* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William Maury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William Maury. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 grudnia 2025

Christophe Cazenove, William Maury: Sisters. Tom 19. Przeprowadzka

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Zmiany

Nie chce się wierzyć, że to już dziewiętnasty zeszyt z przygodami sióstr – ale „Przeprowadzka” to kolejny tom, który może czytelników rozśmieszać. Dwie siostry – starsza, nastoletnia Wendy i młodsza od niej Marine – wciąż się kłócą i przekomarzają, dokuczają sobie wzajemnie i próbują walki na podstępy, a jednocześnie, jak to każde rodzeństwo, kochają się i stają za sobą murem, gdy wymagają tego okoliczności. Zmieni się jednak tym razem rozkład sił: wszystkich czeka przeprowadzka do nowego domu. I nawet jeśli na początku młodsza siostra myślała, że starsza zostanie w starym miejscu zamieszkania, to radości z przeprowadzki nie przyćmi nic.

Cazenove i Maury stali się już znakomitym komiksowym duetem, który nie tylko świetnie ze sobą współpracuje, ale też bardzo dobrze rozumie potrzeby odbiorców. Sisters to seria kierowana przede wszystkim do nastoletnich czytelniczek, ale sprawdzi się nawet jako lektura dla dorosłych – rozrywka trochę w stylu Calvina i Hobbesa czy Fistaszków. Jest tu odrobinę bardziej naiwnie i mniej filozoficznie, ale nie jest gorzej – więc kto sięgnie po taką propozycję, nie pożałuje. Wendy i Marine stają się bliskie odbiorcom za sprawą naturalności i drobnych złośliwości, których sobie wzajemnie nie szczędzą. Młodsza siostra zawsze szpieguje, próbuje znaleźć pamiętnik i poznać sekrety starszej, albo naśladuje ją we wszystkim. Starsza z kolei przeżywa właśnie kryzys w związku ze swoim chłopakiem i wszystko wskazuje na to, że dąży do rozstania – więc Wendy postanawia ratować tę relację. Na wszystko nakłada się rozgardiasz przeprowadzkowy, w sam raz, żeby zaintrygować czytelników i przyciągnąć ich do śledzenia barwnych przygód. W „Przeprowadzce” – jak i w poprzednich tomach cyklu – autorzy stawiają na krótkie, często jednostronicowe historie – kilka lub kilkanaście kadrów pozwala na przemycenie istoty relacji siostrzanych i aktualnych konfliktów lub wyzwań. Do sióstr dołączają przyjaciele – którzy znakomicie rozumieją to, co dzieje się między Wendy i Marine – oraz, od czasu do czasu, rodzice. Przeważnie jednak to świat wolny od dorosłych. Chyba że autorzy akurat wybierają się w nie tak odległą przeszłość i portretują obie siostry jako dorosłe już piękności – bo i tak się zdarza. Poszczególne historie są humorystycznie puentowane, chodzi tu zwłaszcza o wywoływanie śmiechu czytelników – bo przecież nie o pouczanie czy wskazywanie wzorowych relacji. Liczy się zabawa, a tej Cazenove i Maury nie szczędzą. O nastoletnim odbiorcy przypominają też kolory: Sisters to seria barwna, nawiązująca bardziej do lektury dla młodych. A przecież sporą część spostrzeżeń dałoby się spokojnie wykorzystać w uniwersalnej lekturze dla młodszych i starszych. Sisters to ciągła huśtawka emocji, kaskada pomysłów, w których chodzi zwykle o przechytrzenie drugiej strony. Tu nie sposób się nudzić – bohaterki zapewniają sporą dawkę wrażeń. A do tego nic nie rozerwie ich więzi.

sobota, 15 marca 2025

Cazenove, Maury: Zombiaczek. Tom 2. Bez serca

Egmont, Świat Komiksu, Warszawa 2025.

Danie z zombie

Smutny obrazek w tomiku, w którym śmierć jest wszechobecna, pojawia się tylko raz. Margotka, nastolatka, która jest w gruncie rzeczy całkiem zwyczajną dziewczyną rozmiłowaną w modzie gotów, wraca po swoje rzeczy do rodzinnego domu. I przekonuje się, że nic się nie zmieniło: nieobecni w kadrach rodzice wciąż obrzucają się niewyszukanymi inwektywami i tworzą patologiczne stadło – nic dziwnego, że dziewczynie lepiej jest wśród nieboszczyków i przy Zombiaczku. Margotka to dziewczyna wrażliwa, wciąż pisze – ale też angażuje się w codzienność zombie. Obserwuje, śmieje się z przyjaciół, ale przede wszystkim funkcjonuje już bez stresów. Na cmentarzu jej dobrze, nawet jeśli ktoś sadzi zombie, żeby mieć posiłek, a Zombiaczek w przypływie głodu działa jak kosiarka. Tu śmierć jest codziennością – a posiłki bywają jeszcze w momencie ugryzienia żywe, po czym po paru kadrach nic z nich nie zostaje.

Cazenove i Maury nie zamierzają jednak epatować turpizmem. Bawią się czarnym humorem, wykorzystują tematy rzadko eksploatowane w satyrycznych pomysłach. Uczą dystansu i innego spojrzenia na problemy. Śmierć śmieszy – nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Ale w drugim tomie serii Zombiaczek nie wystarczy już kontrast między rzeczywistością znaną odbiorcom a tą, którą wybiera na swój dom Margotka. Dziwności – chociaż wciąż wypełniają kadry – to za mało, żeby przyciągnąć uwagę. Dlatego też autor wprowadza potężną rywalkę bohaterki. Wysoka niebieska kobieta zombie jest jak superbohaterka, radzi sobie z każdym wyzwaniem i nikt z nią nie wygra. Gorzej, że nowa postać podporządkowuje sobie Zombiaczka – a przecież to miał być ukochany Margotki. Walka o serce Zombiaczka trwa i będzie wymagała pomysłowości, Margotka na szczęście nie podda się w walce o swoje marzenia. Zombiaczek jako taki nie jest ani piękny, ani dobry, ani niezwykły – a jednak to w tym bohaterze durzy się Margotka. Odbiorcom nie trzeba będzie tłumaczyć tych zawiłości. Z jednej strony jest tu codzienność, w której epatuje się śmiercią, z drugiej – bliskie zagrożenie powiązane z nowym rozkładem sił. Na cmentarzu nie ma mowy o nudzie. Cazenove stawia na to, co wiele razy się już sprawdziło: jednostronicowe opowieści komiksowe, w których puenty wybrzmiewają silnie. Liczy się rozrywka i czasami szokowanie czytelników za sprawą wyjaśniania im zawiłości zwyczajów zombie. Lepiej tego komiksu nie czytać przy jedzeniu, bo niekiedy autor planuje obrazowe przedstawienie ofiar (czyli posiłków), nie boi się prezentowania ohydy i brzydoty, zależy mu na odejściu od tego, co faktycznie przerażające – czyli od obecności innych ludzi. Przeważnie owi inni, kiedy trafiają do fabuły, pełnią funkcję posiłków dla zombie. Przed śmiercią czeka ich trochę strachu, po śmierci – nic atrakcyjnego. W tym świecie odnaleźć się może wyłącznie ktoś, kto z żywymi nie mógł się porozumieć. Zombiaczek to wykorzystanie satyryczne tematu śmierci – bardzo udane, chociaż raczej dla nieco starszych czytelników. Tu trzeba pamiętać o wykorzystaniu konwencji dla czystej rozrywki – czarny humor sprawdza się zwłaszcza dzięki ucieczce od tego, co prawdopodobne i eksponowaniu tego, co niezwykłe.

środa, 25 września 2024

Cazenove, Maury: Zombiaczek. Zawsze głodny

Świat Komiksu, Egmont, Warszawa 2024.

Z cmentarza

To jest świat funkcjonujący w popkulturze, chociaż do niedawna jeszcze nieobecny w produkcjach dla młodszych odbiorców. Jednak motyw nieumarłych wydaje się być zbyt kuszący, żeby pozostawić go odłogiem, a przy okazji wyzwala nowe możliwości uruchamiania komizmu. Jeśli w dodatku za scenariusz bierze się doskonale czytelnikom znany Cazenove, a za rysunki odpowiada Maury, musi być ciekawie. I faktycznie - wszyscy, którzy cenią sobie dowcip tych twórców, będą usatysfakcjonowani, bez względu na to, ile trupów zjedzą zombie stanowiące trzon historii.

Bo apetyty bohaterowie mają niepohamowane. Nie tylko Zombiaczek, postać, która urodziła się już jako nieumarła, zje wszystkich i w każdych okolicznościach. Jego przyjaciele również podążają za apetycznym widokiem rozkładających się zwłok, a kiedy trzeba - po prostu polują na ludzi, błyskawicznie i bez sentymentów pozbawiając ich życia. W końcu o posiłki trzeba dbać. Zombie robią jednak jeden wyjątek. W ich świat wprowadza odbiorców Margotka. Dziewczyna zafascynowana gotykiem, nastolatka, która nie może wytrzymać w rodzinnym domu, ucieka od rodziców, którzy cały czas się kłócą i nie zauważają nawet, że Margotka się wyprowadziła. Nastolatka pisze wiersze o miłości, a uczuciem - największym - obdarza Zombiaczka. Chce nawet napisać o nim książkę, więc zbiera wszystkie potrzebne informacje, a poza tym poznaje rzeczywistość, do której wkroczyła. Margotka jest przyzwyczajona do tematu śmierci, zombie jej nie przerażają (przynajmniej dopóki nie próbują jej nadgryźć, a próbują tylko w konkretnych okolicznościach), jest tu akceptowana, ceniona i lubiana - a to wystarczy, żeby zostać. Dziewczyna poznaje nowych przyjaciół i ustawicznie konfrontuje się z ich pomysłami, bywa, że mocno szokującymi przynajmniej poza sferą komiksu. “Zombiaczek. Zawsze głodny” to pierwsza część cyklu, który może przypaść do gustu nie tylko nastoletnim gotom - humor tu wprowadzany, mimo całej swojej rubaszności, jest przesycony ironią. Jest tu też - co oczywiste - czarny humor, który wymaga sporej inteligencji i odejścia od schematów. Cazenove jednak nie zamierza obniżać lotów i nawet kiedy wyzwala przy okazji wstręt, potrafi rozśmieszać nawet wymagających czytelników. Tom składa się z krótkich - maksymalnie kilkustronicowych, czasem tylko kilkunastokadrowych historii, które prezentują rzeczywistość Margotki w nowej przestrzeni. Za każdym razem autor sięga po jakiś problem nieistniejący w świecie ludzi (albo zyskujący zupełnie nowe znaczenie w świecie zombie) i proponuje jego humorystyczne rozwiązanie. Ma sporo do powiedzenia o relacjach, które portretuje, więc też i jest w stanie łatwo zaangażować w lekturę odbiorców zafascynowanych innością i mrokiem (przerabianym błyskawicznie na śmiech). Owszem, przydadzą się mocne nerwy, chociaż nawet obrzydliwe sceny związane z ożywionymi zwłokami wypadają bardziej śmiesznie niż strasznie - to seria specyficzna i do pewnych rozwiązań trzeba się tu będzie przyzwyczaić.

Kadry mieszczą mnóstwo szczegółów, wyobraźnia pozwala na ożywianie trupów w sposób niezwykły. Nie tylko śledzenie scenariuszowych pomysłów, ale też samych obrazków będzie się wiązało z zabawą odbiorców. Autorzy przygotowali mnóstwo niespodzianek i zaskoczeń - a przeniesienie akcji na cmentarz urozmaica bardzo przyjemnie komiks. Zdecydowanie seria o Zombiaczku wyróżnia się na rynku wydawniczym i zasługuje na uwagę.

sobota, 18 maja 2019

Cazenove, William: Sisters. 12: Nadciąga tornado

Egmont, Warszawa 2019.

Siostrzane uczucia

Dwie siostry, nastoletnia Wendy i kilkuletnia Marine po dekadzie brykania w komiksach przenoszą się na mały ekran. Jednak fani komiksów otrzymują kolejny – dwunasty już – tomik przygód sisters, który bardzo przekonująco pokazuje relacje między dziewczynami. W „Nadciąga tornado” Cazenove i William bardzo mocno skupiają się na relacjach towarzyskich: obie bohaterki od dawna mają swoje własne grona przyjaciółek, z którymi spędzają czas i wymieniają się tajemnicami, w tym tomiku jednak niemal w każdej drobnej historii Wendy i Marine spotykają się z koleżankami i dzielą przemyśleniami na temat swojej sister. Zresztą owe koleżanki też nie są dla sióstr anonimowe i mimo różnic wieku czasami wdają się w kolejne zabawy, dzikie wybryki albo podstępy. Ponieważ autorzy wprowadzają do tej książki tak wiele postaci „z zewnątrz”, przestają stronić też od rodziców sióstr. Mama i tata wychodzą z cienia, przestają być głosami spoza kadru, chociaż na razie nie widać ich twarzy: zwykle stoją tyłem do oglądających rysunki i wyrażają swoje opinie na temat wybryków dziewczynek lub wydają polecenia. Świat dorosłych to coś, co z reguły trafia do opowiastek tylko w refleksjach na temat przyszłości: wtedy księżniczkowo piękne Wendy i Marine mogą „przekonać się”, ile sensu miały ich rojenia z najmłodszych lat.

„Nadciąga tornado” to książka, w której równie silnie jak relacje towarzyskie wybrzmiewa motyw Halloween – staje się niemal kwestią wiodącą wielu fabułek. Polega zwykle na przebierankach i próbach przechytrzania sąsiadów, tak, żeby zebrać jak najwięcej słodyczy. Z tej rozrywki cieszy się najbardziej Marine, która na zbieranie cukierków pragnie wybiec już rano – ale Wendy też dotrzymuje jej kroku, nawet jeśli udaje, że jest już na to zbyt dorosła. Wszyscy chętnie przebierają się za upiory, wampiry, szkielety i zjawy – jakby autorzy poczuli, że to temat, który ma potencjał satyryczny i będzie zapładniać wyobraźnię odbiorców. Halloweenowe przebrania oraz zwyczaje stają się kanwą kolejnych refleksji na temat relacji między siostrami. Wiadomo, że jedną z nich najbardziej przerazi możliwość przechwycenia pamiętnika – więc można spokojnie oddawać się zabawie i pałaszowaniu słodyczy.

Wendy i Marine codziennie razem szaleją, bawią się, chociaż różnica wieku między nimi jest dość spora – jednak obie siostry się uwielbiają, bez względu na codzienne bójki, awantury i podstępy. A skoro są dla siebie tak ważne, muszą realizować wzajemnie swoje szalone pomysły. Marine jest prowodyrką wybryków, jednak Wendy obiera częściej strategie mające na celu zmęczenie siostry. Czasami czuje się wyjątkowo dorosła, kiedy szuka sposobu na uniknięcie tornada w postaci kilkulatki – innym razem wciela w życie własne plany mające na celu sprowokowanie niby-awantury. Z tymi siostrami nikt nie będzie się nudził, bohaterki pokazują, jak wygląda codzienność z nastolatką i kilkulatką. Komiks oparty został na bardzo prawdziwych obserwacjach, chociaż w sporej części żartów czerpie też – co oczywiste – ze stereotypów. Przerysowania jednak nie zaburzają poczucia prawdopodobieństwa, nie ma tu scenek wydumanych, za to jednostronicowe historyjki są starannie przez autorów puentowane. Nic dziwnego, że seria Sisters zdobyła ogromną popularność – cieszy się uznaniem odbiorców z różnych grup pokoleniowych, bo też i każdy kojarzy podobne wydarzenia z najbliższego otoczenia albo ze wspomnień z dziecięcych lat. „Nadciąga tornado” to kolejny tom, który nie zawodzi.

czwartek, 20 grudnia 2018

William, Cazenove: Sisters. 9. Plątać się pod nogami

Egmont, Warszawa 2018.

Pojedynek na spryt

Połączenie w jednym komiksie dziecka i nastolatki wydawało się przez długi czas niemożliwe. Do kultowych „dziecięcych” opowieści – Fistaszków czy Calvina – nie miał wstępu nikt, kto skończył dziesięć lat i wyrósł ze świata marzeń. Dorośli zyskali swoje „korporacyjne” komiksy (przygody Dilberta). Nastolatki – podstawowa grupa odbiorców gatunku – na brak reprezentantów w tego typu historiach narzekać nie mogą. I kiedy wydawało się, że podział może się tylko zaostrzać, pojawiły się Sisters – Wendy i Marine, siostry, które eksperymentują z lawirowaniem między dzieciństwem i dorosłością, a w rzeczywistości przypominają czytelnikom o sielance i przechodzeniu do wieku dojrzewania.

Mała Marine, jak przystało na irytującą kilkulatkę, zajmuje się zatruwaniem życia starszej siostrze, Wendy. Podkrada jej pamiętnik, przeszkadza w spotkaniach towarzyskich, krytykuje za związek z Maksencjuszem. Jest nieznośna, a do tego dysponuje całym arsenałem sztuczek, dzięki którym zwraca na siebie uwagę. W zabawach Marine preferuje to, co brudne, głośne i szalone. Bez przerwy biega i skacze, wszędzie jej pełno, nie lubi tracić czasu na sen. A do tego Wendy uważa za autorytet, chce ją we wszystkim naśladować, choć nie przyzna się do inspiracji. Wendy z kolei wprawdzie ma już własny krąg znajomych i nie potrzebuje w nim nieznośnego dzieciaka, okazuje się często bardzo wyrozumiała. To ona wie, jak najlepiej poskromić Marine i jakich podstępów użyć, żeby mała nie przejrzała prawdziwych planów. Tu odkrywa się prawdziwy pojedynek na spryt. Czasami dzięki Marine Wendy też może zachowywać się jak rozkapryszone dziecko, dołączyć do dzikich gonitw po domu i do wrzasków. Wtedy łatwiej jej zrozumieć kilkulatkę i budować siostrzane więzi. Chociaż zwykle Wendy i Marine prezentowane są jako antagonistki, nie – na poważnie, są sobie potrzebne. Dziewiąty tom serii, „Plątać się pod nogami”, jako nadrzędny temat ma przygotowania do szkolnego balu, w którym obie bohaterki wezmą udział. Tu dziewczyny zaczynają współpracować, żeby osiągnąć swoje cele (zwłaszcza – przekonać niechętnych tańcom chłopaków do wspólnego wyjścia). Razem mają ogromną siłę przebicia, a i zestaw oryginalnych pomysłów. Nie zmienia się forma: dalej sytuacje z codzienności Wendy i Marine przedstawiane są w stronicowych historyjkach, pojedynczych scenkach bez tytułu czy sygnału wstępu, za to z wyraźną komiczną puentą na finał. Czasami Wendy relacjonuje coś z perspektywy czasu, kiedy obie Sisters są pięknościami już dorosłymi i zanika naturalna granica podziału między nimi.

To publikacja przeznaczona dla odbiorców w różnym wieku, dla wszystkich, którzy chcą się pośmiać z obyczajowych przygód z życia wziętych – nie ma tu wydumania w tematach, jedynie przerysowanie znanych czytelnikom lub prawdopodobnie dla nich brzmiących scenek. Bajkowa i ekspresyjna kreska oraz kolory to odejście od tradycji Schulza (za to ukłon w stronę „Asteriksów”) – ale nie ma tu wrażenia kreskówkowatości: tomik jest starannie dopracowany, widać, że pomysł na kreacje postaci ma ogromny rozrywkowy potencjał, a autorzy dobrze się bawią przy relacjonowaniu wyczynów Wendy i Marine. Potęga sióstr w krzywym zwierciadle to propozycja, której trudno się oprzeć – więc te dwie bohaterki z każdym kolejnym tomikiem cyklu mogą zdobywać nowych fanów.


sobota, 24 grudnia 2016

Christophe Cazenove, William Maury: Sisters. Tom 5: W centrum uwagi

Egmont, Warszawa 2016.

Ładny gips

Sisters, czyli Wendy i Marine to dwie bohaterki, które do komiksu wprowadzają zawsze kłótnie, chaos, rywalizację i mnóstwo śmiechu. Pogodzenie nastolatki i kilkulatki to zadanie niemożliwe do wykonania, zwłaszcza że dwie siostry są bardzo pomysłowe, znają nawzajem swoje słabe strony i nie zamierzają iść na żadne ustępstwa. W domu Wendy i Marine trwa ciągła próba sił, ku uciesze odbiorców, którzy z każdą stroną otrzymują kolejną puentę – ai kolejną historyjkę z życia wziętą. Czytelnicy, którzy mają rodzeństwo, będą tylko kiwać głowami z uznaniem dla celności obserwacji autorów. Tomik piąty, „W centrum uwagi”, tylko potwierdza wysoką jakość historii – i poziom komizmu.

Przygody Wendy i Marine to zwykłe codzienne wybryki. Dziewczynki czasami popadają rodzicom lub nauczycielom, a między sobą prowadzą skomplikowaną grę. Marine zawsze próbuje czytać pamiętniki Wendy, Wendy wykorzystuje pozycję (spryt i wiedzę) starszej siostry, gdy trzeba wymigać się od sprzątania i wrobić w niechciane zadanie młodszą towarzyszkę. Obie mają też swoje grona przyjaciółek – i oczywiście Marine próbuje przebić się do nastolatek, znajomych Wendy, a Wendy usiłuje pozbyć się smarkatych koleżanek Marine. Tematów do śmiechu nie brakuje. W tomiku „W centrum uwagi” pojawia się jednak motyw wiążący część komiksów. Marine łamie sobie nogę i spędza czas w gipsie. Nie przeszkadza to w snuciu kolejnych intryg, a otwiera nowe pole dla żartów. Gips wcale nie musi być ograniczeniem w codziennych wybrykach. I tak „W centrum uwagi” to zestaw nowych żartów w oparciu o sprawdzone kreacje.

Seria Sisters to propozycja dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Odbiorcy z różnych grup wiekowych docenić mogą zwłaszcza prawdziwość obserwacji – prawdzie doprowadzonych do karykatury, ale mocno też zakorzenionych w zwyczajnym życiu Autorzy pokazują, jak dobrze znają relacje między rodzeństwem – i Wendy, i Marine wypadają bardzo realnie. Dla równowagi Marine czasami ma przebłyski dojrzałości (jest w końcu bystra i część zachowań może podpatrywać u siostry i jej koleżanek), Wendy momentami dziecinnieje – i nie jest to zjawisko obce nastolatkom. Autorzy przypisują im też typowe zainteresowania: Wendy wzdycha do Maksencjusza (znów nastolatka, który stanowi komiczny portret przedstawicieli pokolenia), Marine zajmuje się swoim ukochanym pluszakiem.

Trwa w tej opowieści podzielonej na minikomiksy niekończący się pojedynek. Żadna z bohaterek nie wygrywa z definicji, każda ma swoje silne i słabe strony – i w zależności, o co akurat toczy się walka, może coś zyskać lub stracić. Gra nie toczy się o wysokie stawki w szerszej perspektywie – nie ma znaczenia ani to, że Wendy straci w nocy kołdrę, ani to, że Marine rozbije skaner taty. To wszystko to jednorazowe wybryki, które nie mają poważniejszych konsekwencji. Wendy i Marine prezentują więc kwintesencję dzieciństwa. W sensie genologicznych pochodzą od Fistaszków i Calvina z Hobbesem – tyle że Cazenove i William wprowadzają tu jeszcze postać nastolatki i bardziej uściślają otoczenie. Dochodzą też kolory – zresztą w stylu te komiksowe historyjki nawiązują trochę do starannych kreskówek (z perfekcyjnie przerysowanymi emocjami). Sisters w formie mogą się zagubić w szeregu komiksowych zeszytów dla dzieci – warto więc pamiętać o uniwersalności tej serii i przeznaczeniu dla różnych grup wiekowych. William i Cazenove doskonale się bawią światem beztroskiego (według dorosłych) dzieciństwa i tworzą bardzo trafną satyrę na rodzeństwa. „W centrum uwagi”, piąty zestaw historyjek o dwóch siostrach, to niezawodny sposób na poprawę humoru i propozycja pełna trafnych puent. Takie historyjki rozgrywają się bez przerwy – teraz stają się inspiracją dla autorów i zyskują perfekcyjne odbicie w cyklu komiksów. Marine i Wendy to kolejne bohaterki, które mogą przejść do klasyki komiksów satyrycznych.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Cazenove, William: Sisters. Tom 4: Wszystko gra

Egmont, Warszawa 2016.

Rodzeństwo

Sisters pokazują, na co je stać. Wendy i Marine w swoich codziennych przekomarzaniach i pomysłach są bardzo prawdziwe, ten komiks jest jak rejestr typowych scenek z życia rodzeństw. Wendy jest nastolatką, ale nie na tyle dorosłą, żeby ostatecznie wyrzec się dziecięcych przyjemności i zachowywać spokój w odpowiedzi na zaczepki Marine. Marine z kolei to kwintesencja kilkulatki, która może – dzięki starszej siostrze – zajrzeć do nieodległej przyszłości. Dziewczyny bardzo się kochają, ale od czasu do czasu muszą się sprzeczać, choćby dla zachowania równowagi (i upewnienia rodziców, że się kochają). Znajdują mnóstwo sposobów, żeby sobie dokuczać, zupełnie niegroźnie.

Piesek dziadków, pozostawiony na kilka dni pod opieką Wendy i Marine, pokazuje, że sister można wytresować. Poza tym Marine odkrywa, ile zdziała płaczem, zachwyca się pięknem kamieni i udaje, że nie zależy jej na ukochanej maskotce. Wendy zna wady swoich rówieśniczek (kiedy trzeba je obrzydzić Marine), wymyśla sposób na opanowanie strachu przed klasówką z matematyki i na zajęcie młodszej siostry. Kiedy Wendy i Marine są razem, to już prawdziwy koncert pomysłów i wyścig podstępów. W tej rywalizacji szanse są wyrównane, a każda z postaci potrafi wykorzystać trafne obserwacje i wrodzony spryt. Umieją wyciągać wnioski z codzienności, a efekty ich działań zwykle są komiczne. Sisters to nieustający pojedynek dwóch bliskich sobie postaci. Tomik „Wszystko gra” jest już czwartym zestawem dobrze puentowanych historyjek. I okazuje się, że Cazenove i William wciąż mają pomysły na twórcze prowadzenie bohaterek. Nie powtarzają się, a chociaż czasami pomagają sobie przez wprowadzanie nowych tematów – w tym wypadku to najpierw piesek dziadków, a później zima – poruszają się w jasno określonym kręgu motywów. Wybryki Wendy i Marine czasem kończą się kompletnym wyczerpaniem, innym razem satysfakcją jednej ze stron. Nie ma tu okrucieństwa czy znęcania się, nawet najbardziej ostre konflikty mieszczą się w granicach zwykłych rodzinnych scenek. Owszem, autorzy posługują się karykaturą, przede wszystkim po to, żeby wyolbrzymić uczucia postaci i ich reakcje. We „Wszystko gra” znajdzie się wiele powodów do śmiechu. Tutaj powtarza się znany z poprzednich części cyklu rytm, jedna strona to jeden komiks, jedna zgrabnie puentowana historyjka. Z rzadka są to pełnostronicowe kadry, częściej opowiastki z nieoczywistymi finałami. Cazenove i William operują stereotypem rodzeństwa, a przecież unikają męczącej przewidywalności. Bardzo często udaje im się ukryć intencje bohaterek aż do rozwiązania akcji, co sprawia, że po serię sięga się z taką samą przyjemnością jak po przygody Calvina i Hobbesa czy Fistaszki – to jest bez względu na wiek.

We „Wszystko gra” akcja toczy się wokół pomysłów Wendy i Marine – dużo rzadziej pojawia się tu Maksencjusz oraz przyjaciółki starszej dziewczynki. Rodzice są zwykle poza kadrami i ujawniają się, by podkreślić, o co toczy się gra. Bohaterki mimo zróżnicowania wieku lubią się bawić, unikają też zgodnie obowiązków domowych iw tym są bardzo kreatywne, a każda wykorzystuje inne, dostępne sobie środki. Autorzy operują w tych komiksach komicznymi niespodziankami, odnoszą się do znanych odbiorcom sytuacji. Wendy i Marine zawsze popisują się wyobraźnią, nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. To bohaterki z młodzieżowego kolorowego komiksu, ale warto im się przyjrzeć. Tomik zawiera bardzo ciekawe obserwacje socjologiczne. Przygotowany jest tak, by dostarczać rozrywki, ale nie przestaje przy tym być prawdziwy i uniwersalny. Wendy i Marine powinny trafić do szeregu satyrycznych komiksowych postaci dla wszystkich spragnionych zabawy. To humor na wysokim poziomie i czytelnicy szybko przekonają się do całego cyklu. „Wszystko gra” to celny obraz rodzeństwa, pełen dobrych żartów.

piątek, 25 marca 2016

William, Cazenove: Sisters. Tom 3. To ona zaczęła!

Egmont, Warszawa 2016.

Spory

Wendy i Marine niby bardzo się różnią – to nastolatka i kilkulatka – ale jako siostry potrafią też być nie do odróżnienia. Obie lubią oglądać telewizję, nie cierpią gotowanych warzyw, a zimą zjeżdżają z górki na… workach ze śmieciami. Stale też ze sobą rywalizują – Wendy czasem chce się pozbyć infantylnej Marine, żeby móc spotkać się z przyjaciółkami, Marinie nie rozumie, o co chodzi w modzie. Na szczęście potrafią też zgodnie pracować, choćby przy budowaniu domku w lesie czy wybieraniu prezentów gwiazdkowych. Tworzą ciekawy duet, do polubienia przez dzieci, młodzież i dorosłych. Na rynku ukazał się trzeci tom serii Sisters, „To ona zaczęła” – i Cazenove oraz William nie zwalniają tu tempa ani nie zaczynają się powtarzać. Proponują serię stripów (w większym niż gazetowy rozmiarze) z życia wziętych i trochę wyostrzonych dziecięcych przygód. Każde doświadczenie Wendy i Marine jest podporządkowane śmiechowi i odpowiednio puentowane. Autorzy sprawiedliwie śmieją się raz z młodszej, raz ze starszej bohaterki, a niekiedy obiektem drwin czynią je obie, nie ma tu natomiast bezbarwnych obrazków rodzajowych. Wszystkie historyjki służą rozrywce odbiorców, funkcjonują też jednak jako trafne odzwierciedlenie realnych sytuacji i relacji siostrzanych – twórcy tego komiksu okazują się dobrymi obserwatorami i satyrykami równocześnie. Tematem tych stripów jest domowa codzienność. Dziewczyny zamieniają się z grzecznych przyjaciółek w diablice, gotowe wykorzystać każdy słaby punkt przeciwnika. Wiedzą o sobie wszystko, nie mają zatem problemu z odnalezieniem odpowiedniej strategii byle osiągnąć cel. Autorzy nawiązują w tej części do znanych zabaw (Marine przedrzeźniająca Wendy), do motywu pluszaków i maskotek (Marine może zabrać zabawki nawet do kina, ale i Wendy czasem ich potrzebuje) czy do robionych sobie wzajemnie kawałów.

Kreacje w tym komiksie są przekonujące nawet jeśli w warstwie graficznej króluje przerysowanie. Wendy i Marine w wyglądzie są kreskówkowe (widać to zwłaszcza przy uzewnętrznianiu przez nie emocji), ale w zachowaniach i postawach bardzo prawdziwe. Sam sens i przesłania stripów spodobają się dorosłym odbiorcom, warstwa graficzna w dużej mierze skrywa żarty dla dzieci. Ładnie odróżnia się tu maluchy od nastolatek (a te – od dorosłych), widać w tym procesie nawiązania do superbohaterów. Sisters to seria świetnie przygotowana i nic dziwnego, że podbija rynek komiksowy: do tej pory dziewczyny nie miały tak wyrazistych przedstawicielek w rysunkowych cyklach.

„Sisters. To ona zaczęła” nie rozczarowuje. Każda strona to osobna przygoda, której treść w pewnym stopniu zapowiada miniaturowa i dyskretna ikonka z królikiem – maskotką Marine. William i Cazenove wybierają typowe dla rodzeństwa sytuacje, a przecież przez uniwersalność wcale nie tracą indywidualizmu bohaterek. Przy okazji warto też zaznaczyć ogólną atmosferę tomiku (i cyklu). Wendy i Marine zdolne są pokłócić się lub pobić, wykręcać sobie nawzajem różne numery i uprzykrzać egzystencję na wiele sposobów – ale bardzo się kochają i nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Nie są idealne i tak samo nieidealnie wypadają ich relacje – a to sygnał prawdziwości. „To ona zaczęła” to tomik, który ma służyć rozrywce i to zadanie bardzo dobrze spełnia. Cykl Sisters wyrasta na przygodach Fistaszków i Calvina, ale jest utrzymany w zupełnie innej stylistyce, przyciągnie więc do lektury następne pokolenia odbiorców, przyzwyczajonych do kreskówkowej ekspresji. Ta bardzo pasuje do pomysłu na przedstawianie sióstr.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Christophe Cazenove, William Maury: Sisters. Będzie zabawa

Egmont, Warszawa 2015.

Spory na wesoło

Sisters są jeszcze dziećmi, więc też dziecinne są ich codzienne kłótnie. Dziewczyny rywalizują o wszystko – o dostęp do komputera po odrobieniu lekcji, o kosmetyki, o to, która wymyśli lepszy prezent na Dzień Matki. Nie szczędzą sobie bijatyk. Mają też podobny stosunek do sprzątania, zdrowej żywności czy mody. Młodsza, Marine, zwykle chce naśladować Wendy – co starszą sister często irytuje. W efekcie krótkie komiksy o codziennych przygodach tych dwóch bohaterek są śmieszne, dynamiczne i… bardzo prawdziwe.

Decydując się na dwie postacie, nastolatkę i kilkulatkę, autorzy cyklu zyskali podwojoną płaszczyznę stereotypów do wykorzystania i wyśmiania. Nastolatka to „światowe” przyjaciółki, hołdowanie modzie, pryszcze i pierwsze miłości. Kilkulatka bawi się jeszcze zabawkami (chociaż dzięki starszej siostrze interesuje się urodą). Obie są dziećmi – dochodzi zatem obowiązkowo konflikt z rodzicami (niemal stały składnik historyjek, najlepiej warunkuje bowiem siostrzane porozumienie – wiele razy sisters będą zawierać ze sobą sojusze czy chwilowe zawieszenia broni dla uniknięcia kary lub gniewu dorosłych). Autorzy dołączają tu jeszcze temat przewijający się w tle: szkoła sprawia, że rozbrykane dziewczyny mają i wspólne „problemy” (w postaci zadań do odrobienia). W cyklu Sisters jest zawsze wesoło, zawsze energicznie i zawsze bardzo prawdziwie, mimo że sylwetki bohaterek stanowią literackie karykatury. To zresztą spora pomoc w budzeniu śmiechu – autorzy przekonują do siebie autentycznością i rozmachem w kreowaniu codzienności sióstr.

Kiedy Wendy i Marine tworzą wspólny front przeciwko rodzicom, pomagają sobie nawzajem gdy trzeba – ale są dwiema indywidualnościami z silnymi charakterami. Tym zabawniej obserwować ich perypetie. Nie ma w tym komiksie spraw wielkich i politycznych – jak u Mafaldy, nie ma filozofii życia jak w Fistaszkach. Autorzy koncentrują się na detalach znanych wszystkim niezależnie od wieku, więc też ich komiks bardziej niż inne nadaje się dla małych czytelników. Nie da się jednak stwierdzić, że wyłącznie dla nich, bo i dorośli ubawią się, śledząc przygody bohaterek. Rozszerzaniu kręgu odbiorców sprzyja tu krótkość komiksów – to wypadkowa z gazetowych stripów oraz typowych komiksowych historyjek: żaden motyw nie przekracza tu jednej strony A4 (od czasu do czasu to pojedyncze kadry na całą stronę). Dzieci nie zmęczą się lekturą dającą się podzielić na małe porcje, dorośli docenią tempo i liczne puenty. O te Cazenove i William Maury bardzo dbają – bo śmiech ma stanowić podstawowy walor serii. W „Będzie zabawa” nie ma co do tego żadnych wątpliwości. A jest to śmiech różnych gatunków: raz pochodzi z beztroskiej dziecięcej radości, naiwności i swobody, raz z szyderstwa i zastawianych na siebie pułapek. Siostry czasami przewidują najbliższą przyszłość (wiedzą, jakie będą konsekwencje ich czynów, mogą bez trudu odgadnąć reakcję sister na wybryk).

Autorzy odrzucają tu poprawność polityczną i aspekty wychowawcze: siostry nie stanowią podręcznikowo grzecznego rodzeństwa, często się biją, a gdy są wściekłe, ich twarze wykrzywiają się w nienaturalnych grymasach. Nie jest to więc komiks pod względem graficznym przesłodzony: „dziecięcym” akcentem są tu kolory – ale tylko z nimi można w pełni docenić bogate w szczegóły kadry. Styl ilustrowania jest bliski kreskówkom, ale jakość humoru nie pozostaje bez znaczenia w czytelniczych wyborach. Sisters doskonale pokazują odwieczne mechanizmy i relacje między młodszymi członkami rodzin. Autorzy zgrabnie wykorzystują stereotypowe sytuacje i scenki, jakie zaobserwować można w każdym domu. Wyostrzają je śmiechem i sprawiają, że wszyscy mogą potraktować cykl Sisters jako lekturę o rozrywkowym charakterze, a i celnych spostrzeżeniach. Uwaga: łatwo się do tych przygód przywiązać.

czwartek, 24 grudnia 2015

Christophe Cazenove, William Maury: Sisters. Podobieństwo rodzinne

Egmont, Warszawa 2015.

Spory

Starsza Wendy i młodsza Marine to dwie siostry, które podbijają świat komiksu. Dziewczyny przeżywają rozmaite i bardzo liczne konflikty, często się z sobą kłócą, ale równie często sobie pomagają. Wykorzystują rozmaite fotele, żeby przechytrzyć drugą stronę – albo tę wścibską, albo tę nieprzychylnie nastawioną do kolejnego pomysłu. I sprawiają, że przy lekturze każdy się uśmiechnie. Autorzy cyklu Sisters, Christopher Cazenove oraz William Maury, wykazują się niezłym zmysłem obserwacji i znajomością stereotypów oraz praw satyry przy konstruowaniu tych króciutkich historyjek.

Tom pierwszy, „Podobieństwo rodzinne”, jest zestawem migawek z życia nastolatki i kilkulatki. Autorzy decydują się na jednostronicowe historyjki (czasem to wręcz tylko komiksowe rysunki satyryczne, pojedyncze kadry z zanotowaną celną obserwacją). Dzięki wyraźnemu określeniu postaci zyskują od razu kilka możliwych punktów wyjścia, tematów jak najbardziej naturalnych i spodziewanych przy takich bohaterach. Dziewczyny będą więc walczyć o kosmetyki i ciuchy, uciekają się do podstępów, żeby wywalczyć to, co dla nich ważne. Starsza jest zakochana w Maksencjuszu, więc młodsza chciałaby przeczytać jej pamiętnik, młodsza pozuje czasem na gwiazdę show-biznesu, nawet o trzeciej w nocy. Na porządku dziennym są spory – ale bohaterkom zdarza się też współpracować, zwłaszcza gdy muszą przekonać do czegoś rodziców. Marine nie boi się robali, pomoże więc Wendy pozbyć się z pokoju wielkiego pająka, z kolei Wendy podpowie, jak zachowują się top modelki. W Sisters mnóstwo jest przykładów siostrzanej lojalności – niemal równie dużo, jak konfliktów o byle co. Dziewczyny wybierają proste rozrywki, nie wychodzą poza sferę domowości. Mają problemy, gdy rodzice nie chcą się zgodzić na komórkę czy psa, wszystko jest więc utrzymane raczej w tonie beztroski i radości dla każdego odbiorcy, bez względu na wiek.

Autorzy tworzą pełnostronicowe i dobrze puentowane historyjki, za każdym razem komizmotwórczy akcent staje się jasny w puencie i stanowi równocześnie przekonujące podsumowanie siostrzanych relacji. Chociaż w świecie Wendy i Marine wszystko rozgrywa się na serio, dla czytelników oczywiste staną się rozmaite wyjaskrawienia i koloryzowanie. Wszystko służy uwypukleniu dowcipu, a bohaterki idealnie pokazują relacje między każdym rodzeństwem. Zdarza się też, że autorzy wybierają zaskoczenie w puentach, proponując mniej spodziewane oceny sytuacji – to po to, żeby czytelnikom nie znudziło się stałe przełamywanie stereotypowych postaw. Takie urozmaicenie bardzo dobrze wpływa na komizm książki i sprawia, że szeroka grupa odbiorców zwyczajnie polubi serię Sisters.

Ilustracje są tu kreskówkowe i karykaturalne, co widać zwłaszcza w scenach bójek czy wściekłości bohaterek. Ważne, że nie należą do kiczowato przesłodzonych: to nie tylko propozycja dla małych wielbicielek kucyków i księżniczek. Kolor i format wskazują na dziecięco-młodzieżowych odbiorców, ale Sisters rodzajem dowcipu i konstrukcją dałoby się porównać do Calvina czy Fistaszków – na razie jeszcze zbyt czytelne są tu pomysły, ale komiks ma potencjał i może znaleźć fanów również poza dziecięcą grupą wiekową. Autorzy świetnie podkreślają i logikę dziecięcą w zderzeniu z dorosłym światem, i sposób rodzenia się sporów. A przy tym mogą przyciągnąć ciepłem i wsparciem – dziewczynki zawsze poświęcają się dla siebie nawzajem, nawet jeśli początkowo nie mają na to ochoty. „Podobieństwo rodzinne” to tomik obiecujący – sprawia, że chce się sprawdzić, co do zaoferowania będą mieć autorzy w kolejnych publikacjach. Nie tylko za udane obserwacje można ten autorski duet polubić.