* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

czwartek, 22 stycznia 2026

Monika Kwaśniewska-Mikuła: #MeToo na rzecz przyszłości. Projekty artystyczne o przemocy (seksualnej) w teatrze

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2025.

Nadużycia

To praca naukowa, ale Monika Kwaśniewska-Mikuła potrafi wciągnąć w opowieść czytelników spoza środowiska akademickiego, tych, którzy są zainteresowani tematem przemocy nie tylko seksualnej w przedstawieniach i performansach scenicznych. Hermetyczna jest wyłącznie w momentach, w których przedstawia metodologie i oprawę teoretyczną, ale siła emocji i przeżyć przedstawianych w poszczególnych analizach jest tak wielka, że przebija się nawet przez obiektywny (i niewykluczający) język. Co ważne, autorka bardzo dobrze radzi sobie z meandrami poprawności politycznej, wie, jak pisać, żeby nie oceniać i nie urażać nikogo, odpowiednio uzasadnia swoje wybory i decyzje. Dba o to, żeby dawać dobry przykład czytelnikom i udowadniać, że zmiany językowe nie muszą być wyszydzanym dziwactwem – mogą stać się naturalnym tworzywem w dyskursie naukowym. Jedyny problem, który zaistnieje prawdopodobnie, kiedy ta książka trafi do szerokiego grona odbiorców – wyjdzie poza środowisko akademickie choćby do teatrów – wiąże się z brakiem jednoznacznego podkreślenia, że nie każdy teatr i nie każdy spektakl wygląda tak, jak przytaczane tutaj przykłady. W odbiorcach może też zrodzić się pytanie, dlaczego to nie psychologowie rozwiązują problemy, a artyści – ale to już kwestia wykraczająca poza ramy tego badania.

Motyw wykorzystywania swojej pozycji – jako patologia na uczelniach kształcących aktorów – został nagłośniony niezbyt dawno, ale dzięki temu mógł trafić do świadomości społecznej i dzisiaj nie ma już znamion skandalu, to jest – nie stanowi rewelacji na rynku wydawniczym. Wciąż jednak może być inspiracją dla wszystkich tych, którzy pragną rozliczeń i wykrzyczenia emocji oraz krzywd. Dlatego też „#MeToo na rzecz przyszłości. Projekty artystyczne o przemocy (seksualnej) w teatrze” to książka przedstawiająca metody autoterapii i artystycznego traktowania wyjątkowo delikatnego tematu. Z jednej strony kolejni twórcy są w stanie pokazać, jakie możliwości ekspresji mają, z drugiej – przy pracy nad przedstawieniem tworzą sobie przestrzeń przyjazną i bezpieczną, tak, żeby zasygnalizować nowe standardy funkcjonowania w teatrze dla wszystkich. Tu mniej liczy się przeszłość, która doprowadziła do mówienia głośno o traumach i o nadużyciach seksualnych, bardziej – przyszłość, która nie może już być powrotem do dawnych dramatów. Tu artystom nie chodzi o rozgłos i sięganie po oczywiste motywy bulwersujące opinię społeczną – chodzi im o wyrażenie siebie i o utrwalenie własnego głosu w historii teatru. Pozostanie po lekturze naprawdę wiele pytań, wątpliwości może budzić choćby fakt, że z nagością na scenie walczy się tu czasem nagością na scenie – potrzebny jest też sygnał, że chociaż rzecz dotyczyła wielu uczelni, nie jest zjawiskiem dotyczącym każdego teatru, każdego reżysera i każdego gatunku scenicznego. Autorka tego opracowania porusza się po świecie projektów artystycznych spoza mainstreamu, ale wie doskonale, jaki efekt chce uzyskać i co naświetlić, żeby trafić do szerokiego grona odbiorców. Pisze zajmująco: chociaż może nie jest to najważniejsze w przypadku dysertacji, o tyle już przy publikacji książkowej liczy się bardzo. Monika Kwaśniewska-Mikuła proponuje olbrzymią i starannie przygotowaną pracę – warto sięgnąć po ten tom jako po informację, co po rewolucji w szkołach teatralnych – i żeby uświadomić społeczeństwu, że zmiana już się rozpoczęła.

środa, 21 stycznia 2026

Hélène Delforge: Babcia i dziadek

Media Rodzina, Poznań 2026.

Przeżycia

Rynek wydawniczy bezlitośnie wykorzystuje wszystkie okazje, które pozwolą na ułatwienie marketingowych zabiegów, nic więc dziwnego, że stawia często na wydawnictwa nawiązujące do konkretnych świąt lub tradycji. I problem nie polega na zalewie tematyzowanych publikacji – problem polega na tym, że w owym zalewie bardzo łatwo przeoczyć prawdziwe perły. A taką bez wątpienia jest tomik „Babcia i dziadek” autorstwa Hélène Delforge i z ilustracjami Quentina Grébana (ilustracje są bardzo ważne, czasami pozwalają na zrozumienie, o czym mowa w narracji), w tłumaczeniu Jarosława Mikołajewskiego i Magdaleny Mikołajewskiej (na marginesie: o ile rymowane przekłady tej pary nie są najlepszej jakości, o tyle w prozie potrafią zrobić coś wyjątkowego.

Ta książka obala infantylne stereotypy i pokazuje babcię, dziadka oraz ich domowe i rodzinne relacje inaczej niż są do tego przyzwyczajeni najmłodsi. Nagle okazuje się, że babcia to kobieta, która może być zakochana (albo tęsknić za ukochanym i opowiadać o nim wnukom), albo – jest opiekunką starego leniwego kota. Owszem, ma na uwadze rozpieszczanie wnuków, ale równie ważny jest dla niej dobrostan córki i jej szczęście: chociaż ta córka ma teraz swoje dzieci, na zawsze pozostanie dzieckiem dla swojej matki. I kiedy sama zatęskni za dzieciństwem, będzie mogła wrócić – dzięki empatycznej już teraz babci – do najmilszych wspomnień. Dziadek ma pełno zmarszczek – a każda oznacza coś innego – i wie, jak zorganizować pogrzeb sikorki, żeby nie było zawsze smutno. Nawet jeśli nie ma pojęcia, jak opiekować się dziećmi, pamięta jeszcze, jak wychowywał swoje. Tylko że w tomiku „Babcia i dziadek” relacje dziadkowie – wnuki nie są jedyne. Każda rozkładówka to jedna wielkoformatowa ilustracja i jeden drobny rysunek – a do tego wyznanie w formie może nieco poetyckiej, z szatkowanymi frazami. Nigdy nie wiadomo, kto zabierze głos – może to być dziecko, dziadek, babcia, średnie pokolenie, albo... kot. Każdy ma do powiedzenia coś ważnego: czasem to przypomnienie, żeby rejestrować wspomnienia, rozmawiać jak najwięcej, dowiadywać się czegoś, co nie powinno bezpowrotnie zniknąć, innym razem – migawki z przeszłości z różnych ujęć. Opowiada się tu o emocjach i o uczuciach między pokoleniami albo między bliskimi – ale miłość dziadka i babci może zamienić się w romantyczną historię młodej i pełnej nadziei dziewczyny. I to inne spojrzenie na przedstawicieli starszego pokolenia będzie dla najmłodszych prawdopodobnie największym odkryciem i zaskoczeniem. Jest tu delikatność i wyczulenie na drugiego człowieka, jest miłość bezwarunkowa – ale w różnych kierunkach. Nie zawsze wyznania są oczywiste na pierwszy rzut oka, czasami trzeba będzie się zastanowić nad ich znaczeniem, a czasami – wręcz rozszyfrować, o czym mowa. Jest tu sporo tematów, które mogą wywołać wzruszenie, doprowadzić do refleksji albo zaprosić do rozmowy z dziadkami i rodzicami. To zdecydowanie lektura wyjątkowa: na rynek wchodzi w czasie, w którym może być poszukiwana, ale przyda się przez cały rok i pozostawi niezapomniane wrażenia u czytających. Warto zaufać autorce i przyjrzeć się uważnie temu, co daje relacja z dziadkami – wszystkim pokoleniom. Autorka nie zatrzymuje się na tym, co powierzchowne i oczywiste, stara się dotrzeć do bardzo ważnych treści i przywołać je dla najmłodszych – to, co wyniosą z lektury, pozostanie z nimi przez całe życie.

wtorek, 20 stycznia 2026

Zuzanna Kisielewska: O tańcu

Druganoga, Warszawa 2025.

Ruch

O tańcu można mówić na różne sposoby, Zuzanna Kisielewska zdecydowała się na opowieść międzykulturową i znaczeniową. Małgorzata Nowak i Agata Dudek dodają do jej narracji grafiki – karykaturalne postacie, które w ruchu wyginają swoje ciała – ta dynamika tańca pojawia się na kolejnych ilustracjach, mniej nawet pasujących do publikacji dla dzieci, bardziej – do dorosłych opracowań. Zuzanna Kisielewska zresztą też nie upraszcza specjalnie języka, którym się posługuje, pisze bez infantylizowania, przez co trafić może na przykład do młodzieży zainteresowanej historią tańca i możliwościami wyrażania emocji przez ruch.

Najpierw Zuzanna Kisielewska sięga daleko w przeszłość – stara się sprawdzić, jak dawno pojawił się taniec, ale ponieważ to nie do końca realne zadanie, odwołuje się do odkryć z różnych miejsc świata i różnych czasów. Ludy pierwotne taniec wykorzystywały jako sposób na wpływanie na wszystko, co nie do końca poznane, zrozumiane lub opanowane – między innymi do przywoływania deszczu albo zwiększania plonów. Ale taki punkt wyjścia prowokuje natychmiast do przywoływania choćby „Deszczowej piosenki” i dzisiejszych pomysłów na nawiązywanie do pradawnych rozwiązań. Dla czytelników oznacza to wskazówkę w kwestii doboru tematów – autorka decyduje się na rozdziały tematyczne, w ich ramach stawia na chronologię (przynajmniej w ramach wybranych zagadnień) i porządkuje wiadomości o tańcu za sprawą przesłań i kodów. Opowiada, jak można było taniec traktować jako rozmowę z bóstwami, bogami albo duchami, albo o tańcach, które służyły jako tajne szyfry. Przedstawia tańce charakterystyczne dla narodów albo tańce wykorzystywane w sporcie, odwołuje się też o tańców najbardziej kojarzonych – baletu, breaku czy kankana. Przytacza historie, które się wiążą z ich powstaniem, albo najbardziej rozpoznawalne elementy. Wszystko, żeby czytelnicy zrozumieli, jak ważną i wielowymiarową sztuką jest taniec – i jak wiele da się nim wyrazić. Za każdym razem wybiera osobną, zamkniętą historię, która łączy się wprawdzie z innymi, ale może być czytana bez zwracania uwagi na kolejność, linearność opowieści. Udało się dzięki temu Kisielewskiej odwzorować dynamikę, siłę ruchu i powszechność takiej rozrywki – która wykracza daleko poza rozrywkowość. Jeśli autorka chce kogoś zainteresować tańcem, wybrała najlepszą drogę – szeroka oferta zróżnicowane wymagania sprawiają, że każdy znajdzie coś dla siebie i może próbować swoich sił w tym, co sprawi mu najwięcej satysfakcji. Taniec jednoczy – ale też daje wolność i to jeden z tematów powracających w opowieści – autorka przywołuje twórców łamiących zasady i kształtujących zupełnie nowe taneczne mody.

„O tańcu” to tom edukacyjny, starannie przygotowany – nie tylko z myślą o młodszych czytelnikach, bo wiadomości bywają bardziej zaawansowane. Każdy, kto interesuje się historią tańca, może tu znaleźć coś dla siebie – i przy okazji dowie się, jak można popularyzować wiadomości w przyjemny i atrakcyjny dla wielu grup czytelników sposób. To książka warta rozreklamowania – powinna trafić do głównego nurtu wydawniczego. Uświadamia odbiorcom, jak istotne jest tańczenie – nie tylko dla wyrażania emocji. Sporo ciekawostek, wiele atrakcji dla czytelników, dobrze prowadzona narracja – to wszystko można tu znaleźć bez większego wysiłku, dlatego nawet ci, którzy nie przepadają za poruszaniem się, mogą skorzystać na lekturze.

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Jørn Lier Horst: Operacja Gwiazda Zimowa

Media Rodzina, Poznań 2025.

W niebo

Seria detektywistyczna Operacja to dodatek, który pozwala zaintrygować dzieci lubiące łamigłówki serią o bohaterach z Biura Detektywistycznego nr 2. Tiril i Oliver to dwójka przedsiębiorczych i sprytnych dzieciaków, które rozwiązują kolejne zagadki i zadania, pomagając dorosłym w chwytaniu przestępców, a przynajmniej – w odkrywaniu tego, czego prawdziwi śledczy nie są w stanie wymyślić. W serii Operacja dzieci jednak zwykle zajmują się pomaganiem dziadkowi – ten nie jest zbyt spostrzegawczy i potrzebuje wsparcia, żeby rozwiązywać prywatne zagadki. „Operacja Gwiazda Zimowa” to jednak historia, która sięga aż do kosmosu. Przyjaciel dziadka z Klubu Odkrywców, zostawił dziadkowi klucz do swojego domu i zaprosił go tam dziesiątego grudnia (czyli za dwa dni). Jednak zapadł w śpiączkę i nie wyjaśnił do końca, co trzeba zrobić. Coś, co znajduje się w sejfie w zamkniętym domu ma mieć związek z Gwiazdą Zimową – kometą lub meteorytem. Pytań jest wiele, odpowiedzi żadnych, ale ponieważ zostało mało czasu do wyznaczonego dnia, Tiril – tym razem najbardziej ona – przejmuje dowodzenie. Dziadek pomaga tylko w kwestiach kontaktów z przedstawicielami Klubu Odkrywców i dodaje co pewien czas kolejne wskazówki lub informacje, które wygrzebuje z pamięci i pozwala Tiril rozwiązywać wszystko po kolei. Nagrodą są nie następne zagadki, a możliwość przejścia dalej – więc całość przypomina trochę grę komputerową, w której nie można liczyć na podpowiedzi głównego zainteresowanego.

Dziadek, Tiril i Oliver wyruszają na prawdziwą misję. Spieszą się, zwłaszcza że w domu chorego przyjaciela najwyraźniej ktoś już myszkował. Nie mają żadnych kodów do sejfu ani oczywistych wyjaśnień, muszą bazować na serii podpowiedzi. I to właśnie połączy bohaterów z małymi odbiorcami – bo podseria Operacja została pomyślana tak, żeby dzieci brały w niej aktywny udział. Każda rozkładówka to po prostu drobny fragment narracji, który prowadzi do kolejnego zadania na spostrzegawczość: tekst ozdobiony jest wielkoformatowym rysunkiem, na którym trzeba wskazać element naprowadzający na rozwiązanie. Jeśli ktoś nie poradzi sobie z wyzwaniem, na kolejnej stronie znajdzie na marginesie obrazkowe wyjaśnienie. Dzieci mogą w ten sposób kontrolować swoje odkrycia od razu i cieszyć się interaktywną lekturą. Ćwiczenie logicznego myślenia powiązane z treningiem spostrzegawczości jest tutaj ładnie wykorzystane. Jorn Lier Horst pomaga sobie okolicznościami: dzięki śnieżnej zimie łatwiej zauważyć, który dom nie był dawno odwiedzany, albo jaką ścieżkę wybrać – uczy dzieci wyczulenia na szczegóły, które pozwalają na rozwijanie wyobraźni i sprytu. „Operacja Gwiazda Zimowa” to tomik, w którym trzeba wyjść z własnego towarzystwa i poruszać się po obcym terenie, wymaga więc od bohaterów sporo samozaparcia i odwagi – za to odbiorcy będą mieli dodatkowe wyzwanie w postaci adrenaliny w narracji. Ten tomik przyda się wszystkim dzieciom, które lubią opowieści detektywistyczne i uczestniczenie w takich historiach, może też stać się reklamą serii Biuro Detektywistyczne nr 2.

niedziela, 18 stycznia 2026

Elizabeth Gilbert: Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie

Rebis, Poznań 2026.

Inspiracja

Gdyby Elizabeth Gilbert miała w jednym zdaniu i bez większych zahamowani streścić swoją książkę, zapewne padłyby słowa „rusz tyłek”. I byłoby to nadzwyczaj trafne streszczenie. „Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie” to bowiem publikacja trochę autobiograficzna, mocno motywacyjna, a trochę poradnikowa – dla tych, którzy utknęli w miejscu i chcieliby coś w swoim życiu zmienić, ale – jak to zwykle bywa po ugrzęźnięciu w marazmie – nie mają pojęcia ani siły, żeby to zrobić. Wprawdzie autorka odwołuje się bardzo często do zadań kreatywnych, a z racji swojego zawodu najwięcej ma do powiedzenia w temacie pisania, ale porady uogólnia tak, że skorzysta z tej książki absolutnie każdy, kto poczuł zniechęcenie w swoim życiu.

Cechą charakterystyczną tej książki jest rezygnacja z tonu poradników kioskowych i postawienie na osobistą narrację, z której odbiorcy mogą sobie wyciągać wnioski – potrzebne w danym momencie. Elizabeth Gilbert opowiada po prostu o sobie i o swoim procesie twórczym, o pracy na sukces i o działaniach, które doprowadziły ją do konkretnego miejsca w życiu. Żeby przekonać do siebie czytelników, tworzy ideę „wielkiej magii” – nadprzyrodzonej siły, którą da się poczuć w reakcjach organizmu i która pokazuje, że trafiło się na dobrą drogę – ale równie dobrze można pominąć te wyznania i zatrzymać się na konkretach, których tu nie brakuje. Wystarczy je wyłuskać z relacji i wyznań. Elizabeth Gilbert nie zmusza do ciężkiej pracy, ale pokazuje między innymi jak znaleźć coś dla siebie, jak się nie poddać, kiedy coś nie wychodzi, skąd wiadomo, że wybrało się dla siebie odpowiedni kierunek i co robić w chwili kryzysu. Nie odwołuje się do blokad twórczych ani do marazmu – ale wie, że to będzie się odbiorcom bez względu na umiejętności przytrafiać – i dlatego, służąc własnym przykładem, podpowiada, co najlepiej zrobić w takiej sytuacji. A że stawia na bardzo krótkie i treściwe – a przy tym ciekawe literacko – rozdziały, nie będą się tu odbiorcy nudzić podczas lektury. Warto tę książkę czytać i robić sobie notatki albo przynajmniej zaznaczać odpowiednie fragmenty, żeby w razie potrzeby mieć pod ręką sensowne porady. Elizabeth Gilbert paradoksalnie nie stara się zdobyć szerokiego grona czytelników – ale sposób, w który prezentuje swoje doświadczenia, zapewni jej uznanie i poczytność. Proponuje książkę, która znacznie bardziej inspiruje do pracy nad sobą niż większość poradników kreatywnych – i warto to docenić. Ten tom zdecydowanie wyróżnia się na rynku, chociaż niekoniecznie przyciągnie część odbiorców tytułem i okładką – tym bardziej warto o nim mówić i przekazywać kolejnym czytelnikom. Elizabeth Gilbert jest jedną z nielicznych autorek, którym udaje się uogólnić wiedzę na temat kreatywności w zwyczajnym życiu. Siłą tej publikacji jest możliwość dotarcia do wielu grup czytelników – skorzystają na niej wszyscy przedstawiciele zawodów artystycznych i tych, którzy sztukę traktują hobbystycznie, ale też zwyczajni zjadacze chleba, którzy po prostu czują, że utknęli w sytuacji bez wyjścia i potrzebują zmian, żeby przetrwać. Elizabeth Gilbert zamienia się w bardzo sensowną przewodniczkę po świecie, w którym trzeba działać, żeby istnieć – przypomina o tym odbiorcom i na różne sposoby motywuje ich do pracy nad sobą. A to tylko może zaprocentować.

ogłoszenie

Bajki, które wrzucam od 2012 roku na profil www.facebook.com/bajki.iza.mikrut powoli doczekują się przypominania, tym razem w formie audiobooków - odwiedzajcie i mówcie o tym znajomym, bo wszystko absolutnie za darmo: https://www.youtube.com/watch?v=uLw4P9H3UgU&t

A dzisiaj dodatkowo czternasty odcinek Mrówkacastu, czyli podkastu o tym, co czytać, kiedy nie ma co czytać: https://www.youtube.com/watch?v=yN3OOeRl9uc&t

Zapraszam!

sobota, 17 stycznia 2026

Jørn Lier Horst: Operacja Biały Orzeł

Media Rodzina, Poznań 2025.

Śledztwo

Tiril i Oliver są zawsze tam, gdzie coś się dzieje. Mali detektywi z Biura Detektywistycznego numer 2 spieszą z pomocą wszystkim pokrzywdzonym, a czasami, jak w tym wypadku, rozwiązują zagadki sprzed lat. Okazja jest doskonała: dziadek pomaga swojej dawnej partnerce, właścicielce pensjonatu Górskie Zbocze, w ozdabianiu miejsca na święta. Wszyscy mogą przy tym dowiedzieć się o zaginionym przed dekadą klejnocie – biały orzeł, piękna ozdoba – zniknął bez śladu i nie ma szans na jego odnalezienie. Chyba że w śledztwo zaangażują się wyjątkowo przenikliwi mali detektywi. Warto tu zaznaczyć, że fabuła tym razem jest drugorzędna, bo to podseria, gadżetowy dodatek do właściwych narracji z Tiril i Oliverem – książka z wieloma zagadkami dla odbiorców. Za każdym razem – na każdej rozkładówce – narracja pełni rolę polecenia dla maluchów. Owszem, akcja jakoś się rozwija, ale nie ma większego znaczenia, składa się głównie z poszukiwań konkretnych przedmiotów. A ponieważ Jorn Lier Horst tylko część opowieści bierze na siebie, drugą dodaje Hans Jorgen Sandnes w ilustracjach – to właśnie na rysunkach odbiorcy będą poszukiwali rozwiązań. „Operacja Biały Orzeł” to picture book z zagadkami. Każda rozkładówka zawiera krótki tekst i duży rysunek – na tym rysunku dzieci będą poszukiwać odpowiedzi (gdyby ktoś nie wyłapał z narracji, co trzeba zrobić, odpowiednie pytania pojawiają się w skrótowej wersji na marginesie). Kto znajdzie wszystkie potrzebne przedmioty albo wskaże ten potrzebny do dalszej części śledztwa, może przejść na kolejną stronę. Kto sobie z wyzwaniem nie poradzi (bo bywają i bardziej skomplikowane wyszukiwanki), ten też może zajrzeć na kolejną rozkładówkę – bo tam, na miniaturce i już poza narracjami, znajduje się obrazek z zaznaczonymi miejscami, na które trzeba było zwrócić uwagę. To wskazówka subtelna i podpowiedź, ale też szansa na sprawdzanie własnych postępów przez dziecko.

Ale nie da się przechytrzyć autora i zrezygnować z lektury – tekst jest potrzebny choćby po to, żeby zrozumieć, dlaczego należy podjąć wysiłek umysłowy i razem z małymi detektywami przeszukiwać pensjonat. Zadania i łamigłówki logiczne zostały tu bardzo sprawnie wtopione w historię i pozwalają na relaks oraz rozrywkę w jednym. Dzieci, które lubią czytać książki detektywistyczne, tym razem mogą o wiele bardziej zaangażować się w akcję i cieszyć się z udanych odkryć. Przy okazji poćwiczą wyobraźnię i sztukę logicznego myślenia, spostrzegawczość i detektywistyczne kompetencje. Jeśli potrzebują wyzwań, tu znajdą ich w nadmiarze – a jeśli wciąż będzie im mało, wiedzą, jakiej podserii szukać.

„Operacja Biały Orzeł” to kontynuacja sprawdzonego pomysłu, gwarancja pracy pod pozorami dobrej zabawy – każdy, kto chce zamienić się w detektywa, będzie nad tym tomikiem spędzać sporo czasu. A przy okazji Horst zapewnia sobie reklamę właściwej serii o bohaterach z Biura Detektywistycznego numer 2.