* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia Kiereś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Emilia Kiereś. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2022

Emilia Kiereś: Rzeka

Nasza Księgarnia, Warszawa 2022.

Siła

Emilia Kiereś zdecydowanie najlepiej czuje się w historiach stylizowanych na dawne narracje i baśnie. Swoich bohaterów przenosi w świat wyobraźni podszytej magią, nie pozwala sobie na analizowanie codzienności i na nawiązania do rzeczywistych wydarzeń czy miejsc. Tworzy własne przestrzenie, kreuje wydarzenia fantastyczne i zwraca się do młodych czytelników, aby pokazać im ponadczasowe systemy wartości. Nie dziwią zatem rozwiązania, jakie ta autorka stosuje w "Rzece". Chłopiec, Kilian, będzie tu dojrzewać na oczach odbiorców: to bohater, który musi wyruszyć w długą i pełną niebezpieczeństw podróż, żeby poznać siebie i żeby dowiedzieć się czegoś o własnej rodzinie. Czekał na ojca - który wyruszył na wojnę - jednak wojna już się skończyła, inni wojownicy wrócili do swoich domów, a Kilian nie ma pojęcia, co stało się z jego rodzicem. Matka nie wyruszy na wyprawę, może tylko tęsknić i cierpieć - i to jedna z przyczyn, dla których bohater postanawia wyjść z domu i wspiąć się na najwyższą górę. Tak zdobędzie wiadomości na temat tego, co się wydarzyło - a być może sprowadzi też ojca do domu, ma taką nadzieję. Emilia Kiereś lubuje się w takich klimatach, zwykle trzeba opuścić bezpieczne miejsce i wyruszyć w nieznane, żeby zacząć proces dojrzewania. Kilian na początku nie planuje jednak wielkich przygód: zamierza zwyczajnie wejść na szczyt góry i zaraz potem wrócić do domu - ta wycieczka powinna już przynieść pożądane informacje i przyczynić się do odkrycia prawdy o ojcu. Matka jednak zdaje sobie sprawę z tego, że eskapada nie skończy się zbyt szybko. Nie może odwodzić dziecka od podjętych zamiarów: wie doskonale, że sprzeciw na nic się nie zda, a Kilian i tak zrobi to, co sobie przygotował. Wyposaża go zatem w przepiękną i bardzo ważną dla fabuły koszulę - i wypuszcza w świat. Kilian będzie musiał przeżyć parę rozczarowań zanim nauczy się odróżniać prawdę od kłamstwa i życzliwość od podstępu - ale to element niezbędny w procesie dojrzewania. Bohater stopniowo uczy się męstwa, bierze udział w wielkich wydarzeniach i znajduje sprzymierzeńców nie zawsze tam, gdzie się ich spodziewał. Przekonuje się, że nie każdemu można wierzyć i że ludzie potrafią wykorzystywać innych do swoich własnych celów bez chęci dawania czegoś w zamian. Odkrywa to, czego nie mógł zaznać w bezpiecznym i dobrym domu. Wszystko to sprawia, że tajemnica ojca schodzi na dalszy plan, Emilia Kiereś podkreśla za to zmagania Kiliana z rzeczywistością i trudy dorastania. Zmusza chłopaka do uruchomienia kreatywności i znalezienia w sobie odwagi, wystawia go na poważne próby i za każdym razem pozwala odkrywać coś nowego. Odbiorcy będą tę drogę przeżywać razem z Kilianem - i kibicować mu w wysiłkach. Mnóstwo tu silnych emocji i wzruszeń, bo autorka przeważnie nie stroni od sentymentalnych opowieści i scen obliczonych na wstrząsanie czytelnikami. "Rzeka" to zamieniona w baśń opowieść o dojrzewaniu i odkrywaniu siebie - napisana pięknym językiem, wypełniona klasycznymi w duchu przygodami i wpisująca się w nurt powieści drogi lubianych przez młodych fanów fantastyki.

niedziela, 20 marca 2022

Emilia Kiereś: Srebrny dzwoneczek

Harperkids, Warszawa 2021. (wznowienie)

Samotność

Emilia Kiereś dobrze czuje się w baśniowych narracjach, ale czasami też próbuje swoich sił w opowieściach poruszających ważne życiowe kwestie dla młodych odbiorców. W "Srebrnym dzwoneczku" takim motywem staje się poczucie wyobcowania. Marysia to bohaterka, która spędza wakacje na wsi u cioci. Nie może pozostać z rodzicami, bo mama spodziewa się dziecka: Marysia niedługo będzie mieć rodzeństwo i także to odrobinę ją niepokoi. Dziewczynka nie jest pewna, czy uda jej się zdobyć przyjaciół, a poza tym dobrze czuje się w swoim towarzystwie (a przynajmniej tak sobie wmawia), nieśmiała i wrażliwa ucieka od innych. U cioci nie może narzekać na nadmiar relacji towarzyskich: kobieta zajmuje się pracą i nie zawsze może bawić się z Marysią. Jednak bohaterka "Srebrnego dzwoneczka" odkrywa tajemniczy domek z równie tajemniczą bohaterką - staruszką, która zawiesza na gałęziach czereśni srebrne dzwonki. Marysia nazywa ją w myślach Panią Wróżką i spotyka powiernicę, osobę, z którą może porozmawiać na różne tematy. Łatwiej jej zwierzyć się komuś obcemu niż przyznać do zagubienia bliskim. A skoro już pojawia się wyartykułowany problem - znacznie łatwiej się z nim zmierzyć. Marysia poznaje dziewczynkę, która uświadomi jej, dlaczego każde dziecko potrzebuje obecności rówieśników. Jak zawsze Emilia Kiereś stawia na rozbudowane opisy przyrody i otoczenia - to zapewni w narracji kojące tony - sprawia, że dzieciom łatwo będzie przyzwyczaić się do wyciszenia i do przemyśleń na podstawie samej historii. Dzięki temu też autorka może eksponować psychologiczne motywy, które w innym wypadku przepadłyby w dynamicznej opowieści. Próbuje zaangażować czytelników w sprawy im bliskie - wykorzystuje ciepło, zrozumienie i dystans jako środki przekonujące do wsłuchiwania się w siebie i we własne potrzeby. Marysia tylko czasami dopuszcza do siebie drobne lęki związane z posiadaniem rodzeństwa czy z brakiem przyjaciół - musi dopiero odkryć, że nie jest tak nieśmiała, jak jej się na początku wydawało - a stąd już prosta droga do zmiany istniejącego stanu rzeczy. Autorka daje zatem nadzieję czytelnikom - że tak samo jak Marysia mogą rozwiązać swoje problemy i znaleźć bratnią duszę - jeśli tylko zrozumieją, że inni boją się podobnie. "Srebrny dzwoneczek" to zatem opowieść, która prowadzi czytelników do lepszego samopoznania, ale też dostarcza uspokajającej lektury. Emilia Kiereś zajmuje się tu zagadnieniami ważnymi dla małych odbiorców - przyciągnie ich do tomu emocjami i sposobem ich opanowywania. Dla czytelników ważne będą także ilustracje Małgorzaty Musierowicz - strona graficzna, chociaż znacznie mniej istotna niż sama opowieść, ma szansę przyciągnąć uwagę młodszych nastolatków. "Srebrny dzwoneczek" to powieść o przełamywaniu własnych lęków i ograniczeń - i o tym, dlaczego drugi człowiek jest każdemu potrzebny.

środa, 12 stycznia 2022

Emilia Kiereś: Lapis

Kropka, Warszawa 2021.

Czekanie

Emilia Kiereś zwykle najchętniej sięga po baśnie, chociaż tak naprawdę to w relacjach typowo obyczajowych – nawet z nadmiernym optymizmem w ramach fabuły – rozwija się najlepiej. „Lapis” to bardzo rozbudowana i dwuplanowa historia z autotematyzmem w tle. Wszystko zaczyna się w odległej o dekady przeszłości – Tobiasz zostaje aresztowany, jego żona, Elżbieta, bierze na siebie całą winę, żeby uwolnić mężczyznę. Sama ma też plan ratunku, musi, inaczej błyskawicznie pożegna się ze światem. Znika i nie mogą jej znaleźć ani Tobiasz, ani brat – Benedykt. W Lapis dzieje się coś dziwnego, coś, czego nie znają kronikarze i co zapisze się na zawsze w świadomości mieszkańców – chociaż z wieloma lukami i tajemnicami. Po dekadach do Lapis przybywa Irenka. Irenka podróżuje z ojcem, który wykonuje freski – jako artysta ma zlecenia w różnych miejscach, więc stale się gdzieś przeprowadza. Dziewczynka nie ma matki (ta umarła tuż po porodzie) i przyzwyczaiła się już do tego, że tata nie poświęca jej zbyt wiele uwagi, nie potrafi nawet skupić się na treściach przedstawianych w rozmowach. Żeby odrobinę zawalczyć o dostrzeżenie siebie, Irena proponuje pomoc: będzie przeczesywać stare książki i wyszukiwać w nich ciekawe informacje o historii Lapis – te ciekawostki mogą się potem przydać ojcu do stworzenia malowideł. Irena dzięki swoim działaniom poznaje Benedykta (który wprowadza ją w świat książek), dowiaduje się o istnieniu zawsze milczącego Starego Tobiasza – uznawanego za szalonego – starego mężczyzny, który co wieczór zapala światło w latarni stojącej z dala od morza. Stopniowo odkrywa ślady wielkiej tajemnicy – zniknięcia Elżbiety. Ale zajmuje się najbardziej czymś innym – obecnością strasznego, nienasyconego potwora, który mieszka pod Lapis. Zawiera też pewną niepokojącą dorosłych znajomość z Rutą – staruszką podejrzewaną o bycie wiedźmą. Irena nie boi się zagadek, nie ucieka od wyzwań – ale może przez swoją swobodę wpakować się w poważne kłopoty. Jednak w niej cała nadzieja. Dziewczynka przekonuje się, czym jest prawdziwa przyjaźń Przeżywa też sporo przygód. „Lapis” to książka, w której dzieje się wiele – ale w narracji Emilia Kiereś jest dość powściągliwa, jakby nie chciała zmęczyć młodych czytelników nadmiarem słów – już wystarczy, że w finale przechodzi do tematu mocy języka, najwyraźniej próbuje zachować równowagę i zapewnić urozmaicone wrażenia czytelnikom. Chociaż tom dzieli się na dwie części – pierwsza to opis przeszłości, a druga – aktualności i przeżyć Irenki – daje się tu wyznaczyć trzy płaszczyzny. Do dwóch „czasowych” dochodzi jeszcze motyw baśniowy, który aktywuje się na finał – wcześniej funkcjonuje nieco na marginesie. Emilia Kiereś potrafi rozbudzić ciekawość i zaproponować odbiorcom coś nietypowego – chociaż wykorzystującego schematy z klasyki. Jest „Lapis” powieścią rozbudowaną i klimatyczną, a przy tym – nadającą się do dość szybkiej lektury.

środa, 29 grudnia 2021

Emilia Kiereś: Złota gwiazdka

Harperkids, Warszawa 2021. (wznowienie)

Magia świąt

Na taką publikację z pewnością zwrócą uwagę fani Małgorzaty Musierowicz - "Złota gwiazdka" Emilii Kiereś przygotowana została z myślą o bożonarodzeniowych klimatach, ale nie tylko o ten motyw w powieści chodzi. Wraca na rynek ta książka, bo prezentuje bardzo istotną dla wielu młodych ludzi kwestię pojawienia się na świecie młodszego rodzeństwa. U Antka wiele się dzieje. Wszyscy jadą na Boże Narodzenie do cioci i wujka, będzie zatem gwarnie i rodzinnie. Antek jednak nie ma zbyt dobrego humoru: odkąd w domu pojawił się malutki Staś, mama przestała mieć czas dla innych swoich pociech. Marysia jest już nastolatką i nie potrzebuje aż tak dużo uwagi ze strony dorosłych, ale Antkowi czasami szkoda, że nie może porozmawiać z mamą albo przytulić się do niej: każdą chwilę mama rezerwuje dla Stasia, a kiedy już udaje się zapewnić jej moment bez najmłodszej pociechy, mama udaje się na odpoczynek i natychmiast zasypia. Antek wszystko rozumie, jednak bywa mu przykro. U cioci też nie będzie mógł zwrócić na siebie uwagi rodzicielki. Jednak tu zajmuje się inną sprawą: próbuje się dowiedzieć, kim jest dziewczynka w czerwonej czapeczce, śledząca go w jego kryjówkach. Emilia Kiereś kieruje się do myślących czytelników i pokazuje im, że w życiu nie wszystko układa się zgodnie z planami. Przypomina, co jest naprawdę ważne: chociaż Antek cierpi, bo nie ma mamy dla siebie, pozostali domownicy są dla niego bardzo wyrozumiali: Marysia nawet tłumaczy, jak to jest z tą miłością mamy. Antek ma kogo poprosić o pomoc - cóż z tego, skoro zależy mu na mamie. Chłopiec boi się, że to Staś stał się najważniejszym dzieckiem - nawet rozsądne wyjaśnienia nie do końca przekonują, gdy w grę wchodzą silne emocje i rozżalenie. Przecież czasami przydałoby się wsparcie i zestaw argumentów - Antek nie ze wszystkim jest w stanie poradzić sobie sam.

"Złota gwiazdka" to historia, w której klimat świąteczny jest ważny - ale bardziej istotne staje się analizowanie kwestii rodzicielskiej miłości. Antek musi się przekonać, że nie ma najgorzej: spotyka dziewczynkę, której rodzice spędzają czas w szpitalu, z ciężko chorym bratem - tutaj nie ma miejsca na przygotowania do świąt i na radosną atmosferę wyczekiwania. Dopiero ukazanie prawdziwego dramatu (oczywiście baśniowo stonowanego w finale, bo przecież bożonarodzeniowe powieści nie mogą smucić) uzmysławia Antkowi, że jego sytuacja nie jest tragiczna i nawet jeśli mama chwilowo nie może się skupić na jego sprawach, to nie znaczy, że już go nie kocha.

Emilia Kiereś powtarza cierpliwie to, w co dzieci - tak jak Antek - uwierzyć nie potrafią. Zdaje sobie sprawę z tego, czego potrzebują najmłodsi i zapewnia im to w mądrej i ciepłej książce. Gra tematem Bożego Narodzenia, żeby wyjaśnić sentymenty, ale sama przypomina też rodzicom, że powinni skupić się na relacjach z każdym dzieckiem z osobna - bo każde jest tak samo ważne.

piątek, 24 grudnia 2021

Emilia Kiereś: O kolędach gawęda

Kropka, Warszawa 2021.

Wyjaśnienia świąteczne

W okresie bożonarodzeniowym szczególną popularnością cieszą się publikacje nawiązujące do klimatu świątecznego, zarówno na rynku literatury dziecięcej jak i tej dla dorosłych. Nic dziwnego: wszyscy chcą przedłużyć magiczny czas, nawet jeśli tylko dzięki lekturze. Tom "O kolędach gawęda" Emilii Kiereś to propozycja familijna, kierowana przede wszystkim do najmłodszych, ale gromadząca całe rodziny nad miłymi opowieściami. Potężna publikacja ma kilka zalet, cieszy tu jakość wydania, ale już po otwarciu książki traci to na znaczeniu.

Każdy rozdział w tej książce składa się z kilku charakterystycznych punktów. Najpierw - zapis nutowy (uwaga, co ważne - z akordami) wybranego utworu. Następnie tekst kolędy z przypisami wyjaśniającymi co trudniejsze hasła (to rozwiązanie, które kierowane jest przede wszystkim do dzieci - by nie musiały za każdym razem szukać pomocy u dorosłych albo żeby nie zniechęciły się archaicznym językiem). W ten sposób autorka próbuje chociaż trochę wyedukować młode pokolenie w kwestii tekstów ważnych kulturowo - nie chodzi tu wyłącznie o nauczenie dzieci kolejnych zwrotek kolęd, a o przytoczenie historii. Emilia Kiereś traktuje kolędy jako teksty literackie, które warto przeanalizować, uważnie przestudiować i przekonać się, jaką wrażliwością kierowali się ich autorzy. Później pojawia się jeszcze jeden motyw - obszerne omówienie treści kolędy. O ile śpiewanie - w związku z kultywowaniem tradycji - często wolne jest od refleksji nad treścią (zwłaszcza wśród dzieci, które niekoniecznie potrafią nawet powtórzyć poprawnie, bez komicznych przeróbek, słów). Emilia Kiereś odwołuje się do wyobraźni odbiorców i pokazuje im, co autor kolędy miał na myśli. Łączy sytuacje zawarte w kolędach ze scenami z domów: z sytuacjami, które dzieci znają z własnego doświadczenia. Autorka trzyma się konwencji gawędy, mówi do dzieci, proponuje im opowieść wartką, ciekawą, a do tego - bardzo osobistą. Nie ma to nic wspólnego z nudnymi szkolnymi wykładniami, za to pozwala zrozumieć, o co naprawdę chodzi w klasycznych utworach. Dokłada do tego Emilia Kiereś rozmaite ciekawostki, które wzbogacają wiedzę dzieci. Nie tylko zatem autorka przedstawia to, co można wyczytać z kolęd, jeśli ktoś zechce się zagłębić w ich treści i znaczenia - ale dodaje również kontekst. I ten rytm sprawdzi się doskonale: można dawkować sobie przed świętami tę propozycję i cieszyć się kolejnymi historiami. Kolędy przestają być infantylnymi utworami do znudzenia i bezmyślnie powtarzanymi - zamieniają się w tym ujęciu w teksty literackie, które wypełnione są znaczeniami oraz emocjami. Emilia Kiereś przywraca zatem możliwość czytania ich z nową wrażliwością.

Tom jest kolorowo ilustrowany i strzałem w dziesiątkę okazało się wybranie Marianny Oklejak jako autorki grafik. Ilustratorka ta wykazuje się wielkim wyczuciem tematów "ludowych" - i tutaj sprawdza się z pozornym infantylizmem, a w rzeczywistości - z urokiem w kolejnych obrazach. Działa na wyobraźnię - nie tylko dzieci - przywołuje też magię świąt.

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Małgorzata Musierowicz, Emilia Kiereś: Na Jowisza 2! Nadal uzupełniam Jeżycjadę

HarperCollins, Warszawa 2021.

Nie tylko sentyment

Małgorzata Musierowicz swoją Jeżycjadą połączyła pokolenia czytelniczek, które z przyjemnością zanurzały się w świecie Borejków, ich czterech córek z potomstwem i kolejnymi rodzinami. Wydaje się wręcz, że wszystko, co wyjdzie spod ręki Małgorzaty Musierowicz, cieszyć się będzie na rynku ogromnym uznaniem. Tak stało się z monumentalnym tomem wspomnień okołojeżycjadowych, „Na Jowisza”. Nic dziwnego, że ta książka doczekała się kontynuacji. Małgorzata Musierowicz – przy pomocy córki, Emilii Kiereś – przygląda się dalszoplanowym bohaterom z cyklu, proponuje portrety tych, którzy zajęli pojedyncze akapity pojedynczych tomów i nie zapisali się w pamięci czytelniczek w żaden sposób. Odwiedza miejsca, sięga do własnego dzieciństwa i do dzieciństwa swoich dzieci. Tłumaczy, skąd brały się poszczególne decyzje twórcze, gdzie leżały źródła inspiracji dla konkretnych postaci (szczególnie wstrząsająca jest sytuacja z Markiem Pałysem, którą czytelniczki mogą tu poznać bardzo dokładnie). Przemierza ulice, sięga do korespondencji, przypomina o sławnych autorach, którzy także przechodzili do Jeżycjady. Opowiada o Czesławie Miłoszu i o Wisławie Szymborskiej, oczywiście nie zabraknie anegdot na temat Stanisława Barańczaka, czyli brata Małgorzaty Musierowicz. Po tej lekturze można zrozumieć, dlaczego Bella poszła do pracy w drukarni. Musierowicz zastanawia się też, jak potoczyły się losy konkretnych par, informuje czytelniczki o tym, kto ma ile dzieci i kto doczekał się dogłębnych analiz prowadzonych wspólnie z fankami serii. Każdy, kto zaczytywał się w Jeżycjadzie, powinien sięgnąć po ten zestaw bogatych przypisów do powieści. Dzięki nim łatwiej przechodzić od wyobraźni do rzeczywistości i przypominać sobie chwile spędzone z książkami.

Uporządkowanie alfabetyczne pozwala przeskakiwać od tematu do tematu bez nadrzędnej narracji, która spajałaby wszystko – zdarza się, że autorka wybiera drobne cytaty ze swoich powieści i wykorzystuje je bez dodatkowego komentarza. Częściej jednak zanurza się we własnych wspomnieniach, zabiera odbiorczynie do swojej przeszłości, wynotowuje doświadczenia, których użyczyła bohaterom. Czasami tłumaczy się trochę z decyzji fabularnych lub charakterologicznych, innym razem – dzieli się radościami i tłem dla postaci. Pokazuje, jak ważna była dla niej Jeżycjada – a że rzecz dotyczy fenomenu kulturowego, taka książka na rynku jest niezwykle potrzebna.

Jest w tomie wiele wyjaśnień, czasami autorka przechodzi w ogóle na rytm zachowanych dokumentów (przy korespondencji), przytacza Musierowicz anegdoty z różnych czasów. A do tego wprowadza bogatą warstwę graficzną: są tu i ilustracje, i zdjęcia – te pierwsze pozwalają wyobrazić sobie bohaterów, te drugie są literacką podróżą: dzięki nim wiadomo, jakie motywy przeniknęły do powieści z realnego świata. Jest tu trochę komentarzy na temat prac redakcji, są scenki z panem Musierowiczem – wszystko to składa się na kolejną ciepłą i wartościową relację – w sam raz na świąteczny prezent dla wszystkich fanek Jeżycjady.

sobota, 9 maja 2020

Emilia Kiereś: Przepowiednia

Akapit Press, Łódź 2020.

Gościna

Emilia Kiereś dobrze czuje się w opowieściach baśniowych i melodyjnych. Ucieka od realizmu w stronę fantazji, żeby pokazywać czytelnikom potęgę uniwersalnych i niekoniecznie oczywistych uczuć. Stawia raczej na atmosferę, popisuje się wrażeniami. Poza tym – oczywiście – rozwija atrakcyjne fabuły w starym stylu, może zatem zachęcić do lektury nieprzewidywalnością. „Przepowiednia” jest takim właśnie popisem literackim. Autorka zagląda do dworu na uboczu. Adam i Klara to rodzeństwo, które mieszka na odludziu, bez rodziców. On zarabia na życie garnkami, które wytwarza, a później sprzedaje w okolicznych wioskach. W tym celu musi wyjeżdżać w kilkudniowe podróże. Zawsze jednak stara się wrócić jak najszybciej – jego siostra jest niewidoma i potrzebuje stałej opieki. Radzi sobie w domu: zna układ mebli i porusza się pewnie, nie kontaktuje się natomiast z ludźmi z zewnątrz. Pewnego dnia Klara wpuszcza jednak do domu starszą kobietę. Nie zważa na ewentualne niebezpieczeństwa, zagłusza też wewnętrzny niepokój, po prostu nie umie odmówić gościny. I tak w domu zaczyna się dziać coraz gorzej. A Adam musi jeszcze raz wyjechać, żeby zarobić pieniądze na przetrwanie zimy. W ten sposób autorka wkracza w świat baśni. Klara zostaje w domu i wszyscy, którzy mają szansę ją zobaczyć, zauważają niepokojący fakt: dziewczyna ma dwa cienie, swój i brata. Adam z kolei przeżywa wypadek i trafia do cygańskiego taboru. Tam opiekuje się nim stara Cyganka, Mura – Murę zastanawia brak cienia mężczyzny – ale liczy na wyjaśnienie zagadki.

W „Przepowiedni” dzieje się więcej, niż się zapowiada na początku. Wyjazd Adama wyzwala szereg dziwnych wydarzeń. Istnieje tu tajemnica z przeszłości, którą trzeba rozwikłać. Tak bohaterowie zrozumieją słowa rzucone niby przypadkiem przez kogoś, kto wiele o nich – bohaterach – wie. Adam przekona się też, że odpowiada mu cygańskie życie i poczucie wolności – nawet jeśli jest na tyle odpowiedzialny, żeby zająć się siostrą. Emilia Kiereś wykorzystuje ładnie motywy baśniowe: odbicie w lustrze oraz dwa cienie, do tego chętnie operuje motywem „wiedźm” w znaczeniu starych kobiet, które wiedzą więcej niż bezpośrednio zainteresowani. W takim świecie nie wszystkim można zaufać, ale operowanie symbolami prowadzi do lepszego poznania psychiki bohaterów. Adam i Klara są rozdzieleni, nie mają ze sobą kontaktu, muszą więc radzić sobie sami, mimo że walczą o wspólne dobro. Poznawanie przeszłości to droga do poprawienia sytuacji – chociaż wiąże się z wielkimi rewolucjami w życiorysach postaci – dla czytelników będzie tu tyle samo wrażeń co dla bohaterów. Zwłaszcza Adam ma tutaj sporo do odkrycia.

„Przepowiednia” to powieść, w której do głosu dochodzą klasyczne tony. Emilia Kiereś najlepiej czuje się wtedy, kiedy może odejść od zwyczajności, a jednocześnie oprzeć się na tradycjach literackich i sprawdzonych motywach. Cechą charakterystyczną dla prozy Kiereś jest stawianie na melodyjność. Autorka stosuje bardzo dużo przymiotników i zwraca ogromną uwagę na znaczenie opisów. Rozwija to, co autorzy książek popkulturowych redukują, przypomina o roli literackości, o pięknie literatury jako takiej. Wie, że ma dla odbiorców coś, co ich przyciągnie – w tym wypadku sekret, który budzi ciekawość. W tej książce zwracają też uwagę klasyczne i baśniowe ilustracje Marcina Minora. Te grafiki urzekają klimatem – oddalają się od nurtu kreskówek, za to kojarzą się nieco z propozycjami baśniowymi Szancera. Sposób wydania tomiku również nawiązuje do klasyki. Emilia Kiereś w „Przepowiedni” pokazuje czytelnikom, co w literaturze czwartej najbardziej ceni. Łączy przygodę z silnymi uczuciami i sprawia, że czytelnicy przeniosą się w zamierzchłą przeszłość.

wtorek, 5 maja 2020

Małgorzata Musierowicz przy współpracy Emilii Kiereś: Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę

Egmont, Warszawa 2020.

Dopowiedzenia

Jeśli można mieć cokolwiek przeciwko książce „Na Jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę”, którą Małgorzata Musierowicz przygotowała we współpracy ze swoją córką, Emilią Kiereś, to chyba jedynie to, że szybko się kończy. Chociaż to opasły, wielki i pięknie wydany tom, chciałoby się, żeby opowieści z niego trwały jak najdłużej. Nawet jeśli Małgorzata Musierowicz miałaby w nich wracać do dawno przedstawionych czytelniczkom kwestii – po prostu znakomicie się czyta jej wspomnienia i barwne anegdoty. Te zgromadzone w „Na Jowisza” da się podzielić na kilka grup. Oczywiście znajdą się tu pozaliterackie dopowiedzenia do Jeżycjady – w tym informacja, jaki wpływ miał Czesław Miłosz na rozwój akcji. Autorka prawdopodobnie wciąż nagabywana na spotkaniach autorskich o źródła inspiracji i zapożyczenia z rzeczywistości dla swoich bohaterów postanawia hurtem wyjaśnić przynajmniej część wątpliwości. Chociaż na początku wychodzi z założenia, że wymyśla postaciom nowe przyzwyczajenia, upodobania i powiedzenia – przy pracy nad książką przekonuje się, że sporo rzeczy przenosi z sobie znanej rzeczywistości. W „Na Jowisza” opowiada o tych decyzjach autorskich – a opowiada z fantazją i wyczuciem puent, rozbawi zatem odbiorców w każdym wieku. Poza Jeżycjadą Małgorzata Musierowicz powraca do swojego dzieciństwa i młodości – a potem także do różnych etapów pisania kolejnych części popularnej serii. Czasami pozwala czytelnikom zajrzeć do swojego domu rodzinnego, czasami zabiera ich do własnego, tworzonego z „panem Musierowiczem” szczęśliwego stadła. I tutaj nie zajmuje się prezentowaniem wszystkich pociech, w relacjach pozostaje tylko pisząca (i tworząca dokumentację fotograficzną na potrzeby tej książki) Emilia – za to przedmioty, które w jakiś sposób łączą się z Jeżycjadą, tu trafiają. W ogóle autorka zwraca uwagę na wartość rzeczy, którymi się otacza: zaczyna od starych albumów ze zdjęciami rodzinnymi, później pokazuje między innymi zeszyt, w którym przechowuje przepisy kulinarne – czy dzbanuszki na śmietankę do kawy. Takie urocze detale budują atmosferę książki, ale nie zastępują wagi opowieści. Trzecią grupę anegdot zapewniają literackie zabawy i historie związane ze Stanisławem Barańczakiem, tu – po prostu Stasiem, ukochanym bratem, zawsze sarkastycznym, zawsze twórczym i zawsze ważnym. Małgorzata Musierowicz nie wpada w tony sentymentalne, woli lekki dystans – a to w opisach bardzo się przydaje, zapewnia bowiem niedosyt czytelników, a nie zmęczenie wspomnieniami.

Do tego – mnóstwo uzupełnień z Jeżycjady. Adresy, drobne cytaty, wzmianki na temat charakterów dalszoplanowych postaci, niewykorzystane a przygotowane złote myśli, którymi mogliby wymieniać się bohaterowie (i, być może, nieobserwowani akurat przez pisarkę – to robią). Smaczki dotyczące lektur – z perspektywy autorki. Efektem ubocznym „Na Jowisza” będzie zatem chęć przeczytania całej Jeżycjady po raz kolejny. A przecież tom jest również albumem – i to nie tylko ze względu na zdjęcia. Emilia Kiereś prezentuje detale poznańskich kamienic, a Małgorzata Musierowicz – ilustruje. Nadaje rysy tym postaciom, które do tej pory w książkach nie miały twarzy. Sięga po osoby, które mogłyby zdominować relację, gdyby zostały też przedstawione w grafikach – tu może dać upust fantazji i zaproponować wizerunki osób przewijających się przez moment w serii.

I tak „Na Jowisza” staje się lekturą, która połączy pokolenia – jak i cała Jeżycjada. Małgorzata Musierowicz popisuje się tu poczuciem humoru i hojnie dzieli się z odbiorcami zestawem wspomnień. Cała książka ma układ alfabetyczny, co oznacza, że kolejne wątki przedstawiane w formie artykułów hasłowych pogrupowane są nie ze względu na chronologię. To gwarantuje lepszą zabawę – chociaż chciałoby się, żeby autorka pokusiła się o długą autobiografię.

czwartek, 26 września 2019

Emilia Kiereś: Złota Gwiazdka

Akapit Press, Łódź 2018.

Dzieci w święta

Motyw zazdrości o pojawiające się na świecie rodzeństwo wykorzystuje teraz Emilia Kiereś w bożonarodzeniowej historyjce „Złota Gwiazdka”. Znów odbiorcy spotkają się z Antkiem i jego rodziną – tym razem chłopiec jedzie na święta do cioci Ani. Czuje się przy tym trochę samotny, a przynajmniej odstawiony na boczny tor: mama ciągle zajmuje się Stasiem, pragnąc, żeby ten się uśmiechnął. Nie ma czasu dla Marysi (która jest już nastolatką i wiele rzeczy rozumie), ani dla Antka, dla którego taki stan rzeczy to nowość. Chłopiec boi się, że przestanie być rodzicom potrzebny. Nie może nawet porozmawiać z nimi o swoich lękach: fakt, że Marysia bierze na siebie pocieszanie i przekonywanie, że mama nie przestała nikogo kochać, nie pomaga. Antek jest coraz bardziej rozczarowany i wychodzi na to, że święta będą ponure. U cioci chłopiec bawi się sam w lesie, czasami dołącza do niego kuzynka, Tereska – jednak nawet ona nie rozproszy smutków. Na szczęście w okolicy coś się dzieje: bohater tropi tajemniczą dziewczynkę w czerwonej czapce. Chce dowiedzieć się czegoś o niej, a w ten sposób może też zająć czymś myśli. Już wkrótce okazuje się, że niektórzy mają jeszcze większe problemy z młodszym rodzeństwem, niż Antek.

Emilia Kiereś w „Złotej Gwiazdce” wykorzystuje klimat świąt, żeby podsycać nastroje. Podczas gdy wszyscy przygotowują się do uroczystych dni, samotność i żal stają się najbardziej wyjaskrawione, Antek odczuwa negatywne emocje znacznie silniej. Szybko trafi do przekonania odbiorcom: niemal każde dziecko odczuwało zazdrość na widok mamy opiekującej się młodszym rodzeństwem. Antkowi domownicy próbują wytłumaczyć racjonalnie, co się dzieje – i że nie ma powodu do obaw – ale do takich wniosków trzeba jednak dojrzeć samodzielnie. Najlepiej sprawdza się empatia: Antek poznaje Igę, a święta Igi zapowiadają się jeszcze bardziej smutno. Tyle że dziewczynka nie narzeka, wie, że to do niczego by jej nie doprowadziło. Za to bohater może zaangażować się w niesienie pomocy, czy też raczej – w wywołanie uśmiechu u rówieśnicy. I to najlepsza metoda, żeby zapomnieć o swoich zmartwieniach.

Emilia Kiereś w swoich powieściach nie rozwija przesadnie fabuły ani charakterów postaci. Wybiera jasne i zrozumiałe sytuacje, wręcz szablonowe. Proponuje z to odbiorcom bardzo rozbudowane opisy, skupia się na rejestrowaniu wrażeń zmysłowych, na atmosferze i na odczuciach oraz uczuciach bohaterów. Bardzo dokładnie analizuje to, co postacie przeżywają, ale równie starannie odwzorowuje krajobrazy i okoliczności, w jakich dochodzi do autoanaliz. Uczy odbiorców wrażliwości i odnosi się do spraw im najbardziej bliskich – i dlatego „Złota Gwiazdka” to książka, która najmłodszym przypadnie do gustu. Tę drobną świąteczną historyjkę ilustruje Małgorzata Musierowicz (więc przy niektórych portretach rodzinnych można od razu poczuć chęć powrotu do Jeżycjady).

środa, 29 czerwca 2016

Emilia Kiereś: Haczyk

Akapit Press, Łódź 2016.

Zakrzywienie czasoprzestrzeni

Emilia Kiereś pisze baśnie, które dla niepoznaki zakorzenione są w realistycznej scenerii. Lubi uciekać w opowieściach poza znany świat, oddawać prawdziwe cechy czasów, miejsc i obyczajów nie dla odmalowywania codzienności, a dla stworzenia kontrastu z wizją absolutu. W „Haczyku” jeszcze raz przenosi się do dni przed wybuchem drugiej wojny światowej. Hubert, młody i sympatyczny chłopak otrzyma tu niespodziewanie moc, której pozazdroszczą mu literaccy bohaterowie z wielu powieści. Wszystkiemu winne mojry: jedna z nich roni (zakazaną) łzę nad ludzkim losem. Łza spada na ziemię i zamienia się w turkusowe szkiełko, umożliwiające zaglądanie w przeszłość i w przyszłość. To potężny dar. W 2012 roku Karol i Weronika odkrywają w domu walizkę z aparatem fotograficznym i starymi zdjęciami, na których coś się nie zgadza. Chcą rozwiązać zagadkę z przeszłości.

Emilia Kiereś sięga po motywy z dawnych przygodówek. Jest tu dziwny samochód, pojawiający się zawsze o tej samej porze i bez wyraźnego dla dzieci celu. Są wskazówki stopniowo nasuwające się bohaterom: zdjęcia w książce z biblioteki, klisza z aparatu. Jest szereg wiadomości nieco już dziś zapomnianych: Karol lubi fotografować starym aparatem, podzieli się wiedzą o wywoływaniu zdjęć – to dla dzieci przyzwyczajonych do cyfrówek ciekawostka. Autorka nawiązuje też do nie zawsze łatwych sytuacji rodzinnych: trzynastoletni Karol stracił niedawno ojca i wciąż do końca nie uporał się z tym wydarzeniem. Kilkadziesiąt lat wcześniej Hubert zamartwia się o chorą na serce mamę. Nie są to zjawiska, z którymi dzieci powinny się mierzyć – Kiereś tworzy z nich tło akcji, ale i tak w najważniejszym momencie bohaterowie muszą liczyć tylko na własne siły i umiejętności.

Bardzo ładnie dawkuje autorka napięcie. Każe zaginać czasoprzestrzeń i doprowadza do paradoksów nie po to, by przestawiać się na filozoficzne dywagacje, ale żeby wzbudzić jak najsilniejsze emocje. Operuje grozą i strachem w takich proporcjach, że chce się czytać dalej i dowiedzieć się, jakie będzie rozwiązanie. Portretuje mojry przy pracy, żeby zasugerować baśniowość, ale i kwestię przeznaczenia. W pewnym sensie zamienia fabułę w pokaz zasad konstruowania powieści i życia. Mojry zamieniają się w autorki, które decydują o losach postaci. Emilia Kiereś wszystko to nasyca niepowtarzalną atmosferą – właściwie nie wiadomo, co przyciąga do tomiku bardziej: czy wizja wpływania na bohaterów, czy – ich codzienność. Bo autorka także narrację i pozornie obojętne opisy dopasowuje do czasów. Przeskakuje między sierpniem 1939 roku i lipcem 2012, więc można stosunkowo łatwo wychwycić subtelne różnice. Kiereś specjalizuje się w melodyjnej narracji, czasami ważniejszej niż same opisywane wydarzenia. Dba o to, żeby słowa pasowały do scenerii, współtworzy nimi – a dokładniej: ich brzmieniami – przestrzeń działania. Rzadko kiedy transparentna przecież narracja staje się jednocześnie tak bardzo namacalna.

„Haczyk” to powieść tajemnicza i odwołująca się do odwiecznego ludzkiego pragnienia poznawania przyszłości. Emilia Kiereś imponuje w niej zabawami z czasem, chociaż na przykład detektywistyczne posunięcia młodych bohaterów wychodzą jej słabiej – ze względu na stopniowe podsuwanie kolejnych „przypadków”, składników szyfru. Ta książka nie jest zbyt długa – ani przesadnie rozbudowana mimo trzypoziomowej akcji – a jednak zrobi silne wrażenie na czytelnikach. Kiereś nikogo nie naśladuje, chce znaleźć własne sposoby na opowiedzenie atrakcyjnych historii. Nie prowokuje, za to szuka inteligentnych i wrażliwych odbiorców, którym powierza najtrudniejsze sprawy.

piątek, 15 listopada 2013

Emilia Kiereś: Kwadrans

Akapit Press, Łódź 2013.

Życzenia

Już od pierwszych słów tomu „Kwadrans” widać dobrze, że Emilia Kiereś chce stworzyć uniwersalną baśń, a przy tym upoić swoich czytelników magią słów. Próbuje stać się czarodziejką narracji, wypowiadając wojnę potocyzmom i bylejakości, kolokwialnym opisom i zwyczajności. „Kwadrans” to magia, to urok lekko archaizującej opowieści, a do tego filozoficzna zaduma nad istotą czasu. Autorka nie dąży do uzyskania realistycznych scenek, zamierza za to pobudzić baśniową wyobraźnię młodych czytelników. Nie krzyczy, nie wpasowuje się w rytm mód w literaturze czwartej, swoją książką pozostaje na uboczu, a przecież i zaintryguje.

W „Kwadransie” splatają się dwie opowieści, każdy rozdział składa się z dwóch wątków, graficznie wydzielanych pomysłowo przez współczesną i dawną tarczę zegara z podświetlonym numerem. Dzieci szybko zorientują się w zasadach konstruowania tomu. Jednym bohaterem jest Filip, chłopiec, który w nowym domu znalazł tajemniczy kluczyk i szuka przedmiotu, do którego ów kluczyk będzie pasował. Druga postać to Ludwika, dziewczynka chora na serce. Jej brat uczy się fachu u zegarmistrza i dowiaduje się o istnieniu Zegarmistrza Zegarmistrzów. Odkrywa, że każdy człowiek ma swój zegar – i podejrzewa, że naprawienie mechanizmów w zegarze Ludwiki pozwoli wyleczyć jej serce. Bohaterowie nic o sobie nie wiedzą, a jednak silnie wpływają na swoje losy. Wszystko przez to, że ktoś potrafi spojrzeć na czas z innej niż ludzka perspektywy.

Czas staje się jednym z najważniejszych motywów tej baśni. Młodzi bohaterowie nie mogą jeszcze pojąć jego potęgi, ani znaczenia. Nie zgadzają się na przemijanie (lub go nie dostrzegają). Emilia Kiereś odnosi się tutaj do tematu od zawsze inspirującego ludzi, ale niekoniecznie obecnego w rozważaniach najmłodszych. Zarysowuje perspektywy zbliżone do tych znanych z s-f i udaje jej się opanować temat zgrabnie, a przy tym zajmująco dla odbiorców. Co ważne, autorka wyraźnie rozgranicza dwa światy – codzienność swoich postaci. Czyni to na kilka sposobów, między innymi za sprawą obyczajów oraz samego języka. Bardzo delikatnie go archaizuje lub uwspółcześnia, tak, że zmiany są wyczuwalne, a dla dzieci nieuchwytna będzie ich strona warsztatowa. Zmienia zachowania i myślenie bohaterów – mimo że uczucia pozostają bez modyfikacji.

„Kwadrans” to również powieść, w której liczy się aura. Kiereś poza tworzeniem oryginalnej fabuły nie do przewidzenia przy racjonalnym podejściu do tematu uznaje, że warto zaproponować najmłodszym przeżycia nienazwane wprost, a zatrzymane w stylu, w doborze słów, w lekkiej tajemniczości oraz w samej konstrukcji powieści. Do baśniowego charakteru pasuje melodyjna narracja oraz dobór motywów dzisiaj w literaturze czwartej (a i w życiu) niemodnych. Sam kwadrans jest nie tylko miarą czasu, w którym może się wydarzyć bardzo wiele – ale też symbolem odchodzącego, coraz bardziej obcego dzisiejszym odbiorcom świata. Kiereś ocala to, co wydaje jej się cenne, próbuje na moment zatrzymać przemijanie. Zatrzymuje też nad samym tomem odbiorców, bo przecież tutaj pośpiech nie ma racji bytu. Operacje na czasie należą do odważnych, ale autorka radzi sobie z tym wyzwaniem. „Kwadrans” jest opowieścią o tym, co na co dzień umyka, a już na pewno nie zajmuje na długo dzieci i młodzieży. To mądra historia wyposażona w podsycające ciekawość motywy i ważne przesłania, wzbogacona też o emocjonującą fabułę i zagadkowość. To baśń, w której może się wydarzyć wszystko, bo czas przestaje być stałą.