Strona główna || O autorce || O tu-czytam || Bajki || Bajkowe portfolio                       

piątek, 5 czerwca 2020

Marcin Kącki: Oświęcim. Czarna zima

Znak, Kraków 2020.

Normalność

Jeżeli ktoś ma już przesyt rynkowymi nowościami dotyczącymi koszmaru obozów koncentracyjnych podczas drugiej wojny światowej, może sięgnąć po spojrzenie aktualne, chociaż w przeszłości zakorzenione. „Oświęcim. Czarna zima” to zestaw reportaży Marcina Kąckiego, który sprawdza, jak żyje się ludziom w sąsiedztwie muzeum – i z jakimi problemami mierzą się na co dzień mieszkańcy Oświęcimia. Tom składa się z ośmiu rozdziałów (jeden złożony został z listów dzieci i młodzieży, zdradzających wyzwania z perspektywy tych, którzy dzięki niewiedzy mogą dostrzegać więcej). Niektóre z części tomu nie mają charakterystycznego podziału na wstęp, rozwinięcie i zakończenie, za to składają się z rozmaitych migawek, kolejnych portretów i prezentacji ludzi oraz ich bolączek.

Gdzieś powracają echa dawnych przekonań, że Oświęcim to wyłącznie obóz – przede wszystkim w docinkach wobec rówieśników z Oświęcimia w szkołach. Autora o wiele bardziej interesuje jednak, jak wygląda codzienność w willi Hössa albo… w kamienicach na terenie obozu, między krematorium, drutami kolczastymi i szubienicą. Tu wyzwań jest sporo. Niektórzy w willi boją się rzekomych duchów, tajemniczego prochu pod podłogą, zakamarków, do których nigdy nie wchodzą. Cieszą się, że ona są umieszczone wysoko nad podłogą, by nie dało się z nich zobaczyć muzeum. Inni, w kamienicach, bez sprzeciwu akceptują wytyczne od administracji: że nie wolno wywieszać prania ani wytrzepywać pościeli, o poważniejszych ingerencjach w elewację mowy być nie może. Tu najważniejsi są turyści, ciągłe wycieczki pod oknami i brak możliwości opuszczenia domu w niektóre święta – to tylko część problemów, zestawu utrudnień, do których trzeba przywyknąć. To zaledwie jeden z tematów. Marcin Kącki sprawdza też motyw odbudowywania domów z obozowych baraków, podąża za poszukiwaczami „skarbów” – przedmiotów z Auschwitz, które znajdują się na strychach i w starych domach. Czasami wręcz trudno sobie wyobrazić, że można używać jakiejś rzeczy ze świadomością jej dawnego przeznaczenia. Zresztą – historia emocjonalna to nie wszystko. Dalej Marcin Kącki zajmuje się między innymi narodowościowym tyglem – tematem Żydów oraz Romów w Oświęcimiu. Stąd kłatwo przejść do kwestii nietolerancji, konfliktów na tle pochodzenia. Do utarczek społecznych obecnych tutaj w ogromnym stężeniu dochodzą jeszcze motywy historyczne, zupełnie jakby stereotypowe oceny Oświęcimia miały stać się kompleksem tych mieszkańców, którzy łatwo dają się uwieść radykalizmowi (albo nie stronią od alkoholu). Tu wszystko wybrzmiewa mocniej, zresztą przekonuje się o tym nawet autor przeczulony na punkcie dodatkowych znaczeń haseł reklamowych. Niebezpiecznych i grząskich zagadnień jest tu wiele.

Istnieje też problem aktualny i dotykający nawet tych, którzy potrafią się zdystansować od mrocznej przeszłości – zatrucie powietrza. Mieszkańcy nie mogą wytrzymać z powodu wszechobecnego fetoru, politycy odwracają się od nich. Nie ma sposobu ani na sąsiadów palących w piecach śmieciami ani na fabryki i trujące chemikalia. Reportaż związany z tym koszmarem wielu czytelników do Oświęcimia zniechęci – znacznie skuteczniej niż mroki przeszłości. Marcin Kącki pokazuje bowiem jasno, że niewielka jest szansa na poprawę sytuacji i na zmianę mentalności miejscowych, nawet tych, którzy powinni szerzyć informacje o ekologii i dawać dobry przykład. Można się zastanawiać, czy to dobre miejsce do życia, ale „Oświęcim. Czarna zima” rozwiewa wszelkie wątpliwości. To książka, która budzi przerażenie i z każdym kolejnym tekstem jeszcze bardziej odbiera nadzieję.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com