* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

wtorek, 7 lipca 2026

Bajki do posłuchania

Jeśli potrzebujecie krótkich zabawnych bajek na wieczór, to zapraszam Was w dwa miejsca równocześnie:

- na stronę fb: bajki.iza.mikrut - tu co wieczór znajdziecie nową bajkę, której przeczytanie dziecku zajmie Wam jakieś trzydzieści sekund

- do playlisty: Bajki z uśmiechem - tu bajki z fb czytają zaproszeni przeze mnie goście, premiera raz w miesiącu, dopóki będziemy mieć nagrania.

Wszystko za darmo i bez żadnych dodatkowych ograniczeń.

Piszę te bajki, żeby nie mieć problemów z kreatywnością, ale nie znoszę pisania do szuflady i dlatego jesteście mi potrzebni jako czytelnicy. Jeśli możecie wpadać, obserwować, lajkować i komentować - to będzie mi bardzo miło.

poniedziałek, 6 lipca 2026

Jennifer Lynn Barnes: The Fixers. Mroczne sekrety

Must Read, Media Rodzina, Poznań 2026.

Pozory

Jennifer Lynn Barnes to autorka, która wie doskonale, co zrobić, żeby lektura młodym czytelnikom się nie dłużyła. Do tego nie boi się odważnych akcji – jej bohaterowie ocierają się o zbrodnie i o wielką politykę, o interesy dorosłych i o naprawdę mroczne intrygi. Kolejna seria, The Fixers, przyciągnie fanów sensacji i dostarczy wielu wrażeń. Wszystko zaczyna się od Tess Kendrick. Siedemnastoletnia bohaterka mieszka na ranczu i opiekuje się dziadkiem. Niestety dziadek cierpi na demencję i coraz gorzej funkcjonuje – potrzebna mu będzie fachowa opieka, a to znaczy, że Tess nie może pozostać sama na wielkiej farmie, choćby nie wiadomo jak dobrze sobie na niej radziła. Z dnia na dzień i bez wyboru – musi przeprowadzić się do siostry, do Waszyngtonu. Trafia do elitarnej szkoły – w której uczą się dzieci dyplomatów i głów państw. Ale nie są to drzwi do wielkiego świata, raczej do świata wielkich przekrętów. Dziadek jednego z nowych kolegów Tess umiera na stole operacyjnym. Problem w tym, że nic mu wcześniej nie dolegało, operacja miała być rutynowym zabiegiem, a pewna dziewczyna z klasy Tess odkrywa, że w całą sprawę może być zamieszany jej ojciec. I tak lawina rusza, nastolatki chcą samodzielnie rozwiązać zagadkę, w którą wplątany jest między innymi prezydent kraju. Ale nawet to nie musi mieć znaczenia, kiedy bohaterka odkrywa, czym tak naprawdę zajmuje się Ivy, starsza siostra, która w pewnym momencie życia ją porzuciła.

„The Fixers. Mroczne sekrety” to doskonała opowieść dla tych wszystkich, którzy potrzebują sensacji, żeby sięgać po lektury. Czas płynie tu zupełnie inaczej niż w zwykłych opowieściach, a poziom ryzyka jest znacznie większy. Wrogowie czają się wszędzie, nikomu nie można ufać, a im wyżej ktoś znajduje się w sferach towarzyskich i politycznych, tym bardziej niebezpieczny się staje. W to wszystko jest wrzucona nastolatka, która do tej pory musiała sobie radzić sama – więc wyrobiła sobie i spryt, i poczucie odpowiedzialności. Pierwsze pozwala jej odnaleźć się w nowej społeczności wypełnionej intrygami, drugie – nie wpaść w złe towarzystwo mimo licznych pokus. Dzieje się tu bardzo dużo, a większość spraw łączy się z kryminałem. Niebezpieczeństwa są bardzo poważne, ryzyko – ogromne, a do tego wszystkiego dochodzą jeszcze osobiste sprawy samej Tess, która naprawdę chciałaby wiedzieć, dlaczego została w to wszystko wrzucona i co dzieje się z jej dziadkiem, a także – dlaczego to właśnie jej siostra trzęsie światem nie tylko polityki. Fixersi mają w społeczeństwie jasno określone role – ale mało kto ma szansę poznać ich działania od kulis. Tess nadaje się jak mało kto, nawet jeśli jeszcze nie ma pojęcia o takim zawodzie – ma jednak wszystkie cechy pozwalające jej na radzenie sobie z kryzysami i to może przesądzić. Na razie Tess zdaje swój najważniejszy egzamin w kompletnej nieświadomości – i ku radości czytelników. Jennifer Lynn Barnes sprawia, że po jej książki chce się sięgać dla potężnej dawki adrenaliny.

niedziela, 5 lipca 2026

Agnieszka Misiak: Sandra i Kruki Zmartwiuki

Druganoga, Warszawa 2026.

Pomoc

Z niektórymi sprawami dzieci nie potrafią sobie poradzić – ba, nie wiedzą nawet, że należałoby poprosić o pomoc. Wydaje im się, że muszą się samodzielnie mierzyć ze zwyczajnymi dla wielu sytuacjami, a przez to wpędzają się w pułapki. Agnieszka Misiak próbuje wesprzeć najmłodszych opowieścią o Krukach Zmartwiukach – czterech czarnych ptaszyskach, które podkreślają potencjalnie stresowe sytuacje i potęgują lęk oraz czarnowidztwo przed nieznanym. Sandra nie ma jeszcze siedmiu lat – ale już dźwiga na plecach plecak wypełniony kamieniami. Te kamienie to jej troski, niewypowiedziane, nieokreślone wprost – za to budowane na silnych emocjach i wpływające na działania, a nie tylko na samopoczucie. Kruki Zmartwiuki funkcjonujące w bliskim otoczeniu dziewczynki dokładają swoje trzy grosze – z reguły potrafią albo spotęgować strachy, albo wyzwolić je – nieadekwatne do sytuacji. Wyolbrzymiają powody do zmartwień, zwłaszcza wtedy, kiedy jeszcze nic złego się nie wydarzyło. Potencjalne przykrości to coś, co Sandrze – niepotrzebnie – spędza sen z powiek. I dlatego bardzo przydaje się Pandolog. Puszysty miś panda – w roli nienazwanego psychologa – ma swoje sposoby na to, żeby opróżnić plecak z kamieni i unieszkodliwić Kruki Zmartwiuki. Bo przecież nie trzeba się dać ponieść zmartwieniom, są sztuczki i sposoby na odzyskanie dobrego samopoczucia lub przynajmniej zminimalizowanie lęku – i dzieci mogą je poznać bezpośrednio z lektury, dorosłym przyda się posłowie.

„Sandra i Kruki Zmartwiuki” to klasyczna w duchu opowieść, w której emocje odgrywają olbrzymią rolę. Żeby trochę uśmiesznić narrację i odebrać krukom część ich potęgi, autorka decyduje się na wprowadzenie mowy wiązanej do ich wypowiedzi (i nie jest to najszczęśliwszy pomysł, ze współbrzmieniami Agnieszka Misiak nie radzi sobie najlepiej, spokojnie mogła z nich zrezygnować). Kruki Zmartwiuki muszą czasami dać się ośmieszyć – chodzi o to, żeby pokonać wroga na różne sposoby i też trochę o to, żeby nie zarazić maluchów niepotrzebnym zamartwianiem się.

Nie jest to przyjemna lektura do czytania przed snem. To książka, która ma spełnić swoją rolę – nauczyć dzieci, jak zachowywać się w obliczu niepożądanych i często blokujących je emocji. Przeniesienie nieuchwytnego na czarne Kruki Zmartwiuki to dobre zagranie – udaje się w ten sposób unaocznić dzieciom, że powody do zmartwień często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. To element bajkowy, który pomaga w oswojeniu własnych reakcji – i przypomina, że na wszystko są jakieś sposoby. Teraz dzieciom łatwiej będzie analizować to, co się z nimi dzieje – i na pewno łatwiej będzie im rozmawiać z rodzicami o własnych zmartwieniach. To dobra droga, szansa na poprawienie nastroju i na usunięcie z codzienności wielu stresów – kompletnie zbędnych. „Sandra i Kruki Zmartwiuki” to opowieść o wymiarze edukacyjnym, chociaż nie bezpośrednio: trzeba tu z lektury wyłuskać wskazania dla siebie i przenieść je na własne życie. A to oznacza, że odbiorców czeka trochę pracy już po zakończeniu czytania.

Astrid Lindgren: Przygody Pippi

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026 (wznowienie).

Wieczna zabawa

Te historie się nie starzeją. Nawet jeśli zmieniają się zwyczaje, nawet jeśli motywy wychowawcze pobrzmiewają tu archaicznie – to i tak Pippi Pończoszanka będzie przyciągać maluchy obietnicą przygody na wyciągnięcie ręki. Najsilniejsza dziewczynka na świecie trzyma konia na werandzie, a małpkę w salonie, ma w swoim ogródku drzewo, które daje lemoniadę lub czekoladę (w zależności od dnia tygodnia) i radzi sobie ze wszystkimi dorosłymi. Pippi sama pokonuje rabusiów i policjantów, nauczycieli i opiekunów społecznych. Jest w stanie wygrać pojedynek na argumenty z każdym, a jeśli ktoś chce zastosować wobec niej przemoc – Pippi przypomina o własnej sile. Jednocześnie jest najwspanialszą opiekunką dla dzieci – z Pippi wszystkie maluchy mogą czuć się bezpiecznie. Wszystkich obroni, zadba o to, żeby nie spotkała ich żadna krzywda i nawet kiedy myślą, że łamią reguły rodziców, to Pippi zapewnia im odpowiednie wytłumaczenie. „Przygody Pippi” to duży tom, który zbiera opowiadania z wszystkich trzech książek dotyczących rudowłosej dziewczynki – dla młodszego pokolenia to następna okazja do poznania jednej z lepszych lektur z literatury czwartej. Im później czyta się Pippi, tym więcej ujawnia się tu filozoficznych treści i tęsknot, które niekoniecznie wychwycą kilkulatki zainteresowane dynamiczną akcją i humorem. Pippi tylko z pozoru jest beztroskim dzieckiem, które łamie reguły i ustanawia własne – tak naprawdę to postać, która pozwala uświadomić sobie sens dzieciństwa i rozbudzić tęsknoty za przygodami i nieokiełznaną wyobraźnią. Astrid Lindgren daje dzieciom ucieczkę przed codziennością – w krainę fantazji. A najlepsze jest to, że w przygody Pippi można uwierzyć, nawet jeśli wie się, że bohaterka notorycznie mija się z prawdą i bardzo barwnie przedstawia wydarzenia, które nigdy nie miały miejsca.

Nie dla Pippi są zasady dobrego wychowania i to, co wypada. Pippi wymyka się schematom – ku zachwytowi wszystkich postronnych małoletnich obserwatorów. Ale wiadomo, że Pippi wolno dużo więcej, a wszyscy, którzy próbują ją w jakikolwiek sposób wychowywać czy naprostowywać na właściwą drogę, poniosą porażkę i dopiero wtedy przekonają się, że nie ma sensu wpływanie na tę dziewczynkę – Pippi i tak zrobi, co chce. I ta cudownie niewychowawcza opowieść rozbija dzisiejszy rynek wydawniczy, w którym najbardziej cenione są opowieści ugrzecznione, edukacyjne i dalekie od fantazji. Pippi staje się ratunkiem dla najmłodszych – i pokazaniem, że w literaturze czwartej można wiele, jeśli tylko zrezygnuje się z utartych szlaków. Mamy tutaj trzy książki, co sprawia, że nie trzeba będzie zbyt daleko szukać kolejnych tomów. Trzy książki w jednej dają olbrzymią publikację – apetyczną, jeśli weźmie się pod uwagę doświadczenia Pippi. Klasyczne obrazki Ingrid Vang Nyman przypomną z kolei starszemu pokoleniu, czym cieszyło się w swojej młodości. „Przygody Pippi” to publikacja, którą chce się zaserwować swoim pociechom – bo jest kwintesencją dzieciństwa i królestwem wyobraźni.

sobota, 4 lipca 2026

Paweł Dybicz: Pożegnanie z Polską Ludową. Rozmowy o schyłku PRL i narodzinach III RP

Iskry, Warszawa 2026.

Wspomnienia

Z pewnością nie jest to książka dla wszystkich, chociaż dla wszystkich być powinna – ale jeśli ktoś nie interesuje się historią ani polityką, nie znajdzie nic dla siebie w rozpisanej na głosy opowieści o przemianie ustrojowej. „Pożegnanie z Polską Ludową. Rozmowy o schyłku PRL i narodzinach III RP” to potężny tom, w którym kilkunastu rozmówców – ludzi ze sceny politycznej oraz analityków wydarzeń – wspomina swoje obserwacje, osobiste doświadczenia oraz przemyślenia na temat tego, co działo się w końcówce XX wieku.

Paweł Dybicz prowadzi rozmowy tak, żeby czytelnicy mogli samodzielnie dokonywać porównań między poszczególnymi wyznaniami. Sam przyznaje na początku, że stara się zadawać w miarę podobne pytania, sięgać do konkretnych momentów zawsze – i w ten sposób daje odbiorcom szansę na zbudowanie wielowymiarowej opowieści. Liczy się tu jednostkowe podejście do tego, co ważne (albo co nabrało pozorów ważności, chociaż w wymiarze politycznym niekoniecznie istotne było) – i próba zrozumienia nie tylko nastrojów wśród ludzi związanych z rządzeniem, ale i wpływu poszczególnych działań i momentów na społeczeństwo.

Co ciekawe, ta książka nie służy udzielaniu wyjaśnień. To przypis do historii – ale przypis, który polega raczej na dopowiedzeniach emocjonalno-refleksyjnych niż na precyzyjnych i fachowych analizach – to znaczy, owszem, rozmówcy Dybicza mogą wykazać się ogromną wiedzą i wyjaśniać pewne sprawy czytelnikom, jednak znacznie częściej stawiają na opowieści prywatne, na to, co nie miało szans trafić do szkolnych podręczników i do kronik historycznych. Tu wreszcie pojawia się miejsce na zaangażowane wspomnienia i na odejście od oficjalnych tonów. Nie ma potrzeby prowadzenia autokreacji, bo szczerość staje się największym atutem. I Paweł Dybicz doskonale wie, jak uruchomić ją w rozmówcach – szuka w wywiadach możliwości przedstawienia czytelnikom innej perspektywy wydarzeń. Sięga do momentów przełomowych i do sytuacji, które zapisały się w historii kraju – punktów nie do pominięcia w procesie opowiadania o kształcie państwa. Ale nie interesują go już reinterpretacje – w zamian przynosi czytelnikom rodzaj nowości, wyznania, które niekoniecznie kiedyś wiązano by z tym zestawem wydarzeń. Rozmówcy wybierają różne drogi – zwykle starają się przemycić w swoich opowieściach elementy wiedzy politologicznej, ale dalecy są od pouczania czy wskazywania jedynej słusznej drogi oceny sytuacji – a to sprawia, że książka Pawła Dybicza zaczyna funkcjonować jako bardzo atrakcyjna lektura dla wtajemniczonych. To trochę wspomnienia w pigułce – książka, która stanie na półce obok wielkich memuarów historyczno-politycznych, którymi Iskry sukcesywnie zapełniają rynek. Tu nie ma czasu na przedzieranie się przez kwestie nieistotne, forma wywiadu wymusza zwięzłość i nawiązywanie do przemyśleń oraz przeżyć. I taka historia staje się dla odbiorców znowu żywa i wyjątkowa w swoim wymiarze. „Pożegnanie z Polską Ludową” to tom, który odnosi się do wycinka przeszłości, niewielkiego, ale bardzo znaczącego – i zapewnia bogatej galerii rozmówców możliwość pochylenia się nad indywidualną oceną przeszłości.

piątek, 3 lipca 2026

Nieoficjalny przewodnik dla fanów filmu K-popowe łowczynie demonów

Harperkids, Warszawa 2026.

Fanki

Kiedyś tego typu tematy albo wkraczały do kolorowych magazynów dla nastolatek, albo funkcjonowały zupełnie poza tekstowym obiegiem, w założeniu, że odbiorczynie same poradzą sobie z wyzwaniami i przesłaniami – i rzeczywiście nie trzeba było ich wyręczać w gromadzeniu ciekawostek na temat idoli lub ulubionych filmów (nie tylko animowanych). „Nieoficjalny przewodnik dla fanów filmu K-popowe łowczynie demonów” to publikacja niewielka i bardzo kolorowa, a przy tym rozśpiewana – każda fanka zakochana w produkcji animowanej może teraz zastanowić się nad treściami płynącymi z wielkiego ekranu, zanurzyć w dźwięki i znaleźć źródła inspiracji dla twórców filmu.

Chociaż produkcje oglądane dla przyjemności i rozrywki nie są przeważnie przedmiotem szkolnych analiz i pedagogicznych wyjaśnień, najwyraźniej autorzy przewodnika uważają, że coś takiego młodym odbiorczyniom się przyda. Na początku mamy zatem do czynienia z kilkoma wybranymi tematami, które pokazują odniesienia do zwyczajnego świata i płynące z tego lekcje – wnioski, jakie powinny wysnuć same czytelniczki. Żeby zatem dobrze zrozumieć, czego uczy nas film, otrzymamy krótki wykład na temat wybranych motywów. Nie ma w tym nic złego, w dodatku jeśli ktoś nie zwrócił uwagi na określone tematy, teraz może sobie uświadomić ich znaczenie. Autorzy poradnika starają się zasugerować związki zagadnień z filmu z normalnym życiem przeciętnych nastolatek – z ich relacjami w grupie rówieśniczek, potrzebami czy oczekiwaniami. Oznacza to – przynajmniej w pewnym stopniu – wyjaśnianie spraw oczywistych (w filmie mamy do czynienia choćby ze zjawiskami paranormalnymi, więc trzeba wyjaśniać aluzje i bajkowe rozwiązania) – ale być może przyda się to nastoletnim odbiorczyniom.

W drugiej części książki pojawiają się quizy – zabawy dla odbiorczyń, które chcą ocenić swój potencjał fanowski. W trzeciej natomiast będzie już zestaw nawiązań i inspiracji – czyli jeśli odbiorczynie chcą zostać przy K-popie, a nie wiedzą, od czego zacząć, mogą tu poznać kilka ciekawych zespołów (boysbandów i girlsbandów), które zainspirowały twórców filmu i które charakteryzują się albo wpadającymi w ucho przebojami, albo ciekawymi stylizacjami, wyjątkową choreografią lub innymi pomysłami na funkcjonowanie na kapryśnym rynku. Jest to możliwość dowiedzenia się czegoś o K-popie, już w oderwaniu od filmu. Dla czytelniczek to szansa na poszerzenie zainteresowań albo na wyjście z zainteresowaniami poza jedną animację. Bez wątpienia jest to publikacja dla nastoletnich fanek filmu, przygotowana jak kiedyś zeszyty z ciekawostkami o aktorach. Rozczytywanie filmu, szukanie odniesień do pozabajkowego świata, przyglądanie się istocie relacji międzyludzkich i problemów nakreślonych w produkcji – to wszystko sprawia, że czytelniczkom przyda się ta publikacja nie tylko jako przedłużenie kontaktu z popularną bajką, ale też jako próba poznawania siebie i własnych potrzeb w kontekście tych najbardziej powszechnych zachowań i sygnałów buntu. Tomik oczywiście jest bardzo kolorowy, wypełniony kadrami z filmu i zdjęciami – po to, żeby był czytelnym i mocnym nawiązaniem do „K-popowych łowczyń demonów”.

czwartek, 2 lipca 2026

Krystyna Mirek: Pod włoskim niebem

Luna, Warszawa 2026.

Opieka

Nie po raz pierwszy Krystyna Mirek sięga do toksycznego związku, żeby pokazać czytelniczkom, że bierność i potulność doprowadzą jedynie do eskalacji problemu. Ale ponieważ proponuje powieść wakacyjną, zamierza też obiecać im obecność idealnego rozwiązania – w osobie faceta idealnego. Pojawia się w „Pod włoskim niebem” śpiewaczka operowa, Liwia. Liwia odnosi sukcesy międzynarodowe, ale nie może się nimi w pełni cieszyć, bo humor skutecznie psuje jej były mąż, prawnik. Liwia, chociaż po rozwodzie teoretycznie powinna odpocząć od oprawcy, nadal jest na niego skazana, w dodatku mężczyzna wykorzystuje dziecko jako kartę przetargową i sposób wpływania na bohaterkę tomu. Liwia jest coraz bardziej zmęczona i przez to też skłonna do popełniania błędów. Kiedy w ogromnym stresie próbuje wrócić do kraju, trafia na życzliwego nieznajomego. Artur nie ma pojęcia, kim jest Liwia, ale chce jej trochę ulżyć w cierpieniu i przepędzić przynajmniej najbardziej przyziemne kłopoty. Artur to architekt samotnie – po śmierci ukochanej żony – wychowujący synka. Nie dysponuje wielkim majątkiem, a jego jedyny kapitał – poza talentem – stanowią przyjaciele, którzy mogą się zaopiekować dzieckiem podczas zagranicznych wojaży.

Pochodzą z dwóch różnych światów, przynajmniej tak chce to przedstawiać autorka. Dba o to, żeby czytelniczki uwierzyły, że Liwię i Artura dzieli mnóstwo. Jednak pozwala Arturowi wykazać się opiekuńczością i umiejętnością podejmowania właściwych decyzji błyskawicznie – to dzięki temu mężczyzna może zaaranżować drugie spotkanie i w efekcie pomóc Liwii. Logistycznie to nie takie proste, kiedy trzeba nocować w najdroższym hotelu, ale czego się nie robi dla wspaniałej kobiety? „Pod włoskim niebem” to powieść o tym, że szczęściu trzeba czasem pomóc, nie bacząc na przyziemne koszty. Akcja ogranicza się tu do zaledwie kilku dni, za to niezwykle bogatych w wydarzenia i mocne decyzje.

Autorka nie oszukuje nikogo: tworzy powieść obyczajową z romansowym wątkiem na pierwszym planie: tu nie ma konkurencji dla pary bohaterów – nikt nie musi być zazdrosny, jedyną przeszkodą na drodze do wspólnego szczęścia mogą stać się elementy codzienności: dzieci z poprzednich związków czy warunki lokalowe – w przypadku Liwii to jeszcze konflikt z byłym mężem i matką skutecznie przez niego podburzaną. Co ciekawe, Artur potrafi znaleźć na nią sposób. Jest jeszcze coś, kompletnie spoza rzeczywistości czytelniczek, za to doskonale znane Liwii: obecność wścibskich dziennikarzy. Wprawdzie śpiewaczki operowe nie są celebrytkami, jednak Liwia jest osobą publiczną i jako taka podlega innym zasadom niż zupełnie zwyczajni – anonimowi – ludzie. Dziennikarze swoim zainteresowaniem potrafią zepsuć każdy, nawet najlepszy plan, a jakby tego było mało – chcą stać na straży moralności.

Jest to zatem historia miłosna, a troski w niej pojawiają się tylko po to, żeby pokazać, co muszą pokonać bohaterowie, żeby być szczęśliwi. Krystyna Mirek nie zagłębia się przesadnie ani w psychologię postaci, ani w zachowania osób z zewnątrz – postanawia umożliwić bohaterom spełnienie marzeń po to, żeby w taki scenariusz mogły uwierzyć czytelniczki. I to na wakacyjną powieść w sam raz. I chociaż przemyca trochę zasady postępowania z domowymi terrorystami, to jednak narracyjnie – krzepi i uspokaja.