* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwie Siostry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dwie Siostry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 stycznia 2025

Megumi Iwasa: Pozdrowienia od nieśmiałego rekina

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Sposób na przyjaciół

Morze Wielorybie pełne jest rozmaitych stworzeń, ale Megumi Iwasa przeważnie ogranicza ich liczbę tak, żeby nie rozbudować zanadto fabuł kolejnych przyjemnych minipowieści dla najmłodszych (nie tylko dla tych, którzy dopiero uczą się czytać i potrzebują na czymś poćwiczyć) oraz ich rodziców (którzy podczas lektury będą bawić się równie dobrze jak ich pociechy). Tym razem zwraca uwagę na żółwia Żółwisława i na rekina Renia (Rekinisława). Powracają też bohaterowie znani z poprzednich części cyklu, przynajmniej na tyle, na ile jest to konieczne dla opowiedzenia kolejnej ciekawej historii. Renio Ząbek wzbudza strach swoim wyglądem. Każdy najchętniej przed nim ucieka (i nie ma szans dowiedzieć się, że rekin na nikogo nie poluje), a przynajmniej okazuje lęk. To frustruje bohatera – który sam ma poważny problem. Jest nieśmiały, skryty i nie potrafi nawiązywać nowych znajomości. Przez odruchowe reakcje potencjalnych i niedoszłych kolegów Renio blokuje się i nie wie, jak zacząć rozmowę. Na domiar złego trochę się zacina – ze stresu – i nie jest w stanie wytłumaczyć własnego zachowania (ani oddalić zagrożenia). W towarzystwo pomaga mu wejść bardzo sympatyczny żółw – ten bez kompleksów oddaje się nowym atrakcjom, testuje kolejne wyzwania i wikła się w rozmaite przygody, a to, co ma już oswojone, najchętniej przekazywałby innym. To żółw jest pierwszym gościem nowej gospody – kiedy pewna wydra szuka towarzystwa i nie chce dłużej czuć się samotna, przybywa do niej, a później reklamuje jej usługi hotelarskie.

Tyle że Renio Ząbek nie jest w stanie samodzielnie nawiązywać relacji z innymi. I tu z pomocą przychodzi zapomniana dzisiaj sztuka pisania listów, którą Megumi Iwasa konsekwentnie w całej serii promuje. Jej bohaterowie piszą namiętnie – do tego stopnia, że część z nich musi zająć się dostarczaniem korespondencji zawodowo. Zwykle wymieniają drobne uprzejmości albo piszą coś o sobie, informują o planowanych ważnych wydarzeniach i zapraszają się na różne uroczystości. Budują w ten sposób więzi – i zyskują nowych przyjaciół. To znakomite rozwiązanie dla tych, którzy – jak Renio – nie mogą sobie poradzić z osobistym kontaktem. Pisanie listów nie wymaga zbyt wiele czasu, pozwala na powiedzenie ważnych rzeczy i poprawienie komuś humoru. Jest też przyjemne dla samych piszących, o czym bohaterowie samodzielnie się przekonują. Do tego wprowadza element dowcipu do historii. Droga, jaką przemierza list, bywa równie ważna jak treść – jest więc całkiem sporo składników, na które warto zwrócić uwagę. Dzieci przekonają się, że nie wszyscy są przebojowi i śmiali w nawiązywaniu przyjaźni – i że nie warto sądzić innych po pozorach. Do tego szybko nauczą się, że pomoc kogoś zaufanego bywa niezbędna, żeby poradzić sobie z rozmaitymi problemami. To opowieść lekka i ciekawa, zabawna i praktyczna. Jest tu urocza naiwność, która zamienia w bajkę nawet elementy przeniesione z prawdziwego świata, jest tu wyrozumiałość wobec kompleksów i rzekomych wad. Dzięki temu odbiorcy będą mogli wyciągnąć dla siebie cenne lekcje z tej przygody.

czwartek, 5 grudnia 2024

Mac Barnett: Pierwsza Gwiazdka Świętego Mikołaja

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Urok świąt

Opowieści o Świętym Mikołaju jako bohaterze mniej oczywistych działań cieszą się szczególnym powodzeniem wśród najmłodszych: oto bowiem postać znana wyłącznie z tego, że rozdaje prezenty, zyskuje tu inny wymiar i inny charakter. W książce, którą proponują Mac Barnett i Sydney Smith Święty Mikołaj to pracuś, który przez cały rok przygotowuje zabawki, a w Wigilię rozwozi je do dzieci. Następnego dnia jedynie pozwala sobie na pół godziny więcej snu. I tyle. Nie świętuje – a to wydaje się dziwne, przynajmniej elfom, które postanawiają zrobić dla Świętego Mikołaja coś miłego. I tak wybierają się z nim po choinkę, która ledwo mieści się w domu, rozwieszają kolorowe lampki na całym biegunie, pieką ciasto i pozwalają Mikołajowi wylizać miskę, a na koniec wręczają mu prezenty (gość specjalny przebrany za Mikołaja może Mikołaja zaskoczyć). Wszystkie te czynności, na które najmłodsi zawsze czekają z utęsknieniem – i które w późniejszych latach przypominają o magii świąt – tutaj stanowią coś odkrywczego. Święty Mikołaj nie ma o nich pojęcia (chociaż wydawałoby się to niemożliwe) – nigdy przecież nie świętował i nie przeżywał Bożego Narodzenia. Sytuacja podoba mu się, i to bardzo – do tego stopnia, że postanawia zapoczątkować nową tradycję…

„Gwiazdka Świętego Mikołaja” to odświeżający pomysł na zaprezentowanie młodym (i nie tylko młodym) czytelnikom uroków bożonarodzeniowych klimatów. Mac Barnett zmienia optykę i dzięki pomysłowości może przyciągnąć do lektury także starsze pokolenie – podczas wieczornego czytania dzieciom dorośli nie będą się nudzić, przypomną sobie za to kolejne wzruszenia i atrakcje, jakie zapewniało im uczestniczenie w przygotowaniach do świąt kiedyś. To wszystko, co zachwyca dzieci w grudniu, tutaj cieszy Świętego Mikołaja – nie bez powodu. „Gwiazdka Świętego Mikołaja” to książka urokliwa i wzruszająca, a przy tym dość komiczna. W prostocie języka skrywają się celne puenty i podsumowania, które przypominają o wartości kolejnych przygotowań i w rodzicach mogą wyzwolić sentymenty (albo nowe spojrzenie na zrutynizowane czynności). Ponieważ Święty Mikołaj podejmuje grę, jaką proponują elfy, jest tu i element zabawy – dostosowania się do zastanych warunków. Z tego może wyniknąć tylko coś dobrego. Wielką siłą tej publikacji staje się nie tylko sposób poprowadzenia historii – celny, dowcipny i pomysłowy. Sama warstwa graficzna zachwyca. Obrazki malowane farbami są tutaj klimatyczne i czasami przejmują rolę komentarzy – zwłaszcza gdy trzeba uzupełnić wiedzę z tekstu o rzeczywiste wyzwania czy reakcje bohaterów. Rysunki są niedoskonałe i piękne w tej niedoskonałości – nie są to bezduszne grafiki komputerowe, a tradycyjne i piękne ilustracje, które przypadną do gustu znowu różnym pokoleniom czytelników – i dzieciom (jako odskocznia od cukierkowych albo sztucznych obrazków), i dorosłym (ze względu na wzruszającą estetykę). Można się tu pośmiać, można przypomnieć sobie, dlaczego Boże Narodzenie w dzieciństwie ma swoją magię i przyciąga. To idealna lektura na zimowe wieczory. Zrealizowana tak, że każdy przekona się, dlaczego warto pielęgnować tradycje i zapewniać swoim pociechom doznania w stylu tych, które elfy proponują Świętemu Mikołajowi.

niedziela, 24 listopada 2024

Aleksandra i Daniel Mizielińscy: Miasto Tańczącego Karpia. Książka-gra dla poszukiwaczy przygód

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Podróż

To książka przygotowana z rozmachem, imponująca w zakresie realizacji artystycznej, ale i w samym pomyśle. Składa się z dwóch tomów – ogromnego zestawu ilustracji zatytułowanego „Miasto Tańczącego Karpia” oraz z „Podróżnika” – tekstowego przewodnika po tym, co należy w grze zrobić. Picture book jest wypełniony po brzegi postaciami fantastycznymi z wierzeń, baśni, wyobraźni – zaludniany jest bardzo starannie, bo prawie tysiąc postaci będzie czegoś od odbiorców żądało albo o coś prosiło. Niewielkie sylwetki mają nad sobą numery – te numery należy odnaleźć w „Podróżniku” i przekonać się, czego oczekują bohaterowie. W jednoakapitowych komentarzach wygłaszanych przez nich pojawia się mnóstwo emocji i atrakcji, to rodzaj gry planszowej bez planszy – lektura jest bardzo wyrywkowa i bazuje na emocjach odbiorców, na chęci włączenia się w zabawę. Zdarza się, że zadanie ma kilka etapów i nie wystarczy lektura akapitowego tekstu – trzeba będzie sporo wysiłku i kombinowania. Nie zawsze też da się od razu wykonać zadanie – zresztą autorzy nawet ostrzegają przed takimi pseudoporażkami: trzeba będzie sporo wysiłku, żeby poradzić sobie z wyzwaniami. Jakby tego było mało odbiorcy otrzymują tu 272 naklejki, które należy wykorzystać dopiero w momencie trafienia na odpowiednie polecenie – tym uzupełni się strony i być może zyska potrzebne do rozwiązywania zagadek podpowiedzi. Zdobywa się w tej grze hasła i zapełnia plecak przedmiotami, które przydadzą się w wędrówce. Mizielińscy proponują w zasadzie grę komputerową bez komputera – zapewniając świetną zabawę wszystkim poszukiwaczom przygód. Książka z ilustracjami przygotowana została tak, żeby nie znużyć także dorosłych odbiorców – mogą więc i oni przystąpić do skomplikowanej gry. Familijna rozrywka pozwala rzecz jasna na samodzielną pracę, wymusza na odbiorcach skupienie i uważność, ale zapewnia mnóstwo atrakcji – stworzona jest bowiem z humorem i dobrym pomysłem. Warto przestrzegać reguł i nie czytać paragrafów, których się nie odkryło podczas podróży.

Żeby nie pogubić się w zawiłościach akcji, można na początku skorzystać z podpowiedzi: podążania za zielonymi odnośnikami, które wytyczają szlak na jednej rozkładówce – dzięki temu można wdrożyć się w zasady gry, sprawdzić swoje umiejętności, cierpliwość i ciekawość. W nawigacji po mieście pomoże specjalny plan – na końcu tomu pojawia się obrazek podzielony na kwadraty z numerami, tak łatwiej będzie przedostać się do odpowiedniego punktu w książce.

Nie jest to gra do szybkiego rozwiązania, nie jest naiwna. Dostarcza mnóstwa wrażeń, silnych emocji i dobrej zabawy. Wprowadza czytelników w historie, które muszą oni samodzielnie odkrywać i zapamiętywać, żeby pomagać bohaterom – i żeby orientować się w świecie z Miasta Tańczącego Karpia. To lektura w sam raz dla odbiorców, którzy lubią się bawić i grać, a nie kojarzą książek z przyjemną rozrywką – tu znacznie więcej trzeba będzie oglądać skomplikowanych grafik i szukać wskazówek, niż bazować na tekście czytanym. Aleksandra i Daniel Mizielińscy przemycają wspaniałą zabawkę dla całych pokoleń. Warto im zaufać i wejść do miasta, które skrywa moc atrakcji. Ta książka będzie doskonałym prezentem dla wszystkich, którzy lubią zagadki i wyszukiwanki, ale chcieliby się przenieść o poziom wyżej w ich rozwiązywaniu.

niedziela, 17 listopada 2024

Mike Barfield, Jess Bradley: Dzień z życia astronauty, kosmicznej kupy i ziemskiej skorupy

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Wiedza wszechświata

Mike Barfleld i Jess Bradley przedstawiają dzieciom komiksowe ciekawostki związane z kosmosem – i przygotowują do zdobywania wiedzy z poważnych źródeł dzięki zabawie i dowcipnym skojarzeniom. „Dzień z życia astronauty, kosmicznej kupy i ziemskiej skorupy” to książka kolorowa, wypełniona danymi ale też przygotowana tak, żeby można było nią zaintrygować małych poszukiwaczy wiadomości. Tu nie ma miejsca na nudę, bo wszystkie dane zostały zaprezentowane w formie śmiesznych komiksów, a bohaterowie – ożywieni po to, żeby zabierali głos w swoich sprawach i mogli dzielić się własnymi doświadczeniami bezpośrednio. To pozwala uniknąć zrutynizowanych komentarzy i naukowej narracji wszechobecnej w edukacyjnych tomikach – zamienia proces zdobywania wiedzy w zabawę i działa mnemotechnicznie. Niemal każda strona jest tutaj rozpisana na kadry – niezbyt szczegółowe w obrazkach, ale za to zawsze przesycone dowcipem. Liczy się swobodny ton opowieści, mnóstwo emocji i porównań działających na wyobraźnię, autoironii w ujęciu bohaterów i przekomarzających się postaci wyjętych wprost z przestrzeni kosmicznej. To kosmos nadaje ton w tej książce – to poznawanie wszechświata ma przyciągać małych odbiorców. Gwiazdy, galaktyki, kolejne planety, bryły skalne, przedmioty zabierane w kosmos, zwierzęta, które były na misjach, rakiety, ciemna i jasna strona Księżyca, lodowe obłoki – wszystko może tu zamienić się w bohatera krótkiej opowieści, przedstawić swoje stanowisko i podzielić się przepisem na funkcjonowanie w kosmosie. Zawsze jest to zresztą podporządkowane śmiechowi, więc dzieci z chęcią będą odkrywać tajemnice kolejnych historii. Czasem pojawiają się jeszcze rozkładówki w formie infografik – w stylu dopasowanym do komiksów – wtedy wiadomości pojawiają się w postaci komentarzy i podpisów.

Dzieciom spodoba się nie tylko lekkość przekazywania informacji, ale również ich wielość. Tu rzeczywiście można sobie wybierać co bardziej atrakcyjne zagadnienia, nie czytać książki linearnie tylko przeskakiwać po stronach i szukać tego, co najbardziej pasuje do aktualnie zadawanych pytań. Można sprawdzać, o co chodzi z wybranymi ciałami niebieskimi, albo z sytuacjami w kosmosie (co ciekawe, proces spaghettyzacji został tu przełożony jako spaghettifikacja), można poznawać astronautów i śledzić dokonania kolejnych krajów w podboju kosmosu, można wybrać się w podróż z sondą kosmiczną. Można wszystko i to jest w tych komiksach najlepsze. Dzięki stylowi prowadzenia tej narracji łatwo zdobyć uwagę najmłodszych – i tak zainteresowanych zwykle tym, co dzieje się w kosmosie. Ta książka stanie się idealnym wstępem do edukowania się w zakresie wiedzy o kosmosie, a do tego podsyci wyobraźnię najmłodszych i wyczuli ich na ironię. Jest tu mnóstwo faktów, wiadomości, na które nie odpowiedzieliby rodzice – więc dzieci mogą samodzielnie czytać tę książkę i dzielić się później informacjami. W tej serii ukazał się już „Dzień z życia skunksa, jelita i tego, kto to czyta” i wygląda na to, że na rynek wkracza zestaw bardzo atrakcyjnych i dostosowanych do percepcji młodych odbiorców propozycji edukacyjnych – na wesoło.

sobota, 10 sierpnia 2024

Elise Gravel i Mykaell Blais: Błękit? Róż? Ty i już! Ważne pytania o płeć i bycie sobą

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Podziały

Elise Gravel zamierza (a pomaga jej Mykaell Blais) opowiedzieć dzieciom o tym, że wszyscy mogą zajmować się tym, na co mają ochotę, nie muszą przejmować się stereotypowymi podziałami. Wybiera - jak zwykle - bardzo proste i przekonujące obrazki i dające do myślenia podpisy, pytania kierowane do odbiorców. To dzięki tym pytaniom dzieci mogą się zastanowić, czy wymieniane motywy są przypisane wyłącznie do jednej płci, czy też może po nie sięgać każdy, kto ma ochotę, czy są jakieś odgórnie ustalane (i przez kogo) zasady, że tylko chłopcy mogą bawić się dinozaurami a tylko dziewczynki mogą bać się pająków). Przypomina, że wszelkie tego rodzaju sztuczne i odgórne ustalenia mogą niepotrzebnie wpływać na samopoczucie odbiorców - a przecież nikt nie powinien czuć się źle z powodu robienia czegoś, co lubi. To umożliwia płynne przejście do tematu tożsamości płciowej i zaimków stosowanych wobec siebie przez każdego, kto określa się w sposób niezgodny z płcią biologiczną. Zagadnienie to bywa trudne nawet dla dorosłych, tymczasem Elise Gravel radzi sobie z przedstawieniem go najmłodszym odbiorcom w sposób bardzo prosty i naturalny - nie ma tu nic dziwnego czy budzącego wątpliwości. Wszystko bazuje na refleksjach samych odbiorców - ale autorka naprowadza ich na właściwe odpowiedzi swoimi pytaniami. Takie zabiegi pozwalają przyswoić sobie prezentowane wiadomości i potraktować je jako coś zupełnie zwyczajnego. Można kochać kogo się chce, można wybrać zawód, jaki się chce - i budować taką rodzinę, jakiej się potrzebuje. W takich sferach nie powinny się pojawiać żadne odgórne ustalenia - każdy może kształtować swoją egzystencję według własnych upodobań i nie oglądać się na zewnętrzne zasady.

"Błękit? Róż? Ty i już. Ważne pytania o płeć i bycie sobą" to picture book utrzymany w tonie i kolorystyce w stylu poprzednich książek tej autorki pojawiających się na rynku. Elise Gravel tym razem jednak rezygnuje z bezkształtnych stworków zamiast ludzi: nie ucieka już przed przedstawianiem człowieka (i to przeważnie w grupie innych), ale dalej stawia na różnorodność, proste kształty, wyraźne kontury i kolory. Wszystko po to, żeby nie przytłaczać dzieci koniecznością zastanawiania się nad przesłaniami w grafice - sam tekst dostarcza materiału do przemyśleń, nie trzeba jeszcze dodatkowo komplikować opowieści przez obrazki. Autorka wie, jak poprowadzić narrację - graficzną i tekstową - żeby przekazać dzieciom to, co najważniejsze. Znowu edukacja w zakresie płciowości, tożsamości płciowej i podziałów w społeczeństwie przechodzi w zabawę - liczy się przyjemność z lektury i odkrywanie ważnych przesłań. Elise Gravel przedstawia wiadomości tak, by nie dało się z nimi polemizować, przekazuje dzieciom wizję świata, w którym każdy może cieszyć się tym, jaki jest - bez konieczności dopasowywania się do wymogów innych ludzi. Jest to tomik potrzebny i ładnie ujmujący wszystko to, co dzisiaj jeszcze stanowi często przedmiot burzliwych dyskusji.

niedziela, 21 lipca 2024

Elise Gravel: Każdy z nas

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Podobieństwa

Elise Gravel przekonała już młodych odbiorców co do tego, że nie ma czegoś takiego jak "norma", jeśli chodzi o ludzkie ciała - każdy człowiek jest inny, każdy ma cechy, które odróżniają go od reszty. Teraz jednak przypomina o przeciwieństwie przesłania tomiku "Ciało" - w "Każdym z nas" autorka skupia się na tym, co ludzi do siebie upodabnia. Bez względu na wszystkie różnice w wyglądzie czy zachowaniach, są też elementy wspólne, które również prowadzą do przypominania o szacunku dla drugiego człowieka. Tu Elise Gravel stawia głównie na uczucia i emocje, twierdząc, że każdy z nas czasami się złości albo cieszy, każdy popełnia błędy albo się czegoś uczy, każdy chodzi do toalety, każdy ma nadzieje, pomysły i każdy chciałby być akceptowany. "Każdy z nas" to tomik ważny i wartościowy - w bardzo prosty sposób przedstawia to, o czym należy pamiętać w relacjach z innymi, ale także w stosunku do samych siebie - dzieci muszą się przekonać, że nikogo nie wolno dyskryminować i wyśmiewać, bo każdemu przytrafiają się pomyłki i problemy - to zjawiska wpisane w istotę bycia człowiekiem.

Autorka nie wymyśla tu rozbudowanej narracji tekstowej, stawia na proste hasła, które następnie ilustruje w komicznych kadrach. "Każdy z nas" to książka w takim samym stopniu do czytania jak i do oglądania, najważniejsze jest w niej jednak przemyślenie wszystkich treści - tekst dotrze nawet do najmłodszych dzieci, nie sprawi im problemów - jego podskórna warstwa okaże się naturalna i oczywista do przyswojenia, więc zaowocować może wychowaniem świadomego pokolenia. "Każdy z nas" to kolejny krok do łagodzenia konfliktów międzyludzkich - autorka w najlepszy możliwy sposób przypomina i utrwala najważniejsze prawdy o odbiorcach. Na temat zawartości tomiku można z dzieckiem porozmawiać - ale książka została przygotowana tak, że nikt nie będzie potrzebował dodatkowych wyjaśnień czy informacji. Elise Gravel bez trudu trafi do odbiorców z różnych środowisk - i uświadomi im, jak bardzo podobieństwa w reakcjach na zwyczajne i codzienne wydarzenia zrównują wszystkich.

"Każdy z nas" to książka przygotowana zabawnie - dzieci będą zaskakiwane choćby motywem wyjścia do toalety w ramach wyliczeń - ale humor poprawiać im będą także wesołe obrazki. Elise Gravel bawi się tutaj grafikami, tworzy zabawne stworki, które niekoniecznie przywodzą na myśl ludzi - to gryzmołkowe istoty, które przenoszą cechy ludzkie, żeby jeszcze łatwiej i jeszcze szybciej można było przemycać odkrycia i przesłania z książki. Elise Gravel wie dobrze, co zrobić, żeby przyciągać uwagę najmłodszych. Funduje im zestaw atrakcji - wydawać by się mogło, że w tomiku pozbawionym fabuły i nastawionym na wyliczenie nie będzie miejsca na uśmiech, na szczęście dzieje się inaczej i autorka łatwo pozytywnie nastawi do siebie dzieci. "Każdy z nas" to książka, którą faktycznie każdy z nas powinien nie tylko poznać, ale wręcz znać na pamięć - żeby nie tworzyć pola do konfliktów z innymi. A jednocześnie udało się tak ważne przesłania przedstawić zupełnie bez moralizatorskich tonów, wielki to sukces Elise Gravel - i kolejny dowód na to, że tej autorce warto ufać.

środa, 17 lipca 2024

Elise Gravel: Cześć, ciało!

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Różności

Różne są kolory skóry, różne rodzaje sprawności, różne włosy, różne marzenia i różne kompleksy. Każdy ma inne ciało - i czasami czuje się w nim świetnie, a czasami chciałby coś zmienić (mniejszego lub większego). Ale Elise Gravel dąży do tego, żeby przekonać młodych odbiorców, że ciało to najlepszy przyjaciel - zasługuje na szacunek, troskę i opiekę. W zasadzie tomik "Cześć, ciało" nadaje się jako lektura dla dzieci i dla dorosłych - w krótkich komentarzach do zabawnych rysunków pojawiają się odkrycia, które dla części są oczywiste - jednak dla części czytelników będą prawdziwym olśnieniem. Przekaz jest oczywisty: autorka chce uświadomić odbiorcom, że każde ciało zasługuje na szacunek i na dobre traktowanie. Nie ma tu mowy o żadnych wykluczeniach ani o piętnowaniu inności, nie ma też czegoś takiego jak norma - co dobitnie uzmysławiają odbiorcom kolejne kolorowe i proste ilustracje. Skoro nie ma normy, to nikt się nie wyróżnia, bo wyróżniają się absolutnie wszyscy. I dzięki temu można budować zasady akceptowania wszystkich bez wyjątku. "Cześć, ciało" to ważny picture book - powinien obowiązkowo znaleźć się w lekturach każdego dziecka.

Bohaterowie to przedziwne postacie o prostych kształtach. Trochę antropomorfizowane (mają ręce, nogi, oczy i buzie, ale niektóre mają też królicze uszy, ciało parówki, rogi, plamy albo kosmyki. Nie ma dwóch identycznych figurek - i to pozwala trochę inaczej spojrzeć na świat ludzi, którzy przecież tak samo tworzą jeden gatunek, a jednak różnią się między sobą. Każda strona to osobne zawołanie do odbiorców, przekaz, który został ujęty w jednym zdaniu, tak, żeby łatwo go było przyswoić, przetrawić i zapamiętać, a także wprowadzić jako przewodnik po kolejnej stronie. Bo sporo rzeczy mieści się właśnie w prostych obrazkach. Elise Gravel stawia na prostotę - wielkie kształty, pozbawione szczegółów tła i wszechobecny humor. Kontury wypełnione plamami barwnymi rzucają się w oczy - śmiech budzą zwłaszcza miny bohaterów i ich gesty. To nastraja pozytywnie do odbioru książki i przyczyni się do chętnego zanurzania się w treść. Autorka dodaje do obrazków komentarze - które powinny znaleźć się w zasobach każdego odbiorcy. Nie daje szansy na żadne dyskryminacje, ucieka od szufladkowania i generalizowania (jedyne uogólnienie to to, że każdy ma ciało i każde ciało zasługuje na dobre traktowanie - ale tu akurat trudno byłoby wybrać inną drogę). Zapewnia dzieciom dynamiczną lekturę, w której cieszy absolutnie każda strona i każde kolejne odkrycie. Może to być książka do przeprowadzania ważnych rozmów z dziećmi, ale może też stanowić samodzielne odkrywanie świata - zestaw przesłań tu zakodowanych to absolutna podstawa w życiu każdego człowieka, im wcześniej zostanie przyswojona, tym lepiej. To mały krok Elise Gravel do uczynienia świata lepszym - przez edukowanie najmłodszych pokoleń. Takich książek na rynku ciągle jest za mało - więc warto każdą kolejną promować. A że Elise Gravel nie ma sobie równych w humorystycznych komiksowych historyjkach - tym lepiej dla czytelników.

środa, 26 czerwca 2024

Maria Środoń: 40 haseł o demokracji

Kancelaria Sejmu, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Rządzenie

Warto od najmłodszych lat tłumaczyć dzieciom specyfikę ustrojów i systemów politycznych – żeby świadomie wychowywać kolejne pokolenia. Zresztą książka Marii Środoń może być też wsparciem dla uczniów, którzy muszą uporządkować sobie najbardziej podstawowe wiadomości i pojęcia. „40 haseł o demokracji” to książka, która może nie nadaje się na rozrywkową lekturę – ale odpowiada na wiele pytań dzieci i pozwala im na zgłębianie tematu związanego z rządami i wyborami. Wśród pojęć, które pojawiają się w tomie, są te odnoszące się do dzisiejszych czasów – demokracja, konstytucja, kampania wyborcza czy wolne wybory – ale też mnóstwo zagadnień z przeszłości, między innymi liberum veto, konstytucja 3 maja czy wolna elekcja – dzieci otrzymają zatem również lekcję historii, dzięki czemu będą mogły zrozumieć znaczenie tradycji i zmian na przestrzeni wieków. Każdy komentarz zajmuje tu niecałą stronę (samo hasło to temat na całą rozkładówkę, ale sporo miejsca zabiera ilustracja, tak, żeby nieco uprzyjemnić odbiorcom proces zdobywania wiedzy; z rzadka zagadnienia odrobinę się rozrastają – chodzi w końcu nie o to, żeby zachować idealny rytm objętościowy, a o to, by udało się zrozumiale wytłumaczyć odbiorcom fakty). Co ciekawe, czasami ilustracje zamieniają się w niby-komiksy, tak, żeby przedstawić w działaniach postaci przykłady dotyczące wybranego hasła. Do tego autorka wprowadza również w samych definicjach komentarze odwołujące się do codzienności dzieci – żeby mogły porównać sobie zasady z tym, co znają z najbliższego otoczenia. Adam Wójcicki stara się na ilustracjach prezentować anonimowych bohaterów w zależności od dystansu od nich – tych najdalej zupełnie symbolicznie, tych najbliżej – z wieloma szczegółami. A zaludnia karty książki bardzo gęsto. Można tę książkę czytać strona po stronie i dowiadywać się czegoś o kolejnych aspektach demokracji, można też potraktować ją jak hipertekst (którym zresztą jest) i posiłkować się systemem odnośników na dole każdego komentarza. „Zobacz więcej pod hasłem” to propozycja dla tych dzieci, którym nie wystarczyło krótkie omówienie – które chciałyby poszerzenia wiadomości albo wręcz dalszego analizowania tematów. Mogą przenieść się na inne strony i szukać tematów zbliżonych do wybranego przez siebie, żeby nie wypadać od razu z kręgu zainteresowań. To rozwiązanie dobrze pomyślane, proste i skuteczne, jeśli ktoś sięga po tom z ciekawości. Całość przygotowana została tak, żeby młodzi odbiorcy nie mieli większych trudności ani z przyswajaniem wiedzy, ani z korzystaniem z książki – liczy się tu przystępność i trafność w komentarzach i definicjach. Nie ma miejsca na dygresje i brak precyzji, trzeba podawać samą esencję – także dlatego, żeby nie zniechęcić dzieci do lektury. To na pewno książka potrzebna w procesie edukacji, jednak dla tych odbiorców, którzy chcieliby wcześniej rozpocząć swoją przygodę z polityką, to nieoceniona pomoc. Zwłaszcza że raczej rzadko podobne tematy wyjaśniają rodzice. „40 haseł o demokracji” to książka dobrze wymyślona, wypełniona ciekawostkami (z perspektywy młodych odbiorców) i starannie zrealizowana.

niedziela, 23 czerwca 2024

Edith Unnerstad: Szalone wakacje, czyli podróż z rondlem

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Droga

Jest to książka, jaka dzisiaj powstać by nie mogła, dlatego bardzo cieszy fakt, że pojawia się na rynku we wznowieniu i w serii Mistrzowie światowej ilustracji (z obrazkami Ilon Wikland, rzeczywiście zasługującymi na uwagę i idealnie wpasowanymi w tekst; zresztą to ta ilustratorka współpracowała między innymi z Astrid Lindgren). Przede wszystkim tematyka nie przypomina dzisiaj tworzonych powieści dla młodych czytelników – a realizacja wymusza skupienie i uczestniczenie w akcji. Edith Unnerstad w tomie „Szalone wakacje, czyli podróż z rondlem” doskonale się bawi, tworząc powieść przygodową. To zestaw odważnych rozwiązań, jakie przywodzą na myśl na przykład pomysły Astrid Lindgren, chociaż są bliżej zwyczajności. Autorka przedstawia coś, co nie miałoby obecnie szans zaistnieć bez zainteresowania opieki społecznej – tu funkcjonuje całkiem nieźle. Zwłaszcza że zaczynają się wakacje, a to czas, który pozwala na dowolne wybryki.

Rodzina, którą Edith Unnerstad przedstawia, jest w najlepszym razie ekscentryczna. Mama to była aktorka i wielbicielka Szekspira, tata – wynalazca (stworzył między innymi trzyczęściowy rondel, który gwizdem informuje o przygotowanym posiłku. Do tego siedmioro dzieci, z których środkowe – Lasse – opowiada całą historię. Nie byłoby tu o czym mówić, gdyby nie sytuacja, w jaką wikłają się bohaterowie. Problemy lokalowe (ciasnota i brak mebli sprawiają, że dzieci śpią na odwróconych stołach, krzesłach i deskach do prasowania) sprawiają, że rodzina jedną z dziewczynek oddaje na przechowanie do niezbyt lubianego krewnego. Gdy krewny ginie potrącony przez tramwaj, okazuje się, że bohaterowie dostają w spadku jego dwa konie i wozy. I to powód, żeby ruszyć w trasę – spróbować sprzedawać rondle taty, a do tego przeżyć ciekawą przygodę w drodze. Ciaśniej niż w domu przecież nie będzie. Dzieci cieszą się takim pomysłem, traktują go jak wyzwanie. Rodzice nie widzą przeszkód – nawet podróż z maleńkimi dziećmi nie wydaje się im przerażająca. Każdy może się czymś zająć, a po drodze da się też zawrzeć niezwykłe znajomości. Dzieci są samodzielne i zaradne, wiedzą, jak się zachować, a ponadto mogą sobie pozwolić na beztroską zabawę. Do czasu – bo przecież taka trasa to również szereg niebezpieczeństw. Nie zabraknie tutaj złodziei i włamywaczy, pojawi się nawet potencjalny morderca – pytanie, czy wóz da wystarczające schronienie rodzinie. Z czasem zdarza się tu coraz więcej i czytelnicy nie będą wiedzieli, czego mogą się spodziewać – za to dadzą się wciągnąć w brawurową akcję. I nie ma znaczenia, że niektóre z dzieci są mniej uzdolnione niż inne, a u niektórych zdarzają się pewne dziwactwa. Tu wszystko jest normalne i zaakceptowane. Edit Unnerstad znajduje sposób na to, żeby zachęcić odbiorców do czytania, do lektur dla przyjemności – zapewnia to, co dzisiaj zapomniane jako wakacyjna powieść przygodowa (a wręcz awanturnicza). Sporo jest tu humoru, więc mogą po ten tom sięgać nawet dorośli, jeśli mają ochotę poczytać swoim pociechom. Edith Unnerstad nie boi się przełamywania tabu, pisze w czasach, w których jeszcze poprawność polityczna i lęk przed wpływem tekstów na młode umysły nie paraliżowały twórców. Zapewnia więc książkę wyrazistą i ciekawą, wesołą i bardzo przyjemną. Trudno się od tej lektury oderwać. A Ilon Wikland pomaga w wyobrażaniu sobie bohaterów i ich niezwykłego pojazdu.

środa, 12 czerwca 2024

Yannets Levi: Przygody wuja Leona na rumuńskich stepach

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Wuj z fantazją

Czego wuj Leon nie przeżył na rumuńskich stepach! Potrafi wszystko i ze wszystkim sobie poradzi, nawet jeśli trzeba będzie zmienić się w karalucha i wieść życie z dziesięciorgiem karalusząt i żoną. Ma na głowie tylko cztery włosy, ale tak mocne, że utrzymają go na drzewie przez kilka lat - sposób zejścia z gałęzi wydaje się dość… ekscentryczny, ale taki właśnie jest wujek Leon. On nie boi się niczego, może podróżować na chmurze i zyskać bardzo dziwne stanowisko w pewnym dworze. Wie też, jaką moc mają opowieści: w końcu można dzięki nim pokonać potwora. Wujek Leon to postać, która wciąga i zachwyca nie tylko dzieci: dorośli również mogą być zafascynowani bohaterem, który bez przerwy zmyśla, a robi to z wielkim przekonaniem i wdziękiem. W końcu najważniejsze to snuć opowieści. W gawędach prawdziwa siła, nie liczy się ani prawdopodobieństwo, ani prawdziwość – a siła przekazu. Tę wuj Leon osiąga bez większego trudu.

Wszystkie historie wuj Leon opowiada dziecku, które wierzy w nie bezgranicznie. Sceptycznie nastawieni członkowie rodziny nie są w stanie zakwestionować tych rewelacji, liczy się tylko to, co zaprezentuje wuj – na prawach prawdy. Absurdalne przygody kreślone z rozmachem to nie tylko powód do śmiechu, ale też do zagłębiania się w lekturę. „Przygody wuja Leona na rumuńskich stepach” to książka nawiązująca formą do klasyki absurdu, przywodzi na myśl najlepsze dokonania Ericha Kastnera. Jest zaproszeniem do świata wyobraźni i do swobody twórczej – dzisiaj niewielu autorów decyduje się na tego typu rozrywkę. Tymczasem Yannets Levi udowadnia, że bezinteresowny komizm może być równie dobrym powodem sięgania po książki jak czynniki edukacyjne. Dobra zabawa to jedyny argument, który nakazuje mieć ten tom zawsze pod ręką i korzystać z niego dla poprawy humoru – i jednocześnie argument najważniejszy i w pełni wystarczający. Książka składa się z kilku zaledwie opowiadań – ale opowiadań wartościowych i gęstych, wypełnionych wyjątkowymi pomysłami. Za każdym razem wuj Leon odnosi się do prawdy głoszonej przez dorosłych – kwestionuje ją i przedstawia własną wersję wydarzeń, według której to, co nie mieści się w światopoglądzie poważnych ludzi, staje się rzeczywistością. Snuje opowieści mistrzowsko – nie da się mu udowodnić kłamstwa albo nieścisłości, a wszelkie wątpliwości, jakie mogą się nasunąć słuchaczom, wuj natychmiast wyjaśnia. Znajduje wytłumaczenie na wszystko, nie można go zignorować ani traktować z pobłażaniem: w końcu ktoś, kto przeżył tak wiele, musi mieć rację.

Wuj Leon pokazuje, jak ważna jest wyobraźnia. Pokazuje to w pośredni sposób, dzięki przestrzeniom, do których zabiera swoich słuchaczy i odbiorców książki. Bez zbędnego moralizowania i tłumaczenia rzeczy oczywistych wuj Leon bawi się wymyślaniem kolejnych przygód – zabawnych i wyrazistych. Mnóstwo dowcipu w narracji przekładać się będzie na zachwyt czytelników i na nawyk sięgania po książki dla rozrywki. Te historie poprawiają humor. Ewa Stiasny proponuje oniryczną warstwę graficzną, tak, żeby nie zaburzyć pomysłów rozsnuwanych przez autora. Wykorzystuje kolory bez wyraźnych konturów, malarskie plamy farby, którym nadaje sensy. Nie jest to styl typowy dla książek z literatury czwartej – jednak tu się dobrze sprawdzi. W końcu „Przygody wuja Leona na rumuńskich stepach” to książka dla wszystkich.

wtorek, 30 stycznia 2024

Sylvia Vanden Heede: Felek i Tola. Gdzie jest lód?

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Podstęp

Przeważnie jest tak, że czytanki dla najmłodszych nie zachęcają do samodzielnego czytania z prostego powodu: są o niczym i nie zaintrygują dzieci. Tymczasem trzeba czegoś z pomysłem i dynamiczną fabułą, żeby maluch zaangażował się w lekturę i sam chciał sprawdzić, co stanie się dalej. Wprawdzie motyw zakochania się też nie jest specjalnie kuszący dla kilkulatków, ale już kryminał jak najbardziej. I wykorzystuje to Sylvia Vanden Heede w siódmym tomie serii o przygodach zajączki i lisa (oraz ich przyjaciół). „Felek i Tola. Gdzie jest lód” to zestaw historii nieskomplikowanych, za to o dużym ładunku emocjonalnym – w sam raz, żeby przekonać dzieci do umysłowego wysiłku i zachęcić je do poznawania doświadczeń bohaterów. Jest tu sporo humoru, duża dawka energii i niespodzianki – wszystko po to, żeby najmłodsi jak najmocniej wgryzali się w tekst i bawili nim.

Najpierw kilka bardzo krótkich rozdziałów pełni funkcję prezentacji bohaterów: trzeba przecież zorientować się, kto jest kim i co go w tym świecie wyróżnia – idealnie sprawdzą się tutaj anegdotyczne przygody, jednorazowe i komiczne, takie, które nie wymagają specjalnej uwagi, ale mimochodem zaprzyjaźniają z bohaterami. W związku z tym dzieci, które nie czytały poprzednich tomów o Felku i Toli, nie muszą nadrabiać zaległości: zostaną od razu zaproszone do rzeczywistości bajkowej i poradzą sobie z nakreślaniem relacji między postaciami. Wszystko zmienia się już na oczach czytelników – bo do grona postaci dołącza Pinga Winga, pingwinka z odległego południa. Pinga Winga sprowadza swojego brata, a brat przynosi pewien niezwykły prezent. Teraz już akcja nabiera tempa: bo ktoś chce sprawić, żeby Pinga Winga spojrzała na niego przychylniej, a ktoś inny zawsze marzył o karierze detektywa, a jeszcze ktoś inny idealnie nadaje się do kryminalnej roboty – tylko że zaciera granice zabawy. Będzie tu bardzo dużo zaskoczeń dla maluchów, a wszystko w zdynamizowanych do maksimum rozdziałach.

Teksty są pozbawione ozdobników, to czysta esencja akcji – nie ma czasu na rozglądanie się dookoła i na przedstawianie charakterów, wszystko musi wynikać bezpośrednio z działań i stać się oczywiste dla kilkulatków od razu – fabuła opiera się w dużej mierze na dialogach, które jeszcze podkręcają tempo opowieści. Jakby tego było mało, jednym z rozwiązań graficznych jest powiększanie części słów, nadawanie im charakterystycznych emocjonalnych akcentów – zmiana wielkości wyrazów dorosłym być może utrudniłaby czytanie, dla dzieci to bodziec lekturowy, pokazanie, co w tekście jest ważne i jak bohaterowie mówią. To rozwiązanie znane od dawna w literaturze czwartej, chociaż znacznie częstsze w picture bookach. Jakby tego było mało, wzrok przyciągają grafiki The Tjong-Khinga, ilustratora, który nie boi się młodzieżowej komiksowości w tomie dla najmłodszych. Sprawia on, że bohaterowie zyskują oryginalne rysy i miny, jednoznacznie wskazujące na ich (zwłaszcza nieczyste) intencje. I to się sprawdzi: obrazki intrygują i rozśmieszają, tekst rozbawia i wzbudza ciekawość. Dzięki temu książkę można spokojnie podsunąć dzieciom właśnie po to, żeby doskonaliły na niej umiejętność czytania. Tutaj nie ma czasu na grymasy: wszystko dzieje się błyskawicznie i zawsze jest coś wartego uwagi – to rozwiązanie sprawia, że nie będzie problemu z namówieniem dzieci do lektury.

poniedziałek, 25 grudnia 2023

Mac Barnett: Tajemnica Świętego Mikołaja

Dwie Siostry, Warszawa 2023.

Komin

Święty Mikołaj musi mieć jakieś tajemnice. Na przykład taką, jak właściwie udaje mu się wchodzić do domów przez kominy. Mnóstwo pytań można o to zadać, a Mac Barnett zamienia się w ciekawskie i dociekliwe dziecko. Wyobraża sobie motyw wchodzenia do domu przez Mikołaja na wiele różnych sposobów, a każde pytanie wyzwala rysunkową sugestię - Jon Klassen proponuje wersje obrazkowe przedstawionych wątpliwości i obrazkami dopowiada, co też autor mógł mieć na myśli. W związku z tym oczywiście w bajce robi się bardzo wesoło - temat Świętego Mikołaja jest na wszystkie możliwe sposoby przedyskutowany, trudno czasami wymyślić coś nowego i oryginalnego. Mac Barnett jednak wymyśla. Inspiruje się tym, czego nikt nigdy nie widzi, a co rozbudza wyobraźnię. Znajdzie tu autor płaszczyznę porozumienia z dziećmi - bo bardzo szybko wskaże najmłodszym temat, któremu warto się uważnie przyjrzeć. A jeśli już uruchomi kreatywność dziecięcych czytelników, może liczyć na wsparcie przy wskazywaniu kolejnych dopowiedzeń i refleksji na temat wejścia Mikołaja do domu. "Tajemnica Świętego Mikołaja" to tomik bardzo przyjemny i zabawny. Z pewnością rozśmieszy dzieci i nadaje się do lektury przed snem, zwłaszcza w grudniowym czasie. Może urozmaicić opowieści o Mikołaju albo je wzbogacić, może pokazać inną perspektywę lub zachęcić dzieci do samodzielnego wymyślania tematów związanych ze świątecznymi zwyczajami. Oczywiście podpowiedzi, które Mac Barnett wprowadza, wydają się często dość absurdalne albo komiczne same w sobie, tak, żeby zaintrygować odbiorców. Dzieci czeka tu świetna zabawa: rozrywka związana z dywagacjami na temat Świętego Mikołaja to zawsze coś atrakcyjnego. Nie dość, że wywołuje przyjemne skojarzenia - dzięki niespisanym nawiązaniom do konsekwencji wizyt Świętego Mikołaja - to jeszcze daje się szybko przeczytać. Mac Barnett stawia tu na motyw wyliczanki, kolejne rozkładówki zawierają pytania na temat przyzwyczajeń Świętego Mikołaja czy upodobań związanych z wchodzeniem do domów. Prezenty przynajmniej w warstwie narracji schodzą na dalszy plan, liczy się rozbudzanie ciekawości (bez możliwości zaspokojenia jej inaczej niż własną wyobraźnią).

Bardzo ważny jest tutaj pomysł, ale poza pomysłem liczy się warstwa graficzna. Mac Barnett nadaje tempo opowieści i zachęca do uzupełniania jej. Jon Klassen pozwala przeżywać historię i nadaje jej barw (także - komentuje absurd tekstowych propozycji). Całość zamienia się w lekturę porywającą dzieci i ich rodziców - jeśli dorośli będą wieczorem czytać swoim pociechom, na pewno się nie znudzą, a ubawią tak samo jak najmłodsi. Bo przecież w grudniu w Świętego Mikołaja uwierzyć mogą wszyscy - a tym bardziej potraktować go jako istotę z wadami i niekoniecznie radzącą sobie z przeróżnymi kryzysami. "Tajemnica Świętego Mikołaja" to książka, która poprawia humor. Nie ma w niej dużo tekstu, więc mogą ją samodzielnie przeczytać nawet te dzieci, które dopiero poznają litery. A do tego stanowi rozrywkową historyjkę wypełnioną oryginalnymi rozwiązaniami.

piątek, 15 grudnia 2023

Mike Barfield: Dzień z życia skunksa, jelita i tego, kto to czyta. Przezabawny przewodnik przyrodniczy

Dwie Siostry, Warszawa 2023.

Ciekawostki

Bardzo zgrabny pomysł na przybliżanie dzieciom wiadomości z różnych dziedzin wykorzystują Mike Barfield (autor tekstu) i Jess Bradley (autorka ilustracji komiksowych). „Dzień z życia skunksa, jelita i tego, kto to czyta. Przezabawny przewodnik przyrodniczy” już samym tytułem sugeruje, że banalnie i nudno na pewno nie będzie. A później robi się tylko ciekawiej. Książka jest podzielona na trzy części, w pierwszej pojawiają się zagadnienia związane z człowiekiem, w drugiej – ze zwierzętami, w trzeciej z przyrodą i zjawiskami kosmicznymi (a także kwestiami związanymi z Ziemią). Wszystko podporządkowywane jest tutaj zdobywaniu przez najmłodszych wiedzy, która przyda im się później w szkole – ale to także sposób na zaspokajanie ciekawości odbiorców. Przede wszystkim kolejni bohaterowie zabierający głos w opowiastkach komiksowych są antropomorfizowani. Oznacza to, że prezentować się będą (samodzielnie) na przykład nos albo leniwiec: z perspektywy istotnej dla małych odbiorców, czyli na przykład nos opowie o tym, co można czasami z niego wydłubać. Jednak Mike Barfield nie szuka okazji do szokowania czytelników (zwłaszcza tych starszych), a sposobów na trafienie do młodego pokolenia przez humor. Radzi sobie z tym znakomicie i sam dobrze się bawi, kiedy konstruuje kolejne opowiastki bohaterów znanych doskonale – a jednak pełnych tajemnic do odkrycia.

Każdy bohater przedstawia się samodzielnie, co oznacza, że każdy może zdradzić dzieciom własne sekrety – bo zna je najlepiej. I tak też się dzieje, tym razem przyrodnicze ciekawostki są ubrane w poetykę wyznania – nietypowego, bo podszytego śmiechem, ale dzięki temu też bardziej przyciągającego. Autor wyszukuje informacje zapadające łatwo w pamięć i wie, jak budzić radość kilkulatków. Komiksowe historie z „dnia” wybranej postaci (na przykład jętki, dla której dzień to całe życie) przerywa wizjami „tygodni” w przypadku tych bohaterów, którzy nie mogliby się ograniczyć do jednego dnia. Liczy się to, co nietypowe, niezwykłe albo tabuizowane – wydobycie na światło dzienne tego typu danych bardzo skutecznie zachęci dzieci do śledzenia książki – a czytać trzeba, żeby zdobywać kolejne porcje wiadomości w komicznej wersji. Z taką publikacją nie sposób się nudzić: tu człowiek, zwierzęta i sama planeta zaczynają stopniowo odsłaniać swoje oblicza – po to tylko, żeby uniknąć standardowych definicji i nieciekawych rozwiązań. Ilustracje są tu bardzo upraszczane i podprowadzane pod schematy znane z rysunków satyrycznych: liczy się skrót, umiejętność błyskawicznego pokazania tego, co najważniejsze i co przydatne dla zrozumienia puenty. Jess Bradley wie doskonale, czego trzeba najmłodszym odbiorcom, żeby przyciągnąć ich młodzieżowym charakterem tomu. Informacje zamienia w zabawę za sprawą nietypowych obrazków, rozśmiesza minami bohaterów i próbami uchwycenia tego, co nieuchwytne. Nie rozczarowuje ta książka – i tych odbiorców, którzy spodziewali się dobrej rozrywki, i tych, którzy chcieliby się czegoś dowiedzieć. Forma zapewnia odświeżenie, a realizacja przynosi sporo wiadomości.

sobota, 2 grudnia 2023

Sabine Lemire, Rasmus Bregnhoi: Mira

Dwie Siostry, Warszawa 2023.

Zwyczajność

Mira to bohaterka, która nie wykazuje się czymś szczególnym. Przeciętna dziewczynka wchodząca właśnie w etap dojrzewania. Ma przyciągnąć młodych odbiorców do komiksu właśnie swoją naturalnością i jeszcze dziecięcymi odruchami, kompletnym niezrozumieniem spraw dorosłego świata. Mama Miry bez przerwy zmienia facetów, zbyt mocno się maluje, ubiera kuse sukienki i ostro imprezuje. Przyjaciółka Miry zakłada klub dla zakochanych. Tymczasem Mira nie rozumie, o co chodzi z tą całą miłością i po co tyle zamieszania - wydaje jej się, że jeśli będzie przez pół godziny dziennie myślała o swoim najlepszym przyjacielu, to się w nim zakocha i będzie mogła dołączyć do klubu. Mira nie zawsze rozumie swoje koleżanki, nie wie, co może być fajnego w imprezach albo w ciągłym wzdychaniu do chłopaków, czasami wydaje jej się, że jest najbardziej samotną osobą na świecie, innym razem ratuje się drobnymi oszustwami, żeby nie pokazać swoich lęków i braku popularności. Mira radzi sobie jak umie, żeby dopasować się do otoczenia. Jest sympatyczna i niekonfliktowa - ale tak naprawdę wyróżniać się może tylko własną zwyczajnością. Nie ma tu superbohaterskich postaw ani fabularnych fajerwerków, Sabine Lemire i Rasmus Bregnhoi chcą stworzyć kolejną serię na wzór komiksowych stripów czy serii Sisters. Stawiają na krótkie historie - akcja zamyka się w kilku stronach i kończona jest puentą, żeby czytelnicy wiedzieli, że po ten cykl sięga się dla rozrywki. Mira nie uczy, jak żyć, pokazuje za to, że nie zawsze w codzienności jest różowo i nie wszystko układa się po jej myśli - ale potrafi smutki przekuwać w zabawę, nie przygnębia i nie narzeka. Dużo w tym ironii i wyczulenia na poczucie obcości, Mira trochę pozwala zrozumieć, na czym polega piekło wchodzenia w wiek nastoletni. To właśnie w Mirze odnaleźć się mogą kolejne czytelniczki - bo to postać, która nie została udziwniona ani przerysowana w stronę cukierkowości. Mira rysowana jest trochę naiwnie, na pewno nie upiększana - wszystko ma podkreślać zwyczajność. Może poza humorem - bo ten istnieje. Komiks odnosi się także do kwestii modelu rodziny - tutaj bohaterka jest w domu tylko z mamą (jej kolejni kochankowie to sytuacja przejściowa), taty Mira nie poznała, bo podobno jest zbyt zapracowany, żeby odwiedzić córkę. To także ukłon w stronę czasów, przejście do świata, który jeszcze dwie dekady temu był tabuizowany w twórczości dla dzieci.

"Mira" to obiecujący początek nowej serii, szansa na ciekawe opowieści - pokazywanie zwyczajności w niecodzienny sposób. Po ten komiks sięgać się będzie dla rozrywki i dla puent wprowadzanych przez autorów do kolejnych krótkich historyjek. Łatwo pozostać z Mirą w jej przestrzeni - wydaje się ona gościnna i bezproblemowa dla przybysza z zewnątrz. Ta bohaterka nie zmęczy odbiorców, za to uświadomi im, że nie są sami ze swoimi drobnymi zmartwieniami.

środa, 22 listopada 2023

Tina Oziewicz: Co uczucia robią nocą?

Dwie Siostry, Warszawa 2023.

Cisza

Tina Oziewicz na rynek powraca z książką, którą docenią nawet bardziej dorośli niż dzieci - jest to tomik niemal poetycki, picture book dziwny w swoim gatunku, bo z ilustracjami Aleksandry Zając, które dalekie są od kreskówkowych i bajecznie kolorowych obrazków. Słów jest mało: asceza w tym zakresie z kolei zmusza do zastanowienia nad wyborami, jakie autorka proponuje. Bo Tina Oziewicz nie będzie definiować uczuć ani stanów emocjonalnych. Przypomni o ich istnieniu i o konsekwencjach ich przeżywania dla przeciętnego człowieka - niezależnie od wieku. Proponuje książkę, która idealnie wpisuje się w ideę slow-life i jest sposobem na poznawanie siebie z dala od psychologicznych i parapsychologicznych poradników. To niby bajka dla najmłodszych, a jednak - także książka, w której zatracą się dorośli czytelnicy. Takie lektury trafiają do przekonania jurorom w konkursach literackich, za to mniej zapadają w pamięć najmłodszym. Bo przecież nie ma tu fabuły, nie ma tu narracji w rozbudowany sposób prezentującej kolejnych bohaterów. Wprawdzie każde uczucie jest tu przedstawione z imienia (nazwy uczucia) i narysowane jako nietypowy stworek, niby antropomorfizowany, ale nie do końca, istota z wyobraźni i klasyki (nawiązanie do "Tam, gdzie żyją dzikie stwory" Sendaka może stać się dla niektórych wręcz wyznacznikiem odbioru). Nie wszystkie uczucia - gości swojej książki - Tina Oziewicz traktuje identycznie. Części poświęca zaledwie jedno zdanie, inne opatruje nieco dłuższym, kilkuwersowym komentarzem. Zdarza się, że wybranym do sportretowania bohatera zdaniem trafia w sedno jego istnienia - innym razem zmusza czytelników do dokładniejszego przeanalizowania treści, tak, żeby wykryć zestaw skojarzeń i docenić sposób przedstawiania bohatera. Tina Oziewicz nie boi się metafor czy niedomówień, czasami ucieka od dosłowności - i nie wynika to z chęci zarzucania definicji, a z niemożności podania precyzyjnego zestawu cech. Zresztą autorka często próbuje po prostu zmusić czytelników do refleksji nad wybranym uczuciem - podpowiada, na co zwrócić uwagę albo zachęca do podążania za swoim zbiorem skojarzeń. Wtedy trafia przeważnie w punkty wspólne w doświadczeniach i przeżyciach. Każdy przecież, kto sięgnie do tej książki, ma jakieś - choćby intuicyjne - pojęcie na temat konkretnej emocji. Może zatem sprawdzić, na ile uwagi autorki pokrywają się z tymi twierdzeniami. Z kolei dzieci, które sięgną do tomiku, znajdą tutaj sporo drogowskazów, prób skomentowania rzeczywistości, która wymyka się poznaniu - albo przynajmniej komentowaniu. To nietypowe podejście, ale być może właśnie najlepsze w przypadku, gdy nie da się jednoznacznie określić każdego kolejnego uczucia. Autorka podpiera się przeżyciami i przemyśleniami na temat uczuć, ale kondensuje je, składa w zestaw celnych, wręcz aforystycznych drobiazgów.

W lekturze warstwa graficzna nie odwraca uwagi od przesłań. Tu jest noc, wszystkie obrazki należą do ciemnych, stonowanych, niekolorowych. Są magnetyczne, ale nie spodobają się dzieciom przyzwyczajonym do feerii barw i do popisów kolorystycznych. Czasami zresztą rysunki trochę podpowiadają sposób interpretowania wiadomości przekazanej w tekście, dopowiadają ją - i wypełniają miejsce na rozkładówce. Wszystko razem jednak pozwala zrozumieć uczucia - stanowi więc ważną podpowiedź w procesie rozwoju.

poniedziałek, 6 listopada 2023

Edward Lear: Dong, co ma świecący nos i inne wierszyki Pana Leara

Dwie Siostry, Warszawa 2023.

Nonsens

Cieszy fakt, że na rynek książek dla dzieci co pewien czas powracają teksty mistrzów absurdu. "Dong, co ma świecący nos i inne wierszyki Pana Leara" to oczywiście przegląd pomysłów Edwarda Leara - nieco dłuższych form i limeryków (nie takich nieprzyzwoitych a bazujących na absurdzie - i w polskim przekładzie Andrzeja Nowickiego nieco zawodzących purystów gatunku): propozycji dla dzieci i młodzieży, ale też dla fanów poezji nonsensu. Pojawia się tutaj Dong, co ma świecący nos - tytułowy bohater po prostu musi zawładnąć wyobraźnią odbiorców z różnych pokoleń. Ale autor proponuje też autoportret, naśmiewa się z pana Leara, opisuje go i wydrwiwa różne cechy, które niekoniecznie wzbudzają aprobatę tłumu. Zresztą ta prezentacja przydaje się do zrozumienia całego świata tworzonego przez Pana Leara: tu wszystko stoi na głowie, autor-bohater najczęściej i najchętniej robi wszystko na odwrót. Dżamble pływają w sicie (zresztą całkiem sporo akcji rozgrywa się na morzu lub oceanie) i wpływają brawurowo do różnych utworów. Akond ze Skwak czy Takie Coś pokazują, że nie wszystko trzeba doprecyzowywać: czasami lepiej zostawić pole do popisu dla wyobraźni i pozwolić sobie na luz.

Chociaż Edward Lear stawia na nonsens, w formie tekstów jest bardzo rygorystyczny - wybiera refreny (które będą mogły powtarzać dzieci, ale które też stanowią świetną okazję do popisów graficznych przy składaniu całości), powiela rozwiązania, które wypełnia nowymi treściami. Przyzywa bohaterów najdziwniejszych i wikła ich w relacje nie do końca oczywiste na pierwszy rzut oka. Daje sporo możliwości: tu nic nie może dziwić bohaterów (bo już odbiorców - wszystko). "Dong, co ma świecący nos" to popis możliwości fantazji - i zachęta dla dzieci do snucia własnych abstrakcyjnych historyjek. Powrót do poezji nonsensu to jedno: tomik pokazuje, że ten gatunek bardzo dobrze się sprawdzi także w literaturze czwartej, a dzisiaj w ogóle stanowi odtrutkę na powszechną bylejakość - Edward Lear ma w zanadrzu sporo niespodzianek, którymi dzieli się z odbiorcami. Ale w tym wypadku liczy się także niebanalna strona graficzna. Czarne strony (bo w końcu absurd to postępowanie na opak), zmieniające się czcionki, łamanie linearności tekstu - to wszystko "udziwnia" i tak już dziwne teksty, pozwala na zachwyt nad szerokim wachlarzem szans twórczych. Bohdan Butenko dobrze sprawdza się jako ilustrator: rozumie klimat absurdu i wie, jak oddać w grafikach to, co właściwie niewyrażalne i niedoprecyzowane w wierszu. Pan Lear zabiera dzieci do świata, w którym wszystko może się zdarzyć - i który z tego właśnie powodu jest najbardziej fascynujący. Jest to klasyka, klasyka dzisiaj zapomniana i przywracana - na szczęście - do świadomości całych pokoleń. Cieszy fakt, że na taki tomik znajduje się miejsce na rynku - pokazuje on bowiem, że poezja absurdu wcale się nie starzeje i nie wymusza konkretnego wieku grupy docelowej. "Dong, co ma świecący nos" to publikacja ambitna, ale też potrzebna i bardzo cenna - klasyka w wersji, za którą część czytelników mogła nawet nieświadomie tęsknić.

niedziela, 27 listopada 2022

Tomasz Kwaśniewski, Anna Bedyńska: Jedno oko na Maroko

Dwie Siostry, Warszawa 2022. (wznowienie)

Nietypowość

Każdy, kto z jakiegoś powodu wyróżnia się w grupie ludzi naraża się na ciekawskie spojrzenia, złośliwe uwagi i niechciane komentarze. Żeby zminimalizować liczbę dorosłych, którzy w ten sposób reagują na inność, trzeba edukowanie rozpocząć od dzieci - zresztą rzadko kiedy ukrywających szczere reakcje na widok obcych. I tak powstaje książka "Jedno oko na Maroko" Tomasza Kwaśniewskiego i Anny Bedyńskiej - pokazująca, że ludzie są różni i natknąć się na "odmieńców" można wszędzie, a taka sytuacja nie należy do dziwnych, a już na pewno nie powinna wywoływać sensacji. Ta książka powraca na rynek (w przypadku jednej rozmowy zostały w niej zmienione zdjęcia, bo też i zmieniła się sytuacja prezentowanej osoby) i może trafiać do kolejnych grup czytelników, młodszych i starszych: bo jest to temat ciągle aktualny i wymagający objaśnień. Tomasz Kwaśniewski i Anna Bedyńska wcielają się tutaj w irytujące dzieci, które na widok dziwnych w ich mniemaniu ludzi bez wahania wygłaszają swoje komentarze lub zadają niewygodne (głównie dla rodziców) pytania: to ich pomysł na formułę wywiadu i sposób na dotarcie do najmłodszych odbiorców. Chodzi o to, żeby zaspokoić czystą ciekawość i żeby móc bez tematów tabu porozmawiać o tym, co zaskakujące.

Przeważnie autorzy wybierają na rozmówców osoby, które na pierwszy rzut oka wyróżniają się z tłumu. Jest tu ktoś o zupełnie białej skórze, ale i ktoś, kto pokrywa ciało tatuażami i przyczepia kolejne kolczyki. Jest ktoś gruby i ktoś niski, ktoś, kto pracuje nad atletyczną sylwetką i ktoś, kto źle czuł się w swoim ciele i postanowił zmienić płeć. Ale znajdą się też ludzie o mniej oczywistych przy pierwszym spotkaniu odmiennościach, na przykład ktoś, kto lubi chodzić nago, albo ktoś, kto był w więzieniu. Zestawienie bohaterów tej książki wcale nie wyczerpuje wachlarza odmienności: każdy czytelnik bez wahania wskaże kolejne cechy, które sprawiają, że ich właściciel musi liczyć się ze społecznym ostracyzmem albo uwagami na stronie. Chodzi jednak o to, żeby zrozumieć zasadę działania i żeby zminimalizować ryzyko zrobienia komuś przykrości mimo woli. Co ciekawe, nie ma w tej książce podążania za modami w kwestii traktowania swojego ciała - żadnych porad dotyczących samoakceptacji. Niektórzy lubią siebie, inni nie - i nie ma to związku z faktem, jak wyglądają. Tu nie owija się w bawełnę: jeśli ktoś jest gruby, to mówi, że jest gruby (i wyjaśnia, że w dzieciństwie jadł zbyt dużo słodyczy), nie ma miejsca na oszukiwanie siebie i czytelników. Autorzy zadają pytania celowo naiwne, takie, które zadałoby nieświadome dziecko - dopiero później, gdy uzyskają pierwsze informacje, mogą rozwinąć rozmowę i prowadzić do pogłębianych analiz sytuacji. Stawiają na świeczniku tych, którzy mogą jakoś wpłynąć na własne ciało, i tych, którzy zostali skazani na inność i nie mogą tego zmienić. Krótkie i treściwe wywiady dobrze się czyta - nie dlatego, że dają szansę podglądania innych ludzi, a dlatego, że sporo porządkują i przedstawiają odbiorcom ważne prawdy.

Jest to tom ozdobiony licznymi zdjęciami, chociaż wcale nie chodzi w nich o prezentowanie i eksponowanie tego, co odmienne u bohaterów - sporo tu dorysowywanych elementów i modyfikacji, żeby zatrzeć granice między tym, co niepotrzebnie wybija się na pierwszy plan i podkreślić, że w każdym człowieku można dopatrywać się zupełnie innych cech niż te, które wydają się wiodące. Miejscami co bardziej konserwatywnych czytelników spośród dorosłych taka publikacja mogłaby zaszokować (nawet po latach od pierwszego wydania), a to oznacza, że właśnie dlatego powinna trafić do jak największej grupy odbiorców.

czwartek, 24 listopada 2022

Jacek Ambrożewski: Ale odlot! Rysunkowa historia lotnictwa

Dwie Siostry, Warszawa 2022.

Z nieba

Dzieci, które pasjonują się samolotami, będą tą publikacją usatysfakcjonowane. Co więcej, spodoba się ona nawet dorosłym fanom lotnictwa - bo Jacek Ambrożewski wcale nie zamyka się w kręgu literatury czwartej i komiksów naukowych. "Ale odlot! Rysunkowa historia lotnictwa" to kompendium wiedzy dla tych wszystkich, którzy chcieliby zrozumieć, dlaczego można przemieszczać się z miejsca na miejsce samolotem, w jakich maszynach ludzie wzbijali się w powietrze i - co lata po niebie. Od dziecięcych biblioteczek oddala tę publikację rozmiar - książka zwraca na siebie uwagę, nawet bardziej realizacją niż kolorami, chociaż wszystkie rozkładówki są tu pełne barw.

Zasada jest prosta: jak najwięcej informacji w kolejnych komiksowych dymkach. Najpierw krótkie wprowadzenie na górnym marginesie: to miejsce na podawanie faktów i na zestaw odnośników, dzięki którym odbiorcy będą mogli pogłębiać informacje przez samodzielne poszukiwania. Pierwsze opowieści mniej wiążą się z lotnictwem od strony technicznej, bardziej - z tym wszystkim, co pozwoliło na stworzenie samolotów. Pojawiają się tu zatem i informacje o ptakach, i - o prawach fizyki, wszyscy muszą poznać zasadę działania samolotu, żeby móc śledzić jego historię. Znajdzie się miejsce na latawce i na wielkie sterowce, na samoloty wykorzystywane podczas wojen i na helikoptery. Każda rozkładówka to osobny temat, każdy temat - to zestaw rysunków opatrzonych komentarzami w formie wyjaśnień lub - rzadziej - wypowiedziami bohaterów. Liczy się skrót i możliwość przekazania jak największej ilości danych w drobnych obrazkach. Nie ma tu historii ani fabuł zamykanych w komiksach, obrazki pełnią funkcję mnemotechniczną i pomagają w uporządkowaniu wiadomości - to przyda się zwłaszcza młodszym czytelnikom. Tekst jest dość trudny, wymagać będzie od odbiorców skupienia i nie pozwoli na błyskawiczne zaznajomienie się z treścią tomu - raczej zachęci do uważnego śledzenia fragmentów i do powolnego rozsmakowywania się w książce. Taka strategia przyda się w przyswajaniu informacji - ale Jacek Ambrożewski podsuwa też lekturę do wykorzystania dla zaspokojenia ciekawości. Można do niej zaglądać, żeby odkrywać kolejne wielkie latające maszyny i żeby dowiedzieć się, jak pracuje ludzka wyobraźnia.

"Ale odlot! Rysunkowa historia lotnictwa" to książka imponująca rozmiarami i zawartością. Wydawać by się mogło, że przejście na język komiksu ograniczy możliwość szerzenia wiedzy - nic bardziej mylnego. Autor jest w stanie przedstawić odbiorcom mnóstwo danych i ciekawostek, wybiera takie, które zaangażują w lekturę, przyczynią się do zwiększenia świadomości na temat historii lotnictwa i pozwolą na przyglądanie się niebu. Ilustracje pomagają zauważyć różnice między omawianymi maszynami, rozbudzają też ciekawość zwłaszcza dziecięcych odbiorców. Książka jest przygotowana rzetelnie, nie ma tu rozczarowania co do zawartości: Ambrożewski ma w zanadrzu wiele historii związanych z lotnictwem i potrafi je fascynująco przekazywać, co docenią odbiorcy w każdym wieku. Publikacja przyciągnie tych, którzy marzą o lataniu i tych, którzy wprawdzie latać się boją, ale lubią wiedzieć jak najwięcej.

piątek, 18 listopada 2022

Michał Figura, Aleksandra Mizielińska, Daniel Mizieliński: Wilki. Historie prawdziwe

Dwie Siostry, Warszawa 2022.

Tropy

To niezwykła opowieść o wilkach i bardzo dobrze, że powstała akurat w takiej formie, jako komiks oparty na osobistych przeżyciach jednego z autorów oraz... zdjęciach (w tym zdjęciach z fotopułapek). "Wilki. Historie prawdziwe" to komiks popularnonaukowy, który kierowany jest do wszystkich - dorosłych i dzieci - a ma przyczynić się do lepszego chronienia zwierząt. Michał Figura uczestniczy w większości przedstawianych wydarzeń (jeśli przy czymś go nie było, informuje o tym czytelników uczciwie, jednak zna sytuacje z opisów swoich kolegów ze Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" i dzięki temu może rzetelnie przybliżać historie konkretnych osobników, przywiązując do nich odbiorców). "Wilki" to zestaw opowieści dynamicznych i czasem bardzo burzliwych: są tu i małe wilki znalezione przez turystów i zabrane ze szlaków w dobrej wierze, i zwierzęta, które złapały się we wnyki i muszą czekać na pomoc człowieka, żeby przeżyć. Są tu wilki nagrywające się na fotopułapki i wilki, które dostarczają informacji badaczom dzięki obrożom telemetrycznym. Są całe rodziny wilków, wilki, które stają się bliskie uczonym (i czytelnikom - za sprawą imion oraz kolejnych przygód), a nawet... wilki, które trafiają do opowieści szeptanych i zamieniają się w sensacyjne stwory budzące grozę i podsycające wyobraźnię dziennikarzy. Niektóre wilki udaje się uratować, inne nie przeżywają, bo mimo zwiększającej się świadomości społeczeństwa - wciąż znajdują się myśliwi i kłusownicy, którzy próbują zabić nawet zwierzęta będące pod ochroną.

Z jednej strony odbiorcy otrzymują szereg opowieści o konkretnych wilkach - czasem będą się rozczulać, czasem śmiać, a czasem wzruszać lub złościć - te historie wywołują bardzo silne emocje i nikomu podczas lektury nie grozi obojętność. Z drugiej strony - zestaw informacji, do których sami by nie dotarli: migawek z pracy badaczy, którym los wilków leży na sercu. Kolejne komiksowe kadry przedstawiają kontekst zdobywania wiadomości: często to późny wieczór albo środek nocy, zła pogoda, zima, albo... moment urlopu, pierwszego od bardzo dawna. Momenty, w których trzeba rzucić wszystko i ruszyć na pomoc, żeby ocalić wilka (lub pomóc ludziom, którzy chcą ocalić wilka) - ta praca wiąże się z wyzwaniami, jakich odbiorcy nie mogą się spodziewać, bo w "normalnej" pracy takie rzeczy się nie zdarzają. W związku z tym czytelnicy przekonają się, jak bardzo trzeba kochać zwierzęta i jak wiele wyrzeczeń potrzeba czasami, żeby móc im pomagać: chociaż dla bohaterów tej książki nieprzespane noce i przerwany wypoczynek wydają się nie mieć znaczenia, najważniejsze są wilki.

Aleksandra i Daniel Mizielińscy tworzą ascetyczne ilustracje, często na bazie zdjęć (i część fotografii pokażą odbiorcom). Nie zajmują się cyzelowaniem detali tła, rysują prosto i wymownie, tak, żeby jak najszybciej dostarczyć czytelnikom zestaw tematów związanych z ochroną przyrody i pracą w Stowarzyszeniu dla Natury "Wilk". Przyjmują też filmową perspektywę: śledzenie kolejnych kadrów będzie jak oglądanie mocno dynamizowanej opowieści prowadzonej przez kamery (a nie przez aparaty fotograficzne). Dobrze autorzy operują skrótem i udaje im się skondensować to, co najważniejsze, w krótkich komiksowych narracjach - dzięki temu czytelników łatwiej będzie przekonać do zagadnienia i do pomocy dzikim zwierzętom. Odbiorcy dowiedzą się także z tej książki, jak wyglądają badania nad wilkami: jak zdobywa się informacje i kogo spotyka się na drodze do kolejnych odkryć. To książka, która ucieszy nie tylko dzieci zainteresowane przyrodą.

piątek, 11 listopada 2022

Nadine Brun-Cosme: Duży Wilk i Mały Wilk, i listek, który nie chciał spaść

Dwie Siostry, Warszawa 2022.

Poświęcenie

Mały Wilk jest bardzo cierpliwy: kiedy ma marzenie, mija rok, zanim udaje się je spełnić. Po to, żeby przekonać się, dlaczego warto realizować pomysły bliskich. Mały Wilk marzy o listku, który wisi wysoko na drzewie, poza zasięgiem bohatera. Zatem Mały Wilk informuje o swoich nadziejach Dużego Wilka - liczy na pomoc i na to, że jego oczekiwanie nie zostanie zbagatelizowane. Z upływem czasu Mały Wilk zmienia zdanie co do przeznaczenia listka: raz chce go zjeść, innym razem chce się w nim przejrzeć. Bardzo wiele pomysłów ma bohater, zwłaszcza że i listek zmienia się z czasem. Każda pora roku przynosi kolejną metamorfozę - i zaktualizowanie pomysłów Małego Wilka. Duży Wilk tymczasem czeka: nie chce natychmiast rzucać się do realizowania prośby Małego Wilka. Uznaje, że na wszystko przyjdzie pora i że jeśli marzenie Małego Wilka jest prawdziwe, to wytrzyma próbę czasu. W rzeczywistości znajduje kolejne powody do tego, żeby nie podejmować wysiłku i nie wspinać się na drzewo. Listek rozpala zmysły Małego Wilka: prowokuje go do kolejnych prób przekonania Dużego Wilka co do zasadności wspinaczki po drzewie. Duży Wilk w pewnym momencie - już nie nagabywany - postanawia spełnić prośbę Małego Wilka, wchodzi po listek na drzewo - a dlaczego? Czytelnikom nie trzeba będzie tego tłumaczyć: wszyscy zrozumieją, co oznacza chęć zdobycia listka.

"Duży Wilk i Mały Wilk, i listek, który nei chciał stać" to publikacja obrazkowa dla najmłodszych. Ale jednocześnie książka mocno filozoficzna, mimo ograniczonego mocno tekstu. Nadine Brun-Cosme zdecydowała się na włączanie do historyjki scenek nieoczywistych. Nie wyjaśnia dosłownie, co oznaczają reakcje Dużego Wilka i z jakimi uczuciami mierzą się bohaterowie: to zadanie dla odbiorców i ich rodziców, towarzyszących im w lekturze. Dzieci przekonają się, że dla bliskich robi się różne rzeczy, niekoniecznie sensowne - automatycznie dowiedzą się również, że marzenia ulegają zmianom. Sam listek, w zależności od sytuacji, będzie wywoływać różne uczucia. O nich można też porozmawiać po lekturze - żeby nie zostawiać najmłodszych z koniecznością samodzielnego przetrawienia przesłań. Jednak chociaż nie padają tu żadne definicje ani żadne wyjaśnienia, dla czytelników będzie jasne, co oznaczają konkretne reakcje postaci. Duży Wilk nie musi nazywać przyczyn swojego działania, Mały Wilk wcale nie szuka uzasadnień: wystarczy mu, że wyrazi swoje pragnienia i odpowiednio długo będzie się skupiał na celu. Listek, który nie spada, jest w tej bajce odpowiednikiem zachcianki przeradzającej się w coś znacznie poważniejszego. Odbiorcy bez trudu zrozumieją, o co chodzi Małemu Wilkowi - dlaczego ten listek staje się dla niego tak istotny. A z czasem Nadine Brun-Cosme przypomina, że nie zawsze pragnienie zdobycia jakiegoś niedostępnego przedmiotu przewyższa troskę o najbliższych. To nie jest bajka o zrywaniu listka z czubka drzewa - to bajka o relacjach między dorosłym i dzieckiem - którzy są połączeni konkretnym (chociaż niekoniecznie sensownym z szerszej perspektywy) celem.