* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

środa, 8 lipca 2026

Mariusz Urbanek: Gałczyński. Kanarek w klatce

Iskry, Warszawa 2026.

Czary

Mariusz Urbanek w biografiach nie zawodzi. Ale do tej pory sięgał po formy pop, żeby trafić do przekonania szerokiego grona czytelników. Kiedy już dał się poznać jako autor ciekawych narracji i poszukiwacz anegdot, wystrzelił z opowieścią o Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim tak, że przekona do siebie teraz także badaczy i szukających bardziej precyzyjnych historii. „Gałczyński. Kanarek w klatce” to książka magiczna – bo też i do czarodzieja słowa się odnosi. A przecież w biografii Gałczyńskiego nie brakowało ciemnych momentów albo legend przedstawianych przez jego córkę i konsekwentnie zaciemniających część niewygodnych prawd. Mariusz Urbanek tym razem nie liczy wyłącznie na to, co wesołe i „magiczne” – oczywiście proponuje odbiorcom opowieść o Gałczyńskim – wirtuozie słowa i niezwykłym twórcy, ta część nie podlega dyskusjom. Na początku Gałczyński to po prostu autor wyjątkowo kreatywny, pozostający poza trendami, a jednocześnie tworzący nową jakość w poezji. Po wojnie – to mistrz absurdów, ojciec „Zielonych Gęsi” i autor płodny z powodów materialnych – a jednak nietracący przez to na jakości. Kluczem jest jednak to, co działo się kompletnie poza tworzeniem – i Urbanek nie zamierza ukrywać tego, co udało mu się znaleźć.

Obecność Natalii wprowadza jakby na drugim planie – żona Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego funkcjonuje w tej wersji trochę na marginesie, istnieje, jest ważna i kiedy trzeba – wkracza do akcji, ale to nie o niej opowieść. Podobnie jest z Kirą – o tej w ogóle Mariusz Urbanek woli czasami pisać mniej, świadomy, jak bardzo zmieniała postrzeganie swoich rodziców przez całe lata. Skupia się za to na wydarzeniach mocnych w biografii i niekoniecznie odzwierciedlających się bezpośrednio w twórczości: pokazuje między innymi wojenne doświadczenia Gałczyńskiego, obecność innych kobiet w jego życiu. Zajmuje się tematami politycznymi – kiedy Gałczyński obraża kolegów po piórze na łamach jednego z pism – co nie może zostać zapomniane. Po wojnie to już „Przekrój” i działania zarobkowe, a jednocześnie tworzenie tego, co przetrwało do dzisiaj. Jest i mowa o chorobie alkoholowej – chociaż to temat dość delikatny i nie został wprowadzony na prawach sensacji. Mariusz Urbanek stara się uchwycić różne życiowe zawirowania u Gałczyńskiego, jest w stanie zapewnić czytelnikom całkiem sporo silnych emocji – a przecież dzisiaj już nawet twórczość Konstantego Ildefonsa trochę wypadła z obiegu. Widać w tej książce wielkość – nawet wbrew niekoniecznie chlubnych doświadczeń. Mariusz Urbanek oddaje Gałczyńskiemu hołd, a jednocześnie nie męczy czytelników wizerunkiem pomnikowym. Wykonuje tu olbrzymią pracę w tropieniu sygnałów pozaliterackich w literaturze i w odszukiwaniu szczegółów życiorysowych. Wszystko to przedstawia czytelnikom w swoim stylu. Nie powtarza do znudzenia utrwalonych w świadomości społeczeństwa fragmentów utworów, sięga za to po te, które być może uległy już zatarciu. I to właśnie nimi może przypomnieć o jakości tej literatury. Konstanty Ildefons Gałczyński już wiele razy był obiektem badań i opowieści okołobiograficznych – Urbankowi po prostu się wierzy, bo ten autor wykorzystuje tu i swój talent do snucia ciekawych narracji, i umiejętność dokonywania celnych kwerend. To bardzo obszerny tom, który ani przez moment nie będzie się nudzić – bo nawet kiedy autor relacjonuje przebrzmiałe perypetie polityczne, wie, jak przedstawiać rzeczywistość, żeby przyciągnąć czytelników. Ta książka została bezbłędnie skonstruowana, a także – świetnie wypełniona treścią. Urbankowi można ufać.

wtorek, 7 lipca 2026

Cristina Kiran Piotti: Indie. Od Bollywood do Tadź Mahal

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Podróże

Ta seria okazała się strzałem w dziesiątkę, rozbudowuje się o kolejne – często bardzo egzotyczne – ciekawe kraje, które warto zaprezentować młodym odbiorcom, by rozbudzić w nich ciekawość świata. „Indie. Od Bollywood do Tadź Mahal” to tom przygotowany przez Cristinę Kiran Piotti. Każda rozkładówka oznacza tu prezentowanie odbiorcom innego zagadnienia dotyczącego życia w Indiach, miejscowej kultury, zwyczajów i tematów wartych odkrywania podczas ewentualnych podróży. W ramach prezentacji kraju autorka zaczyna od omawiania podręcznikowych danych – dotyczących położenia geograficznego, klimatu, przeszłości czy znaczenia rzeki Ganges. Rozprawia się też na otwarcie tomu z zagadnieniem religii i wyznań w Indiach – to wprowadzenie do tematyki świąt, zwyczajów i charakterystycznych zachowań miejscowych – jeśli ktoś będzie chciał zwiedzić Indie, powinien zdawać sobie sprawę ze znaczenia duchowości i z podporządkowywania życia codziennego płynącym z wierzeń zwyczajom. W ten sposób autorka może uczyć odbiorców zasad funkcjonowania w tym miejscu, a także rozumienia mieszkańców. Dzięki takiemu otwarciu książki nic potem nie musi dziwić – i łatwiej da się wytłumaczyć kolejne ciekawostki. Oczywiście będzie tu rozdział poświęcony rozmówkom – kilka przydatnych zwrotów w hindi, ale też znaczenia gestów czy relacji rodzinnych. Odbiorcy dowiedzą się, jak Indusi spędzają dni, jakie sporty lubią najbardziej, czym charakteryzuje się Bollywood, a także – jak wygląda metoda leczenia chorób. Jeśli komuś Indie kojarzą się z zacofaniem i brakiem postępu cywilizacyjnego, może być zaskoczony tematem cyfrowych Indii, rozwojem biznesów związanych z informatyką i komunikacją. Całość zamykają rozdziały dotyczące kulinariów – bo zawsze warto przyglądać się lokalnym specjałom – a także przyrodzie (dla złapania oddechu po natłoku wrażeń związanych z wszechobecnymi ludźmi).

Jest to bardzo przyjemny sposób na zorientowanie się – błyskawiczne – w specyfice egzotycznego dla czytelników kraju. To publikacja przeznaczona dla starszych dzieci i młodzieży, chociaż bardzo rozbudowana jest tutaj strona graficzna: komentarze dotyczące wybranych zagadnień przybierają formę rozbudowanych akapitów porozrzucanych na stronach wśród kolorowych grafik. Tu liczy się umiejętne łączenie obrazków przyciągających wzrok i informacji – esencji ciekawostek na temat życia w Indiach. Tu nie ma raczej tonów sensacyjności, chodzi o pokazanie innego – ale nie znaczy to, że gorszego – stylu życia. Oswajanie młodych czytelników od początku z „innością” pozwoli na ograniczenie obaw czy uprzedzeń w dorosłości – przynajmniej taką można mieć nadzieję. Edukowanie młodego pokolenia to jednak nie tylko przedstawianie równorzędnych sposobów na egzystencję, ale też zaproszenie do odkrywania świata i do poznawania różnic kulturowych. Trudno sobie wyobrazić człowieka, który nie wie, czym jest Tadź Mahal, jak dawniej nazywał się Mumbaj i skąd zmiana nazwy, albo gdzie jest kolebka jogi – i ten tom przybliża kolejne fakty, przyzwyczajając młodych czytelników do procesu poznawania różnych kultur i ciekawych miejsc. Na razie jeszcze odbiorcy będą odbywać papierowe podróże, ale jeśli wcześnie rozbudzą w sobie ciekawość świata, nie będą mieć problemu ze znalezieniem sobie miejsca w przyszłości.

Jest to książka, która angażuje. Pozwala na nielinearne odkrywanie Indii, wychodzenie poza wiadomości z podręczników i pokazywanie dzieciom, dlaczego warto sięgać po lektury spoza kanonu. Cała seria zasługuje na uwagę i dostarcza wielu przydatnych wiadomości. Dobrze opracowane zagadnienia sprawiają, że nikt nie będzie się tu nudzić przy czytaniu – i poznawaniu świata.

Bajki do posłuchania

Jeśli potrzebujecie krótkich zabawnych bajek na wieczór, to zapraszam Was w dwa miejsca równocześnie:

- na stronę fb: bajki.iza.mikrut - tu co wieczór znajdziecie nową bajkę, której przeczytanie dziecku zajmie Wam jakieś trzydzieści sekund

- do playlisty: Bajki z uśmiechem - tu bajki z fb czytają zaproszeni przeze mnie goście, premiera raz w miesiącu, dopóki będziemy mieć nagrania.

Wszystko za darmo i bez żadnych dodatkowych ograniczeń.

Piszę te bajki, żeby nie mieć problemów z kreatywnością, ale nie znoszę pisania do szuflady i dlatego jesteście mi potrzebni jako czytelnicy. Jeśli możecie wpadać, obserwować, lajkować i komentować - to będzie mi bardzo miło.

poniedziałek, 6 lipca 2026

Jennifer Lynn Barnes: The Fixers. Mroczne sekrety

Must Read, Media Rodzina, Poznań 2026.

Pozory

Jennifer Lynn Barnes to autorka, która wie doskonale, co zrobić, żeby lektura młodym czytelnikom się nie dłużyła. Do tego nie boi się odważnych akcji – jej bohaterowie ocierają się o zbrodnie i o wielką politykę, o interesy dorosłych i o naprawdę mroczne intrygi. Kolejna seria, The Fixers, przyciągnie fanów sensacji i dostarczy wielu wrażeń. Wszystko zaczyna się od Tess Kendrick. Siedemnastoletnia bohaterka mieszka na ranczu i opiekuje się dziadkiem. Niestety dziadek cierpi na demencję i coraz gorzej funkcjonuje – potrzebna mu będzie fachowa opieka, a to znaczy, że Tess nie może pozostać sama na wielkiej farmie, choćby nie wiadomo jak dobrze sobie na niej radziła. Z dnia na dzień i bez wyboru – musi przeprowadzić się do siostry, do Waszyngtonu. Trafia do elitarnej szkoły – w której uczą się dzieci dyplomatów i głów państw. Ale nie są to drzwi do wielkiego świata, raczej do świata wielkich przekrętów. Dziadek jednego z nowych kolegów Tess umiera na stole operacyjnym. Problem w tym, że nic mu wcześniej nie dolegało, operacja miała być rutynowym zabiegiem, a pewna dziewczyna z klasy Tess odkrywa, że w całą sprawę może być zamieszany jej ojciec. I tak lawina rusza, nastolatki chcą samodzielnie rozwiązać zagadkę, w którą wplątany jest między innymi prezydent kraju. Ale nawet to nie musi mieć znaczenia, kiedy bohaterka odkrywa, czym tak naprawdę zajmuje się Ivy, starsza siostra, która w pewnym momencie życia ją porzuciła.

„The Fixers. Mroczne sekrety” to doskonała opowieść dla tych wszystkich, którzy potrzebują sensacji, żeby sięgać po lektury. Czas płynie tu zupełnie inaczej niż w zwykłych opowieściach, a poziom ryzyka jest znacznie większy. Wrogowie czają się wszędzie, nikomu nie można ufać, a im wyżej ktoś znajduje się w sferach towarzyskich i politycznych, tym bardziej niebezpieczny się staje. W to wszystko jest wrzucona nastolatka, która do tej pory musiała sobie radzić sama – więc wyrobiła sobie i spryt, i poczucie odpowiedzialności. Pierwsze pozwala jej odnaleźć się w nowej społeczności wypełnionej intrygami, drugie – nie wpaść w złe towarzystwo mimo licznych pokus. Dzieje się tu bardzo dużo, a większość spraw łączy się z kryminałem. Niebezpieczeństwa są bardzo poważne, ryzyko – ogromne, a do tego wszystkiego dochodzą jeszcze osobiste sprawy samej Tess, która naprawdę chciałaby wiedzieć, dlaczego została w to wszystko wrzucona i co dzieje się z jej dziadkiem, a także – dlaczego to właśnie jej siostra trzęsie światem nie tylko polityki. Fixersi mają w społeczeństwie jasno określone role – ale mało kto ma szansę poznać ich działania od kulis. Tess nadaje się jak mało kto, nawet jeśli jeszcze nie ma pojęcia o takim zawodzie – ma jednak wszystkie cechy pozwalające jej na radzenie sobie z kryzysami i to może przesądzić. Na razie Tess zdaje swój najważniejszy egzamin w kompletnej nieświadomości – i ku radości czytelników. Jennifer Lynn Barnes sprawia, że po jej książki chce się sięgać dla potężnej dawki adrenaliny.

niedziela, 5 lipca 2026

Agnieszka Misiak: Sandra i Kruki Zmartwiuki

Druganoga, Warszawa 2026.

Pomoc

Z niektórymi sprawami dzieci nie potrafią sobie poradzić – ba, nie wiedzą nawet, że należałoby poprosić o pomoc. Wydaje im się, że muszą się samodzielnie mierzyć ze zwyczajnymi dla wielu sytuacjami, a przez to wpędzają się w pułapki. Agnieszka Misiak próbuje wesprzeć najmłodszych opowieścią o Krukach Zmartwiukach – czterech czarnych ptaszyskach, które podkreślają potencjalnie stresowe sytuacje i potęgują lęk oraz czarnowidztwo przed nieznanym. Sandra nie ma jeszcze siedmiu lat – ale już dźwiga na plecach plecak wypełniony kamieniami. Te kamienie to jej troski, niewypowiedziane, nieokreślone wprost – za to budowane na silnych emocjach i wpływające na działania, a nie tylko na samopoczucie. Kruki Zmartwiuki funkcjonujące w bliskim otoczeniu dziewczynki dokładają swoje trzy grosze – z reguły potrafią albo spotęgować strachy, albo wyzwolić je – nieadekwatne do sytuacji. Wyolbrzymiają powody do zmartwień, zwłaszcza wtedy, kiedy jeszcze nic złego się nie wydarzyło. Potencjalne przykrości to coś, co Sandrze – niepotrzebnie – spędza sen z powiek. I dlatego bardzo przydaje się Pandolog. Puszysty miś panda – w roli nienazwanego psychologa – ma swoje sposoby na to, żeby opróżnić plecak z kamieni i unieszkodliwić Kruki Zmartwiuki. Bo przecież nie trzeba się dać ponieść zmartwieniom, są sztuczki i sposoby na odzyskanie dobrego samopoczucia lub przynajmniej zminimalizowanie lęku – i dzieci mogą je poznać bezpośrednio z lektury, dorosłym przyda się posłowie.

„Sandra i Kruki Zmartwiuki” to klasyczna w duchu opowieść, w której emocje odgrywają olbrzymią rolę. Żeby trochę uśmiesznić narrację i odebrać krukom część ich potęgi, autorka decyduje się na wprowadzenie mowy wiązanej do ich wypowiedzi (i nie jest to najszczęśliwszy pomysł, ze współbrzmieniami Agnieszka Misiak nie radzi sobie najlepiej, spokojnie mogła z nich zrezygnować). Kruki Zmartwiuki muszą czasami dać się ośmieszyć – chodzi o to, żeby pokonać wroga na różne sposoby i też trochę o to, żeby nie zarazić maluchów niepotrzebnym zamartwianiem się.

Nie jest to przyjemna lektura do czytania przed snem. To książka, która ma spełnić swoją rolę – nauczyć dzieci, jak zachowywać się w obliczu niepożądanych i często blokujących je emocji. Przeniesienie nieuchwytnego na czarne Kruki Zmartwiuki to dobre zagranie – udaje się w ten sposób unaocznić dzieciom, że powody do zmartwień często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. To element bajkowy, który pomaga w oswojeniu własnych reakcji – i przypomina, że na wszystko są jakieś sposoby. Teraz dzieciom łatwiej będzie analizować to, co się z nimi dzieje – i na pewno łatwiej będzie im rozmawiać z rodzicami o własnych zmartwieniach. To dobra droga, szansa na poprawienie nastroju i na usunięcie z codzienności wielu stresów – kompletnie zbędnych. „Sandra i Kruki Zmartwiuki” to opowieść o wymiarze edukacyjnym, chociaż nie bezpośrednio: trzeba tu z lektury wyłuskać wskazania dla siebie i przenieść je na własne życie. A to oznacza, że odbiorców czeka trochę pracy już po zakończeniu czytania.

Astrid Lindgren: Przygody Pippi

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026 (wznowienie).

Wieczna zabawa

Te historie się nie starzeją. Nawet jeśli zmieniają się zwyczaje, nawet jeśli motywy wychowawcze pobrzmiewają tu archaicznie – to i tak Pippi Pończoszanka będzie przyciągać maluchy obietnicą przygody na wyciągnięcie ręki. Najsilniejsza dziewczynka na świecie trzyma konia na werandzie, a małpkę w salonie, ma w swoim ogródku drzewo, które daje lemoniadę lub czekoladę (w zależności od dnia tygodnia) i radzi sobie ze wszystkimi dorosłymi. Pippi sama pokonuje rabusiów i policjantów, nauczycieli i opiekunów społecznych. Jest w stanie wygrać pojedynek na argumenty z każdym, a jeśli ktoś chce zastosować wobec niej przemoc – Pippi przypomina o własnej sile. Jednocześnie jest najwspanialszą opiekunką dla dzieci – z Pippi wszystkie maluchy mogą czuć się bezpiecznie. Wszystkich obroni, zadba o to, żeby nie spotkała ich żadna krzywda i nawet kiedy myślą, że łamią reguły rodziców, to Pippi zapewnia im odpowiednie wytłumaczenie. „Przygody Pippi” to duży tom, który zbiera opowiadania z wszystkich trzech książek dotyczących rudowłosej dziewczynki – dla młodszego pokolenia to następna okazja do poznania jednej z lepszych lektur z literatury czwartej. Im później czyta się Pippi, tym więcej ujawnia się tu filozoficznych treści i tęsknot, które niekoniecznie wychwycą kilkulatki zainteresowane dynamiczną akcją i humorem. Pippi tylko z pozoru jest beztroskim dzieckiem, które łamie reguły i ustanawia własne – tak naprawdę to postać, która pozwala uświadomić sobie sens dzieciństwa i rozbudzić tęsknoty za przygodami i nieokiełznaną wyobraźnią. Astrid Lindgren daje dzieciom ucieczkę przed codziennością – w krainę fantazji. A najlepsze jest to, że w przygody Pippi można uwierzyć, nawet jeśli wie się, że bohaterka notorycznie mija się z prawdą i bardzo barwnie przedstawia wydarzenia, które nigdy nie miały miejsca.

Nie dla Pippi są zasady dobrego wychowania i to, co wypada. Pippi wymyka się schematom – ku zachwytowi wszystkich postronnych małoletnich obserwatorów. Ale wiadomo, że Pippi wolno dużo więcej, a wszyscy, którzy próbują ją w jakikolwiek sposób wychowywać czy naprostowywać na właściwą drogę, poniosą porażkę i dopiero wtedy przekonają się, że nie ma sensu wpływanie na tę dziewczynkę – Pippi i tak zrobi, co chce. I ta cudownie niewychowawcza opowieść rozbija dzisiejszy rynek wydawniczy, w którym najbardziej cenione są opowieści ugrzecznione, edukacyjne i dalekie od fantazji. Pippi staje się ratunkiem dla najmłodszych – i pokazaniem, że w literaturze czwartej można wiele, jeśli tylko zrezygnuje się z utartych szlaków. Mamy tutaj trzy książki, co sprawia, że nie trzeba będzie zbyt daleko szukać kolejnych tomów. Trzy książki w jednej dają olbrzymią publikację – apetyczną, jeśli weźmie się pod uwagę doświadczenia Pippi. Klasyczne obrazki Ingrid Vang Nyman przypomną z kolei starszemu pokoleniu, czym cieszyło się w swojej młodości. „Przygody Pippi” to publikacja, którą chce się zaserwować swoim pociechom – bo jest kwintesencją dzieciństwa i królestwem wyobraźni.

sobota, 4 lipca 2026

Paweł Dybicz: Pożegnanie z Polską Ludową. Rozmowy o schyłku PRL i narodzinach III RP

Iskry, Warszawa 2026.

Wspomnienia

Z pewnością nie jest to książka dla wszystkich, chociaż dla wszystkich być powinna – ale jeśli ktoś nie interesuje się historią ani polityką, nie znajdzie nic dla siebie w rozpisanej na głosy opowieści o przemianie ustrojowej. „Pożegnanie z Polską Ludową. Rozmowy o schyłku PRL i narodzinach III RP” to potężny tom, w którym kilkunastu rozmówców – ludzi ze sceny politycznej oraz analityków wydarzeń – wspomina swoje obserwacje, osobiste doświadczenia oraz przemyślenia na temat tego, co działo się w końcówce XX wieku.

Paweł Dybicz prowadzi rozmowy tak, żeby czytelnicy mogli samodzielnie dokonywać porównań między poszczególnymi wyznaniami. Sam przyznaje na początku, że stara się zadawać w miarę podobne pytania, sięgać do konkretnych momentów zawsze – i w ten sposób daje odbiorcom szansę na zbudowanie wielowymiarowej opowieści. Liczy się tu jednostkowe podejście do tego, co ważne (albo co nabrało pozorów ważności, chociaż w wymiarze politycznym niekoniecznie istotne było) – i próba zrozumienia nie tylko nastrojów wśród ludzi związanych z rządzeniem, ale i wpływu poszczególnych działań i momentów na społeczeństwo.

Co ciekawe, ta książka nie służy udzielaniu wyjaśnień. To przypis do historii – ale przypis, który polega raczej na dopowiedzeniach emocjonalno-refleksyjnych niż na precyzyjnych i fachowych analizach – to znaczy, owszem, rozmówcy Dybicza mogą wykazać się ogromną wiedzą i wyjaśniać pewne sprawy czytelnikom, jednak znacznie częściej stawiają na opowieści prywatne, na to, co nie miało szans trafić do szkolnych podręczników i do kronik historycznych. Tu wreszcie pojawia się miejsce na zaangażowane wspomnienia i na odejście od oficjalnych tonów. Nie ma potrzeby prowadzenia autokreacji, bo szczerość staje się największym atutem. I Paweł Dybicz doskonale wie, jak uruchomić ją w rozmówcach – szuka w wywiadach możliwości przedstawienia czytelnikom innej perspektywy wydarzeń. Sięga do momentów przełomowych i do sytuacji, które zapisały się w historii kraju – punktów nie do pominięcia w procesie opowiadania o kształcie państwa. Ale nie interesują go już reinterpretacje – w zamian przynosi czytelnikom rodzaj nowości, wyznania, które niekoniecznie kiedyś wiązano by z tym zestawem wydarzeń. Rozmówcy wybierają różne drogi – zwykle starają się przemycić w swoich opowieściach elementy wiedzy politologicznej, ale dalecy są od pouczania czy wskazywania jedynej słusznej drogi oceny sytuacji – a to sprawia, że książka Pawła Dybicza zaczyna funkcjonować jako bardzo atrakcyjna lektura dla wtajemniczonych. To trochę wspomnienia w pigułce – książka, która stanie na półce obok wielkich memuarów historyczno-politycznych, którymi Iskry sukcesywnie zapełniają rynek. Tu nie ma czasu na przedzieranie się przez kwestie nieistotne, forma wywiadu wymusza zwięzłość i nawiązywanie do przemyśleń oraz przeżyć. I taka historia staje się dla odbiorców znowu żywa i wyjątkowa w swoim wymiarze. „Pożegnanie z Polską Ludową” to tom, który odnosi się do wycinka przeszłości, niewielkiego, ale bardzo znaczącego – i zapewnia bogatej galerii rozmówców możliwość pochylenia się nad indywidualną oceną przeszłości.