pieluch – to można się tylko cieszyć. Każde dziecko dzięki tej publikacji może poczuć się docenione, kiedy osiągnie kolejny poziom umiejętności, każde też może się dowiedzieć, do czego ma dążyć i czego się od niego oczekuje. Tu nie ma mowy o poszukiwaniu historyjek koncentrujących się wokół jasno określonego tematu, najważniejsze jest nagradzanie za postępy – i wzbudzanie chęci do czynienia tych postępów. „Gwiazda nocnika” to wykorzystywanie bohaterów znanych i lubianych powszechnie do celów wychowawczych – a to może się sprawdzić.

sobota, 7 marca 2026

Łukasz Dynowski: Atomowi. Testy nuklearne na ludziach

Agora, Warszawa 2026.

Broń

Przerażająca jest ta książka w swojej wymowie, a do tego Łukasz Dynowski trafia w czas, w którym przypomina się odbiorcom, jakie niebezpieczeństwa pociąga za sobą wyścig zbrojeń. „Atomowi. Testy nuklearne na ludziach” to opowieść o tym, co działo się w drugiej połowie XX wieku – a co swoje konsekwencje ma do tej pory. Łukasz Dynowski podąża za atomowymi weteranami – a właściwie ostatnimi żyjącymi z tych, którzy uczestniczyli w najbardziej koszmarnych eksperymentach w dziejach ludzkości. Sprawdza, jak wyglądają ich wspomnienia i zestawia dzisiejszy stan wiedzy na temat bomb atomowych czy wodorowych z tym, co dopiero było sprawdzane kilka dekad wcześniej. Zabiera autor odbiorców do miejsc, w których wybuchały bomby – te najgroźniejsze – żeby sprawdzić, jaki wpływ miały te wydarzenia na egzystencję normalnych ludzi, czasem prostych żołnierzy, a czasem miejscowych, których nikt w porę nie ostrzegł przed dalekosiężnymi zagrożeniami. I tak rozwija się przed oczami czytelników cały zestaw okropieństw powiązanych z ekspozycją na opady nuklearne. Coś, co dla starszego pokolenia było codziennością – świadomość toczącej się zimnej wojny i wyścigu zbrojeń – teraz przybiera o wiele bardziej ludzkie kształty.

Trochę autor opowiada o tym, jak wyglądało konstruowanie bomb atomowych i – jakie było tło polityczne takich działań. Wyjaśnia dążenie ludzi do stworzenia broni masowego rażenia, chociaż mniej interesuje go pęd w kierunku zagłady, a bardziej – konsekwencje niebezpiecznego wynalazku. Rozumie mechanizmy wojny w zestawieniu z prywatnymi reakcjami każdego człowieka – co nie zmienia faktu, że tu lista ofiar wydłuża się ze wzrostem świadomości na temat skutków użycia bomby atomowej. Z jednej strony są tu historyczne momenty – chwile, kiedy rządy skonfliktowanych państw zdecydowały się na wykorzystanie najpotężniejszej broni ze swojego arsenału – Hiroszima i Nagasaki pozostają tu punktem odniesienia. Z drugiej – istnieje cały wachlarz tajnych testów, wybuchów w warunkach teoretycznie kontrolowanych – a w praktyce przynoszących dopiero wiedzę na temat bomb atomowych. I Łukasz Dynowski sięga do opowieści tych, którzy jeszcze coś opowiedzieć mogą – wielu świadków wydarzeń tajemnicę zabrało do grobu, między innymi za sprawą polityki medialnej, która nakazywała tuszowanie działań i niewzbudzanie powszechnej paniki. Spotyka się z weteranami lub ich potomstwem, analizuje wspomnienia i zestawia je z obrazkami dla prasy. Będzie tu mowa o możliwości zobaczenia kości kolegi przez zamknięte oczy i mowa o skórze ściąganej jak rękawiczki, będzie mowa o całym zestawie raków atakujących organizm nawet po wielu latach i o chorobach, które dziedziczy kolejne pokolenie. Ale autor dociera też do tematów skrzętnie skrywanych: opowiada, z czego brały się błędy pomiarowe, jak wyznaczano granice niebezpieczeństwa i jakie miało to przełożenie na rzeczywistość. Podsuwa odbiorcom mnóstwo dowodów na to, że ludzie nie mogli ufać informacjom uzyskiwanym od rządu – i przedstawia dramat tych, którzy stracili bliskich w wyniku bezpośredniego kontaktu z testami nuklearnymi. Ta książka jest mocna. A jednak autor unika tanich sensacji, stara się po prostu tłumaczyć i pokazywać wydarzenia z przeszłości – jako ostrzeżenie. Trafi do odbiorców przez dynamikę narracji – ale wiele razy będzie ich szokował.

piątek, 6 marca 2026

Magdalena Parys: Floren

Agora, Warszawa 2026.

Sterowanie

Każdą kolejną częścią Trylogii berlińskiej Magdalena Parys budowała sobie inne grono czytelników – fanów różnych gatunków. Teraz kieruje się do odbiorców rozmiłowanych w sci-fi i w lekko futurystycznych wizjach apokalipsy. Jak zwykle wychodzi od historycznych faktów, odwołuje się do tematów, które mogą do dzisiaj budzić odruchowy sprzeciw – ale spycha je tym razem na margines. Rezygnuje z przeszłości odwzorowywanej w codzienności postaci, tak samo jak odrzuca Berlin – tym razem miasto jako takie nie jest potrzebne, sceneria najbardziej dramatycznych wydarzeń nie musi być umiejscowiona konkretnie, nawet jeśli w pewnym momencie zamienia się wręcz w szyfr rodem z gry komputerowej. Oczywiście adresuje autorka wydarzenia. Ale to, co najbardziej istotne, teraz, przechodzi w sferę umysłu, kontrolowania człowieka za pomocą algorytmów i uzależnienia od programów i kodów. Czynnikiem spajającym tę opowieść z pierwszymi założeniami relacji z „Magika” stają się żydowskie dzieci, zwłaszcza dziewczynka, która nie zdążyła dorosnąć. Z „Księciem” z kolei punktem wspólnym jest rabowanie dzieł sztuki. Ale najbardziej wiąże czytelników z cyklem postać Dagmary Bosch i jej ukochanego Paula Chagalla. O ile do tej pory życie prywatne bohaterów schodziło na dalszy plan ze względu na konieczność prowadzenia śledztwa, o tyle teraz okazuje się niezwykle istotnym elementem opowieści, zwłaszcza że kolejne sensacyjne wydarzenia nadszarpnęły zaufanie w związku i rodzą pytania o łączenie obowiązków i prywatności w najbliższym czasie. Nie da się na dłuższą metę wytrzymać napięcia i lęku o bliską osobę – ale przecież specyfika działań Chagalla i samej Dagmary nie pozwala na lenistwo ani na wycofanie się z życia zawodowego. I to Magdalena Parys nakreśla w sposób, który nie pozostawia czytelnikom wątpliwości: muszą się zaangażować w sprawy bohaterów w stopniu większym niż do tej pory. Dwudziesty pierwszy wiek w całej krasie, często bardziej zaawansowany technologicznie niż dostępne przeciętnemu odbiorcy pomysły – to niespodzianka, Magdalena Parys może nieraz zaskoczyć swoim podejściem do możliwości informatycznych i robotycznych. Narracja w tej książce automatycznie staje się o wiele mniej surowa niż na początku całej historii, duże znaczenie ma tu wejście w świat uczuciowy postaci. „Floren” najlepiej ze wszystkich tomów trylogii pokazuje, jak Magdalena Parys potrafi konstruować wielowątkową fabułę i jak umie zaangażować czytelników w sprawy wykreowanych przez siebie bohaterów. To książka, która może spokojnie prowadzić do zbudowania nowego, odrębnego grona fanów – ma największy potencjał na przyciągnięcie rzeczywiście szerokiego grona czytelników. Siłą tomu „Floren” staje się tajemnica w starym stylu, powiązana z detektywistycznym wręcz poszukiwaniem. Autorka wykorzystuje tutaj schematy z najlepszych powieści szpiegowskich, wiąże je z futurystycznymi rozwiązaniami i sporo mówi o psychice postaci, których nie zamieniła przecież w roboty – chociaż które nadludzkimi umiejętnościami mogą budzić przerażenie i podziw. „Floren” to zamknięcie, które pozostawi niedosyt – bo pokaże, ile jeszcze autorka mogłaby zdziałać z tak wykreowanym uniwersum.

czwartek, 5 marca 2026

Kształty

Harperkids, Warszawa 2026.

Układanka

Grube kartonowe strony to doskonałe miejsce do ćwiczeń motorycznych. W kolejnych rozkładówkach tomu „Kształty” zostały wycięte konkretne pola – proste figury geometryczne (czasem takie, które dziecko potrafi nazwać, jak koło czy trójkąt, czasem trochę bardziej skomplikowane, jak pięciokąt). Składnikiem książki jest także zestaw filcowych ilustracji – to znaczy ilustracji nadrukowanych na grubym kawałku filcu. Trzeba je powyciskać z „kartki”, na której się znajdują, a następnie dopasowywać do narracji na kolejnych stronach – wkładać w odpowiednie wycięcia. I można tu przyjąć dowolny system: albo kierować się tym, co ma się znaleźć na obrazku (a co zostało podpowiedziane w narracji), albo postawić na przypadek i wyszukiwać elementy wyłącznie po kształtach, żeby wprowadzić trochę niespodzianek i zaskoczeń do książeczki.

„Kształty” to książka, która przyzwyczaja najmłodszych do charakterystycznych figur – i pozwala dzieciom rozwinąć umiejętności w zakresie geometrii przez świetną zabawę. Wycięte w stronach figury mają pod spodem wypełnienie – filcowe i mocno barwne, tak, że charakterystyczny kształt łatwo zapadnie dziecku w pamięć i będzie się kojarzył z konkretną nazwą podaną bezpośrednio w tekście. Do tego dojdzie jeszcze mnemotechnika związana z umieszczaniem odpowiednich obrazków na odpowiednich miejscach – dzieci zbudują sieć skojarzeń przez prostą zabawę. „Kształty” to gra, która się nie kończy – po skończeniu pracy można pozbierać obrazki i schować w odpowiednim miejscu w książce, żeby następnego dnia przystąpić do wypełniania stron po raz kolejny. Filcowe elementy są bezpieczne i przyjemne w dotyku, zresztą podobnie jak zagłębienia o określonych kształtach w kolejnych rozkładówkach – dzieci wykorzystywać będą nie tylko wzrok, ale i zmysł dotyku. Ta książeczka aż prosi się o to, żeby wodzić palcami po jej krawędziach i po wycinanych figurach, a kontrast między tekturowymi stronami i filcowymi obrazkami będzie dla dzieci co najmniej zaskakujący. Każda strona to akapitowa scenka z życia zwierzęcych bohaterów: tygrysy i krokodyl robią ciasteczka, kot, msz i żyrafa budują wieżę z klocków – każdy jest czymś zajęty, a kształty odgrywają ważną rolę w jego działaniach. Ilustracja zajmuje większą część strony – można się jej przyjrzeć i wskazywać poszczególne przedmioty lub określać ich kształty. Pod ilustracją znajduje się informacja o tym, jak nazywa się wybrany kształt (i jakiemu przedmiotowi w domu odpowiada), a także proste ćwiczenie związane z rozpoznawaniem nowego kształtu. Jest tu oczywiście miejsce na wprowadzenie filcowych obrazków – a podpisy pod nimi przypominają dzieciom charakterystyczne i warte zapamiętania nazwy. Jest to zatem książeczka edukacyjna, która dostarcza najmłodszym całkiem sporo zabawy i dobrze przygotowuje dzieci na szkolne lekcje. Można wykorzystywać ją jako pomoc dydaktyczną, ale znacznie lepiej sprawdzi się po prostu jako zabawka.

środa, 4 marca 2026

Kamil Sipowicz: Kora i inne zwierzęta

Marginesy, Warszawa 2026.

Kojące Roztocze

„Kora i inne zwierzęta” to zestaw zapisków Kamila Sipowicza – a główną rolę w tych zapiskach odgrywają czworonożni przyjaciele i zwierzęta „przechodnie” – te, które krążą między domami i spędzają czas u rodzin, które sobie wybrały. Od czasu do czasu przewija się przez ten zwierzyniec Ola – już chora, ale wciąż troskliwie zajmująca się wszystkimi mieszkańcami domu. Dla Kory Kamil Sipowicz przygotowuje sok z brzozy albo z pokrzyw, wie, które rośliny mają dobry wpływ na zdrowie i skwapliwie korzysta z dobrodziejstw natury. Jednocześnie tworzy prawdziwą reklamę Roztocza – przedstawia miejsce ze wszystkimi jego zaletami i dziwactwami. Wprowadza do narracji przyjaciół i sąsiadów, nawet tych, którzy nie wsławili się zbyt dobrym podejściem do zwierząt – ale każdy znajdzie tu swój kąt. Kora szczególnie chce się opiekować tymi stworzeniami, które potrzebują pomocy, ale ma też swoich ulubieńców, między innymi Ramonę, która we wspomnieniach Sipowicza zajmuje sporo miejsca.

Roztocze w ujęciu Kamila Sipowicza praktycznie nie ma wad – to miejsce, które staje się ostoją, rajem, a przynajmniej odskocznią od codziennych zmartwień. Tu do rangi zmartwienia urasta to, że psy „zewnętrzne” weszły do domu albo wskoczyły na kanapę, chociaż im nie wolno – oczywiście że w tle przewija się poważna choroba, a do tego nie wszyscy ludzie spełniają pokładane w nich nadzieje. Ale znienacka można tu otrzymać bardzo cenną lekcję filozofii i poznać inne spojrzenie na świat. Na Roztoczu jest dobrze, wygodnie i gościnnie, nikogo nie dziwi, że można tu zapomnieć o stresach. „Kora i inne zwierzęta” to właśnie publikacja stresy oddalająca – Kamil Sipowicz skupia się na prezentowaniu kolejnych pomysłów domowych pupili. Czasami zabiera czytelników na wycieczkę – opowiada, jak Kora przemycała Ramonę w torbie podróżnej, żeby uniknąć problemów biurokratycznych (i co się działo, kiedy przewoziła psa ze wszystkimi koniecznymi dokumentami oficjalnie). Wplata anegdoty i wspomnienia, dzieli się z czytelnikami cząstką życia z Korą, ale nienachalnie. Nie zależy mu na uzyskiwaniu tanich wzruszeń, woli za to zająć się tym, co atrakcyjne, ale znacznie mniej przygnębiające. Przesuwa Korę do tła, tak, żeby jej obecność – dyskretna i krzepiąca – stała się dla czytelników oczywistością. Krótkie rozdziały to tematyczne opowieści, dla autora – związane ze zwyczajnymi dniami i z tematami bez większego znaczenia w globalnej skali, za to budującymi niepowtarzalną atmosferę. Jest tych rozdziałów sporo, tak, żeby czytelnicy mogli się odnaleźć w tym świecie, żeby zdążyli poczuć klimat i polubić się z bohaterami. To opowieść o kochaniu zwierząt – i o ludzkiej tęsknocie. Próba powrotu do wspólnych czasów, zatrzymania w drobnych i z pozoru nieważnych wspomnieniach codzienności. Od czasu do czasu Kamil Sipowicz zamienia się jeszcze w przewodnika, przedstawia wybrane elementy przeszłości albo sztuki – żeby pokazać odbiorcom różne oblicza Roztocza i żeby zaproponować im niezwykłą, indywidualizowaną podróż. Do tego zdjęcia i kolaże – tym razem już z Korą i zwierzętami. I tak ten tom może stać się dla czytelników azylem na długo.

wtorek, 3 marca 2026

Gareth Moore, Gary Panton: Najbardziej tajemnicze łamigłówki

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Zadania

Jesteś prywatnym detektywem, najlepszym w okolicy, musisz rozwiązać dziesięć spraw, z którymi nikt inny by sobie nie poradził. Każda sprawa składa się z całego zestawu zagadek i zadań, więc nie ma mowy o czasu na leniuchowanie, trzeba szybko brać się do pracy i ćwiczyć szare komórki, żeby na końcu procesu dedukcji móc powiedzieć co się właściwie wydarzyło. Nie masz pojęcia, na czym polega sprawa, dopóki nie przejdziesz całego zestawu – musisz mieć oczy szeroko otwarte i musisz też działać błyskawicznie i niezawodnie – inaczej cały plan się zawali. To spora odpowiedzialność, ale w końcu kto powiedział, że praca detektywa będzie lekka, łatwa i przyjemna? Gareth Moore i Gary Panton przygotowują dla odbiorców „Najbardziej tajemnicze łamigłówki”. Ta książka to nic innego jak klasyczne zagadki i łamigłówki obecne od najmłodszych lat w życiu dzieci – tyle że teraz o zwiększonym nieco stopniu trudności i w większym niż zwykle stężeniu (przy jednoczesnym znacznie większym urozmaiceniu gatunkowym). Będą tu zadania z szyframi, labirynty czy porównywanki, będą pościgi za złoczyńcami, wskazówki, testy na inteligencję i diagramy. Wszystko po to, żeby nikt nie nudził się rozwiązywaniem kolejnych poleceń – dzieci mają na tej książce ćwiczyć mózg i dobrze się bawić, o rozrywkę chodzi tu najbardziej. A wszyscy, którzy cenią sobie powieści detektywistyczne, z pewnością docenią też możliwość odbycia treningu mniej fabularnego, a za to wypełnionego mnóstwem ciekawych zabaw.

„Najbardziej tajemnicze łamigłówki” to książka przeznaczona wprawdzie dla dzieci, ale przez swoją formę sugerująca już starsze pociechy – to nie kolorowy zeszyt ćwiczeń, a poważna, młodzieżowa w duchu (i opracowaniu graficznym) lektura. Nie ma zbyt wiele czytania, w poleceniach bezpośrednio przekazywane jest to wszystko, co odbiorcy muszą wiedzieć, żeby przystąpić do działań operacyjnych – całą resztę rozkładówek zajmują już ilustracje pełniące funkcję plansz do gry. Za każdym razem młodzi odbiorcy muszą przeanalizować dostępne dane i zastanowić się nad rozwiązaniem, za każdym razem też mogą zostać zapytani o coś, co wydarzyło się wcześniej – a to oznacza, że raczej nie da się z tej książki korzystać wyrywkowo. Wszystko po to, żeby młodzi czytelnicy nie ułatwiali sobie życia albo nie wybierali wyłącznie ulubionych zagadek – tylko żeby zaangażowali się w całość i radzili sobie z kolejnymi wyzwaniami. Wyzwań będzie tu sporo, każde – złożone. Oczywiście że klucz odpowiedzi jest i będzie kusił, warto jednak przekonać pociechę, że to najgorsza droga – nie prowadzi bowiem do samorozwoju i nie daje satysfakcji z odpowiednio wykonanego zadania. „Najbardziej tajemnicze łamigłówki” to przecież nie szkolny zeszyt ćwiczeń, a przygoda, w którą każdy może się pobawić, jeśli tylko nie boi się wysiłku umysłowego. Ta książka uczy dzieci logicznego myślenia i refleksu, pokazuje, jak podjąć pracę nad sobą i radzić sobie z codziennymi wyzwaniami dzięki uruchomieniu kreatywności.