Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

niedziela, 15 stycznia 2017

Mitchell Kriegman: Być jak Audrey Hepburn

Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016.

Zmiana

„Być jak Audrey Hepburn” to bardzo udana – i nietypowa – młodzieżowa obyczajówka o baśniowej proweniencji. Lisbeth nie ma się czym pochwalić – pracuje w podrzędnym barze, jej matka jest alkoholiczką (skłóconą w dodatku z babcią bohaterki), a gderliwa starsza siostra ani leniwy brat nie zamierzają się już uczyć (w tej akurat kwestii zresztą Lisbeth idzie w ich ślady). Od ponurej codzienności nie ma wytchnienia. Bohaterka ratuje się oglądaniem w kółko filmów z Audrey Hepburn i ćwiczeniu jej póz. Pewnego dnia pojawia się możliwość przymierzenia oryginalnej sukni aktorki. Lisbeth na moment staje się kimś innym – trafia na imprezę celebrytów i ratuje młodą gwiazdkę pop. Tajemnicza nieznajoma w znudzonym sobą środowisku to wreszcie szansa na rozrywkę dla przedstawicieli wyższych sfer. Przygoda musiałaby się szybko skończyć, gdyby nie Bunia. Babcia Lisbeth przekazuje jej swoje dawne balowe suknie, a najlepsza przyjaciółka – przyszła projektantka mody – przerabia je tak, że Lisbeth wszystkich olśniewa. Pozując na Audrey sprawdza, jak wygląda niedostępny jej dotąd świat. Przy okazji odkrywa, jak wiele mrocznych tajemnic mają pozornie beztroscy bogacze.

Biedna dziewczyna, która udaje majętną i obytą w świcie – to dzisiejsza wersja metamorfozy Kopciuszka. Mitchell Kriegman ani przez moment nie straci uwagi odbiorców. Tworzy tę historię ze smakiem i dobrym wyważeniem proporcji między pięknem i upadkiem. Starannie przedstawia skandaliki, które są udziałem sław, a do mediów nie wypłyną, udowadnia też, jak łatwo zatracić się w przyjemnościach i nie zwracać uwagi na to, że normalne życie to nie bajka i przynosi liczne dramaty. Lisbeth spełnia nieuświadamiane w tak dużym stopniu swoje marzenia – przegapiając niemal szansę na uczestniczenie w egzystencji bliskich sobie ludzi. Jej maskarada wydaje się jednak kusząca, bo odsuwa na bok przyziemne problemy. Kriegman nie prezentuje egzaltowanej nastolatki, zamienia ją w prawdziwą damę – nowej Audrey się tu kibicuje. Wszystko okazuje się bardzo realne, zwłaszcza dzięki stylowi narracji. Autor nie tylko wplata do opowieści sceny filmowe i nawiązania do biografii aktorki. Całe akapity zamienia w… modowe refleksje. Ze szczegółami – i z lubością – opisuje wygląd kolejnych strojów przerabianych lub wymyślanych przez Jess. Lisbeth sprawdza, jak się w nich czuje, zakłada też, żeby stworzyć wersję życiorysu dla sław, modowego bloga. Opowieści o modzie są tu tak samo dopracowane jak obrazki rodzajowe z dwóch przeciwstawnych sfer. Tym Kriegman szybko kupi czytelniczki. Zapewni sobie uznanie również brakiem taniego optymizmu. Owszem, bohaterka zwłaszcza na początku jest naiwna i niezbyt pewna siebie, ale szybko uczy się, jak oszukiwać. Kłamstwa, zgodnie z baśniowymi wymogami, nie powinny prowadzić do nagrody. Autor unika zatem długofalowych wizji szczęścia, skupia się na tu i teraz postaci, a z czasem ponownie rozszczepia egzystencję Lisbeth. Wprowadza wiele znaczeń jej zachowania – bohaterka nie tylko dowie się czegoś o sobie i swoich marzeniach. Odkryje cienie życia w blasku jupiterów, drugą, mroczną stronę celebryckich zabaw, ale i wielki sekret rodziny. Ta powieść urzeka precyzją w narracji, pokazuje, jak łatwo zagubić się w świecie, w którym rządzi pieniądz. Mitchell Kriegman ciekawie zmienia zasady obyczajówek – wprowadza tu oczywiście elementy miłości czy zauroczenia, ale na pierwszym planie stawia bycie sobą, życie w zgodzie z własnymi zasadami – oraz wielką przyjaźń. W tej książce spełniają się marzenia, ale to dopiero początek niespodziewanej przygody. Dobrze jest ta powieść wymyślona, a przez odejście od schematów bardziej wciąga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com