Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.
Fizyka
W serii Naukomiks pojawiają się wyjaśnienia kwestii, które wykraczają daleko poza program szkolny i raczej nie pojawią się w edukacyjnych publikacjach z prostego powodu: wysokiego stopnia skomplikowania tematu. I nawet przyjęcie formy, która kojarzy się z lekkością i humorem, nie zawsze pomaga. „Rakiety. Pokonać grawitację” to książka, w której Anne Drozd i Jerzy Drozd pokazują młodym czytelnikom, co trzeba zrobić, żeby obłaskawić wybuch i wykorzystać do różnych celów – od lotów w kosmos po fajerwerki.
Narratorami są tu zwierzęta – to kolejny krok, który ma oswoić z zagadnieniem, uprzyjemnić czytelnikom lekturę i przekonać ich, że da się zrozumieć wyjaśnienia. Zwierzęta zostały dobranie nieprzypadkowo – najpierw gołąb, który nawiązuje do drewnianego antycznego gołębia – pierwszej wystrzelonej rakiety – następnie pojawiają się stworzenia z gatunków, które trafiły w rakiecie w kosmos. I tak każdy ma coś do powiedzenia od swoich przodków, każdy też zna się na pewnym wycinku fizyki czy elektroniki – tak, żeby przedstawiać czytelnikom szeroki zakres wiadomości na temat rakiet jako takich.
Będzie tu zatem narracja rozbiegać się w kilku kierunkach: jeden to zrozumienie praw fizyki. Prawa i odkrycia, które zmieniały sposób patrzenia na walkę z grawitacją, przybierają formę drogi do podboju kosmosu. Tu liczy się praktyczne wykorzystanie kolejnych spostrzeżeń fizyków, możliwość natychmiastowego przekucia choćby zasad działania sił na rzeczywistość – w tym celu parę kufli z napojami roztrzaska się za barem, ale bohaterowie – tak samo jak odbiorcy – muszą dobrze zrozumieć prawa fizyki, inaczej nie będą w stanie pojąć fenomenu rakiet. Drugim kierunkiem jest przybliżanie sylwetek odkrywców – badaczy, którzy przyczynili się do sukcesów w tej dziedzinie. Trzecim – pokazanie, jak rozległy to temat i jak często powracający w zwyczajnym życiu, a niekoniecznie tylko w gronie wyspecjalizowanych inżynierów.
Nie da się ukryć, chociaż ilustracje przydają się do nadania lekkości wyjaśnieniom i czasami do zobrazowania konkretnego tematu, tu najbardziej liczą się wyjaśnienia tekstowe. I żeby czytelnicy nie musieli się mierzyć z ogromnymi blokami tekstu, wyjaśnienia są rozrzucane i rozbijane na dymki w rozmowach bohaterów znających się na rzeczy – rzadko jest tak, że jedna postać wyjaśnia wszystko pozostałym, raczej panuje gwar i chaos w przerzucaniu się informacjami, bohaterowie wchodzą sobie w słowo i bardzo ekscytują się możliwością zdobywania wiedzy (albo dzielenia się nią z odbiorcami). I oczywiście sam temat sprawia, że książka wydaje się dość trudna i nie do przejścia na jeden raz, ale zaspokaja ciekawość młodych odbiorców i pokazuje im, że fizyką można się bawić – także w wymiarze tekstowym czy lekturowym. Naukomiksy to książki, które wymuszają dużą dozę koncentracji i zaangażowania młodych czytelników – ale odbiorcy są tu traktowani poważnie (nawet jeśli bohaterowie starają się wprowadzić trochę lekkości za sprawą przekomarzanek) – i to się autorom opłaci. Wprowadzają książki, które mogą spokojnie uzupełniać szkolne podręczniki i przedstawiać młodym ludziom tajniki rozmaitych dziedzin.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naukomiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naukomiks. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 czerwca 2026
piątek, 25 lipca 2025
Andy Hirsch: Elektryczność. Energia w działaniu
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Zasilanie
Ta opowieść nie będzie prosta, ale tez Andy Hirsch porywa się na przedstawienie młodym odbiorcom szerokiego wachlarza wiadomości o energii elektrycznej (i nie tylko elektrycznej!) w serii naukomiksów – wiedzy w przystępnej obrazkowej formie. Przenosi czytelników do świata futurystycznego. Julka spędza czas u wujka Niko i ogląda przez okno walkę robota z potworami. Żeby wszystko było jasne: w życiu w przyszłości potwory – efekt niszczycielskich działań człowieka – próbują opanować planetę. Z kolei ludzie tworzą gigantyczne roboty, najpierw sterowane ręcznie, teraz (za czasów Julki) już autonomiczne), które mogą chronić miasta przed inwazją. I właśnie Julia jest świadkiem starcia, w którym robot skonstruowany przez wujka odgrywa ważną rolę. Opowieść o elektryczności rozpoczyna się od lekcji elektrostatyczności: wujek pokazuje Julce, że może ją kopnąć prądem dzięki pocieraniu stopami o dywan – a ponieważ zaskakuje tym krewną, chce jej wytłumaczyć, o co chodzi z zachowaniami elektronów i kiedy tworzy się prąd, a także – czym właściwie jest. Przechodzi przez kolejne etapy wtajemniczenia, wprowadza między innymi różnicę między prądem stałym i zmiennym i wyjaśnia, do czego przydają się różne elementy w układach elektrycznych. O wszystkim opowiada obrazowo: elektrony to małe żółte kulki z minami (trochę jak emotikony, ale nie do końca, bo nie o ich miny chodzi, a o postawy), można zajrzeć do wnętrza urządzeń i składników obwodu – tam zantropomorfizowane elektrony działają tak, jak powinny. Julka chłonie wiedzę: początkowo ma tyko ochotę zrewanżować się za kopanie prądem w zabawie z elektrostatycznością, ale z czasem coraz bardziej wciąga się w relację. Wujek wie, co mówi, ale też nieprzypadkowo wychowuje sobie następcę: w pewnym momencie Julka wsiada do wnętrza robota i musi stoczyć walkę z wrogiem. Tu nie ma już żartów, niebezpieczeństwo jest poważne i jeśli dziewczyna nie poradzi sobie z wyzwaniem, może nawet zginąć (wujek wie, że brat by mu tego nie darował, ale jest bezradny, może tylko z oddali wprowadzać drobne rady czy wskazówki). W dramatycznej walce pojawi się jeszcze trochę miejsca na opowiedzenie o różnych sposobach pozyskiwania energii elektrycznej – to przyda się zwłaszcza gdy roboty zerwą zasilanie. Przerwy w dostawie prądu – spowodowane niszczycielską walką – to metody na pouczanie nie tylko czytelników, ale i bohaterów.
„Elektryczność. Energia w działaniu” to książka edukacyjna, bardzo skomplikowana i zupełnie inna niż podręczniki do fizyki. Tutaj można znaleźć opowieść o prądzie zaprezentowaną w odmienny sposób niż na szkolnych lekcjach – okraszoną sporą dawką silnych emocji i wrażeń. I jest szansa, że takie rozwiązanie przypadnie do gustu czytelnikom, zwłaszcza tym, którzy lubią działające na wyobraźnię scenki i formę komiksu. Andy Hirsch nie zapomina bowiem o fabule, nawet jeśli musi na kolejnych stronach przemycić mnóstwo skomplikowanych wiadomości. Dba o to, żeby odbiorcy na równo z bohaterką mogli przyglądać się kwestiom powiązanym z zasilaniem – i wychowuje pokolenie ludzi świadomych, jak ważne są nauki ścisłe w budowaniu świata.
Zasilanie
Ta opowieść nie będzie prosta, ale tez Andy Hirsch porywa się na przedstawienie młodym odbiorcom szerokiego wachlarza wiadomości o energii elektrycznej (i nie tylko elektrycznej!) w serii naukomiksów – wiedzy w przystępnej obrazkowej formie. Przenosi czytelników do świata futurystycznego. Julka spędza czas u wujka Niko i ogląda przez okno walkę robota z potworami. Żeby wszystko było jasne: w życiu w przyszłości potwory – efekt niszczycielskich działań człowieka – próbują opanować planetę. Z kolei ludzie tworzą gigantyczne roboty, najpierw sterowane ręcznie, teraz (za czasów Julki) już autonomiczne), które mogą chronić miasta przed inwazją. I właśnie Julia jest świadkiem starcia, w którym robot skonstruowany przez wujka odgrywa ważną rolę. Opowieść o elektryczności rozpoczyna się od lekcji elektrostatyczności: wujek pokazuje Julce, że może ją kopnąć prądem dzięki pocieraniu stopami o dywan – a ponieważ zaskakuje tym krewną, chce jej wytłumaczyć, o co chodzi z zachowaniami elektronów i kiedy tworzy się prąd, a także – czym właściwie jest. Przechodzi przez kolejne etapy wtajemniczenia, wprowadza między innymi różnicę między prądem stałym i zmiennym i wyjaśnia, do czego przydają się różne elementy w układach elektrycznych. O wszystkim opowiada obrazowo: elektrony to małe żółte kulki z minami (trochę jak emotikony, ale nie do końca, bo nie o ich miny chodzi, a o postawy), można zajrzeć do wnętrza urządzeń i składników obwodu – tam zantropomorfizowane elektrony działają tak, jak powinny. Julka chłonie wiedzę: początkowo ma tyko ochotę zrewanżować się za kopanie prądem w zabawie z elektrostatycznością, ale z czasem coraz bardziej wciąga się w relację. Wujek wie, co mówi, ale też nieprzypadkowo wychowuje sobie następcę: w pewnym momencie Julka wsiada do wnętrza robota i musi stoczyć walkę z wrogiem. Tu nie ma już żartów, niebezpieczeństwo jest poważne i jeśli dziewczyna nie poradzi sobie z wyzwaniem, może nawet zginąć (wujek wie, że brat by mu tego nie darował, ale jest bezradny, może tylko z oddali wprowadzać drobne rady czy wskazówki). W dramatycznej walce pojawi się jeszcze trochę miejsca na opowiedzenie o różnych sposobach pozyskiwania energii elektrycznej – to przyda się zwłaszcza gdy roboty zerwą zasilanie. Przerwy w dostawie prądu – spowodowane niszczycielską walką – to metody na pouczanie nie tylko czytelników, ale i bohaterów.
„Elektryczność. Energia w działaniu” to książka edukacyjna, bardzo skomplikowana i zupełnie inna niż podręczniki do fizyki. Tutaj można znaleźć opowieść o prądzie zaprezentowaną w odmienny sposób niż na szkolnych lekcjach – okraszoną sporą dawką silnych emocji i wrażeń. I jest szansa, że takie rozwiązanie przypadnie do gustu czytelnikom, zwłaszcza tym, którzy lubią działające na wyobraźnię scenki i formę komiksu. Andy Hirsch nie zapomina bowiem o fabule, nawet jeśli musi na kolejnych stronach przemycić mnóstwo skomplikowanych wiadomości. Dba o to, żeby odbiorcy na równo z bohaterką mogli przyglądać się kwestiom powiązanym z zasilaniem – i wychowuje pokolenie ludzi świadomych, jak ważne są nauki ścisłe w budowaniu świata.
niedziela, 8 czerwca 2025
Claudia Flandoli: Na tropie DNA
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Podróż do ciała
Wiele już było eskapad w głąb ludzkiego ciała, Claudia Flandoli funduje odbiorcom kolejną – i wzbudzi zachwyt. Bo nawet mimo wtórności pomysłu na fabułę jest w stanie zachęcić do lektury nie tylko młodych czytelników. „Na tropie DNA” to książka, która opowiada o genetyce w komiksie – i to komiksie zabawnym, mimo że przesyconym danymi i ciekawostkami naukowymi. Występuje tu sama autorka jako rysowniczka – wprowadza sobie dwie bohaterki, bliźniaczki jednojajowe, Blu i Amber. To one mają odbyć podróż do wnętrza ciała, żeby przekonać się, jak to jest z tym dziedziczeniem i co właściwie mówi genetyka. Żeby Blu i Amber w wyprawie nie były osamotnione, dostają towarzysza, małego kurczaczka, który otrzymuje słodkie imię Pisk. Pisk jeszcze zaskoczy odbiorców – jego rola w podróży okazuje się znacząca, ale o tym dowiedzą się zainteresowani genami czytelnicy.
Akcja rozgrywa się tu szybko i jest wypełniona interesującymi wydarzeniami. Blu i Amber są dość naiwne, nie wiedzą zbyt dużo – zresztą ich rola na tym właśnie polega: wszyscy napotkani bohaterowie będą je wtajemniczać w kolejne etapy wiedzy o DNA, ale zanim to nastąpi, dziewczyny na własne oczy zobaczą konkretne rozwiązania. Unaocznienie sposobu, w jaki tworzy się łańcuch DNA zapada w pamięć, wystarczy przyswoić odrobinę teorii – wyjaśnień dotyczących rysunków – żeby lepiej zdawać sobie sprawę z tego, jak organizm koduje informacje. Wycieczka zaczyna się na poziomie pojedynczej komórki, a odkrycia Mendla wyrzucone są w ogóle poza opowieść, na koniec tomu – dla zainteresowanych. Trudno jednak nie być zainteresowanym po tak przygotowanej książce. Kolejne cząsteczki odpowiadające za różne funkcje (i mające rolę w procesie dziedziczenia) zyskują tu swoje imiona, czasem nawet pieszczotliwe – i faktycznie emocjonalne podejście pozwoli bohaterkom na jeszcze lepsze zgłębianie tajników genetyki. Z tak rozrysowanymi procesami wszystko staje się oczywiste – nie trzeba bać się naukowości: wiedza podana jest przystępnie i w sposób, który zachęca do dalszego czytania, tu po prostu wystarczy podążać za bohaterkami. W taki sposób warto zachęcać dzieci do nauki: nawet to, co skomplikowane, po zilustrowaniu okazuje się zapadające w pamięć, nawet to, co złożone, w takiej wersji wydaje się wręcz oczywiste. Claudia Flandoli radzi sobie doskonale z przekazywaniem wiadomości i uatrakcyjnianiem fabuły tak, żeby zatrzymać przy sobie młodych czytelników, szczególnie wyczulonych na fałsz w narracji. Tutaj wyprawa do ciała człowieka staje się przygodą i to z gatunku tych bardzo zajmujących. Nawet jeśli ktoś nie przepada za lekturami edukacyjnymi – bo przecież rynek się już nimi mocno nasycił – tym razem może zaufać autorce i zdecydować się na lekturę komiksu naukowego. Najlepsze cechy komiksu jako gatunku połączyły się tu z udanymi charakterami i osobowościami (Pisk urzeka!), a do tego doszła jeszcze wysoka skuteczność w przedstawianiu tematów z zakresu genetyki. I wszystko razem zapewnia autorce sukces i wysoką pozycję wśród twórców popularyzatorskich. Po takiej lekturze bardzo łatwo będzie zachęcić dzieci i młodzież do zgłębiania sekretów genetyki.
Podróż do ciała
Wiele już było eskapad w głąb ludzkiego ciała, Claudia Flandoli funduje odbiorcom kolejną – i wzbudzi zachwyt. Bo nawet mimo wtórności pomysłu na fabułę jest w stanie zachęcić do lektury nie tylko młodych czytelników. „Na tropie DNA” to książka, która opowiada o genetyce w komiksie – i to komiksie zabawnym, mimo że przesyconym danymi i ciekawostkami naukowymi. Występuje tu sama autorka jako rysowniczka – wprowadza sobie dwie bohaterki, bliźniaczki jednojajowe, Blu i Amber. To one mają odbyć podróż do wnętrza ciała, żeby przekonać się, jak to jest z tym dziedziczeniem i co właściwie mówi genetyka. Żeby Blu i Amber w wyprawie nie były osamotnione, dostają towarzysza, małego kurczaczka, który otrzymuje słodkie imię Pisk. Pisk jeszcze zaskoczy odbiorców – jego rola w podróży okazuje się znacząca, ale o tym dowiedzą się zainteresowani genami czytelnicy.
Akcja rozgrywa się tu szybko i jest wypełniona interesującymi wydarzeniami. Blu i Amber są dość naiwne, nie wiedzą zbyt dużo – zresztą ich rola na tym właśnie polega: wszyscy napotkani bohaterowie będą je wtajemniczać w kolejne etapy wiedzy o DNA, ale zanim to nastąpi, dziewczyny na własne oczy zobaczą konkretne rozwiązania. Unaocznienie sposobu, w jaki tworzy się łańcuch DNA zapada w pamięć, wystarczy przyswoić odrobinę teorii – wyjaśnień dotyczących rysunków – żeby lepiej zdawać sobie sprawę z tego, jak organizm koduje informacje. Wycieczka zaczyna się na poziomie pojedynczej komórki, a odkrycia Mendla wyrzucone są w ogóle poza opowieść, na koniec tomu – dla zainteresowanych. Trudno jednak nie być zainteresowanym po tak przygotowanej książce. Kolejne cząsteczki odpowiadające za różne funkcje (i mające rolę w procesie dziedziczenia) zyskują tu swoje imiona, czasem nawet pieszczotliwe – i faktycznie emocjonalne podejście pozwoli bohaterkom na jeszcze lepsze zgłębianie tajników genetyki. Z tak rozrysowanymi procesami wszystko staje się oczywiste – nie trzeba bać się naukowości: wiedza podana jest przystępnie i w sposób, który zachęca do dalszego czytania, tu po prostu wystarczy podążać za bohaterkami. W taki sposób warto zachęcać dzieci do nauki: nawet to, co skomplikowane, po zilustrowaniu okazuje się zapadające w pamięć, nawet to, co złożone, w takiej wersji wydaje się wręcz oczywiste. Claudia Flandoli radzi sobie doskonale z przekazywaniem wiadomości i uatrakcyjnianiem fabuły tak, żeby zatrzymać przy sobie młodych czytelników, szczególnie wyczulonych na fałsz w narracji. Tutaj wyprawa do ciała człowieka staje się przygodą i to z gatunku tych bardzo zajmujących. Nawet jeśli ktoś nie przepada za lekturami edukacyjnymi – bo przecież rynek się już nimi mocno nasycił – tym razem może zaufać autorce i zdecydować się na lekturę komiksu naukowego. Najlepsze cechy komiksu jako gatunku połączyły się tu z udanymi charakterami i osobowościami (Pisk urzeka!), a do tego doszła jeszcze wysoka skuteczność w przedstawianiu tematów z zakresu genetyki. I wszystko razem zapewnia autorce sukces i wysoką pozycję wśród twórców popularyzatorskich. Po takiej lekturze bardzo łatwo będzie zachęcić dzieci i młodzież do zgłębiania sekretów genetyki.
środa, 29 stycznia 2025
Jon Chad: Pierwiastki. Tajemnice cząstek budujących świat
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Walka z chemią
„Pierwiastki. Tajemnice cząstek budujących świat” to kolejny naukomiks, jaki proponuje odbiorcom Jon Chad – żeby oswoić ich z układem okresowym i przygotować na lekcje chemii, zaspokoić ciekawość, a także uporządkować wiedzę. Bohaterką jest tu Mel, postać, która wie wiele o pierwiastkach i mogłaby nawet edukować w tym zakresie innych – ale nie wierzy w siebie. Przez problemy z samooceną wypada gorzej wtedy, kiedy trzeba udowodnić, że ma się wiedzę, na przykład na szkolnych sprawdzianach i testach. W nabraniu pewności siebie pomoże jej lekko bezkształtny znajomy, Wodór. Wodór to bohater ze snu – i w onirycznej przestrzeni zabiera Mel do świata pierwiastków. Jest tu podstępny i zły pierwiastkodziej, czarny charakter, który planuje zniszczyć resztki poczucia własnej wartości Mel, a przy okazji uzyskać panowanie nad światem. Usiłuje pokazać, że to on ma władzę i wiedzę – zwłaszcza na temat pierwiastków. Mapą w drodze staje się układ okresowy, tablica przygotowana przez Mendelejewa – dla Mel nie ma ona tajemnic, dla odbiorców nie będzie miała po lekturze.
A wszystko zaczyna się gmatwać, kiedy Mel wprowadza nowego przyjaciela w tajniki chemii. Postanawia podążać za grupami pierwiastków, przedstawiając ich cechy (same pierwiastki zresztą zyskują animizowane ujęcie – funkcjonują jako mniej lub bardziej groźne stwory, istoty z wyobraźni albo sennych koszmarów). Jon Chad wyjaśnia, o co chodzi z przyciąganiem i oddawaniem elektronów, jak tworzą się substancje chemiczne i czym charakteryzują się poszczególne pierwiastki (a także – czy łatwo znaleźć je w stanie czystym w przyrodzie). Opowiada o pracy Mendelejewa, przedstawia drogi do grupowania pierwiastków, tłumaczy, jak powstał układ okresowy i co ze sobą przyniósł, jak jego autor przewidział cechy charakterystyczne nieodkrytych jeszcze pierwiastków. Takie odsłanianie kulis może być dla czytelników atrakcyjne – zresztą sama forma naukomiksu już uprzyjemnia pracę – a trzeba będzie podjąć spory wysiłek, żeby przechodzić przez wszystkie naukowe wyjaśnienia, nawet jeśli zamienione są w formę gry z niebezpiecznym przeciwnikiem. Sporo tu informacji, sporo też ciekawostek, więc zainteresowani chemią poczują się usatysfakcjonowani lekturą. Wątki poboczne – jak samoocena Mel – nie przyciągają przesadnie uwagi.
Jon Chad wyjaśnia wszystko przystępnie i dodatkowo bawi się jeszcze dynamicznymi grafikami. Nie ma łatwego zadania, zwłaszcza kiedy musi prezentować pierwiastki o zbliżonych właściwościach – i jakoś je różnicować w obrazkach, ale nastawienie na szybkie tempo akcji (i wysoki stopień zagrożenia, chociaż pierwiastkodziej przede wszystkim grozi sprawdzianami) pozwala mu na unikanie rutyny. W tej fabule obok miejsca na przekazywanie wiadomości z dziedziny chemii jest jeszcze trochę akcentu kładzionego na tożsamość i trochę podkręcania adrenaliny przez bliskość zagrożenia – na pewno forma komiksu bardziej przypadnie do gustu młodym odbiorcom niż podręcznikowe regułki, łatwiej też będzie nauczyć się, jak właściwie odczytywać wiadomości zakodowane w samym układzie okresowym pierwiastków. Jon Chad chce obudzić zainteresowanie chemią i pomóc w szkolnych pracach – i osiąga sukces.
Walka z chemią
„Pierwiastki. Tajemnice cząstek budujących świat” to kolejny naukomiks, jaki proponuje odbiorcom Jon Chad – żeby oswoić ich z układem okresowym i przygotować na lekcje chemii, zaspokoić ciekawość, a także uporządkować wiedzę. Bohaterką jest tu Mel, postać, która wie wiele o pierwiastkach i mogłaby nawet edukować w tym zakresie innych – ale nie wierzy w siebie. Przez problemy z samooceną wypada gorzej wtedy, kiedy trzeba udowodnić, że ma się wiedzę, na przykład na szkolnych sprawdzianach i testach. W nabraniu pewności siebie pomoże jej lekko bezkształtny znajomy, Wodór. Wodór to bohater ze snu – i w onirycznej przestrzeni zabiera Mel do świata pierwiastków. Jest tu podstępny i zły pierwiastkodziej, czarny charakter, który planuje zniszczyć resztki poczucia własnej wartości Mel, a przy okazji uzyskać panowanie nad światem. Usiłuje pokazać, że to on ma władzę i wiedzę – zwłaszcza na temat pierwiastków. Mapą w drodze staje się układ okresowy, tablica przygotowana przez Mendelejewa – dla Mel nie ma ona tajemnic, dla odbiorców nie będzie miała po lekturze.
A wszystko zaczyna się gmatwać, kiedy Mel wprowadza nowego przyjaciela w tajniki chemii. Postanawia podążać za grupami pierwiastków, przedstawiając ich cechy (same pierwiastki zresztą zyskują animizowane ujęcie – funkcjonują jako mniej lub bardziej groźne stwory, istoty z wyobraźni albo sennych koszmarów). Jon Chad wyjaśnia, o co chodzi z przyciąganiem i oddawaniem elektronów, jak tworzą się substancje chemiczne i czym charakteryzują się poszczególne pierwiastki (a także – czy łatwo znaleźć je w stanie czystym w przyrodzie). Opowiada o pracy Mendelejewa, przedstawia drogi do grupowania pierwiastków, tłumaczy, jak powstał układ okresowy i co ze sobą przyniósł, jak jego autor przewidział cechy charakterystyczne nieodkrytych jeszcze pierwiastków. Takie odsłanianie kulis może być dla czytelników atrakcyjne – zresztą sama forma naukomiksu już uprzyjemnia pracę – a trzeba będzie podjąć spory wysiłek, żeby przechodzić przez wszystkie naukowe wyjaśnienia, nawet jeśli zamienione są w formę gry z niebezpiecznym przeciwnikiem. Sporo tu informacji, sporo też ciekawostek, więc zainteresowani chemią poczują się usatysfakcjonowani lekturą. Wątki poboczne – jak samoocena Mel – nie przyciągają przesadnie uwagi.
Jon Chad wyjaśnia wszystko przystępnie i dodatkowo bawi się jeszcze dynamicznymi grafikami. Nie ma łatwego zadania, zwłaszcza kiedy musi prezentować pierwiastki o zbliżonych właściwościach – i jakoś je różnicować w obrazkach, ale nastawienie na szybkie tempo akcji (i wysoki stopień zagrożenia, chociaż pierwiastkodziej przede wszystkim grozi sprawdzianami) pozwala mu na unikanie rutyny. W tej fabule obok miejsca na przekazywanie wiadomości z dziedziny chemii jest jeszcze trochę akcentu kładzionego na tożsamość i trochę podkręcania adrenaliny przez bliskość zagrożenia – na pewno forma komiksu bardziej przypadnie do gustu młodym odbiorcom niż podręcznikowe regułki, łatwiej też będzie nauczyć się, jak właściwie odczytywać wiadomości zakodowane w samym układzie okresowym pierwiastków. Jon Chad chce obudzić zainteresowanie chemią i pomóc w szkolnych pracach – i osiąga sukces.
piątek, 5 lipca 2024
MK Reed: Zwariowana pogoda. Burze, meteorologia i klimat
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Za oknem
Tego trzeba na rynku i to nie tylko dla najmłodszych - bo i dorośli mogą się czegoś dowiedzieć z książki "Zwariowana pogoda. Burze, meteorologia i klimat". Wydana w cyklu naukomiksów opowieść prowadzona jest przez ekscentrycznego i mocno ekspresyjnego prezentera pogody. Norman Weatherby powinien po prostu przedstawić informacje o tym, jak będą wyglądały najbliższe dni (ma nadejść wielka śnieżyca i ludzie muszą wiedzieć, jak się na nią przygotować), jednak drwina z globalnego ocieplenia, na jaką pozwala sobie niezbyt lotny umysłowo Chase McCloud, prowadzący wiadomości, wyzwala bestię w Normanie. Prezenter pogody zaczyna wielkie wyjaśnianie wszystkiego, co wiąże się z meteorologią (łącznie z genezą nazwy). Odwołuje się do praw fizyki i do budowy atmosfery, opowiada o ruchu obrotowym Ziemi i o tym, jak reaguje woda w różnych temperaturach. Omawia działania frontów atmosferycznych, szuka genezy wiatru i zagrożeń wiążących się z jego prędkością. Przedstawia rodzaje chmur i wszystko, co dzieje się na planecie i ma bezpośredni wpływ na pogodę. Norman bardzo się stara - chociaż część reakcji mocno go frustruje - dba o to, by nie zanudzać danymi naukowymi, bo Chase, jego najważniejszy słuchacz, nie należy do zbyt bystrych. W związku z tym Norman stale upraszcza wiadomości, skraca to, co byłoby akademickie i nudne dla młodych odbiorców. MK Reed i Jonathan Hill bawią się wątkiem prezentera wiadomości: Chase jest przystojny, pewny siebie i reprezentatywny, dopóki się nie odezwie. Kiedy ma uczestniczyć w rozmowie, przeważnie budzi śmiech. Ale to właśnie dzięki niemu pojawiają się tu wyjaśnienia podstawowe i interesujące.
Norman opowiada z kolei ze swadą i bardzo obrazowo. Ze względu na emocjonalny charakter relacji, może wciągnąć czytelników w akcję - i w wiadomości prezentowane dynamicznie. "Zwariowana pogoda" to bowiem komiks, w którym króluje pozorny chaos. Oczywiście wszystko jest tu kontrolowane, jednak odbiorcy będą mieli wrażenie, że uczestniczą w wykładzie na bieżąco dostosowywanym do potrzeb i ciekawości słuchaczy. Jest tu bardzo dużo danych, ale też bardzo dużo śmiechu, twórcy tomiku zarażają entuzjazmem i rozbudzają zainteresowanie zmianami pogody - ten naukomiks pozwala na rozwianie wątpliwości i zrozumienie, dlaczego tak trudno jest obecnie przewidywać pogodę. Jest tu wszystko, czego potrzeba, żeby móc wkroczyć w świat meteorologii - a Norman troszczy się o to, żeby odbiorcy nie powielali błędów, które tak irytują u Chase'a. Być może wieczorne wydanie wiadomości nie jest najlepszym momentem na prowadzenie edukacji z zakresu pogody - ale taki szkielet opowieści bardzo dobrze się tu sprawdził. "Zwariowana pogoda" to książka, która wciągnie dzieci lubiące zdobywać wiedzę. Przy czym owa wiedza została tu przedstawiona bardzo rozrywkowo. Komiks jest kolorowy i wypełniony szybkimi zwrotami akcji - wydawać by się mogło, że formuła wykładu wyklucza błyskawiczne tempo i ciągłe emocje, ale twórcy tomiku udowadniają, że jest zupełnie inaczej. "Zwariowana pogoda" to propozycja nie tylko dla dzieci zaintrygowanych zjawiskami atmosferycznymi - to dobry wstęp do rozwijania nowych pasji.
Za oknem
Tego trzeba na rynku i to nie tylko dla najmłodszych - bo i dorośli mogą się czegoś dowiedzieć z książki "Zwariowana pogoda. Burze, meteorologia i klimat". Wydana w cyklu naukomiksów opowieść prowadzona jest przez ekscentrycznego i mocno ekspresyjnego prezentera pogody. Norman Weatherby powinien po prostu przedstawić informacje o tym, jak będą wyglądały najbliższe dni (ma nadejść wielka śnieżyca i ludzie muszą wiedzieć, jak się na nią przygotować), jednak drwina z globalnego ocieplenia, na jaką pozwala sobie niezbyt lotny umysłowo Chase McCloud, prowadzący wiadomości, wyzwala bestię w Normanie. Prezenter pogody zaczyna wielkie wyjaśnianie wszystkiego, co wiąże się z meteorologią (łącznie z genezą nazwy). Odwołuje się do praw fizyki i do budowy atmosfery, opowiada o ruchu obrotowym Ziemi i o tym, jak reaguje woda w różnych temperaturach. Omawia działania frontów atmosferycznych, szuka genezy wiatru i zagrożeń wiążących się z jego prędkością. Przedstawia rodzaje chmur i wszystko, co dzieje się na planecie i ma bezpośredni wpływ na pogodę. Norman bardzo się stara - chociaż część reakcji mocno go frustruje - dba o to, by nie zanudzać danymi naukowymi, bo Chase, jego najważniejszy słuchacz, nie należy do zbyt bystrych. W związku z tym Norman stale upraszcza wiadomości, skraca to, co byłoby akademickie i nudne dla młodych odbiorców. MK Reed i Jonathan Hill bawią się wątkiem prezentera wiadomości: Chase jest przystojny, pewny siebie i reprezentatywny, dopóki się nie odezwie. Kiedy ma uczestniczyć w rozmowie, przeważnie budzi śmiech. Ale to właśnie dzięki niemu pojawiają się tu wyjaśnienia podstawowe i interesujące.
Norman opowiada z kolei ze swadą i bardzo obrazowo. Ze względu na emocjonalny charakter relacji, może wciągnąć czytelników w akcję - i w wiadomości prezentowane dynamicznie. "Zwariowana pogoda" to bowiem komiks, w którym króluje pozorny chaos. Oczywiście wszystko jest tu kontrolowane, jednak odbiorcy będą mieli wrażenie, że uczestniczą w wykładzie na bieżąco dostosowywanym do potrzeb i ciekawości słuchaczy. Jest tu bardzo dużo danych, ale też bardzo dużo śmiechu, twórcy tomiku zarażają entuzjazmem i rozbudzają zainteresowanie zmianami pogody - ten naukomiks pozwala na rozwianie wątpliwości i zrozumienie, dlaczego tak trudno jest obecnie przewidywać pogodę. Jest tu wszystko, czego potrzeba, żeby móc wkroczyć w świat meteorologii - a Norman troszczy się o to, żeby odbiorcy nie powielali błędów, które tak irytują u Chase'a. Być może wieczorne wydanie wiadomości nie jest najlepszym momentem na prowadzenie edukacji z zakresu pogody - ale taki szkielet opowieści bardzo dobrze się tu sprawdził. "Zwariowana pogoda" to książka, która wciągnie dzieci lubiące zdobywać wiedzę. Przy czym owa wiedza została tu przedstawiona bardzo rozrywkowo. Komiks jest kolorowy i wypełniony szybkimi zwrotami akcji - wydawać by się mogło, że formuła wykładu wyklucza błyskawiczne tempo i ciągłe emocje, ale twórcy tomiku udowadniają, że jest zupełnie inaczej. "Zwariowana pogoda" to propozycja nie tylko dla dzieci zaintrygowanych zjawiskami atmosferycznymi - to dobry wstęp do rozwijania nowych pasji.
poniedziałek, 11 marca 2024
Jon Chad: Wulkany. Ogień i życie
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Ogrzewanie
Naukomiks, który proponuje Jon Chad, jest tym razem bardzo fabularny – akcent pada nie tyle na wiadomości o wulkanach, a na doświadczenia ludzi z przyszłości. Bo nie tak odległe przyszłe pokolenie bardzo cierpi. Ziemia zamarzła, a nieliczne grupki ludzi, które przetrwały zlodowacenie, poruszają się po świecie na lodocyklach i plądrują dawne domy, sklepy i inne pozostałości po cywilizacjach. Muszą to robić, niezależnie od emocji, jakie ten fakt w nich wywołuje: tylko w ten sposób można zdobyć materiał na opał. Każdy musi dostarczyć odpowiednią ilość składników, które można będzie zamienić na ciepło – i nawet jeśli przedmioty, które dla kogoś dawniej miały wartość sentymentalną, zapewnią tylko kilkadziesiąt sekund ciepła – są niezbędne, żeby przetrwać. Aurora doskonale o tym wie. Jest młodą badaczką, która razem ze swoim rodzeństwem realizuje te zadania. Wszystko zmienia się z chwilą, gdy bohaterka w opuszczonej bibliotece znajduje książkę o wulkanach. Żeby nie niszczyć dorobku dawnych pokoleń, książki przed spaleniem są skanowane – dzięki temu da się ocalić ich zawartość, a jednocześnie zyskać źródło ciepła. I to książka o wulkanach zmienia nastawienie bohaterki. Aurora zaczyna rozumieć, że palenie wszystkiego zapewni tylko chwilowe rozwiązanie problemu – ale trzeba znaleźć źródło ciepła alternatywne do słońca, które przestało grzać. Zaczyna się zastanawiać nad przydatnością wulkanów w tej dziedzinie – i swoimi przypuszczeniami oraz wyjaśnieniami katuje wręcz towarzyszy podróży. Nawet jeśli jej pomysły wydają się szalone, warto im się przyjrzeć – nie ma nic do stracenia. Aurora nie szczędzi wyjaśnień na temat rodzajów wulkanów, tworzenia się magmy i ruchów skorupy ziemskiej. A wszystko po to, żeby udowodnić, że jej wizje wcale nie są zwariowane – i chociaż poprzednicy już to rozwiązanie odrzucili, być może po prostu nie przeanalizowali dokładnie wszystkich możliwości.
Wulkany zaczynają wyrastać na głównego bohatera tomiku – i coraz bardziej fascynować, po prostu udziela się czytelnikom energia i entuzjazm Aurory – nie da się czytać tej książki bez zaangażowania. To komiks, w którym nauka ma pozwolić na przetrwanie, stawka jest zatem bardzo wysoka, a rzadko w popularnonaukowych opowieściach obecne są aż takie emocje. „Wulkany. Ogień i życie” to jednak przedstawienie sytuacji wyjątkowej – i w wyjątkowy sposób. Nie liczy się tutaj po prostu relacjonowanie stanu badań, liczy się odkrywanie i próba przeprowadzenia śledztwa: czy jest możliwe wykorzystanie wulkanu jako źródła ciepła (jeśli weźmie się pod uwagę jego niszczycielską siłę). To zagadka, którą Aurora musi jak najszybciej rozwiązać – sama przeciw wszystkim. Jon Chad znalazł sposób na to, jak barwnie i ciekawie opowiedzieć o tym, co wykracza poza podstawową wiedzę odbiorców – jest w stanie zaintrygować i wciągnąć w proekologiczne rozważania. Bo przecież katastrofa klimatyczna to nie jest nieprawdopodobny scenariusz – jeśli ludzie się nie opamiętają, mogą skończyć jak bohaterowie tej historii, albo zafundować podobny scenariusz nieodległym przyszłym pokoleniom. Chad nie tylko dostarcza rozrywki i wiedzy – przekonuje pod pierwszą warstwą narracji, że warto zastanowić się nad przyszłością i doceniać to, co daje planeta. Ta książka zafascynuje nie tylko małych odkrywców zawsze ciekawych świata, zapewni sporo wrażeń wszystkim młodym czytelnikom – dobrze, że pojawia się na rynku, powinna znaleźć się w każdej biblioteczce.
Ogrzewanie
Naukomiks, który proponuje Jon Chad, jest tym razem bardzo fabularny – akcent pada nie tyle na wiadomości o wulkanach, a na doświadczenia ludzi z przyszłości. Bo nie tak odległe przyszłe pokolenie bardzo cierpi. Ziemia zamarzła, a nieliczne grupki ludzi, które przetrwały zlodowacenie, poruszają się po świecie na lodocyklach i plądrują dawne domy, sklepy i inne pozostałości po cywilizacjach. Muszą to robić, niezależnie od emocji, jakie ten fakt w nich wywołuje: tylko w ten sposób można zdobyć materiał na opał. Każdy musi dostarczyć odpowiednią ilość składników, które można będzie zamienić na ciepło – i nawet jeśli przedmioty, które dla kogoś dawniej miały wartość sentymentalną, zapewnią tylko kilkadziesiąt sekund ciepła – są niezbędne, żeby przetrwać. Aurora doskonale o tym wie. Jest młodą badaczką, która razem ze swoim rodzeństwem realizuje te zadania. Wszystko zmienia się z chwilą, gdy bohaterka w opuszczonej bibliotece znajduje książkę o wulkanach. Żeby nie niszczyć dorobku dawnych pokoleń, książki przed spaleniem są skanowane – dzięki temu da się ocalić ich zawartość, a jednocześnie zyskać źródło ciepła. I to książka o wulkanach zmienia nastawienie bohaterki. Aurora zaczyna rozumieć, że palenie wszystkiego zapewni tylko chwilowe rozwiązanie problemu – ale trzeba znaleźć źródło ciepła alternatywne do słońca, które przestało grzać. Zaczyna się zastanawiać nad przydatnością wulkanów w tej dziedzinie – i swoimi przypuszczeniami oraz wyjaśnieniami katuje wręcz towarzyszy podróży. Nawet jeśli jej pomysły wydają się szalone, warto im się przyjrzeć – nie ma nic do stracenia. Aurora nie szczędzi wyjaśnień na temat rodzajów wulkanów, tworzenia się magmy i ruchów skorupy ziemskiej. A wszystko po to, żeby udowodnić, że jej wizje wcale nie są zwariowane – i chociaż poprzednicy już to rozwiązanie odrzucili, być może po prostu nie przeanalizowali dokładnie wszystkich możliwości.
Wulkany zaczynają wyrastać na głównego bohatera tomiku – i coraz bardziej fascynować, po prostu udziela się czytelnikom energia i entuzjazm Aurory – nie da się czytać tej książki bez zaangażowania. To komiks, w którym nauka ma pozwolić na przetrwanie, stawka jest zatem bardzo wysoka, a rzadko w popularnonaukowych opowieściach obecne są aż takie emocje. „Wulkany. Ogień i życie” to jednak przedstawienie sytuacji wyjątkowej – i w wyjątkowy sposób. Nie liczy się tutaj po prostu relacjonowanie stanu badań, liczy się odkrywanie i próba przeprowadzenia śledztwa: czy jest możliwe wykorzystanie wulkanu jako źródła ciepła (jeśli weźmie się pod uwagę jego niszczycielską siłę). To zagadka, którą Aurora musi jak najszybciej rozwiązać – sama przeciw wszystkim. Jon Chad znalazł sposób na to, jak barwnie i ciekawie opowiedzieć o tym, co wykracza poza podstawową wiedzę odbiorców – jest w stanie zaintrygować i wciągnąć w proekologiczne rozważania. Bo przecież katastrofa klimatyczna to nie jest nieprawdopodobny scenariusz – jeśli ludzie się nie opamiętają, mogą skończyć jak bohaterowie tej historii, albo zafundować podobny scenariusz nieodległym przyszłym pokoleniom. Chad nie tylko dostarcza rozrywki i wiedzy – przekonuje pod pierwszą warstwą narracji, że warto zastanowić się nad przyszłością i doceniać to, co daje planeta. Ta książka zafascynuje nie tylko małych odkrywców zawsze ciekawych świata, zapewni sporo wrażeń wszystkim młodym czytelnikom – dobrze, że pojawia się na rynku, powinna znaleźć się w każdej biblioteczce.
sobota, 12 sierpnia 2023
Andy Hirsch: Skały i minerały. Od jaskiń do kosmosu
Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Historia planety
Kolejny tom dla ciekawych świata proponuje Andy Hirsch w naukomiksie "Skały i minerały. Od jaskiń do kosmosu". Komiksowa powieść służy przekazywaniu wiedzy w zabawny i przystępny sposób. Odbiorcy podążać tu będą za młodym Wallym. Wally bardzo chciałby zostać asystentem Sedony, badaczki, która zajmuje się skałami i minerałami. Sedona jednak utrzymuje, że niepotrzebny jej asystent. Daje się za to wciągnąć w udzielanie wyjaśnień: przeprowadza nawet wykład z pokazowym zwiedzaniem świata. Dzięki temu Wally przeżyje całkiem sporo przygód, z czego niektóre dość burzliwe. Przy okazji będzie mógł dowiedzieć się sporo o minerałach i o powstawaniu Ziemi. Przyjrzy się skałom i ruchom górotwórczym, dowie się, jak znaleźć złoto i - kiedy skały się topią. Jest to fantastyczna zabawa połączona z nauką. Nauczyciele raczej nie przedstawią wiadomości z taką werwą, z jaką robi to Sedona, w związku z czym lekturę warto polecić dzieciom, które lubią wiedzieć i zadawać pytania. Andy Hirsch do tematu skał podchodzi z dużą wyobraźnią. Wie, że nie da rady przedstawić tematu bez ruszania się z miejsca - dlatego swoich czytelników przerzuca z jednego końca świata na drugi, nakłada na mapy granice płyt tektonicznych i opowiada o tym, jakie zjawiska wpływają na kształtowanie się skał. Nie porządkuje danych, raczej skupia się na budowaniu emocjonującej akcji, bo to bardzo potrzebne do intrygowania małych czytelników i do przyciągania wszystkich do książki. Temat przecież do łatwych nie należy - a jednak trudno się będzie oderwać od czytania. "Skały i minerały. Od jaskiń do kosmosu" to książka dobrze skomponowana. Od nauki odrywa odbiorców relacja między Wallym i Sedoną - ona jest nastawiona ironicznie, to karykatura autorytetu (która ma też swoją słabostkę), on to naiwny idealista. Jedno ma wiedzę, drugie potrzebuje komentarzy, ale uważnie obserwuje otoczenie. Raczej trudno byłoby nauczyć się odróżniania poszczególnych skał po prostych i upraszczanych rysunkach - ale nie o to w książce chodzi, bardziej o odkrywanie pochodzenia skał. Wprowadza tu Andy Hirsch różne terminy związane z powstawaniem skał i minerałów. Sedona dysponuje mnóstwem ciekawych rekwizytów, ułatwiających zobrazowanie opowieści. Są tu widowiskowe porównania i rozpisane na kolejne kadry techniki tworzenia się albo niszczenia się skał. Dzięki temu łatwiej będzie wyobrazić sobie, o czym mowa - a to ważne zwłaszcza przy porównaniach, które wymagają rozmachu: przedstawiają ogromne wartości i stają się przez swoje wielkości abstrakcyjne - to miejsce na uruchomienie poczucia humoru, bo przecież bez tego nie dałoby się śledzić wywodu Sedony. "Skały i minerały" to tematyczna historia przygotowana tak, że może zainteresować odbiorców w różnym wieku. Naukomiks to dobry sposób na przyswajanie sobie wiadomości - dobra propozycja na wprowadzenie do geologii. Fanów komiksów przekona także jeszcze dynamizowanie obrazków: kolejne kadry tutaj są przedstawiane z naciskiem na emocje i zmienność, akcja staje się ważna, zwłaszcza że sam proces tworzenia się skał wypadałby bez tego zbyt statycznie. Jest to bardzo udana publikacja edukacyjna i rozrywkowa jednocześnie.
Historia planety
Kolejny tom dla ciekawych świata proponuje Andy Hirsch w naukomiksie "Skały i minerały. Od jaskiń do kosmosu". Komiksowa powieść służy przekazywaniu wiedzy w zabawny i przystępny sposób. Odbiorcy podążać tu będą za młodym Wallym. Wally bardzo chciałby zostać asystentem Sedony, badaczki, która zajmuje się skałami i minerałami. Sedona jednak utrzymuje, że niepotrzebny jej asystent. Daje się za to wciągnąć w udzielanie wyjaśnień: przeprowadza nawet wykład z pokazowym zwiedzaniem świata. Dzięki temu Wally przeżyje całkiem sporo przygód, z czego niektóre dość burzliwe. Przy okazji będzie mógł dowiedzieć się sporo o minerałach i o powstawaniu Ziemi. Przyjrzy się skałom i ruchom górotwórczym, dowie się, jak znaleźć złoto i - kiedy skały się topią. Jest to fantastyczna zabawa połączona z nauką. Nauczyciele raczej nie przedstawią wiadomości z taką werwą, z jaką robi to Sedona, w związku z czym lekturę warto polecić dzieciom, które lubią wiedzieć i zadawać pytania. Andy Hirsch do tematu skał podchodzi z dużą wyobraźnią. Wie, że nie da rady przedstawić tematu bez ruszania się z miejsca - dlatego swoich czytelników przerzuca z jednego końca świata na drugi, nakłada na mapy granice płyt tektonicznych i opowiada o tym, jakie zjawiska wpływają na kształtowanie się skał. Nie porządkuje danych, raczej skupia się na budowaniu emocjonującej akcji, bo to bardzo potrzebne do intrygowania małych czytelników i do przyciągania wszystkich do książki. Temat przecież do łatwych nie należy - a jednak trudno się będzie oderwać od czytania. "Skały i minerały. Od jaskiń do kosmosu" to książka dobrze skomponowana. Od nauki odrywa odbiorców relacja między Wallym i Sedoną - ona jest nastawiona ironicznie, to karykatura autorytetu (która ma też swoją słabostkę), on to naiwny idealista. Jedno ma wiedzę, drugie potrzebuje komentarzy, ale uważnie obserwuje otoczenie. Raczej trudno byłoby nauczyć się odróżniania poszczególnych skał po prostych i upraszczanych rysunkach - ale nie o to w książce chodzi, bardziej o odkrywanie pochodzenia skał. Wprowadza tu Andy Hirsch różne terminy związane z powstawaniem skał i minerałów. Sedona dysponuje mnóstwem ciekawych rekwizytów, ułatwiających zobrazowanie opowieści. Są tu widowiskowe porównania i rozpisane na kolejne kadry techniki tworzenia się albo niszczenia się skał. Dzięki temu łatwiej będzie wyobrazić sobie, o czym mowa - a to ważne zwłaszcza przy porównaniach, które wymagają rozmachu: przedstawiają ogromne wartości i stają się przez swoje wielkości abstrakcyjne - to miejsce na uruchomienie poczucia humoru, bo przecież bez tego nie dałoby się śledzić wywodu Sedony. "Skały i minerały" to tematyczna historia przygotowana tak, że może zainteresować odbiorców w różnym wieku. Naukomiks to dobry sposób na przyswajanie sobie wiadomości - dobra propozycja na wprowadzenie do geologii. Fanów komiksów przekona także jeszcze dynamizowanie obrazków: kolejne kadry tutaj są przedstawiane z naciskiem na emocje i zmienność, akcja staje się ważna, zwłaszcza że sam proces tworzenia się skał wypadałby bez tego zbyt statycznie. Jest to bardzo udana publikacja edukacyjna i rozrywkowa jednocześnie.
niedziela, 18 czerwca 2023
Chiara Pastorini, Perceval Barrier: Wielcy filozofowie. Prawdziwi mędrcy to buntownicy
Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Przemyślenia
Coraz częściej przybliża się dzieciom w ramach literatury czwartej podstawy filozofii: nazwiska i wybrane hasłowe zagadnienia. "Wielcy filozofowie. Prawdziwi mędrcy to buntownicy" to książka stworzona dla rozrywki, ale też po to, żeby odbiorcy zapamiętali z niej parę informacji i konkretnych postaci. Dzieci mogą dość łatwo wyrobić sobie serię skojarzeń i rozpoznawać charakterystyczne postawy lub idee. Być może zechcą też pogłębiać wiedzę, sprawdzać, co więcej do zaoferowania mieli konkretni filozofowie. Bo książka "Wielcy filozofowie" wcale nie wyczerpuje tematu, ani nawet nie nasyca nim. To zestaw wzmianek w formie dowcipnego komiksu. Zmiany czasowe są zaznaczane na osi, miarce na górze strony w nowych rozdziałach. Chiara Pastorini i Perceval Barrier dobrze się bawią, przybliżając młodym czytelnikom sposoby okiełznania filozofii. Stawiają przede wszystkim na krótkie scenki, które da się dowcipnie podsumować. Odbiorcy mają docenić nie tyle przedstawianie bryków filozoficznych - a sarkazm i pomysły na niebanalne prezentacje wielkich postaci. Są tutaj i pojedynki na poglądy, i charakterystyczne momenty z biografii, odpowiednio naświetlone. Są wplatane absurdalne dialogi - można się zastanawiać, czy dla filozofa gra komputerowa byłaby przyjemnością. Takich niespodzianek dla małych czytelników jest tu wiele, dzieci będą mogły sprawdzać, co jeszcze autorzy wymyślili o wielkich filozofach, jak ich ukazali przez pryzmat humoru. Faktycznie uruchamia się tu całkiem sporo dowcipów, wszystko, co dzisiaj może wywołać odruchowy protest odbiorców albo ich zdziwienie, zostaje podkreślone żartem. Do tego dochodzą dowcipy rysunkowe, nieuwzględniane w tekście: cykuta do wypicia pojawia się w formie herbatki ekspresowej z odpowiednim ostrzeżeniem na etykiecie. Mali czytelnicy będą mogli odkrywać wszystko w swoim tenpie. Zresztą chociaż poszczególne historie trzeba czytać linearnie, ale już cała książka wymyka się takiemu poznawaniu: można wybierać rozdziały albo wręcz wątki komiksowe. Każdy rozdział składa się z większej opowiastki, kilkustronicowej prezentacji - i z detali dokładanych do tego motywu. Dzięki takiemu dzieleniu zagadnienia na cząstki strawne dla wszystkich łatwiej będzie się przyswajało wiedzę z książki. Filozofia przestaje wydawać się groźna i niedostępna, zresztą specjalnie autorzy unikają trudnych pojęć i sedna sporów między kolejnymi myślicielami. Liczą się ciekawostki, sposoby na zaintrygowanie i na uświadomienie czytelnikom, czym właściwie jest filozofia. Dzięki zanurzeniu całości w śmiechu książka zyska wielu zwolenników. Lektura przyda się nawet starszym odbiorcom, jeśli ci będą chcieli nadrobić zaległości związane z filozofią - jako pierwszy krok w stronę szukania informacji. Co ciekawe, do opowieści włączonych zostało kilka kobiet, żeby zaprezentować walkę o prawa płci pięknej. Ładnie przygotowana została ta publikacja, spodoba się czytelnikom w różnym wieku - i tylko ci, którzy pasjonują się filozofią, mogą mieć niedosyt informacji i portretów. Bo przecież wybór dokonany przez autorów nie jest kanoniczny ani ostateczny, ale wystarczający, żeby zaintrygować, zachęcić małych odbiorców do zgłębiania filozofii.
Przemyślenia
Coraz częściej przybliża się dzieciom w ramach literatury czwartej podstawy filozofii: nazwiska i wybrane hasłowe zagadnienia. "Wielcy filozofowie. Prawdziwi mędrcy to buntownicy" to książka stworzona dla rozrywki, ale też po to, żeby odbiorcy zapamiętali z niej parę informacji i konkretnych postaci. Dzieci mogą dość łatwo wyrobić sobie serię skojarzeń i rozpoznawać charakterystyczne postawy lub idee. Być może zechcą też pogłębiać wiedzę, sprawdzać, co więcej do zaoferowania mieli konkretni filozofowie. Bo książka "Wielcy filozofowie" wcale nie wyczerpuje tematu, ani nawet nie nasyca nim. To zestaw wzmianek w formie dowcipnego komiksu. Zmiany czasowe są zaznaczane na osi, miarce na górze strony w nowych rozdziałach. Chiara Pastorini i Perceval Barrier dobrze się bawią, przybliżając młodym czytelnikom sposoby okiełznania filozofii. Stawiają przede wszystkim na krótkie scenki, które da się dowcipnie podsumować. Odbiorcy mają docenić nie tyle przedstawianie bryków filozoficznych - a sarkazm i pomysły na niebanalne prezentacje wielkich postaci. Są tutaj i pojedynki na poglądy, i charakterystyczne momenty z biografii, odpowiednio naświetlone. Są wplatane absurdalne dialogi - można się zastanawiać, czy dla filozofa gra komputerowa byłaby przyjemnością. Takich niespodzianek dla małych czytelników jest tu wiele, dzieci będą mogły sprawdzać, co jeszcze autorzy wymyślili o wielkich filozofach, jak ich ukazali przez pryzmat humoru. Faktycznie uruchamia się tu całkiem sporo dowcipów, wszystko, co dzisiaj może wywołać odruchowy protest odbiorców albo ich zdziwienie, zostaje podkreślone żartem. Do tego dochodzą dowcipy rysunkowe, nieuwzględniane w tekście: cykuta do wypicia pojawia się w formie herbatki ekspresowej z odpowiednim ostrzeżeniem na etykiecie. Mali czytelnicy będą mogli odkrywać wszystko w swoim tenpie. Zresztą chociaż poszczególne historie trzeba czytać linearnie, ale już cała książka wymyka się takiemu poznawaniu: można wybierać rozdziały albo wręcz wątki komiksowe. Każdy rozdział składa się z większej opowiastki, kilkustronicowej prezentacji - i z detali dokładanych do tego motywu. Dzięki takiemu dzieleniu zagadnienia na cząstki strawne dla wszystkich łatwiej będzie się przyswajało wiedzę z książki. Filozofia przestaje wydawać się groźna i niedostępna, zresztą specjalnie autorzy unikają trudnych pojęć i sedna sporów między kolejnymi myślicielami. Liczą się ciekawostki, sposoby na zaintrygowanie i na uświadomienie czytelnikom, czym właściwie jest filozofia. Dzięki zanurzeniu całości w śmiechu książka zyska wielu zwolenników. Lektura przyda się nawet starszym odbiorcom, jeśli ci będą chcieli nadrobić zaległości związane z filozofią - jako pierwszy krok w stronę szukania informacji. Co ciekawe, do opowieści włączonych zostało kilka kobiet, żeby zaprezentować walkę o prawa płci pięknej. Ładnie przygotowana została ta publikacja, spodoba się czytelnikom w różnym wieku - i tylko ci, którzy pasjonują się filozofią, mogą mieć niedosyt informacji i portretów. Bo przecież wybór dokonany przez autorów nie jest kanoniczny ani ostateczny, ale wystarczający, żeby zaintrygować, zachęcić małych odbiorców do zgłębiania filozofii.
wtorek, 21 lutego 2023
Andy Hirsch: Psy. Od drapieżników do obrońców
Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Bieganie za piłką
Rudy biega za piłką i bezustannie przekracza granice czasowe - przemieszcza się w czasie i przestrzeni niekoniecznie po to, żeby zdobyć upragnioną zabawkę. Piłka pozwala mu na teleportowanie się do różnych punktów historii i pokazywanie odbiorcom, jak wyglądało pierwsze spotkanie człowieka i psa. Odpowiada na pytania, czy pies wywodzi się od wilka, dlaczego jest tak dużo różniących się od siebie ras, co oznaczają konkretne zachowania psów lub rodzaje postaw... wiele tu zagadnień, które przydadzą się miłośnikom czworonogów i które pokazują inteligencję zwierząt oraz ich rolę w ludzkim świecie. A wszystko w komiksie - naukomiksie, czyli formie łączącej popularyzatorską wiedzę i rozrywkę. "Psy" to książka, która przynosi całkiem sporo wiadomości na temat zwierząt - i mnóstwo o biologii. Bo żeby zrozumieć powstanie psów, trzeba sięgnąć do kwestii genetyki i od DNA - takie informacje, łącznie z prawami Mendla, się tu przewijają i w pierwszej części tomu wydaje się w ogóle, że Rudy będzie się zajmował wyłącznie tłumaczeniem ewolucji i kwestii związanych z biologią, a nie z psami jako takimi. Po szczegółowych komentarzach i wyjaśnieniach przydatnych zwłaszcza dzieciom przejdzie jednak Andy Hirsch do prezentowania zagadnień związanych z psami. Tu w dużym skrócie: zdaje sobie świetnie sprawę, że temat-rzeka musi ograniczać na różne sposoby - nie uda mu się podać w tomie wszystkich danych, decyduje się zatem na najważniejsze. Między innymi omawia motyw zmysłów: bardzo długo opowiada o zapachach i o wyjątkowo czułym węchu. Co ciekawe, do kilku kadrów sprowadza kwestię psów pomagających ludziom - pies asystujący i pies, który jest w stanie zaalarmować chorego człowieka zasługiwałyby na rozszerzenie tematu, jednak Hirsch po prostu je wymienia, żeby zmieścić więcej ciekawostek.
"Psy. Od drapieżników do obrońców" to wyjaśnianie mitów i opracowywanie roli psa w życiu człowieka - wszystko w formie przyjemnej lektury i zabawnych obrazków. Dzieci z tej książki dowiedzą się sporo o czworonożnych przyjaciołach, ale będą się też dobrze bawić, bo Rudy - tak samo jak jego koledzy - to stworzenie wesołe i przyjazne. Psie mordki na obrazkach budzą radość i zainteresowanie, zachęcają do śledzenia opowieści. Andy Hirsch sięga tutaj oczywiście również po zagadnienie, które z definicji przyciąga najmłodszych: w końcu niemal każde dziecko chce mieć psa albo interesuje się psami - i to będzie dobra motywacja do sięgania po lekturę. "Psy" to publikacja zabawna i przystępna, chociaż jest tu dużo wiadomości poważnych i niemal podręcznikowych - autor potrafi je tak przerobić, żeby wszystkie wybrzmiewały atrakcyjnie i żeby nie nudziły. Tu nawet wykłady na temat dziedziczenia nie będą dla dzieci odstraszające czy zbyt trudne, a to oznacza, że lektura wprowadzi do lekcji szkolnych długo przed nimi.
Bieganie za piłką
Rudy biega za piłką i bezustannie przekracza granice czasowe - przemieszcza się w czasie i przestrzeni niekoniecznie po to, żeby zdobyć upragnioną zabawkę. Piłka pozwala mu na teleportowanie się do różnych punktów historii i pokazywanie odbiorcom, jak wyglądało pierwsze spotkanie człowieka i psa. Odpowiada na pytania, czy pies wywodzi się od wilka, dlaczego jest tak dużo różniących się od siebie ras, co oznaczają konkretne zachowania psów lub rodzaje postaw... wiele tu zagadnień, które przydadzą się miłośnikom czworonogów i które pokazują inteligencję zwierząt oraz ich rolę w ludzkim świecie. A wszystko w komiksie - naukomiksie, czyli formie łączącej popularyzatorską wiedzę i rozrywkę. "Psy" to książka, która przynosi całkiem sporo wiadomości na temat zwierząt - i mnóstwo o biologii. Bo żeby zrozumieć powstanie psów, trzeba sięgnąć do kwestii genetyki i od DNA - takie informacje, łącznie z prawami Mendla, się tu przewijają i w pierwszej części tomu wydaje się w ogóle, że Rudy będzie się zajmował wyłącznie tłumaczeniem ewolucji i kwestii związanych z biologią, a nie z psami jako takimi. Po szczegółowych komentarzach i wyjaśnieniach przydatnych zwłaszcza dzieciom przejdzie jednak Andy Hirsch do prezentowania zagadnień związanych z psami. Tu w dużym skrócie: zdaje sobie świetnie sprawę, że temat-rzeka musi ograniczać na różne sposoby - nie uda mu się podać w tomie wszystkich danych, decyduje się zatem na najważniejsze. Między innymi omawia motyw zmysłów: bardzo długo opowiada o zapachach i o wyjątkowo czułym węchu. Co ciekawe, do kilku kadrów sprowadza kwestię psów pomagających ludziom - pies asystujący i pies, który jest w stanie zaalarmować chorego człowieka zasługiwałyby na rozszerzenie tematu, jednak Hirsch po prostu je wymienia, żeby zmieścić więcej ciekawostek.
"Psy. Od drapieżników do obrońców" to wyjaśnianie mitów i opracowywanie roli psa w życiu człowieka - wszystko w formie przyjemnej lektury i zabawnych obrazków. Dzieci z tej książki dowiedzą się sporo o czworonożnych przyjaciołach, ale będą się też dobrze bawić, bo Rudy - tak samo jak jego koledzy - to stworzenie wesołe i przyjazne. Psie mordki na obrazkach budzą radość i zainteresowanie, zachęcają do śledzenia opowieści. Andy Hirsch sięga tutaj oczywiście również po zagadnienie, które z definicji przyciąga najmłodszych: w końcu niemal każde dziecko chce mieć psa albo interesuje się psami - i to będzie dobra motywacja do sięgania po lekturę. "Psy" to publikacja zabawna i przystępna, chociaż jest tu dużo wiadomości poważnych i niemal podręcznikowych - autor potrafi je tak przerobić, żeby wszystkie wybrzmiewały atrakcyjnie i żeby nie nudziły. Tu nawet wykłady na temat dziedziczenia nie będą dla dzieci odstraszające czy zbyt trudne, a to oznacza, że lektura wprowadzi do lekcji szkolnych długo przed nimi.
środa, 10 sierpnia 2022
Rosemary Mosco, Jon Chad: Układ Słoneczny. Nasze miejsce w kosmosie
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Podróże kosmiczne
Sara jest chora. Leży w łóżku i bardzo się nudzi. Nie wie, co ze sobą zrobić, a o jej desperacji najlepiej świadczy fakt, że zabrała się za porządkowanie skarpetek. Na szczęście przychodzi z wizytą jej koleżanka z klasy, Jill. Jill ma pomysł na to, jak przegonić nudę i zapewnić trochę rozrywki. Fascynuje się kosmosem i postanawia podzielić się ostatnią lekturą. Na jej bazie tworzy narrację - z wymyślonymi podróżnikami w kosmosie, z pojazdem kosmicznym napędzanym entuzplazmą i ze zwierzęcymi bohaterami. Podróżnicy są tu naszkicowani komicznie, każdy ma swoje przywary płynące bezpośrednio z gatunku, z jakiego się wywodzi - a do tego "ludzkie" cechy charakteru, przez które wchodzi w określone interakcje z innymi. Każdy rozdział poświęcony jest jednej planecie, a galaktyczne podróże wiążą się z koniecznością wysyłania do Sary raportów - pełnią one rolę podsumowań i przydają się, żeby utrwalić zdobyte właśnie wiadomości. Bohaterowie, ponieważ wywodzą się z fantazji, mogą bez przeszkód zdobywać praktyczne informacje - docierają tam, gdzie nie może wylądować człowiek, dzielą się wrażeniami i informacjami na temat kosmosu, a do tego - stale rozśmieszają swoimi zachowaniami. Dzięki temu odbiorcy, którzy sięgną po naukomiks "Układ Słoneczny", będą mogli dobrze się bawić i chłonąć wiedzę jednocześnie. "Układ Słoneczny. Nasze miejsce w kosmosie" to kolejna próba zaprezentowania młodym odbiorcom specyfiki różnych planet. Krótkie rozdziały zostały przygotowane tak, by wyeksponować to, co najdziwniejsze i najciekawsze. Liczą się zatem obrazowe porównania i pomysły rodem z filmów s-f, rzeczywistość, która zadziwia i która podpowiada, gdzie można by spodziewać się rozwoju form życia. Zwierzęcy bohaterowie nie infantylizują tej opowieści, ale nadają jej lekkości, sprawiając, że dzieci nie będą się męczyć nadmiarem informacji. Podążanie za postaciami pomaga w rozbudzaniu ciekawości i w zdobywaniu podstawowej wiedzy: charakterystyczne fakty o planetach mogą się później przydać w szkole, mogą też urozmaicić proces edukacji - znacznie przyjemniej czyta się komiks, choćby i w założeniu popularnonaukowy, niż podręczniki. Rosemary Mosco wprowadza wiadomości precyzyjnie i z pomysłem, Jon Chad za to stawia na kreskówkowe reakcje bohaterów, bardzo chętnie posługuje się przerysowaniami i emocjami podkreślanymi przez mimikę. Nie ma wątpliwości, jak bardzo podróż kosmiczna wpływa na zwierzęta - bardzo szybko przestaje mieć znaczenie fakt, że to drużyna wymyślona, stworzona tylko na potrzeby zabicia czasu i pocieszenia chorej koleżanki. Niby naiwny i mało kreatywny pomysł zamienia się tu w wielką przygodę - dzięki dobrze przemyślanej realizacji. Udaje się autorom i dostarczyć dzieciom sporo wiadomości, i - zapewnić im dobrą rozrywkę. "Układ Słoneczny. Nasze miejsce w kosmosie" to publikacja starannie przygotowana i wypełniona ciekawostkami, tak, żeby zachęcić odbiorców do samodzielnego zgłębiania wiedzy i do wpatrywania się w niebo - to dobry sposób na rozpoczęcie przygody z astronomią. Kto trafił już na poprzednie tomiki w serii Naukomiks nie będzie miał wątpliwości, że warto wzbogacić biblioteczkę o kolejne pozycje spod tego szyldu. Kto nie trafił - po lekturze błyskawicznie się przekona, że komiksy mogą stać się źródłem wiedzy.
Podróże kosmiczne
Sara jest chora. Leży w łóżku i bardzo się nudzi. Nie wie, co ze sobą zrobić, a o jej desperacji najlepiej świadczy fakt, że zabrała się za porządkowanie skarpetek. Na szczęście przychodzi z wizytą jej koleżanka z klasy, Jill. Jill ma pomysł na to, jak przegonić nudę i zapewnić trochę rozrywki. Fascynuje się kosmosem i postanawia podzielić się ostatnią lekturą. Na jej bazie tworzy narrację - z wymyślonymi podróżnikami w kosmosie, z pojazdem kosmicznym napędzanym entuzplazmą i ze zwierzęcymi bohaterami. Podróżnicy są tu naszkicowani komicznie, każdy ma swoje przywary płynące bezpośrednio z gatunku, z jakiego się wywodzi - a do tego "ludzkie" cechy charakteru, przez które wchodzi w określone interakcje z innymi. Każdy rozdział poświęcony jest jednej planecie, a galaktyczne podróże wiążą się z koniecznością wysyłania do Sary raportów - pełnią one rolę podsumowań i przydają się, żeby utrwalić zdobyte właśnie wiadomości. Bohaterowie, ponieważ wywodzą się z fantazji, mogą bez przeszkód zdobywać praktyczne informacje - docierają tam, gdzie nie może wylądować człowiek, dzielą się wrażeniami i informacjami na temat kosmosu, a do tego - stale rozśmieszają swoimi zachowaniami. Dzięki temu odbiorcy, którzy sięgną po naukomiks "Układ Słoneczny", będą mogli dobrze się bawić i chłonąć wiedzę jednocześnie. "Układ Słoneczny. Nasze miejsce w kosmosie" to kolejna próba zaprezentowania młodym odbiorcom specyfiki różnych planet. Krótkie rozdziały zostały przygotowane tak, by wyeksponować to, co najdziwniejsze i najciekawsze. Liczą się zatem obrazowe porównania i pomysły rodem z filmów s-f, rzeczywistość, która zadziwia i która podpowiada, gdzie można by spodziewać się rozwoju form życia. Zwierzęcy bohaterowie nie infantylizują tej opowieści, ale nadają jej lekkości, sprawiając, że dzieci nie będą się męczyć nadmiarem informacji. Podążanie za postaciami pomaga w rozbudzaniu ciekawości i w zdobywaniu podstawowej wiedzy: charakterystyczne fakty o planetach mogą się później przydać w szkole, mogą też urozmaicić proces edukacji - znacznie przyjemniej czyta się komiks, choćby i w założeniu popularnonaukowy, niż podręczniki. Rosemary Mosco wprowadza wiadomości precyzyjnie i z pomysłem, Jon Chad za to stawia na kreskówkowe reakcje bohaterów, bardzo chętnie posługuje się przerysowaniami i emocjami podkreślanymi przez mimikę. Nie ma wątpliwości, jak bardzo podróż kosmiczna wpływa na zwierzęta - bardzo szybko przestaje mieć znaczenie fakt, że to drużyna wymyślona, stworzona tylko na potrzeby zabicia czasu i pocieszenia chorej koleżanki. Niby naiwny i mało kreatywny pomysł zamienia się tu w wielką przygodę - dzięki dobrze przemyślanej realizacji. Udaje się autorom i dostarczyć dzieciom sporo wiadomości, i - zapewnić im dobrą rozrywkę. "Układ Słoneczny. Nasze miejsce w kosmosie" to publikacja starannie przygotowana i wypełniona ciekawostkami, tak, żeby zachęcić odbiorców do samodzielnego zgłębiania wiedzy i do wpatrywania się w niebo - to dobry sposób na rozpoczęcie przygody z astronomią. Kto trafił już na poprzednie tomiki w serii Naukomiks nie będzie miał wątpliwości, że warto wzbogacić biblioteczkę o kolejne pozycje spod tego szyldu. Kto nie trafił - po lekturze błyskawicznie się przekona, że komiksy mogą stać się źródłem wiedzy.
poniedziałek, 21 lutego 2022
Dan Zettwoch: Samochody i ich fascynujące silniki
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Pojazdy
Takiej książki potrzebowali wszyscy. Bardzo długo będzie inspirowała dzieci, pozwoli też ojcom na spędzanie czasu ze swoimi pociechami - bo trudno się będzie oderwać od prezentacji historii samochodów w komiksowej wersji. "Samochody i ich fascynujące silniki" to "naukomiks", który bardzo szczegółowo prezentuje nie tylko historię motoryzacji, ale i budowę silnika samochodu. Zaspokoi ciekawość dzieci i pomoże im w rozwijaniu pasji, a do tego - zachęci maluchy do nauki (bo przecież liczą się tu między innymi prawa fizyki). Nie jest to tomik tylko dla chłopców: pierwszą samochodową wyprawę odbywa kobieta - co powinno rozbudzić wyobraźnię kilkulatków i przekonać je, że wszystko jest możliwe. Dwutorowo biegnie ta opowieść: z jednej strony dzieci otrzymują relację o początkach samochodów, o pierwszych wynalazkach i problemach, które należało przezwyciężyć, żeby móc przemierzać dalekie trasy - z drugiej strony mogą zajrzeć pod maskę i sprawdzić, co dzieje się w silniku. Dan Zettwoch zachęca do zadawania pytań "jak to działa" i "dlaczego to się sprawdza", a przy okazji podsuwa całą masę ciekawostek. Wprowadza bohaterów, którzy potem przez dekady będą funkcjonować na marginesie rozwoju motoryzacji - i cieszyć humorem. Niektórych odbiorców zainteresuje najbardziej przeszłość - budowanie aut z rurek i desek, naprawianie ich szpilką do włosów i kupowanie benzyny w aptece - inni ucieszą się z futurystycznych wizji i przedziwnych aut bezzałogowych. Znajdzie się miejsce na zaprezentowanie historii samochodów elektrycznych i na wskazanie najdziwniejszych pojazdów, jakie ludzie wymyślili. Znajdzie się też miejsce na przedstawianie konstruktorów i ich wizji. Dzieci dowiedzą się, skąd wzięło się pojęcie koni mechanicznych i jak postrzegano pojazdy w przeszłości. Czasami zyskają też garść informacji dotyczących nie tylko branży motoryzacyjnej: w końcu można zahaczyć o wynalezienie koła czy o pochodzenie ropy naftowej. Wszystko to pojawia się we wzmiankach, w dodatkowych kadrach, które zaintrygują i przekonają do zgłębiania wiedzy.
Tomik składa się z szeregu objaśnień dotyczących różnych aspektów działania samochodów. Rozbijanie na części pierwsze elementów składowych aut, tłumaczenie, jak działa silnik i omawianie drobnych części to coś w sam raz dla małych odkrywców: ta książka przynosi naprawdę szeroką wiedzę z dziedziny motoryzacji i nie tylko kilkulatki - nawet ich starsze rodzeństwo - zareagują na ten tomik z zachwytem. Nie ma tu infantylizowania ani zbywania odbiorców, wszystko można przekazać w czytelnych i rzeczowych komentarzach. Forma komiksu nadaje lekkości, ale nie umniejsza wartości edukacyjnych. Rozrywkę zapewnia natomiast humor, obecny w kolejnych kadrach i opowieściach (ironiczne wstawki pokazujące porażki na drodze rozwoju motoryzacji spodobają się nawet dorosłym czytelnikom). Nie chodzi tu zatem jedynie o przedstawienie historii motoryzacji: liczy się też możliwość utrwalenia wiadomości i zapewnienie dzieciom zabawy. O samochodach można opowiadać długo: to nie jest książka do przeczytania na jeden raz i odłożenia na półkę, dzieci będą dzięki niej poznawać specyfikę konstrukcji i zastanawiać się nad wynalazkami. To tomik, który może zachęcić maluchy do uczenia się - podpowiada, czym się zainteresować, żeby zajmować się samochodami znacznie bardziej fachowo. Wyjątkowo udane połączenie treści i formy sprawia, że "Samochody i ich fascynujące silniki" to publikacja, która powinna się znaleźć w każdym domu. Nie tylko dzieci docenią szczegółowość opisów i komizm - rzadko zdarza się to połączenie w wysokiej jakości w literaturze czwartej. Tym razem Dan Zettwoch wie, co zrobić, żeby zjednoczyć nad tomikiem fanów motoryzacji w każdym wieku.
Pojazdy
Takiej książki potrzebowali wszyscy. Bardzo długo będzie inspirowała dzieci, pozwoli też ojcom na spędzanie czasu ze swoimi pociechami - bo trudno się będzie oderwać od prezentacji historii samochodów w komiksowej wersji. "Samochody i ich fascynujące silniki" to "naukomiks", który bardzo szczegółowo prezentuje nie tylko historię motoryzacji, ale i budowę silnika samochodu. Zaspokoi ciekawość dzieci i pomoże im w rozwijaniu pasji, a do tego - zachęci maluchy do nauki (bo przecież liczą się tu między innymi prawa fizyki). Nie jest to tomik tylko dla chłopców: pierwszą samochodową wyprawę odbywa kobieta - co powinno rozbudzić wyobraźnię kilkulatków i przekonać je, że wszystko jest możliwe. Dwutorowo biegnie ta opowieść: z jednej strony dzieci otrzymują relację o początkach samochodów, o pierwszych wynalazkach i problemach, które należało przezwyciężyć, żeby móc przemierzać dalekie trasy - z drugiej strony mogą zajrzeć pod maskę i sprawdzić, co dzieje się w silniku. Dan Zettwoch zachęca do zadawania pytań "jak to działa" i "dlaczego to się sprawdza", a przy okazji podsuwa całą masę ciekawostek. Wprowadza bohaterów, którzy potem przez dekady będą funkcjonować na marginesie rozwoju motoryzacji - i cieszyć humorem. Niektórych odbiorców zainteresuje najbardziej przeszłość - budowanie aut z rurek i desek, naprawianie ich szpilką do włosów i kupowanie benzyny w aptece - inni ucieszą się z futurystycznych wizji i przedziwnych aut bezzałogowych. Znajdzie się miejsce na zaprezentowanie historii samochodów elektrycznych i na wskazanie najdziwniejszych pojazdów, jakie ludzie wymyślili. Znajdzie się też miejsce na przedstawianie konstruktorów i ich wizji. Dzieci dowiedzą się, skąd wzięło się pojęcie koni mechanicznych i jak postrzegano pojazdy w przeszłości. Czasami zyskają też garść informacji dotyczących nie tylko branży motoryzacyjnej: w końcu można zahaczyć o wynalezienie koła czy o pochodzenie ropy naftowej. Wszystko to pojawia się we wzmiankach, w dodatkowych kadrach, które zaintrygują i przekonają do zgłębiania wiedzy.
Tomik składa się z szeregu objaśnień dotyczących różnych aspektów działania samochodów. Rozbijanie na części pierwsze elementów składowych aut, tłumaczenie, jak działa silnik i omawianie drobnych części to coś w sam raz dla małych odkrywców: ta książka przynosi naprawdę szeroką wiedzę z dziedziny motoryzacji i nie tylko kilkulatki - nawet ich starsze rodzeństwo - zareagują na ten tomik z zachwytem. Nie ma tu infantylizowania ani zbywania odbiorców, wszystko można przekazać w czytelnych i rzeczowych komentarzach. Forma komiksu nadaje lekkości, ale nie umniejsza wartości edukacyjnych. Rozrywkę zapewnia natomiast humor, obecny w kolejnych kadrach i opowieściach (ironiczne wstawki pokazujące porażki na drodze rozwoju motoryzacji spodobają się nawet dorosłym czytelnikom). Nie chodzi tu zatem jedynie o przedstawienie historii motoryzacji: liczy się też możliwość utrwalenia wiadomości i zapewnienie dzieciom zabawy. O samochodach można opowiadać długo: to nie jest książka do przeczytania na jeden raz i odłożenia na półkę, dzieci będą dzięki niej poznawać specyfikę konstrukcji i zastanawiać się nad wynalazkami. To tomik, który może zachęcić maluchy do uczenia się - podpowiada, czym się zainteresować, żeby zajmować się samochodami znacznie bardziej fachowo. Wyjątkowo udane połączenie treści i formy sprawia, że "Samochody i ich fascynujące silniki" to publikacja, która powinna się znaleźć w każdym domu. Nie tylko dzieci docenią szczegółowość opisów i komizm - rzadko zdarza się to połączenie w wysokiej jakości w literaturze czwartej. Tym razem Dan Zettwoch wie, co zrobić, żeby zjednoczyć nad tomikiem fanów motoryzacji w każdym wieku.
sobota, 26 czerwca 2021
Andy Hirsch: Koty. Natura i wychowanie
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Prezent dla kociarzy
Andy Hirsch tworzy naukomiks dla wszystkich, niezależnie od wieku. „Koty. Natura i wychowanie” to po prostu propozycja dla kociarzy, opowieść z perspektywy Fasolki, kociej gwiazdy mediów społecznościowych. Fasolka była kiedyś kotem z ulicy: głodnym, wychudzonym i wystraszonym, aż w końcu trafiła na swojego człowieka, który pokochał ją natychmiast i równie błyskawicznie zdobył zaufanie kociaka. Teraz Fasolka bryluje, zajmuje się wylegiwaniem się w plamie światła i jedzeniem przysmaków, a wszyscy roztkliwiają się nad jej pięknem. Fasolka prowadzi podwójną narrację. Przede wszystkim pokazuje kocią codzienność. Tłumaczy, jak zachowują się koty, czego potrzebują, dlaczego działają w określony sposób, co znaczy, kiedy wysyłają konkretne sygnały, jak dogadują się między sobą i co zamierzają osiągnąć przez swoje działania – ale też, skąd wzięły się różne kocie odruchy i reakcje. Kocia codzienność przeplatana jest drobnymi uwagami dotyczącymi życia na ulicy, tak, żeby czytelnicy zrozumieli, dlaczego Fasolka potrzebowała pomocy. Druga część narracji dotyczy różnych gatunków dzikich wielkich kotów – tutaj pojawiają się lwy, tygrysy i mnóstwo innych kotowatych. Fasolka prezentuje z kolei ich zwyczaje i postawy, porównuje ich egzystencję z kotami domowymi i zwraca uwagę na poszczególne elementy budowy ciała czy cechy, których nie mają inne ssaki.
Od czasu do czasu bohaterka potrzebuje impulsu, żeby zmienić kierunek narracji. Kiedy opowiada, pojawiają się odrębne pytania albo hasła – i to staje się pretekstem do zwrócenia uwagi na inne aspekty bycia kotem. Kocie życie staje się naprawdę inspirujące i intrygujące. Fasolka nie stara się tworzyć encyklopedycznych wywodów, zresztą nie pasuje to do struktury komiksu. Pozwala sobie za to na rozmaite zabawy kadrami: bywa, że sceny stricte komiksowe, rodem z anime, zostają zatrzymane w rysunku, by doszedł do nich kot-narrator i wskazał konkretne punkty, którym należy się przyjrzeć. Zabiegi rodem z narracji szkatułkowej i mnóstwo żartów – to wyznaczniki tomu „Koty. Natura i wychowanie”. Fasolka może żartować na dowolny temat, zwykle szuka puent i odkryć, które zaskoczą odbiorców. Wprowadza wyjaśnienia, które następnie dodatkowo wykorzystuje jako źródło śmiechu – to prosta droga do zapisania wiadomości w pamięci czytelników, bez trudu będzie można się z tego naukomiksu dowiedzieć sporo o kotach. Ilustracje są tutaj bajkowe i raczej upraszczane (bliżej im do kreskówki niż do humoru Fistaszków), a jednak to same pomysły przyciągają odbiorców. Prowadzenie narracji komiksowej pozwala na odpowiednie kadrowanie i sterowanie uwagą czytelników, tak, by pokazać im i naświetlić poszczególne dane. Humor wielopłaszczyznowy sprawia, że książką zainteresują się różne grupy odbiorców, nie jest to propozycja wyłącznie dla dzieci – każdy, kto kocha koty, będzie chciał podążać za Fasolką i szukać tematów do żartów w kociej przestrzeni. Sporo można się dowiedzieć, ale też – dobrze bawić i to cecha dobrze przygotowanej publikacji.
Prezent dla kociarzy
Andy Hirsch tworzy naukomiks dla wszystkich, niezależnie od wieku. „Koty. Natura i wychowanie” to po prostu propozycja dla kociarzy, opowieść z perspektywy Fasolki, kociej gwiazdy mediów społecznościowych. Fasolka była kiedyś kotem z ulicy: głodnym, wychudzonym i wystraszonym, aż w końcu trafiła na swojego człowieka, który pokochał ją natychmiast i równie błyskawicznie zdobył zaufanie kociaka. Teraz Fasolka bryluje, zajmuje się wylegiwaniem się w plamie światła i jedzeniem przysmaków, a wszyscy roztkliwiają się nad jej pięknem. Fasolka prowadzi podwójną narrację. Przede wszystkim pokazuje kocią codzienność. Tłumaczy, jak zachowują się koty, czego potrzebują, dlaczego działają w określony sposób, co znaczy, kiedy wysyłają konkretne sygnały, jak dogadują się między sobą i co zamierzają osiągnąć przez swoje działania – ale też, skąd wzięły się różne kocie odruchy i reakcje. Kocia codzienność przeplatana jest drobnymi uwagami dotyczącymi życia na ulicy, tak, żeby czytelnicy zrozumieli, dlaczego Fasolka potrzebowała pomocy. Druga część narracji dotyczy różnych gatunków dzikich wielkich kotów – tutaj pojawiają się lwy, tygrysy i mnóstwo innych kotowatych. Fasolka prezentuje z kolei ich zwyczaje i postawy, porównuje ich egzystencję z kotami domowymi i zwraca uwagę na poszczególne elementy budowy ciała czy cechy, których nie mają inne ssaki.
Od czasu do czasu bohaterka potrzebuje impulsu, żeby zmienić kierunek narracji. Kiedy opowiada, pojawiają się odrębne pytania albo hasła – i to staje się pretekstem do zwrócenia uwagi na inne aspekty bycia kotem. Kocie życie staje się naprawdę inspirujące i intrygujące. Fasolka nie stara się tworzyć encyklopedycznych wywodów, zresztą nie pasuje to do struktury komiksu. Pozwala sobie za to na rozmaite zabawy kadrami: bywa, że sceny stricte komiksowe, rodem z anime, zostają zatrzymane w rysunku, by doszedł do nich kot-narrator i wskazał konkretne punkty, którym należy się przyjrzeć. Zabiegi rodem z narracji szkatułkowej i mnóstwo żartów – to wyznaczniki tomu „Koty. Natura i wychowanie”. Fasolka może żartować na dowolny temat, zwykle szuka puent i odkryć, które zaskoczą odbiorców. Wprowadza wyjaśnienia, które następnie dodatkowo wykorzystuje jako źródło śmiechu – to prosta droga do zapisania wiadomości w pamięci czytelników, bez trudu będzie można się z tego naukomiksu dowiedzieć sporo o kotach. Ilustracje są tutaj bajkowe i raczej upraszczane (bliżej im do kreskówki niż do humoru Fistaszków), a jednak to same pomysły przyciągają odbiorców. Prowadzenie narracji komiksowej pozwala na odpowiednie kadrowanie i sterowanie uwagą czytelników, tak, by pokazać im i naświetlić poszczególne dane. Humor wielopłaszczyznowy sprawia, że książką zainteresują się różne grupy odbiorców, nie jest to propozycja wyłącznie dla dzieci – każdy, kto kocha koty, będzie chciał podążać za Fasolką i szukać tematów do żartów w kociej przestrzeni. Sporo można się dowiedzieć, ale też – dobrze bawić i to cecha dobrze przygotowanej publikacji.
czwartek, 25 lipca 2019
Joe Flood: Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie
Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.
Pod wodą
Dinozaury wzbudzają fascynację najmłodszych czytelników, ale są już tematem rozczytanym na wiele możliwych sposobów. Przychodzi zatem czas na kolejną grupę stworzeń wpływających na wyobraźnię – nie tylko dzieci. Rekiny trafiają do historii w ramach twórczości masowej, a to otwiera pole do rozmaitych nadużyć. W efekcie powtarza się mity o rekinach (krzywdzące dla nich i prowadzące nawet w wersji ekstremalnej do wyniszczania gatunku), zapominając o rzeczywistym pięknie, jakie skrywa się pod wodą. Joe Flood tworzy „naukomiks”, książkę, która ma przybliżać dzieciom fakty o rekinach – i rozwiewać wątpliwości albo usuwać fałszywe przekonania.
Najpierw forma: książka „Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie” nie jest komiksem, chociaż takie mogłaby sprawiać wrażenie. To zestaw obrazków z podpisami, jednak nie ma w nich konkretnej fabularnej historii. Raczej Joe Flood wybiera sposób komentowania informacji obrazkami (albo odwrotnie, chociaż rzadziej). Kiedy wybiera z zestawu danych jakąś sensację, stara się odzwierciedlić ją na drobnej ilustracji, tak, by całość zapadła dzieciom w pamięć. To trudne zadanie, jeśli bierze się pod uwagę, ile wiadomości chce autor przekazać: niemal każdy kadr przynosi kolejne ciekawostki. Bardzo dużo obrazków ma uświadamiać dzieciom, jak wyglądają poszczególne gatunki rekinów, jakie mają rozmiary, czasami dla porównania pojawiają się podobne rysunki dotyczące ludzi lub różnych gatunków zwierząt. Widać jednak wyraźnie, że nie historia ma tu znaczenie, a treści. Usiłuje Flood sprzedać jak najwięcej informacji na przestrzeni kolejnych stron. Rytm kadr-wiadomość po pewnym czasie zaczyna się odrobinę rozrzedzać, wtedy może autor na przykład sugerować obrazkami reakcje ludzi na rekiny czy nawet wprowadzać humorystyczne wstawki. Kiedy bezimienni bohaterowie komiksu zaczynają wchodzić ze sobą w dialog (a częściej po prostu w dymkach komentować informacje) – robi się znacznie ciekawiej i odbiorcy będą mogli wreszcie zacząć się cieszyć lekturą, bez obciążeń edukacyjnych. To sprawia, że „Rekinów” do końca nie chce się odkładać na półkę: każda strona może dostarczyć nowych zaskoczeń i każda też pełna jest ciekawych faktów z życia rekinów. Jakby tego było mało, autor zastanawia się także nad pochodzeniem rozmaitych fałszywych sądów na temat rekinów: sprawdza, ile krzywdy zrobił film „Szczęki” i dlaczego rekiny tak chętnie wykorzystywane są w filmach grozy czy horrorach. Analizuje doniesienia medialne, rozprawia się z kłamstwami (rekiny nie potrafią wyczuć kropli krwi w wodzie, a ludzi nie atakują, żeby ich zjeść). Chce, żeby odbiorcy pokochali te stworzenia i żeby nie stanowili zagrożenia dla przedstawicieli gatunku. Tylko przez szerzenie wiedzy – i przez oswajanie nieznanego za pomocą śmiechu czy bajkowości – może się to udać, edukowanie najmłodszego pokolenia jest w tym wypadku bardzo ważne. Dzieci mogą po lekturze dalej fascynować się rekinami, ale już nie widzieć w nich krwiożerczych i bezwzględnych bestii, a przepiękne istoty, które zasługują na ocalenie. Fakt, że książka pełni też funkcję rozrywkową, wychodzi jej tylko na dobre, udowadnia, że zdobywanie wiedzy nie musi być nudne.
Pod wodą
Dinozaury wzbudzają fascynację najmłodszych czytelników, ale są już tematem rozczytanym na wiele możliwych sposobów. Przychodzi zatem czas na kolejną grupę stworzeń wpływających na wyobraźnię – nie tylko dzieci. Rekiny trafiają do historii w ramach twórczości masowej, a to otwiera pole do rozmaitych nadużyć. W efekcie powtarza się mity o rekinach (krzywdzące dla nich i prowadzące nawet w wersji ekstremalnej do wyniszczania gatunku), zapominając o rzeczywistym pięknie, jakie skrywa się pod wodą. Joe Flood tworzy „naukomiks”, książkę, która ma przybliżać dzieciom fakty o rekinach – i rozwiewać wątpliwości albo usuwać fałszywe przekonania.
Najpierw forma: książka „Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie” nie jest komiksem, chociaż takie mogłaby sprawiać wrażenie. To zestaw obrazków z podpisami, jednak nie ma w nich konkretnej fabularnej historii. Raczej Joe Flood wybiera sposób komentowania informacji obrazkami (albo odwrotnie, chociaż rzadziej). Kiedy wybiera z zestawu danych jakąś sensację, stara się odzwierciedlić ją na drobnej ilustracji, tak, by całość zapadła dzieciom w pamięć. To trudne zadanie, jeśli bierze się pod uwagę, ile wiadomości chce autor przekazać: niemal każdy kadr przynosi kolejne ciekawostki. Bardzo dużo obrazków ma uświadamiać dzieciom, jak wyglądają poszczególne gatunki rekinów, jakie mają rozmiary, czasami dla porównania pojawiają się podobne rysunki dotyczące ludzi lub różnych gatunków zwierząt. Widać jednak wyraźnie, że nie historia ma tu znaczenie, a treści. Usiłuje Flood sprzedać jak najwięcej informacji na przestrzeni kolejnych stron. Rytm kadr-wiadomość po pewnym czasie zaczyna się odrobinę rozrzedzać, wtedy może autor na przykład sugerować obrazkami reakcje ludzi na rekiny czy nawet wprowadzać humorystyczne wstawki. Kiedy bezimienni bohaterowie komiksu zaczynają wchodzić ze sobą w dialog (a częściej po prostu w dymkach komentować informacje) – robi się znacznie ciekawiej i odbiorcy będą mogli wreszcie zacząć się cieszyć lekturą, bez obciążeń edukacyjnych. To sprawia, że „Rekinów” do końca nie chce się odkładać na półkę: każda strona może dostarczyć nowych zaskoczeń i każda też pełna jest ciekawych faktów z życia rekinów. Jakby tego było mało, autor zastanawia się także nad pochodzeniem rozmaitych fałszywych sądów na temat rekinów: sprawdza, ile krzywdy zrobił film „Szczęki” i dlaczego rekiny tak chętnie wykorzystywane są w filmach grozy czy horrorach. Analizuje doniesienia medialne, rozprawia się z kłamstwami (rekiny nie potrafią wyczuć kropli krwi w wodzie, a ludzi nie atakują, żeby ich zjeść). Chce, żeby odbiorcy pokochali te stworzenia i żeby nie stanowili zagrożenia dla przedstawicieli gatunku. Tylko przez szerzenie wiedzy – i przez oswajanie nieznanego za pomocą śmiechu czy bajkowości – może się to udać, edukowanie najmłodszego pokolenia jest w tym wypadku bardzo ważne. Dzieci mogą po lekturze dalej fascynować się rekinami, ale już nie widzieć w nich krwiożerczych i bezwzględnych bestii, a przepiękne istoty, które zasługują na ocalenie. Fakt, że książka pełni też funkcję rozrywkową, wychodzi jej tylko na dobre, udowadnia, że zdobywanie wiedzy nie musi być nudne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






