Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

czwartek, 18 maja 2017

Krystyna Janda: Dziennik 2000-2002

Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

Zwierzenia na stronie

Dziennik Krystyny Jandy we fragmentach był już prezentowany czytelnikom tradycyjnych książek, w całości funkcjonował jako blog, osobisty dodatek do strony internetowej. I ta właśnie zmiana gatunku z klasycznego diariusza na formę bardziej interaktywną bardzo wpłynęła na jego kształt. Teraz, po latach, można te zapiski czytać jako pewną zamkniętą całość –w której odbiorcy mają mocno ugruntowaną pozycję. Funkcjonują jako element niezbędny w codziennych relacjach, punkt odniesienia i świadkowie radości czy kryzysów. To z myślą o swoich czytelnikach Krystyna Janda sięga po ambitne lektury lub… domowe przepisy kulinarne. Potrzebuje reakcji, świadomości, że ktoś z nią jest – i kibicuje z drugiej strony komputera. To odzwierciedla się w samych tekstach i sprawia, że blog Krystyny Jandy wypada oryginalnie, jeśli zestawiać go z klasycznymi dziennikami.

Aktorka narzuca sobie imponującą pisarską dyscyplinę. Najpierw „czyta” z odbiorcami żywoty świętych – w oparciu o kolejne imieniny, później przerzuca się na myśli filozofów. Imiona to punkt wyjścia także do snucia teatralnych anegdot – nasuwają skojarzenia z konkretnymi postaciami, które Janda bez wahania do wspomnień wprowadza. Ale równie ważną część codziennych zapisków zajmuje jej zwykła egzystencja. Aktorka przytacza pomysły synów, opowiada o mamie i o cioci, od czasu do czasu też i o ironicznie nastawionym mężu. Zaprasza czytelników do swojego domu, dzieli się przemyśleniami, udziela rad lub o nie pyta, szybko budując przyjacielskie relacje. Zresztą sama zauważa, że czytelnicy stają się jej bliscy – nawet jako anonimowa grupa. Fani dzięki dziennikowi wiedzą, jak Krystyna Janda spędza czas wolny, dokąd lubi wyjeżdżać i jak odpoczywa. Blog jako miejsce wymiany doświadczeń zaspokaja i ciekawość widzów. Bardzo dużo miejsca zajmuje tutaj teatr, Janda jako aktorka opowiada o przygotowaniach do konkretnych ról, o reakcjach publiczności i o miejscach, do których ze spektaklami jeździ. Jako reżyser – o zmaganiach z tekstem i pomysłach na ujęcia. To dziennik z lat 2000-2002, więc własna scena jest w sferze zbyt odważnych marzeń, ale co jakiś czas powraca. Janda przedstawia za to swoje zawodowe zachwyty i zmartwienia, podkreśla chwile, w których trudno jej wygrać z tremą – i triumfy, w które aż nie chce wierzyć. Sprawia, że odbiorcy żyją jej nadziejami i mocno angażują się w opowieści. Widać to zwłaszcza wtedy, gdy czyta się zapiski jako gotową książkę, a nie notki na blogu na bieżąco.

Tom jest imponujący pod względem objętości. Warto przy tym zaznaczyć, że nie ma tu sztucznego rozdmuchiwania tekstu. Janda dla swoich czytelników robi zdjęcia – tu pojawiają się one jako miniaturki, prawie znaczki pocztowe – na tyle, by pokazać, do czego odnosi się w zapiskach aktorka, ale już bez możliwości analizowania szczegółów. To odejście od najbardziej typowych dzisiaj tendencji w publikacjach autobiograficznych – prawdopodobnie bierze się ze zbyt niskiej rozdzielczości zdjęć. Nie stanowi zbytniej przeszkody w lekturze. Inaczej jest z fatalną korektą (czy może jej brakiem): przydałoby się zwrócić większą uwagę zwłaszcza na miejsca stawiania przecinków, bo te najwyraźniej rządzą się w tomie swoimi prawami. Rzecz jasna czytelnikom wystarczy możliwość zagłębiania się w wyznania Krystyny Jandy – nie będą mieli zastrzeżeń do dziennika przygotowanego w takiej formie. Chociaż wyrósł z bloga, tom łatwo się nie zestarzeje – te zapiski nabierają charakteru uniwersalnego, wciąż zapewniają żywe reakcje i zaspokajają ciekawość. Janda potrafi atrakcyjnie pisać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com