Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

środa, 17 października 2018

Anne Lene Johnsen: Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci. Zabawne i mądre łamigłówki dla ciekawskich dzieciaków

PWN, Warszawa 2018.

Gry na inteligencję

Wprawdzie komputery i inne media elektroniczne nie są złe, potrafią nawet wyćwiczyć umiejętności przydatne w pewnych zawodach, jednak Anne Lene Johnsen radzi, żeby traktować je jako dodatek do zabaw, a nie sposób na rozrywkę. W zamian proponuje publikację, która przyciągnie na długo i dostarczy zróżnicowanych bodźców dziecku. “Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci” to niezawodny sposób na wychowanie małych geniuszy – z odpowiednimi wskazówkami dla dorosłych, którzy zyskają pewność, jak postępować z pociechami. Książka zawiera, jak głosi podtytuł, “zabawne i mądre łamigłówki dla ciekawskich dzieciaków”, ale nie tylko. Każdy z dziesięciu rozdziałów rozpoczyna się zestawem porad i wyjaśnień kierowanych do dorosłych (wskazuje na to zresztą czcionka, średnio wygodna dla dzieci). Do tego autorka dodaje dziesięć sprytnych pomysłów dla rodziców, czyli znów zestaw poleceń i porad dotyczących organizowania maluchowi jak najlepszych warunków do pracy (są tu oczywistości w rodzaju odpowiedniej diety i dawki ruchu czy stanowiska “pracy”, miejsca, w którym dziecko w każdej chwili może przystąpić do twórczego działania, ale też i mniej stereotypowe podpowiedzi: stymulujące otoczenie czy pozytywne myślenie o działaniach pociech). Autorka próbuje objaśnić dorosłym, jak najmłodsi uczą się postrzegania świata, na jakie kategorie powinni zwracać uwagę i w jaki sposób ukierunkować kilkulatki na logiczne myślenie. Zachęca do wykonywania kolejnych prób, do eksperymentowania i poszukiwania coraz to nowych wyzwań. Nie zanudza, to ważne, zwłaszcza że dzieci czeka spory myślowy wysiłek. Już pierwsza część - zadania do przeanalizowania – to miniwersja testów na inteligencję: kształty i tabelki, w których “coś” nie pasuje, porównywanki, uzupełnianie wzorów (najpierw należy dostrzec prawidłowość, by uzupełnić zadanie). Łączenie kształtów i kolorów to z kolei zabawa dla całej rodziny, można wykorzystywać do tego klocki, z których każdy będzie układać swoją budowlę. Proste pytania i zestaw rysunków, wśród których trzeba wskazać ten właściwy - na tym polega praca dzieci. Czasami warto przeprowadzić eksperyment – to przyda się później w nauce: dziecko musi wymyślić, jak zachowywać się będzie sznurek przyczepiony do haczyka, a jak woda w naczyniu. W dalszej części przychodzi czas na rebusy, odbicia lustrzane, kierunki, znane gry (domino lub clustered, prawda czy fałsz), mierzenie temperatury, ćwiczenia na wiedzę i zdobywanie wiadomości. Pojawi się zestaw “układanek” - dopasowywania kształtów do określonej podstawy. Autorka świetnie wie, co spodoba się dzieciom, sięga więc i po szyfry czy ślady - i po tradycyjne zabawy z literami (lekcje czytania mogą być znacznie ciekawsze, kiedy wie się o palindromach. Jest tu i część matematyczna, i “kreatywna” - sposób na wyzwalanie pomysłów w szeregu urozmaiconych gier. Dla rodziców będą jeszcze wskazówki dotyczące właściwego doboru posiłków czy – typowych dla niektórych dzieci problemów z przyswajaniem wiedzy. Jest to więc książka, która kompleksowo przybliża odbiorcom kwestię zabawy i nauki. Objętościowo dość spora, zmieści się tu zatem wiele zagadek (chociaż autorka nie zachęca do pisania po tomiku, woli, by kserować albo przerysowywać zadania, co jeszcze może przedłużyć żywot publikacji), porady dla dorosłych należą do konkretnych i sensownie przygotowanych. “Rusz głową” przygotowuje maluchy do logicznego myślenia i do szkolnych obowiązków, ale stanowi też rozrywkę w klasycznym stylu - związaną z tym, co dzieci lubią najbardziej. Autorka przypomina dawne gry i pozwala ćwiczyć umysł - to z pewnością zaprocentuje.

wtorek, 16 października 2018

Rachel E. Carter: Czarny Mag. Pierwszy rok

Foksal, Warszawa 2018.

Szkoła czarów

Rachel E. Carter to kolejna autorka fantasy, która buduje swoją serię od absolutnych podstaw – czyli od szkoły dla magów. Niby po Harrym Potterze takie tematy mogły się już młodej publiczności przejeść, ale ta autorka całkiem umiejętnie łączy kwestie obyczajowe z “wojennymi”. Młodzi adepci magii doprowadzani są raz za razem na skraj wytrzymałości, dla nikogo nie ma taryfy ulgowej. Dla nauki i ćwiczeń będą stale zarywać noce, okaleczać się, wymiotować ze zmęczenia i wciąż na różne sposoby się poświęcać. To efekt rywalizacji: na pierwszy rok do akademii dostało się ponad sto dwadzieścia osób. Zaledwie piętnastka zyska możliwość dalszego kształcenia się, pozostali stracą szansę na społeczny awans. Do akademii trafiają uczniowie z zamożnych rodzin, przedstawiciele rodów królewskich, ale też ci najbiedniejsi, dla których to jedyna okazja na zmianę społecznego statusu i pomoc najbliższym. Jednak mistrzowie nie kierują się sentymentami. Są nieczuli i okrutni, wyłącznie wymagają i krytykują, zastraszają i zmuszają do niewyobrażalnego wysiłku. Żadne szkolne obowiązki młodych odbiorców nie umywają się do tego, co dzieje się za murami akademii. Tu liczy się tylko determinacja. Kto pozwoli sobie na odpoczynek, ten przegra.

Do akademii udają się bliźniacy. Ona – Ryiah – chce trafić do frakcji bojowej. On – Alex – marzy o karierze uzdrowiciela. Zanim jednak do tego dojdzie, oboje muszą pokazać, na co ich stać. W szkole nawiązują się pierwsze przyjaźnie, ale i pierwsze antypatie. Uczniowie dowiadują się o sobie sporo, nie tylko podczas lekcji, ale i relacji z rówieśnikami. Sprawdzają, komu można zaufać. W tej sferze Carter odwołuje się do typowych szkolnych motywów: jest grupa tych najpopularniejszych, którzy rządzą społecznością - lepiej im nie podpadać. Autorka opowiada i o zazdrości, i o flirtach, pokazuje, jak budują się przyjaźnie i czego można oczekiwać po najbliższych. Stopniowo odsłania zwierzenia bohaterów, pomaga lepiej ich poznać. Podsuwa czytelnikom w zasadzie obraz normalnego życia. Wyostrza obrazy dopiero przy szkolnych obowiązkach, tu zmusza do nadludzkich poświęceń i wyrzeczeń. Nie pozwala na kwestionowanie pomysłów nauczycieli – nawet te najbardziej absurdalne mają głębszy sens i czegoś uczą lub umożliwiają rozwijanie magicznych talentów. Wprawdzie większość uczniów to anonimowa masa, ale kilka postaci autorka przybliża. Jest tu więc irytujący Darren, książę o czerwonych oczach, jego ukochana Priscilla - typ żmii i zazdrośnicy, jest Ella - ideał przyjaciółki. Cały rok w szkole prowadzi do punktu kulminacyjnego - egzaminów, które mają wyłonić szczęśliwą piętnastkę. W ramach konstrukcji tomu autorka zatem nie wprowadzi nic nowego. Zaletą jej historii będzie natomiast trafne prezentowanie relacji międzyludzkich. To nic, że robi ze swoich postaci superbohaterów o nadludzkiej wytrzymałości - często potrzebują oni wsparcia i pomocy przyjaciół, a to wartość cenniejsza niż magia. Rachel E. Carter prowadzi zatem opowieść lekką, rozrywkową i pełną dynamicznych wydarzeń - często brawurowych, a zwykle też i nieprawdopodobnych – ale uwagę czytelników skupiać będzie jednak na zwykłych ludzkich cechach postaci. “Pierwszy rok” to całkiem obiecujący początek serii – i dobre wprowadzenie dla tych odbiorców, którzy nie przepadają za światami konstruowanymi od zera, lubią za to nawiązania do zwyczajności. Fantastykę łączy z narracją charakterystyczną dla obyczajówek. Pisze tak, żeby przekonać do siebie fanki Kiery Cass – tyle że raczej te młodsze. “Pierwszy rok” to zatem powieść, która nowatorska wprawdzie nie jest, ale cieszy dobrą realizacją.

poniedziałek, 15 października 2018

Jean-Philippe Aumasson: Nowoczesna kryptografia. Praktyczne wprowadzenie do szyfrowania

PWN, Warszawa 2018.

Dzisiejsze szyfrowanie

Wbrew entuzjastycznym zapowiedziom na czwartej stronie okładki, nie jest to książka, która przyda się początkującym i amatorom kryptografii, to raczej zaawansowany poradnik dla tych odbiorców, którzy chcą prześledzić konkretne wyzwania dotyczące szyfrowania za pomocą programów komputerowych. Nie będzie zatem “pirackich” rozwiązań, przyglądania się sztukom kodowania treści sprzed ery komputerów - drobne wzmianki o tym, jak szyfrowało się kiedyś, stanowią jedynie pomysł na element wstępu, koniecznego – ale wcale nie pasjonującego - wprowadzenia do przeglądu obecnych zabiegów. Oczywiście Jean-Philippe Aumasson do tematu podchodzi profesjonalnie i dba o to, by dostarczyć czytelnikom podstawowe informacje, definicje czy wiadomości niezbędne do rozumienia kryptografii – ale czyni to na marginesie bardziej zaawansowanej opowieści o szyfrach. Zapoznaje odbiorców z zasadami działania szyfrów i pokazuje, na czym polega ich zabezpieczanie. Będzie zatem rozwodzić się nad kluczami i nad szyfrowaniem kluczy, omówi systemy oceniania bezpieczeństwa (wzruszająca jest informacja, że jeśli przez kilka lat nie udaje się złamać sposobu kodowania kolejnych liter, to szyfr jest względnie bezpieczny). Zaproponuje czytelnikom zupełnie nową dla nich perspektywę, możliwość wejścia w rzeczywistość komputerową. Nie ma tu szansy na samodzielne tworzenie i łamanie szyfrów, wszystkim zajmują się już maszyny. Autor omawia jednak po kolei zasady działania danego rodzaju szyfru, przykłady oraz słabe i mocne strony. Posługuje się przy tym zestawem wzorów i danych, co zamienia lekturę w podręcznik do matematyki oraz informatyki w jednym. Trzeba będzie sporo samozaparcia i rzeczywistego zaangażowania w temat, żeby prześledzić wszelkie drogi rozumowania i dowody, jakie przeprowadza Aumasson w tej książce - a będzie ich mnóstwo, momentami autor w ogóle przechodzi na język kodów i znaków, odrzucając standardową narrację na rzecz tego, co specjalistom nieobojętne. Wprowadza rysunki i schematy, albo podaje odpowiednie linijki kodu. Z jednej strony chce zatem pokazać, na czym polega proces szyfrowania przez komputer - odnieść się do wyobraźni czytelników i wytłumaczyć im to, czego nie widać - łącznie z ciężarem przesyłanych danych – z drugiej usiłuje nakreślić zasady działania przez obliczenia. Wykazuje słabości szyfrów i sposoby zaradzania im – to wszystko obejmuje już praktykę, nie ma znaczenia dla przypadkowych odbiorców, ale też tacy po tę publikację nie sięgną. Jest to bowiem podręcznik dla zaawansowanych w temacie. Można się podczas lektury przekonać, jak dzisiaj wygląda dbanie o bezpieczeństwo danych – to już nie przesyłanie tajnych wiadomości, a kodowanie połączone z działaniami w świecie elektroniki. Aumasson próbuje usystematyzować wiedzę na temat, dostarcza odbiorcom kompendium, w którym szczegółowo analizuje możliwości w zakresie dzisiejszej kryptografii. “Praktyczne wprowadzenie do szyfrowania” nie będzie jednak oznaczać podnoszenia kwalifikacji w zakresie kodowania treści dla przeciętnego czytelnika. Da się za to skorzystać z tej książki, kiedy chce się zrozumieć, jak funkcjonują programy komputerowe do szyfrowania treści i w jakim kierunku będzie się ta dziedzina nauki rozwijać.

niedziela, 14 października 2018

Marta Guzowska: Detektywi z Tajemniczej 5. Zagadka grobu wampira

Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.

Wampiry w nocy

Mrocznie brzmi tytuł drugiej części serii detektywistycznej dla dzieci przygotowywanej przez Martę Guzowską. „Zagadka grobu wampira” jednak nie będzie wyzwalać w maluchach koszmarów, wręcz przeciwnie, najmłodsza bohaterka, Jaga, wyśmieje strach przed takimi istotami. Za to obecność kości, starego grobowca i niespodzianek skusi wszystkich poszukiwaczy przygód. Anka i Piotrek razem z małą Jagą udają się tym razem na wakacje do wujka. Oczywiście mama Piotrka ma mnóstwo przestróg, oczywiście nikt nie będzie się do nich specjalnie stosował, skoro dzieją się rzeczy niezwykłe. Wujek zabiera dzieci na stanowisko archeologów: uczeni są bardzo podekscytowani, bo właśnie odkopali szkielet wampira – a raczej człowieka oskarżonego o wampiryzm w dalekiej przeszłości. To okazja do porozmawiania o dawnych wierzeniach i o zwyczajach (skąd wiadomo, że w grobie spoczywa rzekomy wampir?), a także do zweryfikowania pseudowiadomości przemycanych w produkcjach popkulturowych. Jednak bardziej liczy się detektywistyczna przygoda. Już w pierwszą noc Piotrek, Anka i Jaga wymykają się przez okno na cmentarz, żeby obejrzeć sobie znalezisko podczas pełni Księżyca. Nie udaje im się zachować wyprawy w tajemnicy, a Piotrek w ogóle skręca nogę w kostce, ale dzieci dowiadują się, że po pierwsze – nie ma się czego bać, a po drugie – ktoś okradł stanowisko. Natychmiast rusza wielkie śledztwo: czaszka wampira to przecież przedmiot, który złodziejowi nie wyda się zbyt cenny, za to potrzebny jest badaczom.

I – naturalnie – nic by się nie udało, gdyby nie zaangażowanie małych detektywów. Piotrek i Anka ochoczo zbierają poszlaki, szukają podejrzanych i sprawdzają, kto mógł zakraść się nocą do grobu. Jaga cały czas im towarzyszy i nawet zdarza się, że pomaga dokonywać ważnych odkryć. Jej rola jest jednak także inna: ta dziewczynka chce się wszystkiego dowiedzieć i bez przerwy zadaje pytania co do znaczenia trudnych wyrazów lub konkretnych czynności. Dzięki temu odpowiednie wyjaśnienia uzyskują też natychmiast czytelnicy i nie ma tu wrażenia, że autorka kogokolwiek chce pouczać: zgrabnie wmanewrowuje w narrację definicje i nowe zwroty, a także wiadomości z historii sztuki. Żaden złodziej nie ma szans przy tak zaangażowanej w śledztwo grupce, a nieobecność dorosłych – wujek przecież się nie liczy, jego współpracownicy tym bardziej nie zatrzymają ambitnych dzieciaków – tylko zwiększa szansę na przygodę. Nie wolno tu przeoczyć żadnych znalezisk, trzeba dokładnie się rozglądać i wyciągać wnioski z każdego odkrycia, nawet jeśli wydaje się nieważne. W pracy detektywów przydaje się jeszcze dobra kondycja: dzieci same zbierają dowody wydarzeń i stosują rozmaite podstępy, żeby dowiedzieć się – na przykład – jaki rozmiar buta ma burmistrz.

Marta Guzowska po części rozdziałów zadaje swoim czytelnikom pytania (które znajdują rozwiązanie od razu w następnym rozdziale), żeby każdy mógł się pobawić w detektywa i wyciągać wnioski na podstawie obserwacji poczynionych przez bohaterów. Daje dzieciom szanse na świetną zabawę w połączeniu z lekturą, angażuje w śledztwo bardzo poważne (w końcu temat ma pokazać odejście od infantylizmu, więc też przekonać do czytania większą część niechętnie nastawionych do takiej rozrywki kilkulatków) i doskonale sprawdza się jako autorka dziecięcych kryminałków. Jej seria zdobędzie wielkie grono fanów. A przy okazji można się dowiedzieć czegoś prawdziwego o wampirach…

Grzegorz Kasdepke: Bodzio i Pulpet

Nasza Księgarnia, Warszawa 2018. (wznowienie)

Wyobraźnia i radość

Bodzio i Pulpet, dwaj mali przyjaciele, świetnie wiedzą, że nie wolno rozmawiać z obcymi. Ale z Obcymi – to już coś zupełnie innego. Kosmitów spotykają na każdym kroku, dzięki czemu mają wyjątkowo barwną codzienność. Trudno, żeby było inaczej. Obcym jest na przykład paprotka albo kałuża. Ciężko się z nimi porozumieć – ale i tak można włączyć do codziennych zabaw. Wprawdzie dorośli nie bardzo rozumieją, co wyczyniają dzieci – ale dorośli zwykle niewiele rozumieją, nie ma się czym przejmować. Poza Obcymi z przedmiotów, roślin lub zjawisk atmosferycznych pojawiają się w świecie Bodzia i Pulpeta również istoty z wyobraźni. Niejeden kosmita utknie przy piorunochronie lub zaklinuje się na trzepaku. Różnie wtedy bywa z ich gotowością do zabaw.

„Bodzio i Pulpet” to zbiór opowiadań, którymi Grzegorz Kasdepke rozśmiesza i poucza najmłodszych. Po raz drugi wraca na rynek wydawniczy, teraz w serii Poczytam ci, mamo, co ma zachęcać dzieci do ćwiczenia tej umiejętności. Opowiadania są w sam raz na czytankowe wysiłki: krótkie, zabawne i oparte na dziecięcej beztroskiej wyobraźni. Sporo w nich absurdu (dozorca, który świecił przez kilka dni), a i komizmu sytuacyjnego: Kasdepke wie, jak trafić do kilkulatków. Wykorzystuje znane dzieciom sytuacje i akcje: Bodzio i Pulpet uczą się przechodzić przez ulicę, lepią bałwana (śnieg to także Obcy), biorą udział w akcji sprzątania świata (rywalizacja w tej dziedzinie bywa niebezpieczna przy pomysłowych dzieciakach). Sytuacje ze szkoły przenoszą na domowe zabawy, nie lubią robić porządków (chociaż w tomie pełno jest Obcych, to krasnoludków, jak na złość, się nie znajdzie, a przydałyby się w okiełznaniu bałaganu). Bohaterowie potrafią konstruować rozmaite wynalazki, czasami też się kłócą, a wtedy pogodzić ich może tylko prawdziwy autorytet. Do tego świata dorośli mają wstęp rzadko, co w pełni zrozumiałe: nauczycielka najchętniej udawałaby, że jest chora, kiedy musi zmierzyć się z maluchami.

Kasdepke chętnie poucza. Wplata w historyjki informacje o tym, kiedy należy, a kiedy nie wolno przechodzić przez ulicę, o tym, że nie można rozmawiać z nieznajomymi. Przypomina, żeby nie śmiecić, uprawiać sporty, nie zakłócać spokoju. Dobrze rozumie świat dzisiejszych maluchów, wie, że dla dzieci rozrywką na ferie są gry komputerowe a nie prawdziwe uprawianie sportów. Bodzio i Pulpet nie muszą być idealni, wypadają dzięki temu bardzo wiarygodnie. Tomik „Bodzio i Pulpet” jest lekturową przygodą dla kilkulatków: autor zdaje sobie sprawę z tego, że powinien raczej budować drobne scenki i obrazki a nie fabuły – nie wymaga od odbiorców wielkiego skupienia na dłuższych partiach tekstu. Te historie spokojnie można dawkować i traktować jako czytanki przed snem lub ćwiczenia do kontrolowania postępów w czytaniu. Przygody Bodzia i Pulpeta ilustruje Daniel de Latour, autor, który dobrze czuje się w kreskówkowym absurdzie, więc chętnie sportretuje bogatą galerię Obcych. Wykorzystuje komiksowe chwyty i uśmiech, zachęcając tym samym maluchy do czytania. Tomik ten z innych względów przypadnie do gustu dzieciom, a z innych – ich rodzicom – dzisiaj już powinien być uznany za klasykę opowieści dla najmłodszych. Grzegorz Kasdepke przypomina, co znaczy wyobraźnia i radość, udaje mu się zaprosić dzieci do świata, w którym nuda nie istnieje.

sobota, 13 października 2018

Vitus B. Dröscher: Reguła przetrwania. Jak zwierzęta radzą sobie z niebezpieczeństwami

Prószyński i S-ka, Warszawa 2018.

Zwierzęta jak ludzie

Autor na okładce jest określany mistrzem gawędy o zwierzętach – nieprzypadkowo, wystarczy zacząć czytanie książki „Reguła przetrwania”, żeby się w nią wciągnąć i śledzić kolejne pomysły natury oraz porównywać zwyczaje różnych gatunków, zestawiając je z ludzkimi sposobami radzenia sobie z codziennością. Na trzy części podzielona została ta obszerna książka, ale przez sposób prowadzenia narracji objętości w ogóle się tu nie zauważa, podobnie jak tego, że to w końcu dzieło popularnonaukowe. Najpierw Vitus B. Dröscher przygląda się zwierzętom w obliczu wyzwań. Tak po prostu. Wyzwaniem może być śmierć lub stosunek do najstarszych osobników, sen – w niektórych okolicznościach zamieniający stworzenie w łatwy łup. Wyzwaniem mogą być choroby i okaleczenia – i tu na uwagę szczególnie zasługuje talent do wykrywania leczniczych roślin albo wód, które mają działanie przyspieszające proces gojenia ran. Przy owych zbiornikach spotykają się na co dzień śmiertelni wrogowie, drapieżniki i ich ofiary – i nie atakują się, pozwalając sobie wzajemnie na regenerację sił. Wreszcie takim wyzwaniem, które może skrócić życie zwierzęcia staje się nieodpowiednia dieta. Te wszystkie tematy są znane również ludziom. Jednak prawdziwe niespodzianki wiążące się z zestawianiem egzystencji człowieka i zwierzęcia szykuje autor na później. W drugiej części książki bowiem podąża na styk cywilizacji i dzikiej przyrody, pokazując, jak zwierzęta wkraczają do ludzkich zbiorowisk, jak zaczynają przystosowywać się do życia wśród gęstych zabudowań i uczą się wykorzystywać produkty człowieka do przetrwania. Nie zawsze są miłymi gośćmi, jednak zwykle w takiej batalii wygrywają i to ludzie muszą się nauczyć radzić sobie z groźnymi czasem gatunkami w najbliższym otoczeniu. Cywilizacja oznacza też przemiany w znanych systemach zachowań. Autor pyta między innymi o masowe samobójstwa w świecie zwierząt: przytacza zaobserwowane przykłady pozbawiania się życia członków całych stad i sprawdza, czy zachowania były podyktowane instynktem, czy może świadome, chce się dowiedzieć, czy zwierzęta mogą planować swoją śmierć. Ostatni wielki temat tomu to zachowania społeczne, czyli zjawiska, które są najbliższe ludzkim zachowaniom i przyzwyczajeniom. Tutaj Dröscher odczytuje znaczenia i potrzeby stworzeń wiążących się w grupy, co znowu przybliża świat zwierząt temu ludzkiemu i pokazuje, jak bardzo pasjonujące jest to środowisko. Niespodzianki przyrody pojawiają się zwykle jako podobieństwa między gatunkami, nieoczekiwane odkrycia budzą podziw i szacunek dla zwierząt, które organizują sobie egzystencję często lepiej niż ludzie. Cała ta książka jest pokazywaniem możliwości i odkryć w tej dziedzinie, a autor posługuje się plastycznym i pełnym konkretów językiem, co wpływa na jakość lektury. Nie zatrzymuje się nad pojedynczymi zjawiskami zbyt długo, udaje mu się zestawiać i przybliżać urozmaicone przykłady, sprawia, że książka jest bardzo dynamiczna. Tom przypomina naprawdę dobry program przyrodniczy, rozbudza ciekawość i podziw dla zwierząt, ale dostarcza też trochę humoru. Bardzo dobrze napisana publikacja jest też sycąca – narracja zbliża się do klasycznej, nie do tych z popopowieści. Ogrom ciekawostek w połączeniu z barwnym językiem, opowieścią żywą i automatycznie budzącą kolejne skojarzenia – to przepis na rynkowy sukces. „Reguła przetrwania” nie opowiada o łańcuchu pokarmowym, a o wszystkich umiejętnościach i zachowaniach, które przydają się w unikaniu niebezpieczeństw. Odbiorcy dowiedzą się, jak zwierzęta radzą sobie z wyzwaniami – i będą mogli podziwiać naprawdę kreatywne podejście do tematu.

Bazy danych. The Manga Guide

PWN, Warszawa 2018.

Lekcja komputerowa

Bo to jest tak. Mangowa księżniczka musi się nauczyć tworzenia i zarządzania bazami danych, to umiejętność niezbędna, żeby zapanować nad tym, co dzieje się w królestwie. Ruruna jest ambitna i pasuje do dzisiejszych wizerunków odważnych i pomysłowych samodzielnych kobiet. Sama jednak nie poradzi sobie z zagadnieniem, nawet jeśli wspierać ją będzie wierny Cain. Tu nie wystarczy poznanie paru definicji czy prześledzenie kilku linijek kodu. Żeby nadrobić informatyczne zaległości, przyda się pomoc w postaci… wróżki. Z podręcznika wyfruwa takowa i staje się najlepszą nauczycielką dla Ruruny i Caina. Jest jednak pewien problem. Wróżki nikt poza tą dwójką nie może zobaczyć. Gdyby na zamku rozeszła się wieść, że księżniczka mówi do siebie… „Bazy danych” to pożenienie przeciwstawnych do tej pory kierunków działań autorów. Z jednej strony rozrywkowa forma, manga, specyficzny rodzaj komiksu i komizmu przy okazji. Fabuła przefiltrowana przez czytelne dla wszystkich stereotypy. Schematy scenariuszowe są tutaj wykorzystywane po przełamaniu, jako czynnik budzenia śmiechu. Księżniczka zakochuje się w mądrym i pracowitym chłopcu, na którego zawsze może liczyć, a książę-laluś, notoryczny podrywacz i narcyz dostaje (zasłużonego) kosza. Ta opowieść w osi fabularnej musi być upraszczana do granic możliwości i nastawiana na śmiech: nie ma miejsca na tworzenie skomplikowanych relacji, zresztą takie nie są w ogóle potrzebne bohaterom ani czytelnikom. Forma w tym wypadku ma tylko uzasadniać aspekt edukacyjny. Bo z drugiej strony czytelnicy otrzymują tu potężną porcję wiadomości na temat baz danych. Wiadomości te są praktyczne i autorom komiksu zależy na tym, by nikt nie miał problemu ze śledzeniem wyjaśnień. Tu schodzą z baśniowych motywów, pojawia się – wciąż pozostający w ramach komiksu rytm pytanie-odpowiedź, ewentualnie wątpliwość-wyjaśnienie. Bohaterowie korzystają z wiedzy wróżki i przejmują postawy odbiorców. Szukają sposobu, żeby dowiedzieć się jak najwięcej, ale w ich pytaniach nie ma chaosu: wszystko zostaje uporządkowane i przygotowane do sprawdzenia, czytelne przykłady służą wprowadzaniu nowych tematów oraz rodzajów działań. Odbiorcy dowiadują się też, po co w ogóle decydować się na korzystanie z baz danych – jak przekłada się to na zarządzanie firmą albo państwem. Wróżka w kolejnych rozdziałach rozbudowuje dane, wprowadza nowe definicje czy polecenia tak, żeby wyjaśnienia zapadły odbiorcom w pamięć. Ponadto po każdym rozdziale znajduje się esencja treści, tym razem już pozbawiony obrazków wyciąg z wiadomości i zarazem powtórzenie najważniejszych informacji. Takie rozwiązanie pozwala utrwalić świeżo zdobytą wiedzę. Odbiorcy mogą się też przekonać, czy bliższe są im podręcznikowe komentarze, czy nieco infantylne w formie – bo wtłoczone w mangowe ramki – takie same wyjaśnienia, ale rozbijane na dialogi. Można śledzić przygody wróżki i zyskać dodatkową płaszczyznę śmiechu – gry z konwencją – albo skupić się na tradycyjnej nauce. Dwutorowość w wyjaśnieniach nie przeszkadza, umożliwia określanie preferencji przy poznawaniu nowych tematów. Oczywiście niemożliwe jest potraktowanie książki jako publikacji czysto rozrywkowej, przygody księżniczki Ruruny nie są aż tak interesujące (mimo że śmieszne), żeby odbiorcy przebrnęli przez zawiłości informatyki – ale jeśli ktoś choćby odrobinę pragnął poznać tajniki baz danych, może wpaść w zachwyt. Nie ze względu na marketingowo nośny pomysł pożenienia komiksu i podręcznika – a przez realizację. Manga kierowana jest nie tylko do dorosłych – może wskazać młodzieży, czym warto się zająć.

Jest to tomik rozbudowany i rzetelnie przygotowywany. Napisany przystępnym językiem, uruchamiający pokłady dowcipu i nienudny w akcji, choć w dużej części oparty na schematach konstrukcyjnych. W sam raz na pierwsze spotkanie z problematyką baz danych.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com