Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

niedziela, 21 maja 2017

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Titi

Egmont, Warszawa 2017.

Kolory słów

Titi, mały chłopiec, którego dzieciństwo na Haiti przerwała powódź, mieszka teraz w Polsce. Ma ciemną skórę jak jego mama – i z tego powodu czasami przychodzi mu cierpieć. W przedszkolu u Basi wszyscy zaakceptowali nowego kolegę, pomagają mu uczyć się języka i bawią się z nim, nie zwracając uwagi na pochodzenie. Ale na ulicy są też inni ludzie – i bywa, że bezmyślnie ranią, choćby słowami. Od pewnego starszego pana Titi słyszy, że jest czarnuchem, brudasem i muslimem. Agresja jest przerażająca, tym bardziej, że chłopiec nie zrobił nic złego. Starszy pan obrzuca dziecko wyzwiskami, nie zważając na brak konsekwencji w zarzutach. Titi nie wszystko rozumie, ale złe słowa bardzo mu ciążą. Do tego stopnia, że prezentuje je swoim przyjaciołom. Basia, Anielka oraz rodzice całej trójki próbują podtrzymać chłopca na duchu. Udowadniają mu, że ludzie różnią się od siebie (na przykład Basia lubi żelki, a Anielka ich nie znosi) – i że czerń może być naprawdę piękna. Dorośli wyjaśniają, że niektórzy ludzie boją się nieznanego i atakują ze strachu. Titi musi poczuć się akceptowany i bezpieczny – doraźnie dokonują tego jego bliscy. Ale problem pozostaje i chociaż w puencie autorka już do niego nie powraca, wie doskonale, że jedna bajka tu nie pomoże.

Tomik „Titi” ukazał się podserii Basia i przyjaciele, kierowanej teoretycznie do nieco starszych niż fani Basi czytelników. Jest tu trochę więcej tekstu i trochę wyższy poziom abstrakcji, ale maluchy nie będą miały problemu z odbiorem, bo autorka, jak zwykle, prowadzi opowieść z wyczuciem. Zofia Stanecka nie odnosi się tu do dorosłych sporów, pokazuje za to, jak przez rasizm cierpią najmłodsi. „Titi” ma być nie tylko lekcją tolerancji, ale i napiętnowaniem niepożądanych w społeczeństwie zachowań – zarzuty starszego pana nijak się mają do rzeczywistości Titiego – w dodatku mali odbiorcy znają już jego historię i wiedzą, że chłopiec wiele już w życiu stracił. Rzecz dotyczy tu uczuć, które mały Titi odbiera przez kolory – tak najłatwiej jest uświadomić ich obecność i semantykę. Jedne słowa są ciepłe i przyjemne, inne funkcjonują jak kamienie. Nawet jeśli przez barierę językową chłopiec nie wszystko rozumie, emocje odbiera bezbłędnie. Smutne jest to, że wobec agresora nawet dorośli są bezradni, mogą tylko próbować naprawiać krzywdy wyrządzone maluchowi. Zofia Stanecka nie pozwoli na to, by Titi zadręczał się wydarzeniem – ale i ona ma świadomość, że to zjawisko trudne do powstrzymania. Celowo zaczyna edukować najmłodszych w tej dziedzinie – pozwala, by polubili Titiego i kibicowali mu – sami się przekonają, że kolor skóry to nie powód, by odrzucać sympatycznego i cichego kolegę. A kiedy już poznają „innego”, jego pochodzenie traci na znaczeniu – liczy się tylko to, że jest dobrym kompanem. Ratunkiem przed agresją i złem może być miłość: słowa taty kierowane do mamy pokonują lęk i pustkę. Dlatego Titi potrzebuje wsparcia nie tylko swojej rodziny, ale i rówieśników.

Trudny temat bierze na warsztat Zofia Stanecka,a jej książka tym razem powinna stać się pretekstem do wspólnych rozmów i do wyjaśniania maluchom, że nie wolno oceniać innych po wyglądzie. W prosty sposób autorka przekazuje odbiorcom ważne prawdy. Nie ukrywa, że bywają ludzie źli i okrutni, ale pokazuje, jak się przed nimi bronić. Titi już wie, że nie wolno dawać się obrażać – i że są różne rodzaje słów. Jedne wprawdzie ranią, ale drugie mają moc przytulania. Dobrze, że Stanecka nie unika takich wyzwań – lektura przyda się w procesie wychowawczym nie tylko wtedy, gdy dziecko ma w swoim gronie rówieśników o innych kolorach skóry. Tylko edukowanie od najmłodszych lat pozwoli zminimalizować w przyszłości podobne problemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com