* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marianna Oklejak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marianna Oklejak. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 grudnia 2021

Emilia Kiereś: O kolędach gawęda

Kropka, Warszawa 2021.

Wyjaśnienia świąteczne

W okresie bożonarodzeniowym szczególną popularnością cieszą się publikacje nawiązujące do klimatu świątecznego, zarówno na rynku literatury dziecięcej jak i tej dla dorosłych. Nic dziwnego: wszyscy chcą przedłużyć magiczny czas, nawet jeśli tylko dzięki lekturze. Tom "O kolędach gawęda" Emilii Kiereś to propozycja familijna, kierowana przede wszystkim do najmłodszych, ale gromadząca całe rodziny nad miłymi opowieściami. Potężna publikacja ma kilka zalet, cieszy tu jakość wydania, ale już po otwarciu książki traci to na znaczeniu.

Każdy rozdział w tej książce składa się z kilku charakterystycznych punktów. Najpierw - zapis nutowy (uwaga, co ważne - z akordami) wybranego utworu. Następnie tekst kolędy z przypisami wyjaśniającymi co trudniejsze hasła (to rozwiązanie, które kierowane jest przede wszystkim do dzieci - by nie musiały za każdym razem szukać pomocy u dorosłych albo żeby nie zniechęciły się archaicznym językiem). W ten sposób autorka próbuje chociaż trochę wyedukować młode pokolenie w kwestii tekstów ważnych kulturowo - nie chodzi tu wyłącznie o nauczenie dzieci kolejnych zwrotek kolęd, a o przytoczenie historii. Emilia Kiereś traktuje kolędy jako teksty literackie, które warto przeanalizować, uważnie przestudiować i przekonać się, jaką wrażliwością kierowali się ich autorzy. Później pojawia się jeszcze jeden motyw - obszerne omówienie treści kolędy. O ile śpiewanie - w związku z kultywowaniem tradycji - często wolne jest od refleksji nad treścią (zwłaszcza wśród dzieci, które niekoniecznie potrafią nawet powtórzyć poprawnie, bez komicznych przeróbek, słów). Emilia Kiereś odwołuje się do wyobraźni odbiorców i pokazuje im, co autor kolędy miał na myśli. Łączy sytuacje zawarte w kolędach ze scenami z domów: z sytuacjami, które dzieci znają z własnego doświadczenia. Autorka trzyma się konwencji gawędy, mówi do dzieci, proponuje im opowieść wartką, ciekawą, a do tego - bardzo osobistą. Nie ma to nic wspólnego z nudnymi szkolnymi wykładniami, za to pozwala zrozumieć, o co naprawdę chodzi w klasycznych utworach. Dokłada do tego Emilia Kiereś rozmaite ciekawostki, które wzbogacają wiedzę dzieci. Nie tylko zatem autorka przedstawia to, co można wyczytać z kolęd, jeśli ktoś zechce się zagłębić w ich treści i znaczenia - ale dodaje również kontekst. I ten rytm sprawdzi się doskonale: można dawkować sobie przed świętami tę propozycję i cieszyć się kolejnymi historiami. Kolędy przestają być infantylnymi utworami do znudzenia i bezmyślnie powtarzanymi - zamieniają się w tym ujęciu w teksty literackie, które wypełnione są znaczeniami oraz emocjami. Emilia Kiereś przywraca zatem możliwość czytania ich z nową wrażliwością.

Tom jest kolorowo ilustrowany i strzałem w dziesiątkę okazało się wybranie Marianny Oklejak jako autorki grafik. Ilustratorka ta wykazuje się wielkim wyczuciem tematów "ludowych" - i tutaj sprawdza się z pozornym infantylizmem, a w rzeczywistości - z urokiem w kolejnych obrazach. Działa na wyobraźnię - nie tylko dzieci - przywołuje też magię świąt.

poniedziałek, 30 września 2019

Zofia Stanecka: Basia i przyjaciele. Janek

Egmont, Warszawa 2019.

Samotność w rodzinie

Podseria Basia i przyjaciele powstała dla odrobinę starszych fanów Basi – dzieci, które uczą się świata i próbują zrozumieć otoczenie. Tomik „Janek” jest w tym wypadku nieco nietypowy, a to za sprawą bohatera: Janek jest przecież starszym bratem Basi, to chłopiec, który bardzo często przewija się przez kolejne lektury. Tym razem jednak Janek czuje się źle i nie wie, jak wywalczyć sobie potrzebne zainteresowanie rodziców. Najpierw okazuje się, że na wyjazd nie może zabrać się z nim ulubiony kuzyn, Antek. Później Janek dowiaduje się, że ma leniwe oko albo wadę wzroku, więc czeka go szereg ćwiczeń lub okulary (a w dodatku Basia przez cały czas naśmiewa się z „leniwego oka” i bezustannie dokucza bratu). Na domiar złego kiedy wszyscy przyjeżdżają nad rzekę, tata ma do Janka pretensje, że nie zajął się Basią, a mama koncentruje się tylko na małym Franku, który zadławił się korą. Chłopiec ma ochotę uciec od rodziny. Marzy o tym, żeby zmienić otoczenie. Odchodzi na ubocze, żeby dać upust żalowi. Niby nie powinien się nad sobą rozczulać, a jednak ma dość.

Zofia Stanecka w tej historyjce pokazuje dzieciom, że czasami każdy potrzebuje oddechu i zrozumienia ze strony bliskich. Janek gniewa się na rodzinę – mnożą się powody, przez które czuje się coraz gorzej. Trochę boi się nieznanego, trochę chciałby być otoczony opieką (jak dzidziuś Franek albo Basia, która o swoje prawa głośno się dopomina). Nawet jeśli nie potrafi sprecyzować istoty problemu, emocje biorą górę. W tej historyjce autorka wyjaśnia dzieciom, że takie stany się zdarzają i nie trzeba od razu uciekać z domu. Rodzina pozostawia Jankowi chwilę na odpoczynek w samotności – ale później do chłopca przychodzi mama i rozmawia z nim o tym, co się wydarzyło. Janek może podzielić się z nią zmartwieniami i żalami – zostanie wysłuchany, a nie wyśmiany. Basia, która w serii Basia i przyjaciele schodzi na dalszy plan, jest tu irytującym przedszkolakiem, który pojawia się wszędzie tam, gdzie nie jest potrzebny. Męczy i komplikuje wszystkie sprawy – ale przydaje się też do rozładowania atmosfery, gdy mama i Janek wszystko już sobie wytłumaczą. To dobra droga postępowania, w końcu Janek – tak samo jak i mama – nie zamieniłby tej rodziny na żadną inną, brakowałoby mu wspólnych wygłupów, a nawet i docinków.

„Janek”, nowy tomik w serii Basia i przyjaciele, przypomina, że najstarsze dzieci też potrzebują wsparcia i pomocy – zwłaszcza wtedy, gdy mają poradzić sobie z nieoczekiwanymi i nowymi wyzwaniami. Tu chłopiec przekazuje odbiorcom ważne prawdy o pokonywaniu stresu i kojeniu żalu. Kilkulatki nie wiedzą jeszcze, jak reagować, nie potrafią poukładać sobie trudnych kwestii – i wtedy do akcji powinni wkroczyć rodzice. Jest to zatem publikacja, która pokazuje, jak dorośli mogą rozmawiać z pociechami, żeby dojść do źródła zmartwienia, a nie eskalować konfliktu. Przydaje się tu mądra mama Basi, doświadczona w rozwiązywaniu podobnych komplikacji. I dlatego seria na rynku podbija serca dzieci i dorosłych: Zofia Stanecka zwyczajnie wie, co dzieje się w rodzinach i potrafi to precyzyjnie i błyskawicznie nakreślić, razem z podpowiedziami dla wszystkich.

poniedziałek, 16 września 2019

Zofia Stanecka: Basia i zegarek

Egmont, Warszawa 2019.

Prezent

Kiedy Basia w paczce od dziadka znajduje zegarek, nie posiada się z radości. Podziwia go i bez przerwy na niego spogląda, nie rozstaje się z nim ani na chwilę, pokazuje wszystkim, bez względu na to, czy chcą oglądać (i czy go już przypadkiem nie obejrzeli). Dziewczynka jest zachwycona, a przecież nawet nie wie, do czego zegarek służy: nie potrafi odczytać godziny, a to zegarek ze wskazówkami. Mama chwilowo nie ma czasu, by nauczyć Basię posługiwania się tym przedmiotem, ale z rzucanych kilka razy uwag może dziewczynce dać do myślenia na temat czasu jako takiego. Basia dzięki zegarkowi dowiaduje się, że jedna chwila może się dłużyć, a kiedy chce się zabić czas, warto znaleźć sobie jakieś zajęcie – wtedy nie zwraca się uwagi na upływ minut i godzin. Tomik „Basia i zegarek” to kolejna propozycja w bardzo rozbudowanej serii – pozwala zaintrygować najmłodszych i przekonać ich do nauki odczytywania godzin.

Zofia Stanecka nie poszła tu na łatwiznę i nie będzie opowiadać dzieciom o ułożeniu wskazówek na tarczy zegarka, odnosi się do tego tematu jeden raz. Mama mówi Basi, gdzie będą wskazówki, kiedy dziewczynka pojedzie z tatą do dziadka – Basia nie może się doczekać tego wydarzenia, więc bez przerwy sprawdza, czy wskazówki już przesunęły się w upragnione miejsce. To punkt wyjścia do rozważań na temat czasu, ale też i do wprowadzenia kilku powiedzeń z czasem związanych. Basia to bohaterka bardzo niecierpliwa, nie chce czekać na przyjemności, wolałaby mieć je natychmiast – jednak odkąd jest posiadaczką zegarka, powinna nauczyć się, że wszystko ma swój czas. W tej bajce zwykły podarunek zamienia się w cenny skarb, odbiorcy mogą chcieć naśladować Basię – i również nauczyć się odczytywać godziny. Stanecka wywołuje pewne pragnienie, stosunkowo łatwe do zaspokojenia. Budzi ciekawość, ale też nakreśla specyficzny rodzaj dumy z przedmiotu. Dla Basi zegarek jest narzędziem dość tajemniczym, a przez to jeszcze bardziej intrygującym. Tylko dziecko potrafi do tego stopnia cieszyć się z użytkowego drobiazgu.

Zofia Stanecka unika oczywistości. Pisze historyjkę o Basi i zegarku tak, by dzieci przeżywały emocje, których doświadcza mała bohaterka. Basia jest impulsywna: może skakać z radości i krzyczeć, może przesadzać w swoich reakcjach, może też zadawać trafne i trudne pytania. Na zegarku nie kończy się fabuła książki, Basię czeka też wyprawa do dziadka – i na to wydarzenie również bardzo się cieszy. Zegarek to pretekst do wyjaśniania różnic między przeszłością i przyszłością. A czas to także kwestia przemijania – Basia może porozmawiać z dziadkiem i o traceniu czasu, i o życiu jako takim. To bardzo poważne kwestie jak na malutki tomik, jednak Zofia Stanecka przyzwyczaiła już czytelników do tego, że zawsze wie, jak przyciągnąć dzieci do lektury. W przygodach Basi zawiera trafne obserwacje na temat najmłodszych i przyczynia się do lepszego ich rozumienia; samym dzieciom z kolei pokazuje zróżnicowanie świata. Jest tomik „Basia i zegarek” opowieścią o tym, co nieuchwytne.

niedziela, 5 listopada 2017

Marianna Oklejak: Liczby

Egmont, Warszawa 2017.

Nauka liczenia

Podczas gdy prawdziwą zmorą wielu tych, którzy chcieliby zaistnieć na rynku wydawniczym jest brak pomysłów na publikacje, Marianna Oklejak bez wahania wraca do absolutnie podstawowych motywów i zjawisk. Kartonowa publikacja „Liczby” to prezent dla tych, którzy cenią sobie design w każdej dziedzinie życia. Na dobrą sprawę niewiele nowych treści wnosi autorka do zwykłych zajęć z małym dzieckiem – mimo że tworzy publikację, która z powodzeniem funkcjonować może również poza granicami kraju. Tematem tej książeczki są liczby, a dokładniej dziewięć cyfr i liczba 10, czyli standard w podstawowych umiejętnościach maluchów. Każda rozkładówka składa się z kilku części. Najbardziej przyciąga wzrok duża cyfra lub liczba wypełniona kolorowym deseniem. Ozdobą i treścią jednocześnie są jej nazwy w czterech językach umieszczone w czterech rogach strony – po angielsku, niemiecku, francusku i hiszpańsku. Oczywiście na środku jest też polska nazwa. Drugą stronę na każdej rozkładówce zajmuje to, co również można przewidzieć: zbiór rzeczy, ludzi, motywów, które pomagają ćwiczyć liczenie (i unaoczniają, co dana liczba naprawdę oznacza). Łączy zatem ów zbiór abstrakcyjne pojęcie z konkretem, umożliwia sprawdzenie w praktyce, do czego właściwie potrzebne są liczby i kiedy się ich używa. Nie jest to zabieg odkrywczy czy nowy, to standard w procesie edukowania najmłodszych. Marianna Oklejak jednak popisuje się nie w treści, a w warstwie graficznej. Po znakomicie przyjętym tomiku „Cuda wianki” kontynuuje inspirację folklorem. Sięga w ten sposób po zagadnienie niezbyt często wykorzystywane w twórczości dla dzieci (nawet dorosłych, pomijając przelotne mody, trudno nim zainspirować). Jednak Marianna Oklejak nie zwraca uwagi na trendy w ilustrowaniu tomików dla dzieci – i całe szczęście, bo dzięki temu może zaproponować coś nowego i unikatowego.

Tomik z pozoru wygląda jak większość kartonówek – z intensywnie barwionymi stronami i wyraźnymi (chociaż pozbawionymi komiksowego podkreślenia konturów) motywami rysunkowymi. Do liczenia służą autorce tematy charakterystyczne dla twórczości ludowej i lokalnej kultury. Mogą to być dwa buty z ludowego stroju, ptaki charakterystyczne dla malowanek, wycinanek lub zabawek, mogą być kolorowe pasy, bogato haftowane ubrania, dziecięce zabawki – bardzo odmienne od tego, co znają dzisiejsze maluchy. Zatem poza standardowym przeglądaniem kartek, które z racji kolorów przykuwają wzrok i uwagę, można też zająć się odkrywaniem dodatkowych treści. Rodzice mogą podsuwać pociechom kolejne ilustracje, zaplanować wizytę w pobliskim muzeum lub wymyślać związane z folklorem zabawy. Mogą opowiadać, pokazywać i zachęcać dzieci do samodzielnego tworzenia – to publikacja, która zdecydowanie zachęca do kreatywności. Marianna Oklejak pozostaje przy tym ilustratorką, która nie idzie na kompromisy: tak dobiera desenie i motywy, żeby prezentować swoje możliwości graficzne. „Liczby” to tomik, w którym temat jest wtórny – służy do artystycznych popisów, eksponowania pomysłowości i talentu. Marianna Oklejak jest autorką, której warto zaufać – najpierw dała się poznać jako ilustratorka bestsellerowej serii o przygodach Basi, teraz już jej nazwisko jest rozpoznawalne – podobnie jak styl. Zainteresowanie folklorem i ludycznością to kolejny wyznacznik jej twórczości. „Liczby” udowadniają, że da się połączyć pozornie dorosłe graficzne tematy z edukacją najmłodszych – i z zabawą dzieci oraz dorosłych. To tomik wartościowy, bardziej nawet ze względu na artystyczne pomysły autorki niż przeznaczenie.

czwartek, 19 listopada 2015

Marianna Oklejak: Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych

Egmont, Warszawa 2015.

Folklor

Folklor w literaturze czwartej przeważnie pełni funkcje uzupełniające, stanowi sposób na uatrakcyjnienie tła lub zasygnalizowanie kolorytu lokalnego – a i to tylko w przypadku, gdy autorom zależy na konkretyzowaniu miejsca akcji, a nie na uniwersalności lub baśniowości otoczenia Ale polski folklor jest tak bogaty w barwy, desenie i kształty oraz pomysły, że żal nie wykorzystać go szerzej. Czyni to teraz Marianna Oklejak w tomiku „Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych i starszych” – graficznym popisie będącym ukłonem w stronę twórczości ludowej. To książka trochę edukacyjna, a trochę rozrywkowa: nie ma w niej klasycznej fabuły ani historyjek do czytania, sporo za to obrazków do oglądania i podziwiania. Może się to stać inspiracją do rajdu po skansenach i muzeach, może zwłaszcza dzieci zachęcić do wzbogacania zainteresowań i wykonywania własnych prac (między innymi ciekawych wycinanek).

„Cuda wianki” to publikacja bajecznie kolorowa. Autorka już na początku pokazuje różnice we wzorach na materiałach z różnych regionów kraju, rodzaje miejscowej biżuterii, motywy kwiatowe z haftów, wzory na pisankach. Potem przychodzi czas na prezentację nakryć głowy, strojów ludowych i instrumentów. Autorka przywołuje typowe świąteczne potrawy, zabawki z jarmarków i odpustów, przydrożne kapliczki czy lokalne zwyczaje. Ważne są w tomiku wycinanki – te pojawiają się jako uzupełnienie rodzajowych obrazków, pełnią też funkcję dekoracyjną. Niezawodnie przywołują skojarzenia z wyrobami ludowymi i stwarzają tu niepowtarzalny klimat. Wycinanki przydają się między innymi do tworzenia obrazków rodzajowych i kształtowania okoliczności spotkań anonimowych bohaterów. Bo Marianna Oklejak odwołuje się też do fragmentów pieśni ludowych. Służą jej do ukazywania międzyludzkich relacji: mowa tu o miłości, o spotkaniach zakochanych, ale i o rozstaniach. Gdzieś przewija się temat wyprowadzenia panny młodej, gdzie indziej – tradycja kolędowania. Oklejak zresztą cały tomik dzieli zgodnie z rytmem pór roku – w ramach czterech działów zamieszcza opowieści o życiu – ponadczasowe i powtarzalne, niezależne od mód. Tu schronienie znajdują zwyczaje, które nie powinny zostać zapomniane. Oklejak ocala je i układa w relację dla wielu dzieci obecnie egzotyczną – miastowym maluchom spora część tych tradycji wyda się niezwykła. Tymczasem autorka przypomina, jak ważne jest rozwijanie świadomości na temat lokalnych zwyczajów. Buduje tożsamość regionalną, ale też może budzić zainteresowanie innymi kulturami, zachęca do porównywania lokalnych specjałów i do czerpania z tradycji. Przyśpiewki w gwarze, jeden z nielicznych tekstowych akcentów, dostarczają ciekawych „brzmień”. „Cuda wianki” nie są kompendium wiedzy o lokalnych zwyczajach, to raczej wynik twórczych poszukiwań i inspiracji, wstępna synteza i punkt wyjścia dla małych poszukiwaczy ciekawostek. Na kolorowych stronach Marianna Oklejak podpisuje poszczególne elementy (mapka na początku tomiku pozwala szybko umiejscowić artefakty).

Zwłaszcza dzieci będą zafascynowane intensywnością kolorów czy mnogością wycinankowych kształtów. Tu proste zabawki cieszą bardziej niż wymyślne przedmioty ze sklepów – a na pewno kryją w sobie więcej niespodzianek. Marianna Oklejak chce zachęcić dzieci do kultywowania zwyczajów babć, do przyglądania się ofercie lokalnych domów kultury i do szanowania tradycji zapewniającej tożsamość. „Cuda wianki” to nie tylko książka do oglądania – w końcowych przypisach autorka podaje nieco informacji. Komu więc spodoba się konkretny motyw, ten będzie mógł kontynuować poszukiwania. „Cuda wianki” to raj dla grafików. Marianna Oklejak sięgnęła po temat do tej pory pozostający w cieniu. Opowieść obrazkowa o polskim folklorze może budzić dumę narodową, ale może też po prostu podsunąć najmłodszym szereg inspiracji i tematów do twórczej ekspresji. Na pewno to książka, o której zrobi się głośno.