* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

środa, 17 lipca 2024

Elise Gravel: Cześć, ciało!

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Różności

Różne są kolory skóry, różne rodzaje sprawności, różne włosy, różne marzenia i różne kompleksy. Każdy ma inne ciało - i czasami czuje się w nim świetnie, a czasami chciałby coś zmienić (mniejszego lub większego). Ale Elise Gravel dąży do tego, żeby przekonać młodych odbiorców, że ciało to najlepszy przyjaciel - zasługuje na szacunek, troskę i opiekę. W zasadzie tomik "Cześć, ciało" nadaje się jako lektura dla dzieci i dla dorosłych - w krótkich komentarzach do zabawnych rysunków pojawiają się odkrycia, które dla części są oczywiste - jednak dla części czytelników będą prawdziwym olśnieniem. Przekaz jest oczywisty: autorka chce uświadomić odbiorcom, że każde ciało zasługuje na szacunek i na dobre traktowanie. Nie ma tu mowy o żadnych wykluczeniach ani o piętnowaniu inności, nie ma też czegoś takiego jak norma - co dobitnie uzmysławiają odbiorcom kolejne kolorowe i proste ilustracje. Skoro nie ma normy, to nikt się nie wyróżnia, bo wyróżniają się absolutnie wszyscy. I dzięki temu można budować zasady akceptowania wszystkich bez wyjątku. "Cześć, ciało" to ważny picture book - powinien obowiązkowo znaleźć się w lekturach każdego dziecka.

Bohaterowie to przedziwne postacie o prostych kształtach. Trochę antropomorfizowane (mają ręce, nogi, oczy i buzie, ale niektóre mają też królicze uszy, ciało parówki, rogi, plamy albo kosmyki. Nie ma dwóch identycznych figurek - i to pozwala trochę inaczej spojrzeć na świat ludzi, którzy przecież tak samo tworzą jeden gatunek, a jednak różnią się między sobą. Każda strona to osobne zawołanie do odbiorców, przekaz, który został ujęty w jednym zdaniu, tak, żeby łatwo go było przyswoić, przetrawić i zapamiętać, a także wprowadzić jako przewodnik po kolejnej stronie. Bo sporo rzeczy mieści się właśnie w prostych obrazkach. Elise Gravel stawia na prostotę - wielkie kształty, pozbawione szczegółów tła i wszechobecny humor. Kontury wypełnione plamami barwnymi rzucają się w oczy - śmiech budzą zwłaszcza miny bohaterów i ich gesty. To nastraja pozytywnie do odbioru książki i przyczyni się do chętnego zanurzania się w treść. Autorka dodaje do obrazków komentarze - które powinny znaleźć się w zasobach każdego odbiorcy. Nie daje szansy na żadne dyskryminacje, ucieka od szufladkowania i generalizowania (jedyne uogólnienie to to, że każdy ma ciało i każde ciało zasługuje na dobre traktowanie - ale tu akurat trudno byłoby wybrać inną drogę). Zapewnia dzieciom dynamiczną lekturę, w której cieszy absolutnie każda strona i każde kolejne odkrycie. Może to być książka do przeprowadzania ważnych rozmów z dziećmi, ale może też stanowić samodzielne odkrywanie świata - zestaw przesłań tu zakodowanych to absolutna podstawa w życiu każdego człowieka, im wcześniej zostanie przyswojona, tym lepiej. To mały krok Elise Gravel do uczynienia świata lepszym - przez edukowanie najmłodszych pokoleń. Takich książek na rynku ciągle jest za mało - więc warto każdą kolejną promować. A że Elise Gravel nie ma sobie równych w humorystycznych komiksowych historyjkach - tym lepiej dla czytelników.

wtorek, 16 lipca 2024

Hiba Noor Khan, Harry Woodgate: Skąd się bierze spaghetti pies i inne naukowe tajemnice wszechświata

Kropka, Warszawa 2024.

Kosmiczny kosmos

Hiba Noor Khan pokazuje zwłaszcza młodym odbiorcom, że warto interesować się nauką - i że kosmos jest fascynujący. Picture book "Skąd się bierze spaghetti pies i inne naukowe tajemnice wszechświata" to książka nie tylko dla najmłodszych: satysfakcję z tej lektury mogą mieć także uczniowie starszych klas szkół podstawowych - nie ma znaczenia ogrom ilustracji (Harry Woodgate dba o to, żeby łatwiej było czytelnikom zrozumieć przedstawiane tu treści i obrazuje to, o czym Hiba Noor Khan pisze - i tak bardzo przejrzyście). Ta książka to fascynacja fizyką, szczególnie w jej kosmicznym wymiarze, ale nie tylko - odbiorcy dowiedzą się między innymi tego, czym są atomy i z czego są zbudowane, co robią pod wpływem zmieniającej się temperatury (i jak przeprowadzić w warunkach domowych eksperymenty pokazujące ich właściwości), ale też sporo o kosmosie, czarnych dziurach, wielkości planet (porównanie do warzyw i owoców to całkiem ciekawy pomysł), o galaktykach, ciemnej materii i o czwartym wymiarze. Lekcje fizyki prowadzą czasem do świetnej zabawy - mają sporo wspólnego z pobytem na ślizgawce, a czasem ze słoniem. Odbiorcy dowiedzą się, co potrafi światło, a co dźwięk, czym charakteryzują się gwiazdy i jakie są ich sekrety, a także - na czym polega proces spaghettyzacji. Różne tematy, które do niedawna nie istniały nawet w programach szkolnych (więc i dla dorosłych towarzyszących w lekturze pociechom mogą być zaskoczeniem) pozwalają na oswojenie fizyki jeszcze zanim pojawi się w planie lekcji. "Skąd się bierze spaghetti pies" to książka napisana z poczuciem humoru - nie tylko chodzi w niej o popularyzowanie wiedzy, ale i o zabawę czytelników, tak, żeby nikogo nie zniechęcić do fizyki. Jest tu kolorowo, jest tu ciekawie - i jest tu tak wiele różnych tematów, że każdy na pewno znajdzie coś atrakcyjnego dla siebie. Hiba Noor Khan wie, jak przykuć uwagę. Realizuje rzeczywiście trudne tematy - ale nie daje tego nikomu odczuć, przedstawia je jak znakomitą zabawę, a jednak przemyca sporo ważnych treści. Takie podejście nastraja pozytywnie do fizyki i może sprawić, że dzieci nie będą miały z nią problemu w szkole - poznają jej ciekawsze oblicze, będą mogły samodzielnie przekonać się o tym, jak działa wszechświat. Przyciąganie najmłodszych zagadkami jeszcze niezbadanymi (albo słabo poznanymi) działa bardzo dobrze, otwiera młodych czytelników na odkrycia i badania naukowe.

Nie ma tu linearnej lektury, ciekawostki przemycane są na marginesach, w ramkach, w podpisach, w komiksowych dymkach i w innych komentarzach rozrzuconych na stronach, gra wielkością druku również sprzyja nadawaniu akcentów znaczeniowych. Oczywiście osobny temat stanowi tu zabawa kolorami, także w ramach czcionek - wszystko po to, żeby oddalić skojarzenia z podręcznikami i udowodnić dzieciom, że nauka może być bardzo przyjemna. Ta publikacja została przygotowana z myślą o młodych odbiorcach i zdecydowanie zachwyca - jeśli ktoś ma ochotę zagłębić się w sferę tajemnic kosmosu, to idealna lektura na rozpoczęcie takiej przygody.

poniedziałek, 15 lipca 2024

Lucy Score: To, co chcemy zostawić za sobą

Gorzka Czekolada, Media Rodzina Poznań 2024.

Konflikt

Na trzecią część serii Knockemout czytelniczki zapewne czekały z niecierpliwością, bo o ile braci Morgan dało się jakoś poskromić, o tyle "trzeci bliźniak", ich najlepszy mroczny przyjaciel, Lucian, przez poprzednie tomy powieści wydawał się kompletnie nieprzystępny i niemożliwy do rozgryzienia. Klucz do niego może mieć tylko Sloane, bibliotekarka z wielkim biustem - kobieta, która nie boi się Lucyfera i zna go od dzieciństwa. "To, co chcemy zostawić za sobą" to oczywista kontynuacja przygód w poszukiwaniu wielkiej miłości i gorącego seksu - według schematu, który Lucy Score już sprawdziła i zrealizowała dwukrotnie. Rozkład akcentów jest dość podobny i w odpowiednich momentach książki można się spodziewać dawki sensacji, a w innych - naświetlania tajemnic z przeszłości. Wszystko ma tu swoje miejsce i wydaje się uporządkowane, ale i tak nie znudzi odbiorczyń spragnionych płomiennej opowieści.

Lucian nie ma ochoty na związek, tymczasem Sloane marzy już o tym, żeby mieć własną rodzinę i dzieci. Szuka odpowiedniego mężczyzny, przeważnie przez aplikacje randkowe - cieszy się szczęściem obu przyjaciółek (Naomi jest już mężatką, Lina - narzeczoną, obie mają partnerów wpatrzonych w nie bezkrytycznie), nawet jej przyjaciel-gej znalazł - jak się wydaje - odpowiedniego mężczyznę, z którym mógłby iść przez życie. Jednak Sloane szczęście nie sprzyja, może dlatego, że ta potrzebuje tylko jednego faceta. Ale ów facet - za sprawą niewyjaśnionych momentów z przeszłości - nie zamierza jej do siebie dopuszczać, nawet jeśli odczuwa na jej widok gigantyczne pożądanie. Inaczej niż w poprzednich tomach, tutaj sprawa dwojga nastolatków rzuca cień na przyszłość. Sloane i Lucian muszą wyjaśnić sobie kwestie z czasów, kiedy zamierzali być parą w szkole średniej - dopiero kiedy to zostanie jasno wyrażone (i przedstawione czytelniczkom), będzie można przystąpić do budowania głębszej relacji. Zanim to jednak nastąpi, Lucy Score dostarczy wielu pikantnych scen - bo przecież dorośli ludzie mogą umawiać się po prostu na seks, nawet jeśli nie są razem. W tym wypadku chodzi autorce o to, żeby odbiorczynie zrozumiały, że bohaterowie są sobie przeznaczeni - i widzą to wszyscy poza nimi samymi. Ta naiwność nie przeszkadza, bo równocześnie Lucy Score rozbudowuje wątek kryminalny (poszukiwany od pierwszego tomu przestępca zagraża wciąż nawet tym największym twardzielom z Knockemout) i obyczajowe treści ze związków, które odbiorczynie zdążyły już pokochać. Są tu bardzo silne psychicznie kobiety, które mogą sobie wzajemnie dać wsparcie i faceci, którzy czasami zachowują się jak dzieci, ale są w stanie w niekonwencjonalny sposób rozwiązywać wzajemnie swoje problemy. Jest dążenie do baśniowego finału i cały szereg przeszkód na drodze do szczęścia - i dzięki temu "To, co chcemy zostawić za sobą" jawi się jako bardzo atrakcyjna lektura. Autorka zamyka nią serię Knockemout, ale może być pewna, że dzięki swoim historiom zdobyła szerokie grono odbiorczyń, które już przy niej zostaną. Lucy Score zdecydowanie wie, jak pisać o płomiennej miłości i realizować scenariusze może nierzeczywiste, ale działające na wyobraźnię.

niedziela, 14 lipca 2024

Marta Galewska-Kustra: Pucio poznaje kolory i dźwięki

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Spacer

Kiedy rodzice idą z małym dzieckiem na spacer, często posługują się onomatopejami albo upraszczanym językiem, żeby przedstawiać otoczenie i móc komunikować się z maluchem. Na bazie takich przygód powstaje tomik „Pucio poznaje kolory i dźwięki”, w którym Marta Galewska-Kustra przejmuje rolę rodzica i oprowadza odbiorców po najbliższym otoczeniu. Osią przewodnią staje się tu ściganie motyla – Pucio jedzie zabawkowym samochodzikiem za pięknym owadem, a po drodze moja i robotników naprawiających sprzęty na placu zabaw, drzewa i żaby, piaskownicę i fontannę. Przy okazji czasami pokropi deszcz, pojawi się błoto albo trzeba będzie ugasić pragnienie. Żeby jeszcze bardziej uporządkować przejażdżkę Pucia – która przecież może być chaotyczna i zaskakująca dla dzieci, żeby jeszcze lepiej się przy lekturze bawiły – autorka wprowadza tematykę dalszych (niż wstępna) rozkładówek. Z czasem do pościgu Pucia za motylem wkraczać będą jeszcze kolory. I wtedy już bohater będzie obserwować to, co pasuje do danego motywu barwnego, niezależnie od tego, czy należy do świata przyrody czy do artefaktów tworzonych przez człowieka. Żółty młotek i żółta wkrętarka przyciągną wzrok, podobnie jak zielona huśtawka i zielona żaba. Każdy kolor zyskuje kilka reprezentacji – przy czym ważne jest to, że w ujęciu najmłodszych, bo na przykład krople deszczu są tu niebieskie, co dobrze się tłumaczy w bajkach, ale niekoniecznie w rzeczywistości. Liczą się jednak obrazki i świat Pucia wykreowany na ilustracjach przez Joannę Kłos. A tu wszystko się zgadza.

„Pucio poznaje kolory i dźwięki” to malutki kartonowy picture book, w którym narracja sprowadzona jest do minimum i polegać będzie przede wszystkim na śledzeniu obrazków – i podpisów do nich. Dorośli, którzy z dziećmi tę książeczkę czytają, mogą zadawać dodatkowe pytania, albo czytać podpisy lub rozmawiać z pociechami o tym, co widać na ilustracjach. W przedstawianiu bajki dzieciom mają być pomocne określenia, które naśladują dźwięki albo upraszczają nazwy, tak, żeby najmłodsi zapamiętali, z czym mają do czynienia. I tak latawiec to ziuuu, mrówki tup tup a dmuchawiec fff – nie brakuje tu sympatycznych zaskoczeń, na stronie z czarnymi motywami pojawia się czerwona mrówka, co z pewnością rozśmieszy maluchy. Marta Galewska-Kustra przygotowuje książeczkę tak, żeby dzieci mogły powtarzać słowa i je zapamiętywać, a przy kolejnym oglądaniu wygłaszać komentarze samodzielnie, udowadniając, że są spostrzegawcze i że wiedzą, o co chodzi w przygodzie Pucia. Dzieci nauczą się tu też rozpoznawać kolory – więc zabawę we wskazywanie żółtych, zielonych, czerwonych i innych przedmiotów w otoczeniu da się przedłużyć i przełożyć na zwyczajne otoczenie malucha. Jest ten tomik krótki, niewielki, ale urokliwy, z pewnością dostarczy rozrywki dzieciom, a przyda się też w rozwijaniu ich umiejętności. Pozwoli przyjemnie spędzać czas z rodzicami i cieszyć się z kolejnej przygody lubianego przecież bohatera.

sobota, 13 lipca 2024

Juliette Powell, Art Kleiner: Dylemat sztucznej inteligencji. 7 zasad odpowiedzialnego tworzenia technologii

Helion, Gliwice 2024.

Wyzwania

W świecie, w którym sztuczna inteligencja coraz częściej wkracza do zwykłego życia warto zastanowić się nad tym, do czego może prowadzić i jakie zagrożenia ze sobą niesie. Juliette Powell i Art Kleiner nie mają zamiaru zatrzymywać się nad techniczną stroną uczenia maszynowego, wolą podrzucić odbiorcom kilka kwestii do błyskawicznego rozważenia - zastanawiają się nad tym, co zrobić, żeby ograniczać ryzyko przy decyzjach podejmowanych przez roboty (zdarzają się przecież wypadki powodowane przez oddanie procesu decyzyjnego maszynom). Zadają ważne pytania o zestaw wartości i o dziedziny życia, które powinny pozostać kontrolowane przez człowieka. Sztuczna inteligencja może się przydać w różnych obszarach egzystencji i zarabiania - jednak trzeba dobrze zrozumieć jej specyfikę (czyli w zasadzie - nieprzewidywalność), żeby wykorzystywać ją w pełni i w odpowiednich zakresach. Mówią autorzy książki o wyzwaniach i o dylematach związanych z przejmowaniem przez AI pewnych zadań - świadomi są tego, że każdy wynalazek budzi lęk, ale też każdy przedmiot może być używany zgodnie z przeznaczeniem albo jako śmiercionośna broń, wszystko wiąże się z odpowiednimi mechanizmami kontroli albo umiejętnością przewidywania przyszłości. I podsuwają czytelnikom zestaw zasad, które powinny być w związku ze sztuczną inteligencją przestrzegane - tak, żeby uniknąć problemów i wpadek, a w pełni cieszyć się współpracą z maszynami. Jest tutaj nie tylko zestaw przestróg (tony katastroficzne raczej zniechęciłyby do lektury), liczy się zwłaszcza wyznaczanie możliwości i szans, działań, które mają przyszłość i które budzą nadzieję na odpowiednie i odpowiedzialne wykorzystywanie AI. Jest w tym również głęboki namysł nad ludzkością i działaniami, które wykraczają poza systemowość. Nawet najdoskonalsza maszyna nie jest dzisiaj w stanie wyzwolić się ze schematów i wyciągnąć logicznych wniosków z absurdalnych przesłanek - nie ma więc na razie obaw nad całkowitym oddaniem władzy robotom. Jednak refleksja nad znaczeniem AI w codziennym życiu powinna już się pojawiać i "Dylemat sztucznej inteligencji" to właśnie taki krok do ważnej dyskusji łączącej środowiska ścisłowców i humanistów.

Dobrze poprowadzona jest tu narracja, książka - mimo nastawienia na humanistyczne myśli i filozoficzne nieco czy przynajmniej refleksyjne tony w odkryciach - jest spójna i konsekwentnie realizuje założoną strukturę. Dzięki temu porządkuje wiedzę i sprawia, że odbiorcom łatwiej się będzie po niej nawigowało. Chociaż nie jest zbyt wielka objętościowo, przywołuje sedno tematu, sygnalizuje czytelnikom sprawy, nad którymi warto się pochylić i które mogą zmodyfikować sposób myślenia o uczeniu maszynowym. Wytycza pułapki i rodzaje zadań, które nie nadają się do zalgorytmizowania, ale pokazuje też, jak różni się to, co może osiągnąć AI od wyobrażeń człowieka na temat efektów działań sztucznej inteligencji. To nie jest publikacja futurystyczna: ściśle wiąże się z rzeczywistością i nawet jeśli dotyczy niedalekiej przyszłości, to w zasięgu przeciętnego czytelnika - pozwala trochę oswoić temat sztucznej inteligencji i wskazuje, co powinno się w pierwszej kolejności stać przedmiotem badań czy opracowań.

piątek, 12 lipca 2024

Juan de Aragón: Jak przeżyć w średniowieczu

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Strategia

Po starożytnym Rzymie przychodzi czas na informację o zagrożeniach czyhających na śmiałka, który zapuściłby się do średniowiecza. Oczywiście Juan de Aragón taki sposób wybiera, żeby przyciągnąć młodych czytelników i wdrukować im w pamięć trochę wiadomości z obyczajowości dawnych wieków. Edukacyjna książka wiąże się z mnóstwem zabawy: to zestaw porad, w które wtopiony jest przewodnik po społeczeństwie i zwyczajach. Co pewien czas na dodatkowych ramkach pojawiają się ostrzeżenia (wiadomości o tym, jak stracić życie w różnych okolicznościach - to dla ludzi, którzy powinni wiedzieć, czego się strzec na wypadek podróży w czasie). Przekazywanie wiedzy to jedno. Ale tu liczy się forma: dynamiczna, wesoła, pełna swobody narracja zaprasza do zgłębiania faktów. Tu nawet określenie ram czasowych może wciągnąć - przedstawione jest jako zestaw przygód. Można zastanowić się nad tym, jak zdobyć władzę - zostać panem w średniowieczu (i jakie są alternatywy, jeśli komuś się jednak nie uda). To też miejsce na informowanie o codziennym życiu - domach, handlu i modzie. Motyw, który wcześniej został tylko zarysowany - to jest religia - otrzymuje tu osobny rozdział. Średniowieczne wojny i średniowieczne święta dopełniają obrazu całości. Jest tu zatem mnóstwo ciekawostek związanych nie tyle z nudnymi datami i suchymi faktami - a ze zwyczajnością ludzi. I taka lektura przyda się dzieciom jako uzupełnienie szkolnych wiadomości, albo dla zaspokojenia ciekawości. Każdy rozdział to zestaw intensywnych wrażeń, atrakcji i anegdot, opowieści, które intrygują. Można rzeczywiście zacząć się dobrze orientować w średniowieczu - a przynajmniej zyskać podstawy wiedzy, którą następnie będzie się uzupełniać. Juan de Aragón może sobie pozwolić na wybieranie tematów i opracowywanie ich na wesoło - decyduje o tym, co i w jaki sposób przedstawiać młodym czytelnikom. Eksponuje ciekawostki, zaprasza do czytania i do odkrywania przeszłości w jej najbardziej barwnym wydaniu. Nawet jeśli coś jest bardziej mroczne i niekoniecznie budzi optymizm, autor prezentuje to z pomysłem - i z przymrużeniem oka. Dzięki temu "Jak przeżyć w średniowieczu" to książka, która czytelnikom dostarczy sporo radości. Jest to książka bogato ilustrowana, obrazki przejmują część narracji - i odciążają, żeby odbiorcy nie zmęczyli się nadmiarem tekstu czy dużymi blokami tekstowymi. Obrazki pozwalają też na uwypuklanie dowcipu, łatwiej jest część żartów przenieść do warstwy graficznej. Juan de Aragón zresztą wie dobrze, jak wykorzystywać humor w edukowaniu najmłodszych. Pozwala im odkrywać obyczajową stronę średniowiecza - przyzwyczaja do charakterystyki epoki. Jest to książka dość krótka, ale nasycona wiedzą, można potraktować ją albo jako ściągę w przypadku uczenia się o średniowieczu, albo jako sposób na zainteresowanie czytelników tematem. Oczywiście jest to poradnik - pozwala uniknąć okrutnej śmierci w średniowiecznym grodzie - i to jego podstawowy cel. Chyba że ktoś akurat nie ma poczucia humoru, wtedy może zatęsknić za podręcznikami w starym stylu.

czwartek, 11 lipca 2024

Stanisław Wasylewski: Życie polskie w XIX wieku

Iskry, Warszawa 2024.

Zwyczajność

O tym autorze zapomnieli literaturoznawcy i badacze kultury, na szczęście Iskry nie boją się przywracania do świadomości odbiorców tekstów dawnych. "Życie polskie w XIX wieku" to tom imponujący nie tylko ze względu na objętość, ale też na pracę badawczą na miarę możliwości jednego człowieka (tekst został później wzbogacony o przypisy), a przede wszystkim z uwagi na zacięcie narracyjne. Stanisław Wasylewski zamienia się w komentatora, który wie, jak przyciągać uwagę czytelników i jak zatrzymać ich przy relacji - niezależnie od zarzutów dotyczących uogólniania czy nieścisłości, nawet po latach czytać się będzie ten tom z satysfakcją i zainteresowaniem. Warto zatem oddać głos Stanisławowi Wasylewskiemu i sprawdzić, jak postrzegał on egzystencję ludzi w XIX wieku. Sam autor we wstępie przyznaje, że woli anegdoty niż dokumenty - przynajmniej tam, gdzie obecność tych pierwszych zapewni przyjemną lekturę. Zdaje sobie też sprawę z rozległości tematycznej - nie może oficjalnie ograniczać swoich decyzji, jeśli ma ochotę na stworzenie syntezy - a jednocześnie pełny obraz rzeczywistości wydaje się poza zasięgiem jednego twórcy. Wasylewski zatem jedynie szkicuje tematy i zagadnienia, ucieka od szczegółów i nadmiernego wyjaśniania - wie, że jeśli podsunie czytelnikom tropy, ci bez trudu poradzą sobie z odkrywaniem kolejnych detali. Dlatego dba o rozległość tematyczną, szuka ciekawostek, nie troszczy się przesadnie o sprawdzanie źródeł, woli za to postawić na jakość wywodów, na ich literackość i brzmienie. Faktycznie, kiedy czyta się "Życie polskie w XIX wieku", na pierwszy plan wysuwa się narracja. Widać tu troskę o czytelników, którzy chcą rozrywki i ucieczki od skostniałej rutyny. Widać zacięcie felietonisty, który dzieli opowieść na miniatury, a każdej z nich poświęca równie dużo uwagi. Stanisław Wasylewski jest tu gawędziarzem - nie zagwarantuje może pełnej zgodności ze źródłami, tę pracę trzeba będzie po nim wykonać (albo nie traktować go jako wyroczni w obyczajowości), ale dostarczy czytelnikom przyjemności lekturowej. Dzieli się spostrzeżeniami na temat życia w XIX wieku, wyznaczy kręgi zagadnień, które warto przeanalizować. A przy okazji błyśnie żartem, lekkością pióra uwiedzie odbiorców - i zachęci ich do zgłębiania obyczajowości minionej epoki. Pisze swobodnie - i to wielki atut, a także powód powrotu do książki. Można uczyć się umiejętności utrzymywania uwagi odbiorców na tym przykładzie, można też przekonać się, jakie informacje o życiu przed stuleciami mogły ulec zatarciu - bo przecież perspektywa Wasylewskiego jest inna niż dzisiejszych badaczy.

Potężna książka dla tych, którzy interesują się obyczajowością i życiem społecznym dawnych wieków, a także chcieliby uzupełnić sobie trochę plotki lub anegdoty o wielkich twórcach - "Życie polskie w XIX wieku" to publikacja w sam raz dla wszystkich zaangażowanych w temat. Stanisław Wasylewski pokazuje, że kluczem do przetrwania wcale nie musi być żmudne odtwarzanie realiów - wystarczy polot i pisarskie zacięcie, żeby stworzyć coś, co przetrwa próbę czasu, nawet jeśli pojawią się nieścisłości w obrębie faktów.