* * * * * * O tu-czytam

sobota, 18 kwietnia 2020

Joanna Jagiełło: Wyprawa Kon-Tiki

Egmont, Warszawa 2020.

Odkrycia

Drugi poziom serii Czytam sobie dla dzieci, które ćwiczą sztukę czytania, zawiera poważniejsze teksty, zupełnie jakby przejście do większych objętościowo form wiązało się automatycznie z koniecznością odejścia od bajkowości i dowcipów. Jeśli trafi się na etykietkę „fakty”, raczej nie będzie miejsca na zbyt dużo humoru – ale na motywy, które rozbudzają ciekawość i wyobraźnię. Nadają się do tego dawne wielkie podróże, odkrycia geograficzne czy tematy z historii. Sylwetki wielkich podróżników i badaczy dobrze się tu sprawdzają – więc też często powracają. Joanna Jagiełło w tomiku „Wyprawa Kon-Tiki” sięga po relację burzliwą i niemal fantastyczną – chociaż prawdziwą. Młody naukowiec z Norwegii, Thor, oraz jego partnerka Liv badają jedną z wysp Polinezji. Chociaż starsi profesorowie są przekonani, że ludzie dotarli tu z Azji, Thor i Liv dostrzegają podobieństwo znalezionych kamiennych figur do figur znajdujących się w Peru. To spore wyzwanie: przekonać do odważnej teorii uczonych i wydawców. Thor zamierza opublikować wyniki swojej pracy, ale spotyka się z niedowierzaniem i drwinami. Musi więc podjąć ryzyko i udowodnić, że da się przepłynąć prymitywną tratwą z Peru na wyspę Polinezji. I tak zaczyna się wielka przygoda: opowieść o załodze, o zwierzętach (na tratwie jest papuga oraz krab – wyłowiony z wody, bajkowo gadający, jedyny łącznik ze światem kreskówek). Wielka woda to obecność rekinów, sporo niewygód i wyzwań: lęk nocą, sztorm, niepewność, czy uda się zrealizować cel, a nawet – czy wszyscy przeżyją tę wyprawę. „Wyprawa Kon-Tiki” wypełniona jest silnymi wrażeniami i emocjami o różnych odcieniach. To nie tylko oznacza dla dzieci kibicowanie bohaterom – ale także wiele przeżyć. Joanna Jagiełło pokazuje, że wyprawy badawcze wiązać się mgły z ryzykiem, zmusza dzieci do ciągłego skupienia i śledzenia kolejnych wątków wyprawy.

Co zabawne – i znowu płynące z nieprzystawalności zasad serii do realiów czytelniczych – nie wolno autorom wprowadzać dwuznaków ani zmiękczeń – tych teoretycznie dzieci jeszcze nie znają. Ale muszą uczący się czytać poradzić sobie z takimi słowami jak kuriozum, bestseller czy ekscentrycy. Jeśli już maluchy mają samodzielnie radzić sobie z tekstem, to może proponować im też raz na jakiś czas złamanie reguł – inaczej trudno wytłumaczyć, dlaczego mają biedzić się z „bielutkim” piaskiem (zamiast zwyczajnie białym). Ograniczenia literowe, obecne też na drugim poziomie serii, czasami oznaczają rezygnację z czasowników. To nie zawsze dynamizuje opowieść, bywa, że po prostu mocno ją komplikuje. Najpierw autorka, która musi trzymać się wytycznych, później prawdopodobnie redakcja, wyczulona w tym przypadku ponad miarę wyłącznie na zasady – a nie na brzmienie tekstu czy jego zrozumiałość – w efekcie powstają dziwactwa o wiele bardziej komplikujące opowieść niż sprawiałaby to obecność „zakazanych” liter i zbitek literowych.

„Wyprawę Kon-Tiki” ilustruje Tomek Kozłowski. Jego ilustracje są ciemne i mroczne, czasami mają funkcję informacyjną. Bywa też, że działają na wyobraźnię – jak scena z olbrzymim rekinem pod tratwą. To książeczka, która ma udawać bardzo poważną, tak, by dzieci, które przechodzą na drugi poziom serii Czytam sobie poczuły się doroślej. To na pewno wzmocni poczucie własnej wartości odbiorców – ale nie dostarczy im przyjemności lekturowej w tak dużym stopniu jak bardziej rozrywkowe propozycje. „Wyprawa Kon-Tiki” to próba uświadomienia dzieciom, że młodsi i niedoceniani też mogą dokonywać wielkich czynów. Muszą uwierzyć w siebie i nie podporządkowywać się przebrzmiałym autorytetom. Joanna Jagiełło zapewnia więc odbiorcom nie tylko wielką przygodę w starym stylu oraz zestaw informacji, ale i ważne przesłanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com