Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

niedziela, 23 marca 2014

Kate Atkinson: Jej wszystkie życia

Czarna Owca, Warszawa 2014.

Testerka

Ten pomysł nie jest nowy w literaturze. Kate Atkinson korzysta z praw demiurga do nieustannego doświadczania swojej bohaterki, by dać jej szansę naprawienia dawnych błędów, a nawet wpłynięcia na losy świata. „Jej wszystkie życia” (oryginalny tytuł, „Life after life”, wydaje się bardziej pasować i kusić wieloznacznością) to powieść, która zaczyna się wciąż na nowo wraz z kolejnymi tragicznymi zgonami Ursuli. Wyrasta na bazie pytania o sens życia i rozbija się o kwestie szczęścia osobistego. Kate Atkinson nie zawsze wierzy w przyjętą technikę opowiadania, boi się skutków, ale pomysł na cel nakazuje jej angażowanie się w światy Ursuli. Także śmierć w ujęciu tej autorki przypomina o swojej niedookreśloności – wielokrotnie w tomie zapadać będzie ciemność – to jedyne, co z odchodzenia Ursula pozna, mimo że drogi do tego momentu będą różne.

Ursula rodzi się w 1910 roku i natychmiast umiera. I znów rodzi się tego samego dnia, w tej samej rodzinie, by przeżyć trochę dłużej. Umiera w dzieciństwie i rodzi się na nowo. Przechodzi przez kolejne etapy życia bogatsza (w podświadomości) o poprzednie doświadczenia. Nowe życia pomagają jej unikać raz popełnionych błędów – jeśli śmierć jest skutkiem nieszczęśliwego wypadku lub niewłaściwych wyborów. Nowe życie to okazja na pójście inną drogą, z czego Ursula korzysta. W części żywotów pamięć podsuwa jej strzępki z innych wcieleń, czasem iskra rozpoznania wyjaśnia sytuację, której bohaterka nie miała szansy odkryć wcześniej – gdyby nie mnogość żyć. Powoli w głowie Ursuli rodzi się plan: kobieta wie już, po co jej wielokrotna śmierć.

Przez bardzo dużą część tomu Kate Atkinson traktuje swoją bohaterkę jak bezwolny przedmiot. Wszyscy z otoczenia Ursuli działają i dają się poznać czytelnikom, budzą żywsze uczucia i ciekawość – Ursula natomiast pozostaje w cieniu, chwilami bezbarwna i nijaka. Ma to pewien związek z przygotowaniem na następną śmierć, Atkinson nie chce od początku zadręczać odbiorców nieustannymi rozstaniami. Z czasem przyzwyczaja wszystkich do takiego właśnie traktowania tej postaci – Ursula jawi się jako nieprawdziwa, to testerka wydarzeń, a nie zwykła bohaterka.

Kate Atkinson zastawia na siebie pułapkę. Na początku zgony dziecka oznaczają cofanie się do dnia narodzin i budowanie historii alternatywnej, opartej znów na niewiele znaczących w obliczu śmierci gestach i chwilach. Z czasem pozwala postaci żyć dłużej – i tu już ponowne przeprowadzanie przez kolejne etapy egzystencji wydaje jej się zabiegiem nużącym, a nawet niebezpiecznym. Zwłaszcza że na obecności kota wyczerpują się prawie oryginalne sceny narodzin. Ursula nie musi więc wracać do dziecinnych lat i jeszcze raz przerabiać raz poprawionych decyzji. W tym punkcie daje się zaobserwować właściwe przeznaczenie tomu – to lektura rozrywkowa, która musi być wygodna w odbiorze, nawet jeśli miałoby się to odbyć kosztem literackich eksperymentów. Kate Atkinson popisuje się zatem sprawną narracją, ale nie wykorzystuje do końca pisarskich możliwości, które dał jej wyjściowy pomysł.

„Jej wszystkie życia” to spora objętościowo książka, ale dużo jest w niej spulchniaczy – elementów, które służą jedynie podtrzymaniu antyfabularnej formy. To powieść ciekawa ze względu na obraz konsekwencji różnych wyborów – i przedstawianie drobiazgów, które mogą zadecydować o całym dalszym życiu. Mimo literackich korzeni pomysłu, nasuwa się związek z grami komputerowymi – choć spłyca to intencje samej autorki, dość celnie oddaje rozwój akcji w książce.

1 komentarz:

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com