* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 sierpnia 2026

Marilee Adams: Myślenie pytaniami. Jak odmienić swoje życie poprzez właściwe pytania. Workbook

Studio Emka, Warszawa 2026.

Utrwalanie

Każdy, kto sięgnie po „Myślenie pytaniami”, książkę Marilee Adams, będzie przekonany, że wystarczy prosta lektura bez większego wysiłku, żeby uzyskać określone efekty i żeby móc wdrożyć w życie konieczne zmiany. I chociaż sama autorka przestrzega przed takim podejściem bezpośrednio w książce, to jednak fabularyzowanie porad nie sprzyja wykonywaniu ćwiczeń – nawet mimo dodania do tomu zestawu wskazówek do działania. A ponieważ odbiorcy z natury są leniwi i nie ma się co im dziwić, pojawia się dodatek – zeszyt ćwiczeń (a właściwie workbook, żeby uniknąć skojarzeń ze szkolnymi obowiązkami) z zestawem uwag i zadań dla chętnych. „Myślenie pytaniami. Jak odmienić swoje życie poprzez właściwe pytania. Workbook” to propozycja dla wszystkich, którzy są zdecydowani nie tylko na zapoznanie się z zestawem narzędzi proponowanych przez Adams, ale też na wypracowanie sobie mechanizmów i reguł pozwalających na korzystanie z tej metody. Od powtórzeń informacji z głównej książki się tu nie ucieknie – nie ma na to szans. Jednak zupełnie inaczej została tu poprowadzona narracja. Nie ma już opowieści o fikcyjnym bohaterze, ale sam Ben z podstawowej książki pojawia się w przykładach – po to, żeby czytelnicy zorientowali się, na czym polega dane zadanie. Autorka tym razem koncentruje się na omawianiu kolejnych narzędzi od strony psychologicznej: informuje czytelników o tym, jak zachowują się na co dzień i jakie przełożenie mają ich wybory na relacje międzyludzkie czy jakość codziennego życia zawodowego. Wydaje się, że takich wyjaśnień brakowało w podręczniku – bo tam nastawienie na emocje bohaterów były zbyt silne, żeby przedstawiać część teoretyczną.

Ale część teoretyczna to tylko jeden z elementów pracy nad sobą – na wypadek, gdyby czytelnicy nie mieli czasu lub nie chcieli zapoznawać się z pełnowymiarową historią Bena. Marilee Adams kieruje się tu bezpośrednio do odbiorców i zmusza ich do konfrontacji ze swoimi obawami lub niepowodzeniami – a następnie wprowadza zestaw pytań, które mają poprowadzić do autorefleksji. I znowu coś, co Ben przeprowadzał niemal odruchowo, teraz staje się udziałem czytelników – w książce jest miejsce na notatki i uzupełnienia, widać zatem, które zadania zostaną potraktowane poważnie i które polecenia odbiorcy zrealizują. W ramach tych ćwiczeń trzeba będzie wcielać się w sędziego lub ucznia (to dwie postawy kluczowe dla zrozumienia teorii myślenia pytaniami) i kreatywnie podchodzić do części zadań – to oznacza, że nie będzie tu wyłącznie autoanaliz, raczej – praca nad samą teorią i jej przydatnością w zwyczajnym życiu. Jeśli odbiorcy zrozumieją proces – będą w stanie zastosować kolejne reguły do własnej egzystencji i tylko w ten sposób zyskają biegłość w metodzie, którą chcą opanować. Workbook do teorii myślenia pytaniami przypomina znacznie bardziej typowy poradnik skryptowy dla czytelników, którzy nie przepadają za gęstą i refleksyjną lekturą, za to chcieliby jak najszybciej zobaczyć efekty. Dlatego też jest to książka, którą można potraktować jako samodzielną publikację.

piątek, 14 sierpnia 2026

Marilee Adams: Myślenie pytaniami. Czternaście narzędzi skutecznych w przywództwie, coachingu i osiąganiu najlepszych rezultatów

Studio Emka, Warszawa 2026.

Dążenie do sukcesu

Marilee Adams po raz kolejny wraca na rynek poradników – stworzyła zestaw narzędzi, które mogą się przydać wszystkim dążącym do osiągania sukcesów. „Myślenie pytaniami” to już piąte wydanie książki – która nie przypomina standardowych kioskowych poradników. Co ciekawe, skrypt w wersji, która mogłaby zostać wprowadzona w życie przez użytkowników, zająłby prawdopodobnie kilka akapitów – ale autorce zależy na tym, żeby przedstawić proponowane narzędzia w formie o wiele bardziej rozbudowanej i przez to też być może bardziej przekonującej szerokie grono czytelników. Dlatego też decyduje się na coś wyjątkowo rzadkiego w poradnikach dotyczących samorozwoju – stawia na przypowieść. Tłumaczy to oczywiście tym, że emocjami i historiami fabularnymi znacznie łatwiej będzie jej trafić do wyobraźni odbiorców i dzięki temu gra też mnemotechniką – nie da się jednak ukryć faktu, że przez zamianę porad na fabułę zyskuje sporo objętości. Najbardziej zaskakujące dla czytelników będzie przejście na narrację w rodzaju męskim – bohaterem i narratorem właściwej części staje się Ben. Ben znajduje się w dość stresującym momencie życiowym: właśnie postanawia złożyć wypowiedzenie w pracy, bo zorientował się, że nie jest w stanie realizować celów na swoim stanowisku. Wypowiedzenie jest gotowe, ale Alexis, która powinna je przyjąć, ma inną propozycję. Wysyła Bena do Josepha, mistrza metody myślenia pytaniami, QT. U Josepha Ben zdobywa kolejne stopnie wtajemniczenia – zyskuje kilka podpowiedzi, które może zastosować w zwyczajnym życiu, nie tylko zawodowym. Joseph tłumaczy, jak zadawać pytania, żeby zmienić wyjściowe nastawienie. Nie ma w tym magii – liczy się za to znajomość ludzkiej psychiki i najczęstszych reakcji czy emocji. Pod tym względem Ben nie jest wyjątkiem – nawet jeśli przed innymi nie chce się przyznawać do najskrytszych myśli, to przecież czytelnicy mają dostęp do jego refleksji. Każdy kolejny rozdział to odrębna historyjka z życia Bena – zaglądanie do jego życia zawodowego to nie wszystko – Ben pozostaje w małżeństwie z Grace i w tym małżeństwie trochę mu się nie układa, zwłaszcza że przenosi emocje z pracy na dom, a nie chce rozmawiać z Grace o swoich problemach czy dylematach. Jednak kiedy uczy się techniki myślenia pytaniami, udaje mu się zaszczepić pewne schematy i u partnerki. Grace wdraża tę metodę w swojej codzienności bardzo szybko – i trochę na wzór przykładów z książek psychologicznych – nie ma w niej ani lęku, ani emocji zaciemniających działania – podręcznikowo reaguje i uświadamia nawet Benowi, jak poprawnie korzystać z nowych wskazówek. To oznacza, że bohater w życiu zawodowym jest kontrolowany przez Josepha, w domu z kolei – przez Grace – jedno z nich osiąga mistrzostwo, drugie dąży do doskonałości – Benowi nie pozostaje zatem miejsce na wątpliwości. W razie potrzeby może korzystać z uwag ludzi w swoim otoczeniu – a to sprawia, że doskonali technikę.

W opowieści pojawiają się jednak ramki z wybranymi cytatami, tak, żeby czytelnicy mogli sobie utrwalić najważniejsze punkty i informacje – i to zabieg, który przypomina publikacje skryptowe. Na końcu książki pojawiają się jeszcze omówienia narzędzi z poszczególnych rozdziałów (dla mniej uważnych czytelników i tych, którzy nie potrafią wyciągnąć wiadomości z fabularyzowanej historii) i ćwiczenia dla odbiorców, którzy chcą przyswoić sobie tę metodę.

piątek, 24 lipca 2026

dr Dale E. Bredesen: Mózg wiecznie młody. Jak wyostrzyć umysł i chronić go przez całe życie

Sensus, Gliwice 2026.

Pamiętanie

Dr Dale E. Bredesen nie ustaje w wysiłkach, żeby przekonać czytelników do swoich racji. Do tego stopnia, że momentami ma się wrażenie, że retoryczne popisy przyćmiewają u niego dążenie do prowadzenia lekcji z higieny mózgu dla wszystkich tych, którzy boją się osłabienia funkcji poznawczych w przyszłości. „Mózg wiecznie młody” to stałe powtarzanie, że istnieje możliwość zachowania bystrego umysłu w późnym wieku – i przypominanie, że ciągle wydłuża się średnia wieku, więc warto zabrać się do ćwiczeń i działań, żeby nie zostać na stare lata z poważnym problemem.

Bredensen bazuje na społecznym lęku przed chorobą Alzheimera i demencją. Zdaje sobie sprawę, że to otoczenie najczęściej wychwytuje pierwsze objawy, ale jednocześnie wie, że problemy z mózgiem oznaczają pogorszenie jakości życia w każdym jego aspekcie. Dba zatem o to, żeby czytelnicy przyswoili sobie przekonanie, że mogą coś z tym zrobić. Wylicza cały zestaw badań, które można wykonać jeszcze zanim pojawią się niepokojące symptomy – zaskakujący może być fakt, że na te badania zaprasza młodych ludzi. Jednak najbardziej dziwić będzie głębokie przekonanie autora, że da się uniknąć schorzeń, które wywołują jeszcze w medycynie sporo pytań i wątpliwości. Bredesen wątpliwości nie ma – uważa, że każdy może zapewnić sobie wymarzoną zdrową głowę – ale to będzie wymagać bardzo dużo samozaparcia i pracy nad sobą.

Przedstawia autor czytelnikom kilka czynników, które wpływają na kondycję mózgu. Wyjaśnia, jak ważne jest znaczenie snu i unikanie przewlekłych stanów zapalnych, dlaczego trzeba zwracać uwagę na toksyny w codziennym otoczeniu (to zarówno metale ciężkie, jak i zarodniki grzybów, pleśń i mikroplastik), koncentruje się też na znaczeniu właściwej diety. Wyliczenie tych elementów zajęłoby nie więcej niż kilka akapitów, ale trzeba przecież zapełnić całą książkę i – co trudniejsze – przekonać czytelników, że autor jest ekspertem, a nie twórcą nierealnych oczekiwań i teorii budowanych na przekonaniach niepopartych źródłami. Znajduje w książce miejsce na opisywanie pracy mózgu i przedstawianie stanu badań – ale warto zaznaczyć, że posługuje się tu dość hermetycznym tonem, co sprawia, że dla części odbiorców dyskurs może być mniej zrozumiały. I właśnie dlatego sporo wysiłku wkłada w perswazję: chce wpłynąć na czytelników i nie tylko zachęcić, ale wręcz zmusić ich do zmiany szkodliwych przyzwyczajeń. Roztacza przed odbiorcami wizję szczęśliwej i satysfakcjonującej jesieni życia: zupełnie jakby choroby mózgu i układu nerwowego były jedynymi, które utrudniają cieszenie się starością. Trochę to zbyt optymistyczne podejście, ale być może dla czytelników mających w rodzinie przypadki demencji krzepiące. Szuka zatem autor przykładów – często z najbliższego otoczenia – stulatków z werwą (lub tych, którzy bliscy byli przekroczenia magicznej granicy stu lat) – to także ma motywować czytelników do pracy nad sobą. A Bredesen po prostu podsuwa sposoby na działanie. Zależy mu najbardziej na tym, żeby czytelnicy jak najszybciej zaczęli wdrażanie zmian – przekonuje, że nawet drobne kroki są lepsze niż nic. I to sprawia, że „Mózg wiecznie młody” funkcjonować będzie obok poradników dotyczących zdrowia – jako uzupełnienie teoretyczne z elementami wskazówek dla czytelników. Raczej trudno będzie ocenić przydatność porad – ale z pewnością stosowanie się do nich nie zaszkodzi nawet sceptykom.

wtorek, 21 lipca 2026

Umiem rysować morski świat

Kropka, Warszawa 2026.

Pod wodą

Kto potrafi narysować rekina białego – tak, żeby różnił się od rekina młota? A kto poradzi sobie ze skrzynią skarbów? Muszla czy meduza niby wydają się prostsze, a jednak i one wymagają trochę wprawy – i właściwego pokierowania ręki. „Umiem rysować morski świat” to kolejna propozycja w bardzo przyjemnej serii, na której skorzystać mogą dzieci albo dorośli chcący tworzyć komiksy. Dzieciom ta książka da pewność siebie w rysowaniu – i zachęci do tworzenia. Rodzicom zapewni trochę spokoju, co też może być bardzo cenne. Mamy tu 35 propozycji, które wiążą się z morskim światem – w tym przedziwne stwory z morskich głębin albo istoty, które każdy przynajmniej raz w życiu widział. Można dowiedzieć się czegoś o nietypowych rybach (o ich wyglądzie) i o budowlach nadmorskich (latarnia morska to coś, co rzadko pojawia się na dziecięcych rysunkach, a może warto pokusić się o takie uzupełnienie).

Zasada jest prosta: trzeba mieć coś do rysowania, najlepiej ołówek – a jeśli komuś potrzeba więcej ćwiczeń, to i kartki. Każda rozkładówka w książce ma zapełniony tylko lewy margines i górny prawy róg. Na marginesie mieści się bohater (z nazwą) i trzy kroki do stworzenia konkretnego tematu – bez instrukcji słownych, tu wystarczy oglądać kolejne linie i dodatki do nich. Wszystkie obrazki zostały przygotowane tak, żeby nie wymagały zbyt wielu szczegółów: chodzi o to, żeby tematy obrazków były rozpoznawalne na pierwszy rzut oka i żeby dzieci przekonały się, że rysowanie nie tylko jest proste, ale i dostarcza wiele zabawy – zwłaszcza kiedy nagle można narysować dokładnie to, o czym się marzyło. W prawym górnym rogu mamy jeszcze prezentowanego narysowanego i cieniowanego bohatera danej rozkładówki – żeby przypomnieć dzieciom, do czego dążą i jak mogą wykorzystywać cieniowanie w kolorowaniu sylwetek. Na samym końcu książki znalazło się jeszcze miejsce na kilka stron, które można wykorzystać jako tło dla podwodnych światów – żeby przetestować właśnie zdobyte umiejętności. A to oznacza, że dzieci będą musiały nauczyć się rysować bez podpowiedzi (albo stale przewracać kartki) – i że w ten sposób przekonają się, jak bardzo potrzebne są takie poradniki.

„Umiem rysować morski świat” to kolejny tematyczny kurs rysowania w bardzo dobrej serii. Ta książka ucieszy zwłaszcza maluchy potrzebujące zachęty czy wsparcia przy tworzeniu – pozwala wyrobić pewną rękę i sugeruje, jak czerpać przyjemność z zabawy kredkami. To może być też bardzo dobry wstęp do lekcji pisania – bez obciążeń, liczyć się wtedy będzie po prostu umiejętność panowania nad przyborami do pisania. Po raz kolejny Kropka udowadnia, że każdy może zacząć rysować – i to w dowolnym momencie życia. Wystarczy, że zdobędzie się na odrobinę cierpliwości i już za moment zacznie imponować wszystkim swoimi dziełami. Rysowanie ma być przyjemnością i z tą publikacją faktycznie jest – nie da się zaprzeczyć. Seria Umiem rysować to rozbudowujący się poradnik o tworzeniu z charakterem.

poniedziałek, 20 lipca 2026

Ewelina Podrez-Siama: Marka osobista w czasach AI i generatywnego wyszukiwania

Onepress, Gliwice 2026.

Widoczność

Kiedy ktoś zajmował się dawniej promowaniem swoich działań w internecie, wiedział, że należy publikować często i regularnie – żeby wypracować sobie odpowiednie miejsce w wynikach Google i nie zostać przeoczonym przez ludzi poszukujących konkretnych tematów. W czasach AI sytuacja jednak zmienia się diametralnie i wszystkie dawne przyzwyczajenia można spokojnie porzucić. Teraz, żeby być widocznym dla algorytmu, trzeba podjąć zupełnie inne działania – i Ewelina Podrez-Siama opisuje je szczegółowo. Książka „Marka osobista w czasach AI i generatywnego wyszukiwania” to publikacja poradnikowa nastawiona na konkretne efekty – i pozwalająca czytelnikom na oswojenie się z zupełnie nowymi narzędziami i z zupełnie nowym podejściem do budowania marki w sieci.

Autorka posługuje się najczęściej swoim przykładem. Przyzwyczaja czytelników do nowych pojęć, dba o to, żeby zapadły im w pamięć – i temu służy między innymi powracanie do już raz powiedzianych kwestii. Co ciekawe, nie oznacza to irytującej niewiary w uważność czytelników, raczej próbę upewnienia się, że wiadomość została nie tylko zarejestrowana, ale przekuta w czyn. Bo tej książki nie da się traktować jako zestawu teoretycznych komentarzy. Wprost przeciwnie: są tu bardzo rzeczowe i fachowe uwagi do natychmiastowego wcielenia w czyn. Autorka dzieli się i adresami, i rozpisanymi wręcz na poszczególne kroki działaniami, które mają na celu jedno: poprawienie widoczności marki w sieci. Żeby zachęcić czytelników do wprowadzania zmian, przedstawia własną drogę – sama funkcjonowała jako trzy byty: osoba zajmująca się promocją marki, autorka książek kucharskich oraz autorka przewodników po wyspach, które pokochała. I chociaż w dawnych czasach te trzy tożsamości byłyby automatycznie wiązane za sprawą jednego nazwiska, sztuczna inteligencja nie ma możliwości zespolenia ich i traktowania jak działań jednej osoby. W efekcie słabnie siła przebicia autorki w sieci. I to zjawisko zupełnie nowe dla wielu odbiorców, a jednocześnie wymagające konkretnych działań prowadzących do upragnionej zmiany. „Marka osobista w czasach AI” to zestaw konkretów. Mocno osobista narracja nie wyklucza tu fachowości – dla odbiorców to okazja do poznania nowego podejścia i zestawu wskazówek, jak to nowe podejście od razu wcielić w życie. Ale Ewelina Podrez-Siama wcale nie chce, żeby czytelnicy wierzyli tylko jej, dlatego zaprasza swoich przyjaciół i współpracowników, ekspertów w dziedzinie budowania marki w sieci – i zostawia im miejsce na odpowiednie wyjaśnienia i komentarze. To te wstawki z zewnątrz mają działać jak zachęta do wykorzystania praktycznych podpowiedzi – ale tak naprawdę dzięki odpowiednio dobranym przykładom autorka wcale nie musi martwić się o odzew odbiorców: ma raczej pewność, że wszyscy, którym zależy na poprawie widoczności w internecie, przynajmniej spróbują wprowadzić w działanie zestaw uwag z książki. Rzadko zdarza się, żeby ktoś tak precyzyjnie i tak szczegółowo prowadził czytelników przez meandry rozwiązań internetowych w dobie AI – co oznacza, że ta książka może okazać się dobrą inwestycją. Generatywne wyszukiwanie treści wymusza na samych twórcach kompletnie nowe schematy działań, dobrze więc przyswoić je sobie i przynajmniej przetestować propozycje wiążące się z prezentowaniem siebie w internecie.

czwartek, 16 lipca 2026

Anna Colton: Jak rozmawiać z dziećmi o jedzeniu. Nowe podejście do rozwiązywania problemów związanych z jedzeniem, grymaszeniem i zaburzeniami odżywiania u dzieci w wieku od 0 do 16 lat

Media Rodzina, Poznań 2026.

Smaki

To jest poradnik, w którym wsparcie znajdą rodzice odpowiedzialni za zbilansowane posiłki swoich pociech – zwłaszcza ci, którzy nie potrafią sobie poradzić z presją społeczną, reklamami czy postawami samych maluchów. Anna Colton wie, że wspólne posiłki mogą kończyć się awanturami i buntem – i przekonuje, że wcale nie musi tak być, jeśli tylko rodzice zastosują się do kilku prostych rad. Tworzy książkę, po którą powinni sięgnąć być może przygotowujący się dopiero do rodzicielstwa, bo wiele z zaproponowanych tu technik i zachowań warto wdrażać od samego początku – tak, żeby nie wyrabiać w dziecku niepotrzebnie złych nawyków i żeby usunąć zawczasu punkty zapalne. Zmiana przyzwyczajeń związanych z jedzeniem dotyczyć będzie nawet bardziej rodziców – czyli starszego pokolenia – niż ich pociech. Dorośli, być może wiedzeni własnymi doświadczeniami z dzieciństwa, często wprowadzają groźby lub złe motywacje do jedzenia: mówią dzieciom, że nie dostaną deseru, jeśli nie skończą obiadu – i to wykształca w najmłodszych przekonanie, że istnieje lepsze i gorsze jedzenie. I niby oczywiste, że wystarczy zaprzestać takich praktyk, żeby zbudować lepszą narrację wokół posiłku – a jednak porzucenie przyzwyczajeń bywa bardziej skomplikowane niż może się wydawać. I Anna Colton tłumaczy, jak zmienić postrzeganie jedzenia i czego dziecku podczas posiłku nie sugerować.

Pochyla się autorka nad rozmaitymi argumentami wysuwanymi przez obie strony w codziennych dyskusjach, ale też uświadamia rodzicom to, z czego często nie zdają sobie sprawy – jak przemycają w zwykłych rozmowach swoje podejście do jedzenia i do posiłków. To w zasadzie pierwszy krok do zaburzeń odżywiania się – jeśli ktoś zbyt obsesyjnie podkreśla swoje problemy z dietą albo wygląd ciała, który zmusza go do wypróbowywania kolejnych metod na odchudzanie – nie daje zbyt dobrego przykładu swoim pociechom. Tymczasem wystarczyłoby zmienić podejście na neutralne, żeby jedzenie przestało być problemem i żeby nie martwić się o przyszłość dzieci. Autorka decyduje się na wprowadzanie podsumowań – skryptowych notatek po każdym rozdziale, żeby jeszcze łatwiej było odbiorcom przyswoić sobie przedstawiane treści.

To fakt, że kilkulatkom inaczej przedstawia się pewne kwestie niż nastolatkom, a także inaczej podchodzi się do ich jedzeniowych wyborów – Anna Colton rozdziela zatem podejścia w zależności od wieku i możliwości percepcyjnych odbiorców. Zwraca też uwagę na kwestie językowe – istnieje tu całe zestawienie zwrotów związanych z jedzeniem, często używanych wręcz bez żadnych refleksji. Nie uczy, jak i co jeść, a jak i co o jedzeniu mówić, żeby nie zamieniło się w wyzwanie dla wszystkich. Nie jest to temat błahy, bo słowa przekuwają się bezpośrednio na działania i zachowania – zwłaszcza u młodszego pokolenia, które nie jest jeszcze w stanie do końca przeanalizować zasłyszanych treści. Anna Colton chce wyprzedzić kłopoty – zareagować, zanim mają szansę się pojawić – to spowoduje, że odbiorcy będą znacznie spokojniej funkcjonować i ominie ich wiele sporów. Jedno wydaje się tu nie do przejścia: pokonanie naleciałości z całych dekad na rzecz wiedzy, jak powinno się komunikować – to wyzwanie podczas całej lektury największe.

niedziela, 31 maja 2026

Artur Nowicki: Auto z kapelusza. Nauka rysowania bez czarowania

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Nauka jazdy

W Naszej Księgarni ukazało się polskie wydanie serii Zacznij od ziemniaczka – krótki i bardzo dowcipny kurs rysowania absolutnie wszystkiego, w którym to punktem wyjścia jest nieforemna kulka – ziemniaczek. Kto przerabiał już ziemniaczki na wszystko, teraz może poprzerabiać kapelusze na samochody. „Auto z kapelusza” to znakomita odpowiedź Artura Nowickiego na zagraniczną propozycję – kierowana przede wszystkim do małych fanów motoryzacji. I Artur Nowicki przekona dzieci między innymi tym, że odróżnia rodzaje aut – inaczej wyglądają minivany, inaczej dostawczaki, wyścigówki, pick-upy, auta elektryczne, garbusy czy kabriolety, a inaczej spychacze, betoniarki, wozy strażackie, wózki widłowe czy lokomotywy. Za każdym razem punktem wyjścia jest kapelusz, dlatego też na początek dzieci mogą poćwiczyć rysowanie kapeluszy. Gdyby ktoś miał problemy, autor proponuje całą rozkładówkę wypełnioną różnymi kształtami – można więc się przekonać, jak detale decydują o ostatecznym wyglądzie i jak niewiele potrzeba, żeby zacząć rysować. Artur Nowicki wie, że to rozrywka dostępna każdemu i przypomina, żeby nie kupować drogich przyborów – wystarczy zwykła kartka i ołówek, wszystko rozgrywa się w wyobraźni i jest efektem ćwiczeń.

Przeprowadza autor małych odbiorców przez mnóstwo maszyn – i za każdym razem najpierw mówi, jaki kapelusz trzeba narysować. Kształt, z którym poradzi sobie każde dziecko (i nie tylko dziecko) da się łatwo przerobić na samochód – i to nie byle jaki samochód, a pojazd, który będzie robił wielkie wrażenie na oglądających rysunek (a prawdopodobnie też na samych rysujących). Nagle okazuje się, że wcale nie jest trudno stworzyć maszynę z charakterem, a to prosta droga do rysowania większych form. Ten ilustrator imponuje maluchom między innymi w książkach o samochodach – więc skoro teraz mówi, jak sobie poradzić z takim wyzwaniem, warto skorzystać na jego podpowiedziach. Kapelusz zyskuje w kilku kolejnych krokach rozwinięcie – trzeba dodawać drobne wstawki, żeby uzyskać na końcu widok „prawdziwego” auta w zależności od potrzeb. Dla dzieci to nie tylko zachęta do ćwiczeń, ale też szansa na poszerzenie umiejętności. Przyda się odbiorcom taki kurs – z przymrużeniem oka, sensowny i konkretny, wyraźnie kierowany do konkretnej grupy odbiorców – do dzieci, które chcą rysować samochody (nie można tu wykluczyć, że nie tylko chłopcy zechcą po ten tomik sięgnąć).

Rysowane kroki wyjaśniają wszystko, ale od czasu do czasu autor wprowadza drobne, jednozdaniowe komentarze do kolejnych działań – tak, żeby odbiorcy nie zastanawiali się nad tym, co zostało dodane albo co właśnie dorysowali do własnego kapelusza. Żaglówka, helikopter i ufo to dodatek do tej propozycji – bo autor zawsze sięga po dowcip, za który zresztą odbiorcy go kochają. Jeśli ktoś uważa, że nie umie rysować, powinien wypróbować wskazówki zawarte w tej książce – nie pożałuje, bo kapelusze to w zasadzie gotowe samochody. Artur Nowicki uczy dzieci czarowania – i zapowiada ponowne spotkanie, można więc zacząć już kompletować serię, która zafascynuje nie tylko najmłodszych. To bardzo przyjemny poradnik, który ma potencjał na to, żeby stać się międzynarodowym bestsellerem. A wszystko dzięki odpowiedniemu pomysłowi zapewniającemu dzieci, że rysowanie nie jest trudne.

niedziela, 24 maja 2026

Jessie Inchauspé: Ciążowa rewolucja

Marginesy, Warszawa 2026.

Co najlepsze

Jessie Inchauspé dała się odbiorcom poznać jako autorka, która najpierw wnikliwie sprawdza informacje, żeby potem przekazać jak najpełniejszy ich zestaw zainteresowanym czytelnikom. Po „Glukozowej rewolucji”, która szturmem podbiła rynek poradników, pojawia się „Ciążowa rewolucja” – siłą rzeczy kierowana do mniejszej grupy odbiorczyń, za to równie szczegółowo prezentująca temat niezbędnych podczas ciąży składników oraz ich wpływu na rozwój płodu.

Autorka w narracji bardzo dba o to, żeby nie urazić ciężarnych i nie wprowadzać w ich myśli poczucia winy. Rezygnuje z nacisku na rzecz swobody wyboru: często powtarza, że nie trzeba się restrykcyjnie trzymać jej zaleceń, bo już zrobienie jednego kroku w kierunku lepszego odżywiania się w ciąży może być sukcesem. Żeby jeszcze bardziej zdjąć odpowiedzialność z przyszłych mam, przedstawia własną historię i swoją rodzicielkę, która w trakcie ciąży odżywiała się w sposób niezachęcający do naśladowania – i nie pozostawiło to przesadnie złych skutków w egzystencji córki. Ale oczywiście jeśli ktoś zechce zapewnić swojemu dziecku wszystko, co najlepsze, tu znajdzie szereg wskazówek i, co ważniejsze, wyjaśnień. Bo autorka dba o to, żeby czytelniczki nie musiały się zastanawiać nad sensownością obco brzmiących składników – cały rozdział poświęca na przykład cholinie, o której być może sporo ciężarnych w ogóle nie słyszy. Żeby zyskać na wiarygodności, zestawia własne doświadczenia ciążowe z tym, co może spotkać odbiorczynie – pokazuje im, jak wybory żywieniowe działają w kolejnych trymestrach i kiedy można pofolgować zachciankom, a dać sobie spokój z przestrzeganiem diet. Jessie Inchauspé przez rezygnowanie z kategoryczności i nastawienie na wyrozumiałość znajdzie wśród odbiorczyń wiele zwolenniczek. Zwłaszcza że zależy jej na dogłębnym analizowaniu tematów i na przytaczaniu aktualnego stanu badań – jeśli coś nie zostało zbadane pod kątem wpływu na ciążę, zaznacza to wyraźnie, żeby uniknąć wątpliwości. Dla czytelniczek może być jej książka zestawem przydatnych podpowiedzi, ale też ratunkiem: autorka wyjaśnia na przykład, dlaczego w ciąży warto ograniczyć spożywanie cukru i po co potrzebne jest białko – zadziwiające okazuje się tu rzadkie nawiązywanie do warzyw, chociaż i to sama Jessie Inchauspé będzie objaśniać. Liczy się jednak wyczulenie na potrzeby kobiet w ciąży i przygotowanie dla nich całej strategii działania. Można z niej korzystać wybiórczo, można zdecydować się na testowanie pojedynczych uwag, ale można też dać się pokierować autorce i zdjąć z siebie konieczność prowadzenia dalszych poszukiwań. Jakby tego było mało, książka kończy się zestawem przepisów na potrawy, które nie tylko są smaczne, ale jeszcze wypełnią zapotrzebowanie ciężarnych na określone składniki – tak, żeby nie trzeba było zbyt daleko szukać podpowiedzi kulinarnych. Ale Jessie Inchauspé na pewno nie będzie chować się za przepisami i za prostymi wypełniaczami objętości w tomie – liczy się dla niej rzetelne przekazywanie zdobytych wiadomości i dostarczanie czytelniczkom szeregu przydatnych informacji pozwalających na zachowanie zdrowia i kondycji przez cały czas trwania ciąży.

czwartek, 21 maja 2026

Kinga Sroka-Gieparda: Marketing przyszłości. Co zrobić, by sztuczna inteligencja była dla ciebie zawodowym wsparciem a nie zagrożeniem

Onepress, Gliwice 2026.

Oswajanie

Sztuczna inteligencja to między innymi narzędzie dla tych wszystkich, którzy chcą sobie ułatwić codzienne zawodowe obowiązki. Umiejętność promptowania staje się w błyskawicznym tempie wręcz wymogiem, żeby nie dać się wyprzedzić konkurencji. Jak na razie podstawowym atutem w korzystaniu z AI okazuje się skrócenie czasu przeznaczonego na tworzenie treści marketingowych i automatyzacja co bardziej niewygodnych zajęć w rodzaju odpowiadania na reklamacje lub wątpliwości klientów. AI pozwala na stworzenie botów zapewniających kontakt z odbiorcami 24 godziny na dobę. Może też ułatwić kampanie w social mediach. Ale żeby do tego dojść, trzeba trochę odwagi w sięganiu po to, co nowe – i dlatego na rynku pojawiają się krótkie, wręcz brykowe, poradniki. „Marketing przyszłości. Co zrobić, by sztuczna inteligencja była dla ciebie zawodowym wsparciem a nie zagrożeniem” to książka, w której Kinga Sroka-Gieparda dokonuje podsumowań dostępnych aktualnie na rynku narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji – świadoma, że część z nich może się szybko zdezaktualizować i wówczas książka zostanie po prostu komentarzem i znakiem czasów.

Dla tych wszystkich, którzy trochę gubią się w możliwościach AI – w tym najbardziej podstawowym zakresie – autorka ma zestaw wygodnych wyliczeń i podsumowań. „Marketing przyszłości” to nie książka, którą da się czytać dla rozrywki, tu liczą się dane i spostrzeżenia, a także – podpowiedzi zawodowe. Kolejne rozdziały w tym tomie porządkują narzędzia AI pod kątem ich potencjalnych zastosowań: są modele do generowania treści, modele konwersacyjne, modele wykorzystywane przez informatyków do tworzenia kodów, modele, które tworzą grafiki – i dzięki temu także użytkownikom łatwiej będzie nawigować po książce i od razu dotrzeć do właściwych obszarów sztucznej inteligencji, od razu do tych najbardziej przydatnych elementów i sprawdzić, które z nich – już w ramach zawężonych możliwości – najlepiej odpowiedzą na potrzeby. Podrozdziały w poszczególnych częściach to po prostu rodzaj skrótowej prezentacji możliwości danego narzędzia – wyliczenia cech charakterystycznych, rodzajów zastosowania w marketingu czy „morału dla marketerów”. Każdy rozdział kończy się dwudziestoma przykładowymi promptami dla marketerów – wykorzystującymi konkretny model. I o ile autorka nawołuje na początku do tworzenia jak najbardziej szczegółowych i konkretnych promptów, o tyle w swoich podpowiedziach kieruje się jednak użytecznością, a co za tym idzie – wysokim stopniem uogólnienia, tak, że czytelnicy, którzy faktycznie zechcą się posiłkować tymi wskazówkami, będą musieli i tak dopracować polecenia. Wydaje się też, że nie do końca kreatywnie podchodzi autorka do możliwości zapewnianych przez AI w pracy marketerów – bo najważniejsze punkty do wykorzystania to zwykle posty na media społecznościowe oraz szablony do rozmów z klientami. Ciekawym dodatkiem do książki są zestereotypizowane rozmowy z fachowcami w wybranych dziedzinach – to pokazanie, jak AI już działa na rynku marketingu i jak może zadziałać w najbliższej przyszłości.

Zachęca zatem Kinga Sroka-Gieparda do wykorzystywania nowych możliwości, jakie pojawiają się w zawodzie marketera – i prowadzi czytelników przez potrzebne im podstawy bez zbędnych komentarzy i dodatków. Zależy jej na dotarciu przede wszystkim do odbiorców, którzy nie potrafią samodzielnie wybrać sobie narzędzi do skutecznego działania.

środa, 13 maja 2026

Dawid Lewandowski: Pokaż światu swoją twórczość. Przewodnik po budowaniu marki osobistej w social mediach

Onepress, Gliwice 2026.

Wizerunek

To nie jest tak, że Dawid Lewandowski da czytelnikom magiczny przepis na zbudowanie strategii promocyjnej w mediach społecznościowych. Ale uświadomi, dlaczego własny wizerunek – marka osobista – jest tak istotny i dlaczego lepiej samemu stworzyć narrację niż pozwolić ją snuć innym. „Pokaż światu swoją twórczość. Przewodnik po budowaniu marki osobistej w social mediach” to książka niewielka, skondensowana i wypełniona ogólnymi uwagami, które porządkują trochę wiadomości o funkcjonowaniu w SM, ale nie przyniosą gotowej odpowiedzi na pytanie, jak budować zasięgi. Lewandowski zatrzymuje się za to na kwestii, co zrobić, żeby się wyróżnić – nie koncentruje się na kupowaniu obserwujących ani na monetyzowaniu treści, a na tworzeniu spójnego i interesującego dla odbiorców wizerunku w mediach społecznościowych. To ten pierwszy krok, który wielu twórców przerasta. Jest w tej książce też mowa o możliwościach tworzenia dzięki sztucznej inteligencji – i Dawid Lewandowski przed pułapkami korzystania z AI przestrzega – wyjaśnia, jak traktować to narzędzie, żeby nie popełniać błędów i dlaczego autentyczność jest największą wartością.

Kieruje się ten autor do twórców z różnych branż kreatywnych, nie chce nikogo wyróżniać, dba o to, żeby z poradnika mogli korzystać pisarze, malarze czy muzycy a nawet rękodzielnicy – wszyscy, którzy chcą działać w obszarze SM i wykorzystywać je jako narzędzie autopromocji. Przy okazji może zatem autor obalać mity dotyczące nachalnej reklamy albo uczyć odbiorców, jak znaleźć dla siebie miejsce i ograniczyć wyrzuty sumienia płynące z konieczności walki o uwagę. Żeby pokazać się w internecie, nie wystarczy mieć coś do powiedzenia: każdy, kto tworzy rzeczy wartościowe, może zderzyć się ze ścianą: brakiem reakcji czy niewielkimi zasięgami. I Dawid Lewandowski podpowiada metody, które mogą zadziałać, żeby podnieść wskaźniki i zapewnić sobie odzew wśród potencjalnych konsumentów, klientów czy fanów. Nie obiecuje złotych gór, wie, że zmiany wymagać będą działań i cierpliwości, a także czasu – ale uczy czytelników, co zrobić, żeby zmienić swoje sieciowe przyzwyczajenia. I to może być bardzo skuteczne, jeśli faktycznie odbiorcy tej książki uważnie przestudiują porady i zastosują się do nich. Co ciekawe, autor decyduje się na wprowadzanie dwóch ćwiczeń po każdym rozdziale – niby niewiele, a jednak wymaga to zaangażowania i uważności w pracy, a w konsekwencji doprowadzi do zmiany postrzegania samych SM. Jest to dobry sposób na ruszenie z miejsca i na zbudowanie sobie nowej strategii działania. Warto zastanowić się zwłaszcza nad kwestiami, które podważają obiegowe opinie – Dawid Lewandowski może pokazać odbiorcom nowe perspektywy i zmusić ich do kreatywnego wykorzystywania social mediów jako narzędzia autopromocji.

Jest to książka objętościowo niewielka i bazująca na próbie wytłumaczenia czytelnikom, jakie podejście w stosunku do mediów społecznościowych powinni przyjąć, jeśli muszą z różnych powodów traktować je jako płaszczyznę autoprezentacji czy reklamy – dopiero gruntowne poznanie takich założeń pozwoli na czerpanie korzyści z budowanej konsekwentnie marki osobistej. „Pokaż światu swoją twórczość” to książka przeprowadzająca przez podstawy zmiany w myśleniu o SM.

wtorek, 12 maja 2026

Ewa Borowska: Trenujemy umiejętności społeczne

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

W grupie

Ta seria ma dwie naprawdę mocne strony, pierwsza to identyfikacja wizualna – książek z cyklu Szkoła i ja kierowanego dla dzieci wkraczających w wiek szkolny i ich rodziców nie można z niczym pomylić, nie będzie zatem przypadkowych czytelników czy tych liczących na bajki i fabuły. Druga mocna strona to realizacja – Ewa Borowska dba o to, żeby z lektury wszyscy wyciągnęli jak najwięcej i mogli przełożyć na codzienność to, co spotyka bohaterów. Ola i jej brat Kacper chodzą do drugiej klasy, uczy ich pani Edyta – to ta trójka będzie prowadzić odbiorców przez doświadczenia w grupie rówieśników – i nie tylko. Nauczycielka bowiem prowadzi do tego, żeby jej uczniowie przyjrzeli się uważnie uczuciom targającym nimi w różnych kontekstach i trochę nad nimi pracowali. Oswaja między innymi smutek i złość, podpowiada, jak przyjmować komplementy i jak radzić sobie z odrzuceniem – czyli co zrobić po usłyszeniu „nie”. Uczy wypracowywania kompromisów, współpracy i proszenia o pomoc (albo reagowania, kiedy się widzi, że ktoś takiej pomocy potrzebuje). Wyjaśnia, czym jest duma, a czym zazdrość. Najbardziej chyba dziwi w tym zestawieniu wizyta w sklepie i robienie samodzielnie zakupów – ale jest to również umiejętność społeczna, którą trzeba wypracować. Autorka przygląda się także tematowi zazdrości czy prawdziwej przyjaźni, a żeby w ogóle to wszystko zacząć – podpowiada, jak nawiązywać kontakty.

Rzecz polega na tym, żeby wszystkie potrzebne wiadomości przekazać dzieciom bez zbędnego moralizowania i bez męczenia ich nieżyciowymi komentarzami. Żeby pokazać wszystko w akcji wykorzystuje Ewa Borowska ilustracje przygotowywane przez Martę Kuleszę – i komiksowe dymki. Dzięki temu od razu widać, kto w jakiej sytuacji wykorzystuje odpowiednie porady – i co dzieje się z uczuciami w konkretnych chwilach. Na obrazkach dzieje się wiele, panuje typowy szkolny gwar – nie da się zatem bez skupienia błyskawicznie prześledzić zawartości kolejnych tematycznych rozkładówek. Nie ma też takiej potrzeby, warto za to przyglądać się kolejnym postaciom i czytać ich uwagi – to pozwoli lepiej przyswoić przekazywane zagadnienia i wypracować sobie zasady postępowania w szkolnej społeczności czy w gronie bliskich. Nie wszystkie sytuacje będą odbiorcom bezwzględnie potrzebne – ale często zdarzy się tak, że da się wybrać drobne wskazówki z różnych obszarów działań, więc żeby dotrzeć do tych istotnych, czytelnicy będą przechodzić przez kolejne dymki i aktywnie uczestniczyć w śledzeniu opowieści. Ewa Borowska dba o to, żeby podsunąć małym odbiorcom i ich rodzicom szereg ważnych uwag – zastosowanie się do nich czasem będzie wymagało kreatywności, odejścia od modelowego schematu – ale zmniejszy stres przed nieznanym i strach przed popełnianiem błędów, które skończą się społecznym ostracyzmem. Ewa Borowska tłumaczy to, co w erze przedkomputerowej wydawało się naturalne i proste – teraz jednak staje się coraz mniej oczywiste.

sobota, 2 maja 2026

Joanna Szczerbaty: Panie kocie, jak żyć? Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach

Mando, Kraków 2026.

Wskazówki

Koty łagodzą obyczaje – i to zjawisko, które Joanna Szczerbaty zaobserwowała nie tylko w codzienności, ale i w internetowych dyskusjach. Podbudowana tym faktem postanawia stworzyć dla odbiorców popporadnik psychologiczny, żeby przekonać ich do wdrożenia w życie pewnych zachowań i zasad, które nie zdziwiłyby domowego czworonoga. „Panie kocie, jak żyć. Przewodnik po równowadze, odpoczynku i codziennych przyjemnościach” to sposób na opowiedzenie o tym, co trudne do przyswojenia – bez moralizatorskich tonów i bez poczucia wyższości, przynajmniej tego ludzkiego, bo kotom wolno znacznie więcej.

I dlatego w tej książce każdy rozdział poświęcony jest osobnemu zagadnieniu przeszkadzającemu w osiągnięciu życiowego flow, w dwóch perspektywach – w wersji kota i psychologa. I to, co mówi kot, niby jest tylko wstępem, ale tak naprawdę pokazuje odbiorcom, jakie postawy warto wcielić w swoją codzienność – i jakie korzyści można wtedy osiągnąć. Narracja kota lepiej zapada w pamięć, wprowadza motyw humorystyczny i przekona czytelników do zmian. Oczywiście książka kierowana jest do tych odbiorców, którzy nie mają czasu na przedzieranie się przez wypełnione teoriami poradniki psychologiczne, tu wszystko sprowadza się do wersji pop, jest mocno skondensowane i mocno upraszczane, a do tego pozbawione niepotrzebnych wykładów – liczy się obserwowanie domowego pupila. To zwierzak ma stać się lekarzem i przewodnikiem jednocześnie. Kot zyskuje głos i bez przerwy się dziwi – dziwi się temu, co odbiorcy robią (i czego po tych działaniach oczekują). Piętnuje postawy, które nie prowadzą do relaksu, pyta o sens pielęgnowania uraz czy chowania w sobie gniewu latami. Kot zestawia ludzkie dziwactwa z tym, co w analogicznej sytuacji zrobi przedstawiciel jego gatunku – i próbuje wytłumaczyć, jak porada powinna zmienić się w rzeczywistość. Komentarz psychologa jest za to nacechowany krytyką i to zaskakujące, ale po narracji kota znacznie łatwiej jest przejść nad tym do porządku dziennego – psycholog bowiem będzie dobijał się do sumienia odbiorcy i postawi na cierpliwe, ale też dość natarczywe przypominanie, co trzeba zrobić, żeby było lepiej. Naśladowanie kota – w reakcjach i postawach wobec świata – to dobry pomysł. Może się spodobać odbiorcom i może się przydać – kiedy człowiek mierzy się z zadaniami niekoniecznie ponad siły, ale na pewno frustrującymi. Oczywiście że autorka tomu może bazować na odkryciach psychologów i na wynikach badań – ale nie musi nimi czytelników zasypywać i zamęczać, koncentruje się nad koniecznymi do wprowadzenia zmianami. Zależy jej na skuteczności, a tę osiągnie dzięki połączeniu sił – kota i perswazji.

W wersji kota wszystko okazuje się oczywiste i proste: w dodatku sam mechanizm może się czytelnikom przydać w trudniejszych chwilach – liczy się szansa na przeprowadzenie obserwacji i na naśladowaniu kota w postawie wobec rzeczywistości. Może na początku nie będzie to proste, ale autorka przekonuje, że warto praktykować te zalecenia – można dzięki nim zachować zdrowe zmysły.

czwartek, 23 kwietnia 2026

Huub Buijssen: Depresja. Poradnik dla przyjaciół i rodziny

Mando, Kraków 2026.

Mrok

Huub Buijssen świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że depresja staje się chorobą cywilizacyjną i coraz bardziej rozpowszechnioną – a ponieważ rośnie świadomość społeczna, ludzie chcą się dowiedzieć na przykład, jak pomóc swoim cierpiącym bliskim – albo jak zachowywać się w obliczu kogoś, kto ma diagnozę, leczy się, a przecież nie może rezygnować z kontaktu z innymi. I chociaż na rynku sporo jest publikacji psychologicznych ujmujących zagadnienie depresji z perspektywy naukowej lub popularnonaukowej, Buijssen wybiera inną drogę – decyduje się na przedstawianie porad i wskazówek dla ludzi, którzy potrzebują wsparcia po to, żeby zapewnić takie wsparcie chorym.

„Depresja. Poradnik dla przyjaciół i rodziny” to zatem książka wolna od typowych zagrań psychologów piszących publikacje dla masowych odbiorców – skoncentrowana jest na niesieniu pomocy. Co ciekawe, czytelnicy zostaną na początku ostrzeżeni, że tematy kolejnych rozdziałów mogą wywoływać przygnębienie lub chwilowy spadek nastroju – i że warto mieć to na uwadze podczas lektury. Ponieważ bliscy cierpiących na depresję są już i tak narażeni na niekoniecznie krzepiące sytuacje, z pewnością potrzebują takiego wsparcia – wstęp uświadamia im, że nie zostaną sami z problemem. Co ciekawe, Huub Buijssen zajmuje się przede wszystkim tym, co odbiorcy dostrzegają. Podsuwa zestaw sygnałów alarmowych – wydarzeń i zachowań, które pokazują, że należy udać się po pomoc do specjalisty. Analizuje sytuacje jednoznaczne, ale też te, w których trzeba mieć już konkretną wiedzę, żeby właściwie ocenić postawy innych. Ma w tym dużą wprawę – książka napisana jest prostym językiem, ale wypełniona sensownymi uwagami, takimi, które bezpośrednio przekładają się na codzienność odbiorców. Autor w ogóle zakłada, że nie pisze dla samych chorych, a dla ich rodzin, domowników i przyjaciół – tych wszystkich, którzy mogą (a czasem muszą) interweniować w razie kryzysu i biorą na siebie sporo przez opiekę nad chorym – wymagającym wyjątkowej troski i uwagi. Wspiera ich bardzo i podsuwa zestaw narzędzi przydatnych w zwykłym funkcjonowaniu. Dzięki temu też pozwala zrozumieć, czym jest depresja, jak się objawia i do czego prowadzi. Autor dba o przejrzystość – nie tylko w ramach porad dla czytelników, ale też za sprawą samych wyjaśnień. Jeśli zatem ktoś potrzebuje błyskawicznego i celnego wprowadzenia w temat depresji, a nie zależy mu na medycznych objaśnieniach i skomplikowanych terminach, to tu odnajdzie się najlepiej.

Wiadomo, że nie da się depresji wyleczyć na własną rękę, ale rozróżnienie między chandrą a poważną chorobą też jest niezwykle istotne i trzeba w tym praktyki oraz uważności. Buijssen staje się bardzo dobrym przewodnikiem – nie potrzebuje nikomu udowadniać swoich kompetencji, ale bardzo dobrze radzi sobie z udzielaniem wyjaśnień. Zajmuje się tym, co najistotniejsze z perspektywy zwykłych czytelników – tych, którzy szukają tu podpowiedzi albo wsparcia, lub po prostu potrzebują się nauczyć funkcjonowania w nowej dla siebie rzeczywistości. Huub Buijssen sprawia, że łatwo mu zaufać – a to przekłada się potem na satysfakcjonującą lekturę.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Dr Monika Łukasiewicz, Jagna Kaczanowska: Teraz ja! Ginekolożka z psycholożką o menopauzie

Agora, Warszawa 2026.

Bez tabu

Menopauza przestała być tematem skrzętnie ukrywanym, a w związku z tym faktem coraz częściej wchodzi do literatury poradnikowej i książek o zdrowiu. To zagadnienie, które warto przedstawiać z każdej możliwej strony, żeby oswoić kobiety ze zmianami przyzwyczajeń oraz z możliwościami, przed jakimi staną, kiedy będą mierzyć się z charakterystycznymi objawami. Menopauza to zmiany w ciele, ale też w myśleniu czy podejściu do życia – i rolą kolejnych publikacji jest omawianie tych zmian w tonie szansy, tak, żeby zredukować lęk i niedogodności. I tak na rynku pojawia się książka, którą zdecydowanie warto włączyć do swojego zestawu poradników i podpowiedzi – „Teraz ja! Ginekolożka z psycholożką o menopauzie”. Tom stworzony przez Jagnę Kaczanowską oraz Monikę Łukasiewicz całościowo prezentuje temat menopauzy i pozwala czytelniczkom na wypracowanie schematów działań w zależności od potrzeb.

Publikacja została przygotowana w lekkim, popularyzatorskim i trochę konfesyjnym tonie – chodzi tu o to, żeby przekonać czytelniczki do nadejścia ważnego i nieuchronnego – ale nie strasznego – etapu życia i żeby podsunąć im zbiór gotowych podpowiedzi. Autorki przyglądają się dostępnym środkom farmakologicznym czy kuracjom hormonalnym (przy okazji oddalając obawy przed takim wyjściem: tłumaczą, skąd bierze się niechęć do przyjmowania hormonów i jednocześnie podpowiadają, co zrobić, żeby taka kuracja była w stu procentach bezpieczna), opowiadają o charakterystycznych reakcjach ciała, o nowych dla odbiorczyń odczuciach, które może nie są groźne, ale z pewnością uprzykrzają codzienne funkcjonowanie. Opowiadają o tym, jak w dalszym ciągu czerpać radość i satysfakcję z seksu – bo przecież menopauza nie oznacza końca tego aspektu – i o tym, jak zmienia się mózg kobiety. Przyglądają się zmianom wagi oraz potrzebom organizmu. Ale przede wszystkim tłumaczą, że menopauza to nie dramat – i wystarczy odpowiednio się przygotować, działać zgodnie z planem i wykorzystywać dostępne dzisiaj metody łagodzenia objawów, żeby zachować normalność. Dzielą się z czytelniczkami własnymi doświadczeniami, co może nie tylko funkcjonować jako przykład, ale też jako rodzaj pokrzepienia – bo oto dwie kobiety wyposażone w sporą wiedzę mogą mimo wszystko borykać się z pewnymi niedogodnościami i szukać na nie sposobów: skutecznie.

Te wiadomości, które są bardziej skomplikowane, czyli wymagają większego skupienia czytelniczek, pojawiają się wyodrębnione w ramkach (tu znajdą się między innymi specjalistyczne terminy medyczne) – wyrzucone z głównego nurtu narracji nie będą odciągały uwagi, łatwiej też do nich trafić. Do tego autorki przywołują motywacyjne opowieści: w kolejnym rodzaju ramek, czyli znowu poza podstawowym nurtem, będzie miejsce na opowieści o kobietach, które spełniały swoje marzenia bez względu na metrykę – i dokonywały rzeczy wielkich po przekroczeniu „magicznej” granicy. To zachęca do działania i przypomina, że zawsze warto dążyć do robienia czegoś, co się kocha. W podstawowej opowieści z kolei rozpracowują tajniki menopauzy tak, żeby odbiorczynie mogły pozbyć się wątpliwości i żeby zweryfikowały swój stan wiedzy. Czytelniczki mogą potraktować tę książkę jak relację przyjaciółek – nieco bardziej doświadczonych i przecierających szlaki – tak, żeby uniknąć niespodzianek i żeby poradzić sobie z wyzwaniem, jakie niesie życie. Bardzo dobrze przygotowana została ta książka, ale jej prawdziwa wartość kryje się także w samym sposobie przedstawiania zgromadzonych informacji – na lekko i bez przykrości.

czwartek, 9 kwietnia 2026

Perry Carpenter: FAIK. Sztuczna inteligencja w służbie fałszywej rzeczywistości. Jak przetrwać w epoce cyfrowych oszustw

Helion, Gliwice 2026.

Obrona

Sztuczna inteligencja to morze możliwości, a jednocześnie – mnóstwo zagrożeń, na jakie użytkownicy internetu jeszcze nie są przygotowani – i które będą przeważnie wyprzedzać szanse na obronę przeciętnego internauty. Perry Carpenter postanawia zatem uczulić czytelników na sztuczki i techniki pozwalające kreować fałszywe informacje, żeby w ten sposób zapewnić im przynajmniej pierwszy stopień ochrony przed atakami i manipulacją. I, jak często bywa w przypadku książek o AI, i tutaj mniej będzie technicznych informacji, a więcej odwoływania się do emocji i przeczuć odbiorców. Perry Carpenter każdy rozdział rozpoczyna od krótkiej fabularyzowanej historyjki, w której bohaterowie padają ofiarą cyberprzestępstwa – albo w ostatniej chwili zagrożenia unikają. To okazja do przypomnienia czytelnikom najczęściej stosowanych mechanizmów, a także do wyczulenia ich na sztuczki. Autor woli raczej wyliczać poszczególne rodzaje zagrożeń niż poddawać je długiej analizie – wie, że przez rozbudowaną teorię zwykli czytelnicy mogliby nie chcieć przebrnąć. Proponuje zatem zestaw narzędzi, które mają być przydatne w rozszyfrowywaniu internetowych nadużyć. Fake newsy czy pishing to wybrane zagadnienia, które pojawiają się tu wcale nie na pierwszym planie a jako jedne z wielu rodzajów zagrań, na które warto w sieci dzisiaj uważać. „FAIK. Sztuczna inteligencja w służbie fałszywej rzeczywistości. Jak przetrwać w epoce cyfrowych oszustw” nie jest jednak tylko i wyłącznie poradnikiem czy szczepionką na fałszywe wiadomości w sieci. Czytelnicy wyciągną z tej książki o wiele więcej, pod warunkiem, że zaufają autorowi i – że potrenują uważność dzięki wskazówkom pojawiającym się na końcu tomu. Może to być trudne – wymaga bowiem czasu i sporej energii, jednak Carpenter przekonuje, że wypracowanie sobie pewnych odruchów zaowocuje szybko lepszym orientowaniem się w ewentualnych manipulacjach i oszustwach.

Nie trzeba wiele, żeby zyskać dostęp do cennych danych – tu liczy się również psychologia, obok świadomości informatycznych chwytów. Ale w erze AI możliwości przestępców stają się o wiele większe – bo wspomagane przez dostępne powszechnie narzędzia. Nawet jeśli twórcy LLM-ów starają się wyposażyć je w umiejętność odsiewania potencjalnie niebezpiecznych treści, Carpenter pokazuje, jak łatwo jest obejść system i uzyskać potrzebne dane bez szczególnego wysiłku. Przypomina odbiorcom, że przestępcy będą korzystać z takich furtek i nie zawahają się przed nieetycznym wykorzystywaniem sztucznej inteligencji. Dlatego też warto wypracować w sobie nieufność do wiralowych treści czy materiałów, które stoją w sprzeczności z wartościami głoszonymi przez konkretne osoby: deepfake nie jest dzisiaj niczym niezwykłym, a może błyskawicznie wprowadzić w błąd szerokie rzesze odbiorców.

Co ciekawe, do napisania książki Perry Carpenter wykorzystuje sztuczną inteligencję: pokazuje, jak to narzędzie funkcjonuje i jak ułatwia pracę – tłumacząc jednocześnie, dlaczego nie można wierzyć we wszystkie treści przez nie tworzone. Ten autor próbuje nauczyć czytelników, że AI ma wiele twarzy i że warto korzystać z niej rozumnie, bez strachu, ale też bez nadmiernego zaufania. I to wszystko pojawia się w książce, która pozwala szerokiemu gronu czytelników lepiej poznać możliwości AI, a jednocześnie – jedynie zarysowuje tematy, które zasługują na pogłębienie. Tu nie ma czasu na rozbudowane analizy – najpierw trzeba zaprezentować odbiorcom podstawy. I to Perry Carpenter robi.

środa, 25 marca 2026

Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem. Inteligencja emocjonalna

Onepress, Gliwice 2026.

Pułapki

Przesadne rozpamiętywanie minionych wydarzeń lub najbardziej stresujących sytuacji nie służy samorozwojowi ani zdrowiu psychicznemu, istnieje więc już cały szereg ćwiczeń, które pozwalają wyjść z pułapki nadmiernego myślenia i przywrócić normalność. Malutka książka spod szyldu „Harvard Business Review” ma uświadamiać czytelnikom, że stresory spotykać będą w pracy (zwłaszcza w pracy w korporacji) na każdym kroku, ale nie powinno to być hamulcem w ich działaniach. „Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem” to kolejna bardzo udana publikacja, która zyska wielu zwolenników z racji skondensowania i niewielkich rozmiarów. Zamiast rozbudowanych psychologicznych analiz autorzy skupiają się bowiem na dostarczaniu odbiorcom – pierwotnie czytelnikom czasopism – esencję wiadomości i pozwalają zmierzyć się z problemami dzięki konkretnym zadaniom. Tym razem odbiorcy mają do czynienia z artykułami publikowanymi na stronie miesięcznika – albo z opracowaniami na podstawie tych artykułów. Kolejni autorzy przyglądają się najbardziej popularnym schematom związanym z nadmiernym myśleniem i podsuwają gotowe, sprawdzone rozwiązania, które wystarczy wcielić w życie, żeby móc poprawić jakość codziennej pracy. Łączą overthinking najczęściej ze stresem – tłumaczą, jaką przeszkodą w wykonywaniu obowiązków może być perfekcjonizm, pokazują, kiedy overthinking blokuje działania, zajmują się także kwestią podejmowania decyzji i jej następstw. I to może być dla czytelników przełomowe odkrycie: nie liczy się bowiem sam moment podejmowania decyzji, a to, co zrobi się później z jej konsekwencjami – co oznacza, że nie warto zwlekać czy rozważać w nieskończoność potencjalnych scenariuszy, a wybrać jeden z nich i sprawić, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Sporo tu oczywistości (zamartwianie się dawnymi błędami do niczego nie doprowadzi), trochę powiązań między przeszłością i przyszłością – tak, żeby odbiorcy zauważyli, że dawne porażki to nie wszystko i naprawdę nie ma sensu poświęcać im zbyt dużo uwagi. Oczywiście nie jest łatwo zrezygnować z niszczących nawyków i wyzwolić się ze schematów, dlatego w tych artykułach nacisk kładzie się na uświadomienie odbiorcom sytuacji, w jakiej się znaleźli – i podsunięcie zestawu mechanizmów obronnych. Każdy, kto zaakceptuje przedstawioną strategię, będzie musiał wykonać pracę nad sobą – ale zyska podstawy i przekonanie, że warto podjąć wysiłek, żeby polepszyć pracę. Rozdziały w tym niewielkim tomie to powiedzenie tego, co najważniejsze, bez ozdobników i retoryki, liczy się skuteczność i tempo działań, a nie literackość – łatwo przyswaja się te teksty także dlatego, że napisane są niemal jak wystąpienia motywacyjne dla czytelników, prosto i rzeczowo. Wszyscy ci, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez rozdmuchane poradniki z zakresu samorozwoju, tu zyskają wiedzę w pigułce – podpowiedź w sam raz do błyskawicznego zastosowania. „Overthinking” to książka, która odpowiada na charakterystyczny społeczny problem – ale nastawiona jest na życie zawodowe i na poprawianie produktywności.

niedziela, 22 marca 2026

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna

Onepress, Gliwice 2026.

Relacje

Niewielka to książka, ale sygnowana przez „Harvard Business Review”, co oznacza, że materiały w niej zawarte będą faktycznie przydatne i wysokiej jakości. Wybrano kilka artykułów, które pierwotnie pojawiły się w tym miesięczniku – i ułożono je w sposób, który zapewnia dostęp do najważniejszych informacji w skondensowanej formie. O ile tomy pokonferencyjne są przeważnie napuszone objętościowo i przegadane za sprawą konieczności powtarzania w artykułach naukowych tych samych wiadomości we wprowadzeniach czy podsumowaniach, o tyle w tym wypadku autorzy od razu przechodzą do sedna i pokazują czytelnikom, jak wygląda odpowiedź na postawione w tytule pytanie. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna” to zestaw artykułów, które naświetlają sytuację w pracy w korporacji – ale da się istniejące tu wskazówki rozszerzyć na inne obszary działalności i międzyludzkich kontaktów. Każdy artykuł ma innego autora (powtarza się tylko Amy Gallo), każdy dotyczy zagadnienia ważnego i wartościowego z perspektywy zwyczajnych czytelników, niekoniecznie uwikłanych w toksyczne relacje – ale świadomych ich istnienia w różnych okolicznościach. Ponieważ nie ma tu miejsca na teoretyzowanie, liczy się stworzenie zbioru przydatnych podpowiedzi, książka może zostać bardzo skondensowana – stanowi rodzaj bryku w relacjach międzyludzkich i ułatwia reagowanie, przynajmniej w wersji modelowej – w okolicznościach, w których zwykle traci się umiejętności skutecznego działania.

I tak Mark Gerzon podpowie, jak rozwiązywać konflikty – nauczy czytelników oceniania temperatury sporu i w zależności od wyniku – odpowiedniego reagowania. Holly Weeks skupi się na stresujących rozmowach, tak, żeby uświadomić czytelnikom, kiedy nie mają szans na porozumienie i co powinni zrobić, jeśli zależy im na konkretnych efektach (tu wprawdzie porusza się po delikatnym terenie, a nie istnieją formułki, które nie brzmiałyby sztucznie w normalnych rozmowach, jednak warto zwrócić uwagę na jej propozycje, żeby poprawić jakość komunikacji i jednocześnie nie łamać reguł rządzących nią w firmie). Dalsza część książki to już konkretyzowanie rodzajów trudnych współpracowników (lub szefów): jedni mogą wprowadzać chaos, wszystko uważając za najpilniejsze, inni stosują pasywną agresję, jeszcze inni wprowadzają niepotrzebny stres albo zachowują się niezgodnie z regułami życia społecznego; na sam koniec wprowadzony zostaje temat nielubianego szefa.

Autorzy sięgają po opracowania psychologiczne, ale wydobywają ich esencję, żeby odbiorcom w krótkiej formie przedstawić najważniejsze odkrycia i przesłania. Muszą postawić na praktyczne umiejętności – i uruchomić w czytelnikach schematy reakcji w stresujących chwilach. Podpowiadają, kiedy odpuścić, a kiedy zdecydować się na radykalne kroki – wszystko w imię zachowania dobrej kondycji psychicznej. Wiadomo, że modelowe przykłady mocno różnią się od zwyczajnego życia, ale w tych artykułach poszukać można inspiracji i podpowiedzi, które dopiero po lekturze wydają się być oczywiste. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi” to publikacja niewielka objętościowo, za to niezmiernie ważna i przydatna w codziennym życiu zawodowym oraz prywatnym – pokazuje najczęściej spotykane problemy i sposoby zaradzenia im bez otoczki zbędnej dla potrzebujących błyskawicznej pomocy.

środa, 18 lutego 2026

Ewa Wądołowska: Zaburzenia lękowe. Jak naturalnie przywrócić spokój i harmonię

Sensus, Gliwice 2026.

Bez lekarstw

Jest taki stan, w którym jeszcze nie trzeba sięgać po leki, żeby wyregulować psychiczne reakcje organizmu, ale który już wywołuje dyskomfort i uniemożliwia zwyczajne funkcjonowanie. Ewa Wądołowska przygląda się tematowi zaburzeń lękowych pod kątem łagodzenia ich pozamedycznymi sposobami. Jednak jej książka „Zaburzenia lękowe. Jak naturalnie przywrócić spokój i harmonię” to bardziej skrypt niż poradnik, próba zebrania wiadomości, które pojawiają się w publikacjach psychologicznych i które pozwalają na zrozumienie stanu – a mniej zestaw wskazówek do wcielenia w życie. Lektura zatem pomoże zrozumieć zachowania, zracjonalizuje je trochę, ale pracę nad sobą trzeba i tak będzie wykonać samodzielnie i niekoniecznie w oparciu o tę propozycję.

Jeśli chodzi o stronę praktyczną – czyli radzenie sobie z lękiem – autorka przebiega się po najbardziej znanych i charakterystycznych tematach, sprowadzając je do kilkuakapitowych komentarzy. Przywołuje metody relaksacyjne – podpowiada, że warto wykorzystać bodźce zapachowe, dźwiękowe i dotykowe, ćwiczenia oddechowe, pisanie zgodnie ze strumieniem świadomości, postawić na ruch, światło lub kontakt z naturą – za każdym razem po prostu przybliża odbiorcom, na czym może polegać terapia, którą jednak można wykorzystywać fragmentarycznie, bez większego zaangażowania. Lęk może mieć swoje źródła w niewłaściwej diecie albo w problemach ze zdrowiem – w tym wypadku warto postawić na odpowiednie przyprawy, albo włączyć do diety konkretne potrawy, które złagodzą problem, może pomóc również suplementacja – autorka wylicza witaminy i probiotyki, które nie zaszkodzą, a mogą doprowadzić do poprawienia ogólnej kondycji. Nie zabraknie rozdziału o ziołach i ich wpływie na łagodzenie stresów. Wądołowska czerpie ze swoich doświadczeń – przywołuje najbardziej charakterystyczne przyczyny stanów lękowych, sięga do odwołań socjologicznych i społecznych, żeby pokazać, jak przyczyny lęku rozkładają się w zależności od płci czy wieku. I to wszystko nie służy autodiagnozowaniu, jest po prostu zasygnalizowaniem wiedzy i praktyki – tak, żeby czytelnicy uwierzyli autorce i pozwolili się jej poprowadzić. Ewa Wądołowska nie ma daru tworzenia wciągającej narracji. Stawia na wyliczenia, teksty w kolejnych minirozdziałach przypominają raczej notatki wyciągnięte z listy lektur (kto chce zgłębić temat, dostanie bibliografię na końcu każdej części tomu). Pisze dość naiwnie i nie zaprosi czytelników do odbywania wspólnej przygody z odkrywaniem tematów okołolękowych – nie zastanawia się też nad tym, jak kwestie wyczytane w książkach specjalistycznych przyjmą zwykli czytelnicy – nie próbuje własnymi słowami opowiadać o konkretnych sytuacjach albo tematach. Lepiej czuje się w wyliczeniach, w skryptowych notatkach i w hasłowych komentarzach niż w opracowywaniu tematu. Ale ucieka od wypracowywania własnych teorii albo programów prowadzących do samoleczenia: każdy może znaleźć coś dla siebie w przywoływanych przez nią kwestiach, przetestować albo przynajmniej sprawdzić ogrom możliwości – nie znajdzie się tu typowego dla poradników zestawu rozwiązań idealnych na wszystko. To lepiej: autorka jedynie wyznacza możliwości wyboru dla tych, którzy jeszcze nie potrzebują wsparcia medycznego, a nie prowadzi ich przez terapie o niesprawdzonej skuteczności.

niedziela, 15 lutego 2026

Joanna Godecka, Sylwia Stodulska-Jurczyk: Epoka singli. Jak zbudować związek w czasach scrollowania

Ringier Axel Springer, Warszawa 2026.

W parze

Różne są poradniki dotyczące miłości i związków, Joanna Godecka i Sylwia Stodulska-Jurczyk dołączają do tego zestawu z kolejną propozycją, ale zwracają baczną uwagę na zmiany społeczne i to, co dzisiaj warunkuje wchodzenie w kolejne relacje. „Epoka singli. Jak zbudować związek w czasach scrollowania” to książka, w której nadrzędnym tematem staje się dobór partnerów dzięki internetowym portalom i aplikacjom randkowym – czyli coś, co jeszcze do niedawna było przez psychologów w najlepszym razie marginalizowane, jeśli nie w ogóle pomijane. Tymczasem możliwość szybkiego wyszukiwania osób spełniających określone kryteria i możliwość dopasowywania ich do własnych oczekiwań sprawia, że ludzie mniej troszczą się o budowanie pełnego i wartościowego związku, a bardziej postrzegają potencjalną drugą połówkę jak towar, który w każdej chwili można zwrócić do sklepu – zamiast postarać się o wypracowanie stabilizacji i rozmawiać o wizjach związku. Związek w „Epoce singli” to nie tylko małżeństwo, autorki unikają kategoryzowania i wolą skupiać się na sednie kontaktów międzyludzkich a nie na powracaniu do urzędowo zatwierdzanych relacji: tu każdy znajdzie coś dla siebie.

Książka została podzielona na dwie części, w pierwszej autorki zapraszają do dyskusji kolejnych badaczy i psychologów, którzy wybrali sobie konkretne zagadnienie i wnikliwie je analizują. Do tego stopnia, że nie boją się odpowiedzi na pytanie „czego pragną kobiety” i „czego pragną mężczyźni” – wnioski z tych wywiadów mogą być dla czytelników dość zaskakujące. Za każdym razem autorki wybierają nadrzędny temat, który nadaje ton i kierunek rozmowom, po to, żeby czytelnicy mogli przejrzeć się w tych opowieściach i umieć wskazać najbardziej palące punkty do poprawienia w swoim życiu. To nie jest historia o singlach – raczej bycie singlem to problem, który warto rozwiązać: autorki uznają, że single albo zostali w poprzednich relacjach pokrzywdzeni i teraz boją się podejmowania ryzyka, albo dla wygody są sami, bo nie potrafią się dopasowywać, albo nie chcą odrzucenia, świadomi, że dzisiejszy świat jest bezlitosny w kwestii stabilności w związkach. A skoro singiel z przekonania (i to przekonania wewnętrznego, a nie płynącego z poprzednich doświadczeń) to rzadkość, lepiej skupić się na tych, którzy są singlami, ale niekoniecznie o tym marzą. Autodiagnozy nie są niezbędne, ale stanowią ciekawą socjologiczną obserwację, która może sporo czytelnikom powiedzieć o ich samych albo o ich potencjalnych partnerach. W drugiej części książki autorki stawiają na swoje rozmowy – znowu forma wywiadu pozwala lepiej przyswajać informacje i pokonywać własne uprzedzenia: pojawi się tu między innymi rozdział o nieśmiałości czy o lęku przed pierwszym krokiem, a także o stereotypach dotyczących miłości – które przeszkadzają w budowaniu wartościowej relacji. Każdy rozdział kończy się podsumowaniem najważniejszych spostrzeżeń i tez, to wygodne rozwiązanie dla leniwych i nieuważnych – w drugiej części tomu można też dostać zestawy zadań czy testy pomagające w autoanalizach. I wszystko to prowadzi do samoświadomości, a także do ewentualnej szansy na poprawienie jakości związków. Książka została przygotowana tak, żeby nie zarzucać czytelników przesadnie teoriami psychologicznymi, za to żeby zwrócić uwagę na konsekwencje aktualnego trybu życia.

poniedziałek, 2 lutego 2026

Joana Jesus: Umiem rysować. Jeszcze więcej dinozaurów

Kropka, Warszawa 2026.

Prehistoria

Dinozaurów nigdy za wiele. Wie o tym świetnie Joana Jesus, autorka lubianych przez najmłodszych poradników do rysowania – na rynku pojawia się ponownie z uzupełnieniem serii Umiem rysować, tym razem o podtytule „Jeszcze więcej dinozaurów”. Co oznacza, że każdy maluch, który przechodzi fascynację prehistorycznymi gadami – a to zjawisko powszechne – musi do tego tomiku zajrzeć, żeby urozmaicić swoje rysunki. Trzydzieści dinozaurów, czasami o bardzo skomplikowanych nazwach (bo obok oswojonego już w świadomości publicznej ichtiozaura, tyranozaura czy brontozaura znalazły się tu między innymi archeopteryks, monolofozaur czy majazaura. Z jednej strony to zatem wskazówka, czego poszukiwać, z drugiej – podpowiedź, jak narysować to wszystko, co się znalazło i czym się fascynuje. Coś w sam raz dla małych fascynatów świata sprzed milionów lat – i dla tych, którzy nie wierzą w swoje umiejętności i talenty i potrzebują pokierowania, żeby wziąć się do pracy. A przecież umiejętność rysowania bardzo przydaje się później w sztuce pisania, jest ćwiczeniem nie do zastąpienia – warto więc do takiej aktywności dzieci nieustannie zachęcać. Maluchy wcale nie muszą czytać dziwnych i obcobrzmiących nazw (chociaż może to być wstęp do nauki poznawania liter i pierwszy krok w kierunku samodzielnego czytania, wystarczy, że rodzice wykażą się cierpliwością i będą powtarzać łamiące język nazwy na żądanie kilkulatka). Każda rozkładówka to bowiem przedstawienie trzech kroków w rysowaniu wybranego dinozaura (funkcjonującego w miniaturce na górnym marginesie, żeby odbiorcy wiedzieli, do czego dążyć i jaki efekt powinni uzyskać, a także – żeby bez konieczności czytania mogli wybrać dinozaura najlepiej pasującego do ich wyobraźniowej scenki do narysowania). Trzy kroki są bardzo proste i naiwne w duchu – końcowa wersja to przecież nie realistyczny rysunek, a komiksowe przedstawienie wybranego gatunku, dość humorystyczne, przyjemne i zachęcające do działania choćby przez uśmiechnięte miny bohaterów. Dinozaury w tym ujęciu nie są groźnymi drapieżnikami, a sympatycznymi stworami, które warto zaprosić na swoje rysunki. Tomik kończy się szybkim kursem rysowania drzewa palmowego, wulkanu i asteroidy (można zatem odtworzyć ostatnie chwile życia ulubionych stworów), a także kilkoma rozkładówkami z miejscem na wyrysowanie konkretnych bohaterów – i poćwiczenie swoich umiejętności w odpowiednim kontekście. Joana Jesus chce, żeby dzieci rysowały bez kompleksów i podpowiada, jak to zrobić – wcale nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby odtwarzać prehistoryczne gady, te wielkie i te nieduże. To okazja dla dzieci do poszerzania kręgu zainteresowań i do ćwiczenia małej motoryki, zadanie wyjątkowo przyjemne i niekojarzące się z ciężką pracą czy wielkim wysiłkiem – wystarczy podążać za wskazówkami, albo na miejscu w książce, albo na osobnych kartkach – nie jest to zatem jednorazowa zabawa. Nawet dorośli, którzy mają ochotę coś stworzyć po godzinach, mogą wykorzystać podpowiedzi tej autorki i urozmaicić swoje gryzmoły. Ta książka poprawia humor.