Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

poniedziałek, 10 marca 2014

Betty McLellan: Jak poskromić Piotrusia Pana?

Czarna Owca, Warszawa 2014 (wznowienie)

Feministyczne (anty)rady

Poprzedni tytuł poradnika „Jak poskromić Piotrusia Pana” trafniej opisywał zawartość tomu. Po trzech latach ukazuje się wznowienie pod nowym szyldem – i jest to publikacja tylko dla kobiet, które nie potrafią przejść do porządku dziennego nad wadami partnera oraz… przejawiają zapędy feministyczne. Betty McLellan tłumaczy się ze swoich postaw w książce i we wstępie, i w posłowiu, starając się zawczasu oddalić ewentualne zarzuty o ideologizowanie tematu, ale pierwiastek feministyczny w wywodach okazuje się nad tyle silny, że autorka wpada w pułapkę stereotypów i nie potrafi się z niej wydostać aż do końca.

McLellan przygląda się związkom, w których to mężczyzna postępuje niewłaściwie, a skala jego przewin jest ogromna – od braku chęci do szczerej rozmowy po przemoc fizyczną. Autorka przypomina o żartach, które poniżają kobietę w oczach znajomych i o podejrzeniach dotyczących romansu. Poza jego dziwnymi (i karygodnymi) zachowaniami, stara się też naświetlić jej samopoczucie i problemy – z niewiadomych przyczyn włączając tę część książki do wcześniejszych wyliczeń. Z tego tomu wyłania się jednoznaczny obraz związku: on jest zawsze winny niemiłych sytuacji, a ona jest zawsze pokrzywdzona. Takie zresztą było wyjściowe założenie i inne scenki autorka celowo odrzuca, o czym na początku informuje. Doprowadza jednak swoje spostrzeżenia do absurdu, kiedy instruuje odbiorczynie, jak powinny się zachować – i zachęca je do powielania postaw, które u mężczyzn opisuje jako naganne.

Każda ogólnikowa sytuacja, czy każdy temat stanowi tu osobny rozdział bądź rozbija się na kilka kolejnych rozdziałów – mimo zapewnień o możliwości fragmentarycznej lektury, autorka chce, by prześledzić wszystko po kolei. Nie posługuje się schematami z książek psychologicznych i celowo rezygnuje z obrazków z życia wziętych, nie wykorzystuje opisów codziennego życia: to czytelniczki będą musiały bez podpowiedzi odnaleźć się w konkretnych problemach z mężczyzną traktowanym przez autorkę z poczuciem wyższości. Raz zaakcentowane kłopoty z mężem-dzieckiem stają się dla McLellan uzasadnieniem do generalizowania i wyostrzania kolejnych wad partnera. W „Jak poskromić Piotrusia Pana” kobiety są święte – i są dodatkowo zawsze ofiarami.

Nie wiadomo do końca, czy autorka chce uzdrawiać związki, czy dać upust własnym frustracjom – jednostronność poradnika bowiem da się bez trudu wytłumaczyć pomysłem konstrukcyjnym, ale nic nie usprawiedliwia jadowitego tonu, który raz po raz wymyka się McLellan. Zamiast obojętnej, uniwersalnej narracji, autorka zaognia konflikty, podburza do walki i oskarża mężczyzn, pozwala sobie na częste wobec nich złośliwości i ataki. Uniemożliwia w ten sposób porozumienie już na starcie, przez odpowiednie manipulowanie czytelniczkami. Za każdym razem usiłuje podpowiadać odbiorczyniom, jak powinny się zachować wobec męża-despoty czy męża-dziecka i niemal zawsze przy propozycji rozmowy informuje, że jest to metoda nieskuteczna. Owszem, nieskuteczna, jeśli przybierze kształt proponowany przez McLellan – bo to nie rozmowa, a dwa monologi, a ze strony kobiety dodatkowe zamknięcie się na dyskusję. Z niemal każdego obrazka płynie mało krzepiący wniosek: on się nie zmieni, do niego nie dotrze istota sprawy. Jedynie kobieta może zmienić swoje nastawienie i nauczyć się emocjonalnego dystansu. Pozostaje jednak pytanie, czy tego typu zabiegi rzeczywiście prowadzić będą do uzdrowienia relacji w domu, czy staną się początkiem ostatecznego końca i przekreśleniem umiejętności interpersonalnych. „Jak poskromić Piotrusia Pana” to lektura nie dla wszystkich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com