Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

poniedziałek, 31 marca 2014

Liliana Fabisińska: Z jednej gliny

WNK, Warszawa 2014.

Przyjaciółki

Z różnych powodów Lena, Gośka i Marta zapisały się na kurs garncarstwa u Nory, samotnej matki pięciorga dzieci. I nawet kiedy usłyszały, że Nora sama potrzebuje nauki i nie nadaje się na prowadzącą, nie zrezygnowały, co dało początek niezwykłej znajomości, a w powieści – wielogłosowej narracji. Liliana Fabisińska pozwala czytelniczkom stopniowo oswajać się z bohaterkami, poznawać ich nadzieje, plany i lęki – i obserwować kształtowanie się silnej przyjaźni mimo wiszących w powietrzu niebezpiecznych tajemnic. Bo autorka, mimo upodobania do optymistycznych obyczajówek, dba o to, by odbiorczynie nie znudziły się łatwym życiem postaci. Każda z czerech kobiet wyposażona więc została w poważne problemy i troski.

W tomie „Z jednej gliny” problem z pieniędzmi należy do najprostszych. Można zaradzić biedzie przynajmniej trochę – dzięki wytrwałości, pomysłowości i aktywnym wsparciu ze strony nowych koleżanek. Gorzej, gdy żyje się złudzeniami, od lat czekając na sygnał od ukochanego, który wprawdzie jeszcze nie rozwiódł się z żoną, ale obiecuje przyszłej partnerce złote góry dla niej i dla dziecka. Albo gdy pragnie się macierzyństwa, tymczasem żadne medyczne ani szarlatańskie metody nie pomagają zajść w ciążę i troska o niespłodzone dziecko zamienia się w obsesję. A jeśli nie można się przyznać do motywacji własnych działań i trzeba budować obiecującą znajomość na kłamstwie? „Z jednej gliny” to cały zestaw dylematów. Tu rzadko będzie różowo. Gośka, Nora, Lena i Marta potrzebują siebie nawzajem – tylko dzięki temu nie poddadzą się w trudnych chwilach. Nie zawsze chodzi o wsparcie materialne i o konkretne działania, czasami wystarczy być obok.

Obraz rodzącej się babskiej przyjaźni coś wyraźnie zakłóca. Po pierwsze – to chęć ponownego wyswatania Nory. Idealny kandydat pojawia się jak na zawołanie, ale nie pali się do romansu, choć nie do końca zorientowane w jego tożsamości przyjaciółki próbują ułatwić mu zadanie na różne sposoby. Po drugie – wątkiem przekreślającym sielankę jest niewyjaśniona śmierć Jacka. Mąż Nory nie ma żadnego grobu, policja przesłuchuje kobietę i jej dzieci (które zresztą nie chcą uwierzyć w śmierć ojca), w domu nie ma śladu po oszczędnościach, a do tego w piwnicy znajduje się ogromny piec do wypalania glinianych przedmiotów. Może łatwo byłoby pozbyć się niewygodnych dowodów rzeczowych w sposób niebudzący podejrzeń? Liliana Fabisińska chętnie sięga po chwyty rodem z kryminałów, dotyczące budowania atmosfery grozy – korzysta z nich umiarkowanie, tak, by zasiać w czytelniczkach ziarno niepokoju. To dobrze wpływa na całą lekturę i sprawia, że narracja nie szatkuje się mimo podziału na głosy.

Bo historia przedstawiana jest przez cztery kobiety, które autorka dodatkowo próbuje zróżnicować stylem mówienia. Nie jest to zabieg potrzebny samej fabule, ale bardzo przydatny do scharakteryzowania samych postaci. Fabisińskiej udało się powołać do istnienia cztery indywidualności o różnych potrzebach – szybko odbiorczynie zaczną się orientować w poszczególnych światach i rozumieć motywacje kobiet. „Z jednej gliny” to również powieść o budowaniu wewnętrznej siły płynącej ze wsparcia przyjaciół. Cztery kobiety dzięki dziwnym i nieprofesjonalnym zajęciom zyskują odwagę do zmieniania swoich losów, otwierają się na nowe doświadczenia i podejmują ryzyko, gdy zrozumieją, jak spełnić swoje marzenia. Fabisińska proponuje czytadło krzepiące i intrygujące za sprawą kryminału, nie zamierza wpadać w rzewne tony, za to zaprasza czytelniczki do czterech światów, które wkrótce połączą się w jeden. „Z jednej gliny” to obyczajówka bez dominującego wątku romansowego, w sam raz do przedstawienia potęgi przyjaźni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com