* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smerfy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smerfy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 sierpnia 2025

Smerfy. Wielki film. Nowa kolekcja bajek

Harperkids, Warszawa 2025.

Z wioski

Bardzo dobry jest ten tomik, nawet jeśli dziecko dopiero ma poznawać przygody małych niebieskich stworków i czarnoksiężnika, który zawsze chce je upolować i zjeść. „Smerfy. Wielki film. Nowa kolekcja bajek” to książka w twardych napowietrzonych okładkach, bardzo przyjemnych w dotyku – i bogato ilustrowana. Chce się ją przeglądać, ale przede wszystkim ze względu na zawartość, pięć sycących opowiadań pokazujących wielkie przygody niedużych bohaterów. Co ciekawe, fanów klasyki – na przykład rodziców czytających o przygodach Smerfów swoim pociechom – zaskoczyć może obecność wielu postaci, których nie było w oryginalnej kreskówkowej serii. Jest tu między innymi Hecka Grymuarek, magiczna księga, która sama ożywa. Jest Gradobitka – bo już od dawna twórcy po Peyo próbowali przełamać monopol Smerfetki na pobyt w wiosce żeńskich postaci. Co dziwne, jest też zły czarnoksiężnik Razamel oraz… brat Papy Smerfa, Ken. I tak galeria postaci mocno się rozbudowuje – nie wiadomo, czy jest to odbiorcom potrzebne, na pewno przyda się autorom historyjek, którzy mogą dzięki temu wprowadzać bardziej dynamiczną akcję.

Rzeczywistość spoza bajki mocno wkracza do świata Smerfów i w tym tomiku jest to widoczne. W opowiadaniu „Zupa Kucharza” Ważniak zajmuje się… wystawianiem recenzji (i przydzielaniem gwiazdek) potrawom przygotowywanym przez Kucharza, zupełnie jakby Smerfy miały wybór i mogły korzystać z usług innych gotujących. Wiadomo, że to musi prowadzić do konfliktów i nieporozumień – ale bohaterowie przekonają się, jak ważne jest docenianie tych, którzy są za coś odpowiedzialni w lokalnej społeczności. Przy „Wyścigu” do akcji wchodzą ślimaki napędzane magią – tu nie da się przewidzieć, kto wygra. Dwa Smerfy chcą udowodnić swoją przydatność i zaopiekować się Smerfikiem, zdejmując z głowy Papy Smerfa spoko komplikacji – ale opieka nie przychodzi łatwo, więc trzeba będzie sporo się napocić, żeby wreszcie zapanował spokój. W „Opowieści filmowej” mnóstwo będzie czarów i przechodzenia przez magiczne portale do światów nawet znanych z rzeczywistości pozaliterackiej – Smerfy mogą znaleźć się między innymi w Paryżu. Najbardziej klasyczny w duchu jest tomik „Na smerfojagody” – to kolejny podstęp Gargamela, który zamierza złapać i zjeść niebieskie stworki. Gargamel postanawia zniszczyć wszystkie krzaki smerfojagód w lesie, zasadzić grządki w pobliżu swojego zamku i w ten sposób zapewnić sobie świeże dostawy Smerfów. Oczywiście bohaterowie myślą – i nie wpadną w tak przewidywalną pułapkę.

W tym tomiku liczą się przygody, a nie pouczanie najmłodszych – więc dzieci chętnie będą zapoznawać się z bajkami. Kolejne historie przypominają te z kreskówek, chociaż trochę szkoda odejścia od najbardziej typowych w cyklu postaci – niewielu z dawnych czasów powraca do fabuł, w ich miejsce pojawiają się nowi, jak Bezimek, nie wiadomo z czego słynący – ale póki wszystko jest utrzymane w duchu klasyki, da się to strawić. Najdziwniejsze wrażenie przy stylizowanych na dawne opowiastkach robią trójwymiarowe ilustracje – to wyzwanie dla rodziców, którzy będą czytać o przygodach Smerfów swoim pociechom.

środa, 28 lutego 2024

Smerfy. Sensacyjny temat

Harperkids, Warszawa 2024.

Atrakcje

Przy tej historii dzieci, które ćwiczą sztukę samodzielnego czytania, nudzić się na pewno nie będą. Co więcej, nawet dorośli – gdyby towarzyszyli maluchom w lekturze – mogą docenić złożoność akcji i intryg. „Smerfy. Sensacyjny temat” to książeczka niewielka rozmiarowo, za to o sporej i ciekawej fabule. Ma to spore znaczenie, jeśli bierze się pod uwagę fakt, że trzeba dzieci przyciągnąć do książek jako formy rozrywki (i treningu czytania). Świat w tej bajce jest nieco inny niż stworzony przez Peyo przed dekadami – ale wciąga i uwodzi nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Wszystko zaczyna się u Smerfa Reportera. Dziennikarz szuka tematów do artykułów – wie, że najbardziej intrygujące będą doniesienia prosto z zamku czarnoksiężnika, udaje się więc do Gargamela i przypadkowo nagrywa jego scysję z mamą. Wykrywa przy tym źródło lęków czarnoksiężnika. Eskapada przynosi wprawdzie poczytny reportaż, ale również zakaz wybierania się do zamku – Papa Smerf stoi na straży bezpieczeństwa Smerfów i nie zgadza się na to, by którykolwiek z jego podopiecznych narażał życie, a może i całą wioskę. Tylko że Reporter już nie da się zatrzymać, udaje się do zamku po raz drugi.

Jest tu sporo niespodzianek dla dzieci: dynamiczna akcja nie pozwala przewidzieć finału, nie ma nastawienia na jednoznaczny morał, do którego musiałyby prowadzić wszystkie drogi opowieści. Jedna przygoda się kończy, natychmiast zaczyna się następna, tak, żeby nie pozostawiać uczucia niedosytu – „Sensacyjny temat” rzeczywiście dostarcza sensacji, nie tylko w gazecie prowadzonej przez Smerfa Reportera. Przy okazji dorośli mogą porozmawiać po lekturze ze swoimi pociechami o tym, jakich granic nie powinno się przekraczać i jakie błędy popełniał bohater. Wydaje się, że to drobny zeszyt, może łatwo zniknąć z oczu na księgarskich półkach – a jednak zawarta tu historia jest gęsta od wydarzeń i spodoba się dzieciom z racji swojej wielowymiarowości i dawkowania napięcia. Tu rzeczywiście coś się przez cały czas dzieje, nie ma mowy o zatrzymywaniu się w ramach akcji. Opisy nie grają żadnej roli, skoro dzieci doskonale znają świat Smerfów – a pojawiają się jeszcze dodatkowe dowcipy (jak mama czy kuzyn Gargamela). „Sensacyjny temat” to książeczka, która przypomina, jak powinny być konstruowane opowiastki dla dzieci – nawet te traktowane po macoszemu z racji użytkowego charakteru, przeznaczone do ćwiczenia czytania – nie chodzi przecież o to, żeby poprawnie łączyć ze sobą wyrazy, ale o to, żeby treść zaangażowała dzieci i zapewniła im trochę dobrej zabawy. Tutaj tak jest i odbiorcy z pewnością chętnie będą po takiej lekturowej przygodzie do książek wracać. Losy Smerfów wciągną dzieci – sprawią też, że można będzie zastanowić się trochę nad ewentualnym wyborem zawodu (chociaż to już poboczny aspekt lektury). Ponieważ tomik jest picture bookiem, da się go też z przyjemnością oglądać (fakt, że pokolenie rodziców nie będzie mogło odżałować dwuwymiarowych Smerfów – ale młodsi nie znają już innych bohaterów, więc skoro to książeczka do nich kierowana, nie mogło być inaczej). Naprawdę warto pochylić się nad tym niepozornym tomikiem – bo pokazuje, dlaczego czytać książki w wolnych chwilach.

wtorek, 26 grudnia 2023

Smerfy. Bajki 5 minut przed snem

Harperkids, Warszawa 2023.

Niebieski świat

Bardzo dobry pomysł na bajki 5 minut przed snem realizuje konsekwentnie Harperkids - a w cyklu pojawiają się krótkie historie do czytania dzieciom na dobranoc - dodatkowym bodźcem do lektury mają być bohaterowie znani z telewizyjnych kreskówek oraz filmów familijnych. W związku z tym nie trzeba będzie przekonywać najmłodszych, że warto prześledzić kolejne opowiadania. Ich twórcy zawsze dbają o to, by przesłania, jakie płyną dla bohaterów, były automatycznie lekcją dla czytelników - żeby dzieciom wpajać pozytywne wzorce i właściwe zachowania. Dorosłym, którzy będą czytać swoim pociechom, może się to wydawać trochę zbyt oczywiste i mocno dydaktyczne, ale dzieci będą przede wszystkim przeżywać przygody postaci. "Smerfy. Bajki 5 minut przed snem" to tomik, który wygląda apetycznie i zawiera osiem bogato ilustrowanych historii ze Smerfami (w wersji 3D, więc rodzice przyzwyczajeni do kreskówki Peyo mogą trochę cierpieć przy tych kształtach). Znalazł się tutaj pojedynek o tytuł najsilniejszego smerfa (wiadomo, że prym wiedzie Osiłek, jednak tym razem w zawodach wszystko może się wydarzyć), Halloweenowe przebieranki z "nowym" w wiosce Strachusiem, który wszystkiego się boi, ale musi wziąć udział w zabawie. Żeby wynagrodzić części odbiorców sportowe zmagania pojawi się też pojedynek w zakresie projektowania mody (Laluś i Krawiec kłócą się o to, kto stworzy najlepszy kostium dla Smerfów - a wioska ma rozstrzygnąć, kto poradził sobie z zadaniem najlepiej). Jednego ze Smerfów trzeba przebrać za Supersmerfa, żeby w supersmerfnym kostiumie mógł ratować przyjaciół z opresji - przyda się taki superbohater w wiosce, w której ciągle ktoś gdzieś wpada w tarapaty... nawet jeśli sam Supersmerf nie jest specjalnie zdolny i może te tarapaty potęgować. Wynalazki tworzone w wiosce mogą czasami posłużyć do pokonywania Gargamela - który raz po raz powraca, żeby napędzić stracha niebieskim stworkom.

Opowiadania są krótkie i wypełnione akcją, dzieje się w nich dużo i dzieci będą mogły przeżywać prawdziwe przygody z wieloma emocjami - wiadomo, że Smerfom zawsze uda się wyjść cało z opresji, więc strach nie będzie zbyt silny, pojawi się raczej ciekawość, jak tym razem poradzą sobie z zadaniami. Jeśli Smerfy kłócą się między sobą, autorzy próbują pokazać dzieciom ich własną codzienność i relacje z rówieśnikami. Jeśli w grę wchodzi zewnętrzne niebezpieczeństwo - Gargamel z Klakierem albo Pasibrzuch - to Smerfy jednoczą się i działają we wspólnym celu - by ochronić siebie i ocalić wioskę. Jest tu zatem lekcja współpracy i wyjaśnienie, że każdy jest wartościowy i każdy - nawet najmniej zdolny - może przydać się grupie. Historie o Smerfach zostały przygotowane tak, by w każdej pojawiał się cenny dla dzieci morał, oczywisty, ale też przydatny. Odbiorcy nauczą się czegoś z lektury, a przy okazji będą mieć sporo rozrywki - bo rzadko dzisiaj pamięta się o konieczności dynamizowania fabuły w historiach dla najmłodszych. Tu przygody rozgrywają się w starym stylu, bez nadmiernego ochraniania odbiorców przed złem i strachem - może pojawić się poważne niebezpieczeństwo albo tylko niegroźny strach przez chwilę - wszystko będzie tak samo atrakcyjne z perspektywy dzieci.

poniedziałek, 13 lutego 2023

Koloruj i naklejaj: Smerfy / Tomek i przyjaciele

Harperkids, Warszawa 2023.

Zabawy

Seria Koloruj i naklejaj cieszy się wielkim uznaniem najmłodszych, nie tylko dlatego, że łączy ulubione rozrywki dzieci, ale też z powodu nawiązywania do kreskówkowych bohaterów doskonale odbiorcom znanych. Idea tych prostych zeszytów dużego formatu jest czytelna dla wszystkich: oto tradycyjne kolorowanki w nietradycyjnym wydaniu. Na każdej stronie pojawia się duża postać z wybranej kreskówki i krótki opis (który dzieci mogą pominąć, jeśli jeszcze samodzielnie nie czytają - albo którego mogą po prostu wysłuchać, bo znajomość treści nie ma wpływu na samą kolorowankę). Zdarzają się w nim drobne komentarze kierowane bezpośrednio do dzieci, tak, żeby zastanowiły się nad wyborami bohatera albo chciały za nim podążać - ale to znowu tylko dodatek do całości. Prezentacja postaci nie jest tak naprawdę potrzebna, w końcu każdy maluch doskonale wie, z kim ma do czynienia i czym charakteryzuje się bajkowa istota - często radzi sobie z orientowaniem się w temacie lepiej niż rodzice, nawet w przypadku takich ponadczasowych gwiazd jak Smerfy. Na każdej stronie jest miejsce na naklejkę. Należy znaleźć miniaturkę z odpowiednim motywem i potraktować ją jako wskazówkę czy podpowiedź do kolorowania: to wprawdzie ogranicza nieco twórczy rozmach, ale gwarantuje, że efekt będzie cieszył oko i będzie jak najbardziej zbliżony do bajkowej rzeczywistości - a to często dla dzieci ważne.

W najnowszym zestawie Smerfy rywalizują z lokomotywą Tomkiem - można zatem dobrać propozycję wydawniczą odpowiednio do wieku najmłodszych i zapewnić im rozrywkę ściśle związaną z ich zainteresowaniami. Zwłaszcza rodzice mogą ucieszyć się z wielkiego powrotu Smerfów - bo Tomek i przyjaciele to już propozycja typowo dla najmłodszych zafascynowanych antropomorfizowanymi pojazdami.

W obu zeszytach ważne jest nastawienie na kilkulatki - ale nikt nie zamierza odchodzić od kształtów i form z kreskówek, dlatego też nie można liczyć na rysunkowe uproszczenia. Obrazki, chociaż duże, są też pełne szczegółów i z drobnymi elementami dzieci mogą mieć pewne trudności: ważne, żeby się nie zniechęcały i próbowały swoich sił z odpowiednio przygotowanymi kredkami. Można też urozmaicać sobie zabawę i zamiast kolorować według podanego wzoru, zaproponować dzieciom zdanie się na własną fantazję i odkrywanie nowych oryginalnych połączeń kolorystycznych albo zgadywanie, jak powinien wyglądać bohater na obrazku. Kolorowanki zapewniają miłe chwile z ulubionymi postaciami: to zaproszenie do czytania w przyszłości, a na razie - szansa na zabawę (rozwojową). Dzieciom spodoba się taka propozycja, zwłaszcza że nie znudzi ich monotonia serii - każdy sięga po prostu po tych bohaterów, których przygody lubi najbardziej i z którymi chciałby spędzać czas.

wtorek, 1 grudnia 2020

Smerfy na letnisku

Egmont, Warszawa 2020.

Odpoczynek

Smerfy to bohaterowie uniwersalni, podobają się wszystkim, niezależnie od wieku - i przekonują maluchy z kolejnych pokoleń. Niebieskie stworki, w których kreacji ważne jest - niezależnie od autorów scenariuszy kontynuujących dzieło Peyo - poczucie humoru i łączenie zabawy oraz zagrożenia ze strony Gargamela i jego kota, Klakiera, budzą zaufanie nie tylko w kreskówkach. Fanom Smerfów przypadną do gustu także komiksy - możliwość samodzielnego śledzenia atrakcyjnych przygód, zwykle bardziej nawet skomplikowanych niż w telewizyjnych odcinkach pierwszej serii. "Smerfy na letnisku" to jedna z tych propozycji w serii, która łączy śmiech i strach w dobrych proporcjach - z naciskiem na tę pierwszą reakcję, ale też z dynamizującymi całość elementami. W końcu nie może być dobrej fabuły bez polującego na niebieskie istotki czarownika, któremu nigdy nie udaje się zamiar zjedzenia Smerfów.

Tomik "Smerfy na letnisku" charakteryzuje się przede wszystkim wyborem bohatera z drugiego planu. Tym razem historia opiera się na działaniach Pracusia, Smerfa zwykle nieciekawego z perspektywy najmłodszych, chociaż bez którego nie dałoby się w wiosce wytrzymać. Pracuś zawsze coś buduje, naprawia, wymyśla, kombinuje, jak ulepszyć codzienność i zwolnić Smerfy z wykonywania najbardziej nielubianych obowiązków. Pracuś to wynalazca, konstruktor i monter w jednym - jest w stanie zrobić coś dla każdego mieszkańca Wioski Smerfów. Jego nieograniczona wyobraźnia i równie wielkie możliwości w działaniu to gwarancja sukcesów. I rzeczywiście Pracuś cieszy się wśród Smerfów poważaniem, jest bohaterem, który nigdy nie zostaje wyśmiany (w odróżnieniu od Marudy, Ważniaka czy Zgrywusa). Jego cecha nadrzędna po prostu nie nadaje się do skarykaturalizowania - co wszyscy przyjmują z pełną naturalnością. Jednak Pracuś na początku książki "Smerfy na letnisku" przekonuje się, że nie zawsze opłaca się być jedynym fachowcem w okolicy. Na potęgę psują się sprzęty, z których Smerfy korzystają na co dzień, każdy ma uwagi do wynalazków, potrzebuje jakiejś maszyny lub udoskonaleń. Oczywiście żaden ze Smerfów nie zamierza nawet zastanowić się nad tym, czy mógłby samodzielnie coś zmienić - to domena Pracusia i nie powinno się ingerować w jego propozycje. Dlatego też Pracuś w końcu nie wytrzymuje: chce uciec jak najdalej od Smerfów i ich pretensji, ich pomysłów i komentarzy. Za zgodą Papy Smerfa wybiera się na letnisko. Zna miejsce, które idealnie nadaje się na wypoczynek - można tam urządzić biwak, a nawet spokojnie spędzić kilka dni w otoczeniu przyrody. Pracuś - jak to Pracuś - natychmiast stwarza sobie idealne warunki do mieszkania, buduje szałas i przygotowuje zestaw udogodnień. A to już pomysł, którego mogą mu pozazdrościć wszystkie Smerfy. Nagle każdy czuje wielką potrzebę odpoczynku od codziennych obowiązków i gwaru. Inni w wiosce mogą przecież na moment zająć się cudzymi obowiązkami. A na letnisku Pracuś dwoi się i troi, żeby zapewnić wszystkim możliwości wypoczynku.

Jest to komiks ładnie zbudowany na tym motywie, gęsty w treści i dowcipny. Może się spodobać najmłodszym i przekonać ich do cyklu. Smerfy dają się tu poznać przeważnie z najbardziej marudnej strony, ale to właśnie może przekonać dzieci. Komiks klasyczny, przyjemny i atrakcyjny dla maluchów - udowodni, że lektury bywają lepsze niż kreskówki.

niedziela, 6 stycznia 2019

Smerf Dzikus

Egmont, Warszawa 2018.

Nowy znajomy

Smerfy nawet nie przypuszczają, że poza Wioską żyć może – w zgodzie z wiewiórkami – ktoś bardzo do nich podobny, a jednak na skutek wychowania (czy też jego braku) tak bardzo różny. Dzikusa znajdują przypadkiem – po pożarze lasu wybierają się po zapasy na zimę – a za nimi do Wioski przybywa tajemniczy gość. Smerf Dzikus nie potrafi mówić, jest nieufny, a gdy poczuje się zagrożony – gryzie, atakuje lub ucieka. Nosi śmieszną czapkę z liści i kocha przyrodę. To bohater opowieści – pełnowymiarowego komiksu „Smerf Dzikus”. Dzikus w Wiosce Smerfów staje się atrakcją, ale i źródłem rozmaitych problemów, którym Papa Smerf musi zaradzać na bieżąco. Jest to jednak postać, która w pojedynkę może pokonać groźnego Gargamela.

Humorystyczny aspekt tej historyjki opiera się na niespodziewanym uczuciu, jakim Dzikus obdarza Ważniaka. Ważniak – jak zwykle – irytuje wszystkie Smerfy ciągłym odwoływaniem się do autorytetu Papy Smerfa lub przechwałkami. Dzikus nie rozumie wiele z jego wywodów – wie za to, że Ważniak uratował mu życie (przypadkiem, ale to akurat nie ma znaczenia). Papa Smerf właśnie Ważniaka wyznacza na tego, który trochę ucywilizuje Dzikusa. Zaczynają się lekcje mówienia, zachowania czy ubierania. Jedno jest pewne: Dzikus nie podporządkuje się szablonom, na tym polega zresztą jego urok. Z wyglądu może przypominać mieszkańców Wioski Smerfów, ale to jednak indywidualista z silnie rozwiniętym poczuciem tożsamości. Jego inność należy uszanować – dzieci przekonają się też dość szybko, że odmienność może stać się zaletą – nikt nie śmieje się z Dzikusa.

Dość prosty jest humor w tej przygodzie i bardzo dla Smerfów klasyczny – bohaterowie cieszą się z prymitywnych żartów Zgrywusa (obracanych przeciwko niemu) i ze slapstickowych gagów: taki śmiech nie zna podziałów, może więc łączyć cywilizowane Smerfy z ich dalekim krewnym. Z kolei dla tych odbiorców, którzy lubią dodatkowe smaczki dowcipów przygotowane zostały choćby płaszczyzny żartów u Smerfetki zachwycającej się przybyszem. Komicznie jak zawsze wypada Gargamel, czarownik bezskutecznie szukający Smerfów. Nawet jeśli na pewien czas odsłoni się droga do Wioski Smerfów, małe niebieskie stworki sprytem pokonają Gargamela – to powód, dla którego dzieci chcą wciąż czytać komiksy o Smerfach.

„Smerf Dzikus” to książka utrzymana w starym stylu, mimo że dochodzi tu postać nowa i nietypowa. Odbiorcy dostrzegą przede wszystkim stałe elementy kreowania świata przedstawionego: każdy z bohaterów ma swoje zadania do wykonania i każdy zachowuje się w rozpoznawalny sposób. Ta historyjka nie będzie mieć wielu odnóg, rozgrywa się linearnie i łatwo się domyślić jej przebiegu. Autorzy biorą pod uwagę rozwiązania wybierane przez Peyo – zarówno w samym scenariuszu jak i w kolorystyce czy w wyglądach kadrów.

„Smerf Dzikus” staje się zatem nie tylko udanym powrotem do bakowej przeszłości, ale też cenną lekcją dla małych czytelników – lekcją o traktowaniu innych ludzi i o braku uprzedzeń przy pierwszych kontaktach. Dzikus nie może zmienić zasad panujących w Wiosce – nawet nie próbowałby tego robić, jego obecność stałaby się czymś nienaturalnym w bajce. Przydaje się natomiast, żeby przekazać najmłodszym kilka uwag dotyczących zachowań w grupie. To bohater wyrazisty i przyciągający uwagę, kuszący w swojej odmienności – więc łatwiej mu będzie zawalczyć o małych czytelników.

piątek, 27 lipca 2018

Peyo: Smerfuś

Egmont, Warszawa 2018.

Klasyka niebieskich stworków

To już absolutna klasyka komiksu i chociaż świat Smerfów przez lata ewoluował i obrastał w nowe postacie, Smerfuś jest bohaterem, bez którego trudno sobie wyobrazić wioskę. W ramach przypominania najlepszych zeszytów bestsellerowej bajki pojawia się w Egmoncie tomik “Smerfuś” - zestaw historyjek z najmłodszym członkiem niebieskiej ekipy.

Na początek - wyjaśnienie, skąd w ogóle wziął się Smerfuś w wiosce (i zdjęcie podejrzeń ze Smerfetki). Komiks o tym, co Smerfy miały zrobić z niespodzianką i jak błyskawicznie przywiązywały się do berbecia. Wokół Smerfusia kręci się przez moment egzystencja wszystkich, nie wyłączając Papy Smerfa ani Marudy. Ale Smerfuś jest bohaterem pierwszej opowieści. Kolejne to już okazja do zaprezentowania innych postaci. Pojawia się tu portret Pracusia, którego zapał do majsterkowania bywa dla pozostałych Smerfów utrapieniem. Ciekawostką będzie zbudowanie wiertarki - pomysłowość niebieskich stworków budzi podziw. Później Peyo zajmuje się prezentowaniem akcji – opowie między innymi o tym, jak Gargamel wynalazł niewidzialną farbę i jak Smerfy wygrały z nim po raz kolejny, a także - jak zły czarownik przebrał się za ogromnego białego królika (i po co). Tomik “Smerfuś” dostarczy zatem dzieciom wiele radości i rozrywki. A że są to bajki najstarsze, daje się w nich zaobserwować prostota i nastawienie na jednowątkową przygodę - cechy, które do Smerfów przekonywały kolejne pokolenia maluchów.

Smerfy w klasycznej wersji mają jasno przypisane role. Ważniak wygłasza przemowy, których nikt nie chce słuchać, Zgrywus wszystkim wręcza wybuchające prezenty, Osiłek pręży mięśnie, Łasuch zajmuje się jedzeniem. Nie ma tu mowy o wychodzeniu poza schematy, każdy Smerf jest na swój sposób indywidualistą i każdy może brać udział w akcjach powstrzymujących Gargamela ze względu na swoje umiejętności. Czasami zdarza się coś, co wytrąca bohaterów z rutyny, Peyo jednak bardziej skupiał się na potwierdzaniu wymyślanego świata. Nie wychodził też poza niego, obce mu były aluzje do codzienności czy mrugnięcia do dorosłych nieczytelne dla dzieci. W tych bajkach liczyła się tylko rozrywka najmłodszych, ale na wysokim poziomie. Starannie dopracowana akcja, a w komiksach – zdobione detalami kadry – to coś, co sprawia, że historyjki o Smerfach w ogóle się nie starzeją.

“Smerfuś” jest znakomitą propozycją dla najmłodszych dzieci. Wyraziste opowiastki wykorzystują tu różne emocje odbiorców - jest i miejsce na zdrowy strach, i na śmiech. Nie odbiera się kilkulatkom przyjemności śledzenia fabuł “awanturniczych”: czasami ktoś oddali się od wioski, czasami wpadnie w ręce Gargamela. Smerfy są zabawne w swoich wadach, ale dzięki pomysłowości i umiejętności współdziałania wychodzą cało z przeróżnych opresji. To również swoista lekcja dla maluchów. Smerfy stworzone tak, by budowały samowystarczalny światek, kuszą bajkowością, bliskością czarów, ale i prawdziwością, dopracowaniem szczegółów. To bohaterowie, którzy biją na głowę dzisiejsze animowane stworki. Najlepszy dowód, że bawią i budzą zainteresowanie do dzisiaj, a dzieci wciąż rozumieją ich dylematy i rozrywki. “Smerfuś” może być też sentymentalnym powrotem w przeszłość dla rodziców.

niedziela, 4 czerwca 2017

Smerfy i wioska dziewczyn. Zakazany Las

Egmont, Warszawa 2017.

Adrenalina

Przygody Smerfów rozwijają autorzy całą grupą (wśród scenarzystów jest Thierry Culliford, syn Peyo), dbając o to, by zanadto nie oddalać się od klasycznych schematów i pomysłów na świat niebieskich stworków. Smerfy to w końcu jedne z bardziej rozpoznawalnych bajkowych istot – i bohaterowie ciekawych przygód. To z tradycji zostaje. Ale na widok tytułu „Smerfy i wioska dziewczyn” niejeden kilkulatek się skrzywi. Przecież dziewczyny psują najlepsze zabawy i nie nadają się do niczego. W „Zakazanym lesie” na tak myślących odbiorców czeka sporo niespodzianek – a na same Smerfy ważna nauczka.

Tym razem bowiem to dziewczyny są niesforne, rozbrykane i żądne przygód. W ogóle wyglądają jak Smerfy, mają tylko nieco inne kreacje i granatowe włosy, a swoje czapki chętnie przyozdabiają kwiatkami. Dziewczyny mają swoją przywódczynię – odpowiednik Papy Smerfa, a podróżują, ujeżdżając smoki (tak naprawdę to raczej ważki, ale smoki brzmią znacznie lepiej). Nie wolno im tylko jednego – przechodzić na drugą stronę muru, tam czai się niebezpieczeństwo. Wystarczy jednak, że ktoś nie boi się ryzyka i zda się na los – przejście dziury w murze jako wyższa konieczność (ocalenie życia) to wstęp do wielkiej przygody. Dziewczyny trafiają do wioski Smerfów. Początkowo obie grupy są wobec siebie dość nieufne, dokonują pierwszych powierzchownych ocen, aż wreszcie ktoś zrobi pierwszy krok. Dziewczyny chcą sobie posmerfować i zabierają Ważniaka. Pokazują mu, jak spędzają czas i uczą sztuki kamuflażu. Kiedy wpadają w tarapaty, choćby rozdrażniając żarłoczną roślinę lub groźne Wryczółki, muszą nauczyć się wspólnego działania – połączyć siły, żeby pokonać wrogów. Dziewczyny są odważne i nie brakuje im fantazji. Momentami nawet przeganiają w codziennych wybrykach Smerfy – gdyby nie one, część przygód nie miałaby racji bytu. Smerfy przekonują się, że ich nowe znajome świetnie nadają się na kompanów ciekawych wypraw i warto z nimi trzymać. Razem nie tylko jest raźniej, ale i smerfniej.

„Smerfy i wioska dziewczyn. Zakazany Las” to historia podzielona na kilka rozdziałów, każdy może być traktowany jako odrębna miniprzygoda, więc i osobna lektura na wieczór. Najpierw dzieci mają szansę sprawdzić, jak to jest w wiosce dziewczyn – i przekonać się, że bohaterki radzą sobie z różnymi wyzwaniami znakomicie. Potem różne Smerfy mogą zaprezentować się w pojedynku na wyobraźnię. Dziewczynom zaimponować próbuje Osiłek, Smerf, który nie musi udowadniać swojej wartości, bo przecież bez niego nie udałoby się wyjść cało z niejednych tarapatów. Ważniak oczywiście czuje się wyróżniony zaproszeniem do wspólnego smerfowania, ale nie wie, że dziewczyny szykują mu iście indiańską rozrywkę, w której nie ma nic z intelektualnej potyczki. Wreszcie Smerf Ciamajda, jak to on, może narobić sporo szkód. Chce jednak za wszelką cenę ocalić jajko smoka i zwrócić je matce. Na przekór generowanemu przez siebie pechowi działa całkiem sensownie i na końcu czeka go nagroda.

Smerfy i dziewczyny świetnie się razem bawią, mali odbiorcy przekonają się – na równi z bohaterami – że płeć nie ma żadnego znaczenia, gdy w grę wchodzą prawdziwe wyzwania i testy. To dziewczyny wprowadzają adrenalinę do codzienności Smerfów, namawiają do szalonych zabaw i dostarczają im silnych wrażeń. To dziewczyny sprawiają, że Smerfy odkryją tajemnicę Zakazanego Lasu i sprawdzą się w warunkach ekstremalnych. Ta lektura dostarczy małym czytelnikom dużo śmiechu, ale i ważne przesłanie.

środa, 27 lipca 2016

Miguel Diaz Vizoso, Thierry Culliford: Dzieciak u Smerfów

Egmont, Warszawa 2016.

Wychowanie

Już dawno sam Gargamel przestał być zagrożeniem dla Smerfów. Owszem, poluje na nie i wciąż próbuje znaleźć drogę do wioski, ale prawdziwe niebezpieczeństwa czają się gdzie indziej. Dokładnie: u ludzi. „Dzieciak u Smerfów” to próba pokazania małym odbiorcom, jak nie powinni się zachowywać. Autorzy podpowiadają też, co jest silniejsze niż czary. A wszystko zaczyna się od wypadku: bocian, na którym podróżuje Papa Smerf, rani się w skrzydło i trafia pod troskliwą opiekę sympatycznego staruszka. Papa Smerf z ukrycia może oglądać bezinteresowną pomoc. Ale nie wszyscy ludzie są tak dobrzy. Do starszego pana ma przybyć mały siostrzeniec, dzieciak sprawiający problemy wychowawcze. Smerfy szybko przekonają się, jak złośliwe, okrutne i bezwzględne mogą być dzieci. Tu nie ma taryfy ulgowej – jeśli ktoś dręczy zwierzęta, kłamie i wszystko niszczy, zasługuje na miano czarnego charakteru. Dzieciak, który trafia do Smerfów nie tylko rujnuje wioskę, ale jeszcze chce zostać uczniem Gargamela, żeby przez czary realizować swoje niecne cele.

„Dzieciak u Smerfów” to prosta historia dość wyraźnie poruszająca temat zła i przeciwstawianej mu miłości. Smerfy na agresję chcą odpowiadać irytacją, kłótniami i krytyką – tylko Papa Smerf wie, że ta droga prowadzi donikąd – i szuka sposoby na odwiedzenie rozkapryszonego bachora od złych zamiarów. To zadanie wymaga ogromnej cierpliwości, a i zaangażowania mieszkańców wioski. Na szczęście Gargamel nie pali się do tego, by zostać mentorem kogoś, kto nie zapamięta nawet jego imienia. Tylko wiara w poprawę zachowania umożliwi znoszenie licznych szkód. To wystarczające wyjaśnienie, dlaczego wioska Smerfów wciąż ukrywana jest przed ludźmi – nawet najpotężniejszy czarownik nie zaszkodzi Smerfom tak bardzo jak rozpuszczony kilkulatek. Nie o krytykę dzieci chodzi jednak autorom, a o ukazanie potęgi miłości.

Twórcy komiksu korzystają z barwności negatywnych postaci, by nie tyle nachalnie pouczać, co wzbudzać śmiech najmłodszych. Dzieciak, który niszczy domki Smerfów i miga się od pracy, jest w swoim zacietrzewieniu dość zabawny. W dodatku jego intencje prowadzą niekiedy do przeciwnych rezultatów – jeden Smerf Maruda wyjątkowo cieszy się z nowego domku, choć dzieciak w ogóle się do niego nie przykładał: to przykład komizmu przez kontrast. Roi się tu od śmiesznych nieporozumień i dowcipów sytuacyjnych, ze Smerfami nikt nie będzie się nudzić. Małe niebieskie istotki także przecież mają swoje wady – twórcy tym razem postawili na uruchamianie ich w tle akcji: co pewien czas Smerfy przypominają o swoich słabostkach. Oczywiście te wady, do których wszyscy są już przyzwyczajeni, muszą przegrywać z okrucieństwem, służą więc wywoływaniu radości.

Ta bajka będzie się podobać odbiorcom. Jest dobrze skonstruowana, odnosi się do tematów dość bliskich maluchom, zawiera cały szereg burzliwych przygód: w końcu parę razy Smerfom grozi ogromne niebezpieczeństwo. Żarty funkcjonują tu na różnych płaszczyznach, a kadry to stary dobry styl ilustrowania (polskim odbiorcom skojarzą się ze starannością Janusza Christy). Obok slapsticku pojawia się ironia, przejęzyczenia towarzyszą pościgom, czyli znajdą tu coś dla siebie fani różnych rodzajów humoru. Nie trzeba znać Smerfów, żeby szybko odnaleźć się w ich rzeczywistości. „Dzieciak u Smerfów” nowość wprowadza tylko w motywie zaznaczania obecności ludzi – to dość rzadko przebija się do tego świata, przynajmniej w ramach wychowawczych pogadanek. Ale autorom udało się zrobić to ciekawie i bez pedagogicznego nadymania się. „Dzieciak u Smerfów” to dobra alternatywa dla dzisiejszych kreskówek, coś w sam raz dla małych buntowników. Każdy powinien znać Smerfy – a seria komiksów kontynuujących pomysły Peyo nie polega na odcinaniu kuponów od dawnej świetności.

niedziela, 6 marca 2016

Philippe Delzenne, Thierry Culliford, Ludo Borecki, Pascal Garray, Nine i José Grandmont: Przygody Smerfów. Nie igra się z postępem

Egmont, Warszawa 2016.

Pułapka lenistwa

Bardzo w stylu dawnych kreskówkowych Smerfów jest komiks „Nie igra się z postępem”, kolejna historyjka przygotowana przez cały zespół (Philippe Delzenne, Thierry Culliford – scenariusz, Ludo Borecki i Pascal Garray – rysunki, Nine i José Grandmont – kolory). Tym razem w historyjce nie ma w ogóle Gargamela (ani innych czarnych charakterów znanych z telewizyjnej bajki) – zło bierze swój początek z samych Smerfów, a dokładniej – z ich lenistwa i wygodnictwa. Papa Smerf jest nieobecny w wiosce, a jego podopieczni wpadają na pomysł ułatwienia sobie życia. Pracuś buduje rozmaite maszyny: jeżdżące, wypiekające chleb, konstruujące meble… wszyscy w wiosce korzystają z niespodziewanych udogodnień i chcą ich coraz więcej. Kolejnym krokiem będzie stworzenie całej armii kelnerów natychmiast spełniających każdą zachciankę Smerfów. Małe niebieskie stworki nie muszą już o nic się martwić, czas spędzają na odpoczywaniu i jedzeniu. Taki stan rzeczy nie może potrwać długo.

„Nie igra się z postępem” to publikacja humorystyczna, ale i pouczająca. Wiadomo, że traktowane jak służący roboty w końcu się zbuntują – a dzieje się tak za sprawą smerfnych eliksirów wprowadzających do bajki odrobinę magii. Tak najłatwiej wytłumaczyć decyzje przyszłego Króla Śmietnika i prawdziwe tarapaty, w jakie Smerfy wpadają. Tym razem same są sobie winne – gdyby nie eskalacja żądań i przesada w zachowaniach roszczeniowych, nic złego by się nie stało. Ale Smerfy w pewnym momencie postanawiają zachowywać się jak dzieci: odrzucają codzienne obowiązki, koncentrując się wyłącznie na przyjemnościach. Nie myślą o przyszłości, ważne, że dobrze czują się tu i teraz – i nawet gniew Papy Smerfa nie może tego stanu zmienić. Tak rozleniwionych bohaterów łatwo pokonać – wystarczą drobne poprawki w mechanizmach, by zniszczyć sielankę.

W tym komiksie uwagę dzieci zwracać będą pomysły graficzne. Owszem, scenariusz zakłada powstawanie rozmaitych maszyn o konstrukcjach wzorowanych na prawdziwych urządzeniach, ale wszystkie wynalazki Pracusia nabierają indywidualnego charakteru dzięki bliskości z naturą i „naiwnym”, trochę topornym kształtom. Pojazdy nie kojarzą się więc z samochodami a z dziecięcymi zabawkami, a roboty to odpowiednio ukształtowane i pomalowane pnie drzew: to logiczne, Smerfy to leśne istoty, nie budują hut ani kuźni – autorzy dbają więc o prawdopodobieństwo w zakresie bajkowych przygód i dostarczają dzieciom pożywki dla wyobraźni. Takie podejście do tematu uwalnia kolejne humorystyczne płaszczyzny: Smerf, który przebiera się za robota-kelnera już na pierwszy rzut oka (odbiorców, nie bohaterów) odróżnia się od gromady niebezpiecznych postaci, jest jednocześnie przebierańcem i Smerfem (w miejscu ogonka na pniu drzewnego kostiumu wyrastają mu małe grzybki). To drobiazgi do docenienia podczas lektury.

„Nie igra się z postępem” jest historyjką wyposażoną w czytelny dla wszystkich morał, do którego cała opowieść w prostej linii prowadzi. Nie brakuje tu elementów grozy, kiedy roboty opanowują wioskę lub łapią do niewoli Smerfy – ale równoważone są one śmiechem (Król Śmietnik nie potrafi poprawnie się wysłowić, pełno tu też żartów sytuacyjnych). Autorzy zwracają uwagę na to, by zaktywizować jak najwięcej charakterystycznych Smerfów – niektóre (Smerfiki czy Lalusia) wprowadzają na pojedyncze scenki, tylko po to, by zaznaczyć ich obecność. Nie brakuje ani wymądrzania się Ważniaka, ani narzekań Marudy, ani drzemek Śpiocha. Dzieci mają więc wrażenie powrotu do dobrze znanych rejonów i szybko zaangażują się w dowcipną relację. „Nie igra się z postępem” to smerfny tomik, który nie budzi zastrzeżeń fanów. Będzie tu kolorowo, będzie emocjonująco, a nade wszystko – ciekawie, bo ze Smerfami nie da się inaczej.