Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Finał
Chciałoby się, żeby ta seria trwała bez końca, ale pod warunkiem, że tworzyłby ją wciąż Charles M. Schulz – bardzo dobra decyzja bliskich, by nikt nie kontynuował „Fistaszków” sprawiła, że można cieszyć się humorem i pomysłami na wysokim poziomie – i pielęgnować w sobie uczucie niedosytu, mimo monumentalnego zbioru Fistaszków zebranych. Na rynku pojawia się ostatni tom z tego cyklu i fanom pozostaje sięgać do poprzednich publikacji i raz za razem zanurzać się w świecie Charliego Browna, jego psa i przyjaciół ze szkoły i podwórka. Ostatni rok – 2000 – to już tylko dwa miesiące komiksów (w tomie pojawiają się rysunki z lat 1999 i 2000), a sama historia o tym, jak to Charles M. Schulz zmarł w dniu, w którym ukazało się jego oświadczenie o przejściu na emeryturę i pożegnanie z czytelnikami zamienia się niemal w legendę. Na pewno wzruszy czytelników i pokaże im, że praca może stać się pasją na całe życie. Co ciekawe, w Fistaszkach pojawia się telefon komórkowy, ale pewne tematy pozostają bez zmian: Snoopy dalej zamienia się w pilota myśliwca z czasów pierwszej wojny światowej, Lucy prowadzi kącik z poradami psychiatrycznymi za pięć centów, Rerun zajmuje się rysowaniem, a Linus trzyma kocyk bezpieczeństwa. Schroeder gra na dziecięcym pianinie, a Woodstock z kolegami wyrusza na kolejne obozy. Spike, brat Snoopy'ego mieszka na pustyni i rozmawia z kaktusem, pozostali dwaj bracia zresztą też przewijają się przez ostatnie paski, zupełnie jakby autor chciał przynajmniej o części lubianych postaci przypomnieć.
Nie oznacza to przerwanie serii zmniejszonej objętości książki: do ostatniej części dołączona została niespodzianka dla czytelników i fanów Fistaszków – cykl Li'l Folks, czyli zestaw rysunków satyrycznych z dziecięcymi bohaterami. To najczęściej jednokadrowe obrazki z podpisami. Widać tu ślady późniejszych kreacji i charakterów postaci z Fistaszków, widać też pracę nad zrozumieniem dziecięcych zachowań – i chociaż brakuje historyjek i fabuł, wykorzystywanych jako podstawa dowcipu rozwiązań z poszczególnych serii – zdarza się jednak Schulzowi uruchamiać filozoficzny humor, pomysły, którymi może zaimponować odbiorcom. Li'l Folks otrzymuje dodatkowe omówienie – odbiorcy dowiedzą się, skąd wziął się cykl i w jakim celu był tworzony – fanom Fistaszków wyjaśni ta seria jednak, jak wyglądała droga rysownika do pasków komiksowych, które się nie starzeją. Uzupełnienie tomu Fistaszków pobrzmiewa trochę archaicznie, ale i tak pozwala na łagodniejsze rozstanie się z całą serią. Dowcipy, które mieszczą się w pojedynczych rysunkach nie wywołają dzisiaj salw śmiechu, ale też nie wszystkie są przebrzmiałe czy niecelne. Oczywiście znacznie lepiej wypadają Fistaszki – nie tylko jako dopracowany cykl, ale też jako szansa na zbudowanie świata przedstawionego i wprowadzenia wieloznacznych rozwiązań. Odbiorcy przekonają się, jak różne podejścia twórcze – w zależności od formy – wykorzystywał Charles M. Schulz. Nie ulega wątpliwości: Fistaszki do ostatniego kadru były arcymistrzowskie.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fistaszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fistaszki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 grudnia 2021
czwartek, 4 listopada 2021
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane 1950-1952
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Początek
Bardzo miłą niespodziankę fanom Charliego Browna przygotowała Nasza Księgarnia: na rynek powraca pierwszy tom (od dawna niedostępny) monumentalnej serii wszystkich komiksowych stripów. Dla odbiorców to nie tylko szansa na dokompletowanie serii, ale też - na sprawdzenie, jak zmieniały się pomysły na świat Snoopy'ego i dzieciaków z podwórka. Poza omówieniem roli Fistaszków w kulturze popularnej znajduje się tu też obszerny wywiad z twórcą, Charlesem M. Schulzem: to lektura dla wszystkich kochających humor tych pasków. "Fistaszki zebrane" z lat 1950-1952 charakteryzują się jeszcze nie do końca sprecyzowanymi charakterami. Na razie autor szuka sylwetek, testuje pomysły i czasami je modyfikuje. Snoopy to szczeniaczek, niekoniecznie potrafiący tworzyć własne przestrzenie i własne zabawy: funkcjonuje częściej jak piesek, który towarzyszy dzieciom, a na plan pierwszy wybija się od czasu do czasu. Są tu Violet i Patty, dość szybko pojawia się także Schroeder, jako wybitnie utalentowane dziecko (fani serii po prostu muszą przekonać się, skąd miłość do Beethovena), z czasem na scenę wkracza jeszcze Lucy oraz - później - Linus. Inne są zabawy podwórkowe: dzieci robią placki z błota albo bawią się w Dziki Zachód, dokuczają sobie nawzajem i celowo się rozdrażniają. Stale ktoś przed kimś musi uciekać, ktoś jest na kogoś zły albo ktoś komuś udowadnia swoją wyższość. Jedno pozostaje niezmienne: Charlie Brown zostaje określany jako "poczciwy" od pierwszych kadrów.
Liczy się tu humor oraz filozofia życiowa. Charles M. Schulz ucieka od wydarzeń z zewnątrz, nie sięga po hasła dnia, nie wykorzystuje motywów politycznych, chociaż bywa, że przemyca aluzje społeczne. Skupia się raczej na tym, co uniwersalne i co pasuje do świata dzieci bez względu na czasy czy różnice kulturowe. Zresztą o swoich wyborach oraz o inspiracjach czy zdaniu na temat różnych rysowników komiksów opowiada w wywiadzie - i warto prześledzić tę rozmowę, żeby przekonać się, jak świadomie ten twórca kreował swoje paski. W pierwszym tomie "Fistaszków zebranych" widać jeszcze dość naiwną kreskę, chociaż już autor wie, jak odwzorowywać emocje bohaterów i bez trudu radzi sobie z wyzwaniami w rodzaju przedstawiania mocnych reakcji. Oczywiście kadry wydają się "uboższe", sylwetki i miny - prostsze. Ale to nie przeszkadza w lekturze, bo najważniejsze są i tak przesłania. Za każdym razem Charles M. Schulz cyzeluje puenty, nie ma tu historyjek niedomkniętych, opowieści, które nie mają wyrazistego finału. Niektóre serie wyewoluowały, inne - wygasły albo dały podwaliny pod zupełnie inne narracje. Pierwszy tom "Fistaszków zebranych" z pewnością ucieszy fanów cyklu - ale pokazuje też, że nie jest to lektura dla najmłodszych, Schulz trafia do dorosłych czytelników i to ich przekonuje motywem komiksów oraz podejściem do rzeczywistości. Dzieci z tych komiksów radzą sobie z wyzwaniami, podsuwają tematy do refleksji, rozwiązują problemy w niekonwencjonalny sposób - a jednocześnie funkcjonują przecież cały czas w świecie pełnym stereotypów. Charles M. Schulz znalazł sposób na dotarcie do wielu pokoleń odbiorców - "Fistaszki zebrane" to zjawisko wyjątkowe.
Początek
Bardzo miłą niespodziankę fanom Charliego Browna przygotowała Nasza Księgarnia: na rynek powraca pierwszy tom (od dawna niedostępny) monumentalnej serii wszystkich komiksowych stripów. Dla odbiorców to nie tylko szansa na dokompletowanie serii, ale też - na sprawdzenie, jak zmieniały się pomysły na świat Snoopy'ego i dzieciaków z podwórka. Poza omówieniem roli Fistaszków w kulturze popularnej znajduje się tu też obszerny wywiad z twórcą, Charlesem M. Schulzem: to lektura dla wszystkich kochających humor tych pasków. "Fistaszki zebrane" z lat 1950-1952 charakteryzują się jeszcze nie do końca sprecyzowanymi charakterami. Na razie autor szuka sylwetek, testuje pomysły i czasami je modyfikuje. Snoopy to szczeniaczek, niekoniecznie potrafiący tworzyć własne przestrzenie i własne zabawy: funkcjonuje częściej jak piesek, który towarzyszy dzieciom, a na plan pierwszy wybija się od czasu do czasu. Są tu Violet i Patty, dość szybko pojawia się także Schroeder, jako wybitnie utalentowane dziecko (fani serii po prostu muszą przekonać się, skąd miłość do Beethovena), z czasem na scenę wkracza jeszcze Lucy oraz - później - Linus. Inne są zabawy podwórkowe: dzieci robią placki z błota albo bawią się w Dziki Zachód, dokuczają sobie nawzajem i celowo się rozdrażniają. Stale ktoś przed kimś musi uciekać, ktoś jest na kogoś zły albo ktoś komuś udowadnia swoją wyższość. Jedno pozostaje niezmienne: Charlie Brown zostaje określany jako "poczciwy" od pierwszych kadrów.
Liczy się tu humor oraz filozofia życiowa. Charles M. Schulz ucieka od wydarzeń z zewnątrz, nie sięga po hasła dnia, nie wykorzystuje motywów politycznych, chociaż bywa, że przemyca aluzje społeczne. Skupia się raczej na tym, co uniwersalne i co pasuje do świata dzieci bez względu na czasy czy różnice kulturowe. Zresztą o swoich wyborach oraz o inspiracjach czy zdaniu na temat różnych rysowników komiksów opowiada w wywiadzie - i warto prześledzić tę rozmowę, żeby przekonać się, jak świadomie ten twórca kreował swoje paski. W pierwszym tomie "Fistaszków zebranych" widać jeszcze dość naiwną kreskę, chociaż już autor wie, jak odwzorowywać emocje bohaterów i bez trudu radzi sobie z wyzwaniami w rodzaju przedstawiania mocnych reakcji. Oczywiście kadry wydają się "uboższe", sylwetki i miny - prostsze. Ale to nie przeszkadza w lekturze, bo najważniejsze są i tak przesłania. Za każdym razem Charles M. Schulz cyzeluje puenty, nie ma tu historyjek niedomkniętych, opowieści, które nie mają wyrazistego finału. Niektóre serie wyewoluowały, inne - wygasły albo dały podwaliny pod zupełnie inne narracje. Pierwszy tom "Fistaszków zebranych" z pewnością ucieszy fanów cyklu - ale pokazuje też, że nie jest to lektura dla najmłodszych, Schulz trafia do dorosłych czytelników i to ich przekonuje motywem komiksów oraz podejściem do rzeczywistości. Dzieci z tych komiksów radzą sobie z wyzwaniami, podsuwają tematy do refleksji, rozwiązują problemy w niekonwencjonalny sposób - a jednocześnie funkcjonują przecież cały czas w świecie pełnym stereotypów. Charles M. Schulz znalazł sposób na dotarcie do wielu pokoleń odbiorców - "Fistaszki zebrane" to zjawisko wyjątkowe.
czwartek, 17 czerwca 2021
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane 1997-1998
Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.
Wyprawy
W „Fistaszkach zebranych” z lat 1997 i 1998 jest trochę starych tematów, ale pojawia się również wiele nowych motywów, które sprawiają, że nie da się nudzić przy serii. Dwaj bracia Snoopy'ego wyruszają w podróż do Spike'a (i ciągle nie udaje im się trafić na pustynię z kaktusami, nawet gdy są tuż obok). Rerun trochę dorasta i chodzi do przedszkola, w którym bez przerwy przekonuje się, że nie ma w systemie edukacji miejsca na indywidualności i dzieci inteligentne. Sally szuka życiowej dewizy (a właściwie wymyśla co chwilę nowe powiedzenie, które testuje na swoim starszym bracie). Wszystkie zagadnienia, które przez lata rozwijały się w miniseriach, tu zostają zaznaczone: i Schroeder męczy się z zakochaną w nim Lucy, i Linus nosi przy sobie kocyk bezpieczeństwa, i Peppermint Patty zasypia na lekcjach (dlaczego autor wstępu uważa, że Patty jest jak zwykle wredna – to zagadka, bo w Fistaszkach ta cecha charakteru właściwsza jest dla Lucy). Charlie Brown prowadzi rozmowy z głosami w ciemnościach, martwi się niepowodzeniami drużyny baseballowej albo znajduje kolejne powody do porażek w korespondencji z kolegą po piórze. W świecie Fistaszków jest mnóstwo stałych – to punkty odniesienia, które sprawiają, że znacznie łatwiej jest oswoić rzeczywistość. Charles M. Schulz skupia się na mikroświecie, na znanych przestrzeniach – szkole i domu – żeby uruchamiać i obalać kolejne stereotypy. Bawi się skojarzeniami i czasem nawiązuje do pozaliterackiej rzeczywistości, znacznie częściej sięga po filozoficzne spostrzeżenia, które w ustach dzieci wypadają zdumiewająco szczerze i precyzyjnie. „Fistaszki zebrane” z końcówki lat 90. to znów zestaw uśmiechów – wyjątkowy, bo połączony z diagnozą codzienności.
Bohaterowie wchodzą w charakterystyczne dla siebie relacje: Charlie Brown wzdycha do małej rudej dziewczynki, Snoopy szkoli skautowską drużynę złożoną z samych ptaków (częściej jednak spotyka się z Woodstockiem i zastanawia nad sensem istnienia). Marcie dokucza Patty i próbuje wygrać pojedynek o serce Charliego. Nie można się jednak nudzić: za każdym razem autor uruchamia nowe konteksty i pokazuje kolejne płaszczyzny humoru, rozśmiesza czytelników przez nietypowe rozwiązania znanych sytuacji i podsuwa nieoczekiwane puenty. Nie stara się wyzwolić huraganowego śmiechu, częściej interesuje go po prostu melancholijny uśmiech, nakłonienie do refleksji. „Fistaszków”, chociaż to przeważnie stripy (rzadziej komiksy pełnostronicowe), nie da się czytać jednym tchem i do oporu – trzeba się zatrzymywać nad kolejnymi kadrami, przyznawać autorowi i bohaterom rację, doceniać jakość rysunków i pomysłów i dopiero później przechodzić do kolejnych historyjek. Ale to przyjemność, która właściwie się nie kończy: można powracać do poprzednich tomów i wyszukiwać w nich najlepsze komentarze do codzienności i własnych doświadczeń, albo po prostu cieszyć się z azylu, który Charles M. Schulz stworzył. To publikacja, którą można pokochać z wielu powodów – seria, która nie traci na wartości z upływem czasu, a wręcz szlachetnieje i funkcjonować może nie tylko jako klasyka komiksu, ale też jako zestaw opowieści o prawdziwym świecie.
Wyprawy
W „Fistaszkach zebranych” z lat 1997 i 1998 jest trochę starych tematów, ale pojawia się również wiele nowych motywów, które sprawiają, że nie da się nudzić przy serii. Dwaj bracia Snoopy'ego wyruszają w podróż do Spike'a (i ciągle nie udaje im się trafić na pustynię z kaktusami, nawet gdy są tuż obok). Rerun trochę dorasta i chodzi do przedszkola, w którym bez przerwy przekonuje się, że nie ma w systemie edukacji miejsca na indywidualności i dzieci inteligentne. Sally szuka życiowej dewizy (a właściwie wymyśla co chwilę nowe powiedzenie, które testuje na swoim starszym bracie). Wszystkie zagadnienia, które przez lata rozwijały się w miniseriach, tu zostają zaznaczone: i Schroeder męczy się z zakochaną w nim Lucy, i Linus nosi przy sobie kocyk bezpieczeństwa, i Peppermint Patty zasypia na lekcjach (dlaczego autor wstępu uważa, że Patty jest jak zwykle wredna – to zagadka, bo w Fistaszkach ta cecha charakteru właściwsza jest dla Lucy). Charlie Brown prowadzi rozmowy z głosami w ciemnościach, martwi się niepowodzeniami drużyny baseballowej albo znajduje kolejne powody do porażek w korespondencji z kolegą po piórze. W świecie Fistaszków jest mnóstwo stałych – to punkty odniesienia, które sprawiają, że znacznie łatwiej jest oswoić rzeczywistość. Charles M. Schulz skupia się na mikroświecie, na znanych przestrzeniach – szkole i domu – żeby uruchamiać i obalać kolejne stereotypy. Bawi się skojarzeniami i czasem nawiązuje do pozaliterackiej rzeczywistości, znacznie częściej sięga po filozoficzne spostrzeżenia, które w ustach dzieci wypadają zdumiewająco szczerze i precyzyjnie. „Fistaszki zebrane” z końcówki lat 90. to znów zestaw uśmiechów – wyjątkowy, bo połączony z diagnozą codzienności.
Bohaterowie wchodzą w charakterystyczne dla siebie relacje: Charlie Brown wzdycha do małej rudej dziewczynki, Snoopy szkoli skautowską drużynę złożoną z samych ptaków (częściej jednak spotyka się z Woodstockiem i zastanawia nad sensem istnienia). Marcie dokucza Patty i próbuje wygrać pojedynek o serce Charliego. Nie można się jednak nudzić: za każdym razem autor uruchamia nowe konteksty i pokazuje kolejne płaszczyzny humoru, rozśmiesza czytelników przez nietypowe rozwiązania znanych sytuacji i podsuwa nieoczekiwane puenty. Nie stara się wyzwolić huraganowego śmiechu, częściej interesuje go po prostu melancholijny uśmiech, nakłonienie do refleksji. „Fistaszków”, chociaż to przeważnie stripy (rzadziej komiksy pełnostronicowe), nie da się czytać jednym tchem i do oporu – trzeba się zatrzymywać nad kolejnymi kadrami, przyznawać autorowi i bohaterom rację, doceniać jakość rysunków i pomysłów i dopiero później przechodzić do kolejnych historyjek. Ale to przyjemność, która właściwie się nie kończy: można powracać do poprzednich tomów i wyszukiwać w nich najlepsze komentarze do codzienności i własnych doświadczeń, albo po prostu cieszyć się z azylu, który Charles M. Schulz stworzył. To publikacja, którą można pokochać z wielu powodów – seria, która nie traci na wartości z upływem czasu, a wręcz szlachetnieje i funkcjonować może nie tylko jako klasyka komiksu, ale też jako zestaw opowieści o prawdziwym świecie.
środa, 28 października 2020
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1995-1996
Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.
Perypetie dzieci
Rerun przestaje jeździć w koszyku na rowerze mamy, za to co chwilę dzwoni do domu Charliego z pytaniem, czy może wypożyczyć psa. Niedługo czeka go zerówka, na co też powinien się przygotować. Osiąga już ten wiek, w którym nie będzie się dalej starzeć. Na razie jest dzieckiem, którego główne zadanie to siedzenie przed telewizorem. Spike, brat Snoopy’ego jest piechurem, który w okopach czeka na naleśniki. Woodstock z kolegami dalej wyrusza na obozy dla skautów, Charlie przegrywa mecze baseballowe i w środku nocy zadaje sobie trudne pytania. Lucy jest zrzędliwa, a Patty zbiera same złe oceny w szkole. Sally odrabianie zadań próbuje zrzucić na swojego starszego brata, a Marcie nie daje sobie rady w sporcie. Zawsze miło jest stwierdzić, że u Fistaszków niewiele się zmienia – to ostoja humoru filozoficznego, ciepłego i wolnego od napięć właściwych satyrze. Charles M. Schulz tym razem trochę częściej decyduje się na dwukadrowe rysunki, trzyma się jednak zasady kończenia każdego paska wyrazistą puentą – albo na rozśmieszenie czytelników, albo do przemyślenia. Pozwala bohaterom odgrywać różne role – dla samych siebie. Snoopy raz będzie pilotem samolotu (asem lotnictwa) podczas pierwszej wojny światowej, raz – pisarzem, którego opowiadań nikt nie chce wydawać.
Charles M. Schulz rozśmiesza na dwa sposoby. Raz – układa całe serie komiksowe ze stripów, jeden temat może znaleźć nowe rozwinięcie za kilka dni – inny ciągnie się od wielu tomów/lat. Jeśli trafi się zagadnienie, które może doczekać się różnych puent – autor skrzętnie to wykorzystuje i nigdy nie nudzi swoimi pomysłami. Za każdym razem finał stripu jest automatycznie olśnieniem dla czytelników i kolejnym powodem do uwielbiania całej serii. Schulz nie wychodzi poza kontekst właściwy dzieciom: dom, szkoła, podwórko. Także krąg tematyczny dostosowuje do swoich bohaterów: jeśli ktoś zajmuje się „dorosłymi” sprawami (najczęściej jest to Snoopy), to przeważnie w zabawie i imitacji. Temu autorowi obca jest satyra interwencyjna – dzięki czemu Fistaszki mogą przetrwać i w dalszym ciągu cieszyć odbiorców – i to odbiorców z różnych grup wiekowych. Cieszy fakt, że kolekcję „Fistaszków zebranych” można sobie teraz skompletować (chociaż pierwsze tomy od dawna są na rynku niedostępne). Aktualna część obejmuje lata 1995 i 1996 – i wciąż są to stare dobre Fistaszki, bohaterowie, których odbiorcy doskonale znają i których dylematy pojmą w lot.
Imponuje tutaj nie tylko pomysłowość i arcygenialność komiksów – Schulz ani na chwilę nie obniża poziomu, co sprawia, że nie da się tej książki czytać szybko, trzeba ją dawkować i ostrożnie odkrywać. Liczy się również umiejętność przedstawiania dowcipów w sposób jak najbardziej zwięzły i trafny. W połączeniu z dziecięcym widzeniem świata daje to olśniewający efekt. Kto jeszcze nie zachwycił się Fistaszkami – ma kilka ostatnich okazji do sprawdzenia, dlaczego dwa razy do roku fani tych stripów mają swoje święto.
Perypetie dzieci
Rerun przestaje jeździć w koszyku na rowerze mamy, za to co chwilę dzwoni do domu Charliego z pytaniem, czy może wypożyczyć psa. Niedługo czeka go zerówka, na co też powinien się przygotować. Osiąga już ten wiek, w którym nie będzie się dalej starzeć. Na razie jest dzieckiem, którego główne zadanie to siedzenie przed telewizorem. Spike, brat Snoopy’ego jest piechurem, który w okopach czeka na naleśniki. Woodstock z kolegami dalej wyrusza na obozy dla skautów, Charlie przegrywa mecze baseballowe i w środku nocy zadaje sobie trudne pytania. Lucy jest zrzędliwa, a Patty zbiera same złe oceny w szkole. Sally odrabianie zadań próbuje zrzucić na swojego starszego brata, a Marcie nie daje sobie rady w sporcie. Zawsze miło jest stwierdzić, że u Fistaszków niewiele się zmienia – to ostoja humoru filozoficznego, ciepłego i wolnego od napięć właściwych satyrze. Charles M. Schulz tym razem trochę częściej decyduje się na dwukadrowe rysunki, trzyma się jednak zasady kończenia każdego paska wyrazistą puentą – albo na rozśmieszenie czytelników, albo do przemyślenia. Pozwala bohaterom odgrywać różne role – dla samych siebie. Snoopy raz będzie pilotem samolotu (asem lotnictwa) podczas pierwszej wojny światowej, raz – pisarzem, którego opowiadań nikt nie chce wydawać.
Charles M. Schulz rozśmiesza na dwa sposoby. Raz – układa całe serie komiksowe ze stripów, jeden temat może znaleźć nowe rozwinięcie za kilka dni – inny ciągnie się od wielu tomów/lat. Jeśli trafi się zagadnienie, które może doczekać się różnych puent – autor skrzętnie to wykorzystuje i nigdy nie nudzi swoimi pomysłami. Za każdym razem finał stripu jest automatycznie olśnieniem dla czytelników i kolejnym powodem do uwielbiania całej serii. Schulz nie wychodzi poza kontekst właściwy dzieciom: dom, szkoła, podwórko. Także krąg tematyczny dostosowuje do swoich bohaterów: jeśli ktoś zajmuje się „dorosłymi” sprawami (najczęściej jest to Snoopy), to przeważnie w zabawie i imitacji. Temu autorowi obca jest satyra interwencyjna – dzięki czemu Fistaszki mogą przetrwać i w dalszym ciągu cieszyć odbiorców – i to odbiorców z różnych grup wiekowych. Cieszy fakt, że kolekcję „Fistaszków zebranych” można sobie teraz skompletować (chociaż pierwsze tomy od dawna są na rynku niedostępne). Aktualna część obejmuje lata 1995 i 1996 – i wciąż są to stare dobre Fistaszki, bohaterowie, których odbiorcy doskonale znają i których dylematy pojmą w lot.
Imponuje tutaj nie tylko pomysłowość i arcygenialność komiksów – Schulz ani na chwilę nie obniża poziomu, co sprawia, że nie da się tej książki czytać szybko, trzeba ją dawkować i ostrożnie odkrywać. Liczy się również umiejętność przedstawiania dowcipów w sposób jak najbardziej zwięzły i trafny. W połączeniu z dziecięcym widzeniem świata daje to olśniewający efekt. Kto jeszcze nie zachwycił się Fistaszkami – ma kilka ostatnich okazji do sprawdzenia, dlaczego dwa razy do roku fani tych stripów mają swoje święto.
poniedziałek, 8 czerwca 2020
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1993-1994
Nasza Księgarnia, Warszawa 2020.
Filozofia stripów
Charlie Brown zdobył home run! Wyeliminował z gry prawnuczkę Roya Hobbsa! Coś, co do tej pory nigdy się nie zdarzyło, w kolejnym tomie „Fistaszków zebranych” (lata 1993–1994) ma wreszcie szansę zaistnienia. I nie ma żadnego znaczenia proweniencja Roya Hobbsa, liczy się efekt. Oraz rozwścieczona prawnuczka. Na początku lat 90. XX. wieku Charlie Brown coraz częściej leży nocami bezsennie w łóżku i zadaje sobie bardzo poważne filozoficzne i egzystencjalne pytania. A wtedy jakiś głos – bardzo sarkastyczny – udziela mu złośliwych odpowiedzi, o czym bohater sam opowiada. W nowej części obok stałych motywów Charles M. Schulz wprowadza jeszcze kolejny refren – czekanie na szkolny autobus, który długo nie przyjeżdża. Coraz częściej głos zyskuje Rerun. Dawni bohaterowie jednak nie zawodzą. Patty ma problemy z nauką, Snoopy pisze powieści, a Linus przytula się do kocyka bezpieczeństwa. Marcie chce się nauczyć jakiegoś sportu, a pewnej nocy pies Charliego trafia do szpitala. Czuwają przy nim wszyscy przerażeni bracia. Przygód jest wiele, podobnie jak wyobraźniowych i rzeczywistych przestrzeni do działania. Czerwony Baron sprawia, że Snoopy odwiedza domy kolejnych dzieciaków. Gra w baseball, pustynia Spike’a, szkolne klasy i komiczne prezentacje na lekcjach, porady psychiatryczne i koledzy Woodstocka. Sally, która nie ma zamiaru odrabiać lekcji, za to lubi spędzać czas przed telewizorem, drużyna z rozmaitymi niesnaskami. W charakterach z Fistaszków można się przeglądać.
Do świata Fistaszków dorośli nie mają wstępu. Jeśli nawet nauczyciele albo rodzice chcą coś przekazać, czytelnicy dowiedzą się tego za pośrednictwem małych bohaterów. Inaczej nie da się prowadzić rozmów, nie ma mowy o głosach spoza kadru. Charles M. Schulz jest w swoich pomysłach bardzo precyzyjny. Czasami w kilku obrazkach (w weekendy na całych stronach, ale tu przeważnie rezygnuje z tekstu) wprowadza refleksje filozoficzne obok niebanalnego humoru. W rozmowach dzieci mogą pojawiać się nawet komentarze dotyczące przemijania i starości – wystarczy, że bohaterowie dzielą się opiniami dziadków i po swojemu je interpretują. Nie jest to zatem rzeczywistość pozbawiona trosk dorosłych. W mikroświecie bohaterów odzwierciedlają się wielkie sprawy, problemy i zaskoczenia odkrywcze także dla dorosłych. Dzieci nie udają, nie ukrywają silnych uczuć. Przenikliwie analizują otoczenie i wyciągają własne wnioski.
„Fistaszki zebrane 1993–1994” to tom – kolejny już – który ucieszy nie tylko dzieci. Fakt, że tłumaczy te stripy Michał Rusinek, zapewnia najwyższą jakość humoru i wyczucie puent. W tak drobnych historiach nie ma miejsca na potknięcia czy przegadanie, wszystko musi zostać perfekcyjnie dopracowane. To tom, który zapewni relaks także dorosłym czytelnikom, ale obok rozrywki przyniesie również zestaw przemyśleń. To prawdziwa moc Fistaszków. Obfitość stripów sprawia, że do każdej części powraca się wiele razy z taką samą przyjemnością, bez znużenia czy kartkowania książki. Schulz unika jednostajności, zawsze próbuje powiedzieć czytelnikom coś o nich samych – a fakt, że bohaterowie się nie starzeją, pozwala znaleźć u Fistaszków azyl i cieszyć się ich przygodami. Dzisiaj już nie ma wątpliwości, że to klasyka dowcipu pasków komiksowych, pozostaje się zatem cieszyć z monumentalnej serii i wypatrywać kolejnych jej części. „Fistaszki” to książka, którą trzeba mieć zawsze pod ręką, żeby w każdej chwili móc do niej wrócić.
Filozofia stripów
Charlie Brown zdobył home run! Wyeliminował z gry prawnuczkę Roya Hobbsa! Coś, co do tej pory nigdy się nie zdarzyło, w kolejnym tomie „Fistaszków zebranych” (lata 1993–1994) ma wreszcie szansę zaistnienia. I nie ma żadnego znaczenia proweniencja Roya Hobbsa, liczy się efekt. Oraz rozwścieczona prawnuczka. Na początku lat 90. XX. wieku Charlie Brown coraz częściej leży nocami bezsennie w łóżku i zadaje sobie bardzo poważne filozoficzne i egzystencjalne pytania. A wtedy jakiś głos – bardzo sarkastyczny – udziela mu złośliwych odpowiedzi, o czym bohater sam opowiada. W nowej części obok stałych motywów Charles M. Schulz wprowadza jeszcze kolejny refren – czekanie na szkolny autobus, który długo nie przyjeżdża. Coraz częściej głos zyskuje Rerun. Dawni bohaterowie jednak nie zawodzą. Patty ma problemy z nauką, Snoopy pisze powieści, a Linus przytula się do kocyka bezpieczeństwa. Marcie chce się nauczyć jakiegoś sportu, a pewnej nocy pies Charliego trafia do szpitala. Czuwają przy nim wszyscy przerażeni bracia. Przygód jest wiele, podobnie jak wyobraźniowych i rzeczywistych przestrzeni do działania. Czerwony Baron sprawia, że Snoopy odwiedza domy kolejnych dzieciaków. Gra w baseball, pustynia Spike’a, szkolne klasy i komiczne prezentacje na lekcjach, porady psychiatryczne i koledzy Woodstocka. Sally, która nie ma zamiaru odrabiać lekcji, za to lubi spędzać czas przed telewizorem, drużyna z rozmaitymi niesnaskami. W charakterach z Fistaszków można się przeglądać.
Do świata Fistaszków dorośli nie mają wstępu. Jeśli nawet nauczyciele albo rodzice chcą coś przekazać, czytelnicy dowiedzą się tego za pośrednictwem małych bohaterów. Inaczej nie da się prowadzić rozmów, nie ma mowy o głosach spoza kadru. Charles M. Schulz jest w swoich pomysłach bardzo precyzyjny. Czasami w kilku obrazkach (w weekendy na całych stronach, ale tu przeważnie rezygnuje z tekstu) wprowadza refleksje filozoficzne obok niebanalnego humoru. W rozmowach dzieci mogą pojawiać się nawet komentarze dotyczące przemijania i starości – wystarczy, że bohaterowie dzielą się opiniami dziadków i po swojemu je interpretują. Nie jest to zatem rzeczywistość pozbawiona trosk dorosłych. W mikroświecie bohaterów odzwierciedlają się wielkie sprawy, problemy i zaskoczenia odkrywcze także dla dorosłych. Dzieci nie udają, nie ukrywają silnych uczuć. Przenikliwie analizują otoczenie i wyciągają własne wnioski.
„Fistaszki zebrane 1993–1994” to tom – kolejny już – który ucieszy nie tylko dzieci. Fakt, że tłumaczy te stripy Michał Rusinek, zapewnia najwyższą jakość humoru i wyczucie puent. W tak drobnych historiach nie ma miejsca na potknięcia czy przegadanie, wszystko musi zostać perfekcyjnie dopracowane. To tom, który zapewni relaks także dorosłym czytelnikom, ale obok rozrywki przyniesie również zestaw przemyśleń. To prawdziwa moc Fistaszków. Obfitość stripów sprawia, że do każdej części powraca się wiele razy z taką samą przyjemnością, bez znużenia czy kartkowania książki. Schulz unika jednostajności, zawsze próbuje powiedzieć czytelnikom coś o nich samych – a fakt, że bohaterowie się nie starzeją, pozwala znaleźć u Fistaszków azyl i cieszyć się ich przygodami. Dzisiaj już nie ma wątpliwości, że to klasyka dowcipu pasków komiksowych, pozostaje się zatem cieszyć z monumentalnej serii i wypatrywać kolejnych jej części. „Fistaszki” to książka, którą trzeba mieć zawsze pod ręką, żeby w każdej chwili móc do niej wrócić.
czwartek, 28 listopada 2019
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1991-1992
Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.
Oaza
W świecie Fistaszków niewiele się zmienia, ale Charles M. Schulz nie nudzi ani nie powtarza swoich pomysłów. Stawia na serie, które natychmiast wstrzelają czytelników w świat spokoju i refleksji nad codziennością, budzą śmiech i przynoszą odpoczynek. Po „Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1991-1992” sięgnąć mogą, jak zresztą zawsze, i dzieci, i dorośli. Chociaż kinowe produkcje o Snoopym i spółce przeznaczone są dla maluchów, to komiksowe stripy rozbawią dorosłych nawet bardziej niż młodych odbiorców. Fistaszki mają to do siebie, że się nie starzeją, tak samo jak nie starzeją się ich bohaterowie. W każdej chwili można się włączyć w śledzenie ich doświadczeń i kibicować w osiąganiu celów. Dla Charliego Browna to uczucie do małej rudej dziewczynki, baseball i opieka nad psem. Snoopy wciela się bez przerwy w inną rolę: bywa asem lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej albo pisarzem, zabiera ukochany kocyk Linusowi, bawi się z Woodstockiem... Schroeder nie przejmuje się niczym i gra na swoim pianinie dla dzieci – a nuty utworów wprowadzają humor abstrakcyjny. Lucy zrzędzi, Sally uczy się egzystowania w szkolnej społeczności, Pepermint Patty z kolei nie radzi sobie i wciąż dostaje złe oceny. Bohaterowie na życiowe prawdy wpadają podczas czekania na szkolny autobus na przystanku, podczas odrabiania zadań czy oglądania telewizji. Bawią się ze sobą i rozmawiają o wszystkim, dokuczają sobie albo pocieszają wzajemnie. Spike, brat Snoopy'ego nie wie, czym jest towarzystwo: spędza czas otoczony kaktusami i w wyobraźni je ożywia, żeby jakoś zabić samotność.
Komiksowe stripy Charlesa M. Schulza zawsze cieszą, nawet jeśli nie wywołują salw śmiechu tylko drobny uśmiech lub nawet westchnienie nostalgii. Ten autor swoimi komentarzami trafia w sedno ludzkich problemów – niby ucieka do świata dzieci, a jednak wie, jak przemówić do dorosłych czytelników. Podsuwa miniatury, które są jednocześnie żartami i filozoficznymi komentarzami do rzeczywistości. Sprawia, że w świecie Fistaszków ujawniają się prawdy o człowieku. Wyolbrzymia, bo może sobie na to pozwolić – dziecięcy bohaterowie nie znają sztuki dyplomacji i zawsze wiedzą, jaką strunę poruszyć, żeby osiągnąć cel. Szczerość uczuć eksponowana w tych kadrach to recepta na zwyczajne troski. Zresztą samym bohaterom powodów do zmartwień nie brakuje – ale autorowi nie chodzi o przygnębianie innych, tylko o drogę do wsłuchiwania się w siebie.
Trochę modyfikowane są natomiast same kadry. O ile do tej pory Charles M. Schulz proponował czteroobrazkowe paski i stronicowe (z podziałem na kolejne obrazki) „stripy” weekendowe, o tyle teraz czasami cztery kadry scala w jeden panoramiczny, a pełnostronicowe zastępuje pojedynczym obrazkiem z komentarzem nieistniejącego na rysunku narratora. Te zabiegi pokazują potencjał satyryczny świata Fistaszków i są sposobem na urozmaicenie historii. Nie zmienia się bowiem jedno, potęga puent. W „Fistaszkach” jest wszystko, czego potrzeba do oczyszczającego śmiechu. To kolekcja, która się w ogóle nie starzeje i nic dziwnego, że wydanie każdego kolejnego tomu w tej serii jest świętem dla fanów komiksu i Charliego Browna.
Oaza
W świecie Fistaszków niewiele się zmienia, ale Charles M. Schulz nie nudzi ani nie powtarza swoich pomysłów. Stawia na serie, które natychmiast wstrzelają czytelników w świat spokoju i refleksji nad codziennością, budzą śmiech i przynoszą odpoczynek. Po „Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1991-1992” sięgnąć mogą, jak zresztą zawsze, i dzieci, i dorośli. Chociaż kinowe produkcje o Snoopym i spółce przeznaczone są dla maluchów, to komiksowe stripy rozbawią dorosłych nawet bardziej niż młodych odbiorców. Fistaszki mają to do siebie, że się nie starzeją, tak samo jak nie starzeją się ich bohaterowie. W każdej chwili można się włączyć w śledzenie ich doświadczeń i kibicować w osiąganiu celów. Dla Charliego Browna to uczucie do małej rudej dziewczynki, baseball i opieka nad psem. Snoopy wciela się bez przerwy w inną rolę: bywa asem lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej albo pisarzem, zabiera ukochany kocyk Linusowi, bawi się z Woodstockiem... Schroeder nie przejmuje się niczym i gra na swoim pianinie dla dzieci – a nuty utworów wprowadzają humor abstrakcyjny. Lucy zrzędzi, Sally uczy się egzystowania w szkolnej społeczności, Pepermint Patty z kolei nie radzi sobie i wciąż dostaje złe oceny. Bohaterowie na życiowe prawdy wpadają podczas czekania na szkolny autobus na przystanku, podczas odrabiania zadań czy oglądania telewizji. Bawią się ze sobą i rozmawiają o wszystkim, dokuczają sobie albo pocieszają wzajemnie. Spike, brat Snoopy'ego nie wie, czym jest towarzystwo: spędza czas otoczony kaktusami i w wyobraźni je ożywia, żeby jakoś zabić samotność.
Komiksowe stripy Charlesa M. Schulza zawsze cieszą, nawet jeśli nie wywołują salw śmiechu tylko drobny uśmiech lub nawet westchnienie nostalgii. Ten autor swoimi komentarzami trafia w sedno ludzkich problemów – niby ucieka do świata dzieci, a jednak wie, jak przemówić do dorosłych czytelników. Podsuwa miniatury, które są jednocześnie żartami i filozoficznymi komentarzami do rzeczywistości. Sprawia, że w świecie Fistaszków ujawniają się prawdy o człowieku. Wyolbrzymia, bo może sobie na to pozwolić – dziecięcy bohaterowie nie znają sztuki dyplomacji i zawsze wiedzą, jaką strunę poruszyć, żeby osiągnąć cel. Szczerość uczuć eksponowana w tych kadrach to recepta na zwyczajne troski. Zresztą samym bohaterom powodów do zmartwień nie brakuje – ale autorowi nie chodzi o przygnębianie innych, tylko o drogę do wsłuchiwania się w siebie.
Trochę modyfikowane są natomiast same kadry. O ile do tej pory Charles M. Schulz proponował czteroobrazkowe paski i stronicowe (z podziałem na kolejne obrazki) „stripy” weekendowe, o tyle teraz czasami cztery kadry scala w jeden panoramiczny, a pełnostronicowe zastępuje pojedynczym obrazkiem z komentarzem nieistniejącego na rysunku narratora. Te zabiegi pokazują potencjał satyryczny świata Fistaszków i są sposobem na urozmaicenie historii. Nie zmienia się bowiem jedno, potęga puent. W „Fistaszkach” jest wszystko, czego potrzeba do oczyszczającego śmiechu. To kolekcja, która się w ogóle nie starzeje i nic dziwnego, że wydanie każdego kolejnego tomu w tej serii jest świętem dla fanów komiksu i Charliego Browna.
sobota, 6 lipca 2019
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1989-1990
Nasza Księgarnia, Warszawa 2019.
Niedorosłość
Czterdzieści lat po premierze Fistaszki dalej mają się świetnie: zbiorek przedstawiający stripy z gazet codziennych i weekendowych z lat 1989 i 1990 to raz powrót do sprawdzonych rozwiązań i tematów, które przez pewien czas poruszane nie były – na przykład do sprawy kocyka bezpieczeństwa Linusa – raz przejście do nowych motywów. Zamiast małej rudej dziewczynki, niedoścignionego ideału kobiecego w wersji Charliego Browna, pojawia się bardzo miła koleżanka z obozu wakacyjnego, Peggy Jean. Bohater wreszcie może przekonać się, czym jest odwzajemniona miłość. Zagląda Charles M. Schulz do starych znajomych – przypomina sobie między innymi o Pig-Penie, przyprowadza też do świata Fistaszków nowych – jest tu trzeci brat Snoopy’ego, który wpada na moment, żeby wygrać pewien konkurs. Spike tymczasem dalej rozmawia z kaktusami na pustyni, a Lucy zrzędzi. Marcie i Peppermint Patty prześcigają się w walce o względy Charliego, a poza tym – rywalizują też w szkole (najlepsza i najgorsza uczennica to mieszanka wybuchowa). Jednak Marcie wcale nie chce być zawsze idealna…
Charles M. Schulz zaprasza odbiorców do świata, który nie może się znudzić. W drobnych komiksowych paskach zawiera głębokie prawdy o człowieku, jego dążeniach, upodobaniach i nadziejach. Dzieci nie muszą udawać, nie bawią się w dyplomację, otwarcie informują o tym, co je gnębi lub irytuje, reagują impulsywnie i szczerze. Owszem, czasami odgrywają konkretne role (Lucy wciela się w psychologa i wysłuchuje festiwalu narzekań), ale ma to sens – umożliwia prowadzenie celnych obserwacji. Autor pamięta również o zabawie, celuje w tym – o dziwo – Snoopy, który raz walczy z Czerwonym Baronem podczas pierwszej wojny światowej, raz – z wydawcami, którzy nie doceniają jego genialnych opowiadań. Po tym, jak rozszerzyła się gromada ptaków, Snoopy zabiera przyjaciół Woodstocka na obozy przetrwania, tworzy własną drużynę skautów i przedziera się z nią przez leśne ostępy albo piaski w poszukiwaniu przygód. Tyle tylko, że u Fistaszków rozrywka nie jest jedynym celem. Autor wykorzystuje sytuacje z podwórka i szkoły, żeby pewne zachowania wskazać, inne wyśmiać, a jeszcze inne – uświadomić czytelnikom. W tomie każdy może odnaleźć albo ślady własnych wspomnień i doświadczeń, albo aluzje do otoczenia. Króluje tu precyzja – zresztą nie może być inaczej, jeśli Schulz ma najczęściej cztery kadry do zarysowania sytuacji, rozwiązania jej i komicznego spuentowania. Zresztą puenty nie zawsze podporządkowane są śmiechowi. Owszem, przynoszą radość i sprawiają, że po „Fistaszki zebrane” sięgać będą przedstawiciele różnych pokoleń – ale tu wartościowe są również refleksje na temat człowieka. Nie zawęża Charles M. Schulz opowieści do świata dzieci, wprost przeciwnie – mali bohaterowie pozwalają mu wyciągać wnioski na temat całych społeczeństw. Prawie nie ma w tej książce aluzji do terenu spoza rzeczywistości Fistaszków – co sprawia, że stripy są ponadczasowe. Genialne tłumaczenie Michała Rusinka również zasługuje na uznanie: dzięki temu autorowi humor może wybrzmieć z pełną siłą. „Fistaszki” w każdym kolejnym tomie są cenną propozycją lekturową – tę kolekcję warto mieć pod ręką, kiedy trzeba poprawić sobie humor albo znaleźć receptę na ból istnienia. Choć to komiksy, należą do arcydzieł gatunku i znać je po prostu trzeba.
Niedorosłość
Czterdzieści lat po premierze Fistaszki dalej mają się świetnie: zbiorek przedstawiający stripy z gazet codziennych i weekendowych z lat 1989 i 1990 to raz powrót do sprawdzonych rozwiązań i tematów, które przez pewien czas poruszane nie były – na przykład do sprawy kocyka bezpieczeństwa Linusa – raz przejście do nowych motywów. Zamiast małej rudej dziewczynki, niedoścignionego ideału kobiecego w wersji Charliego Browna, pojawia się bardzo miła koleżanka z obozu wakacyjnego, Peggy Jean. Bohater wreszcie może przekonać się, czym jest odwzajemniona miłość. Zagląda Charles M. Schulz do starych znajomych – przypomina sobie między innymi o Pig-Penie, przyprowadza też do świata Fistaszków nowych – jest tu trzeci brat Snoopy’ego, który wpada na moment, żeby wygrać pewien konkurs. Spike tymczasem dalej rozmawia z kaktusami na pustyni, a Lucy zrzędzi. Marcie i Peppermint Patty prześcigają się w walce o względy Charliego, a poza tym – rywalizują też w szkole (najlepsza i najgorsza uczennica to mieszanka wybuchowa). Jednak Marcie wcale nie chce być zawsze idealna…
Charles M. Schulz zaprasza odbiorców do świata, który nie może się znudzić. W drobnych komiksowych paskach zawiera głębokie prawdy o człowieku, jego dążeniach, upodobaniach i nadziejach. Dzieci nie muszą udawać, nie bawią się w dyplomację, otwarcie informują o tym, co je gnębi lub irytuje, reagują impulsywnie i szczerze. Owszem, czasami odgrywają konkretne role (Lucy wciela się w psychologa i wysłuchuje festiwalu narzekań), ale ma to sens – umożliwia prowadzenie celnych obserwacji. Autor pamięta również o zabawie, celuje w tym – o dziwo – Snoopy, który raz walczy z Czerwonym Baronem podczas pierwszej wojny światowej, raz – z wydawcami, którzy nie doceniają jego genialnych opowiadań. Po tym, jak rozszerzyła się gromada ptaków, Snoopy zabiera przyjaciół Woodstocka na obozy przetrwania, tworzy własną drużynę skautów i przedziera się z nią przez leśne ostępy albo piaski w poszukiwaniu przygód. Tyle tylko, że u Fistaszków rozrywka nie jest jedynym celem. Autor wykorzystuje sytuacje z podwórka i szkoły, żeby pewne zachowania wskazać, inne wyśmiać, a jeszcze inne – uświadomić czytelnikom. W tomie każdy może odnaleźć albo ślady własnych wspomnień i doświadczeń, albo aluzje do otoczenia. Króluje tu precyzja – zresztą nie może być inaczej, jeśli Schulz ma najczęściej cztery kadry do zarysowania sytuacji, rozwiązania jej i komicznego spuentowania. Zresztą puenty nie zawsze podporządkowane są śmiechowi. Owszem, przynoszą radość i sprawiają, że po „Fistaszki zebrane” sięgać będą przedstawiciele różnych pokoleń – ale tu wartościowe są również refleksje na temat człowieka. Nie zawęża Charles M. Schulz opowieści do świata dzieci, wprost przeciwnie – mali bohaterowie pozwalają mu wyciągać wnioski na temat całych społeczeństw. Prawie nie ma w tej książce aluzji do terenu spoza rzeczywistości Fistaszków – co sprawia, że stripy są ponadczasowe. Genialne tłumaczenie Michała Rusinka również zasługuje na uznanie: dzięki temu autorowi humor może wybrzmieć z pełną siłą. „Fistaszki” w każdym kolejnym tomie są cenną propozycją lekturową – tę kolekcję warto mieć pod ręką, kiedy trzeba poprawić sobie humor albo znaleźć receptę na ból istnienia. Choć to komiksy, należą do arcydzieł gatunku i znać je po prostu trzeba.
środa, 7 listopada 2018
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1987-1988
Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.
Po staremu
Charlie szuka życiowych porad u Lucy (jak zwykle zrzędliwej i złośliwej w stosunku do wszystkich poza Schroederem), Rerun miewa dni, że w ogóle nie dotyka ziemi. Spike, brat Snoopy’ego organizuje codzienność sobie i gromadzie pustynnych kaktusów. Linus natomiast zakochuje się w koleżance z klasy – ale dziewczynka codziennie zmienia imiona i jak tylko może, broni się przed tymi, którzy są dla niej za starzy. Ptaki chodzą na skautowskie zbiórki, a Peppermint Patty obrywa dwóje z minusami (a do tego nie umie okiełznać swoich włosów). Co to wszystko znaczy? Że mijają lata, a u Fistaszków wszystko po staremu. W tomie gromadzącym paski z lat 1987 i 1988 szkolne perypetie Sally, drużyna baseballowa, która nigdy nie wygrywa oraz as lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej to hasła, które przyciągną miłośników humoru, niekoniecznie tych małych: dorosłym FIstaszki sprawią najwięcej radości. Charles M. Schulz zabiera odbiorców do świata, w którym dorośli istnieją poza kadrem i w ogóle nie mają głosu - ich komentarze można poznać wyłącznie przez zapośredniczenia, kiedy odnoszą się do nich mali bohaterowie. Świat Fistaszków to enklawa, mimo że nie jest wolny od zmartwień. Autor przez pryzmat grupy dzieciaków potrafi nakreślać zjawiska i emocje, których przyczyn dorośli czasami sobie nie uświadamiają (albo o których nie chcą głośno mówić). Wyciąga na światło dzienne wszystko to, co przeczy altruizmowi i dyplomacji, pozwala postaciom na kłótnie, bójki i ogłaszanie złego humoru. Nie będzie u Fistaszków fałszywych uśmiechów lub deklaracji pomocy bez pokrycia. Dzieci są wobec siebie szczere (czasami okrutnie), ale przez to też się dogadują. Nie brakuje w ich codzienności smutku albo melancholii, nad drugim śniadaniem można się zadumać, przyznać do zniechęcenia albo bezradności (a w przypadku Spike’a i do samotności). Schulz nie przygnębia, ale też unika śmiechu ogłupiającego, stara się, żeby rozbawieniu towarzyszyła refleksja. Odwołuje się do doskonale już czytelnikom znanych motywów, żeby rozwinąć je w kolejne puenty, odkrywać nowe źródła żartów. Proponuje paski zwięzłe i bogate w humor wysokiej klasy. Sięga po absurd i niedopowiedzenia, po gry słów i wyobraźniowe skojarzenia, ucieka w świat fantazji albo w absolutny realizm. I sprawia, że za każdym razem w kontaktach między bohaterami iskrzy. Nie ma tu osłabiania wymowy, puenty to obowiązkowy element stripów. Czasami służą rozmyślaniom, innym razem wywołują śmiech - zawsze jednak przybliżają do gościnnego świata bohaterów. Fistaszki dla czytelników to azyl, zestaw przewidywalnych relacji między bohaterami – oraz kompletnie nieprzewidywalnych kierunków przemian. Nic dziwnego, że seria cieszy się ogromną popularnością: tutaj humor nie ma szans się zestarzeć. Schulz przyciąga inteligentnymi żartami, ironią, ale też samymi kreacjami postaci: tu każdy ma swój silny charakter i musi stawiać czoła wyzwaniom według własnych możliwości.
Charles M. Schulz imponuje pomysłami, ale też siłą przekonywania do prezentowanej rzeczywistości. Fistaszki wybrzmiewają bardzo prawdziwie, przekonują do siebie. Chociaż postacie często pakują się w tarapaty, przy codziennych problemach dorosłych odbiorców ich przygody są jednak przesycone beztroską. Jeśli do celnych obserwacji i śmiechu dodać genialną realizację - łatwo pojąć fenomen Fistaszków. Nasza Księgarnia sprawia, że mogą znaleźć się w każdym domu i długo rozbawiać: to rozrywka dla całych pokoleń.
Po staremu
Charlie szuka życiowych porad u Lucy (jak zwykle zrzędliwej i złośliwej w stosunku do wszystkich poza Schroederem), Rerun miewa dni, że w ogóle nie dotyka ziemi. Spike, brat Snoopy’ego organizuje codzienność sobie i gromadzie pustynnych kaktusów. Linus natomiast zakochuje się w koleżance z klasy – ale dziewczynka codziennie zmienia imiona i jak tylko może, broni się przed tymi, którzy są dla niej za starzy. Ptaki chodzą na skautowskie zbiórki, a Peppermint Patty obrywa dwóje z minusami (a do tego nie umie okiełznać swoich włosów). Co to wszystko znaczy? Że mijają lata, a u Fistaszków wszystko po staremu. W tomie gromadzącym paski z lat 1987 i 1988 szkolne perypetie Sally, drużyna baseballowa, która nigdy nie wygrywa oraz as lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej to hasła, które przyciągną miłośników humoru, niekoniecznie tych małych: dorosłym FIstaszki sprawią najwięcej radości. Charles M. Schulz zabiera odbiorców do świata, w którym dorośli istnieją poza kadrem i w ogóle nie mają głosu - ich komentarze można poznać wyłącznie przez zapośredniczenia, kiedy odnoszą się do nich mali bohaterowie. Świat Fistaszków to enklawa, mimo że nie jest wolny od zmartwień. Autor przez pryzmat grupy dzieciaków potrafi nakreślać zjawiska i emocje, których przyczyn dorośli czasami sobie nie uświadamiają (albo o których nie chcą głośno mówić). Wyciąga na światło dzienne wszystko to, co przeczy altruizmowi i dyplomacji, pozwala postaciom na kłótnie, bójki i ogłaszanie złego humoru. Nie będzie u Fistaszków fałszywych uśmiechów lub deklaracji pomocy bez pokrycia. Dzieci są wobec siebie szczere (czasami okrutnie), ale przez to też się dogadują. Nie brakuje w ich codzienności smutku albo melancholii, nad drugim śniadaniem można się zadumać, przyznać do zniechęcenia albo bezradności (a w przypadku Spike’a i do samotności). Schulz nie przygnębia, ale też unika śmiechu ogłupiającego, stara się, żeby rozbawieniu towarzyszyła refleksja. Odwołuje się do doskonale już czytelnikom znanych motywów, żeby rozwinąć je w kolejne puenty, odkrywać nowe źródła żartów. Proponuje paski zwięzłe i bogate w humor wysokiej klasy. Sięga po absurd i niedopowiedzenia, po gry słów i wyobraźniowe skojarzenia, ucieka w świat fantazji albo w absolutny realizm. I sprawia, że za każdym razem w kontaktach między bohaterami iskrzy. Nie ma tu osłabiania wymowy, puenty to obowiązkowy element stripów. Czasami służą rozmyślaniom, innym razem wywołują śmiech - zawsze jednak przybliżają do gościnnego świata bohaterów. Fistaszki dla czytelników to azyl, zestaw przewidywalnych relacji między bohaterami – oraz kompletnie nieprzewidywalnych kierunków przemian. Nic dziwnego, że seria cieszy się ogromną popularnością: tutaj humor nie ma szans się zestarzeć. Schulz przyciąga inteligentnymi żartami, ironią, ale też samymi kreacjami postaci: tu każdy ma swój silny charakter i musi stawiać czoła wyzwaniom według własnych możliwości.
Charles M. Schulz imponuje pomysłami, ale też siłą przekonywania do prezentowanej rzeczywistości. Fistaszki wybrzmiewają bardzo prawdziwie, przekonują do siebie. Chociaż postacie często pakują się w tarapaty, przy codziennych problemach dorosłych odbiorców ich przygody są jednak przesycone beztroską. Jeśli do celnych obserwacji i śmiechu dodać genialną realizację - łatwo pojąć fenomen Fistaszków. Nasza Księgarnia sprawia, że mogą znaleźć się w każdym domu i długo rozbawiać: to rozrywka dla całych pokoleń.
poniedziałek, 11 czerwca 2018
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1985-1986
Nasza Księgarnia, Warszawa 2018.
Oswajanie
Spike oswaja samotność. Siedzi na pustyni wśród kaktusów i próbuje coraz to nowych rozrywek, do których przydaje się towarzystwo kolczastych przyjaciół. Może budzić melancholię lub stanowić przestrogę, ale z drugiej strony – wydaje się być szczęśliwy z takiego życia i nie szuka z niego ucieczki. Bo u Charlesa M. Schulza smutku jest tylko odrobina – w sam raz, żeby doprawić codzienność, ale nie żeby przygnębiać czy martwić. Komiksowe stripy z filozoficznym dnem zdobyły fanów wśród przedstawicieli różnych pokoleń – i do dzisiaj mogą cieszyć, bawić i wzruszać. Fakt, że przygody Charliego Browna i jego kompanów pojawiają się jako dzieła zebrane Schulza to jeden ze wspanialszych prezentów, jakie Nasza Księgarnia mogła czytelnikom zafundować. Od tych miniopowiastek nie sposób się oderwać – przenoszenie się do rzeczywistości Snoopy’ego to idealny sposób na relaks, ale również chwilę zadumy. I nie ma tu znaczenia, że komiksy przez długi czas traktowane były jak sztuka niższych lotów. Charles M. Schulz wykorzystał najlepsze cechy gatunku, połączone z niebanalnym poczuciem humoru i talentem do rysowania – tak powstała seria-ewenement, wciąż silnie działająca na odbiorców.
W najnowszym tomie „Fistaszków zebranych” dzieje się wiele, chociaż zamiast częstych powrotów do dawnych motywów autor woli raczej wprowadzać nowe kwestie. Nie oznacza to, że rezygnuje z powtarzanych wzorców: Lucy dalej będzie próbowała zdobyć serce Schroedera i drażnić młodszego brata, Linus czasami przypomina sobie o kocyku, Sally zdarzy się rozmawiać ze szkołą, a Snoopy zamieni się w asa lotnictwa z czasów wojny. Ale Schulz wprowadzi też kilka nowych rozwiązań, w tym… witryniarki, dziewczynki, które chodzą po centrum handlowym i przyglądają się towarom (nie wolno przy tym niczego kupować, to wbrew idei witryniarki). Pojawi się tu Mikołaj, a u Linusa zacznie się refleksja nad przemijaniem i starością. Ten tom należy do Peppermint Patty, która dalej zasypia na lekcjach, ale razem z Marcie chodzi też na koncerty dla smyków. A ponieważ w mikroświecie Fistaszków miejsce jest dla przedziwnych osobowości, Charles M. Schulz wprowadza Tapiocę Pudding, dziewczynkę, która zamierza stać się celebrytką. Trochę w jednokierunkowej postawie Tapioca przypomina Fridę, ale ożywia środowisko. I staje się kolejną rywalką Sally do serca Linusa. Woodstock znajdzie sobie nowy środek transportu, a jego koledzy z drużyny dowodzonej przez Snoopy’ego zaczną prowadzić obserwacje ptaków.
U Fistaszków bez przerwy coś się dzieje, chociaż akcja zamyka się w czterech kadrach (w wydaniach weekendowych jest całostronicowa, ale tu z kolei często Schulz obywa się bez słów), wszystko musi więc być dokładnie przemyślane i zrealizowane tak, by odbiorcom nie pozostawić żadnych wątpliwości co do satyrycznych intencji. Ale Schulz znajduje też miejsce na refleksję i podsuwa czytelnikom tematy, które okazują się ważne na każdym etapie życia. Sprawia, że z drobnej wymiany zdań płynie nie tylko humorystyczna puenta, absurd lub komizm sytuacyjny, celna riposta albo satyra na rzeczywistość – a również wartościowa i ważna myśl. Przy Fistaszkach nie da się tylko śmiać: tu równie naturalną reakcją na lekturę będzie zaduma i przyglądanie się codzienności z nowej perspektywy. Bohaterowie – bez intencji „kaznodziejskich” czy chęci prawienia morałów (w końcu to dzieci i dziećmi pozostają bez względu na przesłanie, jakie Schulz przygotowuje!) przekonują do podążania za nimi i odkrywania tajemnic egzystencji. W Fistaszkach udało się połączyć to, co teoretycznie niemożliwe do połączenia – śmiech i smutek, radość i melancholię. Oswajanie rzeczywistości polega w tym wypadku na szukaniu równowagi między tymi czynnikami.
Oswajanie
Spike oswaja samotność. Siedzi na pustyni wśród kaktusów i próbuje coraz to nowych rozrywek, do których przydaje się towarzystwo kolczastych przyjaciół. Może budzić melancholię lub stanowić przestrogę, ale z drugiej strony – wydaje się być szczęśliwy z takiego życia i nie szuka z niego ucieczki. Bo u Charlesa M. Schulza smutku jest tylko odrobina – w sam raz, żeby doprawić codzienność, ale nie żeby przygnębiać czy martwić. Komiksowe stripy z filozoficznym dnem zdobyły fanów wśród przedstawicieli różnych pokoleń – i do dzisiaj mogą cieszyć, bawić i wzruszać. Fakt, że przygody Charliego Browna i jego kompanów pojawiają się jako dzieła zebrane Schulza to jeden ze wspanialszych prezentów, jakie Nasza Księgarnia mogła czytelnikom zafundować. Od tych miniopowiastek nie sposób się oderwać – przenoszenie się do rzeczywistości Snoopy’ego to idealny sposób na relaks, ale również chwilę zadumy. I nie ma tu znaczenia, że komiksy przez długi czas traktowane były jak sztuka niższych lotów. Charles M. Schulz wykorzystał najlepsze cechy gatunku, połączone z niebanalnym poczuciem humoru i talentem do rysowania – tak powstała seria-ewenement, wciąż silnie działająca na odbiorców.
W najnowszym tomie „Fistaszków zebranych” dzieje się wiele, chociaż zamiast częstych powrotów do dawnych motywów autor woli raczej wprowadzać nowe kwestie. Nie oznacza to, że rezygnuje z powtarzanych wzorców: Lucy dalej będzie próbowała zdobyć serce Schroedera i drażnić młodszego brata, Linus czasami przypomina sobie o kocyku, Sally zdarzy się rozmawiać ze szkołą, a Snoopy zamieni się w asa lotnictwa z czasów wojny. Ale Schulz wprowadzi też kilka nowych rozwiązań, w tym… witryniarki, dziewczynki, które chodzą po centrum handlowym i przyglądają się towarom (nie wolno przy tym niczego kupować, to wbrew idei witryniarki). Pojawi się tu Mikołaj, a u Linusa zacznie się refleksja nad przemijaniem i starością. Ten tom należy do Peppermint Patty, która dalej zasypia na lekcjach, ale razem z Marcie chodzi też na koncerty dla smyków. A ponieważ w mikroświecie Fistaszków miejsce jest dla przedziwnych osobowości, Charles M. Schulz wprowadza Tapiocę Pudding, dziewczynkę, która zamierza stać się celebrytką. Trochę w jednokierunkowej postawie Tapioca przypomina Fridę, ale ożywia środowisko. I staje się kolejną rywalką Sally do serca Linusa. Woodstock znajdzie sobie nowy środek transportu, a jego koledzy z drużyny dowodzonej przez Snoopy’ego zaczną prowadzić obserwacje ptaków.
U Fistaszków bez przerwy coś się dzieje, chociaż akcja zamyka się w czterech kadrach (w wydaniach weekendowych jest całostronicowa, ale tu z kolei często Schulz obywa się bez słów), wszystko musi więc być dokładnie przemyślane i zrealizowane tak, by odbiorcom nie pozostawić żadnych wątpliwości co do satyrycznych intencji. Ale Schulz znajduje też miejsce na refleksję i podsuwa czytelnikom tematy, które okazują się ważne na każdym etapie życia. Sprawia, że z drobnej wymiany zdań płynie nie tylko humorystyczna puenta, absurd lub komizm sytuacyjny, celna riposta albo satyra na rzeczywistość – a również wartościowa i ważna myśl. Przy Fistaszkach nie da się tylko śmiać: tu równie naturalną reakcją na lekturę będzie zaduma i przyglądanie się codzienności z nowej perspektywy. Bohaterowie – bez intencji „kaznodziejskich” czy chęci prawienia morałów (w końcu to dzieci i dziećmi pozostają bez względu na przesłanie, jakie Schulz przygotowuje!) przekonują do podążania za nimi i odkrywania tajemnic egzystencji. W Fistaszkach udało się połączyć to, co teoretycznie niemożliwe do połączenia – śmiech i smutek, radość i melancholię. Oswajanie rzeczywistości polega w tym wypadku na szukaniu równowagi między tymi czynnikami.
piątek, 3 listopada 2017
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1983–1984
Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.
Czas beztroski
Dzieciakom z otoczenia Charliego Browna Charles M. Schulz towarzyszy bez przerwy przy codziennych sprawach. Kiedy Lucy podrywa Schroedera, kiedy Peppermint Patty dostaje kolejne dwóje z minusem, kiedy Linus wypatruje Wielkiej Dyni i kiedy Sally próbuje odrabiać lekcje. Kiedy bohaterowie grają w baseball i kiedy siedzą w domach przed telewizorami. Kiedy rodzeństwa się kłócą lub kiedy wszyscy próbują rozwiązywać swoje problemy lepiej niż niejeden psychoanalityk. Świat dzieciaków – czy to dom, szkoła, boisko czy podwórko – to temat stałych obserwacji autora. Charles M. Schulz zajmuje się też Snoopym i jego przyjacielem, Woodstockiem. Rozbudowuje te wątki o kolejne postacie: brat Snoopy’ego, Spike, mieszka teraz na pustyni w towarzystwie ogromnego kaktusa. Woodstock – wraz z całą drużyną ptasich skautów – zdobywa nowe harcerskie sprawności. Zresztą nawet w wolnych chwilach przylatuje do swojego przyjaciela w odwiedziny. Snoopy pisze kolejne powieści, w czym próbuje mu pomóc Lucy. Czasami zdarza się coś, co zaburza stały rytm historyjek: Patty nie zdaje do następnej klasy, a o serce Sally zaczyna walczyć… Anioł Struś. Mimo takich przewrotów miło jest wrócić do rzeczywistości stałej i rządzącej się swoimi prawami, wewnętrznie uporządkowanej. „Fistaszki zebrane” obejmujące lata 1983 i 1984 to wciąż trafne paski komiksowe, bawiące całe pokolenia, a do tego przez cały czas odkrywcze i twórcze, uniwersalne, więc – niestarzejące się. Autor wprowadza całe serie charakterystycznych motywów, nakreśla sytuacje wielokrotnie już omawiane – ale za każdym razem proponuje dla nich nowe rozwiązania i odkrywcze puenty. W „Fistaszkach zebranych” śmiech to jeden z ważniejszych motywów. Ale równie ważna okazuje się niemal filozoficzna refleksja nad rzeczywistością. Nawet jeśli jest tu bajkowo, to charaktery uwypuklane przez satyrę stanowią celny przegląd prawdziwych portretów.
W „Fistaszkach zebranych” beztroskie dzieciństwo wcale nie jest tak sielskie, jak mogłoby się wydawać z dystansu. Zamartwia się Charlie Brown, Sally i Patty miewają różne problemy z nauką, Rerun boi się kolarskich wyczynów mamy. Każdy ma swoje wady i swoje nadzieje, co przekłada się na wyjątkowo barwny zestaw wizerunków. Najlepiej ma Snoopy, dzięki wyobraźni i ironii może w każdej chwili przedzierzgnąć się w dowolną postać i przejmować jej przygody. Charles M. Schulz wie, jak rozśmieszać odbiorców, żeby pozostawić im też temat do zastanowienia się nad egzystencją. Ten autor nigdy nie nudzi. Wie doskonale, że do zapełnienia ma cztery kadry (w wersji weekendowej – stronę) i w tak ograniczonej przestrzeni musi zawrzeć całą historię. Dzięki jasno sprecyzowanym charakterom postaci czy sytuacjom może natychmiast wstrzelić odbiorców w potrzebny kontekst, a potem od razu zaskoczyć kolejnym pomysłem na rozwinięcie znanego schematu. Im więcej scenek powtarza, tym więcej będzie radości z kreatywnych puent. „Fistaszki zebrane 1983–1984” to kolejny tom wspaniałej serii – i w dalszym ciągu nie rozczarowuje. Pozwala bez reszty zatracić się w świecie oderwanym od zwykłych trosk i cieszyć się komizmem wysokiej próby. „Fistaszki” nigdy się nie nudzą, a wiele stripów pozwala czytelnikom znaleźć komentarz i do własnych doświadczeń. Komiksy cieszą dobrym tłumaczeniem – Michał Rusinek ceni sobie dowcip i potrafi go lapidarnie i trafnie przedstawić – ale też samą kreską: Charles M. Schulz rysuje tak, że widać wszystkie emocje bohaterów, rysunkami przede wszystkim pokazuje i uprawdopodobnia reakcje.
Czas beztroski
Dzieciakom z otoczenia Charliego Browna Charles M. Schulz towarzyszy bez przerwy przy codziennych sprawach. Kiedy Lucy podrywa Schroedera, kiedy Peppermint Patty dostaje kolejne dwóje z minusem, kiedy Linus wypatruje Wielkiej Dyni i kiedy Sally próbuje odrabiać lekcje. Kiedy bohaterowie grają w baseball i kiedy siedzą w domach przed telewizorami. Kiedy rodzeństwa się kłócą lub kiedy wszyscy próbują rozwiązywać swoje problemy lepiej niż niejeden psychoanalityk. Świat dzieciaków – czy to dom, szkoła, boisko czy podwórko – to temat stałych obserwacji autora. Charles M. Schulz zajmuje się też Snoopym i jego przyjacielem, Woodstockiem. Rozbudowuje te wątki o kolejne postacie: brat Snoopy’ego, Spike, mieszka teraz na pustyni w towarzystwie ogromnego kaktusa. Woodstock – wraz z całą drużyną ptasich skautów – zdobywa nowe harcerskie sprawności. Zresztą nawet w wolnych chwilach przylatuje do swojego przyjaciela w odwiedziny. Snoopy pisze kolejne powieści, w czym próbuje mu pomóc Lucy. Czasami zdarza się coś, co zaburza stały rytm historyjek: Patty nie zdaje do następnej klasy, a o serce Sally zaczyna walczyć… Anioł Struś. Mimo takich przewrotów miło jest wrócić do rzeczywistości stałej i rządzącej się swoimi prawami, wewnętrznie uporządkowanej. „Fistaszki zebrane” obejmujące lata 1983 i 1984 to wciąż trafne paski komiksowe, bawiące całe pokolenia, a do tego przez cały czas odkrywcze i twórcze, uniwersalne, więc – niestarzejące się. Autor wprowadza całe serie charakterystycznych motywów, nakreśla sytuacje wielokrotnie już omawiane – ale za każdym razem proponuje dla nich nowe rozwiązania i odkrywcze puenty. W „Fistaszkach zebranych” śmiech to jeden z ważniejszych motywów. Ale równie ważna okazuje się niemal filozoficzna refleksja nad rzeczywistością. Nawet jeśli jest tu bajkowo, to charaktery uwypuklane przez satyrę stanowią celny przegląd prawdziwych portretów.
W „Fistaszkach zebranych” beztroskie dzieciństwo wcale nie jest tak sielskie, jak mogłoby się wydawać z dystansu. Zamartwia się Charlie Brown, Sally i Patty miewają różne problemy z nauką, Rerun boi się kolarskich wyczynów mamy. Każdy ma swoje wady i swoje nadzieje, co przekłada się na wyjątkowo barwny zestaw wizerunków. Najlepiej ma Snoopy, dzięki wyobraźni i ironii może w każdej chwili przedzierzgnąć się w dowolną postać i przejmować jej przygody. Charles M. Schulz wie, jak rozśmieszać odbiorców, żeby pozostawić im też temat do zastanowienia się nad egzystencją. Ten autor nigdy nie nudzi. Wie doskonale, że do zapełnienia ma cztery kadry (w wersji weekendowej – stronę) i w tak ograniczonej przestrzeni musi zawrzeć całą historię. Dzięki jasno sprecyzowanym charakterom postaci czy sytuacjom może natychmiast wstrzelić odbiorców w potrzebny kontekst, a potem od razu zaskoczyć kolejnym pomysłem na rozwinięcie znanego schematu. Im więcej scenek powtarza, tym więcej będzie radości z kreatywnych puent. „Fistaszki zebrane 1983–1984” to kolejny tom wspaniałej serii – i w dalszym ciągu nie rozczarowuje. Pozwala bez reszty zatracić się w świecie oderwanym od zwykłych trosk i cieszyć się komizmem wysokiej próby. „Fistaszki” nigdy się nie nudzą, a wiele stripów pozwala czytelnikom znaleźć komentarz i do własnych doświadczeń. Komiksy cieszą dobrym tłumaczeniem – Michał Rusinek ceni sobie dowcip i potrafi go lapidarnie i trafnie przedstawić – ale też samą kreską: Charles M. Schulz rysuje tak, że widać wszystkie emocje bohaterów, rysunkami przede wszystkim pokazuje i uprawdopodobnia reakcje.
czwartek, 1 czerwca 2017
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1981-1982
Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.
Precyzja
Oni są niekwestionowanym fenomenem. Bohaterowie Fistaszków, zwykłe dzieciaki, które często się kłócą, grają w basseball, świętują urodziny Beethovena i kombinują w szkole. Do tego Snoopy, który pisze opowiadania odrzucane przez kolejne redakcje, wciela się w asa lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej, dowodzi ptasią drużyną skautów, irytuje kota z sąsiedztwa albo objaśnia Woodstockowi świat. Drobne, z idealnym wyczuciem puentowane historyjki w najlepszym przekładzie, jaki można sobie wyobrazić (brawa i ukłony dla Michała Rusinka). Nic dziwnego, że raz na pół roku fani Charlesa M. Schulza obchodzą wielkie święto – otrzymują kolejny tom „Fistaszków zebranych”.
Najnowsza część obejmuje stripy z lat 1981 i 1982 i dobrze jest przekonać się, że w codzienności bohaterów zmienia się niewiele. Bez względu na problemy postaci, ich otoczenie dla odbiorców to mała Arkadia, szansa na odpoczynek od przyziemnych spraw i poważnych zmartwień. Fistaszki nie są radosne w sposób beztroski – zostały przepojone filozoficznych smutkiem już na starcie, bywa, że najbliżsi najmocniej ranią (świadomie albo nie), nie próbują pomóc lub naśmiewają się z kogoś za jego plecami. Bywa, że interakcje prowadzą do melancholii (prym wiedzie oczywiście Charlie Brown). Ale prawdziwym wybawieniem jest to, że bohaterowie mogą otwarcie mówić o swoich uczuciach. Irytacja przejdzie po zapadnięciu się w wielką poduchę lub po cmoknięciu w nos, owszem. Ale dzieciaki z „Fistaszków” mogą też wykrzyczeć swój ból, pokłócić się lub coś zniszczyć. Ulgę przyniesie im samo działanie. Sytuacje autor rozładowuje zawsze dzięki puentom. Nawet najbardziej destrukcyjne emocje ostatecznie i tak przegrywają z komizmem sytuacyjnym. Jeśli zastanawiać się, za co kochamy „Fistaszki” to może właśnie za rozbrajanie powagi i stresu dobrym żartem. Naturalnym i pozbawionym prostoty estradowości, starannie dopracowanym i uruchamiającym myślenie. Niby jest tu wejście w zamknięty (choć wzbogacany znów o nowe postacie) dziecięcy świat, niby funkcjonuje pewne odniesienie do rzeczywistości zewnętrznej (choćby w rytmie kalendarza, Schulz nie tworzy komentarzy publicystycznych), a jednak w tych paskach zobaczyć można siebie. W zależności od nastroju – w różnych postaciach.
Siłą tych komiksowych pasków jest ich precyzja przy równoczesnej swobodzie twórczej. Wydaje się, że autor może robić, co tylko chce – i tak znajdzie odpowiedni absurdalny lub właśnie bardzo życiowy komentarz do wydarzeń. Układa jedne historyjki w serie, inne – w całe opowiadania prezentujące rzeczywistość. Zawsze przy tym dba o to, żeby na koniec czterokadrowej (lub – w weekendy – całostronicowej) historyjki pojawiło się zaskoczenie dla odbiorców, motyw, którego się nie spodziewali – czy to graficzny, czy – tekstowy komentarz. Zresztą Tomasz Kołodziejczak, autor wstępu do tego tomu „Fistaszków zebranych”, bardzo ładnie wyjaśnia te mechanizmy.
„Fistaszki zebrane” to lekturowe wytchnienie. Książka, którą trudno odłożyć – i którą równie trudno czytać jednym tchem. Tu każdy strip wymaga chwili refleksji – dla zawartego w nim uniwersalnego i życiowego przesłania, albo chociaż dla rysunkowego kunsztu autora. Ale też każdy wzbudza ciekawość dalszego ciągu, im głębiej wchodzi się w świat tych bohaterów, tym bardziej chce się go poznawać. Dlatego też seria zbierająca wszystkie gazetowe komiksy okazuje się strzałem w dziesiątkę, rozwiązaniem idealnym dla dorosłych – a i dzieci mogą cieszyć się z przygód Snoopy’ego i spółki. „Fistaszki zebrane” to zawsze komiksowy prezent, którego niczym nie można przebić. Pozycja obowiązkowa, ale nie do jednorazowego przeczytania, a do trzymania pod ręką – funkcjonuje jako poprawiacz nastroju i przewodnik po życiu.
Precyzja
Oni są niekwestionowanym fenomenem. Bohaterowie Fistaszków, zwykłe dzieciaki, które często się kłócą, grają w basseball, świętują urodziny Beethovena i kombinują w szkole. Do tego Snoopy, który pisze opowiadania odrzucane przez kolejne redakcje, wciela się w asa lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej, dowodzi ptasią drużyną skautów, irytuje kota z sąsiedztwa albo objaśnia Woodstockowi świat. Drobne, z idealnym wyczuciem puentowane historyjki w najlepszym przekładzie, jaki można sobie wyobrazić (brawa i ukłony dla Michała Rusinka). Nic dziwnego, że raz na pół roku fani Charlesa M. Schulza obchodzą wielkie święto – otrzymują kolejny tom „Fistaszków zebranych”.
Najnowsza część obejmuje stripy z lat 1981 i 1982 i dobrze jest przekonać się, że w codzienności bohaterów zmienia się niewiele. Bez względu na problemy postaci, ich otoczenie dla odbiorców to mała Arkadia, szansa na odpoczynek od przyziemnych spraw i poważnych zmartwień. Fistaszki nie są radosne w sposób beztroski – zostały przepojone filozoficznych smutkiem już na starcie, bywa, że najbliżsi najmocniej ranią (świadomie albo nie), nie próbują pomóc lub naśmiewają się z kogoś za jego plecami. Bywa, że interakcje prowadzą do melancholii (prym wiedzie oczywiście Charlie Brown). Ale prawdziwym wybawieniem jest to, że bohaterowie mogą otwarcie mówić o swoich uczuciach. Irytacja przejdzie po zapadnięciu się w wielką poduchę lub po cmoknięciu w nos, owszem. Ale dzieciaki z „Fistaszków” mogą też wykrzyczeć swój ból, pokłócić się lub coś zniszczyć. Ulgę przyniesie im samo działanie. Sytuacje autor rozładowuje zawsze dzięki puentom. Nawet najbardziej destrukcyjne emocje ostatecznie i tak przegrywają z komizmem sytuacyjnym. Jeśli zastanawiać się, za co kochamy „Fistaszki” to może właśnie za rozbrajanie powagi i stresu dobrym żartem. Naturalnym i pozbawionym prostoty estradowości, starannie dopracowanym i uruchamiającym myślenie. Niby jest tu wejście w zamknięty (choć wzbogacany znów o nowe postacie) dziecięcy świat, niby funkcjonuje pewne odniesienie do rzeczywistości zewnętrznej (choćby w rytmie kalendarza, Schulz nie tworzy komentarzy publicystycznych), a jednak w tych paskach zobaczyć można siebie. W zależności od nastroju – w różnych postaciach.
Siłą tych komiksowych pasków jest ich precyzja przy równoczesnej swobodzie twórczej. Wydaje się, że autor może robić, co tylko chce – i tak znajdzie odpowiedni absurdalny lub właśnie bardzo życiowy komentarz do wydarzeń. Układa jedne historyjki w serie, inne – w całe opowiadania prezentujące rzeczywistość. Zawsze przy tym dba o to, żeby na koniec czterokadrowej (lub – w weekendy – całostronicowej) historyjki pojawiło się zaskoczenie dla odbiorców, motyw, którego się nie spodziewali – czy to graficzny, czy – tekstowy komentarz. Zresztą Tomasz Kołodziejczak, autor wstępu do tego tomu „Fistaszków zebranych”, bardzo ładnie wyjaśnia te mechanizmy.
„Fistaszki zebrane” to lekturowe wytchnienie. Książka, którą trudno odłożyć – i którą równie trudno czytać jednym tchem. Tu każdy strip wymaga chwili refleksji – dla zawartego w nim uniwersalnego i życiowego przesłania, albo chociaż dla rysunkowego kunsztu autora. Ale też każdy wzbudza ciekawość dalszego ciągu, im głębiej wchodzi się w świat tych bohaterów, tym bardziej chce się go poznawać. Dlatego też seria zbierająca wszystkie gazetowe komiksy okazuje się strzałem w dziesiątkę, rozwiązaniem idealnym dla dorosłych – a i dzieci mogą cieszyć się z przygód Snoopy’ego i spółki. „Fistaszki zebrane” to zawsze komiksowy prezent, którego niczym nie można przebić. Pozycja obowiązkowa, ale nie do jednorazowego przeczytania, a do trzymania pod ręką – funkcjonuje jako poprawiacz nastroju i przewodnik po życiu.
wtorek, 6 grudnia 2016
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1979-1980
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Sielanka
Charlie Brown silniej niż inni odczuwa ból istnienia, czasem nawet bardzo dosłownie, jak wtedy, gdy zostaje uderzony piłką w głowę na meczu – innym razem, gdy docierają do niego pretensje rówieśników. Na Charliego zrzucane są wszelkie winy – za porażki w meczach basseballowych i za niezadowolenie Snoopy’ego. A jednak w „Fistaszkach” to nie Charlie zrzędzi. Ta rola przypada Lucy. W pewnych sprawach nic się nie zmienia: Schroeder dalej ćwiczy grę na pianinie, ignorując swoją fankę, która nie traci nadziei, że w końcu namówi chłopaka na odwzajemnienie uczucia. Sally uczy się pisać i wyrysowuje znaki, które zyskują w jej wyobraźni dodatkowe funkcje i zadania. Jej przyjaciółka, Eudora, stopniowo poznaje kolejne dziwactwa znajomych dzieci oraz lepiej wprowadza się w niezwykłe towarzystwo. Reruna jest tu niewiele – a w dodatku zajmuje wciąż tylko miejsce na krzesełku w bagażniku roweru mamy. Za to Snoopy pełni wiele funkcji. Raz ucieka przed Czerwonym Baronem, podrywa francuskie wieśniaczki lub pilotuje samolot pasażerski, raz zamienia się w przewodnika skautów. Zresztą w tej ostatniej roli sprawdza się idealnie, skoro drużyna ptaków zdobywa kolejnego członka, a właściwie członkinię. Woodstock i jego koledzy nabierają śmiałości i w codziennych sprawach coraz częściej stawiają na swoim, zdolni do buntu i dyskusji.
Dzieje się więc w Fistaszkach z lat 1979 i 1980 jak zwykle bardzo dużo. Autor nawiązuje do stałych świąt w kalendarzu bohaterów (nie wolno zapominać o urodzinach Beethovena), a i do stałych tematów, które łączą się w dalekosiężne serie (motyw z Lucy przytrzymującą Charliemu piłkę). Pojawiają się też nieoczekiwane zmiany w rozkładach sił (Peppermint Patty umawia się na randki z… Pig-penem). Mikroświat tych bohaterów rządzi się swoimi prawami, a chociaż stale wstrząsany jest różnymi dylematami lub dramatami, odbiorcom jawi się bardzo harmonijnie, niemal jak sielankowe wspomnienie z dzieciństwa. To nic, że bohaterowie się kłócą, a kot z sąsiedztwa jest śmiertelnym wrogiem Snoopy’ego. To nic, że Peppermint Patty dostaje same dwóje z minusem, a dzielni skauci gubią się w lesie. To nic, że drużyna Charliego nie sprzedała nawet jedynego wydrukowanego biletu na mecz. To wszystko nie ma znaczenia, skoro do tej rzeczywistości zakaz wstępu mają wszelkie „dorosłe” problemy. „Fistaszki” są uniwersalne bez nawiązań do realiów. Króluje tu pewna melancholia powiązana z absurdem, Schulz może przez to proponować rozrywkę zespoloną z refleksyjnością i wyrozumiałością.
Potęgą „Fistaszków” jest komizm. Paski z gazet codziennych są zwykle czterokadrowe, te z weekendowych zajmują całą stronę. Każdy strip stanowi osobną zamkniętą historyjkę, możliwą do połączenia z innymi w cykl, ale też samodzielną. Co pewien czas autor rozwija jeden pomysł w kilku kolejnych paskach: nie bazuje wówczas na pojedynczym skojarzeniu, a dobudowuje osobne puenty, czym wzmacnia jeszcze efekt. Nie chodzi tu wcale o wywołanie huraganowego śmiechu, raczej – i częściej – o odświeżające spojrzenie, pomysł zaskakujący i nietypowy, ironiczny komentarz do obyczajowej scenki. Humor Schulza jest specyficzny: z jednej strony dobroduszny i lekki, z drugiej – przesycony melancholią, czymś, co Jeremi Przybora nazywał „smuteczkiem”. Nie przynosi to zmartwień ani przygnębienia, ale uszlachetnia śmiech, sprawiając, że oddala się on od prostego rechotu. W „Fistaszkach” dowcip wydaje się być dodatkiem do puenty, premią dla czytelników: na pierwszym miejscu stawia się jednak pomysł, niekoniecznie powiązany z żartem. Śmiech lub uśmiech pojawi się naturalnie jako konsekwencja lektury.
Poza podziwianiem skojarzeń autora, poziomu dowcipu i refleksji, dochodzi, rzecz jasna, przyjemność oglądania komiksu. Schulz potrafi odwzorowywać różnorakie emocje kilkoma kreskami, styl rysowania wzmacnia wymowę pasków. „Fistaszki zebrane” nie starzeją się bez względu na przesłania, ale ważnym punktem podkreślającym jeszcze trafność obserwacji autora są same obrazki. Schulz zapewnia też odbiorcom ucieczkę od problemów: w końcu każdy, kto ma zły humor, chciałby zakopać się w łóżku i ukryć przed światem. Bohaterowie „Fistaszków” nie muszą robić nic wbrew sobie, łatwiej im zatem znajdować recepty na drobne wyzwania. 1970 i 1980 to nieodmiennie wspaniałe lata „Fistaszków”.
Sielanka
Charlie Brown silniej niż inni odczuwa ból istnienia, czasem nawet bardzo dosłownie, jak wtedy, gdy zostaje uderzony piłką w głowę na meczu – innym razem, gdy docierają do niego pretensje rówieśników. Na Charliego zrzucane są wszelkie winy – za porażki w meczach basseballowych i za niezadowolenie Snoopy’ego. A jednak w „Fistaszkach” to nie Charlie zrzędzi. Ta rola przypada Lucy. W pewnych sprawach nic się nie zmienia: Schroeder dalej ćwiczy grę na pianinie, ignorując swoją fankę, która nie traci nadziei, że w końcu namówi chłopaka na odwzajemnienie uczucia. Sally uczy się pisać i wyrysowuje znaki, które zyskują w jej wyobraźni dodatkowe funkcje i zadania. Jej przyjaciółka, Eudora, stopniowo poznaje kolejne dziwactwa znajomych dzieci oraz lepiej wprowadza się w niezwykłe towarzystwo. Reruna jest tu niewiele – a w dodatku zajmuje wciąż tylko miejsce na krzesełku w bagażniku roweru mamy. Za to Snoopy pełni wiele funkcji. Raz ucieka przed Czerwonym Baronem, podrywa francuskie wieśniaczki lub pilotuje samolot pasażerski, raz zamienia się w przewodnika skautów. Zresztą w tej ostatniej roli sprawdza się idealnie, skoro drużyna ptaków zdobywa kolejnego członka, a właściwie członkinię. Woodstock i jego koledzy nabierają śmiałości i w codziennych sprawach coraz częściej stawiają na swoim, zdolni do buntu i dyskusji.
Dzieje się więc w Fistaszkach z lat 1979 i 1980 jak zwykle bardzo dużo. Autor nawiązuje do stałych świąt w kalendarzu bohaterów (nie wolno zapominać o urodzinach Beethovena), a i do stałych tematów, które łączą się w dalekosiężne serie (motyw z Lucy przytrzymującą Charliemu piłkę). Pojawiają się też nieoczekiwane zmiany w rozkładach sił (Peppermint Patty umawia się na randki z… Pig-penem). Mikroświat tych bohaterów rządzi się swoimi prawami, a chociaż stale wstrząsany jest różnymi dylematami lub dramatami, odbiorcom jawi się bardzo harmonijnie, niemal jak sielankowe wspomnienie z dzieciństwa. To nic, że bohaterowie się kłócą, a kot z sąsiedztwa jest śmiertelnym wrogiem Snoopy’ego. To nic, że Peppermint Patty dostaje same dwóje z minusem, a dzielni skauci gubią się w lesie. To nic, że drużyna Charliego nie sprzedała nawet jedynego wydrukowanego biletu na mecz. To wszystko nie ma znaczenia, skoro do tej rzeczywistości zakaz wstępu mają wszelkie „dorosłe” problemy. „Fistaszki” są uniwersalne bez nawiązań do realiów. Króluje tu pewna melancholia powiązana z absurdem, Schulz może przez to proponować rozrywkę zespoloną z refleksyjnością i wyrozumiałością.
Potęgą „Fistaszków” jest komizm. Paski z gazet codziennych są zwykle czterokadrowe, te z weekendowych zajmują całą stronę. Każdy strip stanowi osobną zamkniętą historyjkę, możliwą do połączenia z innymi w cykl, ale też samodzielną. Co pewien czas autor rozwija jeden pomysł w kilku kolejnych paskach: nie bazuje wówczas na pojedynczym skojarzeniu, a dobudowuje osobne puenty, czym wzmacnia jeszcze efekt. Nie chodzi tu wcale o wywołanie huraganowego śmiechu, raczej – i częściej – o odświeżające spojrzenie, pomysł zaskakujący i nietypowy, ironiczny komentarz do obyczajowej scenki. Humor Schulza jest specyficzny: z jednej strony dobroduszny i lekki, z drugiej – przesycony melancholią, czymś, co Jeremi Przybora nazywał „smuteczkiem”. Nie przynosi to zmartwień ani przygnębienia, ale uszlachetnia śmiech, sprawiając, że oddala się on od prostego rechotu. W „Fistaszkach” dowcip wydaje się być dodatkiem do puenty, premią dla czytelników: na pierwszym miejscu stawia się jednak pomysł, niekoniecznie powiązany z żartem. Śmiech lub uśmiech pojawi się naturalnie jako konsekwencja lektury.
Poza podziwianiem skojarzeń autora, poziomu dowcipu i refleksji, dochodzi, rzecz jasna, przyjemność oglądania komiksu. Schulz potrafi odwzorowywać różnorakie emocje kilkoma kreskami, styl rysowania wzmacnia wymowę pasków. „Fistaszki zebrane” nie starzeją się bez względu na przesłania, ale ważnym punktem podkreślającym jeszcze trafność obserwacji autora są same obrazki. Schulz zapewnia też odbiorcom ucieczkę od problemów: w końcu każdy, kto ma zły humor, chciałby zakopać się w łóżku i ukryć przed światem. Bohaterowie „Fistaszków” nie muszą robić nic wbrew sobie, łatwiej im zatem znajdować recepty na drobne wyzwania. 1970 i 1980 to nieodmiennie wspaniałe lata „Fistaszków”.
sobota, 28 maja 2016
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1977-1978
Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.
Wady Patty
Raz na pół roku odbywa się wielkie święto. Czytelnicy – i to z różnych pokoleń – zawitać mogą do świata Charliego Browna, Snoopy’ego i całej (powiększającej się) gromady dzieciaków. Fistaszki zapewniają przegląd filozoficznych i życiowych problemów, absurdów czy śmiesznostek, charakterów i reakcji. Lata 1977–1978 to paski komiksowe, w których Peppermint Patty wiedzie prym. Peppermint Patty ma kompleks zbyt dużego nosa, zasypia na lekcjach, nie uczy się najlepiej i przekręca imiona kolegów. W sporcie nie ma sobie równych (chociaż agresją na boiskach wygrywa z nią kłótliwa Molly Volley). Przy tych wszystkich wadach Peppermint Patty daje się lubić: jej niedoskonałości raz śmieszą, raz wzruszają. To dziewczynka, która nadaje koloru paskom. Charles M. Schulz teraz pozwala się jej lepiej przyjrzeć, a pomysłów, jak zawsze, mu nie brakuje. Wprowadza też kolejne wątki układające się w serie.
Molly Volley wciąż krzyczy i pokazuje, jak wygląda skarykaturalizowany duch rywalizacji. Snoopy odkrywa w sobie talent do latania: nie jest już asem przestworzy z pierwszej wojny światowej, a dzięki uszom zamienia się w helikopter i patroluje okolice, kiedy to tylko potrzebne. Sally na szkolnym obozie poznaje nową koleżankę – na tyle charakterystyczną, że autor sprowadza ją do Fistaszków. Linus musi walczyć z opinią słodkiego misiaczka i znosi to, co jego starsza siostra funduje wciąż Schroederowi. Przybywa też kolegów Woodstockowi – a ptaki wybierają się na skautowskie obozy i wycieczki prowadzone przez Snoopy’ego. Charles M. Schulz mnogością tematów zapewnia sobie stałą uwagę czytelników. Lubi, co widać w tej części, rozwijać wybrany wątek, wzbogacając go o kolejne puenty. Tu pozwala też zaistnieć kotu z sąsiedztwa, a i przypomina o rolach liter, cyfr czy pojedynczych wyrazów: Sally dobrze wie, po co ćwiczyć pisanie. „Fistaszki zebrane” po raz kolejny uświadamiają odbiorcom, że absurd kryje się w codziennych wydarzeniach, wystarczy tylko odrzeć je z nadanych kulturowo znaczeń.
Zachwyca tu porozumienie ponad gatunkami. Snoopy bez trudu dogaduje się z Woodstockiem, Charlie Brown czy Linus bez trudu odczytują myśli psa (ale te wyjątkowo sarkastyczne autor ukrywa w osobnych puentach). Dorośli nie mają prawa wstępu do kadrów, zawsze znajdują się daleko poza nimi i mogą jedynie katalizować akcję. „Fistaszki zebrane” to drobne przebłyski genialności, maskowane przez rzekomą rutynę. Bohaterowie tych komiksowych stripów znajdują się przeważnie w powtarzalnych sytuacjach, za każdym razem zachowują się niezgodnie z przewidywaniami. Schulz sam sobie tworzy możliwość budzenia śmiechu: wprowadza czytelników do rozpoznawalnych schematów po to tylko, by zaraz je dekonstruować.
W tych komiksach ważny jest śmiech. Ale oprócz śmiechu także relacje międzyludzkie, definiowane na nowo, a właściwie – odzierane z dyplomatycznych zabiegów znanych dorosłym. Tu uczucia są czyste aż do przesady, nikt nie sili się na uprzejmości czy na maskowanie intencji. Być może dlatego „Fistaszki zebrane” tak bardzo przyciągają również starsze pokolenia odbiorców. To świat, jakiego dorośli nie znają – i to nie tylko ze względu na podwórkowo-szkolną tematykę. Dowcip staje się azylem dla wszystkich, co idealnie pokazuje we wstępie Andrzej Poniedzielski. Satyryczne zabawy Schulza zahaczają o filozofię: ten autor nie szuka prostych rozrywek, nie wybiera oczywistości. Co ciekawe, nawet żarty językowe się tu sprawdzają – bo Michał Rusinek to tłumacz niepozbawiony poczucia humoru.
Od „Fistaszków zebranych” bardzo łatwo się uzależnić. Komiksowe paski z gazet codziennych i weekendowych nie tracą na jakości nawet po dekadach od publikacji – to świadczy o wyczuciu autora i wysokiej świadomości mechanizmów śmiechu. „Fistaszki zebrane” to najlepszy sposób poznawania komiksów Schulza – nie dość, że co kilka kadrów otrzymuje się puentę dobrej jakości, to jeszcze – mimo skrótowości historyjek – autor buduje z nich świat o wyraźnie zaznaczonych zasadach, zachęca do zaprzyjaźniania się z dalekimi od ideału postaciami. Bawi, ale też mówi coś ważnego o każdym człowieku z osobna. Każdy pokocha tych bohaterów bez zastrzeżeń – „Fistaszki” od tego właśnie są.
Wady Patty
Raz na pół roku odbywa się wielkie święto. Czytelnicy – i to z różnych pokoleń – zawitać mogą do świata Charliego Browna, Snoopy’ego i całej (powiększającej się) gromady dzieciaków. Fistaszki zapewniają przegląd filozoficznych i życiowych problemów, absurdów czy śmiesznostek, charakterów i reakcji. Lata 1977–1978 to paski komiksowe, w których Peppermint Patty wiedzie prym. Peppermint Patty ma kompleks zbyt dużego nosa, zasypia na lekcjach, nie uczy się najlepiej i przekręca imiona kolegów. W sporcie nie ma sobie równych (chociaż agresją na boiskach wygrywa z nią kłótliwa Molly Volley). Przy tych wszystkich wadach Peppermint Patty daje się lubić: jej niedoskonałości raz śmieszą, raz wzruszają. To dziewczynka, która nadaje koloru paskom. Charles M. Schulz teraz pozwala się jej lepiej przyjrzeć, a pomysłów, jak zawsze, mu nie brakuje. Wprowadza też kolejne wątki układające się w serie.
Molly Volley wciąż krzyczy i pokazuje, jak wygląda skarykaturalizowany duch rywalizacji. Snoopy odkrywa w sobie talent do latania: nie jest już asem przestworzy z pierwszej wojny światowej, a dzięki uszom zamienia się w helikopter i patroluje okolice, kiedy to tylko potrzebne. Sally na szkolnym obozie poznaje nową koleżankę – na tyle charakterystyczną, że autor sprowadza ją do Fistaszków. Linus musi walczyć z opinią słodkiego misiaczka i znosi to, co jego starsza siostra funduje wciąż Schroederowi. Przybywa też kolegów Woodstockowi – a ptaki wybierają się na skautowskie obozy i wycieczki prowadzone przez Snoopy’ego. Charles M. Schulz mnogością tematów zapewnia sobie stałą uwagę czytelników. Lubi, co widać w tej części, rozwijać wybrany wątek, wzbogacając go o kolejne puenty. Tu pozwala też zaistnieć kotu z sąsiedztwa, a i przypomina o rolach liter, cyfr czy pojedynczych wyrazów: Sally dobrze wie, po co ćwiczyć pisanie. „Fistaszki zebrane” po raz kolejny uświadamiają odbiorcom, że absurd kryje się w codziennych wydarzeniach, wystarczy tylko odrzeć je z nadanych kulturowo znaczeń.
Zachwyca tu porozumienie ponad gatunkami. Snoopy bez trudu dogaduje się z Woodstockiem, Charlie Brown czy Linus bez trudu odczytują myśli psa (ale te wyjątkowo sarkastyczne autor ukrywa w osobnych puentach). Dorośli nie mają prawa wstępu do kadrów, zawsze znajdują się daleko poza nimi i mogą jedynie katalizować akcję. „Fistaszki zebrane” to drobne przebłyski genialności, maskowane przez rzekomą rutynę. Bohaterowie tych komiksowych stripów znajdują się przeważnie w powtarzalnych sytuacjach, za każdym razem zachowują się niezgodnie z przewidywaniami. Schulz sam sobie tworzy możliwość budzenia śmiechu: wprowadza czytelników do rozpoznawalnych schematów po to tylko, by zaraz je dekonstruować.
W tych komiksach ważny jest śmiech. Ale oprócz śmiechu także relacje międzyludzkie, definiowane na nowo, a właściwie – odzierane z dyplomatycznych zabiegów znanych dorosłym. Tu uczucia są czyste aż do przesady, nikt nie sili się na uprzejmości czy na maskowanie intencji. Być może dlatego „Fistaszki zebrane” tak bardzo przyciągają również starsze pokolenia odbiorców. To świat, jakiego dorośli nie znają – i to nie tylko ze względu na podwórkowo-szkolną tematykę. Dowcip staje się azylem dla wszystkich, co idealnie pokazuje we wstępie Andrzej Poniedzielski. Satyryczne zabawy Schulza zahaczają o filozofię: ten autor nie szuka prostych rozrywek, nie wybiera oczywistości. Co ciekawe, nawet żarty językowe się tu sprawdzają – bo Michał Rusinek to tłumacz niepozbawiony poczucia humoru.
Od „Fistaszków zebranych” bardzo łatwo się uzależnić. Komiksowe paski z gazet codziennych i weekendowych nie tracą na jakości nawet po dekadach od publikacji – to świadczy o wyczuciu autora i wysokiej świadomości mechanizmów śmiechu. „Fistaszki zebrane” to najlepszy sposób poznawania komiksów Schulza – nie dość, że co kilka kadrów otrzymuje się puentę dobrej jakości, to jeszcze – mimo skrótowości historyjek – autor buduje z nich świat o wyraźnie zaznaczonych zasadach, zachęca do zaprzyjaźniania się z dalekimi od ideału postaciami. Bawi, ale też mówi coś ważnego o każdym człowieku z osobna. Każdy pokocha tych bohaterów bez zastrzeżeń – „Fistaszki” od tego właśnie są.
wtorek, 17 listopada 2015
Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane z gazet codziennych i weekendowych 1975-1976
Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
Wizyty
Charles M. Schulz wcale nie musi akceptować wypracowanego przez lata Fistaszków stanu rzeczy. Lubi zaskakiwać swoich odbiorców drobnymi lub większymi zmianami z egzystencji bohaterów – to daje mu też szansę na uniknięcie monotonii, mimo że w stripach z tej serii o nudzie nie ma mowy i tak. Tom „Fistaszki zebrane 1975-1976” niesie kilka poważnych zmian. Między innymi zawala się budynek szkoły, z którą tak lubiła rozmawiać Sally. Przez jakiś czas dzieci będą uczęszczać do innych placówek, a Charlie pozna problem nurtujący Peppermint Patty (w sumie to drobna rekompensata za kolejne bejsbolowe upokorzenia, wreszcie Charlie jest w czymś lepszy od tej bohaterki). Odsłania też kolejny element życiorysu Snoopy’ego – czytelnicy poznają kilku członków jego rodziny. Kot wciąż stanowi zagrożenie i systematycznie niszczy budę, a Sally uczy się pisać, traktując wszelkie znaki jako składnik rysunków i motyw do rozwijania wyobraźni. Stali bywalcy pasków z „Fistaszków” pojawiają się i tutaj – nawet gdy Schulz rozbudowuje podwórko o nowe postacie, nie zapomina o „klasycznych” motywach. Nawiązuje do już istniejących cykli lub rozwija w kolejnych historyjkach nowe opowieści.
Nic dziwnego, że data premiery kolejnego apetycznego tomu „Fistaszków zebranych” staje się świętem dla coraz większej liczby czytelników. Możliwość smakowania poszczególnych kadrów jest tym bardziej atrakcyjna, kiedy ma się przed sobą zestaw codziennych pomysłów z całego roku. Chociaż zasada jeden pasek – jeden dzień (w weekendy pełnostronicowa historyjka) jest tu utrzymywana, „Fistaszki” układają się w spójną całość. Każdy paskowy wers ma swoją puentę – nie zgadzam się z Jackiem Fedorowiczem, autorem wstępu, w tej kwestii: każda drobna opowiastka stanowi samodzielną całość. Można to przegapić przy szybkiej lekturze lub przy kontynuacjach i rozwinięciach pomysłów. Schulz wprawdzie nie zawsze chce rozśmieszać, ale zawsze dba o puenty podsumowujące całą relację. Wyklucza tak bylejakość i zapewnia jeszcze lepsze lekturowe przeżycia. „Fistaszki” nie są zwykłym gazetowym komiksem, dziś już nikt nie ma co do tego wątpliwości. Nieprzypadkowo w tytule serii pojawia się określenie „komiksowe arcydzieła” – jest bardzo trafne.
„Fistaszki” są dopracowane w każdym szczególe. Sarkastyczni bohaterowie, zwariowane czasem pomysły, komizm absurdu, gdy dzieci postrzegają świat na swój – jedyny akceptowalny – sposób. Tu każdy ma swój charakter, a ze zderzenia tych charakterów płyną najciekawsze historie. Schulz proponuje świat ludzkich spraw w pigułce – a do tego zgrabnie omija tematy agitacyjne, wartościowe i ważne tylko w momencie powstania jako agitacje czy lustra. Takie potraktowanie tematu przedłuża „Fistaszkom” życie praktycznie w nieskończoność. Autor zachowuje tu beztroskę: bohaterowie przejmują się bajką o trzech świnkach lub niegroźnie ze sobą rywalizują, Woodstock bez przerwy odwiedza Snoopy’ego, a Marcie chce, żeby cała drużyna bejsbolowa miała wymyślne czapki. Nie są to kwestie spędzające w normalnym świecie sen z powiek: autor przynajmniej w podstawowej warstwie komiksu stawia na spokój i pogodę ducha. Umila odbiorcom relaks, dostarcza nie tylko inteligentnej rozrywki, ale i wytchnienia. Nie ma tu ostrej satyry, ale nie znaczy to, że Schulz pozostaje obojętny na ludzkie sprawy. W jego ujęciu przybierają one inny wymiar – można spojrzeć na nie z dystansu i przez pryzmat dziecięcej logiki. Kto raz zajrzy do dowolnego tomu „Fistaszków zebranych”, zakocha się w tych stripach, w ich klimacie i bohaterach. To utwory, które stanowią już klasykę rozrywki, ale i bardzo wysoko stawiają poprzeczkę – z Schulzem trudno byłoby konkurować. Ten autor imponuje jakością pomysłów i rozmachem. Drobne komiksowe paski to eksplozja humoru, a i popis rysownika. Z krainy dzieciństwa Charliego Browna nie chce się ani na moment wychodzić. Tu odbiorcy znajdą ciepło, zrozumienie, serdeczność i bardzo zabawne sprzeczki. Nie znajdą za to żadnych poważnych konfliktów, które są domeną dorosłych. Na podkreślenie zasługuje też fakt, że „Fistaszki zebrane” to lektura dla dorosłych i dla dzieci, a każdy wyczyta z niej inne prawdy.
Wizyty
Charles M. Schulz wcale nie musi akceptować wypracowanego przez lata Fistaszków stanu rzeczy. Lubi zaskakiwać swoich odbiorców drobnymi lub większymi zmianami z egzystencji bohaterów – to daje mu też szansę na uniknięcie monotonii, mimo że w stripach z tej serii o nudzie nie ma mowy i tak. Tom „Fistaszki zebrane 1975-1976” niesie kilka poważnych zmian. Między innymi zawala się budynek szkoły, z którą tak lubiła rozmawiać Sally. Przez jakiś czas dzieci będą uczęszczać do innych placówek, a Charlie pozna problem nurtujący Peppermint Patty (w sumie to drobna rekompensata za kolejne bejsbolowe upokorzenia, wreszcie Charlie jest w czymś lepszy od tej bohaterki). Odsłania też kolejny element życiorysu Snoopy’ego – czytelnicy poznają kilku członków jego rodziny. Kot wciąż stanowi zagrożenie i systematycznie niszczy budę, a Sally uczy się pisać, traktując wszelkie znaki jako składnik rysunków i motyw do rozwijania wyobraźni. Stali bywalcy pasków z „Fistaszków” pojawiają się i tutaj – nawet gdy Schulz rozbudowuje podwórko o nowe postacie, nie zapomina o „klasycznych” motywach. Nawiązuje do już istniejących cykli lub rozwija w kolejnych historyjkach nowe opowieści.
Nic dziwnego, że data premiery kolejnego apetycznego tomu „Fistaszków zebranych” staje się świętem dla coraz większej liczby czytelników. Możliwość smakowania poszczególnych kadrów jest tym bardziej atrakcyjna, kiedy ma się przed sobą zestaw codziennych pomysłów z całego roku. Chociaż zasada jeden pasek – jeden dzień (w weekendy pełnostronicowa historyjka) jest tu utrzymywana, „Fistaszki” układają się w spójną całość. Każdy paskowy wers ma swoją puentę – nie zgadzam się z Jackiem Fedorowiczem, autorem wstępu, w tej kwestii: każda drobna opowiastka stanowi samodzielną całość. Można to przegapić przy szybkiej lekturze lub przy kontynuacjach i rozwinięciach pomysłów. Schulz wprawdzie nie zawsze chce rozśmieszać, ale zawsze dba o puenty podsumowujące całą relację. Wyklucza tak bylejakość i zapewnia jeszcze lepsze lekturowe przeżycia. „Fistaszki” nie są zwykłym gazetowym komiksem, dziś już nikt nie ma co do tego wątpliwości. Nieprzypadkowo w tytule serii pojawia się określenie „komiksowe arcydzieła” – jest bardzo trafne.
„Fistaszki” są dopracowane w każdym szczególe. Sarkastyczni bohaterowie, zwariowane czasem pomysły, komizm absurdu, gdy dzieci postrzegają świat na swój – jedyny akceptowalny – sposób. Tu każdy ma swój charakter, a ze zderzenia tych charakterów płyną najciekawsze historie. Schulz proponuje świat ludzkich spraw w pigułce – a do tego zgrabnie omija tematy agitacyjne, wartościowe i ważne tylko w momencie powstania jako agitacje czy lustra. Takie potraktowanie tematu przedłuża „Fistaszkom” życie praktycznie w nieskończoność. Autor zachowuje tu beztroskę: bohaterowie przejmują się bajką o trzech świnkach lub niegroźnie ze sobą rywalizują, Woodstock bez przerwy odwiedza Snoopy’ego, a Marcie chce, żeby cała drużyna bejsbolowa miała wymyślne czapki. Nie są to kwestie spędzające w normalnym świecie sen z powiek: autor przynajmniej w podstawowej warstwie komiksu stawia na spokój i pogodę ducha. Umila odbiorcom relaks, dostarcza nie tylko inteligentnej rozrywki, ale i wytchnienia. Nie ma tu ostrej satyry, ale nie znaczy to, że Schulz pozostaje obojętny na ludzkie sprawy. W jego ujęciu przybierają one inny wymiar – można spojrzeć na nie z dystansu i przez pryzmat dziecięcej logiki. Kto raz zajrzy do dowolnego tomu „Fistaszków zebranych”, zakocha się w tych stripach, w ich klimacie i bohaterach. To utwory, które stanowią już klasykę rozrywki, ale i bardzo wysoko stawiają poprzeczkę – z Schulzem trudno byłoby konkurować. Ten autor imponuje jakością pomysłów i rozmachem. Drobne komiksowe paski to eksplozja humoru, a i popis rysownika. Z krainy dzieciństwa Charliego Browna nie chce się ani na moment wychodzić. Tu odbiorcy znajdą ciepło, zrozumienie, serdeczność i bardzo zabawne sprzeczki. Nie znajdą za to żadnych poważnych konfliktów, które są domeną dorosłych. Na podkreślenie zasługuje też fakt, że „Fistaszki zebrane” to lektura dla dorosłych i dla dzieci, a każdy wyczyta z niej inne prawdy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






