Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

sobota, 28 stycznia 2017

DreamWorks: Trolle. Cała prawda o trollach

Egmont, Warszawa 2016.

Przytulanie

Poppy księżniczką może się wydawać tylko dzieciom – i to tym wychowywanym w cukierkowych różowościach lalek barbie czy koników pony. Poppy jednak jest córką króla Peppy, władcy trolli – ale nie tych, które w wielu bajkach pozowały na czarne charaktery. Trolle z najnowszej filmowej produkcji DreamWorks to istoty słodkie i wspaniałe. Ich przeznaczeniem jest szczęście i taniec w rytmach disco. Co chwilę trolle mają czas przytulania, są dobre i życzliwe, nikogo nie potrafiłyby skrzywdzić. Są idealne do granic wytrzymałości – a mała słodka różowa Poppy będzie im kiedyś przewodzić. Po latach od dramatycznej ucieczki przed bergenami może udowodnić siłę i niezłomność – oraz to, że poradzi sobie w roli władczyni. Bergeni przygotowują bowiem decydujący atak. W tomiku „Trolle. Cała prawda o trollach” pojawia się oczywiście wyjaśnienie przyczyn międzygatunkowego konfliktu. Wszystko zaczęło się od sprawdzenia, że zjedzenie zawsze szczęśliwego trolla zapewnia euforię, której bergeni nie znali. Urządzają więc specjalne święto, podczas którego mogą rozkoszować się rzadkim smakiem. Największą władzę zyskuje natomiast… kucharka. To ona może przyrządzać trolle dla bergenów i to ona jest prawdziwym czarnym charakterem w opowieści. A Poppy usiłuje przekreślić jej plany.

Jest tu wszystko, czego potrzebuje filmowa familijna fabuła – odpowiednio nakreślone zagrożenie, wyraziści bohaterowie i ich cele. Są widowiskowe przemiany: trolle, które zwykle są kiczowato kolorowe, tracą barwy razem z utratą nadziei. Są trolle od razu do polubienia – jak Poppy, jednoznacznie pozytywna bohaterka, ale są i te komiczne, wprowadzające element niespodzianki: Mruk zaprzecza idei bycia trollem. Nie śpiewa, nie tańczy i bardzo nie lubi przytulania, tworzy sobie podziemny bunkier z zapasami. Także Mruk musi przeżyć swoją metamorfozę, żeby dzieci dobrze zrozumiały powody zachowań tego bohatera. „Trolle” to brawurowe ucieczki, więzienie i… zdrady, to olbrzymie poświęcenie i przyjaźń – w koktajlu w sam raz dla najmłodszych dzieci. Bo przy realizacji tak wielu wytycznych dobrej opowieści, są też „Trolle” mocno naiwne i jednowymiarowe, nie mogą więc podbić rynku produkcji rozrywkowych dla całych pokoleń. Trolle w pewnym momencie bardziej kojarzą się z Teletubisiami niż na przykład ze Smerfami (z których również czerpią).

„Cała prawda o trollach” to książka na podstawie scenariusza filmowego – i całkiem udane przeniesienie fabuły na tekst do czytania. udało się zachować dowcipy sytuacyjne, ale i emocje postaci. Wśród licznych wydarzeń wyróżniają się jednak rozmowy trolli. Bohaterowie zawsze starają się dokładnie wypowiadać swoje myśli oraz uczucia. Co ciekawe, samo przytulanie jako akt wsparcia, znaczące nie tylko u trolli, nie zastępuje tu wszystkich komentarzy. Najmłodsi mają w tomiku przegląd wartościowych postaw – i od razu kodeks zachowań do utrwalenia. „Trolle” pełnią funkcję wychowawczą – obok niezaprzeczalnej rozrywki dla maluchów.

W wersji filmowej trolle są trójwymiarowe, bardzo kolorowe i zabawne z wyglądu (wysokie fryzury, karykaturalne nosy i odstające uszy). To próba delikatnego przełamania „śliczności”, sprawienia, by „Trolle” nie okazały się historią wyłącznie dla dziewczynek (niech zamiłowanie do tańców i różowa księżniczka nikogo nie zmylą). W tej książce nawiązaniem do wyglądu trolli jest kilka pierwszych kolorowych stron z grafikami – później już opowieść nie jest przerywana rysunkami (dla młodszych pociech znajdą się „trollowe” picture booki). „Trolle” są zatem publikacją, która pomoże przybliżyć fabułę i pomysły na kreacje kolejnych bajkowych postaci. Chociaż w trollach daje się odczytać proste nawiązania do innych bohaterów kreskówek, akcja toczy się w oderwaniu od intertekstualiów – dla maluchów i tak liczyć się będzie przede wszystkim zabawa z bohaterami. Powieść o trollach, typowe dzieło literatury pop, funkcjonuje jako dodatek do kinowego przeboju – nie trzeba od niej więcej oczekiwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com