* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Sołowianiuk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paulina Sołowianiuk. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 kwietnia 2014

Paulina Sołowianiuk: Jasnowidz w salonie, czyli spirytyzm i paranormalność w Polsce międzywojennej

Iskry, Warszawa 2014.

Zabawa z duchami

Domowe seanse spirytystyczne były jedną z bardziej rozpowszechnionych towarzyskich „zabaw” okresu dwudziestolecia międzywojennego. Wirujące stoliki i spodki, przybysze z zaświatów to gwarancja silnych emocji, wyraźnie potrzebnych rozmiłowanym w spirytyzmie. Paulina Sołowianiuk przybliża teraz ten zapomniany nieco nurt rozrywek dwudziestolecia w książce „Jasnowidz w salonie, czyli spirytyzm i paranormalność w Polsce międzywojennej”. Sięga do literackich odbić mody na wywoływanie duchów, do wspomnień uczestników spotkań, ale przede wszystkim do artykułów i notatek prasowych na temat salonowych uciech.

Autorkę bardziej interesują konsekwencje spirytyzmu i sposób rozprzestrzeniania się mody niż przyczyny czy aspekty „techniczne” – owszem, napomyka, gdzie spirytyzm się narodził, ale nie rozwija tego tematu – dlatego niemal koniecznym uzupełnieniem jej tomu będzie publikacja Richarda Wisemana „Paranormalność. Dlaczego widzimy to, czego nie ma”. Wiseman odnosi się do tematów, które Sołowianiuk uznaje za mało ważne – wyjaśnia, na czym naprawdę polegały rozmowy z „duchami” i jakie sztuczki stosowali gospodarze spotkań, by zaistnieć na szerszym forum jako ci, którym udało się sprowadzić wyjątkowego ducha. Sołowianiuk wydaje się nie interesować budowaniem złudzeń – co najwyżej czasami przypomina o mistyfikacjach, gdy, na prawach anegdoty, cytuje wspomnienia odkrywających podstęp.

Sama Sołowianiuk zajmuje się natomiast społecznym oddźwiękiem spirytyzmu. Dość krótko przedstawia „zasady” wywoływania duchów – i to nie w kształcie instrukcji, a raczej – nieusystematyzowanych ciekawostek. Posługuje się nierozszyfrowanymi kliszami – owe wirujące stoliki czy przedmioty wskazujące słowa mają być zrozumiałe dla odbiorców bez dodatkowych wyjaśnień. Nie pyta, jak to się działo, że zgromadzeni otrzymywali sygnały z rzekomych zaświatów – bo unika ocen tej mody. Za to skupia się na reakcjach ludzi i na znaczeniu spirytystów w świecie kultury czy w kręgach towarzyskich. Zaznacza, że ludzie z darem wywoływania duchów trafiali do prasy – albo chwaleni w artykułach, albo wyśmiewani w satyrze, przywołuje najsławniejsze postacie z tego kręgu. Zajmuje się również przepowiedniami jasnowidzów (tymi, które sprawdziły się, budząc powszechne uznanie i zdumienie). Przytacza chętnie relacje świadków, ale lubi też plotki – w końcu rekonstruuje nastroje społeczne i dba o każdy detal mogący wpływać na ocenę zjawiska.

Po raz kolejny Iskrom udało się zaprezentować spójną syntezę motywu ważnego w kulturze i obyczajowości dwudziestolecia międzywojennego – po „Warszawskich kawiarniach literackich” „Jasnowidz w salonie” pozwala lepiej poznać zasady towarzyskiego funkcjonowania w międzywojniu. Tom przepełniony jest ciekawostkami, które spodobają się dzisiejszym odbiorcom, mimo że moda na wywoływanie duchów wygasła z koszmarem drugiej wojny światowej i nie powróciła już mimo aktualnego uwielbienia dla ezoteryki. „Jasnowidz w salonie” to możliwość sprawdzenia jakości rozrywek towarzyskich, przegląd pomysłów dawnych zabaw, a przy okazji też dawka niewyjaśnionych paranormalnych zjawisk. Paulina Sołowianiuk sprawnie prowadzi narrację, umiejętnie rozbudza ciekawość i potrafi do własnej opowieści wplatać rozbudowane cytaty – przez co „Jasnowidz w salonie” nie pozostaje w kręgu publikacji popularyzatorskich, a może też służyć rozrywce co bardziej wymagających czytelników. Przyda się również jako pomoc dla kulturoznawców i literaturoznawców, prezentując wycinek obyczajowości Polski w dwudziestoleciu międzywojennym – to dobry punkt wyjścia do dalszych tematycznych poszukiwań, bo Sołowianiuk nie ma czasu na to, by szczegółowo omawiać wszystkie aspekty spirytyzmu w życiu i sztuce – część faktów jedynie sygnalizuje.

wtorek, 25 października 2011

Paulina Sołowianiuk: Ta piękna mitomanka

Iskry, Warszawa 2011.

Legenda

Ta, o której (i do której) Franciszek Fiszer powiedział, że jest fenomenalnie głupią kobietą, doczekała się arcyciekawej biografii: barwnej jak jej egzystencja, lekkiej jak podejście do życia i miłości. „Ta piękna mitomanka” Pauliny Sołowianiuk poświęcona Izabeli Czajce-Stachowicz to książka wolna od banału i schematów typowych dla standardowych biografii. Autorka tomu próbuje nadążyć za opowieściami bohaterki i pokazać prawdę o niej, lecz zamiast brutalnie niszczyć niekonsekwentnie budowaną legendę, próbuje tworzyć przypisy na marginesie cudzych poczynań. Pozwala Czajce-Stachowicz na zachowanie urzekającego wielu sposobu bycia, przenosząc rejestr faktów na drugi plan. Szkielet z rzeczywistych wydarzeń zostaje tu sprytnie zamaskowany przez odważne poczynania niebanalnej postaci. Książka o Izabeli Czajce-Stachowicz zamienia się w rejestr postępowań na przekór konwenansom, zdrowemu rozsądkowi i konserwatywnej opinii społecznej, co u jednych czytelników budzić będzie grozę, u drugich – zachwyt i podziw.

Paulina Sołowianiuk już na początku styka się z wyzwaniem dość poważnym, bo zamiast jednej daty urodzin bohaterki otrzymuje potencjalnych terminów kilka, mniej lub bardziej prawdopodobnych. Radzi sobie z tym dość dobrze, prezentując kolejne hipotezy i próby ich ocenienia – tak naprawdę przecież nie chodzi o metrykę, a o system konstruowania alternatywnego życiorysu. To rzeczywiście udane wprowadzenie do biografii. Potem robi się coraz ciekawiej – Sołowianiuk śledzi losy Czajki-Stachowicz, często odwołując się do jej własnych zapisków i wspomnień. Jednak przystankami w opowieści stają się częściej anegdoty i oryginalne decyzje bohaterki niż punkty obowiązkowe w zwykłej biografii, przełomowe dla każdego człowieka. Życie Izabeli Czajki-Stachowicz, postrzegane przez Sołowianiuk, nie daje się podporządkować gnuśnej normalności.

Tuwim, Iwaszkiewicz, Gałczyński i… Teofil Ociepka – to tylko kilku bohaterów opowieści o Czajce. „Piękna mitomanka” zapisała się w pamięci potomnych nie tyle wierszami (co do których część odbiorców wciąż ma wątpliwości – czy to grafomania czy przejaw geniuszu) czy tekstami autobiograficznymi, a zachowaniem – frywolnym, dalekim od spokoju i skromności. Czajka czarowała tych, których poznała, pod jej urokiem pozostawało wielu – i tę niezwykłość kobiety Paulinie Sołowianiuk udało się oddać w nieskrępowanym wymogami gatunku biograficznym tomie: wielka to zasługa autorki, że tę książkę czyta się bardzo dobrze. Oddawanie głosu Beli i jej przyjaciołom jest tu zawsze trafne, sensownie umotywowane i wnosi sporo do lektury.

Szkoda tylko – ale na to akurat nie można nic poradzić – że zabrakło przedwojennych zdjęć Izabeli Czajki (zdjęcia z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych prezentują kobietę już dojrzałą, dalej wprawdzie gorszącą opinię publiczną, ale już nie za sprawą skandali i romansów). Zamiast portretów nietuzinkowej damy pojawiają się znacznie częściej wizerunki jej znajomych. Za to fotografia, która trafiła na okładkę tomu, idealnie ilustruje całą historię o życiu i twórczości Czajki.

Niebanalne postacie nieczęsto mają szansę być opisane przez sprawnych biografistów, zdolnych w zajmujący sposób opowiedzieć o ich pogmatwanych losach. Izabela Czajka-Stachowicz miała szczęście, że jej egzystencję prezentuje właśnie Paulina Sołowianiuk – dzięki zgrabnemu i pomysłowemu stylowi lektura spodoba się także osobom, którym opisywana postać jest obojętna…