* * * * * * O tu-czytam

środa, 20 października 2021

Tomasz Słomczyński: Kaszëbë

Czarne, Wołowiec 2021.

Ludzie stamtad

Tomasz Słomczyński jeździ po Kaszubach i odkrywa lokalne historie, żeby oswoić czytelników z tematem małej ojczyzny. Zastanawia się nad tym, co ukształtowało miejscowych i co sprawiło, że ludzie tutaj mogą czuć się wyjątkowi – dlaczego chcą pielęgnować tradycje i dlaczego tak cenią sobie ten region. Wychodzi wprawdzie Słomczyński z nietypowego i bezpodstawnego założenia, że jeśli ktoś mówi po śląsku, to zostanie przez ludzi z zewnątrz zrozumiany (w odróżnieniu od Kaszubów), jednak wcale nie chodzi mu o podkręcanie animozji i wskazywanie lepszych i gorszych grup ludności.

„Kaszëbë” to kolejna mocna pozycja w serii Sulina. Coś dla miłośników literackiego zwiedzania i odkrywania tajemnic regionów Polski. Tomasz Słomczyński składa tę opowieść z rozmaitych esejów i szkiców o różnej objętości, nie chodzi mu o konstruowanie precyzyjnej relacji o wyrazistym szkielecie, woli raczej podążać za drobnymi tropami, odkryciami, które pojawiają się w trakcie wyprawy. Słomczyński funkcjonuje niemal jak detektyw: zbiera ciekawostki, tropi dawne i obecne wydarzenia kształtujące tożsamość lokalsów. Nie próbuje natomiast opowiadać się za którąkolwiek ze stron: nie uważa, że Kaszubi są wyjątkowi (nie stawia ich na piedestale), ale też nie zamierza ich w żaden sposób atakować czy krytykować. Zależy mu na wyjaśnianiu i prezentowaniu wiadomości oraz zastanych relacji. Szuka interesujących rozmówców, zagląda też w przeszłość, nawet bardzo odległą, żeby móc znaleźć tam odpowiedź na pytanie, skąd wzięły się dzisiejsze postawy miejscowych.

W tomie znajdują się eseje dotyczące spraw historycznych i politycznych oraz społecznych: autor nie pomija tematów, które w jakiś sposób ważne są dla lokalnej ludności. Rejestruje kolejne wydarzenia, które mają znaczenie w kontekście kraju albo wyłącznie dla miejscowych i tłumaczy ich znaczenie przez pryzmat Kaszubów. Nad samym językiem zatrzymuje się na dosyć krótko, liczy się tu bardziej istota życia w konkretnym miejscu kraju. Znajdzie zatem Słomczyński czas na omówienie bolączek i małych radości. Przybliża czytelnikom z zewnątrz zwyczajność na Kaszubach – pomija jednak motywy, które nie wiążą się bezpośrednio z życiem rozmówców i bohaterów szkiców. Nie zajmuje się zatem wątkami geograficznymi czy tworzeniem pejzaży literackich: zamiast oprowadzania po Kaszubach proponuje przedstawianie ludzi. I to wychodzi mu bardzo dobrze. Bez względu na to, jaki temat postanawia poruszyć, udaje mu się zbudować barwną i zajmującą narrację. Czasami wydaje się, że autor nie ma pomysłu na konstrukcję książki: wrzuca do niej wszystko, co skojarzy mu się z Kaszubami – a jednak to rozwiązanie się sprawdza i pozwala uniknąć schematyczności. W publikacji istotne jest podążanie za skojarzeniami i spostrzeżeniami, poszukiwanie bez wyraźnej tezy. Bardzo dobrze się tę książkę czyta: wprawnie stworzona, zaprasza wręcz czytelników do przetestowania odkryć Tomasza Słomczyńskiego. Nie będzie tu podburzania ani podkreślania inności, nie będzie szukania tego, co dzieli. Słomczyński pozwala za to lepiej zrozumieć mieszkańców Kaszub. Tworzy literacki przewodnik – ale nie po miejscach, a po ludziach i historii.

wtorek, 19 października 2021

Alicja Rokicka: Italia dla zielonych

Marginesy, Warszawa 2021.

Smaki bezmięsne

Rynek książek kulinarnych rozwija się prężnie - bardzo często przechodzą do klasycznych publikacji papierowych autorzy blogów, którzy już zdobyli popularność i mają swoje wierne grono odbiorców. Co ważne, publikacje są nie tylko wydawane albumowo, ale i tematyzowane - tak, żeby bez problemu trafić do interesujących kwestii. Takie podziały wykluczają przypadkowych odbiorców i sprawiają, że łatwiej w zalewie książek znaleźć to, co akurat potrzebne. Alicja Rokicka decyduje się na aż dwa kwalifikatory, przygotowując swój zbiór przepisów. Pierwszy stanowi Italia - włoskie smaki to coś, co ta autorka pragnie przybliżyć czytelnikom. Drugi - to kuchnia wegańska. Autorka postanawia obalić mit, że włoska kuchnia nie istnieje bez mięsa czy sera. Gromadzi mnóstwo przepisów, które zapewnią odbiorcom wyjątkowe dania i doznania smakowe. Nie chodzi tu o przekonywanie czytelników do zmian w diecie: Alicja Rokicka nie zamierza prawić kazań i umoralniać odbiorców, wie, że każdy może sam decydować o tym, co je. Ona wybrała drogę bez produktów pochodzenia zwierzęcego - i do tej drogi dostosowuje podawane przepisy. Nikomu to nie powinno przeszkadzać. Co ciekawe, tytuł tomu, "Italia dla zielonych", sugeruje jeszcze, że nie trzeba być wybitnym fachowcem w kwestiach gotowania, żeby poradzić sobie z przyrządzaniem dań. Rzeczywiście Rokicka prowadzi czytelników dość pewnie, towarzyszy im przy gotowaniu, czasami do opisów dodaje drobne przestrogi albo upomnienia, które bardzo ubarwiają zwyczajne polecenia. Tłumaczy, co robić, a czego nie robić, jaki efekt powinno się uzyskać, a także - jak go modyfikować. Podpowiada tym mniej pewnym siebie, jak działać - i to na pewno spodoba się początkującym.

Tematy włoskie objawiają się w charakterystycznych deserach i - oczywiście - w makaronach. Jednak autorka na tym nie poprzestaje. Wprowadza i rozdział z przystawkami, i osobne miejsce na zupy i sałatki, podaje przepisy na "duże" dania, na pizze, placki i zapiekanki, a także na wykorzystywanie warzyw sezonowych. Zaskoczeniem dla czytelników może być rozdział dotyczący włoskiego street foodu. "Ta książka jest pełna glutenu, oliwy i miłości" głosi jeden ze wstępnych napisów. Dodatkowo jest w niej mnóstwo zdjęć i sporo komentarzy na temat włoskiej kultury jedzenia. Alicja Rokicka dzieli się swoimi odkryciami. Każdy rozdział opatruje rozbudowanym wstępem, w którym zamieszcza urozmaicone obserwacje na temat włoskich kulinarnych zwyczajów - wprowadza w temat i zachęca do próbowania. Nie poprzestaje jednak na tym - i całe szczęście, bo jej narracja wciąga. Rokicka przenosi też część objaśnień do samych przepisów: kiedy pojawia się kolejna propozycja dania, autorka przygotowuje do niej rozbudowane (jak na książki kulinarne) wprowadzenie, już kojarzone z konkretną potrawą. Dzięki temu można przedłużyć lekturową przyjemność, a także znaleźć coś dla siebie. "Italia dla zielonych" to zatem książka mocno nastawiona na odbiorców ceniących sobie smakowe lektury. Można tu znaleźć wiele inspiracji i podpowiedzi co do kulinarnych urozmaiceń, można też zainteresować się możliwościami, jakie zapewnia kuchnia wege. Alicja Rokicka dobrze wprowadza czytelników w to zagadnienie.

poniedziałek, 18 października 2021

Gabriela Gargaś: Matka roku

Skarpa Warszawska, Warszawa 2021.

taniaksiazka.pl

Porady

„Matka roku”, powieść Gabrieli Gargaś z księgarni TaniaKsiazka.pl, to książka, która trochę zaskakuje zwłaszcza czytelniczki sięgające najczęściej po literaturę kobiecą. Autorka każe swojej bohaterce, Tatianie (prawie czterdziestoletniej) dzielić się z czytelniczkami szeregiem uwag na temat codziennych dylematów związanych z emocjami i przeżyciami. Sama Tatiana nie dokonuje niczego wielkiego: nie ma do tego okazji, zajęta jest zwykłym życiem, wymyśla sposoby na konflikty wśród młodszego pokolenia, dogaduje się z mężem i poza codziennymi sprawami nie robi nic zaskakującego. Dopiero kiedy spotka dawną miłość, kolegę ze szkolnych lat, zaczyna się angażować w romans. Nie zastanawia się nad tym, co ma do stracenia – to próbuje jej uświadomić sceptyczna przyjaciółka. Tatiana niby wie, że mąż jest jej najlepszym przyjacielem, do niedawna nie miała żadnych wątpliwości w tej kwestii: ale mąż nie wywołuje już tak silnych doznań. Ukradkiem wysyłane smsy, spotkania w mieście – wszystko powinno prowadzić do oczywistego finału. Jeśli Tatiana nie otrząśnie się z niespodziewanego uczucia, będzie jej bardzo trudno naprawić błędy. Wydaje jej się, że nikt niczego nie dostrzega – jednak zachowanie zmienia się na tyle, że sekret wychodzi na jaw. Wtedy trzeba już konkretnych decyzji – co dalej.

W zasadzie tylko wizją romansu, który nie wiadomo, w jaką stronę się potoczy – może przyciągnąć czytelniczki. Gabriela Gargaś ucieka bowiem od standardowej fabuły, nie wymyśla rozwoju akcji. Puszcza tematy na żywioł, sprawdza, co się stanie, jeśli będzie pisać bez konkretnego planu i bez związków przyczynowo-skutkowych. Dodaje po prostu do obrazu żony i matki kolejne wydarzenia – bez większego znaczenia dla egzystencji. Ma to wszystko wyraźny cel: podzielenie się zapiskami. Bohaterka – i w tej kwestii to na pewno alter ego autorki – prowadzi zapiski, które wypełnia refleksjami na tematy ogólnoludzkie i powiązane z kobiecymi wyborami. Czasami charakterystyczny rytm z tych zapisków przenika do samej narracji, autorka bardzo lubi wyliczenia, szatkowanie zdań i dopowiadanie do nich coraz to nowych szczegółów-banałów. Nie pisze odkrywczo, raczej wprowadza porady z kioskowych publikacji: proste i szczere tak samo jak oczywiste. Być może trafi do publiczności masowej, pań, które znajdują się w podobnej co bohaterka sytuacji – u progu pokusy – i potrzebują otrzeźwienia. Wtedy zapiski Tatiany mogą nawet przynieść konkretny efekt. Jednak w samej lekturze rozrywkowej wydają się zbyt długie, zbyt przegadane i niepotrzebnie rozdmuchujące relację. Pojawiają się w tendencyjnych miejscach i łatwo się domyślić, czego będą dotyczyły. Gabriela Gargaś nikogo nie zaskoczy ani nie wyedukuje – to największa słabość jej książki. Z pomysłu można by zrobić jedno krótkie opowiadanie, reszta słów jest tu zbędna. Kto nie przekona się do stylu autorki na początku, ten będzie się męczyć podczas lektury o niczym. Kto potrzebuje wskazówek w momentach, które wydają się przejrzyste i oczywiste – skorzysta na odkryciach Tatiany.

Po więcej powieści z kategorii literatura kobieca warto zajrzeć na stronę księgarni TaniaKsiazka.pl

niedziela, 17 października 2021

Mateo Zielonka: Pastaman. Sztuka robienia makaronu krok po kroku

Buchmann, Warszawa 2021.

Makarony

Jest to książka, która zachwyci nie tylko łasuchów. Mateo Zielonka znany jako Pastaman dzieli się z czytelnikami swoim doświadczeniem w zakresie przyrządzania makaronu – oraz niebanalnych przepisów pozwalających wydobyć pełnię smaku z makaronowych dań. „Pastaman. Sztuka robienia makaronu krok po kroku” to książka albumowa, wypełniona atrakcyjnymi artystycznymi zdjęciami i pozwalająca na prześledzenie kolejnych etapów przygotowywania makaronu (nawet jeśli jakieś zajęcie nie wydaje się specjalnie atrakcyjne wizualnie, tutaj funkcjonuje jako ozdobnik). Fotografie zresztą często przykuwają wzrok i budzą ciekawość, jak zrobić konkretny rodzaj makaronu, który będzie też ozdobą na talerzu. Pastaman wie o makaronach wszystko i jeśli ktoś zamierza rzeczywiście dobrze nauczyć się przyrządzać takie dania – powinien książkę „Pastaman” mieć zawsze pod ręką.

Autor podpowiada, jak dobrze ugotować makaron i jak go przygotować, żeby nie być skazanym na dostępne w sklepach produkty. Zdradza rozmaite sztuczki (w jaki sposób nadać makaronowi piękny złoty kolor i jakiej mąki użyć, żeby wszystko się udało), wyznacza nawet odpowiednią długość makaronowych wstążek (przy czym pozostawia oczywiście czytelnikom margines swobody, jednak dzieli się własnymi odkryciami, żeby mniej wprawni w temacie mogli skorzystać). Są tu makarony kolorowe, wykorzystujące naturalne barwniki – szpinak, sok z buraków czy atrament kałamarnicy. Są makarony efektowne: w kropki czy w paski. Są makarony o przeróżnych kształtach: nie tylko wstążki, zresztą – poszczególne rodzaje makaronów stanowią kolejne działy tej publikacji. Autor podpowiada, jak sklejać lub wycinać maleńkie kształty, które na pewno zrobią wrażenie na gościach, a do tego pozwolą w pełni wydobyć smaki sosów.

Nie tylko o makaronach jest ta książka, chociaż Mateo Zielonka faktycznie pokazuje, jak sobie z nimi poradzić – i nawet najmniej wprawni w sztuce gotowania będą mogli skorzystać ze wskazówek. Pojawiają się tu liczne przepisy, które pozwalają docenić bogactwo makaronowych smaków: autor gromadzi mnóstwo interesujących potraw i sosów, tak, żeby jeszcze bardziej zachęcić czytelników do poszukiwania ulubionego makaronu. Proponuje kulinarną tematyzowaną książkę (w której tylko parę razy makarony zamienią się niemal w pierożki) pozwalającą pokochać wszelkiego rodzaju pasty. W przepisach zwraca uwagę na dokładność opisów, dba o to, żeby nie pozostawiać wątpliwości co do kolejnych etapów działań: wie, że w szczegółach kryje się recepta na sukces. Po takiej lekturze odbiorcy nabiorą chęci, żeby próbować swoich sił w samodzielnym przyrządzaniu makaronu, nawet jeśli wcześniej wydawało im się to zadaniem wykraczającym poza możliwości. Mateo Zielonka nie chce proponować bezdusznego zestawu przepisów: każdy opatruje drobnym komentarzem, dodatkowo jeszcze we wstępach do kolejnych części dzieli się informacjami na temat konkretnych rodzajów makaronu. Przypomina, co decyduje o smaku i o wyglądzie, jaki rodzaj makaronu nadaje się do jakich sosów lub dodatków. Jeśli zatem testować nowe smaki i odkrywać uroki gotowania makaronu - to z najlepszym możliwym przewodnikiem.

Tomasz Samojlik: Taniec żurawi

Media Rodzina, Poznań 2021.

Przed jesienią

Ostatnimi tomikami w serii Żubr Pompik. Wyprawy Tomasz Samojlik może rzeczywiście zaskoczyć małych czytelników. Autor prowadzi bohaterów tym razem do Poleskiego Parku Narodowego. Tutaj żubry przekonują się, że żurawie potrafią tańczyć piękny taniec, a pani żółwiowa tylko z pozoru nie dba o swoje dzieci. Najpierw Pompik, Polinka i ich rodzice chcą nauczyć się tańczyć tak, jak żurawie. Nie jest to prosta sztuka, bohaterowie przecież pozbawieni są umiejętności potrzebnych do naśladowania kolejnych kroków – każdemu brakuje czegoś innego. I kiedy już wydaje się, że mama znajdzie się najbliżej ideału, ktoś ją deklasuje. I to prawdziwe zaskoczenie także dla odbiorców. Żurawie tańczą swój taniec, żubry mogą tylko liczyć na to, że uda im się podobna sztuka. Fascynujące są również małe żółwiki, biegnące do wody tuż po wykluciu się z jaj – trzeba postępować bardzo ostrożnie, żeby żadnego nie nadepnąć. Tomasz Samojlik umiejętnie łączy dwie różne sceny przyrodnicze, tak, żeby zapewnić czytelnikom mnóstwo wrażeń i zaspokoić ciekawość. „Taniec żurawi” to przedostatnia historyjka w cyklu. Widać tu już pierwsze sygnały odchodzenia od schematów: Tomasz Samojlik decyduje się na nieco bardziej odważne przejścia tematyczne, zamiast zdobywać teoretyczną wiedzę od bezpośrednio zainteresowanych, bohaterowie – czyli ciekawskie żubry – mogą sami uczestniczyć w kolejnych działaniach i przekonywać się na własnej skórze, czym charakteryzują się różne gatunki zwierząt. Bajkowa forma pozwala na lekkie modyfikowanie wydarzeń: autor uczy dzieci miłości do przyrody przez rozrywkę, stawia na ciekawe interakcje, które w realnym świecie nie mogłyby zaistnieć, jednak nie rezygnuje przy tym z edukowania najmłodszych. Wie, że informacje przedstawione w ten sposób – zabawnie i barwnie – zapadną dzieciom w pamięć. Przy okazji liczy się tutaj również możliwość pokazania odbiorcom, dlaczego należy troszczyć się o przyrodę.

„Taniec żurawi” to tomik, w którym ważną rolę odgrywa cała rodzina żubrów. Nie ma tu już hierarchii, każdy ma coś do zrobienia lub do odkrycia, każdy też na moment staje się bohaterem w lokalnej społeczności. To sposób na zaistnienie i zapisanie się w pamięci małych czytelników. Każdy z żubrów obdarzony jest innym charakterem, każdy też może dokonywać innych rzeczy, przez co doskonale się uzupełniają i sprawdzają się w fabule. Tomasz Samojlik przemyca tu informacje na temat Poleskiego Parku Narodowego, wiedzę czytelników – standardowo – po lekturze sprawdzają pytania na trzeciej stronie okładki (to również okazja do przypomnienia sobie najważniejszych wiadomości z książeczki). Do samej historyjki dochodzi jeszcze „wkładka” - środkowa rozkładówka z mapką do zaznaczania posiadanych tomików i z zestawem bardziej encyklopedycznych danych. Autor wie doskonale, czego oczekują od niego najmłodsi, proponuje serię bardzo udaną – i aż szkoda, że zbliża się ona do końca.

Jolanta Symonowicz, Lila Symonowicz: Hania Baletnica

Bis, Warszawa 2021.

Taniec

Hania Kwiatek to jedna z bohaterek zachowujących się jak typowe kilkulatki. Łatwo ulega modom, ma słomiany zapał i nie może dookreślić własnych pasji. „Hania Baletnica” Jolanty Symonowicz i Lili Symonowicz to książka poświęcona tego typu charakterom: pokazująca, że uleganie modom nie zawsze ma sens i nie u wszystkich się sprawdzi. Hania wybiera się na lekcje baletu. Marzyła o tańcu, jest podekscytowana, cieszy się, że będzie mogła tańczyć w pięknych kostiumach na scenie, a przy okazji da upust swojej energii. Szkoła baletowa to obietnica wielkiej kariery zwłaszcza dzisiaj dla małych dziewczynek. Pojawia się też w licznych publikacjach i produkcjach w stylu pop: nic dziwnego, że marzące o sławie kilkulatki zadręczają rodziców, by znaleźć się na lekcjach baletu. Hania też trafia do szkoły. Tyle że rzeczywistość bardzo szybko weryfikuje jej wyobrażenia o tańcu: trzeba ciężko pracować, nie wszystkie ćwiczenia i zajęcia są ciekawe i nie wszystkie układają się po myśli dziewczynki, nawet nie da się polubić każdej koleżanki ze szkoły. Hania błyskawicznie rozczarowuje się nowym miejscem i chce zrezygnować. Znów: jak wiele bohaterek, które nagle zderzyły się z koniecznością ciężkiej pracy, treningów i wyrzeczeń. Niby nic, a jednak wydaje się to bardzo typowe dla dzieci. Hania Kwiatek chce opuścić szkołę baletową jak najszybciej, narzeka na to, że nie rozumie jej mama, która nie zgodziła się na taki krok – wymusza na córce pozostanie przynajmniej przez jeden semestr na zajęciach. Hania musi zatem wziąć się do pracy. Poznaje różne koleżanki, uczy się układów tanecznych i przekonuje, że balet może dawać również satysfakcję. Oczywiście dziewczynka przygotowuje się do poważnych występów na zakończenie roku, ćwiczy choreograficzne popisy i musi bezustannie wybierać między baletem a innymi rozrywkami. Czasem nawet myśli, że znacznie lepiej byłoby trenować hip-hop i planuje przeniesienie się do odpowiedniej szkoły po upływie czasu wyznaczonego przez mamę. Miłość do baletu rodzi się w bólach i nie jest wcale dana natychmiast każdej chętnej. Jolanta Symonowicz i Lila Symonowicz prezentują bardzo przekonująco obraz typowej dziewczynki, która nie ma jeszcze sprecyzowanych upodobań i wcale nie musi wiedzieć, czego chce w życiu. Hania Kwiatek to bohaterka, która przedstawia daleką od baśniowej wizję tańca: przypomina o tym, czego nie chcą pokazywać cukrowane fabuły. W „Hani Baletnicy” trzeba się mierzyć ze zmęczeniem i zniechęceniem, z nudą i z monotonią ćwiczeń. Trzeba umieć podejmować właściwe decyzje, niekoniecznie zgodne z chwilowymi zachciankami – myśleć o przyszłości i dużo trenować. Ciężka praca nie ma wiele wspólnego z romantyczną wizją baletu. Jeśli zatem dzieci zapalają się do pomysłu pozalekcyjnych ćwiczeń, rodzice mogą podsunąć im najpierw tę lekturę jako rodzaj przestrogi czy przynajmniej przygotowania na rozmaite trudy. Książka napisana jest w formie dziennika małej dziewczynki, dzięki czemu łatwiej będzie odbiorcom zaangażować się w losy Hani i przekonać do jej racji.

sobota, 16 października 2021

Katherine Applegate: Preskot

Dwie Siostry, Warszawa 2021.

Przyjaciel

Jackson nie jest już dzieckiem, idzie do piątej klasy. W jego wieku nie powinno się już miewać wymyślonych przyjaciół, tak przynajmniej chłopiec sądzi. Nic dziwnego, że czuje się bardzo dorosły: jego doświadczenia wskazują na to, że zniósł znacznie więcej niż jego rówieśnicy. Jackson nie przywykł do narzekania na swój los. Wie, że musi być dojrzały i nie sprawiać kłopotów rodzicom. Wie też, że musi zapewnić wsparcie pięcioletniej siostrze, Robin. Robin rozumie niewiele, a Jackson chce, żeby miała beztroskie dzieciństwo - przynajmniej w miarę możliwości. To rodzeństwo - w świecie z perspektywy chłopca - pojawia się w tomie "Preskot" Katherine Applegate.

To książka nietypowa. Rzadko w literaturze czwartej pojawia się aż tak mocno wyeksponowany motyw biedy i bezradności dorosłych. Rodzice Jacksona i Robin są muzykami i nie potrafią znaleźć sobie stałego zajęcia, które zapewniłoby im stabilizację finansową. Wybierają wolność za wszelką cenę. Owszem, wiedzą, co robić, żeby nie rozbić rodziny - jednak ich rozwiązania stają się zadziwiająco tymczasowe. Nawet jeśli dla Robin będą przygodą, to dla Jacksona - wielką męczarnią. Finansowe problemy dorosłych przechodzą na dzieci: Jackson rozumie, że w domu się nie przelewa, ale przekłada się to na ciągły głód najmłodszych. Bohaterowie wciąż mają apetyty i muszą imać się dziwnych sposobów, by zapomnieć o ssaniu w żołądku. Wskazówki, które wprowadza Jackson - na przykład jak traktować gumę do żucia, żeby wystarczyła na dłużej - nie przydadzą się większości czytelników, jednak uświadomią im rozmiar problemu.

Na młodego bohatera spada wiele trosk, które jego rodzice odrzucają. Jackson nie chce mieszkać w samochodzie, wolałby bardziej normalne dzieciństwo - i chociaż kocha swoich rodziców, musi uciec się do bardzo radykalnego kroku, żeby im to uświadomić. Katherine Applegate przygląda się dzieciom, które rozumieją znacznie więcej niż sądzą ich rodzice. Proponuje książkę miejscami wstrząsającą - łagodzi w niej trochę wymowę przez obecność Preskota - niezwykłego wymyślonego kota, który pomaga oswoić się z troskami i kłopotami. Preskot jest zblazowanym zwierzęciem, chodzi własnymi ścieżkami, ale uważa, że powinien pozostać przy Jacksonie, bez względu na to, co na ten temat sądzi chłopiec. Pilnuje go i czasami pozwala rzucić nowe światło na codzienność. "Preskot" to powieść, w której gorycz przebija przygodę - a jednak udało się autorce opisać rzeczywistość bohatera w sposób niezwykły i prawie magiczny. Odstąpienie od standardowych metod prowadzenia narracji w literaturze czwartej sprawia, że łatwiej będzie zwrócić uwagę na ten tom. Katherine Applegate pisze poważnie i rzeczowo, chociaż nie ucieka i od świata wyobraźni za sprawą samego Preskota. Zapewnia dzieciom sporo refleksji - czasami niewesołych - przypomina, że nie każdy może spełniać wszystkie swoje zachcianki. To ważna lektura dla dzieci.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com