* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Kordel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Kordel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2026

Magdalena Kordel: Jeszcze jedno lato

Znak, Kraków 2026.

Szarość

Lilianna jeszcze nigdy nie była naprawdę szczęśliwa. No, może raz, kiedy od przyjaciółki dostała piękną czerwoną sukienkę i mogła się poczuć wyjątkowo. Ta sukienka spoczywa głęboko na dnie kufra, starannie ukryta przed ludzkim wzrokiem – nie tylko dlatego, żeby nikt nie rozszyfrował tajemnicy starszej już kobiety, ale też dlatego, że minął jej czas. Teraz już nie ma o kogo zawalczyć, nie ma komu podobać się w niezwykłym stroju. Lilianna wybrała szarość, a właściwie została na nią skazana. Najpierw przez matkę, która nie nauczyła swojej pociechy wiary w siebie, za to tłamsiła ją na każdym kroku, później przez córkę – równie okrutną i pozbawioną empatii. Teraz Lilianna boleśnie uświadamia sobie, że zmarnowała życie, nie ma rodziny, a na córkę nie może liczyć. Wprawdzie istnieją przyjaciółki – bardzo szczęśliwe w domu spokojnej starości prowadzonym tak, że większość czytelników zacznie szukać podobnego miejsca dla siebie na przyszłość – ale to nie to samo. Lilianna chciałaby być komuś potrzebna. Tyle że standardowe rozwiązania powielane do tej pory w obyczajówkach to za mało. I dlatego kobieta decyduje się na radykalne działanie. Po raz pierwszy wybierze kolor, ale wcale nie dlatego, żeby zacząć nowe życie.

Magdalena Kordel w książce „Jeszcze jedno lato” stawia na to, co najlepiej potrafi, tworzy prostą i krótką powieść o olbrzymim ładunku emocjonalnym. Bohaterka – kobieta, której brutalnie odebrano marzenia – nie ma już wyjścia. Jest na tyle inteligentna, żeby rozumieć swoje położenie i na tyle zmęczona, żeby podjąć kroki, jakich nikt by się po starszej pani nie spodziewał. Ta powieść to wołanie o pomoc dla tych najmniej zauważanych, którzy noszą w sobie przykre historie i nie mogą się nimi z nikim podzielić. Co ważne, Magdalena Kordel pokazuje, w którym momencie następują życiowe przełomy i zmiany – i jakie konsekwencje mogą mieć. Ale przypomina też odbiorczyniom, że każda chwila jest doskonała na zmiany i na odcięcie się od dotychczasowego więzienia: trzeba tylko zdecydować się na wysiłek i odwagę, a przede wszystkim dać sobie szansę. Lilianna nie pasuje do wydarzeń, które mają się tu rozegrać, ale Magdalena Kordel przez długi czas w lekturze jest w stanie budzić niepokój i pokazywać dążenie do ostateczności – właśnie po to, żeby wstrząsnąć czytelnikami i przypomnieć im, jakich sygnałów przeoczyć nie wolno.

I mimo bardzo trudnego tematu, autorce udaje się wprowadzić to, za co kochają ją czytelniczki: poczucie humoru i niesienie pokrzepienia wszystkim. „Jeszcze jedno lato” to kolejna książka o tym, że na wszystko znajdzie się sposób, nawet jeśli ten sposób wymagać będzie sporego nakładu pracy – a jedna decyzja z pewnością pociągnie za sobą następne. Nie da się powiedzieć, że „Jeszcze jedno lato” to powieść wakacyjna – to książka na zawsze, książka, która ma przestrzegać i wyczulać na ukrywane skrzętnie problemy, a tym pozbawionym nadziei sugerować, że są dalej potrzebni – tylko niekoniecznie tym, na których zwracają uwagę. „Jeszcze jedno lato” przełamuje konwencję „babskiego czytadła” wybieranego tylko i wyłącznie dla rozrywki – autorce udaje się tu przemycić bardzo ważną kwestię.

środa, 3 grudnia 2025

Magdalena Kordel: Wzgórze Aniołów

Znak, Kraków 2025.

Ratunek

Dla takich powieści miejsce przed świętami zawsze się znajdzie. „Wzgórze Aniołów” Magdaleny Kordel potrafi jednak momentami wstrząsnąć czytelniczkami, nie jest to wyłącznie sentymentalna obyczajówka z dobrymi duszami na pierwszym planie. Ale spełnianie marzeń musi znaleźć tu swoje miejsce. Tak jest w przypadku Anieli: kobieta kilkadziesiąt lat czekała na kontakt z ukochanym – miłość sprzed lat, niemożliwa do zrealizowania, wyznaczyła termin kontaktu, granicę, po której wszystko musi się wyjaśnić. I chociaż Aniela miała już nawet ochotę rozstać się ze światem, postanowiła uporządkować swoje sprawy i doprowadzić do finału tę najważniejszą – chce zawalczyć o prawdziwe uczucie. A ponieważ zmiany w jej życiu wiążą się też z przeprowadzką, chwilowo trafia do Loli, najlepszej przyjaciółki prowadzącej niezwykle gościnny pub. Lola to ekscentryczka, która widzi więcej niż inni – i zawsze potrafi przyjść z dyskretną pomocą. Oczywiście obie panie muszą sobie długo (jak na możliwości powieści – bardzo długo) poplotkować, dzięki czemu czytelniczki uzyskają w miarę pełny ogląd postaci, sytuacji i wzajemnych zależności. Ale Aniela dostanie do wypełnienia nie tylko swoją misję. Przede wszystkim potrzebna jest doraźna pomoc dla Jagody, ofiary przemocy domowej – i jej synka. Maltretowana przez męża kobieta nie zamierza zgłaszać sprawy na policję, wszyscy starają się ją chronić, żeby nie straciła kontaktu z dzieckiem – ale ten stan rzeczy nie może trwać długo, zwłaszcza jeśli oprawca znęca się też nad maluchem i to w sposób, który przyprawiać może o szok. U Loli przebywa także dawny zakapior, a obecnie złota rączka, mężczyzna, który niejedno w życiu widział i który teraz może zrobić użytek z życiowej mądrości. Jest tu i młoda dziewczyna, która schronienie znajduje w ramionach odwiecznego przyjaciela – a że starsze panie potrafią odróżnić prawdziwą miłość od mrzonek, mogą postarać się być aniołami dla innych.

„Wzgórze Aniołów” to ciepła opowieść, rozłożona na kilka przyspieszonych miesięcy – akcja toczy się tu leniwym rytmem, ale wystarczająco intensywnie, żeby czytelniczki nie straciły ochoty na śledzenie jej. Wiele wątków łączy się w jednym punkcie: trzeba czynić dobro i trzeba pomagać innym, zwłaszcza tym najbardziej zagubionym. I tak wszystko rozwiąże się w grudniu, bo to czas cudów – wtedy spełnią się najbardziej śmiałe marzenia. Niektórym wprawdzie trzeba będzie pomóc, ale autorka sprawi, żeby nikt nie był poszkodowany w wymianie przysług. Na dalekim planie widnieje wielka trauma z zamierzchłej przeszłości, a to wszystko żeby pokazać odbiorczyniom, jak różne są motywacje ludzi i jak łatwo zniszczyć sobie życie przez złe wybory. Magdalena Kordel nie zamierza pouczać, chce, żeby sprawy pozostawione własnemu biegowi same znalazły właściwe tempo. Czytelniczkom oferuje ciepło i wsparcie, serdeczność w narracji i sporo niespodzianek. Ale ta autorka wie doskonale, jak budować literackie azyle, nie jest to dla niej żadne wyzwanie – liczy się efekt. A tu zamiast standardowej grudniowej historyjki odbiorczynie otrzymają wielowymiarową relację o spełnianiu marzeń – i to niekoniecznie własnych.

piątek, 15 sierpnia 2025

Magdalena Kordel: Kocham Cię, Życie

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.

Bieszczady

Jedynym słabym punktem powieści „Kocham Cię, Życie” Magdaleny Kordel (w takim właśnie zapisie) jest pretensjonalny tytuł. Owszem, bohaterki tej autorki bywają dziecinne, kierują się w życiu filozofią Pollyanny albo Kubusia Puchatka (w ostateczności – Borejków z Jeżycjady), ale to nie znaczy, że nie radzą sobie w codzienności, nawet z najbardziej wymagającymi wyzwaniami. Tym razem autorka wprowadza do świadomości czytelniczek Paulinkę, kobietę, która stoi u progu największego błędu w swoim życiu. Zamierza bowiem złapać ukochanego na ciążę. Waldi wprawdzie jest żigolakiem, który nie potrafi utrzymać penisa w spodniach, ale za każdym razem po zdradzie żałuje i przeprasza (jeśli został przyłapany). Ma swój urok, więc jeśli wreszcie zdecyduje się na małżeństwo, to na pewno się zmieni. Paulinka planuje romantyczny wieczór w Bieszczadach, na jej szczęście ukochany akurat jest zajęty w jej własnym łóżku z piękną nagą dziewczyną. I w zasadzie upicie się – aż do urwania filmu – i zapomnienie o wiarołomnym draniu to najlepsze wyjście z sytuacji. Ale Paulinka ma dar do wpadania w tarapaty. Na szczęście w pobliżu jest Wojtek, nowy znajomy, który kocha góry i nie potrafi żyć z dala od nich.

Tworzy Magdalena Kordel bardzo ciepłą powieść obyczajową wypełnioną humorem i tym, co u tej autorki zwykle najlepsze. Jest tu trochę pikanterii (ale bez przesady i epatowania seksualnością), mnóstwo humoru, jest rezolutne dziecko, które w nieodpowiednich momentach będzie się wtrącało w rozwijający się romans i utrudniało podążanie za pożądaniem. Są poważne zagrożenia i dylematy: pigułka gwałtu wrzucona do piwa w knajpie wymaga radykalnej reakcji, żeby kolejne dziewczyny nie były zagrożone. Ale przede wszystkim są wakacje. Chociaż – wakacje wypełnione przedziwnymi obowiązkami z dala od zwyczajnej pracy Paulinki. Magdalena Kordel pozwala przy tej lekturze odpocząć, kusi odbiorczynie wizją romantycznej historii w momencie, w którym życie się zawaliło: zamiast pogrążać bohaterkę w rozpaczy, pozwala jej realizować marzenia i wreszcie zacząć żyć po swojemu. Jest to powieść krzepiąca i cechuje się staranną narracją, może się podobać nie tylko ze względu na dowcip. Opowieść jest dopracowana i wciąga, a rozkwitające uczucie – narażone oczywiście na rozmaite próby – sygnalizowane z pomysłem. Autorka czasami zabiera odbiorczynie na szlaki w Bieszczadach, częściej jednak koncentruje się na sile płynącej z relacji międzyludzkich. Co ważne – odchodzi od standardowych motywów scenariuszowych obecnych w licznych obyczajówkach: bohaterka nie ucieka na odludzie na stałe (chociaż tak jej bieszczadzka przygoda może się skończyć), nie otwiera pensjonatu (tylko pomaga w prowadzeniu takiego na miejscu, zupełnym przypadkiem i z pozycji gościa), nie wskakuje do łóżka nowo poznanemu mężczyźnie (chociaż miałaby na to ochotę, a i on również) i nie uprawia dzikich harców erotycznych. Magdalena Kordel trzyma się tego, co wychodzi jej wspaniale – pisze książki dla dorosłych idealistek, dla tych, którym nie chce się dorastać i które tęsknią za dziecięcymi sprawdzonymi lekturami. Przynosi wytchnienie i rozbawia.

środa, 16 lipca 2025

Magdalena Kordel: Szczęściary

Znak, Kraków 2025.

Wsparcie

Cudowna i wakacyjna jest ta powieść Magdaleny Kordel: szybka, na krótkie wieczory albo wyjazd. A przy tym przypomina o zjawisku, które zafascynowało kiedyś czytelniczki. To Magdalena Kordel zaszczepiła w świadomości szerokich grup odbiorczyń Malownicze – miejsce będące literackim azylem. I teraz do Malowniczego wraca. Tu, w odróżnieniu od pobliskiego Kłodzka, powódź nie poczyniła żadnych spustoszeń, życie toczy się w swoim spokojnym rytmie i każdy, absolutnie każdy, kto potrzebuje schronienia, może liczyć na pomoc. A przecież one zawsze były we cztery: Zyta, Miłka, Pola i Łucja przyjaźnią się od piaskownicy i wspierają się niezależnie od okoliczności. Mają grupę do dzielenia się najważniejszymi informacjami, wiedzą o sobie wszystko… może poza tymi faktami, o których wstyd mówić. W dorosłości czasem zdarzają się takie zjawiska. Nagle okazuje się, że każda z kobiet boryka się z jakimś zmartwieniem. Pola jest przepracowana i zastanawia się nad zachowaniem opiekunki do dzieci. Zyta prowadzi świetnie prosperującą firmę – ale przekonuje się, że ukochana babcia wymaga pomocy. Miłce wydaje się, że funkcjonuje w stabilnym związku, jednak rzeczywistość nie przystaje do przekonań. A Łucja przechodzi najbardziej oczywisty etap w życiu bohaterek obyczajówek: właśnie straciła pracę i załamuje się w samotności, piekąc ciasta. Otwarcie pracowni tortów od zawsze było jej marzeniem, jednak nie pomagała w tym toksyczna rodzicielka. „Szczęściary” zatem mają sporo do przepracowania – ale skoro działają wspólnie, może im się udać.

Magdalena Kordel wprowadza czytelniczki do świata kojącego i wypełnionego gotowymi do niesienia pomocy kobietami. Dalszoplanowi bohaterowie, którzy nie zostaną wciągnięci w żadne romanse, również doskonale się tu sprawdzają. Wykazują się i poczuciem humoru, i kreatywnością w podejściu do problemów. Wszystko okazuje się prostsze do opanowania, kiedy w pobliżu czuwają dobre dusze – wyrozumiałe i wrażliwe. Autorka podrzuca tu temat osoby starszej, wymagającej już towarzystwa i opieki w codzienności – babcia Zyty wie, jak zawołać o pomoc, chociaż wcale nie chciałaby się do tego przyznawać. Stereotypowe scenariusze romansowe, kiedy funkcjonują na dalszym planie, zyskują nowe szanse na życiowe wybory. Autorka bazuje na zwykłej – opatrzonej już w literaturze obyczajowej – serii doświadczeń, a jednak dzięki wewnętrznej serdeczności w narracji może przekonywać do siebie czytelniczki. Początek nowego życia może być bardzo dramatyczny – ale zawsze niesie w sobie obietnicę sukcesu, trzeba ją tylko dostrzec. I do tego przydają się właśnie przyjaciółki – świadome wad, ale jednocześnie pełne optymizmu, funkcjonujące jak jeden organizm. Magdalena Kordel skupia się tym razem właśnie na tym rodzaju relacji, podkreśla wyjątkową więź między kobietami – i rolę tej więzi w pokonywaniu codziennych wyzwań. „Szczęściary” to książka, która przynosi wszystko to, co czytelniczki u Magdaleny Kordel uwielbiają – ale w przyspieszonym tempie. Jest tu wiele wątków, ale mocny optymizm wynagradza wszelkie nieprzyjemne sytuacje, jakie stają się udziałem bohaterek. „Szczęściary” na rozdrożu raczej nie są pewne swojego szczęścia, ale siła, jaką dają sobie nawzajem, to coś wyjątkowego i wspaniałego także dla czytelniczek.

poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Magdalena Kordel: Schody do lata

W.A.B., Warszawa 2024.

Ucieczka

Stella już prawie kupiła wymarzony dwór, miejsce, które kochała od dzieciństwa. Magdalena Kordel coraz bardziej oswaja też z tym budynkiem odbiorców, zamieniając dwór w azyl. Schronienie znalazła tu już główna bohaterka pierwszej części cyklu Przystań Śpiących Wiatrów, teraz przychodzi czas na jej siostrę, do tej pory mocno w opowieści pomijaną. Mela ma swoją rolę do odegrania, musi też czegoś nauczyć odbiorczynie. Wycofywana wcześniej bohaterka ma poważne problemy w związku: jej ukochany, prawnik, znęca się nad nią psychicznie, czego Mela, jak typowa ofiara przemocy, nie dostrzega. Owszem, czuje się w domu coraz gorzej, chętnie ucieka do pracy i łapie się każdej okazji, żeby nie wracać do siebie. Jeśli już musi wchodzić w interakcje z ukochanym, analizuje każde swoje słowo i każdy gest, żeby tylko nie zdenerwować Jacka. Taki stan rzeczy z pewnością nie powinien się zdarzać w żadnym związku, jednak Mela – jako osoba mocno zaangażowana uczuciowo i emocjonalnie – nie da rady sama wyrwać się z toksycznego związku. Z pomocą przychodzi najpierw jej szefowa i przyjaciółka (alarmując rodzinę), a później Stella i właściciel dworu, którzy ściągają Melę do Wiktora i zmuszają wręcz do pracy nad rodowymi dokumentami. Mela zapomina o swojej przykrej codzienności, kiedy zagłębia się w historię mieszkańców domu. Tam odnajduje wiele sygnałów alarmowych dotyczących jej samej – na razie jednak rozbudza w sobie przede wszystkim ciekawość co do losów nieznanych sobie kobiet z przeszłości. Magdalena Kordel tym razem dość mocno wprowadza czytelniczki w dawne czasy: opowiada o sytuacji we dworze i o nietypowym statusie jednej ze służących – niemal przyjętej do rodziny. Melania chce rozwiązać jej zagadkę, a w tym celu musi przeanalizować dostępne pamiętniki i inne dokumenty. Bohaterka sięga do przeszłości jak do lekarstwa na bolączki teraźniejszości i jest to całkiem niezłe wyjście. Dystansuje się od przemocowego partnera, a dzięki temu staje się mniej podatna na jego wpływy, ma szansę na złapanie oddechu i przyjrzenie się całej sytuacji bez dodatkowej presji.

Magdalenie Kordel zależy tym razem dość mocno na przedstawianiu siły więzi rodzinnych. Rodzeństwo znajduje różne sposoby na dawanie wsparcia, każdy wnosi do tej relacji coś innego i wartościowego. Przy okazji wychodzi na jaw, że poświęcenie wszystkich oszczędności na dworek wcale nie było walką o szczęście jednej osoby: nagle wszyscy mogą skorzystać na takiej transakcji. W tej rodzinie każdy problemy rozwiązuje inaczej, ale współpraca i moc płynąca z bliskości to elementy, którymi Magdalena Kordel nasyca narrację, tak, żeby mimo trudnego tematu wyjściowego każdy znalazł tutaj coś krzepiącego dla siebie. Jest to powieść z gatunku tych, które rozgrzewają i niosą pocieszenie. Autorka na szczęście rozwiewa wątpliwości co do kierunku rozwoju przemocowych związków, nie daje fałszywej nadziei i nie zachęca do kontynuowania niszczącej relacji – za to sygnalizuje, gdzie Mela będzie mogła znaleźć prawdziwe szczęście. Z pewnością szybko stanie się to jedna z ulubionych pozycji fanek cyklu Malownicze i czytelniczek, które cenią sobie literackie powroty do przeszłości.

sobota, 8 lutego 2025

Magdalena Kordel: Serce w obłokach

Znak, Kraków 2019.

Budowanie przyszłości

W domu Klementyny wszyscy zaczynają układać swoją przyszłość. Babka Agata już wie, że nie musi żyć tęsknotą za utraconym potomkiem – wszystkich da się odnaleźć, nie wszystkich można przekonać do odwzajemnienia uczuć podsycanych przez żal całymi dekadami. Ruda, która wyrwała się od przemocowego małżonka, stara się za wszelką cenę pomagać – ale ujawnia własny talent, który już wkrótce może przynieść jej wielkie pieniądze i reklamę. Przyjaciółka – znana pisarka – pojawia się w Miasteczku, żeby tu kupić jakiś dom i zwolnić tempo życia. W tym wszystkim gubi się tylko Klementyna, która pokłóciła się ze swoim ukochanym i nie umie się z nim dogadać, a może raczej – nie próbuje, bo boi się odrzucenia. Na szczęście może liczyć na wsparcie wielu życzliwych jej ludzi – a to oznacza, że znajdzie się rozwiązanie i tego problemu, z perspektywy bohaterki – nie do przewalczenia.

„Serce w obłokach”, trzeci tom cyklu Miasteczko, to kolejna krzepiąca obyczajówka, w której Magdalena Kordel decyduje się na uruchamianie odrobiny międzyludzkiej magii i wsparcia płynącego z więzi od przyjaciół. To, co złe i smutne, najczęściej przerzucone jest do przeszłości – teraz wystarczy tylko dać się ponieść chwili i ułożyć na nowo życie – wśród życzliwych i tak samo spragnionych pomocy ludzi. Każdy, kto trafił do kamienicy Klementyny, może liczyć na wsparcie – nawet jeśli jest niemowlęciem i ma przy sobie liścik od matki. Co ważne, Magdalena Kordel wypracowuje sposób na to, jak przedstawić szereg tematów związanych z bohaterką, żeby nie wchodzić w kolejne retrospekcje (te pozostawia na pokazywanie losów domu i jego mieszkańców dawniej): w tym celu musi do Miasteczka sprowadzić kogoś, kto normalnie by się tu nie pojawił. Ma dzięki temu przestrzeń do komentowania życiowych wyborów – i do naświetlenia niedalekiej przyszłości. Dzięki temu będzie mogła zamknąć cykl tak, żeby odbiorczynie mogły snuć przypuszczenia na temat dalszych losów postaci – które znalazły azyl. „Serce w obłokach” to powieść, w której splatają się znaki i przekonania odległe od logiki (przoduje w tym Stara Anna, która mieszka przy cmentarzu i wie wszystko o mieszkańcach – to ona dostrzega w ocalonej przez dziecko sroce zapowiedź gości) i praca u podstaw, analizowanie mocnych stron i wykorzystywanie ich w planowaniu dalszego życia. Wszystko oczywiście opisane jest w stylu, za który Magdalenę Kordel czytelniczki kochają – jest trochę humoru, trochę nawiązań do rozmaitych krzepiących czytadeł dla różnych pokoleń i trochę refleksji, książka nie zmęczy, będzie idealną odskocznią dla tych wszystkich czytelniczek, które potrzebują wytchnienia – a jednocześnie jest też dość mocno podbudowywana psychologicznie. To lektura tylko z pozoru prosta, w rzeczywistości – funkcjonująca na wielu wymiarach i przynosząca odbiorczyniom wartościowe przemyślenia.

środa, 22 stycznia 2025

Magdalena Kordel: Szepty jesieni. Przystań Śpiących Wiatrów

W.A.B., Warszawa 2024.

Ucieczka

Ledwo dwie starsze siostry ułożyły sobie życie (nie bez wsparcia rodzeństwa), już najmłodsza wplątuje się w akcję rodem z filmu sensacyjnego i potrzebuje wsparcia, chociaż bardzo dużo zależy też od jej zimnej krwi i bystrego umysłu. Julka to kobieta, która wie, czego chce – jednak zdarza jej się wpadać w tarapaty, kiedy podąża za marzeniami. To ona zarabia na życie, stawiając tarota: interesuje się tym, co nieuchwytne, tajemnicze i zakorzenione w myśleniu magicznym. A ponieważ ezoteryka to jej sposób na życie, Julka trafia w końcu na Podlasie, do chaty prawdziwej zielarki, Ołeny. Tam przekonuje się między innymi, że kobiety, które dawniej posądzane byłyby o czary, teraz radzą sobie świetnie, wykorzystując nie tylko wiedzę poprzednich pokoleń, ale i zdobycze współczesnej medycyny. Julka fascynuje się magią, ale wiedzy nie odrzuca, interesują ją i stare przepisy, i metody działania w określonych sytuacjach – karty traktuje za to bardziej od strony psychologicznej niż duchowej. Racjonalna strona jej osobowości na wszelki wypadek przeważa, żeby nie zniechęcić czytelniczek, które niekoniecznie mogą kibicować bohaterce w poznawaniu tajemnic ezoteryki. Zresztą asekuruje się Magdalena Kordel – nawet Stella, najstarsza z sióstr, nie popiera grzebania w duchowości, chociaż to ona właśnie rozmawia ze swoim domem (czy też raczej z tajemniczymi, zamieszkującymi go istotami z zaświatów) i przeżywa tu raz po raz przygody, których nie da się wytłumaczyć na drodze rozumowej. Julka jednak wpada w kłopoty znacznie bardziej namacalne niż konszachty z duchami. Z grupą znajomych wybiera się na Podlasie, żeby wziąć udział w warsztatach ezoterycznych – konsekwencją tego wydarzenia jest nabranie nieufności do podobnych spotkań (łatwo o naciągaczy, którzy potrafią zbudować otoczkę elitarności, za to nie są w stanie przekazać żadnych umiejętności kursantom), ale też relacja z niejakim Bodziem. Aktualnie Bodzio ściga Julkę i przesiaduje pod jej domem – na zmianę z dresiarzem-zabijaką. Kobieta jest uwięziona we własnym mieszkaniu, kończą jej się zapasy jedzenia i nie ufa nikomu. Ale właśnie dlatego jest w stanie obmyślić plan ratunku i wymknąć się swojemu prześladowcy – także po to, żeby móc wyjaśnić innym, przed czym właśnie uciekła. Może i według niektórych z czarami nie ma żartów, ale w tym wypadku żartów nie ma z ludźmi zdecydowanymi na wszystko. Magdalena Kordel tworzy Przystań Śpiących Wiatrów jako serię, która pokrzepia i daje nadzieję na rozwiązywanie wszystkich problemów, łączy tu Polyannę, Jeżycjadę i Anię z Zielonego Wzgórza, dodając jeszcze parę evergreenowych czytadeł. Zapewnia czytelniczkom azyl, ucieczkę od zmartwień i obietnicę, że wszystko się ułoży, trzeba tylko cierpliwości i czasem wsparcia ukochanych osób. Tu ratunek nadejść może z każdej strony, czasami trzeba mu trochę pomóc – ale to niewielka cena za spełnianie marzeń. Co ciekawe, trochę autorka oddala od samego dworku – przenosi akcję w inne miejsca po to, żeby móc wracać do Przystani po nadzieję i pomoc. Odsłania kolejne zagadki z przeszłości – w zasadzie pozwala odbiorczyniom na rozstanie się z serią, ale ponieważ udało jej się trafić w styl i klimat bardzo potrzebny i pożądany przez czytelniczki – te raczej nie pozwolą na zamknięcie opowieści na trzech książkach.

wtorek, 24 grudnia 2024

Magdalena Kordel: Wilczy Dwór. Czas nadziei

Znak, Kraków 2024.

Dziecko

Wilczy Dwór mógłby być azylem – zarządzany mądrze i przez kobietę, która ma głowę na karku – jednak nękany jest przez potężnego wroga, który nie cofnie się przed niczym. Giną kolejni ludzie i w związku z tym Konstancja musi przedsięwziąć odpowiednie kroki. Nie wystarczy już skarga na rosyjskim posterunku – trzeba zabezpieczyć dom i obejście. Konstancja wie, jak prowadzić rozmowy ze służbą – zwłaszcza z najbardziej oddanym Hieronimem. Czasami nie trzeba zbyt wiele mówić, żeby wszystko stało się jasne. „Czas nadziei”, trzeci tom cyklu Wilczy Dwór, to sposób na rozwiązanie wielu problemów – czasami rozwiązanie mocno radykalne. Magdalena Kordel w tej serii udowadnia, że potrafi tworzyć sceny mocne i brutalne, niekoniecznie idealizuje wszystkich bohaterów i nie skupia się wyłącznie na zapewnianiu schronienia postaciom. W Wilczym Dworze trzeba grać według zasad przeciwnika – a to czasami oznacza bezwzględność. Wszystko jednak łagodzi obecność dziecka. Konstancja wraca do dworu z osieroconą córką Miry, przyjaciółki. Tosia jest nastolatką i rozpacza: została sama na świecie, bo nie poznała swojego ojca (a Konstancja dała przyjaciółce słowo, że nie zdradzi tej najważniejszej dla dziecka kwestii nikomu). Na szczęście wychowanie panienki z porządnego domu zaprząta głowy wszystkich – kobiety przygotowują Tosię do roli mądrej i gospodarnej pani domu, chociaż to wymaga między innymi tak absurdalnych zajęć jak lekcje francuskiego – przez Tosię znienawidzone. Z kolei mężczyźni z Hieronimem na czele dbają o to, żeby dziecku się nie nudziło. Dziewczynka uczy się jeździć konno i strzelać, a to zapewnia jej znacznie więcej rozrywek, niż mogłaby się spodziewać. Przyda się też w nieoczekiwanych okolicznościach – skoro wszyscy we dworze powinni wiedzieć, jak się bronić.

Magdalena Kordel w tej części przygląda się sekretom i tajemnicom różnych postaci przybywających do posiadłości Konstancji w różnych celach. Szczególnie interesuje ją wątek Margochy, zielarki mieszkającej na uboczu. Wykształcona kobieta różni się mocno od typowych wiejskich znachorek – a Konstancja chciałaby dowiedzieć się czegoś więcej o kobiecie ratującej ludzkie życia lepiej niż niejeden lekarz. Czytelnicy też będą zainteresowani tym wątkiem, zwłaszcza że zielarka jest potrzebna tam, gdzie lekarze bezradnie rozkładają ręce – żeby uratować dziecko przed zabobonnymi działaniami. Wiele się tu dzieje, we dworze Konstancji, ale nie tylko. Autorka wplata w narrację ciekawostki związane z dawnymi obyczajami – ale o wiele bardziej interesują ją relacje międzyludzkie, to, co uniwersalne i zrozumiałe bez względu na czasy – zestaw uczuć. Co ważne, nie idealizuje swojej bohaterki. Chociaż Konstancja to postać, której chce się kibicować w jej zmaganiach z codziennymi troskami – większego i mniejszego autoramentu – czasami rezygnuje z prawdomówności i kodeksu moralnego – wybiera mniejsze zło, albo chroni swoich bliskich. To kobieta, która wytrwa i poradzi sobie w każdej sytuacji – i dlatego staje się atrakcyjna dla czytelników.

„Wilczy Dwór. Czas nadziei” to trzeci tom cyklu, w którym Magdalena Kordel cofa się w przeszłość, żeby uruchamiać mało dziś prawdopodobne scenariusze i żeby intrygować odbiorców nietypowym klimatem.

środa, 30 października 2024

Magdalena Kordel: Wilczy Dwór. Córka wiatrów

Znak, Kraków 2023.

Schronienie

Mit założycielski Wilczego Dworu – jako miejsca, w którym ocalenie znajdą potrzebujący – jest ładny i baśniowy, działa na wyobraźnię i pokazuje, że Magdalena Kordel nie będzie się bała mocnych rozwiązań. Zresztą w akcji, w której bliską przeszłością jest powstanie listopadowe, a na porządku dziennym strzelanie się w pojedynkach nie może być mowy o nijakości akcji. W pierwszym tomie cyklu Wilczy Dwór autorka przedstawia czytelniczkom pewien dworek i jego właścicielkę, silną, dumną i niezależną Konstancję. Konstancja wie doskonale, co robić, żeby wszyscy w jej majątku mieli się dobrze – a przynajmniej ma nadzieję, że ludzie darzą ją zaufaniem i w razie problemów wiedzą, że mogą się do niej zwrócić. Ale nawet tak mądra i dobra pani nie ma dostępu do wszystkich wiadomości – zwłaszcza kiedy za intrygi przeciwko niej bierze się nieuwzględniający praw kobiet rządca. Do Wilczego Dworu przybywają ludzie, którzy odegrali ważną rolę w przeszłości Konstancji – ale najbardziej istotna jest teraźniejszość. Trzeba być czujnym i w porę odeprzeć ewentualne ataki. Szykuje się potężne starcie – i nawet spryt niewiele pomoże, gdy w grę wchodzi pojedynek na pistolety.

Jednak ponieważ Magdalena Kordel buduje w Wilczym Dworze azyl dla wszystkich, stawia na silne rządy kobiet. Konstancja prowadzi majątek pewną ręką, a wspierana jest przez prawdziwą przyjaciółkę, ochmistrzynię Pelasię. Każda z pań ma swoje sposoby na rozwiązanie niewygodnych problemów, każda też wie, kiedy zareagować. Znajomość męskiej natury pozwala im na omijanie pułapek – i przy takim przygotowaniu mowy być nie może o klęskach. Co złe – to już zdążyło się wydarzyć, teraz pora na reperowanie świata. Przynajmniej w założeniu. Magdalena Kordel stawia na akcję mocno zakorzenioną w przeszłości – ale losy ludzi czy emocje nimi targające są uniwersalne. I to powód sukcesu, książka spodoba się fankom powieści historycznych i obyczajowych – tu nie ma zbyt wiele krwawych rozwiązań, znacznie częściej do gry wkracza humor i niespodzianki. Autorka wie, jak zaskakiwać czytelniczki i jak proponować im świat, który już nie istnieje – a jednak przyciąga i nie pozwala się odsunąć. W Wilczym Dworze rozgrywają się różne niemożliwe dzisiaj sceny – ale nie znaczy to, że czytelniczki mają do czynienia z lekturą archaiczną. „Córka wiatrów” to pierwsza część tego cyklu – i Magdalena Kordel udowadnia tu, że ma sporo do powiedzenia, jeśli chodzi o budowanie obyczajowości z dawnych czasów. Funduje czytelniczkom emocjonalną podróż w przeszłość, wypełnioną nietypowymi i bardziej dzisiaj zrozumiałymi pomysłami. Jedno jest pewne – w Wilczym Dworze schronienie mogą zyskać ci, którzy go najbardziej potrzebują i którzy nie mają dokąd uciec przed ponurą rzeczywistością. A kobiety, które rządzą, wcale nie muszą potwierdzać stereotypów o słabej płci – potrafią wykorzystywać spryt, wiedzę i umiejętności niekoniecznie dyplomatyczne – żeby zaszantażować swoich przeciwników. I ze względu na silne kobiece charaktery ta książka może się bardzo odbiorczyniom podobać.

środa, 9 października 2024

Magdalena Kordel: Wilczy Dwór. Tom II. Narodziny wilczycy

Znak, Kraków 2024.

Obrona

Magdalena Kordel udowadnia, że intrygi i emocje są ponadczasowe – nie ma znaczenia, w jakich okolicznościach i w jakich momentach historycznych przyszło postaciom funkcjonować: zawsze muszą dbać o własne dobro i o pomyślność swoich bliskich. Przekonuje się o tym Konstancja, niedawno owdowiała właścicielka Wilczego Dworu. Konstancja mogła polegać na mężu, ale nie była skazana wyłącznie na opiekę – kompani dziadka obdarzonego wielką fantazją nauczyli ją, jak radzić sobie w różnych sytuacjach. Chociaż jest połowa XIX wieku, Konstancji nie gorszą ani brzydkie słowa wymykające się czasem służbie, ani wieści o typowo męskich zajęciach i rozrywkach – przywykła do takich dzięki swoim opiekunom. Z kolei kobiety z rodu nauczyły ją, jak wykorzystywać kobiece atuty: urodę, wdzięk, seksapil (chociaż tego akurat się nie nazywa, Magdalena Kordel doskonale o tym wie), flirt i niedopowiedzenia. Dzięki temu Konstancja może uratować dwór. A jest przed czym ratować: z jednej strony sąsiad, który szuka łatwych łupów, niezbyt lojalny i niezbyt uczciwy: nie zawaha się przed niczym, zwłaszcza kiedy za przeciwnika ma pozornie słabą kobietę. Z drugiej strony stara ciotka, która planuje przejęcie majątku dzięki sercowym perypetiom: szczególnie zależy jej na tym, żeby zapewnić byt pewnemu członkowi swojej rodziny. A to najłatwiej osiągnąć przez ożenek. Ciotka chodzi po dworze i przelicza wszystko na pieniądze.

Konstancja, chociaż bez męża, nie pozostaje jednak bez opieki. Ma przy sobie przyjaciółkę i służącą Pelasię a także mrukliwego lokaja Hieronima – ta dwójka doskonale wie, czego potrzeba ludziom i dworowi. Ale to Konstancja obmyśla najważniejsze intrygi. Wspierana – odrobinę – przez pomoc z zaświatów, kobiety z rodu, które mogą podsuwać wskazówki i znaki. Magdalena Kordel umiejętnie łączy pokazywanie obyczajowości – zwłaszcza w sferze konwenansów i wykraczania poza nie – oraz odrobiny oniryczności w minimalnym a krzepiącym wsparciu przodków. Sama Konstancja niemal na oczach czytelniczek (a już na pewno na oczach swoich rozmówców) dokonuje metamorfoz – przeobrażenia mogą uświadomić, jak wielkimi mocami dysponują kobiety świadome swoich atutów. Magdalena Kordel w „Narodzinach wilczycy” tworzy pean na cześć inteligentnych kobiet – Konstancja zmienia rodzaje używanego oręża w zależności od tego, do kogo i z czym akurat się zwraca. Uświadamia odbiorczyniom, że z najtrudniejszej sytuacji bywają wyjścia oryginalne i warte wysiłku. Fakt, że może liczyć na ludzi z dworu, dodaje bohaterce sił – i pokazuje, jak ważna jest współpraca i porozumienie. „Narodziny wilczycy” to obraz z przeszłości – który jednak, poza płynącymi z patriarchalnych przekonań kombinacjami, wydaje się bardzo współczesny. Magdalena Kordel i tym razem jest w stanie urzec czytelniczki, podsunąć im zupełnie inną niż dotychczasowe lekturę – i dzięki drugiemu tomowi cyklu bardziej nawet zaprzyjaźnić z główną bohaterką. Konstancja bowiem daje się tu poznać z bardzo ciekawej strony, jako kobieta, która musi podjąć walkę z podstępnym wrogiem, żeby ocalić dom i ludzi. I to w połączeniu ze środkami, które przy tym zadaniu stosuje, wypada najbardziej barwnie. Sama Magdalena Kordel ucieka od schematów i zapewnia sobie publiczność do trzeciego tomu cyklu. Po takim finale - nie ma wyjścia, trzeba czekać na kolejną część.

sobota, 30 września 2023

Magdalena Kordel: 48 tygodni

Znak, Kraków 2018.

Z życia

Prosta i krótka historia do przeczytania na jeden raz to "48 tygodni". Magdalena Kordel postanawia zwrócić się do tych czytelniczek, które poszukują szybkiego i rozrywkowego czytadła ze zwyczajnego życia - komicznego i wypełnionego ciekawymi wydarzeniami z codzienności. Oto Natasza, żona Sebastiana i matka sześciolatki. Natasza pewnego dnia postanawia zawalczyć o siebie i zamiast potulnie realizować mężowską wizję tradycyjnej rodziny, w której to on zarabia na życie, a ona prowadzi domowe gospodarstwo i rodzi kolejne dzieci, wybiera własną drogę. Nie oznacza to, że doprowadzi do rozłamu w rodzinie albo do konfliktów: Sebastian jest w stanie szybko podporządkować się nowym regułom, a szczęśliwa żona to gwarancja udanej egzystencji. Bez zbędnych dyskusji, po drobnych pokazówkach w postaci przedrzeźniania zmęczonego pracą małżonka Natasza może doprowadzić do odpowiedniego podziału domowych obowiązków. Do tego postanawia zrealizować dawne marzenie i pójść na studia (wybiera polonistykę, co stanowi i tak marginalny temat powieści), a do tego - znajduje sobie pracę. "48 tygodni" to powieść tworzona w formie dziennika Nataszy. Kobieta zwierza się na kartach tegoż dziennika ze swoich co zabawniejszych doświadczeń i przypadków, które składają się na normalność. Raz to problemy z teściową, raz - konflikt w małżeństwie rodziców. Do tego nietypowe albo niepokojące zachowania męża, wspólne wyprawy i sprzeczki. Wyzwania w pracy albo spotkania z przyjaciółmi. Zwyczajne życie w kojącej wersji. Magdalena Kordel ucieszy każdą fankę ciepłych obyczajówek.

Stworzenie książki szybkiej i zabawnej umożliwia forma. Magdalena Kordel dzięki rytmowi krótkich rozdziałów nie musi zajmować się jednym wątkiem dłużej niż to konieczne: tylko czasami powraca do raz wprowadzonych zagadnień, jeśli ma związaną z nimi nową historię. Oczywiście powracają też konkretne miejsca, w których przebywa bohaterka - ale autorka stara się przeważnie rozwiązywać wybrane kwestie w obrębie pojedynczych rozdziałów, tak, żeby z nową datą móc rozpocząć nową opowieść. Ponieważ bardzo dba o to, żeby zamykać historyjki puentami, podsyca komizm. Sporo tu scenek rodzajowych, które wprowadzane są przede wszystkim dla budzenia śmiechu - bo chociaż Magdalena Kordel przemyca też od czasu do czasu wskazówki dla czytelniczek, zwłaszcza dotyczące dbania o małżeństwo i o własną w nim psychikę, ale nie moralizuje i nie zamęcza odbiorczyń poradami. Pozwala za to się bawić kolejnymi spostrzeżeniami, uwag ma sporo i wie, co zrobić, żeby przyciągnąć uwagę odbiorczyń. Perypetie domowe - zwłaszcza relacje z członkami rodziny - to coś, co zaprasza do lektury i daje radość. Magdalena Kordel pokazuje bohaterkę nieidealną i wpadającą na własne życzenie w rozmaite niegroźne tarapaty - budzi tym sympatię i pozwala docenić codzienność. Przynosi spokój i ciepło, "48 tygodni" to dobra rozrywka - nie trzeba się tu wysilać i śledzić rozbudowanej fabuły, książka przypomina zbiór z opowiadaniami zogniskowanymi wokół jednej postaci i jej świata - ale to w tym wypadku atut i możliwość oderwania się od własnego zabiegania. Lektura w sam raz na wakacyjny wieczór, sporo dla fanek obyczajowego humoru i dowcipnych narracji.

czwartek, 3 sierpnia 2023

Magdalena Kordel: Ktoś do kochania

Znak, Kraków 2023.

Wyjaśnienia

Sporo będzie podróży w przeszłość w powieści "Ktoś do kochania", bo Magdalena Kordel zamyka nią cykl Tajemnice i musi wyjaśnić to wszystko, co do tej pory kierowało bohaterami. Wyjaśnić, ale i ponaprawiać, bo każdemu wolno popełniać błędy - ważne jest jednak to, żeby w tych błędach nie tkwić i nie utrzymywać niewłaściwego stanu rzeczy. Wątków jest wiele jak na tak niewielką przecież powieść, ale nawet odbiorczynie, które wcześniej do Tajemnic nie trafiły, szybko znajdą swoje miejsce w literackim azylu. To, co złe, wydarzyło się w większości przypadków w odległej przeszłości, a teraz wszyscy borykają się z konsekwencjami raz podjętych decyzji i trwają w uporze. Trzeba różne sprawy powyjaśniać i ponaprawiać, żeby można było budować szczęście.

Tym razem dość dużo miejsca poświęca się starszym paniom, bohaterkom, które mocno skomplikowały sobie egzystencję za sprawą drugiej wojny światowej - i sporą część wyjaśnień właśnie tam Magdalena Kordel przenosi. Oto czasy najtrudniejsze ze wszystkich, zmuszające do dokonywania konkretnych wyborów. Jedni opowiadają się po stronie kraju i chcą za wszelką cenę bronić ojczyzny, inni wybierają łatwiejsze życie i szansę na przetrwanie - chociaż z nieczystym sumieniem. Tragedie i konflikty wojenne mogą trwać bardzo długo i przenosić się niemal na kolejne pokolenia, o czym przekonują się zwłaszcza Mateusz i Ruta. Kochają się, chcieliby założyć rodzinę, jednak spotykają się z ogromnym sprzeciwem matki Mateusza, Jagny. Jagna zresztą zachowuje się bardzo dziwnie, odsuwa się od przyjaciółek i nie daje sobie przemówić do rozsądku. Zamyka się w swojej złości i poczuciu krzywdy i tylko w jeden sposób będzie można do niej dotrzeć. Z kolei Masza, która dawno temu dokonała wyboru z przymusu, wbrew sobie - teraz ma siłę destrukcyjną mimo woli. Nie może już odnaleźć drugiej tak wielkiej miłości, zadowala się więc jej substytutem, nie oglądając się na innych ludzi. I ona ma swoje tajemnice, które należy rozwikłać. W domu babki Adeli sporo jest na razie problemów i zmartwień - ale wszystko po to, żeby w końcu nadeszło ukojenie i szczęście dla wszystkich. Dom jest duży, pomieści całe rodziny, trzeba jednak najpierw doprowadzić do konfrontacji skłóconych i umożliwić naprawienie błędów. To oczywiście nie będzie proste, wiąże się z silnymi emocjami i koniecznością porozmawiania nawet mimo uprzedzeń - a jednak warto.

Oczywiście większość intryg rozwiązuje się tu za sprawą opowieści i narracji, historii w powieści - kolejni bohaterowie zyskują głos w różnych formach (jedni w listach, inni w monologach), a czytelniczki muszą posplatać sobie fakty i przeżywać to, co przeżywały kiedyś bohaterki. Magdalena Kordel mocno tym razem wpatruje się w przeszłość, sięga po obrazki, których raczej nie można się spodziewać po kojącej powieści obyczajowej - ale autorka radzi sobie z rozkładem punktów kulminacyjnych i z uspokajaniem nastrojów, kiedy stają się już nie do zniesienia. "Ktoś do kochania" to książka, która staje się satysfakcjonującym zwieńczeniem serii - ale która nadaje się też do samodzielnej lektury. Tyle tylko, że nawet ze świadomością rozwiązania problemów czytelniczki będą chciały poznać wcześniejsze perypetie bohaterek i na dłużej zakotwiczyć się w gościnnym starym domu.

środa, 17 maja 2023

Magdalena Kordel: Wiosna cudów

W.A.B., Warszawa 2023.

Ratunki

Magdalena Kordel doskonale czuje się w obyczajowych rozłożystych sagach i chętnie zabiera też czytelniczki do maleńkich miejscowości, w których wszyscy się znają i w których bohaterki pokrzywdzone przez los i ludzi są w stanie ułożyć sobie życie na nowo. W takich miejscach najłatwiej o cud - zawsze ktoś pomoże, zawsze wesprze albo przynajmniej podsunie rozwiązanie, jakie nie przychodziło do głowy w chwili kryzysu. I nie ma się co oburzać na powtarzalność scenariuszową w najszerszym planie: wiadomo, że wszystko musi iść ku dobremu, żeby krzepić i dawać nadzieję. I w przypadku cyklu Przystań Śpiących Wiatrów inaczej nie będzie. Oto Stella - kobieta, która w pewnym momencie traci wszystko. Chciała - być może wzorem innych bohaterek obyczajówek (także tych kreowanych przez Magdalenę Kordel) - zrealizować marzenie o pensjonacie. Wraz z przyjaciółką zajmuje się odrestaurowaniem starego hotelu: kiedy uda się już sprowadzić pierwszych gości i zarabiać na wynajmowaniu pokojów - będzie mogła wyremontować stare domki znajdujące się na tyłach budowli. Na to ma nadzieję - że będzie mogła tworzyć miejsca z duszą, przyjazne romantykom i tym, którzy nie lubią ascetycznego wystroju. Stella jest naiwna i zapatrzona w swoje ideały, nie słucha głosów rozsądku, tym razem objawiających się w postaci rodziców. Wierzy przyjaciółce i nawet jeśli nie do końca zgadza się z jej decyzjami - czeka na swój moment. Tyle tylko, że życie pokazuje, że jeśli w grę wchodzą duże pieniądze, nie wolno ludziom ufać.

"Wiosna cudów" to książka, która zaczyna się od wstrząsu i kilka wstrząsów po drodze odbiorczyniom funduje - zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację dawnej nauczycielki sporej części postaci z książki. Sympatyczna staruszka dręczona przez synów komendanta policji - potrzebuje wsparcia i dobrego pomysłu na rozwiązanie kryzysu. Jednak w większym stopniu autorka dba o rozwiązywanie problemów i o wprowadzanie niemal boskich interwencji w poważnych sytuacjach niż o prawdopodobieństwo. I tu zaczyna się miejsce na elementy krzepiące: Stella może liczyć na swoje rodzeństwo, zwłaszcza na brata, który zamienia się w strażnika, gdy siostrzeńcowi może grozić niebezpieczeństwo. W odpowiednim momencie do akcji wkroczyć również mogą rodzice - zawsze chroniący swoje pociechy i pozwalający im na rozwijanie skrzydeł. Szkoda tylko, że autorka nie szuka bardziej życiowych rozwiązań, wskazówek dla odbiorczyń. Zapewnia wyłącznie magiczne wsparcie - wychodzące od innych ludzi, ale mało prawdopodobne z perspektywy zwyczajnego życia. Tu faktycznie można mówić o cudach. Inna rzecz, że po książki Magdaleny Kordel sięga się właśnie dlatego - dla tych ciepłych i kompletnie nierealistycznych realizowanych marzeń. To, że bohaterkom sprawdza się wszystko to, o czym w ich sytuacjach marzyłyby odbiorczynie, zapewnia zainteresowanie szerokiego grona czytelniczek. Magdalena Kordel potrafi utrzymywać ciekawość odbiorczyń i kiedy zaprasza je do Kotkowa - może mieć pewność, że szybko tego miejsca czytelniczki nie będą chciały opuścić. Tworzy kolejny literacki azyl, miejsce, w którym zmartwienia znikają - same albo dzięki życzliwym osobom. "Wiosna cudów" to książka stworzona z wysoką świadomością schematów z obyczajowych bestsellerów - więc jeśli ktoś nie przepada za realizowaniem stale tego samego scenariusza i za obietnicami, że wszystko się jakoś ułoży, niezależnie od rangi problemów, będzie cyklem rozczarowany. Jednak fanki Magdaleny Kordel dość szybko stwierdzą, że warto po raz kolejny wejść w dobrze znane opowieści i sprawdzić, jak tym razem ogrzeje je autorka.

czwartek, 29 grudnia 2022

Magdalena Kordel: Zagubiony anioł

Znak, Kraków 2022.

Pomoc

Magdalena Kordel to autorka, która bardzo dobrze sprawdza się w bożonarodzeniowych historiach - tu najlepiej wypadają jej inspiracje, między innymi książki Małgorzaty Musierowicz: autorka nie rezygnuje z ciepła, serdeczności i naiwności - w klimatach okołoświątecznych ma to rację bytu i nikogo nie zmęczy. "Zagubiony anioł" to powieść, która jest kontynuacją "Anioła do wynajęcia". W poprzedniej książce to właścicielka kwiaciarni, Gabrysia, uratowała od tragicznego losu Michalinę, osiemnastolatkę, która przestawała właśnie wierzyć w magię świąt. Teraz sytuacja się powtarza, nie w odbiciu lustrzanym, ale kontekst okazuje się podobny. Oto Michalina, która jest szczęśliwą mamą i ma wszystko, o czym do niedawna nawet nie marzyła, prosi, by siła wyższa pozwoliła jej się odwdzięczyć za całe dobro, jakie ją spotkało. Chce być czyimś aniołem do wynajęcia - a okazja nadarza się błyskawicznie, pojawia się pod postacią Haśki. Haśka to dziewczyna na skraju wyczerpania. Ciężko chora i mieszkająca na lodowatym strychu z malutkim dzieckiem. Haśka jest dzika i dumna: nie zamierza przyjmować od nikogo pomocy, uważa, że da sobie radę. Odpycha każdego, kto mógłby stanowić zagrożenie (i, na przykład, odebrać jej dziecko), ponadto swoją złość kanalizuje, kieruje w stronę malowanych lal, które mają wszystko. Jak Michalina, której szczęście wyraźnie kontrastuje z sytuacją Haśki. Michalina wybitnie działa Haśce na nerwy, ale nie daje się przepłoszyć. Idzie za dziewczyną do jej marnego mieszkania i zostawia swoją wizytówkę, licząc na to, że Haśka nie pozwoli, by jej dziecku stała się krzywda i w odpowiednim momencie się odezwie. Tylko że Haśka jest chora i nawet napędzana złością i strachem nie wszystko da radę zrobić. Tak zaczyna się "Zagubiony anioł", powrót do miejsc ukojenia i pomocy dla wszystkich potrzebujących.

Przeciwwagę dla sentymentalnych scenek stanowi Nela, staruszka o ciętym języku i złośliwym usposobieniu. Nela zawsze mówi to, co myśli, bez względu na konsekwencje i na opinie innych. Nie waha się przedstawiać własnego zdania, a może to robić bezkarnie - i tak wiadomo, że ma złote serce i nie pozostawi nikogo w potrzebie bez wsparcia. Zresztą to dzięki niej uda się zrealizować śmiały plan. Michalina ma oparcie także w Kotuli, ukochanym, który zawsze wie, co zrobić, żeby zapewnić swojej rodzinie to, co najważniejsze. Przy takiej ekipie nawet obecność wyjątkowo toksycznego mężczyzny - ojczyma Haśki - nie będzie straszna. Znajdzie się sposób i na cwaniaka, który terroryzuje najbliższych. Jest tu Kochanieńki, mężczyzna, który nie ma gustu, za to ma ambicje tworzenia bukietów-potworków - pojawia się po to, żeby rozbawić odbiorczynie, a do tego też po to, żeby w odpowiednim momencie rozwiązać problemy finansowe. Żeby czytelniczki odnalazły się bez trudu w tym świecie, Magdalena Kordel co pewien czas przywołuje charakterystyczne cytaty, zwłaszcza piosenek, które towarzyszą bohaterom na każdym kroku. "Zagubiony anioł" to powieść gęsta i ładna - mimo że realizowana według przewidywalnego schematu. Napowietrza ją odliczanie do Wigilii, kolejne grudniowe dni muszą przynieść zapowiedź poprawy sytuacji. Jest tu przyjemnie, kojąco i spokojnie, pojawia się obietnica, że z każdego kryzysu da się wyjść. Magdalena Kordel buduje świat, w jakim odbiorczynie chciałyby funkcjonować.

środa, 28 sierpnia 2019

Magdalena Kordel: Antolka

Znak, Kraków 2019.

Wolność po raz pierwszy

Wakacje, jeziora, marzenia, chłopak, który wydaje się idealny i w lot łapie wszystkie dowcipy, sam zresztą popisuje się poczuciem humoru. Antolka nie mogła przypuszczać, że czeka ją tak przyjemny czas na jachcie. W ogóle nie planowała tego rodzaju rozrywek. Chciała wyrwać się z domu po nauczce, którą dała zimnej i despotycznej matce – nastoletni bunt ma w tym wypadku solidne podstawy i wydaje się dla wszystkich zrozumiały. Jednak w przypadku Antolki okrutna rzeczywistość mogła przekreślić wszelkie nieracjonalne działania już na starcie. Dziewczyna – pełnoletnia, ale to niczego nie zmienia – ucieka z domu po olbrzymiej awanturze. Nigdy nie dostawała wsparcia od rodzicielki, więc ma teraz powód, żeby się odegrać. Inna rzecz, że brakuje jej pomysłu na kreatywne manifestowanie własnych poglądów: upija się w przypadkowej knajpie. Na naiwne dziewczyny pokroju Antolki czyhają już całe grupy podejrzanych typów. Spiskują z barmanem, który „doprawia” drinki – jeśli samotna nastolatka straci nad sobą kontrolę, wszystko może skończyć się źle. W przypadku Antolki na szczęście na horyzoncie pojawia się Jasiek, chłopak, który przytomnie reaguje i błyskawicznie obmyśla plan działania. A ponieważ nie ma co zrobić z ocaloną, zabiera ją na swój jacht. Oznacza to ekstremalnie dziwne przebudzenie dla bohaterki tomu. „Antolka” to historia prosta i momentami nawet lekko infantylna, ale wciągająca: wakacyjny romans dla nastolatek. Tutaj z góry wiadomo, jak rzecz się potoczy, nie ma możliwości, żeby dziewczyna – choćby i najbardziej racjonalnie do życia nastawiona – mogła nie zakochać się w chodzącym ideale, którego ma na wyciągnięcie ręki. Skazani na swoje towarzystwo młodzi ludzie dobrze się dogadują i świetnie ze sobą bawią.

Magdalena Kordel tą powieścią wkracza na rynek literatury młodzieżowej. Sprawdziła się już w relacjach dla kobiet, teraz też nie zawodzi, proponując najmłodszym wypadkową Musierowicz i Agaty Mańczyk: „Antolka” to historia cenna pod różnymi względami. Dostarcza rozrywki, co oczywiste. Ale poza tym w paru momentach relacja stanowi przestrogę, w innych przynosi refleksję na temat międzypokoleniowego konfliktu. Nieprzypadkowo autorka znajduje przeciwwagę dla domu, w którym wychowuje się Antolka: dziewczyna nie może dogadać się z matką, bo jest przez nią zawsze odrzucana i ignorowana. Zupełnie inaczej jest w domu jej najlepszej przyjaciółki, Oli: to w ogóle miejsce jak z poradników psychologicznych: problemy rozwiązuje się ironią, zawsze można porozmawiać o tym, co doskwiera, a ponadto – panuje tu ciepła atmosfera i można najeść się pysznymi naleśnikami. Niby nic, ale drobiazgi, na które nie ma czasu zapracowana pani doktor, wpływają na ocenę dzieciństwa. Na szczęście Antolka może liczyć na wsparcie rodziców przyjaciółki i dzięki temu nie dziwaczeje.

Magdalena Kordel decyduje się na książkę lekko naruszającą schematy. Konstrukcja pozostaje jak w typowych czytadłach, ale w realizacji pomysłu pojawiają się detale, które ucieszą czytelniczki i przyczynią się do pełniejszego angażowania się w tę historię. Bohaterka myśląca i nierozczulająca się nad sobą budzi zaufanie, w efekcie problemy, z jakimi się boryka, mogą odbiorców zachęcić do śledzenia powieści. Nie ma tu męczących powtórek z konwencjonalnych historii, za to w ramach fabuły podpowie Kordel kilka razy rozwiązania, które ucieszą nie tylko nastoletnie czytelniczki.

wtorek, 3 lipca 2018

Magdalena Kordel: Serce w skowronkach

Znak, Kraków 2018.

Przytulność

„Serce w skowronkach” jest drugim tomem kolejnego cyklu powieściowego Magdaleny Kordel, ale bez trudu daje się go czytać bez znajomości pierwszej części. I tak podstawową zasadą w tworzeniu fabuły jest chęć pokrzepienia czytelniczek, dostarczenia im azylu i schronienia przed codziennymi zmartwieniami. Tak, jak kiedyś Malownicze, tak teraz Miasteczko staje się areną zwyczajnych wydarzeń, które mają udowodnić, że wszystko zależy od dobrej woli innych ludzi. W Miasteczku opoką dla innych jest Klementyna. Klementyna znalazła już swoją miłość (chociaż chwilowo owa miłość przebywa daleko), wychowuje mądrą córeczkę Dobrochnę (pytania małej zadawane w odpowiednich momentach katalizują akcję i uświadamiają dorosłym prawdy, których czasami nie widać na pierwszy rzut oka). Zajmuje się też babką, Pogubioną Agatą. Podejrzewa zresztą, że babka czasami przesadza i udaje zniedołężnienie, żeby osiągnąć swoje cele. Klementyna pomaga wszystkim i zapewnia, że los się odmieni, ale sama nie ma odwagi realizować własnych marzeń – boi się tego, co mogłaby przynieść przyszłość.

Prowadzi zatem Klementyna dom nieidealny, dom pełen trosk i niespodzianek, czasem wesołych, a czasem przykrych. Tu nie ma miejsca na wzory do naśladowania, chodzi o to, żeby dzielnie stawiać czoła rzeczywistości – to bohaterka potrafi, radzi sobie z tym całkiem nieźle, mimo że czasami musi zdać się na innych. W „Sercu w skowronkach” te właśnie międzyludzkie relacje, nieoczekiwane okruchy dobra pozwalają przetrwać najtrudniejsze chwile. Najpierw Klementyna traci przytomność i uderza się w głowę – co umożliwia jej sprawdzenie, na kogo z najbliższego otoczenia zawsze może liczyć. Potem daje się wmanewrować w relację z przystojnym lecz samotnym zleceniodawcą, co niekoniecznie spodoba się Kubie. Jak zwykle jednak w chwilach próby liczy się wyrozumiałość i wsparcie najbliższych: nie ma mowy o sercowych krzywdach, skoro książka jest typową pocieszanką – Klementyna musi znaleźć złoty środek, żeby nie stracić obiecującej znajomości ani ukochanego. Takie problemy można akceptować w literaturze obyczajowej. Jest tu oczywiście również tajemnica z przeszłości – „pogubienie” babki Agaty sięga do czasów wojennych i wiąże się z wielką stratą. Ta bohaterka nie ma zwyczaju zwierzać się z zadawnionych zmartwień, sama próbuje sprostać demonom przeszłości – co nie zawsze jest łatwe lub w ogóle możliwe. Na szczęście babka Agata nie jest kreowana na ofiarę: doskonale sobie radzi, jest w stanie nawet snuć intrygi, które mają na celu przyjście z pomocą Klementynie. W małomiasteczkowym środowisku nie brakuje plotkarzy i złośliwców: Dobrochna w szkole spotyka się z wyzwiskami. Ale i na to recepta się znajdzie.

Magdalena Kordel powołuje do istnienia cały sztab ludzi, którzy w trudnych chwilach przyjdą z pomocą i znajdą niekonwencjonalne rozwiązania problemów. Z takim wsparciem Klementyna nie musi się już bać ani poświęcać dla bliskich: pora, żeby odpoczęła i zbierała nagrody za swoje dobre serce. Oczywiście jest to baśniowe zaklinanie rzeczywistości, na potrzeby naiwnych powieści wyjaśnienie, że wszystko się jakoś ułoży. Tego odbiorczynie od autorki oczekują – i tego będą szukać w kolejnych jej książkach. Magdalena Kordel zabiera czytelniczki do świata, w którym wszystko wydaje się w gruncie rzeczy prostsze i przyjemniejsze. Wpatrzona w historie Małgorzaty Musierowicz czy Lucy Maud Montgomery proponuje podobnie rozgrzewające czytadła dla kobiet – i mimo ich naiwności sprawia, że chce się do tych powieści wracać dla pokrzepienia.

wtorek, 11 lipca 2017

Magdalena Kordel: Wilczy Dwór. Córka wiatrów

Znak, Kraków 2017.

Podróż w przeszłość

Rozbudowując opowieści z Malowniczego Magdalena Kordel odkryła, że najlepiej czuje się w przeszłości – i z czasem zaczęła coraz bardziej uciekać w wątki historyczno-obyczajowe. Naturalną konsekwencją było stworzenie książki całkowicie zanurzonej w dawnych wydarzeniach. A że to autorka bestsellerowa i wierne grono jej czytelniczek czeka na każdą kolejną publikację, od razu powstało założenie całej serii. Serii nastawionej na obyczajowość i ten krzepiący optymizm, z którego Kordel jest znana – tyle że odsuniętej w czasie do rzeczywistości prostszej, bardziej zrozumiałej i oswojonej przez liczne narracje. Nie musi stylizować tekstu: wystarczą drobne zmiany, odejście od kolokwializmów i kilka znaków czasu, żeby zasugerować odbiorczyniom inność. W obrębie uczuć wszystko pozostaje uniwersalne – nawet jeśli uniwersalne nie są okoliczności.

„Córka wiatrów” to pierwszy tom cyklu Wilczy Dwór. Magdalena Kordel buduje tu całą legendę miejsca: w zamierzchłej przeszłości umieszcza wyjaśnienia dotyczące nadnaturalnych zjawisk. To, o czym mieszkańcy dworu nie pamiętają, pojawia się czasem jako zagadka: dla czytelników to potwierdzenie niezwykłości miejsca. Ale poza sekretami przodków istotne są relacje międzyludzkie w powieściowym tu i teraz. Wilczym Dworem zarządza Konstancja. Dba o to, by wszyscy pod jej dachem byli szczęśliwi, choć nie o wszystkim może się dowiedzieć. To typowa bohaterka z dzisiejszej literatury: samodzielna, rozsądna i odważna, czasem nad miarę. Nie ulega emocjom, albo nie daje po sobie poznać, czym się przejęła. Zyskuje podziw i szacunek mężczyzn – chociaż czasami mogłaby być mniej uparta. Konstancja czoła rozmaitym wyzwaniom: musi poradzić sobie z tymi, którzy na jej włościach krzywdzą ludzi, przekonać do siebie władze i zaopiekować się umierającą przyjaciółką. Czasem odżywają dawne miłostki, ale przy zarządzaniu dworem nie ma miejsca na sentymenty. Konstancja potrafi docenić ludowe mądrości (chociaż nie popiera zabobonów). Zawsze kieruje się szacunkiem do drugiego człowieka, sprawia drobne przyjemności służbie, wie, jak rozmawiać z czarownicą na bagnach. Wydaje się, że jest niezniszczalna: nawet kiedy cierpi, szybko się podniesie. A wyzwań nie brakuje. Chociaż Wilczy Dwór jest ostoją, nie da się uniknąć dramatów. Do najbardziej spektakularnych należy atak na posiadłości Konstancji – akt zemsty. W powieści sporo jest barwnych charakterów – i Pelagia, i teść doktora, i stare przekomarzające się ciotki to postacie, dzięki którym historia nabiera barw. Dla nich chce się do Wilczego Dworu wracać.

Magdalena Kordel zmiany czasów sygnalizuje w narracji detalami, niektóre nazwy (lub przesunięcia znaczeń) rozszyfrowuje w przypisach. Wprawdzie operuje kontekstami, ale nie zamęcza odbiorczyń historią: Wilczy Dwór daje schronienie. Tu wstęp mają przede wszystkim prawa natury, te kojące reguły istnienia, z którymi nie ma sensu walczyć. W „Córce wiatrów” wraca się do podstawowych problemów, tematu życia i śmierci, miłości i rozstań, wybaczania i zemsty. Są tu czynności pochodzące z dawnych wierzeń, nieznane lub nienaturalne, a mimo to przynoszące spokój. Szacunek dla tradycji, pielęgnowanie zwyczajów przodków to spowalniacze tempa życia. Magdalena Kordel typowe dla dzisiejszych obyczajówek zagadnienia (między innymi zdrady czy nieślubne dzieci) przekłada w czasy, w których znacznie trudniej było o dobre rozwiązania. Do tego przydaje się rozumna bohaterka – wsparcie okolicy.

„Córka wiatrów” początkowo za sprawą dużej interlinii sprawia wrażenie rozdmuchanej, na siłę rozszerzanej. Ale Kordel pozwala zatracić się w narracji, karmi odbiorczynie sugestywnymi opisami i sama czerpie przyjemność z podróży w czasie. „Córka wiatrów” to taka powieść, jakiej fanki od tej autorki oczekują. Bogata w emocje, ale też przynosząca pokrzepienie i wytchnienie od codziennych zmartwień. Ładnie napisana, pozwala przeżywać urozmaicone wydarzenia. To udane otwarcie serii.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Magdalena Kordel: Nadzieje i marzenia

Znak, Kraków 2016.

Przeszłość

To prawo obyczajówek, ale też i całych serii, że jeśli zbliża się szczęście, trzeba je trochę przytępić. Chociaż więc Madeleine marzy o życiowej stabilizacji, spokoju u boku Michała i szczęściu przybranych dzieci, nie może cieszyć się codziennością. Pojawia się wiadomość, która burzy jej plany. Nic dziwnego, że bohaterka przełamuje lęk przed wyjazdem – udaje się do Francji, żeby załatwić sprawy spadkowe. Nieznany wuj zapisuje jej nie tylko materialne dobra. Akcja z Malowniczego przenosi się także w odległą przeszłość, bo po nakreśleniu sytuacji domowej Madeleine Magdalena Kordel buduje całkiem nową narrację sprzed… powstania styczniowego. Tu ożywają przesądy i zabobony, dziad wędrowny, który ma bliżej do Boga niż inni, tajemnice i wyzwania zupełnie różne od tych dzisiejszych. Kordel zatapia się w historię pełnokrwistą i niemożliwą dzisiaj do zrealizowania, ale mocną, sugestywną, bo opartą na zrozumiałych – uniwersalnych – uczuciach. Miłość matczyna staje się coraz bardziej toksyczna i zaborcza, a rywalizuje z patriotyzmem, powinnościami młodych ludzi wobec ojczyzny. Takich dylematów czytelniczki dziś nie spotkają w obyczajówkach, Kordel ma więc szerokie pole do popisu. Akcja z przeszłości wciąga równie mocno – a wiadomo, że zazębi się z rzeczywistością Malowniczego, zgodnie z regułami kompozycji.

Bohaterów, którym życie już się poukładało, autorka spycha na daleki plan. Napomyka o nich tylko, na znak, że wciąż tworzą mikroświatek – specyfikę opisywanego miejsca. Nie zaprzątają już jednak uwagi, z punktu widzenia dramaturgicznego nie mają przecież żadnego znaczenia. Kordel pozostaje przy tych, którzy jeszcze są niepewni dobrych losów. Pani Leontyna i Madeleine czekają na rozwiązanie swoich spraw. Sporo humoru za to wprowadza Kraśniakowa (i jej małżonek) – na tę postać, karykaturę małomiasteczkowych plotkar, zawsze można liczyć. To dzięki niej scenki z Malowniczego nie są przesłodzone i nudne, nawet jeśli autorka próbuje zasugerować optymizm.

W „Nadziejach i marzeniach” jest, oczywiście, sporo naiwności – zwłaszcza kiedy bohaterki muszą sobie uzmysłowić życiowe prawdy – o kształcie ich szczęścia czy o wyborach i decyzjach. Kiedy dosłownie wyrażają uczucia czy olśnienia, brzmi to niepotrzebnie moralizatorsko, jakby Kordel chciała na siłę pouczać odbiorczynie, jakby nie wierzyła, że same wyciągną wnioski. I tak wiadomo, że seria jest pogodna, a lektury – krzepiące, już to by wystarczyło. Drugą słabością Magdaleny Kordel jest teraz wpatrzenie w młodzieżowe powieści: powraca tu i Jeżycjada, i „Ania z Zielonego Wzgórza”. Dość ciekawie to wypada – autorka najpierw, być może nawet nieświadomie, przejmuje język z tych książek, przez chwilę prowadzi historię cudzym stylem, a potem wprowadza adres skojarzenia (i tak czytelny, bo fanki Kordel to też fanki Musierowicz). A przecież cytaty i zapożyczenia są tu rozpoznawalne na pierwszy rzut oka. Dlatego też lepiej i wygodniej opowiada się autorce historie z przeszłości: tu szuka ogólnej stylizacji, a nie konkretnych nawiązań.

„Nadzieje i marzenia” to ucieczka od zmartwień. Wprawdzie mieszkańcy Malowniczego miewają kłopoty (i to naprawdę różne, niektórzy – filmowe, inni śmieszne, jeszcze inni prawdziwe), ale nigdy przygnębiające odbiorczynie. Tu dominuje ciepło i „przytulność” atmosfera wyrozumiałości dla różnych słabostek i nadzieja na to, że wszystko w życiu się poukłada. Magdalena Kordel przypomina, że życie pisze różne scenariusze i nie zawsze oznacza to samo dla wszystkich Wie doskonale, że ma dostarczyć rozrywki i pocieszenia, po to w końcu istnieje Malownicze – kto będzie potrzebował tonu ciepłego i pełnego serdeczności na przekór przeciwnościom losu, ten się tu odnajdzie. Magdalena Kordel porządkuje Malownicze, żeby się z nim rozstać – ale pozostawia czytelniczkom azyl, miejsce ucieczki i leczenia ran. „Nadzieje i marzenia” to w gruncie rzeczy prosta historia – ale pozwala się wyciszyć i przenieść do świata wolnego od zwyczajnych trosk, zabiegania lub rutyny. W związku z tym nie da się zostać tu na stałe, można tylko co pewien czas wracać – tej przyjemności czytelniczkom nikt nie zabierze.

sobota, 27 czerwca 2015

Magdalena Kordel: Malownicze. Tajemnica bzów

Znak, Kraków 2015.

Historia

Kiedy Magdalena Kordel wkraczała na rynek literacki z „Uroczyskiem” (zresztą, w niedalekiej przyszłości wznowionym, tym razem wydanym w Znaku), nawiązywała do mody w powieściach dla pań, ale wyróżniała się pomysłami i językiem. W serii Malownicze ukazuje się „Tajemnica bzów, kolejna książka o mieszkankach górskiego miasteczka – teraz autorka sięga po inną konwencję, zupełnie jakby Malownicze trochę zaczęło jej ciążyć. Już jakiś czas temu oderwała się od perypetii Majki, która układa sobie życie w pensjonacie, zwróciła się w stronę również pogubionej i silnej Madeleine. Teraz – jakby nie chciała przesadnie ingerować w codzienność bohaterek. Ich doświadczenia na pierwszym etapie zamraża i odsuwa. Sięga natomiast po to, co często ratuje fabuły obyczajówek, a wśród części odbiorczyń cieszy się największym uznaniem jako przejaw baśni w zwyczajności – odwołuje się do minionych sekretów.

„Tajemnica bzów” to okazja, żeby lepiej poznać panią Leontynę, miłą i nieszablonowo myślącą staruszkę. Ta bohaterka – bez której trudno sobie wyobrazić Malownicze – przeżywa trudne chwile. Milcząca obecność tajemniczego przybysza budzi niepokój. Leontyna czuje potrzebę zwierzania się ze swoich doświadczeń wojennych. Powraca myślami do czasów, kiedy była jeszcze Zosią – i wtajemnicza Magdę w dziwne sprawy ze swojej biografii. Budzi ciekawość (na przykład techniką rozwiązywania problemów z kawalerami) oraz rozbawienie. Nie brakuje w jej wyznaniach czułości, sentymentu i tęsknot – w końcu przeszłość to jedyna dostępna forma walki z samotnością, Leontyna na nowo spotkać się może z bliskimi. Spieszy się przy tym z odkrywaniem tajemnic, jakby groziło jej ogromne niebezpieczeństwo. Madeleine to niemal bierna słuchaczka: jej istnienie uzasadnia sens powrotu do zamkniętych spraw, ale też stanowi przerywnik dla płynących wciąż opowieści – i łącznik dla Malowniczego i historii. Leontyna odrobinę przybliża też swój dziwny dar – to sprawia, że do miasteczka zawita odrobina magii.

„Tajemnicę bzów” Magdalena Kordel tworzy w oparciu o bestsellerowe szablony, ale trudno nie zauważyć, że tym razem lepiej i bezpieczniej czuje się w odległej przeszłości. Tematem wojny w połączeniu z młodością nie może nikogo zaskoczyć, skupia się więc na międzyludzkich relacjach i na stracie. Ta powieść wydaje się najbardziej odległa od całej serii, chociaż jej kierunek wyznaczył się już niemal automatycznie w poprzednich tomach (jeśli ktoś nie wpadł do tej pory na dwie pierwsze książki z Malowniczego, bardzo zdziwi się różnicami w narracji). Magdalena Kordel nadal traktuje Malownicze jak azyl dla bohaterek pokaleczonych przez życie. Leontynę wyposaża jednak w dodatkowy punkt ucieczki – pokazuje potęgę wspomnień. W ten sposób usiłuje wypracować wielopłaszczyznowość postaci, a sama przez chwilę może odpocząć od pokrzepiania i pocieszania. „Tajemnica bzów” jest też swoistą odpowiedzią na mody w literaturze rozrywkowej. Kordel wykorzystuje tematy sprawdzające się w obyczajówkach dla pań i jak zwykle filtruje je przez własny pomysł na miejsce akcji. Dodatkowo w tej książce sporo jest akcentów lwowskich – to również szansa na przewietrzenie Malowniczego. Chodzi przecież o to, żeby nie zanudzić odbiorczyń, ale i nie zamęczyć ich galopadą wydarzeń rozgrywających się dzisiaj. Kordel zwalnia tempo – „Tajemnica bzów” to przystanek w opowieści, możliwość przedstawienia innych niż do tej pory zmartwień i tematów.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Magdalena Kordel: Malownicze. Wymarzony czas

Znak, Kraków 2014.

Raj i problemy

Kiedy Magdalena Kordel jeszcze w Prószyńskim wydawała „Uroczysko” i „Sezon na cuda”, okazało się, że trafiła w sedno zapotrzebowań na rozrywkowe lektury „pensjonatowe” – czytelniczki błyskawicznie zadomowiły się w małym Malowniczem i kibicowały Majce oraz jej dorastającej zbuntowanej lekko córce Marysi. Teraz w Znaku Magdalena Kordel publikuje dalszy ciąg historii – po „Wymarzonym domu” przyszła kolej na „Wymarzony czas”. Oznacza to, że odbiorczynie znów mogą powrócić do malutkiego miasteczka i towarzyszyć jego mieszkankom w poszukiwaniu stabilizacji. Ta jednak nigdy nie przychodzi łatwo.

Magda, która chciała stworzyć rodzinę zastępczą dla dwóch dziewczynek, zderza się z biurokratycznymi problemami. Jednak po raz kolejny ratuje zbłąkane dusze – tym razem przybywa do niej zastraszona dawna przyjaciółka ze studiów, Marta z małą córeczką. Kobieta nie chce wyznać, przed czym – lub przed kim – ucieka, ale wyraźnie widać, że potrzebuje pomocy. Kacper, ojciec Julki, powraca do domu po długiej nieobecności i zostaje zmuszony do podróży w miejsce, o którym próbował zapomnieć. Jednym słowem, Magdalena Kordel stara się rozwijać te wszystkie kwestie, które sygnalizowała w poprzedniej książce. A rozwijać to nie zawsze znaczy rozwiązywać.

W Malowniczem dzieje się zatem bardzo wiele, przede wszystkim w sferze uczuciowej – i w przeszłości bohaterów. To zabieg, który sprawdził się w „Wymarzonym domu”, ale nic dziwnego, że autorka stara się skomplikować teraźniejszość, żeby nie powielać wygodnych schematów. Chociaż z przeszłości wyłaniają się demony, które nie pozwalają na aktualne szczęście, tu i teraz nie brakuje zmartwień. Ale Kordel mimo wszystko pisze pogodnie i rozchmurza czytelniczki choćby satyrycznym portretem Kraśniakowej, miejscowej plotkary i intrygantki. Lubi zresztą wyraziste charaktery i dość sensownie obserwuje rzeczywistość, by potem przekuć ją na prozę. A że w „Wymarzonym czasie” bardziej zajmuje ją akcja niż rozdmuchiwanie objętości opisami bez wyrazu – tym większa będzie przyjemność z czytania. „Wymarzony czas” dostarczy odpowiedniej porcji rozrywki, wzruszeń i marzeń, by czytelniczki pokochały Malownicze i zadomowiły się tutaj.

I nawet kiedy autorka sięga po drobne scenki rodem z dramatów psychologicznych czy filmów sensacyjnych, nie ośmiesza się w narracji, Azyl, który stworzyła, służy najbardziej jej samej – to już nie podporządkowywanie się modom literackim, a prowadzenie konsekwentne dobrze umotywowanej historii. Dziwić może jedynie upodobanie autorki do kobiecych imion na M – Majka i Marysia wprawdzie trochę schodzą ze sceny, ale do Magdy, która chce się zaopiekować Marcysią, przyjeżdża Marta (na szczęście z Zosią). Wprawdzie autorka wprowadza postacie powoli i nie ma szans, żeby się myliły zaangażowanym odbiorczyniom, ale po co im utrudniać rozrywkę.

„Wymarzony czas” to jedna z tych powieści, po które sięga się dla relaksu i odpoczynku. Ciepła – mimo nie zawsze łatwych tematów, serdeczna i przyjemna. Niesie nadzieję, bo w końcu w Malowniczem każdy potrzebujący pomocy znajdzie ją, otrzymuje razem z psychicznym wsparciem, zyskując jeszcze mały prywatny raj. Magdalena Kordel tworzy coś w rodzaju życiowej baśni z bezinteresowną dobrocią, chce, by czytelniczki mogły uwierzyć w opowieści o znajdowaniu swojego miejsca. „Wymarzony czas” to książka-koc, jedno z tych czytadeł, które w trudnych chwilach pozwalają oderwać się od własnych kłopotów i odkryć krzepiącą podróż do Malowniczego, miasteczka, w którym spełniają się marzenia.