* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2026

Cazenove, WIlliam: Sisters. 20. Ja pierwsza!

Egmont, Warszawa 2026.

Rywalizacja

Te dwie siostry nie mogą się znudzić. Nastoletnia Wendy i kilkuletnia Marine to kwintesencja domowych dram i zabaw, potyczek i porozumień. Marine marzy o tym, żeby dorwać pamiętnik Wendy i poznać w szczegółach jej życie uczuciowe, Wendy z kolei wie doskonale, jakie grzeszki na sumieniu ma Marine i co wyczyniała na wczesnym etapie swojego dzieciństwa – tymi wiadomościami dzieli się chętnie, kiedy siostra próbuje ją skompromitować przed znajomymi. Zwłaszcza przed bardzo przystojnym Bartkiem z sąsiedztwa. Bartek to chłopak, którego obecność niepokoi Maksa, aktualnego partnera Wendy – chociaż Wendy twierdzi, że jej związkowi nic nie grozi, nadzwyczaj chętnie spędza czas z nowym znajomym. A Marine chciałaby dowiedzieć się, co dzieje się w sercu siostry. I Maks z jego dylematami staje się tylko pretekstem…

„Sisters. Ja pierwsza!” to dwudziesty tom stworzonego przez Williama i Cazenove’go cyklu – i wciąż zachwyca trafnością spostrzeżeń i nastawieniem na wykorzystywanie domowych stereotypów. Od czasu do czasu autorzy wybierają się w przyszłość, żeby pokazać dwie siostry jako piękności już mniej ze sobą rywalizujące – albo w przeszłość, żeby przypomnieć, że Wendy też była kiedyś dzieciakiem podobnym do dzisiejszej wersji Marine. Najczęściej jednak zajmują się codziennością, a w niej znajdują całą masę niespodzianek i żartów.

Chociaż Sisters to cykl, który w takim samym stopniu ucieszy dzieci co ich rodziców (zwłaszcza tych borykających się na co dzień z wyzwaniami płynącymi z wychowywania dziewczyn), młodzieżowy w duchu i bazujący na humorze. Wielopoziomowe żarty z pewnością spodobają się nie tylko młodszej publiczności. Wendy i Marine nigdy nie mają czasu na nudę, zwykle drą koty albo szukają sposobu na przechytrzenie drugiej strony. Zdarza im się porozumienie – ale raczej rzadko i w jakimś konkretnym celu. Źródłem komizmu stają się bowiem kłótnie i spory, walki i dyskusje, przepychanki i szukanie winnych. Bardzo dobrze się to sprawdza, zwłaszcza za sprawą formy. Autorzy postawili tu na klasyczny komiks dziecięcy, bardzo kolorowy, ale z mocno zdynamizowanymi sylwetkami i kreskówkową mimiką postaci. Wendy i Marine żyją w chaosie, mnóstwo tu wydarzeń, które przeradzają się w ekstremalnie wypełnione kadry. Autorzy są przekonani, że dzieci i nastolatki nie zamierzają utrzymywać wokół siebie porządku – i to odzwierciedlają w kolejnych obrazkach. Dodają zatem do rysunków informacje, których próżno by szukać w tekście. Dzięki temu wykazują się jeszcze wyjątkowym zrozumieniem postaci – i uprawdopodobniają je. Chociaż Wendy i Marine i tak są do końca prawdziwe, nie da się o nich zapomnieć – właśnie dzięki temu, że są prezentowane wyjątkowo trafnie. To komiks – a właściwie cała seria – pozwalający zrozumieć istotę siostrzanych sporów. Ta książka ma przynosić śmiech – sprawdza się jako poprawiacz humoru i zapewnia rozrywkę wysokiej klasy. Każdy, kto sięgnie po przygody sióstr, a właściwie po jednostronicowe rozpisane na szczegółowe kadry historyjki z życia wzięte – będzie chciał sprawdzić poprzednie pomysły. Cazenove i William nie zawodzą.

niedziela, 16 sierpnia 2026

Beccy Blake: Kurze Wzgórze. Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom

Kropka, Warszawa 2026.

Eskapady

Dawno minęły czasy, kiedy na rynku komiksowym działo się niewiele. Dzisiaj każdy młody odbiorca może wybrać sobie ulubionych bohaterów i nie jest skazany na dyktaturę wielkich koncernów. Co więcej – minęły czasy przekonań, że komiksy nie mogą być traktowane jako rozwojowe. A to oznacza, że można z powodzeniem wrócić do zakazanych kiedyś rozwiązań. „Kurze Wzgórze. Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom” to drugi tom – z trzema historyjkami Beccy Blake. Zwierzęta Ferdka, w tym bez przerwy puszczająca bąki mopsica Gryzia – wikłają się w kolejne przygody z królestwa absurdu i dowcipu.

Najpierw trzeba uratować zamarznięte wiewiórki. Ponieważ spadł śnieg, wszyscy chcą się bawić – ale w drzewie znajduje się tajemnicza dziupla, którą warto sprawdzić jako potencjalną kryjówkę. Tak bohaterowie trafiają do krainy, w której rządzi Zimna Stopa – i przekonują się, że olbrzymi potwór zamienia w bryły lodu wszystkich, których chce przytulić – zwłaszcza biedne mieszkanki drzewa. Wiewiórkom pomoc jest potrzebna, ale zwierzęta Ferdka potrzebują też jego samego, żeby przypadkiem nie podzielić losu wiewiórek. Druga historia dotyczy buntu ślimaków. Śluz ślimaków staje się modnym i pożądanym składnikiem nie tylko w branży beauty, dla Ferdka wynalazcy to niezbędne paliwo do kolejnych eksperymentów. Ale ślimaki wcale nie są głupie – kiedy tylko orientują się, że ich przeznaczeniem według bohatera ma być tylko i wyłącznie praca ponad siły i zero praw pracowniczych, postanawiają coś zmienić. Bunt to prosta droga do wpadnięcia w pułapkę zastawioną przez dwa szczwane lisy – wyjątkowo perfidnych bohaterów. To z kolei sprawia, że Fredek musi uratować swoje ślimaki i dojść z nimi do porozumienia w kwestii oczekiwań i obowiązków. Z kolei nawiązaniem do rzeczywistości spoza Kurzego Wzgórza jest trzecia historyjka, „Kim jest Łapksy”. W miasteczku pojawia się twórca malunków na murach – ma olbrzymi talent i tworzy dzieła, które podobają się wszystkim. Działa pod osłoną nocy i nie chce zdradzić swojej tożsamości, ale tak się składa, że prace Łapksego padają łupem żądnych bogactwa koneserów sztuki. Trzeba więc spróbować odgadnąć tożsamość Łapksego – a najlepiej ruszyć jego tropem i zamiast zgadywać, dowiedzieć się, kim ten bohater jest.

Beccy Blake w tomie „Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom” popisuje się humorem bezkompromisowym, tempem akcji i rozwiązaniami, które bez wątpienia spodobają się najmłodszym odbiorcom. Chodzi o to, żeby zaprosić dzieci do czytania dzięki kolejnym niespodziankom i zaskoczeniom, a także barwnym rysunkom niekoniecznie „grzecznym” czy poprawnym politycznie. Autorka proponuje odbiorcom zestaw historyjek dowcipnych, przygotowanych przede wszystkim dla rozrywki – tu nie chodzi o przekazywanie mądrości ani o edukowanie – nawet jeśli główny ludzki bohater jest wynalazcą. Liczy się śmiech pozbawiony dodatkowych wytycznych. Na szczęście – bo dzięki temu łatwiej będzie przekonać dzieci do czytania, a dodatkowo mali odbiorcy zyskają nową lubianą oryginalną serię. Beccy Blake chce wracać do klasyki – pokazuje, że dobrze rozumie poczucie humoru najmłodszych, a do tego popisuje się celnymi obrazkami, w kadrach potrafi skrótowo prezentować emocje bohaterów i ich przeżycia. I dzięki temu zyskuje grono fanów.

sobota, 20 czerwca 2026

Debbie Tung: Moje doskonale niedoskonałe ciało

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Jedzenie

Debbie Tung po raz kolejny udowadnia, że nie tylko jest doskonałą rysowniczką, ale też potrafi oddać w rozłożystych komiksach cały wachlarz emocji i uczuć, z jakimi mierzą się nastolatki. „Moje doskonale niedoskonałe ciało” to jej kolejna propozycja kierowana nie tylko do młodych odbiorców – po tę książkę sięgnąć powinni wszyscy wrażliwcy i wszyscy ci, którzy kiedykolwiek zastanawiali się nad mocą słów.

Bohaterka tej opowieści rozrysowanej na precyzyjne i robiące wielkie wrażenie kadry na początku jest zwyczajną nastolatką. Nie myśli przesadnie o swoim wyglądzie (chociaż wie, że nie mieści się w spodnie pożyczone od siostry), cieszy się życiem i robi wszystko to, co lubi. Wydaje się szczęśliwa, a do tego jest utalentowana sportowo – wygrywa szkolne wyścigi, dobrze sobie radzi z wyzwaniami w tej dziedzinie. Wszystko zaczyna się psuć od maleńkich kroków, detali, na które nikt postronny nie zwróciłby uwagi: mama rzuca uwagi dotyczące posiłków, wolałaby, żeby nastolatka nie brała potężnych dokładek. Koledzy w szkole bez skrępowania dzielą się opiniami na temat rówieśniczek – zwłaszcza bezlitośnie komentują niedoskonałości w ich ciałach, nawet jeśli sami są dalecy od ideału. Bohaterka książki w pewnym momencie przekonuje się, że wygląd ma znaczenie. Próbuje zrobić coś z cerą i cellulitem, ale najważniejsze zmiany zachodzą w kwestii jedzenia: dziewczyna zaczyna obsesyjnie kontrolować posiłki i uzależnia się od codziennego wysiłku fizycznego. Katuje się, żeby osiągnąć wymarzoną – a raczej narzuconą kulturowo, nieosiągalną – sylwetkę. Tylko że robi się coraz gorzej.

I Debbie Tung wprowadza tu osłony dla odbiorczyń. Przypomina, że zdjęcia w reklamach są poprawiane cyfrowo i nikt nie wygląda tak jak idealne modelki, tłumaczy, że ciała są różne i nie ma kanonu piękna, że każdy może być tym, kim chce – i równolegle prowadzi opowieść o dziewczynie, która wpadła w pułapkę własnych myśli i nie chce jeszcze szukać profesjonalnej pomocy, bo wydaje jej się, że poradzi sobie sama z obciążeniami, w które się uwikłała. Cenna jest ta książka ze względu na dwie perspektywy: Debbie Tung pokazuje otoczenie dziewczyny i jej najskrytsze myśli oraz uczucia – dzięki temu czytelniczki borykające się z podobnymi problemami poczują się zrozumiane i być może inaczej spojrzą na siebie, z kolei rodzice czy opiekunowie przekonają się, że rzeczywistość bywa złudna i warto czasem zagłębić się w temat, żeby zapobiec katastrofie.

Ale poza przesłaniami – to po prostu wciągająca i mocna opowieść. Debbie Tung stawia na minimalizm w słowach i obrazkach, ale zdarza się, że poszczególne myśli rozbija na frazy i na kolejne kadry – tak, żeby silniej wybrzmiały, żeby można było dotrzeć do czytelników i zapewnić im zestaw naprawdę mocnych wrażeń. Jest to tomik znakomicie narysowany, pokazuje nie tylko kunszt Debbie Tung, ale też pomysłowość i umiejętność wyciągania esencji z tematu. To bardzo ważna historia – która automatycznie buduje grono odbiorców zainteresowanych jej autorką. „Moje doskonale niedoskonałe ciało” to publikacja, którą trzeba podsuwać młodym ludziom – żeby scenariusze w niej zawarte już się nie powtarzały.

sobota, 6 czerwca 2026

Michele Assaarasakorn: Akcja Psiaki. Hazel ma ręce pełne roboty

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Samodzielność

Michele Assaarasakorn w serii komiksów z serii Akcja Psiaki stara się przedstawiać różne problemy, z jakimi dzisiaj borykają się nastolatki – a jednocześnie nadać tym problemom rys uniwersalności tak, żeby czytelniczki nie wyrosły tak szybko z opowieści o kilku przyjaciółkach, które postanowiły połączyć chęć dorabiania do kieszonkowego z miłością do czworonogów. „Hazel ma ręce pełne roboty” to kolejny tom w serii – i tym razem autorka przygląda się uważniej bohaterce, która później dołączyła do paczki. Hazel porusza się na wózku inwalidzkim, cierpi na SMA (rdzeniowy zanik mięśni) – co wcześniej nie zostało wyjaśnione, a autorka ze swojej decyzji tłumaczy się w posłowiu. Bohaterka musi chodzić na fizjoterapię, a ponadto przyjmuje jeden z najdroższych leków na świecie – żeby zahamować postępy choroby i jak najdłużej móc funkcjonować bez wsparcia innych. Jednak właśnie ta kwestia – pomoc ze strony innych – ma w tej książce wielkie znaczenie.

Zbliżają się wakacje i każda z dziewczyn z Psiaków ma swoje plany. Jedna musi pojechać do ojca, który ożeni się powtórnie i chciałby przedstawić wybrankę serca swojej córce. Do innej przyjeżdża znajoma – i trzeba będzie się nią zająć, a na pewno zapewnić jej trochę rozrywek w nieznanym otoczeniu. I kiedy Hazel dowiaduje się, że ojciec i syn (również poruszający się na wózku) nie mogą znaleźć opiekunów dla swoich zwierzaków, postanawia im pomóc. Radzi sobie świetnie: przede wszystkim sama jest rezolutna i przewidująca, ma bardzo silne ręce i wie, jak sobie radzić z różnymi wyzwaniami. Dom nowych klientów Psiaków jest przystosowany do osób jeżdżących na wózkach, więc łatwo będzie dziewczynie poruszać się nawet w nieznanym otoczeniu. Ale problemem jest mama Hazel – kobieta, która swoją nadopiekuńczością doprowadza do rozpaczy nastolatkę. Mama nie chce, żeby Hazel robiła coś bez towarzystwa, boi się o córkę – i to najzupełniej zrozumiałe. Ale swoim strachem blokuje działania dziewczyny, która chce udowodnić, że zasługuje na zaufanie i że poradzi sobie w każdej sytuacji. Dlatego też Hazel musi po raz pierwszy w życiu okłamać mamę, żeby nie musieć rezygnować ze swoich planów. Oczywiście każde kłamstwo wcześniej czy później wyjdzie na jaw, więc czytelniczki będą się skupiać na tym, jak bohaterka rozwiązuje swój problem i jak wyjaśnia mamie, czego potrzebuje. Obie bohaterki zresztą zyskują tu szansę na wyrażenie swoich uczuć i spokojną rozmowę – w której emocji wprawdzie nie zabraknie, ale to wskazówka także dla odbiorczyń i ich rodziców – warto wypracowywać kompromisy zamiast doprowadzać do sytuacji granicznych.

Jest to książka w sam raz dla wszystkich czytelniczek, które kochają opowieści o zwierzętach – jak zawsze mamy tu do czynienia z bogatą galerią psów i kotów o rozmaitych charakterach, nie można się oderwać od ich przygód i pomysłów. To rodzaj nagrody dla czytelniczek – bo otrzymują w komiksie jak zwykle całą serię tematów społecznych, ważnych w gronie rówieśniczek albo w relacjach z dorosłymi. To bardzo dobrze przygotowana seria. Na uwagę zasługuje też warstwa obrazkowa – trochę w stylu anime, co przyciągnie wzrok młodszych nastolatek i nakłoni je do sięgnięcia po mądrą i wartościową opowieść.

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Anne Drozd, Jerzy Drozd: Rakiety. Pokonać grawitację

Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.

Fizyka

W serii Naukomiks pojawiają się wyjaśnienia kwestii, które wykraczają daleko poza program szkolny i raczej nie pojawią się w edukacyjnych publikacjach z prostego powodu: wysokiego stopnia skomplikowania tematu. I nawet przyjęcie formy, która kojarzy się z lekkością i humorem, nie zawsze pomaga. „Rakiety. Pokonać grawitację” to książka, w której Anne Drozd i Jerzy Drozd pokazują młodym czytelnikom, co trzeba zrobić, żeby obłaskawić wybuch i wykorzystać do różnych celów – od lotów w kosmos po fajerwerki.

Narratorami są tu zwierzęta – to kolejny krok, który ma oswoić z zagadnieniem, uprzyjemnić czytelnikom lekturę i przekonać ich, że da się zrozumieć wyjaśnienia. Zwierzęta zostały dobranie nieprzypadkowo – najpierw gołąb, który nawiązuje do drewnianego antycznego gołębia – pierwszej wystrzelonej rakiety – następnie pojawiają się stworzenia z gatunków, które trafiły w rakiecie w kosmos. I tak każdy ma coś do powiedzenia od swoich przodków, każdy też zna się na pewnym wycinku fizyki czy elektroniki – tak, żeby przedstawiać czytelnikom szeroki zakres wiadomości na temat rakiet jako takich.

Będzie tu zatem narracja rozbiegać się w kilku kierunkach: jeden to zrozumienie praw fizyki. Prawa i odkrycia, które zmieniały sposób patrzenia na walkę z grawitacją, przybierają formę drogi do podboju kosmosu. Tu liczy się praktyczne wykorzystanie kolejnych spostrzeżeń fizyków, możliwość natychmiastowego przekucia choćby zasad działania sił na rzeczywistość – w tym celu parę kufli z napojami roztrzaska się za barem, ale bohaterowie – tak samo jak odbiorcy – muszą dobrze zrozumieć prawa fizyki, inaczej nie będą w stanie pojąć fenomenu rakiet. Drugim kierunkiem jest przybliżanie sylwetek odkrywców – badaczy, którzy przyczynili się do sukcesów w tej dziedzinie. Trzecim – pokazanie, jak rozległy to temat i jak często powracający w zwyczajnym życiu, a niekoniecznie tylko w gronie wyspecjalizowanych inżynierów.

Nie da się ukryć, chociaż ilustracje przydają się do nadania lekkości wyjaśnieniom i czasami do zobrazowania konkretnego tematu, tu najbardziej liczą się wyjaśnienia tekstowe. I żeby czytelnicy nie musieli się mierzyć z ogromnymi blokami tekstu, wyjaśnienia są rozrzucane i rozbijane na dymki w rozmowach bohaterów znających się na rzeczy – rzadko jest tak, że jedna postać wyjaśnia wszystko pozostałym, raczej panuje gwar i chaos w przerzucaniu się informacjami, bohaterowie wchodzą sobie w słowo i bardzo ekscytują się możliwością zdobywania wiedzy (albo dzielenia się nią z odbiorcami). I oczywiście sam temat sprawia, że książka wydaje się dość trudna i nie do przejścia na jeden raz, ale zaspokaja ciekawość młodych odbiorców i pokazuje im, że fizyką można się bawić – także w wymiarze tekstowym czy lekturowym. Naukomiksy to książki, które wymuszają dużą dozę koncentracji i zaangażowania młodych czytelników – ale odbiorcy są tu traktowani poważnie (nawet jeśli bohaterowie starają się wprowadzić trochę lekkości za sprawą przekomarzanek) – i to się autorom opłaci. Wprowadzają książki, które mogą spokojnie uzupełniać szkolne podręczniki i przedstawiać młodym ludziom tajniki rozmaitych dziedzin.

wtorek, 17 lutego 2026

Beccy Blake: Kurze wzgórze. Kaktus zombie atakuje

Kropka, Warszawa 2026.

Królestwo wyobraźni

W tym komiksie – a właściwie w serii komiksowej – tytuł jest bez wątpienia najlepszy. „Kurze wzgórze” to coś, co przyciąga wzrok. A ponieważ tytuł tomu to „Kaktus zombie atakuje”, młodzi odbiorcy mogą być pewni, że tu rutyny i nudy nie będzie. Dorośli mogliby bardziej sceptycznie podchodzić do lektury, ale umówmy się – Beccy Blake do dorosłych się absolutnie nie kieruje. Mamy tu kilkoro bohaterów, którzy przeżywają najbardziej fantastyczne przygody, jakie tylko da się wymyślić – Ferdek to mały wynalazca i główny napęd akcji. Kroku dotrzymują mu dzielne zwierzaki – mops Gryzia znany z puszczania bąków i kot Dzwonek, który przeważnie zajmuje się zapadaniem w drzemki. Cała ferajna doskonale się bawi, chociaż nie zawsze wszystko idzie po myśli postaci. A to kosmici przylatują, żeby pozbawić świat pieczonej fasoli, a to dom przenosi się do krainy ożywionych kaktusów – które na pewno nie mają dobrych zamiarów, a to żaba wyciągnięta ze stawu okazuje się tajemniczym władcą o wyjątkowo złośliwym charakterze. I tak za każdym razem dzieje się coś, co wywraca świat bohaterów do góry nogami, nakazuje połączyć siły i wytężyć umysł, żeby uniknąć przykrego losu. Przy okazji zawsze jest zabawnie – nie tylko sarkastyczni główni bohaterowie wymieniają się komentarzami na temat aktualnego stanu rzeczy, ale całość oceniają jeszcze dwa złośliwe ślimaki. W ogóle postaci z drugiego planu jest tu całe mnóstwo, a każda potęguje absurd i zmienia sposób postrzegania fabuły – szatkuje ją i dynamizuje, przynajmniej w oczach młodych czytelników.

„Kurze wzgórze. Kaktus zombie atakuje” to książka bardzo kolorowa. Barwy są tu nasycone, nie ma mowy o pastelowych odcieniach, wszystko uderza w odbiorców, stanowi bodźce, od których trudno się oderwać. W samych rysunkach widać wyraźnie młodzieżowy charakter kreski – bohaterowie przypominają stwory z zeszytów szkolnych, zresztą komizm wyprodukowany w ten sposób jest spotykany w wielu poradnikach dotyczących rysowania komiksów dla młodzieży. Na samym końcu książki znaleźć można poradnik, jak w prosty sposób narysować bohaterów – tak, żeby każdy, komu przypadną do gustu te przygody, mógł dodawać jeszcze własne wersje historyjek i sprawdzać się w wymyślaniu absurdalnych wydarzeń. Beccy Blake przeważnie zatrzymuje się na poziomie prostych potyczek i puszczania bąków w tle – posługuje się zatem tematami zakazanymi jeszcze parę dekad temu w twórczości dla młodych czytelników, chce przywiązać ich do siebie wizją wolności i nieskrępowanej swobody twórczej. W pewnym momencie takie zwariowane przygody mogą dzieci zaangażować – a na pewno odbiorcy podziwiać będą samą kreskę, kadry rysunkowe i brak pouczeń. Bo w tych komiksach chodzi o czystą rozrywkę – żadne lekcje zachowania czy edukacyjne tematy, liczy się zabawa na całego. Beccy Blake powraca do pierwszych wizji komiksów jako odskoczni od zwyczajności, rutyny i porządku. Przy „Kurzym wzgórzu” trzeba się jednak przygotować przede wszystkim na absurd, który zastępuje i sensy, i puenty. Sięgną po tę książkę przede wszystkim dzieci, które czytać nie lubią – a to oznacza, że Beccy Blake odniesie sukces.

wtorek, 30 grudnia 2025

Goscinny, Uderzo: Asteriks u Helwetów

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Klasyczna wyprawa

W krytycznym opracowaniu ukazuje się kolejny klasyk – „Asteriks u Helwetów”. Goscinny i Uderzo wykorzystali tu podpowiedź jednego z przedstawicieli świata polityki i wysłali swoich bohaterów z ważną misją do Szwajcarii (która jeszcze Szwajcarią nie była). Panoramiks potrzebuje srebrnej gwiazdki – kwiatu szarotki, który rośnie tylko i wyłącznie daleko w górach. Napój jest niezbędny, żeby ocalić życie jednego z uczestników orgii (wprawdzie celowo otrutego, ale kto by się tym przejmował). Wiadomo, że wysoko w góry wybrać się mogą tylko Asteriks i Obeliks – zwłaszcza że to akurat oni dostąpili zaszczytu noszenia na tarczy swojego wodza. W Helwecji dzieje się wiele – tak, że sama misja znalezienia kwiatka traci na znaczeniu, bo najważniejszy jest kontekst, zabawy typowymi tematami, rozwiązaniami obyczajowymi i społecznymi. Autorzy wykorzystują charakterystyczne skojarzenia, którymi budują sobie publiczność literacką z różnych pokoleń: co innego w komiksach o Asteriksie rozśmieszy najmłodszych, co innego spodoba się ich rodzicom – a czas pokazuje, że te historie mało się starzeją.

Ponieważ zeszyt z przygodą Asteriksa został wydany w wersji z opracowaniem, czytelnicy mają szansę dowiedzieć się o zagraniach i pomysłach, które niekoniecznie wytrzymywały próbę tłumaczenia. Nie będą musieli samodzielnie tropić nawiązań i źródeł konkretnych kwestii. Dopiero dzięki takiemu kompleksowemu omówieniu komiksu część odbiorców będzie mogła docenić kunszt w tworzeniu historii obrazkowych – to nie tylko czysta rozrywka, ale znacznie więcej. Goscinny i Uderzo wypracowują sobie zasady współpracy, wzajemnie się uzupełniają i proponują odbiorcom dzieła pełne niespodzianek – w komentarzach pojawiają się między innymi charakterystyki bohaterów oraz punkty odniesienia do pozakomiksowej rzeczywistości. Jedno tylko może utrudnić czytelnikom poznawanie pojedynczych kadrów – brak tłumaczenia. W opracowaniu, w tej części teoretycznej, kadry z komiksów (ale też kadry z procesu produkcji) są przedstawione w oryginale, więc jeśli ktoś nie zna języka, nie poradzi sobie z odczytywaniem sensów, będzie musiał dotrzeć do odpowiedniego momentu historii i sprawdzić, jak wypada w polskiej wersji. Bardzo często w tym opracowaniu pojawiają się wypowiedzi samych autorów cyklu, więc odbiorcy mogą poznać ich punkt widzenia i źródła inspiracji. Sam komiks stanowi niewielki wycinek tej publikacji – trudno się dziwić, jest dość krótki, a ciekawostek związanych z nim znalazło się naprawdę dużo. To opracowanie, które zaspokaja ciekawość, a przy okazji można sobie przypomnieć klasyczną historyjkę. Nic dziwnego, że seria o Asteriksie zdobyła mnóstwo fanów – i wciąż podbija serca kolejnych – jest bardzo dopracowana i doskonale przemyślana w najdrobniejszych szczegółach. Kto potrzebuje tylko i wyłącznie śmiechu – może sięgać po zeszyty z komiksami, wznawiane zresztą i pojawiające się na rynku, więc nie tak bardzo niedostępne. Jednak jeśli ktoś chce tego śmiechu więcej i więcej, to śmiało może skorzystać z wersji z opracowaniem – bo to otwiera oczy na kolejne, często niedostrzeżone w pierwszym odbiorze, rozwiązania.

piątek, 19 grudnia 2025

Christophe Cazenove, William Maury: Sisters. Tom 19. Przeprowadzka

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Zmiany

Nie chce się wierzyć, że to już dziewiętnasty zeszyt z przygodami sióstr – ale „Przeprowadzka” to kolejny tom, który może czytelników rozśmieszać. Dwie siostry – starsza, nastoletnia Wendy i młodsza od niej Marine – wciąż się kłócą i przekomarzają, dokuczają sobie wzajemnie i próbują walki na podstępy, a jednocześnie, jak to każde rodzeństwo, kochają się i stają za sobą murem, gdy wymagają tego okoliczności. Zmieni się jednak tym razem rozkład sił: wszystkich czeka przeprowadzka do nowego domu. I nawet jeśli na początku młodsza siostra myślała, że starsza zostanie w starym miejscu zamieszkania, to radości z przeprowadzki nie przyćmi nic.

Cazenove i Maury stali się już znakomitym komiksowym duetem, który nie tylko świetnie ze sobą współpracuje, ale też bardzo dobrze rozumie potrzeby odbiorców. Sisters to seria kierowana przede wszystkim do nastoletnich czytelniczek, ale sprawdzi się nawet jako lektura dla dorosłych – rozrywka trochę w stylu Calvina i Hobbesa czy Fistaszków. Jest tu odrobinę bardziej naiwnie i mniej filozoficznie, ale nie jest gorzej – więc kto sięgnie po taką propozycję, nie pożałuje. Wendy i Marine stają się bliskie odbiorcom za sprawą naturalności i drobnych złośliwości, których sobie wzajemnie nie szczędzą. Młodsza siostra zawsze szpieguje, próbuje znaleźć pamiętnik i poznać sekrety starszej, albo naśladuje ją we wszystkim. Starsza z kolei przeżywa właśnie kryzys w związku ze swoim chłopakiem i wszystko wskazuje na to, że dąży do rozstania – więc Wendy postanawia ratować tę relację. Na wszystko nakłada się rozgardiasz przeprowadzkowy, w sam raz, żeby zaintrygować czytelników i przyciągnąć ich do śledzenia barwnych przygód. W „Przeprowadzce” – jak i w poprzednich tomach cyklu – autorzy stawiają na krótkie, często jednostronicowe historie – kilka lub kilkanaście kadrów pozwala na przemycenie istoty relacji siostrzanych i aktualnych konfliktów lub wyzwań. Do sióstr dołączają przyjaciele – którzy znakomicie rozumieją to, co dzieje się między Wendy i Marine – oraz, od czasu do czasu, rodzice. Przeważnie jednak to świat wolny od dorosłych. Chyba że autorzy akurat wybierają się w nie tak odległą przeszłość i portretują obie siostry jako dorosłe już piękności – bo i tak się zdarza. Poszczególne historie są humorystycznie puentowane, chodzi tu zwłaszcza o wywoływanie śmiechu czytelników – bo przecież nie o pouczanie czy wskazywanie wzorowych relacji. Liczy się zabawa, a tej Cazenove i Maury nie szczędzą. O nastoletnim odbiorcy przypominają też kolory: Sisters to seria barwna, nawiązująca bardziej do lektury dla młodych. A przecież sporą część spostrzeżeń dałoby się spokojnie wykorzystać w uniwersalnej lekturze dla młodszych i starszych. Sisters to ciągła huśtawka emocji, kaskada pomysłów, w których chodzi zwykle o przechytrzenie drugiej strony. Tu nie sposób się nudzić – bohaterki zapewniają sporą dawkę wrażeń. A do tego nic nie rozerwie ich więzi.

czwartek, 13 listopada 2025

Wauter Mannaert: Jaśmina i ziemniakożercy. Tom 2

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Katastrofa

Groza zasygnalizowana w pierwszym tomie tej historii przybiera na sile w tomie drugim (i ostatnim). Starcie Jaśminy z wielkim koncernem spożywczym jest nieuchronne – przede wszystkim dlatego, że dziewczyna nie ma już składników do przyrządzania obiadów dla taty. Ale wydarza się coś jeszcze, coś, co uświadamia społeczeństwu, że nowy gracz na rynku jedzeniowym niekoniecznie ma dobre zamiary. Wszyscy, którzy uwielbiają przekąski serwowane przez bezlitosnego producenta, znienacka zaczynają się zachowywać jak psy – szczekają na listonoszy, gryzą innych i nie przejawiają ludzkich cech, a co najgorsze – nie zdają sobie sprawy ze swojej metamorfozy. Jaśmina jako jedna z nielicznych nie próbuje niezdrowego jedzenia – za to jej tata, który przez ostatnie dni nie mógł się najeść do syta z powodu braków na rynku zdrowej żywności (odcięciu od świeżych warzyw za sprawą wykupienia przez koncern ziemi zaprzyjaźnionych ogrodników), sięga po nowości – i szybko może tego pożałować. Jaśmina musi podjąć radykalne kroki: odwiedza zatem potajemnie sąsiadkę, której działalność może przyczynić się do uratowania świata. Ale owa sąsiadka wyraźnie nie życzy sobie gości, zwłaszcza tych niezapowiedzianych. Jednak tylko ona wie, co zrobić, żeby przywrócić równowagę w codzienności konsumentów.

Wauter Mannaert wykorzystuje lekką formę komiksu, żeby przemycić do świadomości najmłodszych zestaw zagrożeń związanych z uzależniającym, niezdrowym, a przede wszystkim tanim i wszechobecnym jedzeniem. Jaśmina to nastolatka, która uwielbia gotować i robi to tak, że wszyscy tęsknią za jej potrawami – zapachy wabią nawet przechodniów. Nie ma w tym ani żadnego przymusu, ani żadnego poświęcenia: dziewczyna kocha to zajęcie, nawet jeśli początkowo niekoniecznie zdaje sobie sprawę z jego znaczenia dla zdrowia bliskich. Testerem jej kulinarnych poczynań staje się tata oraz jego koledzy z pracy. Jednak kiedy Jaśmina traci dostęp do świeżych dostaw – prawdziwe jedzenie staje się rarytasem, jest bardzo drogie i niemal niedostępne, wypierane z rynku przez dziwaczny produkt – nie może robić tego, co sprawia jej największą radość. Z kolei koncern spożywczy nie przejmuje się ani zdrowiem konsumentów, ani jakością sprzedawanych potraw: ma być tanio, dużo i jak najbardziej uzależniająco. Nie mówi się tu wprost o konkretnym rodzaju jedzenia, chociaż łatwo się domyślić, że to serwowane ma dużo tłuszczu i soli. Jest łatwo dostępne i sprawia, że wszyscy chcą po nie sięgać: najpierw z ciekawości, a później już z niezdrowego nawyku. Skojarzenie z trucizną jest wprowadzane do świadomości czytelników podprogowo, przez charakterystyczne i zbliżone do trupiej czaszki logo producenta – wygląda ono naprawdę złowieszczo i nawet jeśli jest nawiązaniem do pierwszych liter – przekaz jest oczywisty dla wszystkich. Komiks akcji pozwala na poruszanie ważnego społecznie tematu, na przyjrzenie się motywowi zdrowego odżywiania się i dbania o siebie za sprawą rezygnacji z najtańszych, łatwo dostępnych przekąsek. To pogląd, który trzeba zaszczepić już najmłodszym czytelnikom, tak, żeby świadomie wybierali, co znajdzie się w ich żołądkach. Przerysowanie pozwala tutaj na uwypuklenie problemu – a autor odrobinę osłabia humorem tragiczny przekaz. Uzależnienie jest faktem i tylko w komiksie przybiera bajkową i widowiskową zarazem formę – przemianę w psa. W rzeczywistości wcale nie będzie tak zabawnie – i warto, żeby czytelnicy jak najszybciej to pojęli.

wtorek, 14 października 2025

Wauter Mannaert: Jaśmina i ziemniakożercy. Tom 1

Świat Komiksu, Egmont, Warszawa 2025.

Jedzenie

Jaśmina gotuje z sercem. Jest w tym znakomita i wykorzystuje najczęściej naturalne składniki, głównie warzywa, żeby przyrządzać pełnowartościowe posiłki dla taty i znajomych. Ma też przyjaciół, dzięki którym zaopatruje się w odpowiednie produkty: ogrodnicy Marc i Cyryl prezentują skrajnie odmienne podejście do upraw i do rozprawiania się z chwastami. Jeden z mężczyzn stawia na piękne kwiaty i stosuje specjalne bomby, żeby rozsiać jak najwięcej niejadalnych roślin na działce drugiego, drugi stosuje opryski od wielu lat – bo wie, że dzięki temu poradzi sobie ze szkodnikami. Co prawda na króliki zjadające uprawy niewielu ma pomysł (Jaśmina wie, jak sobie ze zwierzętami poradzić, chociaż niekoniecznie w przyjemny dla nich sposób – ale przynajmniej bezkrwawo).

I tak mijają dni: Jaśmina gotuje, tworzy potrawy, które zachwycają wszystkich i wyzwalają głód u przypadkowych przechodniów oraz sąsiadów. Po szkole wędruje do swoich ogrodników i mocno angażuje się w ich problemy – bo też i emocje tam sięgają zenitu. Ale Jaśmina jeszcze nie wie, że najgorsze dopiero przed nią: pojawia się producent PP – szybkiej i pakowanej w plastik żywności bazującej na specjalnych uprawach ziemniaków. W obliczu koparek, które mogą zaorać ogródki, wojna na kwietne bomby to dziecięca igraszka. Jaśmina musi jednak działać: wie, że produkty spożywcze tworzone dla zarobku i na skalę masową uzależniają, ale nie są wartościowe jako posiłki. Do tego zaczyna odczuwać problemy finansowe. Ale czy jedna nastolatka może stawić czoła koncernowi spożywczemu?

„Jaśmina i ziemniakożercy” to dwutomowy cykl Wautera Mannaerta – bardzo różniący się od standardowych komiksów z równymi kadrami, do których odbiorcy są przyzwyczajeni choćby za sprawą wielkich komiksowych nazwisk. Tutaj grafiki są pozbawione jednoznacznych i wyraźnych konturów – a kolejne obrazki wielkością dopasowywane są do potrzeb rytmu narracji. Ilustracje nie do końca ujawniają swoje treści na pierwszy rzut oka, często wymagają uwagi i sprawdzania zawartości. W dodatku słowa zostały ograniczone do minimum i często odbiorcy są pozostawieni z serią następujących po sobie całych stron z kadrami bez komentarzy tekstowych. Zdarza się bardzo często powiązanie kadrów na stronie jakimś motywem (choćby – zapachem potraw), należy też docenić logo firmy PP – przeciwnika Jaśminy – dwie litery w odbiciu lustrzanym z kropkami pod spodem przywodzą na myśl czaszkę i kojarzą się z ostrzeżeniami na środkach trujących. Ten komiks bardziej się ogląda niż czyta, kierowany jest nie do najmłodszych odbiorców, ale do nieco bardziej wprawionych czytelników, budzi też świadomość społeczną w kwestii zdrowego żywienia. To ważne – temat, który się tu pojawił nie należy do świata fantastyki, sugeruje za to bliskość zagrożenia, jego rodzaj i rozmiar. Dla czytelników będzie to poważna przestroga i wskazówka na najbliższą przyszłość. Niezwykle istotna kwestia pod pozorami rozrywki dla młodzieży – to przepis na sukces w wykonaniu Mannaerta. Kto przekona się do specyficznego młodzieżowego stylu rysowania, ten pokocha Jaśminę i jej pomysły.

sobota, 11 października 2025

Aleksandra Machoń, Wiktor Talaga: Cząberek. 2. Przyjaźń

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Przyjaźń

Zwierzak, który zostaje sam w domu, wydaje się zwykle poszkodowany i pokrzywdzony – wszyscy domownicy mają swoje zajęcia, dzieci idą do szkoły, rodzice do pracy i nikt nie może się opiekować pupilem, który przecież kocha zabawy i wspólne spędzanie czasu. Cząberek tęskni. I wprawdzie nie niszczy z tej tęsknoty mebli, ale wystarczy spojrzeć na pełen rozpaczy wyraz pyszczka przy porannym pożegnaniu. Rodzice nie chcą zgodzić się na drugiego kota, przynajmniej nie w najbliższym czasie, ale dla Klary i jej brata Damiana sytuacja jest jasna: trzeba znaleźć Cząberkowi przyjaciół. Czarny kot, który dopiero co zaufał ludziom, niedługo będzie miał kolejne wyzwanie do przejścia.

Drugi tom serii Cząberek, „Przyjaźń”, to propozycja, którą Aleksandra Machoń i Wiktor Talaga chcą przekazać najmłodszym kilka niezwykle ważnych informacji. Koncentrują się na temacie opieki nad zwierzętami – i to mądrej opieki – i na kwestii przyjaźni, także tej w obrębie gatunku ludzkiego, nie tylko u czworonogów. Cząberkowi przyda się towarzystwo – ale to kot po przejściach, schroniskowy, ma złe doświadczenia z psami, nie wszystkie zwierzęta w swoim otoczeniu zaakceptuje, zwłaszcza jeśli wydarzenia będą dziać się zbyt szybko. Z kolei Klara postanawia wprowadzić swój plan awaryjny w życie za wszelką cenę – nawet jeśli będzie to oznaczało konieczność okłamania bliskich. I tu pojawiają się dwa równoległe zagadnienia, rozwijane w prostym komiksie. Bo czymś innym jest oswajanie Cząberka ze zwierzętami – małymi krokami i w sposób, który nikomu nie zagraża – a czym innym stawianie na swoim i wyrzuty sumienia, że wydarzenia potoczyły się nie w takim kierunku, w jakim powinny. Wreszcie autorzy odpowiadają na najważniejsze dla rozwoju społecznego małych czytelników pytanie – co zrobić, kiedy się zepsuło przyjaźń i teraz ktoś, za kim się tęskni, nie ma zamiaru wysłuchiwać nawet najbardziej szczerych przeprosin. Umiejętność przyznania się do błędu to element konieczny całej układanki, ale niemożliwy, dopóki nie ma zgody na spokojną rozmowę. Mama Klary i Damiana wie, że przez nieprzemyślane działania i sieć kłamstw można na zawsze stracić przyjaciela – ale wszystko jest do odbudowania, jeśli się bardzo tego chce i potrafi zachować w odpowiedni sposób. Tego Klara musi się nauczyć. W tym tomiku to nie Cząberek pozostaje w centrum uwagi – on jest tylko narzędziem do realizowania własnych pomysłów przez dzieci. Znacznie bardziej istotne z perspektywy odbiorców będą dylematy Klary i zawoalowana przestroga przed kłamstwem w stosunku do najbliższych.

„Cząberek. Przyjaźń” to komiks, w którym kadry nie są za małe – tomik jest przeznaczony dla najmłodszych odbiorców, więc spore rysunki ułatwią lekturę. Nie są też wypełnione szczegółami do przesady: bardzo często to gadające głowy, zwłaszcza kiedy trzeba udzielić odbiorcom (pod pretekstem kierowania się do postaci) pouczenia. Za to większe kadry, na których ogląda się zachowanie rysunkowego kota, będą dla dzieci przyjemnym sposobem na relaks i rozrywkę. Cząberka przecież nie da się nie lubić.

piątek, 1 sierpnia 2025

Goscinny, Uderzo: Asteriks i Normanowie

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Strach

Normanowie są przekonani, że strach dodaje skrzydeł – a ponieważ są niezwyciężeni, nie mają pojęcia jak to jest się bać i potrzebują w tej kwestii dobrego nauczyciela. Świadomi, że Galowie słyną z odwagi, postanawiają znaleźć wśród nich kogoś, kto pozwoli im poczuć strach. Porywają Skandaliksa, młodego bratanka wodza Galów – i liczą na to, że dzięki chłopakowi zrealizują swój plan. Jeśli będą umieli latać, przemieszczą się z łatwością do każdego miejsca na świecie. A skoro wystarczy tylko się przestraszyć…

„Asteriks i Normanowie” to kolejny tomik wydany z opracowaniem – dla koneserów i fanów Asteriksa, a także dla wszystkich dorosłych, którzy potrzebują usprawiedliwienia dla dopieszczania swojego wewnętrznego dziecka. Jeśli ktoś uwielbia przygody sympatycznych Galów (przy czym raczej nie istnieją ich przeciwnicy), może wzbogacić swoją kolekcję pod pozorami edukacyjności. Te komiksy bowiem są wydawane w twardej oprawie i z całą otoczką – opracowaniem dotyczącym powstawania, szkiców, pomysłów, kontekstu społecznego i obyczajowego czy wprowadzanych zmian. Autorzy serii wyręczają czytelników w pracy badawczej: podsuwają między innymi wyjaśnienia rozmaitych żartów (zwłaszcza tych, które nie przenoszą się przez granice i poza konkretnym krajem mogą być nie do końca zrozumiałe). To doskonałe miejsce nie tylko na analizy zastosowanych chwytów i nawiązania do prawdziwej historii, ale też na utwierdzanie odbiorców w przekonaniu, że uniwersum Asteriksa jest jedyne w swoim rodzaju.

Wprowadzenie i zakończenie tomu składa się właśnie z popularyzatorskich opowieści i ciekawostek, danych, do których przeciętni odbiorcy nie są w stanie samodzielnie dotrzeć – albo też nie myślą o tym, ciesząc się lekturą. Pozwala to trochę napowietrzyć objętość zeszytu i nadać mu automatycznie większą wartość. Centralną częścią książki jest oczywiście sam komiks – już bez dodatkowych przypisów. Do lektury przystąpić można już z większym zasobem wiedzy – i zwracać uwagę na motywy, które normalnie mogłyby zostać przeoczone – detale w stylu nawiązań do muzyki z lat 60. XX wieku – coś, co pojawia się w pojedynczych kadrach i stanowi rzeczywiście tylko tło wydarzeń. Goscinny i Uderzo wiedzą, jak wydobywać komizm z opowieści – stawiają na czytelne i mocne puenty i na dowcipy dla różnych pokoleń. Ta seria nie starzeje się mimo upływu czasu – i będzie cieszyć kolejnych czytelników. Dobrze, że na rynku pojawia się w wersji z opracowaniem – dzięki temu łatwiej będzie docenić rozwiązania stosowane w komiksie. Jeśli ktoś dobrze czuje się w świecie Galów i chce jak najlepiej poznawać świat z perspektywy małej galijskiej wioski z niezłomnymi wojownikami i magicznym napojem, może tu znaleźć całkiem sporo dla siebie i zwiedzać ukochane miejsca z przewodnikiem. Wiadomo, że z Asteriksa się nie wyrasta – dlatego też cieszy pomysł na przedłużenie istnienia komiksów na rynku i w świadomości czytelników.

wtorek, 29 lipca 2025

Goscinny, Uderzo: Tarcza Arwernów

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Dzik na Winie

Można czytać przygody Asteriksa bez znajomości kontekstu historycznego – i cieszyć się wielopłaszczyznowym humorem. Można jednak skorzystać z popularyzatorskiego opracowania i dowiedzieć się, jak wyglądało tło wydarzeń z perspektywy dziejopisów. „Tarcza Arwernów” to kolejny tom przygód Asteriksa z historycznym i społecznym komentarzem – wersja dla koneserów klasyki i dla tych, którym nie wystarcza sam rozrywkowy aspekt komiksowych zeszytów. Tym razem wprowadzenie obejmuje zwłaszcza zwyczaje i wydarzenia z przeszłości – to, co wpłynęło na kształt doświadczeń dzielnego galijskiego wodza. Nie zabraknie analiz poszczególnych postaci, wiadomo, że karykaturalne portrety pełnią funkcję komizmotwórczą, ale przecież nie tylko – bohaterowie są też nośnikiem informacji o przeszłości i budowani są na bazie rzeczywistych danych. Wszelkie inspiracje, wątki i zapożyczenia z realizmu rozszyfrowują autorzy opracowania – można tutaj naprawdę docenić bogaty zestaw wiadomości. Jeszcze przed przystąpieniem do właściwej lektury odbiorcy otrzymają pełen pakiet danych, które potem można będzie odnosić bezpośrednio do wybranych partii komiksu. Okazuje się, że przygody Asteriksa nie są wyłącznie dziełem wyobraźni – twórcy przemycają sporo ciekawostek i skojarzeń. Co ważne, ponieważ nie wszystko da się przetłumaczyć z zachowaniem humoru, w tomie znalazło się też miejsce na opowiadanie o żartach i o dowcipach zagubionych w tłumaczeniu: czytelnicy dowiedzą się, na czym polegał kunszt duetu w tej kwestii. Są tu też oryginalne rysunki i szkice – fragmenty dzieł Uderzo albo próby uchwycenia pomysłu – tak, żeby odbiorcy mogli poczuć się jak włączeni w proces tworzenia, w mechanizm uruchamiania żartu na różnych poziomach.

W „Tarczy Arwernów” ważnym tematem staje się odchudzanie. Wszystko przez niekończące się galijskie uczty – wódz zawsze po okazjach do świętowania czuje się tak, jakby niebo spadło mu na głowę. Wątroba nie wytrzymuje, trzeba zatem udać się na specjalną kurację. Z kolei Juliusz Cezar pragnie odzyskać tarczę Wercyngetoryksa, prawdopodobnie zagubioną gdzieś w Galii. Jak zawsze jest tu wielowątkowo i zabawnie, karykaturalnie i dynamicznie – autorzy budują tę opowieść tak, żeby przyciągnąć odbiorców z różnych powodów. Cieszą się tworzeniem i to odzwierciedla się w ambitnym rozrywkowym komiksie.

Bardzo ciekawym dodatkiem do opracowania staje się informacja o tym, jak przygody Asteriksa publikowane były w Polsce (to również miejsce na wyjaśnienia dotyczące rozwiązań z przekładu) oraz kolejny motyw – inspiracje rysunkowe. Dzięki takim komentarzom można zagłębiać się w historię Asteriksa i nie tylko cieszyć się fabułą oraz wychwytywanymi detalami z narracji, ale również doceniać kunszt twórców w płaszczyźnie nawiązań do rzeczywistości. Wydawać by się mogło, że stworzona dla rozrywki bajka nie musi zbytnio trzymać się prawdy historycznej – tymczasem Goscinny i Uderzo udowadniają, że weryfikowanie faktów dostarcza kolejne poziomy dla żartów. „Tarcza Arwernów” to kolejna publikacja w cyklu, który połączy pokolenia i na długo zatrzyma odbiorców przy przygodach dzielnego Gala.

środa, 23 lipca 2025

Maciej Kur, Piotr Bednarczyk: Chrobry

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Koronacja

Świętowanie tysiąca lat od koronacji Bolesława Chrobrego na pierwszego króla Polski to doskonała okazja do lekcji historii dla wszystkich. Maciej Kur i Piotr Bednarczyk tworzą z tej okazji komiks „Chrobry” – krótki przegląd wydarzeń sprzed roku 1025, prowadzących do wykreowania władcy.

Na początku Bolesław Chrobry – chociaż jeszcze bez przydomka – jest młodzieńcem z zadatkami na superbohatera. Wprawdzie przebywa z kolegami w karczmie i chętnie buduje własną legendę, ale jest przystojny i może dać się lubić. Przynajmniej zanim nie uwierzy we własną doskonałość. Z czasem Bolesław zaczyna zachowywać się coraz gorzej, nie tylko w stosunku do swoich wrogów. Sojusze, intrygi, próby podkreślania władzy, mocne decyzje – wszystko, co może złożyć się na obraz charakteru postaci, powraca tutaj w formie migawek z przeszłości. Migawek związanych z odpowiedzialnością za kraj, z poszukiwaniem drogi do władzy i z pokonywaniem przeciwników i wrogów. Bolesław robi też użytek ze swojego wyglądu, uwodzi kolejne napotkane na drodze niewiasty, ale ponieważ jeszcze wygląda dobrze, wiele można mu darować: nie wypada obleśnie i strasznie. Wszystko zmienia się już przed samą koronacją: metamorfoza Bolesława jest przerażająca, autorzy kreują potężnego mężczyznę z ogromną tuszą – tu już nie ma czym się zachwycać. A jednak bohater, który nie ma już wizerunku adonisa, obiecuje rządzić uczciwie i, co ciekawe, dotrzymuje słowa. Chociaż nie może zbyt długo nacieszyć się koroną.

Autorzy zdecydowali się na wybranie kilku zaledwie motywów, które będą mogły pomóc w nakreśleniu portretu charakterologicznego bohatera. Nie interesuje ich prowadzenie narracji historycznej, wyjaśnianie przyczyn i skutków konkretnych zagrań na scenie politycznej – to nie ma znaczenia, najbardziej chodzi o przedstawienie samego Bolesława od młodości po śmierć. Być może ktoś poczuje się zaintrygowany prezentowanymi treściami na tyle, żeby zgłębiać wiedzę na temat Chrobrego – wtedy komiks spełni swoją rolę. Innym przyniesie po prostu rozrywkę, wytchnienie od opieranych na wyobraźni publikacji. Żeby poszerzyć krąg odbiorców o młodzież (czy ewentualnie starszych amatorów historii w utworach rozrywkowych) twórcy wybrali stonowane kolory i wyraziste kadry – to nie kreskówkowe czy przesłodzone obrazki, raczej dynamiczne i nieco mroczne scenki. Kadry są jednak większe niż zazwyczaj w komiksach, tu wyraźnie ważniejsza niż intryga fabularna jest rocznica – przypomnienie o historii. Składa się ta opowieść z wielu wątków, żeby zasygnalizować etap przygotowań do rządzenia – Bolesław Chrobry w ostatnim kadrze powraca jeszcze we wszystkim dzisiaj znanej wersji. Taki komiks jest sympatycznym nawiązaniem do rocznicy – wpisuje się w obchody narodowe. „Chrobry” to rodzaj prezentacji, ale też sposób na uzupełnienie wiadomości z podręczników. Zawsze to przyjemniejsza metoda zdobywania wiedzy – bazująca na gatunku kojarzonym z rozrywką.

wtorek, 17 czerwca 2025

Morris, Goscinny: Lucky Luke. Biały jeździec

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Zasadzki

Nie pierwszy to raz i nie ostatni, kiedy teatr łączy się bezpośrednio z kryminałem. W warunkach Dzikiego Zachodu można też obcować ze sztuką, o czym wiedzą aktorzy wędrownej trupy. Przygotowani są świetnie, wożą ze sobą nawet klakiera, żeby zapewnić aplauz widowni. Jednak z każdą wizytą coś w okolicy ginie – i na razie nikt nie łączy faktów. Przedstawienie, w którym piękna kobieta odpiera namolne zaloty pewnego niegodziwca, ogląda między innymi dzielny samotny kowboj. Lucky Luke nie ma jednak szansy na dowiedzenie się, jak kończy się sztuka: przeważnie jest ona przerywana przez skandal – aż do następnego razu. To zawieszenie na jednym kadrze będzie dla odbiorców czynnikiem humorystycznym i w prosty sposób zaimituje spektakl. Ale przecież nie o walory artystyczne tu chodzi, a o ściganie bandytów. Miejscowi co prawda mają swoje sposoby na wymierzanie sprawiedliwości (w przypadku górników akurat to nie smoła i pierze tylko biała farba i pierze, bo smoły nie byłoby widać na czarnych postaciach), ale przestępców trzeba schwytać. I najlepiej, żeby zrobił to ktoś z zewnątrz, kto nie jest zamieszany w lokalne układy.

„Biały jeździec” to komiks bardzo klasyczny. Wydaje się momentami wręcz zachowawczy w treściach, ale chodzi przede wszystkim o rozrywkę i śmiech, a ten wywoływać można bez większego wysiłku przez grę z doskonale znaną wszystkim konwencją. Autorzy bawią się nawet finałową piosenką kojarzoną zawsze z głównym bohaterem. Jolly Jumper, dzielny rumak, pozostaje tu ironicznym obserwatorem – mniej go w całym komiksie, bo też i nie wpisuje się zbyt dobrze w realizację teatralną. Autorzy przedstawiają tu metody na spędzanie wolnego czasu w miasteczkach pozbawionych dostępu do sztuki. Odwołują się do bogatej galerii charakterów – potencjalni widzowie, którzy pojawiają się na objazdowych spektaklach, niekoniecznie wiedzą, jak powinno się zachowywać w teatrach i przenoszą do nich zwyczaje z saloonu. Trudno się im dziwić, skoro na co dzień znają właśnie takie formy. Lucky Luke jednak mocno się na ich tle wyróżnia: nie tylko zachowuje powściągliwość w swoich reakcjach, ale jeszcze doskonale potrafi odnaleźć się w każdej, nawet najbardziej absurdalnej sytuacji.

Istota teatru zostaje tu obnażona: „Biały jeździec” to oczywiście historia o przestępstwach w wymiarze komiksowym, na wesoło – ale spore znaczenie ma tu specyficzny koloryt lokalny, tematyka i znajomość poprzednich rozwiązań. To zestawienie sprawdza się jako źródło komizmu i przełamań, scena z kolei uwidacznia słabe strony zapatrzonych w siebie. Artyzm to fikcja, a poszukiwanie środków wyrazu zamienia się w prawdziwą przygodę. Jak zwykle – dynamiczne kadry i śmiech potęgowany przez zawartość obrazków to rozwiązania, które przyciągną odbiorców – tych z młodszego pokolenia i dawnych fanów serii.

niedziela, 8 czerwca 2025

Claudia Flandoli: Na tropie DNA

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Podróż do ciała

Wiele już było eskapad w głąb ludzkiego ciała, Claudia Flandoli funduje odbiorcom kolejną – i wzbudzi zachwyt. Bo nawet mimo wtórności pomysłu na fabułę jest w stanie zachęcić do lektury nie tylko młodych czytelników. „Na tropie DNA” to książka, która opowiada o genetyce w komiksie – i to komiksie zabawnym, mimo że przesyconym danymi i ciekawostkami naukowymi. Występuje tu sama autorka jako rysowniczka – wprowadza sobie dwie bohaterki, bliźniaczki jednojajowe, Blu i Amber. To one mają odbyć podróż do wnętrza ciała, żeby przekonać się, jak to jest z tym dziedziczeniem i co właściwie mówi genetyka. Żeby Blu i Amber w wyprawie nie były osamotnione, dostają towarzysza, małego kurczaczka, który otrzymuje słodkie imię Pisk. Pisk jeszcze zaskoczy odbiorców – jego rola w podróży okazuje się znacząca, ale o tym dowiedzą się zainteresowani genami czytelnicy.

Akcja rozgrywa się tu szybko i jest wypełniona interesującymi wydarzeniami. Blu i Amber są dość naiwne, nie wiedzą zbyt dużo – zresztą ich rola na tym właśnie polega: wszyscy napotkani bohaterowie będą je wtajemniczać w kolejne etapy wiedzy o DNA, ale zanim to nastąpi, dziewczyny na własne oczy zobaczą konkretne rozwiązania. Unaocznienie sposobu, w jaki tworzy się łańcuch DNA zapada w pamięć, wystarczy przyswoić odrobinę teorii – wyjaśnień dotyczących rysunków – żeby lepiej zdawać sobie sprawę z tego, jak organizm koduje informacje. Wycieczka zaczyna się na poziomie pojedynczej komórki, a odkrycia Mendla wyrzucone są w ogóle poza opowieść, na koniec tomu – dla zainteresowanych. Trudno jednak nie być zainteresowanym po tak przygotowanej książce. Kolejne cząsteczki odpowiadające za różne funkcje (i mające rolę w procesie dziedziczenia) zyskują tu swoje imiona, czasem nawet pieszczotliwe – i faktycznie emocjonalne podejście pozwoli bohaterkom na jeszcze lepsze zgłębianie tajników genetyki. Z tak rozrysowanymi procesami wszystko staje się oczywiste – nie trzeba bać się naukowości: wiedza podana jest przystępnie i w sposób, który zachęca do dalszego czytania, tu po prostu wystarczy podążać za bohaterkami. W taki sposób warto zachęcać dzieci do nauki: nawet to, co skomplikowane, po zilustrowaniu okazuje się zapadające w pamięć, nawet to, co złożone, w takiej wersji wydaje się wręcz oczywiste. Claudia Flandoli radzi sobie doskonale z przekazywaniem wiadomości i uatrakcyjnianiem fabuły tak, żeby zatrzymać przy sobie młodych czytelników, szczególnie wyczulonych na fałsz w narracji. Tutaj wyprawa do ciała człowieka staje się przygodą i to z gatunku tych bardzo zajmujących. Nawet jeśli ktoś nie przepada za lekturami edukacyjnymi – bo przecież rynek się już nimi mocno nasycił – tym razem może zaufać autorce i zdecydować się na lekturę komiksu naukowego. Najlepsze cechy komiksu jako gatunku połączyły się tu z udanymi charakterami i osobowościami (Pisk urzeka!), a do tego doszła jeszcze wysoka skuteczność w przedstawianiu tematów z zakresu genetyki. I wszystko razem zapewnia autorce sukces i wysoką pozycję wśród twórców popularyzatorskich. Po takiej lekturze bardzo łatwo będzie zachęcić dzieci i młodzież do zgłębiania sekretów genetyki.

niedziela, 11 maja 2025

Colleen AF Venable: Kati, kocia opiekunka. Sekrety i sojusznicy

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Tożsamości

To nie jest tak, że mama Kati należy do bardzo wyluzowanych i nie ma nic przeciwko temu, że jej córka odbywa pod okiem Myszycielki, superbohaterki, trening wytrzymałościowy, przygotowując się do bycia asystentką poskramiaczki złoczyńców. Mama Kati jest po prostu dramatycznie zapracowana: żeby zarobić na mieszkanie, podejmuje się mnóstwa zajęć, nie ma żadnej wolnej nocy i kiedy chce po prostu pobyć z córką, najzwyczajniej w świecie zasypia. Kati to na rękę. Inaczej musiałaby powiedzieć mamie, że sąsiadka, która potrzebuje pomocy z kotami, tak naprawdę nocami walczy ze złem w obcisłym kostiumie – a Kati bardzo jej pomaga. Jedna z koleżanek Kati to także córka superbohaterki, zresztą samo miejsce jest zaludnione postaciami z komiksów, tu każdy ma swoją dodatkową tożsamość, którą skrzętnie przed innymi ukrywa – dopóki nie trzeba walczyć o własne przekonania i o dobro społeczeństwa. Koleżanka Kati ma problem: nie wolno jej trenować, mama-superbohaterka na takie coś się nie zgadza, świadoma odpowiedzialności i komplikacji z tym związanych. Ale Kati jest spokojna: mama nie pozna jej sekretu. Chyba że akurat… straci pracę.

Trzeci tom przygód Kati, kociej opiekunki, to kolejne wyzwanie. W tle rozgrywa się walka o ekologię: lokalne fabryki trują środowisko, trzeba zatem powstrzymać tych, którzy dla zarobku poświęcą przyrodę (a w perspektywie także i planetę). I tu przydaje się Myszycielka, pogromczyni łotrów. Problem w tym, że Myszycielka przez dziennikarzy postrzegana jest jako czarny charakter – i to jej wypowiadają wojnę media. Jest ktoś, kto na czynach Myszycielki buduje własną legendę, kompletnie niezgodnie z rzeczywistością. To nie martwi sąsiadki Kati – ona ma swoje plany i cele do zrealizowania. Pomagają jej w tym koty. Co pewien czas akcję komiksową przerywają kolejne kadry z prezentacją czworonożnych bohaterów: każdy ma swoje unikatowe imię i supermoc, w której się specjalizuje. Bez kotów nie dałoby się przygotować żadnego zaawansowanego technologicznie planu – koty wszystko sprawdzą, wszystko dostosują i umożliwią akcję. Koty wybawią z opresji i rozśmieszą czytelników. Koty są wszędzie i wykazują się nadludzką inteligencją – zwłaszcza kiedy muszą błyskawicznie zacząć udawać zwykłe kanapowe mruczki, kiedy jeszcze przed chwilą operowały młotami pneumatycznymi lub wykonywały skomplikowane obliczenia z fizyki. Koty w tej serii to zjawisko, od którego trudno się oderwać. Sama akcja oparta jest na satyrze na komiksy z superbohaterami – za kulisami nie wygląda to wcale aż tak różowo, jak by się mogło wydawać. Dodatkowo autorka porusza kilka tematów ze zwyczajnego życia – między innymi odnosi się do kwestii rodzicielskiego zaufania, ale też do wspólnego spędzania czasu i budowania więzi. Jest w tej opowieści sporo motywów pobocznych, które nie odwracają uwagi od walki o czyste środowisko i uczciwość społeczną, ale budują specyficzny koloryt lokalny i zachęcają do przywiązania się do bohaterki. Kati to zestaw przygód ekstremalnych, a do tego kilka celnych obserwacji psychologicznych, mnóstwo miłości do kocich indywidualności i szereg zabawnych scenek, dobrze zilustrowanych. W tym komiksie liczy się nie tylko tekst – kadry niosą ze sobą treści dodatkowe, które z pewnością zafascynują odbiorców w każdym wieku. Przeznaczony jest ten cykl dla nastolatków, ale i tak miłośnicy kotów się tu odnajdą.

poniedziałek, 24 marca 2025

Rene Goscinny, Albert Uderzo: Asterix u Brytów

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Beczka

Jeśli ktoś wstydzi się przyznać, że uwielbia klasykę komiksu i propozycje spod szyldu Asterixa chce trzymać na półce pod ręką, może skorzystać z edycji kolekcjonerskiej i uzasadnić swoje słabostki pędem do wiedzy. „Asterix u Brytów” to bowiem drobna historyjka opatrzona kilkudziesięciostronicowymi komentarzami dotyczącymi kontekstu, ale też przedstawiającymi charakterystyczne rozwiązania lub szkice do kadrów. To gratka dla odbiorców, którzy chcą nie tylko rozrywki w związku z lekturą, ale też – próbują rozszyfrować nie zawsze oczywiste żarty i nawiązania. Przy okazji widać tu nastawienie na coraz młodszych czytelników, bo część żartów na bazie stereotypów – w pełni zrozumiała dla starszych pokoleń – także zyskuje omówienie.

Asterix u Brytów nie ma specjalnie wymyślnej misji do zrealizowania, musi tylko bezpiecznie dostarczyć beczkę z magicznym napojem, żeby Brytowie nie musieli się poddawać, a mogli stawić czoła Juliuszowi Cezarowi. Zresztą Brytowie jako tacy nie grzeszą specjalnie sprytem, a do tego lubią ciepłe piwo i dziki gotowane w mięcie, nie da się tam przeżyć zbyt długo. Codziennie o 17:00 przerywają swoje zadania, żeby wypić filiżankę wrzątku, dbają o swoje trawniki do przesady – charakterystyka nie wypada na ich korzyść, jednak nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg. Jeśli społeczności zagrażają Rzymianie, trzeba uruchomić wszystkie możliwe środki ochrony. A magiczny napój jest najlepszym wyborem.

Można by przegapić smakowite detale, między innymi obecność Beatlesów w jednym z kadrów – ale tu z pomocą przychodzi opracowanie. W ramach omówienia komiksu odbiorcy otrzymają pełen zestaw wskazówek i informacji, które pomogą w docenieniu ponadczasowego przecież humoru – i zwrócą uwagę na konkretne miejsca w opowieści. Kunszt „Asterixów” to przecież nie tylko pomysły na fabułę, ale i cały zbiór pobocznych wątków, dodatków i subtelnych dowcipów, kadrów wypełnianych osobnymi pomysłami, które wzmacniają koloryt lokalny i wyzwalają śmiech. Opowieści o dzielnych Galach nie potrzebują dodatkowej reklamy – to gwarancja dobrej zabawy i to dla kolejnych pokoleń, nie ma w tym przesady. Warto zatem sięgnąć po lekturę opracowaną tak, żeby jej naukowość nie znudziła i nie odstraszyła, ale żeby przynieść odbiorcom trochę wiadomości na temat kontekstu czy zastosowanych chwytów. Oczywiście przygody Asterixa zna niemal każdy – i to często na pamięć – a sama akcja podporządkowana jest konkretnym celom, które nie należą do przesadnie skomplikowanych – dlatego też przydaje się w takim wypadku opracowanie, które wprowadza w bardziej ambitne sposoby odczytywania treści. Nie są to szkolne analizy ani naukowe dysertacje – po prostu przewodnik po rozwiązaniach i pomysłach sprawdzających się w tej historyjce. „Asterix u Brytów” to możliwość bardziej ekskluzywnego wydania komiksowego zeszytu – dla kolekcjonerów i tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego ta seria bawi tak szerokie kręgi społeczeństwa. Chociaż może tym razem poza Brytyjczykami?...

sobota, 15 marca 2025

Cazenove, Maury: Zombiaczek. Tom 2. Bez serca

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Danie z zombie

Smutny obrazek w tomiku, w którym śmierć jest wszechobecna, pojawia się tylko raz. Margotka, nastolatka, która jest w gruncie rzeczy całkiem zwyczajną dziewczyną rozmiłowaną w modzie gotów, wraca po swoje rzeczy do rodzinnego domu. I przekonuje się, że nic się nie zmieniło: nieobecni w kadrach rodzice wciąż obrzucają się niewyszukanymi inwektywami i tworzą patologiczne stadło – nic dziwnego, że dziewczynie lepiej jest wśród nieboszczyków i przy Zombiaczku. Margotka to dziewczyna wrażliwa, wciąż pisze – ale też angażuje się w codzienność zombie. Obserwuje, śmieje się z przyjaciół, ale przede wszystkim funkcjonuje już bez stresów. Na cmentarzu jej dobrze, nawet jeśli ktoś sadzi zombie, żeby mieć posiłek, a Zombiaczek w przypływie głodu działa jak kosiarka. Tu śmierć jest codziennością – a posiłki bywają jeszcze w momencie ugryzienia żywe, po czym po paru kadrach nic z nich nie zostaje.

Cazenove i Maury nie zamierzają jednak epatować turpizmem. Bawią się czarnym humorem, wykorzystują tematy rzadko eksploatowane w satyrycznych pomysłach. Uczą dystansu i innego spojrzenia na problemy. Śmierć śmieszy – nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale w drugim tomie serii Zombiaczek nie wystarczy już kontrast między rzeczywistością znaną odbiorcom a tą, którą wybiera na swój dom Margotka. Dziwności – chociaż wciąż wypełniają kadry – to za mało, żeby przyciągnąć uwagę. Dlatego też autor wprowadza potężną rywalkę bohaterki. Wysoka niebieska kobieta zombie jest jak superbohaterka, radzi sobie z każdym wyzwaniem i nikt z nią nie wygra. Gorzej, że nowa postać podporządkowuje sobie Zombiaczka – a przecież to miał być ukochany Margotki. Walka o serce Zombiaczka trwa i będzie wymagała pomysłowości, Margotka na szczęście nie podda się w walce o swoje marzenia. Zombiaczek jako taki nie jest ani piękny, ani dobry, ani niezwykły – a jednak to w tym bohaterze durzy się Margotka. Odbiorcom nie trzeba będzie tłumaczyć tych zawiłości. Z jednej strony jest tu codzienność, w której epatuje się śmiercią, z drugiej – bliskie zagrożenie powiązane z nowym rozkładem sił. Na cmentarzu nie ma mowy o nudzie. Cazenove stawia na to, co wiele razy się już sprawdziło: jednostronicowe opowieści komiksowe, w których puenty wybrzmiewają silnie. Liczy się rozrywka i czasami szokowanie czytelników za sprawą wyjaśniania im zawiłości zwyczajów zombie. Lepiej tego komiksu nie czytać przy jedzeniu, bo niekiedy autor planuje obrazowe przedstawienie ofiar (czyli posiłków), nie boi się prezentowania ohydy i brzydoty, zależy mu na odejściu od tego, co faktycznie przerażające – czyli od obecności innych ludzi. Przeważnie owi inni, kiedy trafiają do fabuły, pełnią funkcję posiłków dla zombie. Przed śmiercią czeka ich trochę strachu, po śmierci – nic atrakcyjnego. W tym świecie odnaleźć się może wyłącznie ktoś, kto z żywymi nie mógł się porozumieć. Zombiaczek to wykorzystanie satyryczne tematu śmierci – bardzo udane, chociaż raczej dla nieco starszych czytelników. Tu trzeba pamiętać o wykorzystaniu konwencji dla czystej rozrywki – czarny humor sprawdza się zwłaszcza dzięki ucieczce od tego, co prawdopodobne i eksponowaniu tego, co niezwykłe.

środa, 5 marca 2025

Michele Assarasakorn: Akcja Psiaki. Prija musi zwolnić

Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.

Problemy

Żadna z bohaterek serii Akcja Psiaki nie jest wolna od problemów – czy to w domu, czy w szkole, w relacjach z rówieśnikami czy w podejściu do dorosłych. Teraz czas na Priję, dziewczynę, która urodziła się w Indiach, ale nie pamięta za bardzo tego kraju, a kłopoty sprawia jej porozumiewanie się w ojczystym języku. Prija wyprowadza psy, gra w koszykówkę i wolnego czasu właściwie nie ma – realizuje swoje rozmaite pasje, nie zamierza z niczego rezygnować, zwłaszcza że na wszystkim zależy jej tak samo. Tymczasem koleżanki z Psiaków zaczynają wymyślać zasady dotyczące prowadzenia kont w mediach społecznościowych – owszem, trzeba dotrzeć do fanów, jednak nie uda się wyjść poza najbliższe otoczenie, rzadko kiedy posty stają się viralami, a produkowanie kolejnych wymaga czasu i poświęceń. Prija nie jest w stanie realizować kolejnych wytycznych – niekiedy może coś przygotować, nagrać albo zrobić zdjęcie, ale nie chce spędzać całych godzin na doskonaleniu kadrów czy na szlifowaniu treści, które zamieszczać będzie w internecie na koncie Psiaków. To jedno ze źródeł konfliktu, zwłaszcza że Gabi dopiero teraz dostała od rodziców własny telefon i zachłystuje się jego możliwościami – łamiąc wszelkie zakazy. Inne wiąże się z nieprzyjemną wiadomością dla rodziców: Priję czeka przeprowadzka, a ponieważ w okolicy nie można wynająć domu w dobrej cenie, rodzina musi się przenieść do innej dzielnicy. To oznacza, że Prija zmieni szkołę, albo… zaproponuje inne rozwiązanie. Część odbiorców może być zaskoczona, że samodzielna jazda autobusem dla nastolatek to wyzwanie – jednak również w ten sposób uruchamiają się różnice kulturowe. Trzeba będzie pogodzić dojazdy autobusami z programem treningów (i nauczyć się punktualności, bo przecież autobus nie zaczeka na spóźnialskich). Przez moment Prija będzie się czuć nierozumiana przez przyjaciółki i przez rodzinę – jednak sama dokonała wyboru, jedynego właściwego według niej. Bohaterka tomu „Prija musi zwolnić” przekonuje się, że można pogodzić różne czynności dające satysfakcję i radość, trzeba jednak dobrze opracować plan działania – a zmiany nie oznaczają wyłącznie końca.

Chociaż psiaki pojawiają się tu w postach i zabawnych kadrach, a czasami także w drobnych motywach, nie da się ukryć, że schodzą na dalszy plan – znacznie ważniejsze stają się relacje międzyludzkie i sprawy związane z osobistymi uczuciami, dziewczyna – jak jej koleżanki w poprzednich częściach cyklu – boryka się z niezrozumieniem i samotnością w swoich zmartwieniach czy lękach. Co ważne, każda z bohaterek ma swój charakter i własne problemy oraz wyzwania, każda ma inną energię. Nie przejmują się już tak bardzo układem sił w grupie, wreszcie mogą zająć się sobą – a to oznacza całkiem dużo pracy. „Akcja Psiaki. Prija musi zwolnić” to książka, w której dużo się dzieje, komiks ciekawy dla małych czytelniczek – pełen niespodzianek, ale i praktycznych porad dotyczących zwykłego życia.