* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mistrzowie Światowej Ilustracji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mistrzowie Światowej Ilustracji. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 czerwca 2024

Edith Unnerstad: Szalone wakacje, czyli podróż z rondlem

Dwie Siostry, Warszawa 2024.

Droga

Jest to książka, jaka dzisiaj powstać by nie mogła, dlatego bardzo cieszy fakt, że pojawia się na rynku we wznowieniu i w serii Mistrzowie światowej ilustracji (z obrazkami Ilon Wikland, rzeczywiście zasługującymi na uwagę i idealnie wpasowanymi w tekst; zresztą to ta ilustratorka współpracowała między innymi z Astrid Lindgren). Przede wszystkim tematyka nie przypomina dzisiaj tworzonych powieści dla młodych czytelników – a realizacja wymusza skupienie i uczestniczenie w akcji. Edith Unnerstad w tomie „Szalone wakacje, czyli podróż z rondlem” doskonale się bawi, tworząc powieść przygodową. To zestaw odważnych rozwiązań, jakie przywodzą na myśl na przykład pomysły Astrid Lindgren, chociaż są bliżej zwyczajności. Autorka przedstawia coś, co nie miałoby obecnie szans zaistnieć bez zainteresowania opieki społecznej – tu funkcjonuje całkiem nieźle. Zwłaszcza że zaczynają się wakacje, a to czas, który pozwala na dowolne wybryki.

Rodzina, którą Edith Unnerstad przedstawia, jest w najlepszym razie ekscentryczna. Mama to była aktorka i wielbicielka Szekspira, tata – wynalazca (stworzył między innymi trzyczęściowy rondel, który gwizdem informuje o przygotowanym posiłku. Do tego siedmioro dzieci, z których środkowe – Lasse – opowiada całą historię. Nie byłoby tu o czym mówić, gdyby nie sytuacja, w jaką wikłają się bohaterowie. Problemy lokalowe (ciasnota i brak mebli sprawiają, że dzieci śpią na odwróconych stołach, krzesłach i deskach do prasowania) sprawiają, że rodzina jedną z dziewczynek oddaje na przechowanie do niezbyt lubianego krewnego. Gdy krewny ginie potrącony przez tramwaj, okazuje się, że bohaterowie dostają w spadku jego dwa konie i wozy. I to powód, żeby ruszyć w trasę – spróbować sprzedawać rondle taty, a do tego przeżyć ciekawą przygodę w drodze. Ciaśniej niż w domu przecież nie będzie. Dzieci cieszą się takim pomysłem, traktują go jak wyzwanie. Rodzice nie widzą przeszkód – nawet podróż z maleńkimi dziećmi nie wydaje się im przerażająca. Każdy może się czymś zająć, a po drodze da się też zawrzeć niezwykłe znajomości. Dzieci są samodzielne i zaradne, wiedzą, jak się zachować, a ponadto mogą sobie pozwolić na beztroską zabawę. Do czasu – bo przecież taka trasa to również szereg niebezpieczeństw. Nie zabraknie tutaj złodziei i włamywaczy, pojawi się nawet potencjalny morderca – pytanie, czy wóz da wystarczające schronienie rodzinie. Z czasem zdarza się tu coraz więcej i czytelnicy nie będą wiedzieli, czego mogą się spodziewać – za to dadzą się wciągnąć w brawurową akcję. I nie ma znaczenia, że niektóre z dzieci są mniej uzdolnione niż inne, a u niektórych zdarzają się pewne dziwactwa. Tu wszystko jest normalne i zaakceptowane. Edit Unnerstad znajduje sposób na to, żeby zachęcić odbiorców do czytania, do lektur dla przyjemności – zapewnia to, co dzisiaj zapomniane jako wakacyjna powieść przygodowa (a wręcz awanturnicza). Sporo jest tu humoru, więc mogą po ten tom sięgać nawet dorośli, jeśli mają ochotę poczytać swoim pociechom. Edith Unnerstad nie boi się przełamywania tabu, pisze w czasach, w których jeszcze poprawność polityczna i lęk przed wpływem tekstów na młode umysły nie paraliżowały twórców. Zapewnia więc książkę wyrazistą i ciekawą, wesołą i bardzo przyjemną. Trudno się od tej lektury oderwać. A Ilon Wikland pomaga w wyobrażaniu sobie bohaterów i ich niezwykłego pojazdu.

środa, 7 września 2022

Otfried Preussler: Mały Duszek

Dwie Siostry, Warszawa 2022.

Bez straszenia

Chociaż ta powieść ma tytuł "Mały Duszek", nawet maluchy przyzwyczajone do łagodności w bajkach i usuwania wszelkich czynników wyzwalających choćby drobny lęk nie muszą się tu bać: klasyczna historia, którą zaproponował Otfried Preussler jest wypełniona przygodami w starym stylu, a duszek - bohater opowieści - nikogo nie będzie straszył. Przynajmniej nie tak, by dzieci odsunęły się od lektury. Jeśli straszenie - to w funkcji humorystycznej. Wszystko - jak to w starych opowieściach bywa - zaczyna się od przełamania rutyny. Mały Duszek, bohater historii, chciałby zobaczyć świat za dnia. Funkcjonuje jednak w trybie nocnym i nawet posiadanie umiejętności otwierania każdych drzwi nie pomoże w zwiedzaniu. Chyba że zdarzy się coś, co zmieni ten stan rzeczy. Preussler oczywiście umożliwi postaci spełnienie marzenia, chociaż przypomni, że nie wszystko musi iść zgodnie z planem. Duszek za sprawą naprawionego zegara zostaje uwięziony w świecie ludzi: jeśli wcześniej chciał poznać rzeczywistość poza nocą, teraz tęskni za swoim starym przyjacielem, puchaczem Uhu-Szuhu i za własnym domem. Staje się czarny i nie może wrócić do domu. Ale dowiaduje się sporo o tym, czego do tej pory nie znał.

Duszek w mieście ma sporo do zrobienia, ale nie zdobędzie zbyt łatwo przyjaciół. Przeważnie podpada przedstawicielom stróżów prawa, a wieść o Czarnym Nieznajomym, który zakłóca spokój mieszkańcom Puchaczowa niesie się szeroko. Duszek jako zjawa - postać z innego świata - ma szansę dokonać rzeczy niemożliwych dla zwykłych ludzi. Zaskakuje bezustannie i chociaż zmierza do domu, sporo namiesza w codzienności Puchaczowa. Zwłaszcza na paradzie wojskowej jego obecność zostanie zauważona: a wszystko przez to, że w przeszłości Duszek przyczynił się do przepłoszenia wroga i wciąż żywa jest w nim pamięć o tamtych wydarzeniach. Duszek może zostać bohaterem, przynajmniej we własnych oczach. Otfried Preussler proponuje odbiorcom całkiem udaną powieść, która się nie starzeje mimo archaicznych już dzisiaj zagadnień. Dzieciom jednak dalej będzie się podobało, zwłaszcza dzięki humorowi. Przygoda Duszka wiąże się ze sporą dawką emocji, ale wszystko utrzymane jest w dobrotliwym i dowcipnym tonie - autor nie traktuje poważnie świata dorosłych. Pozwala Duszkowi na wprowadzenie zamętu do życia mieszkańców miasteczka, cieszy się tym, co dzieje się po zderzeniu bajkowej postaci z rytmem świąt i codziennych wydarzeń niekoniecznie cenionych przez najmłodszych.

Książka ukazuje się w cyklu Mistrzowie Światowej Ilustracji - F. J. Tripp proponuje tutaj obrazki urokliwe, czarno-białe szkice z mnóstwem szczegółów, ciekawe i bajkowe jednocześnie, nie dziecinne, za to ciekawe i pełne oryginalnych kreskówkowych pomysłów. Pasują do tej powieści i są też odskocznią od cukierkowego stylu i infantylnych propozycji z dzisiejszego rynku wydawniczego. "Mały Duszek" to książka, która spodoba się dzisiejszym odbiorcom ze względu na egzotykę: odnosi się do tematów, które nie istnieją w dzisiaj powstających książkach, zaskakuje i rozśmiesza.

poniedziałek, 7 grudnia 2020

Annie M. G. Schmidt: Jurka i Wąsik

Dwie Siostry, Warszawa 2020.

Pociąg

Przy okazji przybliżania dzieciom klasyków mistrzowskich ilustracji, Dwie Siostry proponują również ciekawe historie, które mogą wytrzymać próbę czasu. „Jurka i Wąsik” to opowieść drobna, ale pełna dynamiki i angażująca maluchy za sprawą prawdziwej przygody bohaterki. Wąsik to kolejarz, który ma się wybrać w trasę specjalnym kursem pociągu reprezentacyjnego. Zależy mu na tym, by wszystko wypadło jak najlepiej – przecież podróżuje tu prezydent Kanduczystanu oraz dwie przedstawicielki rządu. To zatem kurs specjalny. Tyle że nawet start nie jest możliwy zgodnie z planem. Wszystko dlatego, że na stację przybiega mała Jurka, dziewczynka zajmująca się opieką nad jeżami. Dostrzega, że jeże uciekły ze specjalnej zagrody i znalazły się pod pociągiem. Nie może zatem dopuścić do wyjazdu. Jurka próbuje ocalić zwierzęta, wyjmuje jeże i próbuje je przytrzymać, żeby znów nie weszły pod wagony. Jednego nie udaje jej się wyciągnąć. Tylko że to nie jeż, o czym bohaterka przekonuje się, kiedy wraz z kolejarzem Wąsikiem dokonuje przeglądu zwierząt.

Jurka i Wąsik muszą dostać się do pociągu, który zdążył już odjechać (wraz z wybitnymi osobistościami na pokładzie). Nikt im nie wierzy (zwłaszcza kolejarzowi, który nie dopełnił swoich obowiązków i dopuścił do skandalicznego opóźnienia). Bohaterowie szukają nowego środka transportu dla siebie – chcą dotrzeć do wagonów i usunąć niebezpieczny ładunek, zanim będzie za późno. Jeżami ktoś może się zaopiekować. Annie M. G. Schmidt wybiera relację pełną wstrząsów i oryginalną, holenderska historia powstała na początku lat 90., kiedy nie było jeszcze tak często powracającego tematu ataków terrorystycznych. Może więc do woli naśmiewać się z naiwnych przedstawicieli władz, którzy sądzą, że ich zdanie się liczy i że mogą wydawać polecenia, nie przejmując się ostrzeżeniami czy reakcjami zwykłych ludzi. Najważniejsi pasażerowie pociągu nie należą raczej do sympatycznych: zarówno prezydent jak i jego świta zadzierają nosa i wydają się wręcz niegrzeczni. Jurka nie ma na szczęście czasu na analizowanie tych postaw: musi wprowadzać w czyn kolejne szalone pomysły. Teraz nie ratuje jeży, tylko pasażerów pociągu. Nawet jeśli niektórzy ją do siebie potężnie zrazili, dziewczynka się nie poddaje: w pociągu jest w końcu jej ukochana ciotka, a także osoba, na której zależy Wąsikowi. Nie ma zatem mowy o rezygnacji.

Akcja toczy się szybko, pasażerom grozi prawdziwe niebezpieczeństwo i odbiorcy mogą poczuć się zaintrygowani kierunkiem fabuły. Do tego dochodzą zabawne komiksowe ilustracje autorstwa Fiep Westendorp, która dość dobrze czuje klimat opowieści i jest w stanie wzbogacić ją przez kreślenie galerii osobowości. W portretach pasażerów dba o oddanie ich charakterów czy temperamentów, ucieka w karykatury i w dynamiczne szkice. Te obrazki podkreślają dowcip książki i nadają jej komiksowej lekkości – Fiep Westendorp przypomina, że to przecież publikacja dla najmłodszych – a jednocześnie unika infantylizowania w swoich rysunkach. Proponuje zestaw ilustracji przekonujących i dopowiadających do historii to, czego Annie M. G. Schmidt nie wyjaśniła. „Jurka i Wąsik” to niedługa opowieść, w której zdąży się wiele wydarzyć – dla dzieci to nowe spojrzenie na bajki.

piątek, 10 kwietnia 2020

Åke Holmberg: Ture Sventon i Izabella

Dwie Siostry, Warszawa 2020.

Cyrk

Historii detektywistycznych nigdy dosyć, a jeśli do tego mogą ukazywać się w serii Mistrzowie Światowej Ilustracji – tym lepiej, nie znudzą się dzieciom. Åke Holmberg może wstrzelić się w modę na opowieści ze śledztwami w tle, bo w tomiku „Ture Sventon i Izabella” bawi się w najlepsze tropieniem przestępców, którzy ośmielili się porwać z cyrku najznakomitszego konia. Zresztą już sam motyw cyrku przyciągnie najmłodszych do lektury – możliwość zajrzenia za kulisy tego przybytku wydaje się atrakcyjniejsza niż sama lektura, więc też dzieci nie będą miały oporów, żeby śledzić przygody słynnego detektywa w nowym dla niego otoczeniu. Ture Sventon nie boi się niczego i zawsze potrafi dobrać odpowiedni system działania, żeby znaleźć i wskazać winowajców. Nawet jeśli chwilowo po Izabelli nie został żaden ślad – a cyrk nie może dawać przedstawień, bo cały program się rozsypuje (żona dyrektora potrafi wykonywać swoje akrobacje tylko na Izabelli, zresztą publiczność liczy na tego właśnie konia). Ture Sventon musi zacząć działać – i to dość energicznie, żeby nie tracić czasu i nie trwonić nadziei, jaką pokładają w nim właściciele cyrku. „Ture Sventon i Izabella” to powieść detektywistyczna w starym stylu: jest tu wszystko, czego można się spodziewać po gatunku, to znaczy: zawiązanie akcji, przedstawienie osób zamieszanych w całą sytuację, wprowadzenie detektywa i następnie – działania mające na celu wskazanie winnych. Ale poza tym schematem istnieje także bardzo silnie zaznaczony humor, który objawia się nieoczekiwanie albo w odzywkach postaci, albo w komentarzach ironicznych, właściwych dorosłym czytelnikom – dzięki wielopłaszczyznowości śmiech z tej książeczki docierać może do czytelników z różnych grup wiekowych, a przy okazji pokazuje kunszt twórczy: nie chodzi tu wyłącznie o intrygę, choć ta jest mocno rozbudowana i dopracowywana – a o rozrywkę czytelników.

Wiadomo, że w podobnych sytuacjach dyrektorzy cyrku są bezradni, a dorośli detektywi nie daliby sobie rady bez pomocników: Ture Sventon też dość szybko przekonuje się, że samotnie nic nie wskóra, zwłaszcza gdy przesłanek jest niewiele. To oznacza, że trzeba zaangażować dzieci, na przykład – dzieci pracujące w cyrku. Te są wyjątkowo bystre i nie boją się wyzwań, z ich pomocą znacznie łatwiej będzie dotrzeć do Izabelli i dowiedzieć się, co właściwie się stało. „Ture Sventon i Izabella” to książka, która – w odróżnieniu choćby od tomów Widmarka – nie opiera się na czytelnym schemacie, tutaj rzeczywiście opowieść jest poprowadzona tak, by mylić tropy i wprowadzać coraz to nowe zaskoczenia. Odbiorcom może się spodobać traktowanie ich jak pełnoprawnych czytelników: nie ma tu dziecinnych uproszczeń, infantylizacji ani podpowiadania, kto stoi za tajemniczym zniknięciem konia z cyrku – trzeba będzie się nagłówkować i podążać za detektywem oraz jego pomocnikami, żeby poradzić sobie z rozwiązaniem zagadki. Opowieść zdobią rysunki bardzo zbliżone w kresce do satyrycznych, podsycające komizm książki.