Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

wtorek, 26 września 2017

Marta Galewska-Kustra: Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Narracja z wakacji

Muchę Fefe dzieci już znają: to bohaterka, która pomaga Marcie Galewskiej-Kustrze w tworzeniu logopedycznych zabaw dla dzieci. Mucha przeżywa różne przygody, do tej pory zachowywała się jak superbohaterka i wiele dokonała. Nic dziwnego, że Marta tę bohaterkę traktuje jak przyjaciółkę: docenia jej charakter i talenty. Ale w każdej przyjaźni czasami trzeba od siebie odpocząć. Marta postanawia udać się na wakacje. Pakuje walizkę i wyrusza za granicę. Nie wie, że mucha Fefe akurat kieszonkę tej walizki wybrała sobie na oryginalną sypialnię. Mucha z kolei nigdy nie była na prawdziwych wakacjach i wszystko ją dziwi. Każde wydarzenie interpretuje po swojemu, a zwykle w sposób odbiegający od prawdy. Zresztą świat według muchy i tak zawsze wygląda inaczej niż w oczach ludzi. O tym fani Fefe wiedzą od dawna, a Galewska-Kustra decyduje się wykorzystać motyw jako podstawę całej książki.

Marta trafia do Hiszpanii, ale o tym mucha nie wie. Fefe za to sprawdza, do czego służy dziwna karuzela na lotnisku, jak mają na imię wszystkie miejscowe muchy (myli pozdrowienie z imieniem), testuje lokalne przysmaki i niemal bierze udział w corridzie (hiszpańskich byków lepiej nie denerwować). Każdy dzień to osobna krótka przygoda, intensywna mimo że przedstawiona w kilku zdaniach i na dużych ilustracjach Joanny Kłos. Nikogo nie interesuje wersja Marty – czyli zwykła relacja z wyjazdu. W ujęciu muchy wszystko wypada inaczej, ciekawiej – pytanie tylko, czy maluchy mają wystarczająco dużo wiadomości i doświadczenia, żeby odkryć humorystyczne zabiegi autorki. Zresztą jeśli nie podołają zadaniu wyznaczonemu przez Galewską-Kustrę, na moment zamienią się role: to rodzice przedstawią „dorosłą” relację, którą potem dziecko powtórzy.

„Z muchą świat zwiedzamy i opowiadamy” to tomik, który ma uczyć dzieci sztuki narracji. Autorka podsuwa wiele pytań, które po lekturze zamienią się w propozycje zabaw edukacyjno-rozwojowych. Jedno z podstawowych wyzwań to opowiedzenie przygód muchy w dwóch wersjach – według tego, co przeżywała Fefe (i co znajduje się w tekście) i zgodnie z faktycznymi działaniami Marty. Tu może być trudniej, bo nie zawsze dzieci odgadną przeznaczenie „karuzeli” czy rozpoznają taniec. Z drugiej strony to wreszcie wyzwanie dla kilkulatków: zamiast przejmować się poprawną wymową (co automatycznie zmienia rangę ćwiczenia), będą koncentrować się na przekazywanych treściach. W przypominaniu całości przyda się zamieszczony na końcu zestaw „zdjęć”: tu też autorka zaprasza do wspólnego wymyślania przygód muchy Fefe – więc do rozwijania kreatywności. Pokazuje, jak nauczyć pociechy związków przyczynowo-skutkowych. Zabawy rozszerza o wspomnienia z wakacji odbiorców – proponując wymyślanie, jakie doświadczenia mucha przeżywałaby z rodziną malucha.

Marta Galewska-Kustra tworzy książeczki bardzo proste, ale ozdabiane humorem, który przejawia się również (a może nawet w większym stopniu) w ilustracjach. Mucha Fefe jest bohaterką, która kojarzy się z rozrywką, a nie ze żmudnymi ćwiczeniami – tak może zostać dzięki ukrywaniu właściwych pedagogicznych intencji. Autorka podpowiada rodzicom, jak pracować z tomikiem, żeby uruchomić potencjał dziecka, na co zwracać uwagę przy wspólnym czytaniu i jak wskazywać kolejne zadania, żeby dobrze się bawić. Bez względu na przeznaczenie edukacyjne tomiku i możliwości rozwojowe, podstawową siłą przyciągającą do książki będzie udana bohaterka, mucha Fefe. To ona staje się postacią ważną dla dzieci, sympatyczną, ciekawą i wesołą.

poniedziałek, 25 września 2017

Bea Johnson: Pokochaj swój dom

Agora, Warszawa 2017.

Bez śmieci

Jedną z mód prowadzących do poprawy jakości życia jest motyw sprzątania. Często – bardzo radykalnego, prowadzącego do minimalistycznego stylu życia. Szczęście to absolutny brak przedmiotów, sugerują specjaliści od domowej ascezy. Mnożą się tomy ze wskazówkami, jak wyrzucać przedmioty. Wszystko jako alternatywa dla konsumpcjonizmu, wyraz troski o środowisko czy sposób na oryginalność. Bea Johnson koncentruje się nie tylko na pozbywaniu się zbędnych rzeczy z najbliższego otoczenia. Dba o to, żeby w ogóle nie produkować śmieci. Jej filozofia to 5xR – szczegóły klarownie wykłada w swojej książce. Doprowadza do sytuacji, w której czteroosobowa rodzina w Ameryce rocznie produkuje jeden litrowy słoik śmieci. W tomie „Pokochaj swój dom” pokazuje, jak to osiągnąć – i jakie są z tego korzyści. Ale stara się też zachować równowagę: chociaż sprawdza, które produkty może wytwarzać od podstaw, rzeczowo ocenia, czy koszty (w tym czas) nie przekraczają efektów. Zero waste tak, ale nie za wszelką cenę. Jednak chociaż Bea Johnson chce sprawiać wrażenie dalekiej od radykalizmu, jej postawa znajdzie raczej niewielu naśladowców. Książka „Pokochaj swój dom” funkcjonować może jako ciekawostka, przykład ekstremalnego recyklingu i zbiór porad pozwalających wykluczyć chemię i toksyny z najbliższego otoczenia.

Johnson zachowuje się jak wszyscy doradcy od porządkowania otoczenia: dzieli tom na rozdziały związane z poszczególnymi pomieszczeniami w domu: omawia zasady zero waste w każdym z osobna. Nadaje relacji przejrzystą strukturę, łatwo będzie odbiorcom znaleźć interesujące ich tematy bez konieczności przedzierania się przez całość (chociaż autorka kusi domowymi anegdotami). Pomaga przekonać się, że można wykluczyć śmieci nie tylko z biura, sypialni czy gabinetu, ale też z kuchni i łazienki. Podsuwa rozwiązania wymagające wysiłku i praktyki, które nie wszystkim przypadną do gustu: tłumaczy, jak wyeliminować opakowania produktów spożywczych, czym zastąpić środki czystości, ale też – jak zmieniać garderobę, żeby dostosować ją do nowego trybu życia. Wyjaśnia, jak radzić sobie z niechcianą korespondencją oraz… prezentami, jak wychowywać dzieci i jak przygotowywać dom do posiadania zwierzęcia. Wydaje się, że każdą chwilę traci na dążenie do doskonałości, ciągłe tłumaczenie wpływu śmieci na środowisko, nawracanie sprzedawców i bliskich. Chce być ekspertką, nie może zatem pominąć żadnego aspektu życia, ale mało kogo przekona robienie prania rzadziej, wkładanie ciuchów, na których nie widać plam potu lub rezygnacja z chusteczek higienicznych (a Bea Johnson próbowała nawet wyeliminować z domu… papier toaletowy). Niektóre podpowiedzi dotyczące porządkowania mogą się przydać. Ale wiele zostanie odrzuconych jako zbyt czasochłonne albo dziwne. Autorka popada w przesadę w testowaniu możliwości życia zero waste – ale dzięki temu poszukujący odpowiedzi na swoje pytania mogą potraktować ją jako autorytet w tej dziedzinie. „Pokochaj swój dom” to wersja ekstremalna, ale czasami warto się zastanowić nad rezygnacją z przedmiotów i udogodnień, które tylko zagracają mieszkanie. Autorka pokazuje, jak ułatwić sobie proces sprzątania i uczynić otoczenie bardziej przyjaznym, przekonuje do świadomych zakupów i szerzy świadomość ekologiczną. Uważa, że rezygnacja ze śmieci to prosta droga do szczęścia. Opisuje swoje doświadczenia rzeczowo (ale nie bez humoru), więc każdy, kto zechce pójść w jej ślady, otrzyma potrzebne wskazówki. Pozostali zatrzymają się na etapie śledzenia mało popularnego pomysłu na życie. Chociaż Bea Johnson pisze poradnik, tworzy go tak, by zaspokoić też ciekawość czytelników.

niedziela, 24 września 2017

Teresa Lipowska w rozmowach z Iloną Łepkowską: Nad rodzinnym albumem

Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2017.

Po domowemu

Teresa Lipowska pochyla się nad rodzinnym albumem i opowiada Ilonie Łepkowskiej o swoich rolach i o swoich bliskich, o życiowych radościach i – dużo rzadziej, ale jednak – rozczarowaniach. Atmosferę familiarności podsyca herbata, którą Łepkowska traktuje jak wstęp do zwierzeń. Nie ma tu chęci tworzenia (auto)biografii, ani prób porządkowania dat i faktów, nie ma sięgania do kalendarium. Liczy się tylko to, co w pamięci bohaterki tomu i co daje się od razu przywołać za sprawą fotografii czy porównywania doświadczeń. Nie jest tak, że Teresa Lipowska opowiada, a Ilona Łepkowska słucha bądź naprowadza na konkrety. Aktorka raczej dzieli się emocjami, a scenarzystka wie, jakich opowieści oczekują czytelniczki – i na takie rozmówczynię wyciąga, sama często nie może i nie chce powstrzymywać się od podawania własnych doświadczeń, choć to nie na niej powinna skupiać się uwaga odbiorczyń. Tytuł wspomnieniowego tomu idealnie oddaje jego zawartość: „Nad rodzinnym albumem” to zbiór luźnych, mimo że tematyzowanych rozmów pozbawionych prób budowania całego życiorysu. Ilona Łepkowska wybiera zaledwie kilka tematów, które mają dobrze definiować bohaterkę. Są tu oczywiście role filmowe i teatralne, jest serialowa, która przyniosła Teresie Lipowskiej największą popularność dzisiaj, czyli wcielenie Barbary Mostowiakowej (przerażająca jest wiara obu pań, że wszyscy ten serial oglądali, ale też naprawdę do fanek Lipowskiej jako Mostowiakowej tom jest kierowany i niewiele na to można poradzić). Pojawia się historia występów w Dudku i poetyckich fascynacji. Ale równie często jak o sprawy zawodowe Ilona Łepkowska pyta o prywatność. Poznaje historię małżeństw Teresy Lipowskiej, długie starania o dziecko, relacje z synową. Dowiaduje się o wielkiej miłości do matki i znacznie mniejszym uczuciu do ojca, dociera do prywatnych wspomnień, na tyle jednak ogólnych, że nie da się na ich podstawie ułożyć biografii bohaterki. Bardzo często obie rozmówczynie zajmują się po prostu uczuciami czy emocjami, nie skupiają się na faktach, za to zdobywają się na życiowe refleksje o wysokim stopniu uogólnienia.

Teresa Lipowska opowiada tak, jakby rzeczywiście przeglądała album ze zdjęciami, Ilona Łepkowska wyznacza ogólny temat rozmowy, ale pozwala aktorce na dygresje i luźne uwagi. Przez to jest tu trochę powtórzeń, nie zawsze potrzebnych. Jeśli odbiorczynie liczą na fakty, będą trochę zawiedzione, ale te, którym wydaje się, że z prostych i oczywistych czasami wywodów lepiej poznają ludzką stronę gwiazdy, należą do właściwej grupy docelowej. Teresa Lipowska tą książką przypomina o sobie, wpisuje się w zestaw publikacji aktorów – tu nie liczy się szczegółowość, ale możliwość powiedzenia fanom czegoś od siebie. Jest w tej książce dość mało tekstu, ma na to wpływ i rozrzedzanie akapitów zbędnymi wtrąceniami Łepkowskiej – dla podtrzymania rozmowy, ale rozbijającymi wywód – a i olbrzymia liczba zdjęć. Również odchodzenie od konkretów, przeżycia i luźne wspomnienia w miejsce porządkowania faktów robią w tym wypadku swoje. Teresa Lipowska chce przede wszystkim ująć odbiorczynie ciepłem i serdecznością, zasugerować przyjemne spotkanie bez konieczności wertowania archiwów, chwalenia się recenzjami czy statystykami. Trafi zwłaszcza do swoich serialowych fanek – po to została przygotowana ta książka. Mało tu wiadomości, sporo uczuć, więc nie jest to publikacja dla wszystkich.

sobota, 23 września 2017

Anna Łacina: Zadzwoń, kocham cię

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Miłość wśród zamachów

Kiedy Anna Łacina bierze się za relacjonowanie nastoletnich pierwszych miłości, szuka problemów na drodze do szczęścia na zewnątrz, w tym, na co młodzi ludzie na pewno nie mają wpływu. Mnoży przeszkody, żeby pokazać potęgę uczucia, na przemian dawać i odbierać nadzieję czytelniczkom i bohaterom. Nie ma w tym nic nietypowego, tak najczęściej postępują twórcy nastoletnich romansowych obyczajówek. Ale Anna Łacina nie boi się wprowadzenia do lektur tematów, które jeszcze w powieściach rozrywkowych nie zagrzały miejsca – eksperymentują z mieszaniem fikcji literackiej i doniesień medialnych ze świata odbiorczyń. W „Zadzwoń, kocham cię” porusza kwestię ataków terrorystycznych. Zamachy stanowią tło dla kiełkującego uczucia między Weroniką i Wawrzyńcem.

Ona przypadkiem wpada na dawnego kolegę z przedszkola i zakochuje się na zabój. Nie nacieszy się zbyt długo jego obecnością, bo najpierw musi wyjechać nad morze, a potem mama, korzystając z wakacji i urlopu, zabiera swoje dorastające pociechy na zagraniczne wakacje. W Nicei Weronika jest świadkiem, jak wielka rozpędzona ciężarówka wjeżdża w tłum ludzi. Dziewczyna nie wie, co stało się z jej bratem, traci telefon, widzi krew, przerażenie i śmierć. Z traumatycznych przeżyć nie ma się komu zwierzyć, a z powodu braku telefonu nie ma jak dać znać Wawrzyńcowi, że z nią wszystko w porządku. Kolejne dni przynoszą kolejne zamachy, świat przestaje być bezpiecznym miejscem. Nawet Polska nie wydaje się dobrym schronieniem: w Krakowie odbędą się Światowe Dni Młodzieży i Weronika jest pewna, że tam straci ukochanego. Stres i strach coraz bardziej dają o sobie znać, dziewczyna zaczyna mieć koszmarne sny, a potem też koszmarne wizje na jawie. Ogarnia ją panika. Rodzice przebywają za granicą (blisko kolejnych zamachów) i tylko Wawrzyniec może zaopiekować się nastolatką.

Anna Łacina wystawia związek młodych ludzi na poważne próby. Z jednej strony to światowy terroryzm i fakt, że w każdej chwili można zginąć – albo stracić ukochaną osobę. Z drugiej zła opinia, jaka ciągnie się za Wawrzyńcem: chłopak wyprowadził się już z domu z powodu konfliktów z ojcem. Weronika nie wie, czy może mu zaufać, kiedy odkrywa dziwne zachowania i obecność pięknej przyjaciółki. Czasem bohaterowie są dojrzali nad wiek, czasem ranią się wzajemnie dziecinnymi zachowaniami. „Zadzwoń, kocham cię” pokazuje, że związek to również strach o drugą osobę. Zresztą autorka jawi się jako autorytet w kwestii relacji międzyludzkich. Najpierw Weronika przeżywa męki na myśl o tym, że nie umie się całować i nie poradzi sobie z takim zadaniem, kiedy przyjdzie odpowiedni moment – tu autorka przypomina, że można zdać się na intuicję. Później jednak ciotka udziela rad mamie, opowiada jej o różnych językach w związku. Pokazuje, jak się nawzajem traktować, żeby miłość nie wygasła. Przypomina, że rozwód niczego nie zmieni – te same kłopoty powrócą, gdy minie wstępne zauroczenie – warto więc powalczyć o wspólne szczęście. To dojrzałe wskazówki, warte zapamiętania i ważne, cenną lekcję proponuje Łacina czytelniczkom. Nie obiecuje im samych cudownych chwil w związku, za to tłumaczy, skąd biorą się kłótnie i konflikty – i jak na nie reagować. W tym wszystkim relacja między Weroniką i Wawrzyńcem schodzi na dalszy plan, cenniejsze od niej są poboczne wątki w powieści, wątki, o których często nawet dorośli nie pamiętają przy układaniu sobie życia.

piątek, 22 września 2017

Nicky Pellegrino: Pod włoskim niebem

Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

Raj

Nicky Pellegrino do Włoch wraca bardzo chętnie w każdej kolejnej niespiesznej powieści obyczajowej, wskazując ten kraj jako remedium na wszystkie życiowe problemy. Tu ludzie są życzliwi i otwarci, jedzenie proste i pyszne, słońce i świeże powietrze robią swoje – przepędzają wszelkie troski. Włochy to idealne miejsca na wakacje i na ucieczkę od życia, na zwolnienie tempa i na zmiany. „Pod włoskim niebem” realizuje tę idylliczną wizję i sprawia, że czytelniczki razem z bohaterką znajdą azyl w domu wakacyjnym nad brzegiem morza.

Stella musi podjąć wyzwanie, jakie niesie jej los: kiedy umiera jej szefowa, znana i ceniona projektantka mody, Stella traci pracę. Nie była na to przygotowana, więc teraz nie wie, co ze sobą zrobić. Znajomi radzą sposób dość ekstremalny: rok przerwy, rok, który powinien przynieść odpowiedź na szereg pytań. Stella w końcu daje się przekonać. Ponadto, dla ograniczenia kosztów i dla samej przygody, decyduje się na zamianę domów. Na internetowym portalu poznaje Leo, architekta zieleni. Leo musi akurat zamieszkać w Londynie, będzie tu pracować nad swoimi projektami i z chęcią udostępni na czas nieokreślony swój drugi dom. Villa Rosa to miejsce, do którego już wkrótce Stella się uda. Za sprawą Leo bohaterka poznaje mieszkańców miasteczka, nawiązuje nowe przyjaźnie i wikła się w prywatne sprawy innych. Odkrywa lokalne atrakcje i bywa w miejscach, których nie wskazałyby jej turystyczne przewodniki. Próbuje pomagać zagubionym, ale też realizuje własne marzenia związane z pobytem w obcym kraju: chce uczyć się włoskiego i sztuki gotowania. Nie będzie się nudzić, narzekać na samotność ani zamartwiać niepewną przyszłością. Villa Rosa to schronienie przed smutkami.

Nicky Pellegrino prowadzi zwykłą narrację, którą jeszcze ozdabia mailami: Stella wymienia dość często uwagi z Leo, dzieli się też swoimi spostrzeżeniami z Birdie, najlepszą przyjaciółką. To umożliwia rozszerzenie opowieści o kolejnych bohaterów i osłabienie na początku samotności Stelli. Gdy kobieta pozna już kilka osób, Pellegrino pobawi się wydarzeniami, które byłyby może dramatyczne jako widziane od środka, ale w tym ujęciu stają się całkiem zabawne. Stella odkrywa, co w życiu jest najważniejsze – i nabiera dystansu potrzebnego do przewartościowań. Autorka szykuje i swojej postaci, którą bardzo chroni, i czytelniczkom szereg przyjemnych niespodzianek. Pozwala odpocząć, pozachwycać się pysznym jedzeniem, odkrywać proste przyjemności, niedostępne tym, którzy biorą udział w wyścigu szczurów. „Pod włoskim niebem” to historyjka naiwna i raczej przewidywalna – ale spełnia swoją rolę jako odpędzacz smutków i przykrości. Odwraca uwagę od tego, co irytuje, akcentuje rolę marzeń oraz bezinteresownej życzliwości. Tu każdy może być sobą, a nie spotka się przez to z odrzuceniem ze strony innych – Nicky Pellegrino tworzy namiastkę raju, lepszą reklamę Italii trudno byłoby sobie wymyślić. To powieść konwencjonalna, w stylu, do którego Pellegrino przyzwyczaiła – niespieszna, smakowita i krzepiąca. Trafi do czytelniczek, które poszukują bezproblemowych lektur promujących slow-life, będzie sposobem na relaks, a czasem i na refleksję na temat tego, co zrobić z własnym życiem. Nicky Pellegrino tworzy baśń dla dorosłych czytelniczek, które chciałyby dobrych rozwiązań i braku problemów.

czwartek, 21 września 2017

Ojciec. Opowiadania

Ringier Axel Springer, Warszawa 2017.

Pokolenie

Ojciec jest wszędzie, od ojca nie ma ucieczki. Pisarze, którzy trafili do niewielkiego tomu „Ojciec. Opowiadania” zmagają się z tematem-rzeką, archetypem i stereotypem jednocześnie. Szukają różnorodnych form, na przemian wcielają się w ojców i synów, zarzekają się, że przedstawiona opowieść jest fikcją lub prezentują sygnały obyczajowości czytelne dla całego pokolenia. Mierzą się z tematem ojca – bo nawet brak ojca w pobliżu w dzieciństwie nie oznacza uwolnienia. Pojawiają się tu motywy obowiązkowe: mierzenie się ze śmiercią ojca, dostrzeganie jego pierwszych słabości, zamiana ról, gdy to syn przejmuje odpowiedzialność. Związane z ojcem nadzieje i największe rozczarowania. Organizacja i dezorganizacja codzienności. Konflikt pokoleniowy, który w relacji ojca z synem najpewniej i najszybciej się ujawni, bo przecież każdy ma swoje wartości i zasady i każdy chce żyć po swojemu, nawet jeśli nie potrafi się wyzwolić spod zależności od ojca. Ojciec – nie tata. Na sentymenty w bezpośrednich relacjach miejsca nie ma. Owszem, czasem któryś z pisarzy odwoła się do wzruszeń, ale – skierowanych na zewnątrz, obliczonych na zrobienie wrażenia na odbiorcach. Relacja syna i ojca musi przejść przez fazy obowiązkowe, bez względu na to, jak różne będą jednostkowe historie. Ojciec w tym zbiorku nie kojarzy się ze szczęściem i bezpieczeństwem, nawet jeśli do tej pory wspiera finansowo dorosłe dziecko. Ojciec to przeważnie wielki przegrany, bo albo podporządkowuje się rodzinie, albo swoim pasjom. Jakiej drogi by nie wybrał, coś straci. Przekona się o tym, kiedy będzie za późno na naprawianie win, a zresztą w wielu przypadkach w ojcu pokutują mity poprzednich pokoleń – że mężczyźni nie powinni okazywać słabości. W efekcie ojcowie z tych opowiadań są męczący w swojej nieustępliwości, dumni i przez cały czas przegrani, czego by nie osiągnęli. Nie ma tu dziecięcej fascynacji ojcem, nie ma autorytetu – temat wszyscy autorzy traktują dosyć rozliczeniowo, z dala od ideałów. Ojciec to wspomnienia z dzieciństwa, nawiązania do innych czasów. Ojca niekiedy definiuje się przez miejsca lub pojedyncze sytuacje: nigdy nie można go w pełni zrozumieć i bez zastrzeżeń zaakceptować. Perspektywa syna zawsze jest tą gorszą. To tom przepełniony goryczą, a nie siłą: w ujęciu pisarzy ojciec to skupisko słabości, ktoś, kogo niemal bezkarnie można obarczać winą za własne niepowodzenia i błędy.

Oczywiście twórcy sięgają po różne fabuły, historie prywatne lub ogólnikowe, stawiają raz na analizę uczuć, raz na historyczne fakty dotyczące otoczenia. Ale w temacie ojca nie szukają nowatorstwa, jakby zaprzeczenie archetypom groziło wykluczeniem z literatury. Realizują jeden model relacji zwielokrotniony w kolejnych domach. I chociaż postaciom nadają cechy z różnych kultur czy nacji, chociaż akcentują zmiany czasów i obyczajowości, sprawiają wrażenie pewnych, że ten właśnie model będzie się powtarzał, że kiedy oni staną na miejscu ojców, tak samo zaczną postępować, zachowywać się według jednego jedynego schematu. Błędnego koła nic nie może przerwać, ojcowie najpierw infantylizują rzeczywistość przez żenujące zachowania, później, gdy ich zabraknie, wywołują nieodzowny lęk przed przemijaniem. Ten jeden powtarzany w różnych konfiguracjach portret to próba podsycenia refleksji nad rolą ojca – ale wcale nie w dzisiejszych czasach. Tu ojcowie przenoszą w minioną epokę.

środa, 20 września 2017

Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak: Hej, Jędrek! Szukasz guza?

Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Na tropie szefa

Jędrek. I od razu wiadomo, co się stanie. Przedsiębiorczy dziesięciolatek wprawił się już w łapaniu przestępców i wydaje mu się, że może stawić czoło wszystkim wyzwaniom, z którymi nie radzą sobie jego bliscy. Karola przygotowuje się do olimpiady. Witek ćwiczy do turnieju szachowego. Gruby zdecydowanie powinien przejść na dietę. Chłopak Wyjca prowadza się z jakąś blond pięknością, trzeba zatem też pilnować, żeby Anka nie dała się ponieść uczuciom – i oszczędzić jej cierpień w przyszłości. A do tego mama nie może schwytać Szefa Wszystkich Szefów. Jędrek może pomóc wszystkim, czuje się na siłach – chociaż wybiera drogę na skróty i zraża do siebie przyjaciół. Nie radzi sobie z przerośniętymi szóstoklasistami, którzy odbierają maluchom kanapki i kieszonkowe, a chce pokonać goryli Szefa Wszystkich Szefów próbujących podporządkować sobie warsztaty samochodowe w mieście. To nie ma prawa się udać. „Szukasz guza” to kolejna powieść komiksowa w humorystycznej serii, coś w sam raz dla tych dzieci, które lubią się pośmiać przy relacjach okołokryminalnych. Bo przygody Jędrka to mieszanina domowych konfliktów z siostrą, szkolnych perypetii, spotkań z przyjaciółmi i śledztwa opartego na czynach, a nie na dedukcji. Mały bohater z jednych tarapatów wpada w kolejne, ale nie przejmuje się chwilowymi niepowodzeniami, za to nakręca się na działania.

Pojawia się w tomiku kolejna bohaterka, Jadwiga Błysk, która lubi działać błyskiem i wiele razy znajduje się w pobliżu właśnie wtedy, gdy Jędrek najbardziej potrzebuje pomocy. Bohater działa dość impulsywnie, ryzyko jest u niego wliczone w cenę. Jędrek zawsze wychodzi cało z opresji – o tym pamiętać będą odbiorcy, którzy dzięki temu mogą świetnie się bawić choćby przy podążaniu za bohaterem podczas śledzenia podejrzanych typów. Tych tu nie brakuje, bo mimo że akcja rozgrywa się wśród dzieciaków, przestępcy są prawdziwi i gotowi na wszystko.

Rafał Skarżycki i Tomasz Lew Leśniak zainspirowali się zachodnimi powieściami komiksowymi, zaczerpnęli z nich pomysł na formę – przetykanie narracji puentującymi całość rysunkami – i na bohatera, przeciętnego dzieciaka, który łatwo wpada w kłopoty, ale daje się lubić, a jego przygody budzą śmiech. Tereny typowe dla działania takich postaci – szkołę, dom i podwórko, rozszerzyli poza stereotypy o potężną bajkową wyobraźnię. W ten sposób powstała seria, która z powodzeniem może walczyć o uwagę fanów Zapisków Luzaka czy Dzienników Cwaniaczka – bije tamte na głowę ze względu na przemyślane intrygi, wartką i spójną akcję oraz jakość samych rysunków. To już nie proste kadry jak z Dilberta, Jędrek zyskuje dopracowany wizerunek, zmiany perspektywy nadają książce dynamiki. Tu komiks jest w najlepszym gatunku, nie infantylizuje całości, zgadza się natomiast z wyobrażeniami odbiorców na temat poszczególnych motywów. Autorzy sami doskonale się bawią przygodami Jędrka, co szybko owocuje zachwytem czytelników. Ten mały bohater, mimo że nie odkrywczy, pokazuje cały komiczny potencjał powieści komiksowych, pozwala docenić rozrywkowy charakter lektury. Przy pomysłach Jędrka nikt nie będzie się nudzić – ta postać zapewnia zajęcie nie tylko swoim przyjaciołom.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com