* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

sobota, 6 listopada 2021

Debbie Macomber: Kochany Święty Mikołaju

Rebis, Poznań 2021.

Marzenia

To krótka powieść stworzona według schematu, który ożywa zawsze pod koniec roku i zamienia się już w odrębny gatunek w ramach powieści obyczajowych dla pań. "Kochany Święty Mikołaju" Debbie Macomber to książka, która nie zaskoczy. Dzieje się w niej niedużo - i wszystko staje się łatwe do przewidzenia niemal natychmiast. Świąteczną atmosferę dodaje autorka przez obecność Świętego Mikołaja - sympatycznego staruszka, który sporo wie o ludziach, którzy pisali do niego listy. I w taki klimat wrzuca Lindy. Lindy właściwie nie ma ochoty na świętowanie - właśnie dowiedziała się, że jej ukochany wybrał jako partnerkę na dalsze życie jej najlepszą przyjaciółkę. W ten sposób kobieta straciła i miłość życia, i wsparcie. W klimacie porażki trudniej wraca się w rodzinne strony - tu przecież trzeba się mierzyć z ludzkimi językami i z niepotrzebnymi plotkami.

I chociaż wszystko idzie nie tak jak powinno, Lindy na miejscu spotyka dawnego kolegę. W szkole nie znosiła Billy'ego, jego zachowanie prowadziło do zaostrzenia wzajemnych pretensji i konfliktów. Teraz jednak Billy jest interesującym mężczyzną, który w dodatku nie do końca pamięta dziecięce wybryki - ale skonfrontowany ze wspomnieniami Lindy zamierza za nie zadośćuczynić. Między bohaterami szybko zacznie iskrzyć: tyle tylko, że Lindy ma szansę spełnienia również innych marzeń, między innymi tego związanego z karierą zawodową. Listy do Świętego Mikołaja okazują się bardzo skuteczne. Zresztą autorka do tego motywu przyzwyczaja odbiorczynie od początku: w "Kochany Święty Mikołaju" mama przedstawia bohaterce jej listy z dzieciństwa - i tłumaczy ukryte znaczenia (Lindy, która poprosiła o tatusia, zyskała wspaniałego ojczyma, chociaż nie powiązała tego faktu z cudem świątecznym, przynajmniej aż do tej pory). To jasny sygnał dla czytelniczek: o co Lindy poprosi w liście, to ma szansę się spełnić. Nic dziwnego, że bohaterka chce uporządkować całe swoje życie, we wszystkich możliwych wymiarach. Tyle tylko, że czasami trzeba wybierać między szczęściem w jednej dziedzinie, a spełnieniem w innych. I na tym polegać będą dylematy postaci: kobieta może dostać więcej niż jest w stanie znieść, ale nic nie przyjdzie jej bez wysiłku - tym wysiłkiem stanie się konieczność dokonania właściwego wyboru.

"Kochany Święty Mikołaju" to powieść prosta i naiwna, przewidywalna, ale też - ciepła i kojąca. Jeśli komuś nie nudzi się bożonarodzeniowy klimat i infantylna wiara w świąteczne cuda, może być usatysfakcjonowany opowieścią, bo Debbie Macomber potrafi wykreować świat dla bohaterów dość przekonująco. Jednocześnie nie zaskoczy niczym, nie wprowadzi żadnych niepokojów czy trosk, które przypominałyby o codzienności. To typowa historyjka eskapistyczna, na chwilę relaksu, podsycanie marzeń i budowanie przestrzeni z dala od zabiegania. Do prześledzenia w jeden zimowy wieczór, bez specjalnych wysiłków. Lektura nieskomplikowana i bazująca na tym, co sprawdzone. Sama powieść może nie przetrwać zbyt długo w świadomości odbiorczyń - nawet tych najbardziej pozytywnie nastawionych do historii obyczajowych - ale przed świętami się sprawdzi.

Aurélie Guillerey: Aladyn

Harperkids, Warszawa 2021.

Muzyczna opowieść

Aurélie Guillerey przedstawia czytelnikom historię Aladyna - w wersji skróconej (chociaż nie zawsze pozbawionej drastycznych szczegółów - jak w przypadku otrucia czarnoksiężnika, co widać na ilustracji). Wręcz błyskawiczna, jeśli bierze się pod uwagę, że zajmuje zaledwie kilka akapitów. A jednak lektura nie będzie tak szybka, jakby się wydawało. Po pierwsze - można wzbogacać ją szczegółami odkrywanymi na wielkoformatowych i kreskówkowych ilustracjach. Po drugie - i ważniejsze - to książka muzyczna. "Aladyn" pokazuje nowe podejście do książek i kolejny sposób na urozmaicenie "nudnych" publikacji. To książka, która zaskakuje i która ma do zaoferowania znacznie więcej niż standardowe połączenie tekstu i grafiki. Najmłodszym pewnie spodoba się jedno i drugie, chociaż wielka skrótowość sprawia, że fabuła "Aladyna" wypada raczej blado. Najwięcej radości dostarczy umuzycznianie tomiku. Każda rozkładówka ma wpisane w siebie dźwięki. W konkretnych miejscach na stronie umieszczone są ikonki z głośnikiem - wystarczy dotknąć głośniczka, żeby z tomiku rozległy się dźwięki - czasem nawet dość długie, a wprowadzające odbiorców w odpowiedni klimat. To prawdziwa magia, która urzeknie odbiorców. Maluchy będą chciały w kółko słuchać grającej książki, ale największe wrażenie robić będzie połączenie opowieści, rysunków i muzyki.

W "Aladynie" nie liczy się prezentowanie historii czarodziejskiej lampy. Wszystkie charakterystyczne wątki z tej fabuły wydają się zepchnięte na drugi plan, skoro można pobawić się czymś nowym i odkrywać to, co nieznane. Guillerey nie musi nawet wysilać się na podkreślanie obecności dżinna spełniającego życzenia - to wszystko, co do tej pory przyciągało do opowieści o Aladynie, tu traci rację bytu. Nie ma niczego, co mogłoby chociaż konkurować z dźwiękami - te są niespodzianką i zaskoczeniem dla dzieci. Sam fakt, że wystarczy dotknąć strony, żeby książka zagrała, sprawia, że tradycyjne publikacje zyskują atut w pojedynku z elektronicznymi gadżetami. Oczywiście sposób wprowadzania dźwięków wymusza na małych odbiorcach uważność - trzeba zapamiętać, gdzie znajdowała się ikonka, żeby wskazać ją wśród porozrzucanych ikonek na ostatniej "grającej" stronie (rodzice mogą w razie potrzeby pomóc, posługując się podpisami).

Każdy sposób na przyciągnięcie dzieci do książek jest dobry, a tym razem książka zamienia się w zabawkę. Nawet jeśli dorośli będą z czasem mieli dość wydobywających się z tomiku dźwięków, dzieci będą zachwycone - przekonają się do lektur i zechcą poznawać także inne propozycje, wypatrując szczególnie tych z serii Bajka dźwiękowa. Maluchy, które jeszcze nie potrafią korzystać z intertekstów, zyskują w tej książce coś ważnego. Będą nie tylko słuchać bajki czytanej przez rodziców, ale i samych kompozycji - to przypomina oglądanie kreskówek, ale w lepszej i ciekawszej wersji.

piątek, 5 listopada 2021

Małgorzata Sidz: Pół roku na Saturnie

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Zagubienie

Bohaterka tej książki – dziewczyna trans, co nie ma większego znaczenia dla fabuły ani dla charakterystyki postaci – jest zagubiona. Stara się odnaleźć siebie, dowiedzieć się, co dla niej w życiu jest ważne. Ma na to czas – przebywa w Korei Południowej, mieszka w Seulu i tu będzie przez najbliższe pół roku rezydować jako studentka. Nie przejmuje się zakładaniem rodziny ani szukaniem kogoś do związku, nie buduje też specjalnie przyjaźni – trzyma się ludzi, których już poznała. Od czasu do czasu przegląda informacje związane z Saturnem – fascynuje ją ten temat i nadaje rytm książce. „Pół roku na Saturnie” to lekko prześmiewcza opowieść o analizowaniu własnej tożsamości i o codziennym życiu z dala od utrwalonych w dzieciństwie schematów. Korea Południowa to egzotyka na każdym kroku, bez względu na to, czy chodzi o jedzenie, filmy czy rozrywki dla młodych ludzi. Bohaterka nie czuje się samotna: może liczyć na swoich bliskich, czasami nawet ma nadzieję, że przyjaźnie przetrwają i rozbudują się w relacje na zawsze. Uczy się siebie w szklanej bańce, nikt nie traktuje jej z wyższością. Może robić co chce. A skoro tak – zwraca się w głąb siebie, przeszukuje własną psychikę i odkrywa kolejne kody kulturowe, które mogą pomóc jej w autodefinicjach. Wszystko jednak mocno się rozmywa w samej narracji, wiwisekcyjnej i nie do końca precyzowanej.

Małgorzata Sidz przekonuje do takiego wcielenia bohaterki. Można za nią podążać, można jej kibicować, można wreszcie liczyć na to, że książka zrobi karierę międzynarodową: jest uniwersalna, a do tego w pełni wpisuje się w psychologiczne publikacje rozrywkowe z Zachodu: przeniesienie akcji do Seulu nie ma tu znaczenia, liczy się bowiem niemożność dotarcia do własnego ja w obliczu codziennych wyzwań. Tu to życie staje się wyzwaniem największym. Migotliwe relacje z różnymi ludźmi, potyczki z sobą, a w tle – potężna dawka Korei. Małgorzata Sidz wplata do opowieści mnóstwo ciekawostek i odkryć, które mogą poznawać przybysze. Wprowadza wręcz przewodnik po tym, co dzieje się w Seulu, pozwala poczuć odmienność kulturową i odwrócić uwagę od ewentualnego malkontenctwa. Ewentualnego – bo przez cały czas autorka pamięta o roli ironii. Celowo wprowadza do relacji motywy absurdalne lub satyryczne, żeby mieć miejsce do błyskotliwych ripost i do podkreślania inności. Najpiękniejsze w tym ujęciu jest to, że w świecie skonstruowanym jak w „Pół roku na Saturnie” każdy znajdzie miejsce dla siebie – bez żadnych problemów, bez zgryźliwych komentarzy z zewnątrz i bez prób regulowania rzeczywistości przez postronnych. Bohaterka funkcjonuje tak, jak sama chce – jeśli ma ochotę prowadzić destrukcyjną egzystencję, nikt nie będzie jej tego zabraniał. A jednak trwa, szukając dla siebie oparcia w dziwactwach i w niecodziennych wyborach – nikt jej nie ocenia, nikt jej nie zabrania. To najważniejszy motyw w „Pół roku na Saturnie”.

czwartek, 4 listopada 2021

Charles M. Schulz: Fistaszki zebrane 1950-1952

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Początek

Bardzo miłą niespodziankę fanom Charliego Browna przygotowała Nasza Księgarnia: na rynek powraca pierwszy tom (od dawna niedostępny) monumentalnej serii wszystkich komiksowych stripów. Dla odbiorców to nie tylko szansa na dokompletowanie serii, ale też - na sprawdzenie, jak zmieniały się pomysły na świat Snoopy'ego i dzieciaków z podwórka. Poza omówieniem roli Fistaszków w kulturze popularnej znajduje się tu też obszerny wywiad z twórcą, Charlesem M. Schulzem: to lektura dla wszystkich kochających humor tych pasków. "Fistaszki zebrane" z lat 1950-1952 charakteryzują się jeszcze nie do końca sprecyzowanymi charakterami. Na razie autor szuka sylwetek, testuje pomysły i czasami je modyfikuje. Snoopy to szczeniaczek, niekoniecznie potrafiący tworzyć własne przestrzenie i własne zabawy: funkcjonuje częściej jak piesek, który towarzyszy dzieciom, a na plan pierwszy wybija się od czasu do czasu. Są tu Violet i Patty, dość szybko pojawia się także Schroeder, jako wybitnie utalentowane dziecko (fani serii po prostu muszą przekonać się, skąd miłość do Beethovena), z czasem na scenę wkracza jeszcze Lucy oraz - później - Linus. Inne są zabawy podwórkowe: dzieci robią placki z błota albo bawią się w Dziki Zachód, dokuczają sobie nawzajem i celowo się rozdrażniają. Stale ktoś przed kimś musi uciekać, ktoś jest na kogoś zły albo ktoś komuś udowadnia swoją wyższość. Jedno pozostaje niezmienne: Charlie Brown zostaje określany jako "poczciwy" od pierwszych kadrów.

Liczy się tu humor oraz filozofia życiowa. Charles M. Schulz ucieka od wydarzeń z zewnątrz, nie sięga po hasła dnia, nie wykorzystuje motywów politycznych, chociaż bywa, że przemyca aluzje społeczne. Skupia się raczej na tym, co uniwersalne i co pasuje do świata dzieci bez względu na czasy czy różnice kulturowe. Zresztą o swoich wyborach oraz o inspiracjach czy zdaniu na temat różnych rysowników komiksów opowiada w wywiadzie - i warto prześledzić tę rozmowę, żeby przekonać się, jak świadomie ten twórca kreował swoje paski. W pierwszym tomie "Fistaszków zebranych" widać jeszcze dość naiwną kreskę, chociaż już autor wie, jak odwzorowywać emocje bohaterów i bez trudu radzi sobie z wyzwaniami w rodzaju przedstawiania mocnych reakcji. Oczywiście kadry wydają się "uboższe", sylwetki i miny - prostsze. Ale to nie przeszkadza w lekturze, bo najważniejsze są i tak przesłania. Za każdym razem Charles M. Schulz cyzeluje puenty, nie ma tu historyjek niedomkniętych, opowieści, które nie mają wyrazistego finału. Niektóre serie wyewoluowały, inne - wygasły albo dały podwaliny pod zupełnie inne narracje. Pierwszy tom "Fistaszków zebranych" z pewnością ucieszy fanów cyklu - ale pokazuje też, że nie jest to lektura dla najmłodszych, Schulz trafia do dorosłych czytelników i to ich przekonuje motywem komiksów oraz podejściem do rzeczywistości. Dzieci z tych komiksów radzą sobie z wyzwaniami, podsuwają tematy do refleksji, rozwiązują problemy w niekonwencjonalny sposób - a jednocześnie funkcjonują przecież cały czas w świecie pełnym stereotypów. Charles M. Schulz znalazł sposób na dotarcie do wielu pokoleń odbiorców - "Fistaszki zebrane" to zjawisko wyjątkowe.

środa, 3 listopada 2021

Beata Sabała-Zielińska: TOPR 2. Nie każdy wróci

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Z góry

Monografią TOPR-u Beata Sabała-Zielińska dała się poznać nie tylko fanom literatury górskiej. Sukces tomu sprawił, że czytelnicy otrzymują teraz drugą część historii o akcjach ratunkowych w Tatrach. Podtytuł nie pozostawia złudzeń: „TOPR 2. Nie każdy wróci” to w dużej części opowieść o tych, których nie udało się przeżyć w ekstremalnych warunkach, a także o tych, których od katastrofy dzieliło niewiele. Autorka zajmuje się tym razem kilkoma zaledwie akcjami – ratowaniem grotołazów, którzy zostali odcięci w jaskini przez wodę, burzą nad Giewontem – tu wyładowania atmosferyczne raniły lub zabiły kilkadziesiąt osób czy wyprawami na szczyt w niesprzyjających warunkach. Jedno jest pewne: Tatr nie można lekceważyć, a kto ignoruje zasady bezpieczeństwa, szybko może sprowadzić na siebie nieszczęście i potężnie skomplikować codzienność grupy ratowników. Beata Sabała-Zielińska przygląda się wielkim akcjom, zarówno z perspektywy bliskich (lub ewentualnych świadków) jak i ze strony samych ratowników. W ten sposób może także proponować przestrogi dla odbiorców – chociaż jak refren przewijają się przez książkę informacje o tym, że turyści przeważnie ignorują dobre rady i bezmyślnie narażają siebie i innych na niebezpieczeństwa w górach.

Niby wiadomo, że wielu bohaterom tej książki nie uda się przeżyć – jednak nie odbiera to emocji lekturowych. Beata Sabała-Zielińska pisze tak, żeby wstrząsnąć czytelnikami, żeby mogli oni razem z toprowcami angażować się w opowieści i śledzić losy ratowników oraz ratowanych. Najczęściej wybiera rozmowy z ludźmi: wypytuje o wydarzenia ratowników, rodziny zaginionych czy tych, którym udało się przeżyć. Czasami oddaje głos także ludziom pomagającym w akcjach – na przykład właścicielom schronisk. Pozwala im na podzielenie się przeżyciami, ale też na wprowadzenie niezbędnych wyjaśnień – tak, by osoby postronne mogły lepiej zorientować się w powadze sytuacji i by tom nie stał się przesadnie hermetyczny. Opisywanie kolejnych wypadków to również – choć nie należy to do głównych celów książki – miejsce na rozwiewanie wątpliwości pojawiających się w mediach czy jednoznaczne wytłumaczenia niektórych zachowań oraz decyzji podejmowanych przez ratowników. Bezustannie powraca tu bowiem pytanie o granice ryzyka: kiedy należy zakończyć akcję i jak dużo zrobić, kiedy nie da się już pomóc żywemu człowiekowi. W grę wchodzą wielkie emocje, ale i potężne niebezpieczeństwa. Żeby uświadomić czytelnikom skalę akcji, autorka podaje pod koniec rozdziałów wartości liczbowe – jednak najbardziej przemówi do czytelników za sprawą samych wypowiedzi bezpośrednio zaangażowanych.

Znajduje też Beata Sabała-Zielińska miejsce na opisywanie reakcji żon i partnerek (czasami też rodziców lub dzieci) ratowników z TOPR-u. Oddaje głos tym, które pozostają na drugim planie, pozwala odrobinę zajrzeć w życie prywatne, przekonać się, co charakteryzuje toprowców, jak radzą sobie ze stresem na co dzień i dlaczego tak bardzo przekonują do siebie płeć piękną. I to finał, który ma złagodzić gorzkie brzmienie niektórych relacji. Jest to książka wyjątkowa, a co najważniejsze – mimo trudnych często tematów znakomicie się ją czyta.

wtorek, 2 listopada 2021

Agnieszka Krawczyk: Warkocz spleciony z kwiatów

Filia, Warszawa 2021.

TaniaKsiazka.pl

Z łąki

"Warkocz spleciony z kwiatów", powieść Agnieszki Krawczyk z księgarni TaniaKsiazka.pl to początek cyklu "Leśne ustronie", od nazwy azylu dla bohaterów - miejsca, w którym każdy może być sobą i dzięki bliskiemu kontaktowi z naturą pozbyć się codziennych problemów. Tworzy autorka przestrzeń, która zapewni wytchnienie czytelniczkom - chociaż sama akcja tym razem okazuje się bardzo uproszczona i wręcz miejscami schematyczna. Bohaterka, Zośka ("Zofia" brzmi według niej zbyt poważnie) po wypadku, po którym została jej przerażająca blizna na twarzy, wpada w kompleksy i wycofuje się ze zwyczajnego życia. Wyraźnie nie radzi sobie z otoczeniem: męczą ją ludzkie spojrzenia i uwagi wygłaszane za plecami, nie chce każdemu tłumaczyć, co ją spotkało, a także nie umie pogodzić się ze stratą urody. Zośka nie rozumie, że niezależnie od wyglądu ktoś może ją cenić za charakter. Ukrywa się w Nieznajomce, licząc na to, że w małej społeczności będzie jej łatwiej zniknąć. Codziennie wplata we włosy inne kwiaty, żeby upiększyć swoją fryzurę (zwraca tym na siebie uwagę jeszcze bardziej niż za sprawą blizny po oparzeniu). Za namową innych postanawia poznać rozmaite zioła i kwiaty, żeby nie narażać się na niebezpieczeństwa. Niektóre rośliny mają przecież właściwości trujące, inne można wykorzystywać w celach leczniczych albo - żeby o czymś otoczenie poinformować (przynajmniej w wersji idealizowanej: przecież nie każdy rozumie znaczenie kwiatów). Zośka spotyka tu też ludzi, którzy mogą pomóc jej uporać się z kompleksami. Nowe znajomości są obiecujące: przygotowują na romans, a przynajmniej na otwarcie się na innych ludzi. Zośka musi nauczyć się żyć od nowa i pogodzić się z tym, co się stało. Azyl jest najlepszym miejscem do pogodzenia się z losem. Tu rządzi rytm natury, wszystko wydaje się prostsze niż w wielkim mieście. Nie zabraknie postaci wyjątkowych: jest na przykład stara znachorka, która widzi znacznie więcej niż przeciętny człowiek i potrafi przepowiadać przyszłość, ale tylko wybranym. Jest w tej powieści charakterystyczny dla pewnej gałęzi literatury kobiecej klimat - związany trochę z ezoteryką, trochę z zielarstwem, trochę z powrotem do motywów "wiedźm" sprzed wieków. Tu można docenić umiejętności pozaksiążkowe (chociaż dla bohaterki bardzo ważna jest książka lokalnego autora), to, co płynie wprost z łąk. Każdą część tomu autorka rozpoczyna od przeglądu kwitnących kwiatów, ziół i roślin, które się w danym okresie zbiera, a także ciekawostek związanych z rytmem natury. Z kolei w klauzulach rozdziałów znajdują się często "źródła mocy" - drobne wyznania, z których czytelniczki mają czerpać inspirację i które można wykorzystywać w samorozwoju. Agnieszka Krawczyk nie wprowadza tu zbyt skomplikowanej fabuły, pozwala i bohaterce, i czytelniczkom odpocząć od śledzenia wielkich intryg. Czasami wydaje się, że przesadza w sięganiu po rozwiązania zbyt oczywiste - ale tego rodzaju proza rządzi się przecież swoimi prawami.
Po więcej powieści z kategorii literatura kobieca warto zajrzeć na stronę księgarni TaniaKsiazka.pl

poniedziałek, 1 listopada 2021

Albert Kwiatkowski: Bah Bah. Iran dla dociekliwych

Dwie Siostry, Warszawa 2021.

Poznawanie kultur

Kolejny tomik w serii Dla dociekliwych pojawia się w wydawnictwie Dwie Siostry. Tym razem Albert Kwiatkowski zaprasza do zwiedzenia Iranu – przedstawia ten kraj w książce Bah Bah”. Młodzi czytelnicy dowiedzą się z niej między innymi, jak wyglądało założenie państwa, jaka jest w nim pogoda, jak wygląda flaga Iranu i skąd się wzięła, jakimi językami się tu mówi albo jak wygląda kalendarz. Autor opowiada o świętach i o charakterystycznych dla irańskich domostw przedmiotach. Zamienia się w przewodnika, żeby oprowadzać po kolejnych miejscach. Nie zawsze zresztą to miejsca w Iranie – niektóre artefakty można zobaczyć gdzie indziej – i przy okazji zagłębiać się w historię kraju omawianego w tym tomie. Dzieła sztuki, religia i przekonania miejscowych kształtujące lokalną mentalność – wszystko to trafia do kolejnych rozdziałów. Autor przedstawia raz dane geograficzne, raz – modę albo rzeźby. Pisze o daniach, wróżbach i sporcie. Zaczyna książkę od krótkiej prezentacji najciekawszych miejsc, kończy ją słowniczkiem – zestawem podręcznych rozmówek i haseł.

Książka składa się z tematyzowanych krótkich rozdziałów. Albert Kwiatkowski stara się zmieniać jej rytm, za każdym razem wprowadzając zagadnienie z innego obszaru. Zależy mu na tym, żeby zaprezentować odbiorcom podstawowe fakty o kraju: skupia się zatem na wiadomościach z lekcji geografii, analizuje to, co wiąże się z położeniem i z klimatem. Przechodzi również do opowiadania o przeszłości – zapewnia dzieciom lekcję historii, kiedy tłumaczy przyczyny konkretnych rozwiązań i decyzji. Stawia autor na to, co wyróżnia omawiany kraj, co pozwoli zwrócić na niego uwagę i co zapadnie dzieciom w pamięć. Dzięki temu podejściu może znaleźć miejsce na opowiadanie o kaligrafii czy o dokonaniach Persów. Od czasu do czasu kieruje się ku miejscowym świętom, żeby jeszcze lepiej wyjaśniać, co charakteryzuje Iran. Kultura i sztuka oraz obyczajowość to zagadnienia, które się nie starzeją i które można bez większych problemów prezentować młodym czytelnikom – dlatego też jest ich całkiem sporo w tomie. „Bah Bah” to książka zgrabnie skonstruowana. Przynosi wiele informacji, a do tego pozwala rozbudzić ciekawość świata. Jest bogato ilustrowana – tak, żeby dzieci zainteresowały się nią z różnych względów. Autor stara się dotrzeć do młodych czytelników dzięki różnym sztuczkom, między innymi – bezpośrednim zwrotom do dzieci. Pyta, zachęca do sprawdzania, testuje, szuka zagadnień, które będą wręcz wymagały komentarza. Taki ton umożliwia wciągnięcie odbiorców w lekturę, chociaż odrobinę maskuje edukacyjny charakter książki. Wiadomo, że cała seria jest przygotowywana po to, żeby wspomóc programy szkolne i żeby otworzyć dzieci na świat i na podróże – stanowi też coś w rodzaju przewodnika dla tych odbiorców, którzy mogą akurat zwiedzać z rodzicami różne kraje. Albert Kwiatkowski bezbłędnie wpisuje się w tę serię.