* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beccy Blake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beccy Blake. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2026

Beccy Blake: Kurze Wzgórze. Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom

Kropka, Warszawa 2026.

Eskapady

Dawno minęły czasy, kiedy na rynku komiksowym działo się niewiele. Dzisiaj każdy młody odbiorca może wybrać sobie ulubionych bohaterów i nie jest skazany na dyktaturę wielkich koncernów. Co więcej – minęły czasy przekonań, że komiksy nie mogą być traktowane jako rozwojowe. A to oznacza, że można z powodzeniem wrócić do zakazanych kiedyś rozwiązań. „Kurze Wzgórze. Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom” to drugi tom – z trzema historyjkami Beccy Blake. Zwierzęta Ferdka, w tym bez przerwy puszczająca bąki mopsica Gryzia – wikłają się w kolejne przygody z królestwa absurdu i dowcipu.

Najpierw trzeba uratować zamarznięte wiewiórki. Ponieważ spadł śnieg, wszyscy chcą się bawić – ale w drzewie znajduje się tajemnicza dziupla, którą warto sprawdzić jako potencjalną kryjówkę. Tak bohaterowie trafiają do krainy, w której rządzi Zimna Stopa – i przekonują się, że olbrzymi potwór zamienia w bryły lodu wszystkich, których chce przytulić – zwłaszcza biedne mieszkanki drzewa. Wiewiórkom pomoc jest potrzebna, ale zwierzęta Ferdka potrzebują też jego samego, żeby przypadkiem nie podzielić losu wiewiórek. Druga historia dotyczy buntu ślimaków. Śluz ślimaków staje się modnym i pożądanym składnikiem nie tylko w branży beauty, dla Ferdka wynalazcy to niezbędne paliwo do kolejnych eksperymentów. Ale ślimaki wcale nie są głupie – kiedy tylko orientują się, że ich przeznaczeniem według bohatera ma być tylko i wyłącznie praca ponad siły i zero praw pracowniczych, postanawiają coś zmienić. Bunt to prosta droga do wpadnięcia w pułapkę zastawioną przez dwa szczwane lisy – wyjątkowo perfidnych bohaterów. To z kolei sprawia, że Fredek musi uratować swoje ślimaki i dojść z nimi do porozumienia w kwestii oczekiwań i obowiązków. Z kolei nawiązaniem do rzeczywistości spoza Kurzego Wzgórza jest trzecia historyjka, „Kim jest Łapksy”. W miasteczku pojawia się twórca malunków na murach – ma olbrzymi talent i tworzy dzieła, które podobają się wszystkim. Działa pod osłoną nocy i nie chce zdradzić swojej tożsamości, ale tak się składa, że prace Łapksego padają łupem żądnych bogactwa koneserów sztuki. Trzeba więc spróbować odgadnąć tożsamość Łapksego – a najlepiej ruszyć jego tropem i zamiast zgadywać, dowiedzieć się, kim ten bohater jest.

Beccy Blake w tomie „Na ratunek zamarzniętym wiewiórkom” popisuje się humorem bezkompromisowym, tempem akcji i rozwiązaniami, które bez wątpienia spodobają się najmłodszym odbiorcom. Chodzi o to, żeby zaprosić dzieci do czytania dzięki kolejnym niespodziankom i zaskoczeniom, a także barwnym rysunkom niekoniecznie „grzecznym” czy poprawnym politycznie. Autorka proponuje odbiorcom zestaw historyjek dowcipnych, przygotowanych przede wszystkim dla rozrywki – tu nie chodzi o przekazywanie mądrości ani o edukowanie – nawet jeśli główny ludzki bohater jest wynalazcą. Liczy się śmiech pozbawiony dodatkowych wytycznych. Na szczęście – bo dzięki temu łatwiej będzie przekonać dzieci do czytania, a dodatkowo mali odbiorcy zyskają nową lubianą oryginalną serię. Beccy Blake chce wracać do klasyki – pokazuje, że dobrze rozumie poczucie humoru najmłodszych, a do tego popisuje się celnymi obrazkami, w kadrach potrafi skrótowo prezentować emocje bohaterów i ich przeżycia. I dzięki temu zyskuje grono fanów.

wtorek, 17 lutego 2026

Beccy Blake: Kurze wzgórze. Kaktus zombie atakuje

Kropka, Warszawa 2026.

Królestwo wyobraźni

W tym komiksie – a właściwie w serii komiksowej – tytuł jest bez wątpienia najlepszy. „Kurze wzgórze” to coś, co przyciąga wzrok. A ponieważ tytuł tomu to „Kaktus zombie atakuje”, młodzi odbiorcy mogą być pewni, że tu rutyny i nudy nie będzie. Dorośli mogliby bardziej sceptycznie podchodzić do lektury, ale umówmy się – Beccy Blake do dorosłych się absolutnie nie kieruje. Mamy tu kilkoro bohaterów, którzy przeżywają najbardziej fantastyczne przygody, jakie tylko da się wymyślić – Ferdek to mały wynalazca i główny napęd akcji. Kroku dotrzymują mu dzielne zwierzaki – mops Gryzia znany z puszczania bąków i kot Dzwonek, który przeważnie zajmuje się zapadaniem w drzemki. Cała ferajna doskonale się bawi, chociaż nie zawsze wszystko idzie po myśli postaci. A to kosmici przylatują, żeby pozbawić świat pieczonej fasoli, a to dom przenosi się do krainy ożywionych kaktusów – które na pewno nie mają dobrych zamiarów, a to żaba wyciągnięta ze stawu okazuje się tajemniczym władcą o wyjątkowo złośliwym charakterze. I tak za każdym razem dzieje się coś, co wywraca świat bohaterów do góry nogami, nakazuje połączyć siły i wytężyć umysł, żeby uniknąć przykrego losu. Przy okazji zawsze jest zabawnie – nie tylko sarkastyczni główni bohaterowie wymieniają się komentarzami na temat aktualnego stanu rzeczy, ale całość oceniają jeszcze dwa złośliwe ślimaki. W ogóle postaci z drugiego planu jest tu całe mnóstwo, a każda potęguje absurd i zmienia sposób postrzegania fabuły – szatkuje ją i dynamizuje, przynajmniej w oczach młodych czytelników.

„Kurze wzgórze. Kaktus zombie atakuje” to książka bardzo kolorowa. Barwy są tu nasycone, nie ma mowy o pastelowych odcieniach, wszystko uderza w odbiorców, stanowi bodźce, od których trudno się oderwać. W samych rysunkach widać wyraźnie młodzieżowy charakter kreski – bohaterowie przypominają stwory z zeszytów szkolnych, zresztą komizm wyprodukowany w ten sposób jest spotykany w wielu poradnikach dotyczących rysowania komiksów dla młodzieży. Na samym końcu książki znaleźć można poradnik, jak w prosty sposób narysować bohaterów – tak, żeby każdy, komu przypadną do gustu te przygody, mógł dodawać jeszcze własne wersje historyjek i sprawdzać się w wymyślaniu absurdalnych wydarzeń. Beccy Blake przeważnie zatrzymuje się na poziomie prostych potyczek i puszczania bąków w tle – posługuje się zatem tematami zakazanymi jeszcze parę dekad temu w twórczości dla młodych czytelników, chce przywiązać ich do siebie wizją wolności i nieskrępowanej swobody twórczej. W pewnym momencie takie zwariowane przygody mogą dzieci zaangażować – a na pewno odbiorcy podziwiać będą samą kreskę, kadry rysunkowe i brak pouczeń. Bo w tych komiksach chodzi o czystą rozrywkę – żadne lekcje zachowania czy edukacyjne tematy, liczy się zabawa na całego. Beccy Blake powraca do pierwszych wizji komiksów jako odskoczni od zwyczajności, rutyny i porządku. Przy „Kurzym wzgórzu” trzeba się jednak przygotować przede wszystkim na absurd, który zastępuje i sensy, i puenty. Sięgną po tę książkę przede wszystkim dzieci, które czytać nie lubią – a to oznacza, że Beccy Blake odniesie sukces.