Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

poniedziałek, 17 marca 2014

Zofia Stanecka: Basia i słodycze

Egmont, Warszawa 2012.

Marzenie o cukierkach

Słodycze są dla większości maluchów źródłem niepotrzebnie ograniczanej przez rodziców przyjemności. Dorośli prześcigają się w pomysłach, jak wytłumaczyć pociechom szkodliwość cukru i nauczyć zasad zdrowego żywienia. Zofia Stanecka do tej batalii włącza też Basię. Nie nakazuje jej propagowania diety bezcukrowej, bo Basia to przecież normalna kilkulatka, której kreacja musi być wiarygodna. Autorka może zatem wybrnąć z tematu w inny sposób. Basia marzy o słodyczach, nawet śni o nich i zupełnie nie rozumie, dlaczego rodzice wydzielają jej smakołyki. Gdyby to zależało od niej, jadłaby słodycze bez przerwy, jak w swoim pięknym śnie. Basia to mały łakomczuch, dociera do niej tylko fakt, że jedzenie słodyczy to przyjemność, tym większa, że niemal zakazana na co dzień.

Zofia Stanecka podsuwa zatem inne poglądy na ten temat. Najpierw pojawia się łamiąca zasady mama, która pokrzepia się słodkim batonikiem, mimo że dziecku mówi, że to nie jest słodyczowy dzień. Istnienie takiego dnia w rodzinnym kalendarzu wcale nie pomaga: dzieci wyjadają słodycze z szafki bez względu na panujące w domu zasady. Ale w przedszkolu bohaterka dowiaduje się, że jej koleżanka zwyczajnie nie lubi słodyczy. W dodatku przedstawia też opinię mamy, że słodycze to trucizna, bo uniemożliwiają cieszenie się różnymi innymi smakami. Basia poznaje też chłopca, który nie je słodyczy, bo ma uczulenie na czekoladę. W ten sposób dziewczynka odkrywa, że nie wszystkie kilkulatki uwielbiają słodycze – i że da się przeżyć bez tego rodzaju przyjemności (a przynajmniej – bez stałego jedzenia cukierków i ciastek). O tym, że słodycze tuczą i wywołują próchnicę Basia już wiedziała. Wreszcie mała bohaterka na własnej skórze może się przekonać, czym grozi brak umiaru w spożywaniu słodkości – i to również będzie dla niej cenna lekcja. Bohaterka ma powody do rozmyślania.

Autorka między wierszami proponuje umiar. Wykazuje się zrozumieniem dla typowych dziecięcych pragnień, ale zamiast przestrzegać czytelników, pokazuje im, że rzeczywistość nie musi być tak przyjemna jak rojenia. Mówi o konsekwencjach, których maluchy raczej nie dopuszczają do świadomości. Basi po zjedzeniu całej masy słodyczy wcale nie jest przyjemnie – to właściwie przestroga dla odbiorców. Stanecka porusza temat, który zwykle wywołuje konflikty między dziećmi i rodzicami. Pozwala swojej bohaterce na odejście od wprowadzonych zasad tylko po to, by Basia przekonała się że nie ma racji.

Wydaje się też, że nieprzypadkowo w tomiku pojawiają się dość grube dzieci. Marianna Oklejak próbuje zadziałać podprogowo. Kilkulatki opychające się słodyczami wcale nie sprawiają dobrego wrażenia. Warto zresztą zwrócić uwagę także na kształt samych ilustracji „zbiorowych” – tutaj Oklejak nawiązuje trochę do pomysłów Zbigniewa Lengrena, a odbiorcom opowiada więcej niż zmieściłoby się w narracji.

„Basia i słodycze” to tomik, w którym autorka ponownie odwołuje się do motywu bagatelizowanego przez dorosłych a ważnego dla najmłodszych. Próbuje przekonać do swoich racji bez namolnej perswazji i daje rodzinom okazję do rozmowy na temat dostępu do słodyczy. Nie potępia wszystkich jedzących słodkości, w końcu nawet mama potrzebuje czasem tego rodzaju wzmocnienia – ale odbiorcom Stanecka stara się pokazać inne podejście do cukierków i batoników. Można ich nawet nie lubić – może niektóre kilkulatki spróbują zatem z ciekawości, jak to jest, kiedy nie je się słodyczy przez jakiś czas?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com