* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzka Czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorzka Czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 czerwca 2026

Sarah Pekkanen: Dom ze szkła

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2026.

Ostrza

Sądowa rzeczniczka interesu dziecka – tym właśnie na co dzień zajmuje się Stella Hudson i jest w swojej pracy znakomita. Przenikliwa, bystra, spostrzegawcza i odważna – zależy jej na tym, żeby wskazać to, co dla maluchów po traumie będzie najlepsze – musi zatem poznawać wszystkie aspekty ich życia i potencjalnej przyszłości. Stella do pracy dodaje wątek osobisty: wciąż mierzy się ze stratą matki, z osieroceniem i własną bezradnością. Chociaż obecnie to ona dyktuje warunki, ciężką pracą rekompensuje sobie niemożliwość ukojenia siebie-dziecka. Kiedy niesie lepszą przyszłość swoim klientom, tak naprawdę walczy o siebie samą, nawet jeśli tego sobie nie uświadamia. Stella jest bardzo dobra w swojej pracy. Nie pomija żadnego szczegółu, wie, jak rozmawiać z ludźmi, wychwytuje ich kłamstwa bez namysłu, a do tego nie boi się stosować prowokacji, kiedy w inny sposób nie da się zdobyć wiadomości. I tak Stella pewnego dnia trafia do domu, w którym nie ma szkła. Jest tu mała dziewczynka, Rose, która po tragicznej śmierci niani straciła umiejętność mówienia. Rose opiekują się matka i ojciec – oboje pragnący rozwodu, jako że śmierć niani poprzedzona została zdradą – oraz babcia. Wszyscy deklarują, że chcą dla Rose jak najlepiej. Tylko że w tym domu coś jest mocno nie w porządku. Mała Rose wciąż zbiera odłamki szkła, które mogłaby świetnie wykorzystać jako broń, czyta książki o seryjnych mordercach (starannie ukrywane w niewinnych okładkach) i swoimi zachowaniami budzi lęk otoczenia. Skoro nie mówi – nie można wydobyć z niej żadnych informacji. A bardzo łatwo o pomyłkę.

Sarah Pekkanen tworzy kryminał bardzo gęsty i bardzo ładnie mylący tropy. Proponuje odbiorcom historię, w której prawdziwe śledztwo toczy się swoim trybem, ale kompletnie nie ma znaczenia dla Stelli – ona tylko wykonuje swoją pracę i musi zdobyć informacje, które pozwolą jej napisać opinię i polecić konkretnego opiekuna dla Rose. Ale Stella w pracy jest drobiazgowa bardziej niż niejeden detektyw, wyciąga wnioski na bazie pojedynczych spostrzeżeń i łatwo rozszyfrowuje gry, jakie wobec niej stosują pozornie życzliwi domownicy. Z jednej strony jest więc szukanie winnego i rozwiązywanie zagadki – bo tylko tak będzie można ocenić sytuację i nie doprowadzić do kolejnych zbrodni, z drugiej strony – gra pozorów i udawanie. Autorka dba o to, żeby czytelnicy nie nudzili się podczas lektury: chociaż kolejne analizy Stelli budują właściwie intrygę, to liczą się również wątki okołoobyczajowe. Zwłaszcza – doświadczenia samej bohaterki, która odkrywa, kim jest i kto wprowadził ją w dorosłość. To nie ma bezpośredniego przełożenia na śledztwo, za to ogromnie przydaje się jako wyjaśnienie motywacji zawziętości bohaterki. „Dom ze szkła” to jednak w podstawowej płaszczyźnie historia o grze – o pozorach stwarzanych po to, żeby przeforsować własny scenariusz i wypracować linię obrony. Jest to książka, w którą się wsiąka – dla tych, którzy cenią misternie konstruowane plany i intrygi, dla tych, którzy lubią, kiedy historia skręca z realizmu w stronę starannie kreowanej fikcji. „Dom ze szkła” to opowieść bardzo dobrze przygotowana i Sarah Pekkanen z pewnością zdobędzie dzięki niej w Polsce wierne grono czytelników.

sobota, 14 marca 2026

Rufi Thorpe: Margo ma kłopoty

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2026.

Zwycięstwo

Ta książka ma poprawiać humor, ale jest mocno gorzka w swojej wymowie. Autorka jednak nie pozwala swojej bohaterce na złożenie broni i sugeruje, że z każdej porażki da się wyjść z podniesioną głową po to, żeby finalnie zawalczyć o spełnianie swoich marzeń. „Margo ma kłopoty” to powieść, która doczekała się serialowej wersji w gwiazdorskiej obsadzie i najprawdopodobniej właśnie fanki serialu będą najwierniejszymi czytelniczkami Rufi Thorpe. Bohaterką tomu jest dziewiętnastoletnia dziewczyna, która w wyniku zauroczenia swoim żonatym wykładowcą zaszła w ciążę i zdecydowała się urodzić dziecko. Bohdi jest najlepszym, co mogło ją spotkać – były kochanek nie staje na wysokości zadania, a nawet rzuca Margo kłody pod nogi, walcząc o opiekę nad dzieckiem. Matka odwraca się od dziewczyny, zresztą ma swoje sprawy, skoro przygotowuje się do kolejnego ślubu z wyjątkowo religijnym mężczyzną. Bohaterka wie, że jest zdana na własne siły. I nawet powrót ojca, byłego zawodnika wrestlingu uzależnionego od narkotyków, stanie się tu pomocą. Żeby przetrwać, Margo musi zarabiać. Żeby zarabiać, musi znaleźć pracę, w której pozwolą jej na opiekę nad dzieckiem. Albo… wypracować sobie zajęcie dochodowe i o elastycznych godzinach pracy. I tak Margo trafia na Only Fans. Młoda kobieta bez perspektyw zawodowych odkrywa, że jeśli będzie sprzedawać zdjęcia swojego ciała – i dołączy do tego ciekawe dla fanów historie – uda jej się utrzymać i nie stracić dziecka (opiekę społeczną interesuje to, że matka zarabia, a nie – w jaki sposób, jeśli maluchowi nie dzieje się krzywda). I tak bohaterka wchodzi w te rejony internetu, których do tej pory nie eksplorowała, próbuje zrozumieć mechanizmy działania algorytmów i rozkręcić konto tak, żeby podreperować domowy budżet. Trafia na gwiazdy Only Fans, które pomagają jej w promocji i wkrótce staną się uczestniczkami nietypowego projektu.

„Margo ma kłopoty” to opowieść o mierzeniu się z przeciwnościami losu niemal bez przerwy. Autorka nie daje bohaterce szansy na odpoczynek, Margo musi przez cały czas być czujna, a do tego budować swoje relacje z bliskimi i tymi, którzy się od niej nie odwrócili. W tle pojawia się ciekawa internetowa znajomość, ale przede wszystkim autorka kładzie nacisk na kreatywność Margo, jej umiejętność wykorzystywania wyobraźni zawsze wtedy, kiedy trzeba chronić siebie i bliskich. Ten nieszablonowy scenariusz uświadomi czytelniczkom, że z najtrudniejszych sytuacji istnieje wyjście, trzeba tylko zrezygnować z kopiowania tego, co sprawdzone i realnie oceniać własne możliwości. Temat stron pornograficznych ma dodawać pikanterii opowieści – sprawiać, że odbiorczynie będą chciały sięgać po tak poprowadzoną historię. Ta książka to odskocznia od codziennych problemów, a jednocześnie oderwanie się od typowych fabularnych rozwiązań w literaturze pop. Czytadło, które nawiązuje do chicklitów, ale w zupełnie inny sposób – pogłębiony i wypełniony odpowiedzialnością za drugiego człowieka.

wtorek, 24 lutego 2026

Kristan Higgins: Jasna strona życia

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2026.

Scenariusze

Ta opowieść już była, Lark doskonale o tym wie. Kiedy tylko równie przystojny co utalentowany (i jednocześnie – społecznie wycofany) chirurg proponuje jej bycie osobą towarzyszącą na ślubie siostry, Lark przychodzą na myśl rozmaite komedie romantyczne z „Pretty woman” na czele. Lorenzo Santini nie ma przyjaciół, bo też i nie zjednuje sobie ludzi. Jest odpychający i samolubny, a do tego kosmicznie bogaty. Ale może zapewnić Lark coś, o czym ta marzy: powrót na oddział onkologii. Chwilowo Lark została od niego odsunięta ze względu na nadmierną emocjonalność, przez którą nie mogła pracować z pacjentami potrzebującymi wsparcia i rzeczowej opieki – przeniesiona do hospicjum, traktuje to jako przeczekanie. W końcu musi zrealizować swój plan i leczyć raka – zwłaszcza że przez białaczkę straciła miłość życia. Skoro nie udało jej się ocalić ukochanego, może pomóc innym ludziom. Przynajmniej takie jest założenie. Na razie Lark potrzebuje przekonać do siebie kierownictwo na onkologii. A pieniądze też jej się przydadzą. W efekcie przyjmuje propozycję, która ma być tylko na chwilę i tylko dla uspokojenia ukochanej babci Santiniego. Kristan Higgins powtórki z szablonu nie zapewni, można więc podążać za bohaterką i przyglądać się jej przeszłości – rozbudowane retrospekcje pokazują nie tylko, czym dla niej był związek, ale też, dlaczego tak usilnie próbuje odnaleźć się na onkologii, skoro inne gałęzie medycyny pasują jej o wiele bardziej.

Sama Lark kompletnie nie pasuje do świata Lorenza – przynajmniej do tego świata, który bohater wokół siebie buduje. Santini ma bowiem gwarną rodzinę, z którą Lark błyskawicznie znajduje porozumienie – szybko przekonuje do siebie siostry lekarza i jego rodziców. Nawiązuje też kontakty, które zaważą na jej przyszłości. Na razie jednak musi grać swoją rolę i chociaż w codzienności stawia na szczerość – nie powinna nadużywać zaufania chirurga. Lark to jeden temat powieści „Jasna strona życia”, ten najbardziej krzepiący, wciągający i ciekawy. Ale Kristan Higgins nie zapomina o innych odbiorczyniach. Przygląda się relacji starszego pokolenia: Ellie, mama Lark, przeżywa właśnie wielki życiowy kryzys. W jej poukładanym świecie i szczęśliwym małżeństwie pojawiła się poważna rysa, zdrada emocjonalna, z którą Ellie musi się jakoś pogodzić. Na razie usuwa się na bok i zastanawia, co zrobić. I jest jeszcze Joy – kobieta-zagadka, uzależniona od operacji plastycznych, mająca za sobą cztery nieudane małżeństwa za to żadnej pasji. Joy zapewnia dom Lark oraz Ellie – i dopiero uczy się, jak poznawać siebie. To długa, ale satysfakcjonująca droga. I to wszystko Kristan Higgins oferuje czytelniczkom w naprawdę udanej prozie obyczajowej. Jest w „Jasnej stronie życia” sporo wzruszeń, ale też i mnóstwo humoru, który te wzruszenia równoważy. Jest bardzo przekonująca część dotycząca walki z chorobą – i postaw bliskich wobec życiowych zmian. Jest odejście od jednego schematu (na rzecz innego, ale to nie wada). „Jasna strona życia” dostarcza wytchnienia i przypomina o tym, co najlepsze w powieściach dla kobiet – o pokrzepieniu, które płynie z nieoczekiwanej strony i w trudnych chwilach pozwala mieć nadzieję na lepszą przyszłość.

piątek, 12 września 2025

Hannah Bonam-Young: Jesteś moim jutrem

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2025.

Spotkanie

Winnifred próbowała kiedyś stworzyć związek, jednak trafiła na człowieka, który sukcesywnie podkopywał jej poczucie pewności siebie i niemal doprowadził do ruiny psychiki. Teraz bohaterka tomu „Jesteś moim jutrem” odrzuca propozycje randek w ciemno. W zasadzie uporała się już z przeszłością, ale wyleczyła się z romansów. Kiedy na imprezie u najlepszej przyjaciółki spotyka mężczyznę w podobnym jak ona przebraniu, postanawia pójść z nim do łóżka – i nigdy więcej nie zobaczyć. Takie okazje nie zdarzają się często, Win ma niedorozwiniętą lewą dłoń i nie może przestać o tym myśleć. Ale nieznajomy – tak jak ona, w kostiumie pirata – nie ma jednej nogi, więc cielesne niedoskonałości i kompleksy się zerują. Win nie ma jeszcze pojęcia, jak ważne w jej życiu będzie to zdarzenie.

Zwykle w romansach young adult droga do baśniowego finału jest wyboista – ale Hannah Bonam-Young z różnych powodów (także tych, do których przyznaje się we wprowadzeniu) kibicuje swojej bohaterce i nie chce jej nadmiernie doświadczać. Wszystkie problemy należą do przeszłości, teraz wystarczy po prostu podejmować świadome i rozważne decyzje. Czytelniczki od początku będą wiedziały, że z przeznaczeniem nie ma co walczyć – a Bo, partner na jedną noc, sprawdzi się w zupełnie nowej roli. Win musi uporać się z własnymi uprzedzeniami, przykrymi doświadczeniami w przeszłości i lękami, które nie mają jeszcze podstaw, bo wynikają wyłącznie z wyobrażeń na temat przyszłości. Ale nie jest to książka wyłącznie o rodzącym się związku i uczuciu wbrew wszystkiemu. „Jesteś moim jutrem” to powieść, w której wielką rolę odgrywa temat przyjaźni. Win nie może liczyć na swoją matkę – rzadko w ogóle się z nią kontaktuje. Ale ma oparcie w Sarah i jej mężu, Calebie. Tu nie ma miejsca na uprzejmości i konwencjonalne zachowania – Sarah i Win są sobie bliskie, wiedzą o sobie wszystko i nie zawodzą. I właśnie ten wątek stanowi element najciekawszy w fabule, dodaje jej odrobinę komizmu, mnóstwo serdeczności i ciepła. W związku z tak rozrysowanym drugim planem Hannah Bonam-Young nie musi już komplikować losów Win. Uczy ją stopniowo, jak spełniać marzenia i jak realizować plany, nawet te najbardziej śmiałe. Bohaterka musi się przekonać, że większość ograniczeń istnieje tylko w jej głowie – z niewielką pomocą czy impulsem z zewnątrz jest w stanie poradzić sobie z każdym wyzwaniem. Hannah Bonam-Young chce też trafić do odbiorczyń, które borykają się z jakimiś niepełnosprawnościami lub rozbudowanymi kompleksami – pokazuje im, jak wiele zależy od nastawienia i jak ważne jest wsparcie bliskich – chociaż to oczywiste, że najpierw trzeba samodzielnie uporać się z psychiką, a później podbudowywać się życzliwą obecnością i przyjaźnią. „Jesteś moim jutrem” to romans, który nie realizuje schematów charakterystycznych dla gatunku – owszem, ma elementy, które da się znaleźć w różnych tego typu powieściach, ale w ramach fabuły z części kroków autorka rezygnuje. Dzięki temu może zaoferować czytelniczkom relację ciepłą i optymistyczną, podnoszącą na duchu.

niedziela, 10 sierpnia 2025

Adrianna Ratajczak: From Sicily with love

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2025.

Ślub

To najbardziej wakacyjna powieść, jaką można sobie wyobrazić. Pachnąca cytrynami i prześwietlona słońcem, do tego stworzona w klasycznym stylu – bez nastawienia na pożądanie nie do powstrzymania. Tu wszystko jest uroczo subtelne, pozbawione nachalności i atrakcyjne, chociaż obyczajowa akcja zatrzymuje się wyłącznie na jednym wydarzeniu. Oto Albert i jego wybranka mają powiedzieć sobie „tak” na Sycylii. Organizacją wielkiej uroczystości zajmuje się Iris, najlepsza przyjaciółka przyszłej panny młodej. Drużbą ze strony pana młodego jest jego przyjaciel – bliski jak brat – obecnie znany i rozchwytywany aktor, Reginald. Na początku Iris i Reggie wymieniają tylko wiadomości mailowe, służą sobie wsparciem i starają się spełnić marzenia przyjaciół, żeby sprawić im jak najwięcej przyjemnych niespodzianek. Reggie jest w stanie rozwiązać każdy problem, Iris z kolei zna się na rzeczy i panuje nad wszystkim – a potrzebuje przeważnie tylko psychicznego wsparcia. Przeprowadziła się w pobliże Etny i radzi sobie z każdym wyzwaniem – jest samodzielna i niezależna. Reggie przygotowuje się do castingu w najnowszym filmie o Bondzie – pasuje do roli głównego bohatera i wszystko wskazuje na to, że już niedługo będzie bardzo rozpoznawalny. Ale pierwsze spotkanie obfituje w sporo niezręczności i nieporozumień – a to przekreśla szansę na bliskość.

„From Sicily with love” to powieść niespieszna, głęboka, rozrywkowa i romantyczna – dla tych pań, które zmęczyły się historiami ociekającymi erotyzmem. Tu, owszem, jest obietnica związku z baśniowym finałem, ale bohaterowie, chociaż wyraźnie mają się ku sobie, walczą z uczuciem i nie chcą zmieniać swojego życia ani swoich przyzwyczajeń dla porywów serca. Wzajemną fascynację autorka buduje drobnymi gestami, niby przypadkowymi dotknięciami nosem nagiej skóry ramienia albo kilkoma pocałunkami – na tyle pozwalają sobie dorośli ludzie, którzy nie chcą poddać się atmosferze chwili. W wakacje łatwo stracić głowę dla kogoś – nawet jeśli to wakacje wyjątkowo pracowite. W tle przecież przez cały czas panuje rozgardiasz związany z organizacją ślubu. Przyjaciół nie wolno zawieść, więc trzeba podporządkować im wszystkie działania. A jeśli coś nie idzie zgodnie z planem – można się przekonać, na kim da się polegać.

Adrianna Ratajczak tworzy książkę, która na długo będzie rozgrzewać czytelniczki spragnione słońca i odpoczynku. To prawdziwa powieść-wytchnienie, niebanalnie napisana historia miłosna. Wiele w tej książce detali, które budują atmosferę, a sposób prowadzenia narracji sprawia, że nawet jeśli autorka jawi się jako idealistka (podobnie jak jej bohaterowie), to od powieści trudno będzie się oderwać. Problemy związane z organizacją uroczystości ślubnych skutecznie odciągną od codziennego zabiegania – czytelniczki na pewno docenią to rozwiązanie. W tej powieści nie ma miejsca na nierealistyczne wątki czy odskakiwanie w stronę innych gatunków, scenariusz jasno pokazuje, jaki będzie finał relacji, a jednak – czyta się to z przyjemnością. Oczywiście trzeba nastawić się na powieść romantyczną, ale gęstość narracji sprawia, że nie wypada ona infantylnie.

piątek, 17 stycznia 2025

Lucy Score: Tylko nie ty

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2024.

Powrót

Remi to kobieta, która bez przerwy wpada w tarapaty. Wszędzie jej pełno i dla najbliższych zawsze była utrapieniem bardziej niż radością, przynajmniej tak o sobie sądzi. W dorosłości jednak Remi radzi sobie całkiem dobrze – jako Alessandra Ballard maluje, wykorzystując swoje zdolności do synestezji. Zarabia tak, że może bez trudu spełniać swoje marzenia. Ale idealne życie Remi kończy się w jednej chwili – kiedy ta naraża się pewnemu mężczyźnie. Żarty się kończą, Remi musi wrócić na wyspę, na której się wychowała. Tylko tu może czuć się bezpieczna. Tylko tu jest Brick – sąsiad, który zawsze był obiektem westchnień Remi, przynajmniej dopóki nie ożenił się z jej najlepszą przyjaciółką. Brick zawsze przychodził z pomocą krnąbrnej sąsiadce, teraz nie będzie inaczej.

Lucy Score najczęściej tworzy powieści romansowe w oparciu o strukturę kryminalną lub sensacyjną. Tym razem nie rezygnuje z tego, co się sprawdza. Trudne wydarzenia podsycają namiętność, a tej nie brakuje – kiedy dawni niedoszli kochankowie mogą do siebie wrócić, każda okazja do podgrzania atmosfery wydaje się dobra. A najlepsza jest ta, która pozwala sobie uświadomić, jak ważna jest druga osoba. Na razie zatem Brick stara się nie stracić głowy dla Remi – a Remi trzyma go na dystans. Jednak mężczyzna dostrzega drobne sygnały zwiastujące kłopoty i postanawia dowiedzieć się, co działo się z Remi, kiedy zniknęła z wyspy – dlaczego teraz się boi, nie może malować i przybywa do domu ze złamaną ręką, udając, że wszystko jest w porządku. Remi z kolei żywi w sobie urazę za dawne krzywdy, nie zamierza wybaczać Brickowi – ale i tak szuka jego towarzystwa. Nie ma wątpliwości, że ci dwoje są dla siebie stworzeni i z nikim innym nie będzie im tak dobrze, jak ze sobą. Tu Lucy Score wątpliwości nie pozostawia. Bo i tak liczy się dla niej coś innego.

Ważnym składnikiem historii romansowych Lucy Score są sceny seksu – i tym razem jest ich bardzo dużo – ale też trudno się dziwić, przy gorącokrwistych bohaterach pozbawionych rozrywek na odciętej od świata wyspie zimą. Tyle że sceny seksu w tym wypadku służą autorce do odczarowania mitu Greya i jemu podobnych. Ważnym tematem łóżkowym staje się tu (nienazwany) spanking: Remi uwielbia dostawać klapsy (a tak się szczęśliwie składa, że Bricka podnieca ich wymierzanie) – to dla postaci znakomita gra wstępna, ale dla samej autorki coś więcej. W pozornie beztroskim rozrywkowym erotyku „Tylko nie ty” pojawia się motyw przemocy domowej (na drugim planie). Remi obserwuje, co dzieje się z kobietą, która nie potrafi sprzeciwić się mężowi-tyranowi i to rodzi w niej wątpliwości na temat własnych seksualnych upodobań. Autorka chce dokładnie podkreślić różnicę między zabawami erotycznymi akceptowanymi przez obie strony a znęcaniem się. Owszem, dałoby się to wyłożyć przy mniejszej liczbie zbliżeń, ale najwyraźniej Lucy Score chce podkreślić, że klapsy w łóżku to nie przypadek czy jednorazowa fantazja, a droga do spełnienia dla Remi i Bricka – i że nie można ich pomylić z przemocą domową i działalnością damskich bokserów.

Co ważne, nawet jeśli scen łóżkowych jest w tej książce mnóstwo, to nie one są motorem pisarskich działań Lucy Score: ta autorka bardzo precyzyjnie odmalowuje codzienność bohaterów, zajmuje się ich otoczeniem i charakterami, szuka wielu spraw wokół Remi i Bricka: portretuje na przykład siostrę Remi przechodzącą małżeński kryzys czy despotyczną matkę – komendantkę policji na wyspie. Jest tu mnóstwo ciekawych wątków, które przysłonięte zostają coraz bardziej ognistym związkiem Remi i Bricka.

sobota, 14 grudnia 2024

Lucy Score: Nowy projekt Maggie

Media Rodzina, Poznań 2024.

Zakotwiczenie

Maggie Nichols to bohaterka na miarę dzisiejszych czasów. Nikogo nie zdziwi jej olśniewająca kariera robiona w internecie – Maggie jest gwiazdą YouTube’a, w pełni profesjonalną. Prowadzi firmę remontującą domy – a na swoim kanale Wymarzony dom Maggie zamieszcza filmiki z olśniewających metamorfoz kolejnych miejsc. Maggie nigdzie nie zagrzewa miejsca na dłużej, przeważnie przeprowadza się po kilku miesiącach, kiedy tylko skończy następny projekt. Pozbawiona sentymentów i potrzeby zapuszczenia korzeni gdziekolwiek, przyjmuje stereotypowo męski punkt widzenia (i taki też zawód, bo bohaterka nie stroni od używania narzędzi typowych dla budowlańców, umie je obsługiwać i nie zrobi sobie przy tym krzywdy). Dąży do tego, żeby przedstawiać kolejne nieruchomości w maksymalnie atrakcyjny sposób, a ponieważ jej kanał zdobywa coraz większą popularność, nie ma problemu z ich sprzedażą. I, jak to zwykle u Lucy Score bywa, Maggie trafia do miejsca przełomowego, małego miasteczka, w którym wszyscy znają się ze sobą i wiedzą o sobie nawzajem wszystko. Kinship w stanie Idaho to raj na ziemi, przynajmniej według niektórych. To tutaj znajduje się opuszczony i bardzo stary dom z przepięknym widokiem. Maggie po raz pierwszy w życiu kieruje się sentymentem: to tu spędziła najpiękniejsze wakacje w życiu, kiedy miała dwanaście lat i mogła wyjechać z mamą. Z miejscowych fachowców konstruuje ekipy remontowe. Prym wśród pracowników wiedzie Silas, superprzystojny specjalista od projektowania zieleni. Szybko doczekuje się pseudonimu Hot Ogrodnik – nie bez powodu. Od pierwszej chwili zwraca uwagę na Maggie i planuje zatrzymać ją w Kinship.

Lucy Score wie, jak budować romanse, żeby nie spłycać relacji między bohaterami i żeby przekonać do siebie czytelniczki gęstą i ciekawą narracją. „Nowy projekt Maggie” pisze według swojego schematu (chociaż rezygnuje z motywów sensacyjno-kryminalnych, to romansowa obyczajówka, lekka i zabawna). Poza główną atrakcją, czyli relacjami między Silasem i Maggie autorka wprowadza cały szereg dodatkowych – między innymi stosunki Maggie i jej byłego męża-geja, nowe związki dawnych partnerów, a także konstelację rodziny Silasa. Mężczyzna wie, że zawsze może liczyć na swoje rodzeństwo (nawet jeśli bliscy konkurują w docinkach i złośliwościach na co dzień), a do tego na oryginalny zestaw dwóch mam i dwóch ojców (rodzice w nowych związkach utrzymują ze sobą przyjaźń do tego stopnia, że są stale obecni w życiu swoich pociech i swoim nawzajem). Drobne sprawy z codzienności stają się ważne – bo dotyczą najbliższych. Powiększa się liczba tematów, które intrygują i które budują atmosferę azylu i pokrzepienia. Mimo sercowych rozterek i dylematów bohaterów (bo przecież nawet jeśli od początku mają się ku sobie, nie może im pójść za łatwo), jest tu spokój, który pozwala na cieszenie się historią. Lucy Score wie, jak wypełniać tekstem romansowe scenariusze – żeby nie wypaść naiwnie i nie zniechęcić odbiorców oczywistościami. Jej książki wciągają – nawet kiedy pozna się powtarzalny szkielet. Dobrze się czyta o tej parze, mnóstwo tu niespodzianek i oryginalnych pomysłów, a budowanie domu-oazy wbrew początkowym intencjom sprawdza się jako źródło ukojenia dla czytelników. Nie trzeba być nawet specjalnie miłośnikiem romansów, żeby cieszyć się tą lekturą.

sobota, 5 października 2024

Ashley Poston: Siedem lat wstecz

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2024.

Mieszkanie z zasadami

Clementine jest redaktorką, zajmuje się promocją książek w niewielkim ale prężnie działającym wydawnictwie, czeka ją w niedalekiej przyszłości awans. Jednak na razie traci radość życia. Po samobójczej śmierci ukochanej ciotki bohaterka nie potrafi się pozbierać, a sytuacja jest tym trudniejsza, że Clementine była z nią bardzo związana. To ciotka nauczyła Clementine spontaniczności i radości życia, to ciotka zapewniła jej schronienie w postaci mieszkania. To ciotka wreszcie wpoiła jej kilka zasad dotyczących funkcjonowania w rzeczywistości. A teraz wszystko rozpłynęło się we wspomnieniach, które bolą. Clementine nie potrafi się pozbierać. Tymczasem mieszkanie skrywa wielką tajemnicę: potrafi przenosić ludzi w czasie.

I tak Clementine wiedzie dwa życia. Jedno – to wypełnione troskami i niedawnymi dramatami. Bohaterka wie dobrze, że musi sama uporać się z dręczącymi ją demonami, ale nie ma na tyle siły, żeby stawić im czoła, przynajmniej jeszcze nie teraz. Zawsze może liczyć na swoje przyjaciółki zatrudnione w tej samej redakcji – one wiedzą, kiedy potrzebne jest ich wsparcie i trochę wina. One też potrafią bez trudu rozpoznać, kiedy Clementine się zakocha – doskonale się przecież znają. A na horyzoncie pojawia się pewien autor, o którego warto zawalczyć, żeby zapewnić sobie miejsce na księgarskich półkach i w świadomości odbiorców. Clementine nie ma czasu, żeby się tym przejmować: we własnym mieszkaniu odkrywa obecność wyjątkowo przystojnego mężczyzny. Ów mężczyzna nadaje Clementine pseudonim Lemon, dzieli się tajemnicami życia i gotowania i zapewnia sporo atrakcji zmysłowych. Trochę czasu minie, zanim Clementine zrozumie, że skoki w czasie zawdzięcza miejscu – ale to dla czytelniczek nie będzie żadną niespodzianką. Jak zwykle u Ashley Poston, rzeczy nie do wyjaśnienia trzeba po prostu przyjąć, żeby dobrze się bawić fabułą. Autorka nie przejmuje się wydarzeniami spoza sfery racjonalnej – wykorzystuje je do budowania płomiennego romansu w starym stylu. Stawia na wspólne doświadczanie rzeczywistości – nawet poza granicami czasu.

Clementine poznaje mężczyznę sprzed siedmiu lat i spotyka go w swojej teraźniejszości, żeby skonfrontować prawdy o przystojnym towarzyszu i przekonać się, czy naprawdę zasługuje on na wielkie uczucie. Ale nie musi non stop zajmować się analizą swoich doświadczeń, to nie ma znaczenia w obliczu relacji, która rozwija się na oczach czytelniczek. Jest „Siedem lat wstecz” propozycją, która pod kątem fabuły obchodzi stereotypowe miłosne scenariusze – autorce zależy na oryginalności w tym, co oryginalne być nie może – decyduje się zatem na rozwiązania pozarozumowe, żeby wytłumaczyć porozumienie dusz czy międzyludzkie kontakty. „Siedem lat wstecz” to powieść lekka mimo komplikacji w życiorysach postaci – jest w tym sporo goryczy, przeżywana żałoba, niewyjaśnione sprawy z przeszłości, są tajemnice bliskich i powody desperackiego kroku, są żale po czyjejś decyzji – a jednak przy tym wszystkim autorka wie, jak zaintrygować czytelniczki, jak zachęcić je do śledzenia losów Clementine i do kibicowania jej w każdej podejmowanej decyzji. „Siedem lat wstecz” to powieść obyczajowa z elementami fantastyki i romansu, połączona z powieścią psychologiczną – to studium utraty i narodzin uczucia wbrew wszystkiemu.

poniedziałek, 15 lipca 2024

Lucy Score: To, co chcemy zostawić za sobą

Gorzka Czekolada, Media Rodzina Poznań 2024.

Konflikt

Na trzecią część serii Knockemout czytelniczki zapewne czekały z niecierpliwością, bo o ile braci Morgan dało się jakoś poskromić, o tyle "trzeci bliźniak", ich najlepszy mroczny przyjaciel, Lucian, przez poprzednie tomy powieści wydawał się kompletnie nieprzystępny i niemożliwy do rozgryzienia. Klucz do niego może mieć tylko Sloane, bibliotekarka z wielkim biustem - kobieta, która nie boi się Lucyfera i zna go od dzieciństwa. "To, co chcemy zostawić za sobą" to oczywista kontynuacja przygód w poszukiwaniu wielkiej miłości i gorącego seksu - według schematu, który Lucy Score już sprawdziła i zrealizowała dwukrotnie. Rozkład akcentów jest dość podobny i w odpowiednich momentach książki można się spodziewać dawki sensacji, a w innych - naświetlania tajemnic z przeszłości. Wszystko ma tu swoje miejsce i wydaje się uporządkowane, ale i tak nie znudzi odbiorczyń spragnionych płomiennej opowieści.

Lucian nie ma ochoty na związek, tymczasem Sloane marzy już o tym, żeby mieć własną rodzinę i dzieci. Szuka odpowiedniego mężczyzny, przeważnie przez aplikacje randkowe - cieszy się szczęściem obu przyjaciółek (Naomi jest już mężatką, Lina - narzeczoną, obie mają partnerów wpatrzonych w nie bezkrytycznie), nawet jej przyjaciel-gej znalazł - jak się wydaje - odpowiedniego mężczyznę, z którym mógłby iść przez życie. Jednak Sloane szczęście nie sprzyja, może dlatego, że ta potrzebuje tylko jednego faceta. Ale ów facet - za sprawą niewyjaśnionych momentów z przeszłości - nie zamierza jej do siebie dopuszczać, nawet jeśli odczuwa na jej widok gigantyczne pożądanie. Inaczej niż w poprzednich tomach, tutaj sprawa dwojga nastolatków rzuca cień na przyszłość. Sloane i Lucian muszą wyjaśnić sobie kwestie z czasów, kiedy zamierzali być parą w szkole średniej - dopiero kiedy to zostanie jasno wyrażone (i przedstawione czytelniczkom), będzie można przystąpić do budowania głębszej relacji. Zanim to jednak nastąpi, Lucy Score dostarczy wielu pikantnych scen - bo przecież dorośli ludzie mogą umawiać się po prostu na seks, nawet jeśli nie są razem. W tym wypadku chodzi autorce o to, żeby odbiorczynie zrozumiały, że bohaterowie są sobie przeznaczeni - i widzą to wszyscy poza nimi samymi. Ta naiwność nie przeszkadza, bo równocześnie Lucy Score rozbudowuje wątek kryminalny (poszukiwany od pierwszego tomu przestępca zagraża wciąż nawet tym największym twardzielom z Knockemout) i obyczajowe treści ze związków, które odbiorczynie zdążyły już pokochać. Są tu bardzo silne psychicznie kobiety, które mogą sobie wzajemnie dać wsparcie i faceci, którzy czasami zachowują się jak dzieci, ale są w stanie w niekonwencjonalny sposób rozwiązywać wzajemnie swoje problemy. Jest dążenie do baśniowego finału i cały szereg przeszkód na drodze do szczęścia - i dzięki temu "To, co chcemy zostawić za sobą" jawi się jako bardzo atrakcyjna lektura. Autorka zamyka nią serię Knockemout, ale może być pewna, że dzięki swoim historiom zdobyła szerokie grono odbiorczyń, które już przy niej zostaną. Lucy Score zdecydowanie wie, jak pisać o płomiennej miłości i realizować scenariusze może nierzeczywiste, ale działające na wyobraźnię.

środa, 3 stycznia 2024

Ashley Poston: Poważny i nieromantyczna

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2023.

Nadprzyrodzone moce

Ashley Poston nie chce pisać standardowego romansu, chociaż wie, że ten gatunek rządzi się swoimi prawami i czytelniczki wręcz oczekują konkretnych rozwiązań. Zamierza jednak urozmaicić akcję z rozmachem - do tego stopnia, że zamienia ją w trudną do zaakceptowania, przynajmniej w pierwszym odbiorze. Później udaje jej się wciągnąć w opowieść i zaprosić czytelniczki do przeżywania przygód Florence Day. Florence jest ghostwriterką jednej z najbardziej poczytnych autorek romansów. Widzi w księgarniach swoje teksty - rozchwytywane przez panie - tylko że z innym nazwiskiem. Jednak od roku nie potrafi stworzyć żadnej narracji, zwłaszcza - romansu. Rok temu przeżyła rozstanie z miłością swojego życia: nie dość, że straciła partnera, z którym chciała być już zawsze, to jeszcze ów partner opisał w swojej książce jej własne historie. A to już zdrada nie do wybaczenia. Florence Day nie potrafi się pozbierać, tymczasem zbliża się deadline na oddanie ostatniej powieści jej autorki. "Poważny i nieromantyczna" to książka zaskakująca. Także dlatego, że przy okazji wielkich romansów nikt nie spodziewa się studium przeżywania żałoby. A w tym wypadku nie może być inaczej. Florence pochodzi z rodziny przedsiębiorców pogrzebowych - ze śmiercią stykała się na co dzień, a w rodzinnym miasteczku zyskała opinię tej, która widzi duchy i potrafi z nimi rozmawiać. Teraz Florence czeka najtrudniejsza próba: nagła śmierć ojca. To powód powrotu w rodzinne strony i prób dogadania się z rodzeństwem, z którym nie do końca udawało się znaleźć wspólny język w ostatnich latach. Jakby tego było mało, Florence zaczyna odwiedzać pewien duch. Przeszłość ożywa - tylko niekoniecznie zgodnie z oczekiwaniami.

Kryzys związany z brakiem weny, kryzys rodzinny - próba zrealizowania ostatniej woli ojca, kryzys związany z odrzuceniem przez społeczeństwo - Florence nie ma łatwego czasu. I dlatego wybawieniem staje się Ben. Ben. który ma własne poważne problemy, ale przestał się nimi zajmować - może towarzyszyć Florence i nieść jej pomoc w każdej chwili. Ashley Poston z pojawieniem się tego bohatera (drugim pojawieniem się) rozkręca się w narracji, trafia z powrotem na tory, które są jej znane i które są na tyle wygodne, żeby autorka radziła sobie z historią. Nawet jeśli w przypadku pisania o śmierci widać jej niepewność i bazowanie na wyobraźni, a nie na psychologii, to jednak udaje się Poston stworzyć fabułę, która wręcz zmusza do kibicowania bohaterce. Jest tu trochę baśniowości, trochę realizowania marzeń mimo wszystko - chodzi przecież o to, żeby czytelniczki uwierzyły w istnienie wielkiej miłości i porozumienia dusz. "Poważny i nieromantyczna" to publikacja rozrywkowa, w której prawdopodobieństwo schodzi na dalszy plan - zepchnięte dzięki świadomości, jak działają romanse. Ashley Poston zapewnia czytelniczkom oryginalność opowieści - nie chce powtarzać rozwiązań fabularnych, wystarczy jej, że w ramach uczuć musi opierać się na tym, co znane i przewidywalne. Proponuje zatem książkę dla zmęczonych standardami - to wystarczy, żeby się dobrze bawić.

sobota, 30 grudnia 2023

Magda Skubisz: Jemioła, klątwa i cholera. Saga rodu Tyszkowskich

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2023.

Zaraza

Trzeci tom Sagi rodu Tyszkowskich zaskakuje minorowymi tonami. O ile do tej pory Magda Skubisz grała na humorze i relacje między bohaterami nabierały dzięki temu lekkości, o ile teraz pojawiają się ciemne intrygi, zbrodnie i koszmary. A jednak książka nie traci wewnętrznego ciepła: dalej da się ją traktować jako krzepiącą kontynuację poprzednich części. "Jemioła, klątwa i cholera" to zestaw niemożliwych do zrealizowania pragnień i konieczności zderzania się z najtrudniejszą rzeczywistością. Katja dalej rozwija swoje umiejętności zielarskie, a do tego próbuje przekazać je kolejnemu pokoleniu. Wychowuje dwie małe dziewczynki, córki swojego męża - uczy je czytania i pisania, a na marginesie wprowadza drobne wskazówki dotyczące leczenia ziołami. Na razie jeszcze nie przystępuje do prawdziwych lekcji, ale w starszej z dziewczynek dostrzega ślady podobieństwa charakterów. Niedługo będzie musiała się z nimi rozstać i porzucić leśniczówkę, w której znalazła schronienie - a to za sprawą matki Antoniego i Józefa Tyszkowskich. To ona sprowadza kobietę do swojego dworu: oficjalnie po to, by pokonać zarazę panującą w najbliższym otoczeniu. Nieoficjalnie... Pięćdziesięcioletnia wdowa Wiktoria Tyszkowska znalazła sobie - i przyjęła na stanowisko rządcy, żeby uciąć potencjalne plotki - młodszego o połowę od siebie mężczyznę. Potrzebuje zatem zabiegów upiększających, a nawet i odrobiny czarów, żeby wydawać się młodszą i żeby nie stracić zainteresowania młodziana. Tymczasem Katja nie szczędzi sił, żeby pomagać chorym. Mały szpitalik, jaki został założony we dworze, dostarcza jej mnóstwa zajęć. Jakby tego było mało, Antoni Tyszkowski nie zamierza ustawać w wysiłkach zdobycia "czaroduchy" - choćby po to, żeby na zawsze wyrzucić ją ze swoich myśli.

Magda Skubisz mocno plącze relacje międzyludzkie. Katja podkochuje się w Józefie, Józef kocha chłopkę, Antoni kocha Katję, ale nie może się do tego przyznać - a w tym wszystkim pojawia się jeszcze inteligentny i niepozbawiony poczucia humoru rządca, który - zraniony przez damę serca - ma powody, żeby wdawać się w kolejne flirty. A jednak międzyludzkie miłostki schodzą na dalszy plan w obliczu wielkich tragedii. Magda Skubisz pokazuje, co może sprawić zazdrość i duma. Do tego włącza motyw zarazy - cholera rozprzestrzenia się we dworze, a doktor nie wie, jak ją leczyć, więc zielarskie sztuczki Katji bardzo go frustrują. To kolejny powód wszczynania kłótni i walki o rząd dusz.

Jest w tle temat ziół i właściwości leczniczych różnych roślin - Magda Skubisz skrupulatnie odrabia zadanie domowe, żeby przekazać czytelnikom jak najbardziej prawdopodobne wydarzenia (żeby nie gloryfikować mocy roślin - wprowadza komplikacje w postaci pory roku, która uniemożliwia zbieranie najbardziej potrzebnych ziół, trzeba opracować nowe receptury w oparciu o to, co dostępne). Batko powraca w podskórnej warstwie tej historii i to spodoba się zwłaszcza fankom przekazywanych z pokolenia na pokolenie mądrości. Walczy autorka z całych sił z gusłami - pokazuje, jak wiele złego mogą zrobić i przestrzega przed zabobonną wiarą w to, co nie ma logicznego sensu. "Jemioła, klątwa i cholera" podtrzymuje zainteresowanie cyklem, sprawia, że jeszcze trudniej będzie się od bohaterów oderwać. Trzeci tom jest zupełnie inny niż można by się spodziewać - ale na pewno nie gorszy niż poprzednie.

czwartek, 5 października 2023

Ashley Herring Blake: Delilah Green ma to gdzieś

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2023.

Bez lukru

Dwie kobiety stawia w swojej orbicie Ashley Herring Blake, po to, żeby pokazać czytelniczkom kwitnący między nimi romans - a może raczej głębsze uczucie, nieporównywalne do niczego innego. Dwie kobiety to jednocześnie przeciwieństwa. Delilah jest wytatuowana i wycofana, ostra i pozbawiona sentymentów. Stawia na przelotny seks i sztukę, żyje szybko i nie pokazuje nikomu, że jest nieszczęśliwa. Claire to samotna matka nastolatki. Smutek zagłusza przygodnymi kontaktami ze swoim eks, ojcem córki. Nie potrafi wchodzić w głębsze relacje, bo nie wierzy w siebie. Jest bardzo "rodzinna", nastawiona na chronienie domowego ogniska. Przejmuje się wszystkim, nie potrafi być spontaniczna i beztroska. Delilah i Claire kiedyś się znały, teraz jednak wpadają na siebie przez przypadek - i zupełnie zmieniają się ich kontakty.

Oczywiście nie są to jedyne bohaterki w tomie "Delilah Green ma to gdzieś". Najważniejszą postacią staje się Astrid, przyrodnia siostra Delilah i przyczyna jej dziecięcych koszmarów. Astrid wychodzi zaraz za mąż, a jej wybranek to palant. Przyjaciółki z dzieciństwa - przygotowujące się do uroczystości - wiedzą to doskonale i muszą zapobiec katastrofie. W swój plan wciągają też Delilah, bo ona jako jedyna ma odwagę, żeby iść pod prąd. Kobiety powinny jeszcze wyjaśnić sobie dawne pretensje, przedstawić wzajemne oczekiwania i rozczarowania, żeby oczyścić atmosferę. Ashley Herring Blake szuka tematów, które odwrócą trochę uwagę od oczywistości schematu romansu: wiadomo od pierwszych stron, że zauroczenie Delilah i Claire doprowadzi do baśniowego zakończenia - więc żeby powiedzieć odbiorczyniom coś więcej, żeby zatrzymać je przy narracji, która faktycznie ma potencjał i wciąga - autorka sięga po rozmaite wątki i włącza je w nietypową, bo przedświąteczną, codzienność. Astrid zostaje wśród swoich - życzliwych jej osób, które nie pozwolą, żeby stała się jej krzywda. Delilah dawno nauczyła się samodzielności, także w uczuciach: wie, że inni ludzie łatwo mogą ją skrzywdzić, woli zatem nie dawać im takiej okazji. Trudno jednak przy dawnych znajomościach i w miejscach, których czas nie zmienił, zachować wewnętrzny spokój. Otoczenie wręcz sprzyja konfrontacjom z dawnymi demonami - i o tym Delilah doskonale wie.

Zabiegi, które w heteroseksualnej opowieści byłyby uznawane za przesadzone i przedetalizowane - tutaj sprawdzają się doskonale. Obie bohaterki śladów zainteresowania szukają w przelotnych spojrzeniach i nieuchwytnych gestach, obie też wiedzą, jak wzajemnie podsycać pożądanie. Ashley Herring Blake nie ucieka od scen seksu i od pewnego rodzaju podziwu, jakim obdarza swoje bohaterki. Nawet motyw rodziny patchworkowej udaje jej się tu rozwinąć za sprawą języka sztuki - Delilah trafia do zbuntowanej nastolatki dzięki fotografii i znajduje nić porozumienia poza Claire. Nie zabraknie także tematów, które mogą zniszczyć kruche szczęście - kiedy tylko się w nie uwierzy. Po prostu Ashley Herring Blake wie, jak tworzyć tego typu powieści - i udaje jej się wciągnąć czytelniczki w prowadzoną przez siebie grę. Może i jest to scenariusz miejscami przerysowywany i nierealny w swojej baśniowości, ale taki właśnie ma być, tego potrzebują panie, które sięgną po tom "Delilah Green ma to gdzieś". Nie będą zawiedzione.

czwartek, 13 lipca 2023

Lucy Score: To, co zostaje w nas na zawsze

Gorzka Czekolada, Media Rodzina, Poznań 2023.

Schronienie

Naomi jest piękna i wszyscy ją lubią. Łatwo zjednuje sobie ludzi, ale też w jej charakterze leży opiekowanie się wszystkimi i naprawianie błędów siostry bliźniaczki, Tiny. Kiedy Naomi trafia do Knockemout, wie, że znowu przyjdzie jej ratować Tinę z opałów. Jednak sama pada jej ofiarą: nie tylko traci swój samochód i skromny dobytek, ale jeszcze... staje się opiekunką jedenastoletniej siostrzenicy, o której istnieniu do tej pory nie miała pojęcia. A to wszystko tuż po niedoszłym ślubie: Naomi uciekła sprzed ołtarza i to jedyny moment, kiedy wybrała własne dobro zamiast realizowania marzeń innych. W Knockemout chcąc nie chcąc musi zacząć wszystko od nowa: bez pracy, bez pieniędzy, bez mieszkania, bez samochodu i bez nadziei. Ale Naomi nigdy się nie załamuje. Nie pozwala sobie na chwile słabości ani na porażki. Opiekę nad przyjezdną błyskawicznie zaczynają sprawować kolejni mieszkańcy miasteczka. A przystojni bracia - ponury samotnik Knox i komendant policji Nash - za cel obierają sobie dostarczenie Naomi wszystkiego, czego potrzebuje. Chociaż Knox początkowo nie ma ochoty nadskakiwać kobiecie, szybko przekonuje się, że w jej obecności myśli tylko o jednym. Lucy Score proponuje czytelniczkom bardzo przyjemną historię obyczajową z elementami erotyki (co ciekawe - dobrze przygotowanej). Stawia na realizowanie marzeń idealistek: Naomi nie liczy na wielką miłość po tym, jak uciekła od toksycznego partnera. Przestaje wierzyć w związki, dzięki czemu może podjąć grę Knoxa i przespać się z nim bez zobowiązań. Między tymi bohaterami bardzo wyraźnie iskrzy i jest tylko kwestią czasu, kiedy postanowią być razem. Jednak i Knox, i Naomi mają swoje powody, żeby nie angażować się przesadnie. Autorka pozwala też przyjrzeć się przeszłości Knoxa i daje odbiorczyniom szansę na zrozumienie trudnego charakteru mężczyzny. Kiedy nie zajmuje się rozbudowywaniem płomiennego romansu, pokazuje siłę przyjaźni i więzi między kobietami - tworzonych na bieżąco i wolnych od zazdrości czy intryg. Dodaje do tego relacje między miejscowymi potęgami. Ciekawym wątkiem staje się istnienie Waylay: rezolutna jedenastolatka przyzwyczajona do tego, że sama musi się o siebie zatroszczyć, urzeka swoją osobowością i pomysłami na miarę dorosłej osoby. W tle pozostaje Tina - zła bliźniaczka, która potrafi sporo zepsuć, nawet z daleka. I kiedy już wydaje się, że Lucy Score postawi na pełną sielankę w małej mieścinie, dzieje się coś, co całkowicie zmienia układ sił. "To, co zostaje w nas na zawsze" to obszerna powieść, czytadło, które wciąga i dostarcza rozrywki, pokazuje magiczne rozwiązywanie codziennych problemów i moc przyciągania na przekór wszystkiemu. Co ważne, Lucy Score bardzo dobrze radzi sobie z prezentowaniem scen seksu: skoro już nie przymyka oczu w momentach zbliżeń między bohaterami, cieszy fakt, że potrafi przedstawiać ich relację zmysłowo i atrakcyjnie dla czytelniczek: nie ma tu niezręczności w narracji. Jednokierunkowość romansu nie jest przeszkodą w śledzeniu rozwoju akcji, zwłaszcza że autorka znajduje bardzo wiele powodów do tego, żeby zainteresować się codziennością nie-Tiny. W małym miasteczku można znaleźć szczęście na wielką skalę - i o tym jest "To, co zostaje w nas na zawsze". To powieść rozrywkowa dla kobiet, które potrzebują ucieczki od codziennego zabiegania.

piątek, 30 kwietnia 2021

Agnieszka Bednarska: Piętno Katriny

Media Rodzina, Poznań 2021.

Zło później

Agnieszkę Bednarską kusi to, co mroczne i nie do końca wyjaśnione. To, co w psychice ludzkiej prowadzić może do życiowych tragedii i to, co przeraża. Inspiracje czerpie z faktów trudnych do przyswojenia: wykorzystuje prawdziwe opowieści o psychopatach, żeby zapewnić czytelnikom horror. Huragan Katrina jest w tej historii tłem, motywem przypominającym o kruchości istnienia. Wprowadza także lęk. Przyroda jest potężna. Ludzie potrafią zamienić się w potwory i przynieść równie wielkie koszmary. Amy to młoda dziewczyna, która trafia do Norco Valley w poszukiwaniu lepszego życia. Nie ułożyło się jej z własną rodziną, wydarzyło się coś, przed czym Amy po prostu ucieka - tak jest łatwiej niż bez przerwy się tłumaczyć i narażać na ostracyzm. W nowym miejscu stara się być szczęśliwa. Pracuje i próbuje się przydawać jako wsparcie dla ludzi potrzebujących pomocy. Wszystko, żeby nie myśleć o swoich dramatach. Może pomóc zwłaszcza Hubertowi. Jego żona, Rebeka, nie pogodziła się ze stratą pierworodnego syna. Najpierw nastolatek będący prawdopodobnie pod wpływem silnych środków odurzających groził jej śmiercią. Później w niewyjaśnionych okolicznościach popełnił samobójstwo - okoliczności są tu ważne, bo być może ktoś mu pomógł. To nie koniec mroku. Rebeka została przez męża zmuszona do przeprowadzki i odcięcia się od przeszłości. W tajemnicę miejsca wprowadza Amy kilkuletni syn Rebeki. On jest w stanie dostrzec znacznie więcej niż zwykli ludzie. Zdaje sobie sprawę z istnienia zjawisk nadprzyrodzonych, tyle tylko, że nikt mu nie wierzy.

"Piętno Katriny" to niejednokierunkowy thriller. Agnieszka Bednarska nie chce udzielać prostych odpowiedzi, zwłaszcza gdy w grę wchodzą sprawy delikatnej psychiki. Kłopoty są logicznym następstwem zaburzonej pracy mózgu. To coś, co co nawet najbliżsi dostrzec będą mogli dopiero wtedy, gdy będzie za późno. Ta powieść jest kwintesencją wyzwań, które są prawdopodobne (choć niekoniecznie w aż takim stężeniu) lub w ogóle zapożyczone z rzeczywistości - i które brzmią jak horror w najczystszej postaci. Bardzo mocno Bednarska podkreśla obecność psychopatów i ich rolę w komplikowaniu losów rodzin. Naświetla dość precyzyjnie mechanizmy ich działania, chociaż nie byłaby w stanie wymienić kolejnych oznak i stworzyć ich systematyki. Wyczula jednak odbiorców na sytuacje i scenki, które powinny zaalarmować. Ocenia psychopatów jest tu jednoznaczna i na szczęście autorka nie rozbudza niepotrzebnych nadziei. Znajduje za to sporo argumentów za tym, żeby jak najszybciej zerwać kontakt i uciec. Pisze ta autorka sprawnie. Jest w stanie nabudować atmosferę i wyzwalać strach czytelników. Nie bazuje na infantylności. Nawet kiedy przedstawia zjawiska nadprzyrodzone, odbiorcy jej uwierzą - nie posługuje się bowiem tanimi chwytami. Horror w jej wykonaniu czerpie dużo z chorób psychicznych i fałszowania rzeczywistości przez mózg, autorka odwołuje się też do zjawisk niewyjaśnionych po to, by zwrócić uwagę czytelników. Nie musi racjonalnie wyjaśniać tego, co samo w sobie jest nieracjonalne. Daje sobie radę z rozwijaniem fabuły i z kreowaniem przekonujących charakterów postaci. "Piętno Katriny" to powieść dla bardziej wymagających czytelników. Autorka dąży do przedstawienia ludzkich dramatów w formie, która zaintryguje czytelników. Proponuje im książkę dość trudną (chociaż w konwencji rozrywkowej), ale satysfakcjonującą. Pełne kreacje bohaterów i odważny rozwój akcji - to to, co Agnieszka Bednarska ma do zaoferowania. Umiejętnie wykorzystuje nawet najbardziej nieprawdopodobne tematy.

środa, 29 stycznia 2020

Graeme Simsion, Anne Buist: Na szlaku szczęścia

Media Rodzina, Poznań 2019.

Poznawanie siebie

Oni idą. Idą, żeby zmierzyć się z własnymi problemami, których nikt inny nie zrozumie – nawet jeśli przeżywa podobne wydarzenia. Zoe i Martin to bohaterowie tomu „Na szlaku szczęścia”. Stracili swoich bliskich, mierzą się z rodzinnymi wyzwaniami. Zoe pochowała męża, nie potrafi pogodzić się z bólem. Martin wie, że jego rodzina się rozpadła – próbuje jednak uchronić córkę przed popełnianiem błędów. Oboje potrzebują czasu, samotności i ciszy, żeby uporać się z troskami, wsłuchać w siebie i pojąć, jak powinni się zachować. Oboje wyjeżdżają do Francji, żeby wyjść na pielgrzymi szlak z Cluny, na Camino. Tu się poznają, na początku wędrówki. Nie zmienia to faktu, że będą iść osobno, przypadkowi znajomi nie wpisują się w koncepcję samotności. Ta droga dla niektórych jest przeżyciem duchowym, dla Zoe i Martina – okazją do uspokojenia emocji. A uspokajanie emocji niezbyt dobrze koresponduje z burzą zmysłów, jaka towarzyszy zakochaniu. Dlatego też w uczucie, które zwiąże bohaterów, momentami trudno uwierzyć. Owszem, myślą o sobie i chcą się do siebie zbliżyć – jednak w bezpośredniej konfrontacji przestają dążyć do zacieśnienia relacji. Tylko autorzy wiedzą, że droga prowadzić będzie do romansu, do ułożenia sobie życia na nowo – i znowu w parze. Unikają klimatów charakterystycznych dla powieści romantycznych, uciekają w ogóle od beletrystyki, zupełnie jakby chcieli po prostu przelać na papier własne doświadczenia pielgrzymkowe – sporo w tym ryzyka, bo istnieje prawdopodobieństwo, że czytelnicy nie odnajdą się w takiej zabawie.

Bardzo precyzyjnie pokazują Simsion i Buist charaktery ludzi spotykanych na trasie. Wprowadzają czasami utrudnienia – bywa, że zawodzi organizm, ale też i możliwości spotkania: bohaterowie umawiają się na kolejne przystanki, ale dają sobie w tym swobodę wyboru, mogą nie dotrzeć lub w ostatniej chwili zmienić plany. Wpływają na nich inni ludzie – każdy, kogo spotkają na szlaku, może rzucić nowe światło na życiorys Zoe lub Martina – i nigdy nie wiadomo, jaka informacja przeważy podczas budowania relacji. Autorzy „Na szlaku szczęścia” bardzo mocno podkreślają rozwój duchowej strony postaci – idzie się po to, żeby nabrać sił i dystansu psychicznego do zmartwień. Wiąże się to również z wyrzeczeniami cielesnymi, trzeba ograniczać bagaż, uważać na kontuzje, radzić sobie z pęcherzami na stopach i wciąż planować kolejne etapy marszu. To zadanie mocno absorbujące, nic więc dziwnego, że oczyszcza i ułatwia zrozumienie codziennych trosk.

Cechą charakterystyczną tomu „Na szlaku szczęścia” jest ciągłe i szybkie zmienianie rozdziałów. Autorzy piszą po kawałeczku, wprowadzają drobne przygody albo tylko migawki z przejść Zoe i Martina, przeplatają losy bohaterów: jeszcze na dobre nie rozkręci się jedna perspektywa, a już trzeba przechodzić do drugiej, jeszcze druga nie wybrzmi – wraca się do poprzedniej postaci. Te przeskoki, sprawdzone w warsztatach kreatywnego pisania, tu zostały doprowadzone do absurdu, nie da się już bardziej zdynamizować narracji – a i tak pozostaje wrażenie statyczności obrazków, bo niewiele się podczas trasy dzieje (przynajmniej jeśli chodzi o rytm zmieniających się krajobrazów i parcie do celu).

niedziela, 12 stycznia 2020

Nele Neuhaus: Wśród rekinów

Media Rodzina, Poznań 2019.

Kłopoty w biznesach

Alex zajmuje się biznesem i jest w tym naprawdę dobra. Jako menadżerka stawia wszystko na imponującą karierę, chce poznać wpływowych ludzi, bo wie, że dzięki temu będzie mogła się przebić. Alex ma wszystko, żeby stać się superbohaterką. Jest odważna, zdecydowana i nie kieruje się sentymentami. To ucieleśnienie marzeń wielu mężczyzn – dlatego też wpada w oko jednemu z ważnych rekinów biznesu. Sergio postanawia zdobyć tę kobietę i wykorzystuje całe swoje doświadczenie notorycznego podrywacza. Szybko osiąga cel, chociaż nie zdaje sobie sprawy, że Alex również podejmuje grę i zna reguły obowiązujące w tym świecie. A ponieważ Nele Neuhaus nie tworzy harlequina a powieść sensacyjną, będzie mieć dla czytelników już na starcie mnóstwo niespodzianek. Szybkie zwroty akcji, zmiany w damsko-męskich relacjach, sojusze i układy sił nigdy na zawsze – to cecha fabuły „Wśród rekinów”. Alex wkracza w środowisko z definicji bardzo nieprzyjazne i płaci wysoką cenę za realizowanie swoich planów. Raz rozdaje karty, raz staje się ofiarą. Wikła się w rozmaite relacje – najpierw to próba odegrania się na Sergiu, później – coraz więcej intryg, z których nie ma już wyjścia. Alex musi przetrwać – ale to wyjątkowo trudne. Sergio jest człowiekiem potężnym, wpływowym, niebezpiecznym, a do tego nie potrafi przegrywać. Alex wkracza w prawdziwy gang. Świat tu zaprezentowany nie ma nic wspólnego z warunkami znanymi odbiorcom – to opowieść z innych niż normalnie sfer. A jednak Nele Neuhaus odwzorowuje go precyzyjnie i z wyczuciem. Jest w narracji bardzo szczegółowa – co zresztą przejawia się i w późniejszych książkach.

Bo „Wśród rekinów” to powieść debiutancka tej autorki. Kiedy Nele Neuhaus wypracowała sobie już miejsce na rynku wydawniczym, może trafić do swojej publiczności literackiej. Odbiorcy bez trudu dostrzegą tu zapowiedź rozwiązań szczególnie lubianych przez pisarkę. Najbardziej rzuca się w oczy precyzja w konstruowaniu przestrzeni i samych intryg. Nele Neuhaus niczego nie pozostawia wyobraźni czytelników, wyjaśnia każdy element powieściowej rzeczywistości. Widać to umiłowanie do detalu również w rozmowach. Narrator podsłuchuje tutaj każdą bez wyjątku wymianę zdań, nawet jeśli ta nie posuwa akcji do przodu. Co ważne, Neuhaus nie poprzestaje na pojedynczym kierunku rozwoju sytuacji – z jednym punktem kulminacyjnym. Tutaj każda relacja między postaciami rozwija się w osobną historię trzymającą w napięciu. Wydarzenia ogniskują się na Alex, ale każdy z bohaterów wprowadza osobne napięcia i popycha opowieść w nową stronę.

W książce „Wśród rekinów” nie ma miejsca na sentymenty i rozwiązania rodem z obyczajówek albo powieści psychologicznych, króluje tu sensacyjność nawet wtedy, gdy postacie wikłają się w nierokujące związki. Tutaj nie ma mowy o kompromisach, wciąż trwa zacięta walka. W dodatku bohaterowie nie cofną się przed niczym, nawet jeśli trzeba pozbawić życia kogoś z najbliższego otoczenia. Nele Neuhaus stopniowo rozbudowuje kolejne konflikty i zestawy kłopotów: nigdy się nimi nie nasyca. Wprowadza czytelników w krainę obcych im zmartwień, wyimaginowanych wręcz – i zmuszających do zastanowienia nad systemem wartości. W przestrzeni stworzonej przez Nele Neuhaus prawie nie ma miejsca na ludzkie odruchy, liczą się za to umowy i zależności. Biznes to przykrywka – ale pozwala na uwypuklanie najciemniejszych stron charakteru i do komentowania podłości ludzkiej. Nele Neuhaus znakomicie sobie radzi z przedstawianiem niby-realistycznych sytuacji. Proponuje czytelnikom przygodę wyrazistą i złożoną, a do tego wypełnioną zaskoczeniami. Bardzo obszerna jest ta historia, a w każdym kawałku wciągająca dla odbiorców.

piątek, 4 sierpnia 2017

Lorraine Fouchet: Między niebem a Lou

Media Rodzina, Poznań 2017.

Ostatnia wola

Lou umarła. Pozostawiła pogrążonego w żałobie Jo i skłóconą rodzinę. Notariuszowi zostawiła też pewien list do bliskich. Zarzuca w nim ukochanemu… zdradę. To tylko pogłębia konflikt między ojcem i synem. Sam Jo szczegóły pozna za dwa miesiące. Tyle czasu wyznacza mu żona, żeby sprawił, by dwoje dorosłych dzieci odnalazła szczęście. Sam Jo ma ocenić, czy udało mu się wypełnić misję. Miłość uniemożliwia oszustwa. A Lou ma w zanadrzu niejedną niespodziankę. Teraz przygląda się wydarzeniom z tego miejsca, w którym jest. Wysyła do bliskich krótkie komentarze, chociaż nie może zostać wysłuchana. Upewnia a to czytelników w przekonaniu, że strategia obrana przez Jo mimo wszystko ma sens.

Sarah mierzy się z niepełnosprawnością. Przez chorobę straciła ukochanego – postanowiła, że od tej chwili nikomu nie pozwoli się zranić, z każdym mężczyzną spotyka się tylko jeden raz, nie buduje trwałego związku, bo tylko tak czuje się bezpieczna. Stan jej zdrowia nie pogarsza się, więc kobieta nie ma powodów do niepokoju. Uleczyć trzeba raczej jej duszę. Cyrian ma jedną córkę z kobietą, którą kocha, ale z którą być nie może. Obecną partnerkę – matkę drugiej dziewczynki – zdradza z samolubną femme fatale. Nie potrafi zbudować szczęśliwej rodziny. Dwie wnuczki Jo, Pomme i Charlotte, to przeciwieństwa – ale obie są spragnione siostrzanej miłości. Jo zaczyna przyglądać się wyborom swoich dzieci i z pomocą przyjaciół odkrywa, jakie drogi młodsze pokolenie powinno obrać. Działa subtelnie, nie udziela rad, zresztą żona w ostatniej woli zabroniła mu wyjaśniać szczegóły dzieciom. Gdyby Jo nie zajął się dziwną misją, nie potrafiłby się pogodzić ze śmiercią Lou.

Lorraine Fouchet tworzy powieść wzruszającą i pozbawioną stereotypów w osi fabularnej. Autorka zaczyna od mocnego uderzenia: śmierci i pogrzebu kobiety, która kochała życie. Na początku wydaje się, że wszystko rozegra się naturalnie, ale Fouchet ma w zanadrzu kolejne niespodzianki, między innymi przyczyny konfliktów w rodzinie. Stopniowo też odkrywa tajemnice samej Lou. Naświetla uczucia członków rodziny – pokazuje, jak podejmują decyzje i o czym marzą. Wreszcie przenosi uwagę na wnuczki Lou i Jo – dwie dziewczynki przeżywają dramat z przeszłości, zahaczający o pewną „klątwę” i przekazywaną w domu opowieść. Najtrudniejsze chwile mogą na stałe skłócić rodzinę, albo doprowadzić do porozumienia.

„Między niebem a Lou” to historia, która bardzo pasuje do serii Gorzka Czekolada – jest tu sporo wzruszeń i miłości, pokrzepienia i przyjaźni, ale znajdzie się też miejsce na złość, bezsensowne żale i wyrzuty, wyolbrzymiane pretensje i rodzinne sekrety, dość mroczne, jak na powieść obyczajową. Lorraine Fouchet ma pomysł na wstrząsającą mieszankę w ramach ciekawej akcji. Zmienia narratorów – głos zyskuje Jo, jego dzieci i wnuczka, ale także sama Lou, jej akapity są dość krótkie, za to przepełnione troską i miłością. „Między niebem a Luu” to opowieść o wielkim przywiązaniu, umiejętności kompromisów w związku. To dowody miłości i jej obraz z perspektywy starszych ludzi, zupełnie inny niż promowany w mediach. Tu wygrywa doświadczenie, młodzi popełniają błędy, których nie potrafią naprawić (a czasem nawet dojrzeć). Mimo cierpienia po stracie bliskiej osoby, jest tu też piękno głębokiego uczucia czy – dość paradoksalnie – nadzieja. Autorka nie boi się mocnych wrażeń dla bohaterów, funduje im możliwość zweryfikowania dokonań. Wzruszenia – tak, sentymenty – nie. To interesujące rozwiązania dla czytelników spragnionych dynamicznych obyczajowych fabuł. Jest ta historia starannie dopracowana i gęsta przez sieć relacji. Ważna nie tylko ze względu na emocje, jakie wzbudzi, ale też pisarskie rozwiązania, odejście od mód i ogromną pewność Lorraine Fouchet. To powieść czekoladowa w najlepszym tego słowa znaczeniu.

środa, 26 lipca 2017

Justyna Posłuszna: Jutro będzie koniec świata

Media Rodzina, Poznań 2017.

Dwa strachy

Każdy ma jakieś lęki czy fobie. Niektórzy pozwalają strachowi przejąć kontrolę nad życiem. A Justyna Posłuszna chce, żeby dwóch mężczyzn z różnymi, a w gruncie rzeczy – identycznymi – przypadłościami wpadło na siebie i wzajemnie sobie pomogło. „Jutro będzie koniec świata” to kolejna historia zahaczająca o temat emigracji zarobkowej. Paweł Poliż wyjeżdża do Londynu, żeby poprawić swoją sytuację finansową, ale też… żeby uciec od problemu w postaci wpadki – ciąży jego nowej dziewczyny. Paweł po traumach z dzieciństwa panicznie boi się wody, ale do tej przypadłości nie chce się przyznawać: mało kto mógłby to zrozumieć. W Londynie tymczasem Henry przygotowuje się na rychły koniec świata. Precyzyjnie obliczył, w jakim miejscu będzie bezpieczny – i gromadzi potrzebny sprzęt. Plany komplikuje nieco fakt, że Henry cierpi na agorafobię i od wielu lat w ogóle nie wychodzi z domu. Nie pomaga mu profesjonalna terapia ani świadomość, że strach bierze się z umysłu i nie ma racjonalnego wytłumaczenia. „Jutro będzie koniec świata” to opowieść o elektryzującym spotkaniu tych dwóch mężczyzn: młody bezrobotny prawnik z Polski i angielski dżentelmen w podeszłym wieku wbrew wszystkiemu dogadują się ze sobą. Nawet kiedy otoczenie traktuje ich jak wariatów, obaj wiedzą, jak ważne jest zrozumienie. To także powieść o wzajemnym szacunku i wzruszającej – choć szorstkiej – przyjaźni. Londyn staje się areną niezwykłej przygody – bohaterowie są sobie niezbędni.

Skoro już autorka decyduje się mnożyć przedziwne zbiegi okoliczności dla uatrakcyjnienia fabuły, nie boi się wprowadzania motywów wręcz stereotypowych. DO takich należy Nina, kobieta rodem z historii sensacyjnych. Nina jest piękna, seksowna, pozbawiona skrupułów i zdecydowana. To ona dyktuje warunki, bez względu na to, czy chodzi o nową pracę dla ukochanego, czy o sam związek. To Nina staje się łącznikiem między Pawłem i Henrym – tego pierwszego wciąga w swoje życie, niewiele tłumacząc – trudno pojąć jej intencje. Z tym drugim łączy ją… nieżyjący już brat Henry’ego: była żoną o wiele lat od siebie starszego mężczyzny. To nie jedyna zagadka w życiorysie Niny – i sposób na ubarwienie fabuły.

Justyna Posłuszna portretuje Polaków na emigracji na marginesie swojej historii. O wiele bardziej interesuje ją przeszłość obu panów, aktualna relacja Pawła i Niny oraz wspomnienie o Martynie, która została w Polsce, nie odpowiada na maile, a przelewy odsyła bez słowa. Żeby realizować nowe plany, Paweł musi się najpierw nauczyć radzić z przeszłością. Dopiero kiedy pogodzi się z dawnymi przeżyciami i okiełzna demony, dojrzeje na tyle, by podejmować trafne decyzje. Ale Paweł jest na obczyźnie chlubnym wyjątkiem. To mężczyzna zaradny, nie boi się wyzwań, zna język i kreatywnie podchodzi do rozmaitych problemów. Polacy w Londynie niestety częściej są jak Magda: liczą na finansowy cud, najlepiej natychmiast i bez wysiłku, ubarwiają swoje CV, są leniwi i rozkapryszeni, a w dodatku bariera językowa stanowi dla nich przeszkodę nie do przejścia. Justyna Posłuszna taki obraz Polaka w Londynie przedstawia trochę na prawach satyry, a trochę – komentarza do rzeczywistości. Nie chodzi jej jednak o odzwierciedlanie sytuacji wśród emigrantów zarobkowych – chce opowiedzieć historię i na tym się skupia. „Jutro będzie koniec świata” ma momentami słabsze fragmenty, dłużyzny czy nieuzasadnione rozwiązania wątków – ale autorka sprawia, że chce się wiedzieć, co będzie dalej. Tym wynagradza odbiorcom konstrukcyjne wątpliwości. Można dołączyć tę powieść do dzisiejszych historii emigracyjnych – choć czasami realizm przechodzi tu w bajkę.