* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

czwartek, 28 maja 2026

Beata Biały: Kobiece gadanie 2

Rebis, Poznań 2026.

Emocje 2

Beata Biały po sukcesie książki o emocjach kobiet – podsuwa czytelnikom drugą część, „Kobiece gadanie 2”. Idea pozostaje bez zmian: na tapet bierze się jedną emocję: złość, strach, wstyd, ale też dążenie do perfekcjonizmu, ambicję, bunt czy bezsilność. Każdy temat jest dopasowany do bohaterki rozmowy, do osoby, która akurat teraz – albo przez całe życie – mierzy się z konkretnymi wyzwaniami. Dzięki temu mają już zestaw konkretnych przykładów oraz przemyśleń, którymi mogą się podzielić z odbiorcami. Nie jest to wychodzenie ze strefy komfortu, raczej pozostawanie w obszarze zapewniającym wygodę – ale nikt nie będzie miał tego rozmówczyniom za złe, w końcu nie chodzi tu o przekraczanie swoich granic, a o dzielenie się intymnymi wręcz doświadczeniami. „Kobiece gadanie 2” to rozmowy, w których odbiorcy są wtrącani bezpośrednio w świat bohaterek, muszą poradzić sobie z czasem hermetycznymi zagadnieniami. Emocje pozbawione są granic – zrozumiałe w szerokim zakresie. Jednak już ich kontekst nie musi być dla wszystkich oczywisty, a nikt nie będzie przybliżać zestawu wydarzeń nieuświadomionym. Krótkie notki biograficzne zamieszczane są po wywiadach – i pozwalają zorientować się lepiej w dokonaniach kolejnych interlokutorek. Nie ma klucza, według którego Beata Biały wybiera kobiety do swoich rozmów: znalazły się tu i te rozpoznawalne od razu, jak Jolanta Kwaśniewska, Ewa Bem, Katarzyna Żak, Sylwia Chutnik, Agata Młynarska czy Lidia Popiel, i te, które wydają się trochę mniej medialne (ale nie są przez to wcale mniej ważne): Joanna Kryńska, Dorota Soszyńska czy Aleksandra Gajewska – popularne w konkretnych środowiskach.

Każda z kobiet zostaje nakłoniona do zwierzeń, często takich, które nie przebiłyby się do internetowych mediów. Nie ma tu idealnego świata z samorozwiązującymi się problemami, nie ma taryfy ulgowej bez względu na osobiste oczekiwania, preferencje czy nawet możliwości. Każda z pań toczy walkę z czymś – i mierzy się z tym całkowicie samotnie. A Beata Biały wyciąga na rozmowy szczere, pełne pasji, a do tego krzepiące mimo wszystko – bo nawet jeśli komuś wali się dotychczasowe życie, znajduje drogę, która pozwoli na odzyskanie radości życia czy przynajmniej odrobinę ulgi. Raczej rzadko trafiają się tu plotki czy anegdoty z codzienności. Beata Biały stawia na rozmowy dogłębne, czasem bolesne, czasem – wymuszające na czytelnikach sporą dozę empatii. Liczy się tu możliwość poznawania drugiej osoby od strony jej najskrytszych przemyśleń. Za każdym razem autorka dostosowuje rytm do rozmówczyni, stara się pozwolić jej na podzielenie się własnymi spostrzeżeniami – i nawet powtarzalne życiowe doświadczenia w rodzaju choroby czy radzenia sobie z wyzwaniami codzienności wypadają dzięki temu indywidualnie. Jest to publikacja, po którą z pewnością sięgną zainteresowani nietypowymi lekturami – to zupełnie nieznane oblicze tych wszystkich kobiet, które dały się poznać jako wybitne w swoich dziedzinach, a teraz pozwalają sobie na szczerość i ciche wyznania. Beata Biały wie, jak wydobyć z nich najczulsze tematy – i tym przekona do siebie czytelników. To książka stworzona bez pośpiechu, a przez to też tak wyjątkowa.

środa, 27 maja 2026

Victor Dixen: Agencja Perdido. Droga przez mrok

Kropka, Warszawa 2026.

Poszukiwania

Kolejna rozłożysta seria szykuje się dla fanów powieści fantasy z nutą gotyku – Victor Dixen proponuje cykl Agencja Perdido, którego pierwszy tom, „Droga przez mrok”, może rzeczywiście skusić młodych czytelników. To historia Lucy, nastolatki, która jeszcze przez moment ma szansę żyć życiem zwykłej dziewczyny, w ramach młodzieżowego buntu mówić do swojej mamy po imieniu i zżymać się na słodkie przezwiska rzucane w kontrze przez rodzicielkę. Bo pewnego dnia mama znika bez śladu i Lucy wie, że stało się coś dziwnego. Na rok trafia pod opiekę okropnej ciotki – to punkt wyjścia znany jeszcze z baśni, po prostu trzeba wytrącić bohatera ze strefy komfortu, żeby mógł wziąć się do działania i dowiedzieć się, kim właściwie jest, a także – co kryje się za nagłym zniknięciem. Od początku wiadomo, że na taryfę ulgową nie ma co liczyć: nowa opiekunka zmusza Lucy do dokonywania drobnych kradzieży w pociągach, a to wstęp do sporych kłopotów, albo... życiowej szansy. Lucy bowiem w pewnym momencie trafia na istoty, które mogą jej sporo powiedzieć o rodzicach, a także o niej samej. A to już oferta nie do pogardzenia. I tak Lucy stopniowo dowiaduje się czegoś o swoich nieznanych do tej pory umiejętnościach i wrodzonych talentach – a dzięki sojuszniczce – niezwykłej staruszce Ricie Perdido może rozwijać je i dążyć do poznawania swojej tożsamości. Nie będzie to droga prosta: mnóstwo tu stworów, które tylko czekają na potknięcie przybysza z innego świata, mnóstwo zagrożeń i bardzo dużo adrenaliny. Akcja budowana jest w tym tomie na bazie szybkich ucieczek i unikania pułapek, mniej na bezpośrednich starciach – ale zdarza się i tak, że trzeba będzie coś poświęcić, żeby zapewnić szansę na ratunek dla bliskich. I to rzecz nie do pogardzenia, bo Victor Dixen przymierza się do powieści drogi pożenionej z historiami o młodzieżowych akademiach – z każdego z tych modnych w pewnym momencie gatunków bierze coś, co pozwoli wykreować nietypową przestrzeń i funduje czytelnikom zestaw silnych emocji. To się sprawdza dzięki sprawnej narracji – tu nie ma wymuszonych opisów czy kombinacji, które nie przekonają czytelników. A ponieważ autor przez cały czas umiejętnie operuje mrocznymi klimatami, przyciągnie szeroką rzeszę młodych odbiorców – którzy nie przepadają za ugrzecznionymi czy umoralniającymi opowiastkami. W Agencji Perdido na grzeczność nie ma miejsca, tu liczy się spryt i tempo działania, a także odwaga momentami zamieniająca się w brawurę – skoro przeciwnik walczy wszystkimi dostępnymi środkami, nie ma powodu, żeby podporządkowywać się jego regułom. „Droga przez mrok” to pierwsza powieść, która z pewnością zbuduje autorowi grono wiernych czytelników – podsuwa tematy „inne”, wykorzystuje bardzo kreatywnie składniki znane z rozmaitych historii – a jednak składa je w oryginalną całość. Jest to książka, która rozbudzi ciekawość i sprawi, że odbiorcy zechcą pozostać w uniwersum Agencji Perdido na dłużej – nie zmęczą się tym pierwszym tomem, a będą wypatrywać kolejnych propozycji.

wtorek, 26 maja 2026

Lisa Kaltenegger: Nowe Ziemie. Poszukiwanie życia w kosmosie

Helion, Gliwice 2026.

Życie

To wciąż temat, który wydaje się niedostępny – i tak odległy, że wręcz trudny do wyobrażenia przez zwykłych odbiorców. Lisa Kaltenegger zajmuje się jednak przybliżaniem kwestii eksplorowania kosmosu pod kątem znajdowania tam różnych form życia. O ile planety z Układu Słonecznego są już w pewien sposób przez czytelników oswojone, o tyle poszukiwanie nowych Ziem może rozbudzać wyobraźnię dorosłych i fascynować. „Nowe Ziemie” to książka pokazująca, jak odkrycia astronomów kształtują wizję wszechświata – i jak bardzo trudno jest choćby snuć przypuszczenia na temat obcych organizmów żywych w kosmosie.

Jest to książka, której autorka świetnie zdaje sobie sprawę z ogromu wiedzy do przekazania czytelnikom we w miarę przystępny sposób. Posługuje się zatem obrazowymi porównaniami (które, przy okazji, stają się też okazją do wprowadzania drobnych żartów: jeśli chce się sprawdzać wielkość Ziemi z ziarenka pieprzu w stosunku do średnicy Słońca – warto wybrać ziarenka pieprzu w odpowiednim kolorze) i dba o to, żeby nie karmić odbiorców suchymi danymi bez interpretacji. Dzięki temu przez całą narrację czytelnicy pamiętają, że komuś zależy na dotarciu do ich wyobraźni i – że nie muszą samodzielnie przedzierać się przez zestawy fachowych danych. Kaltenegger cieszy się z możliwości tłumaczenia czytelnikom tego, czym się zajmuje – i co odkrywają jej koledzy po fachu. Dokłada do tego całkiem sporo osobistych wątków, dzieli się scenkami i sytuacjami, które nie mają większego znaczenia w narracji o odkrywaniu innych Ziem – a jednak ubarwiają tę opowieść i zatrzymują przy niej czytelników. Czasami autorka pozwala snuć wyobrażenia na temat koloru nieba lub zjawisk pogodowych na różnych planetach – nawet (a może zwłaszcza) tych nieznanych, zestawia to z badaniami planet z Układu Słonecznego – wszystko po to, żeby uświadomić czytelnikom, że świat, który znają, nie może nawet w promilu przybliżać tego, co kryje wszechświat.

Poszukiwanie życia w najdalszych zakątkach kosmosu wiąże się między innymi z dowiadywaniem się, gdzie znajdują się egzoplanety i wypracowywaniem metod ich odkrywania – bo przecież i to zjawisko nienależące do oczywistych zabiegów. Kiedy już uda się wskazać prawdopodobną orbitę ciała niebieskiego krążącego wśród jakiejś gwiazdy, będzie czas na mozolne odtwarzanie potencjalnych warunków panujących na nim. Do tego dochodzą odległości między poszczególnymi planetami w kosmosie – znów wykraczające ponad możliwości poznania ludzkiego. I tak Kaltenegger balansuje cały czas między tym, co odkrywają badacze i tym, co wyobrażają sobie czytelnicy – na styku tych dwóch przestrzeni tworzy książkę, którą czyta się jak powieść. Udana narracja i zestaw widowiskowych pomysłów, a do tego poczucie humoru autorki – to składa się na literacki sukces. Publikacja popularyzatorska sprawdza się doskonale, jest niezwykłym prezentem dla odbiorców, którzy śledzą temat eksploracji kosmosu lub... sięgają do beletrystyki – powieści fantasy przedstawiających życie na innych planetach – bo i tutaj można znaleźć inspirację i podstawowe błędy między fantazjami a rzeczywistością. Jest to książka sycąca i bardzo z perspektywy czytelników atrakcyjna, wyjątkowo trafna, jeśli chodzi o sposób przekazywania wiedzy.

Anna Jankowska: Dobrze być twoją mamą

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Wyjaśnienie

To jedna z tych książeczek, które budzą rozczulenie – może nawet większe u rodziców niż u dzieci – i sprawdzają się do wytłumaczenia najmłodszym ważnych dla nich przesłań. Anna Jankowska – autorka dobrze dzieciom i ich rodzicom znana – postanawia wytłumaczyć istotę relacji między matką i dzieckiem. „Dobrze być twoją mamą” to publikacja, w której stroną graficzną zajęła się Emilia Dziubak – i oczywiście stworzyła zachwycający picture book o uczuciach.

Każda rozkładówka to drobny tekst, który może rzucić nowe światło na istotę relacji między mamą i dzieckiem – pisana w formie zwrotu do malucha. Mama z książki nie traci cierpliwości, kiedy trochę nabrudzi się przy śniadaniu, nie denerwuje się, kiedy dziecko budzi ją o świcie hałasem, chociaż być może marzy o tym, żeby pospać chwilę dłużej. Dziecko przy mamie może chlapać w wannie, może odkrywać nowe rzeczy podczas spaceru i sprawdzać, co lubiła mama, kiedy była w jego wieku. Mama wszelkie porażki i chaos kwituje stwierdzeniem, że nic nie szkodzi. I to może być dla czytających swoim pociechom rodziców zaskoczenie – bo warto byłoby czasami pochylić się nad robiącym się „samoistnie” bałaganem i wytłumaczyć kilkulatkowi, że szkoda tracić wspólny czas na sprzątanie po wspólnych posiłkach. Anna Jankowska od czasu do czasu pozwala mamie z bajki na chwilę dla siebie – wtedy przekonuje dziecko, że mama musi nabrać sił do dalszych wspólnych zabaw.

Niekiedy autorka pochyla się nad tym, co czuje mama – a czego nie przekazuje bezpośrednio. Mama z bajki ma prawo do gorszego humoru (i wie, że wtedy dziecko jej współczuje i można na nie liczyć), ale przeważnie jest heroiczną postacią, która zrobi wszystko. Zresztą – po to, żeby jej pociecha była szczęśliwa. Nie podlega dyskusjom, że mama kocha swoje dziecko najbardziej na świecie i zrobi dla niego wszystko, Jest wdzięczna, że dziecko uczy ją każdego dnia, jak być mamą. A jednocześnie stara się zażegnać kryzysy w zalążku (przygotowanie ubrania rano to wizja wielkiej walki. Tak naprawdę bardzo mało wymaga się tu od malucha (chyba jedynie posłuszeństwa na spacerze, tak, żeby nie odbiegał sam w nieznane): wystarczy, że jest. Warto zatem wykorzystać ten tomik, żeby porozmawiać z dzieckiem, pokazać mu na konkretnych przykładach, co czuje mama i co zrobić, żeby wszystkim było przyjemniej. Jednocześnie jest to zapis wielkiej miłości – bez wielkich słów i bez przechodzenia w świat bajki. Chociaż bohaterami są tu zające, odbiorcy bez trudu przełożą sobie tę sytuację na ich własne doświadczenia z codzienności.

Emilia Dziubak dopowiada to, co nie zmieści się w minimalistycznym tekście. Wprowadza na obrazkach scenki i sytuacje ze zwykłych dni odbiorców, ale dodaje też cały zestaw emocji uwidocznionych w mimice postaci. Tym, co rzuca się w oczy, jest operowanie światłem, ta autorka doskonale czuje się w zabawach refleksami świetlnymi i grą cieni. Migotliwe obrazki na długo zapadną w pamięć nie tylko dziecięcym czytelnikom.

poniedziałek, 25 maja 2026

Lego świat. Zabawy z naklejkami. Zwierzęta

Harperkids, Warszawa 2026.

Układanki

Budowanie z klocków to jedno, ale budowanie z naklejek w kształcie klocków to kolejny wymiar zabawy, który ma zachęcić małych odbiorców do ćwiczenia motoryki i koncentracji – i do przejścia w świat klasycznych rozrywek. „Lego świat. Zabawy z naklejkami. Zwierzęta” to nie tylko propozycje budowania kolejnych stworzeń – czasem tych bardzo egzotycznych – z posiadanych klocków. To również zeszyt ćwiczeń, który może być przez dzieci uzupełniany naklejkami dołączonymi do książki. W efekcie jeśli jakiś maluch jest już zmęczony tradycyjnymi łamigłówkami, tu może zyskać nowe wyzwania. Na kolejnych stronach znajdują się zadania – ale nie tylko. W ramkach zaznaczanych jako „czy wiesz, że” dzieci poznają ciekawostki o zwierzętach. W żarówkowych „pomysłach lego” pojawią się podpowiedzi, jak budować z klocków bez wykorzystywania instrukcji – i co zrobić, żeby uzyskać pożądane kształty. To podpowiedź dla wszystkich, którzy jeszcze nie przekonali się do samodzielnego tworzenia z klocków i konstruowania rezultatów swojej wyobraźni. Pojawiają się tu strony wypełnione informacjami i ciekawie zaprezentowanymi faktami ze świata zwierząt, albo zadania dla najmłodszych. I te zadania można podzielić na klasyczne łamigłówki (w których czasem do wykorzystania są naklejki) i na kreatywne wyzwania związane z uzupełnianiem obrazków według własnych potrzeb. Tu trzeba będzie wykazać się wyobraźnią i artystycznym zmysłem – i właśnie w tej sferze dzieci będą mogły budować z naklejkowych klocków, co im się zamarzy (w zależności od rodzaju podpowiedzi). I tak najmłodsi będą dawać upust swoim talentom – i pomysłom. Ale oprócz zabawy w obrębie samej książki, będą mogli też sięgnąć po zestawy klocków i wykorzystać je zgodnie z prezentowanymi co jakiś czas podpowiedziami, jak złożyć z posiadanych elementów konkretne zwierzę. To prawdziwe wyzwanie – i szansa na poszerzenie zabaw, a przy okazji też test umiejętności.

Wiele zwierząt pojawia się w tej książce w formie zdjęć z gotowych układanek – to coś dla dzieci, które nie mają pomysłu, jak wykorzystać przypadkowe klocki, żeby zamienić dom w menażerię. Uważne oglądanie obrazków sprawi, że przetestują w swoich warunkach możliwości złożenia wybranego zwierzęcia – a to dopiero początek rozrywek. Układanie klocków w oparciu o posiadane zasoby a nie przez instrukcje – to zajęcie, które było dzieciom znane od dawna. A jednak warto najmłodszym przypominać, że w takim tworzeniu nie ma żadnych limitów i czasem wystarczy tylko trochę się zastanowić, a można będzie ułożyć z klocków cały świat.

Na uwagę w tej książce zasługuje zwłaszcza różnorodność zadań – raz wychodzą poza książkę, raz wymagają skorzystania z naklejek, to znowu nawiązują do tradycyjnych rozrywek – chodzi o to, żeby najmłodszym nie nudziło się sięganie do tomiku jako źródła inspiracji i żeby nauczyły się kreatywnie wykorzystywać swój potencjał.

niedziela, 24 maja 2026

Jessie Inchauspé: Ciążowa rewolucja

Marginesy, Warszawa 2026.

Co najlepsze

Jessie Inchauspé dała się odbiorcom poznać jako autorka, która najpierw wnikliwie sprawdza informacje, żeby potem przekazać jak najpełniejszy ich zestaw zainteresowanym czytelnikom. Po „Glukozowej rewolucji”, która szturmem podbiła rynek poradników, pojawia się „Ciążowa rewolucja” – siłą rzeczy kierowana do mniejszej grupy odbiorczyń, za to równie szczegółowo prezentująca temat niezbędnych podczas ciąży składników oraz ich wpływu na rozwój płodu.

Autorka w narracji bardzo dba o to, żeby nie urazić ciężarnych i nie wprowadzać w ich myśli poczucia winy. Rezygnuje z nacisku na rzecz swobody wyboru: często powtarza, że nie trzeba się restrykcyjnie trzymać jej zaleceń, bo już zrobienie jednego kroku w kierunku lepszego odżywiania się w ciąży może być sukcesem. Żeby jeszcze bardziej zdjąć odpowiedzialność z przyszłych mam, przedstawia własną historię i swoją rodzicielkę, która w trakcie ciąży odżywiała się w sposób niezachęcający do naśladowania – i nie pozostawiło to przesadnie złych skutków w egzystencji córki. Ale oczywiście jeśli ktoś zechce zapewnić swojemu dziecku wszystko, co najlepsze, tu znajdzie szereg wskazówek i, co ważniejsze, wyjaśnień. Bo autorka dba o to, żeby czytelniczki nie musiały się zastanawiać nad sensownością obco brzmiących składników – cały rozdział poświęca na przykład cholinie, o której być może sporo ciężarnych w ogóle nie słyszy. Żeby zyskać na wiarygodności, zestawia własne doświadczenia ciążowe z tym, co może spotkać odbiorczynie – pokazuje im, jak wybory żywieniowe działają w kolejnych trymestrach i kiedy można pofolgować zachciankom, a dać sobie spokój z przestrzeganiem diet. Jessie Inchauspé przez rezygnowanie z kategoryczności i nastawienie na wyrozumiałość znajdzie wśród odbiorczyń wiele zwolenniczek. Zwłaszcza że zależy jej na dogłębnym analizowaniu tematów i na przytaczaniu aktualnego stanu badań – jeśli coś nie zostało zbadane pod kątem wpływu na ciążę, zaznacza to wyraźnie, żeby uniknąć wątpliwości. Dla czytelniczek może być jej książka zestawem przydatnych podpowiedzi, ale też ratunkiem: autorka wyjaśnia na przykład, dlaczego w ciąży warto ograniczyć spożywanie cukru i po co potrzebne jest białko – zadziwiające okazuje się tu rzadkie nawiązywanie do warzyw, chociaż i to sama Jessie Inchauspé będzie objaśniać. Liczy się jednak wyczulenie na potrzeby kobiet w ciąży i przygotowanie dla nich całej strategii działania. Można z niej korzystać wybiórczo, można zdecydować się na testowanie pojedynczych uwag, ale można też dać się pokierować autorce i zdjąć z siebie konieczność prowadzenia dalszych poszukiwań. Jakby tego było mało, książka kończy się zestawem przepisów na potrawy, które nie tylko są smaczne, ale jeszcze wypełnią zapotrzebowanie ciężarnych na określone składniki – tak, żeby nie trzeba było zbyt daleko szukać podpowiedzi kulinarnych. Ale Jessie Inchauspé na pewno nie będzie chować się za przepisami i za prostymi wypełniaczami objętości w tomie – liczy się dla niej rzetelne przekazywanie zdobytych wiadomości i dostarczanie czytelniczkom szeregu przydatnych informacji pozwalających na zachowanie zdrowia i kondycji przez cały czas trwania ciąży.

sobota, 23 maja 2026

Slavenka Drakulić: O czym nie mówimy

Biblioteka Słów, Warszawa 2026.

Rozstania

Ta książka boli. Nie będzie wygodną lekturą czytaną do poduszki dla rozrywki, pozostawi po sobie bardzo wyraźne ślady. Odwołuje się bowiem do charakterystycznych lęków społecznych i do sytuacji, które mogą spotkać każdego czytelnika. Chociaż Slavenka Drakulić w „O czym nie mówimy” proponuje zbiór opowiadań, to jednak wydaje się wręcz, że postawiła na migawki wspomnieniowe – jest tak bardzo przekonująca, szczera i brutalna w realizmie. Niemal każda historia jest tu analizą jakiegoś rodzaju cierpienia, traumy czy żałoby – czasem to odchodzenie kogoś cierpiącego na chorobę nowotworową, czasem przygnębiająca szpitalna rzeczywistość podczas pandemii, ból tych, którzy muszą uporać się z rozstaniem albo pożegnać kogoś bliskiego, a czasami po prostu – śmierć miłości w związku lub rozczarowania płynące z oddalania się od siebie. Pojawi się także jako refrenowy temat – starość, wypełniona przykrymi drobiazgami, jedne są bardziej uciążliwe dla otoczenia, inne -dla osoby, która traci swoje dotychczasowe zdolności i przestaje ufać własnemu ciało. Czyli Slavenka Drakulić wcale nie odchodzi daleko od życia i normalności, rejestruje te zjawiska z codzienności, które przynoszą najwięcej rozczarowań i bólu – owszem, możliwego do opanowania i z perspektywy całego życia nie zawsze istotnego, a jednak uporczywego w danym momencie. Ta autorka właśnie takie momenty łapie, pozwala im się rozwinąć w wypełnioną emocjami drobną historię – i pozostawia z tym czytelników, zmuszonych do analizowania własnego stanu uczuciowego.

„O czym nie mówimy” to książka, która wyzwoli silne emocje – ma do tego podstawy. Autorka wyjątkowo celnie szkicuje sytuacje i charaktery, a także odczucia postaci – w efekcie przeżycia z kart opowiadań stają się wręcz namacalne dla odbiorców. Dobrze, jeśli ktoś nie mierzył się z podobnymi wyzwaniami we własnym otoczeniu – dostanie po prostu podgląd tego, co byłoby, gdyby zrealizować czarne scenariusze (prawdopodobne i naturalne). Części odbiorców wspólnota doświadczeń może przypaść do gustu, ale nie ulega wątpliwości, że jest to lektura wymagająca – i wymuszająca na czytelnikach maksymalne skupienie. Nie ma tu fabuł, na których by się można było zatrzymać, rzeczywistość odarta z wyobraźni przestaje być przedmiotem analiz – liczą się wyłącznie odczucia, które nie należą do najprostszych. I chociaż w określonych sytuacjach każdy reaguje po swojemu, Slavenka Drakulić wybiera te motywy, przy których wręcz nie ma miejsca na oryginalne odruchy. Bazuje na stanach czytelnikom doskonale znanych i przez to wiele razy będzie wręcz odsuwać uwagę od literackości na rzecz oceny trafności spostrzeżeń. „O czym nie mówimy” to książka wyjątkowa, która przypadnie do gustu także czytelnikom stroniącym na co dzień od małych form literackich. Jest to popis – ale popis obserwacji umiejętnie przekuwanych na tekst i empatii w jednym. To publikacja, która nie pozostawia nikogo obojętnym – ale ponieważ tak mocno będzie poruszać, warto dawkować ją ostrożnie i przemierzać świat prezentowany przez autorkę z dużą dozą refleksji na temat własnych obaw.