Nasza Księgarnia, Warszawa 2026.
Samodzielność
Istnieje całkiem spore grono fanów – nie tylko małych odbiorców – duetu twórczego Sabine Bohlmann-Emilia Dziubak. Kolejny picture book edukacyjny dla najmłodszych – „Jutro będę dzielny” – cechuje się wspaniałymi obrazami ze świata przyrody i fabułą, która przypomina odbiorcom, że do wszystkiego trzeba dojrzeć i na wszystko przyjdzie czas. Sabine Bohlmann zabiera czytelników do codzienności ptasiej rodziny. Urocze stworzonka budują gniazdo, w którym wkrótce pojawiają się jajka. Ptasia mama cierpliwie je wysiaduje i już wkrótce może cieszyć się z potomstwa. Jedno jajko pozostaje jajkiem wyjątkowo długo, a kiedy wreszcie wykluwa się z niego pisklę, okazuje się mniej przebojowe niż rodzeństwo. Wszystkie ptaki dorastają i uczą się latać, jedynie ostatni maluch wszystkiego się boi i obiecuje rodzicom, że „jutro będzie dzielny”. Nikt nie mówi mu, że powinien się bardziej starać, nie zawstydza, stawiając za wzór starsze rodzeństwo, ani nie zauważa, że problem wziął się z późniejszego wyklucia się – mama po prostu czeka i pozwala, żeby ptaszek sam dojrzał i nabrał ochoty na wyfrunięcie z gniazda – oraz pewności siebie, która umożliwi mu wzbicie się w powietrze. Oczywiście wokół nie brakuje życzliwych, którzy dobrymi w swoim przekonaniu radami mogą doprowadzić do frustracji malucha albo jego rodziców – na szczęście ci postanawiają słuchać intuicji i zostawić sprawy własnemu biegowi. Dzięki temu ptaszek przekonuje się, że i on da sobie radę w dorosłym świecie – a kiedy już poczuje, że nadszedł moment na szybowanie w przestworzach, da mu to sporo satysfakcji.
U Sabine Bohlmann pojawia się motyw niezwykle istotny z perspektywy małych odbiorców. Każde dziecko ma jakiś obszar, w którym nie czuje się zbyt pewnie i w którym potrzebuje trochę więcej czasu niż rówieśnicy, żeby móc go tak jak oni realizować – w takim wypadku ponaglenia i wyszydzanie nie pomagają, najbardziej liczy się wyrozumiałość, cierpliwość i bezwarunkowa akceptacja. Ptasia rodzina uczy odbiorców (tych młodszych i tych starszych), że czasami wystarczy poczekać bez złośliwości – a to, co kiedyś było trudne, z czasem stanie się łatwiejsze. Wzruszająca i bardzo prosta historia o ptaszku, który bał się latać, pokazuje najmłodszym, że nie muszą na siłę pokonywać swoich lęków, a także że strach nigdy nie trwa wiecznie – za to pozwala niekiedy poczekać na odpowiedni moment. Sabine Bohlmann bez trudu trafi tą opowieścią do małych odbiorców. Z kolei Emilia Dziubak sprawia, że wszyscy fani jej ilustracji będą z zapartym tchem śledzić kolejne obrazki z korony drzewa. Tutaj przyroda gra główną rolę, precyzyjnie i bajkowo wyrysowywane liście i rozmaite elementy ptasiej codzienności uwiarygodniają opowieść w oczach najmłodszych. Dzieci dzięki takiej lekturze nabierają pewności siebie, śmiałości i fantazji, przekonują się też, że nie tylko one czasami czegoś się boją albo nie mają ochoty na robienie tego, co inni. Emilia Dziubak zaprasza do krainy fantazji bazującej na rzeczywistości – dobrze czuje się w przestrzeniach leśnych, i sprawia, że ilustrowane przez nią książki zamieniają się w wielką i fascynującą serię.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia Dziubak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia Dziubak. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 lutego 2026
piątek, 8 sierpnia 2025
Emilia Dziubak: Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Relacje
Kot Homer postanawia uciec z domu w poszukiwaniu przyjaciela. Ma dosyć, bo ktoś zajął jego legowisko – to wystarczający powód, żeby ruszyć w dal i sprawdzić, czy ktoś inny nie nadaje się na kompana wyprawy. Przy okazji opowie trochę o wzajemnych relacjach w świecie roślin i zwierząt – o sytuacjach, w których różne gatunki stają się zależne od siebie nawzajem, coś sobie mogą zapewnić albo w czymś pomóc, a czasami – uszczknąć coś dla siebie ze zdobyczy tej drugiej strony. Są tu relacje oparte na wzajemności, są też te bardziej pasożytnicze, są jednostronne usługi albo wymiany – ale zawsze chodzi o ukazanie tajemnic przyrody.
Dla większości odbiorców jednak znaczenie będzie miał fakt, że za ogromny picture book „Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” odpowiada Emilia Dziubak: przyciągnie ona do lektury dzieci i ich rodziców. Książka pełni funkcję edukacyjną, a każda rozkładówka zawiera kilka przykładów nietypowych związków. Emilia Dziubak pozwala się zachwycać pomysłowością natury i pokazuje dzieciom, jak wiele jest do odkrycia w świecie, który rzekomo dobrze znają. Bajkowa jest tylko narracja w wykonaniu kota Homera, rama kompozycyjna książki – poza nią wszystko polega na wyliczeniach. Na każdej rozkładówce pojawia się określenie rodzaju relacji i krótki komentarz kota – dający dzieciom do myślenia, czy na pewno o taki rodzaj przyjaźni będzie chodzić szukającemu wsparcia bohaterowi. To w górnej części strony. W dolnej – kilka przykładów. I tutaj pojawią się nie tylko gatunki znane odbiorcom, ale też bardziej zaskakujące, połączone w pary. Każda para otrzymuje jednozdaniowy komentarz na temat sedna relacji – dzięki temu dzieci dowiedzą się, jak radzą sobie zwierzęta i rośliny – i z jakiej pomocy korzystają. Cała reszta to już wypełnienie stron wielkoformatowymi ilustracjami. Obrazki mają numery: odnośniki do konkretnych wyjaśnień, jeśli więc ktoś potrzebuje od razu sprawdzić, na czym polega więź, może przeanalizować graficzne podpowiedzi. Na końcu pojawi się jeszcze nietypowa ankieta, która może uświadomić dzieciom, jakie przyjaźnie same zawierają.
Autorka pozwala zajrzeć do świata bohaterów, a obrazki łączy dzięki subtelnym ramkom i przejściom zaintrygowanego stworzeniami kota Homera. I, jak to zawsze u Emilii Dziubak, nie ma tu przesłodzenia ani naiwności – książka zaintrygować może nie tylko kilkulatki, ale i starszych odbiorców. Jest graficznym popisem na najwyższym poziomie – pod pozorami chłonięcia wiedzy można się tu zachwycać rozwiązaniami w ramach ilustracji. Co ciekawe, autorka stawia na mocno przygaszone i ciemne kolory, tak, żeby jeszcze bardziej oddalić się wizualnie od typowych publikacji dla najmłodszych. Ten tomik jest ozdobą biblioteczki i może długo towarzyszyć dzieciom – chociaż nie ma w nim zbyt dużo tekstu. Najwyższa jakość w realizacji pozwala zainteresować małych czytelników tajemnicami świata przyrody – ale też pokazuje im metody na zaistnienie na rynku literatury czwartej. Emilia Dziubak nawiązuje tą publikacją do swoich znanych dzieł – proponuje kolejne uzupełnienie ciekawostek i szansę na niezwykłą podróż po świecie.
Relacje
Kot Homer postanawia uciec z domu w poszukiwaniu przyjaciela. Ma dosyć, bo ktoś zajął jego legowisko – to wystarczający powód, żeby ruszyć w dal i sprawdzić, czy ktoś inny nie nadaje się na kompana wyprawy. Przy okazji opowie trochę o wzajemnych relacjach w świecie roślin i zwierząt – o sytuacjach, w których różne gatunki stają się zależne od siebie nawzajem, coś sobie mogą zapewnić albo w czymś pomóc, a czasami – uszczknąć coś dla siebie ze zdobyczy tej drugiej strony. Są tu relacje oparte na wzajemności, są też te bardziej pasożytnicze, są jednostronne usługi albo wymiany – ale zawsze chodzi o ukazanie tajemnic przyrody.
Dla większości odbiorców jednak znaczenie będzie miał fakt, że za ogromny picture book „Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” odpowiada Emilia Dziubak: przyciągnie ona do lektury dzieci i ich rodziców. Książka pełni funkcję edukacyjną, a każda rozkładówka zawiera kilka przykładów nietypowych związków. Emilia Dziubak pozwala się zachwycać pomysłowością natury i pokazuje dzieciom, jak wiele jest do odkrycia w świecie, który rzekomo dobrze znają. Bajkowa jest tylko narracja w wykonaniu kota Homera, rama kompozycyjna książki – poza nią wszystko polega na wyliczeniach. Na każdej rozkładówce pojawia się określenie rodzaju relacji i krótki komentarz kota – dający dzieciom do myślenia, czy na pewno o taki rodzaj przyjaźni będzie chodzić szukającemu wsparcia bohaterowi. To w górnej części strony. W dolnej – kilka przykładów. I tutaj pojawią się nie tylko gatunki znane odbiorcom, ale też bardziej zaskakujące, połączone w pary. Każda para otrzymuje jednozdaniowy komentarz na temat sedna relacji – dzięki temu dzieci dowiedzą się, jak radzą sobie zwierzęta i rośliny – i z jakiej pomocy korzystają. Cała reszta to już wypełnienie stron wielkoformatowymi ilustracjami. Obrazki mają numery: odnośniki do konkretnych wyjaśnień, jeśli więc ktoś potrzebuje od razu sprawdzić, na czym polega więź, może przeanalizować graficzne podpowiedzi. Na końcu pojawi się jeszcze nietypowa ankieta, która może uświadomić dzieciom, jakie przyjaźnie same zawierają.
Autorka pozwala zajrzeć do świata bohaterów, a obrazki łączy dzięki subtelnym ramkom i przejściom zaintrygowanego stworzeniami kota Homera. I, jak to zawsze u Emilii Dziubak, nie ma tu przesłodzenia ani naiwności – książka zaintrygować może nie tylko kilkulatki, ale i starszych odbiorców. Jest graficznym popisem na najwyższym poziomie – pod pozorami chłonięcia wiedzy można się tu zachwycać rozwiązaniami w ramach ilustracji. Co ciekawe, autorka stawia na mocno przygaszone i ciemne kolory, tak, żeby jeszcze bardziej oddalić się wizualnie od typowych publikacji dla najmłodszych. Ten tomik jest ozdobą biblioteczki i może długo towarzyszyć dzieciom – chociaż nie ma w nim zbyt dużo tekstu. Najwyższa jakość w realizacji pozwala zainteresować małych czytelników tajemnicami świata przyrody – ale też pokazuje im metody na zaistnienie na rynku literatury czwartej. Emilia Dziubak nawiązuje tą publikacją do swoich znanych dzieł – proponuje kolejne uzupełnienie ciekawostek i szansę na niezwykłą podróż po świecie.
sobota, 25 stycznia 2025
Sabine Bohlmann: Jak wygląda opos
Nasza Księgarnia, Warszawa 2025.
Wyobraźnia
Takie historie są idealne dla Emilii Dziubak – i pozwalają dzieciom uruchamiać wyobraźnię. „Jak wygląda opos” to zabawna historyjka wymyślona przez Sabine Bohlmann i zamieniona w przepiękny picture book. Ilustracje pełnią tu bardzo ważną funkcję, bowiem dopowiadają wszystko to, co wyobrażają sobie kolejni bohaterowie. Fabuła bazuje na wyliczance i jest dosyć prosta – ale cudowny pomysł na całość sprawia, że książką zachwycą się dorośli na równi ze swoimi pociechami. Oto bowiem do myszki ma przybyć w odwiedziny opos. Mysz cieszy się na jego przyjęcie, tyle tylko, że… nie bardzo wie, kogo się spodziewać. I faktycznie – w literaturze czwartej rozmaite zwierzęta są portretowane, ale oposy wyjątkowo rzadko. Nic więc dziwnego, że bohaterka nie ma pojęcia, kogo wypatrywać. Opos to opos – nie opisuje, jak wygląda, nie wymienia znaków charakterystycznych – więc trzeba będzie sobie jakoś poradzić. Myszka zwraca się z prośbą o pomoc do kolejnych przyjaciół z lasu. Zadaje im jedno i to samo pytanie: jak wygląda opos. Każdy dziwi się, że bohaterka tego nie wie – a później przedstawia własną wizję stworzenia (którego też nie zna). I tak opos może być – w zależności od tego, kto prezentuje jego portret – małym robaczkiem, ptakiem z pięknymi kolorowymi piórami, albo wielkim wodnym stworzeniem, które przypomina zarośla. W efekcie, kiedy przychodzi prawdziwy opos, nikt go nie poznaje. Ale i sam opos ma coś do powiedzenia na temat wyglądu myszki, którą chciał odwiedzić… Jest to historyjka prosta i urzekająca swoją zabawnością. Pokazuje, do czego może doprowadzić zastępowanie braku wiedzy fantazją – ale jest też gloryfikowaniem wyobraźni. W końcu konfabulowanie na temat oposa nie czyni nikomu nic złego, za to zaludnia książkę istotami baśniowymi i wspaniałymi, uczy dzieci, jak tworzyć – jak proponować kolejne dziwne stwory, które nadadzą się do opowiedzenia historii lub namalowania jej. Dwie autorki akcentują znaczenie wyobraźni, ale też dają świetną lekcję jej sensu. To dzięki fantazjom pojawiają się w książce – realne tak samo jak bohaterowie – wytwory nieistniejące w rzeczywistości. Każdy z nich to droga do pełnowartościowej bajki. To trochę jak „Na szczęście mleko” Neila Gaimana: prosty motyw, który nie ma w sobie nic fantazyjnego, bajkowego czy ciekawego, zostaje bramą do świata wielkich przygód. Osobnym tematem staje się też humor – każdy może sobie szybciej niż myszka sprawdzić, na kogo bohaterowie czekają – a później porównywać pomysły kolejnych zwierząt z rzeczywistością (to samo stanie się też przy drugiej i następnych lekturach, bo wiadomo, że na jednym czytaniu i oglądaniu tej publikacji się nie skończy).
Emilia Dziubak sprawia, że ożywają istoty z fantazji, zamieniają zwyczajne oczekiwanie w zestaw potencjalnych przygód. To dzięki tej ilustratorce świetny pomysł nabiera jeszcze blasku – to grafiki przenoszą czytelników do bajki i to grafiki przypominają, jak potężną siłą jest umiejętność wyobrażania sobie różnych rzeczy. Dzieci zauważą, że własny umysł może zapewnić im lepsze doświadczenia i przygody niż telewizja czy komputer. Warto dać sobie taką szansę i nie zatrzymywać się na tym, co mierzalne i możliwe do zaobserwowania.
Wyobraźnia
Takie historie są idealne dla Emilii Dziubak – i pozwalają dzieciom uruchamiać wyobraźnię. „Jak wygląda opos” to zabawna historyjka wymyślona przez Sabine Bohlmann i zamieniona w przepiękny picture book. Ilustracje pełnią tu bardzo ważną funkcję, bowiem dopowiadają wszystko to, co wyobrażają sobie kolejni bohaterowie. Fabuła bazuje na wyliczance i jest dosyć prosta – ale cudowny pomysł na całość sprawia, że książką zachwycą się dorośli na równi ze swoimi pociechami. Oto bowiem do myszki ma przybyć w odwiedziny opos. Mysz cieszy się na jego przyjęcie, tyle tylko, że… nie bardzo wie, kogo się spodziewać. I faktycznie – w literaturze czwartej rozmaite zwierzęta są portretowane, ale oposy wyjątkowo rzadko. Nic więc dziwnego, że bohaterka nie ma pojęcia, kogo wypatrywać. Opos to opos – nie opisuje, jak wygląda, nie wymienia znaków charakterystycznych – więc trzeba będzie sobie jakoś poradzić. Myszka zwraca się z prośbą o pomoc do kolejnych przyjaciół z lasu. Zadaje im jedno i to samo pytanie: jak wygląda opos. Każdy dziwi się, że bohaterka tego nie wie – a później przedstawia własną wizję stworzenia (którego też nie zna). I tak opos może być – w zależności od tego, kto prezentuje jego portret – małym robaczkiem, ptakiem z pięknymi kolorowymi piórami, albo wielkim wodnym stworzeniem, które przypomina zarośla. W efekcie, kiedy przychodzi prawdziwy opos, nikt go nie poznaje. Ale i sam opos ma coś do powiedzenia na temat wyglądu myszki, którą chciał odwiedzić… Jest to historyjka prosta i urzekająca swoją zabawnością. Pokazuje, do czego może doprowadzić zastępowanie braku wiedzy fantazją – ale jest też gloryfikowaniem wyobraźni. W końcu konfabulowanie na temat oposa nie czyni nikomu nic złego, za to zaludnia książkę istotami baśniowymi i wspaniałymi, uczy dzieci, jak tworzyć – jak proponować kolejne dziwne stwory, które nadadzą się do opowiedzenia historii lub namalowania jej. Dwie autorki akcentują znaczenie wyobraźni, ale też dają świetną lekcję jej sensu. To dzięki fantazjom pojawiają się w książce – realne tak samo jak bohaterowie – wytwory nieistniejące w rzeczywistości. Każdy z nich to droga do pełnowartościowej bajki. To trochę jak „Na szczęście mleko” Neila Gaimana: prosty motyw, który nie ma w sobie nic fantazyjnego, bajkowego czy ciekawego, zostaje bramą do świata wielkich przygód. Osobnym tematem staje się też humor – każdy może sobie szybciej niż myszka sprawdzić, na kogo bohaterowie czekają – a później porównywać pomysły kolejnych zwierząt z rzeczywistością (to samo stanie się też przy drugiej i następnych lekturach, bo wiadomo, że na jednym czytaniu i oglądaniu tej publikacji się nie skończy).
Emilia Dziubak sprawia, że ożywają istoty z fantazji, zamieniają zwyczajne oczekiwanie w zestaw potencjalnych przygód. To dzięki tej ilustratorce świetny pomysł nabiera jeszcze blasku – to grafiki przenoszą czytelników do bajki i to grafiki przypominają, jak potężną siłą jest umiejętność wyobrażania sobie różnych rzeczy. Dzieci zauważą, że własny umysł może zapewnić im lepsze doświadczenia i przygody niż telewizja czy komputer. Warto dać sobie taką szansę i nie zatrzymywać się na tym, co mierzalne i możliwe do zaobserwowania.
wtorek, 17 grudnia 2024
Przemek Wechterowicz: Jak ci pomóc, Robociku?
Ezop, Warszawa 2024.
Strata
Kierowanie się stereotypami może prowadzić do niewłaściwych wniosków – to przekaz płynący z picture booka „Jak ci pomóc, Robociku?”, który stworzyli wspólnie Przemek Wechterowicz i Emilia Dziubak. Wszystko zaczyna się od zgubienia śrubki: Robocik, bohater tej opowieści, jest smutny, bo ulubiona śrubka sprawiała, że czuł się radosny. Różne zwierzęta pomagają mu w szukaniu: niedźwiedź, krokodyl czy kaczki (i sporo innych), jednak bez skutku. W dodatku każdy chciałby jakoś pocieszyć lubianego Robocika, tylko że sądzi, że nie może zrobić tego, co podpowiada mu serce. W efekcie nikt nie nuci Robocikowi kołysanek, nikt go nie przytula, nie częstuje przysmakami ani nie bierze na barana. Każdy myśli, że zrobiłby to, gdyby nie miał do czynienia z robotem – tymczasem bohaterowi takich właśnie prostych gestów brakuje i o takich marzy w chwili, gdy jest mu smutno. Na szczęście znajduje się ktoś, kto nie tylko rezygnuje z podążania za konwenansami, ale jeszcze potrafi zaradzić coś na zgubioną ulubioną śrubkę. Robocik może wreszcie dostać to, czego naprawdę potrzebował. Zagubiony przedmiot był jedynie pretekstem do kontaktów z innymi – to nie rzecz przynosi radość, a relacje. Przemek Wechterowicz i Emilia Dziubak tworzą książkę lapidarną i piękną w swojej prostocie, niby przeznaczona dla dzieci od trzeciego roku życia, ale tak naprawdę – dla wszystkich, bez względu na wiek i doświadczenia. Przypominają bowiem o tym, co jest naprawdę ważne i czym trzeba się w życiu kierować. „Jak ci pomóc, Robociku” to historia, która bez trudu trafi do wyobraźni najmłodszych – i sporo im powie o tym, jak budować kontakty z innymi. Tekst ograniczony do minimum pozwala na przemyślenie sobie tego, co różne zwierzęta mogłyby zaoferować Robocikowi, kiedy wspólne poszukiwania śrubki kończą się fiaskiem. Ale prawdziwy popis daje Emilia Dziubak w ilustracjach. To, co pozostaje w sferze marzeń czy wyobraźni poszczególnych bohaterów, pojawia się w naiwnych i dwuwymiarowych kredkowych rysunkach. Ilustracje przedstawiające rzeczywistość mają głębię, trójwymiar – i mnóstwo detali, wyglądają jak fotografie. Robocik staje się na nich prawdziwy – i zupełnie inny niż ten, którego wyobrażają sobie jego znajomi. Emilia Dziubak jak zwykle zachwyca, pokazuje kunszt ilustratorski i zasoby fantazji – dzieli opowieść na świat pożądany i rzeczywisty, akcentuje emocjonalne potrzeby bohatera – można tu prześledzić mimikę i otoczenie, żeby przekonać się, jak bardzo różnią się nadzieje od realiów. Co ciekawe, chociaż „naiwne” kredkowe rysunki wydają się płaskie i nie wywołują aż takiego zachwytu jak pełnostronicowe malunki – to właśnie w nich skrywają się podpowiedzi dotyczące właściwego postępowania. Dzieci przekonają się tu, że warto podążać za własną intuicją, albo wykorzystać niezrealizowane sytuacje jako podpowiedzi co do pożądanych zachowań w konkretnych okolicznościach. Robocik przecież mógłby jeść owoce z muszką owocówką albo jeździć na barana na niedźwiedziu – gdyby tylko jego znajomi odważyli się to zaproponować. Z pewnością atrakcje zmniejszyłyby smutek z powodu utraconej śrubki i pokazały, na kogo można liczyć. „Jak ci pomóc, Robociku?” to tylko z pozoru prosta historyjka dla kilkulatków. Tę książkę każdy powinien mieć w zasięgu ręki, żeby przypominać sobie, jak i dlaczego potrzebuje innych – i jak sam może się tym innym przydać.
Strata
Kierowanie się stereotypami może prowadzić do niewłaściwych wniosków – to przekaz płynący z picture booka „Jak ci pomóc, Robociku?”, który stworzyli wspólnie Przemek Wechterowicz i Emilia Dziubak. Wszystko zaczyna się od zgubienia śrubki: Robocik, bohater tej opowieści, jest smutny, bo ulubiona śrubka sprawiała, że czuł się radosny. Różne zwierzęta pomagają mu w szukaniu: niedźwiedź, krokodyl czy kaczki (i sporo innych), jednak bez skutku. W dodatku każdy chciałby jakoś pocieszyć lubianego Robocika, tylko że sądzi, że nie może zrobić tego, co podpowiada mu serce. W efekcie nikt nie nuci Robocikowi kołysanek, nikt go nie przytula, nie częstuje przysmakami ani nie bierze na barana. Każdy myśli, że zrobiłby to, gdyby nie miał do czynienia z robotem – tymczasem bohaterowi takich właśnie prostych gestów brakuje i o takich marzy w chwili, gdy jest mu smutno. Na szczęście znajduje się ktoś, kto nie tylko rezygnuje z podążania za konwenansami, ale jeszcze potrafi zaradzić coś na zgubioną ulubioną śrubkę. Robocik może wreszcie dostać to, czego naprawdę potrzebował. Zagubiony przedmiot był jedynie pretekstem do kontaktów z innymi – to nie rzecz przynosi radość, a relacje. Przemek Wechterowicz i Emilia Dziubak tworzą książkę lapidarną i piękną w swojej prostocie, niby przeznaczona dla dzieci od trzeciego roku życia, ale tak naprawdę – dla wszystkich, bez względu na wiek i doświadczenia. Przypominają bowiem o tym, co jest naprawdę ważne i czym trzeba się w życiu kierować. „Jak ci pomóc, Robociku” to historia, która bez trudu trafi do wyobraźni najmłodszych – i sporo im powie o tym, jak budować kontakty z innymi. Tekst ograniczony do minimum pozwala na przemyślenie sobie tego, co różne zwierzęta mogłyby zaoferować Robocikowi, kiedy wspólne poszukiwania śrubki kończą się fiaskiem. Ale prawdziwy popis daje Emilia Dziubak w ilustracjach. To, co pozostaje w sferze marzeń czy wyobraźni poszczególnych bohaterów, pojawia się w naiwnych i dwuwymiarowych kredkowych rysunkach. Ilustracje przedstawiające rzeczywistość mają głębię, trójwymiar – i mnóstwo detali, wyglądają jak fotografie. Robocik staje się na nich prawdziwy – i zupełnie inny niż ten, którego wyobrażają sobie jego znajomi. Emilia Dziubak jak zwykle zachwyca, pokazuje kunszt ilustratorski i zasoby fantazji – dzieli opowieść na świat pożądany i rzeczywisty, akcentuje emocjonalne potrzeby bohatera – można tu prześledzić mimikę i otoczenie, żeby przekonać się, jak bardzo różnią się nadzieje od realiów. Co ciekawe, chociaż „naiwne” kredkowe rysunki wydają się płaskie i nie wywołują aż takiego zachwytu jak pełnostronicowe malunki – to właśnie w nich skrywają się podpowiedzi dotyczące właściwego postępowania. Dzieci przekonają się tu, że warto podążać za własną intuicją, albo wykorzystać niezrealizowane sytuacje jako podpowiedzi co do pożądanych zachowań w konkretnych okolicznościach. Robocik przecież mógłby jeść owoce z muszką owocówką albo jeździć na barana na niedźwiedziu – gdyby tylko jego znajomi odważyli się to zaproponować. Z pewnością atrakcje zmniejszyłyby smutek z powodu utraconej śrubki i pokazały, na kogo można liczyć. „Jak ci pomóc, Robociku?” to tylko z pozoru prosta historyjka dla kilkulatków. Tę książkę każdy powinien mieć w zasięgu ręki, żeby przypominać sobie, jak i dlaczego potrzebuje innych – i jak sam może się tym innym przydać.
poniedziałek, 21 października 2024
Kai Lüftner: Zawieruszek. Baśń skandynawska
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Przyjaźń
Baśnie dzisiaj cieszą się mniejszą popularnością niż jeszcze kilka dekad temu: dzisiaj dzieci wybierają częściej historie, które mają przewidywalny przebieg. I w tej konkurencji „Zawieruszek. Baśń skandynawska” wygra na pewno – nie da się bowiem wymyślić, jak rozwinie się fabuła tomiku. Pięknie ilustrowana przez Emilię Dziubak książka daje do myślenia i uwrażliwia dzieci na samotność. Bohaterowie tej historii to para staruszków. Mieszkają oni z daleka od innych ludzi, niespecjalnie też próbują się socjalizować: mają siebie i to im do szczęścia wystarczy. Jednak pewnego dnia spotykają w lesie małego chłopca. Pięciolatek trafia do ich domu i pomaga w rozmaitych zadaniach i czynnościach. Przejmuje część obowiązków staruszków i dojrzewa na ich oczach. Dostaje imię – Vilmar – i swoją obecnością umila czas bohaterom. Nie ma tu dialogów: wszystko dzieje się w narracji i w zapośredniczonej opowieści, a to, czego słowa nie dadzą rady przekazać, przenoszą obrazy. Vilmar znajduje schronienie i rodzinę – tyle tylko, że wcale tego nie potrzebuje. Jest ktoś, kto ma pojęcie o jego właściwym pochodzeniu i w odpowiednim momencie podsunie lekturę wyjaśniającą wszystko. Vilmar będzie musiał wyruszyć w swoją podróż – opuścić gościnny dom i staruszków, którzy podzielili się z nim wszystkim, co mieli. I wbrew pozorom taki kierunek akcji nie przygnębia, nie budzi też lęku. Żeby zrozumieć istnienie Vilmara, trzeba będzie przyjrzeć się mitologii i wierzeniom skandynawskim – to z kolei przyniesie w efekcie zrozumienie dla bohatera, który wcale nie musi (a może nawet nie powinien) spędzać czasu pod dachem, niezależnie od uczuć, jakie łączą go z domownikami. Vilmarowi na żadnym etapie rozwoju nie dzieje się krzywda, a jeśli zaangażował się emocjonalnie i chciałby wracać do gościnnego domu – nie ma przeszkód, może to robić. Dzięki temu też dziadkowie nie będą tak bardzo tęsknić. Kai Lüftner unika w ogóle mówienia o emocjach i uczuciach – wprawdzie wiadomo, że bohaterowie nie mogą funkcjonować jako obojętni sobie, ale dzięki akcji, która zostaje zapośredniczona w opowieści, nie ma problemu z bólem rozstania.
Jest to książka ciekawa: atrakcyjna od strony fabularnej dzięki nieczęsto spotykanym rozwiązaniom – i za sprawą strony graficznej. Emilia Dziubak stawia tu na realizm i nie boi się tego, co coraz rzadziej spotykane w literaturze czwartej – proponuje pejzaże często pozbawione ludzi. Nie ucieka w infantylizm, nawet jeśli wyposaża swoich bohaterów w sympatyczne miny. Urzeka odbiorców za sprawą wypełnionych szczegółami grafik. „Zawieruszek” to lektura dla młodszych i starszych odbiorców. Dzieci z pewnością odkryją w niej historię o dojrzewaniu i o samodzielności, dorośli z kolei docenią to, co Emilia Dziubak przygotowuje: zresztą publikacje ilustrowane przez tę autorkę zawsze cieszą się zainteresowaniem szerokiego grona odbiorców. „Zawieruszek” przedstawia niezwykłą, klimatyczną historię. Jest to propozycja, która wzruszy i zabierze dzieci do innego, nieznanego świata.
Przyjaźń
Baśnie dzisiaj cieszą się mniejszą popularnością niż jeszcze kilka dekad temu: dzisiaj dzieci wybierają częściej historie, które mają przewidywalny przebieg. I w tej konkurencji „Zawieruszek. Baśń skandynawska” wygra na pewno – nie da się bowiem wymyślić, jak rozwinie się fabuła tomiku. Pięknie ilustrowana przez Emilię Dziubak książka daje do myślenia i uwrażliwia dzieci na samotność. Bohaterowie tej historii to para staruszków. Mieszkają oni z daleka od innych ludzi, niespecjalnie też próbują się socjalizować: mają siebie i to im do szczęścia wystarczy. Jednak pewnego dnia spotykają w lesie małego chłopca. Pięciolatek trafia do ich domu i pomaga w rozmaitych zadaniach i czynnościach. Przejmuje część obowiązków staruszków i dojrzewa na ich oczach. Dostaje imię – Vilmar – i swoją obecnością umila czas bohaterom. Nie ma tu dialogów: wszystko dzieje się w narracji i w zapośredniczonej opowieści, a to, czego słowa nie dadzą rady przekazać, przenoszą obrazy. Vilmar znajduje schronienie i rodzinę – tyle tylko, że wcale tego nie potrzebuje. Jest ktoś, kto ma pojęcie o jego właściwym pochodzeniu i w odpowiednim momencie podsunie lekturę wyjaśniającą wszystko. Vilmar będzie musiał wyruszyć w swoją podróż – opuścić gościnny dom i staruszków, którzy podzielili się z nim wszystkim, co mieli. I wbrew pozorom taki kierunek akcji nie przygnębia, nie budzi też lęku. Żeby zrozumieć istnienie Vilmara, trzeba będzie przyjrzeć się mitologii i wierzeniom skandynawskim – to z kolei przyniesie w efekcie zrozumienie dla bohatera, który wcale nie musi (a może nawet nie powinien) spędzać czasu pod dachem, niezależnie od uczuć, jakie łączą go z domownikami. Vilmarowi na żadnym etapie rozwoju nie dzieje się krzywda, a jeśli zaangażował się emocjonalnie i chciałby wracać do gościnnego domu – nie ma przeszkód, może to robić. Dzięki temu też dziadkowie nie będą tak bardzo tęsknić. Kai Lüftner unika w ogóle mówienia o emocjach i uczuciach – wprawdzie wiadomo, że bohaterowie nie mogą funkcjonować jako obojętni sobie, ale dzięki akcji, która zostaje zapośredniczona w opowieści, nie ma problemu z bólem rozstania.
Jest to książka ciekawa: atrakcyjna od strony fabularnej dzięki nieczęsto spotykanym rozwiązaniom – i za sprawą strony graficznej. Emilia Dziubak stawia tu na realizm i nie boi się tego, co coraz rzadziej spotykane w literaturze czwartej – proponuje pejzaże często pozbawione ludzi. Nie ucieka w infantylizm, nawet jeśli wyposaża swoich bohaterów w sympatyczne miny. Urzeka odbiorców za sprawą wypełnionych szczegółami grafik. „Zawieruszek” to lektura dla młodszych i starszych odbiorców. Dzieci z pewnością odkryją w niej historię o dojrzewaniu i o samodzielności, dorośli z kolei docenią to, co Emilia Dziubak przygotowuje: zresztą publikacje ilustrowane przez tę autorkę zawsze cieszą się zainteresowaniem szerokiego grona odbiorców. „Zawieruszek” przedstawia niezwykłą, klimatyczną historię. Jest to propozycja, która wzruszy i zabierze dzieci do innego, nieznanego świata.
poniedziałek, 29 lipca 2024
Tomasz Plebański, Emilia Dziubak: Rok w lesie. Zasypianka
Nasza Księgarnia, Warszawa 2024.
Na dobranoc
Książka "Rok w lesie" Emilii Dziubak spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem - nic więc dziwnego, że zamieniła się w serię publikacji dla różnych grup młodych odbiorców. Przyjemne dla oka i wyciszające ilustracje pojawiają się w kolejnych tomikach i cieszą oko nie tylko maluchów: wiadomo, że to lektury przeznaczone do czytania przez rodziców, więc warstwa graficzna powinna usatysfakcjonować obie zainteresowane strony. Emilia Dziubak potrafi to zrobić. Teraz ilustruje mały tomik kartonowy (z zaokrąglonymi rogami, co jest już od dawna standardem) z rymowanką Tomasza Plebańskiego. "Zasypianka" to historia małej sroczki, która przemierza las - chodzi od zwierzęcia do zwierzęcia i sprawdza, czy śpią, czy już się obudziły - a właściwie próbuje nawiązać kontakt z kolejnymi mieszkańcami lasu, jednak wszyscy ją przepędzają, bo chcą odpocząć. W końcu sroczka sama dochodzi do wniosku, że niektórych nie wolno budzić. Aż sama męczy się swoimi działaniami i szykuje się do snu. Książka zbudowana na bazie wyliczanki pozwala na uśpienie dziecka - temat snu ma przygotować do tego, żeby zamknąć oczy i wyciszyć emocje. Wystarczy podążać za małą sroczką i sprawdzać, którzy bohaterowie chcą spać, żeby senność się udzieliła, przynajmniej dzieciom. Tomasz Plebański czasami w rymach stawia na gramatyczne współbrzmienia, czasami nadużywa zdrobnień, innym razem wykorzystuje onomatopeje - ale zachowuje kojący rytm i praktycznie uniemożliwia dzieciom rozbrykanie. Pozwala na wieczorny odpoczynek i ułożenie się do snu. Dzieci mają po prostu wziąć przykład ze zwierzęcych bohaterów - i wszystko jasne, bez prawienia morałów. Przy okazji odbiorcy mogą jednak poznać nazwy typowych mieszkańców polskich lasów, nauczą się szacunku do przyrody i wyzwolą zainteresowanie spacerami krajoznawczymi. Wprawdzie nawet jeśli nie chodzi tu o edukowanie najmłodszych, to jednak pod wpływem lektury rozszerzy się słownictwo odbiorców (choćby o żeremie). Ważniejsze niż narracja stają się tu oczywiście ilustracje Emilii Dziubak. Tomik jest utrzymany w dość ciemnych barwach, chociaż są wyjątki, w zależności od momentu, w którym sroczka odwiedza kolejnych bohaterów - Emilia Dziubak nieodmiennie zachwyca sposobem prezentowania zwierząt i leśnych pejzaży. Jest tu delikatność i celność w przedstawianiu sytuacji, jest delikatna bajkowość w minach postaci, ale też - możliwość rozpoznawania charakterystycznych dla wybranych gatunków cech. "Zasypianka" to popis graficzny, od którego nie można oderwać oczu. W tej książeczce widać, jak bardzo opłaca się tworzenie ślicznych ilustracji dla dzieci. Emilia Dziubak nie przesładza rysunków i nie infantylizuje ich przesadnie, dostarcza obrazków klimatycznych i uroczych, a jednocześnie traktuje dzieci poważnie i sprawia, że zechcą wracać do jej dzieł. To odejście od bylejakości licencjonowanych komputerowych grafik - i pokazanie, jak bardzo ważne są ilustracje z duszą. "Zasypianka" to prosta książeczka (niewykluczone, że stanie się ulubioną lekturą części maluchów, które potrzebują na pewnym etapie rozwoju tego typu opowiastek), ale jej egzystencję na rynku wydawniczym z pewnością przedłuży fakt, że to właśnie Emilia Dziubak dzieli się z odbiorcami swoimi wersjami leśnych stworzeń. Tę książkę chce się oglądać.
Na dobranoc
Książka "Rok w lesie" Emilii Dziubak spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem - nic więc dziwnego, że zamieniła się w serię publikacji dla różnych grup młodych odbiorców. Przyjemne dla oka i wyciszające ilustracje pojawiają się w kolejnych tomikach i cieszą oko nie tylko maluchów: wiadomo, że to lektury przeznaczone do czytania przez rodziców, więc warstwa graficzna powinna usatysfakcjonować obie zainteresowane strony. Emilia Dziubak potrafi to zrobić. Teraz ilustruje mały tomik kartonowy (z zaokrąglonymi rogami, co jest już od dawna standardem) z rymowanką Tomasza Plebańskiego. "Zasypianka" to historia małej sroczki, która przemierza las - chodzi od zwierzęcia do zwierzęcia i sprawdza, czy śpią, czy już się obudziły - a właściwie próbuje nawiązać kontakt z kolejnymi mieszkańcami lasu, jednak wszyscy ją przepędzają, bo chcą odpocząć. W końcu sroczka sama dochodzi do wniosku, że niektórych nie wolno budzić. Aż sama męczy się swoimi działaniami i szykuje się do snu. Książka zbudowana na bazie wyliczanki pozwala na uśpienie dziecka - temat snu ma przygotować do tego, żeby zamknąć oczy i wyciszyć emocje. Wystarczy podążać za małą sroczką i sprawdzać, którzy bohaterowie chcą spać, żeby senność się udzieliła, przynajmniej dzieciom. Tomasz Plebański czasami w rymach stawia na gramatyczne współbrzmienia, czasami nadużywa zdrobnień, innym razem wykorzystuje onomatopeje - ale zachowuje kojący rytm i praktycznie uniemożliwia dzieciom rozbrykanie. Pozwala na wieczorny odpoczynek i ułożenie się do snu. Dzieci mają po prostu wziąć przykład ze zwierzęcych bohaterów - i wszystko jasne, bez prawienia morałów. Przy okazji odbiorcy mogą jednak poznać nazwy typowych mieszkańców polskich lasów, nauczą się szacunku do przyrody i wyzwolą zainteresowanie spacerami krajoznawczymi. Wprawdzie nawet jeśli nie chodzi tu o edukowanie najmłodszych, to jednak pod wpływem lektury rozszerzy się słownictwo odbiorców (choćby o żeremie). Ważniejsze niż narracja stają się tu oczywiście ilustracje Emilii Dziubak. Tomik jest utrzymany w dość ciemnych barwach, chociaż są wyjątki, w zależności od momentu, w którym sroczka odwiedza kolejnych bohaterów - Emilia Dziubak nieodmiennie zachwyca sposobem prezentowania zwierząt i leśnych pejzaży. Jest tu delikatność i celność w przedstawianiu sytuacji, jest delikatna bajkowość w minach postaci, ale też - możliwość rozpoznawania charakterystycznych dla wybranych gatunków cech. "Zasypianka" to popis graficzny, od którego nie można oderwać oczu. W tej książeczce widać, jak bardzo opłaca się tworzenie ślicznych ilustracji dla dzieci. Emilia Dziubak nie przesładza rysunków i nie infantylizuje ich przesadnie, dostarcza obrazków klimatycznych i uroczych, a jednocześnie traktuje dzieci poważnie i sprawia, że zechcą wracać do jej dzieł. To odejście od bylejakości licencjonowanych komputerowych grafik - i pokazanie, jak bardzo ważne są ilustracje z duszą. "Zasypianka" to prosta książeczka (niewykluczone, że stanie się ulubioną lekturą części maluchów, które potrzebują na pewnym etapie rozwoju tego typu opowiastek), ale jej egzystencję na rynku wydawniczym z pewnością przedłuży fakt, że to właśnie Emilia Dziubak dzieli się z odbiorcami swoimi wersjami leśnych stworzeń. Tę książkę chce się oglądać.
czwartek, 2 listopada 2023
Emilia Dziubak: Rok w lesie. Robaczki. Książka z okienkami
Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Mikroświat
Można chodzić na spacery i rozglądać się uważnie po najbliższym otoczeniu: na trawnikach dostrzec można mnóstwo żyjątek. Owady stają się tematem przewodnim picture booka z okienkami, który proponuje odbiorcom Emilia Dziubak. "Rok w lesie. Robaczki" to kontynuacja udanej serii - i kolejna propozycja zabawy. Dzieciom na pewno spodoba się taka zabawa. 47 okienek czeka na otwarcie - i nie wolno żadnego przegapić, bo pod nimi skrywają się niespodzianki dla maluchów.
Emilia Dziubak stawia na prezentowanie leśnych pejzaży - ciekawe zbliżenia różnych fragmentów przyrody - ale nie tylko, bo czasami zabiera też czytelników do domu - w końcu i tam roi się od robaczków. A autorce są one potrzebne do edukowania najmłodszych. Warto nauczyć się podstawowych nazw i poza tymi najbardziej standardowymi - mrówkami, muchami, pszczołami czy konikami polnymi rozróżniać na przykład barciela pszczołowca, biegacza fioletowego czy jętkę. Faktycznie te owady, które prezentuje Emilia Dziubak (a nie tylko na owadach się skupia, żeby uzasadnić tytuł tomiku), łatwo zaobserwować w najbliższym otoczeniu (z małymi wyjątkami), co zachęci dzieci do odbywania kolejnych spacerów nastawionych na uważność i na wyszukiwanie małych żyjątek. Można czuć satysfakcję, kiedy wskaże się na żywo bohatera książki - więc Emilia Dziubak zachęca do tego rodzaju aktywności. Nie jedynej, bo przecież innym rodzajem inspiracji w interaktywnej zabawie stają się okienka. Autorka zamieszcza je w różnych punktach kartonowych stron, a pod nimi ukrywa najróżniejsze dodatki - albo zmienia sytuację przedstawioną na podstawowym obrazku. Czasami wprowadza jakieś komentarze, czasami zmienia aktywność wybranego owada - tak, żeby za każdym razem zaglądanie pod okienka wydawało się dzieciom warte wysiłku. "Rok w lesie. Robaczki" to przecież propozycja wymuszająca na najmłodszych samodzielne dodawanie komentarzy. Nie ma tu żadnej narracji, nie ma narzucanej przez autorkę drogi opowieści: dzieci będą oglądać kolejne rozkładówki w książce i wypatrywać niespodzianek - taki rodzaj lektury najlepiej się sprawdzi. Emilia Dziubak wprawdzie nie musi się posiłkować takimi sztuczkami, żeby przyciągnąć odbiorców - i tak przekonała ich do siebie jakością ilustracji. Teraz tylko potwierdza swój kunszt i pomysłowość. Realistyczne scenerie łączy z bajkowością, zaprasza najmłodszych do odkrywania owadziego świata. Uczy w ten sposób także szacunku do przyrody - raczej trudno sobie wyobrazić, żeby po takiej lekturze dzieci brzydziły się "robaków" i podchodziły do nich z niechęcią, więc nie będą ich bezmyślnie zabijać. Zwłaszcza kiedy - na przykład - poznają rodzinne życie mrówek. Emilia Dziubak świetnie to wszystko ilustruje, jest w stanie zaangażować odbiorców w temat i zaprosić ich do odkrywania tajników świata owadów. Zaprasza też do samej książki - bo dużo tu się dzieje i dużo można oglądać z zainteresowaniem. "Rok w lesie. Robaczki" to wyjątkowa publikacja, która nadaje się dla kilkulatków, ale też dla starszych dzieci, które mogą potraktować tomik jako kompendium wiedzy o owadach.
Mikroświat
Można chodzić na spacery i rozglądać się uważnie po najbliższym otoczeniu: na trawnikach dostrzec można mnóstwo żyjątek. Owady stają się tematem przewodnim picture booka z okienkami, który proponuje odbiorcom Emilia Dziubak. "Rok w lesie. Robaczki" to kontynuacja udanej serii - i kolejna propozycja zabawy. Dzieciom na pewno spodoba się taka zabawa. 47 okienek czeka na otwarcie - i nie wolno żadnego przegapić, bo pod nimi skrywają się niespodzianki dla maluchów.
Emilia Dziubak stawia na prezentowanie leśnych pejzaży - ciekawe zbliżenia różnych fragmentów przyrody - ale nie tylko, bo czasami zabiera też czytelników do domu - w końcu i tam roi się od robaczków. A autorce są one potrzebne do edukowania najmłodszych. Warto nauczyć się podstawowych nazw i poza tymi najbardziej standardowymi - mrówkami, muchami, pszczołami czy konikami polnymi rozróżniać na przykład barciela pszczołowca, biegacza fioletowego czy jętkę. Faktycznie te owady, które prezentuje Emilia Dziubak (a nie tylko na owadach się skupia, żeby uzasadnić tytuł tomiku), łatwo zaobserwować w najbliższym otoczeniu (z małymi wyjątkami), co zachęci dzieci do odbywania kolejnych spacerów nastawionych na uważność i na wyszukiwanie małych żyjątek. Można czuć satysfakcję, kiedy wskaże się na żywo bohatera książki - więc Emilia Dziubak zachęca do tego rodzaju aktywności. Nie jedynej, bo przecież innym rodzajem inspiracji w interaktywnej zabawie stają się okienka. Autorka zamieszcza je w różnych punktach kartonowych stron, a pod nimi ukrywa najróżniejsze dodatki - albo zmienia sytuację przedstawioną na podstawowym obrazku. Czasami wprowadza jakieś komentarze, czasami zmienia aktywność wybranego owada - tak, żeby za każdym razem zaglądanie pod okienka wydawało się dzieciom warte wysiłku. "Rok w lesie. Robaczki" to przecież propozycja wymuszająca na najmłodszych samodzielne dodawanie komentarzy. Nie ma tu żadnej narracji, nie ma narzucanej przez autorkę drogi opowieści: dzieci będą oglądać kolejne rozkładówki w książce i wypatrywać niespodzianek - taki rodzaj lektury najlepiej się sprawdzi. Emilia Dziubak wprawdzie nie musi się posiłkować takimi sztuczkami, żeby przyciągnąć odbiorców - i tak przekonała ich do siebie jakością ilustracji. Teraz tylko potwierdza swój kunszt i pomysłowość. Realistyczne scenerie łączy z bajkowością, zaprasza najmłodszych do odkrywania owadziego świata. Uczy w ten sposób także szacunku do przyrody - raczej trudno sobie wyobrazić, żeby po takiej lekturze dzieci brzydziły się "robaków" i podchodziły do nich z niechęcią, więc nie będą ich bezmyślnie zabijać. Zwłaszcza kiedy - na przykład - poznają rodzinne życie mrówek. Emilia Dziubak świetnie to wszystko ilustruje, jest w stanie zaangażować odbiorców w temat i zaprosić ich do odkrywania tajników świata owadów. Zaprasza też do samej książki - bo dużo tu się dzieje i dużo można oglądać z zainteresowaniem. "Rok w lesie. Robaczki" to wyjątkowa publikacja, która nadaje się dla kilkulatków, ale też dla starszych dzieci, które mogą potraktować tomik jako kompendium wiedzy o owadach.
wtorek, 16 maja 2023
Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle. Liczymy zwierzaki
Nasza Księgarnia, Warszawa 2023.
Matematyka w lesie
To dobra propozycja dla odbiorców, którzy potrzebują poćwiczyć liczenie, a wszelkie tradycyjne sposoby zawiodły i zwyczajnie nudzą. Przeniesienie nauki na zabawę, w dodatku na zabawę dość dobrze znaną - bo z serią, która cieszy się ogromną popularnością - to najlepszy możliwy pomysł edukacyjny. Emilia Dziubak, która stworzyła sympatycznych bohaterów z picture booka "Rok w lesie", teraz kontynuuje cykl gadżetów związanych z tą publikacją. Kolejne puzzle związane z "Rokiem w lesie" przynoszą tym razem niewiele możliwości zabaw (chociaż zasady można modyfikować w zależności od potrzeb, zwiększać stopień trudności albo wprowadzać nowe reguły, które utrudnią zdobywanie kolejnych elementów i zachęcić dzieci do rywalizacji). Trzeba tu połączyć w pary dwadzieścia elementów. Każda część układanki składa się z dwóch puzzli: na jednym pojawiają się zwierzęta. Na drugim - cyfra bądź liczba odpowiadająca im. Tak, że dzieci nie muszą, a nawet nie powinny dopasowywać puzzli po kształtach (chociaż jest to możliwe, bo nie da się ułożyć tych puzzli błędnie, każde mają charakterystyczne i indywidualne wycięcie, żeby uniemożliwić pomyłki i zapamiętywanie niewłaściwych połączeń). Trzeba za każdym razem policzyć zwierzęta na obrazku, a następnie znaleźć element z odpowiadającą im liczbą - i połączyć w parę. Zwierzęta są tu rozmaite - jeden żubr, siedem kaczek (a właściwie kaczka z kaczątkami), dziesięć mrówek - każde stworzenie to również okazja do opowiadania o mieszkańcach lasu czy o poznawaniu nowych nazw. Można też wykorzystywać ilustracje ze zwierzętami do opowiadania o ich zwyczajach, albo do prowadzenia narracji o dzieciach i ich rodzicach w świecie zwierząt. Locha ma tu warchlaki, niedźwiedzica - niedźwiedziątko.
Jest to rozwiązanie bardzo proste, a rzadko w ten sposób wykorzystuje się puzzle - do nauki liczenia i do sprawdzania, czy dziecko radzi sobie już z określaniem liczby elementów na obrazku. Jest tu też element rozrywki, bo w końcu układanie puzzli to zabawa, która w dodatku wspomaga rozwój motoryki u dzieci. Kilkulatki mogą potraktować ten gadżet jako zabawkę, rodzice zwrócą uwagę na aspekt edukacyjny i na możliwość łączenia w wyobraźni i świadomości pociechy liczb z konkretnym zestawem elementów.
Jak zawsze u Emilii Dziubak i tutaj ilustracje są urocze i zabawne. Autorka wie, jak przedstawiać leśnych bohaterów - dzięki delikatnie wykorzystywanemu poczuciu humoru te puzzle mogą się podobać przedstawicielom różnych pokoleń. Jest to również zaproszenie do proekologicznych postaw i do chodzenia na spacery - i podziwiania najbliższej okolicy. "Rok w lesie. Puzzle. Liczymy zwierzaki" to miła rozrywka dla najmłodszych - połączona z lekcją matematyki.
Matematyka w lesie
To dobra propozycja dla odbiorców, którzy potrzebują poćwiczyć liczenie, a wszelkie tradycyjne sposoby zawiodły i zwyczajnie nudzą. Przeniesienie nauki na zabawę, w dodatku na zabawę dość dobrze znaną - bo z serią, która cieszy się ogromną popularnością - to najlepszy możliwy pomysł edukacyjny. Emilia Dziubak, która stworzyła sympatycznych bohaterów z picture booka "Rok w lesie", teraz kontynuuje cykl gadżetów związanych z tą publikacją. Kolejne puzzle związane z "Rokiem w lesie" przynoszą tym razem niewiele możliwości zabaw (chociaż zasady można modyfikować w zależności od potrzeb, zwiększać stopień trudności albo wprowadzać nowe reguły, które utrudnią zdobywanie kolejnych elementów i zachęcić dzieci do rywalizacji). Trzeba tu połączyć w pary dwadzieścia elementów. Każda część układanki składa się z dwóch puzzli: na jednym pojawiają się zwierzęta. Na drugim - cyfra bądź liczba odpowiadająca im. Tak, że dzieci nie muszą, a nawet nie powinny dopasowywać puzzli po kształtach (chociaż jest to możliwe, bo nie da się ułożyć tych puzzli błędnie, każde mają charakterystyczne i indywidualne wycięcie, żeby uniemożliwić pomyłki i zapamiętywanie niewłaściwych połączeń). Trzeba za każdym razem policzyć zwierzęta na obrazku, a następnie znaleźć element z odpowiadającą im liczbą - i połączyć w parę. Zwierzęta są tu rozmaite - jeden żubr, siedem kaczek (a właściwie kaczka z kaczątkami), dziesięć mrówek - każde stworzenie to również okazja do opowiadania o mieszkańcach lasu czy o poznawaniu nowych nazw. Można też wykorzystywać ilustracje ze zwierzętami do opowiadania o ich zwyczajach, albo do prowadzenia narracji o dzieciach i ich rodzicach w świecie zwierząt. Locha ma tu warchlaki, niedźwiedzica - niedźwiedziątko.
Jest to rozwiązanie bardzo proste, a rzadko w ten sposób wykorzystuje się puzzle - do nauki liczenia i do sprawdzania, czy dziecko radzi sobie już z określaniem liczby elementów na obrazku. Jest tu też element rozrywki, bo w końcu układanie puzzli to zabawa, która w dodatku wspomaga rozwój motoryki u dzieci. Kilkulatki mogą potraktować ten gadżet jako zabawkę, rodzice zwrócą uwagę na aspekt edukacyjny i na możliwość łączenia w wyobraźni i świadomości pociechy liczb z konkretnym zestawem elementów.
Jak zawsze u Emilii Dziubak i tutaj ilustracje są urocze i zabawne. Autorka wie, jak przedstawiać leśnych bohaterów - dzięki delikatnie wykorzystywanemu poczuciu humoru te puzzle mogą się podobać przedstawicielom różnych pokoleń. Jest to również zaproszenie do proekologicznych postaw i do chodzenia na spacery - i podziwiania najbliższej okolicy. "Rok w lesie. Puzzle. Liczymy zwierzaki" to miła rozrywka dla najmłodszych - połączona z lekcją matematyki.
piątek, 16 grudnia 2022
Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle progresywne
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Mieszkańcy
Dwadzieścia kawałków - tyle wystarczy, żeby zapewnić najmłodszym zestaw zabaw i ćwiczeń manualnych. "Rok w lesie. Puzzle progresywne" to zabawka, która nawiązuje do obrazkowej wyszukiwanki "Rok w lesie" Emilii Dziubak - i do całej serii gadżetów powstających po sukcesie publikacji. Puzzle bardzo dobrze się sprawdzają, bo pozwalają na spotkanie z sympatycznymi komiksowymi bohaterami o bajkowych pyszczkach, a przy okazji zapewniają walor edukacyjny: pokazują dzieciom, kogo można spotkać w polskim lesie. W "Puzzlach progresywnych" maluchy mają do wyboru trzy niezależne od siebie układanki (nie został wymyślony sposób na powiązanie ich w jedną całość, zapewne dlatego, by mogły funkcjonować samodzielnie. Najmniejszy jest gawron - ptak o zawadiackim spojrzeniu, który budzi radość odbiorców. To najniższy poziom trudności. Następny do ułożenia jest lis, za to najtrudniejszy okazuje się łoś. Puzzle mają w przybliżeniu kształt konturów kolejnych zwierząt, nie są to typowe kwadratowe i nudne ramki, więc dzieci tym chętniej mogą układać te elementy. Jednocześnie nietypowe krawędzie to w pewnym sensie utrudnienie dla maluchów: nie da się układać tych puzzli odruchowo, przez kształt obramowania - trzeba wykazać się zdolnością logicznego myślenia, żeby wiedzieć, gdzie muszą znaleźć się łopaty łosia albo ogon lisa.
Emilia Dziubak stawia na stworzenia, które przyciągają wzrok odbiorców z różnych grup wiekowych. Chociaż puzzle zdecydowanie przeznaczone są dla najmłodszych - już dwulatki mogą się nimi bawić, bo elementy są spore i pozbawione niebezpiecznych ostrych krawędzi - to jednak trudno nie ulec urokowi tych ilustracji. To, co urzekło czytelników w wyszukiwance, teraz powraca w kolejnych odsłonach - by dostarczać estetycznych przyjemności. Puzzlami można się bawić na różne sposoby: podsuwać dzieciom posegregowane elementy, wymieszać puzzle razem albo zorganizować losowanie i postawić na rywalizację - każdy znajdzie tu swój pomysł na wykorzystanie wizerunków mieszkańców lasu i na rozrywkę w dobrym towarzystwie. Nie będzie tu żmudnych poszukiwań brakujących kawałków obrazka ani zmęczenia dzieci zabawką. Obrazki miłe dla oka to powrót do lubianych postaci i jednocześnie podpowiedź edukacyjna. To przede wszystkim reklama "Roku w lesie" (a przy tym i całej serii, która nie zainspirowała twórców zabawek), ale też gratka dla fanów Emilii Dziubak. Oczywiście temat wpisuje się w kwestię ochrony środowiska i zainteresowania najbliższym otoczeniem - bohaterów z tych puzzli trzeba chronić i zadbać o to, by cały czas mieli gdzie mieszkać. Dzięki puzzlom można rozbudzić wrażliwość dzieci na przyrodę - i zaprosić je do świata lektur (także tych ilustrowanych przez Emilię Dziubak: charakterystyczny styl sprawia, że maluchy same będą wypatrywać jej publikacji w księgarniach i bibliotekach).
Mieszkańcy
Dwadzieścia kawałków - tyle wystarczy, żeby zapewnić najmłodszym zestaw zabaw i ćwiczeń manualnych. "Rok w lesie. Puzzle progresywne" to zabawka, która nawiązuje do obrazkowej wyszukiwanki "Rok w lesie" Emilii Dziubak - i do całej serii gadżetów powstających po sukcesie publikacji. Puzzle bardzo dobrze się sprawdzają, bo pozwalają na spotkanie z sympatycznymi komiksowymi bohaterami o bajkowych pyszczkach, a przy okazji zapewniają walor edukacyjny: pokazują dzieciom, kogo można spotkać w polskim lesie. W "Puzzlach progresywnych" maluchy mają do wyboru trzy niezależne od siebie układanki (nie został wymyślony sposób na powiązanie ich w jedną całość, zapewne dlatego, by mogły funkcjonować samodzielnie. Najmniejszy jest gawron - ptak o zawadiackim spojrzeniu, który budzi radość odbiorców. To najniższy poziom trudności. Następny do ułożenia jest lis, za to najtrudniejszy okazuje się łoś. Puzzle mają w przybliżeniu kształt konturów kolejnych zwierząt, nie są to typowe kwadratowe i nudne ramki, więc dzieci tym chętniej mogą układać te elementy. Jednocześnie nietypowe krawędzie to w pewnym sensie utrudnienie dla maluchów: nie da się układać tych puzzli odruchowo, przez kształt obramowania - trzeba wykazać się zdolnością logicznego myślenia, żeby wiedzieć, gdzie muszą znaleźć się łopaty łosia albo ogon lisa.
Emilia Dziubak stawia na stworzenia, które przyciągają wzrok odbiorców z różnych grup wiekowych. Chociaż puzzle zdecydowanie przeznaczone są dla najmłodszych - już dwulatki mogą się nimi bawić, bo elementy są spore i pozbawione niebezpiecznych ostrych krawędzi - to jednak trudno nie ulec urokowi tych ilustracji. To, co urzekło czytelników w wyszukiwance, teraz powraca w kolejnych odsłonach - by dostarczać estetycznych przyjemności. Puzzlami można się bawić na różne sposoby: podsuwać dzieciom posegregowane elementy, wymieszać puzzle razem albo zorganizować losowanie i postawić na rywalizację - każdy znajdzie tu swój pomysł na wykorzystanie wizerunków mieszkańców lasu i na rozrywkę w dobrym towarzystwie. Nie będzie tu żmudnych poszukiwań brakujących kawałków obrazka ani zmęczenia dzieci zabawką. Obrazki miłe dla oka to powrót do lubianych postaci i jednocześnie podpowiedź edukacyjna. To przede wszystkim reklama "Roku w lesie" (a przy tym i całej serii, która nie zainspirowała twórców zabawek), ale też gratka dla fanów Emilii Dziubak. Oczywiście temat wpisuje się w kwestię ochrony środowiska i zainteresowania najbliższym otoczeniem - bohaterów z tych puzzli trzeba chronić i zadbać o to, by cały czas mieli gdzie mieszkać. Dzięki puzzlom można rozbudzić wrażliwość dzieci na przyrodę - i zaprosić je do świata lektur (także tych ilustrowanych przez Emilię Dziubak: charakterystyczny styl sprawia, że maluchy same będą wypatrywać jej publikacji w księgarniach i bibliotekach).
środa, 30 listopada 2022
Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle Gdzie żyją zwierzęta?
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Lekcje przyrody
Rok w lesie w wykonaniu Emilii Dziubak cieszy się ogromnym uznaniem dzieci i ich rodziców, nie dziwi zatem fakt, że duży picture book z wyszukiwankami doczekał się kolejnych zestawów gier i gadżetów. Puzzle Rok w lesie "Gdzie żyją zwierzęta" to następna budząca radość maluchów propozycja rozrywkowo-edukacyjna. Dzieci mogą tutaj nie tylko tworzyć kilkuelementowe układanki, ale też przypominać sobie, jakie środowiska są charakterystyczne dla których stworzeń. Puzzle "Gdzie żyją zwierzęta" to trochę inne niż do tej pory zabawki dla najmłodszych. Przede wszystkim nie łączy się tu zwierząt w pary, trzeba włożyć odrobinę więcej wysiłku w pracę - bo cztery pięcioelementowe układanki wymagają od odbiorców wiedzy. Są tu cztery "środowiska", miejsca, w których można znaleźć rozmaite żyjątka: ptaki, ssaki, płazy, ale i owady. Jest drzewo, rzeka, podziemne korytarze i runo leśne - czyli obrazki charakterystyczne dla lasu, bo Emilia Dziubak nie odbiega od wyściowego zagadnienia. Każde z tych środowisk to centralne koło, najważniejszy i najbardziej kolorowy punkt układanki. Do tego punktu trzeba dopasować cztery obrazki z mieszkańcami danego miejsca: trzeba zatem wymyślić, że mrówka będzie przebywać w ściółce, żaba przy rzece, a nietoperz na drzewie. Nie ma podpowiedzi obrazkowych (nie da się dopasować elementu po samym tylko obrazku, bo też i nie ma tu typowych dla puzzli układanek i całostek: gra została obmyślona tak, żeby każdy klocek stanowił osobny element. Co więcej - część ilustracji po dołączeniu do centralnego obrazka będzie do góry nogami wobec układającego. To spore wyzwanie i dzieci będą musiały uruchomić wyobraźnię oraz posiadane wiadomości, żeby wypełnić zadanie. Można zestaw układanek potraktować jako grę dla całej rodziny i wprowadzić na przykład losowanie kolejnych fragmentów albo zgadywanki, można urozmaicać sobie układanie zagadkami i rozmowami albo wspólną lekturą. Chodzi o to, żeby zapewnić rozrywkę w dawnym stylu, bez komputerów.
Jednym z efektów zabawy z propozycjami Emilii Dziubak będzie oczywiście rozbudzana miłość do przyrody - autorka odwołuje się do świata zwierząt i przedstawia je w bajkowy sposób, z charakterystycznymi komiksowymi minami, które każdego malucha przekonają, że układanie puzzli to świetna rozrywka. Sympatycznie wyglądające żyjątka wyzwalają zainteresowanie lasem i najbliższym otoczeniem, zachęcają do wyjścia na spacer i pozwalają na ćwiczenie umiejętności narracyjnych - dużo tu motywów, które da się wykorzystać pod kątem edukowania najmłodszego pokolenia czy poruszania tematu ekoświadomości, ale mnóstwo też pomysłów wyzwalających czystą radość. Taka układanka nie jest zbyt czasochłonna i nie prowadzi do zmęczenia małych użytkowników, zapewnia za to trochę uciechy. Emilia Dziubak ilustruje znakomicie - co do tego odbiorców przekonywać nie trzeba. Nawet w tak niewielkim zakresie jak kilkuelementowe puzzle widać kunszt w obrazkach - to zabawka także do podziwiania.
Lekcje przyrody
Rok w lesie w wykonaniu Emilii Dziubak cieszy się ogromnym uznaniem dzieci i ich rodziców, nie dziwi zatem fakt, że duży picture book z wyszukiwankami doczekał się kolejnych zestawów gier i gadżetów. Puzzle Rok w lesie "Gdzie żyją zwierzęta" to następna budząca radość maluchów propozycja rozrywkowo-edukacyjna. Dzieci mogą tutaj nie tylko tworzyć kilkuelementowe układanki, ale też przypominać sobie, jakie środowiska są charakterystyczne dla których stworzeń. Puzzle "Gdzie żyją zwierzęta" to trochę inne niż do tej pory zabawki dla najmłodszych. Przede wszystkim nie łączy się tu zwierząt w pary, trzeba włożyć odrobinę więcej wysiłku w pracę - bo cztery pięcioelementowe układanki wymagają od odbiorców wiedzy. Są tu cztery "środowiska", miejsca, w których można znaleźć rozmaite żyjątka: ptaki, ssaki, płazy, ale i owady. Jest drzewo, rzeka, podziemne korytarze i runo leśne - czyli obrazki charakterystyczne dla lasu, bo Emilia Dziubak nie odbiega od wyściowego zagadnienia. Każde z tych środowisk to centralne koło, najważniejszy i najbardziej kolorowy punkt układanki. Do tego punktu trzeba dopasować cztery obrazki z mieszkańcami danego miejsca: trzeba zatem wymyślić, że mrówka będzie przebywać w ściółce, żaba przy rzece, a nietoperz na drzewie. Nie ma podpowiedzi obrazkowych (nie da się dopasować elementu po samym tylko obrazku, bo też i nie ma tu typowych dla puzzli układanek i całostek: gra została obmyślona tak, żeby każdy klocek stanowił osobny element. Co więcej - część ilustracji po dołączeniu do centralnego obrazka będzie do góry nogami wobec układającego. To spore wyzwanie i dzieci będą musiały uruchomić wyobraźnię oraz posiadane wiadomości, żeby wypełnić zadanie. Można zestaw układanek potraktować jako grę dla całej rodziny i wprowadzić na przykład losowanie kolejnych fragmentów albo zgadywanki, można urozmaicać sobie układanie zagadkami i rozmowami albo wspólną lekturą. Chodzi o to, żeby zapewnić rozrywkę w dawnym stylu, bez komputerów.
Jednym z efektów zabawy z propozycjami Emilii Dziubak będzie oczywiście rozbudzana miłość do przyrody - autorka odwołuje się do świata zwierząt i przedstawia je w bajkowy sposób, z charakterystycznymi komiksowymi minami, które każdego malucha przekonają, że układanie puzzli to świetna rozrywka. Sympatycznie wyglądające żyjątka wyzwalają zainteresowanie lasem i najbliższym otoczeniem, zachęcają do wyjścia na spacer i pozwalają na ćwiczenie umiejętności narracyjnych - dużo tu motywów, które da się wykorzystać pod kątem edukowania najmłodszego pokolenia czy poruszania tematu ekoświadomości, ale mnóstwo też pomysłów wyzwalających czystą radość. Taka układanka nie jest zbyt czasochłonna i nie prowadzi do zmęczenia małych użytkowników, zapewnia za to trochę uciechy. Emilia Dziubak ilustruje znakomicie - co do tego odbiorców przekonywać nie trzeba. Nawet w tak niewielkim zakresie jak kilkuelementowe puzzle widać kunszt w obrazkach - to zabawka także do podziwiania.
piątek, 20 maja 2022
Sabine Bohlmann, Emilia Dziubak: Tatusiu, czy dziesięć to dużo?
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Porównania
Mały wilczek - jak każde dziecko - próbuje zrozumieć otaczający go świat. Żeby lepiej pojąć rzeczywistość, zadaje tacie mnóstwo pytań - za każdym razem dotyczących innej cechy lub wartości. Tata cierpliwie odpowiada, zastanawiając się nad każdą kwestią - bo nie da się rozstrzygnąć wątpliwości jednoznacznie i natychmiast. Sabine Bohlmann tworzy opowieść na bazie wyliczanki, z refrenowym powtarzaniem formy. Najpierw mały wilczek zadaje pytanie, później tata mówi "to zależy" - a potem następuje drobna opowieść, zestawienie skrajnych wartości. Wilczek plasuje się zwykle pośrodku - ale dzięki porównaniom będzie mógł lepiej pojąć, o co chodzi z względnością kolejnych danych. Wilczek interesuje się nie tylko tym, czy dziesięć to dużo: chce się dowiedzieć między innymi, czy jego futerko jest puszyste, czy jest głośny, zabawny, dziki, gruby, silny, sprytny albo szybki. Nigdy nie da się stwierdzić tego jednoznacznie: tata wilczka cierpliwie wyjaśnia, że zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w danym temacie prawdziwym mocarzem i ktoś znacznie słabszy - podaje do tego czytelne przykłady, które przekonają i wilczka, i małych odbiorców. Stanie się jasne, że porównywanie się do innych nie ma większego sensu - pozwala jedynie określić własne miejsce względem pozostałych stworzeń, ale nie pozwoli na wiarygodną i pełną ocenę. Zawsze będzie warunkowe - i to cenna informacja dla dzieci. Jedno tylko nie podlega dyskusji i jest stałe, Sabine Bohlmann eksponuje to w puencie książeczki. "Tatusiu, czy dziesięć to dużo?" to bardzo urokliwy tomik, który z pewnością na dłużej zagości w dziecięcych biblioteczkach. Charakteryzuje się wewnętrznym ciepłem i wyrozumiałością, nie ma tu mowy o wyśmiewaniu się z inności czy o eksponowaniu odmienności: każdy jest inny i każdy definiuje się osobno - nie ma podziału na lepszych i gorszych. Sabine Bohlmann dokłada tutaj też motyw zwierzęcy, bardzo lubiany przez dzieci: wykorzystuje obecność różnych stworzeń, żeby przyciągnąć maluchy do lektury - historyjka zamienia się w przypominanie o cechach zwierząt. Przez to może być dla odbiorców bardziej zaskakująca (nigdy nie wiadomo, kto zostanie użyty jako przykład dla wilczka) i nieco edukacyjna - pozwala bowiem zapamiętywać określone charakterystyki różnych gatunków stworzeń. "Tatusiu, czy dziesięć to dużo" to jest publikacją udaną i przemyślaną starannie. Przybiera formę dobranockowej czytanki, ale ucieszy także dorosłych, którzy podejmą podobny dialog ze swoimi pociechami.
Dla polskich odbiorców nie bez znaczenia będzie także fakt, że stroną graficzną książki zajęła się Emilia Dziubak - będzie tu zatem mnóstwo urokliwych obrazków, przenoszących do odrobinę tylko baśniowego leśnego świata. Ilustracje wielkoformatowe podziwiać będą wszyscy odbiorcy, bez względu na wiek - a ilustratorka także czerpie z humoru i komiksowości. Bohaterowie jawią się jako sympatyczne, uśmiechnięte zwierzęta, ich relacja naśladuje kontakty międzyludzkie - odwzorowuje stanowisko wyrozumiałych i cierpliwych rodziców z ich dociekliwymi maluchami. Jest to propozycja bardzo udana - piękna i interesująca, bo wilczek zadaje pytania, na które dzieci nie znalazłyby tak szybko odpowiedzi.
Porównania
Mały wilczek - jak każde dziecko - próbuje zrozumieć otaczający go świat. Żeby lepiej pojąć rzeczywistość, zadaje tacie mnóstwo pytań - za każdym razem dotyczących innej cechy lub wartości. Tata cierpliwie odpowiada, zastanawiając się nad każdą kwestią - bo nie da się rozstrzygnąć wątpliwości jednoznacznie i natychmiast. Sabine Bohlmann tworzy opowieść na bazie wyliczanki, z refrenowym powtarzaniem formy. Najpierw mały wilczek zadaje pytanie, później tata mówi "to zależy" - a potem następuje drobna opowieść, zestawienie skrajnych wartości. Wilczek plasuje się zwykle pośrodku - ale dzięki porównaniom będzie mógł lepiej pojąć, o co chodzi z względnością kolejnych danych. Wilczek interesuje się nie tylko tym, czy dziesięć to dużo: chce się dowiedzieć między innymi, czy jego futerko jest puszyste, czy jest głośny, zabawny, dziki, gruby, silny, sprytny albo szybki. Nigdy nie da się stwierdzić tego jednoznacznie: tata wilczka cierpliwie wyjaśnia, że zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w danym temacie prawdziwym mocarzem i ktoś znacznie słabszy - podaje do tego czytelne przykłady, które przekonają i wilczka, i małych odbiorców. Stanie się jasne, że porównywanie się do innych nie ma większego sensu - pozwala jedynie określić własne miejsce względem pozostałych stworzeń, ale nie pozwoli na wiarygodną i pełną ocenę. Zawsze będzie warunkowe - i to cenna informacja dla dzieci. Jedno tylko nie podlega dyskusji i jest stałe, Sabine Bohlmann eksponuje to w puencie książeczki. "Tatusiu, czy dziesięć to dużo?" to bardzo urokliwy tomik, który z pewnością na dłużej zagości w dziecięcych biblioteczkach. Charakteryzuje się wewnętrznym ciepłem i wyrozumiałością, nie ma tu mowy o wyśmiewaniu się z inności czy o eksponowaniu odmienności: każdy jest inny i każdy definiuje się osobno - nie ma podziału na lepszych i gorszych. Sabine Bohlmann dokłada tutaj też motyw zwierzęcy, bardzo lubiany przez dzieci: wykorzystuje obecność różnych stworzeń, żeby przyciągnąć maluchy do lektury - historyjka zamienia się w przypominanie o cechach zwierząt. Przez to może być dla odbiorców bardziej zaskakująca (nigdy nie wiadomo, kto zostanie użyty jako przykład dla wilczka) i nieco edukacyjna - pozwala bowiem zapamiętywać określone charakterystyki różnych gatunków stworzeń. "Tatusiu, czy dziesięć to dużo" to jest publikacją udaną i przemyślaną starannie. Przybiera formę dobranockowej czytanki, ale ucieszy także dorosłych, którzy podejmą podobny dialog ze swoimi pociechami.
Dla polskich odbiorców nie bez znaczenia będzie także fakt, że stroną graficzną książki zajęła się Emilia Dziubak - będzie tu zatem mnóstwo urokliwych obrazków, przenoszących do odrobinę tylko baśniowego leśnego świata. Ilustracje wielkoformatowe podziwiać będą wszyscy odbiorcy, bez względu na wiek - a ilustratorka także czerpie z humoru i komiksowości. Bohaterowie jawią się jako sympatyczne, uśmiechnięte zwierzęta, ich relacja naśladuje kontakty międzyludzkie - odwzorowuje stanowisko wyrozumiałych i cierpliwych rodziców z ich dociekliwymi maluchami. Jest to propozycja bardzo udana - piękna i interesująca, bo wilczek zadaje pytania, na które dzieci nie znalazłyby tak szybko odpowiedzi.
niedziela, 27 marca 2022
Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak: Rok w lesie. Niedźwiedź / Bóbr
Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.
Z lasu
Ilustracje do Roku w lesie Emilii Dziubak tak spodobały się odbiorcom (w każdym wieku), że książka rozwinęła się w zestaw dodatkowych publikacji oraz gadżetów. Na uwagę zasługuje minicykl niewielkich kwadratowych tomików dla najmłodszych: zabawna i zabawkowa prezentacja kolejnych bohaterów (czyli - mieszkańców polskich lasów). Te malutkie książeczki to propozycja interaktywnej rozrywki: nie tylko lektura, ale również (a może przede wszystkim) próba zaangażowania dzieci w "opiekę" nad bajkową postacią. Zasada jest prosta: każda rozkładówka przybliża kilkulatkom sytuację w lesie - można oglądać obrazki i czytać podpisy, żeby z nich dowiedzieć się, co dzieje się aktualnie u bohatera. Jednak każdy motyw wymaga jakiejś akcji ze strony dziecka - pomocy dla postaci czy zachowania, które będzie ją naśladowało. I tak w tomiku "Niedźwiedź" dzieci mają między innymi przepłoszyć hałasujące sroki, zanucić kołysankę niedźwiedziowi, posprzątać albo dać znać niedźwiedziowi o swojej obecności. W tomiku "Bóbr" należy na przykład zatkać nos czy pogłaskać się po brzuchu, albo ostrzec inne bobry przed zagrożeniem. Za każdym razem w tomiku pojawia się informacja, by nie zaczepiać i nie dotykać dzikich zwierząt napotkanych w lesie. A Katarzyna Piętka razem z Emilią Dziubak starają się, by przemycić w tomiku jak najwięcej wiadomości dla odbiorców. Dzieci dowiedzą się czegoś o zwyczajach zwierząt i przekonają się, czym zajmują się mieszkańcy lasu. W części czynności mogą ich naśladować, w części - w lekturze - pomóc sympatycznym stworzeniom. Autorki przedstawiają rozmaite ciekawostki tak, by dzieci nawet nie zauważały, że uczą się przez zabawę. Poszerzanie słownictwa czy wpajanie prawidłowych zachowań w lesie to jednak tylko drobna część korzyści, jakie niosą maleńkie tomiki. Dla dzieci, które potrzebują rozmaitych bodźców, wielkim atutem książeczek będzie możliwość działania - wydawania dźwięków, dotykania stron albo wykonywania prostych ćwiczeń fizycznych, czasami też - powtarzania słów. To doskonała zabawa i rodzaj niespodzianki, która skusi maluchy. "Niedźwiedź" i "Bóbr", chociaż są skonstruowane według jednej, jasno określonej zasady, nie nudzą przewidywalnością - za każdym razem opowieść jest dostosowana do bohatera i wiąże się z rozmaitymi wyzwaniami, których dzieci się nie domyślają.
Nie należy jednak zapominać i o możliwości podziwiania ilustracji Emilii Dziubak. W "Niedźwiedziu" rozdziały wyznaczane są przez pory roku - rozkładówki pokazujące zmiany w lesie urzekają i przyciągają wzrok na długo, chociaż tomiki są malutkie, obrazki można podziwiać bez końca. W "Bobrze" książkę dzielą zmiany wprowadzane przez pracę bohatera. Następnie autorki umożliwiają przyglądanie się detalom i pojedynczym akcjom - a to już wiąże się z poleceniami dla dzieci. Książeczki z tej podserii są małe, zgrabne i kartonowe - można zatem bez obaw wręczyć je najmłodszym i pozwolić, żeby samodzielnie odkrywali piękne ilustracje. Jest to cykl, obok którego nie sposób przejść obojętnie - Emilia Dziubak sprawia, że chce się jak najdłużej przebywać z bohaterami w środku lasu.
Z lasu
Ilustracje do Roku w lesie Emilii Dziubak tak spodobały się odbiorcom (w każdym wieku), że książka rozwinęła się w zestaw dodatkowych publikacji oraz gadżetów. Na uwagę zasługuje minicykl niewielkich kwadratowych tomików dla najmłodszych: zabawna i zabawkowa prezentacja kolejnych bohaterów (czyli - mieszkańców polskich lasów). Te malutkie książeczki to propozycja interaktywnej rozrywki: nie tylko lektura, ale również (a może przede wszystkim) próba zaangażowania dzieci w "opiekę" nad bajkową postacią. Zasada jest prosta: każda rozkładówka przybliża kilkulatkom sytuację w lesie - można oglądać obrazki i czytać podpisy, żeby z nich dowiedzieć się, co dzieje się aktualnie u bohatera. Jednak każdy motyw wymaga jakiejś akcji ze strony dziecka - pomocy dla postaci czy zachowania, które będzie ją naśladowało. I tak w tomiku "Niedźwiedź" dzieci mają między innymi przepłoszyć hałasujące sroki, zanucić kołysankę niedźwiedziowi, posprzątać albo dać znać niedźwiedziowi o swojej obecności. W tomiku "Bóbr" należy na przykład zatkać nos czy pogłaskać się po brzuchu, albo ostrzec inne bobry przed zagrożeniem. Za każdym razem w tomiku pojawia się informacja, by nie zaczepiać i nie dotykać dzikich zwierząt napotkanych w lesie. A Katarzyna Piętka razem z Emilią Dziubak starają się, by przemycić w tomiku jak najwięcej wiadomości dla odbiorców. Dzieci dowiedzą się czegoś o zwyczajach zwierząt i przekonają się, czym zajmują się mieszkańcy lasu. W części czynności mogą ich naśladować, w części - w lekturze - pomóc sympatycznym stworzeniom. Autorki przedstawiają rozmaite ciekawostki tak, by dzieci nawet nie zauważały, że uczą się przez zabawę. Poszerzanie słownictwa czy wpajanie prawidłowych zachowań w lesie to jednak tylko drobna część korzyści, jakie niosą maleńkie tomiki. Dla dzieci, które potrzebują rozmaitych bodźców, wielkim atutem książeczek będzie możliwość działania - wydawania dźwięków, dotykania stron albo wykonywania prostych ćwiczeń fizycznych, czasami też - powtarzania słów. To doskonała zabawa i rodzaj niespodzianki, która skusi maluchy. "Niedźwiedź" i "Bóbr", chociaż są skonstruowane według jednej, jasno określonej zasady, nie nudzą przewidywalnością - za każdym razem opowieść jest dostosowana do bohatera i wiąże się z rozmaitymi wyzwaniami, których dzieci się nie domyślają.
Nie należy jednak zapominać i o możliwości podziwiania ilustracji Emilii Dziubak. W "Niedźwiedziu" rozdziały wyznaczane są przez pory roku - rozkładówki pokazujące zmiany w lesie urzekają i przyciągają wzrok na długo, chociaż tomiki są malutkie, obrazki można podziwiać bez końca. W "Bobrze" książkę dzielą zmiany wprowadzane przez pracę bohatera. Następnie autorki umożliwiają przyglądanie się detalom i pojedynczym akcjom - a to już wiąże się z poleceniami dla dzieci. Książeczki z tej podserii są małe, zgrabne i kartonowe - można zatem bez obaw wręczyć je najmłodszym i pozwolić, żeby samodzielnie odkrywali piękne ilustracje. Jest to cykl, obok którego nie sposób przejść obojętnie - Emilia Dziubak sprawia, że chce się jak najdłużej przebywać z bohaterami w środku lasu.
środa, 22 grudnia 2021
Rok w lesie. Znajdź zwierzaka. Gra przestrzenna
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Spacer
"Rok w lesie. Znajdź zwierzaka" to gra przestrzenna, która wykorzystuje potencjał picture booka stworzonego przez Emilię Dziubak - i kolejna możliwość spotkania się z ulubionymi bohaterami, zwierzętami, które są jednocześnie realistyczne i bajkowe. Edukacyjny charakter produkcji wymagać będzie trochę zaangażowania ze strony rodziców - to oni powinni tym razem przedstawiać pociechom informacje na temat kolejnych bohaterów (informacje te można zaczerpnąć z instrukcji albo wysilić się trochę i poszukać w internecie). Dwanaście zwierząt, które można spotkać w polskich lasach, to właściwi bohaterowie gry. Ale dla dzieci nie tylko obecność sympatycznych stworzeń będzie zachętą do działania. Ta gra to także tworzenie ciekawych przestrzeni i znakomite uzupełnienie zabaw. Można ją traktować jako grę - i działać zgodnie ze wskazówkami pojawiającymi się w instrukcji (oczywiście twórcy gry postawili na różne poziomy zaawansowania - tak, by grę dostosować do wieku oraz możliwości percepcyjnych graczy). Podstawa to ćwiczenie spostrzegawczości: chodzi o to, żeby dokładać albo zabierać zwierzęta wylosowane na żetonach - by inni gracze mogli określić zmiany w leśnym krajobrazie. Ale można też wykorzystać elementy gry do stworzenia własnego świata - dołączyć powstające zabawki i drzewa do zestawu swoich lalek i wprowadzić odrobinę natury do codziennych rozrywek.
Pudełko jest dość spore, ale pierwsze jego otwarcie będzie zaskoczeniem: pojawiają się tu bowiem "tylko" sztywne karty z elementami do wyjęcia i złożenia. To już pierwsza propozycja zabawy i zadania dla dzieci: należy dopiero przygotować składniki gry. Żetony nie wymagają dodatkowych działań, ale drzewa i zwierzęta - owszem. Z nich trzeba stworzyć figurki, połączyć element bazowy z podstawką, żeby drzewa i zwierzaki mogły samodzielnie stać. W dalszej kolejności trzeba rozmieścić elementy układanki na stole i przystąpić do gry według instrukcji. Wyjaśnia się też tajemnica dużego pudełka: chodzi o to, żeby nie trzeba było po każdej grze rozkładać jej elementów: zmieszczą się bez dodatkowego wysiłku, co oczywiście ułatwi sprzątanie i co docenią wszystkie mamy.
Emilia Dziubak nie rozczarowuje: grafiki są urocze i przykuwają wzrok, cieszą nie tylko dzieci - tym przyjemniej będzie się wypatrywało zwierzęcych bohaterów wśród drzew. Po raz kolejny pojawił się tu bardzo dobry pomysł w połączeniu ze świetną realizacją - nie chodzi już tylko o odcinanie kuponów od udanej publikacji książkowej, "Rok w lesie" stał się okazją do samodzielnego poznawania przyrody. Ta gra pozwala ćwiczyć spostrzegawczość i zapamiętywanie, ale też rozbudza ciekawość i przynosi odbiorcom sporo radości. Za każdym razem można inaczej układać przestrzeń i dzięki temu nie ma tu rutyny tak niszczącej w oczach dzieci znaczenie planszówek.
Spacer
"Rok w lesie. Znajdź zwierzaka" to gra przestrzenna, która wykorzystuje potencjał picture booka stworzonego przez Emilię Dziubak - i kolejna możliwość spotkania się z ulubionymi bohaterami, zwierzętami, które są jednocześnie realistyczne i bajkowe. Edukacyjny charakter produkcji wymagać będzie trochę zaangażowania ze strony rodziców - to oni powinni tym razem przedstawiać pociechom informacje na temat kolejnych bohaterów (informacje te można zaczerpnąć z instrukcji albo wysilić się trochę i poszukać w internecie). Dwanaście zwierząt, które można spotkać w polskich lasach, to właściwi bohaterowie gry. Ale dla dzieci nie tylko obecność sympatycznych stworzeń będzie zachętą do działania. Ta gra to także tworzenie ciekawych przestrzeni i znakomite uzupełnienie zabaw. Można ją traktować jako grę - i działać zgodnie ze wskazówkami pojawiającymi się w instrukcji (oczywiście twórcy gry postawili na różne poziomy zaawansowania - tak, by grę dostosować do wieku oraz możliwości percepcyjnych graczy). Podstawa to ćwiczenie spostrzegawczości: chodzi o to, żeby dokładać albo zabierać zwierzęta wylosowane na żetonach - by inni gracze mogli określić zmiany w leśnym krajobrazie. Ale można też wykorzystać elementy gry do stworzenia własnego świata - dołączyć powstające zabawki i drzewa do zestawu swoich lalek i wprowadzić odrobinę natury do codziennych rozrywek.
Pudełko jest dość spore, ale pierwsze jego otwarcie będzie zaskoczeniem: pojawiają się tu bowiem "tylko" sztywne karty z elementami do wyjęcia i złożenia. To już pierwsza propozycja zabawy i zadania dla dzieci: należy dopiero przygotować składniki gry. Żetony nie wymagają dodatkowych działań, ale drzewa i zwierzęta - owszem. Z nich trzeba stworzyć figurki, połączyć element bazowy z podstawką, żeby drzewa i zwierzaki mogły samodzielnie stać. W dalszej kolejności trzeba rozmieścić elementy układanki na stole i przystąpić do gry według instrukcji. Wyjaśnia się też tajemnica dużego pudełka: chodzi o to, żeby nie trzeba było po każdej grze rozkładać jej elementów: zmieszczą się bez dodatkowego wysiłku, co oczywiście ułatwi sprzątanie i co docenią wszystkie mamy.
Emilia Dziubak nie rozczarowuje: grafiki są urocze i przykuwają wzrok, cieszą nie tylko dzieci - tym przyjemniej będzie się wypatrywało zwierzęcych bohaterów wśród drzew. Po raz kolejny pojawił się tu bardzo dobry pomysł w połączeniu ze świetną realizacją - nie chodzi już tylko o odcinanie kuponów od udanej publikacji książkowej, "Rok w lesie" stał się okazją do samodzielnego poznawania przyrody. Ta gra pozwala ćwiczyć spostrzegawczość i zapamiętywanie, ale też rozbudza ciekawość i przynosi odbiorcom sporo radości. Za każdym razem można inaczej układać przestrzeń i dzięki temu nie ma tu rutyny tak niszczącej w oczach dzieci znaczenie planszówek.
poniedziałek, 6 grudnia 2021
Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak: Rok w lesie. Wiewiórka
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Zabawa w lesie
Kartonowy picture book „Rok w lesie” z ilustracjami Emilii Dziubak okazał się takim wydawniczym hitem, że doczekał się licznych podserii i gadżetów. „Rok w lesie. Wiewiórka” to malutka kartonowa książeczka dla najmłodszych odbiorców – pokazująca, że książki mogą się kojarzyć z zabawą. Dzieci będą sobie oglądać bohaterkę w jej naturalnym środowisku. Najpierw ich ciekawość wzbudzi dziwna „kołdra”, która skrywa kogoś w dziupli. Wiewiórkę należy najpierw obudzić – i to pierwsze zadanie dla najmłodszych czytelników. Będą oni musieli wykonywać kolejne polecenia, bawiąc się tomikiem lub ćwicząc. Z każdą kolejną stroną dzieci dowiedzą się czegoś nowego o wiewiórce – będą z nią szukać orzechów, rozgarniając liście, skakać albo chować skarby przed ptakami, które mogłyby wykraść orzechy. Nie ma tutaj fabuły ani encyklopedycznych danych: liczą się bardzo proste wiadomości, łatwe do zapamiętania przez najmłodszych i jednocześnie nie przekreślające rozrywki. Walory edukacyjne są niezaprzeczalne, a chodzi przecież o przekonanie dzieci do książek. Wiewiórka nie robi nic specjalnego: gromadzi zapasy na zimę, skacze po drzewach: to wystarcza, żeby zająć dzieci. Głównie dlatego, że mają one szereg atrakcji związanych z lekturą i ze śledzeniem opowieści. Bardziej niż tekst uwagę przykuwają różne czynności związane z naśladowaniem bohaterki albo z pomaganiem jej. Czasami trzeba zrobić daszek z rąk nad głową, innym razem ćwiczyć podskoki lub rozgarniać namalowane liście – zachęcanie odbiorców do takich prostych czynności wiąże się z niespodziankami i przekonuje kilkulatki do serii. Już sam wybór leśnego stworzenia jest wabikiem na przedszkolaki – wszyscy lubią zwierzęta i historyjki o nich, tutaj samo zwierzę już budzi sympatię.
Istotne są tu ilustracje. Emilia Dziubak proponuje szerokie pejzaże – kiedy chce pokazać miejsce, w którym wiewiórka mieszka – albo skupia się na detalach, gdy zajmuje się prezentowaniem samej bohaterki lub jakiegoś elementu z jej codzienności. Obrazki mają bardzo nasycone kolory (chociaż nie są przejaskrawione), a do tego utrzymane w lekko bajkowej stylistyce. Emilia Dziubak nie rezygnuje z komiksowości – widać to zwłaszcza po zabawnych pyszczkach zwierząt. Stara się jednak nie spłaszczać wizerunków, nie sprowadzać ich do prostych kreskówkowych lub komputerowych grafik – liczy się tu malarskość, piękno, które kusi i dzieci, i dorosłych. Oglądanie tomiku „Rok w lesie. Wiewiórka” to zatem możliwość przedłużenia przyjemności oglądania kolorowych obrazków. Nawet dzieci, które nie potrafią samodzielnie czytać, będą czerpać satysfakcję z oglądania książeczki. Bardzo ważnym składnikiem odbioru staje się interaktywny charakter tomiku: dzieci zyskują tu nie tylko klasyczne podejście do literatury, ale też propozycje zabaw. Dlatego też malutka książeczka może spodobać się dzieciom.
Zabawa w lesie
Kartonowy picture book „Rok w lesie” z ilustracjami Emilii Dziubak okazał się takim wydawniczym hitem, że doczekał się licznych podserii i gadżetów. „Rok w lesie. Wiewiórka” to malutka kartonowa książeczka dla najmłodszych odbiorców – pokazująca, że książki mogą się kojarzyć z zabawą. Dzieci będą sobie oglądać bohaterkę w jej naturalnym środowisku. Najpierw ich ciekawość wzbudzi dziwna „kołdra”, która skrywa kogoś w dziupli. Wiewiórkę należy najpierw obudzić – i to pierwsze zadanie dla najmłodszych czytelników. Będą oni musieli wykonywać kolejne polecenia, bawiąc się tomikiem lub ćwicząc. Z każdą kolejną stroną dzieci dowiedzą się czegoś nowego o wiewiórce – będą z nią szukać orzechów, rozgarniając liście, skakać albo chować skarby przed ptakami, które mogłyby wykraść orzechy. Nie ma tutaj fabuły ani encyklopedycznych danych: liczą się bardzo proste wiadomości, łatwe do zapamiętania przez najmłodszych i jednocześnie nie przekreślające rozrywki. Walory edukacyjne są niezaprzeczalne, a chodzi przecież o przekonanie dzieci do książek. Wiewiórka nie robi nic specjalnego: gromadzi zapasy na zimę, skacze po drzewach: to wystarcza, żeby zająć dzieci. Głównie dlatego, że mają one szereg atrakcji związanych z lekturą i ze śledzeniem opowieści. Bardziej niż tekst uwagę przykuwają różne czynności związane z naśladowaniem bohaterki albo z pomaganiem jej. Czasami trzeba zrobić daszek z rąk nad głową, innym razem ćwiczyć podskoki lub rozgarniać namalowane liście – zachęcanie odbiorców do takich prostych czynności wiąże się z niespodziankami i przekonuje kilkulatki do serii. Już sam wybór leśnego stworzenia jest wabikiem na przedszkolaki – wszyscy lubią zwierzęta i historyjki o nich, tutaj samo zwierzę już budzi sympatię.
Istotne są tu ilustracje. Emilia Dziubak proponuje szerokie pejzaże – kiedy chce pokazać miejsce, w którym wiewiórka mieszka – albo skupia się na detalach, gdy zajmuje się prezentowaniem samej bohaterki lub jakiegoś elementu z jej codzienności. Obrazki mają bardzo nasycone kolory (chociaż nie są przejaskrawione), a do tego utrzymane w lekko bajkowej stylistyce. Emilia Dziubak nie rezygnuje z komiksowości – widać to zwłaszcza po zabawnych pyszczkach zwierząt. Stara się jednak nie spłaszczać wizerunków, nie sprowadzać ich do prostych kreskówkowych lub komputerowych grafik – liczy się tu malarskość, piękno, które kusi i dzieci, i dorosłych. Oglądanie tomiku „Rok w lesie. Wiewiórka” to zatem możliwość przedłużenia przyjemności oglądania kolorowych obrazków. Nawet dzieci, które nie potrafią samodzielnie czytać, będą czerpać satysfakcję z oglądania książeczki. Bardzo ważnym składnikiem odbioru staje się interaktywny charakter tomiku: dzieci zyskują tu nie tylko klasyczne podejście do literatury, ale też propozycje zabaw. Dlatego też malutka książeczka może spodobać się dzieciom.
sobota, 16 października 2021
Katarzyna Piętka, Emilia Dziubak: Rok w lesie. Borsuk
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Zadania z lasu
Maleńka kartonowa książeczka przeznaczona jest dla kilkulatków i ma wciągnąć ich w edukacyjną interaktywną grę. Wabikiem będą tu zwłaszcza ilustracje Emilii Dziubak, która potrafi zachęcić dzieci do oglądania tomików za sprawą bajkowych i charakterystycznych wizerunków leśnych zwierząt. "Rok w lesie" to publikacja, która doczekała się całej serii gadżetowych dodatków, a ta podseria jest jednym z nich - ważnym z perspektywy maluchów i ich rodziców. Katarzyna Piętka tworzy tu niewielki tekst, drobny komentarz wypełniony poleceniami dla odbiorców - a Emilia Dziubak bajeczne ilustracje, które na długo zapadną w pamięć. I tak "Rok w lesie. Borsuk" to prawdziwe ćwiczenie z uważności dla najmłodszych.
Zaczyna się od śpiącego zwierzęcia. Borsuk odpoczywa w dzień i nie powinno się go budzić - dzieci mają za zadanie zachowywać się bardzo cicho. Dopiero kiedy autorka na to pozwoli, mogą delikatnie spróbować obudzić zwierzę. Obudzony o właściwej porze borsuk to znakomity przewodnik po nocnym lesie. Czyści się (dzieci pomogą pozdejmować robaczki z futra), chrząka (tu mali odbiorcy mogą go naśladować) i sprząta liście w jamie. W podążaniu za bohaterem można czasami coś zawołać, innym razem potrząsnąć książką, jeszcze kiedy indziej - pozbierać śmieci albo zastanowić się nad własnym apetytem. Trzeba kierować się za bohaterem tej książeczki - i obserwować jego zachowania. Dzięki temu dzieci dowiedzą się, jak borsuk spędza zwykłą noc, czym się zajmuje i czego potrzebuje, żeby się najeść. Drobne informacje Katarzyna Piętka wplata do wyjaśnień na każdej rozkładówce: wie, co zrobić, żeby zapadły dzieciom w pamięć. Po lekturze maluchy będą sporo wiedziały na temat zwyczajów borsuków, oswoją się też z wyglądem zwierzęcia i bez trudu będą je rozpoznawać.
Każda rozkładówka to nie tylko niewielki tekst, ale przede wszystkim - piękne ilustracje. Emilia Dziubak przyciąga uwagę nie tylko dzieci, zachęca do poznawania świata bohatera przez obserwowanie go. Proponuje obrazki, które zafascynują kilkulatki: daje bowiem szansę na zajrzenie do domu borsuka, zapewnia sporo emocji dzięki śledzeniu min bohatera i jego zajęć. Borsuk budzi sympatię, wydaje się całkiem zabawny, a do tego czasami jego wyraz pyszczka zdradza emocje zupełnie ludzkie - i można bez problemu odczytywać intencje zwierzęcia. Emilia Dziubak zaprasza do bajkowego świata, maskując tym samym część edukacyjną: wiadomo, że książeczka będzie rozwijać dzieci, przynosić im nowe wiadomości - ale to wszystko pod płaszczykiem dobrej zabawy. Interaktywność sprawia, że lektura nie będzie się dzieciom nudzić: to nie jest klasyczna książeczka, której się słucha i którą się wyłącznie ogląda. W nawiązaniu do "psich" i "kocich" publikacji, które kiedyś się pojawiły na rynku, autorka wprowadza tutaj zadania do wykonania dla dzieci. To uczy skupienia i realizowania poleceń. I także z tego względu tomik przyda się w wielu domach.
Zadania z lasu
Maleńka kartonowa książeczka przeznaczona jest dla kilkulatków i ma wciągnąć ich w edukacyjną interaktywną grę. Wabikiem będą tu zwłaszcza ilustracje Emilii Dziubak, która potrafi zachęcić dzieci do oglądania tomików za sprawą bajkowych i charakterystycznych wizerunków leśnych zwierząt. "Rok w lesie" to publikacja, która doczekała się całej serii gadżetowych dodatków, a ta podseria jest jednym z nich - ważnym z perspektywy maluchów i ich rodziców. Katarzyna Piętka tworzy tu niewielki tekst, drobny komentarz wypełniony poleceniami dla odbiorców - a Emilia Dziubak bajeczne ilustracje, które na długo zapadną w pamięć. I tak "Rok w lesie. Borsuk" to prawdziwe ćwiczenie z uważności dla najmłodszych.
Zaczyna się od śpiącego zwierzęcia. Borsuk odpoczywa w dzień i nie powinno się go budzić - dzieci mają za zadanie zachowywać się bardzo cicho. Dopiero kiedy autorka na to pozwoli, mogą delikatnie spróbować obudzić zwierzę. Obudzony o właściwej porze borsuk to znakomity przewodnik po nocnym lesie. Czyści się (dzieci pomogą pozdejmować robaczki z futra), chrząka (tu mali odbiorcy mogą go naśladować) i sprząta liście w jamie. W podążaniu za bohaterem można czasami coś zawołać, innym razem potrząsnąć książką, jeszcze kiedy indziej - pozbierać śmieci albo zastanowić się nad własnym apetytem. Trzeba kierować się za bohaterem tej książeczki - i obserwować jego zachowania. Dzięki temu dzieci dowiedzą się, jak borsuk spędza zwykłą noc, czym się zajmuje i czego potrzebuje, żeby się najeść. Drobne informacje Katarzyna Piętka wplata do wyjaśnień na każdej rozkładówce: wie, co zrobić, żeby zapadły dzieciom w pamięć. Po lekturze maluchy będą sporo wiedziały na temat zwyczajów borsuków, oswoją się też z wyglądem zwierzęcia i bez trudu będą je rozpoznawać.
Każda rozkładówka to nie tylko niewielki tekst, ale przede wszystkim - piękne ilustracje. Emilia Dziubak przyciąga uwagę nie tylko dzieci, zachęca do poznawania świata bohatera przez obserwowanie go. Proponuje obrazki, które zafascynują kilkulatki: daje bowiem szansę na zajrzenie do domu borsuka, zapewnia sporo emocji dzięki śledzeniu min bohatera i jego zajęć. Borsuk budzi sympatię, wydaje się całkiem zabawny, a do tego czasami jego wyraz pyszczka zdradza emocje zupełnie ludzkie - i można bez problemu odczytywać intencje zwierzęcia. Emilia Dziubak zaprasza do bajkowego świata, maskując tym samym część edukacyjną: wiadomo, że książeczka będzie rozwijać dzieci, przynosić im nowe wiadomości - ale to wszystko pod płaszczykiem dobrej zabawy. Interaktywność sprawia, że lektura nie będzie się dzieciom nudzić: to nie jest klasyczna książeczka, której się słucha i którą się wyłącznie ogląda. W nawiązaniu do "psich" i "kocich" publikacji, które kiedyś się pojawiły na rynku, autorka wprowadza tutaj zadania do wykonania dla dzieci. To uczy skupienia i realizowania poleceń. I także z tego względu tomik przyda się w wielu domach.
niedziela, 6 czerwca 2021
[gra] Emilia Dziubak: Rok w lesie. Puzzle
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Rodziny
To prawdziwa niespodzianka dla maluchów - i szansa na ćwiczenia spostrzegawczości, logicznego myślenia oraz wiedzy na temat zwierząt z polskich lasów. Emilia Dziubak "Rokiem w lesie" podbiła serca najmłodszych i ich rodziców - ten wielkoformatowy picture book pokazał potencjał edukacyjny tkwiący w obrazkach. Nic dziwnego, że wydawnictwo proponuje małym odbiorcom kolejne gry związane z bohaterami tamtej książki - przy czym nie trzeba znać "pierwowzoru", żeby cieszyć się rozrywkami. Dwuelementowe puzzle przeznaczone dla dzieci od drugiego roku życia to okazja do prezentowania dzieciom wiadomości oraz przygotowywania ich do troski o środowisko. Jest tu dziesięć par puzzli o fantazyjnych kształtach. Nie ma mowy o kwadracikach z wycięciami, za każdym razem kształt puzzli został docięty do konturów zwierzęcia (z centymetrowym białym marginesem). Same kształty nie mają jednak większego znaczenia przy dopasowywaniu zwierząt - chodzi o to, żeby połączyć je w pary, to znaczy zestawić rodzica i dziecko. Poza obrazkiem na kartonikach nie znajdzie się nic innego, żadnych podpisów ani wyjaśnień - te mogą przejąć rodzice. W instrukcji - bardzo krótkiej - pojawiają się wskazówki dotyczące działań dorosłych, tak, by jak najpełniej wykorzystać edukacyjny potencjał gry. Można między innymi podawać nazwy kolejnych gatunków i odpowiednio często je przywoływać, żeby utrwaliły się dziecku. Można omówić kolejne ilustracje, zwracając uwagę na charakterystyczne elementy umaszczenia albo wyglądu zwierzęcia - żeby dziecko mogło potem skojarzyć cechy gatunkowe z nazwą. Można urozmaicać zadanie podstawowe, czyli układanie puzzli, albo bawić się w naśladowanie odgłosów (co będzie wymagało trochę kreatywności). Możliwości jest sporo - a chodzi o to, żeby dzieci mogły z przyjemnością śledzić kolejne obrazki. Chociaż są one statyczne, to wszystkie zwierzęta utrzymują ze sobą kontakt wzrokowy, widać w nich przywiązanie na linii dzieci-rodzice i to będzie dla odbiorców cenny motyw.
Jedna część każdej pary przedstawia dorosłego osobnika lub jego fragment, druga - malucha. Obrazki, chociaż zawierają ważne informacje na temat wyglądu zwierząt, nie są realistyczne a bajkowe - sympatyczne pyszczki wywoływać będą uśmiech dziecka i przekonają najmłodszych do wytężonego wysiłku umysłowego. Puzzle są bardzo duże, tutaj nie ma problemów z podnoszeniem ich ze stołu, nawet najmłodsi mogą je bezpiecznie układać i ćwiczyć sprawność manualną. Kusi nie tylko motyw zwierząt, ale również relacji między nimi - ważne jest to, że zabawni bohaterowie przypominają o więzi rodziców i ich pociech. Dzięki sposobowi przedstawiania postaci, dzieci będą chciały odkrywać zawartość kolejnych puzzli i układać scenki. Nie można tu mówić o dużym stopniu skomplikowania samej pięknej układanki - ale od rodziców zależy, jak wykorzystają edukacyjnie jej potencjał. Można tu zdziałać wiele - i spędzić miło czas na wspólnych rozrywkach. Dla odbiorców z różnych pokoleń cenne będą te puzzle przede wszystkim ze względu na jakość samych obrazków.
Rodziny
To prawdziwa niespodzianka dla maluchów - i szansa na ćwiczenia spostrzegawczości, logicznego myślenia oraz wiedzy na temat zwierząt z polskich lasów. Emilia Dziubak "Rokiem w lesie" podbiła serca najmłodszych i ich rodziców - ten wielkoformatowy picture book pokazał potencjał edukacyjny tkwiący w obrazkach. Nic dziwnego, że wydawnictwo proponuje małym odbiorcom kolejne gry związane z bohaterami tamtej książki - przy czym nie trzeba znać "pierwowzoru", żeby cieszyć się rozrywkami. Dwuelementowe puzzle przeznaczone dla dzieci od drugiego roku życia to okazja do prezentowania dzieciom wiadomości oraz przygotowywania ich do troski o środowisko. Jest tu dziesięć par puzzli o fantazyjnych kształtach. Nie ma mowy o kwadracikach z wycięciami, za każdym razem kształt puzzli został docięty do konturów zwierzęcia (z centymetrowym białym marginesem). Same kształty nie mają jednak większego znaczenia przy dopasowywaniu zwierząt - chodzi o to, żeby połączyć je w pary, to znaczy zestawić rodzica i dziecko. Poza obrazkiem na kartonikach nie znajdzie się nic innego, żadnych podpisów ani wyjaśnień - te mogą przejąć rodzice. W instrukcji - bardzo krótkiej - pojawiają się wskazówki dotyczące działań dorosłych, tak, by jak najpełniej wykorzystać edukacyjny potencjał gry. Można między innymi podawać nazwy kolejnych gatunków i odpowiednio często je przywoływać, żeby utrwaliły się dziecku. Można omówić kolejne ilustracje, zwracając uwagę na charakterystyczne elementy umaszczenia albo wyglądu zwierzęcia - żeby dziecko mogło potem skojarzyć cechy gatunkowe z nazwą. Można urozmaicać zadanie podstawowe, czyli układanie puzzli, albo bawić się w naśladowanie odgłosów (co będzie wymagało trochę kreatywności). Możliwości jest sporo - a chodzi o to, żeby dzieci mogły z przyjemnością śledzić kolejne obrazki. Chociaż są one statyczne, to wszystkie zwierzęta utrzymują ze sobą kontakt wzrokowy, widać w nich przywiązanie na linii dzieci-rodzice i to będzie dla odbiorców cenny motyw.
Jedna część każdej pary przedstawia dorosłego osobnika lub jego fragment, druga - malucha. Obrazki, chociaż zawierają ważne informacje na temat wyglądu zwierząt, nie są realistyczne a bajkowe - sympatyczne pyszczki wywoływać będą uśmiech dziecka i przekonają najmłodszych do wytężonego wysiłku umysłowego. Puzzle są bardzo duże, tutaj nie ma problemów z podnoszeniem ich ze stołu, nawet najmłodsi mogą je bezpiecznie układać i ćwiczyć sprawność manualną. Kusi nie tylko motyw zwierząt, ale również relacji między nimi - ważne jest to, że zabawni bohaterowie przypominają o więzi rodziców i ich pociech. Dzięki sposobowi przedstawiania postaci, dzieci będą chciały odkrywać zawartość kolejnych puzzli i układać scenki. Nie można tu mówić o dużym stopniu skomplikowania samej pięknej układanki - ale od rodziców zależy, jak wykorzystają edukacyjnie jej potencjał. Można tu zdziałać wiele - i spędzić miło czas na wspólnych rozrywkach. Dla odbiorców z różnych pokoleń cenne będą te puzzle przede wszystkim ze względu na jakość samych obrazków.
poniedziałek, 22 lutego 2021
Puzzle
Nasza Księgarnia, Warszawa 2020. (puzzle)
Układanki
Rozrywkę dla dzieci w klasycznym stylu – i przy okazji reklamę oferty wydawniczej oraz możliwości twórczych ilustratorów proponuje Nasza Księgarnia dzięki serii puzzli dla najmłodszych. Trzy wielkie pudełka to szansa na przekonanie dzieci do klasycznej rozrywki i zwrócenie uwagi na wydane picture booki. Puzzle przeznaczone dla dzieci w różnym wieku, cechują się różnym stopniem skomplikowania i sprawiają, że faktycznie można polubić układanki – zwłaszcza gdy do zabawy przyłączą się też inni członkowie rodziny.
„Alfabet” Anny Salamon to zestaw liter z książeczki, która bardzo szybko się wyprzedała. Autorka postanowiła ozdobić styropianowe formy liter wydzierganymi ubrankami, zamieniając kolejnych bohaterów w małe dzieła sztuki. Litery bywają kuszące ze względu na kolory, wzory i faktury, niektóre zamieniają się w zwierzątka (jak zebra z zabawnym pyszczkiem), inne przypominają, z jakim wyrazem się wiążą (okulary przy o). Wydawać by się mogło, że plansza z literami ułożonymi w alfabet, do tego na białym tle, nie nadaje się na puzzle – tymczasem okazuje się, że to motyw idealny i wcale nie wiążący się ze szkolnymi ćwiczeniami. Przede wszystkim: „Alfabet” to puzzle z 35 części. Niby niewiele, a jednak obrazek po złożeniu będzie miał duży format – a to ze względu na wielkość samych puzzli. Duże kształty to zachęta dla maluchów do działania. Jednak kluczem w osiągnięciu sukcesu wydawniczego staje się tu obrazek. Jeśli ktoś sądzi, że wystarczy znać alfabet, żeby poradzić sobie z ułożeniem puzzli, może się mocno zdziwić. Puzzle przygotowane są bowiem tak, żeby cięcia nie wypadały na białym tle – każdy element układanki zawiera najwyżej część litery, trzeba je dopasowywać dzięki kolorom i deseniom, a dopiero po złożeniu kilku kawałków pojawia się litera. To zatem świetna zabawa, która nie dyskwalifikuje dzieci nieczytających. Umożliwia też połączenie rozrywki z nauką liter. Czasem będzie wesoło: kiedy kolejny element uzupełni literę o nietypową minę albo zwierzęcy deseń – z takich odkryć składa się tu zabawa.
Emilia Dziubak to ilustratorka, której przedstawiać nikomu nie trzeba, zestaw „Jesień w lesie” to puzzle na 88 elementów i dla nieco starszych i uważniejszych dzieci. Komiksowy obrazek przedstawiający wydarzenia z lasu – z życia zwierząt, owadów oraz... leśniczego – pozwala zajrzeć do przedstawicieli różnych gatunków (są tu mrówki w podziemnych korytarzach, jest mnóstwo ptaków, pojawią się też mieszkańcy nor czy dziupli). Cały obrazek utrzymany jest w raczej ciemnych kolorach, ale mnóstwo w nim humoru, przede wszystkim za sprawą sympatycznych pyszczków zwierząt. Komiksowi bohaterowie przyciągają uwagę. Tu układanie polega przede wszystkim na znajdowaniu podobnych motywów czy przedstawicieli jednego gatunku. Jest trudno, ale nie zniechęcająco – nagrodą będzie uzyskany obrazek, piękny, jak wszystkie ilustracje Emilii Dziubak. Dzieciom z pewnością spodoba się możliwość podglądania zwierząt w ich naturalnym środowisku.
Najtrudniejsze – (155 części) i najbardziej efektowne okazują się puzzle „Sen królewny” Ewy Beniak-Haremskiej. To puzzle, które po złożeniu nie dadzą tradycyjnego prostokątnego obrazka, a mają bardziej skomplikowany brzeg (z tego też względu mogą bardziej zaintrygować najmłodszych). Różnice widać również w kształcie samych elementów – inaczej niż w standardowych zestawach wyglądają nacięcia, są głębsze i bardziej zabawne niż poważne. Jednak wyzwaniem będzie sama ilustracja. Królewna oraz zaczarowane zwierzęta pojawiają się tu bowiem na bardzo kolorowym tle, mnóstwo na nim deseni, drobnych detali, wzorów w kwiatki, kropki i misternie budowanych „tkanin”. W połączeniu z nasyconymi barwami całość sprawia, że niezwykle trudno jest wpaść na odpowiednie puzzle, dopasować je i wymyślić, co przedstawiają. Bez podpowiedzi w postaci obrazka na pudełku byłoby to chyba w ogóle nierealne – więc chociaż wypadają te puzzle niepozornie w porównaniu z rozbudowanymi wieloelementowymi zestawami, stanowią prawdziwe wyzwanie i test na spostrzegawczość dla najmłodszych. Zachętą do pracy i nagrodą jednocześnie jest obrazek wychodzący z ram.
sobota, 26 grudnia 2020
Emilia Dziubak: Co budują zwierzęta?
Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.
W domach
Każda kolejna książka graficzna Emilii Dziubak to publikacja wyjątkowa i zachęcająca do oglądania - i to odbiorców bez ograniczeń wiekowych, dzieci i dorosłych. "Co budują zwierzęta" rzuca się w oczy rozmiarem i jakością wydania - resztę robią ilustracje, jak zwykle magiczne. Emilia Dziubak nie zaskakuje. Decyduje się tym razem na połączenie wiadomości i obrazów, które zapadają w pamięć i zwracają uwagę odbiorców. Koncentruje się na przedstawianiu mieszkań zwierząt - gniazd czy domów ssaków. Na początek - zestaw ikonek, które będą później towarzyszyć ilustracjom, wprowadzając typologie i klasyfikacje. Autorka dzieli zwierzęce domy na budowle naziemne, nadziemne, podziemne, domy na wodzie, pod wodą, przenośne, tymczasowe, jednorodzinne i osiedla. To oznacza, że pozwoli się przyjrzeć rozmaitym stylom i pomysłom na życie poszczególnych grup zwierząt. Kolejna rozkładówka przedstawia rodzaje budulca - i jeśli ktoś myśli, że błoto i glina nie będą wyglądały atrakcyjnie na obrazku, nie zna możliwości Emilii Dziubak. Ta autorka nawet różne rodzaje śliny przedstawia atrakcyjnie. Poza tym proponuje ćwiczenia z grafiki: rysuje liście, skały, mchy i porosty, muszle, pióra i puch ptaków czy... przedmioty pozostawione przez człowieka. Oznacza to, że - niestety - ingerencja ludzi w środowisko jest na tyle duża, że da się już wyznaczać charakterystyczne zmiany w świecie zwierząt. Przedmioty pozostawione przez człowieka to nic innego jak śmieci, więc warto zastanowić się przy okazji lektury nad zachowaniem i zanieczyszczaniem planety. Emilia Dziubak wybiera ciekawe gatunki ptaków i pozwala odbiorcom na porównywanie zwyczajów. Kolejne rozkładówki mają charakterystyczną konstrukcję: składają się z poszczególnych obrazków i drobnych, jednoakapitowych komentarzy-podpisów stylizowanych trochę na wpisy do dzienników obserwacji. Wprowadza Dziubak ciekawostki o wybranych gatunkach i zajmuje się opisywaniem kształtu domu lub użytego budulca. Jeśli potrzebuje skupienia na samym domku, wyodrębnia gniazdo i jego mieszkańca. Jeśli zależy jej na ukazaniu rozmiarów - decyduje się na pokazanie budowli w kontekście, w charakterystycznym pejzażu. Za każdym razem ma się wrażenie oglądania encyklopedii o ptakach, tyle że zamiast zdjęć są tu przepiękne ilustracje, prawdziwe popisy graficzne. Każdy obrazek wnosi coś nowego do wiedzy dzieci i cieszy jakością wykonania. To grafiki, od których trudno się oderwać, bez względu na to, ile ma się lat. Autorka imponuje, nie tylko wiedzą, którą umiejętnie przekazuje dzieciom. Ilustracje przenoszą do innego świata, pozwalają docenić pomysły zwierząt i rozwiązania przez nie stosowane. Można się zachwycać zmyślnością ptaków, ale bardziej - popisami ilustratorów. Chociaż Emilia Dziubak nie szuka bajkowości, pozwala sobie czasami na rozśmieszanie czytelników przez ciekawą minę ptaka czy przedstawianą sytuację.
Można "Co budują zwierzęta" traktować jako tom edukacyjny: autorka zbiera informacje, które dzieci powinny poznać, żeby lepiej rozumieć świat zwierząt. Ale równie dobrze można się cieszyć pięknymi grafikami, ilustracjami dopracowanymi w każdym szczególe i to wtedy, gdy wielu autorów przerzuca się dla wygody na komputerowe obrazki. Emilia Dziubak ma do zaoferowania wiele - warto sięgnąć po jej książkę, która nie tylko przynosi wiadomości, ale i coś miłego dla oka. Ta książka zachwyci nie tylko dzieci, ale nie ma w tym nic dziwnego: zwykle Emilia Dziubak tak właśnie działa: jej publikacje to najwyższa jakość treści i obrazków.
W domach
Każda kolejna książka graficzna Emilii Dziubak to publikacja wyjątkowa i zachęcająca do oglądania - i to odbiorców bez ograniczeń wiekowych, dzieci i dorosłych. "Co budują zwierzęta" rzuca się w oczy rozmiarem i jakością wydania - resztę robią ilustracje, jak zwykle magiczne. Emilia Dziubak nie zaskakuje. Decyduje się tym razem na połączenie wiadomości i obrazów, które zapadają w pamięć i zwracają uwagę odbiorców. Koncentruje się na przedstawianiu mieszkań zwierząt - gniazd czy domów ssaków. Na początek - zestaw ikonek, które będą później towarzyszyć ilustracjom, wprowadzając typologie i klasyfikacje. Autorka dzieli zwierzęce domy na budowle naziemne, nadziemne, podziemne, domy na wodzie, pod wodą, przenośne, tymczasowe, jednorodzinne i osiedla. To oznacza, że pozwoli się przyjrzeć rozmaitym stylom i pomysłom na życie poszczególnych grup zwierząt. Kolejna rozkładówka przedstawia rodzaje budulca - i jeśli ktoś myśli, że błoto i glina nie będą wyglądały atrakcyjnie na obrazku, nie zna możliwości Emilii Dziubak. Ta autorka nawet różne rodzaje śliny przedstawia atrakcyjnie. Poza tym proponuje ćwiczenia z grafiki: rysuje liście, skały, mchy i porosty, muszle, pióra i puch ptaków czy... przedmioty pozostawione przez człowieka. Oznacza to, że - niestety - ingerencja ludzi w środowisko jest na tyle duża, że da się już wyznaczać charakterystyczne zmiany w świecie zwierząt. Przedmioty pozostawione przez człowieka to nic innego jak śmieci, więc warto zastanowić się przy okazji lektury nad zachowaniem i zanieczyszczaniem planety. Emilia Dziubak wybiera ciekawe gatunki ptaków i pozwala odbiorcom na porównywanie zwyczajów. Kolejne rozkładówki mają charakterystyczną konstrukcję: składają się z poszczególnych obrazków i drobnych, jednoakapitowych komentarzy-podpisów stylizowanych trochę na wpisy do dzienników obserwacji. Wprowadza Dziubak ciekawostki o wybranych gatunkach i zajmuje się opisywaniem kształtu domu lub użytego budulca. Jeśli potrzebuje skupienia na samym domku, wyodrębnia gniazdo i jego mieszkańca. Jeśli zależy jej na ukazaniu rozmiarów - decyduje się na pokazanie budowli w kontekście, w charakterystycznym pejzażu. Za każdym razem ma się wrażenie oglądania encyklopedii o ptakach, tyle że zamiast zdjęć są tu przepiękne ilustracje, prawdziwe popisy graficzne. Każdy obrazek wnosi coś nowego do wiedzy dzieci i cieszy jakością wykonania. To grafiki, od których trudno się oderwać, bez względu na to, ile ma się lat. Autorka imponuje, nie tylko wiedzą, którą umiejętnie przekazuje dzieciom. Ilustracje przenoszą do innego świata, pozwalają docenić pomysły zwierząt i rozwiązania przez nie stosowane. Można się zachwycać zmyślnością ptaków, ale bardziej - popisami ilustratorów. Chociaż Emilia Dziubak nie szuka bajkowości, pozwala sobie czasami na rozśmieszanie czytelników przez ciekawą minę ptaka czy przedstawianą sytuację.
Można "Co budują zwierzęta" traktować jako tom edukacyjny: autorka zbiera informacje, które dzieci powinny poznać, żeby lepiej rozumieć świat zwierząt. Ale równie dobrze można się cieszyć pięknymi grafikami, ilustracjami dopracowanymi w każdym szczególe i to wtedy, gdy wielu autorów przerzuca się dla wygody na komputerowe obrazki. Emilia Dziubak ma do zaoferowania wiele - warto sięgnąć po jej książkę, która nie tylko przynosi wiadomości, ale i coś miłego dla oka. Ta książka zachwyci nie tylko dzieci, ale nie ma w tym nic dziwnego: zwykle Emilia Dziubak tak właśnie działa: jej publikacje to najwyższa jakość treści i obrazków.
sobota, 10 listopada 2018
Emilia Dziubak: Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt
Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.
Kogo lubić?
O przyjaźni można w nieskończoność, a już w literaturze dla dzieci to temat obowiązkowy i realizowany na wiele różnych sposobów. Emilia Dziubak podejmuje jednak wyzwanie i decyduje się na pokazanie innych “przyjaźni” - relacji w przyrodzie. Wprawdzie co jakiś czas na lekcjach biologii mali odbiorcy tej książeczki dowiedzą się o nazwach i rodzajach poszczególnych “przyjaźni” i o sensie ich istnienia w przyrodzie, na razie jednak mogą zadziwić się organizacją życia. Przewodnikiem po przyjaźniach ma być kot Homer – rozczarowany chwilowym bałaganem i brakiem opiekuna w domu, wyrusza w świat, żeby znaleźć sobie lepszego przyjaciela. Za każdym razem dociera do kilku przykładów związków i zależności między roślinami, zwierzętami czy grzybami (a czasem też i ludźmi) i sprawdza, czy takie przyjaźnie by go usatysfakcjonowały. A jest tu całkiem pokaźny zbiorek istot, które do życia potrzebują pomocy innych i odwdzięczają się za tę pomoc – albo wprost przeciwnie. Kot Homer obserwuje różne pary: ryby i ukwiały, ptaki i słonie, grzyby i drzewa, bakterie w przewodzie pokarmowym żywiciela... Ma szansę się przy tym zastanowić nad własnymi oczekiwaniami wobec bratniej duszy. Emilia Dziubak znajduje nawet miejsce na przyjaźń, która przeradza się w miłość - przedstawia gatunki, które mogą łączyć się ze sobą w pary – i cechy ich potomstwa. Po bardzo bogatej w wiadomości wyprawie kot Homer wraca do domu. W końcu tutaj jest jego miejsce.
“Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” to wielkoformatowy picture book edukacyjny. Kartonowa książka imponuje rozmachem ilustracyjnym, ale przy Emilii Dziubak to w pełni normalne. Na każdej rozkładówce pojawia się charakterystyka wybranego rodzaju “przyjaźni” między gatunkami: kot Homer może tu ustosunkować się do przyjętego sposobu nawiązywania relacji. Szereg ponumerowanych ilustracji, zgrabnie wkomponowanych w strony, pokazuje konkretne zwierzęta i ich przyjaciół - poza tym przewija się przez te zestawy i sam Homer przyglądający się uważnie obrazkom. Drobna ramka zawiera wyjaśnienia, kto się z kim przyjaźni - i jak ta przyjaźń wygląda. Krótkie komentarze są ciekawe i nie przytłaczają, do tego autorka doskonale wie, że skusi dzieci fizjologią zwierząt, więc często pokazuje, do czego jednym przydają się odchody innych. Rozszerzenia wiadomości trzeba będzie szukać już samodzielnie, ale autorka pozwala maluchom zainteresować się codziennością zwierząt i roślin.
Została ta publikacja przepięknie przygotowana. Jak to często w Naszej Księgarni, to picture book autorski, który jest jednocześnie popisem ilustratorki. Emilia Dziubak grono wiernych fanów ma od dawna, nie będzie więc wątpliwości, że i tym razem skusi odbiorców - i to w różnym wieku, mimo że kartonowe strony wskazują raczej na młodsze pokolenie. Sięgać się będzie po tę książkę nie tylko dla samych wiadomości. W pierwszej kolejności - zaintrygują ilustracje, które można potraktować również jako punkt wyjścia do samodzielnego opowiadania o tym, co widać n obrazku. W ten sposób dzieci będą szkolić się w sztuce prowadzenia narracji. Cała książka ładnie łączy humor, walory edukacyjne oraz zachwyty estetyczne, Emilia Dziubak jest autorką, która zawsze ma do zaprezentowania ciekawe pomysły. Wprowadza Nasza Księgarnia na rynek kolejny tomik, który podbije serca odbiorców i zdeklasuje konkurencję. “Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” to spotkanie z przyrodą i grafiką na wysokim poziomie.
Kogo lubić?
O przyjaźni można w nieskończoność, a już w literaturze dla dzieci to temat obowiązkowy i realizowany na wiele różnych sposobów. Emilia Dziubak podejmuje jednak wyzwanie i decyduje się na pokazanie innych “przyjaźni” - relacji w przyrodzie. Wprawdzie co jakiś czas na lekcjach biologii mali odbiorcy tej książeczki dowiedzą się o nazwach i rodzajach poszczególnych “przyjaźni” i o sensie ich istnienia w przyrodzie, na razie jednak mogą zadziwić się organizacją życia. Przewodnikiem po przyjaźniach ma być kot Homer – rozczarowany chwilowym bałaganem i brakiem opiekuna w domu, wyrusza w świat, żeby znaleźć sobie lepszego przyjaciela. Za każdym razem dociera do kilku przykładów związków i zależności między roślinami, zwierzętami czy grzybami (a czasem też i ludźmi) i sprawdza, czy takie przyjaźnie by go usatysfakcjonowały. A jest tu całkiem pokaźny zbiorek istot, które do życia potrzebują pomocy innych i odwdzięczają się za tę pomoc – albo wprost przeciwnie. Kot Homer obserwuje różne pary: ryby i ukwiały, ptaki i słonie, grzyby i drzewa, bakterie w przewodzie pokarmowym żywiciela... Ma szansę się przy tym zastanowić nad własnymi oczekiwaniami wobec bratniej duszy. Emilia Dziubak znajduje nawet miejsce na przyjaźń, która przeradza się w miłość - przedstawia gatunki, które mogą łączyć się ze sobą w pary – i cechy ich potomstwa. Po bardzo bogatej w wiadomości wyprawie kot Homer wraca do domu. W końcu tutaj jest jego miejsce.
“Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” to wielkoformatowy picture book edukacyjny. Kartonowa książka imponuje rozmachem ilustracyjnym, ale przy Emilii Dziubak to w pełni normalne. Na każdej rozkładówce pojawia się charakterystyka wybranego rodzaju “przyjaźni” między gatunkami: kot Homer może tu ustosunkować się do przyjętego sposobu nawiązywania relacji. Szereg ponumerowanych ilustracji, zgrabnie wkomponowanych w strony, pokazuje konkretne zwierzęta i ich przyjaciół - poza tym przewija się przez te zestawy i sam Homer przyglądający się uważnie obrazkom. Drobna ramka zawiera wyjaśnienia, kto się z kim przyjaźni - i jak ta przyjaźń wygląda. Krótkie komentarze są ciekawe i nie przytłaczają, do tego autorka doskonale wie, że skusi dzieci fizjologią zwierząt, więc często pokazuje, do czego jednym przydają się odchody innych. Rozszerzenia wiadomości trzeba będzie szukać już samodzielnie, ale autorka pozwala maluchom zainteresować się codziennością zwierząt i roślin.
Została ta publikacja przepięknie przygotowana. Jak to często w Naszej Księgarni, to picture book autorski, który jest jednocześnie popisem ilustratorki. Emilia Dziubak grono wiernych fanów ma od dawna, nie będzie więc wątpliwości, że i tym razem skusi odbiorców - i to w różnym wieku, mimo że kartonowe strony wskazują raczej na młodsze pokolenie. Sięgać się będzie po tę książkę nie tylko dla samych wiadomości. W pierwszej kolejności - zaintrygują ilustracje, które można potraktować również jako punkt wyjścia do samodzielnego opowiadania o tym, co widać n obrazku. W ten sposób dzieci będą szkolić się w sztuce prowadzenia narracji. Cała książka ładnie łączy humor, walory edukacyjne oraz zachwyty estetyczne, Emilia Dziubak jest autorką, która zawsze ma do zaprezentowania ciekawe pomysły. Wprowadza Nasza Księgarnia na rynek kolejny tomik, który podbije serca odbiorców i zdeklasuje konkurencję. “Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” to spotkanie z przyrodą i grafiką na wysokim poziomie.
wtorek, 20 października 2015
Emilia Dziubak: Rok w lesie
Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Zwierzęta
Niewiele jest osób, które oparłyby się urokowi ilustracji Emilii Dziubak. Jej prace nieodmiennie zachwycają przemyśleniem detali, bajkowością podpieraną realizmem, grami światła i cienia oraz ogólną atmosferą. Zawsze, gdy Emilia Dziubak ilustruje książkę, prowadzi drugą narrację w obrazach – jest wtedy precyzyjnym przewodnikiem po świecie wyobraźni. Sama cieszy się z możliwości przebywania w wymyślanych krainach, nic więc dziwnego, że wyprawy z nią okazują się wielką przygodą. Teraz Dziubak dołącza do pięknej serii kartonowych publikacji Naszej Księgarni – po „Roku w mieście” Katarzyny Boguckiej proponuje małym i starszym odbiorcom „Rok w lesie” – rozłożoną na dwanaście miesięcy obrazkową opowieść bez słów o zwierzętach spotykanych w naszych lasach.
Tekst znajduje się tylko na pierwszej rozkładówce: są to bardzo krótkie notatki na temat mieszkańców lasu. Każde zwierzę przedstawia się odbiorcom, mówi o swoich cechach charakterystycznych, zwyczajach lub zastrzeżeniach. Każde zwierzę prezentuje się również na obrazkowej miniaturce, dzięki czemu można szybko skojarzyć stworzenie z jego opisem, nawet wtedy, gdy nie spotkało się go w naturalnym środowisku. Należy tu pamiętać, że większość dzieci nie miała okazji przyjrzeć się z bliska rysiowi, wydrze czy szopowi praczowi. Owszem, są tu ćmy, wróble, muchy czy sroki – ale Dziubak nie zapomina o gatunkach znacznie trudniejszych do dostrzeżenia. Takie podejście służy edukowaniu dzieci, ale i dobrej zabawie – prezentacja postaci, bohaterów tomu, nie kończy się bowiem w tym momencie – oto autorka zaprasza wszystkich na wyprawę do lasu.
Kolejne rozkładówki przynoszą dwanaście wielkoformatowych ilustracji przedstawiających las w ciągu dwunastu miesięcy. Emilia Dziubak, zgodnie z założeniami serii, pokazuje jeden „kadr” z lasu. Widać w nim, co dzieje się na drzewach i w dziuplach, przy leśniczówce, między drzewami, na wodzie i pod wodą oraz pod ziemią, bo autorka stosuje system przekrojów. Ogranicza środkowe piętro roślinności – jak na las, niewiele tu zarośli, krzaków i krzewów – to oczywiste, bo zasłaniałyby wybryki bohaterów. Wprowadza Emilia Dziubak jeszcze jedną „bajkową” płaszczyznę – zaznacza emocje i myśli postaci (locha dziwi się walczącym dzikom, a łoś stale martwi się o poroże). Sytuacja zmienia się na każdym obrazku i pozwala zrozumieć, jak zachowują się zwierzęta w zależności od pory roku. Kiedy gromadzą zapasy, kiedy wychowują młode, gdzie się ukrywają przed ludźmi (bo w wielu wypadkach ludzie w lesie to intruzi). Z oglądania ilustracji pełnych szczegółów wyczytać i zapamiętać można dużo więcej niż z tradycyjnych lektur. Zwłaszcza że autorka nie stroni od komizmu. Można tu tropić przeróżne zabawy (ziemia, poza norkami i systemem wydrążonych korytarzy, skrywa też… kości i śmieci) oraz przyglądać się coraz lepiej znanym bohaterom. To nie jest publikacja, którą wystarczy przekartkować – poznaje się ją długo i z niekłamanym zachwytem.
„Rok w lesie” to książka do oglądania. Uczy wyciągania wniosków (dzieci będą dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe w kolejnych miesiącach), ale i płynnego opowiadania. Rozwija wiedzę i wyobraźnię, a także zdolności narracyjne. W dodatku nie ma jednej oczywistej „fabuły”: każdy bohater to inna opowieść, każdy miesiąc to inne ciekawostki. Po skończeniu zabawy da się jeszcze nieraz do niej wrócić. Porównywanie kolejnych ilustracji to rozrywka dla całej rodziny, a i test na spostrzegawczość. Emilia Dziubak ukrywa w leśnym gąszczu szereg niespodzianek – od dzieci będzie zależało, ile z tej książki wyczytają. „Rok w lesie” to ilustratorski popis, ale też i książka przyjemna w odbiorze dla dzieci – autorka, która nie zawodzi i pomysł na serię, który się sprawdził – to już gwarancja sukcesu. Emilia Dziubak taki sukces zasłużenie odnosi. Wśród wielu picture booków „Rok w lesie” wypada olśniewająco jako dowód na potencjał edukacyjny podgatunku oraz jako dowód ilustratorskich talentów.
Zwierzęta
Niewiele jest osób, które oparłyby się urokowi ilustracji Emilii Dziubak. Jej prace nieodmiennie zachwycają przemyśleniem detali, bajkowością podpieraną realizmem, grami światła i cienia oraz ogólną atmosferą. Zawsze, gdy Emilia Dziubak ilustruje książkę, prowadzi drugą narrację w obrazach – jest wtedy precyzyjnym przewodnikiem po świecie wyobraźni. Sama cieszy się z możliwości przebywania w wymyślanych krainach, nic więc dziwnego, że wyprawy z nią okazują się wielką przygodą. Teraz Dziubak dołącza do pięknej serii kartonowych publikacji Naszej Księgarni – po „Roku w mieście” Katarzyny Boguckiej proponuje małym i starszym odbiorcom „Rok w lesie” – rozłożoną na dwanaście miesięcy obrazkową opowieść bez słów o zwierzętach spotykanych w naszych lasach.
Tekst znajduje się tylko na pierwszej rozkładówce: są to bardzo krótkie notatki na temat mieszkańców lasu. Każde zwierzę przedstawia się odbiorcom, mówi o swoich cechach charakterystycznych, zwyczajach lub zastrzeżeniach. Każde zwierzę prezentuje się również na obrazkowej miniaturce, dzięki czemu można szybko skojarzyć stworzenie z jego opisem, nawet wtedy, gdy nie spotkało się go w naturalnym środowisku. Należy tu pamiętać, że większość dzieci nie miała okazji przyjrzeć się z bliska rysiowi, wydrze czy szopowi praczowi. Owszem, są tu ćmy, wróble, muchy czy sroki – ale Dziubak nie zapomina o gatunkach znacznie trudniejszych do dostrzeżenia. Takie podejście służy edukowaniu dzieci, ale i dobrej zabawie – prezentacja postaci, bohaterów tomu, nie kończy się bowiem w tym momencie – oto autorka zaprasza wszystkich na wyprawę do lasu.
Kolejne rozkładówki przynoszą dwanaście wielkoformatowych ilustracji przedstawiających las w ciągu dwunastu miesięcy. Emilia Dziubak, zgodnie z założeniami serii, pokazuje jeden „kadr” z lasu. Widać w nim, co dzieje się na drzewach i w dziuplach, przy leśniczówce, między drzewami, na wodzie i pod wodą oraz pod ziemią, bo autorka stosuje system przekrojów. Ogranicza środkowe piętro roślinności – jak na las, niewiele tu zarośli, krzaków i krzewów – to oczywiste, bo zasłaniałyby wybryki bohaterów. Wprowadza Emilia Dziubak jeszcze jedną „bajkową” płaszczyznę – zaznacza emocje i myśli postaci (locha dziwi się walczącym dzikom, a łoś stale martwi się o poroże). Sytuacja zmienia się na każdym obrazku i pozwala zrozumieć, jak zachowują się zwierzęta w zależności od pory roku. Kiedy gromadzą zapasy, kiedy wychowują młode, gdzie się ukrywają przed ludźmi (bo w wielu wypadkach ludzie w lesie to intruzi). Z oglądania ilustracji pełnych szczegółów wyczytać i zapamiętać można dużo więcej niż z tradycyjnych lektur. Zwłaszcza że autorka nie stroni od komizmu. Można tu tropić przeróżne zabawy (ziemia, poza norkami i systemem wydrążonych korytarzy, skrywa też… kości i śmieci) oraz przyglądać się coraz lepiej znanym bohaterom. To nie jest publikacja, którą wystarczy przekartkować – poznaje się ją długo i z niekłamanym zachwytem.
„Rok w lesie” to książka do oglądania. Uczy wyciągania wniosków (dzieci będą dostrzegać związki przyczynowo-skutkowe w kolejnych miesiącach), ale i płynnego opowiadania. Rozwija wiedzę i wyobraźnię, a także zdolności narracyjne. W dodatku nie ma jednej oczywistej „fabuły”: każdy bohater to inna opowieść, każdy miesiąc to inne ciekawostki. Po skończeniu zabawy da się jeszcze nieraz do niej wrócić. Porównywanie kolejnych ilustracji to rozrywka dla całej rodziny, a i test na spostrzegawczość. Emilia Dziubak ukrywa w leśnym gąszczu szereg niespodzianek – od dzieci będzie zależało, ile z tej książki wyczytają. „Rok w lesie” to ilustratorski popis, ale też i książka przyjemna w odbiorze dla dzieci – autorka, która nie zawodzi i pomysł na serię, który się sprawdził – to już gwarancja sukcesu. Emilia Dziubak taki sukces zasłużenie odnosi. Wśród wielu picture booków „Rok w lesie” wypada olśniewająco jako dowód na potencjał edukacyjny podgatunku oraz jako dowód ilustratorskich talentów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






