* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

środa, 4 lutego 2026

Jennifer Croft: Wymieranie Ireny Rey

Pauza, Warszawa 2026.

Puszcza

Zwykle nie zauważa się tłumaczy. I Jennifer Croft – tłumaczka – przywraca im miejsce w świadomości społecznej, a robi to w pomysłowy sposób, za sprawą powieści, która przenosi odbiorców w przyszłość i cofa do alternatywnej rzeczywistości – do roku 2017 – żeby zaprezentować wydarzenia trochę kryminalne, a trochę sensacyjne i szalone, zagmatwane i koniecznie zaskakujące. Irena Rey, bohaterka tytułowa tego tomu, to uznana autorka, która walczy o Nagrodę Nobla – w zasadzie wiadomo, że jej nie dostanie, ale mogłaby, bo jej twórczość zasługuje na uznanie. Irena Rey wie też, jak zwrócić na siebie uwagę całego świata. Co pewien czas organizuje specjalne plena, zebrania tłumaczy z różnych krajów. Ma grupę oddanych translatorów, których zaprasza do domu na skraju Puszczy Białowieskiej – i pozwala pracować nad nowym tytułem równocześnie. Dzięki temu unika spoilerów i przecieków, a do tego może mieć pewność, że podbije cały świat. Tłumacze początkowo traktują się dość przedmiotowo – są narzędziami w rękach genialnej autorki. Ale kiedy Irena Rey nieoczekiwanie znika, muszą zacząć działać i samodzielnie podejmować decyzje w skrajnie nieprzyjaznym im otoczeniu – przecież puszcza może zabić, o czym przekonują się już pierwszego samotnego dnia. Odkrywanie tożsamości Ireny Rey, pozostawionych przez nią tropów oraz potencjalnych marzeń i planów, bywa dość skomplikowane, zwłaszcza kiedy tłumacze zaczynają zwracać uwagę na siebie nawzajem. Po raz pierwszy w historii zjazdów poznają swoje prawdziwe imiona i porzucają przydomki biorące się od ojczystego języka, po raz pierwszy też pozwalają sobie na większą uczuciowość i przez to odkrywają kolejne tajemnice. Między innymi – historię zniknięcia Czeskiego. Ireny Rey nie ma, ale tłumacze nie potrafią się od niej uwolnić. Pozostają pod jej wpływem nawet porzuceni i pozbawieni nadziei na powrót do starego porządku. Geniusz Ireny Rey wychodzi na światło dzienne dopiero teraz, kiedy układa codzienność swoim podwładnym z nicości. Jennifer Croft bawi się tutaj formą z wyraźną przyjemnością: narrację prowadzi tłumaczka kiedyś znana jako Hiszpańska, ale poza głównym nurtem lektury pojawiają się tu też przypisy od tłumaczki – jedyne miejsce, w których może ona dać upust swoim frustracjom albo spostrzeżeniom blokowanym normalnie przez autorkę. Dla polskich czytelników miłą niespodzianką będzie zakotwiczenie akcji w Puszczy Białowieskiej – od czasu do czasu autorka nawiązuje do polskiej polityki i do tutejszej flory i fauny, chce, żeby czytelnicy również dali się zafascynować wyjątkowym miejscem – nawet jeśli fabuła i czas akcji pozwalają jej na dowolne manipulacje kolorytem lokalnym. W zabawach formą pomagają też krótkie widokówki z różnych miejsc, opatrzone komentarzami dla zbudowania napięcia. Jennifer Croft tworzy fabułę inną niż wszystkie – pisze w sposób, w którym niemożliwe jest przewidzenie finału, nawet samo dążenie do niego stanowi wykroczenie lekturowe – tu liczy się droga, a nie cel. A ta droga jest wyjątkowa, fascynująca i migotliwa. Dla odbiorców, którzy są zmęczeni masówką, Jennifer Croft będzie wręcz wybawieniem – to autorka, której warto zaufać. Zna świat, o którym pisze, wie, jak czarować słowem i pozwala czytelnikom na ucieczkę od rzeczywistości. Nie będzie to tylko zaproszenie dla tłumaczy - a alternatywna rzeczywistość, w której odnajdą się wszyscy gotowi podjąć ryzyko i podążać za chimeryczną autorką i jej wyznawcami. A przy okazji: Kaja Gucio ładnie to przełożyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz