* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Hłasko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marek Hłasko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 grudnia 2025

Marek Hłasko: Felietony

Iskry, Warszawa 2025.

Ocena świata

Ostatnim tomem do dzieł wybranych Marka Hłaski jest książka „Felietony” – zawierająca teksty publicystyczne z prasy polskiej (między innymi „Po prostu”, „Zeszyty Literackie”, „Sztandar Młodych”) i zagranicznej („Die Weltwoche” i „Maariv”, teksty z tego ostatniego po raz pierwszy ukazują się w polskim przekładzie). Dzisiaj Marek Hłasko nie jest już pisarzem, który wyzwala w odbiorcach młodego pokolenia natychmiastową chęć czytania, coraz bardziej odchodzi w zapomnienie jako twórca dzisiaj przebrzmiały i nie do końca pasujący do czasów. A jednak kto zajrzy do tej publikacji, będzie zaskoczony przede wszystkim wytycznymi genologicznymi dawniej i dzisiaj. Felietony Marka Hłaski w niczym nie przypominają dzisiejszych produkcji z gazet i czasopism i już choćby z tego powodu mogą być intrygujące dla czytelników. Hłasko czasami komentuje rzeczywistość społeczno-polityczną, częściej odwołuje się do spraw kulturowych, szuka tematów, które nie będą aż tak efemeryczne. Nawet jeśli nie wydaje mu się, że system przeminie – wypada, jakby bardziej liczył na trwałość produkcji filmowych czy książkowych. I faktycznie odwołuje się do tytułów do dzisiaj znanych i kojarzonych – ale niekoniecznie w takiej wersji jak interpretacja autora. Hłasko jest krytykiem bezlitosnym. Wydaje mu się, że ma rację i przekonany jest, że odbiorcy powinni podążać wytyczaną przez niego drogą. Niektórych twórców lubi bardziej, Dostojewski na przykład wraca u niego dość często. Przez osobiste wybory i komentarze felietony jawią się jako bardzo atrakcyjne – widać tu, jak jeden pisarz może oceniać i postrzegać warsztat kolegów po fachu, co go fascynuje, a co według niego nie przetrwa. Podobnie rzecz ma się z filmami, chociaż tu brakuje zestawienia dokonań. Hłasko za to bardzo chętnie tropi i wydrwiwa rozwiązania sztampowe, schematyczne i niewnoszące niczego ciekawego do egzystencji odbiorców. Nie zgadza się na bylejakość w tworzeniu, protestuje przeciwko posługiwaniu się wygodnymi szablonami. Najważniejsze dla odbiorców jest to, że dostrzega mechanizmy działania autorów – i rozczytuje na przykład powieści kryminalne czy Jamesa Bonda. Informuje też, jak widzi bunt w literaturze.

Te felietony – zebrane razem – nie bazują na żartach czy komicznych puentach – Hłasko jest tu autorem, który wciąż walczy, obserwuje, dostrzega i komentuje to, co należałoby zmienić. Analizuje wydarzenia z prowincjonalnych terenów, przygląda się ponurej często codzienności – nic dziwnego, że przed ocenami ucieka często w sztukę, znacznie wygodniej jest tworzyć niż przetwarzać – nawet jeśli bazuje się we własnej twórczości na obserwacjach zwykłego życia. To życie w felietonach Hłaski jawi się zupełnie inaczej niż w tekstach literackich, a dla dzisiejszych czytelników – z perspektywy czasu – staje się mocno egzotyczne.

I właśnie ten element, niezamierzona egzotyka wywołana przez dystans czasowy i przemiany kulturowe oraz społeczne będzie najbardziej przyciągającym dla czytelników motywem. Felietony Hłaski mają pazur, nie są nudne ani stonowane, autor nie boi się wygłaszania kontrowersyjnych opinii – ale przejmuje się wyłącznie tym, co sam przemyślał, korzysta z własnych wniosków i nie zamierza nikomu się podporządkowywać.

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Marek Hłasko: Cmentarze. Drugie zabicie psa. Nawrócony w Jaffie

Iskry, Warszawa 2025.

Klasyka

Tak naprawdę najbardziej szokująca w zestawieniu trzech utworów Marka Hłaski – „Cmentarze”, „Drugie zabicie psa” i „Nawrócony w Jaffie” – jest informacja podana w zakończeniu blurbu: wynika to z chęci prezentowania prozy tego autora pokoleniu, które go nie zna. Przeniesienie statusu Marka Hłaski z pisarza głównego nurtu czytelniczego do niszy to coś, z czym trudno będzie się pogodzić zwłaszcza starszym fanom tej prozy. Inna rzecz, że lektura teraz wymaga znajomości kontekstu i uważności. Hłasko nigdy nie dawał się zaklasyfikować jako pisarz wygodny, tymczasem czytany po latach kieruje uwagę bardziej na sytuacje pozaliterackie niż na samą narrację. Trzy historie – jedna rodzima i dwie emigracyjne – były publikowane za granicą i oznaczało to automatycznie, że trudniej było odbiorcom o wyłapanie właściwego kontekstu, zwłaszcza w pierwszym tekście, w którym problematyka peerelowskiej codzienności komplikowała interpretację. Hłasko aktualny to Hłasko przebrzmiały – ten, którego bohaterowie walczą bez większych szans na powodzenie z bezdusznym systemem, albo stają się ofiarami tego systemu. Hłasko aktualny protestuje, nie zgadza się i wie, że nie zostanie wysłuchany – ale nie ustaje w wysiłkach. Inaczej rzecz ma się z Hłaską uniwersalnym. To ten, który nie wierzy w oczyszczające uczucie i pozwoli co najwyżej na jego powierzchowne namiastki. To ten, który będzie eksponował brzydotę i brak nadziei. Bohaterowie zgodnie z tym założeniem prowadzą filozoficzne rozważania w sytuacjach, które odbierają zadowolenie z codzienności, topią smutki w wódce i nie radzą sobie z emocjami. Przeżywają miłosne rozczarowania, zresztą nie byliby zdolni do tego, żeby utrzymać związek – skoro nie potrafią się oderwać od spraw, na które w pojedynkę nie mają wpływu. W tych historiach umiera jakiekolwiek zaufanie, nie można się opierać na niczym znanym i sprawdzonym, bo wszystko zależy od kontekstu. W utworze peerelowskim jeszcze można zauważyć ślady nawiązań do znanej odbiorcom codzienności, chociaż obserwowanej przez mroczny filtr. Z kolei w utworach emigracyjnych bohaterów właściwie otacza pustka: są zdani tylko i wyłącznie na siebie, a jakiekolwiek interakcje z postaciami z zewnątrz owocują jedynie spotęgowaniem poczucia osamotnienia. Jest to też związane z faktem przenoszenia ciężaru narracji na niekończące się rozmowy egzystencjalne – dialogi to miejsce, w którym bohater może podzielić się swoimi dylematami i rozważaniami, ujawnić najskrytsze przemyślenia. W utworach emigracyjnych powraca też – już dosłownie – teatralność rzeczywistości, nastawienie na odgrywane role. Marek Hłasko to pisarz mocno świadomy wagi słów i tym dzieli się z czytelnikami. Dzisiaj obiorcy mniej przejmą się sprawami bieżącymi – reakcjami na politykę i przemycanymi frustracjami – czyli tym, co w dużej części angażowało publiczność dawniej. Teraz mogą zająć się śledzeniem misternie konstruowanych intryg, a zwłaszcza sposobów na ujawnienie prywatnych doznań mężczyzn, którzy nie chcą się przyznawać do własnych porażek. Dzisiaj teksty z tego tomu może nie wzbudzą już tak wielkich emocji wśród młodych odbiorców, ale warto dopełnić nimi lekturę dzieł Marka Hłaski.

wtorek, 23 sierpnia 2022

Marek Hłasko: Palcie ryż każdego dnia

Iskry, Warszawa 2022.

Trudności

Na rynku ponownie - tym razem w "białej" serii Iskier - ukazuje się "Palcie ryż każdego dnia", ostatnia powieść Marka Hłaski w wydaniu popularyzatorskim, co oznacza, że jeśli ktoś chce sobie skompletować biblioteczkę, uzupełnić ją o takie dzieło sklasyczniałego już pisarza-buntownika, ma najlepszą do tego okazję. Krótkie wprowadzenie nie tylko sygnalizuje autobiograficzne wątki w powieści (co w wypadku Hłaski bywa nadzwyczaj mylące), ale i powiązania z innymi fabułami i historiami, zwłaszcza przy uwzględnieniu damsko-męskich relacji. Nieprzypadkowo bowiem pojawia się tu Esther, kobieta stająca się obiektem gwałtownych uczuć - Marek Hłasko przedstawia tu całą potęgę niszczycielskiego pożądania i skupia się na grach toczonych przez bohaterów. Dzisiaj "Palcie ryż każdego dnia" nie będzie już funkcjonować przełomowo: przebrzmiała jest konwencja, ale i sam język nieco się zestarzał, zwłaszcza że w warstwie formy Marek Hłasko nie uznawał kompromisów i zbudował książkę w dużej części na rozbudowywanych dialogach. Bohaterowie wciąż wchodzą ze sobą w konflikty na planie języka, wymieniają się poglądami, opiniami albo reakcjami - wszystko zostaje nazwane bezpośrednio w rozmowach, a jednak autor imponuje dalej precyzją w określaniu emocji. Wie, jak powinny się zachować postacie, co odczuwają i co przyniosą swoimi działaniami - dzięki temu wciąż wypada ta powieść prawdziwie, nawet jeśli samo tło wydaje się wręcz nierzeczywiste. Przeniesienie akcji i dość hermetyczny temat samolotowego tła sprawiają, że "Palcie ryż każdego dnia" funkcjonować będzie dzisiaj jak egzotyczna fabuła: odciąga się uwagę od interpersonalnych kontaktów za sprawą kontekstu, w jakim funkcjonują. A przecież najbardziej liczy się jednak zestawianie damsko-męskich komplikacji.

Twórczość Marka Hłaski została już wielokrotnie skomentowana i przeanalizowana na wiele sposobów, jednak Iskry zapewniają tom dla fanów: coś dla tych, którzy dopiero zaczynają wchodzić na drogę odkrywania literatury i chcieliby sprawdzić, czym ekscytowały się poprzednie pokolenia czytelników. Trudno wyobrazić sobie historię literatury polskiej bez Hłaski - więc jeśli ktoś da się porwać ascetycznym i surowym narracjom, będzie chciał kontynuować lekturową przygodę. "Palcie ryż każdego dnia" to znakomita propozycja dla wszystkich poszukujących echa mocnych wrażeń w powieściach - a jednocześnie zainteresowanych przemianami kulturowymi, które znajdowały odzwierciedlenie w literaturze. Nie ma tu systemu rozbudowanych przypisów ani krytycznego komentarza, liczy się sam pomysł na nowo odkrywany: warto zatem przystąpić do czytania z dodatkowymi opracowaniami - wtedy można będzie w pełni docenić pomysły Hłaski i rozwiązania stosowane w powieści. "Palcie ryż każdego dnia" to propozycja dla wszystkich, którym przejadły się sentymentalne narracje, powieści o miłości z perspektywy kobiecej. Hłasko nie zamierza ułatwiać życia czytelnikom: owszem, pokazuje trafnie ideę zakochania i wiążących się z nim wyzwań - ale nie prawi odbiorcom morałów. Rezygnuje z banału na rzecz nazywania tego, co najważniejsze - dostrzega powiązania i drobiazgi, które zwiastują przyszłość bohaterów, nakreśla precyzyjnie ich wzajemne wpływy. I dzięki temu "Palcie ryż każdego dnia" to lektura do wciąż nowego odkrywania.

piątek, 7 stycznia 2022

Marek Hłasko: Brudne czyny

Iskry, Warszawa 2021.

Zagubieni

Przywracanie do świadomości odbiorców utworów Marka Hłaski udaje się Iskrom bardzo dobrze: można kompletować sobie biblioteczkę i nie martwić się, że książki rozpadną się jak charakterystyczna biało-czarna seria. "Brudne czyny" to historia, która na rynku znaleźć może uznanie dzięki sposobowi uchwycenia zagubienia bohaterów i niemożliwości realizowania marzeń. Izraelska historia traci na znaczeniu pod względem kontekstu i obyczajowości zawartej w narracji: znacznie bardziej istotne wydają się charaktery postaci. Abakarow, który spędzał życie w powietrzu i Katarzyna, niespełniona artystka, są sobie nawzajem potrzebni - oboje czują się obco w egzotycznym otoczeniu, nie potrafią też zamanifestować własnych potrzeb innym ludziom: to sprawia, że na własne życzenie izolują się od miejscowych. Im gorzej dogadują się z otoczeniem, tym bardziej lgną do siebie. Przebija przez narrację poczucie bezradności czy wręcz goryczy i rozczarowania, co sprawia, że zamiast kibicować postaciom, czytelnicy będą się koncentrować na ich kolejnych porażkach. Rejestr niepowodzeń przeplata się z bardzo celnymi - jak zwykle u Marka Hłaski - obserwacjami i uwagami na temat egzystencji na obczyźnie oraz relacji damsko-męskich.

Marek Hłasko dba o to, żeby przedstawiać rzeczywistość w stanie surowym, bez sztucznej egzaltacji i poprawności politycznej. Nikt nie będzie pokrzepiać ani poprawiać nastroju innym, jeśli nie potrafi dojść do ładu z własnymi demonami. Wszyscy usiłują się przyzwyczaić do warunków, które zastali - to najlepsza droga do ukojenia nerwów, jedyna, jaką można wybrać, jeśli nie chce się całkiem poddać. W rozmowach postaci Marek Hłasko zamieszcza niemal kryminalne tematy, snuje wątki, które szokują - jednak tylko odbiorców, dla rozmawiających wydają się naturalne: a to tylko pokazuje, jak bardzo znieczuleni na rzeczywistość są już bohaterowie. Hłasko wykorzystuje ogólnie panujący marazm, żeby zapewnić sobie możliwość przedstawiania aforystycznych komentarzy na temat ludzi w ogóle. Chociaż bohaterowie są bardzo skonkretyzowani i nie dają się pomylić z innymi, w "Brudnych czynach" - jak i w wielu innych swoich utworach - Marek Hłasko odrywa się od jednostkowych charakterystyk na rzecz wplatania w wywody wartościowych i uniwersalnych przemyśleń.

Czytelników ten autor przyciągnie między innymi oryginalnością scenek. Potrafi stawiać bohaterów przed nieoczekiwanymi wyzwaniami, zmusza ich do weryfikowania poglądów i kodeksów wartości - i do wysłuchiwania racji drugiej strony. Unika tego, co oczywiste: banał nie pasuje do tego świata. Rezygnacja ze schematów literackich sprawia, że Hłasko często może szokować albo zmuszać do refleksji nad kontaktami interpersonalnymi. Ludzie są dla niego najważniejsi - ale też stanowią największe zaskoczenie i w "Brudnych czynach" widać logikę postępowania połączoną z szeregiem niespodzianek i odejściem od naturalności. Dzisiaj "Brudne czyny" to już klasyka - ale nie tylko z tego powodu warto po tom sięgnąć.

środa, 22 grudnia 2021

Marek Hłasko: Wszyscy byli odwróceni. Sowa, córka piekarza

Iskry, Warszawa 2021.

Dwie powieści

Charakterystyczna czarno-biała seria utworów Marka Hłaski funkcjonująca w wielu domach do dzisiaj z pewnością się już rozpada - jeśli ktoś w porę nie zadbał o introligatorską opiekę nad niespecjalnie udanymi od strony edytorskiej publikacjami, może mieć teraz po prostu zestaw rozsypujących się kartek. Można jednak postawić na inne rozwiązanie i zastąpić cykl nowymi wydaniami: w Iskrach ukazują się kolejne dzieła Marka Hłaski w przyjemnej formatowo i bardzo ładnie przygotowanej serii. Na rynek wchodzi książka zawierająca dwie powieści - "Wszyscy byli odwróceni" i "Sowa, córka piekarza". Oczywiście nie ma sensu przytaczanie treści obu historii, warto jednak dzisiaj przyjrzeć się zabiegom językowym i stylistycznym, które Marek Hłasko proponuje czytelnikom. Przede wszystkim daje się tu zaobserwować bardzo odkrywcze widzenie świata. Hłasko obserwuje relacje międzyludzkie i wyciąga wnioski, wiarygodności bohaterów nie zburzy nawet wtedy, gdy wplata do ich rozmów spostrzeżenia z innej sfery. Unika banałów - jest bardzo wyczulony na to, co pobrzmiewa fałszywie: odbiorcy będą mogli nawet po latach docenić szczerość w konstruowaniu charakterów. Marek Hłasko skupia się na relacjach damsko-męskich, chociaż nie tylko - zamienia się w psychologa, doskonale wie, jak powinni zareagować wprowadzani do historii ludzie w konkretnych - często niecodziennych - okolicznościach. Dzięki temu może do siebie przekonywać kolejne pokolenia. Chociaż dzisiaj mody na Hłaskę już nie ma, problemy napędzające fabułę należą do zamierzchłej przeszłości - a sam autor mocno sklasyczniał - jest w tych narracjach coś, czemu trudno się oprzeć - i tym czymś jest najprawdopodobniej precyzja w przedstawianiu motywacji postaci. Marek Hłasko wie, do czego dążą jego bohaterowie i jakie dylematy ich dotyczą - ani na moment nie schodzi z obranej raz drogi, ale inkrustuje relacje interpersonalne celnymi uwagami aforystycznymi. Jest ich dość sporo w obu powieściach - a jednak nie odciągają uwagi od konstrukcji świata przedstawionego. Nie traci autor na prawdopodobieństwie, może dodawać literaturę do siermiężnej czasami rzeczywistości przerabianej na sztukę. Jest to wydanie popularyzatorskie, pozbawione przypisów czy komentarzy krytycznoliterackich, krótki wstęp pozwala jedynie na wyznaczenie punktów stycznych z pozaliterackimi realiami, wskazanie wątków autobiograficznych czy spraw społecznych, które przenikały do tekstów - nie ma tego zbyt dużo, można bardzo szybko przejść do samych tekstów i poznawać je na nowo. Trudno sobie wyobrazić, że Hłasko miałby zostać zapomniany czy niedoceniony - i takie inicjatywy jak przywracanie na rynek literacki jego kolejnych tekstów bardzo cieszą. Można złożyć sobie bardzo udaną serię - i przy okazji powrócić do dawnych lektur. "Wszyscy byli odwróceni" i "Sowa, córka piekarza" to dwie powieści, które rozbudzają apetyty na twórczość Marka Hłaski - pozwalają uchwycić jego kunszt literacki i pomysły trudne do powtórzenia.

wtorek, 9 czerwca 2020

Marek Hłasko: Piękni dwudziestoletni

Iskry, Warszawa 2020.

Wspomnienia

Iskry konsekwentnie rozbudowują swój cykl z tekstami Marka Hłaski i mają sporą szansę na pokonanie słynnej czarno-białej serii. Nie tylko za sprawą jakości wydania, ale i jego kompaktowości. Niewielkie i charakterystyczne tomy przypominają o tej literaturze. Przyciągnięcie czytelników przez przedstawianie nieznanych pism Hłaski czy tekstów o charakterze autobiograficznym zwróciło uwagę na wydawnictwo – które teraz przypominać może klasykę nie tylko uczniom.

„Piękni dwudziestoletni” to literatura funkcjonująca między innymi za sprawą treści – sławna i stale obecna nawet w języku potocznym, co oznacza, że po prostu trzeba tę książkę znać. A skoro pojawia się ponownie na rynku – jest okazja, żeby wrócić do czytania historii przedstawianych przez Hłaskę. I, jak przypomina w bardzo krótkim wstępie Radosław Młynarczyk, można do lektury podejść na różne sposoby. Uwierzyć Hłasce i potraktować tekst jako faktyczne wyznania, przyjąć, że wszystko jest fikcją i nie trzeba klucza do wyłuskiwania prawdy, albo szukać śladów rzeczywistości w wyobraźniowych i literackich popisach. Możliwości jest parę, jednak z punktu widzenia dzisiejszych czytelników najważniejsze może być to, że „Piękni dwudziestoletni” to przede wszystkim zestaw znakomicie zaprezentowanych anegdot. Marek Hłasko wie, co zrobić, żeby rozbawić i zaintrygować odbiorców – i korzysta z tych umiejętności bez wahania, wszystko dla stworzenia oryginalnych opowieści. W tej książce pojawiają się pomysły nietypowe, choćby kwestia przepisania produkcyjniaka, bawi się autor stylizacjami na filmy w konwencji westernów. Pisze o spotkaniach ze znanymi ludźmi, o sytuacji między literatami, o więzieniu i o niezawodnych sposobach na podryw. Przypomina sprawdzone dowcipy, kiedy akurat dobrze pasują do rzeczywistości, a przeżycia – bez względu na to czy faktyczne czy dobrze wymyślone – zgrabnie obudowuje humorem tak, by podstawowym czynnikiem przyciągającym do książki był śmiech (i żeby dystans automatycznie wskazywał na jego, twórcy, stanowisko) – z chwilą, gdy przebrzmiały już towarzyskie czy społeczne historie eksponowane przez autora, zostaje komizm jako powód sięgania po tom. „Piękni dwudziestoletni” to również zestaw bezkompromisowych obserwacji psychologicznych. Chociaż Marek Hłasko udaje błazenadę i przerysowuje kolejne historie, zdradza się też z umiejętnością oceniania charakterów – i celowo wykorzystywany dystans niewiele tu zmienia. Z jednej strony podziwia się zatem w „Pięknych dwudziestoletnich” precyzję (czasami objawiającą się w satyrze i karykaturach), z drugiej – umiejętność fantazjowania, zamieniania nawet ponurych wydarzeń w przygodę. Ta książka składa się z migawek, nie jest ani obrazem pokolenia, ani autobiografią, wymyka się klasyfikacjom. Spodoba się tym odbiorcom, którzy unikają historii fabularnych i fikcji – tu liczą się relacje międzyludzkie oraz metody radzenia sobie w sytuacjach ekstremalnych. Marek Hłasko na różne sposoby przyciąga czytelników do tej lektury – podstawowym składnikiem okazuje się możliwość zajrzenia za kulisy egzystencji pisarza, sprawdzenia, co wpływało na jego wybory. Kto zechce, może tę pozycję czytać w zupełnym oderwaniu od kontekstu – życia literackiego i przemian społecznych (a także życiorysu samego Hłaski) – ale autor chce prowadzić swoją relację tak, żeby mylić tropy. Bawi się doskonale i umożliwia to samo czytelnikom. Mimo silnego zakorzenienia tomu w czasach PRL-u ta publikacja się nie starzeje – zmienia tylko rodzaj wpływu wywieranego na odbiorców. Marek Hłasko ma sporo pomysłów na opowieści, wprowadza tu mnóstwo motywów i umiejętnie je ze sobą łączy. W efekcie „Piękni dwudziestoletni” to nie tylko przypomnienie klasyki.

środa, 25 marca 2020

Marek Hłasko: Szukając gwiazd i inne opowiadania

Iskry, Warszawa 2020.

Przekrój

Jeśli ktoś z młodszego pokolenia chciałby się dowiedzieć, o co właściwie chodzi z tym Hłaską, a nie przepada za wertowaniem opasłych tomów (słynna czarno-biała seria zresztą coraz mniej wytrzymuje próbę czasu!), może sięgnąć po zestaw, który oferuje wydawnictwo Iskry. „Szukając gwiazd i inne opowiadania” to drobny tom zbierający reprezentatywne dla tego pisarza opowiadania z różnych okresów twórczości – więc szansa na błyskawiczne poznanie stylistyki i tematów, dobre wprowadzenie do dalszej lektury. Przekrojowy Hłasko znudzić nie ma kiedy, zmęczyć nie ma czym – a ponieważ nie są to utwory wyeksploatowane przez kanon lektur szkolnych, można z przyjemnością się w „Szukając gwiazd” zanurzyć i sprawdzić, jak znany literat postrzegał otoczenie i jak budował lustro dla rzeczywistości oraz marzeń.

Czego można się spodziewać po „Szukając gwiazd”? Na pewno połączenia przaśnej peerelowskiej rzeczywistości i... romantycznych uczuć. Marek Hłasko, który w codzienności z chęcią umieszczał wizje relacji damsko-męskich, tutaj dość mocno eksponuje tę sferę ludzkich działań. Bywa przekonujący jako piewca idealizowanej miłości, wprowadza do opowiadań wzruszające wyznania, ale nie pozwala też zapomnieć o tym, co składa się na prozę życia. W kontekście kompletnie niepasującym do romantycznych wynurzeń pojawiają się uczucia wzniosłe i nie do zniszczenia przez standardowe problemy. Potrafi przecież ten autor precyzyjnie opowiadać o środowisku robotniczym i o przemianach zaobserwowanych choćby na emigracji – ale to, co dzieje się między dwojgiem bliskich sobie ludzi, pełen wymiar tęsknot i silnych wrażeń – wplata w historie jako czynnik katalizujący opowieść. Pod tym względem „Szukając gwiazd” nie zawiedzie.

Hłasko w ogóle w opowiadaniach szuka ludzkich słabości i przejawów niedopasowania do otoczenia. Rejestruje chwile, które przypominają o bezradności człowieka, zestawia marzenia i realia, żeby pokazać, jak wielka historia może niszczyć jednostki. Nie narzeka, ale brutalizuje teksty, posługuje się szorstkim stylem, tak, by nie popadać w łzawe tony. Radzi sobie z przedstawianiem okrucieństwa codzienności nie przez fabułę – zestaw wydarzeń i okoliczności prowadzących do przemian bohatera – a już na płaszczyźnie języka. W efekcie nawet jeśli część rozwiązań fabularnych dzisiaj wydaje się odbiorcom nieco przebrzmiała – a tak może być zwłaszcza w przypadku imitacji produkcyjniaków – i tak można docenić sposób prezentowania dążeń postaci. Marek Hłasko sprawdza się jako wybitny obserwator otoczenia, przypomina o niemożliwości spełnienia. Opowiada o ludziach, którzy nie mogą odnaleźć się wśród ogólnie przyjętych zasad. „Szukając gwiazd i inne opowiadania” to tom, który bardzo dobrze pokazuje specyfikę pisarstwa Hłaski, przygotowuje czytelników z młodszego pokolenia do dalszych lektur i umożliwia porównanie sposobów prowadzenia narracji przed dekadami. Jednocześnie nadaje się jako propozycja dla tych czytelników, którzy są zmęczeni powtarzaniem kilku sztandarowych opowiadań.

wtorek, 21 maja 2019

Marek Hłasko: Pierwszy krok w chmurach. Opowiadania

Iskry, Warszawa 2019.

Obserwacje

Marek Hłasko należy do tych autorów, którzy się nie starzeją, a ponadto kolejne pokolenia młodych czytelników uwodzą swoją legendą. Proza, która kiedyś wypadała jako buntownicza czy niezwykła, dzisiaj nie będzie już nikogo szokować, co więcej – wypada nawet w pewien sposób archaicznie. Jednak swoista surowość narracji i szczerość uczuć robi swoje. Nawet teksty przefiltrowane przez styl socrealizmu do odbiorców docierają – z uwagi na silne nacechowanie emocjonalne. Bohaterowie Hłaski doświadczani przez los, zmuszeni do pokonywania trudności – na oczach czytelników przechodzą ważne przeobrażenia. Tom „Pierwszy krok w chmurach” ukazujący się teraz ponownie na rynku stanowi naturalną kontynuację publikowania nieznanych tekstów i dokumentów pozostawionych przez Hłaskę (po „Wilku” w dwóch wersjach, „Najlepszych latach naszego życia” i listach oraz pamiętniku z młodych lat): tworzy się po prostu nowo-stara seria, którą trudno traktować w pojedynczych tomach jako wydarzenie literackie wielkiej wagi – ale w całości zwróci na siebie uwagę. Na pewno odetchną z ulgą czytelnicy o słabszym wzroku (i słabszych nerwach, jeśli chodzi o źle klejone publikacje). Najbardziej popularne, czarno-białe wydanie dzieł Hłaski cechowało się nie tylko drobnym drukiem, ale i edytorstwem nie najlepszej próby. Tom „Pierwszy krok w chmurach. Opowiadania” ma bardziej poręczny format, znacznie bardziej praktyczną czcionkę i… ograniczone marginesy, nie będzie sztucznego napowietrzania objętości. Zmartwią się jedynie ci, którzy lubią robić w książkach notatki – na to miejsca nie ma.

Pisanie o treści tyle razy w różnych kontekstach omawianego zbiorku trochę mija się z celem. Można odnotowywać sposoby budowania charakterów, podejście do miłości w wersji pozbawionej tanich sentymentów, eksperymentowanie z wyznacznikami literatury socrealistycznej, obrazy środowiska robotniczego… drobne historie, w których ożywają prawdziwe tęsknoty, uczucia zrozumiałe właściwie pod każdą szerokością geograficzną. Postacie u Hłaski to zawsze wypadkowa życiowych obserwacji (czasami nawet półświatka) i marzeń. W literackim ujęciu każdy z bohaterów szlachetnieje, dzisiaj nawet ci niekoniecznie budzący cieplejsze uczucia wyzwalają zaciekawienie. Z jednej strony to odniesienie do rzeczywistości, która przez długi czas nie miała wstępu do literatury pięknej, z drugiej – umiejętność kreślenia sylwetek błyskawicznie i precyzyjnie, zamaszystymi ruchami, ale jednak wystarczająco szczegółowo, żeby odbiorcy mogli rozszyfrować właściwy kontekst.

„Pierwszy krok w chmurach” jest książką, której specjalnie reklamować nie trzeba. Trafi do wszystkich tych, którzy chcą uzupełnić sobie biblioteczkę, cenią „klasyków” i lubią małe formy. Marek Hłasko otwiera na moment drzwi do zupełnie innej rzeczywistości, do realiów nieznanych dzisiejszym odbiorcom. A że silnie może działać na wyobraźnię – przekona do siebie nawet młodych czytelników. Właśnie dzięki drobnym formom można najszybciej zorientować się w rodzaju literatury, w którym specjalizował się autor. Marek Hłasko przypominany na nowo to propozycja na rynku potrzebna. I nawet fakt, że nie stanowi dla nikogo zaskoczenia, nie ma posmaku nowości albo nimbu literatury zakazanej nie zepsuje wrażeń czytelniczych.

czwartek, 19 października 2017

Marek Hłasko: Listy i pamiętnik

Iskry, Warszawa 2017.

Nowe listy

O ile wiadomo było, że Agnieszka Osiecka wcześnie zaczęła pisać dzienniki, o tyle dziecięce memuary Marka Hłaski były na rynku wydawniczym pewną sensacją. Teraz już odbiorcy zostali oswojeni z faktem, że ten autor wcześnie chwycił za pióro i przelewał myśli na papier – ze sporą dojrzałością, dziecięcą wrażliwością i humorem. Dziś to Iskry dbają o to, by spuścizna literacka i dokumenty Marka Hłaski ujrzały światło dzienne. Ukazuje się dość skromny objętościowo tomik będący uzupełnieniem wcześniej wydanego pamiętnika nastolatka. „Listy i pamiętnik” to zbiorek odnalezionych a nieznanych wcześniej listów małego Marka do matki i do ojczyma. Okazały się te dokumenty na tyle ważne, że należało je zaprezentować szerokiemu gronu odbiorców – a to ze względu na fakt, że zmieniają postrzeganie domowych relacji. Do niedawna zwykło się uważać, że Marek Hłasko cenił wyłącznie swoją matkę, a z ojczymem pozostawał na wojennej stopie. Udostępnione czytelnikom odkryte listy pokazują, że i ojczyma traktował z pełną serdecznością, a zwykłe konflikty nie przekreślały spokoju w domu. Młody Marek Hłasko do rodziców pisze zawsze, gdy potrzebuje kontaktu (a nie tylko wsparcia finansowego!). Przesyca swoją korespondencję zapewnieniami o miłości, wypełnia listy czułościami, momentami wpada wręcz w liryzm czy egzaltowaną przesadę – zrozumiałą u dziecka. Przy naiwności treści wykazuje się Hłasko olbrzymią dbałością o formę i cały tomik „Listy i pamiętnik” potraktować można jak pierwsze literackie wprawki. Autor dba o swój warsztat, wielokrotnie siebie czyta – z myślą o odbiorcach – cyzeluje frazy i rozbudowuje spostrzeżenia. Stara się poszerzać słownictwo, nie boi się ujawniania uczuć. Kreatywny jest zwłaszcza w zapewnieniach o miłości do matki. Przyznaje się do reakcji, jakich zwykle chłopcy uzewnętrzniać nie chcą. Poetyka listów rzeczywiście bardzo się zmienia, gdy autor pisze do ojczyma – tu widoczna jest serdeczność, ale w wersji bardziej szorstkiej, męskiej, bez łzawego rozmazania i tkliwości. A przecież autorem tych wynurzeń jest to samo dziecko. Już ze względu na świadome konstruowanie tekstu przez wzgląd na jego adresata warto się przyjrzeć temu tomikowi i prześledzić błahe wprawdzie jeszcze doznania małego Marka – ale już jako wprawki literackie prezentowane. Trzeci ton zapewnia pamiętnik, a zwłaszcza spotkania i rozstania z Alą. Tu Marek Hłasko pisze jeszcze inaczej – czytelnicy mogą sobie porównać rodzaje dyskursu i docenić sprawność pisarską nastolatka jeszcze w oderwaniu od wielkiej literatury. Ta publikacja ma charakter uzupełniający i swoją rolę spełnia bez zarzutu – to dodatek dla tych, którzy twórczością marka Hłaski się interesują i chcą odkrywać ślady świadomości autora nawet w juweniliach.

Bywa, że Marek Hłasko popisuje się typowym dla nastolatków humorem, potrafi zaskoczyć celną obserwacją lub ironicznym komentarzem. Sporo tu pojedynczych zdań, które przykuwają uwagę i nawet wyrwane z kontekstu będą funkcjonować jako znak narodzin pisarza. „Listy i pamiętnik” nie są absolutnie lekturą obowiązkową dla tych, którzy Hłaskę uwielbiają – ale znajdzie się spora grupa odbiorców, w tym miłośników juweniliów, którzy uznają publikację za ważną. Powraca tu po raz kolejny prośba o udostępnianie nieznanych listów Marka Hłaski – wszystko po to, by móc odtworzyć w miarę pełne archiwum. Marek Hłasko dzięki takim pozycjom daje się wciąż na nowo odczytywać – buduje się jego życiorys i rozwiązują przynajmniej niektóre zagadki.

czwartek, 29 grudnia 2016

Marek Hłasko: Najlepsze lata naszego życia

Iskry, Warszawa 2016.

Poszukiwanie

Najpierw „Wilk” miał być uzupełnieniem znanej twórczości Marka Hłaski, teraz na rynku pojawia się kolejny tom gromadzący odnalezione w archiwach juwenilne całostki, opowiadania, których wprawdzie Hłasko nie przeznaczył do druku, ale których też nie wyrzucił, być może traktując je jako zbiór pomysłów czy wprawek przed opowiadaniem bardziej rozbudowanych historii. Tom „Najlepsze lata naszego życia” zawiera między innymi dwie wersje fragmentów „Wilka”, co stanowi wartościowe dla ciekawych warsztatu autora dopełnienie poprzedniego tomu, ale i uczciwe podejście do czytelników śledzących niepublikowane teksty; zestaw opowiadań i miniatur oraz – w aneksie – scenariusz filmowy, utwór, który również rozpatrywać trzeba pod kątem literackim, bo autor olbrzymią wagę przywiązuje do opisów i komentarzy, które odzwierciedlenie mogą znaleźć tylko w obrazie. „Najlepsze lata naszego życia”, juwenilia, które po raz pierwszy ujrzały teraz światło dzienne, to przede wszystkim publikacja dla literaturoznawców oraz fanów Hłaski. Krytyczne opracowanie zapewnia odbiorcom nie tylko dostęp do „mapy” prezentowanych miejsc, ale i do zmian, poprawek czy intertekstów sugerowanych przez autora. W ten sposób lektura zmienia znaczenie – nawet przypadkowi odbiorcy zamiast śledzić fabuły czy kreacje bohaterów zajmą się analizowaniem warsztatu i gier z obowiązującą stylistyką.

Z jednej strony pociągają Hłaskę tematy upodlenia ludzi – postacie mierzą się z brakiem pracy (co przynosi naturalnie i brak akceptacji ze strony bliskich), uzależnieniem od alkoholu czy wchodzeniem w szemrane towarzystwo. Tu niemal każdy mężczyzna to typ wyrachowanego cwaniaka, a każda kobieta – istota pozbawiona zasad moralnych. W okrutny i brudny świat wtrąceni zostają ci jeszcze niezepsuci, idealiści, którzy ośmielają się marzyć i cierpią przez swoją naiwność. Tu siedmiolatka chce zostać w przyszłości „dziewczynką”, jak jej mama, a ukochana stawiana na piedestale i traktowana jak bóstwo pójdzie do łóżka z pierwszym lepszym facetem bez większych ceregieli. Świat Marka Hłaski to zestaw rozczarowań – ale i nadziei mimo wszystko. To podejście wręcz niezrozumiałe, ale jedyne, które nie pozwala się ostatecznie załamać. Galeria tak konstruowanych postaci zderzana jest zwłaszcza w pierwszych opowiadaniach z wymogami poetyki socrealizmu. Bohaterowie od czasu do czasu wygłaszają tyrady na temat służenia krajowi, tego, że warto budować a nie niszczyć, że przed młodymi wreszcie otwierają się liczne możliwości działania. Papierowe wywody skontrastowane z „niską” egzystencją postaci dają efektowny kontrast. „Najlepsze lata naszego życia” pokazują fałsz takiego zestawienia – nie da się pogodzić naturalizowania dialogów i charakterów z krzepiąco-porywającymi morałami. Hłasko próbuje znaleźć swoją pisarską drogę z wykorzystaniem dostępnych środków, wczesne opowiadania są jak zapis poszukiwań, pisarski dziennik złożony z próbek.

W „Najlepszych latach naszego życia” widać też rozbieżność między stylistyką dialogów oraz opisów. W tych pierwszych Marek Hłasko redukuje tekst, odziera wypowiedzi ze zbędnych słów, kolokwializmami zastępuje literackość. Dba o to, by rozmowy pobrzmiewały autentycznie (co oczywiście po latach staje się sztuczne w lekturze). Z kolei w opisach daje upust pasji pisania, stara się zwracać uwagę na rozmaite drobiazgi. Zarzuca czytelników szczegółami nieistotnymi dla dramaturgii tekstu, ale budującymi przestrzeń akcji. Dzięki juweniliom sprawdzać można kierunki pracy nad warsztatem i próby znalezienia własnego stylu. To tom, który uzupełnia twórczość Marka Hłaski, pozwala zajrzeć do szuflady pisarza i przekonać się, jakie rozwiązania w późniejszych utworach zachował, a jakie odrzucił. Nie da się zatem czytać ani analizować „Najlepszych lat naszego życia” w zwykły sposób – to w końcu teksty, które przez autora nie zostały zaprezentowane szerszej publiczności.

wtorek, 22 września 2015

Marek Hłasko: Wilk

Iskry, Warszawa 2015.

Ballada uliczna

„Wilk” to pozycja, która zainteresuje przede wszystkim środowisko literaturoznawców – ale być może i tych młodych zbuntowanych czytelników, dla których dawni pisarze „outsiderzy” w dalszym ciągu warci są uwagi. Sprawy polityczne poruszane w tej książce są dawno przebrzmiałe, czemu trudno się dziwić. Ale kwestie społeczne przedstawione w tonie balladowym będą wciąż poruszać odbiorców. Marek Hłasko prezentuje Marymont z lat przedwojennych, interesuje go język ulicy w wersji ubaśniowionej, wyraziste portrety półświatka i dojrzewanie bohatera, który nie ma szans na spełnienie dziecięcych marzeń.

W „Wilku” odbiorcy towarzyszą Ryśkowi Lewandowskiemu w jego rozpaczliwej walce o lepszą przyszłość. Rysiek obserwuje otoczenie bardzo uważnie. Boryka się z biedą i bezradnością. „Jutro będzie tak samo jak dzisiaj, jak teraz, i pojutrze też tak samo, i dalej, dalej, ciągle, zawsze tak samo, zawsze wiadomo jak, a nigdy dokąd” stwierdza ktoś, kto zna realia Marymontu. Rysiek na początku porzuca szkolną rzeczywistość dla możliwości, jakie dawać ma mu ulica. Tli się w nim nadzieja na to, że lepszy los da się wywalczyć. Tymczasem zamiast walki i zmian na lepsze, pojawia się tylko możliwość spychania innych w dół. Stopniowo upadają ideały Ryśka. A jednak bohater wciąż jeszcze chce zrobić coś dobrego: usiłuje spełnić marzenie umierającego kolegi, a żeby to osiągnąć – posunie się nawet do łamania prawa. Przekracza kolejne granice. Tak zaczyna się droga Ryśka Lewandowskiego, człowieka, dla którego scenariusz pisze życie. Ta postać nie ucieknie przed swoim losem.

Hłasko od samego początku stawia na klimat powieści. Proponuje odbiorcom rozbudowane i bardzo zrytmizowane opisy barwnego środowiska. Zwłaszcza pierwsze rozdziały, w których autor jeszcze nie zagłębia się w przemyślenia bohatera, a odtwarza jego rzeczywistość, mogą przenieść czytelników do innego świata, świata, który już nie istnieje, a który kusi swoją egzotyką. U Hłaski ulica jest bezwzględna, ale i przewrotnie piękna. Stąd nie ma ucieczki, tu wszystko trzeba wywalczyć w bójce na pięści lub noże, a chwila nieuwagi wystarczy, żeby stracić to, co najcenniejsze. Ulica jest brutalna, tu nie ma litości dla frajerów. Ale też ta sama ulica najwyżej ceni sobie honor, wartość dziś niemal zapomnianą. W zderzeniu z innymi sferami marymoncka ulica wcale nie wypada najgorzej: złość kieruje się raczej na tych, którzy mają pieniądze, a nie liczą się z najbiedniejszymi. Hłasko okazuje się bardzo wyczulony na sprawiedliwość.

W przestrzeni Ryśka Lewandowskiego raz na jakiś czas pojawiają się postacie, które do tej społeczności nie pasują, jak choćby nauczyciel, który rozumie swoich uczniów i wie, jak do nich dotrzeć. Marek Hłasko w swojej debiutanckiej powieści wybiera bezpieczne kierunki fabuły i dość typowe charaktery. Tym, co najbardziej przyciąga uwagę, jest mięsisty język powieści. Autor wyczulony na stylizacje tekstu z wprawą operuje ulicznymi gwarami i potocyzmami, umiejętnie zestawiając je z niemal poetyckimi i filozoficznymi frazami z opisów. Dzisiaj przy prezentowaniu surowości ulicy używa się zupełnie innego stylu, Hłasko przed dekadami postawił na literackość, na piękno fraz, które same w sobie brzmią trochę jak z dziewiętnastego wieku, a trochę jak z baśni. Pod względem gatunkowym to połączenie różnych literackich przestrzeni. U Hłaski dają się też wyczuć rozmaite intertekstualne nawiązania, o części z nich mowa jest w posłowiu. Dzisiaj ta powieść zwróci uwagę zwłaszcza klimatem i sposobem prezentowania jednostkowej historii – losy Ryśka, mimo że momentami dosyć burzliwe, muszą tu zejść na dalszy plan. „Wilk” stanie się ciekawym uzupełnieniem twórczości Hłaski, książką dla fanów, ale i dla miłośników juweniliów. Radosław Młynarczyk dość trafnie ocenia tę publikację – nie jest to dzieło wybitne, ale też nie słabe. Odbiorcom przypomni o urzekającej sile prozy Hłaski.