* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

środa, 15 kwietnia 2026

Jeff Kinney: Dziennik Cwaniaczka. Pan Porażka

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Urodziny

To zadziwiające, kiedy bohaterowie z literatury czwartej, w założeniu będący z młodymi czytelnikami zaledwie parę chwil, utrzymują się na rynku przez całe dekady. Dwudziestolecie Cwaniaczka to dobry moment, żeby przyjrzeć się kwestii urodzinowych przyjęć – Jeff Kinney ułatwia sobie tym razem zadanie, ogniskując fabułę wokół jednego zasadniczego tematu i zmusza swojego bohatera do przyglądania się różnym przepisom na katastrofę. A ponieważ Greg, gdyby tylko mógł, chętnie zasugerowałby swoim gościom, co sprawiłoby mu prawdziwą przyjemność – ale nie ma na to szans, bo nie pozwala mu na to rzeczywistość i kontrola mamy – nie ustaje w wysiłkach, żeby osiągnąć swój cel okrężnymi drogami. „Pan Porażka” to książka, w której najpierw bohater przygląda się różnym przyjęciom urodzinowym ze swojego dzieciństwa, po to, żeby później przekonać się, że o jego prawdziwych urodzinach mama zapomniała – pochłonięta przygotowaniami do konkursu na ciasto. W erze internetu takie zachowanie nie pozostaje bez kary, anonimowe mamy z forum tropią tę, która ośmieliła się tak skrzywdzić swoją pociechę, a mama Grega, targana wyrzutami sumienia, chce sprawić najlepsze przyjęcie pod słońcem – po czasie.

I tak Greg zajęty jest kombinowaniem, jak zdobyć wyjątkowo rzadką kartę (spieniężenie jej natychmiast rozwiąże jego problemy finansowe, a nie wzbudzi podejrzeń wśród gości urodzinowych), a w międzyczasie snuje retrospekcje o kolejnych porażkach i wpadkach z przyjęć we wcześniejszych latach. Podpowiada odbiorcom nawet, jak wraz z przyjacielem korzystał z przyjęć urodzinowych, na które nie był zaproszony – wszystko po to, żeby bawić. Bo Dziennik Cwaniaczka to seria, która stworzona została dla śmiechu i jest serią gagów podporządkowanych pewnym kluczowym hasłom. Czyta się ją bardzo dobrze dzięki przeplataniu wyznań komiksowymi rysunkami, a także za sprawą akcentów zdaniowych wyznaczanych w rytmie tekstu. To jedna z tych publikacji, które może i nie nauczą dzieci zbyt wiele, za to zapewnią im rozrywkę, jakiej mali odbiorcy potrzebują – i pokażą, że książki można czytać dla przyjemności, relaksu i rozrywki. Chociaż i dorośli, i wydawnictwa często o tym zapominają, Greg – na szczęście – ma się świetnie i może pozwalać na zabijanie czasu i na oderwanie się od rutyny za sprawą szeregu katastrof, które spotykają go w każdej chwili. A ponieważ Jeff Kinney nie odchodzi zbyt daleko od realizmu – jedynie mocno go przerysowuje – śmiech, jakiego dostarcza małym czytelnikom, będzie wiązał się z sytuacjami powszechnie znanymi. W ten sposób Jeff Kinney może spokojnie wykorzystywać stereotypy i sięgać po inspiracje wszędzie tam, gdzie inni autorzy nie widzieliby potencjału twórczego. A sam Greg – chociaż przedstawia się jako nieudacznik i przegryw – radzi sobie całkiem nieźle, biorąc pod uwagę warunki funkcjonowania. „Pan Porażka” to książka stworzona dla śmiechu i ten śmiech odbiorcom będzie przynosić – a przy okazji pozwoli bez napięcia podchodzić do imprez urodzinowych. Przecież zawsze mogło być gorzej.

wtorek, 14 kwietnia 2026

Gérard Morel: Trucicielki. Kronika kobiecych zbrodni od antyku po współczesność

Mando, Kraków 2026.

Zbrodnie w kuchni

Gérard Morel doskonale wie, że na wyobraźnię ludzi bardzo mocno działa zagrożenie, które jest najbliżej. Dlatego też chce opowiedzieć przeszłość przez pryzmat trucicielek – kobiet niedocenianych i sięgających po ostateczne rozwiązania swoich problemów, albo intrygantek wiedzących doskonale, czego brakuje im do uzyskania władzy. „Trucicielki. Kronika kobiecych zbrodni od antyku po współczesność” to jednak nie gotowy przepis na kryminał, a rejestr wydarzeń i biografii. Autor opowiada tu przeszłość na nowo, ale koncentruje się na tych postaciach, które często były ignorowane lub odsuwane na dalszy plan zanim dopuściły się zbrodni, a później – marginalizowane ze względu na to, żeby nie inspirować kolejnych morderstw. Zanim to jednak nastąpi, proponuje czytelnikom uważne przyjrzenie się powodom, dla których trucie przypisywane było przede wszystkim kobietom: to zbrodnia, która wydaje się najbardziej perfidna, wykorzystuje bowiem zaufanie ofiary i nie daje jej szans na obronę. Jednocześnie pasuje do tradycyjnej roli kobiety – i do jej stereotypowych akcesoriów. Przez długi czas to faktycznie dobre wyjaśnienie – jednak ta opowieść kończy się w końcówce XX wieku, więc w momencie, gdy kobiety nie są już tak zależne od mężczyzn i tak bezbronne. Autor od czasu do czasu stara się też przypominać, że dzisiaj sięganie po dawne środki nie ma zbyt wiele sensu: możliwości wykrycia trucizny w organizmie są znacznie większe niż kiedyś i pozwolą wskazać winnych znacznie szybciej.

I mając do dyspozycji tak bogaty materiał, Morel nie ulega pokusie stworzenia fabularnej opowieści. Koncentruje się za to na przytaczaniu faktów i unikaniu jakichkolwiek komentarzy. Zależy mu na tym, żeby czytelnicy poznali dobrze bohaterki – dlatego też umieszcza ich zbrodnicze działania w o wiele szerszym kontekście, prowadzi przez trudne doświadczenia życiowe i relacje z bliskimi, żeby naświetlić bezradność czy brak szans na inne rozwiązania. Próbuje też zaznaczać, kiedy pojawiły się pierwsze przejawy buntu wobec codzienności i jakie działania zostały przez otoczenie zignorowane. Kiedy już dojdzie do opisywania tego momentu życiorysu, w którym rysuje się początek zbrodni, ma pewność, że czytelnicy zdążyli dobrze zaznajomić się z bohaterką i rozumieją jej motywy – a przynajmniej widzą kontekst na tyle jasno, żeby nie dziwić się podejmowanym decyzjom. Od tej pory może już zajmować się przede wszystkim metodami trucia – chociaż nie zawsze jest to możliwe. Nie będzie oczywiście podawać przepisów na śmiercionośne mikstury ani przesadnie analizować kolejnych działań, za to dba o wychwycenie i naświetlenie momentów ważnych z perspektywy samej zbrodni. Nie zawsze da się to zrobić – jeśli coś zaginęło w mrokach dziejów, autor nie będzie żmudnie odtwarzać wiadomości, woli po prostu nie precyzować scenek. Cała książka to bardziej podręcznikowe opisy niż próby fabularyzowania albo budowania sensacyjności, nie ma w tym rzucania się na literackość obrazów ani na potencjał kryminalny – to czyste informacje, po prostu opisywanie przeszłości w inny niż zazwyczaj przyjęte sposób. „Trucicielki” to opowieść dla czytelników, którzy potrzebują wiadomości lub przypisów do mniej znanych postaci – a nie emocji.

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Zofia Stanecka: Basia i jedzenie

Harperkids, Warszawa 2026.

Na talerzu

Dzieci sporo słyszą o zdrowym odżywianiu się i o wartościowych posiłkach. To temat, którego nie ukrywa się przed najmłodszymi, trochę dlatego, żeby odrobinę nakierować ich kulinarne wybory (chociaż żadna perswazja nie doprowadzi do tego, żeby maluchy z własnej woli wybierały owoce i warzywa zamiast słodyczy czy wysoko przetworzonych przekąsek albo fast foodów). Świadomość sprawi jednak, że trochę łatwiej będzie rodzicom – uzasadniać kolejne posiłki i odmowy. „Basia i jedzenie” to książka, w której uwaga wszystkich zogniskowana jest na posiłki i tematy jedzeniowe w codziennym życiu. Basia przekonuje się, jak różne są motywacje podejmowanych decyzji i – co ważniejsze – dlaczego warto testować nowe smaki, a nie odrzucać z góry i bez próbowania propozycji dorosłych.

W dzisiejszych czasach każde dziecko może wybierać inną dietę – jedne ze względu na alergie, inne – przez wybory i przekonania rodziców. Dlatego też piramida żywieniowa powinna znaleźć się w świadomości każdego, nawet kilkulatka – to najprostszy sposób na uniknięcie problemów ze zdrowiem w przyszłości, a obecnie – na wprowadzanie potrzebnych zmian. Basia uważnie sprawdza, co jedzą jej koledzy i rodzina, powtarza też zasłyszane informacje, chociaż niekoniecznie udaje jej się dobrze zapamiętać rozmaite mądrości – i to okazja do ich skorygowania i do rozbawienia czytelników. Zofia Stanecka pozostaje jednak realistką: wie, że niektóre dzieci prezentują wybiórczość pokarmową i trzeba im dać czas na oswojenie się z innymi niż akceptowane posiłkami. Do tego jest w stanie pomóc też rodzicom – wesprzeć ich w dyskusjach z małymi niejadkami. Mama Basi nie zamierza gotować dla każdego członka rodziny oddzielnie, niezależnie od tego, jakich argumentów dzieci będą używać, żeby postawić na swoim – nie chodzi przecież o to, żeby ktoś zamęczył się w kuchni tylko dlatego, że ktoś ma ochotę na inne niż proponowane wszystkim danie. Ponieważ jednak w kręgu bliskich znajomych i przyjaciół Basi znajdują się dzieci z różnych stron świata, to może być dobra okazja do spróbowania specjałów z innych kuchni – dzieci poznają nowe smaki, a przy okazji przekonują się, że jedzenie – nawet powszechnie znane – może smakować zupełnie inaczej z nowymi, bardziej egzotycznymi składnikami. Małych łasuchów łatwo będzie przekonać do próbowania dziwnych potraw – ale większość dzieci raczej stroni od eksperymentów. I tu z pomocą przyjdzie Basia, która po prostu lubi jeść – a swoimi wrażeniami chętnie dzieli się z kilkuletnimi odbiorcami. „Basia i jedzenie” to książka, która przyda się w domach – Zofia Stanecka bazuje na rzeczywistych obserwacjach i rozwija temat tak, żeby z każdą stroną przynosić czytelnikom coś zaskakującego, a jednocześnie nieodbiegającego od najważniejszego zagadnienia. To publikacja, na którą trzeba zwrócić uwagę – Basia po raz kolejny przydaje się jako postać, która wytłumaczy pewne sprawy i przekona dzieci do tego, co mówią im (albo powinni mówić) rodzice. Zofia Stanecka po raz kolejny bardzo dobrze dostrzega problem – i podsuwa dobre lekturowe rozwiązanie. Przyzwyczaja dzieci do codziennego funkcjonowania, a do tego dostarcza im ciekawej lektury przydatnej również dla dorosłych.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Dr Monika Łukasiewicz, Jagna Kaczanowska: Teraz ja! Ginekolożka z psycholożką o menopauzie

Agora, Warszawa 2026.

Bez tabu

Menopauza przestała być tematem skrzętnie ukrywanym, a w związku z tym faktem coraz częściej wchodzi do literatury poradnikowej i książek o zdrowiu. To zagadnienie, które warto przedstawiać z każdej możliwej strony, żeby oswoić kobiety ze zmianami przyzwyczajeń oraz z możliwościami, przed jakimi staną, kiedy będą mierzyć się z charakterystycznymi objawami. Menopauza to zmiany w ciele, ale też w myśleniu czy podejściu do życia – i rolą kolejnych publikacji jest omawianie tych zmian w tonie szansy, tak, żeby zredukować lęk i niedogodności. I tak na rynku pojawia się książka, którą zdecydowanie warto włączyć do swojego zestawu poradników i podpowiedzi – „Teraz ja! Ginekolożka z psycholożką o menopauzie”. Tom stworzony przez Jagnę Kaczanowską oraz Monikę Łukasiewicz całościowo prezentuje temat menopauzy i pozwala czytelniczkom na wypracowanie schematów działań w zależności od potrzeb.

Publikacja została przygotowana w lekkim, popularyzatorskim i trochę konfesyjnym tonie – chodzi tu o to, żeby przekonać czytelniczki do nadejścia ważnego i nieuchronnego – ale nie strasznego – etapu życia i żeby podsunąć im zbiór gotowych podpowiedzi. Autorki przyglądają się dostępnym środkom farmakologicznym czy kuracjom hormonalnym (przy okazji oddalając obawy przed takim wyjściem: tłumaczą, skąd bierze się niechęć do przyjmowania hormonów i jednocześnie podpowiadają, co zrobić, żeby taka kuracja była w stu procentach bezpieczna), opowiadają o charakterystycznych reakcjach ciała, o nowych dla odbiorczyń odczuciach, które może nie są groźne, ale z pewnością uprzykrzają codzienne funkcjonowanie. Opowiadają o tym, jak w dalszym ciągu czerpać radość i satysfakcję z seksu – bo przecież menopauza nie oznacza końca tego aspektu – i o tym, jak zmienia się mózg kobiety. Przyglądają się zmianom wagi oraz potrzebom organizmu. Ale przede wszystkim tłumaczą, że menopauza to nie dramat – i wystarczy odpowiednio się przygotować, działać zgodnie z planem i wykorzystywać dostępne dzisiaj metody łagodzenia objawów, żeby zachować normalność. Dzielą się z czytelniczkami własnymi doświadczeniami, co może nie tylko funkcjonować jako przykład, ale też jako rodzaj pokrzepienia – bo oto dwie kobiety wyposażone w sporą wiedzę mogą mimo wszystko borykać się z pewnymi niedogodnościami i szukać na nie sposobów: skutecznie.

Te wiadomości, które są bardziej skomplikowane, czyli wymagają większego skupienia czytelniczek, pojawiają się wyodrębnione w ramkach (tu znajdą się między innymi specjalistyczne terminy medyczne) – wyrzucone z głównego nurtu narracji nie będą odciągały uwagi, łatwiej też do nich trafić. Do tego autorki przywołują motywacyjne opowieści: w kolejnym rodzaju ramek, czyli znowu poza podstawowym nurtem, będzie miejsce na opowieści o kobietach, które spełniały swoje marzenia bez względu na metrykę – i dokonywały rzeczy wielkich po przekroczeniu „magicznej” granicy. To zachęca do działania i przypomina, że zawsze warto dążyć do robienia czegoś, co się kocha. W podstawowej opowieści z kolei rozpracowują tajniki menopauzy tak, żeby odbiorczynie mogły pozbyć się wątpliwości i żeby zweryfikowały swój stan wiedzy. Czytelniczki mogą potraktować tę książkę jak relację przyjaciółek – nieco bardziej doświadczonych i przecierających szlaki – tak, żeby uniknąć niespodzianek i żeby poradzić sobie z wyzwaniem, jakie niesie życie. Bardzo dobrze przygotowana została ta książka, ale jej prawdziwa wartość kryje się także w samym sposobie przedstawiania zgromadzonych informacji – na lekko i bez przykrości.

sobota, 11 kwietnia 2026

Britannica. Nowa encyklopedia dla dzieci w opracowaniu Christophera Lloyda

Kropka, Warszawa 2026.

Wszystko

To klasa sama w sobie i marka, której przedstawiać nikomu nie trzeba. To dowód, że dzieci mogą czytać encyklopedię i świetnie się przy tym bawić. I książka, która nie zestarzeje się wcale, będzie przez długi czas dorastać z dziećmi. Imponująca publikacja, która waży prawie dwa kilogramy (ta informacja znalazła się w blurbie – i bardzo dobrze, bo będzie to jedno z pierwszych pytań samych zainteresowanych) przynosi młodym odbiorcom całe mnóstwo ciekawostek posegregowanych na kilka dziedzin i zagadnień. Znalazło się tu osiem obszernych rozdziałów i na początku wydaje się, że autorzy skoncentrują się wyłącznie na Ziemi w kosmosie. Wyjście od tematu wszechświata nie dziwi – to dość częsty wybór w przypadku publikacji edukacyjnych dla najmłodszych. Tu oswojenie dzieci z odkryciami kosmicznymi ma na celu rozbudzenie w nich naukowej ciekawości i dociekliwości. Kiedy już wszystko, co odległe, stanie się jasne, przyjdzie czas na przyjrzenie się samej Ziemi. Punkt wyjścia to Wielki Wybuch, przedstawienie dzieciom tego, co mogą zobaczyć i czego nie mogą zobaczyć na niebie. Jednak obok wytworów natury będą tu też efekty pracy człowieka, między innymi rakiety, sondy kosmiczne i loty w kosmos – wszystko dla małych fanów eksplorowania wszechświata. Z kolei rozdział o Ziemi to okazja do sprawdzenia budowy planety, ale też do opowiedzenia o elementach ekologii (paliwa kopalne, pogoda i zmiany klimatyczne) czy historii o ukształtowaniu terenu. Rozdział „Materia” odnosi – bez nazywania tego – do fizyki i trochę chemii – i ten rozdział jeszcze przed konkretnymi lekcjami w szkole da dzieciom dobre pojęcie o podstawach funkcjonowania świata. To wiadomości, które przydadzą się w bardzo różnych okolicznościach, a do tego pozwolą na prowadzenie własnych obserwacji. Dwa kolejne rozdziały to „Życie” i „Ludzie” – analizy dotyczące między innymi roślinności czy życia pod wodą, ciała człowieka i kultury. Historia została podzielona na dwie części, pierwsza odnosi się do starożytności i średniowiecza w różnych kulturach i różnych częściach świata, druga – to czasy nowożytne i współczesne, uwzględnia ona nie tylko wielkie konflikty, ale też wielkie przełomy czy prawa człowieka i ich rozwój. Na sam koniec autorzy zostawili sobie temat „Dziś i jutro” – niezwykle szerokie zagadnienie, w którym mieszczą się i rozmaite wynalazki, i bolączki dzisiejszych czasów, a także – przyszłość cywilizacji.

W poszczególnych rozdziałach i ich częściach tekst zostaje podzielony na łatwo przyswajalne akapity – powtarzają się niektóre motywy, na przykład „Wiadome niewiadome” czy „Faktastycznie”, notki biograficzne albo wyliczenia – można tym tropem podążać, żeby nie nudzić się podziałem tematycznym, ale bardziej chodzi o urozmaicanie procesu lektury. Każdy motyw zyskuje tu imponujące ilustracje – wpływające na umiejętność zapamiętywania danych i jednocześnie będące ozdobą książki. Ta encyklopedia nie ma nic wspólnego z nudnymi hasłowymi dziełami – to prawdziwa przygoda, w której dostarczanie dzieciom wiadomości łączy się z rozrywką. Chętni mogą sprawdzić swoją pamięć dzięki quizom na końcu rozdziałów – ale trzeba będzie nie lada skupienia, żeby odpowiedzieć prawidłowo na wszystkie pytania, więc dzieci raczej zaczną od szukania odpowiedzi na kolejnych stronach. Do tego drobne wywiady czy wypowiedzi specjalistów z różnych dziedzin – to element, który może zachęcić najmłodszych do wyboru konkretnej drogi zawodowej.

„Britannica. Nowa encyklopedia dla dzieci w opracowaniu Christophera Lloyda” to dzieło imponujące nie tylko objętością – przede wszystkim przygotowaniem i opracowaniem tematów, wyborem ciekawostek – bo przecież mimo encyklopedycznych inspiracji nie da się wyczerpująco omówić każdego zagadnienia, nie chodzi o zamęczenie odbiorców, a o zaintrygowanie ich i o przekonanie, że nauka jest ciekawa. To zadziała doskonale – można mieć pewność, że dzieci, wyjątkowo zainteresowane jakimś tematem, będą chciały dalej pogłębiać wiedzę. Ta książka zaspokaja podstawową ciekawość. I wcale nie trzeba jej czytać od deski do deski, wystarczy korzystać z niej jak ze zbioru wyjaśnień i odpowiedzi na najdziwniejsze pytania. Oczywiście ta książka bije na głowę rozmaite edukacyjne publikacje – ale nie da się jej traktować jak zwykłego zbioru ciekawostek. To próba uchwycenia jak największej ilości tematów i wątków, porządkowanie ulotnego i podsuwanie najmłodszym zagadnień do poznawania. Encyklopedia, która cieszy – to właśnie otrzymają mali odbiorcy i długo nie będą chcieli się z tą książką rozstać.

piątek, 10 kwietnia 2026

Rachel Piercey: Co się dzieje w misiowym miasteczku

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Wyprawa

Wyszukiwanek na rynku jest już mnóstwo i trzeba dobrego pomysłu, żeby się wyróżnić. Dlatego seria W Misiowym Lesie tak bardzo zwraca na siebie uwagę najmłodszych. Przede wszystkim to połączenie wyszukiwanki i rymowanek dla dzieci. Wielka ilustracja na dwie strony pojawia się co drugą rozkładówkę. Tu znajduje się wierszyk – ogólnikowe przedstawienie tego, co można robić w wybranym zakątku Misiowego Lasu. Rodzaj oswojenia dzieci z przestrzenią i przygotowania na kolejne wyzwanie. Do tego – wyliczanka z miejscami do zaznaczenia. Wyliczanka obejmuje motywy, które trzeba znaleźć na ilustracji – jest ich mnóstwo, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że obrazki są bardzo gęste i wcale nie tak łatwo wydobyć konkretne rzeczy. Te wyszukiwankowe rozkładówki są przeplatane klasycznymi bajkami. I tu pojawiają się rymowanki bardziej rzeczowe, dotyczące przebywania w jakimś miejscu z Misiowego Lasu – i działają jak typowe „jak to działa”: bohaterowie dowiedzą się na przykład, co robi się w piekarni, szkole czy w szpitalu – oczywiście w tych w misiowej wersji, ale i tak może to być zaproszenie odbiorców do świata bohaterów i zachęta do wspólnego spędzania czasu.

Rachel Piercey pisze tu teksty (przekłada je Maciejka Mazan i z pewnością nie jest to proste, żeby oddać ducha oryginału i jednocześnie trzymać się sylabotoniku, zwłaszcza wtedy, kiedy nie można się schować za konkretnymi działaniami postaci). Freya Hartas zajmuje się stroną graficzną i pewne jest, że niejeden raz czytelników zaskoczy. Przede wszystkim nawiązaniami do klasyki. Ta książka ma spory format i już tym zwraca uwagę. Ale o wiele bardziej przykuwają wzrok tradycyjne w duchu obrazki – tu liczy się zaproszenie najmłodszych do świata sprzed co najmniej kilku dekad – tyle że dostosowanego do dzisiejszych wymogów rynkowych. Widać to zwłaszcza na seriach drobnych rysunków prezentujących przebieg wydarzeń w konkretnych miejscach – pod kolejnymi adresami w Misiowym Lesie. Tam, gdzie nie trzeba popisów ilustratorskich i przesycania ilustracji detalami, liczy się efekt – a ten jest olśniewający. Dzieci, które dzisiaj przyzwyczajone są do grafik komputerowych i maksymalnie upraszczanych za sprawą książeczek licencyjnych form – tu otrzymają rysunki, którym trzeba się uważnie przyglądać, żeby wychwycić wszystkie ich zalety. Z kolei na wyszukiwankowych stronach roi się od miniaturowych scenek, bohaterów i ciekawostek – tu dzieci nie będą się skupiać tylko i wyłącznie na wypełnianiu zadań, ale też na wychwytywaniu niespodzianek, jakie ilustratorka wprowadziła do świata Misiowego Lasu.

Jest tu zatem coś dla miłośników tradycji – i coś dla fanów dzisiejszych rozrywek. Dzieci nie poprzestaną na wypełnianiu zadań, otrzymają teksty, które zakorzenią je w Misiowym Lesie, sprawią, że świat z bajki stanie się bardziej prawdziwy i wręcz namacalny. Te maluchy, które nie przepadają za wyszukiwankami, mogą skoncentrować się wyłącznie na opisach świata przedstawionego – i towarzyszyć bohaterom w ich zwykłych czynnościach. Dla każdego coś miłego – ale przecież Misiowy Las nikogo nie może zniechęcić ani odstraszyć.

Bajki z uśmiechem - odcinek 4

Czwarta część Bajek z uśmiechem: czyta Kuba Gliński