Onepress, Gliwice 2026.
Widoczność
Kiedy ktoś zajmował się dawniej promowaniem swoich działań w internecie, wiedział, że należy publikować często i regularnie – żeby wypracować sobie odpowiednie miejsce w wynikach Google i nie zostać przeoczonym przez ludzi poszukujących konkretnych tematów. W czasach AI sytuacja jednak zmienia się diametralnie i wszystkie dawne przyzwyczajenia można spokojnie porzucić. Teraz, żeby być widocznym dla algorytmu, trzeba podjąć zupełnie inne działania – i Ewelina Podrez-Siama opisuje je szczegółowo. Książka „Marka osobista w czasach AI i generatywnego wyszukiwania” to publikacja poradnikowa nastawiona na konkretne efekty – i pozwalająca czytelnikom na oswojenie się z zupełnie nowymi narzędziami i z zupełnie nowym podejściem do budowania marki w sieci.
Autorka posługuje się najczęściej swoim przykładem. Przyzwyczaja czytelników do nowych pojęć, dba o to, żeby zapadły im w pamięć – i temu służy między innymi powracanie do już raz powiedzianych kwestii. Co ciekawe, nie oznacza to irytującej niewiary w uważność czytelników, raczej próbę upewnienia się, że wiadomość została nie tylko zarejestrowana, ale przekuta w czyn. Bo tej książki nie da się traktować jako zestawu teoretycznych komentarzy. Wprost przeciwnie: są tu bardzo rzeczowe i fachowe uwagi do natychmiastowego wcielenia w czyn. Autorka dzieli się i adresami, i rozpisanymi wręcz na poszczególne kroki działaniami, które mają na celu jedno: poprawienie widoczności marki w sieci. Żeby zachęcić czytelników do wprowadzania zmian, przedstawia własną drogę – sama funkcjonowała jako trzy byty: osoba zajmująca się promocją marki, autorka książek kucharskich oraz autorka przewodników po wyspach, które pokochała. I chociaż w dawnych czasach te trzy tożsamości byłyby automatycznie wiązane za sprawą jednego nazwiska, sztuczna inteligencja nie ma możliwości zespolenia ich i traktowania jak działań jednej osoby. W efekcie słabnie siła przebicia autorki w sieci. I to zjawisko zupełnie nowe dla wielu odbiorców, a jednocześnie wymagające konkretnych działań prowadzących do upragnionej zmiany. „Marka osobista w czasach AI” to zestaw konkretów. Mocno osobista narracja nie wyklucza tu fachowości – dla odbiorców to okazja do poznania nowego podejścia i zestawu wskazówek, jak to nowe podejście od razu wcielić w życie. Ale Ewelina Podrez-Siama wcale nie chce, żeby czytelnicy wierzyli tylko jej, dlatego zaprasza swoich przyjaciół i współpracowników, ekspertów w dziedzinie budowania marki w sieci – i zostawia im miejsce na odpowiednie wyjaśnienia i komentarze. To te wstawki z zewnątrz mają działać jak zachęta do wykorzystania praktycznych podpowiedzi – ale tak naprawdę dzięki odpowiednio dobranym przykładom autorka wcale nie musi martwić się o odzew odbiorców: ma raczej pewność, że wszyscy, którym zależy na poprawie widoczności w internecie, przynajmniej spróbują wprowadzić w działanie zestaw uwag z książki. Rzadko zdarza się, żeby ktoś tak precyzyjnie i tak szczegółowo prowadził czytelników przez meandry rozwiązań internetowych w dobie AI – co oznacza, że ta książka może okazać się dobrą inwestycją. Generatywne wyszukiwanie treści wymusza na samych twórcach kompletnie nowe schematy działań, dobrze więc przyswoić je sobie i przynajmniej przetestować propozycje wiążące się z prezentowaniem siebie w internecie.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Onepress. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Onepress. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 lipca 2026
czwartek, 21 maja 2026
Kinga Sroka-Gieparda: Marketing przyszłości. Co zrobić, by sztuczna inteligencja była dla ciebie zawodowym wsparciem a nie zagrożeniem
Onepress, Gliwice 2026.
Oswajanie
Sztuczna inteligencja to między innymi narzędzie dla tych wszystkich, którzy chcą sobie ułatwić codzienne zawodowe obowiązki. Umiejętność promptowania staje się w błyskawicznym tempie wręcz wymogiem, żeby nie dać się wyprzedzić konkurencji. Jak na razie podstawowym atutem w korzystaniu z AI okazuje się skrócenie czasu przeznaczonego na tworzenie treści marketingowych i automatyzacja co bardziej niewygodnych zajęć w rodzaju odpowiadania na reklamacje lub wątpliwości klientów. AI pozwala na stworzenie botów zapewniających kontakt z odbiorcami 24 godziny na dobę. Może też ułatwić kampanie w social mediach. Ale żeby do tego dojść, trzeba trochę odwagi w sięganiu po to, co nowe – i dlatego na rynku pojawiają się krótkie, wręcz brykowe, poradniki. „Marketing przyszłości. Co zrobić, by sztuczna inteligencja była dla ciebie zawodowym wsparciem a nie zagrożeniem” to książka, w której Kinga Sroka-Gieparda dokonuje podsumowań dostępnych aktualnie na rynku narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji – świadoma, że część z nich może się szybko zdezaktualizować i wówczas książka zostanie po prostu komentarzem i znakiem czasów.
Dla tych wszystkich, którzy trochę gubią się w możliwościach AI – w tym najbardziej podstawowym zakresie – autorka ma zestaw wygodnych wyliczeń i podsumowań. „Marketing przyszłości” to nie książka, którą da się czytać dla rozrywki, tu liczą się dane i spostrzeżenia, a także – podpowiedzi zawodowe. Kolejne rozdziały w tym tomie porządkują narzędzia AI pod kątem ich potencjalnych zastosowań: są modele do generowania treści, modele konwersacyjne, modele wykorzystywane przez informatyków do tworzenia kodów, modele, które tworzą grafiki – i dzięki temu także użytkownikom łatwiej będzie nawigować po książce i od razu dotrzeć do właściwych obszarów sztucznej inteligencji, od razu do tych najbardziej przydatnych elementów i sprawdzić, które z nich – już w ramach zawężonych możliwości – najlepiej odpowiedzą na potrzeby. Podrozdziały w poszczególnych częściach to po prostu rodzaj skrótowej prezentacji możliwości danego narzędzia – wyliczenia cech charakterystycznych, rodzajów zastosowania w marketingu czy „morału dla marketerów”. Każdy rozdział kończy się dwudziestoma przykładowymi promptami dla marketerów – wykorzystującymi konkretny model. I o ile autorka nawołuje na początku do tworzenia jak najbardziej szczegółowych i konkretnych promptów, o tyle w swoich podpowiedziach kieruje się jednak użytecznością, a co za tym idzie – wysokim stopniem uogólnienia, tak, że czytelnicy, którzy faktycznie zechcą się posiłkować tymi wskazówkami, będą musieli i tak dopracować polecenia. Wydaje się też, że nie do końca kreatywnie podchodzi autorka do możliwości zapewnianych przez AI w pracy marketerów – bo najważniejsze punkty do wykorzystania to zwykle posty na media społecznościowe oraz szablony do rozmów z klientami. Ciekawym dodatkiem do książki są zestereotypizowane rozmowy z fachowcami w wybranych dziedzinach – to pokazanie, jak AI już działa na rynku marketingu i jak może zadziałać w najbliższej przyszłości.
Zachęca zatem Kinga Sroka-Gieparda do wykorzystywania nowych możliwości, jakie pojawiają się w zawodzie marketera – i prowadzi czytelników przez potrzebne im podstawy bez zbędnych komentarzy i dodatków. Zależy jej na dotarciu przede wszystkim do odbiorców, którzy nie potrafią samodzielnie wybrać sobie narzędzi do skutecznego działania.
Oswajanie
Sztuczna inteligencja to między innymi narzędzie dla tych wszystkich, którzy chcą sobie ułatwić codzienne zawodowe obowiązki. Umiejętność promptowania staje się w błyskawicznym tempie wręcz wymogiem, żeby nie dać się wyprzedzić konkurencji. Jak na razie podstawowym atutem w korzystaniu z AI okazuje się skrócenie czasu przeznaczonego na tworzenie treści marketingowych i automatyzacja co bardziej niewygodnych zajęć w rodzaju odpowiadania na reklamacje lub wątpliwości klientów. AI pozwala na stworzenie botów zapewniających kontakt z odbiorcami 24 godziny na dobę. Może też ułatwić kampanie w social mediach. Ale żeby do tego dojść, trzeba trochę odwagi w sięganiu po to, co nowe – i dlatego na rynku pojawiają się krótkie, wręcz brykowe, poradniki. „Marketing przyszłości. Co zrobić, by sztuczna inteligencja była dla ciebie zawodowym wsparciem a nie zagrożeniem” to książka, w której Kinga Sroka-Gieparda dokonuje podsumowań dostępnych aktualnie na rynku narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji – świadoma, że część z nich może się szybko zdezaktualizować i wówczas książka zostanie po prostu komentarzem i znakiem czasów.
Dla tych wszystkich, którzy trochę gubią się w możliwościach AI – w tym najbardziej podstawowym zakresie – autorka ma zestaw wygodnych wyliczeń i podsumowań. „Marketing przyszłości” to nie książka, którą da się czytać dla rozrywki, tu liczą się dane i spostrzeżenia, a także – podpowiedzi zawodowe. Kolejne rozdziały w tym tomie porządkują narzędzia AI pod kątem ich potencjalnych zastosowań: są modele do generowania treści, modele konwersacyjne, modele wykorzystywane przez informatyków do tworzenia kodów, modele, które tworzą grafiki – i dzięki temu także użytkownikom łatwiej będzie nawigować po książce i od razu dotrzeć do właściwych obszarów sztucznej inteligencji, od razu do tych najbardziej przydatnych elementów i sprawdzić, które z nich – już w ramach zawężonych możliwości – najlepiej odpowiedzą na potrzeby. Podrozdziały w poszczególnych częściach to po prostu rodzaj skrótowej prezentacji możliwości danego narzędzia – wyliczenia cech charakterystycznych, rodzajów zastosowania w marketingu czy „morału dla marketerów”. Każdy rozdział kończy się dwudziestoma przykładowymi promptami dla marketerów – wykorzystującymi konkretny model. I o ile autorka nawołuje na początku do tworzenia jak najbardziej szczegółowych i konkretnych promptów, o tyle w swoich podpowiedziach kieruje się jednak użytecznością, a co za tym idzie – wysokim stopniem uogólnienia, tak, że czytelnicy, którzy faktycznie zechcą się posiłkować tymi wskazówkami, będą musieli i tak dopracować polecenia. Wydaje się też, że nie do końca kreatywnie podchodzi autorka do możliwości zapewnianych przez AI w pracy marketerów – bo najważniejsze punkty do wykorzystania to zwykle posty na media społecznościowe oraz szablony do rozmów z klientami. Ciekawym dodatkiem do książki są zestereotypizowane rozmowy z fachowcami w wybranych dziedzinach – to pokazanie, jak AI już działa na rynku marketingu i jak może zadziałać w najbliższej przyszłości.
Zachęca zatem Kinga Sroka-Gieparda do wykorzystywania nowych możliwości, jakie pojawiają się w zawodzie marketera – i prowadzi czytelników przez potrzebne im podstawy bez zbędnych komentarzy i dodatków. Zależy jej na dotarciu przede wszystkim do odbiorców, którzy nie potrafią samodzielnie wybrać sobie narzędzi do skutecznego działania.
środa, 13 maja 2026
Dawid Lewandowski: Pokaż światu swoją twórczość. Przewodnik po budowaniu marki osobistej w social mediach
Onepress, Gliwice 2026.
Wizerunek
To nie jest tak, że Dawid Lewandowski da czytelnikom magiczny przepis na zbudowanie strategii promocyjnej w mediach społecznościowych. Ale uświadomi, dlaczego własny wizerunek – marka osobista – jest tak istotny i dlaczego lepiej samemu stworzyć narrację niż pozwolić ją snuć innym. „Pokaż światu swoją twórczość. Przewodnik po budowaniu marki osobistej w social mediach” to książka niewielka, skondensowana i wypełniona ogólnymi uwagami, które porządkują trochę wiadomości o funkcjonowaniu w SM, ale nie przyniosą gotowej odpowiedzi na pytanie, jak budować zasięgi. Lewandowski zatrzymuje się za to na kwestii, co zrobić, żeby się wyróżnić – nie koncentruje się na kupowaniu obserwujących ani na monetyzowaniu treści, a na tworzeniu spójnego i interesującego dla odbiorców wizerunku w mediach społecznościowych. To ten pierwszy krok, który wielu twórców przerasta. Jest w tej książce też mowa o możliwościach tworzenia dzięki sztucznej inteligencji – i Dawid Lewandowski przed pułapkami korzystania z AI przestrzega – wyjaśnia, jak traktować to narzędzie, żeby nie popełniać błędów i dlaczego autentyczność jest największą wartością.
Kieruje się ten autor do twórców z różnych branż kreatywnych, nie chce nikogo wyróżniać, dba o to, żeby z poradnika mogli korzystać pisarze, malarze czy muzycy a nawet rękodzielnicy – wszyscy, którzy chcą działać w obszarze SM i wykorzystywać je jako narzędzie autopromocji. Przy okazji może zatem autor obalać mity dotyczące nachalnej reklamy albo uczyć odbiorców, jak znaleźć dla siebie miejsce i ograniczyć wyrzuty sumienia płynące z konieczności walki o uwagę. Żeby pokazać się w internecie, nie wystarczy mieć coś do powiedzenia: każdy, kto tworzy rzeczy wartościowe, może zderzyć się ze ścianą: brakiem reakcji czy niewielkimi zasięgami. I Dawid Lewandowski podpowiada metody, które mogą zadziałać, żeby podnieść wskaźniki i zapewnić sobie odzew wśród potencjalnych konsumentów, klientów czy fanów. Nie obiecuje złotych gór, wie, że zmiany wymagać będą działań i cierpliwości, a także czasu – ale uczy czytelników, co zrobić, żeby zmienić swoje sieciowe przyzwyczajenia. I to może być bardzo skuteczne, jeśli faktycznie odbiorcy tej książki uważnie przestudiują porady i zastosują się do nich. Co ciekawe, autor decyduje się na wprowadzanie dwóch ćwiczeń po każdym rozdziale – niby niewiele, a jednak wymaga to zaangażowania i uważności w pracy, a w konsekwencji doprowadzi do zmiany postrzegania samych SM. Jest to dobry sposób na ruszenie z miejsca i na zbudowanie sobie nowej strategii działania. Warto zastanowić się zwłaszcza nad kwestiami, które podważają obiegowe opinie – Dawid Lewandowski może pokazać odbiorcom nowe perspektywy i zmusić ich do kreatywnego wykorzystywania social mediów jako narzędzia autopromocji.
Jest to książka objętościowo niewielka i bazująca na próbie wytłumaczenia czytelnikom, jakie podejście w stosunku do mediów społecznościowych powinni przyjąć, jeśli muszą z różnych powodów traktować je jako płaszczyznę autoprezentacji czy reklamy – dopiero gruntowne poznanie takich założeń pozwoli na czerpanie korzyści z budowanej konsekwentnie marki osobistej. „Pokaż światu swoją twórczość” to książka przeprowadzająca przez podstawy zmiany w myśleniu o SM.
Wizerunek
To nie jest tak, że Dawid Lewandowski da czytelnikom magiczny przepis na zbudowanie strategii promocyjnej w mediach społecznościowych. Ale uświadomi, dlaczego własny wizerunek – marka osobista – jest tak istotny i dlaczego lepiej samemu stworzyć narrację niż pozwolić ją snuć innym. „Pokaż światu swoją twórczość. Przewodnik po budowaniu marki osobistej w social mediach” to książka niewielka, skondensowana i wypełniona ogólnymi uwagami, które porządkują trochę wiadomości o funkcjonowaniu w SM, ale nie przyniosą gotowej odpowiedzi na pytanie, jak budować zasięgi. Lewandowski zatrzymuje się za to na kwestii, co zrobić, żeby się wyróżnić – nie koncentruje się na kupowaniu obserwujących ani na monetyzowaniu treści, a na tworzeniu spójnego i interesującego dla odbiorców wizerunku w mediach społecznościowych. To ten pierwszy krok, który wielu twórców przerasta. Jest w tej książce też mowa o możliwościach tworzenia dzięki sztucznej inteligencji – i Dawid Lewandowski przed pułapkami korzystania z AI przestrzega – wyjaśnia, jak traktować to narzędzie, żeby nie popełniać błędów i dlaczego autentyczność jest największą wartością.
Kieruje się ten autor do twórców z różnych branż kreatywnych, nie chce nikogo wyróżniać, dba o to, żeby z poradnika mogli korzystać pisarze, malarze czy muzycy a nawet rękodzielnicy – wszyscy, którzy chcą działać w obszarze SM i wykorzystywać je jako narzędzie autopromocji. Przy okazji może zatem autor obalać mity dotyczące nachalnej reklamy albo uczyć odbiorców, jak znaleźć dla siebie miejsce i ograniczyć wyrzuty sumienia płynące z konieczności walki o uwagę. Żeby pokazać się w internecie, nie wystarczy mieć coś do powiedzenia: każdy, kto tworzy rzeczy wartościowe, może zderzyć się ze ścianą: brakiem reakcji czy niewielkimi zasięgami. I Dawid Lewandowski podpowiada metody, które mogą zadziałać, żeby podnieść wskaźniki i zapewnić sobie odzew wśród potencjalnych konsumentów, klientów czy fanów. Nie obiecuje złotych gór, wie, że zmiany wymagać będą działań i cierpliwości, a także czasu – ale uczy czytelników, co zrobić, żeby zmienić swoje sieciowe przyzwyczajenia. I to może być bardzo skuteczne, jeśli faktycznie odbiorcy tej książki uważnie przestudiują porady i zastosują się do nich. Co ciekawe, autor decyduje się na wprowadzanie dwóch ćwiczeń po każdym rozdziale – niby niewiele, a jednak wymaga to zaangażowania i uważności w pracy, a w konsekwencji doprowadzi do zmiany postrzegania samych SM. Jest to dobry sposób na ruszenie z miejsca i na zbudowanie sobie nowej strategii działania. Warto zastanowić się zwłaszcza nad kwestiami, które podważają obiegowe opinie – Dawid Lewandowski może pokazać odbiorcom nowe perspektywy i zmusić ich do kreatywnego wykorzystywania social mediów jako narzędzia autopromocji.
Jest to książka objętościowo niewielka i bazująca na próbie wytłumaczenia czytelnikom, jakie podejście w stosunku do mediów społecznościowych powinni przyjąć, jeśli muszą z różnych powodów traktować je jako płaszczyznę autoprezentacji czy reklamy – dopiero gruntowne poznanie takich założeń pozwoli na czerpanie korzyści z budowanej konsekwentnie marki osobistej. „Pokaż światu swoją twórczość” to książka przeprowadzająca przez podstawy zmiany w myśleniu o SM.
środa, 25 marca 2026
Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem. Inteligencja emocjonalna
Onepress, Gliwice 2026.
Pułapki
Przesadne rozpamiętywanie minionych wydarzeń lub najbardziej stresujących sytuacji nie służy samorozwojowi ani zdrowiu psychicznemu, istnieje więc już cały szereg ćwiczeń, które pozwalają wyjść z pułapki nadmiernego myślenia i przywrócić normalność. Malutka książka spod szyldu „Harvard Business Review” ma uświadamiać czytelnikom, że stresory spotykać będą w pracy (zwłaszcza w pracy w korporacji) na każdym kroku, ale nie powinno to być hamulcem w ich działaniach. „Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem” to kolejna bardzo udana publikacja, która zyska wielu zwolenników z racji skondensowania i niewielkich rozmiarów. Zamiast rozbudowanych psychologicznych analiz autorzy skupiają się bowiem na dostarczaniu odbiorcom – pierwotnie czytelnikom czasopism – esencję wiadomości i pozwalają zmierzyć się z problemami dzięki konkretnym zadaniom. Tym razem odbiorcy mają do czynienia z artykułami publikowanymi na stronie miesięcznika – albo z opracowaniami na podstawie tych artykułów. Kolejni autorzy przyglądają się najbardziej popularnym schematom związanym z nadmiernym myśleniem i podsuwają gotowe, sprawdzone rozwiązania, które wystarczy wcielić w życie, żeby móc poprawić jakość codziennej pracy. Łączą overthinking najczęściej ze stresem – tłumaczą, jaką przeszkodą w wykonywaniu obowiązków może być perfekcjonizm, pokazują, kiedy overthinking blokuje działania, zajmują się także kwestią podejmowania decyzji i jej następstw. I to może być dla czytelników przełomowe odkrycie: nie liczy się bowiem sam moment podejmowania decyzji, a to, co zrobi się później z jej konsekwencjami – co oznacza, że nie warto zwlekać czy rozważać w nieskończoność potencjalnych scenariuszy, a wybrać jeden z nich i sprawić, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Sporo tu oczywistości (zamartwianie się dawnymi błędami do niczego nie doprowadzi), trochę powiązań między przeszłością i przyszłością – tak, żeby odbiorcy zauważyli, że dawne porażki to nie wszystko i naprawdę nie ma sensu poświęcać im zbyt dużo uwagi. Oczywiście nie jest łatwo zrezygnować z niszczących nawyków i wyzwolić się ze schematów, dlatego w tych artykułach nacisk kładzie się na uświadomienie odbiorcom sytuacji, w jakiej się znaleźli – i podsunięcie zestawu mechanizmów obronnych. Każdy, kto zaakceptuje przedstawioną strategię, będzie musiał wykonać pracę nad sobą – ale zyska podstawy i przekonanie, że warto podjąć wysiłek, żeby polepszyć pracę. Rozdziały w tym niewielkim tomie to powiedzenie tego, co najważniejsze, bez ozdobników i retoryki, liczy się skuteczność i tempo działań, a nie literackość – łatwo przyswaja się te teksty także dlatego, że napisane są niemal jak wystąpienia motywacyjne dla czytelników, prosto i rzeczowo. Wszyscy ci, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez rozdmuchane poradniki z zakresu samorozwoju, tu zyskają wiedzę w pigułce – podpowiedź w sam raz do błyskawicznego zastosowania. „Overthinking” to książka, która odpowiada na charakterystyczny społeczny problem – ale nastawiona jest na życie zawodowe i na poprawianie produktywności.
Pułapki
Przesadne rozpamiętywanie minionych wydarzeń lub najbardziej stresujących sytuacji nie służy samorozwojowi ani zdrowiu psychicznemu, istnieje więc już cały szereg ćwiczeń, które pozwalają wyjść z pułapki nadmiernego myślenia i przywrócić normalność. Malutka książka spod szyldu „Harvard Business Review” ma uświadamiać czytelnikom, że stresory spotykać będą w pracy (zwłaszcza w pracy w korporacji) na każdym kroku, ale nie powinno to być hamulcem w ich działaniach. „Overthinking. Jak radzić sobie z nadmiernym myśleniem” to kolejna bardzo udana publikacja, która zyska wielu zwolenników z racji skondensowania i niewielkich rozmiarów. Zamiast rozbudowanych psychologicznych analiz autorzy skupiają się bowiem na dostarczaniu odbiorcom – pierwotnie czytelnikom czasopism – esencję wiadomości i pozwalają zmierzyć się z problemami dzięki konkretnym zadaniom. Tym razem odbiorcy mają do czynienia z artykułami publikowanymi na stronie miesięcznika – albo z opracowaniami na podstawie tych artykułów. Kolejni autorzy przyglądają się najbardziej popularnym schematom związanym z nadmiernym myśleniem i podsuwają gotowe, sprawdzone rozwiązania, które wystarczy wcielić w życie, żeby móc poprawić jakość codziennej pracy. Łączą overthinking najczęściej ze stresem – tłumaczą, jaką przeszkodą w wykonywaniu obowiązków może być perfekcjonizm, pokazują, kiedy overthinking blokuje działania, zajmują się także kwestią podejmowania decyzji i jej następstw. I to może być dla czytelników przełomowe odkrycie: nie liczy się bowiem sam moment podejmowania decyzji, a to, co zrobi się później z jej konsekwencjami – co oznacza, że nie warto zwlekać czy rozważać w nieskończoność potencjalnych scenariuszy, a wybrać jeden z nich i sprawić, żeby wszystko poszło jak najlepiej. Sporo tu oczywistości (zamartwianie się dawnymi błędami do niczego nie doprowadzi), trochę powiązań między przeszłością i przyszłością – tak, żeby odbiorcy zauważyli, że dawne porażki to nie wszystko i naprawdę nie ma sensu poświęcać im zbyt dużo uwagi. Oczywiście nie jest łatwo zrezygnować z niszczących nawyków i wyzwolić się ze schematów, dlatego w tych artykułach nacisk kładzie się na uświadomienie odbiorcom sytuacji, w jakiej się znaleźli – i podsunięcie zestawu mechanizmów obronnych. Każdy, kto zaakceptuje przedstawioną strategię, będzie musiał wykonać pracę nad sobą – ale zyska podstawy i przekonanie, że warto podjąć wysiłek, żeby polepszyć pracę. Rozdziały w tym niewielkim tomie to powiedzenie tego, co najważniejsze, bez ozdobników i retoryki, liczy się skuteczność i tempo działań, a nie literackość – łatwo przyswaja się te teksty także dlatego, że napisane są niemal jak wystąpienia motywacyjne dla czytelników, prosto i rzeczowo. Wszyscy ci, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez rozdmuchane poradniki z zakresu samorozwoju, tu zyskają wiedzę w pigułce – podpowiedź w sam raz do błyskawicznego zastosowania. „Overthinking” to książka, która odpowiada na charakterystyczny społeczny problem – ale nastawiona jest na życie zawodowe i na poprawianie produktywności.
niedziela, 22 marca 2026
Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna
Onepress, Gliwice 2026.
Relacje
Niewielka to książka, ale sygnowana przez „Harvard Business Review”, co oznacza, że materiały w niej zawarte będą faktycznie przydatne i wysokiej jakości. Wybrano kilka artykułów, które pierwotnie pojawiły się w tym miesięczniku – i ułożono je w sposób, który zapewnia dostęp do najważniejszych informacji w skondensowanej formie. O ile tomy pokonferencyjne są przeważnie napuszone objętościowo i przegadane za sprawą konieczności powtarzania w artykułach naukowych tych samych wiadomości we wprowadzeniach czy podsumowaniach, o tyle w tym wypadku autorzy od razu przechodzą do sedna i pokazują czytelnikom, jak wygląda odpowiedź na postawione w tytule pytanie. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna” to zestaw artykułów, które naświetlają sytuację w pracy w korporacji – ale da się istniejące tu wskazówki rozszerzyć na inne obszary działalności i międzyludzkich kontaktów. Każdy artykuł ma innego autora (powtarza się tylko Amy Gallo), każdy dotyczy zagadnienia ważnego i wartościowego z perspektywy zwyczajnych czytelników, niekoniecznie uwikłanych w toksyczne relacje – ale świadomych ich istnienia w różnych okolicznościach. Ponieważ nie ma tu miejsca na teoretyzowanie, liczy się stworzenie zbioru przydatnych podpowiedzi, książka może zostać bardzo skondensowana – stanowi rodzaj bryku w relacjach międzyludzkich i ułatwia reagowanie, przynajmniej w wersji modelowej – w okolicznościach, w których zwykle traci się umiejętności skutecznego działania.
I tak Mark Gerzon podpowie, jak rozwiązywać konflikty – nauczy czytelników oceniania temperatury sporu i w zależności od wyniku – odpowiedniego reagowania. Holly Weeks skupi się na stresujących rozmowach, tak, żeby uświadomić czytelnikom, kiedy nie mają szans na porozumienie i co powinni zrobić, jeśli zależy im na konkretnych efektach (tu wprawdzie porusza się po delikatnym terenie, a nie istnieją formułki, które nie brzmiałyby sztucznie w normalnych rozmowach, jednak warto zwrócić uwagę na jej propozycje, żeby poprawić jakość komunikacji i jednocześnie nie łamać reguł rządzących nią w firmie). Dalsza część książki to już konkretyzowanie rodzajów trudnych współpracowników (lub szefów): jedni mogą wprowadzać chaos, wszystko uważając za najpilniejsze, inni stosują pasywną agresję, jeszcze inni wprowadzają niepotrzebny stres albo zachowują się niezgodnie z regułami życia społecznego; na sam koniec wprowadzony zostaje temat nielubianego szefa.
Autorzy sięgają po opracowania psychologiczne, ale wydobywają ich esencję, żeby odbiorcom w krótkiej formie przedstawić najważniejsze odkrycia i przesłania. Muszą postawić na praktyczne umiejętności – i uruchomić w czytelnikach schematy reakcji w stresujących chwilach. Podpowiadają, kiedy odpuścić, a kiedy zdecydować się na radykalne kroki – wszystko w imię zachowania dobrej kondycji psychicznej. Wiadomo, że modelowe przykłady mocno różnią się od zwyczajnego życia, ale w tych artykułach poszukać można inspiracji i podpowiedzi, które dopiero po lekturze wydają się być oczywiste. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi” to publikacja niewielka objętościowo, za to niezmiernie ważna i przydatna w codziennym życiu zawodowym oraz prywatnym – pokazuje najczęściej spotykane problemy i sposoby zaradzenia im bez otoczki zbędnej dla potrzebujących błyskawicznej pomocy.
Relacje
Niewielka to książka, ale sygnowana przez „Harvard Business Review”, co oznacza, że materiały w niej zawarte będą faktycznie przydatne i wysokiej jakości. Wybrano kilka artykułów, które pierwotnie pojawiły się w tym miesięczniku – i ułożono je w sposób, który zapewnia dostęp do najważniejszych informacji w skondensowanej formie. O ile tomy pokonferencyjne są przeważnie napuszone objętościowo i przegadane za sprawą konieczności powtarzania w artykułach naukowych tych samych wiadomości we wprowadzeniach czy podsumowaniach, o tyle w tym wypadku autorzy od razu przechodzą do sedna i pokazują czytelnikom, jak wygląda odpowiedź na postawione w tytule pytanie. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi? Inteligencja emocjonalna” to zestaw artykułów, które naświetlają sytuację w pracy w korporacji – ale da się istniejące tu wskazówki rozszerzyć na inne obszary działalności i międzyludzkich kontaktów. Każdy artykuł ma innego autora (powtarza się tylko Amy Gallo), każdy dotyczy zagadnienia ważnego i wartościowego z perspektywy zwyczajnych czytelników, niekoniecznie uwikłanych w toksyczne relacje – ale świadomych ich istnienia w różnych okolicznościach. Ponieważ nie ma tu miejsca na teoretyzowanie, liczy się stworzenie zbioru przydatnych podpowiedzi, książka może zostać bardzo skondensowana – stanowi rodzaj bryku w relacjach międzyludzkich i ułatwia reagowanie, przynajmniej w wersji modelowej – w okolicznościach, w których zwykle traci się umiejętności skutecznego działania.
I tak Mark Gerzon podpowie, jak rozwiązywać konflikty – nauczy czytelników oceniania temperatury sporu i w zależności od wyniku – odpowiedniego reagowania. Holly Weeks skupi się na stresujących rozmowach, tak, żeby uświadomić czytelnikom, kiedy nie mają szans na porozumienie i co powinni zrobić, jeśli zależy im na konkretnych efektach (tu wprawdzie porusza się po delikatnym terenie, a nie istnieją formułki, które nie brzmiałyby sztucznie w normalnych rozmowach, jednak warto zwrócić uwagę na jej propozycje, żeby poprawić jakość komunikacji i jednocześnie nie łamać reguł rządzących nią w firmie). Dalsza część książki to już konkretyzowanie rodzajów trudnych współpracowników (lub szefów): jedni mogą wprowadzać chaos, wszystko uważając za najpilniejsze, inni stosują pasywną agresję, jeszcze inni wprowadzają niepotrzebny stres albo zachowują się niezgodnie z regułami życia społecznego; na sam koniec wprowadzony zostaje temat nielubianego szefa.
Autorzy sięgają po opracowania psychologiczne, ale wydobywają ich esencję, żeby odbiorcom w krótkiej formie przedstawić najważniejsze odkrycia i przesłania. Muszą postawić na praktyczne umiejętności – i uruchomić w czytelnikach schematy reakcji w stresujących chwilach. Podpowiadają, kiedy odpuścić, a kiedy zdecydować się na radykalne kroki – wszystko w imię zachowania dobrej kondycji psychicznej. Wiadomo, że modelowe przykłady mocno różnią się od zwyczajnego życia, ale w tych artykułach poszukać można inspiracji i podpowiedzi, które dopiero po lekturze wydają się być oczywiste. „Jak radzić sobie z trudnymi ludźmi” to publikacja niewielka objętościowo, za to niezmiernie ważna i przydatna w codziennym życiu zawodowym oraz prywatnym – pokazuje najczęściej spotykane problemy i sposoby zaradzenia im bez otoczki zbędnej dla potrzebujących błyskawicznej pomocy.
środa, 24 grudnia 2025
Jake Knapp, John Zeratsky: Klik! Twórz to, czego ludzie naprawdę pragną
Onepress, Gliwice 2025.
Wyróżnianie się
Jake Knapp i John Zeratsky pracowali między innymi przy Gmailu czy YouTube, mają też na koncie rozwijanie start-upów i mogą własnym doświadczeniem podzielić się teraz z tymi czytelnikami, którzy po prostu muszą zaistnieć na rynku ze swoimi produktami, a nie mają pojęcia, jak to zrobić najefektywniej. Z pomocą przychodzi im teraz poradnik „Klik! Twórz to, czego ludzie naprawdę pragną”. To książka bardzo dopasowana do dzisiejszych czasów i reguł rynkowych – nie tylko pozwala nauczyć się dobrych odruchów w prowadzeniu marketingowych akcji, ale też wyćwiczyć je i wprowadzić w nawyk. Jest tu cały program przygotowania do zmian, rozpisany… na dwa dni. Wystarczy dostosować się do wskazówek autorów, żeby wypracować sensowne zasady funkcjonowania firmy i zdeklasować konkurencję. Wszystko bazuje na świadomości, że można nie tylko podejmować wyzwanie i grać według reguł konkurentów, ale znacznie lepsze rozwiązanie to wypracować własne zasady, w których ma się gwarantowany sukces. Słowem – autorzy nie koncentrują się na rywalizacji, a na przechytrzeniu konkurencji.
Skupiają się tu mocno na działaniu i na praktycznych aspektach lekcji. Tłumaczą, ile czasu poświęcić na jakie działania, kiedy przerwać ćwiczenie albo kiedy zdecydować się na wdrożenie wypracowanych pomysłów. Rozwiewają wątpliwości – bo po lekturze to właśnie odbiorcy przejmą rolę przewodników po całym systemie i będą musieli odpowiadać na pytania swoich podwładnych czy moderować ich dyskusje. „Klik” i na to ma odpowiednie wyjaśnienia, autorzy faktycznie zajęli się kompleksowo przygotowaniem czytelników do poprawiania sytuacji firmy na rynku. Jest to niewielki poradnik, ale bardzo esencjonalny. Co ważne, autorzy rzadko odwołują się do przykładów, ale kiedy już się na nie decydują, to sprawiają, że opowieść jeszcze lepiej zapada w pamięć i przy okazji jeszcze lepiej przekona odbiorców do sprawdzania trafności i skuteczności porad.
„Klik” to poradnik przejrzysty i niewymagający długich przygotowań – wystarczy wpoić sobie zaledwie kilka zasad i wskazówek, żeby móc modyfikować dotychczasowe przyzwyczajenia w świecie sprzedaży. „Klik” wyróżnia się na rynku za sprawą wyrazistości i głębokiego przekonania autorów co do skuteczności uwag. Łatwo będzie przetestować podpowiedzi i wprowadzić dobre praktyki do codziennych działań w firmie – nie wymaga to zbyt wielkiego poświęcenia, za to bez wątpienia warto spróbować. Właściwe ocenianie konkurencji, pomysły na serwetkach, karty do wypełniania pojedynczymi zdaniami – to wszystko bardzo porządkuje oczekiwania i dążenia, co prowadzi do lepszego definiowania celów a także do polepszenia osiągnięć. „Klik” to książka cenna, na pewno przydatna dla wszystkich, którzy pracują nad poprawianiem widzialności swojej firmy i chcą wybić się na rynku. Cały system przygotowany przez autorów nie wydaje się ani skomplikowany, ani szczególnie wymagający, w związku z czym odbiorcy mogą poczuć się usatysfakcjonowani i szybko przetestować porady.
Wyróżnianie się
Jake Knapp i John Zeratsky pracowali między innymi przy Gmailu czy YouTube, mają też na koncie rozwijanie start-upów i mogą własnym doświadczeniem podzielić się teraz z tymi czytelnikami, którzy po prostu muszą zaistnieć na rynku ze swoimi produktami, a nie mają pojęcia, jak to zrobić najefektywniej. Z pomocą przychodzi im teraz poradnik „Klik! Twórz to, czego ludzie naprawdę pragną”. To książka bardzo dopasowana do dzisiejszych czasów i reguł rynkowych – nie tylko pozwala nauczyć się dobrych odruchów w prowadzeniu marketingowych akcji, ale też wyćwiczyć je i wprowadzić w nawyk. Jest tu cały program przygotowania do zmian, rozpisany… na dwa dni. Wystarczy dostosować się do wskazówek autorów, żeby wypracować sensowne zasady funkcjonowania firmy i zdeklasować konkurencję. Wszystko bazuje na świadomości, że można nie tylko podejmować wyzwanie i grać według reguł konkurentów, ale znacznie lepsze rozwiązanie to wypracować własne zasady, w których ma się gwarantowany sukces. Słowem – autorzy nie koncentrują się na rywalizacji, a na przechytrzeniu konkurencji.
Skupiają się tu mocno na działaniu i na praktycznych aspektach lekcji. Tłumaczą, ile czasu poświęcić na jakie działania, kiedy przerwać ćwiczenie albo kiedy zdecydować się na wdrożenie wypracowanych pomysłów. Rozwiewają wątpliwości – bo po lekturze to właśnie odbiorcy przejmą rolę przewodników po całym systemie i będą musieli odpowiadać na pytania swoich podwładnych czy moderować ich dyskusje. „Klik” i na to ma odpowiednie wyjaśnienia, autorzy faktycznie zajęli się kompleksowo przygotowaniem czytelników do poprawiania sytuacji firmy na rynku. Jest to niewielki poradnik, ale bardzo esencjonalny. Co ważne, autorzy rzadko odwołują się do przykładów, ale kiedy już się na nie decydują, to sprawiają, że opowieść jeszcze lepiej zapada w pamięć i przy okazji jeszcze lepiej przekona odbiorców do sprawdzania trafności i skuteczności porad.
„Klik” to poradnik przejrzysty i niewymagający długich przygotowań – wystarczy wpoić sobie zaledwie kilka zasad i wskazówek, żeby móc modyfikować dotychczasowe przyzwyczajenia w świecie sprzedaży. „Klik” wyróżnia się na rynku za sprawą wyrazistości i głębokiego przekonania autorów co do skuteczności uwag. Łatwo będzie przetestować podpowiedzi i wprowadzić dobre praktyki do codziennych działań w firmie – nie wymaga to zbyt wielkiego poświęcenia, za to bez wątpienia warto spróbować. Właściwe ocenianie konkurencji, pomysły na serwetkach, karty do wypełniania pojedynczymi zdaniami – to wszystko bardzo porządkuje oczekiwania i dążenia, co prowadzi do lepszego definiowania celów a także do polepszenia osiągnięć. „Klik” to książka cenna, na pewno przydatna dla wszystkich, którzy pracują nad poprawianiem widzialności swojej firmy i chcą wybić się na rynku. Cały system przygotowany przez autorów nie wydaje się ani skomplikowany, ani szczególnie wymagający, w związku z czym odbiorcy mogą poczuć się usatysfakcjonowani i szybko przetestować porady.
czwartek, 28 sierpnia 2025
Jeb Blount, Anthony Iannarino: AI w rękach sprzedawcy. Jak zwiększyć efektywność sprzedaży i zdominować rynek
Onepress, Helion, Gliwice 2025.
Narzędzie
Sztuczna inteligencja wkracza do codzienności coraz odważniej – i są już zawody, w których nie można sobie wyobrazić odrzucania takiego narzędzia. Popularyzatorzy nie ustają w wysiłkach, żeby przekonać odbiorców do korzystania ze zdobyczy AI między innymi w handlu i marketingu. Książka „AI w rękach sprzedawcy. Jak zwiększyć efektywność sprzedaży i zdominować rynek” to publikacja, która wyjaśnia możliwości i zalety przekazywania robotom części żmudnych zajęć, ale też podpowiada, jak to osiągnąć. Jeb Blount i Anthony Iannarino kierują się do sprzedawców i menedżerów, żeby przekonać ich do sięgania po uczenie maszynowe w codziennej pracy. Jednocześnie podpowiadają, gdzie AI nie da się wykorzystywać w skali 1:1, żeby nie stracić klientów. Omawiają też konieczność unikania mielizn i pułapek – na przykład błędów, ogólnikowych tekstów czy niedostosowania promptów do oczekiwań. Praca z AI ma się wiązać z polepszeniem wyników i wypracowaniem większej ilości czasu na kontakty bezpośrednie – ale wymaga na początku zwolnienia i nauczenia się nowego narzędzia, zrozumienia jego zasad i przyswojenia pewnych prawd, bez których nie da się osiągnąć sukcesu.
Nastawienie na sukces to główny wabik w książce. Jeb Blount i Anthony Iannarino wiedzą, o czym marzą sprzedawcy – i od razu rozwiewają wątpliwości w kwestii zautomatyzowania relacji. Wiedzą, że nie da się zastąpić bezpośredniego kontaktu, klient musi spotkać się z handlowcem bezpośrednio. Ale cała praca związana z gromadzeniem danych i przygotowywaniem ofert, tworzeniem maili i researchem to coś, co spokojnie można oddać dzisiaj sztucznej inteligencji – i zyskać dzięki temu sporo czasu i energii. Ale autorzy uczulają też na problemy płynące z aktualnie dostępnych narzędzi – nie da się stuprocentowo ufać sztucznej inteligencji i pozostawiać jej bez nadzoru: AI funkcjonuje tu jak podwładny, który za wszelką cenę chce zadowolić szefa – i jeśli nie uda się jej znaleźć odpowiednich wiadomości, zwyczajnie je zmyśli. Autorzy zatem zajmują się kształtowaniem promptów i edukowaniem czytelników w tej kwestii – odpowiednio wydawane polecenia przyniosą oczekiwane rezultaty. Kolejnym krokiem jednak musi być jeszcze sprawdzenie przygotowanej oferty przed przedstawieniem jej klientom. „AI w rękach sprzedawcy” to poradnik dotyczący efektywnego wykorzystywania sztucznej inteligencji w marketingu i handlu – ale też książka wypełniona przestrogami przed niewłaściwym wykorzystywaniem nowych możliwości. Autorzy są pewni, że nie ma już odwrotu od ekspansji sztucznej inteligencji – i ci, którzy dzisiaj odmawiają jej używania (czy choćby uczenia się korzystania z niej), wkrótce zostaną w tyle i nie będą umieli radzić sobie w nowej przestrzeni. „AI w rękach sprzedawcy” to publikacja określająca wyzwania i przygotowująca czytelników do innych technik w pracy. Na razie odbiorcy mogą sami zdecydować, czy są w stanie poświęcić czas na wdrożenie wskazówek w życie – czy wolą samodzielnie szukać drogi działania z AI. Lepiej jednak będzie przetestować wskazówki ekspertów.
Narzędzie
Sztuczna inteligencja wkracza do codzienności coraz odważniej – i są już zawody, w których nie można sobie wyobrazić odrzucania takiego narzędzia. Popularyzatorzy nie ustają w wysiłkach, żeby przekonać odbiorców do korzystania ze zdobyczy AI między innymi w handlu i marketingu. Książka „AI w rękach sprzedawcy. Jak zwiększyć efektywność sprzedaży i zdominować rynek” to publikacja, która wyjaśnia możliwości i zalety przekazywania robotom części żmudnych zajęć, ale też podpowiada, jak to osiągnąć. Jeb Blount i Anthony Iannarino kierują się do sprzedawców i menedżerów, żeby przekonać ich do sięgania po uczenie maszynowe w codziennej pracy. Jednocześnie podpowiadają, gdzie AI nie da się wykorzystywać w skali 1:1, żeby nie stracić klientów. Omawiają też konieczność unikania mielizn i pułapek – na przykład błędów, ogólnikowych tekstów czy niedostosowania promptów do oczekiwań. Praca z AI ma się wiązać z polepszeniem wyników i wypracowaniem większej ilości czasu na kontakty bezpośrednie – ale wymaga na początku zwolnienia i nauczenia się nowego narzędzia, zrozumienia jego zasad i przyswojenia pewnych prawd, bez których nie da się osiągnąć sukcesu.
Nastawienie na sukces to główny wabik w książce. Jeb Blount i Anthony Iannarino wiedzą, o czym marzą sprzedawcy – i od razu rozwiewają wątpliwości w kwestii zautomatyzowania relacji. Wiedzą, że nie da się zastąpić bezpośredniego kontaktu, klient musi spotkać się z handlowcem bezpośrednio. Ale cała praca związana z gromadzeniem danych i przygotowywaniem ofert, tworzeniem maili i researchem to coś, co spokojnie można oddać dzisiaj sztucznej inteligencji – i zyskać dzięki temu sporo czasu i energii. Ale autorzy uczulają też na problemy płynące z aktualnie dostępnych narzędzi – nie da się stuprocentowo ufać sztucznej inteligencji i pozostawiać jej bez nadzoru: AI funkcjonuje tu jak podwładny, który za wszelką cenę chce zadowolić szefa – i jeśli nie uda się jej znaleźć odpowiednich wiadomości, zwyczajnie je zmyśli. Autorzy zatem zajmują się kształtowaniem promptów i edukowaniem czytelników w tej kwestii – odpowiednio wydawane polecenia przyniosą oczekiwane rezultaty. Kolejnym krokiem jednak musi być jeszcze sprawdzenie przygotowanej oferty przed przedstawieniem jej klientom. „AI w rękach sprzedawcy” to poradnik dotyczący efektywnego wykorzystywania sztucznej inteligencji w marketingu i handlu – ale też książka wypełniona przestrogami przed niewłaściwym wykorzystywaniem nowych możliwości. Autorzy są pewni, że nie ma już odwrotu od ekspansji sztucznej inteligencji – i ci, którzy dzisiaj odmawiają jej używania (czy choćby uczenia się korzystania z niej), wkrótce zostaną w tyle i nie będą umieli radzić sobie w nowej przestrzeni. „AI w rękach sprzedawcy” to publikacja określająca wyzwania i przygotowująca czytelników do innych technik w pracy. Na razie odbiorcy mogą sami zdecydować, czy są w stanie poświęcić czas na wdrożenie wskazówek w życie – czy wolą samodzielnie szukać drogi działania z AI. Lepiej jednak będzie przetestować wskazówki ekspertów.
wtorek, 15 kwietnia 2025
Dagmara Kokoszka-Lassota: Dlaczego klienci od ciebie nie kupują?
Onepress, Gliwice 2025.
Wskazówki
To publikacja dla odbiorców, którzy niespecjalnie lubią czytać i zagłębiać się w gąszcz przykładów, za to wolą szybkie wskazówki i podpowiedzi, co zmienić w swoich działaniach, żeby uzyskiwać lepsze rezultaty sprzedażowe. „Dlaczego klienci od ciebie nie kupują” to prosty poradnik, napisany w dodatku w duchu internetowych artykułów – z emotkami dość gęsto zapełniającymi zdania. Dagmara Kokoszka-Lassota z jednej strony reklamuje w tej pozycji swoje usługi, dzieli się spostrzeżeniami na temat akcji ratunkowych w beznadziejnych sytuacjach, z drugiej strony – zachęca czytelników do rozsądnego i przemyślanego planowania kampanii promocyjnych. Nie koncentruje się na pojedynczych narzędziach, dba o to, żeby jej uwagi dało się zastosować w różnych sytuacjach, dzięki czemu książka nie będzie się zbyt szybko starzeć – mogą się tu zmieniać kanały, jakimi dociera się do klientów, ale nie zmienią się tak łatwo mechanizmy.
Autorka przedstawia czytelnikom najczęściej popełniane błędy, analizuje skrótowo nieudane zabiegi promocyjne. Przypomina, jak zaistnieć w świadomości klienta i jak ważne jest jego zdefiniowanie – nie da się oprzeć strategii marketingowej na promowaniu przypadkowych postów z facebooka, zresztą nie o to chodzi. Uczy Dagmara Kokoszka-Lassota posługiwania się dostępnymi narzędziami, rozwiewa mity – sporą część książki opiera na opiniach zasłyszanych od swoich klientów – i często mijających się ze stanem faktycznym. Tu nie ma miejsca na komplikacje, wszystko musi być przejrzyste i oczywiste dla odbiorców, tak, żeby nawet najmniej orientujący się w zawiłościach social mediów poradzili sobie z wyzwaniem, albo wiedzieli, w którym momencie zwrócić się z prośbą o pomoc do specjalisty. Dla tej autorki rzeczą oczywistą jest przeznaczanie pewnego procentu budżetu na kampanie reklamowe – bez pieniędzy nie da się zrobić skutecznej reklamy. Ale równie ważne staje się tu podejście do klienta i do samego towaru. Dagmara Kokoszka-Lassota zajmuje się tymi zagadnieniami tak, żeby już po lekturze krótkiej przecież książki, odbiorcy mogli wcielać w życie zdobyte tu informacje. Wydawać by się mogło, że jest to publikacja bazująca na przesadnych uproszczeniach – a jednak zmiany w kilku zaledwie obszarach (za to najczęściej ignorowanych lub bagatelizowanych) przyniosą efekt – i to w nieodległej perspektywie. Autorka nie obiecuje złotych gór, ale jest w stanie zmienić sposób myślenia o produkcie i jego opisie. Stara się dotrzeć do czytelników, żeby poprawić ich świadomość na temat mechanizmów rządzących psychologią w marketingu. Nie boi się pisania o emocjach klienta, o jego oczekiwaniach i o historiach, jakie można wprowadzić do jego świadomości, żeby był skłonny wydać swoje pieniądze na oferowany mu produkt. A ponieważ autorka raczej nie posiłkuje się jednoznacznymi konkretami, może zdobyć uznanie szerokiego grona odbiorców. Może zbyt lekki wydaje się tu styl narracji, jednak nie można nic zarzucić warstwie merytorycznej: udało się zmieścić tu naprawdę dużo podpowiedzi, które na początek z pewnością wystarczą, żeby odnotować sukces.
Wskazówki
To publikacja dla odbiorców, którzy niespecjalnie lubią czytać i zagłębiać się w gąszcz przykładów, za to wolą szybkie wskazówki i podpowiedzi, co zmienić w swoich działaniach, żeby uzyskiwać lepsze rezultaty sprzedażowe. „Dlaczego klienci od ciebie nie kupują” to prosty poradnik, napisany w dodatku w duchu internetowych artykułów – z emotkami dość gęsto zapełniającymi zdania. Dagmara Kokoszka-Lassota z jednej strony reklamuje w tej pozycji swoje usługi, dzieli się spostrzeżeniami na temat akcji ratunkowych w beznadziejnych sytuacjach, z drugiej strony – zachęca czytelników do rozsądnego i przemyślanego planowania kampanii promocyjnych. Nie koncentruje się na pojedynczych narzędziach, dba o to, żeby jej uwagi dało się zastosować w różnych sytuacjach, dzięki czemu książka nie będzie się zbyt szybko starzeć – mogą się tu zmieniać kanały, jakimi dociera się do klientów, ale nie zmienią się tak łatwo mechanizmy.
Autorka przedstawia czytelnikom najczęściej popełniane błędy, analizuje skrótowo nieudane zabiegi promocyjne. Przypomina, jak zaistnieć w świadomości klienta i jak ważne jest jego zdefiniowanie – nie da się oprzeć strategii marketingowej na promowaniu przypadkowych postów z facebooka, zresztą nie o to chodzi. Uczy Dagmara Kokoszka-Lassota posługiwania się dostępnymi narzędziami, rozwiewa mity – sporą część książki opiera na opiniach zasłyszanych od swoich klientów – i często mijających się ze stanem faktycznym. Tu nie ma miejsca na komplikacje, wszystko musi być przejrzyste i oczywiste dla odbiorców, tak, żeby nawet najmniej orientujący się w zawiłościach social mediów poradzili sobie z wyzwaniem, albo wiedzieli, w którym momencie zwrócić się z prośbą o pomoc do specjalisty. Dla tej autorki rzeczą oczywistą jest przeznaczanie pewnego procentu budżetu na kampanie reklamowe – bez pieniędzy nie da się zrobić skutecznej reklamy. Ale równie ważne staje się tu podejście do klienta i do samego towaru. Dagmara Kokoszka-Lassota zajmuje się tymi zagadnieniami tak, żeby już po lekturze krótkiej przecież książki, odbiorcy mogli wcielać w życie zdobyte tu informacje. Wydawać by się mogło, że jest to publikacja bazująca na przesadnych uproszczeniach – a jednak zmiany w kilku zaledwie obszarach (za to najczęściej ignorowanych lub bagatelizowanych) przyniosą efekt – i to w nieodległej perspektywie. Autorka nie obiecuje złotych gór, ale jest w stanie zmienić sposób myślenia o produkcie i jego opisie. Stara się dotrzeć do czytelników, żeby poprawić ich świadomość na temat mechanizmów rządzących psychologią w marketingu. Nie boi się pisania o emocjach klienta, o jego oczekiwaniach i o historiach, jakie można wprowadzić do jego świadomości, żeby był skłonny wydać swoje pieniądze na oferowany mu produkt. A ponieważ autorka raczej nie posiłkuje się jednoznacznymi konkretami, może zdobyć uznanie szerokiego grona odbiorców. Może zbyt lekki wydaje się tu styl narracji, jednak nie można nic zarzucić warstwie merytorycznej: udało się zmieścić tu naprawdę dużo podpowiedzi, które na początek z pewnością wystarczą, żeby odnotować sukces.
piątek, 16 sierpnia 2024
Adrian Andrzejczyk: Data Driven Marketing. O logicznym podejściu do podejmowania decyzji
Onepress, Helion, Gliwice 2024.
Narzędzia na rynku
Chociaż w marketingu także panują rozmaite mody, Adrian Andrzejczyk nie zamierza analizować trendów, a pokazać odbiorcom – bardziej specjalistom niż amatorom – możliwości płynące z nowych narzędzi. Podkreśla, że jego książka nie jest ani podręcznikiem, ani poradnikiem, jednak tak prowadzi swoją opowieść, żeby czytelnicy mogli z niej jak najwięcej dla siebie wyciągnąć. „Data Driven Marketing” to rzetelnie przygotowany przewodnik po sposobach analizowania danych. Autor podkreśla, że funkcjonujemy w świecie nadprodukcji danych, tym ważniejsze są mechanizmy i rozwiązania pozwalające na ich selekcję. Tłumaczy, dlaczego istotne staje się optymalizowanie narzędzi pod kątem potrzeb firmy – wie, jak łatwo stracić czas i pieniądze, gdy źle określi się cele lub dobierze nieodpowiednie metody działania. Nie pozostawia odbiorców z zestawem zagadek, cierpliwie i prawie od podstaw omawia wybrane metody i ich konsekwencje dla sprzedaży. Tworzy Adrian Andrzejczyk książę popularnonaukową, ale o silnym wymiarze praktycznym. Podpowiada czytelnikom, jak podejmować decyzje w oparciu o analizy danych, ale też, między innymi, jak zatroszczyć się o bezpieczeństwo tych danych – zakotwicza opowieść w teraźniejszości, a jednak delikatnie sugeruje, co stanie się już wkrótce kwestią palącą. Rozbija na części pierwsze elementy procesu Data Driven i zamienia się w komentatora. Podaje definicje i relacje, pokazuje, jak najwięksi gracze na rynku internetowym gromadzą i wykorzystują dane, podsuwa też różne sposoby zdobywania wiedzy i szkolenia się w tym zakresie, odsyłając, na przykład, do raportów firm z ich porażek i błędów. Zestawia działania człowieka z mechanizmami sztucznej inteligencji – wszystko po to, żeby w pewnym momencie przejść do szczegółowego opisywania samego procesu DDM. I mimo że twierdzi, że wybrał formę eseju i eksponuje jedynie elementy warte opisania, dostarcza czytelnikom potężnej dawki wiedzy. Sam. Koncentruje się na tworzeniu niemal skryptowych komentarzy, esencjonalnych i szczegółowych, ale nie przytłaczających. Jeśli potrzebuje zwrócenia uwagi na praktyczne znaczenie zjawiska, przytacza wypowiedzi ekspertów – krótkie, ale treściwe. Tu widać, jak zmienia się marketing i samo podejście do analizowania danych – już na przykładzie kolejnych firm.
Autor decyduje się wciąż na wyliczenia, które stanowią wygodny sposób przedstawiania wiedzy w skrócie. Rezygnuje z opisowej narracji na rzecz rozszyfrowywania haseł i wyróżniania co bardziej istotnych składników. Robi wiele, żeby ułatwić czytelnikom śledzenie wiadomości: dba o całą strukturę wywodu, chce przybliżać odbiorcom to, co przyda się w podejmowaniu decyzji. Żeby trafić im do przekonania, sięga również po graficzne zobrazowanie wyjaśnień – wykresy, tabele czy ilustracje, które prowadzą uwagę i uświadamiają czytelnikom znaczenie proponowanych rozwiązań. Lektura nie polega tu wyłącznie na śledzeniu tekstu i obrazków, a na analizowaniu procesu myślowego autora i na przyswajaniu kolejnych podpowiedzi jako wskazówek praktycznych. Takie opracowanie przybliża zalety procesu DDM i sprawia, że odbiorcy lepiej będą się orientować w dostępnych na rynku narzędziach. Jest to książka nie tylko ważna i ciekawa, ale przede wszystkim starannie przygotowana. Przynosi sporo praktycznych wiadomości i umożliwia lepsze orientowanie się w dzisiejszej marketingowej rzeczywistości. Ta propozycja pozostanie w biblioteczkach odbiorców nawet wtedy, gdy zmienią się narzędzia marketingowe – będzie dalej cennym punktem odniesienia dla wszystkich, którym zależy na wypromowaniu swojej firmy i na zaistnieniu w świadomości klientów. W tej propozycji właściwie nie ma słabych punktów.
Narzędzia na rynku
Chociaż w marketingu także panują rozmaite mody, Adrian Andrzejczyk nie zamierza analizować trendów, a pokazać odbiorcom – bardziej specjalistom niż amatorom – możliwości płynące z nowych narzędzi. Podkreśla, że jego książka nie jest ani podręcznikiem, ani poradnikiem, jednak tak prowadzi swoją opowieść, żeby czytelnicy mogli z niej jak najwięcej dla siebie wyciągnąć. „Data Driven Marketing” to rzetelnie przygotowany przewodnik po sposobach analizowania danych. Autor podkreśla, że funkcjonujemy w świecie nadprodukcji danych, tym ważniejsze są mechanizmy i rozwiązania pozwalające na ich selekcję. Tłumaczy, dlaczego istotne staje się optymalizowanie narzędzi pod kątem potrzeb firmy – wie, jak łatwo stracić czas i pieniądze, gdy źle określi się cele lub dobierze nieodpowiednie metody działania. Nie pozostawia odbiorców z zestawem zagadek, cierpliwie i prawie od podstaw omawia wybrane metody i ich konsekwencje dla sprzedaży. Tworzy Adrian Andrzejczyk książę popularnonaukową, ale o silnym wymiarze praktycznym. Podpowiada czytelnikom, jak podejmować decyzje w oparciu o analizy danych, ale też, między innymi, jak zatroszczyć się o bezpieczeństwo tych danych – zakotwicza opowieść w teraźniejszości, a jednak delikatnie sugeruje, co stanie się już wkrótce kwestią palącą. Rozbija na części pierwsze elementy procesu Data Driven i zamienia się w komentatora. Podaje definicje i relacje, pokazuje, jak najwięksi gracze na rynku internetowym gromadzą i wykorzystują dane, podsuwa też różne sposoby zdobywania wiedzy i szkolenia się w tym zakresie, odsyłając, na przykład, do raportów firm z ich porażek i błędów. Zestawia działania człowieka z mechanizmami sztucznej inteligencji – wszystko po to, żeby w pewnym momencie przejść do szczegółowego opisywania samego procesu DDM. I mimo że twierdzi, że wybrał formę eseju i eksponuje jedynie elementy warte opisania, dostarcza czytelnikom potężnej dawki wiedzy. Sam. Koncentruje się na tworzeniu niemal skryptowych komentarzy, esencjonalnych i szczegółowych, ale nie przytłaczających. Jeśli potrzebuje zwrócenia uwagi na praktyczne znaczenie zjawiska, przytacza wypowiedzi ekspertów – krótkie, ale treściwe. Tu widać, jak zmienia się marketing i samo podejście do analizowania danych – już na przykładzie kolejnych firm.
Autor decyduje się wciąż na wyliczenia, które stanowią wygodny sposób przedstawiania wiedzy w skrócie. Rezygnuje z opisowej narracji na rzecz rozszyfrowywania haseł i wyróżniania co bardziej istotnych składników. Robi wiele, żeby ułatwić czytelnikom śledzenie wiadomości: dba o całą strukturę wywodu, chce przybliżać odbiorcom to, co przyda się w podejmowaniu decyzji. Żeby trafić im do przekonania, sięga również po graficzne zobrazowanie wyjaśnień – wykresy, tabele czy ilustracje, które prowadzą uwagę i uświadamiają czytelnikom znaczenie proponowanych rozwiązań. Lektura nie polega tu wyłącznie na śledzeniu tekstu i obrazków, a na analizowaniu procesu myślowego autora i na przyswajaniu kolejnych podpowiedzi jako wskazówek praktycznych. Takie opracowanie przybliża zalety procesu DDM i sprawia, że odbiorcy lepiej będą się orientować w dostępnych na rynku narzędziach. Jest to książka nie tylko ważna i ciekawa, ale przede wszystkim starannie przygotowana. Przynosi sporo praktycznych wiadomości i umożliwia lepsze orientowanie się w dzisiejszej marketingowej rzeczywistości. Ta propozycja pozostanie w biblioteczkach odbiorców nawet wtedy, gdy zmienią się narzędzia marketingowe – będzie dalej cennym punktem odniesienia dla wszystkich, którym zależy na wypromowaniu swojej firmy i na zaistnieniu w świadomości klientów. W tej propozycji właściwie nie ma słabych punktów.
wtorek, 26 marca 2024
Ewa Kozicka: Porywający mówca. Jak brzmieć pewnie i przekonująco
Onepress, Helion, Gliwice 2024.
Głos
Chociaż na rynku jest mnóstwo poradników dotyczących wystąpień publicznych, rzadko który autor zajmuje się w nich dykcją czy emisją głosu, ćwiczeniami pozwalającymi na wydobywanie z siebie czystych dźwięków i samą melodią przekazu. Zwykle wszyscy koncentrują się na postawie, sylwetce, na konstruowaniu wypowiedzi… Ewa Kozicka tymczasem odnosi się do absolutnie podstawowych kwestii, bez których w ogóle trudno sobie wyobrazić mówienie do innych. „Porywający mówca. Jak brzmieć pewnie i przekonująco” to pozycja, po którą sięgnąć powinien absolutnie każdy, kto ma występować przed publicznością – wszystko jedno, czy na scenie teatralnej, w sali konferencyjnej, w szkolnej klasie czy w muzeum. Skorzystają z tego tomu i aktorzy, i przewodnicy muzealni, i nauczyciele, ale też marketingowcy i wszyscy, którzy w swoich firmach przedstawiają przed współpracownikami istotne dla swojej pracy informacje. Ewa Kozicka na zawody nie dzieli, wszystkich zapoznaje z zasadami, które rzeczywiście ułatwią życie niedzielnych mówców i tych, którzy mówić muszą.
Autorka posługuje się zwłaszcza na początku ciekawymi metaforami, często odnosi się do wrażeń zmysłowych, zachęca do wyobrażania sobie przyjemnych zapachów i otwierania w ten sposób dróg oddechowych. Uczy, jak oddychać i jak odzyskać spokój w stresującym momencie. Z czasem warstwa narracyjna coraz bardziej ustępuje ćwiczeniom do wykonywania – aż w końcu ostatni rozdział to podsumowanie w formie ćwiczeń. Sięga Ewa Kozicka po rozmaite teksty – często wykorzystuje mistrzów słowa, cytuje na przykład Wojciecha Młynarskiego – ale czerpie też od autorów łamańców językowych dla najmłodszych (pojawiają się choćby utwory Małgorzaty Strzałkowskiej). Są tu charakterystyczne lingwistyczne wygibasy znane wszystkim – i zupełnie nowe propozycje. Na początku Ewa Kozicka stara się przekonać odbiorców do wytężonej pracy, tłumaczy, jak przygotować się do mówienia i – dlaczego ważna jest rozgrzewka aparatu mowy. Później koncentruje się na kolejnych szczegółach. Nie pomija spraw niby oczywistych, a jednak sprawiających trudności – tak jest w przypadku oddychania. Uczy, jak akcentować konkretne słowa i jak skupiać się na znaczeniach, które chce się przekazać odbiorcom. Sugeruje, jak pracować nad emocjami i nad intonacją, jak budzić zainteresowanie słuchaczy i jak grać pauzą, jak zmieniać tempo wypowiedzi (i po co to robić), a także jak modulować głos. Wspomina o barwie głosu i o jego mocy (ludzie, którzy nie są przyzwyczajeni do głośniejszego mówienia, często nieumiejętnie do tego podchodzą i w efekcie zdzierają sobie gardła, a nie zyskują uznania słuchaczy). Zwraca autorka uwagę na czytelne wymawianie końcówek – co ciekawe, podkreśla też, że hiperpoprawność jest równie nieznośną manierą co niedbalstwo w wymowie. Wymienia te wszystkie elementy, które ceni się u dobrych mówców czy lektorów, po kolei przytacza wiadomości na temat pracy nad dykcją i emisją głosu – a każda z tych wiadomości zostaje ozdobiona zestawem konkretnych (i wymagających) ćwiczeń. Nie zabiorą one zbyt dużo czasu, ale pozwolą wyczulić się na własne błędy lub niedokładności w wymowie – a to dobry ruch w stronę poprawiania czytelności. Do ćwiczeń dodawane są wskazówki: nie wystarczy poprawnie przeczytać podane wyrazy, trzeba jeszcze zastanowić się nad intencjami do przekazania i spróbować głosem zdradzać konkretne emocje (zasugerowane przez autorkę lub wymyślane przez siebie). Można się tu zabawić w komentatora sportowego albo w pogodynkę, w lektora z audiobooka czy w detektywa. Można rysować kontekst pojedynczymi wyrazami, sterować uwagą odbiorców i nadawać znaczenia brzmieniem. Nad tymi wszystkimi aspektami często nie myślą ludzie, którzy nie zajmują się zawodowo mówieniem – dzięki prostym podpowiedziom będą w stanie poprawić komunikatywność i imponować innym. Nie jest to książka, która zamieni się w porywającą lekturę: ale genialny poradnik, którego nie sposób pominąć, jeśli chce się pracować głosem. Tutaj prosta lektura nie wystarczy - trzeba podjąć wysiłek i wykonywać ćwiczenia podawane przez autorkę tak długo, aż staną się odruchem czy nawykiem - ale każdy, kto potrzebuje rzeczowych wskazówek, znajdzie je bez trudu i będzie mógł od razu wypróbować.
Głos
Chociaż na rynku jest mnóstwo poradników dotyczących wystąpień publicznych, rzadko który autor zajmuje się w nich dykcją czy emisją głosu, ćwiczeniami pozwalającymi na wydobywanie z siebie czystych dźwięków i samą melodią przekazu. Zwykle wszyscy koncentrują się na postawie, sylwetce, na konstruowaniu wypowiedzi… Ewa Kozicka tymczasem odnosi się do absolutnie podstawowych kwestii, bez których w ogóle trudno sobie wyobrazić mówienie do innych. „Porywający mówca. Jak brzmieć pewnie i przekonująco” to pozycja, po którą sięgnąć powinien absolutnie każdy, kto ma występować przed publicznością – wszystko jedno, czy na scenie teatralnej, w sali konferencyjnej, w szkolnej klasie czy w muzeum. Skorzystają z tego tomu i aktorzy, i przewodnicy muzealni, i nauczyciele, ale też marketingowcy i wszyscy, którzy w swoich firmach przedstawiają przed współpracownikami istotne dla swojej pracy informacje. Ewa Kozicka na zawody nie dzieli, wszystkich zapoznaje z zasadami, które rzeczywiście ułatwią życie niedzielnych mówców i tych, którzy mówić muszą.
Autorka posługuje się zwłaszcza na początku ciekawymi metaforami, często odnosi się do wrażeń zmysłowych, zachęca do wyobrażania sobie przyjemnych zapachów i otwierania w ten sposób dróg oddechowych. Uczy, jak oddychać i jak odzyskać spokój w stresującym momencie. Z czasem warstwa narracyjna coraz bardziej ustępuje ćwiczeniom do wykonywania – aż w końcu ostatni rozdział to podsumowanie w formie ćwiczeń. Sięga Ewa Kozicka po rozmaite teksty – często wykorzystuje mistrzów słowa, cytuje na przykład Wojciecha Młynarskiego – ale czerpie też od autorów łamańców językowych dla najmłodszych (pojawiają się choćby utwory Małgorzaty Strzałkowskiej). Są tu charakterystyczne lingwistyczne wygibasy znane wszystkim – i zupełnie nowe propozycje. Na początku Ewa Kozicka stara się przekonać odbiorców do wytężonej pracy, tłumaczy, jak przygotować się do mówienia i – dlaczego ważna jest rozgrzewka aparatu mowy. Później koncentruje się na kolejnych szczegółach. Nie pomija spraw niby oczywistych, a jednak sprawiających trudności – tak jest w przypadku oddychania. Uczy, jak akcentować konkretne słowa i jak skupiać się na znaczeniach, które chce się przekazać odbiorcom. Sugeruje, jak pracować nad emocjami i nad intonacją, jak budzić zainteresowanie słuchaczy i jak grać pauzą, jak zmieniać tempo wypowiedzi (i po co to robić), a także jak modulować głos. Wspomina o barwie głosu i o jego mocy (ludzie, którzy nie są przyzwyczajeni do głośniejszego mówienia, często nieumiejętnie do tego podchodzą i w efekcie zdzierają sobie gardła, a nie zyskują uznania słuchaczy). Zwraca autorka uwagę na czytelne wymawianie końcówek – co ciekawe, podkreśla też, że hiperpoprawność jest równie nieznośną manierą co niedbalstwo w wymowie. Wymienia te wszystkie elementy, które ceni się u dobrych mówców czy lektorów, po kolei przytacza wiadomości na temat pracy nad dykcją i emisją głosu – a każda z tych wiadomości zostaje ozdobiona zestawem konkretnych (i wymagających) ćwiczeń. Nie zabiorą one zbyt dużo czasu, ale pozwolą wyczulić się na własne błędy lub niedokładności w wymowie – a to dobry ruch w stronę poprawiania czytelności. Do ćwiczeń dodawane są wskazówki: nie wystarczy poprawnie przeczytać podane wyrazy, trzeba jeszcze zastanowić się nad intencjami do przekazania i spróbować głosem zdradzać konkretne emocje (zasugerowane przez autorkę lub wymyślane przez siebie). Można się tu zabawić w komentatora sportowego albo w pogodynkę, w lektora z audiobooka czy w detektywa. Można rysować kontekst pojedynczymi wyrazami, sterować uwagą odbiorców i nadawać znaczenia brzmieniem. Nad tymi wszystkimi aspektami często nie myślą ludzie, którzy nie zajmują się zawodowo mówieniem – dzięki prostym podpowiedziom będą w stanie poprawić komunikatywność i imponować innym. Nie jest to książka, która zamieni się w porywającą lekturę: ale genialny poradnik, którego nie sposób pominąć, jeśli chce się pracować głosem. Tutaj prosta lektura nie wystarczy - trzeba podjąć wysiłek i wykonywać ćwiczenia podawane przez autorkę tak długo, aż staną się odruchem czy nawykiem - ale każdy, kto potrzebuje rzeczowych wskazówek, znajdzie je bez trudu i będzie mógł od razu wypróbować.
czwartek, 21 marca 2024
Marcin Żukowski: Twoja firma w social mediach. Podręcznik marketingu internetowego dla małych i średnich przedsiębiorstw
Onepress, Helion, Gliwice 2024 (wydanie IV poszerzone).
Biznes w sieci kontaktów
Wydawać by się mogło, że pojawienie się social mediów da oszałamiające możliwości w zakresie sprzedaży produktów, promowania swojej firmy czy budowania jej wizerunku wśród potencjalnych klientów – i w zasadzie tak jest, jednak ogrom dostępnych narzędzi i ich dostępność sprawiają, że mnóstwo ludzi zwyczajnie gubi się w zasadach, szansach i ograniczeniach sieci. Marcin Żukowski po raz czwarty już przygląda się social mediom i ich roli w kształtowaniu obrazu firm (zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw, których właściciele nierzadko decydują się na samodzielne działania): co w praktyce oznacza, że na nowo przedstawia znaczenia poszczególnych kanałów komunikacyjnych i uzupełnia to, co z czasem okazało się bardziej istotne. Przekonuje czytelników co do tego, że trzeba będzie zainwestować trochę pieniędzy. Mniej niż w przypadku reklamy w tradycyjnych mediach – jednak nie zamierza nikomu podpowiadać, jak zbudować markę, nie wydając na to ani grosza – takie podejście może część odbiorców zaskoczyć, zwłaszcza jeśli funkcjonowali do tej pory w mediach społecznościowych bez uiszczania opłat. W przypadku biznesowych strategii liczy się jednak tempo, nie ma czasu na działania rozłożone w czasie i efekty, na które trzeba długo czekać – dlatego też autor sprawdza, jakie narzędzia mają do dyspozycji użytkownicy zdecydowani zapłacić – i jak korzystać choćby z oferty Facebooka, żeby nie przestrzelić. Zajmuje się nie tylko Facebookiem – odwołuje się i do Messengera, Instagrama, Twittera, YouTube’a, pojawiają się tu LinkedIn, Snapchat czy… Tik-Tok, zajmuje się autor również podpowiadaniem, jak zapraszać do współpracy influencerów – i po co to robić – wszystko funkcjonuje tu jako przestrzenie potencjalnej reklamy. Podpowiada Żukowski, gdzie najlepiej można zawęzić obszar poszukiwań odbiorców i jakie treści publikować w swoich kanałach – prowadzi to nie tylko do świadomego korzystania z social mediów, ale też do wypracowania całej struktury publikacji i układania sobie harmonogramu działań (bez tego, jak przekonuje Marcin Żukowski, ani rusz). Nie ma tu prowadzenia odbiorców za rękę, przynajmniej w sferze komponowania samych treści – autor nie zajmuje się podpowiadaniem, jak tworzyć teksty sprzedażowe i jakimi chwytami przyciągać do swojego profilu – tutaj chodzi o zrozumienie platform i o przegląd narzędzi czy pojęć. Słowem, zajmuje się autor podstawami: uczy, jak poruszać się po sieci 2.0, żeby móc podjąć próby sprzedawania czegoś użytkownikom. Stawia na definiowanie i na porządkowanie wiadomości, nie zajmuje się za to ocenianiem ani podawaniem przykładów – prowadzenie fanpage’a, bloga lub profilu pozostawia samym użytkownikom. Dzięki temu książka jest bardziej uniwersalna i pozwala na dotarcie do szerszego grona odbiorców – którzy jednak niekoniecznie poradzą sobie z wcielaniem w życie wskazówek.
„Twoja firma w social mediach” to książka dla każdego, kto chciałby nie tyle walczyć o lajki i zasięgi, a umieć odpowiednio zaprezentować swoje produkty w sieci. Autor podkreśla raczej znaczenie niemierzalnych efektów niż nastawienie na rekordy i coraz wyższe liczby – trzeba będzie zatem uzbroić się w cierpliwość i dokładnie określać cele działania. Ważne jest to, że tom przeprowadza czytelników przez kolejne meandry funkcjonowania w sieci społeczności i że pokazuje, jak skutecznie przedstawiać użytkownikom swoją ofertę – bez względu na jej charakter.
Biznes w sieci kontaktów
Wydawać by się mogło, że pojawienie się social mediów da oszałamiające możliwości w zakresie sprzedaży produktów, promowania swojej firmy czy budowania jej wizerunku wśród potencjalnych klientów – i w zasadzie tak jest, jednak ogrom dostępnych narzędzi i ich dostępność sprawiają, że mnóstwo ludzi zwyczajnie gubi się w zasadach, szansach i ograniczeniach sieci. Marcin Żukowski po raz czwarty już przygląda się social mediom i ich roli w kształtowaniu obrazu firm (zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw, których właściciele nierzadko decydują się na samodzielne działania): co w praktyce oznacza, że na nowo przedstawia znaczenia poszczególnych kanałów komunikacyjnych i uzupełnia to, co z czasem okazało się bardziej istotne. Przekonuje czytelników co do tego, że trzeba będzie zainwestować trochę pieniędzy. Mniej niż w przypadku reklamy w tradycyjnych mediach – jednak nie zamierza nikomu podpowiadać, jak zbudować markę, nie wydając na to ani grosza – takie podejście może część odbiorców zaskoczyć, zwłaszcza jeśli funkcjonowali do tej pory w mediach społecznościowych bez uiszczania opłat. W przypadku biznesowych strategii liczy się jednak tempo, nie ma czasu na działania rozłożone w czasie i efekty, na które trzeba długo czekać – dlatego też autor sprawdza, jakie narzędzia mają do dyspozycji użytkownicy zdecydowani zapłacić – i jak korzystać choćby z oferty Facebooka, żeby nie przestrzelić. Zajmuje się nie tylko Facebookiem – odwołuje się i do Messengera, Instagrama, Twittera, YouTube’a, pojawiają się tu LinkedIn, Snapchat czy… Tik-Tok, zajmuje się autor również podpowiadaniem, jak zapraszać do współpracy influencerów – i po co to robić – wszystko funkcjonuje tu jako przestrzenie potencjalnej reklamy. Podpowiada Żukowski, gdzie najlepiej można zawęzić obszar poszukiwań odbiorców i jakie treści publikować w swoich kanałach – prowadzi to nie tylko do świadomego korzystania z social mediów, ale też do wypracowania całej struktury publikacji i układania sobie harmonogramu działań (bez tego, jak przekonuje Marcin Żukowski, ani rusz). Nie ma tu prowadzenia odbiorców za rękę, przynajmniej w sferze komponowania samych treści – autor nie zajmuje się podpowiadaniem, jak tworzyć teksty sprzedażowe i jakimi chwytami przyciągać do swojego profilu – tutaj chodzi o zrozumienie platform i o przegląd narzędzi czy pojęć. Słowem, zajmuje się autor podstawami: uczy, jak poruszać się po sieci 2.0, żeby móc podjąć próby sprzedawania czegoś użytkownikom. Stawia na definiowanie i na porządkowanie wiadomości, nie zajmuje się za to ocenianiem ani podawaniem przykładów – prowadzenie fanpage’a, bloga lub profilu pozostawia samym użytkownikom. Dzięki temu książka jest bardziej uniwersalna i pozwala na dotarcie do szerszego grona odbiorców – którzy jednak niekoniecznie poradzą sobie z wcielaniem w życie wskazówek.
„Twoja firma w social mediach” to książka dla każdego, kto chciałby nie tyle walczyć o lajki i zasięgi, a umieć odpowiednio zaprezentować swoje produkty w sieci. Autor podkreśla raczej znaczenie niemierzalnych efektów niż nastawienie na rekordy i coraz wyższe liczby – trzeba będzie zatem uzbroić się w cierpliwość i dokładnie określać cele działania. Ważne jest to, że tom przeprowadza czytelników przez kolejne meandry funkcjonowania w sieci społeczności i że pokazuje, jak skutecznie przedstawiać użytkownikom swoją ofertę – bez względu na jej charakter.
sobota, 24 lutego 2024
Dariusz Puzyrkiewicz: Biblia webwritingu. Jak pisać teksty w czasach, gdy sztuczna inteligencja robi to szybciej i nikt ich nie czyta, bo wszyscy wolą wideo
Onepress, Gliwice 2024.
Sprzedaż słów
Bardzo dobre otwarcie zapewnia sobie Dariusz Puzyrkiewicz – w książce „Biblia webwritingu. Jak pisać teksty w czasach, gdy sztuczna inteligencja robi to szybciej i nikt ich nie czyta, bo wszyscy wolą wideo” – w zasadzie już samym tytułem. I nic dziwnego, w końcu kreuje się na specjalistę od copywritingu i tworzenia „klikalnych” tekstów sprzedażowych: wie, co zrobić, żeby przyciągnąć uwagę internautów i tą wiedzą chętnie się dzieli. A ChatGPT stanowi przede wszystkim bodziec do działania: w końcu żeby nie dać się zdystansować sztucznej inteligencji, warto poprawić swój warsztat. Puzyrkiewicz zaznacza, że nie jest polonistą i nie będzie uczyć poprawnego pisania (ech, te stereotypy na temat warsztatu, jaki zdobywają studenci filologii polskiej…), za to nauczy pisania skutecznego – i faktycznie swoją obietnicę realizuje. W „Biblii webwritingu” stawia na praktyczne porady i wskazówki, które dadzą się od razu przekuć na działanie. I chociaż autor kieruje się w tej publikacji do odbiorców, którzy chcą nauczyć się copywritingu z przeznaczeniem do internetu – to jednak może przyciągnąć też publiczność z przeciwnego bieguna – czyli ludzi, którzy chcieliby się znieczulić na sztuczki stosowane przez twórców reklam internetowych. Bo to, co da się wyczuć – mechanizmy, na które najczęściej nabierają się internauci – tu zyskuje całą oprawę. „Jak to jest zrobione” – to jeden z aspektów przygotowywania do webwritingu i jeśli tylko potrafi się wykorzystywać wnioski z lektury po swojemu, można znieczulić się na zabiegi marketingowe z sieci czy zagrania telemarketerów – a to niebagatelna sprawa zwłaszcza w obecnych czasach.
To tekst bardzo strukturalny, jego szkielet mieści się w podsumowaniach rozdziałów – to skrypty i ściągi, hasłowe, ograniczone do niezbędnego minimum, tak, żeby czytelnicy powtórzyli sobie i utrwalili zdobyte wiadomości. Dariusz Puzyrkiewicz rzeczywiście stawia na przejrzystość i uporządkowanie wywodu, posługując się czasem – dyskretnie – chwytami, które proponuje. Odczarowuje clickbaity – zwraca uwagę na elementy, które zwyczajnie są skuteczne w zalewie internetowych wiadomości i które warto wykorzystywać – nie będzie to oznaczało nadprodukcji kolejnych pustych artykułów, bo jednak autor przekonuje, że należy wypełniać je treścią. I cierpliwie tłumaczy różnicę między podawaniem informacji a budowaniem opowieści. Storytelling w jego wykonaniu urzeka – i jednocześnie kusi. Puzyrkiewicz wydobywa bowiem esencję z poradników kreatywnego pisania (chociaż od tego się odżegnuje, nie chce, żeby czytelnicy jego książki tworzyli powieści, a teksty użytkowe) i pokazuje, na czym polega przyciąganie uwagi odbiorców. Wskazuje różnice między udzielaniem odpowiedzi na pytania wyzwalane w potencjalnych klientach – a zaangażowaniem ich w historię, której się nie spodziewali. Odrzuca wszelkie klasyczne podziały dotyczące konstruowania małych form, interesuje go wyłącznie skuteczność – i wie, jak ten cel uzyskać. Traktuje swoich czytelników poważnie – to jest zapewnia im wartościowe porady (i tylko kilka przykładów, które utwierdzą odbiorców w przekonaniu, że dobrze zrozumieli, o co w tym wszystkim chodzi). Nie napowietrza tekstu: książka jest skondensowana i dopracowana w szczegółach, zaledwie kilka akapitów można by potraktować jako zbędne, gdyby nie pełniły akurat funkcji fatycznej. I tak Dariusz Puzyrkiewicz zyskuje dodatkowo miejsce na autoreklamę: odsyła do swoich kursów i innych publikacji na zasadzie przypisu dla chętnych – nie trzeba z tego korzystać, chyba że kogoś wyjątkowo zainteresował temat.
Mnóstwo jest na rynku kursów dotyczących warsztatu pisarskiego. Jednak jeśli chodzi o e-marketing – autorzy mniej koncentrują się na jego tekstowym wymiarze. Puzyrkiewicz wypełnia lukę, zaprasza do tworzenia tekstów użytkowych, często przewrotnie i z oryginalnym podejściem, świadomy prokrastynacyjnych wymówek i lęków. Może spokojnie dzielić się wiedzą i nie drżeć przed ChatGPT. Może dostarczać czytelnikom rozrywki w poradniku, nie psując przy tym jego przemyślanej struktury i przydatności. I chociaż kieruje się do copywriterów nastawionych na internetowe teksty sprzedażowe, przyda się naprawdę wszystkim piszącym.
Sprzedaż słów
Bardzo dobre otwarcie zapewnia sobie Dariusz Puzyrkiewicz – w książce „Biblia webwritingu. Jak pisać teksty w czasach, gdy sztuczna inteligencja robi to szybciej i nikt ich nie czyta, bo wszyscy wolą wideo” – w zasadzie już samym tytułem. I nic dziwnego, w końcu kreuje się na specjalistę od copywritingu i tworzenia „klikalnych” tekstów sprzedażowych: wie, co zrobić, żeby przyciągnąć uwagę internautów i tą wiedzą chętnie się dzieli. A ChatGPT stanowi przede wszystkim bodziec do działania: w końcu żeby nie dać się zdystansować sztucznej inteligencji, warto poprawić swój warsztat. Puzyrkiewicz zaznacza, że nie jest polonistą i nie będzie uczyć poprawnego pisania (ech, te stereotypy na temat warsztatu, jaki zdobywają studenci filologii polskiej…), za to nauczy pisania skutecznego – i faktycznie swoją obietnicę realizuje. W „Biblii webwritingu” stawia na praktyczne porady i wskazówki, które dadzą się od razu przekuć na działanie. I chociaż autor kieruje się w tej publikacji do odbiorców, którzy chcą nauczyć się copywritingu z przeznaczeniem do internetu – to jednak może przyciągnąć też publiczność z przeciwnego bieguna – czyli ludzi, którzy chcieliby się znieczulić na sztuczki stosowane przez twórców reklam internetowych. Bo to, co da się wyczuć – mechanizmy, na które najczęściej nabierają się internauci – tu zyskuje całą oprawę. „Jak to jest zrobione” – to jeden z aspektów przygotowywania do webwritingu i jeśli tylko potrafi się wykorzystywać wnioski z lektury po swojemu, można znieczulić się na zabiegi marketingowe z sieci czy zagrania telemarketerów – a to niebagatelna sprawa zwłaszcza w obecnych czasach.
To tekst bardzo strukturalny, jego szkielet mieści się w podsumowaniach rozdziałów – to skrypty i ściągi, hasłowe, ograniczone do niezbędnego minimum, tak, żeby czytelnicy powtórzyli sobie i utrwalili zdobyte wiadomości. Dariusz Puzyrkiewicz rzeczywiście stawia na przejrzystość i uporządkowanie wywodu, posługując się czasem – dyskretnie – chwytami, które proponuje. Odczarowuje clickbaity – zwraca uwagę na elementy, które zwyczajnie są skuteczne w zalewie internetowych wiadomości i które warto wykorzystywać – nie będzie to oznaczało nadprodukcji kolejnych pustych artykułów, bo jednak autor przekonuje, że należy wypełniać je treścią. I cierpliwie tłumaczy różnicę między podawaniem informacji a budowaniem opowieści. Storytelling w jego wykonaniu urzeka – i jednocześnie kusi. Puzyrkiewicz wydobywa bowiem esencję z poradników kreatywnego pisania (chociaż od tego się odżegnuje, nie chce, żeby czytelnicy jego książki tworzyli powieści, a teksty użytkowe) i pokazuje, na czym polega przyciąganie uwagi odbiorców. Wskazuje różnice między udzielaniem odpowiedzi na pytania wyzwalane w potencjalnych klientach – a zaangażowaniem ich w historię, której się nie spodziewali. Odrzuca wszelkie klasyczne podziały dotyczące konstruowania małych form, interesuje go wyłącznie skuteczność – i wie, jak ten cel uzyskać. Traktuje swoich czytelników poważnie – to jest zapewnia im wartościowe porady (i tylko kilka przykładów, które utwierdzą odbiorców w przekonaniu, że dobrze zrozumieli, o co w tym wszystkim chodzi). Nie napowietrza tekstu: książka jest skondensowana i dopracowana w szczegółach, zaledwie kilka akapitów można by potraktować jako zbędne, gdyby nie pełniły akurat funkcji fatycznej. I tak Dariusz Puzyrkiewicz zyskuje dodatkowo miejsce na autoreklamę: odsyła do swoich kursów i innych publikacji na zasadzie przypisu dla chętnych – nie trzeba z tego korzystać, chyba że kogoś wyjątkowo zainteresował temat.
Mnóstwo jest na rynku kursów dotyczących warsztatu pisarskiego. Jednak jeśli chodzi o e-marketing – autorzy mniej koncentrują się na jego tekstowym wymiarze. Puzyrkiewicz wypełnia lukę, zaprasza do tworzenia tekstów użytkowych, często przewrotnie i z oryginalnym podejściem, świadomy prokrastynacyjnych wymówek i lęków. Może spokojnie dzielić się wiedzą i nie drżeć przed ChatGPT. Może dostarczać czytelnikom rozrywki w poradniku, nie psując przy tym jego przemyślanej struktury i przydatności. I chociaż kieruje się do copywriterów nastawionych na internetowe teksty sprzedażowe, przyda się naprawdę wszystkim piszącym.
czwartek, 25 marca 2021
Jarosław Gibas: Psychopata w pracy, w rodzinie i wśród znajomych. Instrukcja obsługi
Onepress, Sensus, Gliwice 2021.
Ratunek
Jest to książka, która przydać się może każdemu, kto ma do czynienia z psychopatami w swoim otoczeniu. Jarosław Gibas tłumaczy, czym charakteryzuje się osobowość psychopatyczna oraz - jak się wystrzegać pułapek zastawianych przez psychopatów. Psychopatą może być partner w związku, ale też szef, ktoś, kto pozostaje w bliskiej relacji z potencjalną ofiarą i nie pozwoli jej uciec. Po lekturze tej książki będzie jednak inaczej: "Psychopata w pracy, w rodzinie i wśród znajomych. Instrukcja obsługi" to publikacja rzeczowa i zbliżona do poradnika, psychologiczna, ale nastawiona na praktyczne zastosowanie. Jarosław Gibas pozwala w niej na poznanie charakterystycznych zabiegów, chwytów i zachowań wymierzonych w słabszych.
Najpierw - bardzo precyzyjna definicja. "Psychopata" to obraz, który nie pozostawia wątpliwości. Autor zaczyna zresztą od tego, że od psychopaty należy uciekać (kto tego nie zrobi, po latach stwierdza, że to była najwłaściwsza strategia). Jednak książka na tym się nie skończy, Jarosław Gibas daje czytelnikom narzędzia umożliwiające wprowadzanie potrzebnych zmian. Rozpracowuje wroga - psychopatę - i naświetla kolejne jego sztuczki, żeby dla czytelników stało się jasne, czego należy się wystrzegać i jak nie dać się wciągnąć w sieć manipulacji. Psychopata nie jest typem człowieka, którego da się naprawić - on nie uczy się na błędach, nie przejmie się również uczuciami ofiar, bez względu na rodzaj relacji, w jakich z nimi pozostaje. Będzie powtarzał swoje zabiegi, dopóki nie osiągnie celu - zniszczenia kogoś. Czasami to cel długofalowy, więc trudniej przejrzeć wybrane strategie - ale z podpowiedziami od Jarosława Gibasa będzie to możliwe. Wojna z psychopatą polega na mnóstwie szczegółów - dlatego też autor postanawia rozpracowywać po kolei charakterystyczne postawy. Naświetla najczęściej stosowane chwyty psychopatów, ulubione zagrywki, z których - teoretycznie - nie ma dobrego wyjścia. Opisuje to, co przeraża - bo jest zadziwiająco bliskie niektórym kontaktom. Ale nie opisuje tego Jarosław Gibas po to, żeby popisać się zmysłem obserwacji czy znajomością psychiki psychopatów - a po to, żeby uzbroić odbiorców w niezbędną wiedzę. Wpływa na wyobraźnię czytelników, prezentując odpowiednie reakcje na zakusy psychopatów. Pisze o tym, co na pewno nie zadziała, a będzie jedynie realizacją scenariusza psychopaty, by później, gdy wydaje się, że już nie ma dobrego wyjścia, przedstawić naprawdę genialne rozwiązania. Nie chodzi o to, żeby uczyć się na pamięć odzywek, które można wykorzystać - autor sugeruje, jak postępować, daje wskazówki odpowiednich reakcji. To ma szansę się sprawdzić - i jednocześnie pozwoli zdemaskować psychopatę we własnym otoczeniu. Takie działanie przyniesie sporo korzyści, znacznie więcej niż psychiczny spokój. Jarosław Gibas uprzedza, że wojna może być długa i trudna - jednak z pewnością jej finał bardziej usatysfakcjonuje odbiorców książki.
"Psychopata" to książka bardzo dobrze przygotowana. Jarosław Gibas nie zamierza tworzyć tekstu bez oparcia w rzeczywistości. Stawia na konkrety i na opis rzetelny. Unika przegadania i komentarzy, które nikomu by się nie przydały - interesuje go praktyczny aspekt relacji. Rzeczywiście podsuwa czytelnikom "instrukcję obsługi" postępowania z psychopatami - nie tylko przestrogi oferuje, wiedzę z tego tomu warto sobie przyswoić.
Ratunek
Jest to książka, która przydać się może każdemu, kto ma do czynienia z psychopatami w swoim otoczeniu. Jarosław Gibas tłumaczy, czym charakteryzuje się osobowość psychopatyczna oraz - jak się wystrzegać pułapek zastawianych przez psychopatów. Psychopatą może być partner w związku, ale też szef, ktoś, kto pozostaje w bliskiej relacji z potencjalną ofiarą i nie pozwoli jej uciec. Po lekturze tej książki będzie jednak inaczej: "Psychopata w pracy, w rodzinie i wśród znajomych. Instrukcja obsługi" to publikacja rzeczowa i zbliżona do poradnika, psychologiczna, ale nastawiona na praktyczne zastosowanie. Jarosław Gibas pozwala w niej na poznanie charakterystycznych zabiegów, chwytów i zachowań wymierzonych w słabszych.
Najpierw - bardzo precyzyjna definicja. "Psychopata" to obraz, który nie pozostawia wątpliwości. Autor zaczyna zresztą od tego, że od psychopaty należy uciekać (kto tego nie zrobi, po latach stwierdza, że to była najwłaściwsza strategia). Jednak książka na tym się nie skończy, Jarosław Gibas daje czytelnikom narzędzia umożliwiające wprowadzanie potrzebnych zmian. Rozpracowuje wroga - psychopatę - i naświetla kolejne jego sztuczki, żeby dla czytelników stało się jasne, czego należy się wystrzegać i jak nie dać się wciągnąć w sieć manipulacji. Psychopata nie jest typem człowieka, którego da się naprawić - on nie uczy się na błędach, nie przejmie się również uczuciami ofiar, bez względu na rodzaj relacji, w jakich z nimi pozostaje. Będzie powtarzał swoje zabiegi, dopóki nie osiągnie celu - zniszczenia kogoś. Czasami to cel długofalowy, więc trudniej przejrzeć wybrane strategie - ale z podpowiedziami od Jarosława Gibasa będzie to możliwe. Wojna z psychopatą polega na mnóstwie szczegółów - dlatego też autor postanawia rozpracowywać po kolei charakterystyczne postawy. Naświetla najczęściej stosowane chwyty psychopatów, ulubione zagrywki, z których - teoretycznie - nie ma dobrego wyjścia. Opisuje to, co przeraża - bo jest zadziwiająco bliskie niektórym kontaktom. Ale nie opisuje tego Jarosław Gibas po to, żeby popisać się zmysłem obserwacji czy znajomością psychiki psychopatów - a po to, żeby uzbroić odbiorców w niezbędną wiedzę. Wpływa na wyobraźnię czytelników, prezentując odpowiednie reakcje na zakusy psychopatów. Pisze o tym, co na pewno nie zadziała, a będzie jedynie realizacją scenariusza psychopaty, by później, gdy wydaje się, że już nie ma dobrego wyjścia, przedstawić naprawdę genialne rozwiązania. Nie chodzi o to, żeby uczyć się na pamięć odzywek, które można wykorzystać - autor sugeruje, jak postępować, daje wskazówki odpowiednich reakcji. To ma szansę się sprawdzić - i jednocześnie pozwoli zdemaskować psychopatę we własnym otoczeniu. Takie działanie przyniesie sporo korzyści, znacznie więcej niż psychiczny spokój. Jarosław Gibas uprzedza, że wojna może być długa i trudna - jednak z pewnością jej finał bardziej usatysfakcjonuje odbiorców książki.
"Psychopata" to książka bardzo dobrze przygotowana. Jarosław Gibas nie zamierza tworzyć tekstu bez oparcia w rzeczywistości. Stawia na konkrety i na opis rzetelny. Unika przegadania i komentarzy, które nikomu by się nie przydały - interesuje go praktyczny aspekt relacji. Rzeczywiście podsuwa czytelnikom "instrukcję obsługi" postępowania z psychopatami - nie tylko przestrogi oferuje, wiedzę z tego tomu warto sobie przyswoić.
niedziela, 21 marca 2021
Scott H. Young: Zostań ultrasamoukiem
Sensus, Onepress, Gliwice 2021.
Poszerzanie kompetencji
Brzmi to trochę jak z filmów s-f, ale Scott H. Young twierdzi, że jego metoda ma sens i że sam ją wielokrotnie przetestował, zdobywając wiadomości z różnych dziedzin, a nawet udowadniając (sobie i innym), że w oparciu o nagrania z wybranej uczelni jest w stanie zaliczyć studia o wiele mniejszym kosztem niż gdyby był prawdziwym studentem. Bez względu na to, czy uda mu się przekonać do siebie czytelników - w czasach pandemii i lockdownów "Zostań ultrasamoukiem" może zamienić się w inspirację do działania. Autor zresztą przedstawia przeznaczenie takiego stylu uczenia się: pozwala to i na poszerzanie kompetencji (jeśli ktoś boi się, że padnie ofiarą redukcji etatów w pracy, może postawić na zdobycie umiejętności, które zamienią go w pracownika bezcennego dla firmy, warunkiem jest właściwe odczytanie rynku), i na satysfakcję własną. Może stać się sposobem na życie - chociaż jeśli ktoś oczekuje wskazówek na szybkie i bezbolesne zdobywanie wiedzy z różnych dziedzin, srodze się rozczaruje.
Wszystko zaczyna się od budowania kompetencji językowych. Scott H. Young przekonuje się, że jest możliwe nauczenie się języka w bardzo krótkim czasie: wystarczy zapomnieć o uniwersalnym angielskim i posługiwać się wyłącznie mową "tubylców". Da się takie lekcje połączyć ze zwiedzaniem różnych krajów świata: kto ma sporo czasu i trochę pieniędzy, może podróżować, kto z różnych powodów zostaje w domu - skorzysta z dobrodziejstw internetu i aplikacji umożliwiających kontakt z native speakerami. Co więcej: Young przekonuje, że można nauczyć się mandaryńskiego na poziomie komunikatywnym, ale można też... zgłębić jeden z wymierających języków świata w ciągu krótkiego wykładu-spotkania. Już samo sprawdzanie tej tezy stanie się dla odbiorców wielką przygodą. Tymczasem autor sugeruje, że zabawa w zgłębianie wiedzy z obcych sobie dziedzin może prowadzić do zmian w życiu: podaje jako przykład muzyka, który postanowił nauczyć się wystąpień publicznych i przez sukces w tej dziedzinie całkowicie przebudował swoje CV. Mobilizujących do pracy przykładów jest wiele, jednak Scott H. Young nie pozostawia wątpliwości: zawsze stoi za sukcesami ciężka praca, niejednokrotnie powiązana z frustracjami. Tu działa się samodzielnie, bez jednego nauczyciela czy bez odgórnej kontroli. Jednak są sposoby na to, by nie dać się pokonać.
"Zostań ultrasamoukiem" to nie tylko zestaw motywujących przykładów ludzi, którym powiodło się w życiu za sprawą umiejętności uczenia się. Scott H. Young postanawia podzielić się swoimi obserwacjami z czytelnikami. Proponuje im całą serię rzetelnie przygotowanych i bardzo rzeczowych wskazówek dotyczących postaw oraz wyborów w obrębie dowolnej dziedziny wiedzy. Wskazuje, jak sprawdzać przydatność nowej umiejętności, ile czasu poświęcić na takie testowanie, jak zabrać się do pracy i jak walczyć z prokrastynacją. Ma sporo porad, z których nawet niewielka część może zrewolucjonizować proces uczenia się u odbiorców. Jest to książka, po którą warto sięgnąć, jeśli chce się osiągać wielkie rzeczy i potrzebuje tylko wsparcia na początku drogi. Naprawdę dobrze przygotował Young temat, znajdzie się sporo osób, które zechcą sprawdzić, na czym polega bycie ultrasamoukiem - z wielkimi korzyściami dla siebie.
Poszerzanie kompetencji
Brzmi to trochę jak z filmów s-f, ale Scott H. Young twierdzi, że jego metoda ma sens i że sam ją wielokrotnie przetestował, zdobywając wiadomości z różnych dziedzin, a nawet udowadniając (sobie i innym), że w oparciu o nagrania z wybranej uczelni jest w stanie zaliczyć studia o wiele mniejszym kosztem niż gdyby był prawdziwym studentem. Bez względu na to, czy uda mu się przekonać do siebie czytelników - w czasach pandemii i lockdownów "Zostań ultrasamoukiem" może zamienić się w inspirację do działania. Autor zresztą przedstawia przeznaczenie takiego stylu uczenia się: pozwala to i na poszerzanie kompetencji (jeśli ktoś boi się, że padnie ofiarą redukcji etatów w pracy, może postawić na zdobycie umiejętności, które zamienią go w pracownika bezcennego dla firmy, warunkiem jest właściwe odczytanie rynku), i na satysfakcję własną. Może stać się sposobem na życie - chociaż jeśli ktoś oczekuje wskazówek na szybkie i bezbolesne zdobywanie wiedzy z różnych dziedzin, srodze się rozczaruje.
Wszystko zaczyna się od budowania kompetencji językowych. Scott H. Young przekonuje się, że jest możliwe nauczenie się języka w bardzo krótkim czasie: wystarczy zapomnieć o uniwersalnym angielskim i posługiwać się wyłącznie mową "tubylców". Da się takie lekcje połączyć ze zwiedzaniem różnych krajów świata: kto ma sporo czasu i trochę pieniędzy, może podróżować, kto z różnych powodów zostaje w domu - skorzysta z dobrodziejstw internetu i aplikacji umożliwiających kontakt z native speakerami. Co więcej: Young przekonuje, że można nauczyć się mandaryńskiego na poziomie komunikatywnym, ale można też... zgłębić jeden z wymierających języków świata w ciągu krótkiego wykładu-spotkania. Już samo sprawdzanie tej tezy stanie się dla odbiorców wielką przygodą. Tymczasem autor sugeruje, że zabawa w zgłębianie wiedzy z obcych sobie dziedzin może prowadzić do zmian w życiu: podaje jako przykład muzyka, który postanowił nauczyć się wystąpień publicznych i przez sukces w tej dziedzinie całkowicie przebudował swoje CV. Mobilizujących do pracy przykładów jest wiele, jednak Scott H. Young nie pozostawia wątpliwości: zawsze stoi za sukcesami ciężka praca, niejednokrotnie powiązana z frustracjami. Tu działa się samodzielnie, bez jednego nauczyciela czy bez odgórnej kontroli. Jednak są sposoby na to, by nie dać się pokonać.
"Zostań ultrasamoukiem" to nie tylko zestaw motywujących przykładów ludzi, którym powiodło się w życiu za sprawą umiejętności uczenia się. Scott H. Young postanawia podzielić się swoimi obserwacjami z czytelnikami. Proponuje im całą serię rzetelnie przygotowanych i bardzo rzeczowych wskazówek dotyczących postaw oraz wyborów w obrębie dowolnej dziedziny wiedzy. Wskazuje, jak sprawdzać przydatność nowej umiejętności, ile czasu poświęcić na takie testowanie, jak zabrać się do pracy i jak walczyć z prokrastynacją. Ma sporo porad, z których nawet niewielka część może zrewolucjonizować proces uczenia się u odbiorców. Jest to książka, po którą warto sięgnąć, jeśli chce się osiągać wielkie rzeczy i potrzebuje tylko wsparcia na początku drogi. Naprawdę dobrze przygotował Young temat, znajdzie się sporo osób, które zechcą sprawdzić, na czym polega bycie ultrasamoukiem - z wielkimi korzyściami dla siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






