Must Read, Media Rodzina, Poznań 2026.
Odwaga
Grace nigdy nie kierowała się własnymi pragnieniami. Przyszła na świat po to, żeby uratować życie siostrze – jej komórki macierzyste miały pomóc w terapii. Niestety, Lucy zmarła młodo, a Grace z jej odejściem straciła nie tylko powierniczkę, ale i cały sens istnienia. Teraz wegetuje w świecie, którego nie stara się zrozumieć. Odrzuciła własne marzenia, nie zrobiła prawa jazdy, sypia z chłopakiem, do którego nic nie czuje i który nie daje szansy na prawdziwy związek. A do tego tęskni – chociaż wie, że czasu nie da się cofnąć. Ale bardzo nieoczekiwanie śmierć Lucy zmienia rozkład sił w rodzinie: znika spoiwo, które cementowało bliskich i teraz każdy może zająć się swoimi sprawami, pod warunkiem, że znajdzie na to siły. Mama na przykład popada w apatię, siedzi przed telewizorem i nie daje się pocieszyć. A dziadek wyjeżdża na pierwsze od dawna wakacje. I tak w codzienności Grace pojawia się gra, „Mapa pragnień”, stworzona dla niej przez Lucy w szpitalu.
Alice Kellen posługuje się tu prostym zabiegiem znanym przede wszystkim ze szkół kreatywnego pisania: wymyśla listę rzeczy, które bohaterka powinna zrobić – i zmusza ją do odhaczania kolejnych punktów. Tu motywacją jest chęć dotarcia do finałowego skarbu – niespodzianki przygotowanej przez Lucy, a także… Will Tucker, chłopak, który realizuje grę i wydziela Grace kolejne zadania, a w niektórych jej towarzyszy. Grace nie ma pojęcia, co ją czeka, może się tylko poddać losowi – i zaufać siostrze, która znała ją jak nikt inny. Sam Will Tucker jest człowiekiem tajemniczym: mieszka w przyczepie kempingowej, a wszystkie rzeczy, które nie mieszczą się w niej, wozi na tylnym siedzeniu samochodu.
„Mapa pragnień” to książka young adult, stworzona po to, żeby opowiedzieć czytelnikom historię miłosną skrywającą Bildungsroman. Grace musi dojrzeć do dorosłości, musi się przekonać, że da sobie radę w życiu, znaleźć w sobie ochotę do snucia marzeń i osłabić lęk przed rzeczywistością. Musi też zrealizować te obowiązkowe punkty życiorysu, które porzuciła za sprawą choroby siostry – Lucy wie doskonale, na czym polegały kolejne wyrzeczenia – i teraz kieruje Grace w odpowiednią stronę. Ale sam Will też ma w swojej przeszłości sporo mroku – i żeby móc budować trwały związek, powinien się uporać z własnymi demonami. Na razie nie sprawia wrażenia, jakby takiej terapii potrzebował – a jednak nie będzie prawdziwym wsparciem, dopóki nie pozamyka pewnych spraw i nie dowie się, czego właściwie sam pragnie. Alice Kellen opowiada czytelnikom o tym, że warto żyć w zgodzie ze sobą - i że czasami trzeba porzucić wygodne życie, żeby dowiedzieć się czegoś na swój temat. Tylko praca nad własnym charakterem i nad przyszłością może przynieść konkretne i oczekiwane efekty – i tylko duży wysiłek zamieni się kiedyś w nagrodę. „Mapa pragnień” to książka, w której narracja długo prowadzona jest przez Grace, Will wkracza wtedy, kiedy trzeba poznać jego historię. Ta opowieść płynie zgodnie z oczekiwaniami, ale przynosi odbiorcom ważne prawdy.
tu-czytam
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
piątek, 27 marca 2026
czwartek, 26 marca 2026
Choi Eunyung: Przebudzona
Kropka, Warszawa 2026.
Zdrowie
Jest to książka wstrząsająca i to nie tylko dla dzieci. Co więcej: może zrobić ogromne wrażenie na dorosłych, bo Choi Eunyung stawia tu filozoficzne pytanie bazujące na społecznym lęku. „Przebudzona” to krótka i bardzo trafna powieść o samostanowieniu i o świecie z przyszłości. Bohaterka to Ihyon. Dziewczynka, która cierpi na przedziwną przypadłość, nieznaną medycynie. Czuje w głowie uderzenia gorąca i nie da się im zapobiec – cierpieniu nie można ulżyć, a żaden lekarz nie ma pomysłu, co to za choroba. Nawet ojciec dziewczynki – szanowany profesor medycyny – nie ma pojęcia, co zrobić. Istnieje tylko jedno, chociaż bardzo ryzykowne, wyjście. Można zahibernować dziecko i wybudzić je dopiero wtedy, kiedy uda się taki przypadek wyleczyć. O tym wszystkim Ihyon właściwie nie wie: orientuje się tylko, że przebywała w jakiejś dziwnej cieczy, że odzyskuje przytomność w szpitalu i że wszyscy naokoło dziwnie się zachowują. Mama i tata zabierają ją do domu, do siostry bliźniaczki (Ihyon nie pamięta, żeby miała siostrę bliźniaczkę, ale wszyscy mówią jej, że to problemy z pamięcią po zabiegu). Tylko że nic się nie zgadza: ludzie nie używają już telefonów komórkowych, dzieci mają roboty do nauki, a świat jest bardzo zanieczyszczony i trzeba specjalnych mechanizmów, żeby w ogóle móc na nim funkcjonować. Stopniowo Ihyon dowiaduje się, kim są jej bliscy i co się stało – i wtedy zaczyna zadawać bardzo niewygodne pytania. „Przebudzona” to powieść o poszukiwaniu przepisu na nieśmiertelność i o granicach ingerencji w zdrowie i tożsamość drugiego człowieka, choćby i najbardziej kochanego. Ihyon nie dostrzega plusów swojej sytuacji: pozbycie się uczucia płomieni w głowie to coś, za co zapłaciła zbyt wysoką cenę – zwłaszcza że to nie ona podjęła decyzję o tym, żeby żyć dalej i przeżyć dzieciństwo trzy dekady później, w zupełnie nowym otoczeniu. Dziewczynka jest samotna – a jej jedyne możliwe wsparcie, siostra bliźniaczka Iso, wydaje się dość poirytowana towarzystwem. Nic dziwnego, ona również musiała wyrzec się własnego szczęścia, żeby nie zaszokować Ihyon.
Choi Eunyung pisze książkę, która łamie panujące dzisiaj w literaturze czwartej reguły. Pokazuje dzieciom świat, w którym najmłodsi nie są specjalnie chronieni – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wprawdzie przenosi akcję do przyszłości, tak, żeby oddalić od czytelników potencjalny strach przed podobnymi doświadczeniami, jednak brak możliwości obrony jest uniwersalny i niezależny od roku. W dodatku odnosi się do bardzo trudnych kwestii – tu bohaterowie rozważają, czy warto przedłużać sobie życie, dawać się zahibernować i zostać wybudzonym po wielu latach, czy lepiej jest cieszyć się każdym dniem i nie skazywać na rzeczywistość bez najbliższych. Sporo pytań pojawi się po lekturze – i to nie tylko dzieciom. Jest Choi Eunyung wizjonerką, ale jest też w tej powieści nauczycielką etyki, uświadamia czytelnikom, co w życiu jest naprawdę ważne – i pokazuje, że nie każde marzenie trzeba za wszelką cenę spełniać. Nie jest to powieść wygodna, za to jest niezwykle ważna, przejmująca i wstrząsająca. Do tego stopnia, że z kanonu literatury dla dzieci powinna wyjść do świadomości powszechnej.
Zdrowie
Jest to książka wstrząsająca i to nie tylko dla dzieci. Co więcej: może zrobić ogromne wrażenie na dorosłych, bo Choi Eunyung stawia tu filozoficzne pytanie bazujące na społecznym lęku. „Przebudzona” to krótka i bardzo trafna powieść o samostanowieniu i o świecie z przyszłości. Bohaterka to Ihyon. Dziewczynka, która cierpi na przedziwną przypadłość, nieznaną medycynie. Czuje w głowie uderzenia gorąca i nie da się im zapobiec – cierpieniu nie można ulżyć, a żaden lekarz nie ma pomysłu, co to za choroba. Nawet ojciec dziewczynki – szanowany profesor medycyny – nie ma pojęcia, co zrobić. Istnieje tylko jedno, chociaż bardzo ryzykowne, wyjście. Można zahibernować dziecko i wybudzić je dopiero wtedy, kiedy uda się taki przypadek wyleczyć. O tym wszystkim Ihyon właściwie nie wie: orientuje się tylko, że przebywała w jakiejś dziwnej cieczy, że odzyskuje przytomność w szpitalu i że wszyscy naokoło dziwnie się zachowują. Mama i tata zabierają ją do domu, do siostry bliźniaczki (Ihyon nie pamięta, żeby miała siostrę bliźniaczkę, ale wszyscy mówią jej, że to problemy z pamięcią po zabiegu). Tylko że nic się nie zgadza: ludzie nie używają już telefonów komórkowych, dzieci mają roboty do nauki, a świat jest bardzo zanieczyszczony i trzeba specjalnych mechanizmów, żeby w ogóle móc na nim funkcjonować. Stopniowo Ihyon dowiaduje się, kim są jej bliscy i co się stało – i wtedy zaczyna zadawać bardzo niewygodne pytania. „Przebudzona” to powieść o poszukiwaniu przepisu na nieśmiertelność i o granicach ingerencji w zdrowie i tożsamość drugiego człowieka, choćby i najbardziej kochanego. Ihyon nie dostrzega plusów swojej sytuacji: pozbycie się uczucia płomieni w głowie to coś, za co zapłaciła zbyt wysoką cenę – zwłaszcza że to nie ona podjęła decyzję o tym, żeby żyć dalej i przeżyć dzieciństwo trzy dekady później, w zupełnie nowym otoczeniu. Dziewczynka jest samotna – a jej jedyne możliwe wsparcie, siostra bliźniaczka Iso, wydaje się dość poirytowana towarzystwem. Nic dziwnego, ona również musiała wyrzec się własnego szczęścia, żeby nie zaszokować Ihyon.
Choi Eunyung pisze książkę, która łamie panujące dzisiaj w literaturze czwartej reguły. Pokazuje dzieciom świat, w którym najmłodsi nie są specjalnie chronieni – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wprawdzie przenosi akcję do przyszłości, tak, żeby oddalić od czytelników potencjalny strach przed podobnymi doświadczeniami, jednak brak możliwości obrony jest uniwersalny i niezależny od roku. W dodatku odnosi się do bardzo trudnych kwestii – tu bohaterowie rozważają, czy warto przedłużać sobie życie, dawać się zahibernować i zostać wybudzonym po wielu latach, czy lepiej jest cieszyć się każdym dniem i nie skazywać na rzeczywistość bez najbliższych. Sporo pytań pojawi się po lekturze – i to nie tylko dzieciom. Jest Choi Eunyung wizjonerką, ale jest też w tej powieści nauczycielką etyki, uświadamia czytelnikom, co w życiu jest naprawdę ważne – i pokazuje, że nie każde marzenie trzeba za wszelką cenę spełniać. Nie jest to powieść wygodna, za to jest niezwykle ważna, przejmująca i wstrząsająca. Do tego stopnia, że z kanonu literatury dla dzieci powinna wyjść do świadomości powszechnej.
środa, 25 marca 2026
Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem. Inteligencja emocjonalna
Onepress, Gliwice 2026.
Pułapki
Przesadne rozpamiętywanie minionych wydarzeń lub najbardziej stresujących sytuacji nie służy samorozwojowi ani zdrowiu psychicznemu, istnieje więc już cały szereg ćwiczeń, które pozwalają wyjść z pułapki nadmiernego myślenia i przywrócić normalność. Malutka książka spod szyldu „Harvard Business Review” ma uświadamiać czytelnikom, że stresory spotykać będą w pracy (zwłaszcza w pracy w korporacji) na każdym kroku, ale nie powinno to być hamulcem w ich działaniach. „Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem” to kolejna bardzo udana publikacja, która zyska wielu zwolenników z racji skondensowania i niewielkich rozmiarów. Zamiast rozbudowanych psychologicznych analiz autorzy skupiają się bowiem na dostarczaniu odbiorcom – pierwotnie czytelnikom czasopism – esencję wiadomości i pozwalają zmierzyć się z problemami dzięki konkretnym zadaniom. Tym razem odbiorcy mają do czynienia z artykułami publikowanymi na stronie miesięcznika – albo z opracowaniami na podstawie tych artykułów. Kolejni autorzy przyglądają się najbardziej popularnym schematom związanym z nadmiernym myśleniem i podsuwają gotowe, sprawdzone rozwiązania, które wystarczy wcielić w życie, żeby móc poprawić jakość codziennej pracy. Łączą overthinking najczęściej ze stresem – tłumaczą, jaką przeszkodą w wykonywaniu obowiązków może być perfekcjonizm, pokazują, kiedy overthinking blokuje działania, zajmują się także kwestią podejmowania decyzji i jej następstw. I to może być dla czytelników przełomowe odkrycie: nie liczy się bowiem sam moment podejmowania decyzji, a to, co zrobi się później z jej konsekwencjami – co oznacza, że nie warto zwlekać czy rozważać w nieskończoność potencjalnych scenariuszy, a wybrać jeden z nich i sprawić, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Sporo tu oczywistości (zamartwianie się dawnymi błędami do niczego nie doprowadzi), trochę powiązań między przeszłością i przyszłością – tak, żeby odbiorcy zauważyli, że dawne porażki to nie wszystko i naprawdę nie ma sensu poświęcać im zbyt dużo uwagi. Oczywiście nie jest łatwo zrezygnować z niszczących nawyków i wyzwolić się ze schematów, dlatego w tych artykułach nacisk kładzie się na uświadomienie odbiorcom sytuacji, w jakiej się znaleźli – i podsunięcie zestawu mechanizmów obronnych. Każdy, kto zaakceptuje przedstawioną strategię, będzie musiał wykonać pracę nad sobą – ale zyska podstawy i przekonanie, że warto podjąć wysiłek, żeby polepszyć pracę. Rozdziały w tym niewielkim tomie to powiedzenie tego, co najważniejsze, bez ozdobników i retoryki, liczy się skuteczność i tempo działań, a nie literackość – łatwo przyswaja się te teksty także dlatego, że napisane są niemal jak wystąpienia motywacyjne dla czytelników, prosto i rzeczowo. Wszyscy ci, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez rozdmuchane poradniki z zakresu samorozwoju, tu zyskają wiedzę w pigułce – podpowiedź w sam raz do błyskawicznego zastosowania. „Overthinking” to książka, która odpowiada na charakterystyczny społeczny problem – ale nastawiona jest na życie zawodowe i na poprawianie produktywności.
Pułapki
Przesadne rozpamiętywanie minionych wydarzeń lub najbardziej stresujących sytuacji nie służy samorozwojowi ani zdrowiu psychicznemu, istnieje więc już cały szereg ćwiczeń, które pozwalają wyjść z pułapki nadmiernego myślenia i przywrócić normalność. Malutka książka spod szyldu „Harvard Business Review” ma uświadamiać czytelnikom, że stresory spotykać będą w pracy (zwłaszcza w pracy w korporacji) na każdym kroku, ale nie powinno to być hamulcem w ich działaniach. „Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem” to kolejna bardzo udana publikacja, która zyska wielu zwolenników z racji skondensowania i niewielkich rozmiarów. Zamiast rozbudowanych psychologicznych analiz autorzy skupiają się bowiem na dostarczaniu odbiorcom – pierwotnie czytelnikom czasopism – esencję wiadomości i pozwalają zmierzyć się z problemami dzięki konkretnym zadaniom. Tym razem odbiorcy mają do czynienia z artykułami publikowanymi na stronie miesięcznika – albo z opracowaniami na podstawie tych artykułów. Kolejni autorzy przyglądają się najbardziej popularnym schematom związanym z nadmiernym myśleniem i podsuwają gotowe, sprawdzone rozwiązania, które wystarczy wcielić w życie, żeby móc poprawić jakość codziennej pracy. Łączą overthinking najczęściej ze stresem – tłumaczą, jaką przeszkodą w wykonywaniu obowiązków może być perfekcjonizm, pokazują, kiedy overthinking blokuje działania, zajmują się także kwestią podejmowania decyzji i jej następstw. I to może być dla czytelników przełomowe odkrycie: nie liczy się bowiem sam moment podejmowania decyzji, a to, co zrobi się później z jej konsekwencjami – co oznacza, że nie warto zwlekać czy rozważać w nieskończoność potencjalnych scenariuszy, a wybrać jeden z nich i sprawić, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Sporo tu oczywistości (zamartwianie się dawnymi błędami do niczego nie doprowadzi), trochę powiązań między przeszłością i przyszłością – tak, żeby odbiorcy zauważyli, że dawne porażki to nie wszystko i naprawdę nie ma sensu poświęcać im zbyt dużo uwagi. Oczywiście nie jest łatwo zrezygnować z niszczących nawyków i wyzwolić się ze schematów, dlatego w tych artykułach nacisk kładzie się na uświadomienie odbiorcom sytuacji, w jakiej się znaleźli – i podsunięcie zestawu mechanizmów obronnych. Każdy, kto zaakceptuje przedstawioną strategię, będzie musiał wykonać pracę nad sobą – ale zyska podstawy i przekonanie, że warto podjąć wysiłek, żeby polepszyć pracę. Rozdziały w tym niewielkim tomie to powiedzenie tego, co najważniejsze, bez ozdobników i retoryki, liczy się skuteczność i tempo działań, a nie literackość – łatwo przyswaja się te teksty także dlatego, że napisane są niemal jak wystąpienia motywacyjne dla czytelników, prosto i rzeczowo. Wszyscy ci, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez rozdmuchane poradniki z zakresu samorozwoju, tu zyskają wiedzę w pigułce – podpowiedź w sam raz do błyskawicznego zastosowania. „Overthinking” to książka, która odpowiada na charakterystyczny społeczny problem – ale nastawiona jest na życie zawodowe i na poprawianie produktywności.
wtorek, 24 marca 2026
Lena Anlauf, Vitali Konstantinov: Genialne nosy. Osobliwy atlas zwierząt
Ezop, Warszawa 2026.
Talenty
„Genialne nosy. Osobliwy atlas zwierząt” to tytuł, który przyciągnie uwagę. Zwłaszcza że kiedy myśli się o nosach – nawet tych zwierzęcych – to najczęściej przychodzi na myśl jedynie wąchanie, niezbyt malownicza czynność, która na pewno nie nadaje się do tego, żeby zapełnić nią całą książkę. Tymczasem Lena Anlauf i Vitali Konstantinov sięgają do co ciekawszych gatunków zwierząt, żeby przyjrzeć się ich umiejętnościom i nietypowemu wyglądowi i dzięki temu zapewnić nie tylko dzieciom bardzo atrakcyjną lekturę. Cały tomik utrzymany jest w konwencji picture booka edukacyjnego, co oznacza, że będzie tu co oglądać, ale obrazki niosą w sobie ważne treści i pozwalają lepiej poznać egzotyczne gatunki. Do ilustracji dodane zostały – akapitowe przeważnie – komentarze, dzięki którym mali odbiorcy nie tylko poznają część odkryć oraz niespodzianek ze świata przyrody, ale też zapamiętają co bardziej fantazyjne rozwiązania w zakresie nosów.
Autorzy dzielą swoich bohaterów na kilka kategorii – są tu zwierzęta fruwające i przebywające w wodzie, te, które najchętniej siedzą pod ziemią, te, które wiszą na drzewach i te, które żyją na ziemi. Dla dociekliwych lub mniej skoncentrowanych – pojawi się tu jeszcze słowniczek, dzięki któremu szybko da się rozszyfrować co bardziej fachowe pojęcia. Zwierzęta prezentowane są według charakterystycznego i bardzo wygodnego w lekturze schematu: najpierw mamy do czynienia z wielkoformatowym rysunkiem przedstawiającym bohatera, z nazwą i przedstawicielami danego rodzaju. Na drugiej stronie widnieją już mniejsze obrazki pokazujące bohatera w akcji, podczas jedzenia, kopania, walki, wydalania, ucieczki, a czasem – chociaż bardzo rzadko – podczas współpracy z ludźmi. To jest też miejsce na obrazkowe dopowiedzenia ciekawostek i porównania. Teksty zostały podzielone na drobne i rzeczowe akapity i porozmieszczane tak, by zasugerować dzieciom istnienie bardzo małych ich porcji – w sam raz na jednorazową lekturę. Szybkie przeczytanie pozwoli przejść do kolejnej ciekawostki, wydzielonej graficznie, wyodrębnionej od pozostałych treści – dzieci nie muszą się zatem mierzyć ze znienawidzonymi blokami tekstów, a mogą zaspokajać ciekawość i podążać tropami autorów według własnego uznania i zainteresowań. Taki system nie jest niczym nowym, bazuje na nim większość picture booków edukacyjnych – warto jednak podkreślać jego znaczenie, bo ułatwia korzystanie z książki także tym dzieciom, które niespecjalnie pasjonują się czytaniem, a powinny ćwiczyć swoje umiejętności w tej dziedzinie. Podzielenie tekstu na drobne porcje sprzyja też zapamiętywaniu przedstawianych treści. Warto tu zaznaczyć, że wybrane zwierzęta są na tyle dziwaczne i egzotyczne, że z rzadka dzieci będą mogły je samodzielnie rozpoznać (tak stanie się przy słoniu i przy koali, a także przy świni. Ale już suhaki, mirungi czy dikdiki dla maluchów będą całkiem pasjonującym odkryciem – i przypomną, ile zwierząt jeszcze czeka na pojawienie się w historiach dla najmłodszych. Jest to tomik bardzo udany, starannie opracowany i zestawiający ciekawostki, które faktycznie spodobają się najmłodszym odbiorcom – można zatem mieć pewność, że dziecko nie odłoży lektury zbyt szybko, a zechce wkraczać w świat zwierząt.
Talenty
„Genialne nosy. Osobliwy atlas zwierząt” to tytuł, który przyciągnie uwagę. Zwłaszcza że kiedy myśli się o nosach – nawet tych zwierzęcych – to najczęściej przychodzi na myśl jedynie wąchanie, niezbyt malownicza czynność, która na pewno nie nadaje się do tego, żeby zapełnić nią całą książkę. Tymczasem Lena Anlauf i Vitali Konstantinov sięgają do co ciekawszych gatunków zwierząt, żeby przyjrzeć się ich umiejętnościom i nietypowemu wyglądowi i dzięki temu zapewnić nie tylko dzieciom bardzo atrakcyjną lekturę. Cały tomik utrzymany jest w konwencji picture booka edukacyjnego, co oznacza, że będzie tu co oglądać, ale obrazki niosą w sobie ważne treści i pozwalają lepiej poznać egzotyczne gatunki. Do ilustracji dodane zostały – akapitowe przeważnie – komentarze, dzięki którym mali odbiorcy nie tylko poznają część odkryć oraz niespodzianek ze świata przyrody, ale też zapamiętają co bardziej fantazyjne rozwiązania w zakresie nosów.
Autorzy dzielą swoich bohaterów na kilka kategorii – są tu zwierzęta fruwające i przebywające w wodzie, te, które najchętniej siedzą pod ziemią, te, które wiszą na drzewach i te, które żyją na ziemi. Dla dociekliwych lub mniej skoncentrowanych – pojawi się tu jeszcze słowniczek, dzięki któremu szybko da się rozszyfrować co bardziej fachowe pojęcia. Zwierzęta prezentowane są według charakterystycznego i bardzo wygodnego w lekturze schematu: najpierw mamy do czynienia z wielkoformatowym rysunkiem przedstawiającym bohatera, z nazwą i przedstawicielami danego rodzaju. Na drugiej stronie widnieją już mniejsze obrazki pokazujące bohatera w akcji, podczas jedzenia, kopania, walki, wydalania, ucieczki, a czasem – chociaż bardzo rzadko – podczas współpracy z ludźmi. To jest też miejsce na obrazkowe dopowiedzenia ciekawostek i porównania. Teksty zostały podzielone na drobne i rzeczowe akapity i porozmieszczane tak, by zasugerować dzieciom istnienie bardzo małych ich porcji – w sam raz na jednorazową lekturę. Szybkie przeczytanie pozwoli przejść do kolejnej ciekawostki, wydzielonej graficznie, wyodrębnionej od pozostałych treści – dzieci nie muszą się zatem mierzyć ze znienawidzonymi blokami tekstów, a mogą zaspokajać ciekawość i podążać tropami autorów według własnego uznania i zainteresowań. Taki system nie jest niczym nowym, bazuje na nim większość picture booków edukacyjnych – warto jednak podkreślać jego znaczenie, bo ułatwia korzystanie z książki także tym dzieciom, które niespecjalnie pasjonują się czytaniem, a powinny ćwiczyć swoje umiejętności w tej dziedzinie. Podzielenie tekstu na drobne porcje sprzyja też zapamiętywaniu przedstawianych treści. Warto tu zaznaczyć, że wybrane zwierzęta są na tyle dziwaczne i egzotyczne, że z rzadka dzieci będą mogły je samodzielnie rozpoznać (tak stanie się przy słoniu i przy koali, a także przy świni. Ale już suhaki, mirungi czy dikdiki dla maluchów będą całkiem pasjonującym odkryciem – i przypomną, ile zwierząt jeszcze czeka na pojawienie się w historiach dla najmłodszych. Jest to tomik bardzo udany, starannie opracowany i zestawiający ciekawostki, które faktycznie spodobają się najmłodszym odbiorcom – można zatem mieć pewność, że dziecko nie odłoży lektury zbyt szybko, a zechce wkraczać w świat zwierząt.
poniedziałek, 23 marca 2026
Tomasz Jastrun: Rok Szczura
Czytelnik, Warszawa 2026.
Dziennik z przeżycia
Takich dzienników już się dzisiaj nie pisze. A ten też nie powstał dzisiaj, a dekadę temu. Tomasz Jastrun w „Roku Szczura” dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem dotyczącym depresji i nieudanej próby samobójczej, a później – metod na powrót do normalności. Niewielki w gruncie rzeczy tom jest wstrząsającym studium bezradności i najtrudniejszych chwil. Jastrun opowiada o chorobie i związanych z nią zmaganiach z rzeczywistością od środka, z pełną szczerością i bez upiększeń. Prowadzi dziennik, którego nie cenzuruje. Pisze książki i spotyka się z odbiorcami, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat depresji jako takiej, ale w tej publikacji przedstawia własne odczucia przetykane codziennością. Tomasz Jastrun – wzorem wielkich literatów z minionych epok – rejestruje odwiedziny ważnych gości, sprawdza, co dzieje się w kraju (szczególną irytację wywołują w nim prawicowe rządy), pisze o telefonach od znajomych i o pomysłach dzieci, a także o książce, którą przygotowuje (bez nadziei na dofinansowanie po tym, jak zmienia się dyrektor jednej z instytucji kultury). Miesza w dzienniku życie zawodowe, prywatne i uczestnictwo w świecie jako takim. I nad tym wszystkim stopniowo rozsnuwa się widmo depresji, na początku bez autodiagnoz i nazywania problemu. Jastrun daje się owładnąć negatywnym myślom, przestaje czerpać satysfakcję z egzystencji, dziwi się, że udaje mu się oddać na czas zamówione teksty – ale wszystko, co dzieje się wokół, przygniata go coraz bardziej i doprowadza do targnięcia się na własne życie. Autor fabularyzuje własną śmierć, pisze wiersz pożegnalny i łyka tabletki – ale publikacja w mediach społecznościowych nie pozostaje bez echa i znajomym udaje się zdążyć z pomocą. Stąd bierze się środkowa część książki, o pobycie w szpitalu. Tu Tomasz Jastrun zastanawia się nad znaczeniem ratowania samobójców, ale o wiele bardziej interesuje go wszystko, co na zewnątrz niego – stąd ciągłe obserwacje, prezentowanie kolejnych pacjentów przewijających się przez szpitalne korytarze, ich absurdalnych często zachowań i symbolicznych wręcz gestów – wszystko staje się tu tworzywem niemal literackim i odciąga myśli od chęci odejścia ze świata. Nawet jeśli w pobliżu pojawiają się inni odratowani, Jastrun tym razem dąży do wyleczenia się, do opanowania wewnętrznego mroku. Rozumie istotę choroby, wie, że przeplata się ona przez jego drzewo genealogiczne i szuka dla siebie ratunku. Po wyjściu ze szpitala odbywa dramatyczne walki – wie doskonale, jak blisko mu do poddania się czarnym myślom, czuje czającą się w pobliżu depresję – i nie chce wracać do tego, co już ledwo przetrwał. Podejmuje decyzje odważne, żeby tylko naprawić swój mózg. A jednocześnie przez cały czas jest bardzo wyczulony na literackość, na sztukę i na potencjał intelektualny czy twórczy kolejnych wydarzeń. Częstuje czytelników codziennością w wymiarze mikro – i buduje narrację, której dzisiaj na rynku się już nie spotyka. Dziennik klasyczny w duchu i mocno aktualny w treści sprawia, że odbiorcy mogą inaczej spojrzeć na dylematy twórców i zastanowić się nad udrękami ludzi cierpiących na depresję.
Dziennik z przeżycia
Takich dzienników już się dzisiaj nie pisze. A ten też nie powstał dzisiaj, a dekadę temu. Tomasz Jastrun w „Roku Szczura” dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem dotyczącym depresji i nieudanej próby samobójczej, a później – metod na powrót do normalności. Niewielki w gruncie rzeczy tom jest wstrząsającym studium bezradności i najtrudniejszych chwil. Jastrun opowiada o chorobie i związanych z nią zmaganiach z rzeczywistością od środka, z pełną szczerością i bez upiększeń. Prowadzi dziennik, którego nie cenzuruje. Pisze książki i spotyka się z odbiorcami, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat depresji jako takiej, ale w tej publikacji przedstawia własne odczucia przetykane codziennością. Tomasz Jastrun – wzorem wielkich literatów z minionych epok – rejestruje odwiedziny ważnych gości, sprawdza, co dzieje się w kraju (szczególną irytację wywołują w nim prawicowe rządy), pisze o telefonach od znajomych i o pomysłach dzieci, a także o książce, którą przygotowuje (bez nadziei na dofinansowanie po tym, jak zmienia się dyrektor jednej z instytucji kultury). Miesza w dzienniku życie zawodowe, prywatne i uczestnictwo w świecie jako takim. I nad tym wszystkim stopniowo rozsnuwa się widmo depresji, na początku bez autodiagnoz i nazywania problemu. Jastrun daje się owładnąć negatywnym myślom, przestaje czerpać satysfakcję z egzystencji, dziwi się, że udaje mu się oddać na czas zamówione teksty – ale wszystko, co dzieje się wokół, przygniata go coraz bardziej i doprowadza do targnięcia się na własne życie. Autor fabularyzuje własną śmierć, pisze wiersz pożegnalny i łyka tabletki – ale publikacja w mediach społecznościowych nie pozostaje bez echa i znajomym udaje się zdążyć z pomocą. Stąd bierze się środkowa część książki, o pobycie w szpitalu. Tu Tomasz Jastrun zastanawia się nad znaczeniem ratowania samobójców, ale o wiele bardziej interesuje go wszystko, co na zewnątrz niego – stąd ciągłe obserwacje, prezentowanie kolejnych pacjentów przewijających się przez szpitalne korytarze, ich absurdalnych często zachowań i symbolicznych wręcz gestów – wszystko staje się tu tworzywem niemal literackim i odciąga myśli od chęci odejścia ze świata. Nawet jeśli w pobliżu pojawiają się inni odratowani, Jastrun tym razem dąży do wyleczenia się, do opanowania wewnętrznego mroku. Rozumie istotę choroby, wie, że przeplata się ona przez jego drzewo genealogiczne i szuka dla siebie ratunku. Po wyjściu ze szpitala odbywa dramatyczne walki – wie doskonale, jak blisko mu do poddania się czarnym myślom, czuje czającą się w pobliżu depresję – i nie chce wracać do tego, co już ledwo przetrwał. Podejmuje decyzje odważne, żeby tylko naprawić swój mózg. A jednocześnie przez cały czas jest bardzo wyczulony na literackość, na sztukę i na potencjał intelektualny czy twórczy kolejnych wydarzeń. Częstuje czytelników codziennością w wymiarze mikro – i buduje narrację, której dzisiaj na rynku się już nie spotyka. Dziennik klasyczny w duchu i mocno aktualny w treści sprawia, że odbiorcy mogą inaczej spojrzeć na dylematy twórców i zastanowić się nad udrękami ludzi cierpiących na depresję.
niedziela, 22 marca 2026
Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna
Onepress, Gliwice 2026.
Relacje
Niewielka to książka, ale sygnowana przez „Harvard Business Review”, co oznacza, że materiały w niej zawarte będą faktycznie przydatne i wysokiej jakości. Wybrano kilka artykułów, które pierwotnie pojawiły się w tym miesięczniku – i ułożono je w sposób, który zapewnia dostęp do najważniejszych informacji w skondensowanej formie. O ile tomy pokonferencyjne są przeważnie napuszone objętościowo i przegadane za sprawą konieczności powtarzania w artykułach naukowych tych samych wiadomości we wprowadzeniach czy podsumowaniach, o tyle w tym wypadku autorzy od razu przechodzą do sedna i pokazują czytelnikom, jak wygląda odpowiedź na postawione w tytule pytanie. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna” to zestaw artykułów, które naświetlają sytuację w pracy w korporacji – ale da się istniejące tu wskazówki rozszerzyć na inne obszary działalności i międzyludzkich kontaktów. Każdy artykuł ma innego autora (powtarza się tylko Amy Gallo), każdy dotyczy zagadnienia ważnego i wartościowego z perspektywy zwyczajnych czytelników, niekoniecznie uwikłanych w toksyczne relacje – ale świadomych ich istnienia w różnych okolicznościach. Ponieważ nie ma tu miejsca na teoretyzowanie, liczy się stworzenie zbioru przydatnych podpowiedzi, książka może zostać bardzo skondensowana – stanowi rodzaj bryku w relacjach międzyludzkich i ułatwia reagowanie, przynajmniej w wersji modelowej – w okolicznościach, w których zwykle traci się umiejętności skutecznego działania.
I tak Mark Gerzon podpowie, jak rozwiązywać konflikty – nauczy czytelników oceniania temperatury sporu i w zależności od wyniku – odpowiedniego reagowania. Holly Weeks skupi się na stresujących rozmowach, tak, żeby uświadomić czytelnikom, kiedy nie mają szans na porozumienie i co powinni zrobić, jeśli zależy im na konkretnych efektach (tu wprawdzie porusza się po delikatnym terenie, a nie istnieją formułki, które nie brzmiałyby sztucznie w normalnych rozmowach, jednak warto zwrócić uwagę na jej propozycje, żeby poprawić jakość komunikacji i jednocześnie nie łamać reguł rządzących nią w firmie). Dalsza część książki to już konkretyzowanie rodzajów trudnych współpracowników (lub szefów): jedni mogą wprowadzać chaos, wszystko uważając za najpilniejsze, inni stosują pasywną agresję, jeszcze inni wprowadzają niepotrzebny stres albo zachowują się niezgodnie z regułami życia społecznego; na sam koniec wprowadzony zostaje temat nielubianego szefa.
Autorzy sięgają po opracowania psychologiczne, ale wydobywają ich esencję, żeby odbiorcom w krótkiej formie przedstawić najważniejsze odkrycia i przesłania. Muszą postawić na praktyczne umiejętności – i uruchomić w czytelnikach schematy reakcji w stresujących chwilach. Podpowiadają, kiedy odpuścić, a kiedy zdecydować się na radykalne kroki – wszystko w imię zachowania dobrej kondycji psychicznej. Wiadomo, że modelowe przykłady mocno różnią się od zwyczajnego życia, ale w tych artykułach poszukać można inspiracji i podpowiedzi, które dopiero po lekturze wydają się być oczywiste. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi” to publikacja niewielka objętościowo, za to niezmiernie ważna i przydatna w codziennym życiu zawodowym oraz prywatnym – pokazuje najczęściej spotykane problemy i sposoby zaradzenia im bez otoczki zbędnej dla potrzebujących błyskawicznej pomocy.
Relacje
Niewielka to książka, ale sygnowana przez „Harvard Business Review”, co oznacza, że materiały w niej zawarte będą faktycznie przydatne i wysokiej jakości. Wybrano kilka artykułów, które pierwotnie pojawiły się w tym miesięczniku – i ułożono je w sposób, który zapewnia dostęp do najważniejszych informacji w skondensowanej formie. O ile tomy pokonferencyjne są przeważnie napuszone objętościowo i przegadane za sprawą konieczności powtarzania w artykułach naukowych tych samych wiadomości we wprowadzeniach czy podsumowaniach, o tyle w tym wypadku autorzy od razu przechodzą do sedna i pokazują czytelnikom, jak wygląda odpowiedź na postawione w tytule pytanie. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna” to zestaw artykułów, które naświetlają sytuację w pracy w korporacji – ale da się istniejące tu wskazówki rozszerzyć na inne obszary działalności i międzyludzkich kontaktów. Każdy artykuł ma innego autora (powtarza się tylko Amy Gallo), każdy dotyczy zagadnienia ważnego i wartościowego z perspektywy zwyczajnych czytelników, niekoniecznie uwikłanych w toksyczne relacje – ale świadomych ich istnienia w różnych okolicznościach. Ponieważ nie ma tu miejsca na teoretyzowanie, liczy się stworzenie zbioru przydatnych podpowiedzi, książka może zostać bardzo skondensowana – stanowi rodzaj bryku w relacjach międzyludzkich i ułatwia reagowanie, przynajmniej w wersji modelowej – w okolicznościach, w których zwykle traci się umiejętności skutecznego działania.
I tak Mark Gerzon podpowie, jak rozwiązywać konflikty – nauczy czytelników oceniania temperatury sporu i w zależności od wyniku – odpowiedniego reagowania. Holly Weeks skupi się na stresujących rozmowach, tak, żeby uświadomić czytelnikom, kiedy nie mają szans na porozumienie i co powinni zrobić, jeśli zależy im na konkretnych efektach (tu wprawdzie porusza się po delikatnym terenie, a nie istnieją formułki, które nie brzmiałyby sztucznie w normalnych rozmowach, jednak warto zwrócić uwagę na jej propozycje, żeby poprawić jakość komunikacji i jednocześnie nie łamać reguł rządzących nią w firmie). Dalsza część książki to już konkretyzowanie rodzajów trudnych współpracowników (lub szefów): jedni mogą wprowadzać chaos, wszystko uważając za najpilniejsze, inni stosują pasywną agresję, jeszcze inni wprowadzają niepotrzebny stres albo zachowują się niezgodnie z regułami życia społecznego; na sam koniec wprowadzony zostaje temat nielubianego szefa.
Autorzy sięgają po opracowania psychologiczne, ale wydobywają ich esencję, żeby odbiorcom w krótkiej formie przedstawić najważniejsze odkrycia i przesłania. Muszą postawić na praktyczne umiejętności – i uruchomić w czytelnikach schematy reakcji w stresujących chwilach. Podpowiadają, kiedy odpuścić, a kiedy zdecydować się na radykalne kroki – wszystko w imię zachowania dobrej kondycji psychicznej. Wiadomo, że modelowe przykłady mocno różnią się od zwyczajnego życia, ale w tych artykułach poszukać można inspiracji i podpowiedzi, które dopiero po lekturze wydają się być oczywiste. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi” to publikacja niewielka objętościowo, za to niezmiernie ważna i przydatna w codziennym życiu zawodowym oraz prywatnym – pokazuje najczęściej spotykane problemy i sposoby zaradzenia im bez otoczki zbędnej dla potrzebujących błyskawicznej pomocy.
Gdzie są Bluey i Bingo? Szukaj i znajdź
Harperkids, Warszawa 2026.
Zabawa z Bingo
Takie książeczki do najmłodszych najszybciej docierają – gadżetowe publikacje będące naturalnym efektem medialnego zainteresowania nie potrzebują dodatkowej reklamy. Wszyscy fani niebieskich kwadratowych psów będą zachwyceni, mogąc przedłużyć sobie zabawę z tymi postaciami. „Gdzie są Bluey i Bingo” to tomik, który trafi do najmłodszych i przekona ich nie tylko do skupiania uwagi i wskazywania potrzebnych akurat przedmiotów lub bohaterów na bardzo kolorowych kreskówkowych ilustracjach – ale też do prób poznawania liter, żeby kojarzyć podpisy z odpowiednimi obrazkami. Każda rozkładówka to wielki obrazek i polecenie na marginesie książki. W ramach polecenia odbiorcy otrzymują jedno zdanie wyjaśnienia (nakreślające kontekst, przedstawiające bohaterów lub przypominające, co najbardziej lubią oni robić) – to zdanie dodatkowe, które umacnia więź odbiorców z postaciami z kreskówkowej serii, zbędne w procesie poszukiwań elementów obrazka, ale ważne dla kolorytu lokalnego. Do tego wyliczenie, w którym pojawiają się kolejne elementy dużego rysunku w wersji nazwanej i obrazkowej – małe piktogramy ułatwiają zadanie i pozwalają dzieciom rozwijać słownictwo, na przykład jeśli ktoś nie jest pewny, co to jest marakas, jak wygląda taśma miernicza albo schładzacze do puszek – może wykorzystać rysunkowe podpowiedzi, a przy okazji poszerzyć swój zasób leksykalny. „Gdzie są Bluey i Bingo” to zatem zaproszenie do zabawy na każdej rozkładówce. Blue, Bingo i ich rodzina czy przyjaciele bawią się w najlepsze, na każdym obrazku dzieje się coś innego – bardzo często to nawiązania do sytuacji z kreskówek i do zachowań doskonale znanych małym fanom, więc dzieci będą mogły przypominać sobie ulubione pomysły z kreskówek, albo nabierać ochoty na oglądanie kolejnych odcinków. Zanim to jednak nastąpi, będą działać, żeby odkryć i wskazać wszystkie potrzebne elementy na dużym rysunku. Oczywiście to tomik kierowany do najmłodszych, nie może zatem być tu zbyt wiele szczegółów, jednak dwuwymiarowość ilustracji sprawia, że dość trudno jest wychwycić od razu wszystkie pożądane fragmenty – dzieci będą się musiały skupić i wybrać oglądanie obrazków po kawałku, zwłaszcza że raczej nie zapamiętają wszystkich niezbędnych do wyszukiwania wskazówek i nie będą w stanie zrealizować rozbudowanego zadania za jednym razem. To sprawia, że tomik „Gdzie są Bluey i Bingo” wystarczy na dłużej i pozwoli najmłodszym na radosną zabawę z ulubionymi bohaterami. Gdyby ktoś mimo wszystko miał problemy ze wskazaniem konkretnego przedmiotu, będzie mógł wspomóc się kluczem odpowiedzi zamieszczonym na końcu tomu – najmłodsi jednak raczej zechcą bawić się razem z Blue i Bingo, a przy okazji wkraczać do ich świata i śledzić radosne pomysły. Tak przygotowany tomik stawia na jeden rodzaj łamigłówek, ale nie znudzi się dzieciom dzięki zaproszeniu do świata Bluey.
Zabawa z Bingo
Takie książeczki do najmłodszych najszybciej docierają – gadżetowe publikacje będące naturalnym efektem medialnego zainteresowania nie potrzebują dodatkowej reklamy. Wszyscy fani niebieskich kwadratowych psów będą zachwyceni, mogąc przedłużyć sobie zabawę z tymi postaciami. „Gdzie są Bluey i Bingo” to tomik, który trafi do najmłodszych i przekona ich nie tylko do skupiania uwagi i wskazywania potrzebnych akurat przedmiotów lub bohaterów na bardzo kolorowych kreskówkowych ilustracjach – ale też do prób poznawania liter, żeby kojarzyć podpisy z odpowiednimi obrazkami. Każda rozkładówka to wielki obrazek i polecenie na marginesie książki. W ramach polecenia odbiorcy otrzymują jedno zdanie wyjaśnienia (nakreślające kontekst, przedstawiające bohaterów lub przypominające, co najbardziej lubią oni robić) – to zdanie dodatkowe, które umacnia więź odbiorców z postaciami z kreskówkowej serii, zbędne w procesie poszukiwań elementów obrazka, ale ważne dla kolorytu lokalnego. Do tego wyliczenie, w którym pojawiają się kolejne elementy dużego rysunku w wersji nazwanej i obrazkowej – małe piktogramy ułatwiają zadanie i pozwalają dzieciom rozwijać słownictwo, na przykład jeśli ktoś nie jest pewny, co to jest marakas, jak wygląda taśma miernicza albo schładzacze do puszek – może wykorzystać rysunkowe podpowiedzi, a przy okazji poszerzyć swój zasób leksykalny. „Gdzie są Bluey i Bingo” to zatem zaproszenie do zabawy na każdej rozkładówce. Blue, Bingo i ich rodzina czy przyjaciele bawią się w najlepsze, na każdym obrazku dzieje się coś innego – bardzo często to nawiązania do sytuacji z kreskówek i do zachowań doskonale znanych małym fanom, więc dzieci będą mogły przypominać sobie ulubione pomysły z kreskówek, albo nabierać ochoty na oglądanie kolejnych odcinków. Zanim to jednak nastąpi, będą działać, żeby odkryć i wskazać wszystkie potrzebne elementy na dużym rysunku. Oczywiście to tomik kierowany do najmłodszych, nie może zatem być tu zbyt wiele szczegółów, jednak dwuwymiarowość ilustracji sprawia, że dość trudno jest wychwycić od razu wszystkie pożądane fragmenty – dzieci będą się musiały skupić i wybrać oglądanie obrazków po kawałku, zwłaszcza że raczej nie zapamiętają wszystkich niezbędnych do wyszukiwania wskazówek i nie będą w stanie zrealizować rozbudowanego zadania za jednym razem. To sprawia, że tomik „Gdzie są Bluey i Bingo” wystarczy na dłużej i pozwoli najmłodszym na radosną zabawę z ulubionymi bohaterami. Gdyby ktoś mimo wszystko miał problemy ze wskazaniem konkretnego przedmiotu, będzie mógł wspomóc się kluczem odpowiedzi zamieszczonym na końcu tomu – najmłodsi jednak raczej zechcą bawić się razem z Blue i Bingo, a przy okazji wkraczać do ich świata i śledzić radosne pomysły. Tak przygotowany tomik stawia na jeden rodzaj łamigłówek, ale nie znudzi się dzieciom dzięki zaproszeniu do świata Bluey.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






