Echa, Warszawa 2022.
Strata
Przejmująca jest ta powieść i dobrze napisana, nawet wtedy, kiedy Jodie Chapman próbuje włączyć do męskiej narracji kobiece pierwiastki. "Inne życie" to historia, obok której nie sposób przejść obojętnie. Oprócz relacji miłosnej z góry skazanej na niespełnienie - i konsekwentnie psutej przez bohaterów - liczy się tu wielowymiarowa strata. Na początku tomu Sal - młodszy brat Nicka, który prowadzi tę opowieść - popełnia samobójstwo. Pilnowany non stop znajduje sposób na to, by pokonać sparaliżowane ciało i rozstać się ze światem - za jego decyzją kryje się głęboka trauma i cierpienie, którego nikt z zewnątrz nie jest w stanie dostrzec (chociaż któego przyczynę najbliżsi znają). Nick przeprowadza odbiorców przez historię rodziny - w achronologicznej opowieści, szarpanej i wielowątkowej. Wytłumaczy, co złamało psychicznie Sala, ale także - jak przed tragedią wyglądała rodzina Nicka. Do tego dochodzą spotkania z Anną: wielka miłość młodego człowieka, idealizowana na wszelkie możliwe sposoby, wiąże się z niemożnością zbudowania trwałej relacji. Mimo rodzącego się z obu stron uczucia pojawia się potężna przeszkoda w postaci religii wyznawanej przez Annę. Radykalne podejście do kandydatów na mężów sprawia, że Nick nie ma szansy na związek z ukochaną. Sam staje się coraz bardziej niechętny instytucji małżeństwa, a doświadczenia z Anną sprawiają, że mniej wierzy płci przeciwnej. Nie potrafi zawalczyć o to, na czym mu naprawdę zależy - nawet jeśli wszyscy wokół widzą, co powinien zrobić i w jaki sposób osiągnąć swój cel. Nick nie przyjmuje dobrych rad - możliwość wyboru pozostawia Annie. W końcu chodzi tu o dojrzałość w relacji, cóż z tego, że olbrzymim kosztem. Co ciekawe, to Sal jest w stanie prowadzić satysfakcjonujące życie towarzyskie: to on podrywa najładniejsze dziewczyny i pozostaje w kontaktach z nimi swobodny. Nigdy nie przejmuje się nadmiernie konwenansami, wydaje się, że poradzi sobie w życiu doskonale. A jednak to właśnie Sal przegrywa, mimo potężnego zawodu miłosnego jego brata.
"Inne życie" to powieść, która czytelników od pierwszych stron mocno zaangażuje i to nie tylko ze względu na ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie. Jodie Chapman wie, jak budować fabułę, żeby przekonać odbiorców do siebie i żeby nakłonić ich do śledzenia tekstu - tutaj wydarzyć się może absolutnie wszystko, nie ma barier ochronnych dla bohaterów, nie ma też granic, jakich autorka nie chciałaby przekraczać, choćby po to, żeby sprawdzać, co stanie się z postaciami. W budowaniu tej rzeczywistości ogromną rolę odgrywają decyzje na poziomie warsztatowym: Jodie Chapman decyduje się na szczątkowe prezentowanie migawek z zycia bohaterów, nie uprzedza, jaki temat poruszy - w tytułach rozdziałów nakreśla jedynie przybliżone daty, żeby pokazać, do którego okresu w egzystencji Nicka i Sala będzie się odnosić. Całość zrekonstruować sobie muszą czytelnicy - i ta praca, związana z nakreślaniem kontekstu i z odkrywaniem kolejnych detali z przeszłości, będzie dla odbiorców najbardziej satysfakcjonująca. Sporo niespodzianek szykuje autorka, nie można powiedzieć, że proponuje standardową historię o miłości. Nawet sam wątek wyznania Anny staje się dość egzotyczny i zaintryguje czytelników. Jest "Inne życie" powieścią sycącą i dopracowaną w szczegółach, a przede wszystkim - stworzoną z odważnym pomysłem.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Echa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Echa. Pokaż wszystkie posty
środa, 18 stycznia 2023
środa, 6 lipca 2022
Juan Gabriel Vasquez: Kształt ruin
Echa, Warszawa 2020.
Adrenalina
Jest "Kształt ruin" Juana Gabriela Vasqueza powieścią potężną i - oczywiście - mocno zakorzenioną w kolumbijskich realiach, więc tylko dla części czytelników jasne będą pozaliterackie nawiązania i pomysły - większość dostrzeże tu jedynie egzotykę, zwłaszcza w pierwszej lub naiwnej lekturze. Bardzo trudno będzie nakreślić fabułę: autorowi zależy na przeplataniu wątków onirycznych i realistycznych, na myleniu tropów i na oszukiwaniu odbiorców: tu nic nie jest takie, jakie się wydaje. Autor nawet w obrębie gatunków stara się zmieniać przesłanki i sprawiać, że odbiorcy zaczną się zastanawiać, czy mają do czynienia z fikcją, czy z dokumentem. Umiejętne operowanie genologicznymi zabiegami zamienia tom w lekturową przygodę dla bardziej ambitnych poszukiwaczy mocnych wrażeń. Charakterystyczna jest tu narracja w klimacie retro, bohater przedstawia szczegóły śledztwa i odkrycia, jakich dokonywał, próbując rozwiązać zagadkę dawnego morderstwa. Wydarzenia odtwarza się tu mozolnie i z drobnych komentarzy. Autor wykorzystuje przeszłość do scharakteryzowania okrucieństwa panującego na ulicy - miasto staje się areną thrillerowych wydarzeń. Jakby tego było mało, Vasquez posługuje się na przykład fotografiami (których omówienia wprowadza do rozłożystej narracji), żeby uprawdopodobnić akcję i jeszcze bardziej zdezorientować czytelników.
Akcja ma charakter labiryntowy, przemierza się z bohaterem kolejne korytarze, nigdy nie mając pewności, że uda się dotrzeć do celu - a przynajmniej pokonać przeszkody po drodze. Mnóstwo tu zła, epatowania drobnymi dramatami i naturalistycznymi scenkami. Autor ma skłonność do analizowania wszystkiego bardzo dokładnie, popada w kolejne dygresje lub daje się ponieść wybranym obserwacjom: wie, że po gruntownym wyjaśnieniu konkretnego faktu będzie mógł bez trudu wrócić na poprzednio porzuconą ścieżkę. Rozbija to możliwość śledzenia osi fabularnej, mocno komplikuje też szansę zaangażowania się w akcję - ale pozwala też docenić jakość prozy. Co ciekawe, "Kształt ruin" to tom, któremu z pozoru bliżej jest do literatury faktu i do reportażu niż do beletrystyki: nawet jeśli kanwą powieści staje się sensacja, w realizacji tego nie widać - troska o czytelników przejawia się przede wszystkim w poszukiwaniu jak najbardziej precyzyjnych środków wyrazu. Wydaje się, że w ten sposób autor znów gra z odbiorcami, zmusza ich do zastanowienia się nad prawdopodobieństwem i nad autentycznością przeżyć postaci. Retardacyjna opowieść robi spore wrażenie, zwłaszcza kiedy autorowi udaje się zachęcić do śledzenia szczegółowych opisów. Tu mniej niż fakty liczy się sposób ich przedstawiania - umiejętność skupiania się na detalach, które skrywają sens wydarzeń. "Kształt ruin" to powieść zwracająca uwagę na samą siebie. Coś dla koneserów literatury nieoczywistej, dla poszukiwaczy migotliwych zabaw narracyjnych. Temat wyklucza humor, jednak autor umiejętnie operuje całym zestawem ważnych emocji. Potrafi rozbudzać strach, ale i ciekawość - za sprawą udawanego podglądania przeżyć bohatera.
Adrenalina
Jest "Kształt ruin" Juana Gabriela Vasqueza powieścią potężną i - oczywiście - mocno zakorzenioną w kolumbijskich realiach, więc tylko dla części czytelników jasne będą pozaliterackie nawiązania i pomysły - większość dostrzeże tu jedynie egzotykę, zwłaszcza w pierwszej lub naiwnej lekturze. Bardzo trudno będzie nakreślić fabułę: autorowi zależy na przeplataniu wątków onirycznych i realistycznych, na myleniu tropów i na oszukiwaniu odbiorców: tu nic nie jest takie, jakie się wydaje. Autor nawet w obrębie gatunków stara się zmieniać przesłanki i sprawiać, że odbiorcy zaczną się zastanawiać, czy mają do czynienia z fikcją, czy z dokumentem. Umiejętne operowanie genologicznymi zabiegami zamienia tom w lekturową przygodę dla bardziej ambitnych poszukiwaczy mocnych wrażeń. Charakterystyczna jest tu narracja w klimacie retro, bohater przedstawia szczegóły śledztwa i odkrycia, jakich dokonywał, próbując rozwiązać zagadkę dawnego morderstwa. Wydarzenia odtwarza się tu mozolnie i z drobnych komentarzy. Autor wykorzystuje przeszłość do scharakteryzowania okrucieństwa panującego na ulicy - miasto staje się areną thrillerowych wydarzeń. Jakby tego było mało, Vasquez posługuje się na przykład fotografiami (których omówienia wprowadza do rozłożystej narracji), żeby uprawdopodobnić akcję i jeszcze bardziej zdezorientować czytelników.
Akcja ma charakter labiryntowy, przemierza się z bohaterem kolejne korytarze, nigdy nie mając pewności, że uda się dotrzeć do celu - a przynajmniej pokonać przeszkody po drodze. Mnóstwo tu zła, epatowania drobnymi dramatami i naturalistycznymi scenkami. Autor ma skłonność do analizowania wszystkiego bardzo dokładnie, popada w kolejne dygresje lub daje się ponieść wybranym obserwacjom: wie, że po gruntownym wyjaśnieniu konkretnego faktu będzie mógł bez trudu wrócić na poprzednio porzuconą ścieżkę. Rozbija to możliwość śledzenia osi fabularnej, mocno komplikuje też szansę zaangażowania się w akcję - ale pozwala też docenić jakość prozy. Co ciekawe, "Kształt ruin" to tom, któremu z pozoru bliżej jest do literatury faktu i do reportażu niż do beletrystyki: nawet jeśli kanwą powieści staje się sensacja, w realizacji tego nie widać - troska o czytelników przejawia się przede wszystkim w poszukiwaniu jak najbardziej precyzyjnych środków wyrazu. Wydaje się, że w ten sposób autor znów gra z odbiorcami, zmusza ich do zastanowienia się nad prawdopodobieństwem i nad autentycznością przeżyć postaci. Retardacyjna opowieść robi spore wrażenie, zwłaszcza kiedy autorowi udaje się zachęcić do śledzenia szczegółowych opisów. Tu mniej niż fakty liczy się sposób ich przedstawiania - umiejętność skupiania się na detalach, które skrywają sens wydarzeń. "Kształt ruin" to powieść zwracająca uwagę na samą siebie. Coś dla koneserów literatury nieoczywistej, dla poszukiwaczy migotliwych zabaw narracyjnych. Temat wyklucza humor, jednak autor umiejętnie operuje całym zestawem ważnych emocji. Potrafi rozbudzać strach, ale i ciekawość - za sprawą udawanego podglądania przeżyć bohatera.
wtorek, 15 lutego 2022
Marlon James: Czarny lampart, czerwony wilk
Echa, Warszawa 2021.
Poszukiwania
W tej powieści nic nie może być oczywiste. Tylko tyle, że zaginęło dziecko i na poszukiwania wyrusza Tropiciel - wraz z rozmaitymi przewodnikami, którzy rozumieją świat z pogranicza jawy i snu, wierzeń i wątpliwości. Tropiciel przemierza szlaki, narażając się na wciąż nowe niebezpieczeństwa i tylko hasło "pierdolić bogów" powraca jak ponury refren pokazujący jednocześnie wszechmocność bohatera i jego bezradność w obliczu działań sił wyższych. Marlon James nie zamierza czytelników rozpieszczać. Podsuwa im monumentalną powieść, olbrzymią rozmiarami, ale nie dość przesyconą wydarzeniami, w dużej części opartą na prostych dialogach, w których nieoczywiste wychodzi na pierwszy plan. Nie ma jak ominąć kłopotów, bo zwiastuje je wszystko. Do tego śmierć miesza się ciągle z pożądaniem - i w obliczu tych zjawisk blednie wątek kryminalny. Tak naprawdę nie ma znaczenia ani anonimowe zaginione dziecko, ani demony, które mogą opętać nie tylko najmłodszych. Ma znaczenie wyłącznie droga - w wersji literackiej. Droga, która jest jednocześnie celem i metodą.
Marlon James bardzo dużo od swoich czytelników wymaga, chociaż stwarza pozory powieści fantasy. Unika jednak gatunkowych schematów, poszukuje raczej nowych środków wyrazu, próbuje zaskoczyć odbiorców i zmusić ich do przewartościowań lekturowych. Eksperyment, który oferuje, nie wszystkim przypadnie do gustu - między innymi za sprawą rozmycia treści. Wprawdzie dość przekonująco wypada autor, kiedy usiłuje nakreślać relacje wśród przedstawicieli prymitywnych kultur, jest w stanie całkiem nieźle zaprezentować inność dzikości - ale w pewnym momencie czytelnikom zabraknie uzasadnienia dla dalszej lektury. Sprawność warsztatowa to jedno - ale powraca wrażenie, że Marlon James ukrywa tym brak rozwiązań w samej treści. Potrafi oczarować motywami z wierzeń i programową naiwnością części postaci, łatwo manewruje między światem realnym i tym wyobraźniowym, stanowiącym podstawę do tworzenia się ludowych religii, ale gubi po drodze sensy i dosłowności. W "Czarnym Lamparcie, Czerwonym Wilku" to czary przejmują część wyjaśnień - automatycznie trudniej będzie czytelnikom przejść do świata przedstawionego. Chyba że skoncentrują się na samej melodii języka, na przaśności części komentarzy i na celności w omawianiu zjawisk charakterystycznych dla prymitywnych ludów. Jest to powieść rozłożysta i trudna - a jednocześnie magnetyczna, jeśli ktoś ceni sobie nieoczywiste rozwiązania i niespodzianki wywoływane przez czystą kreację. Co ciekawe, autor utrzymuje rytm poppowieści, nie stara się uwodzić czytelników słowem - wprawdzie odrobinę modyfikuje języki kolejnych części tomu (każda ma rzucić nowe światło na śledztwo), ale najbardziej interesuje go pulsujący rytm książki. Żeby go uzyskać, tworzy zatem historię płynną i magmową. Specyficzny to tekst i na pewno momentami rozdrażni czytelników, ale jednocześnie budzi podziw dla sprawności stylistycznej autora i pomysłów.
Poszukiwania
W tej powieści nic nie może być oczywiste. Tylko tyle, że zaginęło dziecko i na poszukiwania wyrusza Tropiciel - wraz z rozmaitymi przewodnikami, którzy rozumieją świat z pogranicza jawy i snu, wierzeń i wątpliwości. Tropiciel przemierza szlaki, narażając się na wciąż nowe niebezpieczeństwa i tylko hasło "pierdolić bogów" powraca jak ponury refren pokazujący jednocześnie wszechmocność bohatera i jego bezradność w obliczu działań sił wyższych. Marlon James nie zamierza czytelników rozpieszczać. Podsuwa im monumentalną powieść, olbrzymią rozmiarami, ale nie dość przesyconą wydarzeniami, w dużej części opartą na prostych dialogach, w których nieoczywiste wychodzi na pierwszy plan. Nie ma jak ominąć kłopotów, bo zwiastuje je wszystko. Do tego śmierć miesza się ciągle z pożądaniem - i w obliczu tych zjawisk blednie wątek kryminalny. Tak naprawdę nie ma znaczenia ani anonimowe zaginione dziecko, ani demony, które mogą opętać nie tylko najmłodszych. Ma znaczenie wyłącznie droga - w wersji literackiej. Droga, która jest jednocześnie celem i metodą.
Marlon James bardzo dużo od swoich czytelników wymaga, chociaż stwarza pozory powieści fantasy. Unika jednak gatunkowych schematów, poszukuje raczej nowych środków wyrazu, próbuje zaskoczyć odbiorców i zmusić ich do przewartościowań lekturowych. Eksperyment, który oferuje, nie wszystkim przypadnie do gustu - między innymi za sprawą rozmycia treści. Wprawdzie dość przekonująco wypada autor, kiedy usiłuje nakreślać relacje wśród przedstawicieli prymitywnych kultur, jest w stanie całkiem nieźle zaprezentować inność dzikości - ale w pewnym momencie czytelnikom zabraknie uzasadnienia dla dalszej lektury. Sprawność warsztatowa to jedno - ale powraca wrażenie, że Marlon James ukrywa tym brak rozwiązań w samej treści. Potrafi oczarować motywami z wierzeń i programową naiwnością części postaci, łatwo manewruje między światem realnym i tym wyobraźniowym, stanowiącym podstawę do tworzenia się ludowych religii, ale gubi po drodze sensy i dosłowności. W "Czarnym Lamparcie, Czerwonym Wilku" to czary przejmują część wyjaśnień - automatycznie trudniej będzie czytelnikom przejść do świata przedstawionego. Chyba że skoncentrują się na samej melodii języka, na przaśności części komentarzy i na celności w omawianiu zjawisk charakterystycznych dla prymitywnych ludów. Jest to powieść rozłożysta i trudna - a jednocześnie magnetyczna, jeśli ktoś ceni sobie nieoczywiste rozwiązania i niespodzianki wywoływane przez czystą kreację. Co ciekawe, autor utrzymuje rytm poppowieści, nie stara się uwodzić czytelników słowem - wprawdzie odrobinę modyfikuje języki kolejnych części tomu (każda ma rzucić nowe światło na śledztwo), ale najbardziej interesuje go pulsujący rytm książki. Żeby go uzyskać, tworzy zatem historię płynną i magmową. Specyficzny to tekst i na pewno momentami rozdrażni czytelników, ale jednocześnie budzi podziw dla sprawności stylistycznej autora i pomysłów.
sobota, 5 lutego 2022
Marianna Enriquez: Nasza część nocy
Echa, Warszawa 2021.
Mrok
Marianna Enriquez dba o to, żeby przy lekturze tomu „Nasza część nocy” nikt nie poczuł się zbyt pewnie czy dobrze. Historia rozpięta między erotycznymi doświadczeniami i połączeniem ze światem duchów czy demonów ma wyzwalać niepokój. Autorka atakuje najbardziej podstawowe więzi: ukazuje rodzinę, która nie zapewnia azylu, mało tego – może przyczynić się do katastrofy. Wszystko przez wyjątkowe umiejętności nawiązywania kontaktu z zaświatami – po ojcu dziedziczy je syn. Niechciane talenty można wzmacniać za sprawą strachu i bólu, w dodatku Bractwo potrzebuje nowego medium do kontaktowania się z Ciemnością. Bractwo jest tajnym stowarzyszeniem, które działa na prawach sekty – bardzo chętnie poświęci ludzkie życie, jeśli będzie to oznaczało przybliżenie się do mrocznego celu. Na razie mały Gaspar uczy się, jak nie dać się opanować duchom: widzi dziwnych ludzi wokół siebie, ojciec na szczęście może mu przedstawić kilka wyjątkowo przydatnych w takich okolicznościach sztuczek. Odpieranie ataków zjaw w połączeniu z ciągłą ucieczką – już samo to wystarczyłoby do budzenia lęku. Jednak Marianna Enriquez na tym nie poprzestaje. Ojciec Gaspara jest człowiekiem, na którym nie można polegać: jego słabości uzewnętrzniają się i w aktach autoagresji, i w sferze seksualnej. Niby próbuje chronić dziecko, ale nie zachowuje się jak dorosły – być może to właśnie jemu bardziej przyda się pomoc. Gaspar na razie nie zdaje sobie do końca sprawy z zagrożenia, jakie na niego czyha: Bractwo nie dotarło do niego. Chłopiec jeszcze ma szansę na ratunek.
Autorka rozbudowuje tę historię, wplatając wciąż nowe wątki – jednak pozostaje w klimatach mrocznych i operuje często zjawiskami niemożliwymi do wytłumaczenia na drodze rozumowej. Zagrożenie, które płynie ze strony przybyszów z zaświatów łączy się na pewnym etapie z tym, co mogą zafundować agresorzy z Bractwa. Tu nie ma miejsca na sentymenty. A jednak Marianna Enriquez dość mocno rozbudowuje kwestię relacji międzyludzkich – łóżkowe dokonania Juana są rodzajem eskapizmu, ale też jedyną szansą na normalność w nienormalnych okolicznościach. Do tego dokłada Enriquez motywy nawiązujące do pozaliterackiej otoczki: wplata tę historię w dzieje Argentyny, żeby jeszcze bardziej czytelników do siebie przywiązać. Z czasem zmienia perspektywy i szuka nowych ujęć tematu: tak, żeby rozwiązać zagadki, z którymi nie poradziliby sobie bohaterowie przy ich stanie wiedzy. Autorka rozkoszuje się mrokiem i strachem, to, co niszczy Juana, daje jej pisarski napęd – destrukcyjna siła uczuć przejawia się tutaj w kolejnych próbach samookaleczania – i nie tylko. A przecież mocną stroną tomu staje się zmysłowość, nastawienie na odczuwanie – przejście w sferę cielesności, która może stać się wyzwoleniem. To propozycja dla czytelników, którzy lubią prozę wypełnioną niepokojem i prowadzącą do uruchomienia najskrytszych lęków, wykorzystującą nawiązania do świata realnego, ale też mocno tkwiącą w onirycznych tonacjach.
Mrok
Marianna Enriquez dba o to, żeby przy lekturze tomu „Nasza część nocy” nikt nie poczuł się zbyt pewnie czy dobrze. Historia rozpięta między erotycznymi doświadczeniami i połączeniem ze światem duchów czy demonów ma wyzwalać niepokój. Autorka atakuje najbardziej podstawowe więzi: ukazuje rodzinę, która nie zapewnia azylu, mało tego – może przyczynić się do katastrofy. Wszystko przez wyjątkowe umiejętności nawiązywania kontaktu z zaświatami – po ojcu dziedziczy je syn. Niechciane talenty można wzmacniać za sprawą strachu i bólu, w dodatku Bractwo potrzebuje nowego medium do kontaktowania się z Ciemnością. Bractwo jest tajnym stowarzyszeniem, które działa na prawach sekty – bardzo chętnie poświęci ludzkie życie, jeśli będzie to oznaczało przybliżenie się do mrocznego celu. Na razie mały Gaspar uczy się, jak nie dać się opanować duchom: widzi dziwnych ludzi wokół siebie, ojciec na szczęście może mu przedstawić kilka wyjątkowo przydatnych w takich okolicznościach sztuczek. Odpieranie ataków zjaw w połączeniu z ciągłą ucieczką – już samo to wystarczyłoby do budzenia lęku. Jednak Marianna Enriquez na tym nie poprzestaje. Ojciec Gaspara jest człowiekiem, na którym nie można polegać: jego słabości uzewnętrzniają się i w aktach autoagresji, i w sferze seksualnej. Niby próbuje chronić dziecko, ale nie zachowuje się jak dorosły – być może to właśnie jemu bardziej przyda się pomoc. Gaspar na razie nie zdaje sobie do końca sprawy z zagrożenia, jakie na niego czyha: Bractwo nie dotarło do niego. Chłopiec jeszcze ma szansę na ratunek.
Autorka rozbudowuje tę historię, wplatając wciąż nowe wątki – jednak pozostaje w klimatach mrocznych i operuje często zjawiskami niemożliwymi do wytłumaczenia na drodze rozumowej. Zagrożenie, które płynie ze strony przybyszów z zaświatów łączy się na pewnym etapie z tym, co mogą zafundować agresorzy z Bractwa. Tu nie ma miejsca na sentymenty. A jednak Marianna Enriquez dość mocno rozbudowuje kwestię relacji międzyludzkich – łóżkowe dokonania Juana są rodzajem eskapizmu, ale też jedyną szansą na normalność w nienormalnych okolicznościach. Do tego dokłada Enriquez motywy nawiązujące do pozaliterackiej otoczki: wplata tę historię w dzieje Argentyny, żeby jeszcze bardziej czytelników do siebie przywiązać. Z czasem zmienia perspektywy i szuka nowych ujęć tematu: tak, żeby rozwiązać zagadki, z którymi nie poradziliby sobie bohaterowie przy ich stanie wiedzy. Autorka rozkoszuje się mrokiem i strachem, to, co niszczy Juana, daje jej pisarski napęd – destrukcyjna siła uczuć przejawia się tutaj w kolejnych próbach samookaleczania – i nie tylko. A przecież mocną stroną tomu staje się zmysłowość, nastawienie na odczuwanie – przejście w sferę cielesności, która może stać się wyzwoleniem. To propozycja dla czytelników, którzy lubią prozę wypełnioną niepokojem i prowadzącą do uruchomienia najskrytszych lęków, wykorzystującą nawiązania do świata realnego, ale też mocno tkwiącą w onirycznych tonacjach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






