* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podręcznik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podręcznik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2024

Marcin Żukowski: Twoja firma w social mediach. Podręcznik marketingu internetowego dla małych i średnich przedsiębiorstw

Onepress, Helion, Gliwice 2024 (wydanie IV poszerzone).

Biznes w sieci kontaktów

Wydawać by się mogło, że pojawienie się social mediów da oszałamiające możliwości w zakresie sprzedaży produktów, promowania swojej firmy czy budowania jej wizerunku wśród potencjalnych klientów – i w zasadzie tak jest, jednak ogrom dostępnych narzędzi i ich dostępność sprawiają, że mnóstwo ludzi zwyczajnie gubi się w zasadach, szansach i ograniczeniach sieci. Marcin Żukowski po raz czwarty już przygląda się social mediom i ich roli w kształtowaniu obrazu firm (zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw, których właściciele nierzadko decydują się na samodzielne działania): co w praktyce oznacza, że na nowo przedstawia znaczenia poszczególnych kanałów komunikacyjnych i uzupełnia to, co z czasem okazało się bardziej istotne. Przekonuje czytelników co do tego, że trzeba będzie zainwestować trochę pieniędzy. Mniej niż w przypadku reklamy w tradycyjnych mediach – jednak nie zamierza nikomu podpowiadać, jak zbudować markę, nie wydając na to ani grosza – takie podejście może część odbiorców zaskoczyć, zwłaszcza jeśli funkcjonowali do tej pory w mediach społecznościowych bez uiszczania opłat. W przypadku biznesowych strategii liczy się jednak tempo, nie ma czasu na działania rozłożone w czasie i efekty, na które trzeba długo czekać – dlatego też autor sprawdza, jakie narzędzia mają do dyspozycji użytkownicy zdecydowani zapłacić – i jak korzystać choćby z oferty Facebooka, żeby nie przestrzelić. Zajmuje się nie tylko Facebookiem – odwołuje się i do Messengera, Instagrama, Twittera, YouTube’a, pojawiają się tu LinkedIn, Snapchat czy… Tik-Tok, zajmuje się autor również podpowiadaniem, jak zapraszać do współpracy influencerów – i po co to robić – wszystko funkcjonuje tu jako przestrzenie potencjalnej reklamy. Podpowiada Żukowski, gdzie najlepiej można zawęzić obszar poszukiwań odbiorców i jakie treści publikować w swoich kanałach – prowadzi to nie tylko do świadomego korzystania z social mediów, ale też do wypracowania całej struktury publikacji i układania sobie harmonogramu działań (bez tego, jak przekonuje Marcin Żukowski, ani rusz). Nie ma tu prowadzenia odbiorców za rękę, przynajmniej w sferze komponowania samych treści – autor nie zajmuje się podpowiadaniem, jak tworzyć teksty sprzedażowe i jakimi chwytami przyciągać do swojego profilu – tutaj chodzi o zrozumienie platform i o przegląd narzędzi czy pojęć. Słowem, zajmuje się autor podstawami: uczy, jak poruszać się po sieci 2.0, żeby móc podjąć próby sprzedawania czegoś użytkownikom. Stawia na definiowanie i na porządkowanie wiadomości, nie zajmuje się za to ocenianiem ani podawaniem przykładów – prowadzenie fanpage’a, bloga lub profilu pozostawia samym użytkownikom. Dzięki temu książka jest bardziej uniwersalna i pozwala na dotarcie do szerszego grona odbiorców – którzy jednak niekoniecznie poradzą sobie z wcielaniem w życie wskazówek.

„Twoja firma w social mediach” to książka dla każdego, kto chciałby nie tyle walczyć o lajki i zasięgi, a umieć odpowiednio zaprezentować swoje produkty w sieci. Autor podkreśla raczej znaczenie niemierzalnych efektów niż nastawienie na rekordy i coraz wyższe liczby – trzeba będzie zatem uzbroić się w cierpliwość i dokładnie określać cele działania. Ważne jest to, że tom przeprowadza czytelników przez kolejne meandry funkcjonowania w sieci społeczności i że pokazuje, jak skutecznie przedstawiać użytkownikom swoją ofertę – bez względu na jej charakter.

poniedziałek, 29 stycznia 2024

Andrzej Friszke: Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989

Iskry, Warszawa 2024.

Przegląd

To jest publikacja monumentalna (i powracająca na rynek), chociaż sam autor – zgodnie zresztą z konwencją – umniejsza swoje zasługi, pisząc o „skromnym” przedstawieniu losów państwa i narodu polskiego w półwieczu (trzeba przyznać, że wyjątkowo burzliwym, bo w latach 1939–1989). Andrzej Friszke przypomina, że historycy nie powinni wikłać się w politykę i podsuwać narzędzi tym, którzy wykorzystują przeszłość we własnych interpretacjach i różnych celach – stwierdza, że rolą historyka jest rejestrowanie faktów, a nie komentowanie ich – i zgodnie z tym postulatem buduje swoją opowieść. Opowieść syntetyzującą fakty, zbierającą najważniejsze momenty z przeszłości i wypraną z ocen, przynajmniej tam, gdzie jest to możliwe. „Polska. Losy państwa i narodu 1939–1989” to tom, który może być traktowany jako źródło wiedzy choćby przez studentów – natomiast niewielu odbiorców z masowego grona zdecyduje się na tak wymagającą i rozbudowaną lekturę. Przede wszystkim Andrzej Friszke rezygnuje z narracji w stylu pop. Nie będzie uwodzić czytelników fabularyzowaniem treści ani tworzeniem skryptowych notatek – tutaj znikają wyliczenia rodem z poradników kioskowych czy próby mnemotechniczne. Liczy się rzetelny opis faktów, w miarę możliwości obiektywny, co widać nawet przy wskazywaniu sprawstwa: często autor ucieka się do bezosobowych form, żeby przenieść uwagę czytelników z tego, kto stoi za danym wydarzeniem, na sam jego efekt.

Najwięcej miejsca w tym tomie – pod względem objętościowym, ale też emocjonalnym – zabierają lata 50. XX wieku. Druga wojna światowa to zagadnienie omówione dogłębnie w wielu źródłach, a autor uznaje, że należy przedstawić rzeczywistość, która istnieje jeszcze w pamięci potencjalnych odbiorców (lub ich bliskich) – stąd też konkretne decyzje narracyjne. Warto tu zauważyć, że w drugim wydaniu książki Andrzej Friszke zajmuje się między innymi weryfikowaniem (lub podawaniem aktualnych) danych liczbowych – korzysta z rozmaitych statystyk, sprawdza i uzupełnia wiadomości, skupia się na informacjach jak najbardziej mierzalnych – bo to pozwala mu na podkreślanie obiektywizmu w relacji. Oczywiście nie da się całkowicie wyeliminować z własnej twórczości osobistych poglądów – ale Friszke dba o to, żeby nie wysuwały się na pierwszy plan i nie odwracały uwagi od tekstu. Pokazuje rzeczywistość społeczną i polityczną – ta druga wydaje się oczywista w tomie historyka, ta pierwsza – niezbędna dla nakreślania kontekstu i budowania przestrzeni porozumienia z czytelnikami. Jest tu Andrzej Friszke raczej sprawozdawcą niż komentatorem – nie zatrzymuje się nad interpretacjami faktów, a szuka samych danych, przez co chwilami tom może pobrzmiewać nieco ascetycznie – to jednak nie będzie przeszkadzać w lekturze, skoro najważniejsze jest w niej przedstawianie rzeczywistości. Przeszłość w tym wypadku nie domaga się podsumowań i ustaleń – jest po prostu opowiadana, z pewnym dystansem i świadomością nadużyć, gdy staje się elementem gry politycznej. Wydawałoby się, że dzisiaj na rynku nie ma już miejsca na takie książki – na narrację pozbawioną kontaktu z czytelnikiem, nieinkrustowaną w żaden sposób. A jednak Andrzej Friszke pozwala skupić się na tym, co najważniejsze: na historii jako takiej. Historii z perspektywy jednego narodu – ale też historii, która pełna jest szarości zamiast czarno-białych ocen.

Zwykle w tego typu publikacjach zaangażowani w jakiś temat próbują odnaleźć jego rozszerzenie. Andrzej Friszke dba o to, żeby sprawiedliwie traktować kolejne dekady i nie skupiać przesadnie na wybranych – powraca tu wrażenie równowagi, odpowiednich proporcji, dzięki którym rzeczywiście można przekrojowo prześledzić najważniejsze wydarzenia z prezentowanego okresu. To może być dla części czytelników wadą – ale spore grono odbiorców uzna to za zaletę tomu. Najważniejsza jest tu jednak stonowana narracja.

poniedziałek, 9 października 2023

Minecraft. Język angielski. Megazadania

Harperkids, Warszawa 2023.

Kompetencje językowe

Cykl "Język angielski. Megazadania" w serii Minecraft to sposób na zachęcenie małych graczy - fanów Minecrafta - do innego terenu do wysiłku umysłowego. Nauka języka angielskiego w połączeniu z motywami kojarzonymi z gry może pójść łatwiej, a dzieci potraktują tomik jako źródło rozrywki i zestaw inspiracji. To rodzaj łamigłówek, ale z wyzwaniem językowym - wprawdzie pojawiają się słowniczki pojęć i to tuż przy poleceniach, jednak trzeba jednoakapitowe komentarze tłumaczyć sobie samodzielnie. Wśród zagadnień pojawiają się między innymi homofony, słowotwórstwo w zakresie przymiotników, przysłówków i rzeczowników. Lekcje wymowy związane z dźwiękami o różnej długości i wiele innych tematów. Co ciekawe, książka jest kierowana do dzieci powyżej dziesiątego roku życia, zatem zwiększa się poziom trudności: pojawiają się nie tylko lekcje z budowania własnych wypowiedzi, zdań złożonych czy już opowiadań albo notek informacyjnych - ale też informacje o interpunkcji czy o poprawności językowej. Różne zagadnienia wprowadzają autorzy, żeby zmusić dzieci do myślenia i do uzupełniania zadań, a przy tym do poszerzania swoich umiejętności językowych - a wszystko to wiąże się z grą. Minecraft to stały punkt odniesienia dla czytelników - w związku z tym, że całość przypomina momentami podręczniki do angielskiego (a nawet wydaje się mniej "rozrywkowa" niż najbardziej typowe podręczniki do nauki angielskiego), to Minecraft będzie podstawowym wabikiem i czynnikiem zmuszającym do działania. Bohaterów przedstawia się na początku - później powracać będą zwłaszcza w warstwie tekstowej, rzadko - jako ozdobniki graficzne. Tu zresztą na przesyt ilustracjami i screenami z gry nie ma miejsca, trzeba zmieścić bowiem całe mnóstwo zadań, a czasami i wyjaśnień. Dzieci zdobywać mogą wiedzę - przyswajać wiadomości z angielskiego i uczyć się, jak stosować te wiadomości w praktyce. Nie oznacza to, że tomik nie jest kolorowy, wręcz przeciwnie: każda strona przykuwa uwagę za sprawą rozplanowania graficznego. Musi zresztą być atrakcyjna, bo przecież trzeba wynagrodzić dzieciom konieczność odrabiania zadań - nawet jeśli zamaskowaną grą. Minecraft jako łącznik i jako przepis na całą serię dla dzieci w różnym wieku to pomysł doskonały - jednak warto pamiętać, że w pewnym stopniu także ograniczający krąg bezpośrednio zainteresowanych.

Nie ma tu wrażenia przeładowania treściami, kolejne ćwiczenia zachęcają do działania - to mniej zadania domowe, a bardziej zabawa połączona z elementami gry komputerowej - więc dzieci mogą łatwiej się przekonać do takiego tomiku. "Język angielski. Megazadania" to spore wsparcie w procesie edukacji, wiąże się z odejściem od skojarzeń ze szkołą - a buduje szansę na zabawę i rozrywkę powiązaną z kultowym Minecraftem. To tomik do uzupełniania, nie do lektury - ale pokazuje umiejętność wyczucia rynku i rozszerzania oferty gadżetowej.

piątek, 10 września 2021

Adam Umiastowski: Dokąd zmierza czarna wieża. Jak wygrać w szachy z całym światem?

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Lekcja gry

Jeśli ktoś chciałby udoskonalić umiejętności gry w szachy, może skorzystać z podręcznika przygotowanego przez Adama Umiastowskiego, "Dokąd zmierza czarna wieża. Jak wygrać w szachy z całym światem". To książka teoretycznie przygotowana dla dzieci i młodzieży, ale również dorośli grywający amatorsko będą mogli z niej skorzystać. Autor stawia na dokładność i usystematyzowanie wiedzy. Proponuje szereg rozdziałów, które pozwalają zrozumieć, o co chodzi w grze w szachy, ale też - jak odnosić sukcesy czy jak wyglądały historyczne rozgrywki. Za każdym razem autor stosuje czytelny układ. Zaczyna od komentarza tekstowego, niezbyt długiego i wypełnionego wskazówkami, definicjami i uwagami. Zapewnia zatem podstawy i umiejętności w dziedzinie nazewnictwa. Zdarza się, że część tych danych przenosi również do wniosków, czyli do krótkich zakończeń każdego rozdziału. Zasadniczą częścią każdej partii jest tutaj jednak przejście do schematów. Umiastowski prezentuje układy figur na planszy (każdy przykład opatrzony jest osobną szachownicą. Zapewnia symboliczny zapis kolejnych ruchów, ale też krótkie tekstowe omówienie (często jednoakapitowe - jeśli są konieczne dodatkowe wyjaśnienia albo oceny). Podsuwa podpowiedzi, tłumaczy, kiedy dany ruch jest najbardziej sensowny, albo jaka reakcja powinna być zastosowana w odpowiedzi na konkretne zagranie przeciwnika. Cała reszta należeć będzie już do odbiorców: to oni powinni przeanalizować kolejne przykłady i wydobyć z nich strategie najlepsze dla siebie, a następnie ćwiczyć je już w rozegraniach. Adam Umiastowski bardzo dobrze przygotowuje do takich działań, zachęca też do szlifowania umiejętności. Przedstawia między innymi mistrzowskie zagrania, zestawy debiutów, ale i przydatne sztuczki. Jest tu mnóstwo danych - a Umiastowski pamięta, że do jego książki sięgnąć mogą nie tylko ci, którzy już grają, ale też ci, którzy chcieliby się szachów nauczyć. Wspomaga w procesie edukacji, ale kieruje się raczej do zdeterminowanych, tych, którzy faktycznie chcą poprawić technikę - tom wymaga sporo pracy od użytkowników. "Dokąd zmierza czarna wieża" to książka bardzo rozbudowana: na pewno zajmie odbiorców na bardzo długo, a do części informacji czytelnicy będą wielokrotnie wracać. Autor zamierza zarazić miłością do szachów, a jednocześnie unika popularyzatorskiego tonu - stawia na rzeczowe wskazówki i na komentarze, które można od razu przetestować. Nie nadaje się na zwyczajną lekturę - Umiastowski unika zbędnych słów, nie zależy mu na tworzeniu literackich wywodów: wszystko ma prowadzić do szachownicy i do jak najszybszego przejścia od teorii do praktyki. Sama teoria nie zmęczy: ci, którzy są nieco bardziej w szachach zaawansowani, będą mogli od razu przejść do odpowiednich rozdziałów, autor wybiera przejrzystą nawigację. Dba o to, żeby zafunkcjonowały w książce podstawy - na wszelki wypadek, gdyby trafił tu jakiś laik potrzebujący przewodnika po świecie szachów. Ale nie poprzestaje na tym, co oczywiste - prowadzi odbiorców znacznie dalej.

czwartek, 30 lipca 2020

Vanessa Vakharia: Sposób na matmę

Prószyński i S-ka, Warszawa 2020.

Bez strachu

Grunt to odpowiednie podejście. Vanessa Vakharia przedstawiająca się jako The Math Guru wie doskonale, że spora część problemów dzieci z przedmiotami ścisłymi bierze się po prostu z uprzedzeń i z fałszywych przekonań co do stopnia trudności zadań – a także z niechęci do regularnych ćwiczeń. „Sposób na matmę” to publikacja pop, przeznaczona dla takich właśnie leniwych lub uprzedzonych dzieciaków – według zapowiedzi z okładki kierowana dla uczniów klas III–VI. Jeśli nawet autorka nie pokona wszystkich problemów związanych z lekcjami matematyki, to przynajmniej jako autorytet – zaprezentuje parę sztuczek i parę wskazówek (które wygłaszają jako podstawowe prawdy sami nauczyciele oraz rodzice, ale kto by ich słuchał).

„Sposób na matmę” to książka, która właściwie długo nie może się zacząć. Najpierw autorka przekonuje do siebie: jako ta, która w szkole średniej dwukrotnie oblała matematykę, a później – dzięki dobrej nauczycielce – pokochała ten przedmiot i teraz może zarabiać na życie, ucząc go dzieci. Przyjmuje tony entuzjastyczne, które na dłuższą metę dla dorosłych byłyby bardzo męczące: objawia się to między innymi w podkreślaniu części wyrazów (w tekście zaznaczonych wielkimi literami) – to sposób znany z dziecięcych powieści pop i przetestowany w lekturach dla młodszych nastolatków: pozwala lepiej i bez dodatkowych komentarzy wskazać, na co kładziony jest akcent i co dla autora wypowiedzi liczy się najbardziej. Tu Vanessa Vakharia właściwie unosi się nad ziemią ze swoją miłością do matematyki – i jeśli ktoś podchwyci jej tony, wygra – będzie mógł przechodzić przez kolejne rozdziały i śledzić tłumaczenia podstaw matematyki. Zanim to nastąpi, autorka wiele razy przypomni, jak się uczyć: podsuwa pomysł na wykorzystanie fiszek, zachęca do regularności, do uczenia się z kolegami lub tłumaczenia im zadań, do spisywania i zadawania pytań nauczycielom, do odpowiednio zbilansowanych posiłków, relaksu, do entuzjastycznego nastawienia… w pewnym momencie ma się wrażenie, że już nigdy nie przejdzie do analizowania matematycznych zadań, za to zostanie mistrzem motywacji. Być może jakieś podpowiedzi będą dla dzieci odkryciem – a na pewno czymś wartym przetestowania, skoro podsuwa to autorka książki (a nie nauczyciel albo rodzice), z tego względu długie wprowadzenie do „Sposobu na matmę” da się znieść.

Dalej podpowiada między innymi Vakharia, jak uczyć się tabliczki mnożenia (której opanowanie pamięciowe jest konieczne dla dalszej pracy), uczy, jak czytać liczby, jak zaokrąglać, skupia się na czterech podstawowych działaniach – dodawaniu, odejmowaniu, mnożeniu i dzieleniu, za każdym razem szukając odpowiednich wyjaśnień i wskazówek (na dodawanie można spojrzeć jako na zliczanie pewnych rzeczy, albo zwiększanie. Pokazuje, jak przeprowadzać działania pisemne. Nieco miejsca poświęca „sztuczkom” z mnożenia – czym może przekonać do siebie dzieci, które uważały, że matematyka jest nudna i niczym nie zaskoczy. Zajmuje się również przedstawianiem ułamków zwykłych i dziesiętnych – a na procentach zamyka cały tom.

Jest tu mnóstwo kolorów, mnóstwo energii, schematów, ilustracji, wskazówek i radości. Chodzi o to, żeby jak najbardziej odejść od standardów z podręczników – Vakharia proponuje zamienić matematykę na zabawę. I wychodzi jej to bardzo dobrze, jeśli przekona do siebie dzieci, będzie mogła uzmysłowić im, że lekcje nie muszą być nudne.

środa, 25 grudnia 2019

Thomas C. Foster: Czytaj jak profesor

Fabuła Fraza, Warszawa 2019.

Interpretacje

Z tej książki ucieszą się przede wszystkim licealiści, którzy zmuszani są przez nauczycieli literatury do opowiadania, co wyczytali z utworu poza fabułą. Interpretacji sensu stricto niewielu pedagogów dzisiaj potrafi nauczyć, więc „Czytaj jak profesor” przyda się nie tylko przy odrabianiu zadań. Chociaż sam Thomas C. Foster trochę próbuje zwracać się do uczniów – sugerując tym samym, że to oni są grupą docelową tomu – przypadnie do gustu również szerokiej publiczności, w tym dorosłym, którzy chcieliby nie tylko śledzić akcję, ale jeszcze zrozumieć powiązania i inspiracje autorów. „Czytaj jak profesor” za granicą uzupełnia listy podręczników, u nas ma szanse się przyjąć – a to ze względu na ciekawy sposób prezentowania informacji i na same wskazówki dla naiwnych jeszcze czytelników. Thomas C. Foster jest lepszy niż bryki i opracowania internetowe lektur – uczy myślenia, a nie tylko mechanicznego przyswajania faktów. Potrafi do tego zaintrygować tematem, każdą dawkę wiadomości odpowiednio oprawia, żeby odbiorcy wiedzieli, jak korzystać z podawanych informacji, ale poza tym też – szybciej je zapamiętywali. Pisze jak gawędziarz, jak człowiek z pasją, który doskonale wie, jaki efekt chce osiągnąć. Wielu czytelnikom rozjaśni w głowach – i nawet jeśli wtedy trzeba przebrnąć przez dość opasły tom, warto podjąć taki wysiłek.

Foster uczy, jak rozpracowywać tekst literacki. Przekonuje czytelników, że w gruncie rzeczy zawsze opowiadana jest jedna historia – tyle tylko, że w różnych wariacjach. Wypisuje charakterystyczne skojarzenia z Biblii, żeby pokazać, na jakie chwyty można się wyczulić. Komentuje konstrukcję książek, ale też podpowiada, jak budować historię na bazie znanej fabuły – w tym wypadku baśniowej – żeby zamaskować powiązania z pierwowzorem. Rozbija struktury powieści, wskazuje obowiązkowe składniki i ich realizacje. Wie to, z czego czytelnicy niekoniecznie zdają sobie sprawę – że autorzy chętnie posługują się symbolami i w związku z tym nawet opis pogody może stać się znaczący i nie powinno się go pomijać. I tak po kolei odnosi się do różnych składników opowieści, by wyczulić odbiorców na sygnały płynące z relacji. Dzięki takiemu poprowadzeniu czytelnicy będą wkrótce w stanie nie tylko odkrywać sekrety zakodowane w książkach, ale też – czerpać radość z deszyfrowania znaczeń. W efekcie „czytanie jak profesor”, które w punkcie wyjścia ma być sposobem na poprawienie swojej pozycji w szkole lub – w ramach czytania dla siebie – może zamienić się w przygodę. Thomas C. Foster może też przydać się jako przewodnik lekturowy dla ludzi próbujących swoich sił w literaturze – bo przez to, że autor dociera do źródeł tworzenia, pokazuje mechanizmy i ujawnia powiązania, da się go odbierać jako zestaw wskazówek do kreatywnego pisania. „Czytaj jak profesor” ma zatem więcej wymiarów niż ten podkreślany przez autora i wydawcę. Dobrze napisany, bogaty w wiele mówiące przykłady, jest to podręcznik czytania, po który sięgnąć powinien na pewno każdy maturzysta – i każdy, kto chce poznać wstęp do literaturoznawczego warsztatu.

czwartek, 12 stycznia 2017

Monika Bryl: Rynek sztuki w Polsce. Poradnik dla kolekcjonerów i inwestorów

PWN, Warszawa 2016.

Początek kolekcji

Każdy może zostać kolekcjonerem dzieł sztuki: dla niektórych to inwestycja pewniejsza niż bankowe lokaty. Monika Bryl przygotowuje książkę, która pozwoli lepiej orientować się w świecie wytworów artystów – daje podstawy zajmowania się dziełami sztuki i charakteryzuje rynek z kilku perspektyw. Opowiada o pracy antykwariuszy i historyków sztuki, podaje przykładowe ceny prac (nie tylko z dziedziny malarstwa), ale komentuje też działalność fałszerzy. Tłumaczy, czym różni się kopia od repliki, a te od falsyfikatu, wyjaśnia, na jakie elementy zwracać uwagę, gdy chce się sprawdzić autentyczność dzieła. Sięga po cały arsenał chwytów od testów możliwych do wykonania przez niewprawnego amatora po metody fachowe. Mówi też o samym procesie tworzenia: o udziale uczniów artystów w produkowaniu dzieł, o odpowiedziach na zainteresowanie odbiorców. Nie umniejsza roli wyczucia – ale tu już żadne wskazówki nie pomogą. Chociaż momentami autorka sprawia wrażenie, jakby chciała nauczyć wykonywania ekspertyz (i demaskowania fałszerstw), znajduje miejsce i na całkowicie podstawowe komentarze. Uświadamia odbiorcom, jak powinna wyglądać rozmowa z marszandem i jakich błędów nie popełniać, żeby zyskać szansę na udane transakcje w przyszłości. Przeprowadza przez przydatne strony internetowe oraz miejsca o wysokiej renomie. Od czasu do czasu wprowadza też anegdoty ku przestrodze – dowody na to, że w świecie sztuki nie wszystko da się przewidzieć czy stuprocentowo ocenić.

W tomie pojawiają się informacje na temat poszczególnych zawodów związanych z obrotem dzieł sztuki, kwestie prawne obowiązujące na przykład antykwariuszy, ale i wiadomości na temat technik tworzenia (z wykorzystaniem różnych materiałów). Książka może się przydać również ciekawym tajników warsztatu. Wprawdzie wskazywanie na nieudolność czy niedokładność jako podstawowy wyróżnik falsyfikatu nie wydaje się argumentem do końca przekonującym, ale Monika Bryl w trakcie wywodu dość dokładnie analizuje rozmaite wpadki fałszerzy – niewłaściwy dobór materiałów lub nieodpowiednie do epoki wykończenia, a nawet nieumiejętne patynowanie. To wszystko może nie wychowa pokolenia znawców na pierwszy rzut oka właściwie oceniających wartość dzieła, ale pozwoli zainteresowanym tematem przynajmniej wejść w świat rynku sztuki. Oczywiście w książce jest też mowa o dokumentacjach i ekspertyzach – ale nie do wszystkich dzieł odnosi się to w podobnym stopniu. Monika Bryl podpowiada, jak zostać kolekcjonerem, ale nauczy też odpowiednich działań tych, którzy chcieliby sprzedać posiadane obrazy czy przedmioty. Ta autorka do tematu rynku sztuki w Polsce podchodzi kompleksowo. Z jednej strony zaspokaja ciekawość zwykłych obserwatorów (tym najbardziej spodoba się rozdział z astronomicznymi cenami za niektóre dzieła), z drugiej – przekazuje i od razu pogłębia wiedzę na temat przedmiotów z przeszłości. Co ciekawe, nie ceni sztuki współczesnej (albo jako znak naszych czasów pokazuje tandetę i kicz), zajmuje się tym, co już uznane. Ta książka staje się podręcznikiem dla muzealników i antykwariuszy, a i dla prywatnych kolekcjonerów, może być też ciekawym uzupełnieniem dla tych, którzy zaczynają zajmować się sztuką. W aneksie pojawia się kilka fotograficznych przykładów dzieł i ich kopii z zaznaczeniem, na co zwrócić uwagę przy ocenianiu przedmiotu – i to również element cenny dla czytelników, zgrabnie podsumowujący wskazówki z książki. Monika Bryl chce zapełnić lukę w pisaniu o rynku sztuki – proponuje czytelnikom potężny i dobrze przygotowany tom, który przyniesie odpowiedzi na wiele pytań. Ta autorka budzi zaufanie, może więc wprowadzić odbiorców w mechanizmy handlu dziełami sztuki. Robi to fachowo i z uwzględnieniem sporej dawki smakowitych historii.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Agnieszka Łubkowska: Elementarz dla dzieci z dysleksją

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Czytanki

Nic nie stoi na przeszkodzie, by „Elementarz dla dzieci z dysleksją” traktować jako elementarz dla wszystkich nastolatków. Agnieszka Łubkowska wprowadza drobne ćwiczenia relaksacyjne, które mają wspomóc koncentrację, ale tomik prowadzi zupełnie zwyczajnie. Kolejne litery alfabetu (łącznie z „polskimi” literami – czyli ć czy ę) otwierają minirozdziały. Litery przedstawiane są na całą stronę i w wersji drukowanej – obok siebie wielka i mała. Dalej pojawia się zestaw malutkich obrazków z podpisami. Ale uwaga: tylko część nazw zawiera daną literę i to w różnych miejscach. Przy „ć” znajdziemy więc ćmę, liść, sześć, ale i… choinkę. To ćwiczenie dla dziecka: powinno wskazać obrazki, które da się opisać słowem z literą „ć”. Istnieje tu też krótka porada dla rodzica – jak wprowadzać nieznane pojęcia i jak zwracać uwagę na konkretne litery. Zadanie bywa utrudnione choćby przez ubezdźwięcznienia, ale nad tym autorka się nie rozwodzi. Po prezentacji liter alfabetu nadchodzi czas na krótką czytankę edukacyjną. Łubkowska sięga po kilkuzdaniowe historyjki informacyjne. Dzieci dowiedzą się, czym jest igloo, kosmos czy pioruny, poznają tygrysy i zwyczaje wiewiórek. Krótkie historyjki są tak napisane, by wzbudzać ciekawość dzieci i od razu ją zaspokajać. Przypominają szkolne czytanki – nie są przygotowywane dla rozrywki (a przynajmniej – nie tylko). Do tego warto zaznaczyć, że autorka wcale nie dąży do literowych nadmiarów, stawia na zwyczajność tekstów i w pewnym sensie utrudnia dzieciom zadanie – mali odbiorcy mają wskazywać patyczkiem poznawaną właśnie literę. Nie jest to takie proste w gąszczu innych liter. Zwłaszcza że tylko pierwsze przykłady zaznaczane są wytłuszczenie. Te czytanki mogą prezentować maluchom dorośli – ale i same dzieci będą na nich ćwiczyć sztukę czytania. Pod tym kątem to tomik dla maluchów już umiejących czytać – nie odstraszą ich wieloznaki ani objętość tekstu. Kiedy Agnieszka Łubkowska przechodzi do dwuznaków i głosek obejmujących więcej liter, rezygnuje z czytanek, poprzestaje na samych wyrazowych zabawach.

Nie ma tu urozmaicania zadań, jest rzetelne przygotowanie najmłodszych do samodzielnych lektur. Ilustracje Joanny Kłos stanowią raz element zabaw i ćwiczeń (trzeba rozpoznać, co jest na rysunku, żeby zastanowić się nad wyrazem, który to określi), raz – ozdobnik przy czytankach. Kłos nie ucieka od drobnych żartów, pozwala postaciom robić miny, sugeruje bajkowość ich świata mimo odgórnie narzuconego realizmu. Całość sprawia przyjemne wrażenie: tomik jest estetyczny, ładnie wydany i do tego unika chaosu, tak częstego w publikacjach spod znaku pop.

„Elementarz dla dzieci z dysleksją” jest książką użytkową, ma służyć ćwiczeniu umiejętności czytania. Zapewnia też maluchom zabawy i zagadki (jeśli rodzice potraktują tomik w odpowiedni sposób). Zawiera cały zbiór ciekawostek z wielu dziedzin – pokazuje życie w różnych miejscach, co może zachęcić najmłodszych do pogłębiania wiedzy. Zwykłe czytanki nie są tutaj naiwne, a dostosowane do percepcji kilkulatków – zwłaszcza pod względem tematycznym, chociaż i wielkiego skomplikowania językowego tutaj nie ma. Nie trzeba zatem przejmować się tytułem (mimo że dysleksję stwierdza się u coraz większej liczby dzieci) – tylko potraktować tomik jak rzeczywistą pomoc w ćwiczeniu czytania dla wszystkich. Ta książka przyda się rodzicom sześcio- czy siedmiolatków jako ciekawa alternatywa szkolnych podręczników – młodsze dzieci też mogą polubić literowe wyzwania i zaangażować się w szukanie określonych znaków.

środa, 20 lipca 2016

E-marketing. Współczesne trendy. Pakiet startowy. Red merytoryczna Jarosław Królewski i Paweł Sala

PWN, Warszawa 2016.

Nowe media

Potężny tom „E-marketing. Współczesne trendy. Pakiet startowy” zasługuje na kolejne wydania i na miano bestsellera. Dla handlowców, którzy jako narzędzie pracy wykorzystują internet, a większość z nich musi iść z duchem czasu – ten podręcznik jest jak biblia. Ale nawet zwykli czytelnicy z zainteresowaniem śledzić będą wybrane rozdziały, żeby dowiedzieć się czegoś o mechanizmach działania sprzedawców w internecie.

Ta książka przygotowywana jest przez różnych autorów, ale nie stanowi tomu pokonferencyjnego. Wszelkie definicje, statystyki i dane trafiły do pierwszych rozdziałów, nikt z autorów w dalszej części publikacji nie musi stosować „rozbiegówek” – ogólnikowych i do znudzenia powtarzanych wyjaśnień. „E-marketing” najpierw więc zapewnia podstawy – i można tu odnotować, że przystępnie i w ciekawy sposób przedstawiane – jedynie drobny fragment z danymi statystycznymi może być atrakcyjny tylko dla specjalistów w synchronicznej w dodatku lekturze, później już będzie tylko ciekawostką ze względu na dezaktualizacje. Później następuje w konstrukcji podręcznika uściślanie wybranych zagadnień, bez których trudno dziś sobie wyobrazić sprzedaż w internecie. Wszyscy autorzy trzymają dobry, równy poziom tekstów (albo tak fantastycznie spisują się redaktorzy), znają opisywane mechanizmy nie tylko od strony teoretycznej – podają trafne przykłady, na których łatwiej zaobserwować zmiany. W tej książce na pierwszy plan wysuwają się tematy gdzie indziej pomijane lub traktowane po macoszemu.

To, że ważnym motywem w e-marketingu są media społecznościowe, nikogo już nie dziwi. W rozdziałach znaleźć też można rozwiązania ze sklepów internetowych, copywritingu czy budowania platform zakupowych. Ale pojawiają się nawet zalążki internetu rzeczy i motyw reklamy czy oferty personalizowanej, wysyłanej bezpośrednio na urządzenie mobilne klienta tradycyjnego sklepu. Do tego cały szereg wskazówek: jak przygotowywać mailing (i samą bazę danych), jak często go wysyłać, jak tworzyć wizerunek marki w sieci. Książka zapewnia przegląd narzędzi do monitorowania skuteczności działań w internecie. Prezentuje też wybrane aspekty prawne marketingu i uczy pracy z ludźmi z branży reklamowej. Niby każdy tekst jest osobną całostką i można czytać tylko o wybranych tematach – ale tak naprawdę „E-marketing” działa jak niewiele podręczników: rozbudza ciekawość i pozwala ją zaspokoić. W końcu nawet jeśli czytelnicy nie należą do docelowej grupy odbiorców, e-marketing dotyczy ich bezpośrednio, więc warto do tej lektury się przymierzyć.

Niektóre zagadnienia zostały tylko zasygnalizowane, bo trudno byłoby analizować choćby zasady projektowania nowego typu stron internetowych – ale zawsze autorzy rozdziałów wiedzą, dokąd kierować zainteresowanych. W ten sposób obszerny tom pomaga orientować się w dzisiejszych trendach. Sprzedawcom podpowiada najskuteczniejsze współczesne metody działania (i często też akcentuje ich odejście od tradycyjnych, standardowych pomysłów), klientów uczula na to, co ich czeka w najbliższej przyszłości, uczy też – i to obie strony – swoistej marketingowej „etykiety” (co powinno minimalizować i nachalność sprzedawców, i lęk kupujących przed agresywnymi i wszechobecnymi reklamami).

„E-marketing” to imponujący podręcznik. Najlepsze z dostępnych obecnie kompendium wiedzy o tym, co dzieje się na rynku nowych mediów. Przystępny język i zakres poruszanych tematów (oraz sposób ich ujęcia) to zachęta dla zwyczajnych czytelników – i nie przekreśla to fachowości czy przydatności tomu dla wyspecjalizowanej grupy odbiorców. Ta książka została rzetelnie przygotowana, mimo stosunkowo niedawnych zjawisk. Autorzy dokładnie rozczytują zaobserwowane mechanizmy, zapewniając wszystkim potężną porcję wiedzy. Warto orientować się w tych zagadnieniach, bo nie da się już od nich uciec, „E-marketing” to książka, którą w swoich zbiorach powinien mieć każdy, kto zamierza wykorzystywać internet jako miejsce promocji swojej działalności – i kto poważnie myśli o czerpaniu korzyści z obecności w nowych mediach.