* * * * * * O tu-czytam
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.

Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.

NIE KORZYSTAM Z AI.

Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.

Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com

piątek, 16 lipca 2021

Scott Stuart: Jak być prawdziwym mężczyzną?

Znak, Kraków 2021.

Przepis

Po olśniewającym tomiku "Mój cień jest różowy" Scott Stuart trochę osłabia wymowę kolejnej książki - chociaż proponuje czytelnikom równie ważne przesłanie, zresztą - kontynuuje edukowanie młodych pokoleń, żeby ułatwić własnemu dziecku wchodzenie w dorosłość. "Jak być prawdziwym mężczyzną" to rymowana historyjka walcząca ze stereotypami dotyczącymi płci. Jeśli w części środowisk wmawia się małym chłopcom, że nie powinni płakać, albo że nie wszystkie zawody są dla nich, Scott Stuart zamierza to wyprostować: przekonuje, że każdy może być, kim chce i to jest w porządku. Szuka wzorców zachowań: wie, że bycia mężczyzną nie nauczy ani wiking, ani pirat, ani mieszkaniec Sparty. Wprowadza drobne komentarze, żeby uświadomić dzieciom, z czym wiąże się bycie prawdziwym mężczyzną dzisiaj. W skrócie: nie ma żadnych ograniczeń i nie można pozwolić sobie ich narzucać. To autor wtapia w kolejne wyliczenia albo porady, wskazówki i zalecenia. Stara się rozwiewać mity i przygotowywać dzieci do funkcjonowania w społeczeństwie, które nie do końca jeszcze rozumie, że świat się zmienia. Nie ma tu mówienia bezpośrednio o inności czy o odrzuceniu: Scott Stuart odrzuca to wszystko, co irytuje i męczy, i co nie pozwala dzieciom być sobą. Stawia na nietypową - bo oddalającą się od bajki - formę. Ale to się sprawdzi. "Jak być prawdziwym mężczyzną" to - wbrew tytułowi - lektura niekoniecznie wyłącznie dla chłopców (dziewczynki również powinny się przekonać, że stereotypy są krzywdzące i nie mają racji bytu). Co ciekawe, zwykle to do kilkulatek kieruje się tomiki związane z wyrównywaniem szans i przekonywaniem do realizowania marzeń. Scott Stuart wie, że utrudnienia pojawiają się nie tylko w przypadku klasycznego podziału na płeć, ale również przy jakichkolwiek przejawach "inności". Wie, że ludzie nie zawsze potrafią się pogodzić z odmiennością - i przed takimi reakcjami pragnie uchronić własnego syna, a przy okazji - zachęca do ważnej lektury. Michał Rusinek, który przekłada tekst, zajmuje się tym razem bardziej treścią niż formą; zarzuca rytm i dbałość o rymy (często wybiera rozwiązania gramatyczne) - nie to bowiem jest w książce ważne i nie to narzuca się w lekturze. W warstwie tekstowej liczy się zróżnicowanie sposobów zwracania się do odbiorców: to, o czym autor pisze. "Jak być prawdziwym mężczyzną" to nie lektura katarynkowa, którą przeczyta się błyskawicznie: zasługuje na przemyślenie i przepracowanie, więc sprawdzi się jako książka refleksyjna. Odrzucanie stereotypów w połączeniu z grą formą to coś dla maluchów dociekliwych, ale też tych, które w swoim najbliższym otoczeniu mają ludzi zachowujących się inaczej. Obecność podobnych motywów w literaturze czwartej sprawia, że w przyszłości nie powinno już być problemów z wolnością osobistą.

Jest to książka bardzo kolorowa, picture book, w którym ważny jest humor rysunkowy. Poza przetrawianiem prawd zawartych w tekście, Scott Stuart pozwala dzieciom na poszukiwanie ciekawych pomysłów w ramach obrazków. Przykuwa uwagę i zachęca do sprawdzania, co ma do powiedzenia na temat bycia prawdziwym mężczyzną.

Agata Romaniuk: Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledzi

Agora, Warszawa 2021.

Koty

Agata Romaniuk jest kolejną autorką, która wybiera koci motyw, żeby zachęcić dzieci do czytania powieści detektywistycznych i żeby popisać się wyobraźnią w tworzeniu intryg. "Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledzi" to książka, w której, zgodnie z regułami gatunku, ludzie nie mogą sobie poradzić ze śledztwem - o pomoc trzeba zatem poprosić zwierzęta. Kocia Szajka jest bardzo sprytna... i bardzo znudzona. Zwierzęta planują jakiś napad, chociaż nie potrafią się dogadać co do celu (i sensu). Kiedy zatem komisarz podrzuca im sprawę do rozwiązania, koty mogą z honorem wybrnąć z sytuacji i przydać się na coś. miejscowym, a przy okazji zabić nudę Już same śledzie mogą je zainteresować. W Kociej Szajce każdy ma inny charakter i każdy może dojść do innych wniosków: to sprawdza się w przypadku współpracy i dzielenia się pomysłami, samodzielnie żaden bohater nie wpadłby na trop - sprawa śledzi nie wydaje się oczywista, chociaż wielu ludzi miałoby motyw, żeby coś z nimi zrobić.

"Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledzi" to powieść napisana dość trudnym jak na literaturę dziecięcą językiem. Agata Romaniuk skupiła się tu przede wszystkim na budowaniu osi fabularnej i na dopasowywaniu wydarzeń do grona odbiorców - jednak zabrakło jej wyobraźni na ugładzenie i wyszlifowanie języka. Narracja wydaje się tu chropowata, nie ma rytmu wewnętrznego i raz po raz odrywa od lektury - trzeba będzie sprawdzać całkiem sporo sformułowań i słów, autorka nie zastanawia się nad tym, że dzieci posługują się innym zasobem synonimów niż dorośli - i to w lekturze widać. Jakby tych komplikacji było mało, jedna z bohaterek posługuje się "cieszyńską gwarą", kiedy jest zdenerwowana (czyli właściwie przez cały czas). Robi to bez uprzedzenia, co oznacza, że najpierw dzieci zaczną się zastanawiać nad sensem zaprezentowanych fraz, a dopiero po chwili odkryją, że zostały zaraz przetłumaczone. To jeszcze bardziej utrudnia lekturę i sprawia, że wyjątkowo zdeterminowane maluchy jakoś sobie poradzą, ale nie wszystkim uda się zaangażować w przygodę kotów. Kocia Szajka to zestaw postaci, którym daleko do słodkich domowych mruczków: bohaterowie posługują się ironią i radzą sobie w każdej sytuacji, nie da się ich w żaden sposób udomowić ani przyzwyczaić do luksusów - autorce jest potrzebna ich "niegrzeczność" do budzenia ciekawości dzieci. "Kocia Szajka i zagadka zniknięcia śledzi" to zatem lektura dość szybka, ale na pewno nie prosta.

Wiele tu obrazków: Malwina Hajduk postawiła na zwariowane kształty i ograniczanie palety kolorystycznej. Proponuje rysunki wygładzone i komputerowe, niby infantylne, ale na tyle dziwne, żeby nie sprawiały wrażenia dziecięcych. Chodzi zapewne o to, żeby nie sugerować cukierkowością innego grona odbiorców niż to, które ceni sobie kryminalne opowieści.

czwartek, 15 lipca 2021

Dominika Tarczoń: Zawód: pisarz. Jak zarabiać więcej na swoich książkach. Poradnik dla debiutantów i zaawansowanych

Nerd Kobieta, 2021.

Wskazówki dla niepewnych

Dominika Tarczoń przeprowadza czytelników, którzy chcą stać się profesjonalnymi pisarzami, przez proces zdobywania wydawców i promowania książek. "Zawód: pisarz. Jak zarabiać więcej na swoich książkach. Poradnik dla debiutantów i zaawansowanych" to niewielki objętościowo tekst zogniskowany na praktycznych podpowiedziach (i drobnych dla nich uzasadnieniach). Dodatek do pracy nad własnym dziełem i zestaw komentarzy przedstawiających perspektywę wydawcy. Autorka zajmuje się tutaj kierowaniem odbiorców we właściwe strony rynku literackiego, stara się uświadomić pewne mechanizmy i pułapki związane z wydawaniem książek i przygotowuje na niektóre przynajmniej wyzwania.

Na pewno przyda się ta książka młodym autorom, którzy mają nadzieję zobaczyć swoje nazwisko na okładce książki i żeby zrealizować takie marzenie są gotowi na wszystko. Dominika Tarczoń pokazuje im, jakie mają możliwości (dotarcie do tradycyjnego wydawcy, książka współfinansowana albo selfpublishing) i tłumaczy część problemów w każdej z dróg. Nastawia na potencjalne zyski - wie, że o to najbardziej chodzić będzie idealistycznie jeszcze nastawionym twórcom, zaznacza też, kiedy należy spodziewać się wydatków. Przygotowuje do uważnego czytania umów z wydawcami (i przy okazji odpowiada na pytania, dlaczego nie dba się o "swoich" autorów, zwłaszcza debiutantów - zachęca do podejmowania negocjacji i do zasięgania opinii prawników). Czasami zapowiedzi wyjaśnień w kolejnych publikacjach mogą zirytować, zwłaszcza że nie ma tu przytłaczającej liczby stron czy nadmiaru opisów. Jednak w tej książce Dominika Tarczoń zajmuje się absolutnymi podstawami, tematami, które na pewno pojawią się w rozważaniach początkujących - a które są najczęściej pomijane w istniejących już na rynku poradnikach. Między innymi autorka podaje kwoty i liczby (co sprawia, że "Zawód: pisarz" to publikacja aktualna teraz, a dzięki temu, że zostaje wydana jako e-book, szybko dotrze do zainteresowanych. W konstrukcji tomu przyjęty został system krótkich objaśnień, odpowiedzi na wątpliwości. Wyliczenia pasują do prób usystematyzowania wiadomości, pozwalają też uporządkować plany samych odbiorców. Jest tu mowa o relacji z wydawcą, o sposobach promowania książki (co jest niezwykle ważne zwłaszcza wtedy, gdy autor zdecyduje się na selfpublishing, ale równie istotne w przypadku debiutowania na rynku), jest kwestia obecności w przestrzeni medialnej, ale i szukania pierwszych czytelników. Skrótowo przedstawia Dominika Tarczoń możliwości zwrócenia uwagi na swoją książkę, informuje, jak pozyskuje się komentarze na okładkę i przypomina o roli uważnego korektora. Nie tworzy literatury poradnikowej, daje za to odbiorcom narzędzie, które przyda im się w przecieraniu szlaków. Ułatwi odrobinę poruszanie się po świecie wydawniczych perypetii, zasugeruje nietrafione pomysły autorów, które przechodzą do historii i stają się materiałem do anegdot - ale w tym wszystkim nastawiona jest na podsuwanie odbiorcom wskazówek. Prostych, niewymagających wielkiego zaangażowania, niebędących efektem posiadania wiedzy tajemnej: wiele razy wydaje się, że Dominika Tarczoń przedstawia rzeczy oczywiste, jednak dopiero spięcia na linii autor-wydawca pokazują, że o oczywistości mowy być nie może.

Jest to publikacja, która szybko i w lekki sposób zbiera podstawowe informacje dotyczące tego, co zrobić z materiałem na książkę. Uzupełnienie poradników do kreatywnego pisania, przewodnik dla nieśmiałych i niepewnych siebie. Przyda się ludziom, którzy zastanawiają się, czy da się wyżyć z pisania.

środa, 14 lipca 2021

Krzysztof Daukszewicz: Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska

Prószyński i S-ka, Warszawa 2021.

Wena w butelce

Chyba już wszyscy wiedzą, że Krzysztof Daukszewicz zbiera meneliki - anegdoty, w których bohaterami i autorami najlepszych puent są panowie spod budek z piwem, nieświeży, zawiani, zalani i wypatrujący kierowników, którzy poratują złotóweczką. Na rynku pojawia się drugi tom menelików - "Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska". I, jak zwykle, Krzysztof Daukszewicz będzie bawić do łez - a także ucieszy faktem, że utrwala najbardziej niezwykłe sceny z polskich ulic.

Meneliki czasami wymagają dłuższego komentarza, wprowadzenia w sytuację, innym razem wystarcza im nakreślenie kontekstu kojarzonego przez wszystkich (kiedy dialogi rozgrywają się w sklepach z alkoholami albo na parkingach). Autor wie, jak wyeksponować puenty, funduje więc czytelnikom moc żartów i mnóstwo śmiechu. Do życiowych menelików - tych zgromadzonych samodzielnie albo przy pomocy przyjaciół i znajomych - dokłada jeszcze porcję dowcipów klasycznych, a z menelami powiązanych: może sobie na to pozwolić, układa w końcu książkę zgodnie z prawami satyry i w oparciu o to, co od wielu lat testuje na scenie. Meneliki pokazują niezwykłą wyobraźnię ludzi z marginesu społecznego: przypominają, że wśród nich znajduje się wielu inteligentnych i wrażliwych, tych, którzy mają tendencje do filozofowania i do uważnego analizowania rzeczywistości. Krzysztof Daukszewicz nie śmieje się z meneli, czeka za to na kolejne puenty i na niespodzianki, jakie szykują mu bohaterowie następnej książki. Wie, że codzienność dostarczy mu materiału do śmiechu - i nie zawodzi się na menelach. Oswaja ten temat i potrafi nawet wyzwolić sympatię do zwykle odrzucających od siebie panów. Tom ma charakter zbioru anegdot i opowieści, autor nie decyduje się na zewnętrzną i dodatkową narrację, nie potrzebuje jej, bo zwięzłość znacznie lepiej się sprawdza przy przedstawianiu anegdot. "Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska" od czasu do czasu zahaczają o politykę (raczej bez nazwisk, chociaż podtytuł temu zaprzecza i bez wskazywania partii, tak, żeby przedłużyć żywot książki). W centrum pozostają jednak nieodmiennie menele z ich podejściem do świata - a także osoby z drugiego planu, między innymi sprzedawczynie tanich trunków. Wiele razy Krzysztof Daukszewicz zaskoczy czytelników i przekona ich do uważnego obserwowania otoczenia.

Książkę uzupełniają rysunki satyryczne Pawła Kryńskiego, nie zawsze trafione w punkt - jednak nie są one na tyle nachalne, żeby odwracać uwagę od właściwej lektury. Kryński nie czuje się wygodnie ani w temacie meneli, ani w rysowaniu jako takim, przez to trudniej będzie się bawić jego propozycjami. Na szczęście wielość menelików i ich jakość rekompensuje braki ilustracyjne. Krzysztof Daukszewicz dzieli się z czytelnikami swoimi zbiorami opowieści o menelach i jest przy tym pełen podziwu dla tych, którzy są w stanie go zaskoczyć - dzięki temu czytać się książkę będzie bardzo przyjemnie.

Świerszczyk nr 7, Świerszczyk Reporter nr 2, Świerszczyk Krzyżówki i łamigłówki nr 3

Nowa Era, Warszawa 2021.

Cykl dla dzieci

Na rynku ukazują się kolejne czasopisma dla dzieci. "Świerszczyk" nr 7 został poświęcony archeologii, co oznacza, że nawet teksty literackie z numeru będą dotyczyły tematów wykopalisk. Znajdują się tu opowiadania i wiersze Małgorzaty Strzałkowskiej, Tomasza Minkiewicza czy Rafała Witka, jest komiks z Kotkiem Mamrotkiem, a poza tym mnóstwo zadań i łamigłówek dla najmłodszych. Między innymi będą dzieci odszyfrowywać treści zamieszczone w długim i zabawnym utworze, wyszukiwać wyrazy na konkretną literę (nie zaszkodzi trochę ćwiczeń utrwalających umiejętność czytania), a także rozwiązywać rymowane szarady. Pojawią się wyjaśnienia dotyczące archeologii, ale również żarty powiązane z tym tematem - w tym żarty obrazkowe. Wszystko po to, żeby dzieci oswoiły się z zagadnieniem i zrozumiały, z czym się ono wiąże. Labirynty, kolorowanki i wyszukiwanki oznaczają zabawę przez dłuższy czas. Znalazła się tu nawet gra planszowa na ćwiczenie pamięci. I to doskonały sposób na przyciągnięcie dzieci do magazynu: liczba atrakcji jest ogromna, każdy znajdzie tu coś dla siebie i na miarę własnych możliwości. Nawet jeśli jakieś zadanie okaże się za trudne, można poszukać łatwiejszego i sprawdzić swoje siły w czymś innym. Temat archeologii przyciąga za sprawą obietnicy wakacyjnej przygody - może być dla dzieci źródłem marzeń o odkrywaniu skarbów.

"Świerszczyk Reporter" nr 2 - to (jak na razie) kwartalnik, mocno zbliżony do dawnych "Zwierzaków" i "Kwaków". Pojawia się w numerze krótki wywiad z żyrafą, bo to żyrafa jest tematem wiodącym. Są kursy rysowania egzotycznych zwierzaków w wersji komiksowej, zestawy ciekawostek i konkursy z cennymi nagrodami. Do tego - tradycyjne łamigłówki, które pozwalają odetchnąć od ogromu wiadomości. W numerze znalazło się trochę miejsca na wyjaśnienia dotyczące ciała człowieka: dzieci dowiedzą się, dlaczego zmienia się ich wzrost i jakie są tego przejawy (zostaną wyczulone na obserwowanie własnego ciała). Pojawi się przegląd plemion koczowniczych - jako kolejny zbiór ciekawostek z dalekich stron. Nie zabraknie rozrywek oraz gry planszowej - jest zatem sporo do czytania, sporo do zabawy i do rozwiązywania. Gra planszowa to coś, na co wszystkie maluchy czekają. "Świerszczyk Reporter" to magazyn wypełniony zdjęciami i komiksowymi rysunkami, żeby nie zmęczyć dzieci nadmierną ilością tekstu. Jest kolorowo, zabawnie i intrygująco, tak, żeby najmłodsi mogli przekonać się do magazynów edukacyjnych i obudzili w sobie ciekawość świata. "Świerszczyk Reporter" to znakomita propozycja dla dzieci.

Oba te magazyny uzupełnia kwartalnik "Świerszczyk. Krzyżówki i łamigłówki" (również z grą planszową). Znajduje się tu mnóstwo zadań, w tym - ogromne krzyżówki, także obrazkowe. Jest wiele rebusów, wiele literowych wykreślanek, skomplikowane labirynty, po których można długo błądzić. Uwagę dzieci przykuć mogą zwłaszcza oryginalne i atrakcyjne hasła, rozszyfrowywanie ich to prawdziwa przyjemność dla maluchów.

Cały cykl zasługuje zatem na uwagę i pozwala przyzwyczajać dzieci do klasycznych rozrywek edukacyjnych. To pisemka, które można kolekcjonować i wypełniać, dowiadując się przy okazji czegoś ciekawego z przyrody.

wtorek, 13 lipca 2021

Andy Griffiths: 130-piętrowy domek na drzewie

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Eksplozja wyobraźni

Wydawało się, że ta seria nie będzie mogła rozrastać się w nieskończoność, ale domek na drzewie ma już sto trzydzieści pięter (zaczynał od trzynastu, to dziesiąty tom serii). Andy i Terry wciąż operują tym samym sprawdzonym szablonem, ale za każdym razem wlewają w niego zupełnie nowe treści, pokazując dzieciom, jak korzystać z wyobraźni. Domek na drzewie doczekuje się kolejnych pomieszczeń o dziwnym przeznaczeniu (a czasami też o dziwnych lokatorach). Służy do zabawy i do realizowania najbardziej dzikich pomysłów. Nie ma tu tradycyjnych podziałów przestrzeni, nie ma rzeczy, na które zwracaliby uwagę dorośli. To festiwal dziecięcości w najlepszym wydaniu, szalony i kolorowy. Andy i Terry zachowują się jak kilkulatki – trudno im się dziwić, bo w domku na drzewie mogą przenieść się do dzieciństwa. Jedynym zgrzytem w tej działalności staje się obecność Pana Nochala. Szef obu mężczyzn potrafi zepsuć każdą zabawę przypomnieniem o zbliżającym się terminie ukończenia książki. Przeważnie zresztą, kiedy pojawia się z komentarzem na temat deadline'u, Andy i Terry nie mają nawet szkicu koncepcji, muszą zatem działać i postawić na przypadek, żeby oddać jakikolwiek materiał do druku. Rezygnują z planów i szkiców, improwizują, a właściwie nawet nie zasiadają do pracy. To ich rzeczywistość zapewnia im tematy na książkę. Tym razem bohaterowie nie mogą skupić się na pisaniu i rysowaniu, bo ścigają muchę. Na muchę nie działają żadne środki, nie udaje się jej upolować, zgładzić ani wyrzucić z domku na drzewie. Irytujący owad staje się wrogiem numer jeden. Później kosmiczne oko porywa bohaterów na wyprawę po kosmosie (co ma taką zaletę, że w kosmosie jest słaby zasięg i można odrobinę oddalić groźby Pana Nochala). Andy i Terry wezmą udział w międzygalaktycznych igrzyskach śmierci (nawet jeśli nie napawa ich to entuzjazmem). Jest tu mnóstwo pożarów, mnóstwo walk na śmierć i życie, a także mnóstwo błota. Absurd przesyca te opowieści: nie można w żaden sposób uwierzyć w relację Andy'ego i Terry'ego, a jednocześnie dzieci będą się przy niej świetnie bawić właśnie ze względu na nonsensy i brak pouczeń. Nie chodzi tutaj o to, by przemycać rozmaite systemy wartości albo edukować małych odbiorców, a żeby pokazać im, że książki mogą być atrakcyjne przez czystą rozrywkę i komizm. Jest to powieść komiksowa, mało tekstów, mnóstwo ilustracji w formie bazgrołów. Przełamuje konwencje, nie mieści się w trendach wyznaczanych dzisiaj przez redakcje wydawnictw. Andy Griffiths i Terry Denton doskonale się bawią – przypominają sobie historie niewiarygodne tworzone przez kilkulatki – i układają je w ciąg wydarzeń z wewnętrzną logiką, ale kompletnie bez sensu. Jest to naturalna kwestia: w domku na drzewie nie można się przecież nudzić. Bardzo dynamiczna akcja i nastawienie na masową publiczność to cechy tej serii: autorzy przypominają, że dzieci także zasługują na porcję rozrywki. Przy okazji mogą pozwolić im ćwiczyć wyobraźnię i uświadomić, że każdy może zostać pisarzem i tworzyć własne zwariowane historie.

Agnieszka Żelewska: W domu. Moja pierwsza encyklopedia polsko-angielska z okienkami

Nasza Księgarnia, Warszawa 2021.

Zabawa ze słownikiem

Agnieszka Żelewska to ilustratorka, której prace dzieci bardzo lubią. Na rynku ukazuje się właśnie picture book tej autorki – połączenie kartonowej książki z okienkami do otwierania ze słownikiem polsko-angielskim. Nie ma tu ani instrukcji obsługi, ani specjalnych komentarzy, zresztą nie będą one dzieciom potrzebne do korzystania z tomiku. Każda rozkładówka to obrazek z podpisami poszczególnych elementów (podpisy są w dwóch językach, większa jest nazwa angielska, pod spodem – nieco mniejsze tłumaczenie, żeby łatwo było dzieciom utrwalać wiadomości i ćwiczyć sztukę czytania). Działanie pozwala nie tylko na zapamiętanie pisowni obcych słówek, ułatwia też przyswajanie sobie znaczeń dzięki skojarzeniom z rysunkami. I tak autorka zabiera dzieci najpierw do domu i ogrodu (prezentuje ładny pejzaż, w którym znalazło się także miejsce dla zwierząt – maluchy dowiedzą się, jak po angielsku nazywa się biedronka, żaba czy robak. Przekonają się także, jak określa się huśtawkę, schody czy chmurę. Dalej odbiorcy przechodzą do pokoju i sprawdzają, jak określić poszczególne elementy charakterystyczne dla pomieszczenia, w którym bawi się dziecko. Będzie tu i przedstawienie rodziny podczas przygotowań do przyjęcia urodzinowego, i ukazanie kuchni, zajęcia w łazience oraz w garażu czy przedpokoju. Niby nic, a jednak można poznać mnóstwo słówek, a co ważniejsze – dobrze się bawić. Część rysunków mieści w sobie bowiem otwierane okienka, pod które należy zajrzeć. Czasami okienka pojawiają się w nietypowych miejscach, tam, gdzie w ogóle nie ma rysunku albo słówka do poznania – i wówczas mogą budzić jeszcze większą ciekawość dzieci. Autorka wykorzystuje sytuację, żeby pozwolić odbiorcom myszkować w szafkach bohaterów, a nawet zaglądać do sedesu, szykuje rozmaite niespodzianki, dzięki którym może ubarwić zabawę i uprzyjemnić proces uczenia się. Zdarza się tak, że otwarcie okienka modyfikuje rysunek: wprowadza postać w przebraniu, albo jakiś skrywany wcześniej element (w ścianie łazienki można znaleźć żuka...). Bywa naturalnie: w dziupli drzemie sowa, a w koszu na śmieci znajduje się skórka od banana. Ale bywa też zaskakująco, kiedy dzieci odkryją w nietypowych miejscach nietypowych bohaterów – Agnieszka Żelewska od czasu do czasu bawi się po prostu kolejnymi motywami i rozbawia dzieci, tym samym przekonując je do wytężonej pracy (zwłaszcza odkrycie zawartości sedesu może dzieci rozśmieszyć). W ten sposób można sobie przyswajać słówka łatwo i szybko, uczyć się różnych nazw po angielsku i poszerzać swoje kompetencje językowe. Chociaż obrazki są tu bardzo proste, liczy się ich humor i mnogość na przedstawianych rozkładówkach. Agnieszka Żelewska przynosi dzieciom rozrywkę edukacyjną na długi czas. Możliwość bawienia się otwieranymi okienkami także przekonuje kilkulatki do lektury. To książeczka wspomagająca edukację maluchów, pozwalająca szybko zorientować się w nazwach przedmiotów codziennego użytku, części ciała, rzeczy znajdujących się w domu i – odrobinę – zwierząt, z którymi można się zetknąć na co dzień. Bardzo przyjemnie zrealizowana i bogata w treści.