* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Basia i przyjaciele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Basia i przyjaciele. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 kwietnia 2022

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Dżesika

Harperkids, Warszawa 2022.

Kłamstwa

Znów Zofia Stanecka mówi coś ważnego dzieciom i o dzieciach. W podserii dla starszych fanów Basi (lub dla fanów Basi, którzy wyrastają już z podstawowego cyklu) - Basia i przyjaciele - pojawia się kolejny trudny psychologiczny temat. "Dżesika" to zmierzenie się z konfabulacjami maluchów i z odrzuceniem przez grupę. Wszystko bierze się z zachowania rodziców dziewczynki, która staje się przedszkolną koleżanką Basi. Dżesika dowiaduje się, że tata wyprowadził się na zawsze, bo tak mu wygodniej - nie chce już być z nią i z jej mamą. Bohaterka wiele razy się przeprowadza i zmienia przedszkola, a w żadnym nie potrafi znaleźć sobie przyjaciół, przede wszystkim dlatego, że wstydzi się swojej domowej sytuacji - i decyduje się na snucie nieprawdziwych opowieści, żeby inni ją polubili. Dziewczynka przedstawia wyimaginowane przygody swojego taty, przechwala się rzeczami, o których nie ma pojęcia i które są oczywistym mijaniem się z prawdą. Gdy rówieśnicy odkrywają tę tendencję, odsuwają się od Dżesiki - i już nawet największa wyobraźnia nie pomoże, żeby odzyskać ich zaufanie. Wprawdzie wszystkie kilkulatki lubią puszczać wodze fantazji, jednak Dżesika wyraźnie w swoich opowieściach przesadza. Nie potrafi być sobą - nie umie pokazywać kolegom siebie naprawdę i nie widzi, że właśnie te starania, by wszyscy ją polubili, sprawiają, że szybko traci zaufanie grupy. Sytuację ratuje mądra przedszkolanka, która zabiera na rozmowę babcię dziewczynki - i uświadamia jej, co się dzieje. Babcia zabiera wnuczkę na spacer i wyjaśnia jej niewłaściwość takiego postępowania. Dopiero kiedy Dżesika zrozumie, że kłamstwami nie zjedna sobie ludzi, może wrócić do grupy i poszukać w niej przyjaciół. Wyobraźnia bardzo się przedszkolakom przydaje - ale raczej w zabawach a nie w przekonywaniu co do swojej fajności i przygód pozaprzedszkolnych.

Zofia Stanecka porusza tutaj kilka ważnych kwestii: jedną z nich jest rozstanie rodziców i konsekwencje takiego rozstania dla maluchów. Dżesika za wszelką cenę chce się poczuć fajna, uważa, że musi ubarwiać swoje życie, żeby zyskać uznanie i poklask wśród przedszkolaków. Nikt nie stara się z nią rozmawiać o tym, co się stało w domu - dziewczynka jest spragniona uwagi, a jednocześnie nie potrafi wyrażać uczuć. Tymczasem nawet najbardziej błyszczące i modne ciuchy nie zapewnią jej przyjaciół w przedszkolu - dzieci szybko odkrywają, kiedy ktoś jest nieszczery i nie zgadzają się na to, by sprzedawać im tanie historyjki. Kłamstwa to prosta droga do ostracyzmu społecznego - i dobrze, żeby najmłodsi przyswoili sobie prawdę, której uczy się Dżesika. Jest to książka, którą należy przedstawić każdemu maluchowi - nie tylko tym, które same mijają się z prawdą, ale i tym, które chcą poznać reguły życia społecznego. Jak zwykle przygody Basi ilustruje Marianna Oklejak - i ten duet gwarantuje sukces.

wtorek, 6 kwietnia 2021

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Marcel

Harperkids, Warszawa 2021.

Zwierzyniec

W podserii o Basi dla starszego rodzeństwa dziewczynki - albo dla fanów, którzy już trochę podrośli i potrzebują ambitniejszych lektur (bo przecież Zofia Stanecka od lat proponuje historyjki o przygodach tej kilkulatki) pojawia się tomik "Marcel". Wszystko zaczyna się od papuga Eugeniusza (później ów papug nauczy się mówić "kupa", ku uciesze małych odbiorców). Marcel należy do tych dzieciaków, które przyprowadzają do domu bezdomne zwierzęta wymagające opieki - i nikt mu tego nie zabrania. Rodzice po prostu przygarniają kolejnego czworonoga, zapewniają mu miłość i opiekę (także finansową, chociaż o tym Zofia Stanecka nie przypomina). Są tu trzy koty, dwa psy, papuga (nimfa) i to nie koniec zwierzyńca. Wielodzietny dom, w którym schronienie znajdzie każdy, staje się też pretekstem do omawiania tego, co bardziej smutne lub skomplikowane. Wprawdzie domownicy kochają zwierzęta i nie zaprotestują, kiedy pojawi się następna istota do kochania, wprawdzie wiedzą, że trzeba dać ogłoszenie, że został znaleziony pies lub kot - tak, by ewentualny właściciel nie musiał się martwić, wprawdzie weterynarz traktuje ich jak dobrych znajomych - ale to tylko jedna strona medalu. Druga strona to oswajanie dzieci ze śmiercią i cierpieniem. Wiadomo, że zwierzęta żyją krócej niż ludzie, czasami nie udaje im się pokonać chorób, czasami wymagają opieki i uwagi, której przez to rodzice nie poświęcą dzieciom. Największy problem, jaki pojawia się w tej książce, to otrucie psa. Mama Marcela - zapłakana - przyprowadza do domu suczkę na granicy śmierci. To dla bohaterów możliwość zastanowienia się nad działaniami ludzkimi: Marcel nie potrafi zrozumieć, dlaczego niektórzy są okrutni i chcą otruć zwierzę. Pies przyniesiony przez mamę jest w bardzo złym stanie: nie pokazuje tu autorka kolejnego zabawnego i sympatycznego szczeniaka, a zwierzę bardzo cierpiące i starsze. Z takim psem nie ma mowy o zabawach i wybrykach - dzieci, które marzą o własnym czworonogu zwykle nie przyjmują do wiadomości, że zwierzę może chorować tak, by nie nadawało się do psot. Marcel bardzo przeżywa sytuację. Ale on nie rozumie, jak można źle traktować mrówki i dżdżownice, należy do przyjaciół wszystkich zwierząt. Swoją postawą może dać do myślenia odbiorcom i przekonać ich, że należy dbać o zwierzęta, nie tylko te w domach.

Jest tu gwarnie i kolorowo, nie tylko w narracji, ale i w warstwie graficznej. Marianna Oklejak proponuje wesołe obrazki z mnóstwem zwierzaków. A ponieważ Marcel ma sporo rodzeństwa, jest co obserwować: każda ilustracja to osobna opowieść, zestaw przygód i komentarzy do samej historii. Zofia Stanecka potrafi zaintrygować najmłodszych. Wie, jak poprowadzić historię, żeby powiedzieć dzieciom to, co najważniejsze dla nich - i żeby przekonać do lektury. Tutaj stawia na troskę o zwierzęta, czyli na temat zawsze w literaturze czwartej istotny. "Marcel" to pokazanie jednego ze sposobów na życie - nie każdy z odbiorców może się pochwalić równie tolerancyjnymi rodzicami, którzy są w stanie zaopiekować się każdym czworonożnym (lub skrzydlatym) przybłędą i wciągnąć go do rodziny. Jednak o takich marzeniach można sobie też poczytać.

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Zuzia

Egmont, Warszawa 2020.

Powód złości

Ta książka jest ważna dla maluchów – jak i cała podseria Basia i przyjaciele – ale przyda się również dorosłym, którzy może wreszcie zastanowią się, jak dzieci interpretują rzeczywistość, zwłaszcza tę, której nie rozumieją i o której nikt z nimi nie chce rozmawiać. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy mama Zuzi wynosi się z domu i nie chce zabrać córki ze sobą. Wynosi się w atmosferze irytacji i gniewu – dziewczynka nie ma pojęcia, o co chodzi, boi się jednak. Boi się zupełnie poważnie, że mama nie wróci, że stanie się coś złego – Zuzia dostrzega też zdenerwowanie taty, a przez to traci poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście – jakby mało było stresu w domu – dzieciaki w przedszkolu dokładają swoje: jeden z chłopców przekonuje Zuzię, że mama już nie wróci. Wydaje się autorytetem w tej kwestii, bo jego rodzice się rozwiedli i teraz swojego tatę widuje raz na dwa tygodnie. To w naturalny sposób potęguje jeszcze strach bohaterki i doprowadza do eskalacji przemocy: Zuzia popycha kolegę, a wezwana na rozmowę przez panią – wymiotuje z nerwów. Nie wie, jak porozmawiać o swoich obawach z tatą, boi się, że dowie się najgorszego. A mama nie odbiera telefonów.

Zofia Stanecka przygląda się tematowi, który coraz częściej pojawia się w książkach dla dzieci – bo przenosi się z życia. Coraz więcej maluchów wychowuje się w rodzinach niepełnych albo patchworkowych, więc literatura musi za tym nadążać i przedstawiać sytuacje, z którymi mierzą się kilkulatki. „Zuzia” to tomik, który bardzo wyraźnie analizuje emocje małych dzieci – jest zatem wskazówką nie tylko dla właściwych odbiorców, ale i dla ich rodziców, towarzyszących przy lekturze. Autorka rejestruje ważne odczucia, przypomina, że kilkulatki same dopowiedzą sobie najczarniejszy scenariusz, jeśli nie będą znały prawdy – a to doprowadzi tylko do problemów i zwiększania stresu. Nie brakuje „życzliwych” kolegów, którzy pospieszą z uświadamianiem najgorszych możliwych dróg, dlatego trzeba z pociechami szczerze rozmawiać i wyjaśniać im sprawy, które kiedyś do świata dziecka dostępu nie miały. W „Zuzi” nie ma mowy o rozwodzie, wszystko jest tylko wymysłem przestraszonej dziewczynki – jednak bierze się z nieporozumienia, z braku liczenia się z dzieckiem, którego nie da się odizolować od sporów czy żywiołowych dyskusji.

Po raz kolejny Zofia Stanecka udowadnia, że bardzo potrzebne są na rynku wydawniczym jej książki – bo dostrzega więcej niż autorzy prostych picture booków. W podserii Basia i przyjaciele chce zwracać uwagę na trudne tematy – i znakomicie jej to wychodzi. Nie tylko dzieciom wyjaśni, co dzieje się wokół nich, ale zaalarmuje, wyczuli na sygnały, które powinny dać do myślenia rodzicom. Dzięki temu „Basia i przyjaciele. Zuzia” to nie zwykłe opowiadanie, a książka ważna – mądra i potrzebna na rynku.

poniedziałek, 30 września 2019

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Janek

Egmont, Warszawa 2019.

Samotność w rodzinie

Podseria Basia i przyjaciele powstała dla odrobinę starszych fanów Basi – dzieci, które uczą się świata i próbują zrozumieć otoczenie. Tomik „Janek” jest w tym wypadku nieco nietypowy, a to za sprawą bohatera: Janek jest przecież starszym bratem Basi, to chłopiec, który bardzo często przewija się przez kolejne lektury. Tym razem jednak Janek czuje się źle i nie wie, jak wywalczyć sobie potrzebne zainteresowanie rodziców. Najpierw okazuje się, że na wyjazd nie może zabrać się z nim ulubiony kuzyn, Antek. Później Janek dowiaduje się, że ma leniwe oko albo wadę wzroku, więc czeka go szereg ćwiczeń lub okulary (a w dodatku Basia przez cały czas naśmiewa się z „leniwego oka” i bezustannie dokucza bratu). Na domiar złego kiedy wszyscy przyjeżdżają nad rzekę, tata ma do Janka pretensje, że nie zajął się Basią, a mama koncentruje się tylko na małym Franku, który zadławił się korą. Chłopiec ma ochotę uciec od rodziny. Marzy o tym, żeby zmienić otoczenie. Odchodzi na ubocze, żeby dać upust żalowi. Niby nie powinien się nad sobą rozczulać, a jednak ma dość.

Zofia Stanecka w tej historyjce pokazuje dzieciom, że czasami każdy potrzebuje oddechu i zrozumienia ze strony bliskich. Janek gniewa się na rodzinę – mnożą się powody, przez które czuje się coraz gorzej. Trochę boi się nieznanego, trochę chciałby być otoczony opieką (jak dzidziuś Franek albo Basia, która o swoje prawa głośno się dopomina). Nawet jeśli nie potrafi sprecyzować istoty problemu, emocje biorą górę. W tej historyjce autorka wyjaśnia dzieciom, że takie stany się zdarzają i nie trzeba od razu uciekać z domu. Rodzina pozostawia Jankowi chwilę na odpoczynek w samotności – ale później do chłopca przychodzi mama i rozmawia z nim o tym, co się wydarzyło. Janek może podzielić się z nią zmartwieniami i żalami – zostanie wysłuchany, a nie wyśmiany. Basia, która w serii Basia i przyjaciele schodzi na dalszy plan, jest tu irytującym przedszkolakiem, który pojawia się wszędzie tam, gdzie nie jest potrzebny. Męczy i komplikuje wszystkie sprawy – ale przydaje się też do rozładowania atmosfery, gdy mama i Janek wszystko już sobie wytłumaczą. To dobra droga postępowania, w końcu Janek – tak samo jak i mama – nie zamieniłby tej rodziny na żadną inną, brakowałoby mu wspólnych wygłupów, a nawet i docinków.

„Janek”, nowy tomik w serii Basia i przyjaciele, przypomina, że najstarsze dzieci też potrzebują wsparcia i pomocy – zwłaszcza wtedy, gdy mają poradzić sobie z nieoczekiwanymi i nowymi wyzwaniami. Tu chłopiec przekazuje odbiorcom ważne prawdy o pokonywaniu stresu i kojeniu żalu. Kilkulatki nie wiedzą jeszcze, jak reagować, nie potrafią poukładać sobie trudnych kwestii – i wtedy do akcji powinni wkroczyć rodzice. Jest to zatem publikacja, która pokazuje, jak dorośli mogą rozmawiać z pociechami, żeby dojść do źródła zmartwienia, a nie eskalować konfliktu. Przydaje się tu mądra mama Basi, doświadczona w rozwiązywaniu podobnych komplikacji. I dlatego seria na rynku podbija serca dzieci i dorosłych: Zofia Stanecka zwyczajnie wie, co dzieje się w rodzinach i potrafi to precyzyjnie i błyskawicznie nakreślić, razem z podpowiedziami dla wszystkich.

sobota, 30 czerwca 2018

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Lula

Egmont, Warszawa 2018.

Trema

Zofia Stanecka stworzyła podserię Basia i przyjaciele w odpowiedzi na rynkowe zapotrzebowanie. Może w niej odwoływać się do kwestii trudnych dla kilkulatków - tematów wiążących się z co bardziej skomplikowanymi emocjami i odczuciami. Dzieci nie potrafią skojarzyć fizycznych dolegliwości czy "dziwnych" wrażeń z konkretną sytuacją. Dzięki Basi i jej przyjaciołom dowiadują się, jak objawia się stres, strach czy tęsknota, jak reaguje się na brak wsparcia otoczenia. Autorka nie nazywa nawet abstrakcyjnych dla odbiorców zjawisk – tu zbędne są definicje, przyda się za to ilustrowanie wrażeń bohaterów. Basia po raz kolejny oswaja z rzeczywistością, a maluchy dowiedzą się, że ich doznania należą do naturalnych i w pełni zrozumiałych nawet dla dorosłych.

Przygoda Luli obywa się bez oskarżeń w stronę dorosłych, ale to oni są częściowo winni za koszmar dziewczynki. Mała bohaterka – starsza kuzynka Basi - tańczy w balecie i czeka ją występ przed dużą publicznością. Lula ma piękny, czysty i wyprasowany kostium, zna na pamięć swój układ, a jednak czuje nieokreślony niepokój. Przypuszca, że coś pójdzie nie tak, a pokaz zakończy się katastrofą - coraz bardziej utwierdza się w tym przekonaniu, chociaż nie ma żadnych racjonalnych powodów do strachu. No, może jeden. Taniec ma wykonać też Basia. Basia, która - najogólniej rzecz ujmując - jest niezdyscyplinowana i unika zbędnego wysiłku (nawet jej figura i upodobanie do słodyczy przeczą wizerunkowi baletnicy). Lula jest szczupła, wysportowana, a do tego – utalentowana. Basia - wprost przeciwnie. Jednak tremę przed występem mają obie. Lula staje się tu klasycznym przykładem dziecka realizującego ambicje rodziców: stara się dorównać ich oczekiwaniom. Naśladuje w perfekcjonizmie mamę: uznaje, że powinna być najlepsza. Dalszy ciąg opowieści to już analiza wielkiego (i również niepotrzebnego nikomu) stresu. Lula czuje, że ściska się jej żołądek, że robi się jej niedobrze i najchętniej zostałaby w domu. Na szczęście niefrasobliwa Basia ma podobne odczucia. I już na tym etapie Zofia Stanecka podsuwa rozwiązanie problemu. Stres znika (a przynajmniej maleje), kiedy dziewczynki żartują, gdy rodzice nie nadmuchują balonu oczekiwań, ale zapewniają, że wszystko będzie dobrze, zapraszają na lody i pozwalają się ubrudzić, wspominając przy tym w formie anegdoty własne wybryki z dzieciństwa. Lula i Basia przekonują się, że mimo wszystko są chwile, kiedy chce się rzygać i nie można tego ująć innymi słowami. Ale dowiadują się też czegoś jeszcze - że nawet upadek podczas tańca, improwizacje na scenie, by uratować układ - to nie koniec świata. Wcale nie trzeba być idealnym, żeby dostać ogromne brawa. Zwłaszcza kiedy ma się kilka lat.

Sytuacja Luli znana jest wielu maluchom, zwłaszcza tym, które chcą dobrze wypaść przed dorosłymi i przejmują się aż za bardzo wydarzeniami, które je czekają. Dodatkowo coś, co mieści się w planach dorosłych - na przykład wspólny występ dziewczynek - z punktu widzenia najmłodszych może wyglądać na problem nie do przeskoczenia. Lula nie przepada za tym, co lepkie i brudne – a z tym kojarzy jej się Basia. To kolejne utrudnienie w zadaniu. Basia tym razem zamienia się w berbecia, który przeszkadza przynajmniej w wyobrażeniach i pierwszych złożeniach. Ma jednak także swoje zalety, nie do przecenienia w chwili próby. Jak nikt potrafi pocieszyć, rozbawić bezpośredniością, a nawet zaradzić katastrofie. Przy okazji więc, znowu w pobocznym wątku, Zofia Stanecka podpowiada odbiorcom, żeby nie dyskredytowali młodszych kolegów. Ci, którzy z zewnątrz wydają się doskonali, też mają własne słabe punkty, bolączki i zmartwienia. Warto więc zadbać o porozumienie nie tylko między pokoleniami. Stanecka jak zwykle zauważa to, czego nie widzą zwykli odbiorcy, podsuwa czytelnikom (i ich rodzicom, zwykle tym, którzy czytają pociechom książeczki przed snem) rozwiązania problemów, wskazuje prawdopodobne odczucia i reakcje. Basia i jej przyjaciele najlepiej tłumaczą, co dzieje się z człowiekiem w konkretnych chwilach, udowadniają, że każdy czasem ma gorszy humor lub czegoś się boi. Stanecka wie, jak pisać dla dzieci, jej sukces jest w pełni uzasadniony.

niedziela, 21 maja 2017

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Titi

Egmont, Warszawa 2017.

Kolory słów

Titi, mały chłopiec, którego dzieciństwo na Haiti przerwała powódź, mieszka teraz w Polsce. Ma ciemną skórę jak jego mama – i z tego powodu czasami przychodzi mu cierpieć. W przedszkolu u Basi wszyscy zaakceptowali nowego kolegę, pomagają mu uczyć się języka i bawią się z nim, nie zwracając uwagi na pochodzenie. Ale na ulicy są też inni ludzie – i bywa, że bezmyślnie ranią, choćby słowami. Od pewnego starszego pana Titi słyszy, że jest czarnuchem, brudasem i muslimem. Agresja jest przerażająca, tym bardziej, że chłopiec nie zrobił nic złego. Starszy pan obrzuca dziecko wyzwiskami, nie zważając na brak konsekwencji w zarzutach. Titi nie wszystko rozumie, ale złe słowa bardzo mu ciążą. Do tego stopnia, że prezentuje je swoim przyjaciołom. Basia, Anielka oraz rodzice całej trójki próbują podtrzymać chłopca na duchu. Udowadniają mu, że ludzie różnią się od siebie (na przykład Basia lubi żelki, a Anielka ich nie znosi) – i że czerń może być naprawdę piękna. Dorośli wyjaśniają, że niektórzy ludzie boją się nieznanego i atakują ze strachu. Titi musi poczuć się akceptowany i bezpieczny – doraźnie dokonują tego jego bliscy. Ale problem pozostaje i chociaż w puencie autorka już do niego nie powraca, wie doskonale, że jedna bajka tu nie pomoże.

Tomik „Titi” ukazał się podserii Basia i przyjaciele, kierowanej teoretycznie do nieco starszych niż fani Basi czytelników. Jest tu trochę więcej tekstu i trochę wyższy poziom abstrakcji, ale maluchy nie będą miały problemu z odbiorem, bo autorka, jak zwykle, prowadzi opowieść z wyczuciem. Zofia Stanecka nie odnosi się tu do dorosłych sporów, pokazuje za to, jak przez rasizm cierpią najmłodsi. „Titi” ma być nie tylko lekcją tolerancji, ale i napiętnowaniem niepożądanych w społeczeństwie zachowań – zarzuty starszego pana nijak się mają do rzeczywistości Titiego – w dodatku mali odbiorcy znają już jego historię i wiedzą, że chłopiec wiele już w życiu stracił. Rzecz dotyczy tu uczuć, które mały Titi odbiera przez kolory – tak najłatwiej jest uświadomić ich obecność i semantykę. Jedne słowa są ciepłe i przyjemne, inne funkcjonują jak kamienie. Nawet jeśli przez barierę językową chłopiec nie wszystko rozumie, emocje odbiera bezbłędnie. Smutne jest to, że wobec agresora nawet dorośli są bezradni, mogą tylko próbować naprawiać krzywdy wyrządzone maluchowi. Zofia Stanecka nie pozwoli na to, by Titi zadręczał się wydarzeniem – ale i ona ma świadomość, że to zjawisko trudne do powstrzymania. Celowo zaczyna edukować najmłodszych w tej dziedzinie – pozwala, by polubili Titiego i kibicowali mu – sami się przekonają, że kolor skóry to nie powód, by odrzucać sympatycznego i cichego kolegę. A kiedy już poznają „innego”, jego pochodzenie traci na znaczeniu – liczy się tylko to, że jest dobrym kompanem. Ratunkiem przed agresją i złem może być miłość: słowa taty kierowane do mamy pokonują lęk i pustkę. Dlatego Titi potrzebuje wsparcia nie tylko swojej rodziny, ale i rówieśników.

Trudny temat bierze na warsztat Zofia Stanecka,a jej książka tym razem powinna stać się pretekstem do wspólnych rozmów i do wyjaśniania maluchom, że nie wolno oceniać innych po wyglądzie. W prosty sposób autorka przekazuje odbiorcom ważne prawdy. Nie ukrywa, że bywają ludzie źli i okrutni, ale pokazuje, jak się przed nimi bronić. Titi już wie, że nie wolno dawać się obrażać – i że są różne rodzaje słów. Jedne wprawdzie ranią, ale drugie mają moc przytulania. Dobrze, że Stanecka nie unika takich wyzwań – lektura przyda się w procesie wychowawczym nie tylko wtedy, gdy dziecko ma w swoim gronie rówieśników o innych kolorach skóry. Tylko edukowanie od najmłodszych lat pozwoli zminimalizować w przyszłości podobne problemy.

wtorek, 26 lipca 2016

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Anielka

Egmont, Warszawa 2016.

Czekanie

„Anielka”, tomik w serii Basia i przyjaciele, to trochę opowieść o smutku, trochę o tęsknocie. Anielka w książkach o Basi dała się poznać jako dziecko przejmujące styl życia i przekonania rodziców, dość bezrefleksyjnie, ale trudno byłoby rozbudowanych analiz oczekiwać po kilkulatce. Tym razem Anielka nie wzdryga się na widok słodyczy (choć motyw zdrowej kuchni w tle się przewija). Zofia Stanecka eksponuje za to sposób kilkulatki na radzenie sobie ze stresem. Kiedy Anielce jest źle – zaczyna sobie podśpiewywać i „wyłącza się” na otoczenie. Nawet najlżejsze przeczucie nadchodzącej przykrości zamienia w nucenie pod nosem. To dla obserwatora z zewnątrz może być nieco dziwaczne. Nie dla Basi, bo Basia już polubiła Anielkę i zaakceptowała – z jej wszystkimi dziwactwami.

Teraz Anielka czeka. Czeka na spotkanie z tatą, który się spóźni. Mama dziewczynki o tym wie, widzi też nadzieję dziecka – wymyśla więc kolejne rozrywki i przyjemności, żeby odwrócić uwagę Anielki i przeczekać do spotkania bez zbędnych niepokojów. Anielka może z Basią przygotowywać smaczne potrawy lub zawrzeć braterstwo farby po wspólnym malowaniu. Mało tego: może nawet zaprosić Basię na wspólne nocowanie. Wtedy okaże się, że i dziarska Basia czegoś się boi. „Anielka” pozwala najmłodszym odkrywać uczucia, do których trudno się nawet przyznać. Pokaże, że czasami można pozwolić sobie na łzy, ale nie warto poddawać się rozpaczy, jeśli coś nie idzie zgodnie z planem.

Zofia Stanecka bardzo precyzyjnie odmalowuje przeżycia z codzienności małych bohaterek. Przyjaciółki rozumieją się bez słów, zapewniają sobie wsparcie i razem lepiej znoszą przeciwności losu. Ale Zofia Stanecka nie pozwala im się nad sobą rozczulać. Angażuje obie dziewczynki w niekończącą się wspólną zabawę, zapewnia im szereg przyjemności tym większych, że wspólnych (i często maluchom zakazanych: w końcu mama Anielki nie ma nic przeciwko bałaganieniu przy malowaniu).

Anielka jest inna niż znane Basi dzieci – i tę inność autorka dosyć przekonująco podkreśla. Anielka potrafi bawić się sama, po cichu i bez drogich zabawek (słucha deszczu czy łapie zajączki ze światła), nie śledzi mody (w zakresie dziecięcych zachcianek), a kiedy jest jej źle – po prostu milknie (a potem zaczyna nucić). To przeciwieństwo rozwrzeszczanych i rozkapryszonych dzieci. Anielka jest wrażliwa, refleksyjna i cicha, często nie umie wyrazić słowami tego, co odczuwa – nie znaczy to jednak, że pozostaje obojętna. Na przykładzie tej dziewczynki Zofia Stanecka może przypomnieć dzieciom, że dorośli czasami mają swoje zawodowe wyzwania – i z tego powodu nie udaje im się dotrzymywać obietnic, nie znaczy to jednak, że przestają kochać swoje pociechy czy – że je odrzucają. Rodzicom z kolei w prosty sposób tłumaczy, że nawet najspokojniejsze dzieci potrzebują uwagi, zrozumienia i stabilizacji. Nie wszyscy walczą o swoje jak Basia.

Zofia Stanecka mądrze rozwija podserię kierowaną (w teorii) do nieco starszych czytelników niż fani Basi. W praktyce trafi do swoich stałych odbiorców i do tych, którzy potrzebują analizy stanu uczuć. Zapewnia wygodną obyczajową relację z życia kilkulatków – trafioną w punkt i cenną również z punktu widzenia dorosłych. Rozwija tu umiejętność obserwacji dzieci, pomaga im w dookreślaniu odczuć, ale zapewnia też historyjkę dobrą do czytania (i do oglądania, dzięki ilustracjom Marianny Oklejak). Dla najmłodszych zetknięcie z Anielką może też być cenną lekcją o innych zachowaniach, wzorach czy modelach rodzin. „Anielka” to książeczka o silnym wydźwięku emocjonalnym.

piątek, 8 lipca 2016

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Antek

Egmont, Warszawa 2016.

Złość na mamę

Zofia Stanecka w dalszym ciągu co pewien czas proponuje kilkulatkom kolejne tomiki z przygodami Basi. Ważna dla przedszkolaków seria rozrasta się imponująco i wypuszcza kolejne odgałęzienia. Są już „Basie” dla młodszego rodzeństwa czytelników, książeczki edukacyjne oraz zbiory zadań i łamigłówek. Teraz na rynek wchodzi cykl przeznaczony w założeniu dla starszych braci i sióstr „właściwego” targetu – Basia i przyjaciele. Autorka chce tu poruszać problemy mniej istotne jeszcze w codzienności kilkulatków, ale z upływem czasu coraz ważniejsze. Może i trudne dla maluchów, a przecież pochodzące ze zwyczajnego życia – więc znane każdemu. W związku z tym istnieje też szansa, że fani Basi bez względu na wiek zajmą się śledzeniem tych opowiastek – w których Basia gra rolę dalszoplanową. To z kolei oznacza, że dzieci same zechcą sięgać po „starsze” lektury. Z jednej strony uprzyjemni to stopniowe rozstawanie się z Basią, z drugiej – zapewni rozwój w zakresie świadomości, słownictwa czy emocji. Bo Zofia Stanecka, jak zawsze, pisze prawdziwie.

„Antek” to już niemal początki problemów z nastolatkami. Starszy kuzyn Basi źle się uczy i w dodatku złości się na mamę, gdy ta wyznacza mu karę. Nie zamierza jej słuchać, próbuje też robić na złość, chociaż nie zauważa, że najbardziej szkodzi sam sobie. Antek jest głupio uparty. To jeden z tematów, które każdy uczeń już zna. Drugim staje się dość nieoczekiwanie motyw zabawy z młodszymi. Antek jest umówiony z Jankiem na zabawę w piratów, ale ciotka poza Jankiem przyprowadza też małą Basię – gotową do wybryków, chociaż starsi chłopcy niechętnie myślą o towarzystwie irytującej smarkuli. Małe dzieci są uciążliwe, przeszkadzają, a do tego jeszcze skarżą dorosłym. Wydaje się, że Basia wszystko zepsuje.

Zofia Stanecka w tej publikacji pokazuje, że wiele wie o najmłodszych. Jak zwykle daje sobie radę z precyzyjnym przedstawianiem codziennych sytuacji, sugeruje też maluchom, że zdaje sobie sprawę z ich przemyśleń i zachowań, których rodzice by nie pochwalali. Bezbłędnie odczytuje intencje Antka, umiejętnie wprowadza elementy zabawy do prawdziwego życia. Nie poucza, bo taka postawa automatycznie przekreślałaby porozumienie z odbiorcami – ale przekonuje ich samym rozwojem akcji. Nawet mała Basia będąca na przegranej pozycji w sporach z bratem i kuzynem może udowodnić swoją wartość i wypracować sobie miejsce w zespole. To daje nadzieję wszystkim młodszym (Stanecka na przykładzie Basi pokazuje, czego nie robić, żeby szybko wkupić się w łaski rodzeństwa, usuwa też wszelkie drażniące przyzwyczajenia kilkulatków) i zapewnia zgodę lub przynajmniej zawieszenie broni.

W „Antku poza analizami zachowań dzieci pojawiają się również fragmenty pirackiej zabawy. Zofia Stanecka pokazuje, jak połączyć codzienność z fantazją, podpowiada urozmaicanie rozrywek. W tym również staje się dla dzieci przewodniczką – chociaż dorosłym bardziej wartościowe wydają się psychologiczne uwagi. „Antek” to historia odrobinę tylko bardziej skomplikowana niż Basie (mimo że też bardziej zaawansowana emocjonalnie). Autorka z ogromnym doświadczeniem w pisaniu dla dzieci po raz kolejny udowadnia swoją wartość. Sprawia, że Basia i przyjaciele nie są serią tworzoną wyłącznie dla wykorzystywania popularności bazowego cyklu, ale stają się zestawem ważnych w procesie wychowywania dzieci spostrzeżeń. Oczywiście i tutaj powraca ilustratorka Basi, czyli Marianna Oklejak. „Antek” to książeczka, w której obrazki odgrywają ważną rolę. Oklejak wprowadza dzieci do pokoju Antka, a na twarzach małych bohaterów odmalowuje cały zestaw emocji, również tych negatywnych. Tu nie zawsze wszyscy będą chodzić uśmiechnięci – ale takie jest życie, Zofia Stanecka nie zamierza umniejszać znaczenia tego, co odczuwają dzieci. W „Antku” dzieje się sporo – i inaczej niż w tomikach o Basi. Dla małych odbiorców również Basia i przyjaciele stanie się ważną serią.