* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

sobota, 16 maja 2026

Katarzyna Biegańska: Co czujesz, tato?

Kropka, Warszawa 2026.

Emocje

Tata z serii picture booków przygotowanych przez Katarzynę Biegańską i Dorotę Prończuk (autorkę ilustracji) jest naprawdę postępowy i wyznacza trendy, a na pewno pokazuje wszystkim, jak powinno się funkcjonować w dzisiejszym świecie, by unikać pułapek rodzicielstwa. Tata – z brodą drwala i kitką – nie musi być twardzielem dystansującym się od uczuć, wprost przeciwnie – to on staje się przewodnikiem po tym, co przeżywa dziecko. Autorki przypominają, że dziecko zawsze dostrzega uczucia i zachowania dorosłych, wyłapuje sygnały, które świadczą o tym, że coś jest nie tak – i jeśli nie dostanie informacji o tym, co się dzieje, będzie snuć własne scenariusze, często znacznie gorsze niż rzeczywistość. Warto zatem rozmawiać, wyjaśniać wątpliwości i uczyć pociechę, jak mówić o uczuciach. W tym sprawdzają się ojcowie – których jeszcze w poprzednich pokoleniach nikt nie podejrzewał nie tylko o empatię, ale nawet o posiadanie jakichś bardziej skomplikowanych uczuć czy przemyśleń na ten temat. Tymczasem ogromny tata z książki radzi sobie z tym wyzwaniem całkiem nieźle. Wychowuje syna tak, żeby ten nie bał się mówienia o swoich zmartwieniach czy przeżyciach – a skoro maluch może tacie powiedzieć wszystko, co zresztą wykorzystuje, nie jest to tylko błahe i teoretyczne zapewnienie – to równie dobrze tata może podzielić się swoimi doświadczeniami z pociechą. Oczywiście – ale tego już autorka nie mówi – w granicach rozsądku, tak, żeby nie zrzucać na malucha stresów czy niepotrzebnych przykrych niespodzianek. Wystarczy jednak odrobina uwagi i wyjaśnienie, dlaczego coś w relacjach się zmieniło – to sposób na uspokojenie dziecka.

A skoro z tatą da się o wszystkim porozmawiać (nawet o sprawach tak poważnych jak ciężka choroba babci) – to można z nim też dzielić uczucia i dowiadywać się, co one znaczą. Autorka odwołuje się do konkretnych sytuacji, które dzieci mogą sobie łatwo wyobrazić – i w związku z nimi podaje konkretne uczucia, nazywa je tak, żeby najmłodsi utrwalili sobie odpowiednie nazwy i wiedzieli, co dzieje się z nimi samymi w analogicznych sytuacjach. Wszystko wydaje się łatwiejsze, kiedy można dzielić to z tatą – i tak wygląda prawdziwe bohaterstwo w dzisiejszych czasach. Nie trzeba tu wielkich fabuł ani scenek, które zmuszają dzieci do przenoszenia się do bajkowego świata – to, co pojawia się w tomiku, wydaje się znane i bliskie, wręcz namacalne. Katarzyna Biegańska wie, jak mówić o uczuciach, bez abstrakcji i wielkich słów. Do tego dochodzą obrazki, które odbiorcom powiedzą równie dużo o emocjach targających bohaterami co sama narracja – tak przygotowany picture book nie potrzebuje już dodatkowych komentarzy. A jednak spora część dzieci po lekturze będzie chciała przegadać temat jeszcze ze swoimi rodzicami. I Katarzyna Biegańska znowu przypomina ojcom – że to oni mogą być tymi, którzy zapewnią maluchom potrzebne wsparcie, także to emocjonalne. Czasy się zmieniają i dobrze, że „Co czujesz, tato” nadąża za tymi metamorfozami.

piątek, 15 maja 2026

Miraculous. Postraszycielka

Harperkids, Warszawa 2026.

Pomoc

Czasami ten, kto jest największym potworem, boi się czegoś tak bardzo, że chowa własny strach pod maską agresji. W „Postraszycielce” jest to zaprezentowane dzieciom znacznie prościej, za sprawą działań Władcy Ciem – tego, który wykorzystuje swoją moc do czynienia zła. Drobny tomik „Postraszycielka” przygotowany jest dla dzieci, które uczą się samodzielnego czytania i potrzebują materiałów do ćwiczenia – a skoro i tak muszą spędzać czas nad książkami, niech to będzie czas przyjemnie spędzany z lubianymi kreskówkowymi postaciami. W cyklu Tryb czytania pojawia się zatem drobne opowiadanie z ważnym dla najmłodszych przesłaniem. Mamy tu bohaterów z uniwersum Biedronki i Czarnego Kota – ze świadomością, kim w cywilnym życiu są te postacie. Szkolna społeczność to dobre miejsce na testowanie możliwości i ograniczeń związanych z własnymi doświadczeniami i wyobrażeniami. I tak Mylene przekonuje się, że trudno jest grać w horrorze. Chociaż świetnie zdaje sobie sprawę, że nie ma tu do czynienia z prawdziwymi potworami, nie umie pokonać lęku przed nimi – i boi się coraz bardziej. Władca Ciem wykorzystuje to, żeby zamienić ją w prawdziwego potwora – i teraz to Mylene będzie siać postrach, dopóki Biedronka i Czarny Kot nie znajdą na nią sposobu. A muszą zadziałać sposobem – bo inaczej nie da się pokonać zła bez robienia krzywdy koleżance. I tak dzieci przekonują się, że agresja często bierze się ze strachu – wcale nie trzeba do tego magii, chociaż ta sprawdza się w świecie wykreowanym przez Miraculous.

Jest to bardzo krótka książeczka, w dodatku bogato ilustrowana – kadry z bajki zastępują tu klasyczne grafiki i jednocześnie są wabikiem na małych odbiorców, zachęcają do spędzania czasu z książką i do sprawdzania, jakie przygody przeżywali bohaterowie opowieści. Pozwalają skoncentrować się nie tylko na wysiłku związanym z poznawaniem i składaniem liter – ale też na samej opowieści. Fabuła jest zatem dobrze zaakcentowana, a do tego bardzo dynamiczna – wypełniona ekstremalnymi doświadczeniami bohaterów. Dzieje się tu dużo w bardzo niewielkim tekście – ale chodzi o to, żeby przyciągnąć dzieci do lektury i pokazać im radość płynącą z samodzielnego czytania. W tym tomiku znalazło się i sporo wyobraźni – maskującej prawdziwe wydarzenia i problemy ze świata kilkulatków, i trochę odsłaniania kulis magicznych przeobrażeń w superbohaterów, i cenna lekcja dla wszystkich na najbliższą przyszłość i funkcjonowanie w grupie społecznej. „Postraszycielka” to zatem książeczka przygotowana tak, żeby dzieci chciały po nią sięgać i żeby wiedziały, jak wydobyć z niej najlepsze przekazy. Dzieci, które uczą się czytać, nie mogą tu narzekać na nadmierny wysiłek – ale warto będzie podjąć próbę samodzielnego prześledzenia akcji, żeby poznać bieg wydarzeń i rozwiązanie mało komfortowej początkowo sytuacji.

czwartek, 14 maja 2026

Amy Sparkes: Księgarnia na tyłach kresu

Kropka, Warszawa 2026.

Ratunek

W najnowszej części tej magicznej serii liczy się najbardziej wspólne działanie. Kiedy już dom na skraju magii się uspokoił i zapewnia faktyczne schronienie dla wszystkich, którzy znaleźli się w jego progach, można zastanowić się nad niesieniem pomocy. Tym razem znika Profesora Miska, postać nietuzinkowa i jednocześnie bardzo potrzebna w magicznym świecie. Ponieważ w grę wchodzi potyczka z okrutną czarownicą, nie bez powodu nazywającą się Ohydia, wiadomo, że trzeba zjednoczyć siły i ruszyć na poszukiwania – a następnie uzbroić się w odwagę i doprowadzić do uwolnienia istoty, która tak jak inne chce po prostu w spokoju egzystować. Dziewiątka wie doskonale, jak ważne jest schronienie i pomoc bliskich – dlatego też nie waha się z wyruszeniem na pomoc. Co innego mogłaby robić? To bohaterka, która dopiero w magicznej krainie znalazła dom – nie wie wiele o sobie i o historii swojej matki, stopniowo dopiero odkrywa pojedyncze tropy, które składają się na opowieść o jej tożsamości. Dziewiątka nie ma imienia – przez pewien czas żyła na ulicy i zajmowała się złodziejstwem. Do tamtego życia nie ma powrotu, dlatego też tak mocno Dziewiątka angażuje się w zapewnianie swojej nowej – dość niezwykłej rodzinie – wsparcia. I to Dziewiątka nadaje prym opowieści, to ona motywuje do działania i to ona wreszcie musi rozwiązywać zagadki prowadzące do celu. Przewodzi galerii oryginałów i dziwaków, ale świetnie się wśród nich odnajduje – wiadomo, że ta bohaterka poradzi sobie zawsze i wszędzie. Ale Dziewiątka ma – jak wszyscy – swoje słabości i sekrety. I właśnie do wyjawiania sekretów zmusza ją pewne miejsce. Tajemnice wypowiadane na głos oznaczają maksymalne obnażenie się, osłabienie wewnętrznej siły i pewności siebie – to walka, w której nie da się znaleźć sojuszników. A jednocześnie prawdziwe wyzwanie, które pokaże, czy obrane cele są prawdziwe, czy też stanowią namiastkę pragnień.

Amy Sparkes w pierwszym tomie serii mnóstwo wysiłku poświęciła na to, żeby odbiorcy dobrze zrozumieli zasady w świecie, w którym możliwe jest wszystko. Teraz przychodzi do młodych odbiorców z trzecią powieścią – i „Księgarnia na tyłach kresu” to książka, w której narracja wydaje się bardziej spokojna a akcja podporządkowana historii drogi – jest zadanie do wykonania i na tym to zadaniu koncentrują się postacie pod wodzą Dziewiątki. Jedno rozwiązanie generuje kolejne wyzwania, nie ma mowy o przyspieszeniu celu, nie da się też zmieniać reguł gry w jej trakcie, więc czytelnicy będą po prostu podążać za bohaterką i kibicować jej w podejmowanych działaniach. Ponieważ jednak Amy Sparkes nie musi już rejestrować absolutnie każdego przejawu magii na każdym kroku – może pozwolić młodym czytelnikom na relaks i śledzenie wyprawy. Jest w „Księgarni na tyłach kresu” standardowy dla serii zestaw pomysłów, wśród których żaden nie robi takiego wrażenia na odbiorcach jak magiczna księgarnia – w końcu wiadomo nie od dzisiaj, że fani fantastyki uwielbiają przejście do świata z książek. Nie jest to równoznaczne z umiłowaniem do autotematyzmu, ale tu całkiem dobrze się sprawdziło.

środa, 13 maja 2026

Dawid Lewandowski: Pokaż światu swoją twórczość. Przewodnik po budowaniu marki osobistej w social mediach

Onepress, Gliwice 2026.

Wizerunek

To nie jest tak, że Dawid Lewandowski da czytelnikom magiczny przepis na zbudowanie strategii promocyjnej w mediach społecznościowych. Ale uświadomi, dlaczego własny wizerunek – marka osobista – jest tak istotny i dlaczego lepiej samemu stworzyć narrację niż pozwolić ją snuć innym. „Pokaż światu swoją twórczość. Przewodnik po budowaniu marki osobistej w social mediach” to książka niewielka, skondensowana i wypełniona ogólnymi uwagami, które porządkują trochę wiadomości o funkcjonowaniu w SM, ale nie przyniosą gotowej odpowiedzi na pytanie, jak budować zasięgi. Lewandowski zatrzymuje się za to na kwestii, co zrobić, żeby się wyróżnić – nie koncentruje się na kupowaniu obserwujących ani na monetyzowaniu treści, a na tworzeniu spójnego i interesującego dla odbiorców wizerunku w mediach społecznościowych. To ten pierwszy krok, który wielu twórców przerasta. Jest w tej książce też mowa o możliwościach tworzenia dzięki sztucznej inteligencji – i Dawid Lewandowski przed pułapkami korzystania z AI przestrzega – wyjaśnia, jak traktować to narzędzie, żeby nie popełniać błędów i dlaczego autentyczność jest największą wartością.

Kieruje się ten autor do twórców z różnych branż kreatywnych, nie chce nikogo wyróżniać, dba o to, żeby z poradnika mogli korzystać pisarze, malarze czy muzycy a nawet rękodzielnicy – wszyscy, którzy chcą działać w obszarze SM i wykorzystywać je jako narzędzie autopromocji. Przy okazji może zatem autor obalać mity dotyczące nachalnej reklamy albo uczyć odbiorców, jak znaleźć dla siebie miejsce i ograniczyć wyrzuty sumienia płynące z konieczności walki o uwagę. Żeby pokazać się w internecie, nie wystarczy mieć coś do powiedzenia: każdy, kto tworzy rzeczy wartościowe, może zderzyć się ze ścianą: brakiem reakcji czy niewielkimi zasięgami. I Dawid Lewandowski podpowiada metody, które mogą zadziałać, żeby podnieść wskaźniki i zapewnić sobie odzew wśród potencjalnych konsumentów, klientów czy fanów. Nie obiecuje złotych gór, wie, że zmiany wymagać będą działań i cierpliwości, a także czasu – ale uczy czytelników, co zrobić, żeby zmienić swoje sieciowe przyzwyczajenia. I to może być bardzo skuteczne, jeśli faktycznie odbiorcy tej książki uważnie przestudiują porady i zastosują się do nich. Co ciekawe, autor decyduje się na wprowadzanie dwóch ćwiczeń po każdym rozdziale – niby niewiele, a jednak wymaga to zaangażowania i uważności w pracy, a w konsekwencji doprowadzi do zmiany postrzegania samych SM. Jest to dobry sposób na ruszenie z miejsca i na zbudowanie sobie nowej strategii działania. Warto zastanowić się zwłaszcza nad kwestiami, które podważają obiegowe opinie – Dawid Lewandowski może pokazać odbiorcom nowe perspektywy i zmusić ich do kreatywnego wykorzystywania social mediów jako narzędzia autopromocji.

Jest to książka objętościowo niewielka i bazująca na próbie wytłumaczenia czytelnikom, jakie podejście w stosunku do mediów społecznościowych powinni przyjąć, jeśli muszą z różnych powodów traktować je jako płaszczyznę autoprezentacji czy reklamy – dopiero gruntowne poznanie takich założeń pozwoli na czerpanie korzyści z budowanej konsekwentnie marki osobistej. „Pokaż światu swoją twórczość” to książka przeprowadzająca przez podstawy zmiany w myśleniu o SM.

Bajki z uśmiechem 5

Zapomniałam napisać, że mamy już piątą część Bajek z uśmiechem - darmowych audiobooków z moimi bajkami

czyta TIMIOS KIECHAJAS
muzyka KLAUDIA RABIEGA
teksty i montaż ja

Bajki z uśmiechem - część 5

wtorek, 12 maja 2026

Ewa Borowska: Trenujemy umiejętności społeczne

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

W grupie

Ta seria ma dwie naprawdę mocne strony, pierwsza to identyfikacja wizualna – książek z cyklu Szkoła i ja kierowanego dla dzieci wkraczających w wiek szkolny i ich rodziców nie można z niczym pomylić, nie będzie zatem przypadkowych czytelników czy tych liczących na bajki i fabuły. Druga mocna strona to realizacja – Ewa Borowska dba o to, żeby z lektury wszyscy wyciągnęli jak najwięcej i mogli przełożyć na codzienność to, co spotyka bohaterów. Ola i jej brat Kacper chodzą do drugiej klasy, uczy ich pani Edyta – to ta trójka będzie prowadzić odbiorców przez doświadczenia w grupie rówieśników – i nie tylko. Nauczycielka bowiem prowadzi do tego, żeby jej uczniowie przyjrzeli się uważnie uczuciom targającym nimi w różnych kontekstach i trochę nad nimi pracowali. Oswaja między innymi smutek i złość, podpowiada, jak przyjmować komplementy i jak radzić sobie z odrzuceniem – czyli co zrobić po usłyszeniu „nie”. Uczy wypracowywania kompromisów, współpracy i proszenia o pomoc (albo reagowania, kiedy się widzi, że ktoś takiej pomocy potrzebuje). Wyjaśnia, czym jest duma, a czym zazdrość. Najbardziej chyba dziwi w tym zestawieniu wizyta w sklepie i robienie samodzielnie zakupów – ale jest to również umiejętność społeczna, którą trzeba wypracować. Autorka przygląda się także tematowi zazdrości czy prawdziwej przyjaźni, a żeby w ogóle to wszystko zacząć – podpowiada, jak nawiązywać kontakty.

Rzecz polega na tym, żeby wszystkie potrzebne wiadomości przekazać dzieciom bez zbędnego moralizowania i bez męczenia ich nieżyciowymi komentarzami. Żeby pokazać wszystko w akcji wykorzystuje Ewa Borowska ilustracje przygotowywane przez Martę Kuleszę – i komiksowe dymki. Dzięki temu od razu widać, kto w jakiej sytuacji wykorzystuje odpowiednie porady – i co dzieje się z uczuciami w konkretnych chwilach. Na obrazkach dzieje się wiele, panuje typowy szkolny gwar – nie da się zatem bez skupienia błyskawicznie prześledzić zawartości kolejnych tematycznych rozkładówek. Nie ma też takiej potrzeby, warto za to przyglądać się kolejnym postaciom i czytać ich uwagi – to pozwoli lepiej przyswoić przekazywane zagadnienia i wypracować sobie zasady postępowania w szkolnej społeczności czy w gronie bliskich. Nie wszystkie sytuacje będą odbiorcom bezwzględnie potrzebne – ale często zdarzy się tak, że da się wybrać drobne wskazówki z różnych obszarów działań, więc żeby dotrzeć do tych istotnych, czytelnicy będą przechodzić przez kolejne dymki i aktywnie uczestniczyć w śledzeniu opowieści. Ewa Borowska dba o to, żeby podsunąć małym odbiorcom i ich rodzicom szereg ważnych uwag – zastosowanie się do nich czasem będzie wymagało kreatywności, odejścia od modelowego schematu – ale zmniejszy stres przed nieznanym i strach przed popełnianiem błędów, które skończą się społecznym ostracyzmem. Ewa Borowska tłumaczy to, co w erze przedkomputerowej wydawało się naturalne i proste – teraz jednak staje się coraz mniej oczywiste.

poniedziałek, 11 maja 2026

Helena Dixon: Zbrodnia w rezydencji

Mando, Kraków 2026.

Formuła

W cyklu Tajemnice panny Underhay pojawia się kolejna książka, „Zbrodnia w rezydencji” i Helena Dixon dwoi się i troi, żeby swoim czytelnikom zapewnić rozrywkę w starym stylu. To kryminał, w którym liczą się konwenanse i społeczne umowy, a nie szczerość jako taka, chociaż główna bohaterka, Kitty Underhay, odrobinę się z tych schematów wyłamuje. Kitty zresztą ma w życiu szczęście do zbrodni – dopiero co udało się rozwiązać jedną zagadkę, a już czai się kolejna. I to w miejscu, w którym bohaterka ma odpocząć od morderstw. Helena Dixon przenosi akcję do lat 30. XX wieku i do wyższych sfer – takich, w których nie można sobie pozwolić na przypadek w relacjach towarzyskich. I Kitty jest świadoma wszelkich ograniczeń płynących właśnie z zasad grzeczności i obowiązków wobec krewnych. Chce jednak poznać rodzinę ojca, a kiedy przychodzi oficjalne zaproszenie – to jest ono poprzedzone entuzjastyczną zachętą ze strony kuzynki. Dlatego też Kitty ostatecznie decyduje się na wyprawę, nawet jeśli oznacza to, że musi zabrać ze sobą pokojówkę (nie liczy się, że nie jest jej potrzebna: sytuacja wymaga, żeby panna nie podróżowała samotnie). Alice ma głowę na karku i dojście do służby – z racji swojego zawodu – a to oznacza, że będzie mogła zyskać informacje, które inaczej Kitty by ominęły. Jest jeszcze kapitan Matt Bryant. Tylko przyjaciel, zresztą – sporo od Kitty starszy. A jednak – towarzysz kolejnych kryminalnych zagadek, mężczyzna, który ma swój urok i który dba o bezpieczeństwo Kitty bardziej niż gdyby była zwyczajną znajomą. Taki dyskretny ślad potencjalnego romansu na horyzoncie dobrze zrobi czytelnikom, którzy w pewnym momencie mogą być znużeni fabułą. Bo oto Kitty pojawia się w domu wujostwa i trafia na pierwsze zwłoki, chwilę później ginie niania – kobieta, której nikt nie życzył źle, a do tego znikają tajne dokumenty trzymane w sejfie. I na tym nie koniec zbrodni. Najgorsze, że jeśli nie uda się schwytać mordercy, ktoś jeszcze może stracić życie, a wiele wskazuje na to, że zbrodniarz pozostaje w bliskim kręgu domowników, jeśli nie rekrutuje się spośród nich. I tak autorka każe swojej bohaterce uważnie obserwować i wyciągać wnioski, a o beztroskiej zabawie nie może być mowy – chyba że Kitty akurat znajdzie chwilę na esencjonalne rozmowy z Mattem. Dobrze mieć zaufanego człowieka wśród śledczych, gorzej, jeśli ten zaufany człowiek posługuje się takimi samymi stereotypami jak wszyscy inni.

„Zbrodnia w rezydencji” to kryminał retro, urzekający czytelników prostotą w konstrukcji świata przedstawionego i w samym prowadzeniu opowieści. Nie ma tu ani nadmiernego budowania grozy, ani wygładzania przestępstw, liczy się dobra zabawa odbiorców nastawionych na prostą i ciekawą detektywistyczną lekturę. Zwłaszcza ci, którzy nie przepadają za nadmiernie realistycznymi historiami, tu mogą cieszyć się ze śledzenia akcji.