Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.
Internet
Cykl Szkoła i ja bardzo dobrze się rozwija – a na rynku pojawiają się kolejne wartościowe publikacje pozwalające dzieciom (i ich rodzicom) odnaleźć się w nowym środowisku. Za każdym razem dwoje uczniów – kolegów z klasy – zamienia się w przewodników dla odbiorców i przedstawia kolejne wydarzenia lub sytuacje wymagające komentarza. Dzięki temu dzieciom łatwiej będzie przyzwyczaić się do konkretnych motywów i nauczyć reakcji, jakie mogą się przydać w codziennych doświadczeniach. „Jesteśmy bezpieczni w sieci” to kolejna część tej serii i Ewa Borowska koncentruje się tym razem na środowisku internetowym. Janek i Milena to przewodnicy – uczniowie trzeciej klasy. Pan Piotr jest ich wychowawcą i jednocześnie nauczycielem informatyki. To doskonały bohater do tego, żeby nauczyć dzieci, jak bezpiecznie korzystać z internetu. I chociaż pojawiające się tu sytuacje powracały nieraz nie tylko w bajkach, ale i w różnych ostrzeżeniach ze strony dorosłych, trzeba pamiętać o tym, że coś oczywistego dla korzystających z internetu na co dzień nie musi być wcale logiczne dla maluchów, które także mają dostęp do sieci choćby za sprawą telefonów. Są tu podstawy absolutne – czym jest internet, do czego służy, ale także – jak powinno się w nim zachowywać wobec innych ludzi. Znalazła się rozkładówka poświęcona hejtowi i reakcjom na niego, a także zasady ograniczonego zaufania: nie wolno podawać w sieci swoich prawdziwych danych, a także – ufać obcym. Autorka uczy dzieci, dlaczego korzystać ze swoich kont tylko na własnych urządzeniach i lepiej nie logować się na nie, korzystając z darmowego wi-fi. Kiedy już najbardziej podstawowe zasady zostaną przedstawione, przychodzi czas na tematykę legalnego korzystania z zasobów sieci, wyczulenia na fake newsy czy informacji o upublicznianiu cudzego wizerunku. Co niezwykle ważne – dzieci dowiedzą się z tej książki, że ważny jest balans, że trzeba korzystać z aktywności na świeżym powietrzu – widać to już w momencie przedstawiania się małych narratorów – jedno lubi tańczyć, drugie kocha piłkę nożną. Chodzi o to, żeby przypomnieć dzieciom, że poza komputerami i internetem jest jeszcze sporo ciekawych zajęć.
Ta książka została przedstawiona tak, żeby dziecięcy bohaterowie jak najczęściej zabierali głos i żeby dzielili się nie tylko wiedzą, ale też wątpliwościami – na przykład na temat kontroli rodzicielskiej czy kupowania czegoś w sieci. To dorośli mogą pomóc w chwili, kiedy dziecko czegoś potrzebuje – dlatego warto zawsze iść do nich po wskazówki i nie ukrywać swojej działalności. „Jesteśmy bezpieczni w sieci” to książka, która uświadamia maluchom, jak korzystać z internetu, żeby nie wpaść w kłopoty i nie zainfekować sprzętu lub nie skusić złodziei. Przedstawia w bardzo przystępny sposób to, co istotne, kiedy chce się udowodnić swoje umiejętności. Za graficzną stronę – tym razem nawiązującą do elektronicznych urządzeń – odpowiada Paulina Nachman i nie tylko buduje wizualną identyfikację serii, ale też umie zaintrygować małych czytelników. Dzięki jej rozwiązaniom rozmaite podsumowania czy wyliczenia nabierają ciekawego charakteru i mogą przekonać najmłodszych. „Jesteśmy bezpieczni w sieci” to książka wartościowa i wręcz niezbędna w procesie edukowania najmłodszych – Ewa Borowska stawia tym razem nie na uczucia i relacje międzyludzkie a na konkretne zachowania związane z internetem.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła i ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła i ja. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 lipca 2026
wtorek, 12 maja 2026
Ewa Borowska: Trenujemy umiejętności społeczne
Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.
W grupie
Ta seria ma dwie naprawdę mocne strony, pierwsza to identyfikacja wizualna – książek z cyklu Szkoła i ja kierowanego dla dzieci wkraczających w wiek szkolny i ich rodziców nie można z niczym pomylić, nie będzie zatem przypadkowych czytelników czy tych liczących na bajki i fabuły. Druga mocna strona to realizacja – Ewa Borowska dba o to, żeby z lektury wszyscy wyciągnęli jak najwięcej i mogli przełożyć na codzienność to, co spotyka bohaterów. Ola i jej brat Kacper chodzą do drugiej klasy, uczy ich pani Edyta – to ta trójka będzie prowadzić odbiorców przez doświadczenia w grupie rówieśników – i nie tylko. Nauczycielka bowiem prowadzi do tego, żeby jej uczniowie przyjrzeli się uważnie uczuciom targającym nimi w różnych kontekstach i trochę nad nimi pracowali. Oswaja między innymi smutek i złość, podpowiada, jak przyjmować komplementy i jak radzić sobie z odrzuceniem – czyli co zrobić po usłyszeniu „nie”. Uczy wypracowywania kompromisów, współpracy i proszenia o pomoc (albo reagowania, kiedy się widzi, że ktoś takiej pomocy potrzebuje). Wyjaśnia, czym jest duma, a czym zazdrość. Najbardziej chyba dziwi w tym zestawieniu wizyta w sklepie i robienie samodzielnie zakupów – ale jest to również umiejętność społeczna, którą trzeba wypracować. Autorka przygląda się także tematowi zazdrości czy prawdziwej przyjaźni, a żeby w ogóle to wszystko zacząć – podpowiada, jak nawiązywać kontakty.
Rzecz polega na tym, żeby wszystkie potrzebne wiadomości przekazać dzieciom bez zbędnego moralizowania i bez męczenia ich nieżyciowymi komentarzami. Żeby pokazać wszystko w akcji wykorzystuje Ewa Borowska ilustracje przygotowywane przez Martę Kuleszę – i komiksowe dymki. Dzięki temu od razu widać, kto w jakiej sytuacji wykorzystuje odpowiednie porady – i co dzieje się z uczuciami w konkretnych chwilach. Na obrazkach dzieje się wiele, panuje typowy szkolny gwar – nie da się zatem bez skupienia błyskawicznie prześledzić zawartości kolejnych tematycznych rozkładówek. Nie ma też takiej potrzeby, warto za to przyglądać się kolejnym postaciom i czytać ich uwagi – to pozwoli lepiej przyswoić przekazywane zagadnienia i wypracować sobie zasady postępowania w szkolnej społeczności czy w gronie bliskich. Nie wszystkie sytuacje będą odbiorcom bezwzględnie potrzebne – ale często zdarzy się tak, że da się wybrać drobne wskazówki z różnych obszarów działań, więc żeby dotrzeć do tych istotnych, czytelnicy będą przechodzić przez kolejne dymki i aktywnie uczestniczyć w śledzeniu opowieści. Ewa Borowska dba o to, żeby podsunąć małym odbiorcom i ich rodzicom szereg ważnych uwag – zastosowanie się do nich czasem będzie wymagało kreatywności, odejścia od modelowego schematu – ale zmniejszy stres przed nieznanym i strach przed popełnianiem błędów, które skończą się społecznym ostracyzmem. Ewa Borowska tłumaczy to, co w erze przedkomputerowej wydawało się naturalne i proste – teraz jednak staje się coraz mniej oczywiste.
W grupie
Ta seria ma dwie naprawdę mocne strony, pierwsza to identyfikacja wizualna – książek z cyklu Szkoła i ja kierowanego dla dzieci wkraczających w wiek szkolny i ich rodziców nie można z niczym pomylić, nie będzie zatem przypadkowych czytelników czy tych liczących na bajki i fabuły. Druga mocna strona to realizacja – Ewa Borowska dba o to, żeby z lektury wszyscy wyciągnęli jak najwięcej i mogli przełożyć na codzienność to, co spotyka bohaterów. Ola i jej brat Kacper chodzą do drugiej klasy, uczy ich pani Edyta – to ta trójka będzie prowadzić odbiorców przez doświadczenia w grupie rówieśników – i nie tylko. Nauczycielka bowiem prowadzi do tego, żeby jej uczniowie przyjrzeli się uważnie uczuciom targającym nimi w różnych kontekstach i trochę nad nimi pracowali. Oswaja między innymi smutek i złość, podpowiada, jak przyjmować komplementy i jak radzić sobie z odrzuceniem – czyli co zrobić po usłyszeniu „nie”. Uczy wypracowywania kompromisów, współpracy i proszenia o pomoc (albo reagowania, kiedy się widzi, że ktoś takiej pomocy potrzebuje). Wyjaśnia, czym jest duma, a czym zazdrość. Najbardziej chyba dziwi w tym zestawieniu wizyta w sklepie i robienie samodzielnie zakupów – ale jest to również umiejętność społeczna, którą trzeba wypracować. Autorka przygląda się także tematowi zazdrości czy prawdziwej przyjaźni, a żeby w ogóle to wszystko zacząć – podpowiada, jak nawiązywać kontakty.
Rzecz polega na tym, żeby wszystkie potrzebne wiadomości przekazać dzieciom bez zbędnego moralizowania i bez męczenia ich nieżyciowymi komentarzami. Żeby pokazać wszystko w akcji wykorzystuje Ewa Borowska ilustracje przygotowywane przez Martę Kuleszę – i komiksowe dymki. Dzięki temu od razu widać, kto w jakiej sytuacji wykorzystuje odpowiednie porady – i co dzieje się z uczuciami w konkretnych chwilach. Na obrazkach dzieje się wiele, panuje typowy szkolny gwar – nie da się zatem bez skupienia błyskawicznie prześledzić zawartości kolejnych tematycznych rozkładówek. Nie ma też takiej potrzeby, warto za to przyglądać się kolejnym postaciom i czytać ich uwagi – to pozwoli lepiej przyswoić przekazywane zagadnienia i wypracować sobie zasady postępowania w szkolnej społeczności czy w gronie bliskich. Nie wszystkie sytuacje będą odbiorcom bezwzględnie potrzebne – ale często zdarzy się tak, że da się wybrać drobne wskazówki z różnych obszarów działań, więc żeby dotrzeć do tych istotnych, czytelnicy będą przechodzić przez kolejne dymki i aktywnie uczestniczyć w śledzeniu opowieści. Ewa Borowska dba o to, żeby podsunąć małym odbiorcom i ich rodzicom szereg ważnych uwag – zastosowanie się do nich czasem będzie wymagało kreatywności, odejścia od modelowego schematu – ale zmniejszy stres przed nieznanym i strach przed popełnianiem błędów, które skończą się społecznym ostracyzmem. Ewa Borowska tłumaczy to, co w erze przedkomputerowej wydawało się naturalne i proste – teraz jednak staje się coraz mniej oczywiste.
wtorek, 26 sierpnia 2025
Agnieszka Łubkowska: Uczymy się wszystkimi zmysłami
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Zabawa
Dawno już odeszło do lamusa przekonanie, że proces zdobywania wiedzy musi być nudny i kojarzyć się wyłącznie z grzecznym siedzeniem w ławce. Agnieszka Łubkowska w kolejnym tomiku w serii Szkoła i ja nawiązuje do różnych metod wpływających na lepsze zapamiętywanie i przyswajanie nowych wiadomości – i przekonuje, że wcale nie trzeba pracować przy biurku, żeby się uczyć. To prawdziwa gratka dla dzisiejszych przebodźcowanych maluchów – i obietnica zabawy nawet mimo realizowania obowiązku szkolnego. „Uczymy się wszystkimi zmysłami” to zwrócenie uwagi – także rodziców i nauczycieli – na fakt, że różne dzieci potrzebują różnych metod działania. Chodzi tu o to, żeby nie przegapić potrzeb żadnego ucznia. Jedni uczą się przez czytanie, inni przez słuchanie, jeszcze inni – przez ruch. To, co idealnie sprawdza się u kinestetyka, niekoniecznie przyda się wzrokowcowi – ale przecież można łączyć różne podejścia, testować i bawić się, żeby nauka na pewno nie była nudna. Agnieszka Łubkowska wprowadza tu bohaterów, którzy samodzielnie eksperymentują z rodzajami uczenia się – wspierani odpowiednio przez nauczycielkę i mamę. Wiele tu możliwości i wiele podpowiedzi, które da się wcielić w życie. Bohaterowie przede wszystkim przekonują się, jak ciekawie urozmaicać zapamiętywanie. Pracują, wymyślając odpowiednie rysunki, dopasowując kolory, nagrywając podkasty lub śpiewając. Czasami sięgają po bodźce zapachowe, innym razem grają w kalambury – to wszystko starszym pokoleniom będzie zapewne kłócić się z wpajanym przez dekady podejściem do nauki – jednak najmłodsi w ten właśnie sposób najlepiej będą mogli poradzić sobie ze szkolnymi wyzwaniami. Agnieszka Łubkowska zbiera podpowiedzi, które mogłyby pomóc, ale stosuje też całe wyliczenia dla młodszych i starszych odbiorców: dzieci, jeśli czytają książkę samodzielnie, znajdą coś, co zechcą przetestować. Dorośli z kolei zostaną poprowadzeni przez meandry uczenia się – tak, żeby mogli jak najlepiej wspierać swoje pociechy i kontrolować ich pracę. Autorka wprowadza quizy, dzięki którym dzieci przekonają się, która metoda jest dla nich odpowiednia – po stwierdzeniu tego faktu każdy może wrócić do odpowiednich miejsc w książce i wyłuskać stamtąd porady dla siebie. Ważne jest to, że nauka jawi się jako bardzo atrakcyjna – to przedłużenie zabawy, a nie ciężka praca. Autorka podkreśla, że metod efektywnego uczenia się jest wiele – chce, żeby z jej wskazówek skorzystali także nauczyciele. I rzeczywiście warto zaczerpnąć inspiracje z tej pozycji – to droga do poszerzania kompetencji dzieci.
Najważniejsze z perspektywy dorosłych będą tu porady na temat tego, jak zdobywać wiedzę. Jednak wydawnictwo tworzy serię także z myślą o dzieciach. Paulina Radziejewska dba o stronę graficzną, stara się, żeby kolejne rozkładówki były kolorowe, zabawne i interesujące dla najmłodszych – na każdej stronie dzieje się wiele i można tu spędzić sporo czasu na oglądaniu przygód bohaterów. Dzieci w tej publikacji bawią się, kiedy mają się uczyć – a to zachęca do pójścia w ich ślady.
Zabawa
Dawno już odeszło do lamusa przekonanie, że proces zdobywania wiedzy musi być nudny i kojarzyć się wyłącznie z grzecznym siedzeniem w ławce. Agnieszka Łubkowska w kolejnym tomiku w serii Szkoła i ja nawiązuje do różnych metod wpływających na lepsze zapamiętywanie i przyswajanie nowych wiadomości – i przekonuje, że wcale nie trzeba pracować przy biurku, żeby się uczyć. To prawdziwa gratka dla dzisiejszych przebodźcowanych maluchów – i obietnica zabawy nawet mimo realizowania obowiązku szkolnego. „Uczymy się wszystkimi zmysłami” to zwrócenie uwagi – także rodziców i nauczycieli – na fakt, że różne dzieci potrzebują różnych metod działania. Chodzi tu o to, żeby nie przegapić potrzeb żadnego ucznia. Jedni uczą się przez czytanie, inni przez słuchanie, jeszcze inni – przez ruch. To, co idealnie sprawdza się u kinestetyka, niekoniecznie przyda się wzrokowcowi – ale przecież można łączyć różne podejścia, testować i bawić się, żeby nauka na pewno nie była nudna. Agnieszka Łubkowska wprowadza tu bohaterów, którzy samodzielnie eksperymentują z rodzajami uczenia się – wspierani odpowiednio przez nauczycielkę i mamę. Wiele tu możliwości i wiele podpowiedzi, które da się wcielić w życie. Bohaterowie przede wszystkim przekonują się, jak ciekawie urozmaicać zapamiętywanie. Pracują, wymyślając odpowiednie rysunki, dopasowując kolory, nagrywając podkasty lub śpiewając. Czasami sięgają po bodźce zapachowe, innym razem grają w kalambury – to wszystko starszym pokoleniom będzie zapewne kłócić się z wpajanym przez dekady podejściem do nauki – jednak najmłodsi w ten właśnie sposób najlepiej będą mogli poradzić sobie ze szkolnymi wyzwaniami. Agnieszka Łubkowska zbiera podpowiedzi, które mogłyby pomóc, ale stosuje też całe wyliczenia dla młodszych i starszych odbiorców: dzieci, jeśli czytają książkę samodzielnie, znajdą coś, co zechcą przetestować. Dorośli z kolei zostaną poprowadzeni przez meandry uczenia się – tak, żeby mogli jak najlepiej wspierać swoje pociechy i kontrolować ich pracę. Autorka wprowadza quizy, dzięki którym dzieci przekonają się, która metoda jest dla nich odpowiednia – po stwierdzeniu tego faktu każdy może wrócić do odpowiednich miejsc w książce i wyłuskać stamtąd porady dla siebie. Ważne jest to, że nauka jawi się jako bardzo atrakcyjna – to przedłużenie zabawy, a nie ciężka praca. Autorka podkreśla, że metod efektywnego uczenia się jest wiele – chce, żeby z jej wskazówek skorzystali także nauczyciele. I rzeczywiście warto zaczerpnąć inspiracje z tej pozycji – to droga do poszerzania kompetencji dzieci.
Najważniejsze z perspektywy dorosłych będą tu porady na temat tego, jak zdobywać wiedzę. Jednak wydawnictwo tworzy serię także z myślą o dzieciach. Paulina Radziejewska dba o stronę graficzną, stara się, żeby kolejne rozkładówki były kolorowe, zabawne i interesujące dla najmłodszych – na każdej stronie dzieje się wiele i można tu spędzić sporo czasu na oglądaniu przygód bohaterów. Dzieci w tej publikacji bawią się, kiedy mają się uczyć – a to zachęca do pójścia w ich ślady.
czwartek, 8 maja 2025
Agnieszka Łubkowska: Uczymy się planować
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Organizacja
Bardzo dobra jest ta publikacja – i jeśli jakieś dziecko będzie chciało samodzielnie przetestować podpowiedzi Mai i Franka, dwojga młodych bohaterów, wyjdzie mu to na dobre. „Uczymy się planować” w cyklu Szkoła i ja to praktyczny poradnik z zestawem wskazówek dla tych, którzy mają wrażenie, że marnują czas albo z niczym nie potrafią zdążyć. Odbiorcy mogą nawet poznać zasady gry, w której punkty zdobywa się za wskazanie, co zrobić o konkretnej godzinie: do gry potrzebna jest tarcza zegara i kostka – więc można się pobawić dodatkowo w ćwiczenie liczenia. Maja i Franek na lekcji mają szansę dowiedzieć się, na czym polega efektywne planowanie. I jest tu sporo wyzwań dla kreatywnych maluchów – między innymi świetną zabawą może być tworzenie ściennego planera, który pokaże w odpowiednim momencie, co akurat trzeba zrobić i czym warto się zająć. Do tego rodzice wpadają na genialny pomysł (owszem, ludzie przez pokolenia powtarzają to swoim pociechom, ale może autorytet bohaterów książeczki zadziała) – podpowiadają, żeby przed snem spakować plecak na następny dzień, wtedy ma się więcej czasu rano i można bez pośpiechu na przykład zjeść śniadanie. Dzięki tomikowi „Uczymy się planować” zwykła rutyna zamienić się może w przygodę, w dodatku wypełnioną sympatycznymi wydarzeniami – sporo tu podpowiedzi dotyczących zabaw. Agnieszka Łubkowska dba o to, żeby odbiorców nie pouczać – nie chce ich zmęczyć suchymi poradami, dlatego też wprowadza kolejne tematy w formie ciekawostek i zadań do wykonania. To uczy systematyczności, ale też pozwala zyskać czas na przyjemności. Autorka podpowiada, czym są priorytety, czym różnią się sprawy ważne od spraw pilnych, jak organizować sobie zajęcia, żeby ze wszystkim zdążyć. Przypomina o roli systematyczności – rozpisuje na dni naukę wiersza „na za tydzień” – tak, żeby w żadnym momencie nie zajęło to zadanie zbyt dużo czasu, a żeby przyniosło określone efekty. Pisze o tym, jak dzielić zadania i jak je układać – co trzeba zrobić najpierw, żeby udało się zmieścić trochę rozrywek. Zdarzają się oczywiście zagadnienia, które dzieci niespecjalnie przekonają, jak na przykład konieczność zachowania porządku – wielu uczniów będzie wolało tkwić w zabałaganionych przestrzeniach tylko po to, żeby nie musieć sprzątać – ale jeśli ktoś zechce pójść w ślady bohaterów, dowie się między innymi, jak w planowaniu i w organizowaniu zadań przydaje się puste biurko albo czyste powietrze. Dla niektórych mogą to być ważne odkrycia. „Uczymy się planować” to książka bardzo ładnie zilustrowana – wszystkie wskazówki, podpowiedzi i tematy zostały ciekawie rozplanowane na stronach, tak, żeby znalazło się miejsce na obrazki – ale też tak, żeby porcjować wiadomości, żeby dzieci ni zetknęły się z litym blokiem tekstu zniechęcającym do czytania. Można zatem z przyjemnością oglądać tomik i cieszyć się jego estetyką. A ponieważ pomysł na opracowanie graficzne pasuje do tematu – być może to właśnie obrazki zainspirują najmłodszych do wprowadzenia zmian do swojego harmonogramu.
Organizacja
Bardzo dobra jest ta publikacja – i jeśli jakieś dziecko będzie chciało samodzielnie przetestować podpowiedzi Mai i Franka, dwojga młodych bohaterów, wyjdzie mu to na dobre. „Uczymy się planować” w cyklu Szkoła i ja to praktyczny poradnik z zestawem wskazówek dla tych, którzy mają wrażenie, że marnują czas albo z niczym nie potrafią zdążyć. Odbiorcy mogą nawet poznać zasady gry, w której punkty zdobywa się za wskazanie, co zrobić o konkretnej godzinie: do gry potrzebna jest tarcza zegara i kostka – więc można się pobawić dodatkowo w ćwiczenie liczenia. Maja i Franek na lekcji mają szansę dowiedzieć się, na czym polega efektywne planowanie. I jest tu sporo wyzwań dla kreatywnych maluchów – między innymi świetną zabawą może być tworzenie ściennego planera, który pokaże w odpowiednim momencie, co akurat trzeba zrobić i czym warto się zająć. Do tego rodzice wpadają na genialny pomysł (owszem, ludzie przez pokolenia powtarzają to swoim pociechom, ale może autorytet bohaterów książeczki zadziała) – podpowiadają, żeby przed snem spakować plecak na następny dzień, wtedy ma się więcej czasu rano i można bez pośpiechu na przykład zjeść śniadanie. Dzięki tomikowi „Uczymy się planować” zwykła rutyna zamienić się może w przygodę, w dodatku wypełnioną sympatycznymi wydarzeniami – sporo tu podpowiedzi dotyczących zabaw. Agnieszka Łubkowska dba o to, żeby odbiorców nie pouczać – nie chce ich zmęczyć suchymi poradami, dlatego też wprowadza kolejne tematy w formie ciekawostek i zadań do wykonania. To uczy systematyczności, ale też pozwala zyskać czas na przyjemności. Autorka podpowiada, czym są priorytety, czym różnią się sprawy ważne od spraw pilnych, jak organizować sobie zajęcia, żeby ze wszystkim zdążyć. Przypomina o roli systematyczności – rozpisuje na dni naukę wiersza „na za tydzień” – tak, żeby w żadnym momencie nie zajęło to zadanie zbyt dużo czasu, a żeby przyniosło określone efekty. Pisze o tym, jak dzielić zadania i jak je układać – co trzeba zrobić najpierw, żeby udało się zmieścić trochę rozrywek. Zdarzają się oczywiście zagadnienia, które dzieci niespecjalnie przekonają, jak na przykład konieczność zachowania porządku – wielu uczniów będzie wolało tkwić w zabałaganionych przestrzeniach tylko po to, żeby nie musieć sprzątać – ale jeśli ktoś zechce pójść w ślady bohaterów, dowie się między innymi, jak w planowaniu i w organizowaniu zadań przydaje się puste biurko albo czyste powietrze. Dla niektórych mogą to być ważne odkrycia. „Uczymy się planować” to książka bardzo ładnie zilustrowana – wszystkie wskazówki, podpowiedzi i tematy zostały ciekawie rozplanowane na stronach, tak, żeby znalazło się miejsce na obrazki – ale też tak, żeby porcjować wiadomości, żeby dzieci ni zetknęły się z litym blokiem tekstu zniechęcającym do czytania. Można zatem z przyjemnością oglądać tomik i cieszyć się jego estetyką. A ponieważ pomysł na opracowanie graficzne pasuje do tematu – być może to właśnie obrazki zainspirują najmłodszych do wprowadzenia zmian do swojego harmonogramu.
czwartek, 16 maja 2024
Ewa Borowska: Szkoła i ja. Budujemy poczucie własnej wartości
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Klasa
W tym cyklu dzieci przekonują się, na co zwracać uwagę w szkolnej społeczności. Picture booki są jednocześnie przewodnikami – można je wykorzystywać do ćwiczenia samodzielnego czytania albo do przygotowania się do szkolnych obowiązków, tak, żeby nic kilkulatków nie zaskoczyło. Ewa Borowska zajmuje się teraz zagadnieniem dość egzotycznym z perspektywy najmłodszych – ale prezentuje je tak, żeby odbiorcy od razu wiedzieli, z czym się wiąże. „Budujemy poczucie własnej wartości” to publikacja niezbyt skomplikowana tekstowo – nie wymaga długich godzin spędzanych na lekturze, wystarczy parę minut, żeby zapoznać się z proponowanymi przez autorkę treściami i przyswoić ich sens – da się też tę książkę wykorzystywać jako trening w rozpoznawaniu liter. Żeby kilkulatkom nie nudziła się opowieść, Ewa Borowska powołuje do istnienia dwoje uczniów – Antka i Zosię. Antek lubi rysować i czytać książki, Zosia potrzebuje ruchu – uwielbia tańczyć i świetnie radzi sobie z angielskim. Ci bohaterowie będą przewodnikami po zasadach panujących w szkolnej społeczności.
Większą część każdej rozkładówki zajmuje obrazek (czasami z dołączonymi drobnymi dopiskami lub podpisami, żeby odbiorcy mogli się zorientować, kto jest kim i z czym się mierzy). U góry pojawia się hasło przewodnie, motyw, który warto zapamiętać i przyswoić (w formie streszczenia lub spisu treści widnieją one w zestawie na początkowej rozkładówce – mają nie tylko przygotować dzieci do tego, co znajdą w książce, ale też zapaść w pamięć). Z sytuacją, która może się powtórzyć w rzeczywistości – i która zapewne stanie się udziałem odbiorców – zapoznawać dzieci ma krótka historyjka. Jednoakapitowe wprowadzenie – zaledwie kilka wersów, w których Ewa Borowska bez zbędnych komplikacji pokazuje relacje między uczniami. Do tego kilka komentarzy wprowadzanych bezpośrednio w komiksowych dymkach – tak, żeby zdynamizować narrację i ułatwić lekturę dzieciom. Można w ten sposób bardzo szybko dotrzeć do sedna informacji przekazywanych przez autorkę – i przeanalizować ich znaczenie. Bardzo różne tematy Ewa Borowska porusza: podpowiada, co zrobić, kiedy ktoś się smuci i jak reagować, gdy widzi się, że starsi koledzy znęcają się nad młodszymi. Jest tu oswajanie lęku przed zmianami i tego przed popełnianiem błędów na oczach całej klasy. Jest wprowadzenie do samodzielności (dzieci mogą same pakować plecaki albo wybierać ubrania – dzięki temu będą mogły nosić to, na co mają ochotę, przynajmniej w pewnych granicach). Dzieci dowiedzą się też, że nie muszą lubić każdego (ale powinny wszystkich szanować) – i że nie wszystkich interesuje to samo. To motywy, które dla dorosłych są oczywiste – i łatwo mogą umknąć w codziennych rozmowach. A przecież dla dzieci wcale nie muszą brzmieć tak naturalnie – w związku z tym autorka pełni ważną funkcję, przekłada rzeczywistość z tej oswojonej przez starsze pokolenia na to, co widzą wokół siebie dzieci.
Ten tomik może się podobać nie tylko ze względu na treść. Owszem, bardzo ładnie Ewa Borowska przedstawia kolejne szkolne scenki – przekonuje do siebie prawdziwością i celnością samych problemów. Ale liczą się tu też bardzo kolorowe ilustracje, wyraźne kształty i zrozumiałe dla wszystkich obrazki. Chociaż to mocno pedagogiczne wywody – ich edukacyjny charakter został starannie zamaskowany przez zabawę. Książkę dzieci będą czytać z zainteresowaniem – a przyniesie im ona zestaw cennych wskazówek co do tego, jak odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości.
Klasa
W tym cyklu dzieci przekonują się, na co zwracać uwagę w szkolnej społeczności. Picture booki są jednocześnie przewodnikami – można je wykorzystywać do ćwiczenia samodzielnego czytania albo do przygotowania się do szkolnych obowiązków, tak, żeby nic kilkulatków nie zaskoczyło. Ewa Borowska zajmuje się teraz zagadnieniem dość egzotycznym z perspektywy najmłodszych – ale prezentuje je tak, żeby odbiorcy od razu wiedzieli, z czym się wiąże. „Budujemy poczucie własnej wartości” to publikacja niezbyt skomplikowana tekstowo – nie wymaga długich godzin spędzanych na lekturze, wystarczy parę minut, żeby zapoznać się z proponowanymi przez autorkę treściami i przyswoić ich sens – da się też tę książkę wykorzystywać jako trening w rozpoznawaniu liter. Żeby kilkulatkom nie nudziła się opowieść, Ewa Borowska powołuje do istnienia dwoje uczniów – Antka i Zosię. Antek lubi rysować i czytać książki, Zosia potrzebuje ruchu – uwielbia tańczyć i świetnie radzi sobie z angielskim. Ci bohaterowie będą przewodnikami po zasadach panujących w szkolnej społeczności.
Większą część każdej rozkładówki zajmuje obrazek (czasami z dołączonymi drobnymi dopiskami lub podpisami, żeby odbiorcy mogli się zorientować, kto jest kim i z czym się mierzy). U góry pojawia się hasło przewodnie, motyw, który warto zapamiętać i przyswoić (w formie streszczenia lub spisu treści widnieją one w zestawie na początkowej rozkładówce – mają nie tylko przygotować dzieci do tego, co znajdą w książce, ale też zapaść w pamięć). Z sytuacją, która może się powtórzyć w rzeczywistości – i która zapewne stanie się udziałem odbiorców – zapoznawać dzieci ma krótka historyjka. Jednoakapitowe wprowadzenie – zaledwie kilka wersów, w których Ewa Borowska bez zbędnych komplikacji pokazuje relacje między uczniami. Do tego kilka komentarzy wprowadzanych bezpośrednio w komiksowych dymkach – tak, żeby zdynamizować narrację i ułatwić lekturę dzieciom. Można w ten sposób bardzo szybko dotrzeć do sedna informacji przekazywanych przez autorkę – i przeanalizować ich znaczenie. Bardzo różne tematy Ewa Borowska porusza: podpowiada, co zrobić, kiedy ktoś się smuci i jak reagować, gdy widzi się, że starsi koledzy znęcają się nad młodszymi. Jest tu oswajanie lęku przed zmianami i tego przed popełnianiem błędów na oczach całej klasy. Jest wprowadzenie do samodzielności (dzieci mogą same pakować plecaki albo wybierać ubrania – dzięki temu będą mogły nosić to, na co mają ochotę, przynajmniej w pewnych granicach). Dzieci dowiedzą się też, że nie muszą lubić każdego (ale powinny wszystkich szanować) – i że nie wszystkich interesuje to samo. To motywy, które dla dorosłych są oczywiste – i łatwo mogą umknąć w codziennych rozmowach. A przecież dla dzieci wcale nie muszą brzmieć tak naturalnie – w związku z tym autorka pełni ważną funkcję, przekłada rzeczywistość z tej oswojonej przez starsze pokolenia na to, co widzą wokół siebie dzieci.
Ten tomik może się podobać nie tylko ze względu na treść. Owszem, bardzo ładnie Ewa Borowska przedstawia kolejne szkolne scenki – przekonuje do siebie prawdziwością i celnością samych problemów. Ale liczą się tu też bardzo kolorowe ilustracje, wyraźne kształty i zrozumiałe dla wszystkich obrazki. Chociaż to mocno pedagogiczne wywody – ich edukacyjny charakter został starannie zamaskowany przez zabawę. Książkę dzieci będą czytać z zainteresowaniem – a przyniesie im ona zestaw cennych wskazówek co do tego, jak odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






