* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język angielski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język angielski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2026

Justyna Kesler, Klaudyna Gębacka: Potworny angielski dla przedszkolaków

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026 (gra)

Zwroty

Nie słówka a zwroty. W dodatku konkretne, takie, które można wykorzystać w prawdziwej – a nie podręcznikowej – rozmowie, chociaż jest w nich też spora dawka absurdu pozwalającego na wywołanie śmiechu przedszkolaków. „Potworny angielski dla przedszkolaków” to pudełko z zabawą przygotowaną przez Justynę Kesler, Klaudynę Gębacką i Adama Święckiego (w warstwie graficznej). I od razu robi się interesująco, bo w pudełku znajduje się tekturowy talerzyk (zwykłe kółko z grubej tektury – ale można je wykorzystać do tworzenia potraw i opowiadania o nich) oraz… drewniany widelec bez ostrych krawędzi. I to właśnie prawdziwość widelca może przyciągnąć maluchy do zabawy – chociaż pozostałe składniki są już tekturowe, obecność takiego „poważnego” gadżetu nadaje zabawie inny wymiar.

Są tu tekturowe karty z drobnymi porcjami angielskich zwrotów (od razu z tłumaczeniami). Żeby dzieciom lepiej utrwalić to, co usłyszą od rodziców lub opiekunów, pojawiają się jeszcze podpowiedzi graficzne. Czasami wręcz karty są kadrami komiksowymi: miniaturowymi dialogami. Pytanie i odpowiedź zachęcają do prowadzenia konwersacji i jednocześnie do utrwalania sobie konkretnych zwrotów. Dzieciom spodobać się może zwłaszcza absurd niektórych sformułowań – kiedy bohater – pewien sympatyczny potwór – zastanawia się nad swoim jadłospisem i wybiera do jedzenia przedmioty, które na talerzu znaleźć się nie powinny. Jest w tym pudełku wprawdzie instrukcja, zasady gry dla tych wszystkich, którzy chcą wykorzystywać karty zgodnie z pomysłem autorów – ale trzeba przyznać, że przygotowanie ich w formie kart do gry właśnie kusi, żeby wymyślać własne zasady i korzystać z obrazków na swój sposób – tu wszystko może zależeć od wyobraźni użytkowników, a ta jest przecież nieograniczona. Ale tu jeszcze nie ma prawdziwego hitu. Prawdziwym hitem będzie sylwetka potwora z grubej tektury i w formie, która umożliwia postawienie bohatera. Wyposażonego w dwa otwory. Ten gębowy służyć będzie do karmienia. Ten po przeciwnej stronie potwora… tak, dokładnie do tego. W pudełku z grą znajdują się elementy z grubej tektury (żeby łatwiej było nimi operować) z nadrukiem różnych przedmiotów lub pokarmów. Do tego odbiorcy znajdą… dwie kupy. I te dwie kupy to element motywacyjny, zachęta do poprawnego wykonywania ćwiczenia – można ich użyć (to znaczy przecisnąć przez drugi otwór tekturowego potwora) w ramach nagrody za poprawne wykonywanie zadań. To rozwiązanie, które przedszkolaki naprawdę powinno ucieszyć i zapewnić ich zaangażowanie. Jeśli wkuwanie słówek kojarzy się z niepotrzebną rywalizacją lub wysiłkiem umysłowym, to bawienie się w defekującego potwora będzie miłym urozmaiceniem ćwiczeń – i zachętą do korzystania z tej gry. Bardzo dobry pomysł, estetyczne wykonanie i humor – to wszystko sprawia, że po grę „Potworny angielski dla przedszkolaków” sięgać się będzie chętnie, a same zwroty bardzo szybko zapiszą się w pamięci maluchów. Pozostaje mieć nadzieję, że taka gra będzie kontynuowana.

sobota, 24 maja 2025

Znajdź, otwórz, zobacz. Zwierzęta

Harperkids, Warszawa 2025.

Słownik

Skoro dzieci lubią publikacje interaktywne, te, w których można bawić się otwieranymi okienkami i sprawdzać, jakie treści kryją się pod nimi, da się łatwo wykorzystać trend w tworzeniu publikacji edukacyjnych, najchętniej dzisiaj wybieranych przez rodziców. „Zwierzęta” to tomik, który łączy nurty i jednocześnie realizuje temat najbardziej przez maluchy lubiany. W cyklu Znajdź, otwórz, zobacz pojawia się kartonowy picture book, który jest rodzajem słownika i zeszytu ćwiczeń dla dzieci. Bardzo kolorowa książeczka z prostymi komputerowymi grafikami wymusza na najmłodszych trenowanie pamięci i sprawdzanie wiedzy. Każda rozkładówka to inne środowisko – dżungla, las, wieś, ocean, drzewa… Wszystko po to, żeby przedstawić odbiorcom różnych bohaterów, zwierzęta swojskie i te egzotyczne – a także ich potomstwo. To zwierzęta, które można zaobserwować w najbliższym otoczeniu, ale też takie, które dzieci znają tylko z lektur, mimo że nie będą miały problemu z ich rozróżnianiem czy nazywaniem. Tematyczne rozkładówki to wielkoformatowa ilustracja – główny temat zadania – i marginesy. W ramach obrazka głównego trzeba znaleźć okienka ze skrywaną treścią – czasami znajdują się one pod kolejnymi bohaterami. Bywa jednak, że obrazki nie mają okienek, a te przeniesione będą na marginesy. Zasada działania się nie zmieni: pod okienkiem pojawia się albo zwierzę w zmodyfikowanej wersji (na przykład mama z dzieckiem), albo nazwa – odpowiedź na zagadkę. Rozkładówka bowiem to nie tylko obrazek do oglądania. Widnieje też na każdej pytanie do odbiorców – czasami to prośba o policzenie przedstawicieli jakiegoś gatunku, czasami – nazwanie potomstwa. Okienka mają tu przynosić rozwiązania zagadek, ale też dostarczać niespodzianek – nic dziwnego, że dzieci bardzo chętnie sięgają po tego typu publikacje. Odsłanianie treści spod okienek przynosi zaskoczenie albo wiedzę – a jeśli dziecko zrobi to kilka razy, zapamięta, co znajduje się w określonym punkcie obrazka. W ten sposób może ćwiczyć umiejętności językowe, pamięć i sprawność manualną – przecież otwieranie okienek wymaga odrobiny wprawy. Po zakończonej zabawie da się wcisnąć okienka z powrotem na miejsca – i rozpocząć czytanie na nowo. „Zwierzęta” to tomik, który nie ma rozbudowanej narracji ani dużo tekstu – ale jeśli ktoś chce zaspokoić ciekawość, może wykorzystać ostatnią rozkładówkę. Tam mieści się kilka okienek z ukrytymi ciekawostkami o zwierzętach – tu być może przyda się maluchom pomoc rodziców przy czytaniu – ale równie dobrze ciekawe świata dzieci mogą zechcieć samodzielnie poćwiczyć czytanie.

Ten tomik pozwala na oswajanie dzieci z angielskimi słówkami, przynosi trochę wiedzy i zaspokaja ciekawość. Pomaga też ćwiczyć spostrzegawczość i dostarcza rozrywki, a już na pewno zapewnia zabawę – ze względu na otwierane okienka. To kolejna propozycja z pozoru banalna, a jednak atrakcyjna dla najmłodszych odbiorców.

środa, 16 października 2024

Ewa Podleś: Pops i Boti uczą angielskiego. Zwierzęta domowe. Zawody

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Zajęcie

Kolejna przygoda, w którą angażują się Pops i Boti, trochę zaskakuje w kontekście książeczki dla dzieci. Oto bowiem bohaterowie muszą pomóc koledze Popsa, robotowi, który potrzebuje stałego zajęcia. Szuka pracy, ale nie wie za bardzo, jak się to robi. Pops i Boti mają mu ułatwić zadanie: wspólnie przeglądają ogłoszenia z ofertami pracy i wybierają najlepszą posadę. I tak wszyscy trafiają do Hotelu pod Mruczącym Kocem, żeby przekonać się, jakimi zwierzętami będzie się opiekować w ramach swoich zajęć robot. Ale zanim dostanie pracę, musi nie tylko poznać wszystkich podopiecznych, ale jeszcze przygotować plakat z portretami zwierząt. Przy pomocy Popsa i Boti radzi sobie i z tym wyzwaniem – jest wymarzonym kandydatem na stanowisko opiekuna zwierząt.

Książeczka ma oswajać dzieci z angielskimi słówkami, w tym wypadku Ewa Podleś wybrała dwa obszerne tematy – zwierzęta domowe i zawody. Oczywiście nie prezentuje niekończących się list, a jedynie kilka propozycji haseł, które zapadną dzieciom w pamięć albo za sprawą nazw ukochanych domowych pupili, albo – za sprawą dziecięcych marzeń o pracy w przyszłości. Można też zrobić sobie powtórkę z liczenia czy z kolorów – to coś, co pojawiało się w poprzednich tomikach, a tutaj funkcjonuje jako przyjemne i bezstresowe przywołanie już utrwalonych wiadomości. Pops i Boti muszą trafić do odpowiedniego domku (w tym celu – przejść labirynt razem z odbiorcami), wykonać dziesięć skoków, żeby w końcu móc przyjrzeć się wybranym tematom. Prezentacja zwierząt odbywa się na kilka sposobów: o każdym opowiada przyszły pracodawca, a ponadto można przypomnieć sobie nazwy przy rysowaniu plakatu. Z kolei ogłoszenia o pracę i album ze wspomnieniami pozwalają poznawać i utrwalać nazwy zawodów. Po sczytaniu kodu QR można posłuchać książki po angielsku, co również jest wartościowym dodatkiem i pozwala oswajać dzieci z językiem.

W całym tym tomiku jest tylko jeden problem – i to nie w warstwie angielskiej. Przyszły pracodawca przyjaciela Popsa to robot, który mówi wyłącznie do rymu – i, niestety, robi to mocno grafomańsko, owszem, jest kilka ciekawych i trafionych współbrzmień, ale też mnóstwo gramatycznych – i bez nich znacznie lepiej wypadałaby całość. Zwłaszcza że nacisk kładzie się tu jednak na naukę angielskich słówek a nie na śledzenie narracji. Książka utrzymana jest w charakterze komiksowym, dymki umożliwiają skrócenie do minimum narracji, rzecz rozgrywa się w dialogach między bohaterami – i w samych rysunkach. Autorka decyduje się na wyliczenia, kiedy trzeba wprowadzać kolejne hasła po angielsku – i w przypadku ogłoszeń o pracę zapewnia rozrywkę dorosłym, którzy będą czytać książeczkę ze swoimi pociechami. Pops i Boti to bohaterowie sympatyczni i przyjaźnie nastawieni do wszystkich – mogą kojarzyć się pozytywnie i dzięki temu dzieci będą śledzić ich doświadczenia bez lęku czy adrenaliny, skupią się za to na tym, co w serii najważniejsze – czyli na poznawaniu nowych angielskich słówek.

sobota, 24 sierpnia 2024

Agnieszka Żelewska: Zwierzęta. Moja pierwsza encyklopedia polsko-angielska z okienkami

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Słówka

Jeśli można połączyć dobrą zabawę i ćwiczenie słówek z angielskiego, to dlaczego nie. Nasza Księgarnia kontynuuje zatem serię, która spotkała się z dobrym przyjęciem na rynku: Moja pierwsza encyklopedia polsko-angielska to cykl, który nie ma żadnej narracji poza rysunkową – dzieci mogą tu zatem samodzielnie ćwiczyć opowiadanie tego, co widzą na obrazkach. Ale znacznie ważniejsze staje się poznawanie nowych słówek i zapamiętywanie ich dzięki zabawie. Książka jest duża i kartonowa, a w grubych stronach ukryte zostały okienka. To ważny element tomiku, wymuszający wręcz interaktywność – przede wszystkim ze względu na konieczność sprawdzania, co kryje się pod kolejnymi zakładkami. To nigdy nie jest oczywiste: jeśli czasem zagląda się do miejsca, które jest schronieniem zwierzęcia, można się spodziewać jego samego – ale sytuacja zmienia się, gdy zwierzę coś zasłania, albo gdy trzeba przedstawić jego młode. I ten czynnik zaskakiwania małych odbiorców będzie jednym z powodów, dla których dzieci chętnie sięgną po taką formę zabawy powiązanej z nauką. Słówka przyswajać się tu mogą mimochodem, bo przecież na jednym oglądaniu tomiku na pewno się nie skończy – a każdy kolejny powrót do książki będzie oznaczać utrwalanie zdobytej wiedzy. Agnieszka Żelewska wykorzystuje tu naturalne zainteresowanie dzieci zwierzętami – proponuje odbiorcom przegląd różnych środowisk i różnych miejsc, czasami skupia się na zwierzętach z dżungli, czasami nurkuje w morzu – i to powoduje, że bez przerwy zmienia sytuacje i stworzenia, budząc tym samym ciekawość maluchów.

W tej książce jest dużo kolorów (zmienia się tu w zależności od tematu rozkładówki także zestaw używanych barw, dzięki czemu znacznie łatwiej jest wybierać sobie strony, które chce się obejrzeć albo do których chce się wracać. Ta autorka przyzwyczaiła już najmłodszych do zabawnych ilustracji – i tutaj wykorzystuje cały swój kunszt w tym zakresie, żeby przyciągnąć najmłodszych i zapewnić im sporo rozrywki. Ukrywa w ten sposób ćwiczenie słówek. W zasadzie mogłyby wystarczyć same angielskie podpisy, jednak Agnieszka Żelewska decyduje się na wersje z tłumaczeniem, żeby uniknąć nieporozumień i nie zniechęcić dzieci do czytania zbyt dużym stopniem trudności.

Co ważne, chociaż to tomik zatytułowany „Zwierzęta”, nie tylko słówka związane ze zwierzętami będą się tu pojawiać – dzieci przekonają się także, jak nazywają się poszczególne miejsca albo elementy krajobrazu, a czasem też i drobiazgi niekoniecznie bezpośrednio związane ze światem zwierząt, ale funkcjonujące na obrazkach. Połączenie wyrazistych ilustracji z podpisami angielskimi wpływa na szybsze zapamiętywanie treści – a jeśli dodać do tego konieczność podjęcia pewnego wysiłku (znajdowanie i otwieranie okienek), można mieć pewność, że uda się dzieciom wpoić przynajmniej część słówek. Ta publikacja świetnie nadaje się dla najmłodszych dzieci, nie trzeba nawet czekać do prawdziwych lekcji angielskiego, żeby oswajać maluchy ze słówkami – więc taką edukacyjną podpowiedź mogą wykorzystać rodzice chcący przedstawić swoim pociechom możliwości, jakie daje im nauka obcego języka. Agnieszka Żelewska nie zawodzi: ma pomysł na serię i konsekwentnie go realizuje, zapewniając odbiorcom rozrywkę i mnóstwo (ponad 200) słówek.

sobota, 27 kwietnia 2024

Ewa Podleś: Pops i Boti uczą angielskiego. Części ciała / Liczby

Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.

Ćwiczenie słówek

Ewa Podleś tworzy komiksową historyjkę pozwalającą dzieciom na poznawanie i ćwiczenie angielskich słówek z nietypowymi bohaterami. Pops i Boti są jak przeniesieni z wyobraźni Jima Hensona, przynajmniej w łączeniu dziwnych gatunków niby potworów. Pops to wielki puchaty stworek z pojedynczym czułkiem-antenką, Boti – wygląda jak opasła pszczoła z malutkimi skrzydełkami. Ci przyjaciele doskonale się ze sobą dogadują i stają się przewodnikami po świecie angielskiego. Krótka kartonowa książeczka przynosi w tym wypadku dwa zestawy słówek – liczby (od 1 do 10) i części ciała (ale nie tylko ciała człowieka – zwierząt i potworów też, dzięki czemu lektura od razu staje się ciekawsza).

Pops wybiera się na prześwietlenie, na które chodzi raz do roku – co staje się okazją do sprawdzenia, co ma w środku. W poczekalni pomaga jeszcze policzyć paluszki napotkanej bohaterce (ni to kurze, ni to innej włochatej kulce), a żeby dzieciom utrwaliło się liczenie – Boti zmusza je do naciśnięcia przycisku dzwonka dziesięć razy. Doktor Potwór wykonuje prześwietlenie i przy okazji znajduje moment na nazwanie kolejnych narządów i części ciała (po angielsku). Wizyta u mechanika od robotów też pozwoli na utrwalenie wiadomości. Wszystko w atmosferze przyjemnej zabawy – niezobowiązującej przygody pełnej humoru. Ewa Podleś nie skupia się na tym, żeby co chwilę zarzucać dzieci słówkami, stara się, żeby ich wprowadzanie odbywało się mimochodem, jako dodatek do akcji – ponadto dodatek potrzebny samym bohaterom w ich działaniach. Dzięki temu, że to Pops i Boti muszą liczyć albo nazywać części ciała (choćby na wykładzie o potworach dla robotów), lekcje dla odbiorców odbywają się nienachalnie, przez to znacznie łatwiej oddalić wrażenie szkolnych zadań. Ewa Podleś może zaintrygować: nauczyć czegoś zupełnie na marginesie drobnej lektury.

Całość akcji rozgrywa się tu w komiksowych kadrach. Autorka stawia na trójwymiarowe obrazki, żeby jeszcze bardziej odejść od stylistyki podręczników. Wprowadza drobne dialogi między bohaterami (po polsku) i słówka bez tłumaczeń – trzeba z kontekstu i z rysunków dowiedzieć się, co one znaczą. To sprzyja zapamiętywaniu – ale też interaktywnej zabawie, zresztą autorka wprowadza nawet zagadkę dla dzieci – labirynt do przejścia palcem. Zapewnia zatem nie tylko edukacyjną lekturę – dodaje coś, co spodoba się każdemu maluchowi. Przyjemne obrazki także przyciągną dzieci: zwłaszcza że jedną z części ciała jest pupa potwora. Kartonowy tomik pozwala na pierwsze zetknięcie się z angielskim w formie niezobowiązującej zabawy – to propozycja doskonała dla najmłodszych. Wejście w świat lektur, które bawią i uczą jednocześnie – ale zapewniają przede wszystkim mnóstwo rozrywki. Z Popsem i Boti można spokojnie uczyć się angielskich słówek, utrwalać je i powtarzać z każdym kolejnym czytaniem tomiku. Bardzo udana propozycja – właściwie część większej serii – przyda się w każdym domu. A ponieważ rzadko ostatnio do książeczek wkraczają potwory i roboty – Ewa Podleś wygrywa także walkę o uwagę czytelników.

poniedziałek, 9 października 2023

Minecraft. Język angielski. Megazadania

Harperkids, Warszawa 2023.

Kompetencje językowe

Cykl "Język angielski. Megazadania" w serii Minecraft to sposób na zachęcenie małych graczy - fanów Minecrafta - do innego terenu do wysiłku umysłowego. Nauka języka angielskiego w połączeniu z motywami kojarzonymi z gry może pójść łatwiej, a dzieci potraktują tomik jako źródło rozrywki i zestaw inspiracji. To rodzaj łamigłówek, ale z wyzwaniem językowym - wprawdzie pojawiają się słowniczki pojęć i to tuż przy poleceniach, jednak trzeba jednoakapitowe komentarze tłumaczyć sobie samodzielnie. Wśród zagadnień pojawiają się między innymi homofony, słowotwórstwo w zakresie przymiotników, przysłówków i rzeczowników. Lekcje wymowy związane z dźwiękami o różnej długości i wiele innych tematów. Co ciekawe, książka jest kierowana do dzieci powyżej dziesiątego roku życia, zatem zwiększa się poziom trudności: pojawiają się nie tylko lekcje z budowania własnych wypowiedzi, zdań złożonych czy już opowiadań albo notek informacyjnych - ale też informacje o interpunkcji czy o poprawności językowej. Różne zagadnienia wprowadzają autorzy, żeby zmusić dzieci do myślenia i do uzupełniania zadań, a przy tym do poszerzania swoich umiejętności językowych - a wszystko to wiąże się z grą. Minecraft to stały punkt odniesienia dla czytelników - w związku z tym, że całość przypomina momentami podręczniki do angielskiego (a nawet wydaje się mniej "rozrywkowa" niż najbardziej typowe podręczniki do nauki angielskiego), to Minecraft będzie podstawowym wabikiem i czynnikiem zmuszającym do działania. Bohaterów przedstawia się na początku - później powracać będą zwłaszcza w warstwie tekstowej, rzadko - jako ozdobniki graficzne. Tu zresztą na przesyt ilustracjami i screenami z gry nie ma miejsca, trzeba zmieścić bowiem całe mnóstwo zadań, a czasami i wyjaśnień. Dzieci zdobywać mogą wiedzę - przyswajać wiadomości z angielskiego i uczyć się, jak stosować te wiadomości w praktyce. Nie oznacza to, że tomik nie jest kolorowy, wręcz przeciwnie: każda strona przykuwa uwagę za sprawą rozplanowania graficznego. Musi zresztą być atrakcyjna, bo przecież trzeba wynagrodzić dzieciom konieczność odrabiania zadań - nawet jeśli zamaskowaną grą. Minecraft jako łącznik i jako przepis na całą serię dla dzieci w różnym wieku to pomysł doskonały - jednak warto pamiętać, że w pewnym stopniu także ograniczający krąg bezpośrednio zainteresowanych.

Nie ma tu wrażenia przeładowania treściami, kolejne ćwiczenia zachęcają do działania - to mniej zadania domowe, a bardziej zabawa połączona z elementami gry komputerowej - więc dzieci mogą łatwiej się przekonać do takiego tomiku. "Język angielski. Megazadania" to spore wsparcie w procesie edukacji, wiąże się z odejściem od skojarzeń ze szkołą - a buduje szansę na zabawę i rozrywkę powiązaną z kultowym Minecraftem. To tomik do uzupełniania, nie do lektury - ale pokazuje umiejętność wyczucia rynku i rozszerzania oferty gadżetowej.

poniedziałek, 24 lipca 2023

Agnieszka Żelewska: W podróży. Moja pierwsza encyklopedia polsko-angielska z okienkami

Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.

Wakacyjne wojaże

Wakacje to nie powód, żeby zaniechać lekcji z języka obcego, o czym mogą się przekonać wszyscy czytelnicy obrazkowych książeczek Agnieszki Żelewskiej, a konkretnie - serii Moja pierwsza encyklopedia polsko-angielska z okienkami. Kolejny tom w cyklu to "W podróży" i trudno o bardziej wakacyjny motyw, który sprawdziłby się w edukacyjnej publikacji. "W podróży" to książka wypełniona zagadkami obrazkowymi - trzeba będzie tu oglądać kolejne strony i sprawdzać, co się na nich kryje, czytać podpisy i wymyślać jeszcze przed lekturą, jakie hasła powinny się pojawiać. Agnieszka Żelewska tym razem proponuje wyprawę trochę bajkową: wakacyjna podróż pozwala na przeżywanie ciekawych przygód. Z jednej strony to zupełnie zwyczajne scenki, na przykład z drogi: można sprawdzić, jakimi pojazdami jeździ się w lecie po szosach, co przekona zwłaszcza małych fanów motoryzacji - z drugiej to niespodzianki, coś, czego odbiorcy sami by nie wymyślili. Elementy pejzażu i... bohaterowie z bajek. Bo w końcu wakacje to także czas na uruchamianie wyobraźni. Na rozkładówkach dzieci wypatrzą między innymi Czerwonego Kapturka - ale będzie też mnóstwo bardziej zwyczajnych postaci i stworzeń, które zaobserwować można podczas spaceru. To słówka, które należą do podstaw absolutnych (samochód, drzewo, książka), ale też takie, których na co dzień się nie używa, a w wakacje mają dużą wartość. Przede wszystkim Agnieszka Żelewska na każdą rozkładówkę znajduje inny temat, to kolejno "przy drodze", "nad morzem", "po torach", "w hotelu", "w górach" i "na lotnisku". Za każdym razem autorka funduje dzieciom wypełnione ciekawostkami i mocno zatłoczone ilustracje - chodzi o to, żeby zburzyć perspektywę i zmieścić na obrazkach jak najwięcej danych. Objętość rozkładówek zwiększa się jeszcze dzięki istnieniu otwieranych okienek, pięćdziesięciu miejsc, do których dzieci mogą samodzielnie zajrzeć i które mogą odkrywać. Warto, bo pod okienkami znajdują się kolejne obrazki razem z polskimi i angielskimi podpisami, a ponieważ to, co znajduje się w ukrytej warstwie, bywa nieprzewidywalne, dzieci czeka sporo śmiechu - i automatycznie pozytywnego nastawienia do lektury. Dzięki interaktywności łatwiej będzie maluchom zapamiętywać informacje, a to nie bez znaczenia przy poznawaniu nowych słówek. Zabawa sprawia, że nauka języka obcego nie nudzi: warto zatem wykorzystać ciekawość dzieci i podsunąć im tę serię.

Agnieszka Żelewska nie sili się tu na żadne narracje tekstowe, stawia na obrazki, które poprowadzą dzieci i przekonają je do samodzielnego opisywania wydarzeń. Potrafi natomiast stać się przewodnikiem dla małych odbiorców i kierować ich wyobraźnią. Dzieci mogą porównywać własne doświadczenia z tym, co widzą na obrazkach, mogą też przekonać się do sprawdzania, czy Agnieszka Żelewska zarejestrowała prawdziwe informacje. Zatem poza podręcznym słownikiem polsko-angielskim dostarcza ta autorka dzieciom również sporo rozrywki. Udała się ta seria, warto na nią zwrócić uwagę - szczególnie wtedy, kiedy chce się wykorzystać tendencję do poznawania świata przez najmłodszych - i zasugerować im możliwość nauki języka obcego przez zabawę. Od takich nietypowych obrazkowych lekcji można zacząć proces edukacji i łagodnie wprowadzić dziecko w późniejsze szkolne obowiązki.

wtorek, 11 kwietnia 2023

Minecraft. Język angielski. Megazadania (wiek 7+ / 8+ / 9+)

Harperkids, Warszawa 2023.

Ćwiczenia

Jeśli najmłodsi nie mają oporów przed grami, za to nie chce im się zajmować odrabianiem lekcji, można połączyć łamigłówki i zadania logiczne z ulubionymi elektronicznymi rozrywkami i w ten sposób oszukać, ukryć proces nabywania wiedzy. "Język angielski. Megazadania" to trzy tomiki - dla dzieci 7+, 8+ i 9+ z ćwiczeniami z języka angielskiego, bazujące na Minecrafcie. Od początku trzeba będzie się trochę wysilić, bo chociaż pojedyncze akapity lub tytuły są po polsku, to większość komentarzy, między innymi tych dotyczących bohaterów, jest po angielsku - jeśli odbiorcy chcą się dowiedzieć czegoś o ulubionych postaciach albo o świecie, który wciąga - muszą podjąć wyzwanie i przeczytać tekst. Pomocny będzie w tym słowniczek - na każdej stronie pojawia się wyjaśnienie części słówek, tak, żeby nikt nie zniechęcił się koniecznością szukania ich w wielkich słownikach i żeby przyspieszyć proces korzystania z książek. Poza akapitowym komentarzem na stronach pojawiają się zadania z określonego w nagłówkach zakresu, można poznawać wymowę różnych głosek, albo poćwiczyć tworzenie słów. Reguły wyjaśnione są przejrzyście i ozdobione szeregiem ćwiczeń do wykonania - często są to uzupełnianki literowe. Nie różnią się tomiki od standardowych zadań z podręczników do angielskiego, chyba że rozmiarem czcionki - tu są znacznie większe, co przypadnie do gustu małym dzieciom. Poznawanie języka bazujące na powtarzalnych ćwiczeniach to prosta droga do zwiększania kompetencji. Często odpowiednie słówka (w podstawowej formie) pojawiają się na marginesach albo w ramkach, tak, żeby nie trzeba było zbyt długo zastanawiać się nad intencjami twórców - dzieci nie mogą poczuć się znudzone ćwiczeniami szkolnymi, książki mają oddalać je od wrażenia odrabiania zadań domowych. Minecraft staje się tu stałym tłem ćwiczeń - to konkretnych bohaterów z gry dotyczą kolejne wyzwania i zdania, co pewien czas zresztą postacie powracają przy okazji wyizolowanych z opowieści komentarzy (oczywiście po angielsku). Żeby dowiedzieć się, czego dotyczy ilustracja (przypominająca o "kwadratowym" świecie z Minecrafta), warto zagłębić się w podpis - i przy okazji ćwiczyć angielski. Dzieciom taka forma przyswajania wiedzy powinna się spodobać, zresztą chwyt z ukrywaniem wysiłku intelektualnego pod pozorami zabawy sprawdził się już w cyklu przy okazji innych przedmiotów - w angielskim nie trzeba nawet wysilać się specjalnie przy wymyślaniu różnych rodzajów zadań, wystarczą podręcznikowe rozwiązania, zdania do uzupełnienia i wskazówki dla najmłodszych - resztę zapewnią nawiązania do gry. Minecraft zmusza do pracy umysłowej jako gra - na etapie książkowych gadżetów nie rozczaruje, jeśli dorośli zastanawiają się, jak powiązać pasję pociech z procesem edukacji, mogą śmiało skorzystać z tego typu podejścia - zamaskować proces uczenia się przez opowiadanie o grze. Minecraft świetnie odciąga uwagę od szkolnych wyzwań, zapewnia dzieciom rozrywkę.