Znak, Kraków 2026.
Co obrzydza
Marek Maruszczak najpierw wyrobił sobie markę w internecie, a później podbił rynek tradycyjnych publikacji – pojawia się właśnie trzeci poradnik dotyczący tym razem nie zwierząt i nie ptaków, a „robaków i innych takich” – czyli ślimaków, owadów, robaków faktycznych, pająków i innych stworzeń, na widok których człowiek może wydawać okrzyk obrzydzenia albo uciekać jak najdalej – a które inny człowiek chce obejrzeć z bliska i warto byłoby wiedzieć, czy zostanie za nadmierną ciekawość ukąszony, czy też niewiele mu grozi. „Głupie robaki i inne takie Polski”, czyli, jak głosi podtytuł, „Przewodnik świadomego obserwatora” to trochę okazja, żeby dowiedzieć się, co możemy spotkać w ogródku, w domu, na spacerze albo przy oknie – a bardzo – żeby się pośmiać. Bo Marek Maruszczak na szczęście nie rezygnuje ze swojego zgryźliwego stylu i z nadużywania ironii wszędzie tam, gdzie da się humorystycznie skomentować obiekt obserwacji. Długość poszczególnych artykułów dostosowana jest do potencjalnego stopnia zainteresowania odbiorców owadem, robakiem albo innymi – i trochę zestawem ciekawostek na jego temat. Można się tu dowiedzieć, jak rozpoznać dane stworzenie, czym się charakteryzuje i jakie ma znaczenie dla ekosystemu albo dla gospodarstwa domowego. Co ciekawe, samych owadów jest tu właściwie niezbyt wiele – autor koncentruje się na tych najbardziej popularnych lub najbardziej przerażających, kiedy zalęgną się w domach – nie zmusza Marek Maruszczak do biegania po krzakach i wypatrywania w chaszczach insektów – na razie do tego ewentualnie przygotowuje. Tłumaczy odbiorcom, co muszą zrobić, żeby owady nie czmychały im sprzed obiektywu i żeby nie dać się użreć w miarę możliwości. Każdy bohater tej książki ma tu zestaw ciekawostek zaprezentowany jak dawniej zwierzęta i ptaki – bez względu na stopień „obrzydliwości”, nie ma rezygnowania z przedstawiania niektórych faktów – liczy się komizm, nawet jeśli potrzebny do niego będzie humor niższych lotów. I tu właśnie przydaje się zamiłowanie Maruszczaka do ironii – bo ona podnosi jakość żartów i sprawia, że nie mamy do czynienia wyłącznie z prostymi skojarzeniami. Rzadko kto umie tak dobrze przekładać język nauki na zabawę – i do tego akcentować coś, co zawsze zadziwia, czyli tendencje do komplikowania onomastyki wśród entomologów. Maruszczak kieruje się do wszystkich zainteresowanych mikroświatami – ale niekoniecznie do mocno zaawansowanych w obserwowaniu owadów – ci mogą wręcz być rozczarowani, że nie znalazło się tu miejsce na tysiące kolejnych gatunków, niekoniecznie pchających się drzwiami i oknami do domu.
Jest to książka bardzo kolorowa, Nastia Juriewicz pojawia się nie tylko jako ilustratorka zmuszana do przyglądania się insektom w treści notek, ale też jako autorka barwnych ilustracji prezentujących kolejnych bohaterów. To okazja do uświadomienia czytelnikom, czego nie zobaczą, co zobaczą, jeśli się bardzo postarają, albo co widzą zbyt często. Oczywiście jest tu też metryczka z charakterystycznym „widziałem drania” do odznaczenia na stronie i z odpowiedzią na najbardziej interesujący czytelników temat – czyli „czy może mnie użreć”. Zdarza się, że może zrobić znacznie gorsze rzeczy.
Jest to bardzo miłe dopełnienie serii, coś co spodoba się czytelnikom pragnącym ambitnej rozrywki – spora dawka lektury, której nie da się pochłonąć za jednym zamachem – coś w sam raz, żeby odkrywać to po kawałku i cieszyć się kolejnymi komicznymi opisami.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
niedziela, 2 sierpnia 2026
sobota, 1 sierpnia 2026
Lucy Score: Dawne błędy w Story Lake
Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2026.
Literatura
Lucy Score celuje w romansowych trylogiach, w których temat seksu zostaje potraktowany z humorem a liczne stereotypy i powtarzalne rozwiązania scenariuszowe przestają razić dzięki lekkiemu podejściu do pożądania. U Lucy Score zawsze na finał jest bajkowe „i żyli długo i szczęśliwie”, a ponieważ bohaterowie zaangażowani w romans prowadzą narrację na przemian, nie ma mowy o pomyłce. Dodatkowo są zarysowani już we wcześniejszej części, tak, żeby czytelniczki mogły się zawczasu przygotować na kibicowanie kolejnej parze. Po „Nowym rozdziale w Story Lake” nie było wątpliwości, że kolejny opisany związek będzie historią Zoey – znerwicowanej agentki literackiej Hazel – oraz Gage’a, jednego z trzech braci Bishop – maksymalnie przystojnych i hojnie obdarowanych przez naturę. Nie liczy się to, co oczywiste: płomienny romans i pożądanie bijące ze stron, a sposób prowadzenia narracji. Bo Lucy Score bawi się sytuacjami i scenkami, sprawiając, że do jej rozbudowanych książek czytelniczki po prostu będą chciały wracać.
Zoey nie chce związków, natomiast nie ma nic przeciwko niezobowiązującym przygodom na jedną noc. Ma to przyczynę głęboko w jej kompleksach płynących bezpośrednio z niezdiagnozowanego ADHD. Kobieta jest uosobieniem chaosu. Gage z kolei szuka stałości i nie ma zamiaru wdawać się w żadne przygody – to mężczyzna, który wie, jak postępować i nie interesuje się tanimi podrywami. Enemies to lovers w wersji małomiasteczkowej rozpoczyna się znowu małym trzęsieniem ziemi – bo Zoey wpada pod furgonetkę prowadzoną przez Gage’a – ale jest tu również od samego początku mnóstwo humorystycznych motywów. Cechą charakterystyczną dla Lucy Score jest tworzenie wyjątkowych wydarzeń składających się na charakterystykę miejsca. W Story Lake przybyszy terroryzuje orzeł (który ma na imię Gąsior), a rozmaici mieszkańcy mają jasno określone i komiczne wady. Przeważnie rozstrzygają wszystko, co dotyczy miasteczka, przez głosowanie, a jeśli nie zgadzają się z czyimś zdaniem – korzystają z możliwości obrzucenia go pieczonymi ziemniakami. Dzieje się tu zatem mnóstwo nie tylko między głównymi bohaterami, ale też w tle. I to na wielu poziomach w tle: ZOey przecież wciąż jest zaangażowana w promocję książki Hazel, z kolei bracia Bishop i ich jeżdżąca na wózku siostra żyją jeszcze sprawą z przeszłości – wydarzeniem, które skończyło się niepełnosprawnością Laury i śmiercią jej męża. Wszystko po to, żeby odwlekanie łóżkowych przygód (i naiwność płomiennego romansu) można było rozwlec w czasie, a czytelnicy się nie nudzili podczas lektury.
Prawdziwą siłą w narracjach Lucy Score jest bezpruderyjność połączona z żartem. Tu dialogi często są pikantne, sceny pozwalające przyspieszyć odrobinę dążenie bohaterów ku sobie – wręcz nieprawdopodobne, ale zwykle komiczne. Dzięki temu czytelniczki nie otrzymują romansu na poważnie, mogą za to bawić się damsko-męskimi przepychankami i frywolnością. Jest tu naprawdę dużo scenek napisanych dla śmiechu – i pozwalających na rozrywkę. To właśnie dzięki tym pomysłom Lucy Score stale rozbudowuje sobie grono wiernych fanek – to one sprawiają, że powieści nie tylko z trylogii o Story Lake są takie wyjątkowe, chociaż od początku wiadomo, co się w nich wydarzy. Tu można otwarcie mówić rzeczy, które normalnie się tabuizuje i wprowadzać żarty seksualne na poziomie – a nie pornograficzne. Warto sprawdzić, co dzieje się w Story Lake.
Literatura
Lucy Score celuje w romansowych trylogiach, w których temat seksu zostaje potraktowany z humorem a liczne stereotypy i powtarzalne rozwiązania scenariuszowe przestają razić dzięki lekkiemu podejściu do pożądania. U Lucy Score zawsze na finał jest bajkowe „i żyli długo i szczęśliwie”, a ponieważ bohaterowie zaangażowani w romans prowadzą narrację na przemian, nie ma mowy o pomyłce. Dodatkowo są zarysowani już we wcześniejszej części, tak, żeby czytelniczki mogły się zawczasu przygotować na kibicowanie kolejnej parze. Po „Nowym rozdziale w Story Lake” nie było wątpliwości, że kolejny opisany związek będzie historią Zoey – znerwicowanej agentki literackiej Hazel – oraz Gage’a, jednego z trzech braci Bishop – maksymalnie przystojnych i hojnie obdarowanych przez naturę. Nie liczy się to, co oczywiste: płomienny romans i pożądanie bijące ze stron, a sposób prowadzenia narracji. Bo Lucy Score bawi się sytuacjami i scenkami, sprawiając, że do jej rozbudowanych książek czytelniczki po prostu będą chciały wracać.
Zoey nie chce związków, natomiast nie ma nic przeciwko niezobowiązującym przygodom na jedną noc. Ma to przyczynę głęboko w jej kompleksach płynących bezpośrednio z niezdiagnozowanego ADHD. Kobieta jest uosobieniem chaosu. Gage z kolei szuka stałości i nie ma zamiaru wdawać się w żadne przygody – to mężczyzna, który wie, jak postępować i nie interesuje się tanimi podrywami. Enemies to lovers w wersji małomiasteczkowej rozpoczyna się znowu małym trzęsieniem ziemi – bo Zoey wpada pod furgonetkę prowadzoną przez Gage’a – ale jest tu również od samego początku mnóstwo humorystycznych motywów. Cechą charakterystyczną dla Lucy Score jest tworzenie wyjątkowych wydarzeń składających się na charakterystykę miejsca. W Story Lake przybyszy terroryzuje orzeł (który ma na imię Gąsior), a rozmaici mieszkańcy mają jasno określone i komiczne wady. Przeważnie rozstrzygają wszystko, co dotyczy miasteczka, przez głosowanie, a jeśli nie zgadzają się z czyimś zdaniem – korzystają z możliwości obrzucenia go pieczonymi ziemniakami. Dzieje się tu zatem mnóstwo nie tylko między głównymi bohaterami, ale też w tle. I to na wielu poziomach w tle: ZOey przecież wciąż jest zaangażowana w promocję książki Hazel, z kolei bracia Bishop i ich jeżdżąca na wózku siostra żyją jeszcze sprawą z przeszłości – wydarzeniem, które skończyło się niepełnosprawnością Laury i śmiercią jej męża. Wszystko po to, żeby odwlekanie łóżkowych przygód (i naiwność płomiennego romansu) można było rozwlec w czasie, a czytelnicy się nie nudzili podczas lektury.
Prawdziwą siłą w narracjach Lucy Score jest bezpruderyjność połączona z żartem. Tu dialogi często są pikantne, sceny pozwalające przyspieszyć odrobinę dążenie bohaterów ku sobie – wręcz nieprawdopodobne, ale zwykle komiczne. Dzięki temu czytelniczki nie otrzymują romansu na poważnie, mogą za to bawić się damsko-męskimi przepychankami i frywolnością. Jest tu naprawdę dużo scenek napisanych dla śmiechu – i pozwalających na rozrywkę. To właśnie dzięki tym pomysłom Lucy Score stale rozbudowuje sobie grono wiernych fanek – to one sprawiają, że powieści nie tylko z trylogii o Story Lake są takie wyjątkowe, chociaż od początku wiadomo, co się w nich wydarzy. Tu można otwarcie mówić rzeczy, które normalnie się tabuizuje i wprowadzać żarty seksualne na poziomie – a nie pornograficzne. Warto sprawdzić, co dzieje się w Story Lake.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






