* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2026

Hannah Deitch: Zabójczy potencjał

Marginesy, Warszawa 2026.

Ucieczka

Zwykle ten motyw jest wykorzystywany w powieściach Bildungsroman: wielki przejazd przez całe Stany Zjednoczone, bohaterowie skazani na swoją obecność w zamkniętej i ciasnej przestrzeni samochodu, konieczność prowadzenia rozmów i dogłębnego poznawania siebie nawzajem, radzenie sobie z kolejnymi wyzwaniami w rodzaju utraty pieniędzy – to wszystko pozwala wydobyć najgorsze i najbardziej szczere cechy. Nic dziwnego, że autorzy tak chętnie wysyłają swoje postacie w podróż życia. Ale u Hannah Deitch mimo wszystko jest inaczej. „Zabójczy potencjał” rozpoczyna się bowiem od kryminału – a wyprawa to nie próba poznania siebie i świata przed wejściem w dorosłość, a ucieczka przed odpowiedzialnością za to, czego się nie zrobiło.

Przynajmniej dla Evie Gordon. Evie nie wyszło w życiu. To kobieta, która na życie zarabia przygotowywaniem do szkolnych testów. Pracuje jako korepetytorka, ale wcale nie zanosiło się na to, kiedy sama była uczennicą a potem studentką. Życie jednak zweryfikowało jej umiejętności radzenia sobie z wyzwaniami – teraz Evie po prostu walczy o to, żeby przetrwać. I nawet jeśli lubi dawanie lekcji, zajęcie nie przynosi jej prestiżu. Evie czuje się czasami jak służąca – uczy dzieci z bogatych domów, w dodatku – w wykwintnych wnętrzach posiadłości ich rodziców. I pewnego dnia przekonuje się, że lepiej byłoby, gdyby nie należała do sumiennych i odpowiedzialnych. Gdyby Evie nie pojawiła się w pracy, o wszystkim dowiedziałaby się z wiadomości. Niestety – przybyła zgodnie z planem i teraz to jej twarz widnieje we wszystkich serwisach informacyjnych. Evie trafia bowiem na zwłoki swoich pracodawców, a także na kobietę uwięzioną w ukrytym pomieszczeniu w ich domu. Ogłusza swoją uczennicę i ucieka – przekonana, że właśnie pozbawiła życia dziewczynę, a zostanie osądzona, jakby była winna całej zbrodni. Razem z nią ucieka kobieta, która nie mówi – być może w wyniku przeżytej właśnie traumy. Tak zaczyna się „Zabójczy potencjał”, a później autorka przez długi czas czerpie po prostu bezpośrednio ze schematów fabularnych powieści o dojrzewaniu. Chociaż jej bohaterki dojrzewać już nie muszą, mogą odkryć siebie nawzajem i spróbować rozwiązać zagadkę podwójnej (a może już potrójnej) śmierci. Nie powinny zostawiać po sobie śladów cyfrowych, o ich miejscu pobytu świadczyć będą nie tylko dokumenty, ale i karty bankomatowe – a ponieważ policja nie próżnuje i angażuje dziennikarzy do rozpowszechniania wiadomości o poszukiwanych morderczyniach, już niedługo wszyscy będą znali twarz Evie i jej nieoczekiwanej partnerki. Evie jest przekonana, że żeby wrócić do normalnego życia, musi odkryć tożsamość prawdziwego mordercy. A to nie takie proste, kiedy musi wciąż uciekać.

Jest „Zabójczy potencjał” powieścią sensacyjną, w której instynkty biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Jest tu mnóstwo rozwiązań, które wydają się przerysowane, a jednak działają – a to za sprawą silnych emocji kreślonych przez Deitch z dużym zaangażowaniem. Opowieść o poznawaniu siebie i drugiego człowieka jest pełna niespodzianek i na długo zatrzyma czytelników. „Zabójczy potencjał” jest książką, która próbuje wymykać się schematom fabularnym i gatunkowym – a jednocześnie wykorzystuje te motywy, które da się przystosować do nowej rzeczywistości.

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Michał Ritter: Cztery pory zbrodni. Lato

Media Rodzina, Poznań 2026.

Fani

Drugi tom cyklu Cztery pory zbrodni – czyli kolejne spotkanie z Hubertem Rajcherem – to gratka dla czytelników ceniących sobie dodatkowe kryminalne informacje. Autor ukrywający się pod pseudonimem Michał Ritter uprzedza wprawdzie, że rezygnuje z podawania wiadomości, które mogłyby zostać wykorzystane w złych celach, ale i tak dzieli się z odbiorcami całkiem dużą dozą ciekawostek. I to z różnych sfer. Znajdą tu coś dla siebie fani militariów – bo jeśli w kadrze pojawi się pistolet, to Ritter zatrzyma opowieść i przedstawi całą historię tego konkretnego egzemplarza. Fani sztuk walki będą usatysfakcjonowani, bo Ritter w starciach i potyczkach bezpośrednich znowu zatrzymuje wydarzenia, żeby zarejestrować i przeanalizować każdy, najdrobniejszy gest przeciwnika – wyposaża w ten sposób czytelników w wiadomości, które pozwolą im wyciągać wnioski na temat reakcji bohatera (i które dadzą im większą świadomość całej aranżacji walki). Wreszcie ucieszą się ci, których interesują kwestie wojskowe, bo Ritter przedstawia proces rekrutacji do GROM-u, a przynajmniej wycinek tego procesu – w jego ramach również rozegra się kilka mrożących krew w żyłach spraw, co oznacza, że odbiorcy zyskają kolejną płaszczyznę dramatów.

Ale Rajcher nie funkcjonuje wyłącznie w rzeczywistości ludzi do zadań specjalnych. Owszem, zna jednostki wybitne w swoim fachu i wie, do kogo się zwrócić, kiedy sytuacja będzie wymagała radykalnych środków, na tym to przecież polega: chociaż Rajcher to samotnik, w pojedynkę mierzący się z niesprawiedliwościami tego świata, musi mieć wsparcie. I tu spotyka się z podobnymi sobie. Dla powieści jednak ważne jest, żeby dotyczyła świata realistycznego i bliższego zwykłym odbiorcom – w związku z tym najważniejsza intryga osnuta jest na temacie śmierci celebryty, a właściwie jednego z kilku sławnych ludzi. Znany piosenkarz ginie w tajemniczych okolicznościach. Wiele wskazuje na to, że trzeba będzie schwytać seryjnego mordercę, a przynajmniej – zrozumieć mechanizm działania zbrodniarza.

„Cztery pory zbrodni. Lato” to książka gęsta od intryg i pomysłów kryminalnych. Do tego autor dodaje oczywisty wabik na odbiorców – jak świat światem cieszący szerokie grono czytelników, także spoza fanów kryminałów – czyli osobiste relacje Rajchera. Jest tu komisarz Anna Zaspa, kobieta radząca sobie z trudną rzeczywistością i samotnie wychowująca nastoletnią córkę – nie ulega wątpliwości, że ona i Rajcher mają się ku sobie, jednak przeszłość głównego bohatera sprawia, że ten nie chce się angażować w życie rodzinne. Rajcher nie jest tylko maszyną do radzenia sobie z przestępcami – to Ritter podkreśla, świadomy reguł gatunku. Jest to książka obszerna i wypełniona rozmaitymi doświadczeniami czy przygodami, pisana ze znawstwem – Ritter chce tu funkcjonować nie tylko jako twórca, który doskonale opanował warsztat, ale też jako ten, który przeprowadził dokładny research wykraczający poza typowe zbieranie danych. I to zapewni mu wierne grono czytelników – potrzeba w końcu na rynku rodzimego superbohatera, człowieka, którego nie da się ani łatwo pokonać, ani oszukać przez grę pozorów. Jest ta książka kryminałem dla wszystkich ceniących sobie literaturę jako źródło rozrywki.

poniedziałek, 6 lipca 2026

Jennifer Lynn Barnes: The Fixers. Mroczne sekrety

Must Read, Media Rodzina, Poznań 2026.

Pozory

Jennifer Lynn Barnes to autorka, która wie doskonale, co zrobić, żeby lektura młodym czytelnikom się nie dłużyła. Do tego nie boi się odważnych akcji – jej bohaterowie ocierają się o zbrodnie i o wielką politykę, o interesy dorosłych i o naprawdę mroczne intrygi. Kolejna seria, The Fixers, przyciągnie fanów sensacji i dostarczy wielu wrażeń. Wszystko zaczyna się od Tess Kendrick. Siedemnastoletnia bohaterka mieszka na ranczu i opiekuje się dziadkiem. Niestety dziadek cierpi na demencję i coraz gorzej funkcjonuje – potrzebna mu będzie fachowa opieka, a to znaczy, że Tess nie może pozostać sama na wielkiej farmie, choćby nie wiadomo jak dobrze sobie na niej radziła. Z dnia na dzień i bez wyboru – musi przeprowadzić się do siostry, do Waszyngtonu. Trafia do elitarnej szkoły – w której uczą się dzieci dyplomatów i głów państw. Ale nie są to drzwi do wielkiego świata, raczej do świata wielkich przekrętów. Dziadek jednego z nowych kolegów Tess umiera na stole operacyjnym. Problem w tym, że nic mu wcześniej nie dolegało, operacja miała być rutynowym zabiegiem, a pewna dziewczyna z klasy Tess odkrywa, że w całą sprawę może być zamieszany jej ojciec. I tak lawina rusza, nastolatki chcą samodzielnie rozwiązać zagadkę, w którą wplątany jest między innymi prezydent kraju. Ale nawet to nie musi mieć znaczenia, kiedy bohaterka odkrywa, czym tak naprawdę zajmuje się Ivy, starsza siostra, która w pewnym momencie życia ją porzuciła.

„The Fixers. Mroczne sekrety” to doskonała opowieść dla tych wszystkich, którzy potrzebują sensacji, żeby sięgać po lektury. Czas płynie tu zupełnie inaczej niż w zwykłych opowieściach, a poziom ryzyka jest znacznie większy. Wrogowie czają się wszędzie, nikomu nie można ufać, a im wyżej ktoś znajduje się w sferach towarzyskich i politycznych, tym bardziej niebezpieczny się staje. W to wszystko jest wrzucona nastolatka, która do tej pory musiała sobie radzić sama – więc wyrobiła sobie i spryt, i poczucie odpowiedzialności. Pierwsze pozwala jej odnaleźć się w nowej społeczności wypełnionej intrygami, drugie – nie wpaść w złe towarzystwo mimo licznych pokus. Dzieje się tu bardzo dużo, a większość spraw łączy się z kryminałem. Niebezpieczeństwa są bardzo poważne, ryzyko – ogromne, a do tego wszystkiego dochodzą jeszcze osobiste sprawy samej Tess, która naprawdę chciałaby wiedzieć, dlaczego została w to wszystko wrzucona i co dzieje się z jej dziadkiem, a także – dlaczego to właśnie jej siostra trzęsie światem nie tylko polityki. Fixersi mają w społeczeństwie jasno określone role – ale mało kto ma szansę poznać ich działania od kulis. Tess nadaje się jak mało kto, nawet jeśli jeszcze nie ma pojęcia o takim zawodzie – ma jednak wszystkie cechy pozwalające jej na radzenie sobie z kryzysami i to może przesądzić. Na razie Tess zdaje swój najważniejszy egzamin w kompletnej nieświadomości – i ku radości czytelników. Jennifer Lynn Barnes sprawia, że po jej książki chce się sięgać dla potężnej dawki adrenaliny.

piątek, 27 lutego 2026

Magdalena Parys: Magik

Agora, Warszaw 2026. (wznowienie)

Niemiecki koszmar

Dwóch ich na początku ginie. Przy czym Frank występuje w charakterze zwłok rodem ze skandynawskiego kryminału, z turpistycznymi i bardzo szczegółowymi opisami masakry, jaka mogła się rozegrać w niedalekiej przeszłości, a Gerhard to już trup niczym ze zwykłej powieści detektywistycznej. Pierwszy pracował dla Stasi, drugi – jako fotoreporter, zresztą wybór zawodu wymuszał na nim zaangażowanie polityczne. I teraz czas na bardzo mozolne śledztwo, które połączy te dwa wątki, a przynajmniej zapewni rozwiązanie zagadek o proweniencji okołopolitycznej. Niemcy – a właściwie sam Berlin – w tej wersji, odmalowywanej w „Magiku” przez Magdalenę Parys, to miejsce nienapawające optymizmem, brudne, nieciekawe i skrajnie niebezpieczne, jeśli ktoś wie za dużo. Surowość krajobrazu podsycana jest co pewien czas wstawkami dotyczącymi wielkiej historii i wielkiej polityki – tu nie ma mowy o stabilizacji czy spokojnej egzystencji, wszystko bezustannie wrze – a tłem staje się obskurna opuszczona kamienica, zasiedlana na dziko. I chociaż Magdalena Parys bardzo dba o szczegółową intrygę, wielowątkową i rozbudowaną, to właśnie koloryt lokalny będzie dla czytelników najbardziej charakterystyczny – w tej powieści nie ma co szukać ukojenia czy ocieplania wizerunku bohaterów. Każdy jeden musi być twardy i bezwzględny, bo tylko tak może osiągać swoje cele.

Berlin z tła wyrasta na najważniejszego bohatera, chociaż obrazek, który Magdalena Parys przedstawia, krzepiący nie będzie. Udaje się autorce przekuć surowość wydarzeń na surowość opisów, a jednocześnie zbudować potężną opowieść zahaczającą raz o wątki rodzinne, raz o wspomnienie Niemiec schyłku XX wieku. I chociaż to obraz jednostronny – króluje tu szarość i beznadzieja – nie sposób nie docenić pisarskiego kunsztu. Magdalena Parys wie bowiem, jak zapewnić czytelnikom silne wrażenia i zachęcić ich do podążania za fabułą nie ze względu na bardzo powoli odkrywane kolejne fakty, które mogą rzucić nowe światło na przeszłość, a za sprawą ascetycznego języka i pozornie pozbawionej melodyjności narracji. Wiadomości potrzebne do rozszyfrowania wydarzeń skapują powoli – i wymagają wielkiego zaangażowania, po drodze wydarzy się jeszcze sporo drobnych dramatów, które jednak ustępują pod względem ważności podstawowym sprawom w śledztwie – autorka nie chce podsuwać czytelnikom kolejnych rozwiązań przed czasem, rezygnuje z fabuły, która byłaby w całości oparta na prowadzonych badaniach. Za to doskonale bawi się, szukając tropów w rzeczywistości i tworząc rozłożyste, dopracowane w detalach, biografie bohaterów. Jest w tym ogromne wyczulenie na szczegóły, ale drobiazgowość nie przytłacza i nie zniechęca do lektury, wręcz przeciwnie – każdy, kto pozna świat „Magika” i zaakceptuje jego pozorną beznamiętność, będzie tu mógł znaleźć sporo dla siebie. Magdalena Parys jest przekonująca nie tylko w intrydze kryminalnej, ale również w samym odzwierciedlaniu przeszłości – historii i polityki – oraz obyczajowości z dawnych czasów. Czytelnikom ma do zaoferowania całkiem dużo wiadomości zupełnie na marginesie biegu akcji – idealnie maskuje sposób informowania o zgromadzonych materiałach. Liczy się przecież tylko i wyłącznie surowe śledztwo, pozbawione ozdobników. Ta iluzja najlepiej pokazuje, jak dobra jest Magdalena Parys w tworzeniu powieści – która wymyka się schematom kryminalnym, sensacyjnym i rozwiązaniom z powieści historycznych niemal w tym samym stopniu.

środa, 4 lutego 2026

Jennifer Croft: Wymieranie Ireny Rey

Pauza, Warszawa 2026.

Puszcza

Zwykle nie zauważa się tłumaczy. I Jennifer Croft – tłumaczka – przywraca im miejsce w świadomości społecznej, a robi to w pomysłowy sposób, za sprawą powieści, która przenosi odbiorców w przyszłość i cofa do alternatywnej rzeczywistości – do roku 2017 – żeby zaprezentować wydarzenia trochę kryminalne, a trochę sensacyjne i szalone, zagmatwane i koniecznie zaskakujące. Irena Rey, bohaterka tytułowa tego tomu, to uznana autorka, która walczy o Nagrodę Nobla – w zasadzie wiadomo, że jej nie dostanie, ale mogłaby, bo jej twórczość zasługuje na uznanie. Irena Rey wie też, jak zwrócić na siebie uwagę całego świata. Co pewien czas organizuje specjalne plena, zebrania tłumaczy z różnych krajów. Ma grupę oddanych translatorów, których zaprasza do domu na skraju Puszczy Białowieskiej – i pozwala pracować nad nowym tytułem równocześnie. Dzięki temu unika spoilerów i przecieków, a do tego może mieć pewność, że podbije cały świat. Tłumacze początkowo traktują się dość przedmiotowo – są narzędziami w rękach genialnej autorki. Ale kiedy Irena Rey nieoczekiwanie znika, muszą zacząć działać i samodzielnie podejmować decyzje w skrajnie nieprzyjaznym im otoczeniu – przecież puszcza może zabić, o czym przekonują się już pierwszego samotnego dnia. Odkrywanie tożsamości Ireny Rey, pozostawionych przez nią tropów oraz potencjalnych marzeń i planów, bywa dość skomplikowane, zwłaszcza kiedy tłumacze zaczynają zwracać uwagę na siebie nawzajem. Po raz pierwszy w historii zjazdów poznają swoje prawdziwe imiona i porzucają przydomki biorące się od ojczystego języka, po raz pierwszy też pozwalają sobie na większą uczuciowość i przez to odkrywają kolejne tajemnice. Między innymi – historię zniknięcia Czeskiego. Ireny Rey nie ma, ale tłumacze nie potrafią się od niej uwolnić. Pozostają pod jej wpływem nawet porzuceni i pozbawieni nadziei na powrót do starego porządku. Geniusz Ireny Rey wychodzi na światło dzienne dopiero teraz, kiedy układa codzienność swoim podwładnym z nicości. Jennifer Croft bawi się tutaj formą z wyraźną przyjemnością: narrację prowadzi tłumaczka kiedyś znana jako Hiszpańska, ale poza głównym nurtem lektury pojawiają się tu też przypisy od tłumaczki – jedyne miejsce, w których może ona dać upust swoim frustracjom albo spostrzeżeniom blokowanym normalnie przez autorkę. Dla polskich czytelników miłą niespodzianką będzie zakotwiczenie akcji w Puszczy Białowieskiej – od czasu do czasu autorka nawiązuje do polskiej polityki i do tutejszej flory i fauny, chce, żeby czytelnicy również dali się zafascynować wyjątkowym miejscem – nawet jeśli fabuła i czas akcji pozwalają jej na dowolne manipulacje kolorytem lokalnym. W zabawach formą pomagają też krótkie widokówki z różnych miejsc, opatrzone komentarzami dla zbudowania napięcia. Jennifer Croft tworzy fabułę inną niż wszystkie – pisze w sposób, w którym niemożliwe jest przewidzenie finału, nawet samo dążenie do niego stanowi wykroczenie lekturowe – tu liczy się droga, a nie cel. A ta droga jest wyjątkowa, fascynująca i migotliwa. Dla odbiorców, którzy są zmęczeni masówką, Jennifer Croft będzie wręcz wybawieniem – to autorka, której warto zaufać. Zna świat, o którym pisze, wie, jak czarować słowem i pozwala czytelnikom na ucieczkę od rzeczywistości. Nie będzie to tylko zaproszenie dla tłumaczy - a alternatywna rzeczywistość, w której odnajdą się wszyscy gotowi podjąć ryzyko i podążać za chimeryczną autorką i jej wyznawcami. A przy okazji: Kaja Gucio ładnie to przełożyła.

sobota, 15 listopada 2025

Michał Ritter: Cztery pory zbrodni. Wiosna

Media Rodzina, Poznań 2025.

Komandos

Michał Ritter to na polskim rynku kryminalnym nazwisko nowe, ale nie mamy do czynienia z debiutem tylko z pseudonimem „wielokrotnie nagradzanego autora”. Parę tropów w notce biograficznej się pojawia, więc jeśli czytelnicy będą mieli ochotę przeprowadzić proces dedukcji i porównać dane oraz styl pisania – rozszyfrują z pewnością twórcę. Cała reszta skupi się na zapoczątkowanym właśnie cyklu powieściowym wysokiej klasy rozrywkowej. Polska odpowiedź na Jacka Reachera to mnóstwo bezpośrednich zagrożeń życia, sporo sprytu, wielka trauma z nieodległej przeszłości, twardziel, który pozornie nie kieruje się sentymentami i spostrzegawczość pozwalająca wychwycić najdrobniejsze przesłanki dotyczące zamiarów przestępców. Hubert Rajcher nie może siedzieć spokojnie w miejscu. Wprawdzie pozornie wycofał się z czynnej służby, ale jako były GROM-owiec nie ma problemu ze znalezieniem zajęcia. Teraz pomaga komisarz Annie Zaspie. Działa w ukryciu i samotnie – bo żeby zdobyć potrzebne wiadomości, musi przeniknąć do środowiska, które jest wyjątkowo nieufne wobec nowych. Bezdomni także mają swoje hierarchie i relacje, nie są przesadnie gościnni i potrafią być niebezpieczni. Tymczasem Rajcher musi się dowiedzieć, co kryje się za tajemniczymi zgonami dziewczyn z rozbitych lub patologicznych rodzin. Kolejne nastolatki giną w niewyjaśnionych okolicznościach, ale w końcu rzecz dotyka córki biznesmena i wtedy już nie można dłużej czekać. Anna Zaspa sama ma nastoletnią córkę – nic więc dziwnego, że mocno angażuje się w bieg wydarzeń. Ale to nie ona będzie skupiać na sobie uwagę czytelników, tylko superbohater Rajcher.

Rajcher potrafi wszystko. Jest uważnym obserwatorem i w każdym starciu – czy to z naszprycowanymi oprychami, czy z groźnymi cynglami – poradzi sobie bez pomocy. Przyjmuje na siebie ataki kilku wrogów jednocześnie, a dzieje się to za sprawą świetnej znajomości sztuk walki oraz umiejętności odczytywania intencji. To wszystko, co wie Rajcher, będą też wiedzieć czytelnicy, bo autor nie szczędzi im detali walk – rozpisuje na najdrobniejsze gesty i spojrzenia każdą akcję, wyjaśnia, co i dlaczego robi bohater – i jaki efekt dzięki temu uzyskuje. To jak oglądanie walki w zwolnionym tempie i z komentarzem eksperta. Zresztą każde wyjęcie broni przez któregokolwiek z bohaterów oznaczać będzie dla odbiorców krótki wykład na temat tejże broni – i tego konkretnego egzemplarza czy stopnia jego wysłużenia. Robi autor wiele, żeby czytelnicy uwierzyli, że w doświadczeniu Rajchera nie ma przypadkowości ani magii – wszystko jest starannie wypracowane i uzasadnione. Tak wielka przenikliwość narratora – chociaż zrozumiała w przypadku kreacji bohatera – będzie momentami aż męcząca, chociaż nie ulega wątpliwości, że z prowadzeniem narracji autor sobie radzi. „Cztery pory zbrodni. Wiosna” to powieść gęsta i pełna ciekawych wydarzeń, autor nie tylko prowadzi tu główny wątek dotyczący śledztwa w sprawie śmierci dziewczyn – musi się jednocześnie koncentrować także na relacjach między Zaspą i Rajcherem – pokaleczonymi przez życie ludźmi, którzy potrafią oddawać się pracy. Buduje dalszoplanowe charaktery z wprawą i pomysłem, funduje czytelnikom mnóstwo silnych emocji i co pewien czas dodaje kolejną nitkę w śledztwie. Narracja w tej powieści jest bardzo drobiazgowa, ale ponieważ mnóstwo tu jednocześnie silnych – wybuchowych wręcz – wydarzeń, nikt nie będzie się nią na dłuższą metę męczyć. I wiadomo już, że Hubert Rajcher wyrasta na bohatera, któremu trudno będzie dorównać.

wtorek, 11 listopada 2025

Holly Jackson: Nie całkiem martwa

Must Read, Media Rodzina, Poznań 2025.

Misja

Holly Jackson wie, jak budować napięcie w powieściach sensacyjno-thrillerowych. Nie pierwszy raz na rynku wydawniczym ukazuje się książka, której dramatyczne początki tkwią w obchodach Halloween – dla kogoś świętowanie może zamienić się w koszmar. Ale ta autorka stawia na misję. Oto Jet, młoda kobieta, która została podczas imprezy zaatakowana kilkoma ciosami w tył czaszki, dowiaduje się, że ma bardzo określony termin własnej śmierci: albo zdecyduje się na operację i najprawdopodobniej umrze na stole operacyjnym, albo da sobie jeszcze tydzień życia i zabije ją tętniak, który powstanie w konsekwencji uderzenia. Jet wbrew naciskom ze strony matki postanawia wykorzystać czas, który jej pozostał – i odkryć, kto postanowił pozbawić ją życia. Rzuca się w szaleńczy pościg za (już za chwilę) mordercą, a ponieważ i tak za chwilę umrze, nie ma nic do stracenia i może zrobić absolutnie wszystko. W tym absolutnie wszystkim trochę się Holly Jackson zapomina, bo obdarza swoją bohaterkę niemal supermocami, sprawia, że Jet może dokonywać fizycznych wyczynów na miarę kaskadera – chociaż stopniowo ciało zaczyna jej odmawiać posłuszeństwa. Można jednak przymknąć oko na brak drobnych niedogodności po ciosie zainkasowanym w czaszkę, jeśli akcja rozwija się tak, jak to proponuje autorka.

„Nie całkiem martwa” to niby powieść z dnem kryminalnym: chodzi w końcu o to, żeby wykryć mordercę, a przy okazji powynajdować też rozmaite niesnaski w rodzinie – ale autorka prowadzi ją tak, żeby na plan pierwszy wyszedł niepozorny bohater, chłopak z sąsiedztwa, Billy. Billy jest wrażliwy (nawet za bardzo), delikatny i bojaźliwy. Nikogo by nie skrzywdził, nigdy nie złamałby prawa. Podkochuje się wprawdzie beznadziejnie w Jet, ale na pewno nie zrobi nic, żeby przyjaciółka zwróciła na niego uwagę. I to właśnie ten słodki mały Billy wzywa pomoc, a później przez cały tydzień towarzyszy Jet w jej dążeniu do odkrycia prawdy. Dojrzewa, mężnieje i staje się opoką. Obserwowanie tej postaci stanowi największą przyjemność śledzenia akcji w „Nie całkiem martwej” – i właśnie dla tego rozwoju można wybaczyć scenariuszowe uproszczenia. Dzieje się tu naprawdę dużo, nie wystarczy prześledzić obraz z kamer, to dopiero początek śledztwa i punkt wyjścia do długiego śledztwa – ale wszystkie metody z tradycyjnych kryminałów (choćby włos na miejscu zbrodni) biorą w łeb, tu trzeba ruchu, działania, energii i zdecydowania wszędzie tam, gdzie trzeba się wedrzeć siłą lub podstępem po konieczne informacje. Jet nic już nie przywróci do życia, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale przez tydzień może się wydarzyć jeszcze bardzo dużo i Holly Jackson to właśnie odbiorcom oferuje.

Najlepiej w tej książce wypada gra na emocjach odbiorców: bohaterka, która jest świadoma swojego bliskiego kresu, może pożegnać się z bliskimi i wyznać im to, co powinni usłyszeć. Zyskuje samoświadomość, której nie miałaby w przypadku zwyczajnej codzienności. Wreszcie poznaje zakres własnych możliwości w dziedzinie dążenia do odkrycia prawdy. „Nie całkiem martwa” to książka, która cechuje się udaną narracją (i sprawnym tłumaczeniem). Jest tu wiele sensacyjności, ale równie wiele silnych uczuć – i poza początkowym przymusowym uzasadnieniem uwolnienia bohaterki (przez skrócenie czasu pozostałego do śmierci) nie razi naiwnością.

sobota, 12 lipca 2025

Jennie Godfrey: Lista podejrzanych spraw

Luna, Warszawa 2025.

Sprawdzanie

Miv wymyśliła sobie, że rodzina chce się przeprowadzić. A to oznacza, że musiałaby się rozstać z Sharon, najlepszą przyjaciółką. Dziewczyna wybiera bardzo dziwny sposób na zakotwiczenie swojej rodziny w odpowiednim miejscu. Miv ma do przezwyciężenia nie tylko problem strachu przed ewentualnym przeprowadzaniem się. Przede wszystkim nie wiadomo, co stało się z mamą: w pewnym momencie zamilkła. Przestała mówić i nikt nie ma pojęcia, jak jej pomóc. A skoro mama nie mówi, trudniej zwierzać się jej z problemów. Jennie Godfrey tworzy powieść o dojrzewaniu – ale nie koncentruje się na typowych problemach dojrzewania, chyba że za typowy uznać jedynie odkrywanie własnej tożsamości – bo tym zajmuje się w dużej części narracji. „Lista podejrzanych spraw” to powieść kryminalno-sensacyjna w wersji retro: autorka odchodzi od dzisiejszych zmartwień, przenosi się w przeszłość i wzbudza strach za sprawą Rozpruwacza, seryjnego mordercy, który atakuje kobiety zajmujące się prostytucją. Miv ani Sharon nie wiedzą, kim są prostytutki – dopiero poznają to słowo, nie są jeszcze pewne definicji, ale z mediów dowiadują się, że kobiety tej profesji najczęściej stają się celem Rozpruwacza. Dwie nastolatki wychowywane właściwie pod kloszem postanawiają, że pomogą śledczym i złapią tego, którego nie potrafią schwytać profesjonaliści. Oczywiście motyw to stary jak świat, ale wbrew oczekiwaniom nie będzie się autorka skupiać na śledztwie. Owszem, Miv prowadzi notatki jak rasowy detektyw, zapisuje podejrzanych mężczyzn z otoczenia, zastanawia się, kto i dlaczego może być odpowiedzialny za zbrodnie, a w swoich podejrzeniach zapędza się bardzo daleko – w końcu nigdzie nie może czuć się bezpieczna. Przy okazji wpada na tropy wielu innych spraw kryminalnych i afer starannie maskowanych przez sprawców. Jennie Godfrey wie doskonale, że rzeczywistość skrywa znacznie więcej problemów niż te rozdmuchiwane przez media. Pojawi się tu między innymi motyw pedofilii – kolejnego zagrożenia, o którym jeszcze z dziećmi się nie rozmawia. Autorka oczywiście nie zamierza tworzyć klasyfikacji przestępstw ani wyznaczać, które jest bardziej przerażające – po prostu przypomina, że wejście w dorosłość dla bohaterów wiązać się będzie z otwarciem na bardzo poważne problemy, kwestie, z którymi wielu nie potrafi sobie poradzić, bez względu na wiek. Oczywiście zgodnie z zasadami Bildungsroman jest tu również odkrywanie siebie – Miv przekona się, czy przyjaźń z dzieciństwa przetrwa próbę czasu i dowie się czegoś o sobie samej.

„Lista podejrzanych spraw” to książka, w której forma i treść stoją ze sobą w sprzeczności. Czytelnicy mogą czekać na klasyczny kryminał lub sensację, tymczasem otrzymują książkę o dojrzewaniu, obyczajową w stylu retro – z motywami psychologicznymi. Nie oznacza to, że rozczarowuje: Jennie Godfrey wie, że odbiorców może zachęcić licznymi kłopotami dużej rangi, unikaniem infantylizmu i odpowiednio nakreślonym motywem przejścia. Trudno wpisać jej powieść w jeden wyraźny gatunek – ale to zaleta.

środa, 11 czerwca 2025

Nora Roberts: Gry umysłu

Świat Książki, Warszawa 2025.

Spotkania w głowie

Dla dwunastoletniego dziecka śmierć rodziców jest ogromną traumą. Thea, bohaterka „Gier umysłu”, przeżywa dużo więcej: w głowie towarzyszy mordercy, podąża za nim i widzi ostatnie chwile mamy i taty. Tak dowiaduje się też o czymś więcej: posiada niezwykły dar, dziedziczony przez kobiety w jej rodzie. Mama Thei świadomie z niego zrezygnowała, jednak babcia – która teraz zostanie opiekunką dziewczynki i jej brata – wie doskonale, co spotyka Theę i może ją poprowadzić przez kolejne działania. Nie jest łatwo przewidywać przyszłość albo przenosić się w czasie równolegle do czyjegoś umysłu. Nie jest łatwo wpuszczać kogoś do siebie we śnie. „Gry umysłu” to bardzo rozbudowana powieść i bardzo atrakcyjna dla czytelników. Nora Roberts kojarzy się przede wszystkim z romansami dla kobiet – jednak pod pseudonimem tworzyła przez długi czas powieści sensacyjne. W „Grach umysłu” łączy te dwa nurty tak, że nie widać szwów – ale jest tu wyjątkowo wiele urozmaiconych wydarzeń, dostarczających i adrenaliny, i silnych emocji. Thea jest wyjątkowa. Ale przez to, że nawiązuje kontakt z mordercą, ustawia kierunek swojej egzystencji. Chce prowadzić spokojne życie z daleka od cywilizacji, ale musi liczyć się z tym, że człowiek, którego wsadziła za kratki, pała żądzą zemsty. Riggs odwiedza ją w myślach i w snach, grożąc i strasząc. Nie docenia jednak przeciwniczki: Thea nie zamierza się poddawać. Dorasta i zajmuje się projektowaniem gier. Przygotowuje jednak także wyjątkową grę umysłu – pułapkę dla swojego prześladowcy.

Nora Roberts chce przedstawiać zwyczajność. Odsuwa bohaterkę od wyścigu szczurów i od walk o wpływy. Thea może się sprawdzać w tym, co poznała w dzieciństwie: cieszy się, kiedy przygotowuje z babcią naturalne kosmetyki i leki – i może roznosić je potrzebującym. Ponieważ dysponuje wyjątkową wyobraźnią, sprawdza się w zawodzie kreatywnym. A do tego mimo koszmarnej przeszłości dorosła Thea chce żyć normalnie. Na odludziu spotyka mężczyznę, w którym durzyła się jako nastolatka. I to z nim może budować przyszłość. Pod warunkiem, że przemoże się i wyzna mu całą prawdę. Bo z ukrywaniem pewnych doświadczeń nie da się zdobyć zaufania.

I tak Nora Roberts rozwija nurt romansowo-obyczajowy: walkę o szczęście w związku dwojga ludzi po przejściach – ale interesuje się o wiele bardziej zagrożeniem, jakie płynie z chorego umysłu. Riggs od początku rozkoszuje się zbrodnią, pragnie jej i żywi się cudzym cierpieniem. Nikt nie jest w stanie dotrzeć do jego umysłu – nikt poza Theą (która zresztą wykorzystuje swój dar, żeby ratować innych i współpracować z detektywami) – a to oznacza, że tylko główna bohaterka zna jego zamiary. Najważniejsze jest to, żeby nie dała się zastraszyć i żeby samodzielnie wypracowała plan działania – aby ocalić także siebie i swoją przyszłość. Nora Roberts wie, jak prowadzić fabułę, która zaintryguje czytelników – i jest w stanie wyzwolić polekturowe refleksje. Ta autorka dostarcza rozrywki. Wie, jak wykorzystać nietypowy pomysł – nie musi nawet w żaden sposób wyjaśniać, skąd wziął się dziwny dar – ważne, że wie, jak go dla fabuły wykorzystać. „Gry umysłu” to książka wyjątkowa.

czwartek, 27 lutego 2025

Nora Roberts: Aż po grób

Świat Książki, Warszawa 2025 (wznowienie).

Sprawiedliwość

„My, Kasandra” – tak podpisują się sprawcy zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku w listach kierowanych do porucznik Eve Dallas. We własnym mniemaniu walczą o sprawiedliwość i wymierzają ją, ale dla wszystkich jasne jest, że za Kasandrą kryje się grupa szaleńców, którzy nie cofną się przed niczym, byle tylko mordować. Chociaż Eve Dallas i tak próbowałaby rozwiązać tę sprawę, ma większą motywację, żeby się nią zająć – celem ataku wydaje się być jej ukochany mąż. Roarke nic sobie nie robi z zagrożenia, a przynajmniej nie zamierza się bać – nawet informacje o niebezpieczeństwie nie sprawiają, że zrezygnuje ze swojej rutyny. Tyle tylko, że Kasandra atakuje całe budynki i doprowadza do śmierci niewinnych ludzi. Tego już nie da się zignorować.

„Aż po grób” to kolejna powieść, którą Nora Roberts pisała jako J. D. Robb – i kolejna w cyklu Oblicza śmierci. Jednak poza walką z niewidocznymi przestępcami silnie akcentowane są tu wątki osobiste. Najpierw – relacja Eve i jej męża: to para, która ekstremalne emocje rozładowuje seksem – nawet kiedy sprzeczki małżeńskie mają przyćmić porozumienie, nie da się zaprzeczyć, że tych dwoje czuje coś do siebie i bez przerwy ulega pożądaniu. Tym razem jednak swoją drugą połówkę w burzliwym wydaniu znajduje także asystentka Eve – i to w człowieku, którego do tej pory najchętniej by unikała. Jakby tego było mało, pewien mężczyzna jest świadkiem przemocy wobec pięknej (zamężnej) kobiety i zrobi wszystko, żeby ocalić ją przed losem ofiary tyrana. Co chwilę autorka przełącza się na świat uczuć i na romanse – żeby zafundować czytelnikom serię wstrząsów odmiennych od poczucia zagrożenia.

Jest w tej powieści bardzo dużo sensacji. Liczą się filmowe sceny, widowiskowe sytuacje – walka z niebezpieczeństwem w wielkim stylu. Tu już nie będzie śmierci – będą następujące po sobie masakry. Nora Roberts chce szokować czytelników i wprowadzać poczucie zagrożenia, a jednocześnie koncentrować się na jednostkach. Dopiero możliwość rozwiązania zagadki co do tożsamości Kasandry (albo szefostwa Kasandry) zapewni szanse na spokój i powstrzymanie szaleńców. Reagować trzeba: prześladowców nie zadowolą ani pieniądze, ani sława – chodzi im o sianie zniszczenia. A sprawy pojedynczych bohaterów nieoczekiwanie mogą wiązać się ze sobą. Jest w tym tomie mnóstwo energii i intryga kryminalna wrzucona w centrum thrillera, jest rozrywka dla tych, którzy cenią sobie dynamiczne i pełne zagrożenia powieści. Nora Roberts wie, jak prowadzić wielowątkową narrację, w której stale odwraca uwagę czytelników od bieżących wątków i przekierowuje na inne sfery aktywności. Temat zagrożeń zamachami terrorystycznymi nabiera tutaj barw – i funkcjonuje jako koloryt lokalny dla przedstawienia prywatnych losów postaci. „Aż po grób” to kolejna powieść w cyklu – jednak nie trzeba znać poprzednich części, żeby czerpać przyjemność z tej lektury. Autorka nie odwołuje się do przeszłości bohaterów (przynajmniej nie w zakresie konieczności poznawania poprzednich ich losów, bo przecież traumy Eve Dallas są mocno akcentowane), za to częstuje czytelników efektownym tu i teraz.

niedziela, 26 stycznia 2025

Nora Roberts: Zabójczy spisek

Świat Książki, Warszawa 2025. (wznowienie)

Cięcie

„Zabójczy spisek” powraca na rynek. To powieść dla wszystkich tych, którzy kochają sensację w wersji delikatnie futurystycznej – i lubią mięsiste narracje. Nora Roberts proponuje czytelnikom serię o porucznik Eve Dallas, ale kolejne tomy w tym cyklu funkcjonują jako samodzielne historie. Jeśli komuś spodoba się kreacja bohaterów – może bez trudu znaleźć sobie inne opowieści z nimi. A nie ma wątpliwości, że Eve Dallas i jej mąż, Roarke, potrafią przyciągnąć do siebie odbiorców. Ona jest bezwzględna i niebezpieczna, jej mózg pracuje bez zarzutu, do tego jest też bardzo seksowna. On doskonale odczytuje jej nastroje i potrafi zapewnić azyl w świecie, w którym roi się od niebezpiecznych przestępców. Oboje mają się ku sobie – to małżeństwo, któremu wystarczy spojrzenie, żeby wylądować w łóżku albo zaplanować sobie ognisty wieczór i ze względu na te plany odrzucać wszelkie nieoczekiwane akcje z pracy. Wątki osobiste w tym wypadku schodzą w „Zabójczym spisku” na drugi plan, chociaż Nora Roberts wie, jak dzięki nim poszerzać grono czytelników. O wiele bardziej tym razem liczą się sprawy śledcze – i to w podwójnym wymiarze.

Z jednej strony jest bowiem morderca. Nieuchwytny, niebezpieczny i… utalentowany. Najprawdopodobniej wywodzi się z lekarskiego środowiska, a przynajmniej szkolił się u chirurgów – wycina on swoim ofiarom narządy. Precyzyjna robota budzi podziw fachowców – co nie zmienia faktu, że giną zwłaszcza bezdomni i ludzie, o których nikt by się nie upomniał. Z drugiej strony jest tu podwładna Eve Dallas, kobieta, która za wszelką cenę chce ją zniszczyć i pisze kolejne skargi, które mają zszargać reputację bohaterki. I ona sporo miesza w intrydze. Pikanterii całości dodaje przeniesienie akcji w niedaleką już przyszłość – to lata 50. XXI wieku, sporo elementów z dzisiejszej rzeczywistości wciąż funkcjonuje, ale autorka dodaje parę motywów, które jeszcze do niedawna mogły być uznawane za wytwór wyobraźni futurysty. Są tu androidy – roboty, które wyglądają i zachowują się jak ludzie, chociaż nieco się od nich różnią w detalach, są komputery, którym wydaje się głosowo polecenia (tu akurat rzeczywistość dogania akcję), są wreszcie medyczne eksperymenty, które dają nadzieję na długie życie bez cierpienia. I, jak to zwykle bywa w sytuacjach, w których nie ma ograniczeń – to etyka i pieniądze zmieniają świat. Narządy do nielegalnych operacji trzeba jakoś pozyskiwać, przynajmniej jeśli chce się dalej testować rozwiązania medyczne, które zrewolucjonizują naukę. Tymczasem silne emocje i ukrywane frustracje również nie zapewniają stabilności. W tym wszystkim opoką może być ktoś bliski i świadomy komplikacji w codzienności.

„Zabójczy spisek” to powieść wielowątkowa – nie tylko główne śledztwo przyciąga czytelników, równie mocno liczą się perypetie życiowe Eve Dallas, a już jej idealne relacje z mężem (również człowiekiem po przejściach) to dodatek na dosmaczenie fabuły. Nora Roberts wie, jak zapewnić sobie uznanie odbiorców, tworzy sycącą powieść rozrywkową bazującą na sensacji i odrobinie romansu – niby wykorzystuje typowe dla thrillerów motywy, a jednak nadaje im inny wymiar.

wtorek, 22 października 2024

Pádraig Kenny: Zrostek

Kropka, Warszawa 2024.

Siła przyjaźni

Pádraig Kenny stawia na czytelne nawiązanie do popkultury: Frankenstein jest tu oczywistą inspiracją i powodem do zastanowienia się nad etycznymi wyborami czy kierunkami nauki i eksperymentów. "Zrostek" to młodzieżowa powieść, w której liczy się właśnie lawirowanie między dobrem i złem, życiem i śmiercią - i wynaturzeniami w oczach innych. Zrostek to stworzenie - niby człowiek, ale pozszywany z różnych elementów, wskrzeszony przez profesora. Ten bohater ma samoświadomość, ale nie do końca wie, kim jest naprawdę i jak powinien się definiować. Nie jest mu to za bardzo potrzebne, skoro mieszka w zamku i może nawet spędzać noce w klatce. Profesor dba o Zrostka, wie, co robić, żeby nie stała mu się krzywda. W końcu sam go stworzył, więc chce go chronić i nie pozwoli na wyjście do ludzi - którzy z pewnością nie doceniliby wagi eksperymentu i chcieli pozbyć się dziwadła. Zrostek nie jest jedynym stworzeniem powołanym do istnienia. Obok niego w zamku mieszka Henryk - olbrzym, ale poczciwy. Chociaż Henryk jest bardziej porywczy i przez swoje gabaryty także bardziej niebezpieczny - i on faktycznie musi mieszkać w klatce, a za sprawą informacji udzielanych prze profesora - przyjmuje do wiadomości, że nie wolno mu oddalać się od krat. Henryk jest właściwie więźniem - nie tylko w klatce, to także stan jego umysłu. Układ sił zmienia się w momencie odkrycia śmierci profesora. Na zamek przybywa kolejny badacz, który zamierza do bardziej niecnych celów wykorzystywać dziwne stworzenia. Zrostek nie może się na to zgodzić: chociaż jest sztucznym tworem, jego emocje i uczucia są bardzo ludzkie - a to oznacza, że bohater uświadamia sobie, jak rzeczywistość nie powinna wyglądać. Musi uratować siebie i swojego przyjaciela - co nie będzie łatwe, skoro nie zna świata poza zamkiem i nie powinien pokazywać się ludziom. "Zrostek" to powieść, która bazuje na cudzym pomyśle - inspiracja jest tu bardzo silna i wręcz nakierowuje fabułę na konkretne wydarzenia. Niezależnie jednak od akcji, pełnej wyzwań i czasem dość trudnych tematów - bo w końcu nie zawsze spotyka się w literaturze czwartej tak mocno wyeksponowane kwestie etyczne - tu najbardziej liczy się empatia. Uczucia, które pojawiają się w codzienności Zrostka, nie muszą być silnie zakorzeniane w rzeczywistości bohatera, ważne jest to, że pasują do tego, co znają odbiorcy. Dzięki temu będzie można uruchamiać emocje podczas lektury - i trafiać do kolejnych grup czytelników zafascynowanych motywami gotyckimi w powieściach. Jest "Zrostek" książką ciekawą ze względu na odejście od schematów - ale też specyficzną, trzeba odbiorców zainteresowanych historią fantastyczną, spoza typowych fabuł. Zrostek jest bohaterem nietypowym, więc przyciągnie zwłaszcza tych czytelników, którzy potrzebują ucieczki w świat wyobraźni, a nie w realizm.

piątek, 4 października 2024

Lucy Score, Claire Kingsley: Gin Fling

Helion, Editio Red, Gliwice 2024.

Rodzina

W Bootleg Springs wszyscy powinni być szczęśliwi. Chociaż nie zawsze są. Przyrodnie rodzeństwo Jonaha na przykład ciągle mierzy się z demonami przeszłości: najprawdopodobniej to ich ojciec popełnił morderstwo, pozbawił życia nastolatkę. Miejscowi nie chcą zapomnieć o tragedii, tym bardziej, że zagadka kryminalna nie została jeszcze rozwiązana. Niby wszystkie tropy wskazują winnego, a jednak coś się nie zgadza. Jonah czuje się też przytłoczony winą ojca - nie tylko za sprawą genów, ale też przez atmosferę małego miasteczka. Poza tym w Bootleg Springs dzieje się wiele, ale już w płaszczyźnie obyczajowej. Przede wszystkim Scarlett zależy na tym, żeby wszyscy byli szczęśliwi i znaleźli swoją drugą połówkę. To Scarlett dopasowuje do siebie ludzi i wymyśla intrygi, które mają im pomóc w uzmysłowieniu sobie silnych uczuć. To ona umieszcza Jonaha w jednym domku z Shelby.

Jonah to przystojny mężczyzna, który prowadzi siłownię ku uciesze starszych mieszkanek Bootleg Springs. Zawsze miło popatrzeć na dobrze zbudowanego młodzieńca, który jest w dodatku obdarzony poczuciem humoru. Jonah powoli poznaje specyfikę miasteczka i przekonuje się, że miejscowi nie dadzą mu spokoju. Sam zapuszcza tu korzenie i coraz lepiej i pewniej czuje się w otoczeniu przyrodnich braci. Dowiaduje się, czym jest solidarność rodów i uświadamia sobie, że w każdej chwili będzie mógł liczyć na swoich bliskich. Shelby tymczasem chwilowo przynajmniej ucieka od rodziny. Nie chce się przyznać, że lekarze wykryli u niej poważną chorobę - tak zresztą było zawsze, Shelby ukrywała przed rodzicami własne traumy i problemy - żeby ich nie martwić. Nie wie jednak, że Bootleg Springs nikogo nie pozostawi bez wsparcia.

Toczy się ta opowieść - jak w każdym obecnie romansie, a już na pewno każdej powieści young adult - dwutorowo, bohaterowie, którzy zostaną parą, na przemian relacjonują wydarzenia i swoje uczucia. Powoli rozwija się między nimi pożądanie - a wspólne przeżycia prowadzą też do rozkwitu miłości. Ale przecież o to chodzi: wszyscy w Bootleg Springs muszą znaleźć swoje szczęście. Lucy Score i Claire Kingsley nie zatrzymują się jednak - na szczęście - wyłącznie na przewidywalnym (chociaż gorącym i ciekawie rozwijanym) romansie. Proponują też sprawy kryminalne - coś, co stało się wyznacznikiem pisarstwa Lucy Score, pojawia się i tutaj. Małe miasteczko i wielka kryminalna tajemnica z przeszłości wiążą się z realnym obecnym zagrożeniem. Shelby może się przekonać, że niebezpieczeństwo kryje się bardzo blisko - i nawet czujność może jej nie uchronić przed dramatem. A ponieważ komuś na niej zależy, w sprawę zaangażuje się więcej ludzi. Intryga kryminalna przyciągnie szerokie grono czytelników - czytelniczki z kolei będą się skupiać na kwestii uczuć. Jak zawsze u Lucy Score można tu liczyć na pomysłowy rozwój akcji i udane opisy, nawet jeśli ktoś zna już schemat, według którego konstruowane są kolejne książki, z pewnością chętnie zajrzy i do tej części Tajemniczego miasteczka Bootleg Springs. Śledzenie przygód bohaterów, którzy mają się ku sobie, ale muszą też ponaprawiać własne prywatne sprawy to czysta całkiem ambitna rozrywka w dobrym gatunku - "Gin Fling" to książka, która z pewnością przypadnie do gustu odbiorcom ceniącym sobie różne gatunki książek rozrywkowych.

piątek, 9 sierpnia 2024

J. P. O'Connell: Hotel Portofino

Marginesy, Warszawa 2024.

Śledztwo

J. P. O'Connell stawia na obyczajowość przełamywaną kryminałem i na mnogość postaci, które zacierają oś fabularną interpersonalnymi relacjami. Dla autora "Hotelu Portofino" rzeczywiście bardziej liczą się charaktery niż intryga - i nie jest to zarzut, po prostu taką metodę prowadzenia narracji wybiera i przekonuje do niej odbiorców. Do włoskiego - nowego - hotelu ściągają goście. Ci goście byli wcześniej uwikłani w różne, zazębiające się scenariusze - po to, żeby przeszłość upominała się o nich równie silnie jak teraźniejszość. Przeszłość odzywa się za sprawą mocnych uczuć, nie wiadomo czy już wygasłych, czy jeszcze możliwych do rozpalenia - z kolei teraźniejszość funkcjonuje przez politykę. Jest tu motyw faszyzmu i chociaż w tle powraca Mussolini, historia nabiera dość uniwersalnego wymiaru - przez co staje się bardziej przerażająca. Autor wybiera intrygę kryminalną, która pozwoli mu na uważniejsze przyglądanie się postaciom - przecież trzeba zastanowić się nad tym, kto nie jest godny zaufania.

Bardzo mocno autor zajmuje się kreśleniem wzajemnych zależności między gośćmi i personelem hotelu - tutaj nie ma miejsca na obojętność czy profesjonalizm w kontaktach, nie gdy odniesienia do wspólnych doświadczeń rodzi podejrzenie o silne - nawet jeśli skrywane - emocje. Mnóstwo wątków splatających się ze sobą, mnóstwo tematów, także tych społecznych - i barwna narracja, która odmalowuje między innymi obyczajowość pierwszej połowy XX wieku. Bardzo dużo akcji przenosi się do dialogów, ale też i O'Connell bez przerwy zmusza postacie do konfrontacji, styka ze sobą tych, którzy nie powinni się spotykać, a spędzanie czasu w hotelu przestaje kojarzyć się z sielanką. Nie wszyscy mogą znaleźć tu ukojenie, zwłaszcza kiedy muszą borykać się z niewypowiedzianymi oskarżeniami lub zarzutami. Bohaterowie rzadko kiedy zasługują na zaufanie, ale też czytelnicy szybko przyzwyczajają się do tego, że każdy ma swoje sekrety i nie chce się nimi dzielić z innymi. Czytelnicy są w uprzywilejowanej sytuacji - w końcu dowiadują się tego, o czym nie mogą wiedzieć ludzie z orbity bohaterów. Co ważne, w tej powieści nie liczy się samo śledztwo - jest ono fragmentem fabuły, ale wcale nie najważniejszym. Atmosfera buduje się tutaj w relacjach. To rozwiązanie może rozbudzać ciekawość odbiorców - sprawia, że zmienia się rozkład akcentów w powieści i spaja ją. O'Connell porusza sporo wątków - realizuje wiele odniesień do pozaliterackiej rzeczywistości, ale oprócz manifestów społecznych i politycznych funduje czytelnikom też cały przegląd osobowości. Bogata galeria postaci to coś, co może zaintrygować odbiorców bardziej nawet niż akcja. Autor decyduje się na dość gęstą opowieść, ale żeby nie zarzucać czytelników słowami - wybiera krótkie opisy i rozbudowane dialogi, co nadaje powietrza samej relacji.

Jest to powieść w starym stylu, intrygująca i wciągająca, wielowątkowa i wielobarwna. J. P. O'Connell zapewnia mnóstwo wrażeń, bo wikła swoich bohaterów we wzajemne zależności oparte na różnych motywach - żeby powiedzieć jak najwięcej o otaczających ich świecie.

wtorek, 13 lutego 2024

S. A. Cosby: Kolczaste łzy. Powieść

Agora, Warszawa 2024.

Zemsta

"Kolczaste łzy. Powieść" to książka, w której liczy się maksymalne zbrutalizowanie świata - po to, żeby uwypuklić ogromną przemianę, jaka dokonuje się w bohaterach. A jest ich dwóch, obaj w pewnym sensie zdegenerowani. Wprawdzie Ike od jakiegoś czasu uważa, żeby nie łamać prawa - pobyt w więzieniu i stosunek do czarnoskórych (oskarżanych z definicji o wszystko, co złe) skutecznie nauczyły go ostrożności, jednak nie da się ukryć - powrót do przeszłości i całkowita degeneracja są bardzo proste. Buddy Lee ma białą skórę, nie dotyczą go zatem uprzedzenia na tle rasowym. Mieszka w przyczepie i nie uwolni się od przestępczego świata. Ci dwaj może nigdy by się nie poznali, gdyby nie ich synowie, Isiah i Derek. W chwili, gdy rozpoczyna się ta książka, Isiah i Derek są martwi. Zaraz ma odbyć się ich pogrzeb, ich córka trafia pod opiekę babci, a ojcowie po raz pierwszy zastanawiają się nad sensownością własnych zaściankowych poglądów. Nie akceptowali homoseksualności synów, nie chcieli uznać ani ich orientacji, ani ich związku. Gdy jest już za późno na zmianę zdania, zaczynają angażować się w wielką zemstę. Bo przecież Isiah i Derek nie zginęli śmiercią naturalną - zostali brutalnie rozstrzelani, a ich ciała - zmasakrowane po śmierci. Policja niekoniecznie zajmie się tą sprawą, a jeśli się zajmie - to niezbyt gorliwie, zupełnie jakby nie trzeba było skazać winnych. I tu ojcowie muszą wkroczyć: pomścić synów, a przy okazji udowodnić im swoje przywiązanie i miłość - coś, czego skąpili im za ich życia. Zaczyna się przedziwne i dynamiczne śledztwo.

S. A. Cosby wysyła swoich bohaterów w straceńczą akcję, na misję, która wydaje się koszmarna już na początku - i taka rzeczywiście się okazuje. Ike i Buddy muszą znaleźć kogoś, kto udzieli im potrzebnych informacji na temat śmierci synów. Dowiadują się, że tylko jedna osoba jest w posiadaniu wiadomości, które są im niezbędne. Jednak kwestia rewanżowania się za przysługi to jedno - drugą rzeczą jest zadzieranie z niewłaściwymi ludźmi. Nie ma tu miejsca ani na procesy dedukcyjne, ani na spokojne negocjacje, wszystko rozgrywa się siłą. Ike i Buddy nie zamierzają nawet udawać łagodnych - błyskawicznie są w stanie przejść do czynów i wykorzystać całą frustrację przekutą w czystą agresję. Kolejne spotkania będą obfitować w krwawe porachunki - aż do końca. Ale bohaterowie muszą zrozumieć jedno: co naprawdę myśleli o swoich dzieciach. Dwa wielkie tematy S. A. Cosby wykorzystuje w tomie: jeden to kolor skóry - ale w pewnym momencie schodzi on na margines, znacznie ważniejsze okazują się motywy związane z seksualnością i odwagą w byciu sobą. "Kolczaste łzy" to powieść, w której nie uznaje się kompromisów, a o konsekwencjach spontanicznych działań nikt nie będzie myślał. Cosby stawia na brawurę i rozpędza nienawiść do granic możliwości. A jednocześnie daje swoim bohaterom uzasadnienie wykraczania poza powszechnie przyjęte standardy. Surowa miłość do dziecka to napęd w tej historii - niezwykłej i przerażającej jednocześnie.

sobota, 24 czerwca 2023

Tess Sharpe: Dziewczyny, którymi byłam

Must Read, Media Rodzina, Poznań 2023.

Napad

Tess Sharpe nie bawi się w subtelności. Powieść "Dziewczyny, którymi byłam" to ostra powieść sensacyjna dla młodzieży - książka, w której parasol ochronny nad bohaterką pozwala na zrealizowanie scenariusza "zabili ją i uciekła", ale zmusza do poświęceń i przeżyć, które nie pozostają bez wpływu na psychikę. Nora to nastolatka, która właśnie odkrywa, kim jest: rozstała się z chłopakiem (wcześniej swoim najlepszym przyjacielem) Wesem, bo ten nakrył ją w łóżku z Iris, dziewczyną, która stała się dobrą przyjaciółką obojga. Nie zaprzepaściło to jednak możliwości porozumienia, zwłaszcza że cała trójka staje się zakładnikami w napadzie na bank. Dwóch mężczyzn - Czerwony Daszek i Szary Daszek - próbuje dostać się do skrytek bankowych znajdujących się w piwnicy. W tym celu musi zwabić do banku dyrektora oddziału. Zastraszeni (i częściowo ranni) ludzie, przypadkowi klienci, nie mają pojęcia, co robić. Tylko Nora jest w stanie opracować plan działania. Wzywa siostrę hasłem, które sprawia, że Lee poruszy niebo i ziemię, żeby przybyć z odsieczą. Ale sama też musi zacząć coś robić, żeby wesprzeć nadciągającą pomoc. Nora wie, jak działać pod presją - przeżyła już tyle, że nic jej nie zdziwi. A wszystko za sprawą wyjątkowo toksycznej matki. Od najmłodszych lat Nora uczona jest tego, by udawać kogoś, kim nie jest. Przebiera się i gra - w relacjach z kolejnymi mężczyznami, jakich jej mama wybrała sobie na cel. Nora pozwala na zbliżenie się do nieufnych ludzi, znalezienie z nimi nici porozumienia: każdy zaufa niewinnie wyglądającemu dziecku. Nikt nie wie, że to dziecko przeszło już znacznie więcej niż wytrzymałby niejeden dorosły. A ponieważ matka Nory porusza się w szemranym światku, prędzej czy później trafi na przestępców, których należy się bać. I tak Nora pozna różne rodzaje krzywd, jakie dorośli mogą wyrządzić dziecku. A to ją ukształtuje na całe późniejsze życie.

Wes też jest poraniony - złe wspomnienia pozwalają mu zbudować z Norą porozumienie, a jeśli nikt nie spieszy z pomocą, przyjaciele poradzą sobie sami. Teraz jednak wszystkie złe doświadczenia mogą zaprocentować w opracowywaniu planu ratunku. Nora nie boi się wyzwań: może przeczołgać się kanałem od klimatyzacji, żeby zapewnić bandytom to, czego potrzebują. Może też zdradzić im swoją tożsamość, żeby uświadomić, jak cenną jest zdobyczą - i zapewnić sobie szansę na przetrwanie. Ale trzeba będzie czegoś więcej, żeby wygrać tę potyczkę. Tu w zasadzie nie bierze się jeńców: walki są brutalne i nie da się kierować sumieniem, jeśli chce się przetrwać. Najsłabszy przegra - być może także walkę o życie. W tym wszystkim Tess Sharpe znajduje jednak miejsce na subtelności: nakreśla uczucie łączące dwie dziewczyny, fascynację tym, co definiuje Iris, zrozumienie i wybaczanie. Wes staje się prawdziwym przyjacielem, na którym można polegać - zresztą i on już jest na dobrej drodze do znalezienia szczęścia w miłości. Jakby tego było mało, autorka przemyca wiadomości o endometriozie - czytelniczki mogą w przypadłościach Iris odnaleźć swoje doświadczenia okołomenstruacyjne i zastanowić się nad wykonaniem odpowiednich badań. Także osoby, które doświadczają przemocy domowej mogą znaleźć wsparcie dzięki podpowiedziom autorki - a przecież to wszystko odbywa się na marginesie ciekawej i wciągającej lektury. Tess Sharpe opowiada o tym, co dzieje się w placówce bankowej, przerywając narrację zapiskami z akcji ratunkowej. Do tego dokłada też retrospekcje - na czarnych stronach (które bardzo zwracają uwagę na książkę) pojawiają się opowieści o dziewczynach, którymi kiedyś była Nora. I o źródłach ich traum. Bardzo ciekawie została ta powieść stworzona i z pewnością nastolatki wciągnie.

czwartek, 21 lipca 2022

Faridah Àbíké-Íyímídé: As Pik

Media Rodzina, Poznań 2022.

Prześladowanie

Faridah Àbíké-Íyímídé zaskoczyła wszystkich. Zamiast banalnego, rozpisanego na dwa głosy romansu wśród młodych ludzi, postawiła na sensację ocierającą się o poważny kryminał, zamiast lekkich obyczajowych wątków wybrała zło w najczystszej postaci - doprowadzone niemal na skraj absurdu. I chociaż przez długi czas udaje jej się przekonywać do siebie czytelników, wprowadzone rozwiązania w klauzuli tomu oddalają prawdopodobieństwo i sprawiają, że znacznie trudniej będzie przyswajać sobie przedstawiane treści. Akcja toczy się w szkole średniej. Bohaterowie przygotowują się już do studiów, każdy ma swoje plany, każdy też chce pokazać się w jak najlepszym świetle, żeby zdobyć potrzebne do dalszej edukacji punkty i nie zamykać żadnej możliwości na rozwój. Chiamaka nie ma z tym problemu: od lat pracuje na miano najlepszej uczennicy, zostaje nawet wybrana na najwyższe stanowisko, jakie można w jej wieku i w jej szkole zdobyć. Devon za nic ma naukę, interesuje go wyłącznie muzyka i temu się poświęca. O ile Chiamaka to dziewczyna z dobrego domu, mająca bogatych rodziców i ściśle nakreśloną drogę kariery, o tyle Devon pochodzi ze złej dzielnicy i musi zawsze walczyć o swoje. Jego matka ciężko pracuje na kilku etatach, żeby zapewnić synowi wykształcenie. Sam Devon zarabia na swoje potrzeby w nielegalny sposób, jednak stara się zachowywać kodeks moralny i pewnych zasad przestrzega. Nie ma w szkole dwóch bardziej różnych uczniów - a jednak pewnego dnia oboje stają się ofiarą kogoś, kto podpisuje się jako As Pik. As Pik rozsyła do szkolnej społeczności informacje i kompromitujące Devona lub Chiamakę filmiki. Wszyscy poznają brudne sekrety i problemy w związkach obojga, wszyscy też mogą dowiedzieć się, co Chiamaka i Devon najchętniej usunęliby z własnych wspomnień. As Pik jest bardzo niebezpieczny, bo ma dostęp nawet do spraw dawno zamkniętych i - spoza szkoły. Prześladuje uczniów i wydaje się bezkarny, nikt nie może go powstrzymać. W takim przypadku najlepiej szukać wsparcia - Chiamaka i Devon próbują zwrócić się do swoich rówieśników (jednak przez Asa Pik czują się coraz bardziej zagrożeni i w końcu nie wiedzą, komu mogą ufać), a także do nauczycieli. Jednak jeszcze nie wiedzą, w jak poważnym niebezpieczeństwie się znaleźli.

Autorka koncentruje się na wyobcowaniu i bezradności osób prześladowanych ze względu na kolor skóry - stopniowo będzie pokazywać czytelnikom, dlaczego Chiamaka i Devon padli ofiarą Asa Pik. Jest w stanie przekonująco przedstawić motyw rosnącego zagrożenia i poczucia bezradności, informuje odbiorców, jak działa zastraszanie i jakie mechanizmy utrudniają zdecydowane działania wobec prześladowcy. Gdyby zdecydowała się na przekonujący (a nie filmowy) finał, trafiłaby do znacznie szerszego grona czytelników i przekonała do siebie znacznie więcej osób. Na razie zwraca uwagę na problem (który nie powinien już istnieć w świecie stale walczącym o tolerancję). Wprowadza do książki nie tylko temat innego koloru skóry, ale też - upodobań seksualnych. Bohaterowie wchodzą przecież w związki i próbują znaleźć oparcie w bliskich - nie wszystkim mogą podzielić się z rodzicami, zresztą - to akurat czynnik charakterystyczny dla nastolatków bez względu na pochodzenie i czasy. Autorka dobrze wie, jak zapędzić ich w pułapkę i pod kątem psychologicznym w większości książki wszystko się zgadza. Dopiero brak pomysłu na rozwiązanie arcytrudnej sytuacji w fabule psuje efekt. A jednak "Asa Pik" czytać się będzie do końca z zainteresowaniem - nawet mimo moralizatorskich komentarzy w ramach walki o równość.

środa, 6 lipca 2022

Juan Gabriel Vasquez: Kształt ruin

Echa, Warszawa 2020.

Adrenalina

Jest "Kształt ruin" Juana Gabriela Vasqueza powieścią potężną i - oczywiście - mocno zakorzenioną w kolumbijskich realiach, więc tylko dla części czytelników jasne będą pozaliterackie nawiązania i pomysły - większość dostrzeże tu jedynie egzotykę, zwłaszcza w pierwszej lub naiwnej lekturze. Bardzo trudno będzie nakreślić fabułę: autorowi zależy na przeplataniu wątków onirycznych i realistycznych, na myleniu tropów i na oszukiwaniu odbiorców: tu nic nie jest takie, jakie się wydaje. Autor nawet w obrębie gatunków stara się zmieniać przesłanki i sprawiać, że odbiorcy zaczną się zastanawiać, czy mają do czynienia z fikcją, czy z dokumentem. Umiejętne operowanie genologicznymi zabiegami zamienia tom w lekturową przygodę dla bardziej ambitnych poszukiwaczy mocnych wrażeń. Charakterystyczna jest tu narracja w klimacie retro, bohater przedstawia szczegóły śledztwa i odkrycia, jakich dokonywał, próbując rozwiązać zagadkę dawnego morderstwa. Wydarzenia odtwarza się tu mozolnie i z drobnych komentarzy. Autor wykorzystuje przeszłość do scharakteryzowania okrucieństwa panującego na ulicy - miasto staje się areną thrillerowych wydarzeń. Jakby tego było mało, Vasquez posługuje się na przykład fotografiami (których omówienia wprowadza do rozłożystej narracji), żeby uprawdopodobnić akcję i jeszcze bardziej zdezorientować czytelników.

Akcja ma charakter labiryntowy, przemierza się z bohaterem kolejne korytarze, nigdy nie mając pewności, że uda się dotrzeć do celu - a przynajmniej pokonać przeszkody po drodze. Mnóstwo tu zła, epatowania drobnymi dramatami i naturalistycznymi scenkami. Autor ma skłonność do analizowania wszystkiego bardzo dokładnie, popada w kolejne dygresje lub daje się ponieść wybranym obserwacjom: wie, że po gruntownym wyjaśnieniu konkretnego faktu będzie mógł bez trudu wrócić na poprzednio porzuconą ścieżkę. Rozbija to możliwość śledzenia osi fabularnej, mocno komplikuje też szansę zaangażowania się w akcję - ale pozwala też docenić jakość prozy. Co ciekawe, "Kształt ruin" to tom, któremu z pozoru bliżej jest do literatury faktu i do reportażu niż do beletrystyki: nawet jeśli kanwą powieści staje się sensacja, w realizacji tego nie widać - troska o czytelników przejawia się przede wszystkim w poszukiwaniu jak najbardziej precyzyjnych środków wyrazu. Wydaje się, że w ten sposób autor znów gra z odbiorcami, zmusza ich do zastanowienia się nad prawdopodobieństwem i nad autentycznością przeżyć postaci. Retardacyjna opowieść robi spore wrażenie, zwłaszcza kiedy autorowi udaje się zachęcić do śledzenia szczegółowych opisów. Tu mniej niż fakty liczy się sposób ich przedstawiania - umiejętność skupiania się na detalach, które skrywają sens wydarzeń. "Kształt ruin" to powieść zwracająca uwagę na samą siebie. Coś dla koneserów literatury nieoczywistej, dla poszukiwaczy migotliwych zabaw narracyjnych. Temat wyklucza humor, jednak autor umiejętnie operuje całym zestawem ważnych emocji. Potrafi rozbudzać strach, ale i ciekawość - za sprawą udawanego podglądania przeżyć bohatera.

piątek, 15 kwietnia 2022

Max Cegielski: Nazywam się Czogori

Marginesy, Warszawa 2022.

Wyzwania

Coraz śmielej wkraczają tematy z literatury górskiej do powieści sensacyjnych - z różnym skutkiem, bo nie zawsze autorom udaje się wprowadzić coś poza wiadomościami wyczyytanymi we wspomnieniach i biografiach wspinaczy. "Nazywam się Czogori" Maxa Cegielskiego to eksperyment, w którym ślady swoich lektur znajdą fani literatury górskiej i okołogórskiej - jednak mogą oni poczuć się nieco znużeni wykorzystywaniem ogranych tematów. Autor szuka adrenaliny w konieczności pogodzenia się z przeszłością, w dawnych rodzinnych dramatach i w wyzwaniach, które czekają na wspinaczy. Wysyła ekspedycję pod K2, bo to góra, która jak żadna obnaża słabości ludzkie i problemy w grupie. Każdy ma na nią inne spojrzenie i każdy przynosi na nią własne refleksje. Wspinacze muszą mierzyć się nie tylko ze swoimi troskami, ale i z tym, co zastają: powinni przecież dogadać się z miejscowymi, jeśli chcą przetrwać w niegościnnych warunkach. Góra bezustannie przypomina o swojej potędze i sile - nie lubi śmiałków, którzy próbują ją zdobyć. Odbiera to jak atak i odpowiada agresją. A to przynosi kolejne dramaty.

Max Cegielski tworzy książkę wielogłosową, zmienia narratorów, bo każdy chce rozprawić się z własnymi demonami i każdy z innych powodów w tej drodze się znalazł. Dzięki temu zabiegowi autor może zmieścić w narracji jak najwięcej danych wyłuskanych ze wspomnień himalaistów. Sięga po motywy doskonale już ograne: jedni będą malować kominy, żeby zarobić na wyprawę, inni cierpią z powodu choroby wysokościowej, jednych dopadają dylematy moralne, inni kurczowo trzymają się religii, żeby przetrwać. Rodziny, związki, przelotne romanse - wszystko powraca tu w tle, bo najważniejszy jest pojedynek z górą. Cegielski wykorzystuje prawdziwe wydarzenia i zamienia je na elementy fikcyjnych opowieści czy wyznań - to sprawia, że odbiorcy otrzymują znane sobie wiadomości już przetrawione i wykorzystane w podobnym kontekście. Jeśli ktoś lubi literaturę górską, może nie przekonać się do takich przeróbek - zwłaszcza że autor nie chce dodawać sensów do spostrzeżeń sportowców: jego celem jest adrenalina, a nie wyjaśnienia, których czasami w autobiografiach wspinaczy brakuje. Podchodzi Cegielski do tematu nieco naiwnie: z perspektywy człowieka, który dziwi się tej akurat pasji, ale usiłuje wykorzystywać zdobywane informacje, żeby szerzyć wiedzę o niej. Sprawna narracja i liczne zmiany narratorów to sposób na utrzymywanie uwagi czytelników - być może pod wpływem tej lektury ktoś zechce sięgnąć do oryginalnych zapisków i odkryje dla siebie całą półkę z literaturą górską. "Nazywam się Czogori" to coś dla poszukiwaczy mocnych wrażeń - ale raczej tych, którzy niespecjalnie dobrze orientują się w tematach wspinaczki w najwyższych górach. Cegielski udowadnia, że wszystko może stać się tworzywem powieści. Szkoda, że nie decyduje się na bardziej odważną akcję, która mogłaby przekonać odbiorców rozczytujących się w źródłach - takiego pomysłu zabrakło.

czwartek, 3 lutego 2022

Stuart Gibbs: Szkoła szpiegów. W obozie wroga

Agora, Warszawa 2022.

Problemy

W Szkole Szpiegów bez przerwy są jakieś wyzwania, egzaminy i misje. Benjamin Ripley nawet nie domyślał się, jak często będzie się sprawdzać jego umiejętności. Od razu rzucony na głęboką wodę, musi radzić sobie z wieloma wyzwaniami, na jakie zwyczajne życie go nie przygotowało. Ale jeśli chce zostać szpiegiem, nie ma innego wyjścia: musi się podporządkować regułom. I działać. Ale Akademia Szpiegostwa nie jest miejscem idealnym, często zdarzają się tu wpadki i pomyłki, nawet te dużego kalibru. Tym razem ktoś załadowuje ostrą amunicję do potężnej broni. Erica, która jest zdecydowanie wybitną uczennicą szkoły szpiegów, w ostatniej chwili odkrywa prawdę. Nie można już cofnąć wystrzału, można jeszcze zmienić cel, tak, żeby pociski nie trafiły w grupę uczniów, a w budynek szkoły, który podczas egzaminów powinien być pusty. Powinien być, ale nie jest - dyrektor spędza akurat czas w toalecie i po wybuchu ukazuje się uczniom z deską sedesową na szyi. To już wystarczający powód do zemsty - znalezienie winnego nie trwa długo, przecież to Benjamin przekierował lufę prosto na budynek szkoły (inna rzecz, że nie celował specjalnie, starał się po prostu ocalić jak największą grupę ludzi). I tak - zaraz na początku trzeciego tomu cyklu Szkoła Szpiegów - Benjamin Ripley wylatuje z hukiem z placówki, do której niedawno został przyjęty. Rodzice dowiadują się, że zostało mu cofnięte stypendium (w końcu jego edukacja w supertajnej szkole musiała być połączona z budowaniem alternatywnej tożsamości dla bliskich) i Ben wraca do swojej starej szkoły, a tam spotyka starych wrogów. Taki stan rzeczy nie może trwać długo, więc już przy pierwszym konflikcie Benjamin Ripley zostaje przejęty przez sieć Pająka - największego wroga Akademii. Chociaż bohater jest na początku swojej drogi do kariery szpiega, na koncie ma już kilkakrotne pokrzyżowanie planów Pająkowi i jego ekipie - może zatem dziwić się, że dostaje miejsce w konkurencyjnej szkole. To da się łatwo wytłumaczyć: Pająk też chce rekrutować najlepszych, ponadto liczy na to, że Benjamin będzie się kierował chęcią zemsty na tych, którzy pozbawili go szans na karierę szpiega. Jednak wszystko tu ma swoje drugie dno...

Stuart Gibbs po raz kolejny zaczyna historię. Wie, że początki cykli zawsze przyciągają największą liczbę fanów, funduje zatem odbiorcom następny początek: Benjamin musi nauczyć się zasad panujących w nowej szkole, poznaje nowych kolegów i odkrywa przerażające fakty. Niby inni uczniowie potrafią wyjaśnić każde niepokojące zjawisko, jednak odcięcie od świata i niemożność skontaktowania się z dawnymi znajomymi budzi podejrzenia. Wkrótce Benjamin odkryje, że jest zwyczajnie więziony w nowej placówce. Ale o to chodzi: o stałą obecność przygody, zagrożenia, które prowokują do kreatywnego myślenia i do działania wbrew wszystkiemu. Benjamin Ripley nie może się poddawać, nawet jeśli sytuacja wydaje się przegrana. Do tego Stuart Gibbs stale sięga po humor, który spodoba się najmłodszym: jest tu mnóstwo niespodzianek i zaskoczeń, jest trochę scenek obliczonych na wywoływanie śmiechu - to się sprawdza i dla czytelników będzie przede wszystkim sygnałem, że warto zaufać autorowi i sięgnąć po tę serię.