* * * * * * O tu-czytam

poniedziałek, 18 października 2021

Gabriela Gargaś: Matka roku

Skarpa Warszawska, Warszawa 2021.

taniaksiazka.pl

Porady

„Matka roku”, powieść Gabrieli Gargaś z księgarni TaniaKsiazka.pl, to książka, która trochę zaskakuje zwłaszcza czytelniczki sięgające najczęściej po literaturę kobiecą. Autorka każe swojej bohaterce, Tatianie (prawie czterdziestoletniej) dzielić się z czytelniczkami szeregiem uwag na temat codziennych dylematów związanych z emocjami i przeżyciami. Sama Tatiana nie dokonuje niczego wielkiego: nie ma do tego okazji, zajęta jest zwykłym życiem, wymyśla sposoby na konflikty wśród młodszego pokolenia, dogaduje się z mężem i poza codziennymi sprawami nie robi nic zaskakującego. Dopiero kiedy spotka dawną miłość, kolegę ze szkolnych lat, zaczyna się angażować w romans. Nie zastanawia się nad tym, co ma do stracenia – to próbuje jej uświadomić sceptyczna przyjaciółka. Tatiana niby wie, że mąż jest jej najlepszym przyjacielem, do niedawna nie miała żadnych wątpliwości w tej kwestii: ale mąż nie wywołuje już tak silnych doznań. Ukradkiem wysyłane smsy, spotkania w mieście – wszystko powinno prowadzić do oczywistego finału. Jeśli Tatiana nie otrząśnie się z niespodziewanego uczucia, będzie jej bardzo trudno naprawić błędy. Wydaje jej się, że nikt niczego nie dostrzega – jednak zachowanie zmienia się na tyle, że sekret wychodzi na jaw. Wtedy trzeba już konkretnych decyzji – co dalej.

W zasadzie tylko wizją romansu, który nie wiadomo, w jaką stronę się potoczy – może przyciągnąć czytelniczki. Gabriela Gargaś ucieka bowiem od standardowej fabuły, nie wymyśla rozwoju akcji. Puszcza tematy na żywioł, sprawdza, co się stanie, jeśli będzie pisać bez konkretnego planu i bez związków przyczynowo-skutkowych. Dodaje po prostu do obrazu żony i matki kolejne wydarzenia – bez większego znaczenia dla egzystencji. Ma to wszystko wyraźny cel: podzielenie się zapiskami. Bohaterka – i w tej kwestii to na pewno alter ego autorki – prowadzi zapiski, które wypełnia refleksjami na tematy ogólnoludzkie i powiązane z kobiecymi wyborami. Czasami charakterystyczny rytm z tych zapisków przenika do samej narracji, autorka bardzo lubi wyliczenia, szatkowanie zdań i dopowiadanie do nich coraz to nowych szczegółów-banałów. Nie pisze odkrywczo, raczej wprowadza porady z kioskowych publikacji: proste i szczere tak samo jak oczywiste. Być może trafi do publiczności masowej, pań, które znajdują się w podobnej co bohaterka sytuacji – u progu pokusy – i potrzebują otrzeźwienia. Wtedy zapiski Tatiany mogą nawet przynieść konkretny efekt. Jednak w samej lekturze rozrywkowej wydają się zbyt długie, zbyt przegadane i niepotrzebnie rozdmuchujące relację. Pojawiają się w tendencyjnych miejscach i łatwo się domyślić, czego będą dotyczyły. Gabriela Gargaś nikogo nie zaskoczy ani nie wyedukuje – to największa słabość jej książki. Z pomysłu można by zrobić jedno krótkie opowiadanie, reszta słów jest tu zbędna. Kto nie przekona się do stylu autorki na początku, ten będzie się męczyć podczas lektury o niczym. Kto potrzebuje wskazówek w momentach, które wydają się przejrzyste i oczywiste – skorzysta na odkryciach Tatiany.

Po więcej powieści z kategorii literatura kobieca warto zajrzeć na stronę księgarni TaniaKsiazka.pl

niedziela, 17 października 2021

Mateo Zielonka: Pastaman. Sztuka robienia makaronu krok po kroku

Buchmann, Warszawa 2021.

Makarony

Jest to książka, która zachwyci nie tylko łasuchów. Mateo Zielonka znany jako Pastaman dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem w zakresie przyrządzania makaronu – oraz niebanalnych przepisów pozwalających wydobyć pełnię smaku z makaronowych dań. „Pastaman. Sztuka robienia makaronu krok po kroku” to książka albumowa, wypełniona atrakcyjnymi artystycznymi zdjęciami i pozwalająca na prześledzenie kolejnych etapów przygotowywania makaronu (nawet jeśli jakieś zajęcie nie wydaje się specjalnie atrakcyjne wizualnie, tutaj funkcjonuje jako ozdobnik). Fotografie zresztą często przykuwają wzrok i budzą ciekawość, jak zrobić konkretny rodzaj makaronu, który będzie też ozdobą na talerzu. Pastaman wie o makaronach wszystko i jeśli ktoś zamierza rzeczywiście dobrze nauczyć się przyrządzać takie dania – powinien książkę „Pastaman” mieć zawsze pod ręką.

Autor podpowiada, jak dobrze ugotować makaron i jak go przygotować, żeby nie być skazanym na dostępne w sklepach produkty. Zdradza rozmaite sztuczki (w jaki sposób nadać makaronowi piękny złoty kolor i jakiej mąki użyć, żeby wszystko się udało), wyznacza nawet odpowiednią długość makaronowych wstążek (przy czym pozostawia oczywiście czytelnikom margines swobody, jednak dzieli się własnymi odkryciami, żeby mniej wprawni w temacie mogli skorzystać). Są tu makarony kolorowe, wykorzystujące naturalne barwniki – szpinak, sok z buraków czy atrament kałamarnicy. Są makarony efektowne: w kropki czy w paski. Są makarony o przeróżnych kształtach: nie tylko wstążki, zresztą – poszczególne rodzaje makaronów stanowią kolejne działy tej publikacji. Autor podpowiada, jak sklejać lub wycinać maleńkie kształty, które na pewno zrobią wrażenie na gościach, a do tego pozwolą w pełni wydobyć smaki sosów.

Nie tylko o makaronach jest ta książka, chociaż Mateo Zielonka faktycznie pokazuje, jak sobie z nimi poradzić – i nawet najmniej wprawni w sztuce gotowania będą mogli skorzystać ze wskazówek. Pojawiają się tu liczne przepisy, które pozwalają docenić bogactwo makaronowych smaków: autor gromadzi mnóstwo interesujących potraw i sosów, tak, żeby jeszcze bardziej zachęcić czytelników do poszukiwania ulubionego makaronu. Proponuje kulinarną tematyzowaną książkę (w której tylko parę razy makarony zamienią się niemal w pierożki) pozwalającą pokochać wszelkiego rodzaju pasty. W przepisach zwraca uwagę na dokładność opisów, dba o to, żeby nie pozostawiać wątpliwości co do kolejnych etapów działań: wie, że w szczegółach kryje się recepta na sukces. Po takiej lekturze odbiorcy nabiorą chęci, żeby próbować swoich sił w samodzielnym przyrządzaniu makaronu, nawet jeśli wcześniej wydawało im się to zadaniem wykraczającym poza możliwości. Mateo Zielonka nie chce proponować bezdusznego zestawu przepisów: każdy opatruje drobnym komentarzem, dodatkowo jeszcze we wstępach do kolejnych części dzieli się informacjami na temat konkretnych rodzajów makaronu. Przypomina, co decyduje o smaku i o wyglądzie, jaki rodzaj makaronu nadaje się do jakich sosów lub dodatków. Jeśli zatem testować nowe smaki i odkrywać uroki gotowania makaronu - to z najlepszym możliwym przewodnikiem.

Tomasz Samojlik: Taniec żurawi

Media Rodzina, Poznań 2021.

Przed jesienią

Ostatnimi tomikami w serii Żubr Pompik. Wyprawy Tomasz Samojlik może rzeczywiście zaskoczyć małych czytelników. Autor prowadzi bohaterów tym razem do Poleskiego Parku Narodowego. Tutaj żubry przekonują się, że żurawie potrafią tańczyć piękny taniec, a pani żółwiowa tylko z pozoru nie dba o swoje dzieci. Najpierw Pompik, Polinka i ich rodzice chcą nauczyć się tańczyć tak, jak żurawie. Nie jest to prosta sztuka, bohaterowie przecież pozbawieni są umiejętności potrzebnych do naśladowania kolejnych kroków – każdemu brakuje czegoś innego. I kiedy już wydaje się, że mama znajdzie się najbliżej ideału, ktoś ją deklasuje. I to prawdziwe zaskoczenie także dla odbiorców. Żurawie tańczą swój taniec, żubry mogą tylko liczyć na to, że uda im się podobna sztuka. Fascynujące są również małe żółwiki, biegnące do wody tuż po wykluciu się z jaj – trzeba postępować bardzo ostrożnie, żeby żadnego nie nadepnąć. Tomasz Samojlik umiejętnie łączy dwie różne sceny przyrodnicze, tak, żeby zapewnić czytelnikom mnóstwo wrażeń i zaspokoić ciekawość. „Taniec żurawi” to przedostatnia historyjka w cyklu. Widać tu już pierwsze sygnały odchodzenia od schematów: Tomasz Samojlik decyduje się na nieco bardziej odważne przejścia tematyczne, zamiast zdobywać teoretyczną wiedzę od bezpośrednio zainteresowanych, bohaterowie – czyli ciekawskie żubry – mogą sami uczestniczyć w kolejnych działaniach i przekonywać się na własnej skórze, czym charakteryzują się różne gatunki zwierząt. Bajkowa forma pozwala na lekkie modyfikowanie wydarzeń: autor uczy dzieci miłości do przyrody przez rozrywkę, stawia na ciekawe interakcje, które w realnym świecie nie mogłyby zaistnieć, jednak nie rezygnuje przy tym z edukowania najmłodszych. Wie, że informacje przedstawione w ten sposób – zabawnie i barwnie – zapadną dzieciom w pamięć. Przy okazji liczy się tutaj również możliwość pokazania odbiorcom, dlaczego należy troszczyć się o przyrodę.

„Taniec żurawi” to tomik, w którym ważną rolę odgrywa cała rodzina żubrów. Nie ma tu już hierarchii, każdy ma coś do zrobienia lub do odkrycia, każdy też na moment staje się bohaterem w lokalnej społeczności. To sposób na zaistnienie i zapisanie się w pamięci małych czytelników. Każdy z żubrów obdarzony jest innym charakterem, każdy też może dokonywać innych rzeczy, przez co doskonale się uzupełniają i sprawdzają się w fabule. Tomasz Samojlik przemyca tu informacje na temat Poleskiego Parku Narodowego, wiedzę czytelników – standardowo – po lekturze sprawdzają pytania na trzeciej stronie okładki (to również okazja do przypomnienia sobie najważniejszych wiadomości z książeczki). Do samej historyjki dochodzi jeszcze „wkładka” - środkowa rozkładówka z mapką do zaznaczania posiadanych tomików i z zestawem bardziej encyklopedycznych danych. Autor wie doskonale, czego oczekują od niego najmłodsi, proponuje serię bardzo udaną – i aż szkoda, że zbliża się ona do końca.

Jolanta Symonowicz, Lila Symonowicz: Hania Baletnica

Bis, Warszawa 2021.

Taniec

Hania Kwiatek to jedna z bohaterek zachowujących się jak typowe kilkulatki. Łatwo ulega modom, ma słomiany zapał i nie może dookreślić własnych pasji. „Hania Baletnica” Jolanty Symonowicz i Lili Symonowicz to książka poświęcona tego typu charakterom: pokazująca, że uleganie modom nie zawsze ma sens i nie u wszystkich się sprawdzi. Hania wybiera się na lekcje baletu. Marzyła o tańcu, jest podekscytowana, cieszy się, że będzie mogła tańczyć w pięknych kostiumach na scenie, a przy okazji da upust swojej energii. Szkoła baletowa to obietnica wielkiej kariery zwłaszcza dzisiaj dla małych dziewczynek. Pojawia się też w licznych publikacjach i produkcjach w stylu pop: nic dziwnego, że marzące o sławie kilkulatki zadręczają rodziców, by znaleźć się na lekcjach baletu. Hania też trafia do szkoły. Tyle że rzeczywistość bardzo szybko weryfikuje jej wyobrażenia o tańcu: trzeba ciężko pracować, nie wszystkie ćwiczenia i zajęcia są ciekawe i nie wszystkie układają się po myśli dziewczynki, nawet nie da się polubić każdej koleżanki ze szkoły. Hania błyskawicznie rozczarowuje się nowym miejscem i chce zrezygnować. Znów: jak wiele bohaterek, które nagle zderzyły się z koniecznością ciężkiej pracy, treningów i wyrzeczeń. Niby nic, a jednak wydaje się to bardzo typowe dla dzieci. Hania Kwiatek chce opuścić szkołę baletową jak najszybciej, narzeka na to, że nie rozumie jej mama, która nie zgodziła się na taki krok – wymusza na córce pozostanie przynajmniej przez jeden semestr na zajęciach. Hania musi zatem wziąć się do pracy. Poznaje różne koleżanki, uczy się układów tanecznych i przekonuje, że balet może dawać również satysfakcję. Oczywiście dziewczynka przygotowuje się do poważnych występów na zakończenie roku, ćwiczy choreograficzne popisy i musi bezustannie wybierać między baletem a innymi rozrywkami. Czasem nawet myśli, że znacznie lepiej byłoby trenować hip-hop i planuje przeniesienie się do odpowiedniej szkoły po upływie czasu wyznaczonego przez mamę. Miłość do baletu rodzi się w bólach i nie jest wcale dana natychmiast każdej chętnej. Jolanta Symonowicz i Lila Symonowicz prezentują bardzo przekonująco obraz typowej dziewczynki, która nie ma jeszcze sprecyzowanych upodobań i wcale nie musi wiedzieć, czego chce w życiu. Hania Kwiatek to bohaterka, która przedstawia daleką od baśniowej wizję tańca: przypomina o tym, czego nie chcą pokazywać cukrowane fabuły. W „Hani Baletnicy” trzeba się mierzyć ze zmęczeniem i zniechęceniem, z nudą i z monotonią ćwiczeń. Trzeba umieć podejmować właściwe decyzje, niekoniecznie zgodne z chwilowymi zachciankami – myśleć o przyszłości i dużo trenować. Ciężka praca nie ma wiele wspólnego z romantyczną wizją baletu. Jeśli zatem dzieci zapalają się do pomysłu pozalekcyjnych ćwiczeń, rodzice mogą podsunąć im najpierw tę lekturę jako rodzaj przestrogi czy przynajmniej przygotowania na rozmaite trudy. Książka napisana jest w formie dziennika małej dziewczynki, dzięki czemu łatwiej będzie odbiorcom zaangażować się w losy Hani i przekonać do jej racji.

sobota, 16 października 2021

Katherine Applegate: Preskot

Dwie Siostry, Warszawa 2021.

Przyjaciel

Jackson nie jest już dzieckiem, idzie do piątej klasy. W jego wieku nie powinno się już miewać wymyślonych przyjaciół, tak przynajmniej chłopiec sądzi. Nic dziwnego, że czuje się bardzo dorosły: jego doświadczenia wskazują na to, że zniósł znacznie więcej niż jego rówieśnicy. Jackson nie przywykł do narzekania na swój los. Wie, że musi być dojrzały i nie sprawiać kłopotów rodzicom. Wie też, że musi zapewnić wsparcie pięcioletniej siostrze, Robin. Robin rozumie niewiele, a Jackson chce, żeby miała beztroskie dzieciństwo - przynajmniej w miarę możliwości. To rodzeństwo - w świecie z perspektywy chłopca - pojawia się w tomie "Preskot" Katherine Applegate.

To książka nietypowa. Rzadko w literaturze czwartej pojawia się aż tak mocno wyeksponowany motyw biedy i bezradności dorosłych. Rodzice Jacksona i Robin są muzykami i nie potrafią znaleźć sobie stałego zajęcia, które zapewniłoby im stabilizację finansową. Wybierają wolność za wszelką cenę. Owszem, wiedzą, co robić, żeby nie rozbić rodziny - jednak ich rozwiązania stają się zadziwiająco tymczasowe. Nawet jeśli dla Robin będą przygodą, to dla Jacksona - wielką męczarnią. Finansowe problemy dorosłych przechodzą na dzieci: Jackson rozumie, że w domu się nie przelewa, ale przekłada się to na ciągły głód najmłodszych. Bohaterowie wciąż mają apetyty i muszą imać się dziwnych sposobów, by zapomnieć o ssaniu w żołądku. Wskazówki, które wprowadza Jackson - na przykład jak traktować gumę do żucia, żeby wystarczyła na dłużej - nie przydadzą się większości czytelników, jednak uświadomią im rozmiar problemu.

Na młodego bohatera spada wiele trosk, które jego rodzice odrzucają. Jackson nie chce mieszkać w samochodzie, wolałby bardziej normalne dzieciństwo - i chociaż kocha swoich rodziców, musi uciec się do bardzo radykalnego kroku, żeby im to uświadomić. Katherine Applegate przygląda się dzieciom, które rozumieją znacznie więcej niż sądzą ich rodzice. Proponuje książkę miejscami wstrząsającą - łagodzi w niej trochę wymowę przez obecność Preskota - niezwykłego wymyślonego kota, który pomaga oswoić się z troskami i kłopotami. Preskot jest zblazowanym zwierzęciem, chodzi własnymi ścieżkami, ale uważa, że powinien pozostać przy Jacksonie, bez względu na to, co na ten temat sądzi chłopiec. Pilnuje go i czasami pozwala rzucić nowe światło na codzienność. "Preskot" to powieść, w której gorycz przebija przygodę - a jednak udało się autorce opisać rzeczywistość bohatera w sposób niezwykły i prawie magiczny. Odstąpienie od standardowych metod prowadzenia narracji w literaturze czwartej sprawia, że łatwiej będzie zwrócić uwagę na ten tom. Katherine Applegate pisze poważnie i rzeczowo, chociaż nie ucieka i od świata wyobraźni za sprawą samego Preskota. Zapewnia dzieciom sporo refleksji - czasami niewesołych - przypomina, że nie każdy może spełniać wszystkie swoje zachcianki. To ważna lektura dla dzieci.

Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak: Rok w lesie. Borsuk

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Zadania z lasu

Maleńka kartonowa książeczka przeznaczona jest dla kilkulatków i ma wciągnąć ich w edukacyjną interaktywną grę. Wabikiem będą tu zwłaszcza ilustracje Emilii Dziubak, która potrafi zachęcić dzieci do oglądania tomików za sprawą bajkowych i charakterystycznych wizerunków leśnych zwierząt. "Rok w lesie" to publikacja, która doczekała się całej serii gadżetowych dodatków, a ta podseria jest jednym z nich - ważnym z perspektywy maluchów i ich rodziców. Katarzyna Piętka tworzy tu niewielki tekst, drobny komentarz wypełniony poleceniami dla odbiorców - a Emilia Dziubak bajeczne ilustracje, które na długo zapadną w pamięć. I tak "Rok w lesie. Borsuk" to prawdziwe ćwiczenie z uważności dla najmłodszych.

Zaczyna się od śpiącego zwierzęcia. Borsuk odpoczywa w dzień i nie powinno się go budzić - dzieci mają za zadanie zachowywać się bardzo cicho. Dopiero kiedy autorka na to pozwoli, mogą delikatnie spróbować obudzić zwierzę. Obudzony o właściwej porze borsuk to znakomity przewodnik po nocnym lesie. Czyści się (dzieci pomogą pozdejmować robaczki z futra), chrząka (tu mali odbiorcy mogą go naśladować) i sprząta liście w jamie. W podążaniu za bohaterem można czasami coś zawołać, innym razem potrząsnąć książką, jeszcze kiedy indziej - pozbierać śmieci albo zastanowić się nad własnym apetytem. Trzeba kierować się za bohaterem tej książeczki - i obserwować jego zachowania. Dzięki temu dzieci dowiedzą się, jak borsuk spędza zwykłą noc, czym się zajmuje i czego potrzebuje, żeby się najeść. Drobne informacje Katarzyna Piętka wplata do wyjaśnień na każdej rozkładówce: wie, co zrobić, żeby zapadły dzieciom w pamięć. Po lekturze maluchy będą sporo wiedziały na temat zwyczajów borsuków, oswoją się też z wyglądem zwierzęcia i bez trudu będą je rozpoznawać.

Każda rozkładówka to nie tylko niewielki tekst, ale przede wszystkim - piękne ilustracje. Emilia Dziubak przyciąga uwagę nie tylko dzieci, zachęca do poznawania świata bohatera przez obserwowanie go. Proponuje obrazki, które zafascynują kilkulatki: daje bowiem szansę na zajrzenie do domu borsuka, zapewnia sporo emocji dzięki śledzeniu min bohatera i jego zajęć. Borsuk budzi sympatię, wydaje się całkiem zabawny, a do tego czasami jego wyraz pyszczka zdradza emocje zupełnie ludzkie - i można bez problemu odczytywać intencje zwierzęcia. Emilia Dziubak zaprasza do bajkowego świata, maskując tym samym część edukacyjną: wiadomo, że książeczka będzie rozwijać dzieci, przynosić im nowe wiadomości - ale to wszystko pod płaszczykiem dobrej zabawy. Interaktywność sprawia, że lektura nie będzie się dzieciom nudzić: to nie jest klasyczna książeczka, której się słucha i którą się wyłącznie ogląda. W nawiązaniu do "psich" i "kocich" publikacji, które kiedyś się pojawiły na rynku, autorka wprowadza tutaj zadania do wykonania dla dzieci. To uczy skupienia i realizowania poleceń. I także z tego względu tomik przyda się w wielu domach.

piątek, 15 października 2021

Marcin Pałasz: Wakacje w wielkim mieście

Bis, Warszawa 2021. (wznowienie)

Bez mamy

Wiadomo, że powieść Marcina Pałasza będzie pełna humoru i przekonująca do czytania nawet największych sceptyków. Po prostu warto: nie ulega to wątpliwości. A "Wakacje w wielkim mieście" to książka, która wraca na rynek, dzięki czemu kolejni młodzi czytelnicy będą mogli poznać przygody sympatycznego Bąbla. Bąbel to zwyczajny dzieciak, który nie wsławia się niczym specjalnym. Zaczynają się jednak wakacje i już pierwszy dzień zwiastuje potężne zmiany. Hałasy za oknem bardzo stresują i tak już przemęczoną mamę - w efekcie rodzicielka postanawia udać się na urlop. Bąbel i tata zostają w domu sami: kto by pomyślał, że największym wyzwaniem stanie się dla nich przygotowanie zwykłego rosołu? Ale Marcin Pałasz nie opowiada przecież statycznej historii z pobytu w domu. Bąbel poznaje nową sąsiadkę, Kaję oraz jej świnkę morską Zuzię, przeżywa wielkie zauroczenie, do którego sam przed sobą się nie przyznaje. Bąbel razem z rezolutną Kają poradzi sobie i z miejscowym chuliganem, i z kłopotami sąsiadki. Rozwiąże problemy z najbliższego otoczenia, a wszystko po to, by nie siedzieć bezczynnie, kiedy da się coś naprawić. Żadne streszczenie fabuły nie odda jednak klimatu tej książki.

"Wakacje w wielkim mieście" to ogromny popis humorystyczny. Nie ma tu dialogów pozbawionych puent: każda scenka wyzwala salwy śmiechu. Marcin Pałasz popisuje się umiejętnością budowania celnych ripost w rozmowach, ale też - komicznych charakterystyk. Pozwala czytelnikom na odkrywanie pokładów ironii, zapewnia czystą rozrywkę przy okazji prezentowania codzienności bohaterów. Sprawia, że przy książce doskonale będą się bawić zarówno odbiorcy z grupy docelowej, jak i starsi - a to za sprawą uruchamianego poczucia humoru. "Wakacje w wielkim mieście" to pokazanie, jak rozbawiać do łez bez specjalnych udziwnień fabularnych. Bąbel to bohater, który daje się lubić, sporo przeżywa - a jego uczucia będą dla nastoletnich czytelników w pełni zrozumiałe. Marcin Pałasz potrafi i zaprezentować nienachalne przejawy fascynacji nową koleżanką, i atmosferę wzajemnego zrozumienia w domu. Tworzy przestrzeń, w której każdy poczuje się bardzo dobrze i swojsko - nie poucza (jeśli już, to raczej przemyca dyskretne porady dla odbiorców, wskazuje im, co można zrobić, a jakie zachowania nie należą do szczególnie pożądanych), stawia na normalność i na dowcip. Każdy wątek prowadzi tu do śmiechu, każdy dialog wypełniony jest błyskotliwymi pomysłami: w efekcie nawet momenty, które mają wyłącznie przynosić rozbawienie czytelników, nie mogą nudzić. "Wakacje w wielkim mieście" to jedna z tych lekkich książek, które czytają się same i do których chce się często wracać, żeby poprawić sobie humor. Doświadczenia Bąbla trochę nawiązują do klasycznych powieści dla młodzieży, jednak znacznie bardziej podkreślany jest w nich komizm. Marcin Pałasz to mistrz narracji niepoważnej - czym zjednuje sobie młodzież. Na pewno przekona do czytania nawet tych nieprzekonanych: warto mu zaufać i sięgnąć po wakacyjną historię.

czwartek, 14 października 2021

Sebastian Kulis: Ogród na cztery pory roku

Buchmann, Warszawa 2021.

Na zielono

Sebastian Kulis należy do tych autorów, którzy podchodzą z prawdziwą pasją do wszystkiego, czym się zajmują. Zasłynął jako twórca Roślinnych porad, teraz może zaistnieć także na tradycyjnym książkowym rynku dzięki publikacji „Ogród na cztery pory roku”. Piękny albumowy tom w twardych okładkach to poradnik, który będzie jednocześnie ozdobą każdej biblioteczki – i kompendium wiedzy dla wszystkich ogrodników-amatorów oraz ludzi pragnących upiększyć najbliższe otoczenie roślinami. Sebastian Kulis kocha rośliny i rozumie je, tego podejścia chce nauczyć czytelników. Nieprzypadkowo podpowiada, jak podchodzić do kolejnych zadań przy pomocy intuicji czy... prostych do wykonania testów. Unika kategoryzowania, przekonuje odbiorców, że należy być przygotowanym jedynie na zmiany i nieprzewidywalność. Wie, że klimat zapewnić może pogodowe ekstrema, które zniszczą uprawy, wie też, że nie da się wytyczyć rytmu prac na kolejne miesiące – chociaż to właśnie próbuje w swojej książce zrobić. Ale po jego podpowiedziach znacznie łatwiej będzie odbiorcom podejść do ogrodnictwa w amatorskiej wersji. Przede wszystkim Sebastian Kulis sugeruje, jak i dlaczego wybierać odpowiednie rośliny do warunków panujących w ogrodzie czy na balkonie – zwraca uwagę na kwestię nasłonecznienia i na upodobania wybranych gatunków roślin, tłumaczy cierpliwie, dlaczego nie uda się zrealizować marzeń o modnych roślinach bez zapewnienia im odpowiednich warunków. Jednak nie odstrasza przy tym, raczej zachęca do eksperymentowania, przyznając się również do popełnianych błędów i do porażek. Dzieli książkę na kolejne miesiące – przy czym z osobistej niechęci do zimy sprowadza ją do zaledwie sześćdziesięciu dni, tak, żeby dłużej móc cieszyć się przygotowaniami ogrodu. W każdym miesiącu znajdzie się coś ważnego do zrobienia, niezależnie od rodzaju wybranych roślin (i ich przeznaczenia). Autor przy niemal każdej wskazówce podaje też zestawy gatunków, które się sprawdzą, wylicza rośliny, po które warto sięgnąć, dzięki czemu poszerza wiedzę publiczności masowej, sprawiając, że nie tylko monstery zagoszczą w wyobraźni odbiorców. Korzysta z własnych doświadczeń, żeby doradzić, jak zadbać o ogród, tłumaczy, dlaczego zrezygnować z idealnie skoszonego trawnika i co zrobić, żeby nie zachwiać ekosystemu w najbliższym otoczeniu (to szczególnie ważne w walce ze szkodnikami). Dzieli autor wiedzę na maleńkie porcje, przypomina o podstawach ekologii, ale nade wszystko przekazuje wielką miłość do ziemi i do roślin. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że wystarczy niewiele, żeby odbiorcy połknęli bakcyla i zaangażowali się w tworzenie własnych oaz zieleni, choćby w wersji mini. Do tego dąży – i zachęca do eksperymentowania (oczywiście pod kontrolą, zapewniając odpowiednie narzędzia). Jeśli ktoś zastanawiać się będzie, po co cały wysiłek, Sebastian Kulis uzupełnia książkę jeszcze drobnymi przepisami na wegańskie potrawy. Podaje receptury, które mogą zachęcić czytelników do spróbowania swoich sił w ogrodnictwie. „Ogród na cztery pory roku” to publikacja, która wpisuje się w ideę slow-life i pozwala rozwijać swoje pasje. Napisana prostym językiem, pełna ciekawostek i podpowiedzi, które można natychmiast wcielić w życie.

środa, 13 października 2021

Anna Konieczyńska: Polacy pod tęczową flagą

Znak, Kraków 2021.

Walka

Najlepiej by było, gdyby takie książki nie były na rynku potrzebne. Gdyby ludzie mogli w życiu kierować się tylko jedną zasadą: żeby nie krzywdzić innych. Tymczasem w tomie „Polacy pod tęczową flagą” Anna Konieczyńska próbuje przypominać o prawach mniejszości. Wprowadza kilka historii reprezentatywnych, przedstawiających najczęstsze problemy ludzi, którzy mają odwagę być sobą – w obecnej Polsce. Są tu związki jednopłciowe (opowieść dwóch kobiet oraz dwóch mężczyzn, którzy tworzą rodziny i spełniają własne marzenia o normalności), są aktywiści walczący o prawa mniejszości, są artyści, którzy czują się w obowiązku szerzyć wiedzę na temat „odmienności”. Są ludzie niebinarni, najstarsza drag queen, a także matka dziecka, które bardzo wcześnie zrozumiało, że urodziło się nie w tej płci. Tematy najzupełniej naturalne, które jednak konserwatystom nie mieszczą się w światopoglądzie. Anna Konieczyńska zaprasza do rozmowy ludzi, którzy czują się dyskryminowani i takich, którzy walczą o siebie, bo nie mają już nic do stracenia lub – nie chcą dłużej ukrywać swoich tożsamości i potrzeb.

Za każdym razem – w tematycznych rozdziałach – autorka znajduje przestrzeń na przedstawienie swoich rozmówców i zaakcentowanie tych elementów ich życiorysów, które są znaczące i pokazują istotę problemu. Nie może przedstawiać całego zestawu działań czy poglądów, zależy jej na prezentowaniu dążenia do zwyczajności – i przeszkód na takiej drodze. Wszystko po to, żeby uświadomić czytelnikom, że mają do czynienia z najzupełniej zwykłymi ludźmi, którzy – nawet jeśli wybierają ekscentryczne postawy – w rzeczywistości nie różnią się zbyt wiele od ogółu i na pewno nie powinni być piętnowani przez życie w zgodzie ze sobą. Są tu przedstawiciele różnych pokoleń, od najmłodszych – kilkuletnich dzieci – po najstarszych (osiemdziesiąt trzy lata). Tożsamość płciowa czy potrzeby seksualne nie są tu chwilowym kaprysem czy chorobą do wyleczenia – coś, co jasne jest dla bohaterów i dla czytelników, którzy świadomie wybiorą tę publikację, powinno stać się oczywiste dla szerokiego grona odbiorców, tak, żeby coraz mniej sensacji wzbudzał motyw płciowości innych. Konieczyńska nie szuka sensacji, nie chodzi jej o podkreślanie inności, raczej o wskazywanie zwyczajności, tak, żeby przesłanie dotarło do całej publiczności literackiej.

Jest w „Polakach pod tęczową flagą” nastawienie na przekaz przy jednoczesnym upraszczaniu samych treści. Kiedy trzeba, autorka przytacza dane i fakty, odwołuje się do rzeczywistości znanej bohaterom albo do spraw, które zmieniły ich postępowanie. Przybliża kwestie społeczne, ale nie wyczerpuje tematu – można się czasem zastanawiać, czy nie przydałoby się uzupełnienie tomu o przypisy. Oczywiście można było bardziej rozbudować reportaże, zająć się zagęszczaniem treści – jednak wtedy książka nie byłaby raczej strawna dla szerokiego grona odbiorców, a do nich powinna trafić w pierwszej kolejności. „Polacy pod tęczową flagą” to nie jest tom, który imponowałby komukolwiek pod względem literackim, jednak nie o warstwę tekstową w nim chodzi, a o treść.

wtorek, 12 października 2021

David Farrier: Za milion lat od dzisiaj. O śladach, jakie zostawimy

bo.wiem, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2021.

Przemijanie

David Farrier wykłada literaturę angielską i w „Za milion lat od dzisiaj. O śladach, jakie zostawimy” widać właśnie zafascynowanie słowem jako takim, a nie popularyzowaniem nauki. Autor tropi wprawdzie ślady przeszłości i na ich podstawie próbuje powiedzieć co nieco o przyszłości, jednak znacznie bardziej rozkoszuje się tym, jak przedstawiać zagrożenia i przemiany, a nie na tym, by wybrać najciekawsze futurystyczne wizje. W tomie „Za milion lat od dzisiaj” nie będzie raczej wieszczenia – chyba że to najbardziej bezpieczne, częściej pojawiać się będzie za to przypominanie o destrukcyjnej roli człowieka. Bo ludzkość wpływa na zaśmiecanie środowiska plastikiem – w związku z tym Farrier prześledzi losy plastikowej butelki, która wpadnie do oceanu i będzie dryfować w wodzie. Ludzkość sprawia, że znikają rafy koralowe (a pomysł wydrukowania w trójwymiarze ich atrap wydaje się jeszcze bardziej przerażający niż pustka w podwodnym świecie. Ludzie nie radzą sobie ani z wysypiskami śmieci, ani z neutralizowaniem czy pozbywaniem się odpadów toksycznych – i one w dalekiej przyszłości będą strasznym śladem dzisiejszych poszukiwań. Działania człowieka odzwierciedlą się w warstwach ziemi i w lodzie, jeśli będzie w przyszłości istniał ktoś, kto odczyta ślady, dowie się czegoś na temat dzisiejszych wyborów. Nie jest to nawoływanie do ekologicznego sposobu życia – zmiany zachodzą i są nieuchronne, a do tego nie będą świadczyć o nas najlepiej. David Farrier to wie, dlatego nie zamierza ponuro wieszczyć. Zestawia natomiast z wizjami przyszłych katastrof to, co badacze mogą powiedzieć o przeszłości. Odszukuje zjawiska i odkrycia, które wydają się wręcz nierzeczywiste: na przykład zachowane odciski stóp z czasów prehistorycznych. Pyta autor o echa prac człowieka: sprawdza, jak w przyszłości będą się odznaczać autostrady, drogi i miasta, zagląda w różne części świata, żeby przekonać się, że to, co po nas zostanie, nie napawa optymizmem.

„Za milion lat od dzisiaj” to książka złożona ze zróżnicowanych tematycznie esejów. Każda opowieść jest tu samodzielną całością, intrygującą z kulturoznawczego punktu widzenia i uniemożliwiającą odbiorcom dumę z osiągnięć ludzkości jako takiej. Autor nie dąży do pouczania czy przekonywania, jak się zachować w obliczu przerażających zmian – wie, że działania, nawet te podjęte na globalną skalę, nie pozwolą na zatrzymanie tego, co najbardziej zaszkodzi planecie i przyszłym pokoleniom. Nie ulega jednak wątpliwości, że David Farrier najbardziej ceni sobie opowiadanie historii. Układa wielkie narracje, rozbudowuje opisy, żeby przyciągnąć czytelników i zafascynować ich możliwościami opowieści. Traktuje popularyzatorskie zagadnienia jako okazję do popisów warsztatowych, albo jak trening w pisaniu. Proponuje na wskroś literacką podróż przez meandry czasu i ekologii, unika podawania danych statystycznych, a jeśli już musi po takie sięgnąć – obudowuje je rozłożystymi komentarzami. Trzeba się więc nastawić na to, że dla autora najbardziej istotny staje się efekt, wrażenie wywierane na czytelnikach.

poniedziałek, 11 października 2021

Rosalie Gilbert: Tajemne życie seksualne kobiet w średniowieczu

Rebis, Poznań 2021.

Kobiety z przeszłości

Rosalie Gilbert postanowiła obalić mity związane z tematami seksu w średniowieczu. Świadoma, że ludzie posługują się stereotypami rozpowszechnionymi w czasach wiktoriańskich, zamierza zmienić sposób myślenia i przekonać czytelników, że średniowiecze pod względem świadomości płci pięknej i możliwości decydowania o sobie nie było wcale tak zacofane, jak mogłoby się wydawać. W książce „Tajemne życie seksualne kobiet w średniowieczu” analizuje kolejne tematy powiązane z życiem erotycznym pań. Dzieli książkę na zagadnienia, które następnie dokładnie omawia, czasami wcielając się wręcz w satyryka i nakreślając prawdopodobne rozmowy małżonków lub kochanków – oczywiście, stosując przy nich dzisiejsze kryteria, więc nie w celach edukacyjnych, a czysto rozrywkowych. To rozwiązanie się sprawdza, w końcu nie chodzi tutaj o poważne i ponure dzieło, a o zabawę frywolnymi motywami. Rosalie Gilbert zastanawia się nad tym, jak w średniowieczu wyglądała antykoncepcja, jak kobiety sprawdzały, czy zaszły w ciążę (albo co robiły, kiedy nie mogły mieć dzieci. Zagląda do wspomnień spowiedników i szuka listy afrodyzjaków, przygląda się małżeństwom (także tym aranżowanym, wśród dzieci) i prostytucji. Zastanawia się nad możliwością posiadania kochanków i nad tym, co robiły kobiety, które nie miały ochoty na seks. Tom uzupełnia jeszcze tematem chorób wenerycznych czy związków kobiet z kobietami, a ponieważ dzisiejsze kryteria są tu podstawą oceny – podaje też przepis na życie dla osób interpłciowych w średniowieczu. Najpierw autorka nakreśla temat. Stara się wyłuskać z dokumentów jak najwięcej ciekawostek czy odpowiedzi na nurtujące ją pytania, by następnie przeobrazić to w krótkie, skondensowane wyjaśnienia. Kiedy już poda ogólne zasady panujące w wiekach średnich, może przybliżyć sylwetki kobiet, które zapisały się w historii – Rosalie Gilbert usiłuje wówczas przeanalizować pojedyncze przypadki i wyciągnąć z nich wnioski na temat losów kobiet. Sięga po ciekawostki: rozmaite przepisy i eliksiry (przestrzega na początku, by się do nich nie stosować), ale też różnego rodzaju probierze, metody uzyskiwania odpowiedzi na pytania, które dzisiaj otrzymuje się znacznie łatwiej. Zajmuje się Rosalie Gilbert przekazywaniem kalendarza dni, w które można uprawiać seks i dni, w których – według Kościoła – należy zachować abstynencję seksualną, pyta, co było wolno kobietom, a czego absolutnie nie powinny robić (i jakie wyjątki od tych reguł powszechnie stosowano). Najlepszy jest jednak styl książki: autorka pisze ją z przymrużeniem oka. Bawi się tematami, dodaje ironiczne komentarze do odkryć, zwłaszcza wtedy, kiedy coś jest absurdalne samo w sobie: autorka podbija jeszcze wtedy puentę, zapewnia czytelnikom więcej śmiechu. Wprowadza wymyślane dialogi na bazie odkryć, ożywiając dzięki temu średniowieczne zwyczaje. Niemal koresponduje z autorami zachowanych dzieł i porad, najczęściej drwiąc z nich okrutnie – ale „Tajemne życie seksualne kobiet w średniowieczu” to książka, w której nie liczy się edukowanie odbiorców, a dostarczanie im rozrywki. Popis satyryczny, jaki funduje Rosalie Gilbert, może się spodobać. Ta publikacja nie tylko wzbudza zainteresowanie obyczajowością w przeszłości, ale pozwala również rozwiać fałszywe przekonania.

niedziela, 10 października 2021

Sara Ohlsson, Lisen Adbäge: Bułeczka rządzi

Dwie Siostry, Warszawa 2021.

Zabawy w domu

Bułeczka jest postacią nietypową, a jej rodzina to mama i babcia – dwie równie szalone jak Bułeczka bohaterki. „Bułeczka rządzi” to pierwszy tom cyklu o dziecku, które próbuje się odnaleźć we własnym świecie. Dziewczynka uwielbia zabawę w zawody: nietypowe konkurencje proponują na przemian uczestniczki, a babcia, która jest sędzią, za każdym razem nieco oszukuje, żeby to Bułeczka mogła wygrać w kolejnych starciach. W zawodach pojawia się jedna ważna zasada: nie wolno się obrażać na zwycięzcę. Bułeczka wie, jakie to trudne.

Sara Ohlsson i Lisen Adbäge proponują młodym czytelnikom dowcipną skrótową historyjkę, w której zdarzyć się może wszystko, chociaż ucieczki poza świat realny nie ma. Bułeczka opowiada o dniu spędzonym z bliskimi, cieszy się towarzystwem mamy i babci, pokazuje, co sprawia jej przyjemność i co ją uszczęśliwia. To drobne czynności, zachowania i zajęcia, które zapewne nie przyszłyby do głowy zwyczajnym dorosłym – ale u Bułeczki wszyscy dopasowują się do najmłodszej i nie gniewają się nawet wtedy, gdy coś zmaluje (czasami dosłownie). Bułeczka wydaje się bardzo rozpieszczonym dzieckiem, ale na wiele pytań autorki nie podają odpowiedzi: liczy się tu i teraz, możliwość przejścia niezwykłych zawodów. Dla czytelników rezygnacja z moralizowania i pouczeń ma dodatkową wartość: nie tylko zamienia książkę w czystą rozrywkę, ale pokazuje też, że każda rodzina jest cenna i nie trzeba wcale klasycznego modelu mama, tata i dziecko, żeby owo dziecko było szczęśliwe i kochane. W tej rodzinie zresztą każdy ma jakiś problem. Bułeczka na razie nie wpada w żadne kompleksy, dostrzega jednak to, co nietypowe we własnym otoczeniu. Wie, że babcia ma problemy z zapamiętywaniem i ukrywa ten fakt przed innymi. Oznacza to, że nie będzie zachowywać się jak typowa dorosła, raczej postawi na przygodę i na sekrety przed mamą: to Bułeczce bardzo odpowiada, bo przynosi pomysł na kolejne zabawy. Mama bywa przesadnie poważna, ale taka jej rola: nie unika jednak zabaw ze swoją pociechą, dzięki czemu Bułeczka czuje się akceptowana.

Mała narratorka prowadzi opowieść szybko i z nastawieniem na ciekawe przygody w najbliższym otoczeniu. Jeśli coś wykracza poza jej możliwości rozumowania, błyskawicznie przechodzi do własnych interpretacji, czym może rozbawiać czytelników. Jest to książka oddalająca się od schematów fabularnych: Bułeczka nie przypomina znanych bohaterek z literatury czwartej, chociaż sama w sobie oczywiście skojarzeń międzylekturowych budzi sporo. Co ciekawe, bohaterka przedstawiana na ilustracjach daleka jest od ideału: to bardzo brzydkie dziecko, które jednak nic sobie nie robi ze swojego wyglądu. Mali czytelnicy otrzymują zatem proste przekazy dotyczące samoakceptacji. Jest Bułeczka postacią, która oddala się od disneyowskich wzorców. Swoim charakterkiem i pomysłami będzie budzić podziw małych czytelników.

Świerszczyk/Świerszczyk Reporter

Świerszczyk Reporter nr 3/2021 (wrzesień, październik, listopad)
Świerszczyk nr 9 (2962)

Odkrycia

Dwa tematyczne numery proponują twórcy „Świerszczyka”. W magazynie „Świerszczyk Reporter” znany dzieciom bohater wyrusza w daleką podróż – trafia aż do Australii, żeby tam poznawać lokalną przyrodę i dzielić się z odbiorcami zestawem interesujących odkryć. Przeprowadza krótki wywiad z koalą (warto do niego sięgnąć, bo pojawiają się tu wiadomości nieoczywiste zwłaszcza dla najmłodszych), przegląd torbaczy z Australii i Oceanii, a także gatunków, które nie mogły rozwinąć się nigdzie indziej. Dzięki podpowiedziom dzieci będą mogły narysować wybrane zwierzęta krok po kroku (każdy poradzi sobie z takim wyzwaniem, a efektem będzie nowa atrakcyjna umiejętność). Australijski numer to okazja do zaprezentowania ośrodka dla zwierząt Kangaloola w Australii – mali odbiorcy dowiedzą się, jak dba się o zwierzęta i jak ratuje się tu różne stworzenia – na przykładzie jednego kangurzątka. Oczywiście nie zabraknie też edukacji ekologicznej: zwłaszcza przy okazji rejonów wokół Australii warto wspomnieć o podwodnych zagrożeniach – plastikowe i foliowe opakowania to śmiertelna pułapka dla zwierząt. Trzeba od najmłodszych lat wpajać dzieciom, że muszą uważać na tego rodzaju odpady, by chronić przyrodę. Australijską wyprawę kończy opowieść o Aborygenach, rdzennych mieszkańcach tego kontynentu. Nie koniec ciekawostek: w numerze pojawi się jeszcze kwestia snu, porównanie powierzchni zębów różnych stworzeń czy „polski kangur” - opowiastka o zającu. Całość przeplatana jest labiryntami, krzyżówkami i wszelkiego rodzaju łamigłówkami, które pozwolą utrwalić zdobyte wiadomości oraz zapewnią dzieciom moc rozrywek. Do zeszytu dołączona jest gra planszowa, to „australijskie” memory: należy wyciąć kartoniki z przedstawicielami lokalnej fauny, poznać reguły gry i wciągnąć w nią znajomych lub rodziców. „Świerszczyk Reporter” jak zwykle nie zawodzi – dostarcza dzieciom wielu wrażeń i równie wielu wiadomości. Ponieważ to magazyn bogato ilustrowany, przyciągnie uwagę odbiorców.

Z kolei „Świerszczyk” nr 9 poświęcony jest tematowi internetu i komputerów (albo szerzej – mediów elektronicznych). W opowiadaniach i rymowankach autorzy skupiają się na tym, żeby pokazać dzieciom różnice między kontaktami wirtualnymi a rzeczywistymi, wyczulają na zagrożenia płynące z sieci – podpowiadają, czym są fake newsy, trolling internetowy czy hejt – tak, żeby dzieci mogły oswoić się z takimi terminami i nabrały pewnej dozy nieufności do rewelacji z mediów. Jest tu oczywiście również mnóstwo gier i zabaw, łamigłówek słownych i zadań do wykonywania – tak, żeby mali odbiorcy mogli zająć się ćwiczeniem własnych umiejętności. W części utworów słowa zostały zastąpione obrazkami, co jest sposobem na sprawdzanie zasobu słownictwa, ale też zamienia zwykłą lekturę w zabawę. Klasyczne łamigłówki po stematyzowaniu – czyli powiązaniu z motywem komputerowym – wybrzmiewają momentami dość futurystycznie i na pewno przyciągną dzieci. Jest tu też bardzo ciekawa gra planszowa – coś w sam raz dla tych, którzy próbują jednak życia „w realu” i chcieliby miło spędzić czas z przyjaciółmi.

sobota, 9 października 2021

Jerzy Waldorff: Wielka gra. Rzecz o Konkursach Chopinowskich

Znak, Kraków 2021.

Nie tylko nuty

Konkurs Chopinowski rozpala opinię publiczną i sprawia, że nieco łatwiej jest przekonać szerokie grono odbiorców do muzyki klasycznej. Rywalizacja stała się teraz okazją do przypomnienia tekstów Jerzego Waldorffa – to prawdziwa gratka dla melomanów i dla tych, którzy chcieliby poznać historię kolejnych edycji. Jerzy Waldorff zajął się przybliżaniem czytelnikom kulis konkursu i postawił na edukowanie społeczeństwa, a jego eseje do dzisiaj czyta się z niekłamaną przyjemnością. W związku z tym tom „Wielka gra. Rzecz o Konkursach Chopinowskich” będzie znakomitym uzupełnieniem medialnych relacji, instrukcją obsługi i jednocześnie swoistą reklamą. Waldorff, propagując wiedzę na temat kontekstu konkursów i ich przebiegu, zaznaczył, na co zwracać uwagę w odbiorze. Nie przenosi na literaturę wrażeń związanych z interpretacjami poszczególnych wykonawców, jednak pozwala zagłębić się w tajniki muzycznych pojedynków.

Na początek pojawia się dość obszerny esej o samym Fryderyku Chopinie, żeby czytelnicy bez trudu odnaleźli się w szczegółach biograficznych i relacjach międzyludzkich z codzienności artysty. Sporo miejsca poświęca też na scharakteryzowanie Warszawy jako miejsca dobrego dla rozwoju życia kulturalnego. Później już w tekstach odnoszących się do kolejnych edycji konkursu, zajmuje się przede wszystkim analizowaniem jego idei i przedstawianiem szczegółów z artystycznych wyborów. Znajdują się tu i ciekawostki z zachowań sędziów, zmieniane w różnych latach sygnały dawane kandydatom, i duchy, zakłócające przebieg przesłuchań, osobne wydarzenia towarzyszące imprezie, anegdoty i opowieści poboczne. Waldorff poszukuje też informacji na temat przygotowań kandydatów do kolejnych edycji konkursu: opowiada, jak muzycy próbowali swoich sił po pięcioletniej „przerwie”, którzy i z jakich powodów rezygnowali, a którzy mogli wykorzystać wcześniejsze doświadczenia. Przygląda się narodowości uczestników, opowiada też o sytuacjach, w których nikt nie został nagrodzony. Podkreśla często znaczenie konkursu dla społeczeństwa, w swoich tekstach pokazuje warszawiaków żywo zaangażowanych w temat. Wykorzystuje okazję do podzielenia się z czytelnikami wiedzą dotyczącą architektury, historii miasta, ale też wydarzeń towarzyskich i... komputerów używanych przy sędziowaniu. Jak najwięcej oryginalnych informacji powiązanych z osobistymi refleksjami – Jerzy Waldorff wie, jak skusić czytelników do lektury. Nawet kiedy nie może do zagadnienia podchodzić przesadnie entuzjastycznie, bo na konkursie pojawiają się rozczarowania i błędy (aż po ten największy, czyli brak chęci sfinansowania wejściówki dla autora), dba o to, by przedstawiać odbiorcom jak najpełniejszy obraz konkursu.

Książka została uzupełniona przez Jacka Hawryluka, który przedstawił losy konkursu od 1985 roku – wprawdzie nie tak plastycznie jak Waldorff, ale wystarczająco, żeby czytelnicy przekonali się, z jakimi bolączkami mierzyli się organizatorzy i co mogło zbulwersować opinię publiczną.

„Wielka gra. Rzecz o Konkursach Chopinowskich” dostarcza zatem urozmaiconych wrażeń. To idealny prezent dla wszystkich, którzy śledzą przebieg kolejnych edycji konkursu i przeżywają zmagania najlepszych pianistów. To także publikacja dla ludzi, którzy chcą zrozumieć, co naprawdę podlega ocenie i wywołuje tak silne emocje słuchaczy. Kolejne edycje Konkursu Chopinowskiego zamieniają się w powód do dumy.

Zabawy i zadania z naklejkami - Mustang/Cleo

Harperkids, Warszawa 2021.

Łamigłówki

Ta seria cieszy się dużą popularnością wśród najmłodszych, bo pozwala przedłużyć przyjemność obcowania z ulubionymi bohaterami z kreskówek. Tradycyjne łamigłówki zostały w niej powiązane z produkcjami animowanymi i dodatkowo z naklejkami, które same w sobie ucieszą każdego malucha. Zabawy i zadania z naklejkami to seria, która rozwija się o kolejne książeczki – i nic w tym dziwnego, skoro klasyczny pomysł zestawia się tutaj z przemysłem marketingowym i szansą na zabicie nudy. Dzięki bohaterom znanym dzieciom tomiki mogą konkurować nawet z elektronicznymi rozrywkami – a ponieważ pozwalają także ćwiczyć spostrzegawczość i zdolności manualne, cieszą się uznaniem rodziców. Do cyklu dołączają książeczki Mustang z Dzikiej Doliny oraz Cleo i Cuquin. Poza tradycyjnymi kolorowankami (które można wzbogacić jeszcze o dołączone do tomików naklejki) i – rzadziej – rysowankami, w których należy uruchomić wyobraźnię, by stworzyć coś nowego, pojawiają się w zeszytach wyzwania dla najmłodszych. Niby nie trzeba znać bajkowych bohaterów, żeby poradzić sobie z poleceniami, jednak szybko stanie się jasne, że można ich kojarzyć albo lubić, a wtedy łatwiej przekonać się do rozwiązywania zadań. W tomikach chodzi o rozwijanie umiejętności – także tych, które przydadzą się później w szkole. Twórcy wykorzystują zatem i wykreślanki literowe, i zagadki rodem z krzyżówek, i przestawianie liter, uczą sylab albo podstaw matematyki: tu daje się zauważyć lekkie dostosowanie tematów i zadań do wieku dzieci, chociaż ogólnie seria kierowana jest dla dzieci powyżej trzeciego roku życia (ze względu na naklejki), tomik z Cleo jest przeznaczony raczej dla maluchów, w Mustangu pojawia się więcej szkolnych motywów.

Znalazło się tu miejsce na liczne zadania rozwijające inteligencję i praktyczne umiejętności dzieci: porównywanie obrazków, wyszukiwanie szczegółów, labirynty, fragmenty, które trzeba dopasować do ilustracji, rozmaite uzupełnianki. Wszystko po to, żeby zapewnić małym odbiorcom zabawę na dłużej – i żeby nie zniechęcić ich monotonią poleceń. Część tomików jest czarno-biała – szkice do pokolorowania stanowią w cyklu ważny motyw – część jednak przypomina o samych kreskówkach. Nie chodzi tu o to, żeby najmłodsi zmęczyli się ciągłym kolorowaniem – zróżnicowanie poleceń także wpływa na odbiór tomików. Łamigłówki znacznie chętniej będą rozwiązywać kilkulatki mające możliwość decydowania o tym, jakie zadanie wykonają w następnej kolejności. Ten pozorny chaos oznacza ciągłe niespodzianki dla dzieci – zapewnia im możliwość zaangażowania się w wypełnianie ćwiczeń. Zabawy i zadania z naklejkami to seria, która już sprawdziła się na rynku – teraz po prostu pozwala na dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców. Klasyczne zabawy dla najmłodszych to prosta droga do sukcesu.

Zabawy i zadania z naklejkami. Mustang z Dzikiej Doliny. Droga do wolności. Harperkids, Warszawa 2021.
Zabawy i zadania z naklejkami. Cleo i Cuquin. Harperkids, Warszawa 2021.

piątek, 8 października 2021

Agnieszka Żelewska, Wojciech Widłak: Wesoły Ryjek. Kosmos (Rysowanki zgadywanki)

Media Rodzina, Poznań 2021.

Czego nie widać

Jak każda seria, która odniosła rynkowy sukces, tak i opowieść o Wesołym Ryjku doczekała się książeczek gadżetowych, pojedynczych i drobnych tomików, które można kolekcjonować i które zapewnią dziecku przedłużenie przygody z ulubionym bohaterem. Cykl Rysowanki zgadywanki to propozycja związana z zadaniami łamigłówkowymi i kreatywnymi. Agnieszka Żelewska ma tu nieco więcej do przekazania niż Wojciech Widłak, ale ten duet wyśmienicie się sprawdza w serii. Najpierw – bohater. Wesoły Ryjek, który ma swojego ukochanego żółwia przytulankę, mamę i tatę. Wesoły Ryjek zawsze opowiada o normalnych i codziennych wydarzeniach – z perspektywy naiwnego dziecka. Zaczyna od grzecznego przedstawienia się, a później relacjonuje to, czego się dowiedział. W tomiku „Kosmos” intryguje go wszechświat. Wojciech Widłak proponuje zatem drobne opowiadanie – żeby wytłumaczyć dzieciom, czym w ogóle jest kosmos (małemu Ryjkowi wyjaśnia to tata, a Wesoły Ryjek próbuje natychmiast przełożyć wiadomości na swój sposób rozumienia, dzięki czemu dzieciom będzie jeszcze łatwiej wciągnąć się w temat). Dalsze rozkładówki to już skrótowe polecenia dla dzieci i możliwość ciekawej zabawy. Najmłodsi będą towarzyszyli bohaterowi w zwiedzaniu kosmosu, bo przecież w wyobraźni można wybrać się wszędzie. Trzeba jednak stworzyć rakietę, narysować siebie, połączyć gwiazdy, wymyślić, jak powinien wyglądać ufoludek, jak dom dla rodziny ufoludków, a jak – kokpit rakiety kosmicznej. Do tego pojawia się wiele kolorowanek i propozycji zabaw. Wesoły Ryjek nie będzie się nudzić – odbiorcy też nie, bo gwarantują to liczne zadania i polecenia. Tak przygotowana książeczka pozwala na rozwijanie fantazji dzieci – kto ma problem z wymyśleniem, jak powinien wyglądać ufoludek, może najpierw przećwiczyć pomysły podczas kolorowania zaproponowanych bohaterów. Ale przecież trzeba też odnieść się do własnej rzeczywistości oraz wykazać się znajomością przygód Wesołego Ryjka: narysować przytulankę Ryjka (czyli żółwia) oraz własną. Nie da się bez nich wyruszyć w kosmos. Wojciech Widłak i Agnieszka Żelewska mogą przyciągnąć dzieci dzięki tematowi – kosmos intryguje, wydaje się niedostępny i dziwny, a do tego pełen niezwykłych stworzeń. Są tu oczywiście i elementy edukacyjne, można między innymi poznać nazwy planet i sprawdzić, w jakiej kolejności od Słońca się znajdują. Wszystko po to, żeby połączyć zabawę z niewielką lekcją dla najmłodszych.

Agnieszka Żelewska w przygodach Wesołego Ryjka zawsze stawia na prostotę i pozorny infantylizm w obrazkach: coś, co cieszyło fanów serii, tutaj jest zaproszeniem do zabawy w kolorowanie. Można będzie zatem poćwiczyć zdolności manualne na nieskomplikowanych formach i przekonać się, jak łatwo (albo jak trudno) ilustruje się książki. Wesoły Ryjek gwarantuje dobrą rozrywkę i tym razem.

czwartek, 7 października 2021

Justyna Bednarek: Dusia i Psinek-Świnek. Wtorek ze słoniem

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Kłamstwa

Zaczyna się zupełnie niewinnie, przynajmniej z perspektywy dorosłych. Bo tak naprawdę chodzi o to, że tata nie chce przyznawać się mamie, że nie lubi owsianki. Udaje, że smakuje mu to danie (Dusia zresztą uwielbia je najbardziej na świecie), bo nie chce sprawiać żonie przykrości. Dziewczynka nie rozumie, że mogą być różne rodzaje kłamstwa: jej system wartości zostaje wystawiony na poważną próbę. Nie wie, jak ocenić, które kłamstwo jest dobre, a które nie – nie rozumie, dlaczego tata tak się zachowuje. Niuanse trudno jest wytłumaczyć przedszkolakowi: Dusia wprowadza zatem odbiorców w temat, który obowiązkowo pojawia się w procesie wychowania dzieci: pozwoli na przeprowadzenie rozmów związanych z kłamstwem, opowiadaniem bajek lub oszukiwaniem innych. Oczywiście żeby jeszcze lepiej podkreślić temat, Justyna Bednarek wprowadza do fabuły rozmaite przykłady kłamstw i ewentualnych konsekwencji. W tym akurat wypadku w przedszkolu jedno z dzieci opowiada o swoich dalekich podróżach i przygodach na safari – nikt mu nie wierzy, dopiero mama musi wyjaśnić, że to nie fantazja, a rzeczywistość. Widać jednak dzięki temu, jak funkcjonuje oszust w społeczeństwie. Dla dzieci to przestroga: jeśli będą chciały ubarwiać rzeczywistość, czeka je ciężki los. Dusia odkrywa zatem mechanizmy powiązane z kłamstwem. Psinek-Świnek, czyli ulubiona maskotka Dusi także ma swoje przeżycia związane z kłamstwem i jego meandrami. Kiedy dzieci udają się na leżakowanie, zabawki spotykają się w czerwonym czajniku. Opowiadanie w opowiadaniu pozwala na uruchomienie wyobraźni i przedstawienie życiowego problemu z nieco innej perspektywy. Ożywieni bohaterowie obserwują nauczkę, jaką dostaje pewien słoń. Słoń notorycznie mija się z prawdą – ale od tego traci na rozmiarze. Maleje tak bardzo, że wkrótce mógłby wpaść w szparę w podłodze. Dzięki temu odbiorcy przekonają się naocznie, że kłamstwo nie przemija kompletnie bez śladu. Żeby słoń odzyskał swoje rozmiary, musi nauczyć się mówić prawdę.

W prostej historii Justyna Bednarek zamieszcza kilka ważnych przesłań dla dzieci. Wybiera – jak zawsze w serii – dwa sposoby prezentowania zagadnienia. Codzienność Dusi to zestaw przeżyć i doświadczeń znanych każdemu dziecku. Dziewczynka jest kolejną bohaterką, która przedstawia świat bez wielkich upiększeń. Jednocześnie Justyna Bednarek zdaje sobie sprawę z tego, że dzieci potrzebują także bajek, a nie tylko opowieści bazujących na zwyczajności. Wprowadza zatem wyobraźniowe krótkie opowiadania, dzięki którym uzasadnia też istnienie Psinka-Świnka (na rozmowy z maskotką nie ma zbyt wiele miejsca w naturalnej relacji). Tutaj, w czerwonym czajniku, może wydarzyć się wszystko – drobna szkatułkowa historyjka pozwala sprawdzić, czy dzieci rozumieją istotę problemu: w realistycznym opowiadaniu wszystko mają wyłożone wprost, a za sprawą fabuły w ramach przedszkolnej drzemki można się dowiedzieć, czy odbiorcy przełożą uzyskane wiadomości na swoją rzeczywistość.

Marta Kurczewska dba o to, żeby ilustracje przyciągały najmłodszych: zapewnia zestaw rysunków do oglądania i śledzenia fabuły. Stawia na humorystyczne obrazki, które kuszą kolorami i ciekawymi minami bohaterów. Przyjemnie się tę książkę przegląda: dzieci otrzymują coś w sam raz dla siebie.

środa, 6 października 2021

Eliza Piotrowska: Ortografia - twardy orzech, ale każdy zgryźć go może

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Na pamięć

Żeby ułatwić najmłodszym zapamiętywanie reguł ortografii, twórcy często sięgają po mnemotechniczne wierszyki. Rymowanki sprawiają, że nie tylko można oswoić się z zasadami pisowni, ale też wyćwiczyć skojarzenia wzrokowe. Na rynku pojawia się tomik Elizy Piotrowskiej „Ortografia – twardy orzech, ale każdy zgryźć go może”, bardzo kolorowa publikacja wypełniona wierszykami i ćwiczeniami dla najmłodszych. To pozycja wspomagająca proces edukacji i sprawiająca, że dzieci zechcą pracować nad językowymi umiejętnościami. Tomik został podzielony tematycznie (ze względu na ortograficzne zasady), a w ramach każdego działu pojawia się jeszcze przejrzysty dodatkowy układ (z wyróżnieniem konkretnych zasad pisowni). I tak osobna bajka dotyczyć będzie wymiany ó na o, ó na a lub ó na e, pisowni w końcówkach wyrazów czy wyjątków od reguł. Autorka szuka nie tylko tych znanych powszechnie wskazówek, wynajduje też serie wyrazów łączonych kolejnymi podobieństwami – i wskazuje je dzieciom. Robi to sprytnie: stara się w wierszykach zamieścić jak najwięcej słów pokazujących daną zasadę (graficzne wyróżnienia „kłopotliwych” liter czy dwuznaków pomagają w zapamiętywaniu). Rozśmiesza dzieci pomysłami na wierszyki – liczy się tu humor i absurd, nigdy nie wiadomo, w jakie rejony zaprowadzi autorkę wyobraźnia. Wierszyki wzbogacane są o dodatkowe komentarze albo polecenia dla odbiorców: można tutaj czasami uzupełniać samodzielnie brakujące litery, innym razem wskazywać zasadę, która została wykorzystana (i którą należy zapamiętać). Pytania do dzieci wzmacniają interaktywny charakter książki, ale przypominają też zeszyty z łamigłówkami: to zaproszenie do zabawy i do wysiłku umysłowego. Wykreślanki, diagramy, uzupełnianki – wszystko to, co może zaintrygować kilkulatki i przekonać do rozrywek intelektualnych się tu pojawia. Nadrzędne są oczywiście wierszyki, Eliza Piotrowska bawi się słowami. Poza ó i u, ch i h, rz i ż zajmuje się między innymi samogłoskami nosowymi (zwłaszcza w wygłosach wyrazów, świadoma, że tam sprawiają najwięcej kłopotów nie tylko dzieciom), pisownią „nie” z różnymi częściami mowy oraz zasadami pisowni wyrazów z wielkiej lub małej litery. To wszystko sprawia, że dzieci otrzymują swoistą podpowiedź dotyczącą słownikowych reguł – mniej rygorystyczną niż w podręcznikach, przyjemną w odbiorze, ciekawą i kojarzącą się z zabawą. Eliza Piotrowska bawi się tematem ortografii, jeśli zatem dzieci sięgną do jej książeczki, mogą się przekonać, że zasady pisowni to nic strasznego, da się je łatwo przyswoić, a nawet wykorzystać do łamigłówek. Tak przygotowana propozycja została wzbogacona o dowcipne ilustracje Oli Krzanowskiej: widać tu za każdym razem zmianę atmosfery rozkładówek, poszukiwania motywów, które zaintrygują maluchy. Ortografia wcale nie musi być nudna i nie musi kojarzyć się z regułami do wkuwania – ten tomik wyraźnie to pokazuje.

wtorek, 5 października 2021

W zakamarkach mózgu. Red. David J. Linden

Rebis, Poznań 2021.

Neurosekrety

David J. Linden wpadł na bardzo dobry pomysł, by przybliżyć szerokiemu gronu czytelników ciekawostki związane z pracą mózgu – i żeby zainteresować odbiorców neurologią, przynajmniej w niewielkim zakresie. Popularyzowanie wiedzy połączył z niespodziankami, także dla sporego grona autorów, których zaprosił do współpracy przy tworzeniu książki „W zakamarkach mózgu”. Idea wymyślania tematów w stanie upojenia alkoholowego to anegdota zapraszająca odbiorców do lektury. Jednak nadaje też ton całej książce. Kolejni badacze zajmują się prezentowaniem wybranych przez siebie zagadnień skrótowo i niebanalnie, bez uciekania się do hermetycznego języka czy do pojęć, które i tak zostaną szybko zapomniane. Wolą przedstawiać rozwiązania problemów albo nakreślać obszary poszukiwań niż edukować – dzięki temu „W zakamarkach mózgu” staje się książką rzeczywiście wyjątkową na rynku.

Każdy sięga po temat, który mógłby płynąć bezpośrednio z pytań odbiorców – gdyby odbiorcy zachowywali się jak kilkulatki i zachowali dociekliwość wobec świata i zachowań człowieka. Często kolejne rozdziały bazują na możliwych do dokonania przez zwyczajnego człowieka obserwacjach i stanowią wprowadzenie do tajemnic ludzkiego mózgu. Można przekonać się, jak działają połączenia nerwowe kształtujące umiejętności czy relacje z innymi, pojawi się analiza różnych zmysłowych doznań, motyw bólu i jego związek z mózgiem, ale też kontakty interpersonalne i umiejętności prowadzące do budowania struktur społecznych. Mózg pojawia się w temacie miłości i odkrywania orientacji seksualnej, w altruizmie i w docenianiu piękna. Mózg konkuruje z maszynami, pozwala na wypracowanie nawyków, kłamie, jeśli chodzi o poczucie czasu. Mózg to mnóstwo sztuczek, ale też wielkich odkryć: i chociaż każdy z badaczy wybiera zaledwie mały wycinek neurologii, to nie da się oderwać od tych wyjaśnień i analiz.

Teksty są bardzo krótkie, czasami wydaje się, że aż za krótkie – nie ma czasu na zagłębianie się w szczegóły medyczne, zresztą szerokie grono odbiorców tego by nie oczekiwało. Liczy się umiejętność błyskawicznego wstrzelenia się w temat (często autorzy wybierają wyjście od życiowej anegdoty, wspomnienia lub gafy, tak, żeby przyciągnąć czytelników pozorną zwyczajnością: dzięki temu mogą zasugerować, że tematy przez nich poruszane dotyczą codzienności i wcale nie są odległe). Badacze zadają pytania, na które przeciętny człowiek samodzielnie nie byłby w stanie odpowiedzieć – i proponują konkretne wyjaśnienia. Dzięki temu można się przekonać, jak pracuje ludzki mózg, ale też – jak przejawiają się jego działania na co dzień. Eseje cechują się sporą dawką humoru (rzadko spodziewanego w takich publikacjach) i lekkością: skorzystać z nich mogą czytelnicy, którzy chcą poszerzać wiedzę oraz ci zwyczajnie zainteresowani skomplikowanym zagadnieniem. „W zakamarkach mózgu” to tom, który pokazuje, że można połączyć bez problemu naukę i styl przystępny szerokiemu gronu odbiorców. To książka, która rozbudza apetyty na zagadki neurologii – i przyda się każdemu, kto kiedykolwiek zastanawiał się nad działaniem mózgu.

poniedziałek, 4 października 2021

Olga Rudnicka: Na własną rękę

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Poszukiwania

Matylda Dominiczak to bohaterka, która błyskawicznie zjednała sobie czytelników. Zwyczajna bibliotekarka postawiła na spełnianie własnych marzeń: rzuciła pracę i zrobiła kurs detektywistyczny. Obecnie pracuje dla Salomei Gwint, ekscentrycznej właścicielki agencji detektywistycznej. Matylda już w poprzednim tomie Olgi Rudnickiej przekonała się, że dobrze sobie radzi w nowym zawodzie. Teraz poświęca się poszukiwaniom komisarza Tomczaka: nie wiadomo, gdzie zniknął mężczyzna i dlaczego nikt nie potrafi pomóc w śledztwie. Przy okazji jednak wychodzą na jaw nowe szczegóły: nie tylko wewnętrzne policyjne poszukiwania mają tu znaczenie. Matylda Dominiczak charakteryzuje się ogromnym – pozornym – roztrzepaniem. Ludziom z zewnątrz wydaje się bardzo chaotyczna, ci pracownicy agencji, którzy mają nieszczęście z nią pracować, szybko zaczynają powątpiewać w swoje zdrowe zmysły. Matylda prowadzi bardzo rozbudowane dialogi wewnętrzne: odzywają się w niej głos i głosik, a bohaterka wchodzi z nimi w polemikę. Jednak dzięki takim dyskusjom łatwiej jej dojść do wniosków, na które wcześniej nie mogła wpaść. Matylda słynie z nieszablonowego myślenia oraz z umiejętności podejścia do ludzi. Radzi sobie tam, gdzie eksperci policyjni rezygnują. I to sprawia, że budzi sympatię. Aktualnie Matylda Dominiczak przeżywa jeszcze dodatkowo kryzys rodzinny: zastanawia się, czy nie powinna się rozwieść ze swoim mężem, flegmatycznym programistą Romanem. Nie wie, co mogłoby rozwiązać problemy domowe, ale też nie ma zbyt dużo czasu na podjęcie wyzwania. Pochłania ją ukochana praca.

Olga Rudnicka rozpina tę powieść między domowymi dylematami Matyldy i relacjami z członkami rodziny – a śledztwem. Bardzo dużo miejsca poświęca na opowieść kryminalną i sprawdzanie intrygi, bohaterka prowadzi liczne rozmowy z potencjalnymi świadkami. Chce wciągnąć czytelników w pierwszej kolejności w sprawę detektywistyczną, uświadomić im, że Matylda w nowej odsłonie poradzi sobie bardzo dobrze. Przy okazji ucieka trochę od komedii kryminalnej – prostej i niepoważnej – w stronę budowania prawdziwie skomplikowanych relacji, ciemnych sprawek i świata bandytów. To z nimi ma sobie poradzić rezolutna bibliotekarka – komizm książki istnieje tu w mniej eksponowanej płaszczyźnie, ale jest, jako zestawienie charakterów i nietypowych rozwiązań. Autorka pozwala odbiorcom śledzić przebieg wydarzeń i cały proces dochodzenia do prawdy. Olga Rudnicka przechodzi na teren klasycznych kryminałów i radzi sobie w tym znakomicie. Udaje jej się wiele razy zaskoczyć odbiorców pomysłami – czy to na błyskotliwe riposty w rozmowach, czy – na konstrukcję świata przestępczego. Wprowadza tematy, które przynajmniej trochę zasugerują różne warstwy opowieści. Znajdzie się w tej książce to, co u Olgi Rudnickiej bardzo dobre – kto szuka ciekawego kryminału z elementami obyczajowymi na pewno wie, że Matylda Dominiczak gwarantuje moc wrażeń. Najnowsza propozycja Olgi Rudnickiej oczywiście rozbudza apetyt na kontynuację – autorka wie, jak przywiązać do siebie czytelników.

niedziela, 3 października 2021

Kasia i Zosia Pilitowskie: Ziemniak

Buchmann, Warszawa 2021.

Potrawy

Na rynku książek kulinarnych znajdzie się miejsce na każdą propozycję, a od dłuższego czasu w tym nurcie znajdują się albo pozycje celebrytów i znanych kucharzy, albo - tomy tematyczne, poświęcone wybranemu zagadnieniu. Nie inaczej jest w przypadku książki "Ziemniak" przygotowanej przez Kasię i Zosię Pilitowskie, czyli matkę i córkę prowadzące bar śniadaniowy w Krakowie. Wprawdzie ziemniaki ze śniadaniem kojarzą się raczej niespecjalnie, ale autorki z zadaniem radzą sobie bez zarzutu: gromadzą przepisy, przeprowadzają wirtualne podróże po świecie, a nawet wypytują różnych znajomych i kolegów po fachu o ulubione dania z ziemniaków. Dzielą się fascynacją, która po lekturze wyda się odbiorcom zrozumiała. Każdy znajdzie tu coś do przetestowania niemal obowiązkowego - nie tylko po to, żeby urozmaicić codzienne posiłki, ale też dla sprawdzenia podpowiedzi i przepisów. Autorki drwią sobie z obowiązkowego niemal polecenia dla niejadków "zjedz mięsko, ziemniaczki zostaw" - dla nich ziemniaki to najlepsza część dania i są w stanie przekonać do tego czytelników.

Zaczyna się od podstaw absolutnych, czyli ziemniaków jako dodatku do potraw, przyrządzanego na różne sposoby: nie tylko puree i frytki są do wyboru. Dalej przychodzi czas na rozmaite rodzaje klusek, knedli i kopytek. Kolejnym krokiem stają się różne wersje placków ziemniaczanych - na słono i na słodko - oraz kotlecików. Tu znalazło się też miejsce na rozmaite kanapki z ziemniakami. Nie zabraknie przepisów na zapiekanki, na eintopfy, ziemniaki w zupach i w pierogach, ziemniaki w chlebie i z kapustą. Nawet desery z ziemniaków się tu pojawią. Co ciekawe, autorki, które przygotowywały część książki w pandemii, musiały zadowolić się wirtualnymi podróżami, chociaż w planach miały zdobywanie informacji podczas wypraw do różnych krajów. Ślady międzykulturowych fascynacji ziemniakami wprowadzają do jednego rozdziału - a przecież w całej książce rozsiane są przepisy czy to z różnych regionów Polski, czy z różnych stron świata.

Każda rozkładówka zawiera zestaw składników, artystyczną fotografię oraz sposób przyrządzania potrawy podany tak, by odbiorcy nie mieli żadnych wątpliwości co do kolejności zadań. Ale co pewien czas autorki sięgają albo do własnych wspomnień i spostrzeżeń, albo do uwag, które pozwolą zainteresować się potrawą. Uruchamiają emocje, korzystają z okazji do opowiedzenia czegoś bardziej osobistego, przypominają, że jedzenie może działać na nastrój i budować wspomnienia. Dzięki tym wskazówkom jest to książka, która może się spodobać szerokiemu gronu odbiorców.

Ziemniak jest tu najważniejszy, Kasia i Zosia Pilitowskie nie mają co do tego wątpliwości. Nie muszą zatem dodatkowo udziwniać potraw, nie szukają egzotyki albo nawiązywania do modnych diet - nie interesuje ich wpisywanie się w popularne nurty. Chcą wypracować własną modę, modę na ziemniaki - i przekonują czytelników, że w tej kwestii mają coś wartościowego do powiedzenia.

sobota, 2 października 2021

Hervé Debaene: Szachy. Wszystko, co trzeba wiedzieć o grze starej jak świat

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Lekcja

Dzieci przeważnie uczą się grać w szachy od członków rodzin: jeśli zaczną w młodym wieku, mogą później trenować umiejętności i traktować grę jak sport, a nie tylko przyjemną rozrywkę. Jednak najmłodsi, którym nie ma kto zaprezentować reguł gry, do niedawna nie mieli szansy trafienia na odpowiedni poradnik. Z pomocą przychodzi Hervé Debaene i jego tomik popularyzatorski "Szachy. Wszystko, co trzeba wiedzieć o grze starej jak świat". Jest to naprawdę udana publikacja prezentująca zasady gry, ruchy poszczególnych figur, a także... ich znaczenie na szachownicy i w dawnej kulturze. Po takiej lekturze szachy nie będą miały przed dziećmi tajemnic, w dodatku autor stawia na zadania, które pełnią także funkcję mnemotechniczną i budzą równocześnie zainteresowanie grą - wychowuje sobie pokolenie młodych odbiorców z zamiłowaniem do szachów. Mało tego, nawet gdyby jakiś dorosły chciał poznać absolutne podstawy gry - może tu spokojnie zajrzeć. Bez trudu zapamięta wprowadzane wiadomości i będzie mógł je zastosować w praktyce.

Najpierw - prezentacja. Autor omawia samą planszę do gry, a później kolejne figury. Skupia się na ruchach, jakie można nimi wykonać, zaznacza utrudnienia i szanse. Wprowadza stopniowo także kolejne zasady gry. W każdym rozdziale znajduje się też miejsce na opowiedzenie o "pierwowzorach" figur: o królach, biskupach i chłopach. Takie wstawki pozwalają na moment odwrócić uwagę od samej gry i otwierają dzieci na inne zainteresowania. Autor odrobinę czerpie z historii, jednak najbardziej interesuje go to, co dzieje się na planszy. Dzięki kolejnym wskazówkom może przeprowadzić dzieci przez cały proces nauki niemal niepostrzeżenie. Wyjaśnia, co dzieje się w związku z różnymi decyzjami i wyborami, podaje za każdym razem także zestaw ćwiczeń: na przedstawionych planszach należy wskazać figurę do zbicia albo zademonstrować ruch pionka, zastanowić się nad konsekwencjami działań i przymierzyć się do gry w praktyce. Hervé Debaene nie będzie nikogo zamęczać: zajmuje się jedynie podstawami gry i prezentuje je tak, by jak najłatwiej dało się je zapamiętać. Trafi i do małych dzieci, dla których szachy nie będą wkrótce miały tajemnic, i do dorosłych, którzy chcieliby dotrzymać kroku pociechom i ćwiczyć z nimi czasem rozgrywki. Dodaje do tego autor trochę ciekawostek na temat szachów, wariacji gry lub zachowań, których sens ujawnia się dopiero po dalszej analizie ruchów: wszystko to wypada bardzo intrygująco.

Bajkowe są tu ilustracje przedstawiające figury szachowe - Debaene wie, jaki efekt chce uzyskać, zresztą podobną funkcję jak figury z minami spełniają też emocjonalne wprowadzenia do wyjaśnień. Przy takich otwarciach rozdziałów szachownice, na których trzeba wykonać określone ćwiczenia, nie wypadają nudno. "Szachy" to książka bardzo udana: przygotowana z myślą o najmłodszych i bardzo przekonująca, pozwala szybko wprowadzić odbiorców w temat szachów. To znakomity sposób na rozpoczęcie przygody, która stać się może nawet pomysłem na życie. Nawet jeśli ktoś nie zainteresuje się po lekturze szachami, przećwiczy sobie zdolność logicznego myślenia i spostrzegawczość - i tak tę publikację można potraktować.

Dziecko Słońca

Harperkids, Warszawa 2021.

Poszukiwacze przygód

Kacper i Lena to kolejne rodzeństwo, które zaraziło się miłością do gry „Zgadnij, kto to” i chętnie podejmuje się rozwiązywania detektywistycznych zagadek. „Dziecko Słońca” - historyjka w serii Zgadnij kto to – zachęca najmłodszych do połączenia łamigłówki i lektury, tak, żeby nikomu nie nudziło się czytanie. Młodzi bohaterowie udają się właśnie na stanowisko archeologiczne: ich tata jest uczonym, więc dzieci mogą skorzystać z nietypowego przepisu na wakacje. Kiedy usłyszą, jak brzmi przepowiednia Majów, zaszyfrowana na jednej z tablic, postanawiają odkryć, kto jest dzieckiem Słońca – emocje podsyca także fakt, że wszyscy pracownicy (z wyjątkiem taty) pasują do postaci z gry. Dzięki temu bohaterowie wiedzą, że powinni przystąpić do działania i odpowiadać na kolejne pytania. Lista „podejrzanych” jest tu znacznie mniejsza niż w poprzednim tomiku. Oznacza to, że proces znalezienia i wskazania odpowiedniej postaci powinien być prostszy. W kolejnych rozdziałach dzieci znajdą wskazówki dotyczące wyglądu Dziecka Słońca – tak, by mogły wykreślać lub wskazywać konkretnych członków ekipy. W podejmowaniu decyzji pomoże im pierwsza rozkładówka z prezentacją postaci. To tutaj przebiega właściwa część zadania: trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie zadane przez twórców serii, a później dopasować ludzi spełniających kryteria odpowiedzi. W ten sposób można rozwiązać największą zagadkę.

Co ciekawe, chociaż książeczka została podporządkowana tematowi poszukiwania odpowiedniej osoby, dość duży nacisk kładzie się tu na narrację i na aspekty edukacyjne. Odbiorcy zainteresują się między innymi tematem archeologii, dowiedzą się, na czym polega praca badaczy, stwierdzą też, że prawdziwe przygody można przeżywać w każdych okolicznościach. Egzotyka niewątpliwie pomaga: łatwiej jest przekonać odbiorców do śledzenia opowieści – gdyby bohaterowie działali w znanym dzieciom otoczeniu, nie dałoby się wprowadzić do książki ani takiej ilości ciekawostek i faktów, ani danych. Rodziców do tomiku przekona zapewne aspekt edukacyjny, dzieci – przygodowy (plus możliwość dotrzymywania kroku bohaterom w prowadzeniu śledztwa). Jest „Dziecko Słońca” publikacją ciekawą – nie tylko zapewni rozrywkę, ale i dawkę wiedzy. Odbiorcy mają szansę sprawdzić swoje umiejętności dedukcji. Jeśli jednak komuś nie pójdzie zbyt dobrze nadążanie za fabułą – i zagadka cząstkowa okaże się zbyt trudna do rozwiązania, nie trzeba odkładać książeczki. Wystarczy odczytać to, co zostało napisane w odbiciu lustrzanym: podpowiedź uzyskana w ten sposób pozwoli na podążanie za fabułą i poszukiwanie wyjaśnienia mimo braku trafnych odczytań wskazówek. Twórcy serii dbają zatem o to, żeby dzieci mogły korzystać z tomiku na różne sposoby: jedne będą trenować spostrzegawczość, drugie – uczyć się logicznego myślenia i procesu dedukcji. Na pewno przyda im się taki rodzaj rozrywki – wyczulenie na informacje mniej oczywiste pozwoli podnieść pewność siebie i da szansę na poprawienie wyników w nauce.

piątek, 1 października 2021

Magda Omilianowicz, lek. Katarzyna Świątkowska: Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu

Buchmann, Warszawa 2021.

Cud chudnięcia

Wiele jest publikacji, które poświęcone zostały różnym rodzajom diet czy sposobom na odchudzanie - równie wiele poradników wskazujących na ciałopozytywność i samoakceptację. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" to kolejna książka, która wpisuje się w nurt popularnonaukowych pozycji i odpowiada na mody czy przekonania panujące w społeczeństwie. Publikacja została przygotowana przez Magdę Omilianowicz i Katarzynę Świątkowską, ta pierwsza to dziennikarka, która próbuje dowiedzieć się czegoś na temat zdrowego odżywiania, ta druga - to lekarka i blogerka popularyzująca wiadomości na temat diet. Książka jest niewielka objętościowo, dzięki czemu trafić może do szerszego grona odbiorców, co ma spore znaczenie, jako że właśnie do nieświadomych powinna dotrzeć.

Przede wszystkim autorki przypominają, że otyłość jest chorobą i jest groźna dla organizmu. Nie pomogą żadne psychologiczne sztuczki ani autosugestie, kiedy zacznie zawodzić zdrowie - a zapewne zacznie, jeśli ludzie otyli nie zrobią czegoś ze sobą. Zestaw schorzeń i komplikacji zdrowotnych jest dość rozłożysty: na pewno to dobre wprowadzenie do lektury. Ratunku można szukać w aktywności fizycznej (chociaż nie wolno przesadzić). W rozmowach pojawia się dobroczynny wpływ ruchu na różne problemy z ciałem, motyw spalania kalorii czy seksu jako antidotum na otyłość. Autorki przyglądają się diecie bezglutenowej i przypominają, czym ona jest i dla kogo się nadaje. Sprawdzają, co pić i w jakich ilościach, ale też analizują kwestię głodówek i diet sokowych. Dojdzie i do przeglądu popularnych diet - autorki komentują rozmaite możliwości i wybory, oczywiście istnieje dieta polecana przez nie i wtedy widać kontrast między dobieraniem argumentów przeciwko modnym rozwiązaniom i za tym, co stosuje lekarka.

Forma rozmowy bardzo pomoże odbiorcom w przyswajaniu treści - funkcjonuje jak uproszczenie niezbędne, żeby czytelnicy mogli podążać za wywodem i sprawdzać, co do zaoferowania mają obie autorki. Liczy się umiejętność wprowadzania prostych podsumowań, a także sama retoryka: w ogóle ten poradnik został dopasowany do wymogów rynkowych, wielką wagę przywiązuje się tutaj do wpływania na odbiorców. Rozmowy są podzielone na tematy i bardzo krótkie, konkretne i esencjonalne - chociaż części czytelników może nieco przeszkadzać dążenie do przekonywania ich. Autorki najwyraźniej nie wierzą, że podawanie faktów wystarczy, wolą podsunąć gotowe wnioski czytelnikom - i właściwie nie można się temu dziwić, skoro muszą rozbijać obiegowe mity i pokazywać błędy w myśleniu społeczeństwa. "Jedz mądrze. Fakty i mity o zdrowym odżywianiu" w warstwie narracji przypomina kioskowe poradniki: pojawiają się tutaj ramki i tabelki z podsumowaniami czy wyliczeniami, wnioski dodatkowo zostają podkreślone w podsumowaniach rozdziałów (naprawdę krótkich): na wiele sposobów próbuje się tutaj chwytów mnemotechnicznych. Jest to książka, która przynosi odpowiedzi na wiele pytań związanych z wyborem diet - to coś dla ludzi, którzy nie chcą samodzielnie testować oferowanych przez rynek możliwości, potrzebują za to przewodnika i pomocy w odchudzaniu.

czwartek, 30 września 2021

Agnieszka Tyszka: Mania z ulicy Okciej rusza na ratunek

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Przygody z kurami

Mania, siostra Zosi, to bohaterka idealna do serii książeczek dla dzieci. O ile Zosia była wyciszona i zamknięta w sobie, o tyle Mania jest żywiołowa, energiczna i niczym się nie przejmuje. Za towarzystwo wystarczą jej pluszowi przyjaciele, chociaż w otoczeniu dziewczynki pojawiają się rozmaite osoby, rówieśnicy albo dorośli (przy czym dość liczna i barwna rodzina Mani i Zosi została ograniczona do ojca i jednej z babć: reszta przebywa gdzieś dalej i nie wtrąca się w przygody dziewczynki). Mania zwykle szybko i kreatywnie znajduje rozwiązania nietypowych problemów. Najpierw trzeba uratować stado kur, później pojawi się lis i cała gromada psów. A przecież Mania żadnego zwierzęcia nie zostawi bez pomocy. Inni mogą się tylko od niej uczyć. Zwłaszcza tata, psycholog, powinien przyjąć do wiadomości, że nie uda mu się zapanować nad szaloną córką: jeśli Mania coś sobie zaplanuje, żadna siła jej nie powstrzyma przed realizacją planów. A skoro pomagają jej Smok Wawelski, Wilk Morski i Szop, dziać się może naprawdę dużo.

Agnieszka Tyszka w tej serii staje się trochę bardziej oderwana od codzienności i od sposobów zajmowania maluchów. W serii Zosia z ulicy Kociej roiło się od pomysłów, które można podsunąć dzieciom, żeby naśladowały bohaterki i wykształcały w sobie talenty do prac manualnych, ale też - żeby ćwiczyły wyobraźnię. W serii Mania z ulicy Okciej jest nieco inaczej: w codzienności dziewczynki pojawiają się różne tematy warte przeanalizowania, niekoniecznie pasujące do świata najmłodszych, przewija się stale motyw ekologii czy relacji międzyludzkich, Agnieszka Tyszka dość mocno komplikuje rzeczywistość Mani. Ponadto opisuje ją w nieprzejrzysty sposób. Narracja została naszpikowana neologizmami Mani: słówka, które jeszcze w cyklu o Zosi rozśmieszały odbiorców, pozostały jako ciekawe przekręcenia - robi się ich jednak bardzo dużo, zwłaszcza na początku: autorka sugeruje czytelnikom, że nie będzie im ułatwiać pracy, wymaga skupienia, uważności i wyczulenia na nietypowy dowcip. Mania ani na chwilę nie daje czytelnikom wytchnienia, zmusza do podążania za sobą i zmienia tematy błyskawicznie. Dzięki temu w tomiku można zmieścić wiele wątków i zagadnień, które pokazują, że prawdziwą przygodę da się przeżyć i w najbliższym otoczeniu, bez uciekania w sferę marzeń. Mania nie zapomina o swoich przyjaciołach: jednak temat rozmów ze zwierzętami-pluszakami przenosi się do komiksów. Ewa Poklewska-Koziełło stara się zmienić klimat, tak, żeby odróżnić serię od przygód Zosi - stawia na proste grafiki. To rozwiązanie sprawia też, że nie rozbija się przez nadmiar fantazji codzienności: realizm jest tu wciąż w cenie, nawet jeśli Mania rezolutnością przebija niejednego dorosłego. Jest to z pewnością opowieść intrygująca i niebanalna, w sam raz dla tych dzieci, które nie lubią mentorskich i upraszczanych nad miarę, czy wręcz infantylizowanych historyjek.

środa, 29 września 2021

Michał Pozdał: Kobieta świadoma

Świat Książki, Warszawa 2021.

Seksualność

Im więcej emocji wzbudza edukacja seksualna w szkołach, tym bardziej rynek wydawniczy kieruje się do dorosłych odbiorców, w celu uświadamiania ich w kwestiach związanych z życiem erotycznym i poznawaniem własnych potrzeb. „Kobieta świadoma” to tom w stylu, który dobrze się sprawdza: zestaw pouczających opowieści z gabinetu terapeuty, prezentowanych na prawach anegdot z przesłaniami dla odbiorczyń. Michał Pozdał przygląda się historiom kobiet, które miały problemy z prowadzeniem udanego i satysfakcjonującego życia seksualnego. Wybiera przypadki czasami dość ekstremalne, powiązane z poważnymi zaburzeniami lub traumami, jednak znacznie częściej zależy mu na pokazaniu, że każdy jest inny i różne mechanizmy mogą wpływać na przekonanie do seksu. Spostrzeżeniem, które prowadzi do stworzenia książki jest fakt, że kobiety mają tendencję do samoobwiniania się – także w łóżku – i z tym autor zamierza walczyć. Oczywiście przypomina, że pewne problemy powinno się leczyć dzięki medycynie, ale psychologia i seksuologia mają też ważne narzędzia pozwalające na ulepszenie życia erotycznego (a czasem w ogóle – na rozpoczęcie go).

Przywołuje autor przypadki kobiet, które uważają się za oziębłe albo aseksualne: sprawdza, skąd wzięło się u nich takie przekonanie i pokazuje, jak pozornie odległe doświadczenia wpływały na postrzeganie siebie. Sięga po opowieści o pochwicy i o niewyobrażalnym bólu podczas każdego zbliżenia czy nawet na myśl o badaniu ginekologicznym. Obserwuje związki przemocowe. Czasami jednak chodzi „tylko” o brak satysfakcji czy przyjemności na myśl o zbliżeniach. Znalazło się miejsce na skomentowanie transseksualizmu czy zdrad wręcz kompulsywnych oraz na analizowanie wpływu traum na ucieczkę w seks. Michał Pozdał przypomina co pewien czas o tym, że można trafić na różnych lekarzy, nie wszyscy potrafią wykazać się empatią albo zrozumieniem – jednak nie powinno to prowadzić do rezygnacji z poszukiwania pomocy. W kolejnych rozdziałach opowiada ten autor nie tylko, na czym polega istota komplikacji u bohaterek – ale też jak sam podchodził od prób rozwiązywania problemów. Przeprowadza czytelników przez meandry terapii, dzieli się wiedzą i obserwacjami. To sprawia, że jeśli ktoś odkryje w jakimś scenariuszu elementy znane z własnego doświadczenia, zyska automatycznie garść porad i wskazówek. Lektura zatem zamieni się w użytkową. Jednak odbiorczynie, które nie cierpią z powodu swoich łóżkowych decyzji mogą przekonać się, jak różne problemy spotykają inne kobiety. Michał Pozdał opowiada o kolejnych przypadkach z wyczuleniem i troską, nie popisuje się wiedzą fachową w sposób hermetyczny czy męczący: dba o to, żeby narracja wypadała przystępnie dla szerokiego grona odbiorców. „Kobieta świadoma” to książka bardzo ważna i przydatna. Na rynku znajdzie swoje miejsce i zagości na dłużej – autor wybrał formę, która sprawdza się znacznie lepiej niż wywiady-rzeki. Wpisał się w nurt reportaży medycznych, a efekt jego działań spodoba się czytelniczkom.

wtorek, 28 września 2021

Joanna Rzezak: Razem. W stadzie, ławicy i chmarze

Agora, Warszawa 2021.

Towarzystwo

Jest to wielkoformatowy picture book, który wprawdzie przeznaczony jest dla najmłodszych – ze względu na funkcję edukacyjną – ale który dostarczy też estetycznych wrażeń dorosłym odbiorcom, którzy będą towarzyszyć dzieciom przy lekturze. „Razem. W stadzie, ławicy i chmarze” to książka wyjątkowa i też idealnie wpisująca się w nurt modnych obecnie propozycji obrazkowych. Każda rozkładówka to prezentacja innego stada. Główną część stron zajmuje obrazek ze zwierzętami – multiplikowanymi przedstawicielami jednego gatunku, przy czym nie ma znaczenia środowisko, w jakim żyją. Są tu hipopotamy i śledzie, są flamingi i szpaki, motyle i pawiany, gnu, węże czy pingwiny. Pierwszą informacją, jaką otrzymują dzieci, jest ta dotycząca znaczenia stada dla danego gatunku. I tak niektóre zwierzęta trzymają się razem dla ochrony przed drapieżnikami, inne – żeby było im ciepło, żeby oszczędzać siły, albo... żeby znaleźć miłość. Zwierzęta, które decydują się na życie w stadzie, muszą też mierzyć się z rozmaitymi wyzwaniami, na przykład – z ograniczonym dostępem do pożywienia. Druga informacja, jaką Joanna Rzezak wprowadza, dotyczy nazwy stada – autorka oswaja dzieci z rozmaitymi określeniami na gromady zwierząt, tak, żeby poszerzyć ich słownictwo i przy okazji utrwalić prawidłowe nazwy. Po tym wyróżnionym graficznie zestawie, który może pełnić funkcję tytułu minirozdziału, autorka przechodzi do skrótowego – zwykle jednoakapitowego – wyjaśnienia na temat zwyczajów poszczególnych gatunków zwierząt. Podsuwa dzieciom informacje, które maluchy będą chciały poznawać dalej, pozwala oswoić z co bardziej egzotycznymi stworzeniami, czasami też odrobinę rozbawia. Nie zajmuje się Joanna Rzezak szczegółowo zachowaniami zwierząt w grupie, wystarczają jej proste komunikaty kierowane do najmłodszych. Sprawia, że tak przygotowane teksty łatwo zapadną w pamięć i przyczynia się do rozwoju pasji najmłodszych. Przyciągnie dzieci bez trudu: w końcu opowieści o zwierzętach to coś, co maluchy zawsze uwielbiają. W tym wypadku nie ma mowy o bajkach czy o infantylności: liczą się fachowe dane, to historia przyrodnicza i prowadząca do lepszego zrozumienia świata.

Ale Joanna Rzezak może też popisać się wyobraźnią graficzną. W akcentowaniu istoty stada pomaga jej zwielokrotnianie wizerunku zwierzęcia. Wszystkie stworzenia w stadzie są identyczne w kształtach, różnią się wyłącznie drobnymi dodatkami: raz rozłożeniem plam światła i cienia, raz oczkiem lub miną (zresztą komiksowe miny to jedyny bajkowy element opowieści). Chodzi o to, żeby olśnić małych odbiorców, ukazać im potęgę stada i zasugerować, z czym wiąże się nagromadzenie dużej liczby osobników w jednym miejscu. Łatwiej sobie wyobrazić, jak wyglądają flamingi czy słonie w grupach – kiedy ma się obrazkową podpowiedź. Autorka wybiera tutaj uproszczenia, które stają się największą ozdobą publikacji. Dzięki temu, że nie przesadza z detalami w prezentowaniu pojedynczych zwierząt, może pozwolić dzieciom skupić się na wymowie całości. Jest „Razem” książką obrazkową bardzo udaną.

poniedziałek, 27 września 2021

Stephen R. Covey: 7 nawyków szczęśliwego małżeństwa

Rebis, Poznań 2021.

Obietnice

Ta seria poradników ma trafić do najszerszej możliwej publiczności: do odbiorców, którzy szukają w miarę łatwych porad i obietnic do zrealizowania w najbliższym otoczeniu. "7 nawyków szczęśliwego małżeństwa" to książka, w której Stephen R. Covey z pomocnikami: żoną oraz bratem i szwagierką dzieli się przepisami na udany związek. Stawia na prostotę i filozoficzne podejście, próbuje porządkować wszystkie pomysły, zapisywać je tak, by czytelnicy nie mieli zbyt dużych trudności w dotarciu do konkretnych wskazówek (jednak sam autor traktuje owe wskazówki dość ogólnikowo, bardziej jako punkt wyjścia do samodzielnych rozważań nad sednem związku niż jako przepis na udane życie rodzinne). Pojawiają się tu przykłady z własnej codzienności - zapewne dla dodania odbiorcom odwagi w korzystaniu z publikacji - chodzi o maksymalną perswazję. Odbiorcy mają tu znaleźć odpowiedzi na swoje pytania, wyjaśnienia dotyczące ewentualnych kryzysów i sposoby zapobiegania im. Nie jest nawet ważne, jak postrzegają relację z partnerem: muszą nauczyć się odpowiedniej komunikacji, informowania o swoich potrzebach, odczytywania sygnałów partnera, panowania nad emocjami i wielu innych rzeczy. I jednego odbiorcy mogą być pewni: wprowadzenie w życie tych wskazówek raczej żadnemu związkowi nie zaszkodzi. Będzie za to prawie niemożliwe do osiągnięcia, polegałoby bowiem na odrzuceniu wszelkich emocji i odruchów - i wypracowaniu sobie metod działania zupełnie innych niż naturalne. Oczywiście w teorii i w przygotowanym "programie" zmian związku wygląda to wszystko bardzo kusząco, jednak Stephen R. Covey skupia się po prostu na stworzeniu planu dla odbiorców, a nie zastanawia się nad realiami. Może nawet podpowiedzieć, jak zorganizować małżeństwo doskonałe - tyle tylko, że gdyby udało się wcielić w życie jego podpowiedzi w takim stężeniu, w jakim występują w wywodzie - związek stałby się spiżowy i absolutnie nieprawdziwy.

Z pewnością czytelnicy, którzy poszukują porad i wskazówek, docenią strukturalny charakter książki. Autor wyjaśnia, co ma do wyjaśnienia, w raczej dość krótkich podrozdziałach. Nie rozwodzi się przesadnie nad kolejnymi aspektami porozumienia w związku (sięga przy tym do podstawowych zasad w kontaktach interpersonalnych, tyle że nadaje im nowy "sens" jako budulcowi dobrego związku). Wprowadza liczne schematy, tabelki, podsumowania i ramki, żeby czytelnikom łatwiej było zapamiętać kolejne podpowiedzi. Bardzo przejmuje się swoją rolą mówcy motywacyjnego i stara się utrwalać w odbiorcach detale stworzonej przez siebie recepty na udany związek. Sporo tu obietnic, sporo przekonywania - dużo mniej konkretów, niż można by się było spodziewać. Ale to cecha typowa dla poradników dla mas. Elementy wiedzy psychologicznej przydadzą się tym, którzy zechcą popracować nad małżeństwem (ale przede wszystkim nad sobą). Entuzjazm autora trochę psuje efekt.

niedziela, 26 września 2021

Tracy Buchanan: Zaginiona siostra

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

Poszukiwania w jaskini

Matka Becky, Selma, była autorką bestsellerów. Teraz umiera na raka, lekarze dają jej zaledwie kilka dni życia. I chociaż choroba jest już w tak zaawansowanym stadium, prawem twórcy Tracy Buchanan pozwala Selmie na spełnienie ostatniego życzenia. Razem z córką kobieta chce się udać do jaskini, w której kiedyś odnalazła szczęście. Marzy o tym, żeby właśnie w tym miejscu odejść. Po śmierci matki Becky zaczyna zastanawiać się nad własną przeszłością. Próbuje zrozumieć, dlaczego kobieta zdecydowała się porzucić małe dziecko. Przy okazji własnego śledztwa dowiaduje się czegoś jeszcze: na świat przyszła jej młodsza siostra. Teraz już Becky musi doprowadzić sprawę do końca, nie tylko po to, żeby zaspokoić ciekawość. Dopingowana przez starszego sąsiada, wyrusza w daleką podróż - także podróż w głąb siebie. Tracy Buchanan pokazuje jej perypetie w drodze przeplatane scenkami z życia Selmy. Tak, żeby zagadka rozwiązywana była stopniowo i żeby czytelniczki mogły przekonać się, jakie odpowiedzi przyniosą pytania Becky.

Wprawdzie bohaterka zdążyła porozumieć się z matką i przynajmniej w pewnym stopniu nadrobić dziesięć lat milczenia - jednak śmierć rodzicielki nieuchronnie prowadzi do trudnych rozważań. I w tym wypadku nie będzie inaczej. Becky jednak angażuje się także w poszukiwania zaginionej siostry, motywacje matki schodzą na drugi plan - wyjaśnią się przy okazji, tak samo jak rozwiązania z przeszłości. Tracy Buchanan stworzyła tu grupę ludzi pozostających pod przewodnictwem charyzmatycznego Idrisa. Idris jawi się jako prorok lub cudotwórca: przekonuje do siebie Selmę, kiedy ratuje tonącego chłopca. Ale najważniejszy jest nurt. Wszyscy, którzy mieszkają w jaskiniach (schronieniu pozwalającym pozostawać blisko natury i w dodatku zapewniającym poczucie wolności, co ciekawe: u Tracy Buchanan nie ma mowy o niedogodnościach płynących z takiego mieszkania), zajmują się uwalnianiem własnej kreatywności. Jedni mogą specjalizować się w szykowaniu posiłków dla całej grupy, inni wykonują rozmaite przedmioty. Selma, która do tej pory mierzyła się z kryzysem twórczym, odkrywa możliwość uwolnienia pisarskiego talentu: tworzy jak szalona, zwłaszcza kiedy uda jej się osiągnąć stan zwany przez wyznawców Idrisa nurtem. Nie interesuje jej, co o ludziach z jaskiń mówią choćby rodzice koleżanek Becky: Selma podąża za Idrisem i nie zastanawia się nad tym, co to oznacza dla jej rodziny. Zatem, żeby zrozumieć krzywdę Becky, należy przyjrzeć się jej traumom i codzienności po stracie. "Zaginiona siostra" to powieść obyczajowa obliczona na silne wzruszenia. Bazuje na rodzinnych więziach silniejszych niż zatargi i waśnie, dodatkowo autorka zamieszcza tu sporo tajemnic, których rozwiązania stopniowo będzie czytelniczkom przedstawiać. To powieść gęsta i przesycona uczuciami, daleka od stereotypowych scenariuszy. Wprawdzie dla Tracy Buchanan nie istnieją zagrożenia związane z sektami i wpływem na ludzi - idealizuje autorka Idrisa i mieszkańców jaskini - ale kieruje się przecież do tych czytelniczek, które szukają wolności w codziennym życiu i które muszą się przekonać, że mogą wszystko.

sobota, 25 września 2021

Marta Kisiel: Efekt pandy. Komedia kryminalna

W.A.B., Warszawa 2021.

Śledztwo bez zwłoki

Tereska Trawna razem z własną matką, teściową oraz córką jedzie do spa. To oznacza, że czytelnicy tęskniący za oazą spokoju - Andrzejkiem - nie będą mieli zbyt wielu powodów do radości. Przynajmniej nie w "Efekcie pandy". Babski wypad relaksacyjny szybko zamienia się jednak w prawdziwe wyzwanie. Wszystko przez buca, który żąda zamiany pokoju i do szewskiej pasji doprowadza panie. Buc ma jasno sprecyzowane poglądy na temat kobiet (i nie tylko), nic dziwnego, że Tereska Trawna zastanawia się, jak wytrzymuje z nim jego żona. Żona, która w pewnym momencie znika. "Efekt pandy" to szalona i żywiołowa opowieść o kolejnej przygodzie bohaterki, która zawładnęła nie tylko wyobraźnią autorki, ale także odbiorców.

Po raz drugi Marta Kisiel proponuje wyraziste charaktery. U każdej z czterech bohaterek stosunek do życia objawia się inaczej - ale bardzo barwnie. Autorka indywidualizuje język postaci, bawi się nieprzejrzystymi wywodami, chce, żeby z racji językowych nawyków można było wciągnąć się w akcję. Samo śledztwo obfituje w zupełnie zwariowane wydarzenia: nawet gdyby Marta Kisiel chciała je przedstawiać zwyczajnie, zyskałaby uwagę czytelników. Jednak dzięki narracji nie pozwala oderwać się od lektury. Dominuje tu śmiech. Żadna z kobiet prezentowanych w opowieści nie zamierza w niczym się ograniczać. Wiedzą, jak dopiąć swego i co zrobić, żeby zrealizować każdy pomysł. Zaangażowane w poszukiwania zaginionej Żiżi, nie stronią też jednak od przyjemności: w końcu są w spa i muszą wykorzystać każdą chwilę tu spędzoną. Nie wpadają w schematy, Marta Kisiel bez przerwy zaskakuje czytelników i podsuwa im zestaw silnych przeżyć. "Efekt pandy" na pewno nie rozczaruje. Nie rozczaruje fanów komedii kryminalnych - bo jest tu wesoło i z detektywistyczną zagadką do rozwiązania - ale i fanów powieści obyczajowych, w których dba się o oryginalne scenariusze. Od czasu do czasu autorka może delikatnie skomentować sytuację pozaliteracką, która budzi odruchowy sprzeciw: wplata jednak sygnały spoza książki subtelnie i w sposób, który nie przyspieszy procesu starzenia się historii. Jest "Efekt pandy" doskonałą rozrywkową relacją - wypełnioną świetnymi pomysłami zarówno w sferze kreacji postaci, jak i w rozwoju fabuły.

Najważniejszym elementem tej powieści staje się dowcip. U Marty Kisiel to zarówno humor słowny jak i sytuacyjny, autorka wypracowuje wiele przestrzeni, w których sprawdzi się idealnie ironiczny dystans. W tej powieści bardzo cieszy zestaw nieoczekiwanych atrakcji, ale też satyryczne zacięcie autorki, która bardzo dba o to, żeby nikt się przy czytaniu nie nudził. Dynamiczna opowieść jest znakomicie wyważona: niczego tu nie brakuje, elementy kryminału i adrenalina mieszają się z dowcipem wysokiej próby. "Efekt pandy" to spa z przymrużeniem oka - jako trampolina do amatorskiego śledztwa. Ta lektura to wymarzony sposób na relaks, Marcie Kisiel można zaufać - przejście do nowego gatunku zaowocowało nie tylko ciekawymi opowieściami, ale i bohaterką, która na długo zapisze się w pamięci czytelników.

piątek, 24 września 2021

Joanna Sykat: Gdy zabłyśnie światło

Prozami, 2021.

Była żona

Joanna Sykat proponuje czytelniczkom powieść niespieszną i inspirowaną pograniczem gatunków. Tworzy obyczajówkę dla pań, z wątkiem romansowym i ze standardowym odbudowywaniem sobie relacji z płcią przeciwną po rozwodzie. Adriana nie należy może do szczególnie przebojowych kobiet – to nauczycielka języka polskiego, która usiłuje po prostu żyć normalnie. Ma już nowego partnera, który zapewnia jej oparcie – nie zamierza jednak decydować się na wspólne z nim mieszkanie, woli wolny związek. Nie dogaduje się z nastoletnią córką: Ola po rozstaniu rodziców przeżywa mocny bunt i oskarża mamę o wszystkie nieszczęścia. Jednak wydarza się coś, co każe zweryfikować poczucie bezpieczeństwa. W otoczeniu Adriany zaczynają dziać się dziwne rzeczy: znikają przedmioty, telewizor przestawia się na stację z bajkami, coraz więcej zmian w otoczeniu sprawia, że kobieta nie wierzy samej sobie. Na rozwiązaniu zagadki opiera się fabuła tej powieści, chociaż czytelniczki wcale nie będą najbardziej zaintrygowane ewentualnymi problemami psychicznymi bohaterki, raczej – motywem jej życiowych wyborów.

Niektórych wątków Joanna Sykat nie kończy (albo nie rozwija, chociaż wydają się ważne dla samych bohaterek). Znana aktorka, matka Izy, trafia do domu opieki i ta sprawa bulwersuje całe otoczenie. Nikt ani przez moment nie zastanawia się nad motywacjami postaci, autorka traktuje je jak oczywiste – tymczasem wcale takie być nie musi. Niewykorzystany do końca okazuje się temat samej Izy: nauczycielki uwielbianej przez uczniów i potrafiącej doskonale doradzić w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Niekonwencjonalne metody działania sprawdzają się jej na godzinie wychowawczej – i nie tylko. Rozwiązanie kryminalnej kwestii rozłożone na raty prowadzi automatycznie do osłabienia jej wymowy. Coś, co na początku urasta do rangi problemu nie do przejścia, pod koniec zostaje skwitowane jednym zdaniem: „Gdy zabłyśnie światło” to całkiem sporo pytań o wybory autorskie. A jednak Joanna Sykat podsuwa czytelniczkom powieść, którą można chcieć czytać i śledzić, żeby dowiedzieć się, jak potoczą się losy bohaterki. Adriana musi opanować kilka dziedzin życia. Kończy właśnie terapię, korzystała z profesjonalnej pomocy psychologicznej, ale aktualnie jej nie potrzebuje. Ma kochającego partnera, udaje jej się znaleźć drogę do dziecka. Były mąż przewija się przez jej życie w takim zakresie, jakiego potrzeba, żeby przypominać o przeszłości. Codzienność udaje się autorce odmalowywać precyzyjnie i przekonująco: nie ma przesłodzenia, chociaż zmienny rytm może niekiedy zaskakiwać. „Gdy zabłyśnie światło” to powieść rozrywkowa, nie chodzi tu o wypracowywanie odruchów w konkretnych międzyludzkich sytuacjach, a o odpowiednie nabudowanie emocji. Joanna Sykat pisze dość swobodnie. Tym przekonuje do siebie: nawet jeśli nie ma do opowiedzenia historii olśniewającej czy bardzo zabawnej. Jest to powieść, która zadaje pytania o własne granice i o to, jak najbliżsi mogą wykorzystywać sytuację, żeby zrealizować swoje cele. Nie ma tu przesadnego optymizmu ani obietnic, że wszystko się jakoś ułoży. Przekonanie, że wszystko powinno być jednoznaczne i prowadzić do jasnych odpowiedzi na pytania tu traci rację bytu. Na szczęście.

czwartek, 23 września 2021

Lydia Pyne: Prawdziwe fałszerstwa. Kilka niesamowitych historii o podrabianiu

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2021.

(Nie)prawdziwość

Kolejny świetny tom w serii #nauka dotyczy dzisiejszego podejścia do autentyczności. Wprawdzie Lydia Pyne nie odwołuje się do symulakrów, jednak bez wątpienia udaje jej się uchwycić sedno problemu, który może doprowadzić do zmiany sposobu myślenia o sztuce i sztuczności. „Prawdziwe fałszerstwa” to wielowątkowa opowieść o tym, jak ludzie usiłują naśladować coś, co już zaistniało, tworząc idealne kopie lub – przez podróbki – nową jakość. Autorka nie zamyka się w kręgu sztuki, choć początek na to by wskazywał. W ramach działań artystycznych analizuje jedynie przypadek Hiszpańskiego Fałszerza – i już samo to uzmysłowi czytelnikom, jak wiele do odkrycia mają choćby w samej przestrzeni fałszowania arcydzieł lub w wiedzy z zakresu historii sztuki. Temat fałszerstw wypływać może przy okazji kolekcjonerskich zapędów albo programów telewizyjnych popularyzujących wiadomości na temat znajdowanych w domach antyków – jednak Lydia Pyne sięga znacznie głębiej. Pokazuje, co dzieje się, kiedy fałszerstwa nie są jedynie produkowaniem kopii, a wprowadzają nową jakość do sztuki. Tropienie Hiszpańskiego Fałszerza zaostrza apetyty na zagadnienie autentyczności obrazów, zresztą jeszcze wróci Lydia Pyne do kręgu zainteresowań z początku tomu, kiedy przyjrzy się dziełu Banksy'ego i stworzy dzięki niemu zgrabną klamrę kompozycyjną dla całej opowieści. Ale szybko przechodzi autorka do zagadnień z diametralnie różnych dziedzin. Między innymi zabiera czytelników do atrapy jaskini z malowidłami naskalnymi: w oryginalnym miejscu nie można zbyt długo przebywać, bo tłumy turystów i badaczy mogą doprowadzić do zniszczenia bezcennych prac. To rodzi pytanie o rodzaj przeżyć, jakie można zafundować sobie podczas obcowania z duplikatem. Nie podkreśla wprawdzie Pyne obecności nieuchwytnego, tego, czego nie da się skopiować – ale daje czytelnikom szansę zastanowienia się nad istotą poszukiwań. Analizuje sposoby przybliżania odbiorcom wiadomości, których inaczej nie mieliby okazji zdobyć: czasami trzeba „sztuczności”, żeby w ogóle doprowadzić do realizacji śmiałych projektów, jak w przypadku publicznego prezentowania szkieletu płetwala błękitnego. Osobną kwestię stanowią też syntetyczne aromaty, cząsteczki uzyskiwane chemicznie, a identyczne z naturalnymi – to zagadnienie wywołuje zupełnie inne reakcje niż podrabianie dzieł sztuki. Pojawi się jeszcze między innymi opowieść o tworzeniu diamentów, o filmach przyrodniczych czy o autentyku wziętym za falsyfikat. Każdy rozdział to osobny temat.

Lydia Pyne śledzi bardzo urozmaicone działania człowieka prowadzące do naśladowania – czy to natury, czy artefaktów – nie po to, żeby zastanawiać się nad znaczeniem autentyczności i nad podejściem do niej odbiorców – ale żeby pokazać, że coraz bardziej zaciera się granica między tym, co prawdziwe i tym, co sztuczne – do tego stopnia, że trudno już o jednoznaczne oceny. W ślad za przemianami kulturalnymi idzie modyfikowanie sposobu myślenia – i zaakcentowanie tego faktu udaje się w książce bardzo dobrze. Jak zawsze w serii, mamy tu do czynienia z wartościową i reportażową narracją, wypełnioną także osobistymi uwagami, tak, żeby przyciągnąć do lektury możliwie najszerszą grupę odbiorców.

środa, 22 września 2021

Katarzyna Olkowicz: Nietypowy mundurowy. Psy do zadań specjalnych

Rebis, Poznań 2021.

Najlepszy przyjaciel

W tej książce jeden refren jest obowiązkowy: pies, który pracuje w służbach mundurowych, jest bardzo związany ze swoim przewodnikiem: traktuje się go jako członka rodziny i nie ma mowy o rezygnacji z przyjaźni, gdy nadejdzie czas psiej emerytury. A przecież najczęściej już mocno schorowanym czworonogiem trzeba się opiekować z dużym poświęceniem i oddaniem, zapewniać i specjalną karmę, i dostęp do leków. Rozmówcy Katarzyny Olkowicz nie mają wątpliwości: dla wiernych towarzyszy zrobią wszystko. "Nietypowy mundurowy. Psy do zadań specjalnych" to książka, w której autorka przedstawia dane liczbowe: uświadamia czytelnikom, jak wygląda skala tematu, ile psów służy w jakich formacjach i do czego czworonogi są wykorzystywane. Następnie przechodzi jednak do prezentowania wybranych par: przewodnika i jego psiego asystenta (a czasami kilku). Dzięki takim prezentacjom można się przekonać, na czym polega praca z psem przy szukaniu narkotyków (upada tu mit o faszerowaniu zwierząt środkami pobudzającymi, by były "na głodzie"), wykrywaniu materiałów wybuchowych czy przy poszukiwaniu ludzi (żywych lub martwych). Przewodnicy mówią o sposobach wybierania psów, decydowania się na konkretne rasy, o szkoleniach i o ćwiczeniach, które pozwalają zwierzęciu zachować nabyte umiejętności. Często podkreślają również porozumienie ponad komendami i poleceniami: opowiadają o drobnych sygnałach widocznych i czytelnych tylko dla opiekuna, a pozwalających na odniesienie sukcesu. Rozmówcy Katarzyny Olkowicz mówią o tym, jak nagradzają psy za wykonywanie obowiązków, jak przygotowują im nagrody, żeby zwierzęta nie były rozczarowane, jeśli nie uda im się znaleźć poszukiwanego obiektu (i dlaczego to robią). Tu już nie ma miejsca na bezduszne przepisy: owszem, od czasu do czasu pojawiają się wzmianki na temat komplikacji czy ułatwień dla właścicieli psów służących w służbach specjalnych - ale tylko na marginesie opowieści. Najważniejsza jest więź. Każdy rozmówca chętnie dzieli się anegdotami dotyczącymi podopiecznego - każdy też chce pochwalić się charakterem psa czy wzajemnymi relacjami. Rodziny schodzą na dalszy plan, liczą się tylko wtedy, gdy mogą pomóc w scharakteryzowaniu czworonoga. Bo to psy są naprawdę wyjątkowe i przyciągają całą uwagę. Będzie tu zatem wiele osobistych wspomnień, wzruszających scenek, pożegnań, które zawsze przychodzą za wcześnie i dumy z wybitnych zwierząt. "Nietypowy mundurowy" to książka, która spodoba się psiarzom, ale także wszystkim zainteresowanym niezwykłą współpracą ludzi i psów. Katarzyna Olkowicz dba o to, żeby poza prywatnymi komentarzami przewodników przedstawić też odbiorcom fakty z życia na służbie i żeby pokazać, jak w praktyce przydają się wielkie umiejętności zwierząt: wplata do opowieści informacje o miejscach, w których psy znajdowały niebezpieczne przedmioty lub ślady narkotyków, opowiada o próbach przechytrzania zwierząt i ludzi. Tworzy dzięki temu relację wielowymiarową i rozbudzającą ciekawość. Potrafi zatrzymać przy lekturze na długo i może przy tym zająć się tłumaczeniem, dlaczego ludzie sami nie poradziliby sobie z zadaniami przejmowanymi przez psy na służbie. "Nietypowy mundurowy" to książka rozrywkowa, która przynosi sporo wiadomości i ciekawostek.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com