* * * * * * O tu-czytam

niedziela, 26 kwietnia 2020

Arnold Lobel: Mała świnka

Wydawnictwo Literaeckie, Kraków 2020.

Błoto

Mała świnka może przeżyć przygodę, która bardzo groźnie wygląda z perspektywy starszych odbiorców. Oczywiście Arnold Lobel nie pozwoli, żeby coś złego stało się sympatycznej bohaterce. Mała świnka od początku budzi radość swoją obecnością. Nie dość, że bardzo lubią ją gospodarze – to jeszcze zwierzę ze skłonnościami sybaryty uwielbia relaks w przytulnym błotku. Świnka nie widzi nic złego w swoich upodobaniach, mogłaby chętnie taplać się tak cały dzień. Tyle że gospodyni postanawia zrobić wielkie porządki. Czyści wszystko. W końcu wciąga ulubione błotko małej świnki do odkurzacza – to koniec najwygodniejszego miejsca pod słońcem. Świnka wyrusza w świat, w poszukiwaniu lepszego zakątka dla siebie. Tak Arnold Lobel prowadzi do nieoczekiwanego wydarzenia.

„Mała świnka”, kolejny bardzo zabawny i prosty tomik dla dzieci, w przekładzie Wojciecha Manna, ucieszy wszystkich. Całość opiera się na dobroduszności i infantylności, która staje się wielkim atutem tomiku. Arnold Lobel tym razem nie stara się zaskoczyć absurdem, wybiera klasyczną fabułę połączoną z odrobiną bajkowości. Tradycyjne jest tu rezygnowanie z porozumienia między zwierzętami i ludźmi: nawet jeżeli gospodarze z osobna i osobno świnka mogą w dowolny zrozumiały sposób wyrażać swoje emocje, to i tak brakuje im możliwości podjęcia dialogu. Stąd zresztą bierze się problem fabuły. Oczywiście „Mała świnka” to kolejna propozycja tego autora bazująca na dobrodusznym humorze oraz dowcipie. Uśmiech budzi bohaterka z pierwszego planu, śmiech – kierunek akcji. Ale nie zabraknie też twórczych dodatków (świnka, która reaguje na widok odkurzacza, ale i sam pomysł takiego sprzątnięcia błotka). Arnold Lobel nie boi się sięgania do wyobraźni – nawet jeśli początkowo wydaje się, że tym razem postawi na prawdziwość, potrafi zaintrygować odbiorców. Posługuje się dość bajkowym stereotypem o śwince w błotku, jednak jeżeli bierze się pod uwagę rozrywkowy charakter tomiku – to nie dziwi. Autor dobrze czuje się w przestrzeni trochę bajkowej, wie też, że to zapewni mu uwagę odbiorców. „Mała świnka” to tomik, na którym dzieci mogą uczyć się czytać. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przeprowadzać tu takie ćwiczenia: historyjka jest przyjemna i rozbudza ciekawość – chce się śledzić przygodę i kibicować małej bohaterce.

Oczywiście „Mała świnka” to picture book, tomik, w którym ilustracje są bardzo ważne. Mało tego: narracja przybiera formę podpisów pod obrazkami, to wszystko, co nie zmieści się w mocno ograniczonej warstwie tekstowej, trafia do rysunków. Czasami ilustracje i podpisy dublują się w przekazie – ale to nikomu nie będzie przeszkadzać, pozwala natomiast bawić się interpretacjami pozornie jednoznacznych informacji. Czasami też autor przemyca drobny żart do grafiki, lub nie dopowiada czegoś, co wyczytać można z rysunku – daje czytelnikom szansę na to, żeby odkrywali samodzielnie zakodowane tu dowcipy. „Mała świnka” to pod tym względem tomik bardzo starannie obmyślony.

Arnold Lobel w przekładzie Wojciecha Manna to lektura również dla wymagających. Historyjka obrazkowa przeznaczona dla najmłodszych spodoba się też dorosłym – czytającym ją kilkulatkom. Jednotorowa opowiastka bawi na różnych poziomach, spodoba się zatem odbiorcom w różnym wieku. Dla maluchów to argument, że przyjemności czasem wiążą się z koniecznością pobrudzenia się lub zrobienia bałaganu. W tym autor trzyma z najmłodszymi odbiorcami, przypomina mamom, że nie zawsze czystość jest najważniejsza. Ilustracje w książeczce nie zostały zinfantylizowane, ale kierują się w stronę rysunków satyrycznych – co tylko potwierdza, że autor tego tomiku mocno liczy na śmiech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com