* * * * * * O tu-czytam

sobota, 4 lutego 2023

Adam J. Kurtz: Jesteś tutaj *teraz

Rebis, Poznań 2023.

Rady

Adam J. Kurtz znalazł dla siebie przepis na szczęście i postanawia podzielić się nim z czytelnikami, produkując dość prosty i szczery poradnik oparty na autobiograficznych doznaniach i na nieskomplikowanych przemyśleniach - w sam raz, żeby coś do szerokiego grona odbiorców dotarło. "Jesteś tutaj *teraz" to krótka opowieść o poszukiwaniu samego siebie i o drodze do spełnienia - bez przymusu i bez zabiegów wymagających dużego wysiłku. Autor dąży raczej do tego, żeby odbiorcy mogli zastanowić się nad sobą i nad własnymi wyborami, a w następstwie takiej refleksji - żeby doszli do wniosków, dzięki którym będzie im łatwiej wkraczać w codzienność. "Jesteś tutaj *teraz" to publikacja niewielka i intrygująca przez ogrom stron do wyrwania. Kurtz zachęca zresztą, żeby pozbawiać tom kartek - zabierać ze sobą te przemyślenia, które najbardziej i najpełniej opisują czytelnika. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że dzisiaj odbiorcy potrzebują prostych wskazówek i filozofii w stylu Coelho - dlatego też nawet nie będzie próbował budować programu naprawczego. Pozwala sobie na przyjęcie roli przewodnika, który sam dopiero odkrywa podstawowe prawdy o rzeczywistości. Pyta o to, dlaczego ludzie stają się szczęśliwi i kiedy sami działają na własną niekorzyść, a to pomaga mu w przemycaniu wskazówek i porad. "Jesteś tutaj *teraz" to nic innego jak tom, który ma zdjąć z czytelników presję: ma pokazać, że każdy popełnia błędy i nie ma sensu przejmować się nimi nad miarę, że szczęście ma wiele odmian i przepis jednego człowieka niekoniecznie sprawdzi się w przypadku drugiego (zadziwiające podejście, kiedy chce się mówić innym, jak mają żyć). Autor stopniowo wprowadza też we własne życie, żeby odbiorcy pojęli, że różne doświadczenia - dzieło przypadku - zmieniają perspektywę i doprowadzają do przewartościowań. Adam J. Kurtz bardzo chce przybliżyć swoje odkrycia czytelnikom. Poszukuje w nich esencji, stawia na konstrukcje aforystyczne albo okołoaforystyczne - bo wie, że taka forma przypadnie do gustu zabieganym czytelnikom. Do tego może realizować wizję graficzną: pojedyncze zdania i akapity wyciągane na osobne strony pełnią rolę graficznego ozdobnika - ale przydają się też jako drogowskaz, zestaw uwag od bardziej doświadczonego dla tych czerpiących inspirację z doświadczeń innych. Adam J. Kurtz nie zamierza iść na kompromisy, chociaż do elastyczności w podejściu zachęca. Nie szuka konkretnych przykładów, znacznie lepiej czuje się w swobodnym dywagowaniu na ogólnoludzkie tematy, dba o lekturę wygodną dla czytelników i sprawdzającą się w przypadku poszukiwania przewodnika. "Jesteś tutaj *teraz" to relacja osobista przełożona na zbiór dyskretnych podpowiedzi co do kierunków obieranych w życiu. Adam J. Kurtz wie, jak przekonywać do siebie. I chociaż wcale nie zaimponuje odbiorcom specjalnie przygotowanym programem naprawczym, fakt, że stawia na normalność i na odczucia większości z jego odbiorców przyczynia się do pozytywnej oceny tej książki. "Jesteś tutaj *teraz" to książka, która wielu czytelników poruszy - nie jest zbyt głęboka ani zbyt ambitna, daje raczej namiastkę dbania o własną psychikę niż dobrze przemyślane wnioski. A jednak autor zdaje sobie sprawę, czym najlepiej i najszybciej trafi do odbiorców i to wykorzystuje.

piątek, 3 lutego 2023

Pierwsze bajeczki. Dzień dobry, pani doktor! / Dzień dobry, króliczku!

Harperkids, Warszawa 2023.

Historyjki

Bardzo krótkie kartonowe picture booki z przesuwanymi częściami pozwolą dzieciom zaprzyjaźnić się z książką jako sposobem spędzania wolnego czasu i źródłem rozrywki. W Akademii Mądrego Dziecka ukazuje się podcykl Pierwsze bajeczki - zestaw miniaturowych historyjek wiążących się z codziennością kilkulatka, ale też dostarczających cennych informacji. W "Dzień dobry, króliczku" liczy się przede wszystkim dobra zabawa malucha: oto bohaterowie, sympatyczna królicza rodzinka. Małe w tej rodzinie ciągle brykają, trzeba na przykład znaleźć jednego z nich (uszy wystają mu z kryjówki, a proces odkrywania wiąże się z przesuwaniem odpowiedniego elementu kartonowej strony). Króliczki jedzą marchewki albo skaczą - a kiedy są zmęczone, udają się na odpoczynek. Nie jest to raczej porywająca fabuła, ale nie o to w tomiku chodzi, raczej o zdolność tworzenia pierwszych opowieści, doskonalenie sztuki narracji. To przecież książeczki do oglądania wspólnie z dzieckiem i do wykonywania manualnych prostych zadań - tak, żeby najmłodsi dobrze się bawili podczas śledzenia przygód królików. W tomiku "Dzień dobry, pani doktor" chodzi o coś innego: tutaj bohater - dziecko - przybywa do lekarza. Prowadzi narrację w pierwszej osobie, chociaż nie byłby w stanie samodzielnie tak dobrze operować słowem - jednak przyjęty tu sposób opisywania rzeczywistości ma przekonać odbiorców do pewnych zachowań. U lekarza nie dzieje się nic strasznego: ważenie to dobra zabawa, zaglądanie do ucha nie przestraszy (nawet jeśli lekarka ma specjalistyczne narzędzia), co więcej: szczepionka również nie wyzwala lęku. To prosty sygnał dla odbiorców: nie należy bać się wizyt kontrolnych u lekarza ani panikować z powodu szczepień - wszystko może odbywać się w przyjemnej atmosferze. Tutaj maluch, który śledzi opowieść, może dowiedzieć się czegoś o swojej roli u lekarza, może też przypomnieć sobie w odpowiednim momencie dobry przykład dawany przez bohatera. Jest tu znacznie więcej emocji niż przy opowieściach o króliczku, głównie dlatego, że nie ma zapośredniczania doświadczeń dzieci - to, co przeżywa chłopiec, daje się łatwo przełożyć na sytuacje znane odbiorcom. W przypadku króliczków hasanie i brykanie czy zabawa w chowanego to cenione i znane zabawy - jednak od początku kojarzą się maluchom dobrze i nie trzeba do nich specjalnie przekonywać, można się co najwyżej zainspirować. W obu książeczkach grafiki są proste i komputerowe, pozbawione konturów i sprowadzane do dużych kolorowych kształtów. Postacie mają wielkie oczy i uśmiechy (niemal obowiązkowe), swoim wyglądem albo zachęcają do spędzania z nimi czasu, albo sugerują, jak dobrze im we własnym gronie. Odbiorcy mogą dzięki temu zainteresować się przedstawionymi scenkami i samymi historyjkami. Nie ma tu potrzeby przesadnego angażowania się w akcję, więc bajki mogą służyć do wyciszania przed snem i przydadzą się również jako zestaw ćwiczeń motorycznych, udowodnią dzieciom, że książek nie wertuje się zawsze w ten sam sposób. Niespodzianki tu zawarte - dzięki ruchomym elementom - przekonają najmłodszych do takiej formy rozrywki. Oczywiście rozwiązania z cyklu nikogo nie zaskoczą, bo wszyscy znają tę serię - sprawdzoną i stale obecną na rynku. Małe, zgrabne kartonowe picture booki przydadzą się do rozbawiania najmłodszych pociech.

czwartek, 2 lutego 2023

Kaija Puura: Jak wychować dziecko na fajnego człowieka

Luna, Warszawa 2023.

Wychowanie

Kaija Puura zwraca się do wszystkich tych, którzy zamierzają mądrze i świadomie prowadzić swoje dziecko przez pierwsze lata życia - tak, by zapewnić mu jak najlepsze warunki do samodzielnego rozwoju w przyszłości. "Jak wychować dziecko na fajnego człowieka" to poradnik dotyczący kwestii rodzicielskich, ale też próba przywrócenia tego, co w procesie kształtowania młodych pokoleń ostatnio zostało przykryte i zapomniane. Kaija Puura przypomina dorosłym, że kiedyś dzieci nie miały każdej chwili zajętej rozmaitymi zorganizowanymi ćwiczeniami, że czasami trzeba się ponudzić albo znaleźć własny pomysł na zabawę, żeby móc się rozwijać. Uderza zwłaszcza w nadambitnych rodziców, żeby przypomnieć im, że dziecko nie może żyć wyłącznie pod ich dyktando: potrzebuje też przestrzeni dla siebie, a nie ściśle wypełnionego grafiku. "Jak wychować dziecko na fajnego człowieka" to zatem przypomnienie, co składa się na "fajność" i dzięki czemu obiekt działań - już jako dorosły - będzie umiał poradzić sobie w życiu, będzie lubiany i doceniany na wszystkich płaszczyznach. Ma się podczas lektury wrażenie, że to wszystko, co dziadkowie i pradziadkowie stosowali wręcz intuicyjnie w stosunku do własnych pociech, teraz należy przekuć w odpowiedni program zachowań - autorka między innymi podpowiada, żeby nie bać się infantylizowania w mówieniu do dzieci, informuje, jak zwykłą rozmowę (czy monolog do malucha) zamienić w zabawę i przyczynić się do lepszego rozwoju kilkulatka. Przypomina o tym, jak ważne jest wytyczanie granic - dziecko, które nie umie jeszcze oceniać konsekwencji zachowań, potrzebuje jasno określonych zasad. Kaija Puura nie odwołuje się tu bezpośrednio do bezstresowego wychowania, ale nie ulega wątpliwości, po jakiej stronie się opowiada. Przy okazji może wskazać w praktyce, jaką postawę wobec dziecka przyjąć. Będzie uczyć między innymi, jak zażegnywać konflikty lub odwracać uwagę dziecka, jak postępować, gdy maluch sprawdza, ile mu wolno i jak nie podważać autorytetu drugiego rodzica. Odnosi się do typowych scenek z każdego domu: do kwestii posiadania młodszego rodzeństwa, do spożywania posiłków i udawania się na odpoczynek. Nie wyklucza w tym wszystkim wzajemnej miłości: rodzice mają dzięki stanowczym postawom dawać oparcie i chronić dziecko przed niebezpieczeństwami. Dziecko z kolei doceni spokój. Kaija Puura żuje właściwie w świecie ułudy, stawia na podręcznikowe scenki i rozwiązania, które niekoniecznie muszą okazać się trafne w zwyczajnym życiu. Jednak uznaje rolę rutyny i porządku w rytmie dnia, wskazuje też, jak dziecko mogłoby budować relacje społeczne, jeśli z tym akurat ma problem. Rodzice, którzy nie wynieśli ze swoich domów dobrych doświadczeń w kwestii wychowywania potomstwa, albo ci, którzy chcieliby wrócić do dawnych wartości, mogą sięgnąć po tom "Jak wychować dziecko na fajnego człowieka". Kaija Puura w zasadzie nie szuka zbyt rozbudowanych podpowiedzi i ocen - wie, że to, co przedstawia, obroni się samo. Zamienia się w przewodnika po wychowywaniu maluchów - mądrze i w przetestowany sposób. Odnosi się do typowych doświadczeń dziecka i w każdym z nich znajduje pole do komentowania z perspektywy poradnika - podsuwa rodzicom klucz do zażegnywania afer domowych. A przy tym zajmuje się sprawami ważnymi i wartościowymi dla samych dzieci, przypomina to, co zostało już sprawdzone i sięga po wskazówki znane poprzednim pokoleniom. Radzi sobie z tym całkiem nieźle - tworzy książkę, z której porady trzeba samodzielnie wyłuskiwać, ale - nie ze zbyt indywidualizowanej narracji.

środa, 1 lutego 2023

Francoise Laurent: Miód

Harperkids, Warszawa 2023.

Praca

Kolejny tomik z serii Wiem, co jem w Akademii Mądrego Dziecka przynosi najmłodszym opowieść o pszczołach i ich działaniach. Nie ma tu zatem zwiedzania fabryk i miejsc, w których ludzie wytwarzają określone rodzaje jedzenia - Francoise Laurent zajmuje się przybliżaniem roli pożytecznych owadów. Człowiek liczy się tu bardzo mało: przy dokładaniu nadstawek do uli i przy wkładaniu ramek z miodem do miodarki. Może ewentualnie pomóc w ocalaniu pszczół - ale właściwie nie jest im potrzebny. Laurent przedstawia kolejne etapy działania pszczół, między innymi pokazuje hierarchię w ulu i zasady funkcjonowania pszczelej społeczności (ale pomija choćby taniec pszczół jako język, którym się porozumiewają: liczy się w pierwszej kolejności miód). Pszczoły zapylają rośliny i są potrzebne w ekosystemie, chodzi między innymi o to, żeby nauczyć dzieci szacunku do zapylaczy i wyczulić na krzywdę najmniejszych stworzeń. "Miód" przynosi jednak również opowieść o kolejnym przysmaku - być może lektura stanie się zachętą do spróbowania czegoś nowego, do eksperymentów kulinarnych i do testowania różnic między gatunkami miodu (także opisanymi skrótowo pod koniec tomiku) - ale nawet gdyby miała być tylko okazją do uważnego rozglądania się podczas spacerów, warto po nią sięgnąć.

"Miód" to opowieść nieco inna niż poprzednie tomiki w cyklu. Przede wszystkim jest tu więcej tekstu: na każdej rozkładówce pojawia się dłuższe, akapitowe wyjaśnienie jakiegoś elementu pszczelej codzienności. Jest tu coś do poczytania, część dzieci może być zaskoczona tak rozwiniętą narracją - w dalszym ciągu to książka obrazkowa, jednak wymaga bardziej rozbudowanych komentarzy. Nie ma obaw, że najmłodsi znudzą się tematem, bo praca pszczół przedstawiona została zajmująco. Do tego dochodzą bardzo zabawne i proste ilustracje. Pszczoły są tu komiksowe i zawadiackie, stworzone tak, by nawet kilkulatki mogły przerysowywać je do swoich prac. Nieskomplikowane kształty w połączeniu z zabawnymi minami bohaterek opowieści sprawiają, że dzieci z uwagą będą oglądać kolejne strony - i dzielić się z rodzicami swoimi odkryciami w ramach zdobywania wiedzy. Przekonają się też, jak wiele różni sztuczny miód - wytwarzany przez człowieka - od tego, co dają ludziom pszczoły. Oczywiście na wyobraźnię odbiorców wpływać też będą ciekawostki zamieszczone na ostatniej rozkładówce.

Pszczoły inspirują i rozbudzają ciekawość świata. Pozwalają na uczenie dzieci od najmłodszych lat postaw proekologicznych. Potrzebują ochrony i dzięki takim lekturom będzie można tworzyć świat im przyjazny. "Miód" to zatem nie tylko książka o jedzeniu - chociaż jako kontynuacja serii Wiem, co jem dobrze się sprawdza. Jest to lekturowa przygoda wielowątkowa i wielostronna, wartościowa i bardzo przydatna.

wtorek, 31 stycznia 2023

Piotr M. Majewski: Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu

Krytyka Polityczna, Warszawa 2019.

Analiza

Ta książka jest z wyglądu potężna - ponad pół tysiąca stron to gratka dla wszystkich, którzy cenią sobie rozłożyste lektury. Ale Piotr M. Majewski pisze jak rasowy reportażysta i automatycznie pokazuje, że język historyka i popularyzatora nauki nie musi być nudny czy sztampowy. "Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu" to opowieść poświęcona wydarzeniom sprzed wybuchu drugiej wojny światowej - politycznym aspektom działań prowadzących do konfliktu zbrojnego. Autor przygląda się zwłaszcza temu, co działo się w Czechosłowacji, zahacza też czasem o Polskę, Rumunię czy Węgry, z rzadka przenosi się do Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch czy ZSRR. Czechosłowacja pozostaje jednak bazą wypadową, to, co w tym miejscu się rozgrywa, stanowi przedmiot analiz. Autor rozczytuje kolejne postawy i wydarzenia, reakcje dyplomatów oraz nadciągające niebezpieczeństwa, z których jeszcze nie do końca zaangażowani zdają sobie sprawę. Sam zachowuje styl obiektywny, przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe - nie wyprzedza wypadków, skupia się na tym, co tu i teraz (głównie "tu i teraz" w Czechosłowacji, korzysta też z czeskojęzycznych opracowań, co zaznacza w przypisach). Opowiada o kryzysie monachijskim z prawdziwą pasją - nawet jeśli zależy mu na badawczym stonowaniu. I na tym będzie polegać właśnie wartość tej książki dla zwyczajnych czytelników. Wszyscy ci, którzy nie zajmują się historią zawodowo, mogą czerpać przyjemność z takiej lektury: autor bardzo starannie opisuje wydarzenia z Czechosłowacji z 1938 roku, nie pozwala czytelnikom oderwać się od komentarzy i obrazów. Roztacza przed odbiorcami wizję skomplikowanych intryg i planów - i chociaż wiadomo, jak się wszystko skończy, autor sprawia, że chce się śledzić jego wywód i czekać na finał relacji.

Sam Piotr M. Majewski decyduje się na wybór stylu reporterskiego. Pisze tak, jakby był naocznym świadkiem wydarzeń i to samo funduje czytelnikom. Przenosi się w czasie (chronologicznie, przeskakuje najwyżej o parę dni lub tygodni, ale czasami relacjonuje w kolejnych rozdziałach wydarzenia rozgrywające się w tym samym momencie w różnych miejscach) i w przestrzeni - sygnalizuje to za każdym razem odpowiednią notką w tytule rozdziału. Przypomina to rozwiązania z filmów sensacyjnych i bardzo dobrze sprawdza się jako skrót. Zajmuje się także warstwą "obyczajową" wydarzeń, komentuje nie tylko to, co można znaleźć w wersji syntezy w podręcznikach do historii - chce swoich bohaterów przedstawiać jako ludzi z krwi i kości, z rozmaitymi słabościami i z prywatnymi sprawami do rozwiązania. Sprawia, że kolejne sytuacje nabierają barw i funkcjonują między innymi jako atrakcyjne - wypełnione ciekawostkami - sceny oddziałujące na wyobraźnię. Czytelnicy będą mogli z tej książki nie tylko czerpać wiedzę na temat kryzysu monachijskiego i wydarzeń sprzed wybuchu drugiej wojny światowej - poznają charaktery zaangażowanych w to polityków i wzajemne relacje między wysoko postawionymi. Dobrze się ten autor czuje w popularyzatorskiej narracji i to odbiorcy bez wątpienia docenią.

poniedziałek, 30 stycznia 2023

Ali Smith: Zima

W.A.B., Warszawa 2021.

Przejście

Po "Jesieni" Ali Smith błyskawicznie wspięła się na listy bestsellerów - stała się autorką, która intryguje i zachęca do śledzenia swojej twórczości niekonwencjonalnymi pomysłami na prozę. I w "Zimie", drugiej książce z cyklu Pory roku, pojawia się znowu temat-magnes, coś, co przykuwa uwagę i sprawia, że chce się sprawdzić, jak autorka rozwiąże przedziwne fabularne zagadnienie. Oto Sophia Cleves gości w swoim domu główkę dziecka. Główkę, która zachowuje się jak duch, ale nie jest tak do końca bezcielesna i niematerialna. Główkę, której istnienia nie daje się wytłumaczyć wadą wzroku (bo Sophia natychmiast udaje się do gabinetu okulistycznego, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego w jej polu widzenia pojawia się coś tak niezwykłego. Główka dziecka staje się wręcz domownikiem: nie da się jej pozbyć, podstępem usunięta poza dom próbuje znaleźć wejście i dostać się z powrotem do środka. W dodatku jest mało kłopotliwa (jeśli pominąć fakt niewytłumaczalności zjawiska) i dostarcza nawet pewnego rodzaju towarzystwa. Wprawdzie trudno byłoby z nią porozmawiać, jednak Sophia nie czuje się dzięki główce samotna. Teraz Sophia jest sama, ale nie zawsze tak było. W jej przeszłości pojawia się między innymi Iris, osoba, której imienia nie powinno się nawet wymawiać. A także całe grono intrygujących postaci, z których każda wnosi coś nowego i odkrywczego do portretu Sophii. To także opowieść o skazanej na niepowodzenie walce jednostki z całym rządowym systemem: Ali Smith wie, że to, co dla jednego stanie się zaledwie wzmianką w mediach, dla drugiego może być sensem życia i powodem do wpadania w kolejne tarapaty. Komplikuje codzienność swoich bohaterów - przede wszystkim pamiętając o tym, że nie musi zatrzymywać się na poziomie zwyczajności. Normalność jej postaci to już coś w zasadzie niedostępnego dla przeciętnego śmiertelnika.

Osobną kwestię stanowi sama jakość prozy. Narracja Ali Smith wypełniona jest wrażeniami i reakcjami - tym, co ulotne i co nie do końca daje się zdefiniować. W drobnych gestach postaci kryją się wielkie psychologiczne prawdy, reakcje odczytuje się nie tylko z wyrażonych ocen, ale też z drgnięć - zarejestrowanych dzięki wyjątkowej wrażliwości. Nie jest to opowieść przygotowywana w pośpiechu: wydarzenia i portrety psychologiczne zostały starannie przemyślane i wprowadzone tak, by czytelników przekonywać do dalszej lektury. Autorka rezygnuje przy tym z kopiowania schematów w rozkładzie akcentów fabularnych - rozwija tę historię po swojemu, nie korzysta z gotowych wzorców i sprawdzonych rozwiązań. Woli postawić na oryginalność - a że wiąże się to z proponowaniem czytelnikom bardzo przemyślanej całości - "Zima" ucieszy. Jest tu zrozumienie dla zdobyczy cywilizacyjnych, ale i szacunek dla klasyki, jest zabawa ironią. Książka dla czytelników, którym znudziły się sztampowe sensacyjne opowiastki - zmusza do refleksji i pozwala na rozrywkę na wysokim poziomie.

niedziela, 29 stycznia 2023

Lizzie Shane: Był sobie psiak

Rebis, Poznań 2023.

Umowa

Takich opowieści czytelniczki chcą, jeśli mają akurat ochotę na romans oparty na wzajemnym porozumieniu. Coś, co sprawdziło się we "Friends with benefits", w pewnym momencie zaczyna przekonywać całe rzesze autorów powieści dla mas. Bo przecież nie chodzi o to, żeby w kółko opisywać eksplozję namiętności nie do opanowania, tylko żeby przekonać do uczucia rodzącego się między dwojgiem ludzi z różnych sfer. Ci bohaterowie po prostu muszą zyskać kibiców w swoich perypetiach okołomiłosnych - bo kompletnie nie nadają się na obsadę klasycznego romansu. Deenie to kobieta wolna pod każdym względem. Nigdzie nie zagrzewa miejsca zbyt długo, kocha podróże i nie układa zawodowych planów na dłużej - nie ma to sensu, skoro i tak nie wie, gdzie znajdzie się za pół roku. Connor z kolei to uporządkowany i nudny prawnik. Do tego stopnia zajęty pracą, że otrzymuje nawet ostrzeżenie ze strony przełożonych: powinien odrobinę uporządkować swoje życie prywatne, jeśli chce dalej robić karierę. Connor zraził się do związków po tym, jak zostawiła go narzeczona. Stracił wtedy poczucie bezpieczeństwa i chęć do wstępowania w kolejne relacje. Nawet nie wie, jak miałby znaleźć nową partnerkę. Deenie jest nieakceptowana przez własną rodzinę, ma mnóstwo kompleksów i ukrywa je pod pozorami beztroski. Nie chce się w nic angażować, żeby nie dać się zranić. Deenie spędza sporo czasu z Connorem: tresuje jego psa, Maximusa, z którym Connor nie umie sobie dać rady. Stopniowo pojawia się w jego życiu, bo sama potrzebuje wsparcia: mężczyzny, który na rodzinnych imprezach będzie udawał jej partnera. Connor realizuje identyczny scenariusz: musi na spotkaniach firmowych pojawić się z kobietą u boku. Zawierają więc umowę...

"Był sobie psiak" to bardzo ciepła i pełna humoru powieść obyczajowa nie tylko dla fanów czworonożnych przyjaciół. Skupi miłośniczki dobrych romansów, bo chociaż oczywiste jest, że bohaterowie muszą związać się ze sobą i że pasują do siebie, chociaż sami tego nie dostrzegają. Lizzie Shane bawi się tematem rodzącego się uczucia, pozwala odbiorczyniom mocno zaangażować się w przygody bohaterów i zachęca do analizowania ich doświadczeń, ale i tak najważniejsze będzie przeżywanie tego, co bezpośrednio w akcji. Pies to wyłącznie pretekst do spotkań, a jednak także czynnik wyzwalający sympatię czytelników. Lizzie Shane stawia na filmowe sceny, dzięki którym bohaterowie mogą zrozumieć, że są sobie pisani, a przynajmniej spojrzeć na siebie nawzajem z innej perspektywy. Sporo tu zagadnień, które przyciągają i które pokazują, jak bardzo konwenanse przeszkadzać mogą w osiąganiu szczęścia. W "Był sobie psiak" autorka uczy, jak chwytać chwilę, jak porzucić stereotypy i schematy, żeby móc czerpać radość z codziennych doświadczeń. Nie moralizuje, za to przynosi ciekawą historię. Siłą tego tomu staje się dobra, precyzyjna narracja, która pod kątem psychologicznym jest dopracowana tak samo dobrze jak z uwagi na szczegóły: liczą się i smugi brokatu na ciele Deenie, i umiejętność operowania słowem w zakresie odwzorowywania uczuć postaci. Jest to powieść, która wciąga - jeśli ktoś akurat potrzebuje czytadła romansowego, obyczajówki dobrze napisanej, to będzie to znakomity wybór. Lizzie Shane pokazuje, jak można wykorzystywać ograne tematy w oryginalny sposób.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com