Marginesy, Warszawa 2025.
Ubrania
W tej książce mnóstwo jest prezentacji ubrań modnych i praktycznych, a jednocześnie… właściwie nie do dostania. Katarzyna Jasiołek przygląda się historii Domu Mody Telimena, żeby przy okazji ciekawostek dotyczących stylu przedstawić czytelnikom szereg wiadomości o trudach codziennej egzystencji w PRL-u. To nie jest do końca opowieść tylko o modzie – raczej książka o tym, jak Polki chciały wyglądać i dlaczego nie mogły. Z jednej strony jest tu dążenie do modowego naśladowania Paryża, projektantki, które prześcigają się w pomysłach, jak przenieść zachodnie rozwiązania na polski grunt – z drugiej strony ciągłe braki w zaopatrzeniu, problemy z materiałami, jakością surowców i niedbałością wśród wykonawców. To, co pojawia się na wybiegach i z założenia ma wyznaczać trendy w kolejnym sezonie, nie znajdzie się w sklepach – do pokazów mody używane są najlepsze jakościowo tkaniny, na masową produkcję takich nie wystarczy. Polki nie mogą pójść do sklepu i kupić sobie ubrania, które wypatrzyły podczas pokazu lub w prasie – w najlepszym razie trafią na miejsce, do którego przyszły tylko i wyłącznie za duże rozmiary, w najgorszym zobaczą, jak może wyglądać upragnione ubranie w wersji rzuconej na rynek. I na pewno nie będzie to obraz krzepiący i zachęcający do naśladowania. Gotowe stroje czasami trafiają się w sklepach – ale nie nadają się do noszenia, albo niszczą po pierwszym praniu. Z kolei gdyby ktoś miał to szczęście, że mógłby trafić do krawca (albo sam potrafił szyć), też nie udałoby mu się kopiować paryskiego szyku – ze względu na jakość tkanin rzucanych do sklepów. W efekcie można się tylko zastanawiać, jakim cudem ludzie w PRL-u ubierali się w cokolwiek. Katarzyna Jasiołek pokazuje rozdźwięk między założeniami i realiami, przedstawia frustracje społeczeństwa i nadzieje – podsycane przez pomysły z wybiegów. Wszystko przez pryzmat Łodzi – to tu powstawały tkaniny i kreacje, wreszcie – to tu w drugiej dekadzie lat 50. XX wieku został założony Dom Mody Telimena, miejsce, które wyznaczało trendy i proponowało odzież pożądaną przez wiele grup społecznych.
Jest to książka bogato ilustrowana: można sprawdzić, jak wyglądały zdjęcia z kolorowych magazynów i jak prasa opisywała kolejne projekty. Można zastanawiać się nad tym, co chciały nosić Polki – co im się podobało i co miało być modne według ekspertów. A jednocześnie Katarzyna Jasiołek odwołuje się do ponurej codzienności, roztacza przed oczami odbiorców wizje niezbyt krzepiące. Młodszym pokoleniom może uświadomić, na czym polegały braki w zaopatrzeniu i problemy z surowcami, starszym przypomni czas, który dzisiaj wydaje się wręcz abstrakcją. Jak zwykle Katarzyna Jasiołek nie zawodzi w swojej narracji, jest w stanie wyłapać ciekawe wydarzenia i zdradzić kulisy przygotowań do modowych popisów – proponuje czytelnikom sporą dawkę obyczajowości PRL-u przez pryzmat tematu przez wielu uznawanego za błahy i niespecjalnie wciągający. Tutaj o nudzie nie ma mowy: chce się podążać za autorką i tropić powody nieudanych odzieżowych eksperymentów.
Recenzje, wywiady, omówienia krytyczne, komentarze.
Codziennie aktualizowana strona Izabeli Mikrut
tu-czytam.blogspot.com to strona z recenzjami: portal literacki tworzony w pełni przez jedną osobę i wykorzystujący szablon bloga dla łatwego wprowadzania kolejnych tekstów.
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Nie znajdzie się tu polecajek, konkursów, komciów ani podpiętych social mediów, za to codziennie od 2009 roku pojawiają się pełnowymiarowe (minimum 3000 znaków) omówienia książek.
NIE KORZYSTAM Z AI.
Zapraszam do kontaktu promotorki książek i wydawnictwa.
Zabrania się kopiowania treści strony. Publikowanie fragmentów tekstów możliwe wyłącznie za zgodą autorki i obowiązkowo z podaniem źródła. Kontakt: iza.mikrut@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 maja 2025
wtorek, 31 grudnia 2024
Hayley Edwards-Dujardin: Ponadczasowe
Marginesy, Warszawa 2024.
Przez modę
Potężny to album i inspirujący, a jednocześnie uświadamiający dzisiejszym odbiorcom historię poszczególnych elementów garderoby – kiedyś ikonicznych, dzisiaj często kopiowanych do woli i wręcz nieprzyciągających uwagi. „Ponadczasowe” autorstwa Hayley Edwards-Dujardin to książka ciekawa, chociaż przecież nie pisana jak beletrystyka. Składa się z kilku części, w ramach których omawiane są wybrane elementy garderoby – historyczne i, zgodnie z tytułem, ponadczasowe, przejęte przez subkultury lub wskrzeszane przez kolejnych projektantów, produkowane dzisiaj masowo albo – znacznie rzadziej – trochę zapomniane lub nabierające nowych znaczeń.
Dla autorki w zasadzie nie istnieją ramy kulturowe i ograniczenia geograficzne, sięga po stroje z różnych stron świata, zwłaszcza takie, które zrobiły furorę po przeszczepieniu na inny grunt. Znajdą się tu więc i sari, i koszule z Afryki, i arabskie ubrania, które dzisiaj pojawić się mogą w każdej szafie – już bez nabierania dodatkowych znaczeń czy wskazywania przynależności kulturowej. Dla Hayley Edwards-Dujardin część strojów to okazja do opowiedzenia o przeszłości lub projektancie, o pomyśle lub ikonie, która dany produkt spopularyzowała. Historia mody ma tu różne wymiary i prowadzi w różnych kierunkach, nigdy nie wiadomo, jaka strona przeważy i co stanie się decydujące w konkretnym przypadku – dlatego też lektura przebiegać będzie nieprzewidywalnie mimo zastosowanego wyraźnego schematu w pisaniu o wybranych strojach i dodatkach. Ważne, że Hayley Edwards-Dujardin jest konkretna i nie daje się ponieść fantazji, przytacza fakty i zajmuje się wyłącznie kwestiami weryfikowalnymi. Zdarza się, że w pojawieniu się jakiegoś stroju dostrzega przełomy kulturowe i obyczajowe (jak w przypadku dżinsu lub minispódniczek) – sygnalizuje je czytelnikom, sprawiając, że moda zyskuje nowy wymiar.
Pojawiają się w tej książce stroje, które przechodzą do historii jako dzieła ikoniczne, wręcz rodzaj sztuki – ale są też takie, które dzisiaj wydają się odbiorcom oczywiste i niezasługujące na rozważania (jak biały t-shirt czy ogrodniczki). Są nakrycia głowy i codzienne ubrania – które gdzieś kiedyś miały początek swoich historii. Osobną część tomu poświęca autorka na przyglądanie się popisom projektantów – tu akcentuje przede wszystkim eksperymenty z formą i przekraczanie granic modowych – ale większość tekstów dotyczy tego, co noszą zwykli odbiorcy, w związku z tym tom „Ponadczasowe” przyciągać będzie nie tylko miłośników historii sztuki lub osoby zainteresowane modą. Moda tak naprawdę jest tu pretekstem do snucia opowieści uniwersalnych o ponadczasowych strojach. Gdzieniegdzie infografiki i wykresy sygnalizują proces zmieniania się strojów, jest tu mnóstwo wiadomości, ale cały tom nie przytłacza nimi i nie zamęcza – napisany jest tak, że po prostu chce się poznawać kolejne przykłady wybrane przez autorkę i kolejne relacje. Po takiej lekturze można inaczej spojrzeć na swoją szafę i dostrzec nieznane dotąd wpływy i inspiracje, albo – spróbować uzupełnić garderobę o ubrania, które zyskają nowe znaczenie i inny wymiar dzięki wiadomościom z książki „Ponadczasowe”. To publikacja, która pozwoli lepiej orientować się w historii mody i nie tylko.
Przez modę
Potężny to album i inspirujący, a jednocześnie uświadamiający dzisiejszym odbiorcom historię poszczególnych elementów garderoby – kiedyś ikonicznych, dzisiaj często kopiowanych do woli i wręcz nieprzyciągających uwagi. „Ponadczasowe” autorstwa Hayley Edwards-Dujardin to książka ciekawa, chociaż przecież nie pisana jak beletrystyka. Składa się z kilku części, w ramach których omawiane są wybrane elementy garderoby – historyczne i, zgodnie z tytułem, ponadczasowe, przejęte przez subkultury lub wskrzeszane przez kolejnych projektantów, produkowane dzisiaj masowo albo – znacznie rzadziej – trochę zapomniane lub nabierające nowych znaczeń.
Dla autorki w zasadzie nie istnieją ramy kulturowe i ograniczenia geograficzne, sięga po stroje z różnych stron świata, zwłaszcza takie, które zrobiły furorę po przeszczepieniu na inny grunt. Znajdą się tu więc i sari, i koszule z Afryki, i arabskie ubrania, które dzisiaj pojawić się mogą w każdej szafie – już bez nabierania dodatkowych znaczeń czy wskazywania przynależności kulturowej. Dla Hayley Edwards-Dujardin część strojów to okazja do opowiedzenia o przeszłości lub projektancie, o pomyśle lub ikonie, która dany produkt spopularyzowała. Historia mody ma tu różne wymiary i prowadzi w różnych kierunkach, nigdy nie wiadomo, jaka strona przeważy i co stanie się decydujące w konkretnym przypadku – dlatego też lektura przebiegać będzie nieprzewidywalnie mimo zastosowanego wyraźnego schematu w pisaniu o wybranych strojach i dodatkach. Ważne, że Hayley Edwards-Dujardin jest konkretna i nie daje się ponieść fantazji, przytacza fakty i zajmuje się wyłącznie kwestiami weryfikowalnymi. Zdarza się, że w pojawieniu się jakiegoś stroju dostrzega przełomy kulturowe i obyczajowe (jak w przypadku dżinsu lub minispódniczek) – sygnalizuje je czytelnikom, sprawiając, że moda zyskuje nowy wymiar.
Pojawiają się w tej książce stroje, które przechodzą do historii jako dzieła ikoniczne, wręcz rodzaj sztuki – ale są też takie, które dzisiaj wydają się odbiorcom oczywiste i niezasługujące na rozważania (jak biały t-shirt czy ogrodniczki). Są nakrycia głowy i codzienne ubrania – które gdzieś kiedyś miały początek swoich historii. Osobną część tomu poświęca autorka na przyglądanie się popisom projektantów – tu akcentuje przede wszystkim eksperymenty z formą i przekraczanie granic modowych – ale większość tekstów dotyczy tego, co noszą zwykli odbiorcy, w związku z tym tom „Ponadczasowe” przyciągać będzie nie tylko miłośników historii sztuki lub osoby zainteresowane modą. Moda tak naprawdę jest tu pretekstem do snucia opowieści uniwersalnych o ponadczasowych strojach. Gdzieniegdzie infografiki i wykresy sygnalizują proces zmieniania się strojów, jest tu mnóstwo wiadomości, ale cały tom nie przytłacza nimi i nie zamęcza – napisany jest tak, że po prostu chce się poznawać kolejne przykłady wybrane przez autorkę i kolejne relacje. Po takiej lekturze można inaczej spojrzeć na swoją szafę i dostrzec nieznane dotąd wpływy i inspiracje, albo – spróbować uzupełnić garderobę o ubrania, które zyskają nowe znaczenie i inny wymiar dzięki wiadomościom z książki „Ponadczasowe”. To publikacja, która pozwoli lepiej orientować się w historii mody i nie tylko.
sobota, 19 sierpnia 2023
Deborah Ball: Dom Versace
Marginesy, Warszawa 2023.
Ikony
Deborah Ball wie, jakimi regułami rządzą się fabularyzowane czy beletryzowane biografie. Wpisuje się w cykl przedstawień ludzi ze świata mody książką "Dom Versace" i jednocześnie udowadnia, że potrafi przedstawiać rzeczywistość tak, by wciągnąć czytelników od pierwszych stron w opowieść. Zaczyna od morderstwa: Gianni Versace ginie, zastrzelony w Miami. Ta wiadomość jest szokiem nie tylko dla jego najbliższych, życiowego partnera Antonia, brata Santo i siostry Donatelli. Jednak autorka od razu wprowadza czytelników w przygotowania do pokazu mody, włącza w imprezę rytmem, który nadawać będzie tempo całej historii. Tragiczny finał życia jednego z projektantów-wizjonerów to tylko jeden z wątków w tomie. "Dom Versace" jest bowiem opowieścią o budowaniu marki i o tworzeniu się legendy. Kiedy już Deborah Ball upora się z najtrudniejszym zagadnieniem, może cofnąć się do początków i do tego, jak Gianni trafił do świata mody. Stopniowo zanurza się coraz bardziej w odkrycia z codzienności przyszłego projektanta, nie szczędząc odbiorcom szczegółów z jego twórczego dzieciństwa. Wkrótce Gianni zdominuje część relacji - jako ten, który nie boi się eksperymentów i ma wyjątkowe wyczucie stylu, który potrafi przekonać do siebie supermodlki (a nawet stworzyć na nie modę) i jako ten, który dąży do swoich celów bez względu na piętrzące się przed nim trudności. Gianni Versace to człowiek o niewyczerpanych pokładach energii i Deborah Ball świetnie to oddaje w swojej książce. Nie zapomina o tym, czego w firmie dokonuje Santo i jaka jest w niej rola Donatelli - od pierwszych stron to na niej skupia uwagę po nakreśleniu zagadnień dotyczących Gianniego. Zajmuje się też analizowaniem detali składających się na budowanie marki: śledzi poszczególne decyzje modowe i rozwiązania stosowane przez Versacego zwłaszcza przy narodzinach rodzinnej firmy. Odwołuje się do legendarnych przyjęć i do strategii promocyjnych. Zatrzymuje się zwłaszcza nad nieszablonowymi pomysłami i strategiami, które wymagały sporej odwagi. Przez cały czas też fabularyzuje opowieść, towarzyszy bohaterom książki przy konkretnych działaniach, obserwuje ich i rejestruje ich reakcje - książka powstała we współpracy z rodzeństwem Versace, więc autorka może znaleźć punkty zaczepienia, które będzie potem wypełniać odrobiną wyobraźni. Nie przerywa narracji po śmierci Gianniego, do której w końcu doprowadza ją chronologia: ma do przedstawienia jeszcze walkę o przedsiębiorstwo i sytuację rodzinną spadkobierców, zwłaszcza wcześniej rzadko przedstawianej Allegry, siostrzenicy Gianniego. Czytelnicy dostają wstęp do wielkiego świata - i świata wielkich atrakcji. Daje się wyczuć wyraźne kibicowanie rodzinie Versace, zwłaszcza gdy pojawiają się większe problemy: kiedy Donatella wpada w uzależnienie od narkotyków, Deborah Ball relacjonuje to ostrożnie, żeby chwalić w momencie podjęcia decyzji o odwyku. Jeśli przedstawia karykaturalność i kicz, to zawsze tak, by ostatecznie przekuć je w atut. Trwonienie wielkich pieniędzy jawi się tu jako błahostka - ale też dzięki takiemu przedstawianiu rzeczywistości rodu Versace książka zapewnia wstęp do innego świata (innego niż ten, w którym funkcjonują na co dzień odbiorcy): daje zatem szansę na przeżycie czegoś nieoczekiwanego. Jest "Dom Versace" wypełniony sensacjami, ale narracja wciąga równie silnie jak kolejne wydarzenia. Ta książka jest w sam raz dla czytelników oczekujących rzeczowej i opartej na faktach lektury, nasyconej i ciekawej.
Ikony
Deborah Ball wie, jakimi regułami rządzą się fabularyzowane czy beletryzowane biografie. Wpisuje się w cykl przedstawień ludzi ze świata mody książką "Dom Versace" i jednocześnie udowadnia, że potrafi przedstawiać rzeczywistość tak, by wciągnąć czytelników od pierwszych stron w opowieść. Zaczyna od morderstwa: Gianni Versace ginie, zastrzelony w Miami. Ta wiadomość jest szokiem nie tylko dla jego najbliższych, życiowego partnera Antonia, brata Santo i siostry Donatelli. Jednak autorka od razu wprowadza czytelników w przygotowania do pokazu mody, włącza w imprezę rytmem, który nadawać będzie tempo całej historii. Tragiczny finał życia jednego z projektantów-wizjonerów to tylko jeden z wątków w tomie. "Dom Versace" jest bowiem opowieścią o budowaniu marki i o tworzeniu się legendy. Kiedy już Deborah Ball upora się z najtrudniejszym zagadnieniem, może cofnąć się do początków i do tego, jak Gianni trafił do świata mody. Stopniowo zanurza się coraz bardziej w odkrycia z codzienności przyszłego projektanta, nie szczędząc odbiorcom szczegółów z jego twórczego dzieciństwa. Wkrótce Gianni zdominuje część relacji - jako ten, który nie boi się eksperymentów i ma wyjątkowe wyczucie stylu, który potrafi przekonać do siebie supermodlki (a nawet stworzyć na nie modę) i jako ten, który dąży do swoich celów bez względu na piętrzące się przed nim trudności. Gianni Versace to człowiek o niewyczerpanych pokładach energii i Deborah Ball świetnie to oddaje w swojej książce. Nie zapomina o tym, czego w firmie dokonuje Santo i jaka jest w niej rola Donatelli - od pierwszych stron to na niej skupia uwagę po nakreśleniu zagadnień dotyczących Gianniego. Zajmuje się też analizowaniem detali składających się na budowanie marki: śledzi poszczególne decyzje modowe i rozwiązania stosowane przez Versacego zwłaszcza przy narodzinach rodzinnej firmy. Odwołuje się do legendarnych przyjęć i do strategii promocyjnych. Zatrzymuje się zwłaszcza nad nieszablonowymi pomysłami i strategiami, które wymagały sporej odwagi. Przez cały czas też fabularyzuje opowieść, towarzyszy bohaterom książki przy konkretnych działaniach, obserwuje ich i rejestruje ich reakcje - książka powstała we współpracy z rodzeństwem Versace, więc autorka może znaleźć punkty zaczepienia, które będzie potem wypełniać odrobiną wyobraźni. Nie przerywa narracji po śmierci Gianniego, do której w końcu doprowadza ją chronologia: ma do przedstawienia jeszcze walkę o przedsiębiorstwo i sytuację rodzinną spadkobierców, zwłaszcza wcześniej rzadko przedstawianej Allegry, siostrzenicy Gianniego. Czytelnicy dostają wstęp do wielkiego świata - i świata wielkich atrakcji. Daje się wyczuć wyraźne kibicowanie rodzinie Versace, zwłaszcza gdy pojawiają się większe problemy: kiedy Donatella wpada w uzależnienie od narkotyków, Deborah Ball relacjonuje to ostrożnie, żeby chwalić w momencie podjęcia decyzji o odwyku. Jeśli przedstawia karykaturalność i kicz, to zawsze tak, by ostatecznie przekuć je w atut. Trwonienie wielkich pieniędzy jawi się tu jako błahostka - ale też dzięki takiemu przedstawianiu rzeczywistości rodu Versace książka zapewnia wstęp do innego świata (innego niż ten, w którym funkcjonują na co dzień odbiorcy): daje zatem szansę na przeżycie czegoś nieoczekiwanego. Jest "Dom Versace" wypełniony sensacjami, ale narracja wciąga równie silnie jak kolejne wydarzenia. Ta książka jest w sam raz dla czytelników oczekujących rzeczowej i opartej na faktach lektury, nasyconej i ciekawej.
poniedziałek, 6 czerwca 2022
Magdalena Idem: Manekin w peniuarze. Moda w II RP
Czarne, Wołowiec 2022.
Kreatywność
Magdalena Idem proponuje czytelnikom inne spojrzenie na historię mody. "Manekin w peniuarze. Moda w II RP" to ciekawostka obyczajowa, opowieść wypełniona nie tyle kreacjami, co - sposobem ich tworzenia. Wskrzesza autorka świat, który już nie istnieje, z pewną dozą sentymentu i z nutą humoru - przedstawia kobiety, które miały pomysły na urozmaicenie codziennych ubrań i które mimo trudności działały na polu mody - z sukcesami. Tu nie liczą się kreacje z wybiegów - raczej próby podpatrywania projektów, naśladowania albo modyfikowania gotowych propozycji tak, by stały się dostępne dla zwykłych modniś i by dały namiastkę egzystowania w wielkim świecie. Ubrania schodzą jednak na drugi plan przy ludziach i przy całym kontekście obyczajowym. Magdalena Idem zajmuje się bowiem wszystkim tym, co składało się na kształt mody w II RP. Nie pomija szczegółów (nadprodukcja pończoch - to również zjawisko, które warto odnotować), ale jest w stanie też zaproponować całościowe spojrzenie na sytuację w przemyśle odzieżowym.
Dzięki "Manekinowi w peniuarze" czytelnicy dowiedzą się między innymi, jak strzeżono wyjątkowych kreacji przed co bardziej rzutkimi krawcowymi, jak rozrastał się biznes prywatnych modystek (i dlaczego na początku nie mogły one przyjmować klientek w swoich mieszkaniach, a musiały wynajmować sobie pokoje na pracownie), co działo się na pokazach mody i jak funkcjonowały reklamy (zwłaszcza ten temat wydaje się być wart rozwinięcia). Nie zabraknie opowieści o kawiarni Sztuka i Moda, a także o Hersem - domu mody, który kreował potrzeby odzieżowe Warszawy. Co ciekawe, Magdalena Idem sprawdza nawet, jak moda funkcjonowała w tekstach dziennikarzy: przygląda się pracom redakcji i wnioskuje, jak wpływały one na kobiety. Śledzi losy poszczególnych gatunków tkanin, czasami odkrycia prowadzą do zderzenia z wielką historią. Ma to wszystko bardzo dużo uroku i pozwala poznać rzadko eksponowaną stronę obyczajowości w II RP. Autorka pisze z wyczuciem i reportażowo, tak, by nie zanudzać czytelników zgromadzonymi danymi, a żeby przedstawić im żywą i barwną historię pomysłów zogniskowanych na modzie. Wybiera jednostkowe życiorysy, ale i zjawiska, zajmuje się różnymi tematami, nie powtarza wiadomości i ma dobry pomysł na całą książkę. "Manekin w peniuarze" to zbiór kuriozów i historii, które warto poznawać nawet tylko dla rozrywki - a przecież sporo ta książka mówi o samym międzywojniu, w inny niż do tej pory sposób. Magdalena Idem zabiera czytelników do świata mody ze wszystkimi jego wadami i niedoskonałościami, roztacza przed odbiorcami wizje pełne blichtru i... drobnych oszustw, które pojawiały się podczas pokazów. Ukrywa w tekście sporo smaczków dla tropicieli anegdot, a jednocześnie podsuwa lekturę wypełnioną wiadomościami. Lekki styl, nieco plotkarski, pozwala cieszyć się opowieścią. Fakt, że autorka nie decyduje się na pogłębianie informacji i jedynie zarysowuje sytuację związaną z modą w II RP sprawia, że książka nie znudzi się odbiorcom - nawet tym niekoniecznie zainteresowanym modą. To również opowieść o pomysłowych kobietach, projektantkach mody i twórczyniach wyjątkowych kreacji dla pań - wtopione w książkę biografie są rzeczywiście niezwykłe.
Kreatywność
Magdalena Idem proponuje czytelnikom inne spojrzenie na historię mody. "Manekin w peniuarze. Moda w II RP" to ciekawostka obyczajowa, opowieść wypełniona nie tyle kreacjami, co - sposobem ich tworzenia. Wskrzesza autorka świat, który już nie istnieje, z pewną dozą sentymentu i z nutą humoru - przedstawia kobiety, które miały pomysły na urozmaicenie codziennych ubrań i które mimo trudności działały na polu mody - z sukcesami. Tu nie liczą się kreacje z wybiegów - raczej próby podpatrywania projektów, naśladowania albo modyfikowania gotowych propozycji tak, by stały się dostępne dla zwykłych modniś i by dały namiastkę egzystowania w wielkim świecie. Ubrania schodzą jednak na drugi plan przy ludziach i przy całym kontekście obyczajowym. Magdalena Idem zajmuje się bowiem wszystkim tym, co składało się na kształt mody w II RP. Nie pomija szczegółów (nadprodukcja pończoch - to również zjawisko, które warto odnotować), ale jest w stanie też zaproponować całościowe spojrzenie na sytuację w przemyśle odzieżowym.
Dzięki "Manekinowi w peniuarze" czytelnicy dowiedzą się między innymi, jak strzeżono wyjątkowych kreacji przed co bardziej rzutkimi krawcowymi, jak rozrastał się biznes prywatnych modystek (i dlaczego na początku nie mogły one przyjmować klientek w swoich mieszkaniach, a musiały wynajmować sobie pokoje na pracownie), co działo się na pokazach mody i jak funkcjonowały reklamy (zwłaszcza ten temat wydaje się być wart rozwinięcia). Nie zabraknie opowieści o kawiarni Sztuka i Moda, a także o Hersem - domu mody, który kreował potrzeby odzieżowe Warszawy. Co ciekawe, Magdalena Idem sprawdza nawet, jak moda funkcjonowała w tekstach dziennikarzy: przygląda się pracom redakcji i wnioskuje, jak wpływały one na kobiety. Śledzi losy poszczególnych gatunków tkanin, czasami odkrycia prowadzą do zderzenia z wielką historią. Ma to wszystko bardzo dużo uroku i pozwala poznać rzadko eksponowaną stronę obyczajowości w II RP. Autorka pisze z wyczuciem i reportażowo, tak, by nie zanudzać czytelników zgromadzonymi danymi, a żeby przedstawić im żywą i barwną historię pomysłów zogniskowanych na modzie. Wybiera jednostkowe życiorysy, ale i zjawiska, zajmuje się różnymi tematami, nie powtarza wiadomości i ma dobry pomysł na całą książkę. "Manekin w peniuarze" to zbiór kuriozów i historii, które warto poznawać nawet tylko dla rozrywki - a przecież sporo ta książka mówi o samym międzywojniu, w inny niż do tej pory sposób. Magdalena Idem zabiera czytelników do świata mody ze wszystkimi jego wadami i niedoskonałościami, roztacza przed odbiorcami wizje pełne blichtru i... drobnych oszustw, które pojawiały się podczas pokazów. Ukrywa w tekście sporo smaczków dla tropicieli anegdot, a jednocześnie podsuwa lekturę wypełnioną wiadomościami. Lekki styl, nieco plotkarski, pozwala cieszyć się opowieścią. Fakt, że autorka nie decyduje się na pogłębianie informacji i jedynie zarysowuje sytuację związaną z modą w II RP sprawia, że książka nie znudzi się odbiorcom - nawet tym niekoniecznie zainteresowanym modą. To również opowieść o pomysłowych kobietach, projektantkach mody i twórczyniach wyjątkowych kreacji dla pań - wtopione w książkę biografie są rzeczywiście niezwykłe.
czwartek, 30 kwietnia 2020
Karolina Żebrowska: Modowe rewolucje. Niezwykła historia naszych szaf
Znak, Kraków 2019.
Ubrania z przeszłości
Modą można się interesować całkiem na poważnie, ze świadomością tego, z jakich czasów zapożycza się inspiracje i które motywy powracają po dekadach z sukcesami. Karolina Żebrowska bierze się za popularyzowanie modowych rozwiązań – szerzenie wiadomości z dziedziny historii ubioru. Do tradycjonalistów trafi nie przez internetowe filmiki, a za sprawą książki „Modowe rewolucje”. To albumowy tom gromadzący wskazówki i informacje na temat różnych części garderoby. Karolina Żebrowska zaprezentuje historię kieszeni i damskich torebek – a także sztuczki modowe pozwalające damom w dawnych wiekach eksponować biust. Będzie tu mowa o butach na obcasach (dla obu płci!) i o koturnach. Autorka przedstawi historię dżinsu, bawełny, a także barwnych nadruków na tkaninach. Zajmie się swetrami. Świat mody jest bardzo bogaty, a Żebrowska wybiera z niego tylko kilka zagadnień, w sam raz, żeby zaintrygować czytelników. Znajdzie nawet miejsce na rozdział o pudrowaniu fryzur – zestawiając tę czynność ze stosowaniem suchego szamponu dzisiaj. Czytelnicy nie będą mieć wrażenia poszatkowanej narracji, bo autorka wiąże rozdziały ze sobą w bardzo prosty sposób – pod koniec jednej opowieści nawiązuje zwykle do innego tematu zasługującego na rozwinięcie, rozbudza ciekawość – a potem może ją zaspokajać przez wprowadzenie dłuższej historii. Ponadto posługuje się dawnymi fotografiami (czy stylizacjami na takie), które opatruje systemem długich podpisów albo wręcz obrazami sprzed wieków – dzięki temu może ukazywać zmiany zachodzące w garderobach i kaprysy mody. Rozdziały poświęcone elementom ubioru stanowią trzon tej książki. Karolina Żebrowska poza nimi decyduje się jednak nie tylko na drobniejsze komentarze do ilustracji. Wprowadza też portrety ikon stylu lub postaci ze świata władzy czy popkultury, które nie obawiały się promowania własnych pomysłów. Są tu i damy znane z historii, żyjące w dawnych czasach, i te współczesne – jak księżna Diana czy Madonna. W ten sposób Żebrowska pokazuje odbiorcom, że moda jest zjawiskiem żywym i podlega ciągłym zmianom – a śledzenie jej to także przegląd silnych osobowości. Czytelnicy znajdą w tej książce opowieść poprowadzoną gawędziarsko i ze znajomością tematu, Karolina Żebrowska sprawdza się jako przewodnik po kolejnych modowych odkryciach, a przy okazji pozwala odbiorcom poznać sekrety niektórych odzieżowych rozwiązań. Sprawia, że śledzenie pomysłów projektantów, podążanie za wygodą lub dostosowywanie praktycznych detali do wymogów estetycznych epoki zamieni się w całą barwną opowieść. Nie zamęcza ta autorka stylem, stawia na prostotę i na humor, wprowadza do narracji całkiem sporo osobistych wtrąceń – tak, żeby przyciągnąć czytelników familiarnym charakterem opowieści. Co prawd jest przy tym mocno wpatrzona w siebie i wręcz przekonana, że dla czytelników ważna – ale to już efekt internetowych autokreacji. Rzuca się też mocno w oczy samouwielbienie autorki. Karolina Żebrowska nader chętnie wciela się w modelkę i prezentuje kolejne pomysły modowe albo kontrasty – kiedy na przykład do stylizacji na damę sprzed wieków dobiera elektroniczne gadżety. Kiedy rzecz dotyczy kreacji, łatwo zrozumieć, dlaczego autorka prezentuje się czytelnikom. Jednak zdarzają się też serie zdjęć wykonywanych tylko dla zabawy Żebrowskiej – bez nich można by się spokojnie obejść. „Modowe rewolucje” to publikacja bardzo ciekawa i atrakcyjna dla czytelników. Przygotowana z myślą o masowej publiczności, pełna ciekawostek i zachęcająca do zgłębiania szczegółów z różnych szaf.
Ubrania z przeszłości
Modą można się interesować całkiem na poważnie, ze świadomością tego, z jakich czasów zapożycza się inspiracje i które motywy powracają po dekadach z sukcesami. Karolina Żebrowska bierze się za popularyzowanie modowych rozwiązań – szerzenie wiadomości z dziedziny historii ubioru. Do tradycjonalistów trafi nie przez internetowe filmiki, a za sprawą książki „Modowe rewolucje”. To albumowy tom gromadzący wskazówki i informacje na temat różnych części garderoby. Karolina Żebrowska zaprezentuje historię kieszeni i damskich torebek – a także sztuczki modowe pozwalające damom w dawnych wiekach eksponować biust. Będzie tu mowa o butach na obcasach (dla obu płci!) i o koturnach. Autorka przedstawi historię dżinsu, bawełny, a także barwnych nadruków na tkaninach. Zajmie się swetrami. Świat mody jest bardzo bogaty, a Żebrowska wybiera z niego tylko kilka zagadnień, w sam raz, żeby zaintrygować czytelników. Znajdzie nawet miejsce na rozdział o pudrowaniu fryzur – zestawiając tę czynność ze stosowaniem suchego szamponu dzisiaj. Czytelnicy nie będą mieć wrażenia poszatkowanej narracji, bo autorka wiąże rozdziały ze sobą w bardzo prosty sposób – pod koniec jednej opowieści nawiązuje zwykle do innego tematu zasługującego na rozwinięcie, rozbudza ciekawość – a potem może ją zaspokajać przez wprowadzenie dłuższej historii. Ponadto posługuje się dawnymi fotografiami (czy stylizacjami na takie), które opatruje systemem długich podpisów albo wręcz obrazami sprzed wieków – dzięki temu może ukazywać zmiany zachodzące w garderobach i kaprysy mody. Rozdziały poświęcone elementom ubioru stanowią trzon tej książki. Karolina Żebrowska poza nimi decyduje się jednak nie tylko na drobniejsze komentarze do ilustracji. Wprowadza też portrety ikon stylu lub postaci ze świata władzy czy popkultury, które nie obawiały się promowania własnych pomysłów. Są tu i damy znane z historii, żyjące w dawnych czasach, i te współczesne – jak księżna Diana czy Madonna. W ten sposób Żebrowska pokazuje odbiorcom, że moda jest zjawiskiem żywym i podlega ciągłym zmianom – a śledzenie jej to także przegląd silnych osobowości. Czytelnicy znajdą w tej książce opowieść poprowadzoną gawędziarsko i ze znajomością tematu, Karolina Żebrowska sprawdza się jako przewodnik po kolejnych modowych odkryciach, a przy okazji pozwala odbiorcom poznać sekrety niektórych odzieżowych rozwiązań. Sprawia, że śledzenie pomysłów projektantów, podążanie za wygodą lub dostosowywanie praktycznych detali do wymogów estetycznych epoki zamieni się w całą barwną opowieść. Nie zamęcza ta autorka stylem, stawia na prostotę i na humor, wprowadza do narracji całkiem sporo osobistych wtrąceń – tak, żeby przyciągnąć czytelników familiarnym charakterem opowieści. Co prawd jest przy tym mocno wpatrzona w siebie i wręcz przekonana, że dla czytelników ważna – ale to już efekt internetowych autokreacji. Rzuca się też mocno w oczy samouwielbienie autorki. Karolina Żebrowska nader chętnie wciela się w modelkę i prezentuje kolejne pomysły modowe albo kontrasty – kiedy na przykład do stylizacji na damę sprzed wieków dobiera elektroniczne gadżety. Kiedy rzecz dotyczy kreacji, łatwo zrozumieć, dlaczego autorka prezentuje się czytelnikom. Jednak zdarzają się też serie zdjęć wykonywanych tylko dla zabawy Żebrowskiej – bez nich można by się spokojnie obejść. „Modowe rewolucje” to publikacja bardzo ciekawa i atrakcyjna dla czytelników. Przygotowana z myślą o masowej publiczności, pełna ciekawostek i zachęcająca do zgłębiania szczegółów z różnych szaf.
czwartek, 9 kwietnia 2020
Ines de la Fressange, Sophie Gachet: Paryski szyk jeszcze raz. Podręcznik stylu
Rebis, Poznań 2020.
Z szafy
W książce „Paryski szyk jeszcze raz. Podręcznik stylu” można znaleźć sporo podpowiedzi dotyczących „bycia paryżanką” – w tych słowach zawiera się elegancja ponadczasowa i uwolniona od pogoni za efemerycznymi modami, przynajmniej w założeniach. Ines de la Fressange i Sophie Gachet postanawiają pouczyć czytelniczki, jak powinny się ubierać, gdzie szukać inspiracji, jak łączyć ze sobą poszczególne części garderoby, ale też – jak dekorować domy, gdzie szukać prezentów (i jakich), jak robić zakupy ubraniowe z głową… Nie wiadomo właściwie, czy Fressange bardziej podpowiada, na jaki styl się zdecydować, czy walczy z modowymi koszmarkami (nawet słynne skarpety do sandałów się tu pojawią jako przestroga). Wprowadza do książki całe rozdziały poświęcone odpowiedniemu doborowi elementów garderoby, uczy, jak zredukować liczbę posiadanych ubrań i sensownie je łączyć – tak, by były odpowiednie na różne okazje, a do tego – ponadczasowe. Podaje nawet listę rzeczy, które każda odbiorczyni powinna w swojej szafie mieć. Ma się nawet wrażenie, że bardzo dużo miejsca poświęca na analizowanie kolejnych rodzajów spodni czy bluzek – ale to kwestia zdjęć i komentarzy do nich. W pewnym momencie bowiem autorka przerywa ciąg dotyczący szperania w szafie i zabiera się za przeprowadzanie odbiorczyń przez ulubione sklepy (w tym internetowe, w książce zaznaczone zostało, czy wysyłają towar za granicę). Motyw przewodni to „bycie paryżanką” – autorka sięga po to, na co zdecydowałaby się paryżanka, przynajmniej we własnym mniemaniu – w rzeczywistości poleca przede wszystkim to, co odpowiada jej samej i czym sama się zachwyca. Nie brakuje w uwagach i komentarzach osobistych wyjaśnień.
Nie chodzi jednak o to, żeby traktować „Paryski szyk jeszcze raz” jako książkowy niezbędnik. Najlepiej traktować wskazówki Fressange jako inspiracje i punkt wyjścia do poszukiwań: zdarza się, że autorka rzeczywiście pomoże w przygotowaniach na odpowiednią okazję, znacznie częściej jednak dzieli się po prostu własnymi zachwytami – i wtedy przyda się odrobina dystansu. Na pewno nie jest to publikacja, która zachęca do radykalnych metamorfoz, raczej pozwala wtopić się w tłum, ubierać zgodnie z wiekiem i okolicznościami (więc – nie ośmieszać się w żadnej sytuacji). Została przygotowana tak, by czerpać przyjemność z przeglądania jej – to gadżet pełen zdjęć, komentarze sprowadzane do jednoakapitowych notatek nie zmęczą, za to pozwolą szybko zorientować się w temacie lub specyfice miejsca, do którego Fressange odsyła. Dla odbiorczyń śledzących uważnie modowe przemiany będzie to sposób na złapanie oddechu, możliwość znalezienia „normalności” (chociaż pod etykietą modnego „bycia paryżanką”). Bardzo ładnie wydana książka nadaje się na prezent dla modniś i dla tych pań, które bardzo uważają na to, co noszą i jak aranżować najbliższe otoczenie. To poradnik niebanalny dzięki jakości przygotowania – autorka nie rozprasza się na niekończących się analizach strojów, próbuje zachęcić odbiorczynie do umiaru i stonowania. Dobrego smaku nigdy dosyć – dlatego cieszy fakt, że ta książka pojawia się na rynku.
Z szafy
W książce „Paryski szyk jeszcze raz. Podręcznik stylu” można znaleźć sporo podpowiedzi dotyczących „bycia paryżanką” – w tych słowach zawiera się elegancja ponadczasowa i uwolniona od pogoni za efemerycznymi modami, przynajmniej w założeniach. Ines de la Fressange i Sophie Gachet postanawiają pouczyć czytelniczki, jak powinny się ubierać, gdzie szukać inspiracji, jak łączyć ze sobą poszczególne części garderoby, ale też – jak dekorować domy, gdzie szukać prezentów (i jakich), jak robić zakupy ubraniowe z głową… Nie wiadomo właściwie, czy Fressange bardziej podpowiada, na jaki styl się zdecydować, czy walczy z modowymi koszmarkami (nawet słynne skarpety do sandałów się tu pojawią jako przestroga). Wprowadza do książki całe rozdziały poświęcone odpowiedniemu doborowi elementów garderoby, uczy, jak zredukować liczbę posiadanych ubrań i sensownie je łączyć – tak, by były odpowiednie na różne okazje, a do tego – ponadczasowe. Podaje nawet listę rzeczy, które każda odbiorczyni powinna w swojej szafie mieć. Ma się nawet wrażenie, że bardzo dużo miejsca poświęca na analizowanie kolejnych rodzajów spodni czy bluzek – ale to kwestia zdjęć i komentarzy do nich. W pewnym momencie bowiem autorka przerywa ciąg dotyczący szperania w szafie i zabiera się za przeprowadzanie odbiorczyń przez ulubione sklepy (w tym internetowe, w książce zaznaczone zostało, czy wysyłają towar za granicę). Motyw przewodni to „bycie paryżanką” – autorka sięga po to, na co zdecydowałaby się paryżanka, przynajmniej we własnym mniemaniu – w rzeczywistości poleca przede wszystkim to, co odpowiada jej samej i czym sama się zachwyca. Nie brakuje w uwagach i komentarzach osobistych wyjaśnień.
Nie chodzi jednak o to, żeby traktować „Paryski szyk jeszcze raz” jako książkowy niezbędnik. Najlepiej traktować wskazówki Fressange jako inspiracje i punkt wyjścia do poszukiwań: zdarza się, że autorka rzeczywiście pomoże w przygotowaniach na odpowiednią okazję, znacznie częściej jednak dzieli się po prostu własnymi zachwytami – i wtedy przyda się odrobina dystansu. Na pewno nie jest to publikacja, która zachęca do radykalnych metamorfoz, raczej pozwala wtopić się w tłum, ubierać zgodnie z wiekiem i okolicznościami (więc – nie ośmieszać się w żadnej sytuacji). Została przygotowana tak, by czerpać przyjemność z przeglądania jej – to gadżet pełen zdjęć, komentarze sprowadzane do jednoakapitowych notatek nie zmęczą, za to pozwolą szybko zorientować się w temacie lub specyfice miejsca, do którego Fressange odsyła. Dla odbiorczyń śledzących uważnie modowe przemiany będzie to sposób na złapanie oddechu, możliwość znalezienia „normalności” (chociaż pod etykietą modnego „bycia paryżanką”). Bardzo ładnie wydana książka nadaje się na prezent dla modniś i dla tych pań, które bardzo uważają na to, co noszą i jak aranżować najbliższe otoczenie. To poradnik niebanalny dzięki jakości przygotowania – autorka nie rozprasza się na niekończących się analizach strojów, próbuje zachęcić odbiorczynie do umiaru i stonowania. Dobrego smaku nigdy dosyć – dlatego cieszy fakt, że ta książka pojawia się na rynku.
czwartek, 6 czerwca 2019
Marnie Fogg: Przewodnik po modzie współczesnej. Dlaczego w takim stroju można się pokazać
Arkady, Warszawa 2018.
Podpowiedzi i przeglądy
Nawet jeśli ktoś nie interesuje się modą, po tak przygotowany kieszonkowy album sięgnąć może z przyjemnością i z zaciekawieniem. Zwłaszcza że przemiany z wybiegów łączą się tutaj z przemianami obyczajowymi, a wszystko razem zamienia się z projektów ubrań w manifestacje artystyczne. Marnie Fogg układa tom z charakterystycznych lub wyrazistych motywów, przygląda się propozycjom przełomowym albo uwzględniającym charakter epoki (monokini). Jednak odbiorców kusi nie słowami, a w pierwszej kolejności – zdjęciami. „Przewodnik po modzie współczesnej” to książka do oglądania – i to do oglądania z przyjemnością. Żeby nie była zwykłym chronologicznym przeglądem, Fogg decyduje się na podział tematyczny. Wprowadza pięć wielkich części, w których motywy wiodące to fantazja, przeniesienie, prowokacja, objętość i zniekształcenie. Traktuje zatem projekty jako dzieła do zinterpretowania, układa je według zrozumiałego dla odbiorców klucza (nawigację inną niż proponowana umożliwia indeks). Opowiada o projektach, projektantach i roli samych ubrań, najpierw jednak przyciąga wzrok zdjęciem. Przeważnie to fotografie z pokazów (chociaż zdarzają się też prezentacje na marginesach, one nie robią takiego silnego wrażenia), niekiedy – unikatowe (gdy strój ulegał zniszczeniu jeszcze na wybiegu). Zdjęcie zajmuje sporą część rozkładówki i stanowi magnes dla czytelników. Do zdjęcia dodany zostaje dość duży opis. Tu jest czas i miejsce na opowiedzenie o koncepcji projektanta, o materiałach, z jakich ubranie zostało wykonanie, o ewentualnym wpływie na popularne kreacje i kolejnych projektantów, o przełomowym charakterze, o wymowie społecznej danego projektu (jeśli wiąże się on z eksponowaniem poglądów artysty albo z opowiedzeniem się za konkretną ideą). To opis przygotowany dla laików, komentarz, który pozwoli zorientować się w przemianach ze świata mody, zyskać szybki podgląd tego, co na wybiegach ciekawe. Żeby zdynamizować zestaw zdjęcie i opis dokłada się do tych rozkładówek a to ramki z wyrazistymi cytatami – wypowiedziami projektantów (niestety bez źródła), a to nawiązania do innych strojów i projektów inspirowanych omawianym dziełem (tu trzeba będzie skorzystać z internetu, potraktować wiadomość jako odnośnik i samodzielnie prowadzić dalsze poszukiwania: tom zamienia się w rzeczywisty przewodnik).
Można kartkować tę książkę w poszukiwaniu inspiracji i w chęci podziwiania wyobraźni projektantów, można też cieszyć się nieprzystawalnością propozycji z wybiegów do zwykłego życia. Moda przedstawiona w taki sposób funkcjonuje jako dzieło sztuki i element obyczajowości – to bardzo poszerza krąg odbiorców. Niewielka książka jest bardzo zgrabna, dla czytelników wartościowa i atrakcyjna urozmaicana na różne sposoby. To miła lektura, można się z niej sporo dowiedzieć. Moda spychana często na margines zainteresowań, wzgardzona lub ignorowana tutaj jawi się jako wskaźnik nastrojów społecznych, ale też jako rodzaj sztuki. Są tu nie tylko dziwne projekty nie do stosowania i noszenia na co dzień – bo i propozycje doskonale pod względem użytkowym przemyślane. Można sprawdzić, co po latach okazuje się najważniejsze. Marnie Fogg tworzy zainteresowanie tematem mody nawet wśród odbiorców, którzy trzymają się z daleka od wybiegów.
Podpowiedzi i przeglądy
Nawet jeśli ktoś nie interesuje się modą, po tak przygotowany kieszonkowy album sięgnąć może z przyjemnością i z zaciekawieniem. Zwłaszcza że przemiany z wybiegów łączą się tutaj z przemianami obyczajowymi, a wszystko razem zamienia się z projektów ubrań w manifestacje artystyczne. Marnie Fogg układa tom z charakterystycznych lub wyrazistych motywów, przygląda się propozycjom przełomowym albo uwzględniającym charakter epoki (monokini). Jednak odbiorców kusi nie słowami, a w pierwszej kolejności – zdjęciami. „Przewodnik po modzie współczesnej” to książka do oglądania – i to do oglądania z przyjemnością. Żeby nie była zwykłym chronologicznym przeglądem, Fogg decyduje się na podział tematyczny. Wprowadza pięć wielkich części, w których motywy wiodące to fantazja, przeniesienie, prowokacja, objętość i zniekształcenie. Traktuje zatem projekty jako dzieła do zinterpretowania, układa je według zrozumiałego dla odbiorców klucza (nawigację inną niż proponowana umożliwia indeks). Opowiada o projektach, projektantach i roli samych ubrań, najpierw jednak przyciąga wzrok zdjęciem. Przeważnie to fotografie z pokazów (chociaż zdarzają się też prezentacje na marginesach, one nie robią takiego silnego wrażenia), niekiedy – unikatowe (gdy strój ulegał zniszczeniu jeszcze na wybiegu). Zdjęcie zajmuje sporą część rozkładówki i stanowi magnes dla czytelników. Do zdjęcia dodany zostaje dość duży opis. Tu jest czas i miejsce na opowiedzenie o koncepcji projektanta, o materiałach, z jakich ubranie zostało wykonanie, o ewentualnym wpływie na popularne kreacje i kolejnych projektantów, o przełomowym charakterze, o wymowie społecznej danego projektu (jeśli wiąże się on z eksponowaniem poglądów artysty albo z opowiedzeniem się za konkretną ideą). To opis przygotowany dla laików, komentarz, który pozwoli zorientować się w przemianach ze świata mody, zyskać szybki podgląd tego, co na wybiegach ciekawe. Żeby zdynamizować zestaw zdjęcie i opis dokłada się do tych rozkładówek a to ramki z wyrazistymi cytatami – wypowiedziami projektantów (niestety bez źródła), a to nawiązania do innych strojów i projektów inspirowanych omawianym dziełem (tu trzeba będzie skorzystać z internetu, potraktować wiadomość jako odnośnik i samodzielnie prowadzić dalsze poszukiwania: tom zamienia się w rzeczywisty przewodnik).
Można kartkować tę książkę w poszukiwaniu inspiracji i w chęci podziwiania wyobraźni projektantów, można też cieszyć się nieprzystawalnością propozycji z wybiegów do zwykłego życia. Moda przedstawiona w taki sposób funkcjonuje jako dzieło sztuki i element obyczajowości – to bardzo poszerza krąg odbiorców. Niewielka książka jest bardzo zgrabna, dla czytelników wartościowa i atrakcyjna urozmaicana na różne sposoby. To miła lektura, można się z niej sporo dowiedzieć. Moda spychana często na margines zainteresowań, wzgardzona lub ignorowana tutaj jawi się jako wskaźnik nastrojów społecznych, ale też jako rodzaj sztuki. Są tu nie tylko dziwne projekty nie do stosowania i noszenia na co dzień – bo i propozycje doskonale pod względem użytkowym przemyślane. Można sprawdzić, co po latach okazuje się najważniejsze. Marnie Fogg tworzy zainteresowanie tematem mody nawet wśród odbiorców, którzy trzymają się z daleka od wybiegów.
czwartek, 20 grudnia 2018
Sylwia Stano, Zofia Karaszewska: Pod podszewką. Prawdziwy wizerunek pisarza
Marginesy, Warszawa 2018.
Z szafy
Wywiady tematyczne to jeden ze sposobów na przełamanie rutyny i standardowych publikacji pojawiających się niemal codziennie na rynku. To wszystko zależy od pomysłu: im bardziej niedorzeczne zestawienia, tym lepiej dla efektu, czytelnicy doceniają aspekt plotkarski (w końcu chodzi o dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców). Tak jest też w przypadku tomu „Pod podszewką”. Dziennikarki i autorki zdecydowały się na przepytywanie pisarzy pod kątem różnych części garderoby. Żeby nie posługiwać się szablonami czy schematami, proponują każdemu z rozmówców zaprojektowanie wybranej części stroju. Ten element garderoby przygotowuje Justyna Ołtarzewska (w kilku przypadkach realizację oddaje specjalistom). W większości rozmów pojawiają się w charakterze ozdobnika zdjęcia, na których pisarze pozują w uszytych dla nich strojach, czasami też fotografie „robocze”, z przygotowań, na przykład dobieranie kolorów. Zdarza się i tak, że zabraknie finalnej prezentacji – trudno, żeby było inaczej, jeśli Janusz L. Wiśniewski projektuje bikini retro i małą czarną…
Każdy z pisarzy ma swobodę wyboru, może zdradzić swoje modowe fantazje, wypróbować coś, co go interesuje – albo wypróbować pomysł, którego normalnie by nie zrealizował. Może wykazać się oryginalnością albo właśnie dostosować się do oczekiwań innych. Na początku wydaje się, że idea się nie sprawdzi, bo każda z autorek wybierze sukienkę (chociaż jedna z pań decyduje się na wersję bardziej ekstrawagancką). Potem pojawi się między innymi jeszcze kombinezon, koszula nocna, szarawary czy płaszcz. Mężczyźni też mogą się wykazać, ktoś rezerwuje dla siebie zaprojektowanie skarpetek, ktoś inny – bielizny. Zdarzy się kamizelka, tiszert albo koszula. Może nie udałoby się skomponować w ten sposób garderoby, ale zabawa trwa w najlepsze – również dla odbiorców, którzy mają szansę nie tylko lepiej poznać swoich idoli, ale jeszcze znaleźć inspirację. Wiadomo, że moda i ciuchy szybciej skuszą czytelniczki – ale i faceci mogą tu prześledzić choćby znaczenie wybranych ubrań w dzisiejszej literaturze. Tam, gdzie autor w swoich książkach rozpisywał się na temat stroju, Stano i Karaszewska znajdują punkt zaczepienia, sięgają po obszerne cytaty. Mogą później dzięki temu prowadzić rozmowę w określonym kierunku. Podczas spotkań uważnie słuchają i układają pytania oraz porządkują wątki w zależności od tego, jakimi informacjami dzieli się ich rozmówca. Dzięki temu unikają nudy. Pisarze przybierają wobec tematu mody różne pozy jedni odrzucają śledzenie trendów, stawiają na wygodę i praktyczność, inni traktują ubranie jak uniform lub zbroję. Jeszcze inni świadomie kreują swój styl, wiedzą, że powinni zapewnić czytelnikom spójny wizerunek. Ubrania stają się okazją do rozmów na różne tematy, dzielenia się obserwacjami socjologicznymi i praktycznymi poradami. Z kolei dla tych czytelników, którzy są zainteresowani samym szyciem, Justyna Ołtarzewska przygotowuje krótkie wyliczenia, fachowe opisy dotyczące komplikacji podczas realizowania pomysłów.
I tak rozwija się ta książka, momentami wydaje się zbyt monotematyczna, bo nie zawsze autorzy są w stanie dać się ponieść zagadnieniu. Ale niektórzy mogą zabłysnąć ciekawą anegdotą, humorem albo przemyśleniami. Moda otwiera na tematy, które w innych okolicznościach w ogóle nie przedarłyby się do wywiadów – stanowią bowiem przeważnie tło, dodatek do artystycznych działań. Sylwia Stano i Zofia Karaszewska proponują więc eksperyment w dziedzinie literatury faktu.
Z szafy
Wywiady tematyczne to jeden ze sposobów na przełamanie rutyny i standardowych publikacji pojawiających się niemal codziennie na rynku. To wszystko zależy od pomysłu: im bardziej niedorzeczne zestawienia, tym lepiej dla efektu, czytelnicy doceniają aspekt plotkarski (w końcu chodzi o dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców). Tak jest też w przypadku tomu „Pod podszewką”. Dziennikarki i autorki zdecydowały się na przepytywanie pisarzy pod kątem różnych części garderoby. Żeby nie posługiwać się szablonami czy schematami, proponują każdemu z rozmówców zaprojektowanie wybranej części stroju. Ten element garderoby przygotowuje Justyna Ołtarzewska (w kilku przypadkach realizację oddaje specjalistom). W większości rozmów pojawiają się w charakterze ozdobnika zdjęcia, na których pisarze pozują w uszytych dla nich strojach, czasami też fotografie „robocze”, z przygotowań, na przykład dobieranie kolorów. Zdarza się i tak, że zabraknie finalnej prezentacji – trudno, żeby było inaczej, jeśli Janusz L. Wiśniewski projektuje bikini retro i małą czarną…
Każdy z pisarzy ma swobodę wyboru, może zdradzić swoje modowe fantazje, wypróbować coś, co go interesuje – albo wypróbować pomysł, którego normalnie by nie zrealizował. Może wykazać się oryginalnością albo właśnie dostosować się do oczekiwań innych. Na początku wydaje się, że idea się nie sprawdzi, bo każda z autorek wybierze sukienkę (chociaż jedna z pań decyduje się na wersję bardziej ekstrawagancką). Potem pojawi się między innymi jeszcze kombinezon, koszula nocna, szarawary czy płaszcz. Mężczyźni też mogą się wykazać, ktoś rezerwuje dla siebie zaprojektowanie skarpetek, ktoś inny – bielizny. Zdarzy się kamizelka, tiszert albo koszula. Może nie udałoby się skomponować w ten sposób garderoby, ale zabawa trwa w najlepsze – również dla odbiorców, którzy mają szansę nie tylko lepiej poznać swoich idoli, ale jeszcze znaleźć inspirację. Wiadomo, że moda i ciuchy szybciej skuszą czytelniczki – ale i faceci mogą tu prześledzić choćby znaczenie wybranych ubrań w dzisiejszej literaturze. Tam, gdzie autor w swoich książkach rozpisywał się na temat stroju, Stano i Karaszewska znajdują punkt zaczepienia, sięgają po obszerne cytaty. Mogą później dzięki temu prowadzić rozmowę w określonym kierunku. Podczas spotkań uważnie słuchają i układają pytania oraz porządkują wątki w zależności od tego, jakimi informacjami dzieli się ich rozmówca. Dzięki temu unikają nudy. Pisarze przybierają wobec tematu mody różne pozy jedni odrzucają śledzenie trendów, stawiają na wygodę i praktyczność, inni traktują ubranie jak uniform lub zbroję. Jeszcze inni świadomie kreują swój styl, wiedzą, że powinni zapewnić czytelnikom spójny wizerunek. Ubrania stają się okazją do rozmów na różne tematy, dzielenia się obserwacjami socjologicznymi i praktycznymi poradami. Z kolei dla tych czytelników, którzy są zainteresowani samym szyciem, Justyna Ołtarzewska przygotowuje krótkie wyliczenia, fachowe opisy dotyczące komplikacji podczas realizowania pomysłów.
I tak rozwija się ta książka, momentami wydaje się zbyt monotematyczna, bo nie zawsze autorzy są w stanie dać się ponieść zagadnieniu. Ale niektórzy mogą zabłysnąć ciekawą anegdotą, humorem albo przemyśleniami. Moda otwiera na tematy, które w innych okolicznościach w ogóle nie przedarłyby się do wywiadów – stanowią bowiem przeważnie tło, dodatek do artystycznych działań. Sylwia Stano i Zofia Karaszewska proponują więc eksperyment w dziedzinie literatury faktu.
sobota, 31 marca 2018
Ewa Rzechorzek: Moda Polska. Warszawa
PWN, Warszawa 2018.
Monografia mody
Ewa Rzechorzek pasjonuje się historią mody i kolekcjonuje projekty Mody Polskiej – ma więc dobre podstawy do tego, by zabrać się za przygotowanie monografii marki. Miejsce na rynku zapewnia jej wydawniczy boom na opowieści o poszczególnych firmach, zwłaszcza odzieżowych. Zamiast pisać biografię Jadwigi Grabowskiej, autorka przygląda się rozwojowi jej „dziecka”, firmy, która zdobyła wielką sławę i do dziś dla wtajemniczonych jest znakiem jakości. Opowieść o Modzie Polskiej rozpoczyna jednak Rzechorzek tak, jakby nie miała żadnego (poza genologiczną wskazówką z biografii) pomysłu na wielkie otwarcie. Wyszukuje wycinki prasowe dotyczące różnych dziedzin życia codziennego (a stanowiące rzekomy kontekst do przyjścia na świat bohaterki tomu). Przydałoby się to może w relacji obyczajowej, ale tutaj sama obyczajowość nie odgrywa wielkiej roli. Moda Polska była salonem ekskluzywnym, a na projekty z niej nie zawsze mogły sobie pozwolić przeciętne mieszkanki stolicy. W tej historii liczy się jednak determinacja, zapał i kreatywność – zatem po wstępnych prezentacjach autorka szybko przechodzi do ludzi tworzących firmę. Rozmawia z projektantami, porównuje ich pomysły, próbuje wskazywać cechy charakterystyczne ubrań. Sprawdza, co Modę Polską wyróżniało – także jako miejsce dyktowania modowego stylu. Analizuje sposoby na przezwyciężanie trudności. Jednak nie zestawia w tej publikacji (a przynajmniej nie za często) rzeczywistości PRL-u i kolorowych pomysłów z Mody Polskiej: interesuje ją firma prawie bez kontekstów, samodzielny organizm niezależny od państwa. Woli autorka poświęcać czas na omawianie barwnych charakterów i realizacji marzeń pracowników niż powtarzać doskonale wszystkim znane wiadomości z historii, w temacie mody czuje się najlepiej. Widać to zresztą choćby po ciężarze narracji – gdy rzecz dotyczy fragmentu życiorysu, chętnie ucieka w dokumenty, zapiski Grabowskiej albo rozmaite cytaty z materiałów źródłowych. Unika budowania dłuższych scenek, zatrzymuje się na pojedynczych wiadomościach. Z kolei kiedy pochyla się nad zdjęciami dokumentującymi modowy dorobek firmy, gdy opisuje projekty albo wykorzystywane materiały – nie pomija najdrobniejszych szczegółów. Rozwija opowieść ponad miarę, jakby w przekonaniu, że tylko tak może podzielić się z czytelnikami swoim zachwytem i w konsekwencji poszerzyć krąg zainteresowanych Modą Polską po latach.
Ta publikacja sprawia wrażenie poszarpanej jak „wiersze” Grabowskiej co pewien czas cytowane. Ma na to wpływ wyraźna niechęć autorki do beletryzowania czy budowania większych narracji. Krótkie rozdziały są tu wyznaczane przez drobne tematy, te z kolei wydają się raczej dość statyczne. W efekcie powstaje wrażenie, jakby autorka tylko dla porządku odnotowywała pewne obszary działalności firmy i nie mogła się doczekać przejścia do kwestii ubrań. Jedynym wyjątkiem w beznamiętnych opisach są te momenty, w których spotyka się z pracownikami i uzyskuje od nich ciekawe komentarze na temat codzienności w Modzie Polskiej. Tu bardzo pomaga reportażowość, nastawienie na indywidualne i niepowtarzalne historie. Ewa Rzechorzek nie buduje jednak narracji potoczystej, płynnej i porywającej. Jedynie w chwilach, gdy oddaje się własnej pasji, schodzi na moment z kostycznych tonów.
Tom zdobiony jest licznymi zdjęciami z archiwów, a do tego przedrukami projektów, zdjęciami próbek tkanin itp. Można więc przyglądać się rewolucyjnym lub zupełnie klasycznym modowym propozycjom, sprawdzać, jak stroje prezentowały modelki (i jak fotografowie aranżowali konteksty ujęć) – pozostaje tylko żal, że przynajmniej części materiałów nie można zobaczyć w kolorze, temat aż się o to sam prosi. „Moda Polska. Warszawa” to tom bardzo obszerny, ale też wypełniony detalami istotnymi wyłącznie dla badaczy rozwoju mody. Stanowi ciekawą wizytówkę firmy. Ewa Rzechorzek porządkuje materiały, do których trudno byłoby zwykłym odbiorcom inaczej dotrzeć.
Monografia mody
Ewa Rzechorzek pasjonuje się historią mody i kolekcjonuje projekty Mody Polskiej – ma więc dobre podstawy do tego, by zabrać się za przygotowanie monografii marki. Miejsce na rynku zapewnia jej wydawniczy boom na opowieści o poszczególnych firmach, zwłaszcza odzieżowych. Zamiast pisać biografię Jadwigi Grabowskiej, autorka przygląda się rozwojowi jej „dziecka”, firmy, która zdobyła wielką sławę i do dziś dla wtajemniczonych jest znakiem jakości. Opowieść o Modzie Polskiej rozpoczyna jednak Rzechorzek tak, jakby nie miała żadnego (poza genologiczną wskazówką z biografii) pomysłu na wielkie otwarcie. Wyszukuje wycinki prasowe dotyczące różnych dziedzin życia codziennego (a stanowiące rzekomy kontekst do przyjścia na świat bohaterki tomu). Przydałoby się to może w relacji obyczajowej, ale tutaj sama obyczajowość nie odgrywa wielkiej roli. Moda Polska była salonem ekskluzywnym, a na projekty z niej nie zawsze mogły sobie pozwolić przeciętne mieszkanki stolicy. W tej historii liczy się jednak determinacja, zapał i kreatywność – zatem po wstępnych prezentacjach autorka szybko przechodzi do ludzi tworzących firmę. Rozmawia z projektantami, porównuje ich pomysły, próbuje wskazywać cechy charakterystyczne ubrań. Sprawdza, co Modę Polską wyróżniało – także jako miejsce dyktowania modowego stylu. Analizuje sposoby na przezwyciężanie trudności. Jednak nie zestawia w tej publikacji (a przynajmniej nie za często) rzeczywistości PRL-u i kolorowych pomysłów z Mody Polskiej: interesuje ją firma prawie bez kontekstów, samodzielny organizm niezależny od państwa. Woli autorka poświęcać czas na omawianie barwnych charakterów i realizacji marzeń pracowników niż powtarzać doskonale wszystkim znane wiadomości z historii, w temacie mody czuje się najlepiej. Widać to zresztą choćby po ciężarze narracji – gdy rzecz dotyczy fragmentu życiorysu, chętnie ucieka w dokumenty, zapiski Grabowskiej albo rozmaite cytaty z materiałów źródłowych. Unika budowania dłuższych scenek, zatrzymuje się na pojedynczych wiadomościach. Z kolei kiedy pochyla się nad zdjęciami dokumentującymi modowy dorobek firmy, gdy opisuje projekty albo wykorzystywane materiały – nie pomija najdrobniejszych szczegółów. Rozwija opowieść ponad miarę, jakby w przekonaniu, że tylko tak może podzielić się z czytelnikami swoim zachwytem i w konsekwencji poszerzyć krąg zainteresowanych Modą Polską po latach.
Ta publikacja sprawia wrażenie poszarpanej jak „wiersze” Grabowskiej co pewien czas cytowane. Ma na to wpływ wyraźna niechęć autorki do beletryzowania czy budowania większych narracji. Krótkie rozdziały są tu wyznaczane przez drobne tematy, te z kolei wydają się raczej dość statyczne. W efekcie powstaje wrażenie, jakby autorka tylko dla porządku odnotowywała pewne obszary działalności firmy i nie mogła się doczekać przejścia do kwestii ubrań. Jedynym wyjątkiem w beznamiętnych opisach są te momenty, w których spotyka się z pracownikami i uzyskuje od nich ciekawe komentarze na temat codzienności w Modzie Polskiej. Tu bardzo pomaga reportażowość, nastawienie na indywidualne i niepowtarzalne historie. Ewa Rzechorzek nie buduje jednak narracji potoczystej, płynnej i porywającej. Jedynie w chwilach, gdy oddaje się własnej pasji, schodzi na moment z kostycznych tonów.
Tom zdobiony jest licznymi zdjęciami z archiwów, a do tego przedrukami projektów, zdjęciami próbek tkanin itp. Można więc przyglądać się rewolucyjnym lub zupełnie klasycznym modowym propozycjom, sprawdzać, jak stroje prezentowały modelki (i jak fotografowie aranżowali konteksty ujęć) – pozostaje tylko żal, że przynajmniej części materiałów nie można zobaczyć w kolorze, temat aż się o to sam prosi. „Moda Polska. Warszawa” to tom bardzo obszerny, ale też wypełniony detalami istotnymi wyłącznie dla badaczy rozwoju mody. Stanowi ciekawą wizytówkę firmy. Ewa Rzechorzek porządkuje materiały, do których trudno byłoby zwykłym odbiorcom inaczej dotrzeć.
środa, 20 grudnia 2017
Natalia Hołownia: Jak być paryżanką w Polsce
Burda, Warszawa 2017.
Moda
Zdaje się, że Natalia Hołownia próbuje wydać wojnę modowemu kiczowi i w zawoalowany sposób skrytykować przedłużane włosy, opaleniznę z solarium, tipsy i błyskotki. Jej książka „Jak być paryżanką w Polsce” to próba udzielenia odbiorczyniom lekcji stylu w zakresie makijażu, strojów i dodatków. Autorka liczy na to, że przykład mieszkanek Paryża zadziała inspirująco i z szaf znikną kreacje ośmieszające ich właścicielki. A że nie chce przyznać się do propagowania umiaru i zwyczajności, sięga po autorytety w dziedzinie stylu. „Paryska” garderoba jest w zasięgu portfela każdej dziewczyny, a nie pozwala na modowe faux-pas.
Pierwsza część książki to przegląd ikon mody pochodzących z Francji lub przynajmniej preferujących styl, jaki Natalia Hołownia promuje w tomie. Skrótowo omawia autorka wybrane elementy stylizacji aktorek lub modelek – później to samo zrobi przy przeglądzie polskich gwiazd hołdujących tej modzie, co będzie okazją do powtórzenia i utrwalenia w czytelniczkach najlepszych inspiracji. Dzięki wskazaniu „sław”, które popierają paryski szyk, może autorka zapewnić sobie uwagę odbiorczyń – i nie szuka już uzasadnień dla kolejnych wyborów. Bo w omawianiu zasad kreacji kieruje się Natalia Hołownia własnymi upodobaniami. Zachwycają ją między innymi pozornie niedbale ułożone włosy. Protestuje przeciwko sztucznym rzęsom i mocnemu makijażowi (co dziwne, smokey eye mieści się w granicach normy i to nie tylko na wieczorne wyjścia). Przekonuje do czerwonej szminki i… zniechęca do siłowni. W stylu francuskim ma się mieścić za to wpadanie do przytulnych lokali na kawę i ciastko, dobra lektura czy buszowanie w second-handach. Autorka omawia kolejne elementy garderoby, które każda paryżanka z zapatrzenia mieć powinna, przekonując, że nadają się na różne okazje. Odsyła do swoich ulubionych sklepów i próbuje powstrzymać pęd do kupowania drogich markowych dodatków. Namawia za to do polowania na okazje, szukania rzeczy używanych i noszenia ich z klasą.
„Jak być paryżanką w Polsce” to prosta lekcja stylu zamknięta przeglądem modnych „paryskich” w duchu miejsc w stolicy. Hołownia kreuje się tu na znawczynię stylu, namawia do wybierania odpowiednich tkanin, sprawdza, co z męskiej szafy paryżanki mogą sobie pożyczać, ocenia i komentuje, podrzucając szereg pomysłów na niedrogie a efektowne stylizacje. Raczej nie przekona tych odbiorczyń, które własny styl już znalazły, mogłaby trafić do nastolatek, gdyby nie fakt, że jej propozycje są zwykle bardzo klasyczne i ugrzecznione. W „Jak być paryżanką w Polsce” opiera się na własnych odczuciach, obserwacjach i gustach – tyle tylko, że odwołuje się do gwiazd, żeby uzasadnić własne propozycje. Tom jest wypełniony zdjęciami, które mogą przekonywać do kolejnych wyborów – autorka gra tymi środkami, co blogerki modowe, żeby wytrzymać konkurencję i porównania z nimi. Ciekawsze natomiast okazują się ilustracje Anny Halarewicz – to grafiki, które najbardziej obudzą tęsknotę za paryskim wdziękiem.
Nie jest to publikacja przesadnie rozbudowana – ot, drobny poradnik dla niezdecydowanych, zestaw wskazówek usilnie uzasadnianych francuskimi trendami, na tyle uniwersalnych, że autorka nie musi się bać o szybką utratę pozycji na rynku. Stawia bowiem na ponadczasowość i elegancję, a to sprawdza się niezależnie od aktualnych trendów, a nawet wieku odbiorczyń.
Moda
Zdaje się, że Natalia Hołownia próbuje wydać wojnę modowemu kiczowi i w zawoalowany sposób skrytykować przedłużane włosy, opaleniznę z solarium, tipsy i błyskotki. Jej książka „Jak być paryżanką w Polsce” to próba udzielenia odbiorczyniom lekcji stylu w zakresie makijażu, strojów i dodatków. Autorka liczy na to, że przykład mieszkanek Paryża zadziała inspirująco i z szaf znikną kreacje ośmieszające ich właścicielki. A że nie chce przyznać się do propagowania umiaru i zwyczajności, sięga po autorytety w dziedzinie stylu. „Paryska” garderoba jest w zasięgu portfela każdej dziewczyny, a nie pozwala na modowe faux-pas.
Pierwsza część książki to przegląd ikon mody pochodzących z Francji lub przynajmniej preferujących styl, jaki Natalia Hołownia promuje w tomie. Skrótowo omawia autorka wybrane elementy stylizacji aktorek lub modelek – później to samo zrobi przy przeglądzie polskich gwiazd hołdujących tej modzie, co będzie okazją do powtórzenia i utrwalenia w czytelniczkach najlepszych inspiracji. Dzięki wskazaniu „sław”, które popierają paryski szyk, może autorka zapewnić sobie uwagę odbiorczyń – i nie szuka już uzasadnień dla kolejnych wyborów. Bo w omawianiu zasad kreacji kieruje się Natalia Hołownia własnymi upodobaniami. Zachwycają ją między innymi pozornie niedbale ułożone włosy. Protestuje przeciwko sztucznym rzęsom i mocnemu makijażowi (co dziwne, smokey eye mieści się w granicach normy i to nie tylko na wieczorne wyjścia). Przekonuje do czerwonej szminki i… zniechęca do siłowni. W stylu francuskim ma się mieścić za to wpadanie do przytulnych lokali na kawę i ciastko, dobra lektura czy buszowanie w second-handach. Autorka omawia kolejne elementy garderoby, które każda paryżanka z zapatrzenia mieć powinna, przekonując, że nadają się na różne okazje. Odsyła do swoich ulubionych sklepów i próbuje powstrzymać pęd do kupowania drogich markowych dodatków. Namawia za to do polowania na okazje, szukania rzeczy używanych i noszenia ich z klasą.
„Jak być paryżanką w Polsce” to prosta lekcja stylu zamknięta przeglądem modnych „paryskich” w duchu miejsc w stolicy. Hołownia kreuje się tu na znawczynię stylu, namawia do wybierania odpowiednich tkanin, sprawdza, co z męskiej szafy paryżanki mogą sobie pożyczać, ocenia i komentuje, podrzucając szereg pomysłów na niedrogie a efektowne stylizacje. Raczej nie przekona tych odbiorczyń, które własny styl już znalazły, mogłaby trafić do nastolatek, gdyby nie fakt, że jej propozycje są zwykle bardzo klasyczne i ugrzecznione. W „Jak być paryżanką w Polsce” opiera się na własnych odczuciach, obserwacjach i gustach – tyle tylko, że odwołuje się do gwiazd, żeby uzasadnić własne propozycje. Tom jest wypełniony zdjęciami, które mogą przekonywać do kolejnych wyborów – autorka gra tymi środkami, co blogerki modowe, żeby wytrzymać konkurencję i porównania z nimi. Ciekawsze natomiast okazują się ilustracje Anny Halarewicz – to grafiki, które najbardziej obudzą tęsknotę za paryskim wdziękiem.
Nie jest to publikacja przesadnie rozbudowana – ot, drobny poradnik dla niezdecydowanych, zestaw wskazówek usilnie uzasadnianych francuskimi trendami, na tyle uniwersalnych, że autorka nie musi się bać o szybką utratę pozycji na rynku. Stawia bowiem na ponadczasowość i elegancję, a to sprawdza się niezależnie od aktualnych trendów, a nawet wieku odbiorczyń.
czwartek, 14 grudnia 2017
Tommy Hilfiger, Peter Knobler: Amerykański marzyciel. Mój świat mody
Publicat, Wrocław 2017.
Sposób na życie
Tommy Hilfiger chce przedstawiać się jako marzyciel i ma w tym trochę racji. Sporo decyzji podejmuje w oparciu o przeczucia czy własne poglądy – podejmuje ryzyko, bo tylko tak może odnieść sukces. Fantazja przydaje mu się w karierze projektanta mody – w kreowaniu marzeń innych ludzi. „Amerykański marzyciel” jest potężną autobiografią w starym stylu – tworzoną dzięki pomocy ghostwritera, doskonale obeznanego ze sztuczkami dynamizującymi tekst – ale niebywale gęstą i pełną faktów, może nie zawsze potrzebnych czytelnikom, jednak pasujących do tej relacji. Tommy Hilfiger zdaje sobie sprawę, że aby podtrzymać zainteresowanie marką, musi zaistnieć na różnych rynkach, w tym – i wydawniczym. Nie zamierza prowadzić autopromocji, w książce „Amerykański marzyciel” nie chodzi o przedstawienie autora, a o zaprezentowanie filozofii jego firmy. Hifiger chce w klientach i fanach marki obudzić świadomość wspólnoty, dodać wartości ubraniom. Jak? Przez dopieszczanie detali, tym razem na poziomie opisu. Tommy Hilfiger pokazuje, jak wyglądał u niego proces tworzenia kolejnych serii. To możliwość ozdabiania dżinsów frędzlami, łączenie różnych – pozornie niepasujących d siebie – materiałów, obrębianie dziurek, wprowadzanie kontrastowych podszewek… Szans na zamanifestowanie indywidualności jest sporo i Hilfiger szuka kolejnych metod na odróżnienie się od konkurencji. Tworzy na gotowych ubraniach, czasem w ogóle nie zajmuje się szyciem tylko dobieraniem określonych dodatków i przerabianiem poszczególnych części garderoby tak, by jawiły się jako pomysłowe i warte noszenia. Tommy Hilfiger opowiada o zdobywaniu kolejnych grup klientów i o nietypowych strategiach marketingowych z udziałem gwiazd oraz celebrytów. Do niemal każdej decyzji trzeba sporej odwagi, każda wiąże się z dużym ryzykiem. Nie zawsze też udaje się wprowadzić w czyn śmiałe plany, bywa, że Hilfiger przegrywa z powodu braku rozbudowanych pracowni. Nie poddaje się jednak. Chce zapewniać konsumentom najwyższą jakość – ubrań, a potem i obsługi w firmowych sklepach czy wyposażenia tych sklepów. Objaśnia politykę firmy, jeśli chodzi o uzupełnianie na bieżąco sklepowych zapasów czy gamę kolorystyczną ubrań. Oczywiście każdy, kto reklamuje swoją firmę w autobiografii, zawsze posługuje się tymi samymi hasłami i zapewnieniami o zakładanej doskonałości – autor musi sprawiać wrażenie, jakby był święcie przekonany do tych teorii. Tylko tak zyska wiarygodność w oczach odbiorców. Pozwoli też życzliwiej przyjrzeć się proponowanemu asortymentowi.
Tommy Hilfiger bardzo dużo miejsca poświęca firmie. W opisach dopieszcza kolejne projekty i akcentuje nastawienie na zadowolenie klientów. Według tego tomu żyje po to, by projektować i uczyć odbiorców przywiązania do strojów. Ale wie dobrze, że autobiografia jako gatunek rządzi się swoimi prawami i nie da się wykpić wyłącznie tematami zawodowymi, choćby i były najciekawsze. Autor pokazuje zatem wybrane momenty ze swojego życia. Zaczyna standardowo od dzieciństwa i konfliktów z ojcem – motywu, który odzwierciedla się później przez całe jego życie. Przedstawia historię swoich miłości, co, bez względu na wsparcie lub potępienie ze strony czytelników, zapewnia ocieplenie wizerunku. Hilfiger dostarcza odbiorcom trochę anegdot, czasami kompletnie nieważnych w roli tworzących biografię, ale zabawnych i zatrzymujących przy lekturze. Jest „Amerykański marzyciel” książką utkaną ze składników obowiązkowych, pozbawioną wyjść poza schematy, ale zrealizowaną bardzo porządnie, pełną faktów i informacji – może nie zawsze potrzebnych czytelnikom, ale przynajmniej ciekawą dla fanów mody. Tommy Hilfiger wie, że ważne jest wrażenie, jakie zrobi na odbiorcach: chce, żeby książka godnie go reprezentowała, uświadamiając przy okazji potencjalnym klientom podejście do świata mody.
Sposób na życie
Tommy Hilfiger chce przedstawiać się jako marzyciel i ma w tym trochę racji. Sporo decyzji podejmuje w oparciu o przeczucia czy własne poglądy – podejmuje ryzyko, bo tylko tak może odnieść sukces. Fantazja przydaje mu się w karierze projektanta mody – w kreowaniu marzeń innych ludzi. „Amerykański marzyciel” jest potężną autobiografią w starym stylu – tworzoną dzięki pomocy ghostwritera, doskonale obeznanego ze sztuczkami dynamizującymi tekst – ale niebywale gęstą i pełną faktów, może nie zawsze potrzebnych czytelnikom, jednak pasujących do tej relacji. Tommy Hilfiger zdaje sobie sprawę, że aby podtrzymać zainteresowanie marką, musi zaistnieć na różnych rynkach, w tym – i wydawniczym. Nie zamierza prowadzić autopromocji, w książce „Amerykański marzyciel” nie chodzi o przedstawienie autora, a o zaprezentowanie filozofii jego firmy. Hifiger chce w klientach i fanach marki obudzić świadomość wspólnoty, dodać wartości ubraniom. Jak? Przez dopieszczanie detali, tym razem na poziomie opisu. Tommy Hilfiger pokazuje, jak wyglądał u niego proces tworzenia kolejnych serii. To możliwość ozdabiania dżinsów frędzlami, łączenie różnych – pozornie niepasujących d siebie – materiałów, obrębianie dziurek, wprowadzanie kontrastowych podszewek… Szans na zamanifestowanie indywidualności jest sporo i Hilfiger szuka kolejnych metod na odróżnienie się od konkurencji. Tworzy na gotowych ubraniach, czasem w ogóle nie zajmuje się szyciem tylko dobieraniem określonych dodatków i przerabianiem poszczególnych części garderoby tak, by jawiły się jako pomysłowe i warte noszenia. Tommy Hilfiger opowiada o zdobywaniu kolejnych grup klientów i o nietypowych strategiach marketingowych z udziałem gwiazd oraz celebrytów. Do niemal każdej decyzji trzeba sporej odwagi, każda wiąże się z dużym ryzykiem. Nie zawsze też udaje się wprowadzić w czyn śmiałe plany, bywa, że Hilfiger przegrywa z powodu braku rozbudowanych pracowni. Nie poddaje się jednak. Chce zapewniać konsumentom najwyższą jakość – ubrań, a potem i obsługi w firmowych sklepach czy wyposażenia tych sklepów. Objaśnia politykę firmy, jeśli chodzi o uzupełnianie na bieżąco sklepowych zapasów czy gamę kolorystyczną ubrań. Oczywiście każdy, kto reklamuje swoją firmę w autobiografii, zawsze posługuje się tymi samymi hasłami i zapewnieniami o zakładanej doskonałości – autor musi sprawiać wrażenie, jakby był święcie przekonany do tych teorii. Tylko tak zyska wiarygodność w oczach odbiorców. Pozwoli też życzliwiej przyjrzeć się proponowanemu asortymentowi.
Tommy Hilfiger bardzo dużo miejsca poświęca firmie. W opisach dopieszcza kolejne projekty i akcentuje nastawienie na zadowolenie klientów. Według tego tomu żyje po to, by projektować i uczyć odbiorców przywiązania do strojów. Ale wie dobrze, że autobiografia jako gatunek rządzi się swoimi prawami i nie da się wykpić wyłącznie tematami zawodowymi, choćby i były najciekawsze. Autor pokazuje zatem wybrane momenty ze swojego życia. Zaczyna standardowo od dzieciństwa i konfliktów z ojcem – motywu, który odzwierciedla się później przez całe jego życie. Przedstawia historię swoich miłości, co, bez względu na wsparcie lub potępienie ze strony czytelników, zapewnia ocieplenie wizerunku. Hilfiger dostarcza odbiorcom trochę anegdot, czasami kompletnie nieważnych w roli tworzących biografię, ale zabawnych i zatrzymujących przy lekturze. Jest „Amerykański marzyciel” książką utkaną ze składników obowiązkowych, pozbawioną wyjść poza schematy, ale zrealizowaną bardzo porządnie, pełną faktów i informacji – może nie zawsze potrzebnych czytelnikom, ale przynajmniej ciekawą dla fanów mody. Tommy Hilfiger wie, że ważne jest wrażenie, jakie zrobi na odbiorcach: chce, żeby książka godnie go reprezentowała, uświadamiając przy okazji potencjalnym klientom podejście do świata mody.
poniedziałek, 1 maja 2017
Winx Club. Baw się modą 1 i 2
Wilga, Warszawa 2017.
Popisy
Baw się modą to kolejna podseria zeszytów kreatywnych skupionych wokół prostych historyjek o pięknych czarodziejkach. Tym razem małe dziewczynki otrzymują zestaw tomików pośrednio nawiązujących do dawnych lalkowych wycinanek. Mamy i babcie znają jeszcze tę zabawę, kiedy wycinało się z kartonu sylwetkę lalki i osobno zestawy ubrań, które można było nałożyć na modelkę. Do tego odrobinę odnosi się seria Baw się modą. Tu bowiem na marginesach (zewnętrznych częściach każdej strony) pojawiają się wybrane czarodziejki z rozpuszczonymi włosami i w samej bieliźnie. To modelki, którym trzeba będzie zaprojektować stroje.
Wewnętrzna część każdej strony to rodzaj bajkowego terminarza. Bohaterki mają starannie zaplanowane dni – oczywiście wyjściami do szkoły, ale poza tym i randkami, imprezami, wyjściami do muzeum, spacerami, wizytami na siłowni, pozaszkolnymi lekcjami, przejażdżkami skuterem… Winx nie mają czasu, żeby się nudzić, ich terminarze pękają w szwach od kolejnych przyjemności i ulubionych zajęć. W rytmie tygodnia znajdzie się wiele pretekstów, żeby zadbać o ciało i o ducha, bohaterki nigdy się nie lenią. Ale na każdą okazję potrzebują innego stroju i mają swoje wskazówki. Pod określeniem rodzaju zajęcia pojawiają się preferencje co do koloru, wybranego elementu garderoby oraz dodatków – czy motywy całkowicie na daną okoliczność zakazane. Raz odrzucona zostanie biała tiulowa mini, raz – ćwieki i naklejki lub futrzana pelerynka. Kiedy odbiorczynie zdobędą potrzebne wiadomości co do celu wyprawy, upodobań i przeciwwskazań, mogą przystąpić do pracy i zająć się komponowaniem „stylizacji”.
Preferowane motywy znaleźć można na jednej z dołączonych do każdego tomiku naklejek – i potraktować jako punkt wyjścia do tworzenia kreacji. Dziewczynki będą sprawdzać, co pasuje do danego elementu garderoby i proponować własne zestawienia ciuchów, ubierać Winx tak, jakby same chciały się nosić, lub popuszczać wodze fantazji i przesadnie je stylizować. Zabawa w kreatorki mody obejmuje stroje, dodatki i fryzury, a piękne czarodziejki aż się proszą, by zamienić je w baśniowe istoty. Można skorzystać z zestawu naklejek z propozycjami ubrań, ale to nie wszystko. W Baw się modą jest jeszcze wkładka z tekturki z powycinanymi kształtami ubrań lub dodatków. Po wykorzystaniu tych szablonów łatwiej będzie się dzieciom rysowało i kolorowało wymyślone spódnice i bluzki. Winx na marginesach różnią się tylko układem przedramion, co i tak nie ma znaczenia, bo wszystkie stroje mają krótki rękaw. Zabawę można rozciągać w nieskończoność nie tylko za sprawą kolejnych zeszytów serii: wystarczy zeskanować pojedynczą modelkę i powielać w razie potrzeby.
Baw się modą to ukłon w stronę małych odbiorczyń zainteresowanych barwnymi strojami i kreowaniem oryginalnych zestawów ubrań. To zabawa wymarzona dla dziewczynek – a przy okazji ciekawy pomysł na ożywienie serii tomików kreatywnych. Piękne czarodziejki Winx nadają się na modelki, dzieci będą na nich testować swoje twórcze pomysły i trochę uczyć się zasad dress code’u, uruchomią wyobraźnię i poznają zasady dobierania kolorów czy wzorów. Ale lekcja mody to coś, czym będzie się kierować niewielkie grono odbiorczyń – o wiele bardziej kusząca staje się w tym wypadku możliwość wejścia w świat bajkowych bohaterek i nadawania im charakteru według własnego uznania.
Popisy
Baw się modą to kolejna podseria zeszytów kreatywnych skupionych wokół prostych historyjek o pięknych czarodziejkach. Tym razem małe dziewczynki otrzymują zestaw tomików pośrednio nawiązujących do dawnych lalkowych wycinanek. Mamy i babcie znają jeszcze tę zabawę, kiedy wycinało się z kartonu sylwetkę lalki i osobno zestawy ubrań, które można było nałożyć na modelkę. Do tego odrobinę odnosi się seria Baw się modą. Tu bowiem na marginesach (zewnętrznych częściach każdej strony) pojawiają się wybrane czarodziejki z rozpuszczonymi włosami i w samej bieliźnie. To modelki, którym trzeba będzie zaprojektować stroje.
Wewnętrzna część każdej strony to rodzaj bajkowego terminarza. Bohaterki mają starannie zaplanowane dni – oczywiście wyjściami do szkoły, ale poza tym i randkami, imprezami, wyjściami do muzeum, spacerami, wizytami na siłowni, pozaszkolnymi lekcjami, przejażdżkami skuterem… Winx nie mają czasu, żeby się nudzić, ich terminarze pękają w szwach od kolejnych przyjemności i ulubionych zajęć. W rytmie tygodnia znajdzie się wiele pretekstów, żeby zadbać o ciało i o ducha, bohaterki nigdy się nie lenią. Ale na każdą okazję potrzebują innego stroju i mają swoje wskazówki. Pod określeniem rodzaju zajęcia pojawiają się preferencje co do koloru, wybranego elementu garderoby oraz dodatków – czy motywy całkowicie na daną okoliczność zakazane. Raz odrzucona zostanie biała tiulowa mini, raz – ćwieki i naklejki lub futrzana pelerynka. Kiedy odbiorczynie zdobędą potrzebne wiadomości co do celu wyprawy, upodobań i przeciwwskazań, mogą przystąpić do pracy i zająć się komponowaniem „stylizacji”.
Preferowane motywy znaleźć można na jednej z dołączonych do każdego tomiku naklejek – i potraktować jako punkt wyjścia do tworzenia kreacji. Dziewczynki będą sprawdzać, co pasuje do danego elementu garderoby i proponować własne zestawienia ciuchów, ubierać Winx tak, jakby same chciały się nosić, lub popuszczać wodze fantazji i przesadnie je stylizować. Zabawa w kreatorki mody obejmuje stroje, dodatki i fryzury, a piękne czarodziejki aż się proszą, by zamienić je w baśniowe istoty. Można skorzystać z zestawu naklejek z propozycjami ubrań, ale to nie wszystko. W Baw się modą jest jeszcze wkładka z tekturki z powycinanymi kształtami ubrań lub dodatków. Po wykorzystaniu tych szablonów łatwiej będzie się dzieciom rysowało i kolorowało wymyślone spódnice i bluzki. Winx na marginesach różnią się tylko układem przedramion, co i tak nie ma znaczenia, bo wszystkie stroje mają krótki rękaw. Zabawę można rozciągać w nieskończoność nie tylko za sprawą kolejnych zeszytów serii: wystarczy zeskanować pojedynczą modelkę i powielać w razie potrzeby.
Baw się modą to ukłon w stronę małych odbiorczyń zainteresowanych barwnymi strojami i kreowaniem oryginalnych zestawów ubrań. To zabawa wymarzona dla dziewczynek – a przy okazji ciekawy pomysł na ożywienie serii tomików kreatywnych. Piękne czarodziejki Winx nadają się na modelki, dzieci będą na nich testować swoje twórcze pomysły i trochę uczyć się zasad dress code’u, uruchomią wyobraźnię i poznają zasady dobierania kolorów czy wzorów. Ale lekcja mody to coś, czym będzie się kierować niewielkie grono odbiorczyń – o wiele bardziej kusząca staje się w tym wypadku możliwość wejścia w świat bajkowych bohaterek i nadawania im charakteru według własnego uznania.
piątek, 30 grudnia 2016
Alicja Budzyńska, Katarzyna Olech-Michałowska: Trendy i owędy, czyli czego nie wiedzieliście o modzie, a chcielibyście wiedzieć
Egmont, Warszawa 2016.
O modzie w obrazkach
Po znakomicie przyjętej publikacji obrazkowej „Cuda wianki” Marianny Oklejak Egmont wypuszcza na rynek kolejny picture book dla dorosłych i dla dzieci. „Trendy i owędy” to ilustrowana opowieść o modzie na przestrzeni wieków. Imponujący i obfitujący w szczegóły tomik przyniesie nie tylko sporo obrazków, ale i informacji wtopionych w podpisy. Autorki nie przejmują się ograniczeniami, chociaż porządkują informacje o modzie, wprowadzają pozory chaosu. Całe rozkładówki pełne są modowych szkiców prezentujących stroje i dodatki z różnych wieków oraz – czasem – z różnych miejsc. Dla odbiorców tomiku większe znaczenie ma gromadzenie danych niż cyzelowanie szczegółów sylwetek „modeli”. W większości tomik składa się ze szkiców – bardzo udanych i fachowych. Chodzi o to, by nie odwracać uwagi odbiorców od właściwego tematu, czyli od strojów. Te – również – w wersji szkiców, za to bardzo starannie wyrysowywanych także w detalach – imponują różnorodnością. Dzięki przyjętemu stylowi ilustrowania zyskują lekkość i finezję – nawet te elementy ubrań, które budzą dziś śmiech, wypadają ciekawie w zbiorczym przeglądzie. W tym momencie „Trendy i owędy” to zestaw kreatywnych rozwiązań, możliwości zdobień i inspiracji dla każdego, kto chce wyznaczać styl lub dowiedzieć się czegoś o propozycjach projektantów. Co „dziwniejsze” z punktu widzenia niezainteresowanych modą, projekty zyskują podpisy. Autorki zrezygnowały w tej książce z komentarzy i objaśnień tekstowych, skupiają się na stronie graficznej – to ona jest właściwym nośnikiem treści – łatwiej i szybciej za pomocą serii precyzyjnych obrazków pokazać odbiorcom zmiany w modzie. W tym wypadku zresztą żadne opisy nie oddałyby charakteru dodatków – tomik najlepiej działa na wyobraźnię i uświadamia odbiorcom różne oblicza mody. Funkcjonuje więc, chociaż to picture book, jako książka edukacyjna, ale nie przytłacza zawartością. Długo też nie znudzi się, bo nie sposób zapamiętać wszystkie propozycje i nazwy po jednokrotnej lekturze. Może służyć jako podpowiedź i wskazówka w wyszukiwaniu trendów, pozwala bardziej świadomie odnosić się do stylizacji i modowych kolekcji, ale przede wszystkim przywołuje wycinek kultury zwykle dość pomijany i bagatelizowany w opracowaniach.
Podróż przez wieki to nie wszystko, co autorzy mają do zaoferowania. Pod koniec książki znaleźć można także zestawienia propozycji charakterystycznych dla znanych i cenionych dzisiaj projektantów. Swoiste „wizytówki” twórców to przedstawienia wybranych i najbardziej charakterystycznych strojów (lub krojów i wzorów). Stąd odbiorcy – którzy jeszcze tego nie wiedzą – dowiedzą się, po czym poznać konkretnego autora. To rodzaj wstępu do przewodnika po modzie współczesnej i dawnej, ale też próba pokazania, jak zmienia się myślenie o modzie, sprawdzenie, jakie równoległe nurty czy trendy można znaleźć wśród dzisiejszych kolekcji. Zestawienia detali to podpowiedź dla tych, którzy bardziej świadomie wybierają propozycje spośród dostępnych w sklepach.
„Trendy i owędy” nie stawia pytań, za to próbuje nadać kształt często mglistej świadomości na temat ubrań i wpływu mody na życie codzienne. Ze względu na sposób opracowania kwestii mody książka nadaje się równie dobrze dla dzieci jak i dla dorosłych – obie grupy mogą potraktować ją jako źródło wiedzy lub jako element rozrywki. Przyjemność sprawia oglądanie trafnych szkiców Agaty Raczyńskiej, ale docenia się też jakość samych zestawień. Przy takim przewodniku nikt nie ma wątpliwości co do rozwoju mody i jej zasięgu. Jednocześnie „Trendy i owędy” przynosi wiele rysunkowych informacji, nie jest to banalny przegląd modnych elementów odzieży, ale tomik, który poza wartością sumaryczną ma jeszcze tę płynącą z pomysłu na całą kompozycję. Marianna Oklejak w książce „Cuda wianki” decydowała się na inspiracje ludowością. Autorki tutaj – usiłują z powodzeniem wyznaczyć rytm mody, uporządkować rozproszone wiadomości. Ta publikacja nie jest przeznaczona wyłącznie dla zainteresowanych modą, wprost przeciwnie – odbiorcom, którzy nie mają o niej zielonego pojęcia dostarczy zestawu danych. To twórcze ujęcie pomysłu i rozwinięcie możliwości tkwiących w picture bookach. Powoli książki obrazkowe przestają być zarezerwowane dla najmłodszych dzieci, a zaczynają funkcjonować także jako poradniki.
O modzie w obrazkach
Po znakomicie przyjętej publikacji obrazkowej „Cuda wianki” Marianny Oklejak Egmont wypuszcza na rynek kolejny picture book dla dorosłych i dla dzieci. „Trendy i owędy” to ilustrowana opowieść o modzie na przestrzeni wieków. Imponujący i obfitujący w szczegóły tomik przyniesie nie tylko sporo obrazków, ale i informacji wtopionych w podpisy. Autorki nie przejmują się ograniczeniami, chociaż porządkują informacje o modzie, wprowadzają pozory chaosu. Całe rozkładówki pełne są modowych szkiców prezentujących stroje i dodatki z różnych wieków oraz – czasem – z różnych miejsc. Dla odbiorców tomiku większe znaczenie ma gromadzenie danych niż cyzelowanie szczegółów sylwetek „modeli”. W większości tomik składa się ze szkiców – bardzo udanych i fachowych. Chodzi o to, by nie odwracać uwagi odbiorców od właściwego tematu, czyli od strojów. Te – również – w wersji szkiców, za to bardzo starannie wyrysowywanych także w detalach – imponują różnorodnością. Dzięki przyjętemu stylowi ilustrowania zyskują lekkość i finezję – nawet te elementy ubrań, które budzą dziś śmiech, wypadają ciekawie w zbiorczym przeglądzie. W tym momencie „Trendy i owędy” to zestaw kreatywnych rozwiązań, możliwości zdobień i inspiracji dla każdego, kto chce wyznaczać styl lub dowiedzieć się czegoś o propozycjach projektantów. Co „dziwniejsze” z punktu widzenia niezainteresowanych modą, projekty zyskują podpisy. Autorki zrezygnowały w tej książce z komentarzy i objaśnień tekstowych, skupiają się na stronie graficznej – to ona jest właściwym nośnikiem treści – łatwiej i szybciej za pomocą serii precyzyjnych obrazków pokazać odbiorcom zmiany w modzie. W tym wypadku zresztą żadne opisy nie oddałyby charakteru dodatków – tomik najlepiej działa na wyobraźnię i uświadamia odbiorcom różne oblicza mody. Funkcjonuje więc, chociaż to picture book, jako książka edukacyjna, ale nie przytłacza zawartością. Długo też nie znudzi się, bo nie sposób zapamiętać wszystkie propozycje i nazwy po jednokrotnej lekturze. Może służyć jako podpowiedź i wskazówka w wyszukiwaniu trendów, pozwala bardziej świadomie odnosić się do stylizacji i modowych kolekcji, ale przede wszystkim przywołuje wycinek kultury zwykle dość pomijany i bagatelizowany w opracowaniach.
Podróż przez wieki to nie wszystko, co autorzy mają do zaoferowania. Pod koniec książki znaleźć można także zestawienia propozycji charakterystycznych dla znanych i cenionych dzisiaj projektantów. Swoiste „wizytówki” twórców to przedstawienia wybranych i najbardziej charakterystycznych strojów (lub krojów i wzorów). Stąd odbiorcy – którzy jeszcze tego nie wiedzą – dowiedzą się, po czym poznać konkretnego autora. To rodzaj wstępu do przewodnika po modzie współczesnej i dawnej, ale też próba pokazania, jak zmienia się myślenie o modzie, sprawdzenie, jakie równoległe nurty czy trendy można znaleźć wśród dzisiejszych kolekcji. Zestawienia detali to podpowiedź dla tych, którzy bardziej świadomie wybierają propozycje spośród dostępnych w sklepach.
„Trendy i owędy” nie stawia pytań, za to próbuje nadać kształt często mglistej świadomości na temat ubrań i wpływu mody na życie codzienne. Ze względu na sposób opracowania kwestii mody książka nadaje się równie dobrze dla dzieci jak i dla dorosłych – obie grupy mogą potraktować ją jako źródło wiedzy lub jako element rozrywki. Przyjemność sprawia oglądanie trafnych szkiców Agaty Raczyńskiej, ale docenia się też jakość samych zestawień. Przy takim przewodniku nikt nie ma wątpliwości co do rozwoju mody i jej zasięgu. Jednocześnie „Trendy i owędy” przynosi wiele rysunkowych informacji, nie jest to banalny przegląd modnych elementów odzieży, ale tomik, który poza wartością sumaryczną ma jeszcze tę płynącą z pomysłu na całą kompozycję. Marianna Oklejak w książce „Cuda wianki” decydowała się na inspiracje ludowością. Autorki tutaj – usiłują z powodzeniem wyznaczyć rytm mody, uporządkować rozproszone wiadomości. Ta publikacja nie jest przeznaczona wyłącznie dla zainteresowanych modą, wprost przeciwnie – odbiorcom, którzy nie mają o niej zielonego pojęcia dostarczy zestawu danych. To twórcze ujęcie pomysłu i rozwinięcie możliwości tkwiących w picture bookach. Powoli książki obrazkowe przestają być zarezerwowane dla najmłodszych dzieci, a zaczynają funkcjonować także jako poradniki.
sobota, 24 grudnia 2016
Krzysztof Tomasik: Grażyna Hase. Miłość, moda, sztuka
Marginesy, Warszawa 2016.
Na wybiegu
Opowieści biograficzne są aktualnie w modzie, zwłaszcza że pozwalają nie tylko poznać życiorysy sławnych postaci, ale i cały kontekst kulturowy, w jakim funkcjonują. Im bardziej egzotyczny z punktu widzenia zwykłego czytelnika zawód, tym większa przyjemność czytania, szczególnie jeżeli książka napisana została z wprawą, a tak jest w przypadku smakowitego tomu „Grażyna Hase”. Krzysztof Tomasik złączył dwa nurty narracji, swoją anegdotyczną opowieść i wspomnienia samej bohaterki. W efekcie odbiorcy zyskują bardzo osobistą perspektywę i emocjonalne ujęcie tematów. Tomasik nie traktuje wymogów biografii jako ograniczenia, pisze książkę tak, by dobrze się ją czytało – a czerpie z wiadomości uzyskanych z rozmów oraz z archiwów. Z jednej strony porusza się w obrębie faktów, dat, pokazów mody i kolekcji, które przeszły do historii, z drugiej natomiast sięga po to, co najbardziej ulotne – po motyw uczuć projektantki i jej bogatego życia prywatnego. Takiego podejścia nie zakłada żadna klasyczna biografia. Ale tom „Grażyna Hase” nie może być nudny, bo taka nie jest i bohaterka.
Najpierw modelka i fotomodelka – żeby uświadomić czytelnikom karierę dziewczyny z okładki „Przekroju” Tomasik sięga po bardzo liczne fotografie. Opowiada o pracy Grażyny Hase dla legendy mody – Jadwigi Grabowskiej. Stopniowo przechodzi do autorskich projektów i pomysłów, które zrewolucjonizowały świat mody (chociaż dzisiaj wydają się oczywiste). W pewnym momencie Grażyna Hase otwiera swoją galerię sztuki – teraz moda traci na znaczeniu czy sile przebicia w samej lekturze, ale bohaterka tomu wciąż pozostaje kreatywna i dba o wrażenia artystyczne odbiorców. Zmienia tylko sposób dotarcia do nich. Pojawia się w tej książce temat pracy dla filmu i projektowania kostiumów do teatru, ale też – wykorzystywania różnych inspiracji. Ta możliwość podejrzenia sławnej projektantki ucieszy spragnionych anegdot.
Za każdym razem Krzysztof Tomasik wprowadza odbiorców w temat, nakreśla tło i to, co mierzalne – wyszukuje informacje z encyklopedycznych notek rodem i poszerza je lub odpowiednio rozbudowuje. Za każdym razem też otrzymuje dodatkowo komentarz Grażyny Hase, która bardzo chętnie zaczyna snuć wspomnienia i dzieli się opowieściami z przeszłości. Lubi i potrafi opowiadać, co ucieszy czytelników. Jej uwagi są bardzo dobrym uzupełnieniem danych z „obiektywnej” narracji Tomasika. Od razu łatwiej wczuć się w klimat wydarzeń i przeżyć je jeszcze raz z bohaterką tomu. Dodatkowo obecność Grażyny Hase jako współautorki w naturalny sposób przenosi tę książkę w sferę bardziej osobistą. Projektantka bowiem często powraca do spraw prywatnych. Zresztą część rozdziałów dotyczy kwestii pozazawodowych, nieprzypadkowa jest kolejność haseł z podtytułu: „Miłość, moda, sztuka”. O swoich związkach oraz małżeństwach. Grażyna Hase opowiada (chociaż niekiedy wybiera dyskrecję, żeby nie urazić byłych partnerów). Powstaje z tego nad wyraz atrakcyjna historia, nieco plotkarska i sympatyczna.
Kolejną narrację zapewnia warstwa graficzna. Na początku to zdjęcia Grażyny Hase prezentującej modę, z czasem dochodzą też fotografie z prywatnego archiwum i te z mistrzami, backstage’owe (Krzysztof Litwin w sukience!). Później – rysunki z projektami, bywa, że i z doczepionymi skrawkami tkanin. Wreszcie zestawienia: rysunek z pomysłem na płaszcz lub sukienkę oraz zdjęcie modelki w gotowej kreacji. Można prześledzić zmiany dodatków czy modyfikacje wyjściowego projektu, ale też zorientować się, jak niewiele różnią się wyobrażenia od rzeczywistości. Same stroje są opatrzone tytułami kolekcji, wiadomo więc od razu, skąd autorka czerpała inspiracje. Takie podejście będzie dla czytelników najpełniejsze – i przyniesie najwięcej informacji. Sprawdza się również jako łącznik z biograficzną serią Marginesów – zawsze bogato zdobionymi publikacjami. Bywa, że zdjęcia i rysunki ciągną się przez kilka kolejnych kartek, sam tekst też nie na każdej stronie zajmuje całe miejsce. Ale w tym wypadku grafika ma do spełnienia ważną funkcję – objaśnia i uzupełnia historię, pozwala łatwiej zorientować się w pomysłach bohaterki tomu. „Grażyna Hase” to publikacja dla tych odbiorców, którzy są zainteresowani ewolucją mody i chcą lepiej poznać historię ciekawej projektantki.
Na wybiegu
Opowieści biograficzne są aktualnie w modzie, zwłaszcza że pozwalają nie tylko poznać życiorysy sławnych postaci, ale i cały kontekst kulturowy, w jakim funkcjonują. Im bardziej egzotyczny z punktu widzenia zwykłego czytelnika zawód, tym większa przyjemność czytania, szczególnie jeżeli książka napisana została z wprawą, a tak jest w przypadku smakowitego tomu „Grażyna Hase”. Krzysztof Tomasik złączył dwa nurty narracji, swoją anegdotyczną opowieść i wspomnienia samej bohaterki. W efekcie odbiorcy zyskują bardzo osobistą perspektywę i emocjonalne ujęcie tematów. Tomasik nie traktuje wymogów biografii jako ograniczenia, pisze książkę tak, by dobrze się ją czytało – a czerpie z wiadomości uzyskanych z rozmów oraz z archiwów. Z jednej strony porusza się w obrębie faktów, dat, pokazów mody i kolekcji, które przeszły do historii, z drugiej natomiast sięga po to, co najbardziej ulotne – po motyw uczuć projektantki i jej bogatego życia prywatnego. Takiego podejścia nie zakłada żadna klasyczna biografia. Ale tom „Grażyna Hase” nie może być nudny, bo taka nie jest i bohaterka.
Najpierw modelka i fotomodelka – żeby uświadomić czytelnikom karierę dziewczyny z okładki „Przekroju” Tomasik sięga po bardzo liczne fotografie. Opowiada o pracy Grażyny Hase dla legendy mody – Jadwigi Grabowskiej. Stopniowo przechodzi do autorskich projektów i pomysłów, które zrewolucjonizowały świat mody (chociaż dzisiaj wydają się oczywiste). W pewnym momencie Grażyna Hase otwiera swoją galerię sztuki – teraz moda traci na znaczeniu czy sile przebicia w samej lekturze, ale bohaterka tomu wciąż pozostaje kreatywna i dba o wrażenia artystyczne odbiorców. Zmienia tylko sposób dotarcia do nich. Pojawia się w tej książce temat pracy dla filmu i projektowania kostiumów do teatru, ale też – wykorzystywania różnych inspiracji. Ta możliwość podejrzenia sławnej projektantki ucieszy spragnionych anegdot.
Za każdym razem Krzysztof Tomasik wprowadza odbiorców w temat, nakreśla tło i to, co mierzalne – wyszukuje informacje z encyklopedycznych notek rodem i poszerza je lub odpowiednio rozbudowuje. Za każdym razem też otrzymuje dodatkowo komentarz Grażyny Hase, która bardzo chętnie zaczyna snuć wspomnienia i dzieli się opowieściami z przeszłości. Lubi i potrafi opowiadać, co ucieszy czytelników. Jej uwagi są bardzo dobrym uzupełnieniem danych z „obiektywnej” narracji Tomasika. Od razu łatwiej wczuć się w klimat wydarzeń i przeżyć je jeszcze raz z bohaterką tomu. Dodatkowo obecność Grażyny Hase jako współautorki w naturalny sposób przenosi tę książkę w sferę bardziej osobistą. Projektantka bowiem często powraca do spraw prywatnych. Zresztą część rozdziałów dotyczy kwestii pozazawodowych, nieprzypadkowa jest kolejność haseł z podtytułu: „Miłość, moda, sztuka”. O swoich związkach oraz małżeństwach. Grażyna Hase opowiada (chociaż niekiedy wybiera dyskrecję, żeby nie urazić byłych partnerów). Powstaje z tego nad wyraz atrakcyjna historia, nieco plotkarska i sympatyczna.
Kolejną narrację zapewnia warstwa graficzna. Na początku to zdjęcia Grażyny Hase prezentującej modę, z czasem dochodzą też fotografie z prywatnego archiwum i te z mistrzami, backstage’owe (Krzysztof Litwin w sukience!). Później – rysunki z projektami, bywa, że i z doczepionymi skrawkami tkanin. Wreszcie zestawienia: rysunek z pomysłem na płaszcz lub sukienkę oraz zdjęcie modelki w gotowej kreacji. Można prześledzić zmiany dodatków czy modyfikacje wyjściowego projektu, ale też zorientować się, jak niewiele różnią się wyobrażenia od rzeczywistości. Same stroje są opatrzone tytułami kolekcji, wiadomo więc od razu, skąd autorka czerpała inspiracje. Takie podejście będzie dla czytelników najpełniejsze – i przyniesie najwięcej informacji. Sprawdza się również jako łącznik z biograficzną serią Marginesów – zawsze bogato zdobionymi publikacjami. Bywa, że zdjęcia i rysunki ciągną się przez kilka kolejnych kartek, sam tekst też nie na każdej stronie zajmuje całe miejsce. Ale w tym wypadku grafika ma do spełnienia ważną funkcję – objaśnia i uzupełnia historię, pozwala łatwiej zorientować się w pomysłach bohaterki tomu. „Grażyna Hase” to publikacja dla tych odbiorców, którzy są zainteresowani ewolucją mody i chcą lepiej poznać historię ciekawej projektantki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






