Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Zabawa
Dawno już odeszło do lamusa przekonanie, że proces zdobywania wiedzy musi być nudny i kojarzyć się wyłącznie z grzecznym siedzeniem w ławce. Agnieszka Łubkowska w kolejnym tomiku w serii Szkoła i ja nawiązuje do różnych metod wpływających na lepsze zapamiętywanie i przyswajanie nowych wiadomości – i przekonuje, że wcale nie trzeba pracować przy biurku, żeby się uczyć. To prawdziwa gratka dla dzisiejszych przebodźcowanych maluchów – i obietnica zabawy nawet mimo realizowania obowiązku szkolnego. „Uczymy się wszystkimi zmysłami” to zwrócenie uwagi – także rodziców i nauczycieli – na fakt, że różne dzieci potrzebują różnych metod działania. Chodzi tu o to, żeby nie przegapić potrzeb żadnego ucznia. Jedni uczą się przez czytanie, inni przez słuchanie, jeszcze inni – przez ruch. To, co idealnie sprawdza się u kinestetyka, niekoniecznie przyda się wzrokowcowi – ale przecież można łączyć różne podejścia, testować i bawić się, żeby nauka na pewno nie była nudna. Agnieszka Łubkowska wprowadza tu bohaterów, którzy samodzielnie eksperymentują z rodzajami uczenia się – wspierani odpowiednio przez nauczycielkę i mamę. Wiele tu możliwości i wiele podpowiedzi, które da się wcielić w życie. Bohaterowie przede wszystkim przekonują się, jak ciekawie urozmaicać zapamiętywanie. Pracują, wymyślając odpowiednie rysunki, dopasowując kolory, nagrywając podkasty lub śpiewając. Czasami sięgają po bodźce zapachowe, innym razem grają w kalambury – to wszystko starszym pokoleniom będzie zapewne kłócić się z wpajanym przez dekady podejściem do nauki – jednak najmłodsi w ten właśnie sposób najlepiej będą mogli poradzić sobie ze szkolnymi wyzwaniami. Agnieszka Łubkowska zbiera podpowiedzi, które mogłyby pomóc, ale stosuje też całe wyliczenia dla młodszych i starszych odbiorców: dzieci, jeśli czytają książkę samodzielnie, znajdą coś, co zechcą przetestować. Dorośli z kolei zostaną poprowadzeni przez meandry uczenia się – tak, żeby mogli jak najlepiej wspierać swoje pociechy i kontrolować ich pracę. Autorka wprowadza quizy, dzięki którym dzieci przekonają się, która metoda jest dla nich odpowiednia – po stwierdzeniu tego faktu każdy może wrócić do odpowiednich miejsc w książce i wyłuskać stamtąd porady dla siebie. Ważne jest to, że nauka jawi się jako bardzo atrakcyjna – to przedłużenie zabawy, a nie ciężka praca. Autorka podkreśla, że metod efektywnego uczenia się jest wiele – chce, żeby z jej wskazówek skorzystali także nauczyciele. I rzeczywiście warto zaczerpnąć inspiracje z tej pozycji – to droga do poszerzania kompetencji dzieci.
Najważniejsze z perspektywy dorosłych będą tu porady na temat tego, jak zdobywać wiedzę. Jednak wydawnictwo tworzy serię także z myślą o dzieciach. Paulina Radziejewska dba o stronę graficzną, stara się, żeby kolejne rozkładówki były kolorowe, zabawne i interesujące dla najmłodszych – na każdej stronie dzieje się wiele i można tu spędzić sporo czasu na oglądaniu przygód bohaterów. Dzieci w tej publikacji bawią się, kiedy mają się uczyć – a to zachęca do pójścia w ich ślady.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Łubkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agnieszka Łubkowska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 sierpnia 2025
niedziela, 20 lipca 2025
Agnieszka Łubkowska: Sylaby i słowa. Łatwa nauka czytania. Zestaw 20 książek
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Zestaw
Wiele już jest na rynku tomików i propozycji ułatwiających najmłodszym lekcję czytania czy rozpoznawania liter. Szkolne czytanki odchodzą do lamusa, teraz można sobie wybierać abecadła i historie w zależności od własnych zainteresowań i ulubionych gatunków – dzięki temu znacznie łatwiej będzie przekonać dzieci do wysiłku intelektualnego i sprawić, że chętnie przystąpią do poznawania świata książek. I Agnieszka Łubkowska wyróżnia się na tym rynku – w tej gałęzi literatury czwartej czy też pomocy naukowych – bo oferuje odbiorcom potężny i ciężki pakiet. Zestaw dwudziestu książeczek-zeszytów zamkniętych w ładnym pudełku i podzielonych ze względu na formę. Części zostały ułożone zgodnie z rosnącym stopniem trudności. W pierwszej dzieci poznają sylaby z „a”, przy siódmej wkraczają samogłoski nosowe, a przy dziewiątej dwuznaki, przyjdzie też czas na h i ch, na rz i ż, więc można będzie stopniowo wprowadzać także reguły ortografii. Całość zamykają sylaby zamknięte i sylaby ze zmiękczeniami.
Każda książeczka w tekturowej oprawie to kilka stron z bogato ilustrowaną historią (różniącą się od poprzednich bohaterami i sytuacjami, żeby dzieciom nie znudziła się monotonia w przekazie). Przydaje się tutaj forma komiksowa: dzięki charakterystycznym dymkom pojedyncze strony zamieniają się w pojedyncze kadry – łatwo prześledzić, co i kto mówi i o co mu chodzi. Poza dynamicznymi ilustracjami pojawiają się też „pejzaże” – statyczne obrazki, w których widnieją jedynie podpisy pod wybranymi elementami. Historyjki oczywiście skonstruowane są tak, żeby istniała w nich nadreprezentacja wybranego rodzaju sylaby. To ułatwi czytanie (i naukę sylabizowania przy okazji). Łatwo dzięki temu śledzić postępy dziecka, ale też przygotowywać stopniowo do „prawdziwych” lektur.
Ten zestaw robi wrażenie dzięki obfitości drobnych tomików – więc i historyjek z bohaterami, których łatwo polubić. Bywa zwyczajnie, ale też bajkowo i wyobraźniowo, wszystko po to, żeby najmłodsi koncentrowali się na fabułach, a nie na procesie czytania. Sama lektura nie będzie trwała długo: nikt się do niej nie zniechęci, tomiki mogą wyznaczać rytm i cele do osiągnięcia. Zestaw może się spodobać nie tylko rodzicom czy animatorom, ale przede wszystkim ich pociechom – można tu samodzielnie prześledzić całą opowieść bez konieczności proszenia o pomoc, a to pokazuje, dlaczego ludzie sięgają po książki dla przyjemności. Dzieci nie zmęczą się i nie zrażą porażkami, bo na te zwyczajnie nie ma miejsca. Takich propozycji na rynku powinno być jak najwięcej – to sposób na powrót książek do łask społeczeństwa. I w tym wszystkim malutkie obrazkowe publikacje skonstruowane są tak, żeby przyciągać uwagę najmłodszych. Dorośli mogą się zadowolić wyjaśnieniami na okładkach – ale nie pojmą raczej, jak dobra zabawa spotka tu ich pociechy. Nie tylko Agnieszka Łubkowska może być dumna z tej propozycji, ale i całe wydawnictwo – oto na rynku funkcjonuje teraz coś, co przyda się kolejnym pokoleniom. Klasyczna czytanka rozbita na wiele małych zeszytów to coś w sam raz na początek lekturowej przygody. Wszystko jest tu bardzo dobrze wymyślone i warte polecenia.
Zestaw
Wiele już jest na rynku tomików i propozycji ułatwiających najmłodszym lekcję czytania czy rozpoznawania liter. Szkolne czytanki odchodzą do lamusa, teraz można sobie wybierać abecadła i historie w zależności od własnych zainteresowań i ulubionych gatunków – dzięki temu znacznie łatwiej będzie przekonać dzieci do wysiłku intelektualnego i sprawić, że chętnie przystąpią do poznawania świata książek. I Agnieszka Łubkowska wyróżnia się na tym rynku – w tej gałęzi literatury czwartej czy też pomocy naukowych – bo oferuje odbiorcom potężny i ciężki pakiet. Zestaw dwudziestu książeczek-zeszytów zamkniętych w ładnym pudełku i podzielonych ze względu na formę. Części zostały ułożone zgodnie z rosnącym stopniem trudności. W pierwszej dzieci poznają sylaby z „a”, przy siódmej wkraczają samogłoski nosowe, a przy dziewiątej dwuznaki, przyjdzie też czas na h i ch, na rz i ż, więc można będzie stopniowo wprowadzać także reguły ortografii. Całość zamykają sylaby zamknięte i sylaby ze zmiękczeniami.
Każda książeczka w tekturowej oprawie to kilka stron z bogato ilustrowaną historią (różniącą się od poprzednich bohaterami i sytuacjami, żeby dzieciom nie znudziła się monotonia w przekazie). Przydaje się tutaj forma komiksowa: dzięki charakterystycznym dymkom pojedyncze strony zamieniają się w pojedyncze kadry – łatwo prześledzić, co i kto mówi i o co mu chodzi. Poza dynamicznymi ilustracjami pojawiają się też „pejzaże” – statyczne obrazki, w których widnieją jedynie podpisy pod wybranymi elementami. Historyjki oczywiście skonstruowane są tak, żeby istniała w nich nadreprezentacja wybranego rodzaju sylaby. To ułatwi czytanie (i naukę sylabizowania przy okazji). Łatwo dzięki temu śledzić postępy dziecka, ale też przygotowywać stopniowo do „prawdziwych” lektur.
Ten zestaw robi wrażenie dzięki obfitości drobnych tomików – więc i historyjek z bohaterami, których łatwo polubić. Bywa zwyczajnie, ale też bajkowo i wyobraźniowo, wszystko po to, żeby najmłodsi koncentrowali się na fabułach, a nie na procesie czytania. Sama lektura nie będzie trwała długo: nikt się do niej nie zniechęci, tomiki mogą wyznaczać rytm i cele do osiągnięcia. Zestaw może się spodobać nie tylko rodzicom czy animatorom, ale przede wszystkim ich pociechom – można tu samodzielnie prześledzić całą opowieść bez konieczności proszenia o pomoc, a to pokazuje, dlaczego ludzie sięgają po książki dla przyjemności. Dzieci nie zmęczą się i nie zrażą porażkami, bo na te zwyczajnie nie ma miejsca. Takich propozycji na rynku powinno być jak najwięcej – to sposób na powrót książek do łask społeczeństwa. I w tym wszystkim malutkie obrazkowe publikacje skonstruowane są tak, żeby przyciągać uwagę najmłodszych. Dorośli mogą się zadowolić wyjaśnieniami na okładkach – ale nie pojmą raczej, jak dobra zabawa spotka tu ich pociechy. Nie tylko Agnieszka Łubkowska może być dumna z tej propozycji, ale i całe wydawnictwo – oto na rynku funkcjonuje teraz coś, co przyda się kolejnym pokoleniom. Klasyczna czytanka rozbita na wiele małych zeszytów to coś w sam raz na początek lekturowej przygody. Wszystko jest tu bardzo dobrze wymyślone i warte polecenia.
czwartek, 8 maja 2025
Agnieszka Łubkowska: Uczymy się planować
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Organizacja
Bardzo dobra jest ta publikacja – i jeśli jakieś dziecko będzie chciało samodzielnie przetestować podpowiedzi Mai i Franka, dwojga młodych bohaterów, wyjdzie mu to na dobre. „Uczymy się planować” w cyklu Szkoła i ja to praktyczny poradnik z zestawem wskazówek dla tych, którzy mają wrażenie, że marnują czas albo z niczym nie potrafią zdążyć. Odbiorcy mogą nawet poznać zasady gry, w której punkty zdobywa się za wskazanie, co zrobić o konkretnej godzinie: do gry potrzebna jest tarcza zegara i kostka – więc można się pobawić dodatkowo w ćwiczenie liczenia. Maja i Franek na lekcji mają szansę dowiedzieć się, na czym polega efektywne planowanie. I jest tu sporo wyzwań dla kreatywnych maluchów – między innymi świetną zabawą może być tworzenie ściennego planera, który pokaże w odpowiednim momencie, co akurat trzeba zrobić i czym warto się zająć. Do tego rodzice wpadają na genialny pomysł (owszem, ludzie przez pokolenia powtarzają to swoim pociechom, ale może autorytet bohaterów książeczki zadziała) – podpowiadają, żeby przed snem spakować plecak na następny dzień, wtedy ma się więcej czasu rano i można bez pośpiechu na przykład zjeść śniadanie. Dzięki tomikowi „Uczymy się planować” zwykła rutyna zamienić się może w przygodę, w dodatku wypełnioną sympatycznymi wydarzeniami – sporo tu podpowiedzi dotyczących zabaw. Agnieszka Łubkowska dba o to, żeby odbiorców nie pouczać – nie chce ich zmęczyć suchymi poradami, dlatego też wprowadza kolejne tematy w formie ciekawostek i zadań do wykonania. To uczy systematyczności, ale też pozwala zyskać czas na przyjemności. Autorka podpowiada, czym są priorytety, czym różnią się sprawy ważne od spraw pilnych, jak organizować sobie zajęcia, żeby ze wszystkim zdążyć. Przypomina o roli systematyczności – rozpisuje na dni naukę wiersza „na za tydzień” – tak, żeby w żadnym momencie nie zajęło to zadanie zbyt dużo czasu, a żeby przyniosło określone efekty. Pisze o tym, jak dzielić zadania i jak je układać – co trzeba zrobić najpierw, żeby udało się zmieścić trochę rozrywek. Zdarzają się oczywiście zagadnienia, które dzieci niespecjalnie przekonają, jak na przykład konieczność zachowania porządku – wielu uczniów będzie wolało tkwić w zabałaganionych przestrzeniach tylko po to, żeby nie musieć sprzątać – ale jeśli ktoś zechce pójść w ślady bohaterów, dowie się między innymi, jak w planowaniu i w organizowaniu zadań przydaje się puste biurko albo czyste powietrze. Dla niektórych mogą to być ważne odkrycia. „Uczymy się planować” to książka bardzo ładnie zilustrowana – wszystkie wskazówki, podpowiedzi i tematy zostały ciekawie rozplanowane na stronach, tak, żeby znalazło się miejsce na obrazki – ale też tak, żeby porcjować wiadomości, żeby dzieci ni zetknęły się z litym blokiem tekstu zniechęcającym do czytania. Można zatem z przyjemnością oglądać tomik i cieszyć się jego estetyką. A ponieważ pomysł na opracowanie graficzne pasuje do tematu – być może to właśnie obrazki zainspirują najmłodszych do wprowadzenia zmian do swojego harmonogramu.
Organizacja
Bardzo dobra jest ta publikacja – i jeśli jakieś dziecko będzie chciało samodzielnie przetestować podpowiedzi Mai i Franka, dwojga młodych bohaterów, wyjdzie mu to na dobre. „Uczymy się planować” w cyklu Szkoła i ja to praktyczny poradnik z zestawem wskazówek dla tych, którzy mają wrażenie, że marnują czas albo z niczym nie potrafią zdążyć. Odbiorcy mogą nawet poznać zasady gry, w której punkty zdobywa się za wskazanie, co zrobić o konkretnej godzinie: do gry potrzebna jest tarcza zegara i kostka – więc można się pobawić dodatkowo w ćwiczenie liczenia. Maja i Franek na lekcji mają szansę dowiedzieć się, na czym polega efektywne planowanie. I jest tu sporo wyzwań dla kreatywnych maluchów – między innymi świetną zabawą może być tworzenie ściennego planera, który pokaże w odpowiednim momencie, co akurat trzeba zrobić i czym warto się zająć. Do tego rodzice wpadają na genialny pomysł (owszem, ludzie przez pokolenia powtarzają to swoim pociechom, ale może autorytet bohaterów książeczki zadziała) – podpowiadają, żeby przed snem spakować plecak na następny dzień, wtedy ma się więcej czasu rano i można bez pośpiechu na przykład zjeść śniadanie. Dzięki tomikowi „Uczymy się planować” zwykła rutyna zamienić się może w przygodę, w dodatku wypełnioną sympatycznymi wydarzeniami – sporo tu podpowiedzi dotyczących zabaw. Agnieszka Łubkowska dba o to, żeby odbiorców nie pouczać – nie chce ich zmęczyć suchymi poradami, dlatego też wprowadza kolejne tematy w formie ciekawostek i zadań do wykonania. To uczy systematyczności, ale też pozwala zyskać czas na przyjemności. Autorka podpowiada, czym są priorytety, czym różnią się sprawy ważne od spraw pilnych, jak organizować sobie zajęcia, żeby ze wszystkim zdążyć. Przypomina o roli systematyczności – rozpisuje na dni naukę wiersza „na za tydzień” – tak, żeby w żadnym momencie nie zajęło to zadanie zbyt dużo czasu, a żeby przyniosło określone efekty. Pisze o tym, jak dzielić zadania i jak je układać – co trzeba zrobić najpierw, żeby udało się zmieścić trochę rozrywek. Zdarzają się oczywiście zagadnienia, które dzieci niespecjalnie przekonają, jak na przykład konieczność zachowania porządku – wielu uczniów będzie wolało tkwić w zabałaganionych przestrzeniach tylko po to, żeby nie musieć sprzątać – ale jeśli ktoś zechce pójść w ślady bohaterów, dowie się między innymi, jak w planowaniu i w organizowaniu zadań przydaje się puste biurko albo czyste powietrze. Dla niektórych mogą to być ważne odkrycia. „Uczymy się planować” to książka bardzo ładnie zilustrowana – wszystkie wskazówki, podpowiedzi i tematy zostały ciekawie rozplanowane na stronach, tak, żeby znalazło się miejsce na obrazki – ale też tak, żeby porcjować wiadomości, żeby dzieci ni zetknęły się z litym blokiem tekstu zniechęcającym do czytania. Można zatem z przyjemnością oglądać tomik i cieszyć się jego estetyką. A ponieważ pomysł na opracowanie graficzne pasuje do tematu – być może to właśnie obrazki zainspirują najmłodszych do wprowadzenia zmian do swojego harmonogramu.
czwartek, 12 września 2024
Agnieszka Łubkowska: Ćwiczymy koncentrację
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Spokój
Dwoje dzieci, ośmiolatki - Ada i Kuba - mają czasami problemy ze skupieniem się na lekcjach (lub na innych obowiązkach). W serii Szkoła i ja Anieszka Łubkowska proponuje zatem zestaw obrazków i ćwiczeń, które pozwolą ćwiczyć koncentrację i uczyć się wyciszania w takich momentach. Ada i Kuba mają stać się przewodnikami dla odbiorców - to oni potrzebują wsparcia i to oni testują na sobie kolejne zadania. Chodzi o to, żeby nie pouczać nadmiernie odbiorców, a żeby podsunąć im oraz im rodzicom sprytne sztuczki na trening. Autorka zwraca uwagę na znaczenie koncentracji w codziennym życiu (zwłaszcza w szkole), pokazuje, kiedy koncentracja jest niezbędna, przypomina, jaką rolę odgrywa sen, ćwiczenia fizyczne, odpowiednie jedzenie. Wymienia rozpraszacze charakterystyczne w dzisiejszym świecie - zwraca uwagę na działanie elektronicznych gadżetów na uważność u dzieci, podkreśla konsekwencje przebodźcowania. Jednak najważniejsze są tutaj podpowiedzi i porady, jak się zachowywać, kiedy trzeba zawalczyć o skupienie i skoncentrować się na przykład przed odrabianiem zadań. Ćwiczenia tu przedstawiane najlepiej wykonywać w parach - dzieci z książki radzą sobie najczęściej same, jedno przyjmuje rolę przewodnika, drugie - wykonuje zadania, ale zdarza się, że oboje - Ada i Kuba - czekają na wskazówki kogoś dorosłego. Dla odbiorców to jasny sygnał - można bez problemu czytać książkę z dzieckiem, albo podsunąć ją rodzeństwu do wzajemnej pracy. Ćwiczenia zostały opisane dokładnie, krok po kroku i tak, żeby łatwo było je zapamiętać dzieciom. Do tego pojawiają się komentarze, które rozwiewają wątpliwości, czy aby na pewno takie zadania przyniosą właściwy efekt. Jeśli jakieś ćwiczenie wydaje się zbyt trudne, przeważnie bohaterowie uprzedzają takie komentarze ze strony dzieci - podkreślają, że zadanie wymaga więcej wysiłku, ale też nagrodą jest zyskanie kolejnej supermocy. To powinno maluchy przekonać.
Książka jest bogato ilustrowana - Paulina Nachman stara się cały czas przytrzymywać dzieci przy tomiku, zachęcać je do wertowania publikacji i do sprawdzania, jakie pomysły przyniesie autorka. Szkolny świat pozbawiony jest wprawdzie ostrych i kontrastowych kolorów, ale nasycone barwy przyciągają wzrok i przypominają o zwyczajności odbiorców. Sporo dzieci dzisiaj ma problemy z koncentracją z różnych względów - dlatego książka "Ćwiczymy koncentrację" może się dla nich okazać wybawieniem i zestawem bardzo przydatnych wskazówek. Warto pochylić się nad kolejnymi ćwiczeniami, żeby usprawnić działania dzieci, warto też przeanalizować drugoplanowe podpowiedzi - te związane z organizacją trybu życia czy doborem posiłków - w końcu brak skupienia staje się już niemal chorobą cywilizacyjną, czas na to, żeby rodzice świadomie wybierali elementy otoczenia wpływające na rozwój dziecka. "Ćwiczymy koncentrację" to ważna propozycja - konieczna dla wszystkich animatorów i wychowawców, pedagogów, ale i troskliwych rodziców, którzy chcą zapewnić dzieciom jak najlepszy start w proces edukacji. To bardzo konkretna pozycja, wypełniona wartościowymi uwagami. Pomocna we wprowadzaniu dziecka w szkolne obowiązki - ale też upraszczająca codzienną komunikację.
Spokój
Dwoje dzieci, ośmiolatki - Ada i Kuba - mają czasami problemy ze skupieniem się na lekcjach (lub na innych obowiązkach). W serii Szkoła i ja Anieszka Łubkowska proponuje zatem zestaw obrazków i ćwiczeń, które pozwolą ćwiczyć koncentrację i uczyć się wyciszania w takich momentach. Ada i Kuba mają stać się przewodnikami dla odbiorców - to oni potrzebują wsparcia i to oni testują na sobie kolejne zadania. Chodzi o to, żeby nie pouczać nadmiernie odbiorców, a żeby podsunąć im oraz im rodzicom sprytne sztuczki na trening. Autorka zwraca uwagę na znaczenie koncentracji w codziennym życiu (zwłaszcza w szkole), pokazuje, kiedy koncentracja jest niezbędna, przypomina, jaką rolę odgrywa sen, ćwiczenia fizyczne, odpowiednie jedzenie. Wymienia rozpraszacze charakterystyczne w dzisiejszym świecie - zwraca uwagę na działanie elektronicznych gadżetów na uważność u dzieci, podkreśla konsekwencje przebodźcowania. Jednak najważniejsze są tutaj podpowiedzi i porady, jak się zachowywać, kiedy trzeba zawalczyć o skupienie i skoncentrować się na przykład przed odrabianiem zadań. Ćwiczenia tu przedstawiane najlepiej wykonywać w parach - dzieci z książki radzą sobie najczęściej same, jedno przyjmuje rolę przewodnika, drugie - wykonuje zadania, ale zdarza się, że oboje - Ada i Kuba - czekają na wskazówki kogoś dorosłego. Dla odbiorców to jasny sygnał - można bez problemu czytać książkę z dzieckiem, albo podsunąć ją rodzeństwu do wzajemnej pracy. Ćwiczenia zostały opisane dokładnie, krok po kroku i tak, żeby łatwo było je zapamiętać dzieciom. Do tego pojawiają się komentarze, które rozwiewają wątpliwości, czy aby na pewno takie zadania przyniosą właściwy efekt. Jeśli jakieś ćwiczenie wydaje się zbyt trudne, przeważnie bohaterowie uprzedzają takie komentarze ze strony dzieci - podkreślają, że zadanie wymaga więcej wysiłku, ale też nagrodą jest zyskanie kolejnej supermocy. To powinno maluchy przekonać.
Książka jest bogato ilustrowana - Paulina Nachman stara się cały czas przytrzymywać dzieci przy tomiku, zachęcać je do wertowania publikacji i do sprawdzania, jakie pomysły przyniesie autorka. Szkolny świat pozbawiony jest wprawdzie ostrych i kontrastowych kolorów, ale nasycone barwy przyciągają wzrok i przypominają o zwyczajności odbiorców. Sporo dzieci dzisiaj ma problemy z koncentracją z różnych względów - dlatego książka "Ćwiczymy koncentrację" może się dla nich okazać wybawieniem i zestawem bardzo przydatnych wskazówek. Warto pochylić się nad kolejnymi ćwiczeniami, żeby usprawnić działania dzieci, warto też przeanalizować drugoplanowe podpowiedzi - te związane z organizacją trybu życia czy doborem posiłków - w końcu brak skupienia staje się już niemal chorobą cywilizacyjną, czas na to, żeby rodzice świadomie wybierali elementy otoczenia wpływające na rozwój dziecka. "Ćwiczymy koncentrację" to ważna propozycja - konieczna dla wszystkich animatorów i wychowawców, pedagogów, ale i troskliwych rodziców, którzy chcą zapewnić dzieciom jak najlepszy start w proces edukacji. To bardzo konkretna pozycja, wypełniona wartościowymi uwagami. Pomocna we wprowadzaniu dziecka w szkolne obowiązki - ale też upraszczająca codzienną komunikację.
niedziela, 7 kwietnia 2019
Agnieszka Łubkowska: Nauka czytania
Nasza Księgarnia, Warszawa 2019. (wznowienie)
Litery w lekcjach
Ta książka powraca na rynek po niecałych trzech latach od premiery – i nic dziwnego, Agnieszka Łubkowska proponuje bowiem dzieciom i ich rodzicom elementarz pozbawiony graficznej przesady i bodźców odciągających uwagę od nauki liter. „Nauka czytania” to książka, która przyda się jako pomoc dla kilkulatków uczących się czytać – albo dla tych maluchów, które jeszcze przed pójściem do szkoły są ciekawe liter i chciałyby je poznawać. Autorka przy tym stawia na uniwersalne czytanki o wymowie edukacyjnej, nie zajmuje się wymyślaniem bajek, za to wybiera ciekawostki ze świata zwierząt i zjawisk przyrodniczych – by przedstawić je w krótkich tekstach. Tak podawane wiadomości stają się znakomitą zachętą do czytania, więc i do wzmożenia wysiłków w celu śledzenia wyrazów.
Trochę różni się konstrukcja książki od typowych szkolnych elementarzy – tutaj nie ma bowiem podziału na teksty ze względu na stopień trudności czy obecność konkretnych głosek. Najpierw alfabet (z uwzględnieniem miękkości i samogłosek nosowych!). Każda litera zajmie dwie rozkładówki. Najpierw jej wersja wielka i mała – na całą stronę, tak, by oswoić dziecko z kształtem, przyciągnąć uwagę, a może też i zaintrygować. Dalej zestaw kilku małych rysunków. Uwaga: nie ma tu tendencyjności, autorka nie gromadzi przykładów zaczynających się na omawianą literę, a takie, które tę literę w dowolnej pozycji wyrazowej zawierają – oraz takie, które jej nie zawierają. Tu objawia się interaktywność tomiku. Rysunki to zagadki dla dzieci – wiadomo, że maluch ma na widok ilustracji powiedzieć, co przedstawia. Na wszelki wypadek pojawiają się też pisane podpowiedzi (i nikt nie będzie miał dziecku za złe, że „ściąga”, w końcu jeśli opanuje umiejętność czytania, żeby oszukiwać przy zgadywankach – to po prostu przyspieszy cel lektury). Na marginesie pojawia się pytanie do dziecka (który obrazek przedstawia słowo zawierające daną literę) oraz porada dla rodzica (wskazówki rozmowy z maluchem nad książką). Następna rozkładówka to już „czytanka”: kilkuzdaniowa opowiastka ozdabiana rysunkami większymi niż te przy zagadce – również wzbogacona o wskazówki dla dzieci i rodziców (dziecko powinno patyczkiem do szaszłyków pokazywać litery w kolejnych wyrazach; pierwsze są wytłuszczone, kolejne trzeba będzie znaleźć, a rodzice otrzymują poradę, jak pracować z pociechą). I teraz: Agnieszka Łubkowska proponuje czytanki o zwierzętach, czasami oczywiste (f to foki), czasami mniej oczywiste (ą przedstawia się w historyjce o zwyczajach węży). Podsuwa wiadomości ciekawe, nie zawsze dostępne maluchom (cykady), a bywa, że i o wysokim jak na czytanki dla początkujących stopniu skomplikowania (nie wiadomo, czy koń lubi pedikiur). Autorka wyraźnie pamięta o tym, że nad książką pracować będą razem z dziećmi rodzice – i w razie czego wyjaśnią wszelkie wątpliwości oraz wytłumaczą trudniejsze słowa.
Większa część książki to czytanki dotyczące poszczególnych liter, po przejściu całego alfabetu Łubkowska wprowadza jeszcze dwuznaki zanim przejdzie do nauki sylabizowania. Uczy dzieci dzielenia wyrazów na sylaby dzięki klaskaniu (to w sumie najprostsza metoda, żeby wyćwiczyć tę umiejętność), następnie pokazuje, jak sylaby składać w całe wyrazy. Przy każdym z rozdziałów istnieje podpowiedź, jak ćwiczyć nową umiejętność. Każdy rozdział zaczyna też autorka od propozycji relaksu, wyciszenia się, przygotowania do pracy, przypomina o robieniu niezbędnych przerw i o tym, jak dawkować zadania. Tak skonstruowana książka przydaje się dzieciom – ich nauczycielom i rodzicom – uczy samego procesu nauki czytania – i sprawia, że każdy maluch może zacząć poznawać litery, kiedy tylko wyrazi na to ochotę.
Litery w lekcjach
Ta książka powraca na rynek po niecałych trzech latach od premiery – i nic dziwnego, Agnieszka Łubkowska proponuje bowiem dzieciom i ich rodzicom elementarz pozbawiony graficznej przesady i bodźców odciągających uwagę od nauki liter. „Nauka czytania” to książka, która przyda się jako pomoc dla kilkulatków uczących się czytać – albo dla tych maluchów, które jeszcze przed pójściem do szkoły są ciekawe liter i chciałyby je poznawać. Autorka przy tym stawia na uniwersalne czytanki o wymowie edukacyjnej, nie zajmuje się wymyślaniem bajek, za to wybiera ciekawostki ze świata zwierząt i zjawisk przyrodniczych – by przedstawić je w krótkich tekstach. Tak podawane wiadomości stają się znakomitą zachętą do czytania, więc i do wzmożenia wysiłków w celu śledzenia wyrazów.
Trochę różni się konstrukcja książki od typowych szkolnych elementarzy – tutaj nie ma bowiem podziału na teksty ze względu na stopień trudności czy obecność konkretnych głosek. Najpierw alfabet (z uwzględnieniem miękkości i samogłosek nosowych!). Każda litera zajmie dwie rozkładówki. Najpierw jej wersja wielka i mała – na całą stronę, tak, by oswoić dziecko z kształtem, przyciągnąć uwagę, a może też i zaintrygować. Dalej zestaw kilku małych rysunków. Uwaga: nie ma tu tendencyjności, autorka nie gromadzi przykładów zaczynających się na omawianą literę, a takie, które tę literę w dowolnej pozycji wyrazowej zawierają – oraz takie, które jej nie zawierają. Tu objawia się interaktywność tomiku. Rysunki to zagadki dla dzieci – wiadomo, że maluch ma na widok ilustracji powiedzieć, co przedstawia. Na wszelki wypadek pojawiają się też pisane podpowiedzi (i nikt nie będzie miał dziecku za złe, że „ściąga”, w końcu jeśli opanuje umiejętność czytania, żeby oszukiwać przy zgadywankach – to po prostu przyspieszy cel lektury). Na marginesie pojawia się pytanie do dziecka (który obrazek przedstawia słowo zawierające daną literę) oraz porada dla rodzica (wskazówki rozmowy z maluchem nad książką). Następna rozkładówka to już „czytanka”: kilkuzdaniowa opowiastka ozdabiana rysunkami większymi niż te przy zagadce – również wzbogacona o wskazówki dla dzieci i rodziców (dziecko powinno patyczkiem do szaszłyków pokazywać litery w kolejnych wyrazach; pierwsze są wytłuszczone, kolejne trzeba będzie znaleźć, a rodzice otrzymują poradę, jak pracować z pociechą). I teraz: Agnieszka Łubkowska proponuje czytanki o zwierzętach, czasami oczywiste (f to foki), czasami mniej oczywiste (ą przedstawia się w historyjce o zwyczajach węży). Podsuwa wiadomości ciekawe, nie zawsze dostępne maluchom (cykady), a bywa, że i o wysokim jak na czytanki dla początkujących stopniu skomplikowania (nie wiadomo, czy koń lubi pedikiur). Autorka wyraźnie pamięta o tym, że nad książką pracować będą razem z dziećmi rodzice – i w razie czego wyjaśnią wszelkie wątpliwości oraz wytłumaczą trudniejsze słowa.
Większa część książki to czytanki dotyczące poszczególnych liter, po przejściu całego alfabetu Łubkowska wprowadza jeszcze dwuznaki zanim przejdzie do nauki sylabizowania. Uczy dzieci dzielenia wyrazów na sylaby dzięki klaskaniu (to w sumie najprostsza metoda, żeby wyćwiczyć tę umiejętność), następnie pokazuje, jak sylaby składać w całe wyrazy. Przy każdym z rozdziałów istnieje podpowiedź, jak ćwiczyć nową umiejętność. Każdy rozdział zaczyna też autorka od propozycji relaksu, wyciszenia się, przygotowania do pracy, przypomina o robieniu niezbędnych przerw i o tym, jak dawkować zadania. Tak skonstruowana książka przydaje się dzieciom – ich nauczycielom i rodzicom – uczy samego procesu nauki czytania – i sprawia, że każdy maluch może zacząć poznawać litery, kiedy tylko wyrazi na to ochotę.
sobota, 6 października 2018
Agnieszka Łubkowska: Nauka liczenia
Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.
Matematyka w zabawie
Ten edukacyjny cykl wprowadzony przez Naszą Księgarnię cieszy się wśród dzieci, ich rodziców i nauczycieli dużym i w pełni zasłużonym uznaniem. Autorzy pokazują tu różne sposoby wprowadzania do świadomości maluchów podstawowych wiadomości - czy to w zakresie organizacji dnia w domu i przedszkolu, prawidłowej wymowy, czy liczenia. Kiedy już najmłodsi przyswoją sobie wiadomości z zakresu języka polskiego, razem z bohaterami wykonają szereg ćwiczeń logopedycznych, mogą spróbować swoich sił w matematyce, która wcale nie jest straszna. Wystarczy odpowiednie podejście, by zaintrygować i zasugerować dobrą zabawę. Agnieszka Łubkowska znakomicie sprawdza się jako przewodniczka dla kilkulatków i ich rodziców. Prowadzi dwutorową narrację, a do tego odwołuje się do praktycznego wymiaru liczenia. Stara się objaśniać matematykę na czytelnych przykładach, sugeruje, żeby dzieci uczyły się podczas zabawy kasztanami albo fasolkami. Dowiedzą się mali odbiorcy, czym jest dodawanie, odejmowanie, mnożenie czy dzielenie, a także - jak takie działania w wyobraźni wykonywać (przydatne będą na przykład metody z uzupełnianiem rzędów do dziesięciu elementów). Mnożenie to zapełnianie określonej liczby szklanek potrzebnymi akurat przedmiotami, a dzielenie - między innymi operacje na plastelinowej pizzy. Łubkowska przygląda się zadaniom dla dorosłych oczywistym, tematom, nad którymi często rodzice nawet by się nie zastanawiali: ujmuje je z perspektywy malucha. Ogranicza myślenie abstrakcyjne, sprawiając, że stanie się jasne, po co wykonuje się kolejne działania. Automatycznie przygotowuje też do rozwiązywania prostych zadań z treścią: pokazuje “opisowość” matematyki, nie zatrzymuje się na poziomie równań.
Każda rozkładówka zawiera komentarz lub zadanie dla rodzica oraz drugie polecenie dla dziecka. Rodzic dowiaduje się, jak pracować z pociechą, dziecko – jak i co ma ćwiczyć we własnym zakresie. Nie zawsze zadania polegają na liczeniu, czasami to rozpoznawanie znaków matematycznych lub nauka pisania cyfr – wszystko przydatne w procesie edukacji. Ale autorka dba o to, żeby oddalić skojarzenia ze szkołą i tamtejszymi obowiązkami: unika podręcznikowej nudy, wybiera za to rozrywkę. Nakłania kilkulatki do twórczego podejścia do matematyki, namawia, żeby włączyć liczenie do rytmu codziennych zabaw. Dzięki temu oswaja matematykę i sugeruje zestaw przyjemności dla najmłodszych. Bardzo zależy autorce na tłumaczeniu tego, co dzieci zrozumieć muszą - w sposób, którego nie znają z lekcji. Ale na tych publikacjach skorzystają i nauczyciele, to cenna podpowiedź, jak kształcić najmłodszych.
Matematyka po takim tomie kojarzyć się będzie przyjemnie, to zestaw zadań, wśród których kryją się również metody rozpoznawania konkretnych działań albo szybkiego liczenia (przerzucanie się piłką połączone z błyskawicznym dodawaniem). Agnieszka Łubkowska mierzy się z zagadnieniami, do których przed dekadami rzadko przywiązywało się wagę: opracowuje je z dużym zaangażowaniem. Ale na nic zdałyby się wysiłki autorki, gdyby nie ilustracje Joanny Kłos. To ta artystka tworzy łącznik z innymi edukacyjnymi propozycjami Naszej Księgarni, sprawiając, że publikację przyjemnie się też przegląda. Oczywiście łatwiej będzie ćwiczyć liczenie z odpowiednimi rysunkami, to też zaproszenie do zabawy. Jest “Nauka liczenia” propozycją, która przekonuje do arytmetyki. Na końcu książki znajdują się jeszcze określenia związane z miarami – i to kolejny punkt rozrywkowy, dzieci będą przy okazji codziennych ciekawych zabaw i eksperymentów utrwalać wiadomości. “Nauka liczenia” jako tomik edukacyjny przynosi sporo praktycznych wskazówek, informacji, które warto wykorzystać w prezentowaniu najmłodszym zalet matematyki. Jest to również, już poza wartościami edukacyjnymi, po prostu bardzo ładnie wydana książka, nie kojarzy się z podręcznikiem ani szkolnymi lekturami.
Matematyka w zabawie
Ten edukacyjny cykl wprowadzony przez Naszą Księgarnię cieszy się wśród dzieci, ich rodziców i nauczycieli dużym i w pełni zasłużonym uznaniem. Autorzy pokazują tu różne sposoby wprowadzania do świadomości maluchów podstawowych wiadomości - czy to w zakresie organizacji dnia w domu i przedszkolu, prawidłowej wymowy, czy liczenia. Kiedy już najmłodsi przyswoją sobie wiadomości z zakresu języka polskiego, razem z bohaterami wykonają szereg ćwiczeń logopedycznych, mogą spróbować swoich sił w matematyce, która wcale nie jest straszna. Wystarczy odpowiednie podejście, by zaintrygować i zasugerować dobrą zabawę. Agnieszka Łubkowska znakomicie sprawdza się jako przewodniczka dla kilkulatków i ich rodziców. Prowadzi dwutorową narrację, a do tego odwołuje się do praktycznego wymiaru liczenia. Stara się objaśniać matematykę na czytelnych przykładach, sugeruje, żeby dzieci uczyły się podczas zabawy kasztanami albo fasolkami. Dowiedzą się mali odbiorcy, czym jest dodawanie, odejmowanie, mnożenie czy dzielenie, a także - jak takie działania w wyobraźni wykonywać (przydatne będą na przykład metody z uzupełnianiem rzędów do dziesięciu elementów). Mnożenie to zapełnianie określonej liczby szklanek potrzebnymi akurat przedmiotami, a dzielenie - między innymi operacje na plastelinowej pizzy. Łubkowska przygląda się zadaniom dla dorosłych oczywistym, tematom, nad którymi często rodzice nawet by się nie zastanawiali: ujmuje je z perspektywy malucha. Ogranicza myślenie abstrakcyjne, sprawiając, że stanie się jasne, po co wykonuje się kolejne działania. Automatycznie przygotowuje też do rozwiązywania prostych zadań z treścią: pokazuje “opisowość” matematyki, nie zatrzymuje się na poziomie równań.
Każda rozkładówka zawiera komentarz lub zadanie dla rodzica oraz drugie polecenie dla dziecka. Rodzic dowiaduje się, jak pracować z pociechą, dziecko – jak i co ma ćwiczyć we własnym zakresie. Nie zawsze zadania polegają na liczeniu, czasami to rozpoznawanie znaków matematycznych lub nauka pisania cyfr – wszystko przydatne w procesie edukacji. Ale autorka dba o to, żeby oddalić skojarzenia ze szkołą i tamtejszymi obowiązkami: unika podręcznikowej nudy, wybiera za to rozrywkę. Nakłania kilkulatki do twórczego podejścia do matematyki, namawia, żeby włączyć liczenie do rytmu codziennych zabaw. Dzięki temu oswaja matematykę i sugeruje zestaw przyjemności dla najmłodszych. Bardzo zależy autorce na tłumaczeniu tego, co dzieci zrozumieć muszą - w sposób, którego nie znają z lekcji. Ale na tych publikacjach skorzystają i nauczyciele, to cenna podpowiedź, jak kształcić najmłodszych.
Matematyka po takim tomie kojarzyć się będzie przyjemnie, to zestaw zadań, wśród których kryją się również metody rozpoznawania konkretnych działań albo szybkiego liczenia (przerzucanie się piłką połączone z błyskawicznym dodawaniem). Agnieszka Łubkowska mierzy się z zagadnieniami, do których przed dekadami rzadko przywiązywało się wagę: opracowuje je z dużym zaangażowaniem. Ale na nic zdałyby się wysiłki autorki, gdyby nie ilustracje Joanny Kłos. To ta artystka tworzy łącznik z innymi edukacyjnymi propozycjami Naszej Księgarni, sprawiając, że publikację przyjemnie się też przegląda. Oczywiście łatwiej będzie ćwiczyć liczenie z odpowiednimi rysunkami, to też zaproszenie do zabawy. Jest “Nauka liczenia” propozycją, która przekonuje do arytmetyki. Na końcu książki znajdują się jeszcze określenia związane z miarami – i to kolejny punkt rozrywkowy, dzieci będą przy okazji codziennych ciekawych zabaw i eksperymentów utrwalać wiadomości. “Nauka liczenia” jako tomik edukacyjny przynosi sporo praktycznych wskazówek, informacji, które warto wykorzystać w prezentowaniu najmłodszym zalet matematyki. Jest to również, już poza wartościami edukacyjnymi, po prostu bardzo ładnie wydana książka, nie kojarzy się z podręcznikiem ani szkolnymi lekturami.
wtorek, 2 sierpnia 2016
Agnieszka Łubkowska: Elementarz dla dzieci z dysleksją
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Czytanki
Nic nie stoi na przeszkodzie, by „Elementarz dla dzieci z dysleksją” traktować jako elementarz dla wszystkich nastolatków. Agnieszka Łubkowska wprowadza drobne ćwiczenia relaksacyjne, które mają wspomóc koncentrację, ale tomik prowadzi zupełnie zwyczajnie. Kolejne litery alfabetu (łącznie z „polskimi” literami – czyli ć czy ę) otwierają minirozdziały. Litery przedstawiane są na całą stronę i w wersji drukowanej – obok siebie wielka i mała. Dalej pojawia się zestaw malutkich obrazków z podpisami. Ale uwaga: tylko część nazw zawiera daną literę i to w różnych miejscach. Przy „ć” znajdziemy więc ćmę, liść, sześć, ale i… choinkę. To ćwiczenie dla dziecka: powinno wskazać obrazki, które da się opisać słowem z literą „ć”. Istnieje tu też krótka porada dla rodzica – jak wprowadzać nieznane pojęcia i jak zwracać uwagę na konkretne litery. Zadanie bywa utrudnione choćby przez ubezdźwięcznienia, ale nad tym autorka się nie rozwodzi. Po prezentacji liter alfabetu nadchodzi czas na krótką czytankę edukacyjną. Łubkowska sięga po kilkuzdaniowe historyjki informacyjne. Dzieci dowiedzą się, czym jest igloo, kosmos czy pioruny, poznają tygrysy i zwyczaje wiewiórek. Krótkie historyjki są tak napisane, by wzbudzać ciekawość dzieci i od razu ją zaspokajać. Przypominają szkolne czytanki – nie są przygotowywane dla rozrywki (a przynajmniej – nie tylko). Do tego warto zaznaczyć, że autorka wcale nie dąży do literowych nadmiarów, stawia na zwyczajność tekstów i w pewnym sensie utrudnia dzieciom zadanie – mali odbiorcy mają wskazywać patyczkiem poznawaną właśnie literę. Nie jest to takie proste w gąszczu innych liter. Zwłaszcza że tylko pierwsze przykłady zaznaczane są wytłuszczenie. Te czytanki mogą prezentować maluchom dorośli – ale i same dzieci będą na nich ćwiczyć sztukę czytania. Pod tym kątem to tomik dla maluchów już umiejących czytać – nie odstraszą ich wieloznaki ani objętość tekstu. Kiedy Agnieszka Łubkowska przechodzi do dwuznaków i głosek obejmujących więcej liter, rezygnuje z czytanek, poprzestaje na samych wyrazowych zabawach.
Nie ma tu urozmaicania zadań, jest rzetelne przygotowanie najmłodszych do samodzielnych lektur. Ilustracje Joanny Kłos stanowią raz element zabaw i ćwiczeń (trzeba rozpoznać, co jest na rysunku, żeby zastanowić się nad wyrazem, który to określi), raz – ozdobnik przy czytankach. Kłos nie ucieka od drobnych żartów, pozwala postaciom robić miny, sugeruje bajkowość ich świata mimo odgórnie narzuconego realizmu. Całość sprawia przyjemne wrażenie: tomik jest estetyczny, ładnie wydany i do tego unika chaosu, tak częstego w publikacjach spod znaku pop.
„Elementarz dla dzieci z dysleksją” jest książką użytkową, ma służyć ćwiczeniu umiejętności czytania. Zapewnia też maluchom zabawy i zagadki (jeśli rodzice potraktują tomik w odpowiedni sposób). Zawiera cały zbiór ciekawostek z wielu dziedzin – pokazuje życie w różnych miejscach, co może zachęcić najmłodszych do pogłębiania wiedzy. Zwykłe czytanki nie są tutaj naiwne, a dostosowane do percepcji kilkulatków – zwłaszcza pod względem tematycznym, chociaż i wielkiego skomplikowania językowego tutaj nie ma. Nie trzeba zatem przejmować się tytułem (mimo że dysleksję stwierdza się u coraz większej liczby dzieci) – tylko potraktować tomik jak rzeczywistą pomoc w ćwiczeniu czytania dla wszystkich. Ta książka przyda się rodzicom sześcio- czy siedmiolatków jako ciekawa alternatywa szkolnych podręczników – młodsze dzieci też mogą polubić literowe wyzwania i zaangażować się w szukanie określonych znaków.
Czytanki
Nic nie stoi na przeszkodzie, by „Elementarz dla dzieci z dysleksją” traktować jako elementarz dla wszystkich nastolatków. Agnieszka Łubkowska wprowadza drobne ćwiczenia relaksacyjne, które mają wspomóc koncentrację, ale tomik prowadzi zupełnie zwyczajnie. Kolejne litery alfabetu (łącznie z „polskimi” literami – czyli ć czy ę) otwierają minirozdziały. Litery przedstawiane są na całą stronę i w wersji drukowanej – obok siebie wielka i mała. Dalej pojawia się zestaw malutkich obrazków z podpisami. Ale uwaga: tylko część nazw zawiera daną literę i to w różnych miejscach. Przy „ć” znajdziemy więc ćmę, liść, sześć, ale i… choinkę. To ćwiczenie dla dziecka: powinno wskazać obrazki, które da się opisać słowem z literą „ć”. Istnieje tu też krótka porada dla rodzica – jak wprowadzać nieznane pojęcia i jak zwracać uwagę na konkretne litery. Zadanie bywa utrudnione choćby przez ubezdźwięcznienia, ale nad tym autorka się nie rozwodzi. Po prezentacji liter alfabetu nadchodzi czas na krótką czytankę edukacyjną. Łubkowska sięga po kilkuzdaniowe historyjki informacyjne. Dzieci dowiedzą się, czym jest igloo, kosmos czy pioruny, poznają tygrysy i zwyczaje wiewiórek. Krótkie historyjki są tak napisane, by wzbudzać ciekawość dzieci i od razu ją zaspokajać. Przypominają szkolne czytanki – nie są przygotowywane dla rozrywki (a przynajmniej – nie tylko). Do tego warto zaznaczyć, że autorka wcale nie dąży do literowych nadmiarów, stawia na zwyczajność tekstów i w pewnym sensie utrudnia dzieciom zadanie – mali odbiorcy mają wskazywać patyczkiem poznawaną właśnie literę. Nie jest to takie proste w gąszczu innych liter. Zwłaszcza że tylko pierwsze przykłady zaznaczane są wytłuszczenie. Te czytanki mogą prezentować maluchom dorośli – ale i same dzieci będą na nich ćwiczyć sztukę czytania. Pod tym kątem to tomik dla maluchów już umiejących czytać – nie odstraszą ich wieloznaki ani objętość tekstu. Kiedy Agnieszka Łubkowska przechodzi do dwuznaków i głosek obejmujących więcej liter, rezygnuje z czytanek, poprzestaje na samych wyrazowych zabawach.
Nie ma tu urozmaicania zadań, jest rzetelne przygotowanie najmłodszych do samodzielnych lektur. Ilustracje Joanny Kłos stanowią raz element zabaw i ćwiczeń (trzeba rozpoznać, co jest na rysunku, żeby zastanowić się nad wyrazem, który to określi), raz – ozdobnik przy czytankach. Kłos nie ucieka od drobnych żartów, pozwala postaciom robić miny, sugeruje bajkowość ich świata mimo odgórnie narzuconego realizmu. Całość sprawia przyjemne wrażenie: tomik jest estetyczny, ładnie wydany i do tego unika chaosu, tak częstego w publikacjach spod znaku pop.
„Elementarz dla dzieci z dysleksją” jest książką użytkową, ma służyć ćwiczeniu umiejętności czytania. Zapewnia też maluchom zabawy i zagadki (jeśli rodzice potraktują tomik w odpowiedni sposób). Zawiera cały zbiór ciekawostek z wielu dziedzin – pokazuje życie w różnych miejscach, co może zachęcić najmłodszych do pogłębiania wiedzy. Zwykłe czytanki nie są tutaj naiwne, a dostosowane do percepcji kilkulatków – zwłaszcza pod względem tematycznym, chociaż i wielkiego skomplikowania językowego tutaj nie ma. Nie trzeba zatem przejmować się tytułem (mimo że dysleksję stwierdza się u coraz większej liczby dzieci) – tylko potraktować tomik jak rzeczywistą pomoc w ćwiczeniu czytania dla wszystkich. Ta książka przyda się rodzicom sześcio- czy siedmiolatków jako ciekawa alternatywa szkolnych podręczników – młodsze dzieci też mogą polubić literowe wyzwania i zaangażować się w szukanie określonych znaków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






