* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HarperKids. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HarperKids. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 września 2026

Dinuś nie chce spać. Wspólnie czytamy o zasypianiu

Harperkids, Warszawa 2026.

Przygotowania do snu

Dinuś to ten bohater, który robi wszystko, co kilkulatki – i który pokazuje kolejne sekwencje czynności, żeby utrwalić je u małych odbiorców. Nic dziwnego, że tematy są tu brane bezpośrednio z życia maluchów – a tomik „Dinuś nie chce spać” to wsparcie rodziców układających swoje pociechy do spania. Można jeszcze przeżyć jedną przygodę z sympatycznym bohaterem, żeby w końcu przekonać się, że trzeba iść do łóżka – tylko dzięki temu będzie się miało siły do zabawy następnego dnia. Na razie jednak Dinuś szuka sojuszników w swojej niechęci do pójścia spać – spotyka kolejnych przyjaciół (którzy jednak do snu się przygotowują) i namawia ich do rozrywek – albo naśladuje ich zachowania. Haczyk tkwi w tym, że jego przyjaciele nie mają wątpliwości w kwestii przygotowywania się do snu i wykonują po prostu te czynności, w których Dinuś nie ma ochoty uczestniczyć. Kiedy jednak dołączy do nich… może być całkiem przyjemnie.

„Dinuś nie chce spać” to książeczka pisana prozą, z rymowanymi fragmentami – tłumaczenie przygotowała Natalia Usenko. Dzięki refrenom dzieci będą mogły przekonać się do rytmu opowieści. Pojawiają się tu też nawiasowe wtrącenia – uzupełniane wyliczenia, które sprawią, że kolejne etapy przygotowań do snu zapadną dzieciom lepiej w pamięć. Dinuś nie tylko działa – ale też przechodzi niezbędne zadania do wykonania wieczorem. To uświadomi dzieciom, że muszą umyć zęby czy wykąpać się, miłym dodatkiem staje się też wieczorna wspólna lektura – to sposób na przypomnienie rodzicom, że takie rozrywki nie wychodzą z mody i że zawsze powinno się znaleźć czas na czytanie przed snem – to nie tylko rozwija wyobraźnię, ale też buduje silne więzi i miłe wspomnienia. Dinuś przekonuje się, że przygotowania do snu wcale nie muszą być nudne czy męczące – i że na pewno nie są niepotrzebne. Długo trwa w swojej pewności, że nie chce iść spać – a jednak w końcu się zmęczy, jak każdy maluch.

Taka lektura pozwoli na wyciszenie najmłodszych, ale zapewni im też trochę zabawy. Nie polega bowiem tylko na śledzeniu tekstu czytanego przez rodziców czy na oglądaniu urokliwych ilustracji Pauli Bowles – a na czynnym udziale w czytaniu za sprawą odpowiednio przygotowanych kartonowych stron. Są tu miejsca zakryte, niespodzianki dla oglądających, są też scenki pop-up, co może być zaskoczeniem dla najmłodszych – nieprzygotowanych jeszcze na techniczne możliwości konstruowania książek. To zatem przygoda wykraczająca poza motyw zwykłego czytania, w sam raz dla dzieci, którym wydaje się, że w książkach nie da się znaleźć nic ciekawego. „Dinuś nie chce spać” to tomik nastawiony na usypianie najmłodszych i jednocześnie dostarczający wielu powodów do uśmiechu – ładnie przygotowany i dobrze przemyślany. W sam raz nie tylko dla tych dzieci, które zwlekają z momentem pójścia do łóżka.

sobota, 5 września 2026

Bluey. Papugowanie

Harperkids, Warszawa 2026.

Oswajanie smutku

„Papugowanie” to tomik, który tylko z pozoru zabiera odbiorców do pełnego zabaw i pozbawionego trosk świata Bluey. W rzeczywistości jest to historia o śmierci – tyle że przedstawionej tak, żeby nie przygnębić przesadnie najmłodszych ani ich nie przestraszyć. Wszystko zaczyna się od gry w przedrzeźnianie – Blue od rana chce koniecznie robić wszystko to, co tata – naśladuje każdy jego gest i każde zdanie, nawet jeśli oznacza to trochę niepochlebnych komentarzy pod własnym adresem. Tata wie doskonale – jak wszyscy rodzice – że żadne sztuczki nie pomogą, przedrzeźniacz musi się znudzić swoim zadaniem, żeby skończyły się irytujące powtórzenia. Tylko że zabawa w papugowanie to jedynie wstęp do zupełnie innej historii: Blue znajduje na ulicy ranną papużkę. Razem z tatą próbuje ją uratować – wkłada do pudełeczka i wiezie do weterynarza. Tylko że ta przygoda nie może mieć dobrego finału. A po powrocie do domu Blue chce się bawić z młodszą siostrą w nieudane ratowanie chorego ptaszka – w ten sposób radzi sobie z trudnymi emocjami.

Liczy się tu zestaw zachowań i reakcji wokół śmierci: kiedy recepcjonistka przekazuje informację o papużce, mówi łagodnym głosem. Mama w domu także ścisza głos, kiedy odzywa się do swojej córki. Blue jednak potrzebuje uporządkowania doświadczeń – pokazuje to w zabawie z siostrą. Teraz również „papużka”, czyli Bingo, ma nie przeżyć akcji ratunkowej – bohaterka dowiaduje się, że na pewne sprawy nie ma żadnego wpływu. Chce jednak przeżyć swój smutek jeszcze raz, w warunkach kontrolowanych.

Dzieci zawsze mocno przeżywają rozstanie z ukochanym pupilem. Szokiem może być dla nich również świadomość, że śmierć nie oszczędza nikogo, bez względu na to, czy pospieszy się z pomocą, czy nie – i oczywiście zawsze warto próbować ocalić nawet najmniejsze życie, ale niekiedy taka misja po prostu musi się zakończyć niepowodzeniem. Dobrze, że w świecie Blue znalazło się miejsce i na takie historie – w ten sposób można przynajmniej próbować wytłumaczyć dzieciom, że czasami w codzienność wkracza śmierć – i że to oznacza bezpowrotne rozstanie. Blue jeszcze ma nadzieję, że los papużki się odmieni, ale rodzice nie zamierzają jej w tym względzie okłamywać. Razem z Blue dzieci będą oswajać się z trudnym zagadnieniem. „Papugowanie” to niewielki tomik – jak zawsze w cyklu – opowieść w sam raz do przeczytania i przemyślenia. I owszem, jest w niej całkiem sporo czynników humorystycznych, wprowadzonych, żeby przyciągnąć najmłodszych do lektury – ale jest też dużo materiału do refleksji. W świecie Blue i Bingo jest miejsce na różne odczucia – i dzięki temu dorosłym łatwiej będzie przeprowadzać ze swoimi pociechami poważne rozmowy.

Jest to picture book, więc można będzie znaleźć bardzo wiele kadrów z ulubionymi bohaterami, a także rysunkowe dopowiedzenia do narracji tekstowej. Blue nie pozostawia wątpliwości: przeżywa mnóstwo. I można razem z nią przystąpić do odkrywania uroków i przykrości świata.

wtorek, 1 września 2026

Jory John, Pete Oswald: Fajny Cieciorek i skok na głęboką wodę

Harperkids, Warszawa 2026.

Grupa

Jory John i Pete Oswald mają rękę do tworzenia wyrazistych bohaterów, którzy przyciągną najmłodszych do czytania. Nie muszą w dodatku wysilać wyobraźni i proponować nowych stworków – wystarczy, że ożywiają elementy jedzenia. I tak po między innymi Wielkim Serze, Domowej Pyrze czy Niesfornym Ziarenku przychodzi czas na Fajnego Cieciorka. Fajny Cieciorek to mniej przebojowa postać – mniej przebojowa niż te, które do tej pory zaludniały karty kolejnych krótkich czytanek bazujących na kreskówkach, za to bardzo zbliżona do typowych maluchów, niekoniecznie pewnych siebie, niekoniecznie idealnych. „Fajny Cieciorek i skok na głęboką wodę” to opowieść prosto z basenu. Bohater spędza czas raczej na brodziku – i to z dmuchanym kółkiem. Nie jest taki jak Fajne Fasolki – te w ciemnych okularach i odważne – budzą wręcz zazdrość, a zawsze podziw. Fasolki nie boją się niczego, zjeżdżają z największych zjeżdżalni i są po prostu fajne. Cieciorek nawet chciałby być taki jak one, ale brakuje mu różnych cech charakteru. A może nie? Może wystarczy tylko spróbować? Jory John proponuje Cieciorkowi rozwiązanie jego problemu.

Cieciorek walczy i ponosi porażkę za porażką. Staje się obiektem drwin. W dodatku ogarnia go paraliżująca trema – kiedy już chce dokonać wielkiego czynu, czuje silny strach. I wtedy przychodzą mu z pomocą nieoczekiwani sojusznicy, tłumacząc, że czasami wystarczy wsparcie grupy, żeby można było realizować marzenia i pokonywać własne lęki. Fajne Fasolki nie są na szczęście uosobieniem szkolnych prześladowców – można na nie liczyć i przy okazji czerpać trochę z ich fajności. A to pierwszy krok do pozbawienia się kompleksów i do dobrej zabawy.

„Fajny Cieciorek i skok na głęboką wodę” to książka, w której wielu odbiorców odnajdzie po prostu siebie. To ważne, bo tomik ukazuje się w podcyklu Tryb czytania – a to oznacza, że dzieci mogą wykorzystywać go jako czytankę do ćwiczenia składania wyrazów. Nie ma trudnej ani skomplikowanej narracji, nie ma pułapek, które zniechęcą do lektury – liczy się wyrazista fabuła, która przyciągnie uwagę najmłodszych i zatrzyma ich przy książce. O ile zwykle Jory John stawia na rozśmieszanie dzieci, o tyle tutaj jest dość ostrożny – nie chodzi o to, żeby wywołać śmiech z bohatera, a o to, żeby dzieci chciały się z nim identyfikować i przyznawać do rozmaitych kłopotów czy lęków – to najlepsza droga do zrozumienia siebie i do podjęcia pracy nad sobą. Fajny Cieciorek jest fajny – ale nie przebojowy. Nie zagrozi nikomu, nie przeszkodzi w realizacji czyichś marzeń, sam potrzebuje pomocy i wsparcia, żeby mógł radzić sobie z osobistymi dylematami – zwłaszcza tymi niewidocznymi na pierwszy rzut oka. Cieciorek to postać, która zyska fanów błyskawicznie – jest potrzebny, zwłaszcza kiedy trzeba zastanowić się nad przyczyną niektórych działań. To jest książka do samodzielnego czytania przez dzieci – a jednak dobrze by było, gdyby prześledzili ten krótki tekst także rodzice – wtedy będą mogli porozmawiać ze swoimi pociechami o podobnych sytuacjach.

sobota, 29 sierpnia 2026

Dinuś chce być duży. Wspólnie czytamy o zdrowym jedzeniu

Harperkids, Warszawa 2026.

Nadzieja

Urocza jest ta seria – i kierowana do najmłodszych dzieci. „Dinuś chce być duży” to opowieść – w bardzo dobrym przekładzie Natalii Usenko – w której odbiorcy razem z małym bohaterem uczą się, jaka dieta sprzyja rośnięciu. Dinozaur, który chce być duży, chodzi i wypytuje swoich dorosłych przyjaciół, co według nich powinien spożywać. Dowiaduje się dzięki temu, jak ważne są warzywa i owoce, ryby czy rośliny strączkowe. Dinuś je to, co polecają inni i szybko rośnie – staje się coraz większy i coraz silniejszy, o czym przekonuje się nawet jego drzemiący dziadek. Nie ma tu bardzo skomplikowanej fabuły, bo chodzi przecież o to, żeby najmłodsi zaangażowali się w lekturę – a koncentracja kilkulatków wymusza szybkie tempo i niewiele wątków pobocznych. „Dinuś chce być duży” to kartonowy picture book wzorowany trochę na książeczkach z serii Akademia Mądrego Dziecka (o czym świadczy paskowany kolorowy fragment grzbietu). I jest to tomik, który wykorzystuje nieoczekiwane rozwiązania. Grube kartonowe strony pozwalają na ukrycie kilku niespodzianek dla dzieci. O pop-up przypomina znaczek na okładce, ale poza rozkładaną scenką (która faktycznie pozwala dinozaurowi urosnąć) będzie tu więcej: między innymi schowany fragment rysunku czy otwierające się oko dziadka (mini pop-up).

Rozwiązania formalne to jedno, drugim stają się pomysły na treść. „Dinuś chce być duży” to książka, która przyciągnie małych odbiorców z takim samym pragnieniem co główny bohater – i w tej opowieści stawia się na rolę odpowiedniej diety. Dinuś nie dostanie oferty dotyczącej słodyczy czy fast-foodów, w ogóle nie istnieją takie tematy. Posłusznie zjada za to to wszystko, co zalecają starsi i silniejsi. W ten sposób utrwala się w dzieciach przekonanie, że faktycznie mogą mieć wpływ na swoje posiłki i brać przykład z Dinusia – to coś istotnego. Ale nie tylko na przeszkoleniu w zakresie kulinarnym rzecz polega. „Dinuś chce być duży” to książka, w której liczy się wspólna zabawa z dzieckiem. Rodzice mogą czytać i komentować wydarzenia (komentarze również zostały wprowadzone do tekstu w nawiasach). Mogą zadawać pytania albo bawić się w szukanie na stronach ulubionej maskotki Dinusia (warto przyjrzeć się tylnej okładce, żeby wiedzieć, co zostało ukryte w obrazkach). Ale mogą też proponować swoim pociechom zabawę w onomatopeje – każda rozkładówka to inny gest i inny dźwięk pasujący do akcji. Raz trzeba będzie mlaskać, raz tupać lub chrupać – wszystko, żeby wczuć się w świat małego bohatera i żeby podążać za nim w przygodzie. „Dinuś chce być duży” to zatem angażowanie najmłodszych na różne sposoby – tak, żeby bawili się książką i żeby lektura stała się ich ulubioną. Dinuś to bohater, który nie może usiedzieć na miejscu, ale umiejętnie wykorzystany jako zbieracz porad, funkcjonuje tu na prawach przykładu dla najmłodszych. O wiele łatwiej przyjąć tematy pouczające, jeśli przedstawia je Dinuś – sympatyczny dinozaur.

środa, 15 lipca 2026

Joheun Lee: K-pop Spirit Academy

Harperkids, Warszawa 2026.

Występy

Zawsze tak jest: jeśli ktoś ma utalentowane artystycznie starsze rodzeństwo, nie uniknie porównań do niego. I to porównań zwykle krzywdzących, bo zakładających, że chce się iść w te ślady. Właśnie przekonuje się o tym Sanha. Jej starsza siostra – Siyoon – robi wielką karierę jako gwiazda K-popu i jest chlubą szkoły. Sanha do tej samej placówki właśnie trafia – jeśli nawet ma talent do śpiewania, to o tym nie wie, a występy publiczne bardzo ją paraliżują. K-pop Spirit Academy to miejsce, które chlubi się wypuszczaniem na rynek młodych gwiazd – wydaje się, że wszyscy absolwenci na pewno zrobią karierę i to szansa dla dziewczyny. Na razie jednak rzeczywistość szkolna przegania myśli o stresującej przyszłości na scenie, bo pojawia się wielki problem w tu i teraz. Sanha zdobywa przyjaciółki: dogaduje się z innymi dziewczynami bez większego problemu, chociaż być może trochę zasługi w tym ma – bez świadomego udziału – starsza siostra i jej olśniewająca sława. Dość szybko jednak dziewczyna odkrywa wielką tajemnicę szkoły: tu trzeba walczyć z potworami. Walczyć za pomocą własnego głosu, układanych samodzielnie piosenek i występów. Nie ma innego sposobu na pokonywanie przedziwnych istot wypełzających z kanalizacji – i naprawdę groźnych. Sanha na początku trafia do grona przygotowujących się na potencjalne ataki – szkolenia przypominają grę komputerową i wykorzystują najnowsze technologie. Tyle że szeregi obrońców szkoły są mocno przetrzebione, a to oznacza, że bohaterka musi wziąć udział w prawdziwej akcji. I to nie w jednej. Wprawdzie ma wsparcie przyjaciółek i części wtajemniczonych nauczycieli, ale nie sprawia to, że jej misja będzie prostsza.

Jeśli ktoś boi się występować na scenie – przed życzliwymi słuchaczami – to może wyleczyć się ze swojej fobii, jeśli musi walczyć o życie, występując przed potworami. Całkiem niezła metoda, przynajmniej w tym wypadku. Sanha przekonuje się, że wszystko jest kwestią skali i że zupełnie inaczej operuje się wtedy głosem oraz talentami.

I owszem, jest to książka momentami naiwna, a poza tym – pozostająca gadżetem przy okazji filmu „K-popowe łowczynie demonów” – ale najmłodszym czytelniczkom pokazuje, jak wielka jest siła przyjaźni i że nad własnymi kompleksami warto (i można) pracować. Łączy ta książka zainteresowanie odbiorczyń tematami akademii i szkoleń pozwalających na zyskanie nowych umiejętności, modę na opowieści z rynku muzycznego, zwłaszcza kariery piosenkarzy i wizję magii w nudnej bez tego szkolnej placówce. To połączenie dobrze się tu sprawdza – i czytelnikom spodoba się zwłaszcza dojrzewanie bohaterki na ich oczach. Sanha, która nie miała pojęcia, jak pozbyć się tremy, nagle staje się liderką zespołu i odkrywa w sobie umiejętności, które na pewno przydadzą się w tym świecie. Dzieci bez trudu wydobędą z lektury sporo podpowiedzi cennych dla siebie – i nie chodzi tu wcale o walkę z wyimaginowanymi potworami, raczej o panowanie nad kompleksami i o budowanie przyjaźni.

piątek, 3 lipca 2026

Nieoficjalny przewodnik dla fanów filmu K-popowe łowczynie demonów

Harperkids, Warszawa 2026.

Fanki

Kiedyś tego typu tematy albo wkraczały do kolorowych magazynów dla nastolatek, albo funkcjonowały zupełnie poza tekstowym obiegiem, w założeniu, że odbiorczynie same poradzą sobie z wyzwaniami i przesłaniami – i rzeczywiście nie trzeba było ich wyręczać w gromadzeniu ciekawostek na temat idoli lub ulubionych filmów (nie tylko animowanych). „Nieoficjalny przewodnik dla fanów filmu K-popowe łowczynie demonów” to publikacja niewielka i bardzo kolorowa, a przy tym rozśpiewana – każda fanka zakochana w produkcji animowanej może teraz zastanowić się nad treściami płynącymi z wielkiego ekranu, zanurzyć w dźwięki i znaleźć źródła inspiracji dla twórców filmu.

Chociaż produkcje oglądane dla przyjemności i rozrywki nie są przeważnie przedmiotem szkolnych analiz i pedagogicznych wyjaśnień, najwyraźniej autorzy przewodnika uważają, że coś takiego młodym odbiorczyniom się przyda. Na początku mamy zatem do czynienia z kilkoma wybranymi tematami, które pokazują odniesienia do zwyczajnego świata i płynące z tego lekcje – wnioski, jakie powinny wysnuć same czytelniczki. Żeby zatem dobrze zrozumieć, czego uczy nas film, otrzymamy krótki wykład na temat wybranych motywów. Nie ma w tym nic złego, w dodatku jeśli ktoś nie zwrócił uwagi na określone tematy, teraz może sobie uświadomić ich znaczenie. Autorzy poradnika starają się zasugerować związki zagadnień z filmu z normalnym życiem przeciętnych nastolatek – z ich relacjami w grupie rówieśniczek, potrzebami czy oczekiwaniami. Oznacza to – przynajmniej w pewnym stopniu – wyjaśnianie spraw oczywistych (w filmie mamy do czynienia choćby ze zjawiskami paranormalnymi, więc trzeba wyjaśniać aluzje i bajkowe rozwiązania) – ale być może przyda się to nastoletnim odbiorczyniom.

W drugiej części książki pojawiają się quizy – zabawy dla odbiorczyń, które chcą ocenić swój potencjał fanowski. W trzeciej natomiast będzie już zestaw nawiązań i inspiracji – czyli jeśli odbiorczynie chcą zostać przy K-popie, a nie wiedzą, od czego zacząć, mogą tu poznać kilka ciekawych zespołów (boysbandów i girlsbandów), które zainspirowały twórców filmu i które charakteryzują się albo wpadającymi w ucho przebojami, albo ciekawymi stylizacjami, wyjątkową choreografią lub innymi pomysłami na funkcjonowanie na kapryśnym rynku. Jest to możliwość dowiedzenia się czegoś o K-popie, już w oderwaniu od filmu. Dla czytelniczek to szansa na poszerzenie zainteresowań albo na wyjście z zainteresowaniami poza jedną animację. Bez wątpienia jest to publikacja dla nastoletnich fanek filmu, przygotowana jak kiedyś zeszyty z ciekawostkami o aktorach. Rozczytywanie filmu, szukanie odniesień do pozabajkowego świata, przyglądanie się istocie relacji międzyludzkich i problemów nakreślonych w produkcji – to wszystko sprawia, że czytelniczkom przyda się ta publikacja nie tylko jako przedłużenie kontaktu z popularną bajką, ale też jako próba poznawania siebie i własnych potrzeb w kontekście tych najbardziej powszechnych zachowań i sygnałów buntu. Tomik oczywiście jest bardzo kolorowy, wypełniony kadrami z filmu i zdjęciami – po to, żeby był czytelnym i mocnym nawiązaniem do „K-popowych łowczyń demonów”.

wtorek, 30 czerwca 2026

Bluey. Wielkie, wielkie urodziny. Zabawy i zadania z naklejkami

Harperkids, Warszawa 2026.

Zabawa

Ta propozycja zaskoczy dzieci przyzwyczajone już do łamigłówkowych zeszytów ćwiczeń. Zwykle publikacje gadżetowe – związane z popularnymi bohaterami kreskówek – wykorzystują po prostu tradycyjne łamigłówki odpowiednio przygotowane, podrasowane dzięki grafikom i powiązaniom tematycznym z animacjami, które dzieci znają. Tym razem jest inaczej: wprawdzie książka „Bluey. Wielkie, wielkie urodziny. Zabawy i zadania z naklejkami” to wielkoformatowy tomik, w którego środku znajdą się wkładki z naklejkami do wykorzystania podczas pracy, ale liczy się tu wyjście poza świat bajki i poza kartki z zadaniami. Dzieci co pewien czas będą mogły usiąść nad tomikiem i znaleźć różnice, połączyć kropki albo przejść labirynt – w tym nie ma nic dziwnego, tego zresztą wszyscy się spodziewają po podobnych tomikach, jakich wiele już pojawiło się na rynku. Ale ponieważ teraz temat to urodziny, zabawa przeniesie się o wiele dalej. Razem z postaciami ze świata Bluey będzie można przygotowywać konkretne ozdoby na urodzinowe przyjęcia – albo drobne przekąski. Pojawią się tu algorytmy – diagramy do przejścia, a także odpowiednie przygotowania do przyjęcia, tak, żeby dzieci wiedziały, za co się zabrać, jeśli planują zaprosić gości na wspólną zabawę. Można będzie podejmować decyzje dotyczące konkretnych punktów zabawy – bez względu na to, czy rzeczywiście planuje się wielką urodzinową imprezę, czy po prostu chce się pomóc bajkowym bohaterom. Znajdą się tu żarty na imprezę (oczywiście takie, które rozbawią tylko najmłodszych) i odgadywanie prezentów. Do części zadań trzeba będzie wykorzystać naklejki, część zadań nadaje się do przeniesienia do prawdziwego życia, zwłaszcza wtedy, kiedy nie wiadomo, co robić z wolnym czasem. Tomik pojawia się zatem na rynku w bardzo dobrym momencie – sprawdzi się jako wakacyjna podpowiedź na nietypowe rozrywki. Zmieściło się tu naprawdę sporo podpowiedzi i zabaw, więc dzieci mogą korzystać z tomiku długo – chociaż wydawałoby się, że to zeszyt ćwiczeń na szybko. Wszystkim zadaniom oczywiście towarzyszą bohaterowie ze świata Bluey, to oni są siłą napędową i zachętą do działania dla dzieci – trzeba im pomagać albo przygotowywać coś za nich, trzeba ich wspierać i podpowiadać rozwiązania. Od czasu do czasu przenosi się to na zwyczajność dzieci – i dzięki temu odbiorcy mogą popisywać się kreatywnością oraz korzystać z książki nawet jeśli nie przepadają za Bluey. Jest tu bardzo kolorowo, dzieci mogą sprawdzić swoje umiejętności i postępy podczas uzupełniania zadań, sporo miejsca pozostaje na ich inwencję – a jednocześnie nie dałoby się już więcej wyzwań i kolorowych propozycji zmieścić w tej objętości. Jest to oczywiście sposób na zaproszenie dzieci do śledzenia fabuł z Blue i jej rodziną: taką rolę ma książka spełniać, jest przecież dodatkiem do znanej bajki i funkcjonuje jako przyjemna ciekawostka, sposób na przedłużenie funkcjonowania w uniwersum Bluey.

środa, 24 czerwca 2026

Bluey. Super mega kolorowanka

Harperkids, Warszawa 2026.

Barwy

Kolorowanka – jak to kolorowanka, nie ma w sobie przeważnie żadnych fajerwerków, chyba że twórcy wymyślili, jak przekonać do niej małych odbiorców. W tym wypadku Bluey to podstawowy wabik, wiadomo, że kwadratowy niebieski pies – i jego rodzina – przyciągają najmłodszych jak magnes. Drugim wabikiem dla tej gadżetowej publikacji jest objętość – rzadko się zdarza kolorowanka o tak dużej liczbie stron, a kiedy już się trafia – to często zostaje tą najulubieńszą na długo, bo nie da się zbyt szybko wypełnić barwami kolejnych obrazków. „Bluey. Super mega kolorowanka” to 128 stron do kolorowania – więc dzieci powinny być usatysfakcjonowane.

Scenki z życia Blue i Bingo oraz ich rodziny pojawiają się tu na niemal każdej stronie. Niemal każdej, bo czasami zastępowane są przez portrety bohaterów – zwykle w konkretnych okolicznościach, a czasami przez strony z deseniami. Dzięki temu można wykorzystywać tomik kreatywnie i z gotowych prac robić rysunki na ścianę czy elementy innych wyklejanek – warto jednak przemyśleć swoje zabawy, bo druk dwustronny wyklucza naprawienie pomyłki. Oznacza to wprawdzie, że zmieściło się tu więcej zadań i obrazków do kolorowania, ale warto sięgnąć po kredki, a nie flamastry czy farby. „Bluey. Super mega kolorowanka” to książka dla najmłodszych i może być przeznaczona nawet dla dzieci, które nie potrafią samodzielnie czytać. Pojawia się co pewien czas jakieś zdanie nawiązujące do codzienności ze świata Bluey, ale bez przeczytania go też da się spokojnie kolorować – nie ma obaw, że autorzy tomiku zaczną zmuszać dzieci do poznawania liter albo do śledzenia poleceń. Polecenie jest jedno: to dobra zabawa przy nadawaniu kolorów stworzeniom, które są dość monotonne w ubarwieniu i nieszczególnie skomplikowane w kształtach ciał. Co ciekawe, zastosowane tu zostały kontury różnej grubości, a to oznacza, że dzieci mogą wykorzystać różne odcienie tego samego koloru do wypełniania przestrzeni na kartce. Dawniej takie rozwiązania nie były specjalnie popularne, teraz, przy komputerowych grafikach, sprawdzają się całkiem nieźle - i nikogo już nie dziwią, dzieci bez problemu odgadną, na czym polega zadanie.

Moda na Bluey nie słabnie, więc nic dziwnego, że pojawiają się na rynku propozycje nawiązujące bezpośrednio do tego hitu. Najmłodszych łatwiej będzie przekonać do podjęcia pracy – do kolorowania książeczki – i do ćwiczenia małej motoryki, kiedy towarzyszyć im w tym będą ulubione bohaterki. Dodatkowo da się tu odkrywać nawiązania do konkretnych momentów z bajki, więc dzieci poczują się usatysfakcjonowane przypominaniem sobie, które fragmenty dostarczyły im najwięcej radości, albo które wiążą się z określoną sytuacją. To propozycja na dobrą zabawę dla maluchów – i można po nią sięgnąć, kiedy chce się odwiedzać Blue. „Super mega kolorowanka” to zachęta do pracy i do powrotów do popularnej wciąż bajki.

niedziela, 21 czerwca 2026

Nieoficjalny dziennik dla fanów filmu K-popowe łowczynie demonów

Harperkids, Warszawa 2026.

Przyjaźń

Skoro istnieje moda na K-pop, trzeba ją wykorzystać także w produkcjach kierowanych do młodszych nastolatek. Film „K-popowe łowczynie demonów” to opowieść, która doczekała się gadżetowych produkcji książkowych – nic w tym dziwnego, wydawcy bazują na zainteresowaniu, które wzbudza animacja i przedłużają jej istnienie w świadomości odbiorców. Czasami owo przedłużanie przybiera intrygujące lub interesujące dla czytelników formy, tak jest w przypadku dziennika kreatywnego „Nieoficjalny dziennik dla fanów filmu K-popowe łowczynie demonów”. W zasadzie nawet nie trzeba znać fabuły filmu, żeby skorzystać z takiego dziennika, ale całość została przygotowana pod kątem promocji obrazu i zachęcenia młodych odbiorczyń do spędzania czasu ze swoimi ulubionymi bohaterami.

Dziennik ten składa się z zadań dla odbiorców. Za każdym razem punktem wyjścia jest jakiś motyw z filmu – przy czym twórcy dziennika zakładają, że najwygodniej będzie się posiłkować stylem plotkarsko-przyjacielskim, tak, żeby nastolatki miały wrażenie pracy z rówieśniczkami i czuły się dobrze zrozumiane. Te, które uczciwie wezmą się do wypełniania kolejnych stron, nie zauważą nawet, że wykonują przy tym sporo pracy umysłowej – to jak zadania szkolne, tylko znacznie przyjemniejsze i nastawione na prywatne zwierzenia. Nastolatki mogą tutaj zastanawiać się nad zabawami z ulubionym zwierzęciem, albo nad czasem spędzanym z przyjaciółkami. Będą analizować zachowania bohaterów (wcześniej odpowiednio nazwane i skomentowane, więc znajomość kontekstu wprawdzie się przyda, ale nie jest tak do końca niezbędna przy wykonywaniu ćwiczeń). Pojawią się zadania rysunkowe, projekty i oceny momentów z filmu, pojawią się też wyzwania dla młodych odbiorczyń. Jest miejsce na własne zapiski, jest i miejsce na rysunki. Można się artystycznie wyżyć, a do tego dać upust swoim pomysłom, można się poważnie zastanowić nad treściami przekazywanymi w filmie – tak, żeby pozostało po nim coś więcej niż tylko estetyczne wrażenia. Ten dziennik kreatywny nie zajmuje zbyt wiele miejsca, więc jeśli odbiorczynie będą chciały, mogą go zabierać ze sobą wszędzie – i uzupełniać w miarę możliwości oraz nowych pomysłów. Co ciekawe, sporo pytań dotyczy normalności odbiorczyń, ale pojawiają się też takie, które wymagają wyobraźniowych odpowiedzi – i to już uruchamianie umiejętności wolnego tworzenia, wprawdzie na razie w formie odpowiadania na pytania, ale to dobry wstęp i ćwiczenie przed samodzielnym tworzeniem fabuł oraz narracji. W ten sposób pozornie prosta zabawa zamienia się w rozwój umiejętności i talentów. „Nieoficjalny dziennik dla fanów filmu K-popowe łowczynie demonów” to próba zwrócenia uwagi na efemeryczną produkcję – ale też przy okazji propozycja spędzania czasu twórczo i niebanalnie. Odbiorczyniom może się spodobać stałe nawiązywanie do bohaterów z animacji, rozpracowywanie poszczególnych elementów fabuły i przyglądanie się postaciom – to propozycja, przy której znacznie więcej się samodzielnie tworzy niż czyta, więc być może nastolatki dzięki takiej publikacji nauczą się trochę pracować z obejrzanymi filmami.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Jory John, Pete Oswald: Niesforne ziarenko idzie do biblioteki

Harperkids, Warszawa 2026.

Książki

Jak przekonać dzieci do czytania? Po prostu: powiedzieć im, że czytanie jest fajne. Brzmi banalnie, ale nie w wykonaniu duetu Jory John-Pete Oswald. Tu faktycznie dzieci mogą uwierzyć w podobne zapewnienia, bo wplątane w nie zostało sporo humoru. „Niesforne ziarenko idzie do biblioteki” w podserii Tryb czytania to drobne opowiadanie dla dzieci, które muszą ćwiczyć czytanie. Jeśli muszą ćwiczyć czytanie, z pewnością zdążyły się już do tego zadania zniechęcić – warto więc uświadomić im, że czytanie bywa zabawą i przyjemnością, a najlepiej zrobi to bohater, co do którego odbiorcy mają gwarancję, że nie stawia na grzeczność i zachowania zgodne z jakimikolwiek kanonami. Nieprzypadkowo bohater – od którego nazwę bierze cała seria – ma przydomek Niesforny. Ziarenko robi, na co ma ochotę – i już samą tą wolnością przyciągnie do siebie małych czytelników. A to dopiero początek.

W tej podserii – w książkach przeznaczonych do ćwiczenia czytania – dzieci otrzymują picture booki z mocno ograniczoną warstwą tekstową. Chodzi przecież o to, żeby tomiki nie przytłaczały ogromem pracy do wykonania. Tekstu jest niewiele, druk duży – żeby łatwo było śledzić kolejne wyrazy. Do tego bardzo dowcipne ilustracje, które jeszcze podbijają humor zawarty w tekście, przyciągają wzrok i zapraszają do czytania. To wszystko musi się sprawdzić.

Jory John i Pete Oswald zajmują się w tym tomiku najmniej medialnym z możliwych zajęć. Oto Niesforne ziarenko przekonuje wszystkich, że uwielbia przebywać w bibliotece, że traktuje to jako część gry, w której ciągle można wygrywać. Jasne, bohater przyswaja sobie zasady panujące w tym miejscu – na przykład tę, że w bibliotece trzeba zachowywać się cicho – ale wykorzystuje to jako kolejny element gry. Najbardziej liczy się jednak fakt, że w bibliotece ma się dostęp do mnóstwa ciekawych książek. Niesforne ziarenko wybiera sobie jedną, zabiera ją do domu, a potem czyta na okrągło, wydając przy tym okrzyki radości czy zdumienia. Nie wiadomo, co czyta – nie padają tu żadne tytuły ani żadne wskazówki co do treści, zresztą to przecież nieistotne, ważny staje się sam fakt czytania dla przyjemności. Kiedy już odbiorcy pozazdroszczą Ziarenku jego rozrywki, staje się rzecz straszna: przychodzi ponaglenie z biblioteki. Ulubioną książkę trzeba oddać, bo czekają na nią inni. W ten sposób autorzy budują przekonanie, że czytanie jest super – i że jest to zajęcie popularne i powszechne do tego stopnia, że nie można nawet przetrzymać lektury w domu. Niesforne ziarenko przechodzi zatem proces wybierania kolejnej książki na najbliższe dwa tygodnie i szybko przekonuje się, że nowa pozycja stanie się jego najulubieńszą... Tę historię można by zapętlić, ale dla dzieci najbardziej będzie się liczył fakt, że Niesforne ziarenko doskonale się bawi w swoim świecie. Każdy może sprawdzić, czy to prawda – czy książki dają tyle rozrywki i tyle przyjemności, ile dały bohaterowi tego tomiku. A stąd już prosta droga do zaszczepienia czytelnikom takiego sposobu spędzania wolnego czasu. Oby udało się z tym tomikiem trafić do jak największego grona młodych odbiorców.

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Minecraft. Przygoda w jaskiniach

Harperkids, Warszawa 2026.

Gra w litery

To nie jest tak, że dzieci, które uczą się czytać, są dzisiaj skazane na czytanki – nudne, beznamiętne i jednakowe dla wszystkich. Każdy może wybrać sobie coś dla siebie w zależności od zainteresowań i ćwiczyć rozpoznawanie liter w przyjemny sposób. Owszem, szkolne podręczniki to jedno – ale na rynku dostępne są całe zestawy miniaturowych opowiadań i książeczek, które oswajają dzieci z lekturami i przynoszą sporo radości. Dla małych fanów Minecrafta przygotowana została seria Tryb czytania – „Przygoda w jaskiniach” to jedna z publikacji w tym cyklu. Co ciekawe, pierwsza strona tomiku jest zestawem pozaćwiczeniowych poleceń kierowanych do dzieci - można tu między innymi przyjrzeć się okładce i wyciągnąć wnioski na temat bohaterów lektury, można też poszukać znaczenia nieznanych albo trudniejszych słów, tak, żeby potem czytanie nie było prostym odhaczaniem kolejnych wyrazów, a przygodą powiązaną z łamigłówkami. Oczywiście można też korzystać z tej książki jako ze zwykłego opowiadania do trenowania umiejętności – ale dodanie kilku propozycji ćwiczeń trochę odwraca uwagę od głównego założenia – trenowania sztuki czytania.

Żeby przystąpić do lektury, dobrze jest znać świat Minecrafta. Przede wszystkim ze względu na zaangażowanie w akcję – dla odbiorców i dla bohaterów nie ma tu świata poza Światem Podstawowym, wszystko rozgrywa się w ramach gry. Kilkoro przyjaciół z Minecrafta zajmuje się gromadzeniem surowców przydatnych do wytwarzania rozmaitych przedmiotów – a od czasu do czasu muszą też jeszcze odpędzać od siebie wrogie moby, chciałoby się napisać: dzień jak co dzień w Minecrafcie. Jednak w pewnym momencie bohaterowie wpadają w dziurę – nie wiedzą, co się stało, zdają sobie sprawę tylko z tego, że są odcięci od pomocy i muszą samodzielnie sobie poradzić. Bazują jedynie na własnych umiejętnościach i na burzy mózgów – mogą działać wspólnie, ale muszą pamiętać o ostrożności. Wykorzystują wiedzę, jaką posiadają dzięki poruszaniu się po Świecie Podstawowym, a to oznacza, że będą z posiadanych przedmiotów produkować kolejne tak, żeby znaleźć sposób na wydostanie się z pułapki.

Nie ma tutaj w zasadzie żadnych pozaliterackich pouczeń czy morałów, liczy się po prostu opowieść o graniu – i jedynie gracze mogą sprawdzić, czy wskazówki zawarte w opowiadaniu mają sens w samej grze. Ale jeśli ktoś lubi spędzać czas przed komputerem, to świat Minecrafta w wersji książkowej może wydać mu się bardzo przyjazny i ciekawy. Ponieważ książka jest picture bookiem, dzieci otrzymają dodatkową warstwę atrakcyjną dla siebie. Tym łatwiej będzie im zabrać się do czytania i poznawać przygody bohaterów – w końcu przy takiej historii dorośli raczej szybko się znudzą (mimo że akcja jest dynamiczna i wszystko rozgrywa się niemal w przyspieszonym tempie). „Przygoda w jaskiniach” to zatem tomik dla małych fanów Minecrafta – tomik, który przedłuża przyjemność grania (lub chociaż rozmyślania o graniu) i jednocześnie maskuje trudy lekcji czytania.

piątek, 29 maja 2026

Warzywa i owoce

Harperkids, Warszawa 2026.

Witaminy

Ta publikacja to kolejny strzał w dziesiątkę w ramach Akademii Mądrego Dziecka: tomik, na którym można poznawać litery (chociaż raczej przegra to z innymi atrakcjami, jakich tu nie brakuje). Tomik, na którym można ćwiczyć sprawność motoryczną – bo są tu spore puzzle, elementy, które wpasowuje się w określone miejsca na kolejnych stronach (a potem można je wyjąć i schować w odpowiedniej przegródce w książeczce, żeby następnym razem przystąpić do zabawy ponownie). Tomik, który pozwala dzieciom ćwiczyć kolory i poznawać nazwy warzyw i owoców. Kilka zaledwie rozkładówek tu jest – ale chodzi o to, żeby nie zamęczyć maluchów nadmiarem emocji i nie utrudniać przesadnie zadań. Całość zamknięta została w bardzo ładnej oprawie: zamknięcie na magnes sprawia, że łatwo będzie utrzymać porządek i nie doprowadzić do rozrzucenia kolejnych ruchomych elementów.

Kartonowe strony są tu bardzo grube – a to dlatego, że trzeba na jednej części rozkładówek umieszczać kartonowe owoce i warzywa. Te elementy zostały pozbawione ostrych rogów, a do tego mają charakterystyczne kształty dopasowywane do konturów. Za każdym razem pojawia się wgłębienie na palec – żeby łatwo i bez niszczenia tomiku udało się wyjąć elementy. Co ważne, wszyscy witaminowi bohaterowie mają tutaj uśmiechnięte buźki – to miły dodatek, który sprawia, że dzieci chętniej zajmą się segregowaniem puzzli i układaniem ich na stronach. Do tego dzieci będą mogły jeszcze wykazać się znajomością tematu przy odpowiadaniu na proste pytania. Nie trzeba tu zgadywać po kształcie: we wgłębieniu jest rysunek przedstawiający kolejne warzywa i owoce, wystarczy zatem znaleźć identyczny rysunek na puzzlach – dzięki temu nawet najmłodsi dadzą sobie radę z tym wyzwaniem, a po zgubieniu się jakiegoś puzzla nie będzie dramatu.

Narracja w tomiku składa się z podpisów pod obrazkami (dzięki temu dzieci poznają nazwy kolejnych owoców, nawet tych mniej jeszcze kojarzonych) i z poleceń – „dopasuj odpowiednie elementy” to tekst zawsze istniejący na prawej stronie rozkładówki, na lewej stronie pojawiają się nazwy dominujących kolorów (kolory pozwalają grupować owoce i warzywa) oraz krótkie pytanie: „czy wiesz, który owoc ma pestkę” albo „który owoc jest najbardziej kwaśny” – to wymaga od maluchów zastanowienia, ale też poszerzania kulinarnych testów.

„Warzywa i owoce”, książeczka w podcyklu Poznajemy świat, została przygotowana z myślą o dostarczeniu najmłodszym jak największej liczby wyzwań i bodźców przy niekoniecznie przesadnie rozbudowanym tomiku. Tu liczy się dobra zabawa i możliwość poszerzania umiejętności, a do tego – odbiorcy nie muszą w ogóle odchodzić od tego, co mają na co dzień i w zasięgu ręki. Są tu przyjemne kolory i infantylizowane – ale wywołujące uśmiech – warzywa i owoce. To książeczka, która się nie znudzi dzieciom – za to zachwyci je szerokim repertuarem zabaw.

poniedziałek, 25 maja 2026

Lego świat. Zabawy z naklejkami. Zwierzęta

Harperkids, Warszawa 2026.

Układanki

Budowanie z klocków to jedno, ale budowanie z naklejek w kształcie klocków to kolejny wymiar zabawy, który ma zachęcić małych odbiorców do ćwiczenia motoryki i koncentracji – i do przejścia w świat klasycznych rozrywek. „Lego świat. Zabawy z naklejkami. Zwierzęta” to nie tylko propozycje budowania kolejnych stworzeń – czasem tych bardzo egzotycznych – z posiadanych klocków. To również zeszyt ćwiczeń, który może być przez dzieci uzupełniany naklejkami dołączonymi do książki. W efekcie jeśli jakiś maluch jest już zmęczony tradycyjnymi łamigłówkami, tu może zyskać nowe wyzwania. Na kolejnych stronach znajdują się zadania – ale nie tylko. W ramkach zaznaczanych jako „czy wiesz, że” dzieci poznają ciekawostki o zwierzętach. W żarówkowych „pomysłach lego” pojawią się podpowiedzi, jak budować z klocków bez wykorzystywania instrukcji – i co zrobić, żeby uzyskać pożądane kształty. To podpowiedź dla wszystkich, którzy jeszcze nie przekonali się do samodzielnego tworzenia z klocków i konstruowania rezultatów swojej wyobraźni. Pojawiają się tu strony wypełnione informacjami i ciekawie zaprezentowanymi faktami ze świata zwierząt, albo zadania dla najmłodszych. I te zadania można podzielić na klasyczne łamigłówki (w których czasem do wykorzystania są naklejki) i na kreatywne wyzwania związane z uzupełnianiem obrazków według własnych potrzeb. Tu trzeba będzie wykazać się wyobraźnią i artystycznym zmysłem – i właśnie w tej sferze dzieci będą mogły budować z naklejkowych klocków, co im się zamarzy (w zależności od rodzaju podpowiedzi). I tak najmłodsi będą dawać upust swoim talentom – i pomysłom. Ale oprócz zabawy w obrębie samej książki, będą mogli też sięgnąć po zestawy klocków i wykorzystać je zgodnie z prezentowanymi co jakiś czas podpowiedziami, jak złożyć z posiadanych elementów konkretne zwierzę. To prawdziwe wyzwanie – i szansa na poszerzenie zabaw, a przy okazji też test umiejętności.

Wiele zwierząt pojawia się w tej książce w formie zdjęć z gotowych układanek – to coś dla dzieci, które nie mają pomysłu, jak wykorzystać przypadkowe klocki, żeby zamienić dom w menażerię. Uważne oglądanie obrazków sprawi, że przetestują w swoich warunkach możliwości złożenia wybranego zwierzęcia – a to dopiero początek rozrywek. Układanie klocków w oparciu o posiadane zasoby a nie przez instrukcje – to zajęcie, które było dzieciom znane od dawna. A jednak warto najmłodszym przypominać, że w takim tworzeniu nie ma żadnych limitów i czasem wystarczy tylko trochę się zastanowić, a można będzie ułożyć z klocków cały świat.

Na uwagę w tej książce zasługuje zwłaszcza różnorodność zadań – raz wychodzą poza książkę, raz wymagają skorzystania z naklejek, to znowu nawiązują do tradycyjnych rozrywek – chodzi o to, żeby najmłodszym nie nudziło się sięganie do tomiku jako źródła inspiracji i żeby nauczyły się kreatywnie wykorzystywać swój potencjał.

niedziela, 17 maja 2026

Minecraft. Czerwienit. Naklejkowa przygoda

Harperkids, Warszawa 2026.

Przygotowania

Przygotowania do gry proponują twórcy kolejnej łamigłówkowej książki z naklejkami poświęconej uniwersum Minecrafta. „Czerwienit. Naklejkowa przygoda” to lekcja operowania jednym z surowców w grze – i jednocześnie szansa na przedłużenie przyjemności zabawy poza komputerem. Każda rozkładówka to inna podpowiedź na udogodnienie albo usprawnienie codzienności w grze, zestaw wskazówek i komentarzy do używania konkretnych surowców albo zastawiania pułapek. Dzieci skorzystają z tej książki – bo poznają nie tylko zasady funkcjonowania w środowisku Minecrafta, ale też logiczne związki przyczynowo-skutkowe i możliwości omijania problemów – a także poćwiczą zdolności motoryczne podczas przyklejania naklejek w odpowiednie miejsca.

Bo każda rozkładówka to nie tylko podpowiedź co do działań, które da się przenieść bezpośrednio na komputerowy świat. Owszem, jest to najważniejsze w książce i bez znajomości Minecrafta – nie ma znaczenia, czy teoretycznej czy praktycznej – nie ma co w ogóle podchodzić do lektury, bo tomik jest poradnikiem dla najmłodszych – a jednak dzieci znajdą tu sporo wyzwań z różnych dziedzin. Liczyć się będzie umiejętność dostrzegania konsekwencji podejmowanych działań, ale też przyswajania „przepisów” na przedmioty wytwarzane z użyciem czerwienitu. Oczywiście nie ma to bezpośredniego przełożenia na życie poza grą – ale jako uzupełnienie do samej gry nada się świetnie (i przy okazji uspokoi sumienia tych wszystkich dorosłych, którzy uważają, że komputery to nie wszystko i że najmłodsi powinni co najmniej tyle samo czasu spędzać nad książkami). Trzeba tu w określonych miejscach wykorzystywać naklejki dołączone do książki, ale to sprzyja zapamiętywaniu porad i pozwala na łatwiejsze poruszanie się po świecie gry. W tomiku „Czerwienit. Naklejkowa przygoda” każda rozkładówka to inny motyw – inny etap przygotowywania sobie miejsc w grze, można zatem zrezygnować z linearnej lektury i wybierać to, co najistotniejsze w danym momencie. Minecraft reklamy nie potrzebuje, od dawna funkcjonuje także w świadomości dorosłych jako gra, która uczy logicznego myślenia i rozwija dzieci – to ten typ rozrywki, która mimochodem przynosi jeszcze pozytywne skutki dla najmłodszych. Nie dziwi zatem równoległe rozbudowywanie świata Minecrafta o towarzyszące mu oficjalne publikacje książkowe – pełniące przecież rolę gadżetów, ale od czasu do czasu też zastępujące siedzenie przy komputerze. Z tym tomikiem do komputera w końcu trzeba będzie podejść, żeby wypróbować wyczytane w nim podpowiedzi – ale taka lekcja, połączona z zabawą naklejkami, może się dzieciom zwyczajnie spodobać. Jest to książka ładnie przygotowana, poza zestawem naklejek mamy tu bardzo barwne strony (które owymi naklejkami należy uzupełniać). „Czerwienit” to propozycja dla dzieci, które dobrze czują się w świecie Minecrafta i chcą rozwijać swoje umiejętności, a przy okazji sprawdzać, ile rozrywki przyniesie im testowanie nowych możliwości. To gra, która rozbija bariery wiekowe – i nadaje się do wykorzystywania także w procesie edukacji, chociaż nie zawsze w klasycznym rozumieniu.

piątek, 15 maja 2026

Miraculous. Postraszycielka

Harperkids, Warszawa 2026.

Pomoc

Czasami ten, kto jest największym potworem, boi się czegoś tak bardzo, że chowa własny strach pod maską agresji. W „Postraszycielce” jest to zaprezentowane dzieciom znacznie prościej, za sprawą działań Władcy Ciem – tego, który wykorzystuje swoją moc do czynienia zła. Drobny tomik „Postraszycielka” przygotowany jest dla dzieci, które uczą się samodzielnego czytania i potrzebują materiałów do ćwiczenia – a skoro i tak muszą spędzać czas nad książkami, niech to będzie czas przyjemnie spędzany z lubianymi kreskówkowymi postaciami. W cyklu Tryb czytania pojawia się zatem drobne opowiadanie z ważnym dla najmłodszych przesłaniem. Mamy tu bohaterów z uniwersum Biedronki i Czarnego Kota – ze świadomością, kim w cywilnym życiu są te postacie. Szkolna społeczność to dobre miejsce na testowanie możliwości i ograniczeń związanych z własnymi doświadczeniami i wyobrażeniami. I tak Mylene przekonuje się, że trudno jest grać w horrorze. Chociaż świetnie zdaje sobie sprawę, że nie ma tu do czynienia z prawdziwymi potworami, nie umie pokonać lęku przed nimi – i boi się coraz bardziej. Władca Ciem wykorzystuje to, żeby zamienić ją w prawdziwego potwora – i teraz to Mylene będzie siać postrach, dopóki Biedronka i Czarny Kot nie znajdą na nią sposobu. A muszą zadziałać sposobem – bo inaczej nie da się pokonać zła bez robienia krzywdy koleżance. I tak dzieci przekonują się, że agresja często bierze się ze strachu – wcale nie trzeba do tego magii, chociaż ta sprawdza się w świecie wykreowanym przez Miraculous.

Jest to bardzo krótka książeczka, w dodatku bogato ilustrowana – kadry z bajki zastępują tu klasyczne grafiki i jednocześnie są wabikiem na małych odbiorców, zachęcają do spędzania czasu z książką i do sprawdzania, jakie przygody przeżywali bohaterowie opowieści. Pozwalają skoncentrować się nie tylko na wysiłku związanym z poznawaniem i składaniem liter – ale też na samej opowieści. Fabuła jest zatem dobrze zaakcentowana, a do tego bardzo dynamiczna – wypełniona ekstremalnymi doświadczeniami bohaterów. Dzieje się tu dużo w bardzo niewielkim tekście – ale chodzi o to, żeby przyciągnąć dzieci do lektury i pokazać im radość płynącą z samodzielnego czytania. W tym tomiku znalazło się i sporo wyobraźni – maskującej prawdziwe wydarzenia i problemy ze świata kilkulatków, i trochę odsłaniania kulis magicznych przeobrażeń w superbohaterów, i cenna lekcja dla wszystkich na najbliższą przyszłość i funkcjonowanie w grupie społecznej. „Postraszycielka” to zatem książeczka przygotowana tak, żeby dzieci chciały po nią sięgać i żeby wiedziały, jak wydobyć z niej najlepsze przekazy. Dzieci, które uczą się czytać, nie mogą tu narzekać na nadmierny wysiłek – ale warto będzie podjąć próbę samodzielnego prześledzenia akcji, żeby poznać bieg wydarzeń i rozwiązanie mało komfortowej początkowo sytuacji.

niedziela, 10 maja 2026

Bing! Przebieranki

Harperkids, Warszawa 2026.

Ubrania

Ta książka to trochę powrót do dawnych rozrywek, kiedy to ubierało się papierowe lalki w stroje wycinane z gazet lub gotowych szablonów. Ale zgodnie z obecnymi trendami – rolę papierowych ubranek pełnią naklejki, a całość ma przypomnieć najmłodszym, że nie każdy strój nadaje się na każdą okazję. „Bing. Przebieranki” to zeszyt ćwiczeń dla maluchów – zawiera kilka stron z naklejkami (150 naklejek – to robi wrażenie), i trochę rozkładówek, które trzeba wypełniać zgodnie z poleceniami. Bing i jego przyjaciele raz chcą jeździć na deskorolkach w parku i potrzebują ochraniaczy, innym razem zamierzają lepić w zimie bałwana – więc żeby nie zmarznąć, muszą mieć ciepłe ubrania. Bale przebierańców a także zabawy w pielęgniarzy czy piratów to również okazja do przeprowadzania kolejnych ćwiczeń. Dzięki takiej rozrywce najmłodsi przekonają się, że za każdym razem dopasowuje się ubranie do warunków atmosferycznych – a także że są okazje, które umożliwiają realizowanie marzeń o przebraniach. Bing, Sula i cała reszta ferajny cieszą się swoim towarzystwem – i przeżywają kolejne przygody. Nie ma tu fabuł, ale informacje o tym, co robią bohaterowie, zapewni dzieciom wystarczającą pożywkę do snucia własnych drobnych historii.

Przeważnie na kolejnych rozkładówkach kreskówkowe postacie są w bieliźnie i podkoszulkach – żeby najmłodsi poznali zasady ubierania się i żeby pamiętali o tym, że kiedy chce się dłużej przebywać na świeżym powietrzu, warto zadbać o cieplejsze stroje. To pozornie tylko zabawa – jednak pokaże odbiorcom, że nie zawsze warto stawiać na swoim w kwestii ulubionych ubrań. Co ważne, nie ma w tomiku dorosłych, którzy napominaliby i ostrzegali – bohaterowie sami radzą sobie z wybieraniem strojów (a może właśnie sobie nie radzą i potrzebują do tego pomocy ze strony małych użytkowników). Książeczka jest kolorowa – bo rozkładówki nie pozostawiają bohaterów w próżni, a zabierają ich razem z odbiorcami do konkretnych miejsc, czasem dość dziwnych – jak na przykład brodzik bez wody. Czasami będzie można posłużyć się odrobiną humoru, kiedy trzeba będzie pomóc postaciom i pozwolić im na kreatywne podchodzenie do rozwiązywania problemów.

Nie chodzi tu jednak wyłącznie o naklejanie naklejek w konkretnych miejscach, dodatkowo w dymkach pojawiają się drobne polecenia dla dzieci – tak, żeby książeczka była też sposobem na rozwój i ćwiczenie umiejętności. Dodatkowe polecenia zachęcają dzieci do wskazywania i liczenia przedmiotów na kolejnych stronach: tu zdarzy się znacznie więcej niż tylko ubieranie bohaterów. „Przebieranki” to książeczka dla twórczych maluchów – i nawiązuje w sprytny sposób do dawnych rozrywek. Wspomaga dzieci w ćwiczeniu podstawowych umiejętności. Kolejny zeszyt ćwiczeń w serii z naklejkami i bohaterami z kreskówek to dobre uzupełnienie pomysłów na przekonanie najmłodszych do klasycznych zabaw.

środa, 6 maja 2026

Zofia Stanecka: Basia i zagadki wszechświata. Supermoce zwierząt

Harperkids, Warszawa 2026.

Przyroda

Niektóre zwierzęta mają gorszy PR od innych, przynajmniej z ludzkiej perspektywy. A już w ogóle obecność owadów, pająków czy nietoperzy wydaje się wręcz niemożliwa w historyjkach dla najmłodszych – i Basia właśnie to zmienia. Zofia Stanecka w podcyklu Basia i zagadki wszechświata sięga po sprytną sztuczkę, żeby przekonać maluchy do obserwowania malutkich stworzeń – i przy tym dbania o przyrodę. Basia spędza czas w ogródku u dziadka – i mogą ją irytować pajęczyny albo mrówki wchodzące na koc (a wieczorem – wydające dziwne piski nietoperze). Na szczęście dziadek rozsnuwa przed nią opowieść o supermocach w świecie zwierząt. I tak pająk mógłby – w odpowiedniej skali – stworzyć sieć, która złapie babcię idącą do toalety w nocy, a mrówki są jak Pippi Langstrumpf, podniosłyby konia (gdyby go miały). To sprawia, że mała Basia zupełnie inaczej patrzy na otoczenie – uczy się, jak doceniać różne zwierzęta. Oczywiście do ogrodu dziadka nie zawędrują inne ciekawe stworzenia, więc autorka wykorzystuje swoiste posłowie, miejsce w serii na eksponowanie ciekawostek bez naruszania głównego nurtu narracji. To, co Basia przeżywa, jest ciekawe dla niej – ze względu na bezpośrednie doświadczenia, a dla odbiorców ze względu na podobieństwo przeżyć i ich prawdziwość. Natomiast cały zestaw dodatków zajmuje tu drugą część książki: supermoce zwierząt domowych, pływających, albo biegających wyjaśniają kolejni członkowie rodziny. Wygląda to tak, że na górnym marginesie pojawia się drobny akapit – komentarz określonego członka rodziny (znajomego czytelników serii), a później seria akapitów (oczywiście dodawanych do intrygujących ilustracji) – o rozmaitych ciekawych wyczynach w świecie zwierząt, także tych egzotycznych. Basia dzięki temu może jawić się jako postać, która przedstawia odbiorcom świat (chociaż sama przy okazji go dopiero poznaje), a maluchy dzięki lubianej bohaterce, do której mają zaufanie, zyskają szansę na zapamiętanie atrakcyjnych wiadomości.

„Basia i zagadki wszechświata. Supermoce zwierząt” to kolejna publikacja wykorzystująca zainteresowanie cyklem o sześcioletniej rezolutnej dziewczynce – nawet jeśli na co dzień mała bohaterka nie sprawia wrażenia, jakby chciała dowiadywać się wszystkiego, to jednak z zainteresowaniem wysłuchuje opowieści dorosłych – i stara się zapamiętać co bardziej barwne z nich. Dzięki temu stale poszerza swoje umiejętności i stan wiedzy, a mali odbiorcy mogą brać z niej przykład. Tu ilustratorka, Marianna Oklejak, ma trochę więcej pracy niż w podstawowej serii – bo nie tylko świat Basi musi odbiorcom pokazać, ale też cały wachlarz rozmaitych stworzeń. Na to jednak nikt nie będzie narzekał, bo Marianna Oklejak z wyzwaniami radzi sobie znakomicie.

Humor Basi i jej prawdziwość sprawiają, że dzieci chętnie sięgać będą po kolejne propozycje sygnowane przez obecność tej bohaterki – i mogą przez to dowiadywać się czegoś o świecie. Zofia Stanecka wie doskonale, jak wykorzystywać popularność serii i jak ją rozbudowywać, żeby nie stracić zaufania czytelników i ich rodziców. Wychowała już przecież na swoich książkach pełne pokolenie.

piątek, 1 maja 2026

Dagmara Budzbon-Szymańska: Klątwa skarbu Inków

Harperkids, Warszawa 2026.

Zamkowy skarb

W dwóch różnych światach toczy się narracja tej krótkiej powieści. Dagmara Budzbon-Szymańska chce zachęcić najmłodszych do wzmożonego wysiłku i ćwiczenia umiejętności czytania – w cyklu Czytam, bo lubię dostarcza dzieciom historii jednocześnie ambitnej, przygodowej (nawiązującej do klasyki) i zachęcającej do poznawania przeszłości najbliższego otoczenia. „Klątwa skarbu Inków” to zapowiedź wyzwań dla wszystkich, którzy znajdą się w odpowiednim miejscu i czasie. Najwygodniej tego typu szereg wydarzeń przenieść na wakacje – to idealny moment, żeby porzucić szkolne obowiązki i dać się ponieść przypadkowi.

Odbiorcy towarzyszyć tu będą Robertowi i Stefie. Dwoje dzieci podróżuje z rodzicami do średniowiecznego zamku Dunajec – to właśnie tu Stefa ma znaleźć odpowiednie tematy do fotografowania, a Robert – Robert chce trochę poleniuchować i może pograć na telefonie. Nie wie jeszcze, że nie będzie miał na to czasu, bo rzeczywistość – zwłaszcza ta rodem z legend – wciągnie go bardziej, niż można by się spodziewać. Na zamku najprawdopodobniej coś straszy – a do tego wieść niesie, że właśnie w tym miejscu znalazły się skarby wywiezione przez Inków, kiedy ci musieli uciekać ze swoich rodzinnych stron. Dlaczego Inkowie mieliby trafić akurat na zamek Dunajec – nie ma większego znaczenia, a jednak i tego się bohaterowie dowiedzą – wystarczy kojarzyć fakty i znaleźć dobrego informatora, który nie zdradzi byle komu sekretów, jakie ma w zanadrzu. Liczy się więc wyjątkowo trudna zagadka do rozwiązania. I konieczność znalezienia sposobu na uzyskanie odrobiny wolności: przecież żadni rodzice nie zgodzą się na to, żeby ich pociechy, nawet jeśli odkryły właśnie nić porozumienia, same zwiedzały nocą tereny wokół średniowiecznej budowli. W tym wszystkim istnieje jeszcze jeden stereotyp, który można wykorzystać, żeby spłoszyć rozmaitych amatorów skarbów. Każdy zamek powinien mieć swoje duchy, obowiązkowo. A skoro tak – wystarczy odpowiednio spreparować odgłosy, żeby wprowadzić chaos w szeregach poszukiwaczy skarbów.

„Klątwa skarbu Inków” to powieść, w której autorka sama trochę utrudnia sobie zadanie – towarzystwo rodziców i aspekt edukacyjny to coś, co zawsze dociąża narrację. To, co najlepsze w historiach dla dzieci i młodzieży, dzieje się zawsze w tajemnicy i z daleka od opiekunów, a tym bardziej – od edukacyjnych opowieści. Ciekawość odbiorców mają rozbudzać wstawki z dalekiej przeszłości – te, które zasugerują czytelnikom, że jest o co walczyć i że skarb wiąże się nie tylko z bogactwem (ewentualnym), ale i z ogromnymi emocjami – wprawdzie na większą część odbiorców wizja materialna wpłynie o wiele bardziej niż duchowa, ale autorka nie wyklucza żadnej grupy i szuka różnych metod na przyciągnięcie do lektury. Dostarcza czytelnikom wakacyjnej historii, która zasugeruje, że czasami przygoda czai się za rogiem i nie trzeba będzie wiele wyobraźni, żeby dać się jej ponieść. Nie jest to zbyt skomplikowana historia, ale na tyle ambitna, żeby odbiorcy nie mieli wrażenia, że zostali potraktowani pobłażliwie.

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Zofia Stanecka: Basia i jedzenie

Harperkids, Warszawa 2026.

Na talerzu

Dzieci sporo słyszą o zdrowym odżywianiu się i o wartościowych posiłkach. To temat, którego nie ukrywa się przed najmłodszymi, trochę dlatego, żeby odrobinę nakierować ich kulinarne wybory (chociaż żadna perswazja nie doprowadzi do tego, żeby maluchy z własnej woli wybierały owoce i warzywa zamiast słodyczy czy wysoko przetworzonych przekąsek albo fast foodów). Świadomość sprawi jednak, że trochę łatwiej będzie rodzicom – uzasadniać kolejne posiłki i odmowy. „Basia i jedzenie” to książka, w której uwaga wszystkich zogniskowana jest na posiłki i tematy jedzeniowe w codziennym życiu. Basia przekonuje się, jak różne są motywacje podejmowanych decyzji i – co ważniejsze – dlaczego warto testować nowe smaki, a nie odrzucać z góry i bez próbowania propozycji dorosłych.

W dzisiejszych czasach każde dziecko może wybierać inną dietę – jedne ze względu na alergie, inne – przez wybory i przekonania rodziców. Dlatego też piramida żywieniowa powinna znaleźć się w świadomości każdego, nawet kilkulatka – to najprostszy sposób na uniknięcie problemów ze zdrowiem w przyszłości, a obecnie – na wprowadzanie potrzebnych zmian. Basia uważnie sprawdza, co jedzą jej koledzy i rodzina, powtarza też zasłyszane informacje, chociaż niekoniecznie udaje jej się dobrze zapamiętać rozmaite mądrości – i to okazja do ich skorygowania i do rozbawienia czytelników. Zofia Stanecka pozostaje jednak realistką: wie, że niektóre dzieci prezentują wybiórczość pokarmową i trzeba im dać czas na oswojenie się z innymi niż akceptowane posiłkami. Do tego jest w stanie pomóc też rodzicom – wesprzeć ich w dyskusjach z małymi niejadkami. Mama Basi nie zamierza gotować dla każdego członka rodziny oddzielnie, niezależnie od tego, jakich argumentów dzieci będą używać, żeby postawić na swoim – nie chodzi przecież o to, żeby ktoś zamęczył się w kuchni tylko dlatego, że ktoś ma ochotę na inne niż proponowane wszystkim danie. Ponieważ jednak w kręgu bliskich znajomych i przyjaciół Basi znajdują się dzieci z różnych stron świata, to może być dobra okazja do spróbowania specjałów z innych kuchni – dzieci poznają nowe smaki, a przy okazji przekonują się, że jedzenie – nawet powszechnie znane – może smakować zupełnie inaczej z nowymi, bardziej egzotycznymi składnikami. Małych łasuchów łatwo będzie przekonać do próbowania dziwnych potraw – ale większość dzieci raczej stroni od eksperymentów. I tu z pomocą przyjdzie Basia, która po prostu lubi jeść – a swoimi wrażeniami chętnie dzieli się z kilkuletnimi odbiorcami. „Basia i jedzenie” to książka, która przyda się w domach – Zofia Stanecka bazuje na rzeczywistych obserwacjach i rozwija temat tak, żeby z każdą stroną przynosić czytelnikom coś zaskakującego, a jednocześnie nieodbiegającego od najważniejszego zagadnienia. To publikacja, na którą trzeba zwrócić uwagę – Basia po raz kolejny przydaje się jako postać, która wytłumaczy pewne sprawy i przekona dzieci do tego, co mówią im (albo powinni mówić) rodzice. Zofia Stanecka po raz kolejny bardzo dobrze dostrzega problem – i podsuwa dobre lekturowe rozwiązanie. Przyzwyczaja dzieci do codziennego funkcjonowania, a do tego dostarcza im ciekawej lektury przydatnej również dla dorosłych.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Bluey. Wielkie podwórko. Wesoła kolorowanka

Harperkids, Warszawa 2026.

Historie

Wydawać by się mogło, że klasyczne kolorowanki odchodzą do lamusa – jednak nic bardziej mylnego, wystarczy dobry pomysł i przygotowanie, żeby dzieci mogły się cieszyć podejściem do tworzenia i obcować ze swoimi ulubionymi bajkowymi bohaterami. „Bluey. Wielkie podwórko. Wesoła kolorowanka” to właśnie wykorzystanie klasycznej rozrywki w gadżetowej formie – duża kolorowanka, która przypomni dzieciom o ulubionych bohaterkach, niebieskich psach, i która pozwoli na trenowanie sztuki opowiadania.

Jest to kolorowanka, w której bardzo rzadko pojawiają się teksty – pojedyncze zdania przypominają o świecie Bluey i przydają się wtedy, kiedy trzeba zbudować płaszczyznę porozumienia z odbiorcami albo zasugerować im konieczność powrotu do kreskówkowych lub książkowych przygód. Czasami funkcjonują też jako podpisy pod obrazkami-portretami. Zwykle jednak nie ma mowy o kontekstach i o wyjaśnianiu tego, co dzieje się na rysunku – dzieci muszą same to odkryć i prawdopodobnie swoimi odkryciami będą chciały się podzielić z dorosłymi. A to oznacza, że tę kolorowankę da się spokojnie wykorzystywać jako zestaw zadań do trenowania umiejętności prowadzenia narracji. Zwłaszcza że obrazki są bardzo dynamiczne, na wielu nie mamy do czynienia z prostymi kształtami i nieruchomymi formami, ciągle coś się dzieje, ktoś gdzieś biegnie, ktoś został uchwycony w trakcie konkretnego zajęcia i jako obiekt obserwacji z ukrycia sprawdza się całkiem nieźle. W tej kolorowance akcja jest ważna – i nie ma znaczenia, że finalnie dzieci i tak otrzymają statyczny rysunek – liczy się zaakcentowany w konturach ruch. Same kontury również zostały wykorzystane tak, żeby podsycić dynamikę książki: przede wszystkim linie mają kilka grubości, a to oznacza, że można w ten sposób sugerować albo wagę motywów, albo – rodzaj sposobu kolorowania (na przykład – warto zastanowić się, gdzie rozważyć cieniowanie lub zróżnicowane odcienie).

Książka to typowa kolorowanka a nie publikacja, która ma na celu produkcję obrazków na lodówkę – to oznacza, że jest zapełniona dwustronnie, warto zatem przemyśleć dobór narzędzi tak, żeby nie zniszczyć kolejnych rysunków podczas pracy nad jednym – dobrym wyborem będą tutaj klasyczne kredki – a farby i flamastry można zostawić sobie na inny raz.

To książeczka dla najmłodszych, która na długo ich zajmie – dość obszerna, dostarczy sporo wyzwań i pozwoli cieszyć się tworzeniem w towarzystwie ulubionych kreskówkowych postaci. Najmłodsi będą mogli poczuć satysfakcję z kreowania świata Bluey – który to świat z pozoru nie cechuje się wysokim stopniem skomplikowania. A jednak podczas kolorowania obrazków może wyjść na jaw, że pozory mylą i najprostsze w telewizji okazuje się najtrudniejsze po przeniesieniu na kartkę papieru. Jest to tomik dla małych dzieci, dla fanów Blue i jej towarzyszy – i dla tych wszystkich, którzy chcą się rozerwać, wykorzystując klasyczne zabawy.