Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

czwartek, 4 sierpnia 2016

Anna J. Szepielak: Francuskie zlecenie

Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

Wyjazd

Antidotum na rozmaite problemy może być wyjazd. Dal Ewy to prawdziwa szansa na odpoczynek od ukochanego, który ostatnio nie wydaje się zbyt zaangażowany w związek, a i od szefa, który nie pozwala bohaterce się wykazać. Wyjazd do Francji ma jednak podłoże zawodowe: wiąże się ze zleceniem na cykl fotografii produkcyjnych. Ewa nie wie, czego dokładnie się od niej oczekuje, ma kierować się intuicją i wykazywać inicjatywę w szukaniu tematów do zdjęć. A do tego powinna miło spędzać czas, serdecznie przyjęta przez całą rodzinę Elizy. „Francuskie zlecenie” to debiutancka powieść Anny J. Szepielak wznowiona i poprawiona, w sam raz dla czytelniczek, które lubią klimatyczne obyczajówki. Trochę tu naiwności, jakby z historii dla młodzieży, ale składają się one na ciekawą fabułę, więc i cieszą niezmiennie.

We Francji Ewa poznaje między innymi Aleksa, nastolatka, który pasjonuje się historią i z lubością oprowadza bohaterkę po galerii portretów przodków (obowiązkowo o odpowiedniej porze, dla zachowania klimatu wycieczki). Jest tu i Konstancja, seniorka rodu, osoba despotyczna, ale i nieszczęśliwa. Konstancja rozpamiętuje dramat z przeszłości, ale na ten temat nikt nie chce z Ewą rozmawiać. Dziwnym zbiegiem okoliczności kobieta sama odkrywa prawdę. Obok spraw francuskich Ewa musi też poświęcić nieco uwagi własnym prywatnym problemom. Anna J. Szepielak robi wszystko, żeby przywiązać odbiorczynie do tej postaci, ale i żeby nawiązały się w książce rozmaite, również międzypokoleniowe, przyjaźnie. Mimo różnych nieporozumień Ewa we Francji znajduje schronienie dla siebie. Może tu być szczęśliwa, otoczona życzliwością i serdeczną opieką.

Jest we „Francuskim zleceniu” niejedna tajemnica z przeszłości, jest sporo humoru i zalążek romansu. Są silne przeżycia, wprawdzie łagodzone przez dystans czasowy i obyczajowy, ale wciąż mocne i nadające akcji wyrazistości. Anna J. Szepielak radzi sobie też z nakreślaniem sylwetek postaci, opiera się na schematach, ale potrafi je ożywiać przez detale. Do tego wyraźnie dobrze czuje się w przeszłości (nawet nie z tej z podręczników do historii, a tej obyczajowej – dlatego tak wychodzi jej szereg retrospekcji lub po prostu przedstawianie faktów). Sporo tu elementów, których czytelniczki literatury rozrywkowej szukają w powieściach dla pań, ale i – przez programową naiwność – jest i odejście od typowych fabułek. Szepielak podąża własną drogą, nie musi się martwić o oceny z zewnątrz, na tyle pewnie czuje się w wykreowanym przez siebie świecie. „Francuskie zlecenie” zamienia się tak w ładną baśń o oczywistym przebiegu, w sam raz dostarczającą wytchnienia i krzepiącą.

Po takiej historii łatwo zapewnić sobie miejsce wśród autorek bestsellerowych czytadeł. Anna J. Szepielak zdaje sobie sprawę z oczekiwań czytelniczek i sama czerpie przyjemność z ucieczki do Francji. Wprowadza do książki delikatne poczucie humoru w scenkach, które nie muszą wzruszać. Nie ma tu nachalnego przekonywania do określonych postaw życiowych albo do wyborów, bohaterka nie musi na siłę wpasowywać się w żadne konwencje. Jest „Francuskie zlecenie” historią lekką i przyjemną, pokazuje, że warto zawalczyć o siebie. A do tego stworzyła autorka relację na bazie sagi na długo przed tym, zanim stało się to modne w obyczajówkach. Ewie we Francji czasem pomagają siły nadprzyrodzone (lub niewytłumaczalne przypadki), ale nawet te nieprawdopodobne wydarzenia sprawdzają się tutaj i uprzyjemniają czytanie. „Francuskie zlecenie” stanowi udaną realizację obyczajówki złożonej z fragmentów właściwych dla różnych gatunków (i zgrabnie zszytych). Jest tu powieść historyczna, współczesne lektury rozrywkowe, młodzieżówki, a nawet kryminały. Wiele motywów mogło być tu inspiracją, więc ich połączenie tym bardziej cieszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com