Harperkids, Warszawa 2026.
Witaminy
Ta publikacja to kolejny strzał w dziesiątkę w ramach Akademii Mądrego Dziecka: tomik, na którym można poznawać litery (chociaż raczej przegra to z innymi atrakcjami, jakich tu nie brakuje). Tomik, na którym można ćwiczyć sprawność motoryczną – bo są tu spore puzzle, elementy, które wpasowuje się w określone miejsca na kolejnych stronach (a potem można je wyjąć i schować w odpowiedniej przegródce w książeczce, żeby następnym razem przystąpić do zabawy ponownie). Tomik, który pozwala dzieciom ćwiczyć kolory i poznawać nazwy warzyw i owoców. Kilka zaledwie rozkładówek tu jest – ale chodzi o to, żeby nie zamęczyć maluchów nadmiarem emocji i nie utrudniać przesadnie zadań. Całość zamknięta została w bardzo ładnej oprawie: zamknięcie na magnes sprawia, że łatwo będzie utrzymać porządek i nie doprowadzić do rozrzucenia kolejnych ruchomych elementów.
Kartonowe strony są tu bardzo grube – a to dlatego, że trzeba na jednej części rozkładówek umieszczać kartonowe owoce i warzywa. Te elementy zostały pozbawione ostrych rogów, a do tego mają charakterystyczne kształty dopasowywane do konturów. Za każdym razem pojawia się wgłębienie na palec – żeby łatwo i bez niszczenia tomiku udało się wyjąć elementy. Co ważne, wszyscy witaminowi bohaterowie mają tutaj uśmiechnięte buźki – to miły dodatek, który sprawia, że dzieci chętniej zajmą się segregowaniem puzzli i układaniem ich na stronach. Do tego dzieci będą mogły jeszcze wykazać się znajomością tematu przy odpowiadaniu na proste pytania. Nie trzeba tu zgadywać po kształcie: we wgłębieniu jest rysunek przedstawiający kolejne warzywa i owoce, wystarczy zatem znaleźć identyczny rysunek na puzzlach – dzięki temu nawet najmłodsi dadzą sobie radę z tym wyzwaniem, a po zgubieniu się jakiegoś puzzla nie będzie dramatu.
Narracja w tomiku składa się z podpisów pod obrazkami (dzięki temu dzieci poznają nazwy kolejnych owoców, nawet tych mniej jeszcze kojarzonych) i z poleceń – „dopasuj odpowiednie elementy” to tekst zawsze istniejący na prawej stronie rozkładówki, na lewej stronie pojawiają się nazwy dominujących kolorów (kolory pozwalają grupować owoce i warzywa) oraz krótkie pytanie: „czy wiesz, który owoc ma pestkę” albo „który owoc jest najbardziej kwaśny” – to wymaga od maluchów zastanowienia, ale też poszerzania kulinarnych testów.
„Warzywa i owoce”, książeczka w podcyklu Poznajemy świat, została przygotowana z myślą o dostarczeniu najmłodszym jak największej liczby wyzwań i bodźców przy niekoniecznie przesadnie rozbudowanym tomiku. Tu liczy się dobra zabawa i możliwość poszerzania umiejętności, a do tego – odbiorcy nie muszą w ogóle odchodzić od tego, co mają na co dzień i w zasięgu ręki. Są tu przyjemne kolory i infantylizowane – ale wywołujące uśmiech – warzywa i owoce. To książeczka, która się nie znudzi dzieciom – za to zachwyci je szerokim repertuarem zabaw.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puzzle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puzzle. Pokaż wszystkie posty
piątek, 29 maja 2026
czwartek, 12 marca 2026
Feluś i Gucio poznają cyferki
Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.
Układanka
Z takim zestawem poznawanie cyfr już nikomu niestraszne. Drewniane pudełko, a w środku… 46 puzzli ze sklejki – to coś w sam raz dla maluchów, które muszą opanować sztukę liczenia i chcą w tym celu wykorzystywać ciekawe zabawki edukacyjne. Do tego Feluś i Gucio, czyli chłopiec i jego pluszowy miś – para, która już niejeden raz przedstawiała maluchom to wszystko, co w najbliższym otoczeniu ważne. Wykorzystanie lubianych bohaterów byłoby nawet niepotrzebne (chociaż sprawdzą się jako wabik dla fanów cyklu), bo największą radość zapewnią najmłodszym odbiorcom same puzzle.
Cyfry od 0 do 9 zostały tu przedstawione dzięki układankom. Kolejne puzzlowe cyfry mają swoje tematy: piłki, samochody czy klocki, w dodatku na tłach o konkretnym kolorze, tak, żeby nie było wątpliwości, który element należy do którego zestawu. Puzzle układają się w graficzne cyfry (każda złożona z tylu elementów, ile reprezentuje, można zatem odliczać poszczególne klocki). Jakby tego było mało, pojawia się jeszcze zróżnicowanie wielkości: od najmniejszej jedynki, do największej dziewiątki. To również temat, który da się wykorzystać we wprowadzaniu w tajniki matematyki.
Korzystać z tego zestawu można na wiele różnych sposobów. Z jednej strony to zwyczajne układanie puzzli – sięganie po odpowiednie kształty i dopasowywanie ich do siebie. Zabawa, jaką zna każdy maluch, do tego – zabezpieczona przed zniszczeniem, bo drewniane puzzle są bardziej trwałe niż tekturowe, a wielkość i kształt sprawia, że łatwiej się nimi posługiwać najmłodszym (ćwiczenie małej motoryki: kolejny atut zabawki). Z drugiej strony – można tu układać zbiory (wybierać wszystkie piłki czy klocki), kojarzyć tła albo kolory przedmiotów, wymyślać kolejne polecenia i zadania w oparciu o dostarczony zestaw. Ważne jest też to, że w zabawie może uczestniczyć jedno dziecko, ale równie dobrze zestaw sprawdzi się podzielony między kilka maluchów.
Jest to zabawka bardzo estetycznie wykonana, dobrze wymyślona i przygotowana tak, żeby nie znudziła się dzieciom zbyt szybko. Ponieważ ma wspierać naukę liczenia, nie rozprasza się tutaj dzieci za sprawą natłoku przedmiotów czy barw, za to tematy ilustracji odwołują się do tego, co ważne dla Felusia i Gucia – oraz ich odbiorców docelowych. Puzzle do nauki liczenia to strzał w dziesiątkę. „Feluś i Gucio poznają cyferki” to połączenie mnemotechnicznych zajęć z prostotą pomysłu – najskuteczniejszy sposób na przekonanie dzieci, że matematyka jest zabawą i nie będzie się kojarzyć z męczarniami. Takie wprowadzenie do nauki liczenia spodoba się najmłodszym i błyskawicznie wzbudzi zainteresowanie. Każdy przecież chce się pobawić klockami, które łączą się, tworząc ciekawe zestawy obrazków. W tych puzzlach cieszy jednak nie tylko aspekt edukacyjny, ale i sam stopień dbałości o szczegóły, przygotowanie, które nie pozostawia nic przypadkowi. A po skończonej zabawie wystarczy wszystko zamknąć z powrotem w pudełku z przesuwaną górą.
Układanka
Z takim zestawem poznawanie cyfr już nikomu niestraszne. Drewniane pudełko, a w środku… 46 puzzli ze sklejki – to coś w sam raz dla maluchów, które muszą opanować sztukę liczenia i chcą w tym celu wykorzystywać ciekawe zabawki edukacyjne. Do tego Feluś i Gucio, czyli chłopiec i jego pluszowy miś – para, która już niejeden raz przedstawiała maluchom to wszystko, co w najbliższym otoczeniu ważne. Wykorzystanie lubianych bohaterów byłoby nawet niepotrzebne (chociaż sprawdzą się jako wabik dla fanów cyklu), bo największą radość zapewnią najmłodszym odbiorcom same puzzle.
Cyfry od 0 do 9 zostały tu przedstawione dzięki układankom. Kolejne puzzlowe cyfry mają swoje tematy: piłki, samochody czy klocki, w dodatku na tłach o konkretnym kolorze, tak, żeby nie było wątpliwości, który element należy do którego zestawu. Puzzle układają się w graficzne cyfry (każda złożona z tylu elementów, ile reprezentuje, można zatem odliczać poszczególne klocki). Jakby tego było mało, pojawia się jeszcze zróżnicowanie wielkości: od najmniejszej jedynki, do największej dziewiątki. To również temat, który da się wykorzystać we wprowadzaniu w tajniki matematyki.
Korzystać z tego zestawu można na wiele różnych sposobów. Z jednej strony to zwyczajne układanie puzzli – sięganie po odpowiednie kształty i dopasowywanie ich do siebie. Zabawa, jaką zna każdy maluch, do tego – zabezpieczona przed zniszczeniem, bo drewniane puzzle są bardziej trwałe niż tekturowe, a wielkość i kształt sprawia, że łatwiej się nimi posługiwać najmłodszym (ćwiczenie małej motoryki: kolejny atut zabawki). Z drugiej strony – można tu układać zbiory (wybierać wszystkie piłki czy klocki), kojarzyć tła albo kolory przedmiotów, wymyślać kolejne polecenia i zadania w oparciu o dostarczony zestaw. Ważne jest też to, że w zabawie może uczestniczyć jedno dziecko, ale równie dobrze zestaw sprawdzi się podzielony między kilka maluchów.
Jest to zabawka bardzo estetycznie wykonana, dobrze wymyślona i przygotowana tak, żeby nie znudziła się dzieciom zbyt szybko. Ponieważ ma wspierać naukę liczenia, nie rozprasza się tutaj dzieci za sprawą natłoku przedmiotów czy barw, za to tematy ilustracji odwołują się do tego, co ważne dla Felusia i Gucia – oraz ich odbiorców docelowych. Puzzle do nauki liczenia to strzał w dziesiątkę. „Feluś i Gucio poznają cyferki” to połączenie mnemotechnicznych zajęć z prostotą pomysłu – najskuteczniejszy sposób na przekonanie dzieci, że matematyka jest zabawą i nie będzie się kojarzyć z męczarniami. Takie wprowadzenie do nauki liczenia spodoba się najmłodszym i błyskawicznie wzbudzi zainteresowanie. Każdy przecież chce się pobawić klockami, które łączą się, tworząc ciekawe zestawy obrazków. W tych puzzlach cieszy jednak nie tylko aspekt edukacyjny, ale i sam stopień dbałości o szczegóły, przygotowanie, które nie pozostawia nic przypadkowi. A po skończonej zabawie wystarczy wszystko zamknąć z powrotem w pudełku z przesuwaną górą.
piątek, 25 kwietnia 2025
Życie na wsi
Harperkids, Warszawa 2025.
Wyprawa na wieś
W serii Uczymy się i bawimy Harperkids proponuje najmłodszym książkę-zabawkę edukacyjną. Okładka jest tu jednocześnie opakowaniem: zawiera niewielki kartonowy tomik „Życie na wsi” i komplet dwudziestu elementów, które należy umieścić na stronach książeczki. Bardzo grube kartonowe strony mają w kilku miejscach bezkształtne wycięcia – to miejsca, które będzie trzeba uzupełnić elementami układanki. Dla najmłodszych będzie to wyzwanie i zabawa jednocześnie – i to zabawa wielorazowa, bo po umieszczeniu elementu na stronie będzie można go wyjąć dzięki odpowiednim wcięciom. Same elementy są dość drobne, jednak pozbawione ostrych krawędzi i nieforemne, żeby łatwiej było odgadnąć, który powinien gdzie się znaleźć. Co ciekawe, wycięcia nie odpowiadają konturom – jeśli przyglądać się samym kształtom, to wycięcie, które należy uzupełnić kogutem, przypomina kształtem krzaczek, jajka wyglądają jak chmurka, a konewka to już w ogóle nie jest podobna do niczego znanego. Ale przecież nikt nie będzie kierował się kształtem puzzli: podpowiedzi są ilustracjami.
Każda rozkładówka to kilka zdań porozrzucanych po stronach – zdania oznajmujące, pokazujące, co dzieje się na wsi, pozbawione są przeważnie emocji i nie układają się w żadną fabułę, pomagają za to zrozumieć i zapamiętać, co widać na obrazkach. A przecież tomik przedstawia codzienność wiejską, więc dla dzieci będzie to okazja do sprawdzenia innego niż znany rytmu życia. Mnóstwo tu zwierząt, więc łatwo będzie przekonać najmłodszych do oglądania i do zabawy. Niektórzy bohaterowie wypowiadają komiksowe kwestie (co ma prowadzić do nakłonienia dzieci do wykonywania poleceń – czyli do wypełniania stron obrazkowymi elementami.
Wycięty kształt ma tutaj napis, żeby nie trzeba było dopasowywać przypadkowo i po konturach kolejnych obrazków – zwłaszcza że odgadnięcie, gdzie ma stać cysterna do mleka, albo co może rosnąć na grządce nie zawsze byłoby proste. Można zatem zamienić uzupełnianie tomiku w grę i przydzielać losowe elementy uczestnikom, żeby sprawdzić, komu uda się wypełnić stronę najszybciej. Książeczka pomoże też w ćwiczeniu sprawności językowej: być może pozwoli dzieciom poszerzać zasób słownictwa, albo budować skojarzenia. A wszystko w atmosferze zabawy i w zasadzie bez wysiłku. Jest to tomik kolorowy i ciekawy dla dzieci odkrywających świat – można go traktować jako pomoc edukacyjną i szansę na przedstawienie stylu życia. Na wsi dzieje się dużo – tu na kilku stronach pojawiają się najbardziej charakterystyczne tematy i zjawiska. Tu najbardziej liczyć się będzie zabawa – wyzwanie związane z wypełnianiem stron przez przygotowane motywy. Dzieciom spodoba się taki sposób przyswajania wiadomości: zamaskowany przez rozrywkę. Można się dzięki takim pomysłom przekonać do książek jako źródła rozrywki – to zabawka, która przypadnie najmłodszym do gustu.
Wyprawa na wieś
W serii Uczymy się i bawimy Harperkids proponuje najmłodszym książkę-zabawkę edukacyjną. Okładka jest tu jednocześnie opakowaniem: zawiera niewielki kartonowy tomik „Życie na wsi” i komplet dwudziestu elementów, które należy umieścić na stronach książeczki. Bardzo grube kartonowe strony mają w kilku miejscach bezkształtne wycięcia – to miejsca, które będzie trzeba uzupełnić elementami układanki. Dla najmłodszych będzie to wyzwanie i zabawa jednocześnie – i to zabawa wielorazowa, bo po umieszczeniu elementu na stronie będzie można go wyjąć dzięki odpowiednim wcięciom. Same elementy są dość drobne, jednak pozbawione ostrych krawędzi i nieforemne, żeby łatwiej było odgadnąć, który powinien gdzie się znaleźć. Co ciekawe, wycięcia nie odpowiadają konturom – jeśli przyglądać się samym kształtom, to wycięcie, które należy uzupełnić kogutem, przypomina kształtem krzaczek, jajka wyglądają jak chmurka, a konewka to już w ogóle nie jest podobna do niczego znanego. Ale przecież nikt nie będzie kierował się kształtem puzzli: podpowiedzi są ilustracjami.
Każda rozkładówka to kilka zdań porozrzucanych po stronach – zdania oznajmujące, pokazujące, co dzieje się na wsi, pozbawione są przeważnie emocji i nie układają się w żadną fabułę, pomagają za to zrozumieć i zapamiętać, co widać na obrazkach. A przecież tomik przedstawia codzienność wiejską, więc dla dzieci będzie to okazja do sprawdzenia innego niż znany rytmu życia. Mnóstwo tu zwierząt, więc łatwo będzie przekonać najmłodszych do oglądania i do zabawy. Niektórzy bohaterowie wypowiadają komiksowe kwestie (co ma prowadzić do nakłonienia dzieci do wykonywania poleceń – czyli do wypełniania stron obrazkowymi elementami.
Wycięty kształt ma tutaj napis, żeby nie trzeba było dopasowywać przypadkowo i po konturach kolejnych obrazków – zwłaszcza że odgadnięcie, gdzie ma stać cysterna do mleka, albo co może rosnąć na grządce nie zawsze byłoby proste. Można zatem zamienić uzupełnianie tomiku w grę i przydzielać losowe elementy uczestnikom, żeby sprawdzić, komu uda się wypełnić stronę najszybciej. Książeczka pomoże też w ćwiczeniu sprawności językowej: być może pozwoli dzieciom poszerzać zasób słownictwa, albo budować skojarzenia. A wszystko w atmosferze zabawy i w zasadzie bez wysiłku. Jest to tomik kolorowy i ciekawy dla dzieci odkrywających świat – można go traktować jako pomoc edukacyjną i szansę na przedstawienie stylu życia. Na wsi dzieje się dużo – tu na kilku stronach pojawiają się najbardziej charakterystyczne tematy i zjawiska. Tu najbardziej liczyć się będzie zabawa – wyzwanie związane z wypełnianiem stron przez przygotowane motywy. Dzieciom spodoba się taki sposób przyswajania wiadomości: zamaskowany przez rozrywkę. Można się dzięki takim pomysłom przekonać do książek jako źródła rozrywki – to zabawka, która przypadnie najmłodszym do gustu.
sobota, 3 sierpnia 2024
Ignacy Nowicki, Artur Nowicki: Bum i brum. Rajd malucha
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024 (gra).
Wyścig
To jest publikacja, która każde dziecko (i niejednego rodzica) ucieszy. Ignacy Nowicki i Artur Nowicki postarali się, żeby Maluch – bohater serii picture booków – zmuszał do aktywności i wspólnej zabawy. „Bum i brum. Rajd Malucha” to gra planszowa, w której wykorzystywane są puzzle i naklejki – to, co dostarcza dzieciom mnóstwa radości. Reguły są proste: należy rzucać kostką i przechodzić na kolejne pola drewnianymi pionkami-maluchami, ozdabianymi według uznania. Jednak planszę do gry trzeba sobie ułożyć samodzielnie z dwudziestu przygotowanych puzzli. Elementy są dość duże, nie kojarzą się z poważnymi układankami – ale chodzi o to, żeby zmieściła się na nich droga, po której poruszać się będą samochody. Nie ma jednego rozwiązania i jednego przepisu na trasę: tutaj wszystko zależy od wyobraźni uczestników i od ich pomysłów na kształt toru wyścigowego. Dopiero po ułożeniu puzzli można będzie przystąpić do gry. Przemieszczanie się między polami zadań – ułatwieniami lub utrudnieniami – nawiązuje do działań kierowców, więc automatycznie gra staje się bardziej atrakcyjna dla młodych odbiorców. Są tu – również do przygotowania – dwie drewniane kostki. Jedna to kostka narzędzi, druga – kostka części samochodowych – ich znaczenie poznają gracze w trakcie zabawy. Plansza – niezależnie od sposobu układania – najeżona jest pułapkami i zadaniami dla graczy, uczestnicy (od dwóch do czterech osób, bo cztery pionki z maluchami zostały przygotowane – ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dodać własne autko) nie będą się tu nudzić. Wykorzystanie tradycyjnej planszówki i oryginalnych rozwiązań oraz pomysłów na wciąganie dzieci w zabawę jeszcze zanim rozpoczną się wyścigi to doskonały pomysł. Gra umożliwia uruchomienie kreatywności i zaangażowanie w akcję, pozwoli dzieciom na nadawanie indywidualnego charakteru poszczególnym pionkom czy samemu torowi wyścigowemu (zresztą na wzór puzzli można tworzyć dalej własne trasy, już na kartce papieru).
Niewielkie pudełko przynosi znakomitą zabawę wszystkim graczom, niezależnie od wieku (gra przeznaczona jest dla dzieci od trzeciego roku życia). Można potraktować ją jako rozrywkę dla całych rodzin – a już obowiązkowo dla małych fanów motoryzacji, którzy najchętniej spędzaliby czas w warsztatach samochodowych albo – obserwując auta podczas spacerów. Udało się połączenie pozaplanszówkowych zadań dla dzieci: i układanie puzzli, i naklejanie elementów na pionki i kostki do gry pozwala na ćwiczenie zręczności i na przedłużenie zabawy w nieoczekiwanym przez najmłodszych kierunku. Gra jest bardzo przyjemna i pomysłowa – nie tylko zwraca uwagę na serię książek dla najmłodszych, ale pozwala też w oderwaniu od przygód Malucha tworzyć własne scenariusze wyścigowe. Gra w połączeniu z puzzlami zapewnia, że dzieci nie będą chciały szybko odłożyć jej na półkę – za każdym razem rozgrywka może wyglądać inaczej, trzeba zatem pamiętać, żeby odpowiednio ją dokończyć przed rozebraniem toru wyścigowego. Bardzo udana realizacja – takich zabawek potrzeba maluchom.
Wyścig
To jest publikacja, która każde dziecko (i niejednego rodzica) ucieszy. Ignacy Nowicki i Artur Nowicki postarali się, żeby Maluch – bohater serii picture booków – zmuszał do aktywności i wspólnej zabawy. „Bum i brum. Rajd Malucha” to gra planszowa, w której wykorzystywane są puzzle i naklejki – to, co dostarcza dzieciom mnóstwa radości. Reguły są proste: należy rzucać kostką i przechodzić na kolejne pola drewnianymi pionkami-maluchami, ozdabianymi według uznania. Jednak planszę do gry trzeba sobie ułożyć samodzielnie z dwudziestu przygotowanych puzzli. Elementy są dość duże, nie kojarzą się z poważnymi układankami – ale chodzi o to, żeby zmieściła się na nich droga, po której poruszać się będą samochody. Nie ma jednego rozwiązania i jednego przepisu na trasę: tutaj wszystko zależy od wyobraźni uczestników i od ich pomysłów na kształt toru wyścigowego. Dopiero po ułożeniu puzzli można będzie przystąpić do gry. Przemieszczanie się między polami zadań – ułatwieniami lub utrudnieniami – nawiązuje do działań kierowców, więc automatycznie gra staje się bardziej atrakcyjna dla młodych odbiorców. Są tu – również do przygotowania – dwie drewniane kostki. Jedna to kostka narzędzi, druga – kostka części samochodowych – ich znaczenie poznają gracze w trakcie zabawy. Plansza – niezależnie od sposobu układania – najeżona jest pułapkami i zadaniami dla graczy, uczestnicy (od dwóch do czterech osób, bo cztery pionki z maluchami zostały przygotowane – ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dodać własne autko) nie będą się tu nudzić. Wykorzystanie tradycyjnej planszówki i oryginalnych rozwiązań oraz pomysłów na wciąganie dzieci w zabawę jeszcze zanim rozpoczną się wyścigi to doskonały pomysł. Gra umożliwia uruchomienie kreatywności i zaangażowanie w akcję, pozwoli dzieciom na nadawanie indywidualnego charakteru poszczególnym pionkom czy samemu torowi wyścigowemu (zresztą na wzór puzzli można tworzyć dalej własne trasy, już na kartce papieru).
Niewielkie pudełko przynosi znakomitą zabawę wszystkim graczom, niezależnie od wieku (gra przeznaczona jest dla dzieci od trzeciego roku życia). Można potraktować ją jako rozrywkę dla całych rodzin – a już obowiązkowo dla małych fanów motoryzacji, którzy najchętniej spędzaliby czas w warsztatach samochodowych albo – obserwując auta podczas spacerów. Udało się połączenie pozaplanszówkowych zadań dla dzieci: i układanie puzzli, i naklejanie elementów na pionki i kostki do gry pozwala na ćwiczenie zręczności i na przedłużenie zabawy w nieoczekiwanym przez najmłodszych kierunku. Gra jest bardzo przyjemna i pomysłowa – nie tylko zwraca uwagę na serię książek dla najmłodszych, ale pozwala też w oderwaniu od przygód Malucha tworzyć własne scenariusze wyścigowe. Gra w połączeniu z puzzlami zapewnia, że dzieci nie będą chciały szybko odłożyć jej na półkę – za każdym razem rozgrywka może wyglądać inaczej, trzeba zatem pamiętać, żeby odpowiednio ją dokończyć przed rozebraniem toru wyścigowego. Bardzo udana realizacja – takich zabawek potrzeba maluchom.
wtorek, 16 maja 2023
Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle. Liczymy zwierzaki
Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Matematyka w lesie
To dobra propozycja dla odbiorców, którzy potrzebują poćwiczyć liczenie, a wszelkie tradycyjne sposoby zawiodły i zwyczajnie nudzą. Przeniesienie nauki na zabawę, w dodatku na zabawę dość dobrze znaną - bo z serią, która cieszy się ogromną popularnością - to najlepszy możliwy pomysł edukacyjny. Emilia Dziubak, która stworzyła sympatycznych bohaterów z picture booka "Rok w lesie", teraz kontynuuje cykl gadżetów związanych z tą publikacją. Kolejne puzzle związane z "Rokiem w lesie" przynoszą tym razem niewiele możliwości zabaw (chociaż zasady można modyfikować w zależności od potrzeb, zwiększać stopień trudności albo wprowadzać nowe reguły, które utrudnią zdobywanie kolejnych elementów i zachęcić dzieci do rywalizacji). Trzeba tu połączyć w pary dwadzieścia elementów. Każda część układanki składa się z dwóch puzzli: na jednym pojawiają się zwierzęta. Na drugim - cyfra bądź liczba odpowiadająca im. Tak, że dzieci nie muszą, a nawet nie powinny dopasowywać puzzli po kształtach (chociaż jest to możliwe, bo nie da się ułożyć tych puzzli błędnie, każde mają charakterystyczne i indywidualne wycięcie, żeby uniemożliwić pomyłki i zapamiętywanie niewłaściwych połączeń). Trzeba za każdym razem policzyć zwierzęta na obrazku, a następnie znaleźć element z odpowiadającą im liczbą - i połączyć w parę. Zwierzęta są tu rozmaite - jeden żubr, siedem kaczek (a właściwie kaczka z kaczątkami), dziesięć mrówek - każde stworzenie to również okazja do opowiadania o mieszkańcach lasu czy o poznawaniu nowych nazw. Można też wykorzystywać ilustracje ze zwierzętami do opowiadania o ich zwyczajach, albo do prowadzenia narracji o dzieciach i ich rodzicach w świecie zwierząt. Locha ma tu warchlaki, niedźwiedzica - niedźwiedziątko.
Jest to rozwiązanie bardzo proste, a rzadko w ten sposób wykorzystuje się puzzle - do nauki liczenia i do sprawdzania, czy dziecko radzi sobie już z określaniem liczby elementów na obrazku. Jest tu też element rozrywki, bo w końcu układanie puzzli to zabawa, która w dodatku wspomaga rozwój motoryki u dzieci. Kilkulatki mogą potraktować ten gadżet jako zabawkę, rodzice zwrócą uwagę na aspekt edukacyjny i na możliwość łączenia w wyobraźni i świadomości pociechy liczb z konkretnym zestawem elementów.
Jak zawsze u Emilii Dziubak i tutaj ilustracje są urocze i zabawne. Autorka wie, jak przedstawiać leśnych bohaterów - dzięki delikatnie wykorzystywanemu poczuciu humoru te puzzle mogą się podobać przedstawicielom różnych pokoleń. Jest to również zaproszenie do proekologicznych postaw i do chodzenia na spacery - i podziwiania najbliższej okolicy. "Rok w lesie. Puzzle. Liczymy zwierzaki" to miła rozrywka dla najmłodszych - połączona z lekcją matematyki.
Matematyka w lesie
To dobra propozycja dla odbiorców, którzy potrzebują poćwiczyć liczenie, a wszelkie tradycyjne sposoby zawiodły i zwyczajnie nudzą. Przeniesienie nauki na zabawę, w dodatku na zabawę dość dobrze znaną - bo z serią, która cieszy się ogromną popularnością - to najlepszy możliwy pomysł edukacyjny. Emilia Dziubak, która stworzyła sympatycznych bohaterów z picture booka "Rok w lesie", teraz kontynuuje cykl gadżetów związanych z tą publikacją. Kolejne puzzle związane z "Rokiem w lesie" przynoszą tym razem niewiele możliwości zabaw (chociaż zasady można modyfikować w zależności od potrzeb, zwiększać stopień trudności albo wprowadzać nowe reguły, które utrudnią zdobywanie kolejnych elementów i zachęcić dzieci do rywalizacji). Trzeba tu połączyć w pary dwadzieścia elementów. Każda część układanki składa się z dwóch puzzli: na jednym pojawiają się zwierzęta. Na drugim - cyfra bądź liczba odpowiadająca im. Tak, że dzieci nie muszą, a nawet nie powinny dopasowywać puzzli po kształtach (chociaż jest to możliwe, bo nie da się ułożyć tych puzzli błędnie, każde mają charakterystyczne i indywidualne wycięcie, żeby uniemożliwić pomyłki i zapamiętywanie niewłaściwych połączeń). Trzeba za każdym razem policzyć zwierzęta na obrazku, a następnie znaleźć element z odpowiadającą im liczbą - i połączyć w parę. Zwierzęta są tu rozmaite - jeden żubr, siedem kaczek (a właściwie kaczka z kaczątkami), dziesięć mrówek - każde stworzenie to również okazja do opowiadania o mieszkańcach lasu czy o poznawaniu nowych nazw. Można też wykorzystywać ilustracje ze zwierzętami do opowiadania o ich zwyczajach, albo do prowadzenia narracji o dzieciach i ich rodzicach w świecie zwierząt. Locha ma tu warchlaki, niedźwiedzica - niedźwiedziątko.
Jest to rozwiązanie bardzo proste, a rzadko w ten sposób wykorzystuje się puzzle - do nauki liczenia i do sprawdzania, czy dziecko radzi sobie już z określaniem liczby elementów na obrazku. Jest tu też element rozrywki, bo w końcu układanie puzzli to zabawa, która w dodatku wspomaga rozwój motoryki u dzieci. Kilkulatki mogą potraktować ten gadżet jako zabawkę, rodzice zwrócą uwagę na aspekt edukacyjny i na możliwość łączenia w wyobraźni i świadomości pociechy liczb z konkretnym zestawem elementów.
Jak zawsze u Emilii Dziubak i tutaj ilustracje są urocze i zabawne. Autorka wie, jak przedstawiać leśnych bohaterów - dzięki delikatnie wykorzystywanemu poczuciu humoru te puzzle mogą się podobać przedstawicielom różnych pokoleń. Jest to również zaproszenie do proekologicznych postaw i do chodzenia na spacery - i podziwiania najbliższej okolicy. "Rok w lesie. Puzzle. Liczymy zwierzaki" to miła rozrywka dla najmłodszych - połączona z lekcją matematyki.
poniedziałek, 9 stycznia 2023
Marta Galewska-Kustra: Pucio. Plan dnia
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Grafik dla rodziny
To pudełko stanowi obietnicę ciekawej przygody dla dzieci. Cięższe niż większość zabawek zawierających przede wszystkim puzzle lub planszówki - tajemnica wyjaśnia się od razu po otwarciu. "Pucio. Plan dnia" to bowiem magnetyczna tablica do powieszenia w domu i zestaw małych magnesów do przyczepiania, układania i modyfikowania planu działań na każdy dzień w tygodniu. To, jak będzie wyglądał taki lodówkowy terminarz dziecka, zależy od kreatywności użytkowników, bowiem wszystkie elementy można układać według własnego uznania i zmieniać, gdy coś się znudzi lub nie sprawdzi. To zachęta do porządkowania dnia - i pomoc dla rodziców, którzy nie potrafią zagonić swoich pociech do snu, kąpieli czy prac domowych. Z samodzielnie wykonanym planem znacznie łatwiej będzie przestrzegać rytmu dnia - i przypominać sobie o tym, co koniecznie trzeba zrobić.
Magnesy są rysunkowe, bez wskazówek dla użytkowników, tylko przy tych jedzeniowych pojawia się zegar z czasem - równie dobrze można było z niego zrezygnować i kierować się zawartością talerza Pucia przy ustawianiu magnesu w odpowiednim miejscu na planie. Dla dorosłych (i mniej domyślnych dzieci, co raczej się nie zdarzy) istnieje cała "legenda" - wyjaśnienie znaczeń rysunków na wkładce dodanej do zestawu. Marta Galewska-Kustra zachęca tutaj do działania, do kreatywnego podejścia i tworzenia własnych tablic. Prawie sześćdziesiąt magnesów pozwala na wypełnienie planu dnia. Są tu magnesy z nazwami dni tygodnia i magnesy z określeniem pory dnia (poranek - przedpołudnie - popołudnie - wieczór). Cała reszta funkcjonować będzie dzięki obrazkom z ulubionym bohaterem wielu dzieci. Pucio wykonuje normalne codzienne zadania: między innymi ubiera się, idzie do przedszkola albo na plac zabaw, jedzie autem lub pociągiem, czyta książkę, ogląda bajkę, myje zęby i kąpie się, robi zakupy. Są tu też trochę rzadsze wydarzenia, które czasami nie są chętnie przyjmowane przez dzieci: pójście do fryzjera, dentysty lub na lekcję z języków obcych. Oczywiście pojawi się sprzątanie pokoju lub karmienie zwierząt - obowiązki, o których nie wolno zapominać. Ale autorka dokłada też zadania rzadziej praktykowane: Pucio idzie na zabawę sylwestrową, otwiera gwiazdkowe prezenty, świętuje Dzień Babci (i inne dni ważne dla członków rodziny). Można te obrazki wykorzystywać w innych kontekstach, bo wszystko zależy od umowy z domownikami. Magnesy mogą stać się przypomnieniem, co robić, gdy nie ma co robić - Pucio na niektórych rysunkach się bawi, ale na innych maluje, idzie na plac zabaw, idzie do biblioteki albo na basen. I to może być wskazówka dla odbiorców.
Magnesy są niewielkie, kwadratowe (z zaokrąglonymi rogami, trzeba je też wyjąć ze specjalnej wkładki), ale wypełnione bardzo ładnymi obrazkami. Joanna Kłos przyzwyczaiła odbiorców do wizerunku Pucia - tutaj zajmuje się przedstawianiem jego codzienności w bardzo atrakcyjny sposób. Można długo podziwiać te miniaturki i cieszyć się ich jakością - albo wykorzystywać do ćwiczenia z dzieckiem umiejętności narracyjnych. Na pewno tak przygotowana zabawka urzeknie dzieci i zachęci do planowania rozkładu dnia.
Grafik dla rodziny
To pudełko stanowi obietnicę ciekawej przygody dla dzieci. Cięższe niż większość zabawek zawierających przede wszystkim puzzle lub planszówki - tajemnica wyjaśnia się od razu po otwarciu. "Pucio. Plan dnia" to bowiem magnetyczna tablica do powieszenia w domu i zestaw małych magnesów do przyczepiania, układania i modyfikowania planu działań na każdy dzień w tygodniu. To, jak będzie wyglądał taki lodówkowy terminarz dziecka, zależy od kreatywności użytkowników, bowiem wszystkie elementy można układać według własnego uznania i zmieniać, gdy coś się znudzi lub nie sprawdzi. To zachęta do porządkowania dnia - i pomoc dla rodziców, którzy nie potrafią zagonić swoich pociech do snu, kąpieli czy prac domowych. Z samodzielnie wykonanym planem znacznie łatwiej będzie przestrzegać rytmu dnia - i przypominać sobie o tym, co koniecznie trzeba zrobić.
Magnesy są rysunkowe, bez wskazówek dla użytkowników, tylko przy tych jedzeniowych pojawia się zegar z czasem - równie dobrze można było z niego zrezygnować i kierować się zawartością talerza Pucia przy ustawianiu magnesu w odpowiednim miejscu na planie. Dla dorosłych (i mniej domyślnych dzieci, co raczej się nie zdarzy) istnieje cała "legenda" - wyjaśnienie znaczeń rysunków na wkładce dodanej do zestawu. Marta Galewska-Kustra zachęca tutaj do działania, do kreatywnego podejścia i tworzenia własnych tablic. Prawie sześćdziesiąt magnesów pozwala na wypełnienie planu dnia. Są tu magnesy z nazwami dni tygodnia i magnesy z określeniem pory dnia (poranek - przedpołudnie - popołudnie - wieczór). Cała reszta funkcjonować będzie dzięki obrazkom z ulubionym bohaterem wielu dzieci. Pucio wykonuje normalne codzienne zadania: między innymi ubiera się, idzie do przedszkola albo na plac zabaw, jedzie autem lub pociągiem, czyta książkę, ogląda bajkę, myje zęby i kąpie się, robi zakupy. Są tu też trochę rzadsze wydarzenia, które czasami nie są chętnie przyjmowane przez dzieci: pójście do fryzjera, dentysty lub na lekcję z języków obcych. Oczywiście pojawi się sprzątanie pokoju lub karmienie zwierząt - obowiązki, o których nie wolno zapominać. Ale autorka dokłada też zadania rzadziej praktykowane: Pucio idzie na zabawę sylwestrową, otwiera gwiazdkowe prezenty, świętuje Dzień Babci (i inne dni ważne dla członków rodziny). Można te obrazki wykorzystywać w innych kontekstach, bo wszystko zależy od umowy z domownikami. Magnesy mogą stać się przypomnieniem, co robić, gdy nie ma co robić - Pucio na niektórych rysunkach się bawi, ale na innych maluje, idzie na plac zabaw, idzie do biblioteki albo na basen. I to może być wskazówka dla odbiorców.
Magnesy są niewielkie, kwadratowe (z zaokrąglonymi rogami, trzeba je też wyjąć ze specjalnej wkładki), ale wypełnione bardzo ładnymi obrazkami. Joanna Kłos przyzwyczaiła odbiorców do wizerunku Pucia - tutaj zajmuje się przedstawianiem jego codzienności w bardzo atrakcyjny sposób. Można długo podziwiać te miniaturki i cieszyć się ich jakością - albo wykorzystywać do ćwiczenia z dzieckiem umiejętności narracyjnych. Na pewno tak przygotowana zabawka urzeknie dzieci i zachęci do planowania rozkładu dnia.
niedziela, 8 stycznia 2023
Pudełko pełne zabawy. Księżniczki
Harperkids, Warszawa 2022.
Księżniczki
Kolejne pudełko pełne zabawy przynosi dzieciom trzydzieści dwa tekturowe elementy w kształcie dużych patyczków do lodów i jedno tło ułatwiające układanie puzzli. Same puzzle to ośmioelementowe obrazki (ponieważ klocki są zadrukowane dwustronnie, nie da się jednocześnie ułożyć wszystkich rysunków). Dzieci mogą dobierać odpowiednie puzzle pod względem kolorów albo podpowiedzi w rodzaju deseni, mogą też posiłkować się dodanym do pudełka zeszytem z rymowankami Zbigniewa Dmitrocy, bo tam pojawiają się konkretne podpowiedzi.
Zabawa polegać będzie na układaniu obrazków z księżniczkami i innymi postaciami z bajek - po to, żeby odwołać się do charakterystycznych historii w wersji niedisneyowskiej (co może być miłą odskocznią od przesłodzonych wizerunków baśniowych postaci) i żeby zachęcić dzieci do poznawania klasyki literatury. To oczywiście dodatek do samej zabawy w układanie puzzli. Nie ma tu podpowiedzi w rodzaju wycięć na klockach: puzzle są ujednolicone, a do tego duże - nie da się ich połknąć, trudno zgubić. Zostały też zaokrąglone, żeby żadne dziecko się nimi nie skaleczyło. Ułożenie obrazka z wybraną księżniczką lub bohaterką pozwala poznać jej angielską nazwę - to wprowadzenie do nauki języków obcych, edukacyjna wstawka w zabawie. Warto tu też zaznaczyć, że same obrazki są bardzo kolorowe, atrakcyjne dla maluchów - przyjemne dla oka, nie ma obaw, że dziecko odrzuci efekty działań albo zniechęci się do tej rozrywki. Układanie puzzli na odpowiedniej podstawce bardzo ułatwia zadanie maluchom, które nie potrafią jeszcze liczyć - będą od razu widzieć, ile klocków brakuje do ukończenia ilustracji. Przygotowanie zestawu obrazków sprawia, że można będzie modyfikować rodzaje zabawy: da się losować kolejne składniki, wprowadzić element rodzinnej rywalizacji albo wyznaczać dziecku kolejne wyzwania, takie rozwiązanie sprawia, że puzzle wystarczą maluchom na dłużej. Wszystko zależeć będzie od kreatywności rodziców - którzy, notabene, mogą też poprzestać na wręczeniu pociesze pudełka z zabawką.
Książeczka z bohaterkami wnosi niewiele i właściwie mogłaby funkcjonować wyłącznie jako podpowiedź dla układających puzzle, Zbigniew Dmitroca bowiem rozczarowuje swoimi rymowankami przede wszystkim za sprawą nagromadzenia rymów gramatycznych. Uparcie łączy ze sobą współbrzmienia czasownikowe albo przymiotnikowe, nie popisuje się nawet wtedy, gdy odbiega od potocznych sformułowań i szuka karkołomnych czasami synonimów (dla rymu). Jasne, że w czterowersie nie da się streścić całej baśni (na szczęście poprzestaje autor na czterowersowych rymowankach), jednak Dmitroca czasami zapomina o sensie baśni i skupia się tylko na tym, co udało mu się zrymować. Wygląda to tak, jakby kompletnie nie panował nad formą - więc tekstowa część zabawki mocno rozczarowuje, przynajmniej tych dorosłych, którzy potrafią dostrzec nieudolność rymotwórczą. Dzieci zajmą się układaniem puzzli - i bardzo dobrze, to rozrywka, która raczej nie powinna się znudzić. Całe pudełko jest obietnicą rozrywki w dobrym gatunku, sprawdza się jako sposób na spędzanie czasu.
Księżniczki
Kolejne pudełko pełne zabawy przynosi dzieciom trzydzieści dwa tekturowe elementy w kształcie dużych patyczków do lodów i jedno tło ułatwiające układanie puzzli. Same puzzle to ośmioelementowe obrazki (ponieważ klocki są zadrukowane dwustronnie, nie da się jednocześnie ułożyć wszystkich rysunków). Dzieci mogą dobierać odpowiednie puzzle pod względem kolorów albo podpowiedzi w rodzaju deseni, mogą też posiłkować się dodanym do pudełka zeszytem z rymowankami Zbigniewa Dmitrocy, bo tam pojawiają się konkretne podpowiedzi.
Zabawa polegać będzie na układaniu obrazków z księżniczkami i innymi postaciami z bajek - po to, żeby odwołać się do charakterystycznych historii w wersji niedisneyowskiej (co może być miłą odskocznią od przesłodzonych wizerunków baśniowych postaci) i żeby zachęcić dzieci do poznawania klasyki literatury. To oczywiście dodatek do samej zabawy w układanie puzzli. Nie ma tu podpowiedzi w rodzaju wycięć na klockach: puzzle są ujednolicone, a do tego duże - nie da się ich połknąć, trudno zgubić. Zostały też zaokrąglone, żeby żadne dziecko się nimi nie skaleczyło. Ułożenie obrazka z wybraną księżniczką lub bohaterką pozwala poznać jej angielską nazwę - to wprowadzenie do nauki języków obcych, edukacyjna wstawka w zabawie. Warto tu też zaznaczyć, że same obrazki są bardzo kolorowe, atrakcyjne dla maluchów - przyjemne dla oka, nie ma obaw, że dziecko odrzuci efekty działań albo zniechęci się do tej rozrywki. Układanie puzzli na odpowiedniej podstawce bardzo ułatwia zadanie maluchom, które nie potrafią jeszcze liczyć - będą od razu widzieć, ile klocków brakuje do ukończenia ilustracji. Przygotowanie zestawu obrazków sprawia, że można będzie modyfikować rodzaje zabawy: da się losować kolejne składniki, wprowadzić element rodzinnej rywalizacji albo wyznaczać dziecku kolejne wyzwania, takie rozwiązanie sprawia, że puzzle wystarczą maluchom na dłużej. Wszystko zależeć będzie od kreatywności rodziców - którzy, notabene, mogą też poprzestać na wręczeniu pociesze pudełka z zabawką.
Książeczka z bohaterkami wnosi niewiele i właściwie mogłaby funkcjonować wyłącznie jako podpowiedź dla układających puzzle, Zbigniew Dmitroca bowiem rozczarowuje swoimi rymowankami przede wszystkim za sprawą nagromadzenia rymów gramatycznych. Uparcie łączy ze sobą współbrzmienia czasownikowe albo przymiotnikowe, nie popisuje się nawet wtedy, gdy odbiega od potocznych sformułowań i szuka karkołomnych czasami synonimów (dla rymu). Jasne, że w czterowersie nie da się streścić całej baśni (na szczęście poprzestaje autor na czterowersowych rymowankach), jednak Dmitroca czasami zapomina o sensie baśni i skupia się tylko na tym, co udało mu się zrymować. Wygląda to tak, jakby kompletnie nie panował nad formą - więc tekstowa część zabawki mocno rozczarowuje, przynajmniej tych dorosłych, którzy potrafią dostrzec nieudolność rymotwórczą. Dzieci zajmą się układaniem puzzli - i bardzo dobrze, to rozrywka, która raczej nie powinna się znudzić. Całe pudełko jest obietnicą rozrywki w dobrym gatunku, sprawdza się jako sposób na spędzanie czasu.
piątek, 16 grudnia 2022
Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle progresywne
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Mieszkańcy
Dwadzieścia kawałków - tyle wystarczy, żeby zapewnić najmłodszym zestaw zabaw i ćwiczeń manualnych. "Rok w lesie. Puzzle progresywne" to zabawka, która nawiązuje do obrazkowej wyszukiwanki "Rok w lesie" Emilii Dziubak - i do całej serii gadżetów powstających po sukcesie publikacji. Puzzle bardzo dobrze się sprawdzają, bo pozwalają na spotkanie z sympatycznymi komiksowymi bohaterami o bajkowych pyszczkach, a przy okazji zapewniają walor edukacyjny: pokazują dzieciom, kogo można spotkać w polskim lesie. W "Puzzlach progresywnych" maluchy mają do wyboru trzy niezależne od siebie układanki (nie został wymyślony sposób na powiązanie ich w jedną całość, zapewne dlatego, by mogły funkcjonować samodzielnie. Najmniejszy jest gawron - ptak o zawadiackim spojrzeniu, który budzi radość odbiorców. To najniższy poziom trudności. Następny do ułożenia jest lis, za to najtrudniejszy okazuje się łoś. Puzzle mają w przybliżeniu kształt konturów kolejnych zwierząt, nie są to typowe kwadratowe i nudne ramki, więc dzieci tym chętniej mogą układać te elementy. Jednocześnie nietypowe krawędzie to w pewnym sensie utrudnienie dla maluchów: nie da się układać tych puzzli odruchowo, przez kształt obramowania - trzeba wykazać się zdolnością logicznego myślenia, żeby wiedzieć, gdzie muszą znaleźć się łopaty łosia albo ogon lisa.
Emilia Dziubak stawia na stworzenia, które przyciągają wzrok odbiorców z różnych grup wiekowych. Chociaż puzzle zdecydowanie przeznaczone są dla najmłodszych - już dwulatki mogą się nimi bawić, bo elementy są spore i pozbawione niebezpiecznych ostrych krawędzi - to jednak trudno nie ulec urokowi tych ilustracji. To, co urzekło czytelników w wyszukiwance, teraz powraca w kolejnych odsłonach - by dostarczać estetycznych przyjemności. Puzzlami można się bawić na różne sposoby: podsuwać dzieciom posegregowane elementy, wymieszać puzzle razem albo zorganizować losowanie i postawić na rywalizację - każdy znajdzie tu swój pomysł na wykorzystanie wizerunków mieszkańców lasu i na rozrywkę w dobrym towarzystwie. Nie będzie tu żmudnych poszukiwań brakujących kawałków obrazka ani zmęczenia dzieci zabawką. Obrazki miłe dla oka to powrót do lubianych postaci i jednocześnie podpowiedź edukacyjna. To przede wszystkim reklama "Roku w lesie" (a przy tym i całej serii, która nie zainspirowała twórców zabawek), ale też gratka dla fanów Emilii Dziubak. Oczywiście temat wpisuje się w kwestię ochrony środowiska i zainteresowania najbliższym otoczeniem - bohaterów z tych puzzli trzeba chronić i zadbać o to, by cały czas mieli gdzie mieszkać. Dzięki puzzlom można rozbudzić wrażliwość dzieci na przyrodę - i zaprosić je do świata lektur (także tych ilustrowanych przez Emilię Dziubak: charakterystyczny styl sprawia, że maluchy same będą wypatrywać jej publikacji w księgarniach i bibliotekach).
Mieszkańcy
Dwadzieścia kawałków - tyle wystarczy, żeby zapewnić najmłodszym zestaw zabaw i ćwiczeń manualnych. "Rok w lesie. Puzzle progresywne" to zabawka, która nawiązuje do obrazkowej wyszukiwanki "Rok w lesie" Emilii Dziubak - i do całej serii gadżetów powstających po sukcesie publikacji. Puzzle bardzo dobrze się sprawdzają, bo pozwalają na spotkanie z sympatycznymi komiksowymi bohaterami o bajkowych pyszczkach, a przy okazji zapewniają walor edukacyjny: pokazują dzieciom, kogo można spotkać w polskim lesie. W "Puzzlach progresywnych" maluchy mają do wyboru trzy niezależne od siebie układanki (nie został wymyślony sposób na powiązanie ich w jedną całość, zapewne dlatego, by mogły funkcjonować samodzielnie. Najmniejszy jest gawron - ptak o zawadiackim spojrzeniu, który budzi radość odbiorców. To najniższy poziom trudności. Następny do ułożenia jest lis, za to najtrudniejszy okazuje się łoś. Puzzle mają w przybliżeniu kształt konturów kolejnych zwierząt, nie są to typowe kwadratowe i nudne ramki, więc dzieci tym chętniej mogą układać te elementy. Jednocześnie nietypowe krawędzie to w pewnym sensie utrudnienie dla maluchów: nie da się układać tych puzzli odruchowo, przez kształt obramowania - trzeba wykazać się zdolnością logicznego myślenia, żeby wiedzieć, gdzie muszą znaleźć się łopaty łosia albo ogon lisa.
Emilia Dziubak stawia na stworzenia, które przyciągają wzrok odbiorców z różnych grup wiekowych. Chociaż puzzle zdecydowanie przeznaczone są dla najmłodszych - już dwulatki mogą się nimi bawić, bo elementy są spore i pozbawione niebezpiecznych ostrych krawędzi - to jednak trudno nie ulec urokowi tych ilustracji. To, co urzekło czytelników w wyszukiwance, teraz powraca w kolejnych odsłonach - by dostarczać estetycznych przyjemności. Puzzlami można się bawić na różne sposoby: podsuwać dzieciom posegregowane elementy, wymieszać puzzle razem albo zorganizować losowanie i postawić na rywalizację - każdy znajdzie tu swój pomysł na wykorzystanie wizerunków mieszkańców lasu i na rozrywkę w dobrym towarzystwie. Nie będzie tu żmudnych poszukiwań brakujących kawałków obrazka ani zmęczenia dzieci zabawką. Obrazki miłe dla oka to powrót do lubianych postaci i jednocześnie podpowiedź edukacyjna. To przede wszystkim reklama "Roku w lesie" (a przy tym i całej serii, która nie zainspirowała twórców zabawek), ale też gratka dla fanów Emilii Dziubak. Oczywiście temat wpisuje się w kwestię ochrony środowiska i zainteresowania najbliższym otoczeniem - bohaterów z tych puzzli trzeba chronić i zadbać o to, by cały czas mieli gdzie mieszkać. Dzięki puzzlom można rozbudzić wrażliwość dzieci na przyrodę - i zaprosić je do świata lektur (także tych ilustrowanych przez Emilię Dziubak: charakterystyczny styl sprawia, że maluchy same będą wypatrywać jej publikacji w księgarniach i bibliotekach).
środa, 30 listopada 2022
Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle Gdzie żyją zwierzęta?
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Lekcje przyrody
Rok w lesie w wykonaniu Emilii Dziubak cieszy się ogromnym uznaniem dzieci i ich rodziców, nie dziwi zatem fakt, że duży picture book z wyszukiwankami doczekał się kolejnych zestawów gier i gadżetów. Puzzle Rok w lesie "Gdzie żyją zwierzęta" to następna budząca radość maluchów propozycja rozrywkowo-edukacyjna. Dzieci mogą tutaj nie tylko tworzyć kilkuelementowe układanki, ale też przypominać sobie, jakie środowiska są charakterystyczne dla których stworzeń. Puzzle "Gdzie żyją zwierzęta" to trochę inne niż do tej pory zabawki dla najmłodszych. Przede wszystkim nie łączy się tu zwierząt w pary, trzeba włożyć odrobinę więcej wysiłku w pracę - bo cztery pięcioelementowe układanki wymagają od odbiorców wiedzy. Są tu cztery "środowiska", miejsca, w których można znaleźć rozmaite żyjątka: ptaki, ssaki, płazy, ale i owady. Jest drzewo, rzeka, podziemne korytarze i runo leśne - czyli obrazki charakterystyczne dla lasu, bo Emilia Dziubak nie odbiega od wyściowego zagadnienia. Każde z tych środowisk to centralne koło, najważniejszy i najbardziej kolorowy punkt układanki. Do tego punktu trzeba dopasować cztery obrazki z mieszkańcami danego miejsca: trzeba zatem wymyślić, że mrówka będzie przebywać w ściółce, żaba przy rzece, a nietoperz na drzewie. Nie ma podpowiedzi obrazkowych (nie da się dopasować elementu po samym tylko obrazku, bo też i nie ma tu typowych dla puzzli układanek i całostek: gra została obmyślona tak, żeby każdy klocek stanowił osobny element. Co więcej - część ilustracji po dołączeniu do centralnego obrazka będzie do góry nogami wobec układającego. To spore wyzwanie i dzieci będą musiały uruchomić wyobraźnię oraz posiadane wiadomości, żeby wypełnić zadanie. Można zestaw układanek potraktować jako grę dla całej rodziny i wprowadzić na przykład losowanie kolejnych fragmentów albo zgadywanki, można urozmaicać sobie układanie zagadkami i rozmowami albo wspólną lekturą. Chodzi o to, żeby zapewnić rozrywkę w dawnym stylu, bez komputerów.
Jednym z efektów zabawy z propozycjami Emilii Dziubak będzie oczywiście rozbudzana miłość do przyrody - autorka odwołuje się do świata zwierząt i przedstawia je w bajkowy sposób, z charakterystycznymi komiksowymi minami, które każdego malucha przekonają, że układanie puzzli to świetna rozrywka. Sympatycznie wyglądające żyjątka wyzwalają zainteresowanie lasem i najbliższym otoczeniem, zachęcają do wyjścia na spacer i pozwalają na ćwiczenie umiejętności narracyjnych - dużo tu motywów, które da się wykorzystać pod kątem edukowania najmłodszego pokolenia czy poruszania tematu ekoświadomości, ale mnóstwo też pomysłów wyzwalających czystą radość. Taka układanka nie jest zbyt czasochłonna i nie prowadzi do zmęczenia małych użytkowników, zapewnia za to trochę uciechy. Emilia Dziubak ilustruje znakomicie - co do tego odbiorców przekonywać nie trzeba. Nawet w tak niewielkim zakresie jak kilkuelementowe puzzle widać kunszt w obrazkach - to zabawka także do podziwiania.
Lekcje przyrody
Rok w lesie w wykonaniu Emilii Dziubak cieszy się ogromnym uznaniem dzieci i ich rodziców, nie dziwi zatem fakt, że duży picture book z wyszukiwankami doczekał się kolejnych zestawów gier i gadżetów. Puzzle Rok w lesie "Gdzie żyją zwierzęta" to następna budząca radość maluchów propozycja rozrywkowo-edukacyjna. Dzieci mogą tutaj nie tylko tworzyć kilkuelementowe układanki, ale też przypominać sobie, jakie środowiska są charakterystyczne dla których stworzeń. Puzzle "Gdzie żyją zwierzęta" to trochę inne niż do tej pory zabawki dla najmłodszych. Przede wszystkim nie łączy się tu zwierząt w pary, trzeba włożyć odrobinę więcej wysiłku w pracę - bo cztery pięcioelementowe układanki wymagają od odbiorców wiedzy. Są tu cztery "środowiska", miejsca, w których można znaleźć rozmaite żyjątka: ptaki, ssaki, płazy, ale i owady. Jest drzewo, rzeka, podziemne korytarze i runo leśne - czyli obrazki charakterystyczne dla lasu, bo Emilia Dziubak nie odbiega od wyściowego zagadnienia. Każde z tych środowisk to centralne koło, najważniejszy i najbardziej kolorowy punkt układanki. Do tego punktu trzeba dopasować cztery obrazki z mieszkańcami danego miejsca: trzeba zatem wymyślić, że mrówka będzie przebywać w ściółce, żaba przy rzece, a nietoperz na drzewie. Nie ma podpowiedzi obrazkowych (nie da się dopasować elementu po samym tylko obrazku, bo też i nie ma tu typowych dla puzzli układanek i całostek: gra została obmyślona tak, żeby każdy klocek stanowił osobny element. Co więcej - część ilustracji po dołączeniu do centralnego obrazka będzie do góry nogami wobec układającego. To spore wyzwanie i dzieci będą musiały uruchomić wyobraźnię oraz posiadane wiadomości, żeby wypełnić zadanie. Można zestaw układanek potraktować jako grę dla całej rodziny i wprowadzić na przykład losowanie kolejnych fragmentów albo zgadywanki, można urozmaicać sobie układanie zagadkami i rozmowami albo wspólną lekturą. Chodzi o to, żeby zapewnić rozrywkę w dawnym stylu, bez komputerów.
Jednym z efektów zabawy z propozycjami Emilii Dziubak będzie oczywiście rozbudzana miłość do przyrody - autorka odwołuje się do świata zwierząt i przedstawia je w bajkowy sposób, z charakterystycznymi komiksowymi minami, które każdego malucha przekonają, że układanie puzzli to świetna rozrywka. Sympatycznie wyglądające żyjątka wyzwalają zainteresowanie lasem i najbliższym otoczeniem, zachęcają do wyjścia na spacer i pozwalają na ćwiczenie umiejętności narracyjnych - dużo tu motywów, które da się wykorzystać pod kątem edukowania najmłodszego pokolenia czy poruszania tematu ekoświadomości, ale mnóstwo też pomysłów wyzwalających czystą radość. Taka układanka nie jest zbyt czasochłonna i nie prowadzi do zmęczenia małych użytkowników, zapewnia za to trochę uciechy. Emilia Dziubak ilustruje znakomicie - co do tego odbiorców przekonywać nie trzeba. Nawet w tak niewielkim zakresie jak kilkuelementowe puzzle widać kunszt w obrazkach - to zabawka także do podziwiania.
środa, 5 października 2022
Marta Galewska-Kustra: Pucio. Moje pierwsze układanki (puzzle)
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022. (puzzle)
Pierwsze układanki
Kolejną niespodziankę przynosi Pucio swoim małym fanom. "Pucio. Moje pierwsze układanki" to zestaw siedmiu trzyelementowych obrazków, dużych puzzli dla najmłodszych dzieci. Marta Galewska-Kustra i Joanna Kłos przygotowały tu zabawkę, która pełni rolę edukacyjnej, ale umożliwia też najmłodszym wstęp do rozrywek do niedawna jeszcze im niedostępnych (ze względu na rozmiary standardowych składników puzzli). Tutaj nie ma obaw, że dziecko połknie jakiś kartonik lub skaleczy się nim - duże kawałki grubej tektury mają zaokrąglone brzegi i zostały starannie przemyślane pod względem kształtu. Nie ma jednej propozycji zabawy. Twórczynie gry podsuwają aż sześć sposobów na wykorzystanie puzzli z Puciem: w zależności od wieku dziecka, które tą zabawką będzie się bawić. Za każdym razem jest to jednak zadanie rozwijające jakąś umiejętność lub pozwalające śledzić postępy w osiągnięciach malucha. Najmłodszym dzieciom trzeba będzie pogrupować puzzle, tak, żeby otrzymały tylko trzy fragmenty obrazka - i z nich ułożyły całość (na obrazkach znajdują się Pucio, Misia, mama i tata, jest mały bobas, pies i kot: można wybrać konkretny motyw albo ułożyć obrazki ze wszystkimi bohaterami z domu Pucia, można też traktować puzzle jako dodatek do lektury. Autorki sugerują, by zadawać dzieciom pytania dotyczące zawartości ilustracji na wybranym klocku (co czasami może być trudne, zwłaszcza kiedy na rysunku znajduje się tylko tułów - bez kontekstu trudno może być odgadnąć, o co właściwie chodzi. Można sugerować kolejność, można zachęcać dziecko do samodzielnego układania puzzli, można też zwiększać stopień trudności przez dokładanie kolejnych elementów - ale puzzle dają się też wykorzystywać jako fragmenty własnych prac plastycznych. Radość maluchów wzbudzi zapewne łączenie elementów, które do siebie nie pasują - ogona psa do tułowia dziecka itp.: to zachęci dzieci do zabawy i sprawi, że będą z jeszcze większym entuzjazmem podchodzić do układanki. Autorki podpowiadają, żeby postawić na narracyjne zadania: opowiadanie, co widać na obrazkach lub pytania zadawane dzieciom można też powiązać z przypominaniem sobie samych lektur z Puciem - sięgać ponownie do przygód małego bohatera albo dzielić się wrażeniami z kolejnych książek. Bohaterowie u Pucia są mocno przerysowani, mają na przykład spore głowy i wielkie okrągłe oczy - to obrazki, które wprowadzają w świat bajki, a jednocześnie za sprawą familiarności i poruszanych tematów pozostają blisko świata znanego najmłodszym. "Pucio. Moje pierwsze układanki" to pudełko z atrakcyjną dla najmłodszych zawartością: nikt nie zniechęci się koniecznością długiego układania, ani znikającymi częściami obrazka. Wszystko jest jasne i dostosowane do wieku odbiorców. Wydawnictwo wie, że tego typu gadżetami może dodatkowo zareklamować całą serię książek - ale puzzle z Puciem pełnią też rolę edukacyjno-rozwojową.
Pierwsze układanki
Kolejną niespodziankę przynosi Pucio swoim małym fanom. "Pucio. Moje pierwsze układanki" to zestaw siedmiu trzyelementowych obrazków, dużych puzzli dla najmłodszych dzieci. Marta Galewska-Kustra i Joanna Kłos przygotowały tu zabawkę, która pełni rolę edukacyjnej, ale umożliwia też najmłodszym wstęp do rozrywek do niedawna jeszcze im niedostępnych (ze względu na rozmiary standardowych składników puzzli). Tutaj nie ma obaw, że dziecko połknie jakiś kartonik lub skaleczy się nim - duże kawałki grubej tektury mają zaokrąglone brzegi i zostały starannie przemyślane pod względem kształtu. Nie ma jednej propozycji zabawy. Twórczynie gry podsuwają aż sześć sposobów na wykorzystanie puzzli z Puciem: w zależności od wieku dziecka, które tą zabawką będzie się bawić. Za każdym razem jest to jednak zadanie rozwijające jakąś umiejętność lub pozwalające śledzić postępy w osiągnięciach malucha. Najmłodszym dzieciom trzeba będzie pogrupować puzzle, tak, żeby otrzymały tylko trzy fragmenty obrazka - i z nich ułożyły całość (na obrazkach znajdują się Pucio, Misia, mama i tata, jest mały bobas, pies i kot: można wybrać konkretny motyw albo ułożyć obrazki ze wszystkimi bohaterami z domu Pucia, można też traktować puzzle jako dodatek do lektury. Autorki sugerują, by zadawać dzieciom pytania dotyczące zawartości ilustracji na wybranym klocku (co czasami może być trudne, zwłaszcza kiedy na rysunku znajduje się tylko tułów - bez kontekstu trudno może być odgadnąć, o co właściwie chodzi. Można sugerować kolejność, można zachęcać dziecko do samodzielnego układania puzzli, można też zwiększać stopień trudności przez dokładanie kolejnych elementów - ale puzzle dają się też wykorzystywać jako fragmenty własnych prac plastycznych. Radość maluchów wzbudzi zapewne łączenie elementów, które do siebie nie pasują - ogona psa do tułowia dziecka itp.: to zachęci dzieci do zabawy i sprawi, że będą z jeszcze większym entuzjazmem podchodzić do układanki. Autorki podpowiadają, żeby postawić na narracyjne zadania: opowiadanie, co widać na obrazkach lub pytania zadawane dzieciom można też powiązać z przypominaniem sobie samych lektur z Puciem - sięgać ponownie do przygód małego bohatera albo dzielić się wrażeniami z kolejnych książek. Bohaterowie u Pucia są mocno przerysowani, mają na przykład spore głowy i wielkie okrągłe oczy - to obrazki, które wprowadzają w świat bajki, a jednocześnie za sprawą familiarności i poruszanych tematów pozostają blisko świata znanego najmłodszym. "Pucio. Moje pierwsze układanki" to pudełko z atrakcyjną dla najmłodszych zawartością: nikt nie zniechęci się koniecznością długiego układania, ani znikającymi częściami obrazka. Wszystko jest jasne i dostosowane do wieku odbiorców. Wydawnictwo wie, że tego typu gadżetami może dodatkowo zareklamować całą serię książek - ale puzzle z Puciem pełnią też rolę edukacyjno-rozwojową.
niedziela, 10 kwietnia 2022
Poznajemy świat. Słowa
Harperkids, Warszawa 2022.
Kształty
To kolejna ciekawa publikacja dla najmłodszych, łącząca w sobie pomysły na zabawę i na edukację czy ćwiczenie zdolności manualnych. "Słowa" to książeczka, która jednocześnie jest pudełkiem zamykającym zabawki (magnes w okładce pozwoli utrzymać porządek). W zestawie znajduje się mała kartonowa książeczka oraz dwanaście wyciętych elementów. To zaproszenie do zabawy kierowane do najmłodszych dzieci. Oglądanie książeczki i czytanie prostych słów wiąże się tutaj z koniecznością wypełnienia stron, dopasowania do wyciętych w kolejnych rozkładówkach otworów odpowiednich kształtów. Nie ma z tym problemu, bo ten sam obrazek znajduje się na wyciętym elemencie i wewnątrz otworu, do którego trzeba go wpasować - nawet jeśli jakaś część układanki zginie, nie będzie dramatu: można dalej przeglądać tomik.
Każda z czterech rozkładówek to osobny temat bliski maluchom. To zabawki, na dworze i w domu oraz owoce - rzeczy, które dzieci już z własnego otoczenia znają, a teraz mogą nauczyć się je nazywać. Na rozkładówce pojawia się jeden duży niewyjmowalny rysunek z podpisem oraz proste pytanie do dziecka - to pytanie może sprawdzać umiejętności (która zabawka to klocki albo który owoc jest fioletowy), ale też zachęcać do aktywności fizycznej (czy potrafisz pełzać jak ślimak). Nie ma tu zbyt dużego stopnia trudności, ale też liczy się zabawa a nie zmuszanie do wielkiego wysiłku intelektualnego. To gwarancja, że maluchy się nie zniechęcą i będą wykonywać kolejne zadania z radością, nie zauważając podstępu związanego z ćwiczeniami. Pod każdym miejscem do uzupełnienia puzzlem znajduje się podpis - a ponieważ tematy zostały zaczerpnięte z bliskiego otoczenia, dzieci będą uczyły się określeń na rzeczy znane sobie (albo utrwalać już kojarzone określenia). I tak dwanaście elementów to jabłko, arbuz, banan, drzewo, kwiat, ślimak, łyżeczka, kubeczek, fotel, przytulanka, klocki i lokomotywa - jak widać, książka przeznaczona jest dla wszystkich dzieci, a każde może zainteresować się innym elementem układanki. Uzupełnianie stron puzzlami to jeden z aspektów zabawy. Wpasowane kształty można później wyjąć i zacząć zabawę od nowa, grube tekturowe puzzle zapewniają większą trwałość tomiku. Można wykorzystać same puzzle, bez podpisów, do sprawdzenia, czy dziecko zapamiętało określenie - i czy potrafi się nim posługiwać. Dalsze sposoby pracy z tomikiem należą już do rodziców: można wprowadzać drobne narracje, zadawać pytania, opowiadać o przedmiotach codziennego użytku, wybrać się na wyprawę po domu i podwórku, żeby znaleźć wskazywane elementy, zadawać pytania o kolor i o przeznaczenie przedmiotu - na pewno nikt z taką publikacją nudzić się nie będzie. Dla dzieci to sygnał, że lektury nie są nudne, mogą dostarczyć zabawy i pozwalają spędzać czas z rodzicami - to dobra metoda, żeby przyzwyczajać do czytania. Tu liczy się także pomysł na całość - oryginalny sposób połączenia zabawy i edukacji.
Kształty
To kolejna ciekawa publikacja dla najmłodszych, łącząca w sobie pomysły na zabawę i na edukację czy ćwiczenie zdolności manualnych. "Słowa" to książeczka, która jednocześnie jest pudełkiem zamykającym zabawki (magnes w okładce pozwoli utrzymać porządek). W zestawie znajduje się mała kartonowa książeczka oraz dwanaście wyciętych elementów. To zaproszenie do zabawy kierowane do najmłodszych dzieci. Oglądanie książeczki i czytanie prostych słów wiąże się tutaj z koniecznością wypełnienia stron, dopasowania do wyciętych w kolejnych rozkładówkach otworów odpowiednich kształtów. Nie ma z tym problemu, bo ten sam obrazek znajduje się na wyciętym elemencie i wewnątrz otworu, do którego trzeba go wpasować - nawet jeśli jakaś część układanki zginie, nie będzie dramatu: można dalej przeglądać tomik.
Każda z czterech rozkładówek to osobny temat bliski maluchom. To zabawki, na dworze i w domu oraz owoce - rzeczy, które dzieci już z własnego otoczenia znają, a teraz mogą nauczyć się je nazywać. Na rozkładówce pojawia się jeden duży niewyjmowalny rysunek z podpisem oraz proste pytanie do dziecka - to pytanie może sprawdzać umiejętności (która zabawka to klocki albo który owoc jest fioletowy), ale też zachęcać do aktywności fizycznej (czy potrafisz pełzać jak ślimak). Nie ma tu zbyt dużego stopnia trudności, ale też liczy się zabawa a nie zmuszanie do wielkiego wysiłku intelektualnego. To gwarancja, że maluchy się nie zniechęcą i będą wykonywać kolejne zadania z radością, nie zauważając podstępu związanego z ćwiczeniami. Pod każdym miejscem do uzupełnienia puzzlem znajduje się podpis - a ponieważ tematy zostały zaczerpnięte z bliskiego otoczenia, dzieci będą uczyły się określeń na rzeczy znane sobie (albo utrwalać już kojarzone określenia). I tak dwanaście elementów to jabłko, arbuz, banan, drzewo, kwiat, ślimak, łyżeczka, kubeczek, fotel, przytulanka, klocki i lokomotywa - jak widać, książka przeznaczona jest dla wszystkich dzieci, a każde może zainteresować się innym elementem układanki. Uzupełnianie stron puzzlami to jeden z aspektów zabawy. Wpasowane kształty można później wyjąć i zacząć zabawę od nowa, grube tekturowe puzzle zapewniają większą trwałość tomiku. Można wykorzystać same puzzle, bez podpisów, do sprawdzenia, czy dziecko zapamiętało określenie - i czy potrafi się nim posługiwać. Dalsze sposoby pracy z tomikiem należą już do rodziców: można wprowadzać drobne narracje, zadawać pytania, opowiadać o przedmiotach codziennego użytku, wybrać się na wyprawę po domu i podwórku, żeby znaleźć wskazywane elementy, zadawać pytania o kolor i o przeznaczenie przedmiotu - na pewno nikt z taką publikacją nudzić się nie będzie. Dla dzieci to sygnał, że lektury nie są nudne, mogą dostarczyć zabawy i pozwalają spędzać czas z rodzicami - to dobra metoda, żeby przyzwyczajać do czytania. Tu liczy się także pomysł na całość - oryginalny sposób połączenia zabawy i edukacji.
poniedziałek, 20 grudnia 2021
Pucio i Misia ubierają choinkę (puzzle)
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021. (gra)
Świąteczne puzzle
Rynek zabawek grudniowych to okazja do stworzenia gadżetów przypominających o lubianych przez dzieci bohaterach. "Pucio i Misia ubierają choinkę" to propozycja zabawki i jednocześnie zachęta dla maluchów - by zaglądały do tomików z przygodami postaci. Eleganckie pudełko ze sznurkowym uchwytem samo w sobie wygląda jak świąteczny prezent - można je umieścić pod choinką lub wręczyć pociesze wcześniej, żeby zapewnić sobie chwilę spokoju w przedświątecznym rozgardiaszu. W pudełku znajdują się puzzle - duże kawałki (22) i zawieszki (6). Zawieszki można wykorzystać wedle potrzeb - albo jako ozdoby na choinkę (wtedy ulubieni bohaterowie dziecka będą towarzyszyć mu w Boże Narodzenie - albo jako ozdoba stroika, okna, wózka dziecięcego itp. W zasadzie ogranicza odbiorców wyłącznie wyobraźnia - tekturowe kółka z otworem na sznurek lub drucik to dodatek do zestawu.
Prawdziwe puzzle dostarczą podwójnej radości. Nie tylko chodzi tutaj o stworzenie obrazka, ale też - o ułożenie kształtu choinki. Oznacza to zwiększony stopień trudności (nie da się ułożyć najpierw "ramki" z puzzli, które jedną krawędź mają pozbawioną wycięć). Podpowiedzią jest samo pudełko: wystarczy podeprzeć wieczko, żeby oczom odbiorców ukazał się pełny rysunek. Na pudełku podane są też wymiary pracy: 35 na 50 cm, choinka po złożeniu zrobi wrażenie i można ją wykorzystać jako ozdobę do pokoju dziecka. Puzzle są tu duże i nie mają szablonowych kształtów - każdy element układanki jest inny, co wcale nie ułatwia zadania. Trzeba przy układaniu kierować się spostrzegawczością, szukać charakterystycznych elementów i dopasowywać wszystko uważnie. Stopniowo wyłaniać się będzie kształt choinki - ale to nie koniec niespodzianek dla użytkowników tej zabawki. Puzzle przynoszą bowiem także zabawę dzieciom, które znają bohaterów serii Marty Galewskiej-Kustry. Joanna Kłos wprowadza tu kilka czynników humorystycznych. Pod samą choinką znajdują się Pucio i Misia, którzy wybierają ozdoby świąteczne i wieszają je na drzewku. Z gałęzi wyłania się głowa obserwującego pociechy taty, a wśród igieł widać też czworonożnych domowników - pies i kot to dodatkowa niespodzianka. Dzieci ucieszą się z ich obecności, dzięki temu choinka wcale nie będzie nudna.
Te puzzle charakteryzują się wysoką jakością wykonania. Nadrukowane na sztywnym kartonie nie dadzą się łatwo zniszczyć. Nie można ich też połknąć - z tego względu nadają się dla dzieci od trzeciego roku życia. Układanka imponuje rozwiązaniami kolorystycznymi, nie jest przesłodzona i cukierkowa, za to świetnie oddaje atmosferę świąt. Razem z Puciem i Misią dzieci nabiorą ochoty do ozdabiania świątecznego drzewka, a także do śledzenia przygód bohaterów z kolejnych książeczek. Takie puzzle to bardzo dobry pomysł na grudniową rozrywkę - coś w sam raz dla tych dzieci, które nie lubią standardowych "prostokątnych" układanek lub naiwnych kilkuelementowych puzzli.
Świąteczne puzzle
Rynek zabawek grudniowych to okazja do stworzenia gadżetów przypominających o lubianych przez dzieci bohaterach. "Pucio i Misia ubierają choinkę" to propozycja zabawki i jednocześnie zachęta dla maluchów - by zaglądały do tomików z przygodami postaci. Eleganckie pudełko ze sznurkowym uchwytem samo w sobie wygląda jak świąteczny prezent - można je umieścić pod choinką lub wręczyć pociesze wcześniej, żeby zapewnić sobie chwilę spokoju w przedświątecznym rozgardiaszu. W pudełku znajdują się puzzle - duże kawałki (22) i zawieszki (6). Zawieszki można wykorzystać wedle potrzeb - albo jako ozdoby na choinkę (wtedy ulubieni bohaterowie dziecka będą towarzyszyć mu w Boże Narodzenie - albo jako ozdoba stroika, okna, wózka dziecięcego itp. W zasadzie ogranicza odbiorców wyłącznie wyobraźnia - tekturowe kółka z otworem na sznurek lub drucik to dodatek do zestawu.
Prawdziwe puzzle dostarczą podwójnej radości. Nie tylko chodzi tutaj o stworzenie obrazka, ale też - o ułożenie kształtu choinki. Oznacza to zwiększony stopień trudności (nie da się ułożyć najpierw "ramki" z puzzli, które jedną krawędź mają pozbawioną wycięć). Podpowiedzią jest samo pudełko: wystarczy podeprzeć wieczko, żeby oczom odbiorców ukazał się pełny rysunek. Na pudełku podane są też wymiary pracy: 35 na 50 cm, choinka po złożeniu zrobi wrażenie i można ją wykorzystać jako ozdobę do pokoju dziecka. Puzzle są tu duże i nie mają szablonowych kształtów - każdy element układanki jest inny, co wcale nie ułatwia zadania. Trzeba przy układaniu kierować się spostrzegawczością, szukać charakterystycznych elementów i dopasowywać wszystko uważnie. Stopniowo wyłaniać się będzie kształt choinki - ale to nie koniec niespodzianek dla użytkowników tej zabawki. Puzzle przynoszą bowiem także zabawę dzieciom, które znają bohaterów serii Marty Galewskiej-Kustry. Joanna Kłos wprowadza tu kilka czynników humorystycznych. Pod samą choinką znajdują się Pucio i Misia, którzy wybierają ozdoby świąteczne i wieszają je na drzewku. Z gałęzi wyłania się głowa obserwującego pociechy taty, a wśród igieł widać też czworonożnych domowników - pies i kot to dodatkowa niespodzianka. Dzieci ucieszą się z ich obecności, dzięki temu choinka wcale nie będzie nudna.
Te puzzle charakteryzują się wysoką jakością wykonania. Nadrukowane na sztywnym kartonie nie dadzą się łatwo zniszczyć. Nie można ich też połknąć - z tego względu nadają się dla dzieci od trzeciego roku życia. Układanka imponuje rozwiązaniami kolorystycznymi, nie jest przesłodzona i cukierkowa, za to świetnie oddaje atmosferę świąt. Razem z Puciem i Misią dzieci nabiorą ochoty do ozdabiania świątecznego drzewka, a także do śledzenia przygód bohaterów z kolejnych książeczek. Takie puzzle to bardzo dobry pomysł na grudniową rozrywkę - coś w sam raz dla tych dzieci, które nie lubią standardowych "prostokątnych" układanek lub naiwnych kilkuelementowych puzzli.
niedziela, 6 czerwca 2021
[gra] Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Rodziny
To prawdziwa niespodzianka dla maluchów - i szansa na ćwiczenia spostrzegawczości, logicznego myślenia oraz wiedzy na temat zwierząt z polskich lasów. Emilia Dziubak "Rokiem w lesie" podbiła serca najmłodszych i ich rodziców - ten wielkoformatowy picture book pokazał potencjał edukacyjny tkwiący w obrazkach. Nic dziwnego, że wydawnictwo proponuje małym odbiorcom kolejne gry związane z bohaterami tamtej książki - przy czym nie trzeba znać "pierwowzoru", żeby cieszyć się rozrywkami. Dwuelementowe puzzle przeznaczone dla dzieci od drugiego roku życia to okazja do prezentowania dzieciom wiadomości oraz przygotowywania ich do troski o środowisko. Jest tu dziesięć par puzzli o fantazyjnych kształtach. Nie ma mowy o kwadracikach z wycięciami, za każdym razem kształt puzzli został docięty do konturów zwierzęcia (z centymetrowym białym marginesem). Same kształty nie mają jednak większego znaczenia przy dopasowywaniu zwierząt - chodzi o to, żeby połączyć je w pary, to znaczy zestawić rodzica i dziecko. Poza obrazkiem na kartonikach nie znajdzie się nic innego, żadnych podpisów ani wyjaśnień - te mogą przejąć rodzice. W instrukcji - bardzo krótkiej - pojawiają się wskazówki dotyczące działań dorosłych, tak, by jak najpełniej wykorzystać edukacyjny potencjał gry. Można między innymi podawać nazwy kolejnych gatunków i odpowiednio często je przywoływać, żeby utrwaliły się dziecku. Można omówić kolejne ilustracje, zwracając uwagę na charakterystyczne elementy umaszczenia albo wyglądu zwierzęcia - żeby dziecko mogło potem skojarzyć cechy gatunkowe z nazwą. Można urozmaicać zadanie podstawowe, czyli układanie puzzli, albo bawić się w naśladowanie odgłosów (co będzie wymagało trochę kreatywności). Możliwości jest sporo - a chodzi o to, żeby dzieci mogły z przyjemnością śledzić kolejne obrazki. Chociaż są one statyczne, to wszystkie zwierzęta utrzymują ze sobą kontakt wzrokowy, widać w nich przywiązanie na linii dzieci-rodzice i to będzie dla odbiorców cenny motyw.
Jedna część każdej pary przedstawia dorosłego osobnika lub jego fragment, druga - malucha. Obrazki, chociaż zawierają ważne informacje na temat wyglądu zwierząt, nie są realistyczne a bajkowe - sympatyczne pyszczki wywoływać będą uśmiech dziecka i przekonają najmłodszych do wytężonego wysiłku umysłowego. Puzzle są bardzo duże, tutaj nie ma problemów z podnoszeniem ich ze stołu, nawet najmłodsi mogą je bezpiecznie układać i ćwiczyć sprawność manualną. Kusi nie tylko motyw zwierząt, ale również relacji między nimi - ważne jest to, że zabawni bohaterowie przypominają o więzi rodziców i ich pociech. Dzięki sposobowi przedstawiania postaci, dzieci będą chciały odkrywać zawartość kolejnych puzzli i układać scenki. Nie można tu mówić o dużym stopniu skomplikowania samej pięknej układanki - ale od rodziców zależy, jak wykorzystają edukacyjnie jej potencjał. Można tu zdziałać wiele - i spędzić miło czas na wspólnych rozrywkach. Dla odbiorców z różnych pokoleń cenne będą te puzzle przede wszystkim ze względu na jakość samych obrazków.
Rodziny
To prawdziwa niespodzianka dla maluchów - i szansa na ćwiczenia spostrzegawczości, logicznego myślenia oraz wiedzy na temat zwierząt z polskich lasów. Emilia Dziubak "Rokiem w lesie" podbiła serca najmłodszych i ich rodziców - ten wielkoformatowy picture book pokazał potencjał edukacyjny tkwiący w obrazkach. Nic dziwnego, że wydawnictwo proponuje małym odbiorcom kolejne gry związane z bohaterami tamtej książki - przy czym nie trzeba znać "pierwowzoru", żeby cieszyć się rozrywkami. Dwuelementowe puzzle przeznaczone dla dzieci od drugiego roku życia to okazja do prezentowania dzieciom wiadomości oraz przygotowywania ich do troski o środowisko. Jest tu dziesięć par puzzli o fantazyjnych kształtach. Nie ma mowy o kwadracikach z wycięciami, za każdym razem kształt puzzli został docięty do konturów zwierzęcia (z centymetrowym białym marginesem). Same kształty nie mają jednak większego znaczenia przy dopasowywaniu zwierząt - chodzi o to, żeby połączyć je w pary, to znaczy zestawić rodzica i dziecko. Poza obrazkiem na kartonikach nie znajdzie się nic innego, żadnych podpisów ani wyjaśnień - te mogą przejąć rodzice. W instrukcji - bardzo krótkiej - pojawiają się wskazówki dotyczące działań dorosłych, tak, by jak najpełniej wykorzystać edukacyjny potencjał gry. Można między innymi podawać nazwy kolejnych gatunków i odpowiednio często je przywoływać, żeby utrwaliły się dziecku. Można omówić kolejne ilustracje, zwracając uwagę na charakterystyczne elementy umaszczenia albo wyglądu zwierzęcia - żeby dziecko mogło potem skojarzyć cechy gatunkowe z nazwą. Można urozmaicać zadanie podstawowe, czyli układanie puzzli, albo bawić się w naśladowanie odgłosów (co będzie wymagało trochę kreatywności). Możliwości jest sporo - a chodzi o to, żeby dzieci mogły z przyjemnością śledzić kolejne obrazki. Chociaż są one statyczne, to wszystkie zwierzęta utrzymują ze sobą kontakt wzrokowy, widać w nich przywiązanie na linii dzieci-rodzice i to będzie dla odbiorców cenny motyw.
Jedna część każdej pary przedstawia dorosłego osobnika lub jego fragment, druga - malucha. Obrazki, chociaż zawierają ważne informacje na temat wyglądu zwierząt, nie są realistyczne a bajkowe - sympatyczne pyszczki wywoływać będą uśmiech dziecka i przekonają najmłodszych do wytężonego wysiłku umysłowego. Puzzle są bardzo duże, tutaj nie ma problemów z podnoszeniem ich ze stołu, nawet najmłodsi mogą je bezpiecznie układać i ćwiczyć sprawność manualną. Kusi nie tylko motyw zwierząt, ale również relacji między nimi - ważne jest to, że zabawni bohaterowie przypominają o więzi rodziców i ich pociech. Dzięki sposobowi przedstawiania postaci, dzieci będą chciały odkrywać zawartość kolejnych puzzli i układać scenki. Nie można tu mówić o dużym stopniu skomplikowania samej pięknej układanki - ale od rodziców zależy, jak wykorzystają edukacyjnie jej potencjał. Można tu zdziałać wiele - i spędzić miło czas na wspólnych rozrywkach. Dla odbiorców z różnych pokoleń cenne będą te puzzle przede wszystkim ze względu na jakość samych obrazków.
sobota, 5 czerwca 2021
Pudełko pełne zabawy
Harperkids, Warszawa 2021.
Układanka
Ta gra zwraca uwagę odbiorców przede wszystkim pomysłem na oryginalną całość. W "Pudełku pełnym zabawy" dzieci dostaną propozycję na miłe spędzanie czasu - i twórcze podejście do bajek. Zachwyceni będą zwłaszcza mali chłopcy, bo temat tego pudełka to pojazdy. Można tu stworzyć samolot albo wóz strażacki, wielki statek czy koparkę - i to już pierwszy czynnik gwarantujący popularność gry. Drugim czynnikiem jest dobór kolorów samo wykonanie zabawy. Puzzle w tym pudełku wyglądają inaczej niż standardowe kojarzone przez maluchy układanki. W zestawie znajduje się tło - charakterystyczna ramka z odpowiednio ukształtowanymi krawędziami. W nią będzie się wkładało "patyczki" z obrazkami: to pozwoli utrzymać układankę w ryzach, będzie też znacznie łatwiej uzupełniać obrazki. Ilustracja się nie rozpadnie, przynajmniej na czas czytania bajki - lub prezentacji wykonanego dzieła na przykład rodzicom. Ramka pokazuje też, czy wszystkie elementy układanki trafiły na swoje miejsce. Podpowiedzi co do kształtów pojazdów pojawiają się na dnie pudełka: to ważne, bo bez wskazówki trudniej będzie dzieciom odtworzyć wymagane ilustracje, nie ma tu przecież ułatwiających pracę wycięć, chociaż podpowiedzią będą zastosowane kolory (a czasami też wzory).
Gra licencyjna (nie pokazuje nadziei na pomysłowość rodzimych autorów) składa się z zestawu tekturowych "patyczków" dwustronnie zadrukowanych - te puzzle są duże, mają zaokrąglone rogi, żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy podczas układania. Dziwi ostrzeżenie, że są nieodpowiednie dla dzieci poniżej trzech lat - w Akademii Mądrego Dziecka pojawiały się już gry dla młodszych dzieci, z mniejszymi elementami - wszystko zależy od możliwości dziecka i od opinii rodziców, warto sprawdzić, czy pociecha poradzi sobie z zadaniem, ale to coś w sam raz dla najmłodszych. Przy układaniu obrazków łatwo wybrać odpowiednie puzzle dzięki kolorom - są charakterystyczne i przyciągają wzrok.
Do zestawu została dołączona "książeczka": kilka zadrukowanych kartek z czterowersami napisanymi przez Zbigniewa Dmitrocę. I, jak zwykle, ten autor idzie na łatwiznę w tworzeniu dla dzieci (rymowanie pilotem-samolotem i chmury-góry to już coś, co nie powinno trafiać do literatury dziecięcej, mimo wszystko warto by się odrobinę wysilić i poszukać czegoś ciekawszego niż rymowanka. Każdy czterowiersz ilustruje konkretny rysunek - ten utworzony z puzzli. Dzieci będą zatem cieszyć się ze stworzenia obrazka do "bajki" - jednak na pewno większą radość mogą mieć z samej układanki niż z tekstów nie najlepszej jakości. W książeczce warto jeszcze zwrócić uwagę na lekcję kształtów. Na końcu tomiku pojawiają się zestawienia pojazdów z puzzli oraz charakterystycznych figur geometrycznych - można przez to się nauczyć nazw podstawowych kształtów.
"Pudełko pełne zabawy" jest propozycją dla wszystkich poszukujących ciekawej rozrywki. To publikacja dla dzieci, które szybko się nudzą, dla tych, które potrzebują stale nowych wyzwań oraz zachęty do czytania - zabawka przybliży ich do książek i do kreatywności. To bardzo dobry pomysł na zajęcie maluchów.
Układanka
Ta gra zwraca uwagę odbiorców przede wszystkim pomysłem na oryginalną całość. W "Pudełku pełnym zabawy" dzieci dostaną propozycję na miłe spędzanie czasu - i twórcze podejście do bajek. Zachwyceni będą zwłaszcza mali chłopcy, bo temat tego pudełka to pojazdy. Można tu stworzyć samolot albo wóz strażacki, wielki statek czy koparkę - i to już pierwszy czynnik gwarantujący popularność gry. Drugim czynnikiem jest dobór kolorów samo wykonanie zabawy. Puzzle w tym pudełku wyglądają inaczej niż standardowe kojarzone przez maluchy układanki. W zestawie znajduje się tło - charakterystyczna ramka z odpowiednio ukształtowanymi krawędziami. W nią będzie się wkładało "patyczki" z obrazkami: to pozwoli utrzymać układankę w ryzach, będzie też znacznie łatwiej uzupełniać obrazki. Ilustracja się nie rozpadnie, przynajmniej na czas czytania bajki - lub prezentacji wykonanego dzieła na przykład rodzicom. Ramka pokazuje też, czy wszystkie elementy układanki trafiły na swoje miejsce. Podpowiedzi co do kształtów pojazdów pojawiają się na dnie pudełka: to ważne, bo bez wskazówki trudniej będzie dzieciom odtworzyć wymagane ilustracje, nie ma tu przecież ułatwiających pracę wycięć, chociaż podpowiedzią będą zastosowane kolory (a czasami też wzory).
Gra licencyjna (nie pokazuje nadziei na pomysłowość rodzimych autorów) składa się z zestawu tekturowych "patyczków" dwustronnie zadrukowanych - te puzzle są duże, mają zaokrąglone rogi, żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy podczas układania. Dziwi ostrzeżenie, że są nieodpowiednie dla dzieci poniżej trzech lat - w Akademii Mądrego Dziecka pojawiały się już gry dla młodszych dzieci, z mniejszymi elementami - wszystko zależy od możliwości dziecka i od opinii rodziców, warto sprawdzić, czy pociecha poradzi sobie z zadaniem, ale to coś w sam raz dla najmłodszych. Przy układaniu obrazków łatwo wybrać odpowiednie puzzle dzięki kolorom - są charakterystyczne i przyciągają wzrok.
Do zestawu została dołączona "książeczka": kilka zadrukowanych kartek z czterowersami napisanymi przez Zbigniewa Dmitrocę. I, jak zwykle, ten autor idzie na łatwiznę w tworzeniu dla dzieci (rymowanie pilotem-samolotem i chmury-góry to już coś, co nie powinno trafiać do literatury dziecięcej, mimo wszystko warto by się odrobinę wysilić i poszukać czegoś ciekawszego niż rymowanka. Każdy czterowiersz ilustruje konkretny rysunek - ten utworzony z puzzli. Dzieci będą zatem cieszyć się ze stworzenia obrazka do "bajki" - jednak na pewno większą radość mogą mieć z samej układanki niż z tekstów nie najlepszej jakości. W książeczce warto jeszcze zwrócić uwagę na lekcję kształtów. Na końcu tomiku pojawiają się zestawienia pojazdów z puzzli oraz charakterystycznych figur geometrycznych - można przez to się nauczyć nazw podstawowych kształtów.
"Pudełko pełne zabawy" jest propozycją dla wszystkich poszukujących ciekawej rozrywki. To publikacja dla dzieci, które szybko się nudzą, dla tych, które potrzebują stale nowych wyzwań oraz zachęty do czytania - zabawka przybliży ich do książek i do kreatywności. To bardzo dobry pomysł na zajęcie maluchów.
wtorek, 1 czerwca 2021
[gra] Marta Galewska-Kustra: Pucio. Przeciwieństwa
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Przymiotniki
Publikacja edukacyjna dla najmłodszych fanów Pucia - dwuelementowe wielkie puzzle - to coś w sam raz dla rodziców szukających dla pociech rozwojowej rozrywki. Bardzo ładne pudełko tekturowe ze sznurkową rączką (kształt całości charakterystyczny dla wszystkich dwuelementowych puzzli z Naszej Księgarni) skrywa obiecującą zawartość: dwadzieścia elementów, które łączą słowa i ilustracje - oraz instrukcję obsługi z propozycjami komplikowania stopnia trudności. Bohaterem jest tu nie tylko Pucio, pojawiają się członkowie jego rodziny: siostra czy zwierzęta domowe.
Puzzle są bardzo duże, tak, by nie stanowiły zagrożenia nawet dla najmłodszych dzieci. Mają też zaokrąglone rogi. Nacięcia pozwalające łączyć je w całość są identyczne - co oznacza, że nie da się dopasowywać kształtów przypadkowo, bez pomyślenia nad zadaniem. Nie trzeba nic więcej, chociaż na pudełku znajduje się podpowiedź dotycząca wszystkich par (w razie gdyby rodzice nie mieli czasu na ocenę działań dzieci, maluchy same będą mogły sprawdzić, czy udało im się wypełnić zadanie).
Zasada główna jest prosta: należy wybrać kartonik i znaleźć jego przeciwieństwo. Jednak Marta Galewska-Kustra proponuje kilka różnych wariantów gry, tak, by dopasowywać ją do wieku i umiejętności dzieci, a także - żeby różnicować zadania. W końcu nawet najciekawsze może się znudzić, gdy będzie powtarzane bez przerwy. Niezależnie jednak od propozycji reguł, zawartość puzzli się nie zmienia. Każdy kawałek zawiera jeden wyrazisty i czasem humorystyczny obrazek przygotowany przez Joannę Kłos. Do niego - podpis, żeby łatwiej było zrozumieć, o jaką parę przeciwieństw chodzi: pojawia się w podpisie przymiotnik, który zwraca uwagę na jeden z elementów rysunku. Do dzieci należy dopasowanie drugiego kawałka - z przeciwieństwem. Czasami obrazki zawierają w sobie niemal całe historyjki: Pucio zdrowy biega z psem za piłką, Pucio chory siedzi na łóżku. Zdarza się, że obrazki nie odwracają uwagi od najważniejszego: Pucio wesoły jest uśmiechnięty, Pucio smutny ma ponurą minę - ale też mogą przyciągać dzieci: mały jest samolotowy model, duży - wielki samolot w przestworzach. Takie zestawienia pozwalają rozwijać wyobraźnię dzieci i jeszcze - kształtować ich umiejętności. Rozwijają słownictwo, co oczywiste: chodzi tu przecież o wprowadzanie do słownika maluchów nowych wyrazów lub lekcję znaczeń. Przeciwieństwa wymagają abstrakcyjnego myślenia, ale dzięki ilustracjom nawet dziecko, które jeszcze nie wie, na czym polegają takie pary, będzie mogło odgadnąć, o co chodzi.
Nie ma tu bardzo agresywnych kolorów, kształty są znane już z całej serii o Puciu. Nic nie odciąga uwagi najmłodszych od zadania, które mają do wykonania. Jednak nawet edukacja wiąże się tu z dobrą zabawą, dzieci mogą układać najprostsze możliwe puzzle, znajdować przyjemność w łączeniu poszczególnych klocków - jest to całkiem przyjemne zadanie, które spodoba się kilkulatkom. Zwłaszcza fanom Pucia - ale równie dobrze właśnie od puzzli mogą zacząć swoją przygodę z lekturą całej serii. Marta Galewska-Kustra kieruje się do najmłodszych i przekonuje ich do swojego bohatera.
Przymiotniki
Publikacja edukacyjna dla najmłodszych fanów Pucia - dwuelementowe wielkie puzzle - to coś w sam raz dla rodziców szukających dla pociech rozwojowej rozrywki. Bardzo ładne pudełko tekturowe ze sznurkową rączką (kształt całości charakterystyczny dla wszystkich dwuelementowych puzzli z Naszej Księgarni) skrywa obiecującą zawartość: dwadzieścia elementów, które łączą słowa i ilustracje - oraz instrukcję obsługi z propozycjami komplikowania stopnia trudności. Bohaterem jest tu nie tylko Pucio, pojawiają się członkowie jego rodziny: siostra czy zwierzęta domowe.
Puzzle są bardzo duże, tak, by nie stanowiły zagrożenia nawet dla najmłodszych dzieci. Mają też zaokrąglone rogi. Nacięcia pozwalające łączyć je w całość są identyczne - co oznacza, że nie da się dopasowywać kształtów przypadkowo, bez pomyślenia nad zadaniem. Nie trzeba nic więcej, chociaż na pudełku znajduje się podpowiedź dotycząca wszystkich par (w razie gdyby rodzice nie mieli czasu na ocenę działań dzieci, maluchy same będą mogły sprawdzić, czy udało im się wypełnić zadanie).
Zasada główna jest prosta: należy wybrać kartonik i znaleźć jego przeciwieństwo. Jednak Marta Galewska-Kustra proponuje kilka różnych wariantów gry, tak, by dopasowywać ją do wieku i umiejętności dzieci, a także - żeby różnicować zadania. W końcu nawet najciekawsze może się znudzić, gdy będzie powtarzane bez przerwy. Niezależnie jednak od propozycji reguł, zawartość puzzli się nie zmienia. Każdy kawałek zawiera jeden wyrazisty i czasem humorystyczny obrazek przygotowany przez Joannę Kłos. Do niego - podpis, żeby łatwiej było zrozumieć, o jaką parę przeciwieństw chodzi: pojawia się w podpisie przymiotnik, który zwraca uwagę na jeden z elementów rysunku. Do dzieci należy dopasowanie drugiego kawałka - z przeciwieństwem. Czasami obrazki zawierają w sobie niemal całe historyjki: Pucio zdrowy biega z psem za piłką, Pucio chory siedzi na łóżku. Zdarza się, że obrazki nie odwracają uwagi od najważniejszego: Pucio wesoły jest uśmiechnięty, Pucio smutny ma ponurą minę - ale też mogą przyciągać dzieci: mały jest samolotowy model, duży - wielki samolot w przestworzach. Takie zestawienia pozwalają rozwijać wyobraźnię dzieci i jeszcze - kształtować ich umiejętności. Rozwijają słownictwo, co oczywiste: chodzi tu przecież o wprowadzanie do słownika maluchów nowych wyrazów lub lekcję znaczeń. Przeciwieństwa wymagają abstrakcyjnego myślenia, ale dzięki ilustracjom nawet dziecko, które jeszcze nie wie, na czym polegają takie pary, będzie mogło odgadnąć, o co chodzi.
Nie ma tu bardzo agresywnych kolorów, kształty są znane już z całej serii o Puciu. Nic nie odciąga uwagi najmłodszych od zadania, które mają do wykonania. Jednak nawet edukacja wiąże się tu z dobrą zabawą, dzieci mogą układać najprostsze możliwe puzzle, znajdować przyjemność w łączeniu poszczególnych klocków - jest to całkiem przyjemne zadanie, które spodoba się kilkulatkom. Zwłaszcza fanom Pucia - ale równie dobrze właśnie od puzzli mogą zacząć swoją przygodę z lekturą całej serii. Marta Galewska-Kustra kieruje się do najmłodszych i przekonuje ich do swojego bohatera.
poniedziałek, 31 maja 2021
[gra] Pierwsza gra. Przyjaciele
Egmont, Warszawa 2021.
Żetony ze zwierzętami
"Pierwsza gra. Przyjaciele" to bardzo sympatyczna propozycja kierowana do najmłodszych, edukacyjno-rozrywkowa i ładnie przygotowana. Kartonowe pudełko skrywa zaledwie trzy zestawy kart (po dziewięć rysunków zwierząt na trzech różnych kolorach tła, karty trzeba sobie najpierw wyjąć z ramek - uzyska się wtedy 27 owalnych elementów). Pojawiają się tu między innymi złota rybka, kanarek, kot, pies, królik czy papuga (ara) - te same obrazki powtórzone są na każdym z trzech kolorów tła. Po wyjęciu z kartonów "żetony" nie są zbyt duże, jednak nie będzie raczej problemu z podnoszeniem ich ze stołu: zostały wydrukowane na grubej tekturze. To także przedłuży ich żywot, sprawi, że nie będą się zbyt łatwo niszczyć. Rysunki zwierząt są dość wyraziste, liczą się tu i charakterystyczne sylwetki, i mocne kolory. Autorką ilustracji jest Marzka Dobrowolska. Stara się ona unikać wrażenia cukierkowej bajkowości, odrobinę przechodzi od realizmu do bajki za sprawą mocnych kolorów, jednak liczy się dla niej najbardziej zaprezentowanie charakterystycznych gatunków - co ważne, to zwierzęta, które często trafiają do domów i mogą być pupilami odbiorców. Dzięki temu jeszcze łatwiej będzie przyciągnąć dzieci do gry i przekonać, by ćwiczyły rozmaite umiejętności. Drugim elementem z pudełka jest drewniana kostka. Większa niż zwyczajne kostki do gry, a do tego - inna. Nie ma tu kropek ani cyfr, pojawiają się różnokolorowe strzałki pokazujące różne kierunki. To składnik niezbędny do gry. W pudełku znalazła się jeszcze tylko instrukcja. Ponieważ gra kierowana jest już do dwulatków, Wojciech Rzadek wprowadza kilkustopniową instrukcję dla rodziców. Chodzi tu o zmiany poziomu trudności i dostosowywanie ich do możliwości dzieci. Pierwszy etap dotyczy ignorowania kolorów, kolejne są modyfikacjami i wariacjami, coraz bardziej wykorzystującymi zróżnicowane tło i kolory.
Gra najczęściej będzie polegać na kompletowaniu zestawu żetonów - autor proponuje sposoby zmieniania zasad tak, żeby nie skończyło się na jednym wyzwaniu. Gra będzie mogła funkcjonować w wielu wymiarach, nie znudzi się szybko dzieciom: to wstęp do świata gier i jednocześnie przyjemny sposób na spędzanie wolnego czasu.
Ale oczywiście liczą się także wartości edukacyjne. W założeniu gra ma rozwijać umiejętność rozróżniania gatunków zwierząt (automatycznie więc - ich nazywania albo naśladowania odgłosów wydawanych przez domowych pupili, w zależności od dziecięcych możliwości). Można będzie poćwiczyć nazywanie kolorów, przynajmniej tych z tła, a niekoniecznie z umaszczenia zwierząt. Do tego dochodzi jeszcze liczenie w podstawowym zakresie, niekonieczne dla samej gry, ale możliwe do trenowania. Dzieci będą zatem tutaj niepostrzeżenie koncentrować się na doskonaleniu własnych zdolności. Gra ma walory edukacyjne. Dodatkowo jednak będzie prowadzić do podbudowywania zdolności manualnych: trzeba między innymi nauczyć się rzucać kostką tak, żeby nie wypadła poza okręg stworzony z żetonów przez rodziców. To spore utrudnienie, podobnie jak operowanie samymi żetonami.
Jest to gra, która przypadnie do gustu maluchom ze względu na tematykę: zwierzęta są świetnym pomysłem na zaproszenie kilkulatków do zabawy.
Żetony ze zwierzętami
"Pierwsza gra. Przyjaciele" to bardzo sympatyczna propozycja kierowana do najmłodszych, edukacyjno-rozrywkowa i ładnie przygotowana. Kartonowe pudełko skrywa zaledwie trzy zestawy kart (po dziewięć rysunków zwierząt na trzech różnych kolorach tła, karty trzeba sobie najpierw wyjąć z ramek - uzyska się wtedy 27 owalnych elementów). Pojawiają się tu między innymi złota rybka, kanarek, kot, pies, królik czy papuga (ara) - te same obrazki powtórzone są na każdym z trzech kolorów tła. Po wyjęciu z kartonów "żetony" nie są zbyt duże, jednak nie będzie raczej problemu z podnoszeniem ich ze stołu: zostały wydrukowane na grubej tekturze. To także przedłuży ich żywot, sprawi, że nie będą się zbyt łatwo niszczyć. Rysunki zwierząt są dość wyraziste, liczą się tu i charakterystyczne sylwetki, i mocne kolory. Autorką ilustracji jest Marzka Dobrowolska. Stara się ona unikać wrażenia cukierkowej bajkowości, odrobinę przechodzi od realizmu do bajki za sprawą mocnych kolorów, jednak liczy się dla niej najbardziej zaprezentowanie charakterystycznych gatunków - co ważne, to zwierzęta, które często trafiają do domów i mogą być pupilami odbiorców. Dzięki temu jeszcze łatwiej będzie przyciągnąć dzieci do gry i przekonać, by ćwiczyły rozmaite umiejętności. Drugim elementem z pudełka jest drewniana kostka. Większa niż zwyczajne kostki do gry, a do tego - inna. Nie ma tu kropek ani cyfr, pojawiają się różnokolorowe strzałki pokazujące różne kierunki. To składnik niezbędny do gry. W pudełku znalazła się jeszcze tylko instrukcja. Ponieważ gra kierowana jest już do dwulatków, Wojciech Rzadek wprowadza kilkustopniową instrukcję dla rodziców. Chodzi tu o zmiany poziomu trudności i dostosowywanie ich do możliwości dzieci. Pierwszy etap dotyczy ignorowania kolorów, kolejne są modyfikacjami i wariacjami, coraz bardziej wykorzystującymi zróżnicowane tło i kolory.
Gra najczęściej będzie polegać na kompletowaniu zestawu żetonów - autor proponuje sposoby zmieniania zasad tak, żeby nie skończyło się na jednym wyzwaniu. Gra będzie mogła funkcjonować w wielu wymiarach, nie znudzi się szybko dzieciom: to wstęp do świata gier i jednocześnie przyjemny sposób na spędzanie wolnego czasu.
Ale oczywiście liczą się także wartości edukacyjne. W założeniu gra ma rozwijać umiejętność rozróżniania gatunków zwierząt (automatycznie więc - ich nazywania albo naśladowania odgłosów wydawanych przez domowych pupili, w zależności od dziecięcych możliwości). Można będzie poćwiczyć nazywanie kolorów, przynajmniej tych z tła, a niekoniecznie z umaszczenia zwierząt. Do tego dochodzi jeszcze liczenie w podstawowym zakresie, niekonieczne dla samej gry, ale możliwe do trenowania. Dzieci będą zatem tutaj niepostrzeżenie koncentrować się na doskonaleniu własnych zdolności. Gra ma walory edukacyjne. Dodatkowo jednak będzie prowadzić do podbudowywania zdolności manualnych: trzeba między innymi nauczyć się rzucać kostką tak, żeby nie wypadła poza okręg stworzony z żetonów przez rodziców. To spore utrudnienie, podobnie jak operowanie samymi żetonami.
Jest to gra, która przypadnie do gustu maluchom ze względu na tematykę: zwierzęta są świetnym pomysłem na zaproszenie kilkulatków do zabawy.
poniedziałek, 22 lutego 2021
Puzzle
Nasza Księgarnia, Warszawa 2020. (puzzle)
Układanki
Rozrywkę dla dzieci w klasycznym stylu – i przy okazji reklamę oferty wydawniczej oraz możliwości twórczych ilustratorów proponuje Nasza Księgarnia dzięki serii puzzli dla najmłodszych. Trzy wielkie pudełka to szansa na przekonanie dzieci do klasycznej rozrywki i zwrócenie uwagi na wydane picture booki. Puzzle przeznaczone dla dzieci w różnym wieku, cechują się różnym stopniem skomplikowania i sprawiają, że faktycznie można polubić układanki – zwłaszcza gdy do zabawy przyłączą się też inni członkowie rodziny.
„Alfabet” Anny Salamon to zestaw liter z książeczki, która bardzo szybko się wyprzedała. Autorka postanowiła ozdobić styropianowe formy liter wydzierganymi ubrankami, zamieniając kolejnych bohaterów w małe dzieła sztuki. Litery bywają kuszące ze względu na kolory, wzory i faktury, niektóre zamieniają się w zwierzątka (jak zebra z zabawnym pyszczkiem), inne przypominają, z jakim wyrazem się wiążą (okulary przy o). Wydawać by się mogło, że plansza z literami ułożonymi w alfabet, do tego na białym tle, nie nadaje się na puzzle – tymczasem okazuje się, że to motyw idealny i wcale nie wiążący się ze szkolnymi ćwiczeniami. Przede wszystkim: „Alfabet” to puzzle z 35 części. Niby niewiele, a jednak obrazek po złożeniu będzie miał duży format – a to ze względu na wielkość samych puzzli. Duże kształty to zachęta dla maluchów do działania. Jednak kluczem w osiągnięciu sukcesu wydawniczego staje się tu obrazek. Jeśli ktoś sądzi, że wystarczy znać alfabet, żeby poradzić sobie z ułożeniem puzzli, może się mocno zdziwić. Puzzle przygotowane są bowiem tak, żeby cięcia nie wypadały na białym tle – każdy element układanki zawiera najwyżej część litery, trzeba je dopasowywać dzięki kolorom i deseniom, a dopiero po złożeniu kilku kawałków pojawia się litera. To zatem świetna zabawa, która nie dyskwalifikuje dzieci nieczytających. Umożliwia też połączenie rozrywki z nauką liter. Czasem będzie wesoło: kiedy kolejny element uzupełni literę o nietypową minę albo zwierzęcy deseń – z takich odkryć składa się tu zabawa.
Emilia Dziubak to ilustratorka, której przedstawiać nikomu nie trzeba, zestaw „Jesień w lesie” to puzzle na 88 elementów i dla nieco starszych i uważniejszych dzieci. Komiksowy obrazek przedstawiający wydarzenia z lasu – z życia zwierząt, owadów oraz... leśniczego – pozwala zajrzeć do przedstawicieli różnych gatunków (są tu mrówki w podziemnych korytarzach, jest mnóstwo ptaków, pojawią się też mieszkańcy nor czy dziupli). Cały obrazek utrzymany jest w raczej ciemnych kolorach, ale mnóstwo w nim humoru, przede wszystkim za sprawą sympatycznych pyszczków zwierząt. Komiksowi bohaterowie przyciągają uwagę. Tu układanie polega przede wszystkim na znajdowaniu podobnych motywów czy przedstawicieli jednego gatunku. Jest trudno, ale nie zniechęcająco – nagrodą będzie uzyskany obrazek, piękny, jak wszystkie ilustracje Emilii Dziubak. Dzieciom z pewnością spodoba się możliwość podglądania zwierząt w ich naturalnym środowisku.
Najtrudniejsze – (155 części) i najbardziej efektowne okazują się puzzle „Sen królewny” Ewy Beniak-Haremskiej. To puzzle, które po złożeniu nie dadzą tradycyjnego prostokątnego obrazka, a mają bardziej skomplikowany brzeg (z tego też względu mogą bardziej zaintrygować najmłodszych). Różnice widać również w kształcie samych elementów – inaczej niż w standardowych zestawach wyglądają nacięcia, są głębsze i bardziej zabawne niż poważne. Jednak wyzwaniem będzie sama ilustracja. Królewna oraz zaczarowane zwierzęta pojawiają się tu bowiem na bardzo kolorowym tle, mnóstwo na nim deseni, drobnych detali, wzorów w kwiatki, kropki i misternie budowanych „tkanin”. W połączeniu z nasyconymi barwami całość sprawia, że niezwykle trudno jest wpaść na odpowiednie puzzle, dopasować je i wymyślić, co przedstawiają. Bez podpowiedzi w postaci obrazka na pudełku byłoby to chyba w ogóle nierealne – więc chociaż wypadają te puzzle niepozornie w porównaniu z rozbudowanymi wieloelementowymi zestawami, stanowią prawdziwe wyzwanie i test na spostrzegawczość dla najmłodszych. Zachętą do pracy i nagrodą jednocześnie jest obrazek wychodzący z ram.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






