Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

czwartek, 11 sierpnia 2016

Elizabeth Bard: Piknik w Prowansji

Bukowy Las, Wrocław 2016.

Smaki

Teraz już nie może być mowy o podróży do Francji, Elizabeth Bard, autorka „Lunchu w Paryżu” zamienia się prawie we Francuzkę. Co prawda nie ma jeszcze francuskiego obywatelstwa i odkłada załatwienie tej sprawy na potem mimo że wie, jak działają tutejsze urzędy, ale już tu mieszka ze swoim mężem i małym synkiem. I wciąż odkrywa różnice kulturowe, obyczajowe detale w zachowaniach czy przyzwyczajeniach. „Piknik w Prowansji” to rodzaj tematyzowanej autobiografii szalenie apetycznej z racji ogólnego nastawienia autorki. Bard nie chce bowiem odnotowywać szeregu absurdów, z jakimi spotyka się Amerykanka we Francji. Te interesują ją niemal wyłącznie przy okazji innych odkryć. Zajęta jest pisaniem książki, uczy się bez przerwy czegoś o lokalnej kuchni i sezonowym gotowaniu, zawiera nowe znajomości. Z czasem wprowadza odrobinę obyczajowej dramaturgii, kiedy nie umie nawiązać kontaktu ze swoim dzieckiem i niemal żebrze o jego miłość, czy kiedy decyduje się z mężem na otwarcie lodziarni i przygotowuje do tak wielkiego wyzwania. Prezentuje też swoje relacje z matką i teściową (i w tych obu przypadkach chodzi jej o pokazanie różnic w podejściu do gotowania, czy, szerzej, do tworzenia rodziny. Czas płynie jej również na miłych kulinarnych spotkaniach, bo kuchnia, obok życiorysu, jest drugim najważniejszym elementem tej historii.

„Piknik w Prowansji” to tom obszerny i smakowity (zwłaszcza dla tych, którzy lubią czytać przy jedzeniu albo wypróbowywać potrawy, o których autorka wspomina – a wspomina tak, że każdego prędzej czy później najdzie ochota na spróbowanie czegoś nowego. Wtedy przydają się przepisy. Elizabeth Bard chętnie dzieli się z odbiorcami, przede wszystkim tymi recepturami, które najlepiej się sprawdziły, zachwyciły ją na jakiejś uroczystości lub pasują do idei gotowania sezonowego. Bard dość dokładnie objaśnia nie tylko sam proces przyrządzenia potrawy: wprowadza też uwagi dotyczące ewentualnych modyfikacji lub dodatków. Wszystko po to, żeby odbiorcy uniknęli rozczarowania.

Zdarza się całkiem często, że jedzenie jest tematem rozdziału, niekoniecznie jako proces, ale od strony zdobywania składników. Elizabeth Bard zabiera odbiorców na poszukiwanie trufli, zbiera wiśnie, ale i szafran. Opowiada, co przygotowuje na święta, jak zamierza ugościć przyjaciół i jakie dania przyrządza, żeby znaleźć kontakt z trzyletnim synem. Przedstawia zatem nie tylko smakowite potrawy, ale i okazje do ich wypróbowania, podsuwa naprawdę wiele pomysłów – może więc być dla niektórych inspiracją kulinarną. Innym, odbiorcom, którzy nie zamierzają zajmować się gotowaniem, proponuje szereg ciekawie opisywanych doświadczeń z życia we Francji. Co pewien czas nawiązuje do trybu życia miejscowych, odkrywa uroki małego miasteczka, ale też sprawdza, jak działa system opieki nad dziećmi. Opowiada o zawartych przyjaźniach i o drobiazgach, dzięki którym łatwiej o aklimatyzację. „Piknik w Prowansji” jest opowieścią bardzo spokojną i pozbawioną ekstremalnych uczuć. Elizabeth Bard nigdy nie wpada w gniew (co najwyżej prezentuje lekką nostalgię czy żal, ale też bez męczących tonów), nie wpada też nigdy w nadmierną ekscytację. Wybiera normalność i z tą normalnością kojarzy czytelnikom spokojny, niespieszny rytm życia w Prowansji. Nawiązuje tą opowieścią do licznych marzeń (i mód) o wyprowadzce z wielkiego miasta, gdzieś, gdzie będzie cicho, spokojnie i bezpiecznie. „Piknik w Prowansji” dzięki temu stanowić będzie dla odbiorców kojącą lekturą niepozbawioną walorów rozrywkowych. Dobrze się tę publikację czyta, a przepisy podawane po prywatnych opowieściach aż się proszą o natychmiastowe wypróbowanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com